9 kwietnia 2016

오혁

 

Hufflepuff - VI rok - 13 cali, cis, pióro lelka wróżebnika - koło wróżbiarskie

          Jego matka zmarła krótko po porodzie w skutku powikłań. Ojciec postanowił przeprowadzić się po dwóch latach od narodzin chłopca do Londynu, gdzie dostał możliwość awansu, lepszych zarobków. Przede wszystkim, pragnął jednak zrzucić na siebie większą ilość obowiązków, by nie myśleć o bólu związanym z utratą żony, ale także o tym, co ukrywała do końca swoich dni. Wychowywały go nianie. Trudno stwierdzić, czy czuje za to żal do ojca. W każdym razie, nawet, gdy wraca do rodzinnego domu na wakacje, nie spędzają ich wspólnie.
          Jest spokojny i cierpliwy, a może po prostu dobrze ukrywa negatywne emocje. Nie chce być zauważony. Szybkim krokiem przemyka korytarze, by zniknąć w bibliotece i bezkarnie spędzać tam wolny czas. Nie lubi tłumów oraz napastliwych spojrzeń, hałasu, zadawania zbyt wielu pytań, plotek. Niewiele mówi, zamiast rozmów, woli tonąć w książkach, upajać się wonią atramentu, przesuwać piórem po policzku. Wieczorami często gra na gitarze w Pokoju Wspólnym. Ma miły głos, całkiem dobre oceny i małą sowę. Nigdy nie dostaje prezentów na Boże Narodzenie, ale zdecydowanie, gdyby mógł sobie wybrać choć jeden, bez zastanowienia wskazałby pelerynę-niewidkę. Najlepiej radzi sobie z wróżbiarstwem oraz zielarstwem. 

relacje ◊ poszukiwani

________________________________________________________________________________________________________________
Handel wymienny. Tak, mam ochotę na wątek. Nie piszę elaboratów, ale za to nie robię błędów. Pierwszy raz na jakimkolwiek blogowym Hogwarcie i niedoczytana (jeszcze) seria HP. Oh to nazwisko, Hyuk to imię. Pod zdjęciem jest link, gdzie można zobaczyć więcej zdjęć oraz posłuchać miłego głosu Hyuka.

29 komentarzy:

  1. [ Cudny pan. Strasznie podoba mi się karta, wizerunek i to, że na Kroniki zawitał kolejny ciekawy Puchon. Witam i życzę dobrej zabawy oraz zapraszam do siebie na wątek :) ]

    Astoria Macnair/Silas Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  2. [Ojej, Puchon! Jak miło! Ich to zawsze tak mało, a to nie mniej lepszy dom od innych. :c Coś taki smutny ten pan, coś czuję, że Maxine wzięłaby go w obroty, nieważne czy by tego chciał, czy nie. A on biłby ją po głowie, żeby go zostawiła. W każdym razie życzę dobrej zabawy na blogu i możliwie jak najdłuższego pobytu!]

    Jemma Simmons/Molly Weasley/Maxine Carter

    OdpowiedzUsuń
  3. [April też nie lubi tłumów i niewiele mówi :3 Dogadaliby się, tak myślę. W sumie, trudno się nie dogadać jak się prawie cały czas milczy :D No i Puchon <3 Ich zawsze brakuje, więc miło, że zawitał kolejny. Także, mówię cześć i zapraszam do wątku :)]

    April

    OdpowiedzUsuń
  4. [Kocham. Puchonów. No kocham po prostu. A takich łysych Puchonów to już w ogóle.
    Kochajmy się <3]

    Albus / Roxanne / Nelius

    OdpowiedzUsuń
  5. [Mam słabość do Puchonów, a ten do gustu przypada mi jeszcze bardziej, bo nie odniosłam wrażenia, żeby potwierdzał brzydki i krzywdzący stereotyp Puchasia-życiowej niemoty. Może się mylę (choć mam szczerą nadzieję, że nie), ale wydaje mi się, że mimo swojego odosobnienia Hyuk to taka postać, która potrafi jasno powiedzieć, że coś mu się nie podoba i bronić własnego zdania (a że nie zawsze uważa to za konieczne, to odrębna kwestia). To pewnie ta jego wygolona czaszka tak mi w głowie miesza.
    Blog troszkę przysypia, ja razem z nim, ale mimo to witam serdecznie. Udanego pobytu i ciekawych wątków, oby ten pierwszy raz na Hogwarcie okazał się dla Ciebie jak najbardziej owocny. :) Cześć!]

