2 stycznia 2017

I, I felt strangely hypnotised - I was in another world


29 listopada 2006 | VI klasa Ravenclawu | półkrwi
patronusem królik | boginem dementor
kontynuuje runy, transmutację, zaklęcia, eliksiry i zielarstwo
klub eliksirów, koło ONMS i astronomów

Trochę boi się ludzi, uśmiecha jakby w połowie i jest w pewien sposób rozechwiany; jak huśtawka, z której ktoś zszedł już dawno, ale gdy wpatrzysz się w nią wystarczająco długo, dalej zdaje się drgać na łańcuchach. Mówi monotonnie, jego dłonie rzadko kiedy są ciepłe, a oczy mają zupełnie zwyczajny kolor. Zawsze uwielbiał słuchać mugolskich bajek opowiadanych przez równie mugolską matkę, i przykładał ucho do każdych drzwi po kolei, licząc na to, że kiedyś w końcu usłyszy pukanie Alicji, i otwierał każdą szafę szukając zaśnieżonych drzew ukrytych za grubymi płaszczami. Gdy powoli zaczął zapominać o rzeczywistości rozrywanej przez Marcowego Zająca na kawałki, dostał zapieczętowany, gruby list mówiący o kolejnej bajce - tej realnej, zupełnie realnej - a jego nieczarodziejska matka wcale nie była zaskoczona. Pamiętasz, jak zawsze się cieszyłeś, że niektóre twoje sny się spełniają, i jak kwiaty nagle zakwitały w twoich dłoniach? - powiedziała tylko, rozcierając jego spięte ramiona. Chociaż chciał, najszczerzej, nie uwierzył, aż progi małego mieszkania przestąpił jego niewidziany od dziesięciu lat ojciec, pokazał mu magię i opowiedział o jasnowidzącej prababce. Zamknął się w pokoju i przez całą noc, odganiając łzy, złość i szok, przeglądał stare książki z ilustracjami malowanymi tuszem, aż nie zasnął z dłonią nadal na jednej ze stron. Na Pokątnej zaczął płakać, gdy różdżka (11 cali, dość sztywna, drzewo sandałowe, skrzydło trzminoreka) go wybrała, w filar peronu wbiegł z zaciśniętymi powiekami, przy rozstaniu dostał od matki pierścionek z metalową gwiazdką, który wtedy zsuwał mu się z kciuka, a teraz dopiero po powiększeniu wchodzi na serdeczny palec, a podczas pierwszej podróży do zamku przebierał palcami w czarnej wodzie jeziora, aż kałamarnica ostrzegawczo nie przejechała po jego skórze macką. Stał się Krukonem, i choć nigdy nie poczuł z nimi braterskiej jedności, bo od samego początku wciśnięty w fotel uczył się nie tylko zaklęć, ale i geografii, prawie oblał SUMa z Obrony Przed Czarną Magią i do dziś nie wie co ze sobą w przyszłości zrobić, dobrze mu w Pokoju Wspólnym i patrzy na Rowenę Ravenclaw z niezmiennym podziwem. Drobna obsesja na punkcie gwiazd nie minęła mu od lat, i choć ma zdecydowanie za dużo roboty, na jej rzecz nie chce zrezygnować z najmniej potrzebnego mu klubu, i niedobory snu woli uzupełniać kubkami niesmakującej mu kawy. Historie o Lunie Loovegood w gorsze dni poprawiają mu humor, przypominając, że jest uprawniony do odpływania myślami w nieistniejący świat, a w lepsze pozwalają głośno krzyczeć dla żartu, bo przecież nawet dziwacy mogą się odnaleźć. W jego tygodniach brakuje spontaniczności, ale gdy komuś, kto już się dowiedział, że wcale nie jest nudnym towarzyszem, przyjdzie do głowy spytać się, czy nie brakuje mu zabawy, z cichym śmiechem zauważa, że monotonia świetnie pasuje do koloru jego cery. Mecze Quidditcha ogląda tylko czasem - z zazdrością, bo z racji okropnego lęku wysokości, który czasem sprawia, że gdy schody postanawiają zmienić korytarz, do którego prowadzą, musi kucnąć i ukryć twarz w dłoniach, żeby nie zwymiotować, sam ledwo zdał zajęcia z latania na pierwszym roku. A w wakacje wraca i w domu rzeczywiście czuje się jak w domu, bo uwielbia lato. Dopiero odchodząc od mugolskiej lady podczas niemagicznej nocy wśród zapachu ostatniego sierpniowego deszczu, mrużąc oczy nieprzyzwyczajone do oślepiających lamp błyskowych wycelowanych w jego twarz przez niewiedzących o nim najważniejszego niemagicznych przyjaciół, przypomina sobie, że wcale nie pasuje do tych szarozwyczajnych chodników. I potem we wrześniu wdycha zapach amortencji, którą rok w rok warzy, żeby dowiedzieć się, że znowu jest inny, i pozwala nieśmiałkowi przytulić się do jego palców, i rzuca zaklęcia do odbicia w lustrze, żeby na własnej skórze poczuć, że to nie jest ani sen, ani wariactwo - choć tego drugiego nigdy nie może być pewien. 