    Milliesant Lloyd

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Astoria bardziej dogadałaby się z Puchonem niż Silas, który jest dość wymagającą postacią. Ślizgonka odbiega od typowego wizerunku zielonych tak jak Hyuk nie jest typowym Puchonem, co szalenie mi się podoba. Czuję, że dogadaliby się, choćby ich rozmowa miała zacząć się od sów, bo razem posiadają po jednej. Zawsze zaczynam ustalanie wątku od relacji, więc masz jakieś propozycje? ]

    Astoria Macnair

    OdpowiedzUsuń
  7. [Jak najbardziej posada jest wolna i wydaje mi się, że Hyuk byłby do tego jak najbardziej odpowiedni! :3
    Trzeba więc im ustalić jakieś fajne powiązanie i wątek i mam nadzieję, że mi w tym pomożesz, bo ja w wymyślaniu jestem niestety słaba, więc zwykle zaczynam :)]

    Roxanne

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Ooo, nawet coś mam. Nasza dwójka mogła się poznać, listownie, podczas jakiejś akcji w Hogwarcie, która polegała na tym, że dwójka uczniów była grupowana w pary i miała ze sobą wymieniać listy. Moja pani uwielbi apisać listy, więc mogli sobie to razem ciągnąć, nie wiedząc nawet z kim mają do czynienia, bo robii to anonimowo. Mogliby się spotkać podczas przerwy świątecznej w jakimś miejscu i tam spędzić ze sobą trochę czasu. Co myślisz? ]

    Astoria Macnair

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Tak, wtedy już by o tym wiedzieli albo dowiedzieliby się w tamtym momencie. Mogą się również zmówić, że podczas przerwy świątecznej się spotkają. Ucieszę się, jeśli zaczniesz : ]

    Astoria Macnair

    OdpowiedzUsuń
  10. [To świetny pomysł, szczególnie że Roxanne nie znosi tego typu wydarzeń! Jeszcze dzisiaj zacznę, ewentualnie jutro <3]

    Roxanne

    OdpowiedzUsuń
  11. [Skądże, nie mam cię dość! Jeśli chodzi o naukę z Jemmą, nie ma sprawy, może być. Tylko jeszcze nie wiem co mogliby robić teraz. No chyba, że skupimy się na wątku u Fay, u której jeszcze nie mam żadnych, więc... no. Ona byłaby wdzięczna za jakąkolwiek koszulkę, która wygląda lepiej niż ten jej sweter, do którego ma sentyment. Za to ona mogłaby mu dać prezent na Boże Narodzenie, bo to dobra duszyczka. I tak by sobie mogli siedzieć i razem czytać książki w bibliotece.]

    Jemma Simmons/Fanney Caulfield

    OdpowiedzUsuń
  12. [a dzień dobry i dziękuję. :) mi żaden wątek niestraszny! Delilah też woli przesiadywać w bibliotece: może mogliby się tam spotkać i, powiedzmy, "pokłócić" o książkę, którą oboje chcieli wziąć? choć na pewno nie byłaby to ostra kłótnia w stylu Ślizgonów. c:]

    Delilah Rottley

    OdpowiedzUsuń
  13. [Dzień dobry! :) Ciekawa postać, bardzo przyjemna, nie mam pojęcia dlaczego, ale kojarzy mi się z zimowymi wieczorami spokojnie spędzanymi przy kominku, samotnie, ale za to ze stosem książek. Jest ciepły, taki prawdziwy. Cudowny.
    Szkoda, że nie prowadzę teraz tej kochanej Sunshine, bo oni na pewno by się dogadali, nie mogę tego niestety powiedzieć o Sabrinie, ale może akurat. No więc zapraszam, życzę dużo weny i samych ciekawych wątków :)]

    Sabrina Rey

    OdpowiedzUsuń
  14. [Dobry wieczór :) Ha, ona jest nieustraszona. Muszę przyznać, że Kat i Hyuka mają kilka podobnych cech - oboje wolą odizolowanie, książki zamiast ludzi i wydaje mi się, że gdyby poszukać głębiej, na pewno coś jeszcze by się znalazło. Skoro Hyuk interesuje się wróżbiarstwem, to może fakt, że pani profesor jest jasnowidzem sprawi, że chłopak zacznie się nią bardziej ciekawić? Taka sugestia. Masz jakiś konkretny pomysł na wątek?]

    Paris

    OdpowiedzUsuń
  15. [Cześć, dzień dobry. Możemy sobie pomyśleć nad jakimś fajnym wątkiem. Tylko... Nie wiem, z którą z moich postaci go tutaj jakoś połączyć :D Może wybierz sobie, którąś, a może nawet kilka (jak masz ochotę!) i wówczas pomyślimy nad czymś konkretnym! :D]

    Hyun, Avalon, Lavena

    OdpowiedzUsuń
  16. [Nie, jej jasnowidzenie nie jest żadną tajemnicą, tym bardziej, że czasami na zajęciach zdarza się jej "zniknąć" na kilka sekund, co objawia się zwykle szybką wizją. Kathryn nie mówi za często o swoim darze z jednego prostego powodu - jest okropnie męczący i gdyby mogła, pozbyłaby się go. Głównie przez niego ma masę migren i zarywa nocki.
    Co do wątku, mam pewien pomysł, ale nie wiem, jak się na niego zaopatrzysz: skoro Hyuk też często nie umie spać, to możemy zrobić tak, że Kat już raz albo dwa widziała go w nocy na korytarzu i kazała mu wrócić do dormitorium, grożąc mu odebraniem punktów (w końcu to nauczycielka, prawda?). Następnym razem sytuacja będzie podobna, ale Hyuk na przykład poczeka, aż Paris odejdzie gdzieś dalej i zacznie grać jakąś piosenkę, którą Kat kojarzy ze swoim dzieciństwem i wróci się do niego, jednak nie po to, aby go zganić, a poprosić o to, żeby zagrał ją po raz drugi. Później możemy wpleść Hyuk'a, który zacznie wypytywać Kathryn o jej moc jasnowidzenia albo ten wątek przeniesiemy na kilka dni później, kiedy to Hyuk zagada do niej po lekcji czy jakoś tak, po tym, jak zauważy, że prawdopodobnie miała wizję. Możemy im też wymyślić jakąś przygodę, coś nieprzewidywalnego i wplatać to ładnie w całość.
    Jest to choć odrobinę zrozumiałe? Czasami piszę chaotycznie i różnie to wychodzi.]

    Paris

    OdpowiedzUsuń
  17. [Przeciwieństwa się przyciągają! Cześć, Oh chcąc nie chcąc wpadnie w tarapaty, ale przynajmniej mogę obiecać zacne towarzystwo Zacha :) Wchodzisz w to?]
    Zachary McGraffer

    OdpowiedzUsuń
  18. [ O, ktoś z koła wróżbiarskiego! W takim razie Enfys powinna go znać, a Caelan... na pewno nie bardzo. Bo Puchon i jeszcze taki szczeniak (to nic, że młodszy jedynie o rok) :D

    Wplątałabym go w jakąś bliżej nieokreśloną sowią aferę. :> ]

    Enfys/Caelan

    OdpowiedzUsuń
  19. Fanney zazwyczaj nie widziała niczego złego w sposobie, w jaki się ubierała. Poza tym nigdy za bardzo się tym nie interesowała, żyjąc w przekonaniu, że „już i tak lepiej nie będzie”, więc może sobie dać spokój z martwieniem o ciuchy. Nic już nie mogło jej uratować, nie było więc po co zaprzątać sobie głowy takimi sprawami. Całe szczęście, że jej mama tego nie widziała, bo na pewno byłoby niepocieszona, chociaż to i tak było lekkie określenie na to, jak Maryse zareagowałaby, wiedząc, że Fay nie wyrzuciła jednego z tych wielu swetrów, których miała pozbyć się już dawno temu.
    Wyglądało jednak na to, że w pewnym sensie problem ze swetrami sam miał się rozwiązać. Stało się to, kiedy Puchonka szła swobodnie korytarzem. Kiedy jednak przechodziła obok jednego ze Ślizgonów, on nagle zatrzymał się, wyłapał jej zaskoczony wzrok i chlapnął sokiem porzeczkowym na jej sweter. Fanney chciała coś powiedzieć, coś zrobić, sprzeciwić się, ale żadne słowa nie opuściły jej ust. I nagle, kiedy gotowa była się załamać z trzęsącymi się dłońmi, usłyszała czyiś głos. Na początku nie dochodził do niej sens tego, co zostało powiedziane, a kiedy to się stało, Fay nie mogła uwierzyć w to, że ktoś stanął w jej obronie. Teraz była jeszcze bardziej zaskoczona i zdezorientowana. Nawet zdewastowany sweter się aż tak teraz nie liczył.
    – Ja… Cóż… – wydukała, nie umiejąc wydusić z siebie niczego bardziej sensownego. Musiała wziąć głęboki wdech, żeby zmusić się do mówienia. – Dziękuję za pomoc, ale… ale to wystarczy, tak. Nie przejmuj się… – zrobiła przerwę, próbując przywołać w głowie imię chłopaka. Kojarzyła go. Byli na tym samym roku, w tym samym domu. – Hyuk, tak? – posłała mu delikatny uśmiech, chociaż szczerze mówiąc, trochę się go bała.