wątki: Millie, Hugo, Ars, JamesViggo, Roslin
odautorsko

34 komentarze:

  1. [Pan na gifie ma bardzo ładny uśmiech, jeśli River będzie się tak do Millie uśmiechał, może ta nawet go odwzajemni! :) I Walker może chłopakowi przybić piątkę, też ma lęk wysokości, chociaż może nie tak mocny jak on, mimo wszystko na ruszających się schodach jest w stanie normalnie stać. W każdym razie, witam serdecznie i życzę miłej zabawy! Nie miałam okazji pisać z twoją postacią, bo sama jestem nowa, ale chętnie popiszę z Riverem, bo wydaje się interesującą i dość oryginalną postacią :)]

    Millie

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witam ponownie na blogu! :)
    Jak i w przypadku poprzedniej karty, bardzo miło się ją czytało, a i chłopak na gifie sympatyczny ;) Ogółem, sama przyjemność :]
    Życzę Ci wielu ciekawych wątków oraz udanej zabawy w naszym gronie, mając nadzieję, że zostaniesz z nami jak najdłużej :) W razie chęci, zapraszam do swoich panów; może tym razem coś wymyślimy ;)]

    Teddy Lupin || James Potter

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Jak już wspominałam, mamy szeroko otwarte ramiona.]

    V.V

    OdpowiedzUsuń
  4. [Cośza długa ta karta, leniu, patrzę i nie dowierzam. Z zaklęć może dostawać lanie, dziwnym, by było jeśli nie, hue. W oczy rzuciło mi się drzewo sandałowe, więc Sanders ma zatem spore predyspozycje do magii leczniczej. Z trzminoreka uzyskujemy syrop wywołujący melancholię. Całkiem ciekawe połączenie.
    Zacznę nam c;]

    OdpowiedzUsuń
  5. [Dobry wieczór! Bardzo przyjemna karta, odważę się nawet powiedzieć, że w pewnym sensie niezwykle magiczna, choć wcale na początku się tego nie spodziewałam. Przyjazna postać, sympatycznie wyglądający pan na gifie, czego chcieć więcej. Jeśli natomiast River ma ochotę to, zamiast wspominać historie o Lunie, może spojrzeć na swoją koleżankę z roku i domu — istna wariatka, a jednak czasami się odnajduje. Cudownej zabawy, samych ciekawych wątków i dużo, bardzo dużo weny!]

    Lisa Bassett

    OdpowiedzUsuń
  6. [Jak najbardziej. W sumie to pasuje mi to do nich, oboje są raczej spokojni, można nawet rzec, że przeciętni (w dobrym tego słowa znaczeniu, oczywiście :D) i taka zwyczajna relacja opierająca się na wzajemnej sympatii może wyjść im na dobre. To teraz pozostaje kwestia wątku. Co powiesz na równie spokojne spotkanie w Pokoju Wspólnym po północy, gdy wszyscy będą już spać?]

    Millie

    OdpowiedzUsuń
  7. [Pewnie, tak możemy zrobić :) Chcesz zacząć czy ja mam to zrobić?]