    Fanney Caulfield

    OdpowiedzUsuń
  20. Roxanne nienawidziła bali. Ze wszystkich wydarzeń w Hogwarcie, tych właśnie nie znosiła najbardziej. Sukienka uwierała ją pod pachami i zalążkiem biustu, nie dając się skupić na niczym innym. Jęknęła żałośnie, patrząc na swoje współlokatorki, radośnie szykujące się do wyjścia.
    – Czy ja naprawdę muszę? – spytała, przybierając minę zbitego psa, któremu w dodatku zabrano największą kość, jaką widział w całym swoim życiu.
    Pragnęła zrzucić z siebie sukienkę, zdjąć ciasne rajstopy oraz niezbyt wygodne baleriny, po czym założyć na siebie za dużą koszulkę brata oraz najcieplejsze skarpety, jakie dało się znaleźć, i położyć się w miękkim łóżku, nakrywając się po nos kołdrą.
    – Och, Roxanne, czemu ty zawsze zrzędzisz? – Kate obróciła się przed lustrem, z podziwem patrząc na swoją czarną sukienkę do kolan. – I ty też, Lily. Mogłybyście się w końcu uśmiechnąć, czy coś?
    Weasley wywróciła oczami i minęła resztę dziewczynek w drzwiach. Skoro i tak musiała iść na ten cholerny bal, to przynajmniej postara się zgarnąć na nim najlepsze jedzenie, jak zwykle. Przeszła przez zatłoczony pokój wspólny i ruszyła prosto ku wyjściu. Przygryzła lekko dolną wargę, przedostając się przez portret Grubej Damy. Najgorsze w tym wszystkim wydawało jej się to, że kazali wszystkim znaleźć sobie osobę towarzyszącą. Głos dyrektora wciąż bębnił jej w uszach. „WSZYS-CY” – powtórzył donośnie w Wielkiej Sali tydzień temu na śniadaniu, kiedy podzielił się uczniami z prawie radosną nowiną. Większość osób była zachwycona, Roxanne Weasley jednak miała zupełnie inne zainteresowania niż wywijanie na parkiecie z jakimś chłopakiem ubranym w szatę wyjściową. Gdyby pozwolili jej zjawić się w wygodnym dresie albo piżamie, może byłaby bardziej zachwycona. Niebieska sukienka oraz narzucony na nią beżowy żakiet kłóciły się jednak zupełnie z naturą najmłodszej Weasleyówny, sprawiając, że nienawidziła całego świata, a dyrektora Hogwartu najbardziej.
    Stanęła przed stosem beczek w lochach, zastanawiając się, która jest odpowiednia. Była w pokoju wspólnym Puchonów już kilka- albo kilkanaście razy, jednak przedstawiciele Domu Borsuka byli bardzo wierni i nie wydawali położenia wejścia do ich żółtego, okrągłego azylu. Za każdym razem, gdy Hyuk otwierał przejście, Roxanne czuła dziwne zawroty głowy i po chwili nie pamiętała, która z baryłek była tą jedyną. Była pewna, że to sprawka jakichś czarów, i, choć pamiętała rytm, jaki trzeba było wystukać, z jej pamięci zawsze znikała informacja o odpowiedniej drewnianej pokrywce, w którą pukać powinna.
    Nie musiała jednak długo czekać, aż jedna z klap beczek uchyliła się i wyszedł z niej jakiś Puchon. Uśmiechnęła się lekko do niego, po czym na czworaka przelazła przez okrągły tunel i po chwili znalazła się w żółtym, przytulnym pomieszczeniu. Musiała przyznać, że Hufflepuff miał najmilszy dla oka i najcieplejszy pokój wspólny ze wszystkich. Przywitała się z kilkoma osobami, by następnie ruszyć ku męskim dormitoriom.
    Zapukała w odpowiednie drzwi, te z szóstką na górze, po czym nacisnęła klamkę i wsunęła nos do środka. Nie zraził jej widok nagich torsów puchońskich szóstoklasistów – w końcu wychowywała się ze starszym bratem i taki widok był jej doskonale znany. W przeciwieństwie do jej koleżanek z klasy, kompletnie jej to nie ruszało.
    – Hyuk, ty guzdrało, zabiorą najlepsze czekoladki! – Weszła i zamknęła za sobą drzwi, marszcząc brwi.
    Jej osoba towarzysząca wciąż była w lesie, bo siedziała w samych bokserkach na łóżku i patrzyła na nią z niekrytym zażenowaniem.
    – Słuchaj, to nie moja wina, że nie masz dziewczyny i musisz się ze mną pałętać, okeeej?

    kochająca Roxanne

    OdpowiedzUsuń
  21. Astorii nie dało się przeoczyć. Dziewczyna była całkiem znana w Hogwarcie, zwłaszcza przez jej grę w śłizgońskiej drużynie quidditcha. Była bardzo dobrą szukającą, czym napawała swojego ojca ogromną dumą. Lubiła grać i latać na miotle. Każdą rozgrywkę traktowała nie jak rywalizację, a przyjemność. Wiedziała jednak, że nie mogłaby wiązać z quidditchem planów na swoją przyszłość. Wystarczyło bowiem spojrzeć na dziewczynę, by uświadomić sobie, że sport ten by ją pożarł. Nie można jednak powiedzieć, że Macnair nie kochała tej dyscypliny. Kto w to wątpił, mógł zapytać wszystkich znajomych, którzy mieli okazję przebywać z blondynką, gdy ta zrezygnowała z gry i odeszła z drużyny. Można by pomyśleć, że ruch ten był niezwykle dziwny, ale stało się i tyle.
    Dzięki swojej lichej (ale zawsze) sławie, dziewczyna często była w towarzystwie innych osób. Od małego uwielbiała towarzystwo innych. Matka wpajała jej jak miała się zachowywać, żeby zostać dobrze odebraną przez innych. Niewiele z tej nauki wyszło. Dziewczyna mogłaby się starać ze wszystkich sił, to i tak nigdy nie zostałaby damą, to nie było w jej stylu. Rodzicielkę zawsze bolało to, że jej jedyna pociecha wolała bawić się z chłopcami niż z dziewczynkami. W końcu bieganie po łące i obrzucanie się błotem zawsze było, jest i będzie ciekawsze niż zabawy w urządzanie herbatek. Co prawda z wiekiem pewne nawyki odeszły w zapomnienie, a Astoria z poobijanej i pokaleczonej chłopczycy stała się w miarę zgrabną dziewczyną. Zamiłowanie do spędzania czasu z chłopcami jednak nie zmieniło się wcale. Jakiś łatwiej jej było znaleźć wspólny język właśnie z przedstawicielami płci przeciwnej. I wcale nie chodziło o flirty. Chłopcy byli ciekawsi i na szczęście żaden z jej męskich przyjaciół nigdy nie skarżył się na jej towarzystwo.
    Gdy na Hogwarcie wprowadzono akcję anonimowego pisania listów, Astoria była w niebo wzięta. Niewiele osób wiedziało o tym, że dziewczyna pisuje listy. Ona traktowało to poważnie. Jej odpowiedzi zawsze były wylewne i błahe sprawy potrafiła opisywać nawet po kilka stron. Epistografia stanowiła dla niej formę wyrażania samej siebie, bo chociaż preferowała rozmowy twarzą w twarz, tak czuła, że za listami kryję się większa magia niż ta, która ściekała z każdej hogwarckiej ściany. Nie obchodziło jej na kogo trafi, najważniejsze było to, że może pisać, niemniej jednak przyjemnie się zaskoczyła, moment pisania przez nią listu zamienił się na oczekiwanie na list, by móc go przeczytać. Jej rozmówca okazał się jej listowną bratnią duszą. Odczuwała niesamowitą przyjemność z czytania otrzymywanych listów i chociaż nie wierzyła w budowanie relacji z kimś kogo się nie widziało na oczy, tak w tym jednym wypadku była przekonana, że między nią a jej tajemniczym korespondentem narodziła się jakaś nić porozumienia. Wielokrotnie zastanawiała się, kim mógłby być anonim, ale sama nigdy nie mogła tego rozgryźć.
    Pierwsze spotkanie z Hyukiem przebiegło bardzo dobrze. Ślizgonka obawiała się, że ich rozmowa może okazać się nieco mniej pochłaniająca niż wymienianie listów, ale tak się nie stało. Macnair nigdy nie była uprzedzona do innych domów ani nawet do mugolaków,. Tak naprawdę, to do każdego podchodziła z takim samym nastawieniem. Żeby nie była świętą, to natura nie poskąpiła jej złośliwego charakteru. Zdarzały jej się taki dni, że była chodzącą bombą zegarową, której należy unikać. W pozostałe dni była tylko nieco sarkastyczna i tryskała czarnym, niedocenianym przez większość, humorem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziewczyna czekała na przerwę świąteczną, bo naprawdę lubiła spędzać czas z rodziną. Chociaż do tej pory całą przerwę spędzała w dworku, tak w tym roku było inaczej i dziewczyna miała wrócić do rodziców tylko na same święta. Jej rodzice byli zajęci i przez większą część przerwy żyli na walizkach, przemieszczając się z jednego miejsca na drugie. Sprawy biznesowe, na które żadne z nich nie mogło nic poradzić, dlatego ślizgonka musiała dużo czasu przesiedzieć w szkole. Trochę ją bolał fakt, że z dnia na dzień liczba uczniów malała, ale brak zajęć wynagradzał wszystko. Można było robić wszystko na co miało się ochotę.
      Liścik otrzymany podczas śniadania bardzo ją ucieszył. Przez całe dni włóczyła się po zamku, więc okazja do rozmowy była czymś na co dziewczyna czekała. O ustalonej godzinie pojawiła się pod drzwiami kuchni ubrana w swoją piżamę, na którą zarzuciła ciemny sweter. Hyuk już tam czekał.
      – Witam, witam – przywitała się – co robimy? – spytała, kierując swoje spojrzenie w stronę kuchni. Co prawda było już po kolacji, jednakże Astoria z chęcią przekąsiłaby coś jeszcze.