    Millie

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie chciała wychodzić w taką pogodę na zewnątrz, ale kiedy okazało się, że jej biały sierściuch ma pchły, chcąc nie chcąc musiała wybrać się do Hogsmeade, aby zakupić odpowiedni specyfik. Nie miała pojęcia skąd Jinx nabawiła się tego ohydztwa, ale w sumie nie powinna się dziwić, w Hogwarcie było tyle kotów, że prawdopodobnie od któregoś je złapała. Nie wykluczała też faktu, że zaraziła się nimi, gdy były jeszcze w domu, gdzie spędzały święta i nowy rok. Gdziekolwiek by się jednak nie zaraziła, Millie musiała zrobić z nimi porządek. Liczyła tylko na to, że nie będzie się to równało kąpieli, bowiem Jinx, jak większość kotów, wody nie znosiła i Walker musiałaby się nagimnastykować, aby ją do niej wsadzić. Już i tak była wystarczająco przez nią podrapana, pomimo tego, że za każdym razem, gdy była w domu, starała się odwiedzić weterynarza, aby podciął jej pazury. Te jednak odrastały w zastraszająco szybkim tempie i z czasem stwierdziła, że sama musi nauczyć się je obcinać.
    Korzystając z wolnego popołudnia, ubrała się w swój cieplutki płaszcz i owinęła się dodatkowo grubym szalem, po czym ruszyła żwawo do Hogsmeade, aby jak najszybciej załatwić lekarstwo na pchły i czym prędzej wrócić do zamku, gdzie było dużo cieplej niż na zewnątrz. Była typem zmarzlucha i, dopóki nie musiała lub na zewnątrz temperatura nie przekroczyła zera, nie wyściubiała nosa poza mury Hogwartu. Wtedy najczęściej można też było ją spotkać w Pokoju Wspólnym, gdzie wygrzewała się przed kominkiem i czytała Proroka Codziennego lub jakąś inną czarodziejską gazetę. Oczywiście, o ile miała czas, gdyż jako członkini klubu eliksirów i prefekt naczelna, miała naprawdę sporo obowiązków. Cud, że dzisiejszego dnia miała czas wyskoczyć na chwilę do Hogsmeade, zazwyczaj nie miała takiego luksusu i musiała czekać do weekendu, kiedy to miała trochę mniej pracy. Co prawda, często sama była sobie tego winna, gdyż najzwyczajniej w świecie osobiście się do wszystkiego zgłaszała, a wszystko dlatego, że często lubiła sprawować nad wszystkim kontrolę i chciała wtrącić swoje trzy grosze. Poza tym, jako prefekt naczelna powinna się w końcu angażować w życie szkoły.
    Zanim jeszcze swoje kroki skierowała do niewielkiej apteczki, wpierw postanowiła wstąpić do Miodowego Królestwa, aby zakupić kilka łakoci, nie tylko dla siebie, ale również dla matki, która wyjątkowo polubiła czarodziejskie słodycze. Kobieta w ogóle uwielbiała wszelkie słodkości – przez co ostatnio przytyła kilka kilo, ale widocznie niezbyt się tym przejmowała – i przynajmniej raz w tygodniu odwiedzała jakiś sklep, aby prócz podstawowych sprawunków kupić sobie też coś mocno kalorycznego.
    Wchodząc do apteki, od razu poczuła specyficzny zapach różnych ziół i eliksirów, który Millie bardzo lubiła, a do jej uszu dobiegł cichy dźwięk dzwoneczka, który zaanonsował jej przybycie. Nie musiała jednak czekać aż sprzedawca wyjdzie zza zaplecza, bowiem mężczyzna stał już przy ladzie, obsługując innego klienta. Klienta, którego Millie poznała bez problemu, pomimo tego, że stał odwrócony do niej plecami.
    — Dzień dobry — przywitała się uprzejmie podchodząc do kontuaru, o który po chwili się oparła i skierowała swoje spojrzenie w stronę Rivera. — Cześć. Nie wiedziałam, że masz zamiar iść dzisiaj do Hogsmeade — powiedziała, przenosząc wzrok na buteleczkę stojącą na ladzie, której jednak nie potrafiła rozpoznać.

    Millie

    OdpowiedzUsuń
  9. [Świetny jest, a końcowy fragment nieśmiałku kupił mnie całkowicie. Jak masz ochotę na wątek to zapraszamy, może wspólnie uda się coś ciekawego wymyślić :)]
    Hugo

    OdpowiedzUsuń
  10. [Ten gif jest przeuroczy! Cześć, ja nam urwałam wątek na BAA ale za to mogę zaproponować coś tutaj - stąd nigdzie nie uciekam i nie znikam, więc... W razie chęci zapraszam ;)]

    Artair, Avalon, Hyun i Vinay

    OdpowiedzUsuń
  11. [O, a znalazłam to zdjęcie pod nazwiskiem Billy'ego. Ech, ten internet to potrafi oszukiwać :c Jak znajdę zdjęcie, które równie mnie zaczaruje, to zmienię, ale mam nadzieję, że na razie nikt mnie nie zdemaskuje (prócz Ciebie, ale cii).
    Skoro jesteś zakochana, to pozostaje mi ślicznie podziękować. I pewnie, że mam chęć na wątek, ale z pomysłem już gorzej. I trochę szkoda, bo River bardzo mi się podoba, ale nie wiem, jak go tu z Joshem połączyć i ubolewam.]