      Astoria Macnair

      Usuń
  22. Ona nigdy nie potrafiła zrozumieć Ślizgonów i ich zachowania, pewnie dlatego, że nie wiedziała, jak w ogóle można myśleć o zrobieniu komuś czegoś złego. Starała się żyć ze wszystkimi w zgodzie i nie zawadzać nikomu. Nie lubiła robić problemów, dlatego zazwyczaj ulegała albo rezygnowała z wyrażenia swojego zdania. Nie przepadała za kłóceniem się, głównie z tego powodu, że nigdy nie umiała znaleźć odpowiednich argumentów, chociaż nie była głupią dziewczyną. Nie uważała się za lepszą od innych i nie patrzyła na nich z góry, ale właściwie zazdrościła tym, którzy tak potrafili. Chciała mieć przynajmniej połowę ich pewności siebie, wiedząc, że bardzo pomogłoby to jej w życiu.
    Właśnie dlatego nie wiedziała, co zrobić, kiedy ktoś wyciągnął do niej pomocną dłoń. Zdarzał się to rzadko, bo Fay nie lubiła mówić o swoich problemach. Teraz z jednej strony potrzebowała czegoś na zmianę, a z drugiej uważała, że nie powinna kłopotać chłopaka swoimi sprawami. Walczyła sama ze sobą, nie odpowiadając prze dłuższą chwilę. Jednak kiedy wspomniał o tym, że i tak będą musieli iść w tą samą stronę, sprawa wydawała jej się przesądzona. Hyuk wydawał jej się być zdeterminowany, co trochę ją zaskoczyło. Fay nie była nawet trochę tak uparta, jak on. Poza tym bardzo doceniała jego chęć pomocy.
    – W porządku – powiedziała w końcu, a na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Nie był w żaden sposób wymuszony. W tym momencie chciała się uśmiechnąć, ciesząc się, że znalazł się ktoś, kto nie był obojętny, a przecież właśnie takich ludzi spotykała przez większość czasu. Tych, którzy widzieli, ale udawali, że nie widzą. - Ale jeśli tak ma być, to później pozwolisz mi się odwdzięczyć, bo nie wyobrażam sobie, abym nie podziękowała ci w jakikolwiek sposób, okej? – starała się, aby jej głos brzmiał tak stanowczo, na ile była w stanie go takim uczynić. Pewność siebie naprawdę nie była jej mocną stroną.
    Niedługo po wypowiedzeniu tych słów, Fanney zaczęła kierować się w stronę Pokoju Wspólnego Puchonów. Lubiła tam przebywać. Było to jedno z najbardziej przytulnych miejsc w Hogwarcie, w którym czuła się naprawdę dobrze. Dopiero tu mogła porządnie się odprężyć i zatopić w lekturze jakiejś ciekawej książki. Gdy przebywała z innymi Puchonami, wcale nie czuła się taka odosobniona, wręcz przeciwnie. Może nie była to silna więź, ale nadal byli osobami z tego samego Domu, co sprawiało, że w pewnym sensie byli rodziną.