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  12. [To w takim razie, po prostu odezwij się, jak już będziesz wiedziała ile przyjmiesz wątków, a wtedy nad czymś pomyślimy, o! :)]

    Artair, Avalon, Hyun i Vinay

    OdpowiedzUsuń
  13. [Właśnie nie wiem, bo mam wrażenie, że to będzie tak trochę na siłę pisanie, bez żadnego punktu zaczepienia, a za przypadkowymi spotkaniami też nie przepadam. Więc może lepiej będzie, jak spasujemy. Może w niedalekiej przyszłości przyjdzie nam coś razem napisać :D ]

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  14. [Cześć *mruga nieśmiało* pamiętasz mnie?
    River jest uroczy, karta mnie oczarowała, a ja mam nadzieję, że przyjdziesz do mnie i do Bellka na wątek!]

    Bellamy

    OdpowiedzUsuń
  15. [W porządku, rozumiem; wątki między uczniem i pedagogiem nie każdemu idą :P
    O, bardzo dobry pomysł z tym, by przyszedł na spotkanie Klubu, albo nawet na samą lekcję, jako gość specjalny xD Nie no, żartuję; przyszedłby jako student Magizoologii, a po zajęciach River mógłby z nim porozmawiać.
    Drugi pomysł też możemy wykorzystać, jasne, będzie ciekawiej, niemniej za bardzo nie wiem, skąd Sanders wiedziałby o niedoszłej karierze Jamiego w Biurze Aurorów ;) Chyba że wyraziłby swoje zdziwienie, że po synu Ginny i Harry'ego Potter, spodziewałby się raczej innej ścieżki kariery ;)]

    James Potter

    OdpowiedzUsuń
  16. [Nic bardziej skomplikowanego mi do głowy nie przychodzi, ale pomysł z cichym konkurowaniem jest w porządku! Na razie mam same pozytywy, więc taka trochę chłodniejsza relacja oparta na rywalizacji byłaby okej. Może na którymś z tych przedmiotów nauczyciel zorganizowałby jakieś zawody, coś w stylu walki o Felix Felicis, tylko taki konkurs wieloetapowy. Początkowo mogliby zacząć od niewinnych komentarzy, utrudniania pracy tak aby drygi nie zauważył, a po wejściu na ten najwyższy etap - finałowy - jakoś by się to rozkręciło z różnymi konsekwencjami dla obojga.]
    Hugo

    OdpowiedzUsuń
  17. [Yay! :D Już dwa lata?
    A ja coś tam w głowie mam! Tylko nie wiem czy szukasz jakichś konkretnych powiązań i na jak wiele mogę sobie pozwolić.
    Do głowy wpadło mi coś na zasadzie tego, że Bell i River mogliby mieszkać w tej samej okolicy, a ich matki by się znały. Obie - samotnie wychowujące synków i w ogóle. Bell i River w czasach dzieciństwa mogliby ze względu na to się wspólnie bawić i się przyjaźnić. Ich drogi mogłyby się rozejść po pierwszym roku w Hogwarcie - wiadomo, inne domu, inne zajęcia, inni - nowi znajomi. Ich kontakt odnawiałby się tak co wakacje i znikał nagle po rozpoczęciu roku szkolnego. River kocha gwiazdy, a Bellamy ma tendencję do tego, że często ucieka do nocnego nieba, uważając, że kiedy patrzy na księżyc, wszystko wydaje mu się być mniej odległe. Mogłoby trafić się im małe spotkanie na Wieży Astronomicznej. Co do dalszej relacji - Bell ma praktycznie czystą kartę powiązań. :) Nie wiem czego brakuje Twojemu Panu.]

    Bellamy

    OdpowiedzUsuń
  18. [Jamie raczej się tym nie chwali, więc o ile nie wyjdzie nam to, tak jak mówisz, w praniu; podczas, np., rozmowy Rivera o planach na przyszłość, będziemy musiały sobie to na obecną chwilę odpuścić ;)
    Cieszę się, że mamy wszystko obgadane :) I mogłabym Cię prosić o rozpoczęcie? xx]

    Jamie Potter

    OdpowiedzUsuń
  19. [Jasne, możemy połączyć te dwa przedmioty, ewentualnie zrobić z tego coś w rodzaju konkursu/uproszczonego do granic możliwości turnieju dla szóstoklasistów, wtedy też poziom konkurowania byłby inny i zacząć od powiedzmy drugiego zadania. Chyba, że całkiem zmienimy koncepcję, jeśli np brakuje Ci jakiegoś konkretnego powiązania dla Rivera, jakiegokolwiek. Hugo jest elastyczny, więc powinien wcisnąć się w prawie każdą ramę]

    OdpowiedzUsuń
  20. [ Może coś zobaczę!
    Jakie są słabości Sandersa? Cokolwiek, co zaboli.]

    OdpowiedzUsuń
  21. [O, podoba mi się bardzo pomysł z minionym zauroczeniem! Po zakończeniu turnieju może nawet dałoby się ten motyw jakoś ciekawie kontynuować, skoro Hugo nieświadomie sprawi, że River znowu zacznie w jakiś stopniu o tym myśleć c: Możemy w takim razie zacząć już od samej akcji, może właśnie w tej sali eliksirów, najwyżej później wplecie się coś związanego z ONMS. W razie czego mogłabym Cię poprosić o zaczęcie?]
    Hugo

    OdpowiedzUsuń
  22. Jej pupil był raczej grzecznym zwierzakiem, często jednak gdzieś znikał i potrafił wrócić dopiero po kilku godzinach, zawsze cały i zdrowy. Millie nauczyła się więc o Jinx nie martwić, a już na pewno przestała jej szukać za każdym razem, gdy gdzieś sobie poszła. Przyzwyczaiła się też, że kotka przychodziła do niej tylko wtedy, gdy była głodna, zmęczona lub chciała być głaskana. Jej to wcale nie przeszkadzało, gdyż i tak nie miałaby dla niej zbyt dużo czasu. Jako uczennica siódmej klasy, prefekt naczelna i członkini klubu eliksirów, na dodatek bardzo w niego zaangażowana, większość tygodnia miała zawaloną, a przecież dochodziły jej jeszcze spotkania z przyjaciółmi i wiele innych, często nawet drobnych rzeczy. A ona po SUMach chciała jeszcze kontynuować Starożytne Runy i Numerologię! Teraz cieszyła się, że jednak tego nie zrobiła, inaczej musiałaby wymyślić sposób na rozciągnięcie doby o kilka godzin. Całe szczęście, zdała sobie sprawę, że najzwyczajniej w świecie nie będzie jej się chciało tyle uczyć, bo w końcu nie lubiła tego robić. Chyba, że chodziło o eliksiry, nad nimi mogła siedzieć godzinami i prawdopodobnie nigdy by się to jej nie znudziło. Dlatego prawdopodobnie sama uwarzyłaby eliksir na pchły, ale problem był taki, że nie miała na to czasu. Prościej było pójść do apteki w Hogsmeade, niż poszukać przepisu na własną rękę, później zdobyć składniki i na końcu bawić się w przygotowanie eliksiru, który niewiadomo ile musiał się warzyć.
    — Oh, tak. Pogoda na zewnątrz jest wręcz nie do zniesienia — westchnęła, chowając rękawiczki do kieszeni płaszcza. I mimo, że miała je na sobie całą drogę, miała wrażenie, że palce i tak jej skostniały. — Jak tak dalej pójdzie, wszyscy będziemy chorzy zanim się obejrzymy. Powinni coś z tym zrobić, rzucić jakieś zaklęcie czy coś — dodała, chociaż nie była pewna czy tak się da. Nie była jakąś wybitną czarownicą, zdecydowanie lepiej szło jej mieszanie w kociołku niż rzucanie czarów, co wiązało się też z tym, że nie znała wszystkich zaklęć i nie wiedziała co dało się zrobić z ich pomocą, a czego nie.
    — Poproszę eliksir na pchły dla kota — odezwała się po chwili milczenia, swój wzrok kierując na sprzedawcę, który wciąż stał za ladą i czekał na jej zamówienie. — I to. — Wyciągnęła w kierunku mężczyzny niewielki skrawek pergaminu z wypisanymi składnikami, których potrzebowała na następne spotkanie koła eliksirów. Miała nadzieję, że wszystko tutaj dostanie, gdyż nie uśmiechało jej się iść na drugi koniec wioski, aby je zdobyć. Było zbyt zimno i chciała jak najszybciej wrócić do zamku, przebrać się w gruby szlafrok i zasiąść przed kominkiem w Pokoju Wspólnym.
    — Wybierasz się na najbliższe spotkanie klubu eliksirów? Mamy w końcu zacząć warzyć Felix Felicis, aby zdążyć go skończyć przed końcem roku. Podobno osoby, którym się uda go uwarzyć mają dostać jakąś specjalną nagrodę, ale nie jestem pewna czy to prawda, bo powiedziała mi to Lucy Howard, a ona lubi zmyślać sobie różne rzeczy —powiedziała, stukając swoimi krótkimi, acz zadbanymi paznokciami o ladę.