    Fanney Caulfield

    OdpowiedzUsuń
  23. [Czas się na pewno znajdzie już po maturze, tak więc zapraszam serdecznie. Gorzej tylko u mnie z pomysłem sensownym jakimś. Jeśli miałabym myśleć na siłę, do głowy wpada mi jedynie nieszczęsne zielarstwo — Milliesant ma dobrą rękę do roślin i lubi babrać się w ziemi, nie lubi za to, gdy ktoś jest w tym od niej lepszy — ale z takich wymuszonych powiązań mało kiedy wychodzi coś dobrego. Także wyściskam za jakiś fajny, ciekawy pomysł, jeśli przypadkiem miałabyś taki w zanadrzu, a jeśli nie... też nie szkodzi. Zamierzam wrócić tu za jakiś czas z jedną z moich starych postaci, tak się szczęśliwie składa, że z Puchonką, więc w razie gdyby nie wyszło nam z wątkiem tu, tam powinno być prościej na coś wpaść i poprowadzić. :)]

    Milliesant

    OdpowiedzUsuń
  24. [och, dlaczegóż odrzucający? Lola chętnie poprzeszkadza mu miotaniem pod nosem wszelkich klątw i przekleństw, gdy będzie chciał uciec w spokojny świat książek!]

    Lola Crouch

    OdpowiedzUsuń
  25. [Wstępnie wpisałam Cię do limitów u Chernova, ale lojalnie uprzedzam, że wracam do pisania po trzech tygodniach, więc moje propozycje nie będą jeszcze w takim stanie jak sprzed przerwy. Nie zaproponuję pozytywu, ale może relację na zasadzie wstępnego oceniania się nawzajem. Zarówno Hyuk, jak i Ilya trzymają się w pewien sposób na uboczu. Mój Ślizgon przebywa co prawda z ludźmi, aczkolwiek o niczym to nie świadczy. Poza tym naszych panów łączy jedno – w pewien sposób wyróżniają się na tle uczniów Hogwartu, a to można wykorzystać do raczkującego uznania się za wartych uwagi, tudzież zaufania:
    1. Nasi panowie poznali się podczas wspólnego leżenia w Skrzydle Szpitalnym. Dlaczego znalazł się tam Hyuk – pozostawiam Tobie, ale Chernov może trafić tam nawet za zbyt silne ataki kaszlu i krwi. Osłabienie, chorowitość ma bankową, więc mogliby się podczas jednej nocy zwyczajnie poznać.
    2. Są na jednym roku, co by się stało, gdyby całkiem nieoczekiwanie mój Ślizgon, planując oddać pracę z jakiegoś testu sprawdzającego wiedzę pozwolił umyślnie spisać wszystko Hyukowi? Mógłby zrobić to bezinteresownie, ale Oh chciałby spłacić swój dług.
    3. Możemy również przeskoczyć do jakiegoś zadania, które przypada naszym panom wspólnie do wykonania – obserwacje jeziora albo badanie żyjątek. Niemniej jednak musza współpracować, aby zaliczyć jakieś zadanie – przedmiot może być do wymiany.]