    Millie

    OdpowiedzUsuń
  23. Wymykanie się z męskiego dormitorium, a następnie przez opustoszały Pokój Wspólny Slytherinu, w którego to kominku dogasał już ogień, pod osłoną ciemności na nocne eskapady przez minione lata w Hogwarcie wyraźnie weszły mu w krew. Prawie tak samo jak nieodłącznie łamanie regulaminu — Ars wychodził jednak z założenia, że odkrywanie tajemnic zamku i edukacja na własną rękę w Dziale Ksiąg Zakazanych wcale nie zaliczała się do czegoś złego czy też ujmującego. Mimo wprawy w przemykaniu po korytarzach zupełnie niezauważonym, poniekąd przez znajomość haseł to tajemnych przejść, co siłą rzeczy ułatwiało mu ucieczkę w momencie zagrożenia, wciąż był ostrożny względem jakichkolwiek szmerów czy dźwięków, choć wyjątkowo tej nocy nic poza chrapaniem drzemiących postaci z portretów nie przykuwało jego uwagi. Trzymana w prawej ręce różdżka wykonana z czarnego bzu została specjalnie opuszczona wzdłuż ciała, a tryskająca z jego końca niebieskawa poświata zaklęcia Lumos skierowana została w podłoże. Arsellus nie chciał bowiem wysłuchiwać pretensji i wyzwisk od tych wyrwanych gwałtownie ze snu. 
    Dostanie się do Działu Ksiąg Zakazanych nie było Ślizgona jakimś szczególnym wyczynem — zapuszczał się tutaj od trzeciej klasy bodajże, kiedy zamiłowanie do zgłębiania wiedzy, wsparte na jego silnej ambicji i ciekawość względem czarnej magii wygrała po raz pierwszy. Potem już było już tylko łatwiej, a pokusa wcale nie znikała. Czarna magia miała bowiem to do siebie, że kusiła swą różnorodnością, choć słynęła również z podłych zaklęć, których sam Arsellus używać nigdy nie zamierzał. Mogły okazać się bardzo przydatne w kwestii dążenia do zostania największym w historii Twórcą Zaklęć. Niekiedy wybrane zaklęcia czarnomagiczne, ale niezbyt szkodliwe, rzecz jasna, wykorzystywał w Klubie Pojedynków. Wbrew wszelkim pozorom nie miały one jakichś tragicznych skutków dla jego oponentów, lecz nierzadko okazywały się w praktyce o wiele oporniejsze na próby odbicia ich czy tym bardziej uniknięcia. 
    Arsellus uniósł nieco różdżkę, by zaklęcie oświetliło mu wysokie, drewniane półki wypełnione po brzegi solidnymi grzbietami ksiąg. Ars doskonale zdawał sobie sprawę, że znalezienie Księgi Czarów Mirandy Goshawk trochę mu zajmie, ale żeby nie marnować zbytnio czasu, zdecydował się na przywołanie jej za pomocą zaklęcia Accio. Opatrzona w porządną oprawę księga wysunęła się, jakby leniwie i niechętnie z jednej z wyżej położonych półek, zlatując wprost do rąk Ślizgona. Ten oparł się tyłem o jej przeciwstawną bliźniaczkę i otworzył ją początkowo niezgrabnie, lewą ręką, wspierając ją także na jej zgięciu. Nachylił różdżkę nad zapisanymi gęsto stronicami, przerzucając je w poszukiwaniu tego na czym to ostatnio skończył. Wiedział aż nazbyt dobrze, że w przypadku bardziej zaawansowanych zaklęć Miranda Goshawk przygotowała dla adeptów swej książki — specjalnie zaczarowane pokoje do treningów i praktykowania aż do wyuczenia się ich w sferze nie tylko należytego ruchu, ale i wymowy, a także reagowania nimi w momencie zaskoczenia. Po odnalezieniu tego czego szukał, postukał niecierpliwie w wybraną stronę, z której wydobyło się dźwięk zbliżony do trzaskającego ognia.
    Arsellus pochłonięty tym zajęciem nieświadom był jednak tego, że pewien krukoński jegomość również postanowił zapuścić się tam gdzie nie trzeba, choć bez cienia wątpliwości ani jeden ani drugi nie przypuszczał, że znajdzie się na tyle blisko, że księga autorstwa Goshawk wciągnie go do labiryntu swoich pokoi w towarzystwie Ślizgona... W pierwszym odruchu na widok obcej postaci Ślizgon machnął ręką formując tym samym pionową kreskę, nie wypowiedział zaklęcia, lecz czerwone światło, które trafiło w jego nowego towarzysza dało jasno do zrozumienia, że użył popularnej drętwoty, oszałamiając go zarazem. Dopiero po chwili Ars rozejrzał się po świeżo stworzonym pomieszczeniu skąpanym w półmroku — dotarło do niego, że to była żadna pułapka zastawiona przez tę zdolną autorkę i miał do czynienia ze zwykłym uczniem, a nie magiczną projekcją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — A niech to Merlin świśnie — zaklął pod nosem brunet, co odbiło się od stworzonych ścian, kręcąc głową z dezaprobatą. Że też jakiś koleś wlazł mu w drogę, wpadając nie tylko do środka księgi Goshawk, ale i w epicentrum sekretu Arsellusa. Zważywszy na powszechnie negatywną i stereotypową opinię na temat czarnej magii Grudniowy dbał z należytą dokładnością o to, aby nikt jego prywatnego hobby na czele z edukowaniem się na własną rękę ponad materiał wyznaczony wyszedł na jaw. — Enervate — Ars rzucił zaklęciem przywracającym poszkodowanemu trzeźwość umysłu, czekając aż ten matoł dojdzie do siebie. Nie bawił się w jakieś wyjaśnienia, przystanął z boku, krzyżując ramiona i wodząc spojrzeniem po czarno-białej posadzce ułożonej w karo. Za moment przyjdzie czas na dokładniejsze wyjaśnienia, a w kącikach ust Arsellusa zawitał złośliwy uśmieszek.


      Ars, którego powinnaś gonić z tym zaczęciem, aby było punktualnie jak w zegarku <3

      Usuń
  24. [ Ucieczka dementorów z Azkabanu podczas treningu Ślizgonów i zajęć koła astronomów/ ratunek Vigga i akrobacje z Sandersem na miotle/ pozowanie na bohatera/ okropności względem R. związane z byciem przedstawicielem domu Salazara i miejsce na dodanie czegoś od siebie, czyli czegoś od Ciebie.
    Słabo wymyślam, wybacz.]

    OdpowiedzUsuń
  25. [Cześć, myślę, że wszystko jesteśmy w stanie zrealizować, nawet ten świąteczny bal. Muszę się tylko zastanowić do jakiej wizji mógłby wtargnąć River, co by miało to ręce i nogi ;)]

    Roslin Creswell

    OdpowiedzUsuń
  26. [Hejka! Przychodzę trochę z opóźnieniem, ale u mnie czasowe poślizgi to norma niemniej chciałam dać znać, że przepłynęłam przez kartę Rivera (to imię <3 wybacz za słabość do Rivera Phoenixa <3) z niemałym zachwytem, bo choć jest długa jak na dzisiejszy modny w blogosferze minimalizm, to bez wątpienia zawiera świetną treść. Zazdroszczę bardzo <3 W razie chęci na wątek zapraszam do Tessy, widzę nawet dla nich trochę śmieszne powiązanie, które wyszłoby komicznie. Co powiesz na to by Tessa dostała złe informacje jakoby River startował do jej młodszej siostry uczącej się w Hogwarcie? Nic innego nie wpada mi do głowy, jeśli pomysł słaby to nic, zastanowię się nad czymś innym albo odpuszczę :D]

    TORI WEASLEY & TESSA IVES

    OdpowiedzUsuń
  27. [Cześć i dziękuję bardzo za miłe słowa. Myślę, że faktycznie nasze postaci mają równie dużo wspólnych co różniących cech i że składają się w taki sposób, że mogłoby wyjść z tego coś naprawdę ciekawego. Więc jeśli w bliższej lub dalszej przyszłości uznasz, że brak Ci wątków, to wal śmiało. ;)]