    Chernov

    OdpowiedzUsuń
  26. Uwielbiała jeść. Mama powtarzała jej, że jest ciągle głodna przez ilość biegania, bez którego nie dało się obejść w przypadku Roxanne. Wiecznie się gdzieś spóźniała, wiecznie pędziła na łeb, na szyję. Najchętniej na mecze quidditcha. Bale jednak były jedną z tych rzeczy, od których najchętniej by uciekała, gdyby nie… No właśnie, gdyby nie jedzenie. Uwielbiała kuchnię skrzatów domowych z Hogwartu, a na specjalnych uroczystościach przechodziły same siebie. Niemalże pociekła jej ślinka na myśl o wspaniałych, lukrowanych pączkach z różnymi nadzieniami, które pojawiły się na ostatnim balu. Aż dziwne, że Roxanne jeszcze mieściła się w swoje spodnie.
    Nie zależało jej na osobie towarzyszącej, jednak w tym przypadku było to po prostu narzucone. To miał być bal dla par i w dodatku wszyscy mieli się zjawić. Weasleyówna nie miała pojęcia, jak wyobrażali to sobie nauczyciele, bo przecież nie wszyscy byli tak towarzyscy, jak chociażby jej brat albo inni podobni jemu imprezowicze. Dlatego odetchnęła ze szczerą ulgą, kiedy Hyuk postanowił ją zaprosić. Nie wiedziała, jaka kara czekałaby ją za niezjawienie się na wydarzeniu, aczkolwiek na całe szczęście była bezpieczna i nie musiała się już tym przejmować.
    – Wiem, ale zabiorą najlepsze pączki – jęknęła, przeciągając samogłoski i załamując ręce. – Ostatnio ledwo się dopchałam po ostatniego karmelowego! Wiesz, ile to dla mnie znaczy?
    Obserwowała, jak Hyuk zakłada na siebie koszulę i uniosła lekko jedną brew, czując na sobie spojrzenia jego współlokatorów. Uśmiechnęła się delikatnie, drapiąc się po skroni, jakby dopiero teraz zorientowała się, że dziewczyna swobodnie przebywająca w męskim dormitorium pełnym półnagich nastolatków to faktycznie rzadki widok. Jej koleżanki z pokoju zapewne piszczałyby z podniecenia albo po prostu nie odważyłyby się wejść, jednak to nie dotyczyło Roxanne. Jak na czternastolatkę, męskie ciała były jej naprawdę bardzo obojętne. Z wyjątkiem jednego, ale do tego się nie przyznawała razem przed sobą, jakoby zauroczenie w niczego nieświadomym Puchonie przebywającym teraz zapewne w pomieszczeniu obok było czymś złym i niedopuszczalnym. Albo po prostu ohydnym, bo tak podpowiadała jej ta część psychiki, która wciąż utrzymywała, że Roxanne ma najwyżej dziesięć lat.
    Wyszła za Hyukiem żwawym krokiem, machając jego kolegom, po czym zamknęła za sobą drzwi i weszła z nim do pokoju wspólnego, w którym powoli zbierały się pary.
    – Jest dwa tysiące dwudziesty trzeci rok, nie bądźmy tacy tradycyjni. – Wyszczerzyła zęby w uśmiechu, mijając ludzi obecnych w pokoju wspólnym i otwierając okrągłe drzwi na zewnątrz. Ukłoniła się delikatnie przed Hyukiem i delikatnym ruchem ręki wskazała wyjście. – Panie przodem.
    Zachichotała, unikając kuksańca, którego próbował wymierzyć jej chłopak, po czym szybko wyszła z pokoju Puchonów. Stanęła na korytarzu w lochach, zerkając na obraz martwej natury z gruszką, za którym kryła się wielka kuchnia zapełniona skrzatami. Mniam – przeszło jej przez myśl. Była głodna, nie jadła nic od śniadania, bo na obiad nie dała rady się zjawić. Musiała koniecznie napisać wypracowanie na mugoloznawstwo, a wiedziała, że potem nie będzie miała na to czasu z powodu balu.

    Roxanne

    OdpowiedzUsuń
  27. [Oczywiście, łączmy się :) No i to zawsze miło poznać kogoś o podobnych zainteresowaniach. Chociaż i tak jestem zaskoczona, że jest tu nas tak dużo. Jakieś wspólne tematy do wątkowania pewnie by się znalazły, skoro oboje są jednej narodowości. W dodatku mieszkają w Anglii od małego. Gdyby się okazało, że Oh Hyuk czasami zagląda do biblioteki, to na pewno coś wymyślimy. Ewentualnie zawsze może liczyć na pomoc bibliotekarki w ramach problemów szkolnych czy rodzinnych ;) Chaerin lubi trochę matkować innym]

    Park Chaerin

    OdpowiedzUsuń
  28. [ Wybacz mi proszę, ale nie dogaduję się już z kobiecymi postaciami tak jak dawniej, a że nie lubię się męczyć z czymś, co miało sprawiać mi przyjemność, to Astoria musiała odejść. Mogę zrewanżować się wątkiem z Rhysem albo Silasem, jeśli masz ochotę :3 ]

    Silas Mulciber/Rhys Skeeter

    OdpowiedzUsuń