    Levis Matthews

    OdpowiedzUsuń
  28. Rozgnieść korzeń asfodelusa, porządnie wymieszać zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara, a następnie dodać szczyptę przygotowanej wcześniej nalewki z piołunu. Czynność powtórzyć dwukrotnie.
    Przez pierwszych parę minut wpatrywał się w leżącą przy jego miejscu pracy instrukcję szeroko otwartymi oczami, teatralnym gestem ocierając czoło z niewidzialnych kropel zimnego potu. Nie miał bladego pojęcia co robił w zatopionej w chmurze dymu, kłębach pary oraz wybuchowej mieszance najróżniejszych woni i aromatów Sali eliksirów, jednak na rezygnację było już zdecydowanie za późno. Nie zmieniało to faktu, iż z miłą chęcią natychmiastowo odwróciłby się na pięcie i zniknął w miarę niepostrzeżenie, tym samym chroniąc samego siebie przez murowaną kompromitacją. Eliksiry nigdy nie były jego mocną stronę, chociaż co roku jakimś sposobem – bardziej stawiał tutaj na cud – udawało mu się uzyskać stopień umożliwiający mu kontynuowania tej zajęciowej udręki przez kolejne miesiące. Nie był najgorszy i z tego nawet zdawał sobie sprawę, ale konkurs a codzienne lekcje tego przedmiotu dzieliła przepaść. Przepaść, którą Hugo miał szczerą nadzieję przeskoczyć, nie dając się przez nią pochłonąć. Na wygranej nie zależało mu ani trochę, był jednak zdania, że tego typu turnieje stanowią świetną okazję do spędzenia czasu inaczej niż w dni powszednie. A otaczanie się ludźmi, konkurowanie podlegające pod kategorię zdrowej rywalizacji, przełamywanie codziennej rutyny i próbowanie nowych rzeczy było czymś, bez czego ciężko było mu się obejść. Przez jego czoło przechodziła pionowa zmarszczka, charakterystyczna dla stanów głębokiej kontemplacji, która nie odstępowała go wtedy na krok. Mieszał zawzięcie, co jakiś czas odrywając się od pracy by spod przymrużonych powiek zaobserwować to, co w tym samej minucie rozgrywało się niedaleko niego. Stanowisko dalej, w przeciwległym końcu Sali, gdzieś w jej centralnym, również pokrytym zasłoną dymu punkcie. Przerwał jednak obserwowanie pochłoniętych zadaniem kolegów w momencie, który siłą rzeczy uznał za konieczny; mimo wszystko przez te wszystkie lata zdążył przywiązać się do swojego lewego kciuka, zatem wolał nie zostać zobligowanym do pożegnania się z nim przez własną nieuwagę. A nóż, którym akurat z zapałem kroił wyjątkowo twardy składnik z pewnością bez najmniejszego problemu uporałby się z niepozornie wyglądającym ludzkim palcem.
    Wiedział, że o czymś zapomniał, ale po przeszukaniu własnych, uszczuplonych już zapasów ingrediencji doszedł do wniosku, że w grę wchodziła jedynie pożyczka. Uzbroił się zatem w swój często ułatwiający funkcjonowanie uśmiech, podchodząc do pierwszej napotkanej wzrokiem osoby by zaczepić ją bez cienia skrępowania.
    — Dzięki, ratujesz mi życie! A jeśli nie życie to przynajmniej eliksir — w przyjacielskim geście poklepał go po ramieniu, nie rezygnując przy tym z podtrzymywania kącików ust ku górze. Kojarzył tego Krukona, chociaż nie pamiętał by w przeszłości zamienił z nim więcej niż parę zdań, dzięki czemu jeszcze bardziej cieszył się z tej małej pomocy, której chłopak również dobrze mógł mu odmówić, kierując się przy tym uzasadnionymi chęciami eliminacji potencjalnego konkurenta. — Ciężko odróżnić od siebie te wszystkie sproszkowane rogi, kolce, skorupy… — westchnął, ważąc w dłoni swoją nową, niezbędną do kontynuacji pracy zdobycz, na pierwszy rzut oka nie wzbudzającą żadnych podejrzeń. — Ja zawsze musiałem się długo zastanawiać nim zdecydowałem się coś wrzucić do kociołka — kontynuował, nawet nie zauważając kiedy włączył mu się typowy dla Puchona słowotok, a co za tym szło, bezpieczniej było w miarę szybko wrócić na swoje stanowisko, zamykając usta i zaprzestać męczenia kogoś, kto zapewne miał go już serdecznie dosyć. — Twój wywar jest już prawie przezroczysty, mogę zerknąć? — I nie czekając na pozwolenie wychylił się przez jego bark, chwiejąc się lekko i dla utrzymania się w pozycji pionowej używając krukońskiego kolegi jako jedynej stabilnej podpory.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaraz jednak odsunął się, mrucząc pod nosem przeprosiny i raz jeszcze dziękując mu za proszek, który dalej ściskał w dłoni. Proszek, który raptem dwie minuty później ochoczo wrzucił do gotującej się w kociołku jasnej substancji, momentalnie na jego oczach zmieniającej zarówno kolor jak i konsystencję, przypominając teraz zepsuty pudding o wyjątkowo ciemnej, wręcz czarnej barwie.
      Hugo

      Usuń
  29. [Jak najbardziej aktualny, na dniach nawet nam go zacznę zgodnie z planem. Też właśnie powoli wracam do żywych po przerwie ;)]

    Roslin

    OdpowiedzUsuń
  30. [Czekam na obiecany odpis, bo jestem już po sesji ;>]

    A.

    OdpowiedzUsuń
  31. [O, dziękuję za informację o wizerunku! <3
    Ha, skąd ja znam to bycie w tyle z odpisami i ciągły brak czasu. No ale mimo wszystko dziękuję jeszcze za powitanie, a jak będziesz miała chęci i nadrobisz wszystko, co masz do nadrobienia, to musimy coś razem wykombinować!]

    Charles

    OdpowiedzUsuń