28 września 2015

Dźwięki harfy, wiatru szum, wodo wodo, zmień się w rum.

A B E L   L I E B E L T
06.03.1991 // Mugoloznawstwo
Opiekun WSZY // Nowy Jork // Czysta krew
Gryffindor // Patronusem kundel // Boginem brat
Prędzej mugol // Chodząca hańba
Wężousty // Wywodzący się od Salazara
   Jego nie sposób nie zauważyć, jak pokonuje codziennie kilometry, błądząc po raz dwudziesty po korytarzach Hogwartu, a schody robią mu na złość częściej, aniżeli innym. Jak dzielnie walczy z Irytkiem mimo małej ilości czasu, jak nieudolnie próbuje rozkochać w sobie nauczycielkę zaklęć, jak warczy pod nosem, przechodząc obok kolesia od eliksirów, jak po prostu jest. Mam zaszczyt przedstawić państwu jednego z najgorszych Gryfonów, jacy w ogóle do tejże szkoły zawitali, a który w pięknym stylu oszukał przeznaczenie i zerwał więzi rodzinne, na rzecz bycia tu i teraz. Moi drodzy, przed wami... tylko Abel.
   Ni to Gryfon, ni Ślizgon, choć wnioskując po tym, co Tiara uczyniła z jego poprzednikami, gdyż Liebeltowie od pokoleń przybywali do Hogwartu, winien bezprecedensowo być tym drugim. Ale, rodem z opowieści o samym Potterze, mamrocząc „tylko nie Slytherin, tylko nie Slytherin”, bezproblemowo wciśnięto go do społeczeństwa tych o złotych sercach. Rozpętał tym samym wojnę, a także pozyskał kolejnego wroga, rodzonego brata, który odtąd miał nawiedzać go w postaci bogina. Najbardziej bowiem obawiał się nie pająków, nie węży czy jakichś przerażających monstrów, ale odczuwanego wstydu, jaki odczuwał pod karcącym wzrokiem swojego dawnego najlepszego przyjaciela.
   Prawdopodobnie jeden z najbardziej pobłażliwych nauczycieli, choć zdobycie u niego sympatii to zadanie równoznaczne z bezproblemowym zdaniem tegoż przedmiotu, cieszącym się zresztą małym zainteresowaniem. Nie toleruje zwracania się doń per pan, nakazując korzystać z imienia, jakie otrzymał. Przybył do Hogwartu po spędzeniu paru długich i nieznośnych lat wśród mugoli, aż wreszcie został dostrzeżony i ma nadzieję, że tak już pozostanie. 
Więzi<

Nie szukam dla niego kogoś konkretnego, ale wolałabym, by zwracać się do mnie już z konkretnymi pomysłami, a ja najwyżej je jakoś magicznie-hokus-pokus ulepszę.
Kontakt ~ 49363056
Wątki 1/3 - Aletheia

11 komentarzy:

  1. [Uwielbiam krótki i treściwe karty ♥ szczególnie kiedy są świetnie napisane. Kain by mu się przydał, by uprzykrzyć mu życie. Cześć :3 ]
    Rosier Jayden

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witamy na blogu i życzymy udanej zabawy :)]

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy dzielnie walczy to się jeszcze okaże...

    OdpowiedzUsuń
  4. [Serdecznie witam na blogi i życzę samych szalonych wątków!]

    OdpowiedzUsuń
  5. [Czytając kartę przypomina mi się moja dawna postać, jeszcze ze starego Hogwartu, dlatego moje serce wziął całe. Lubię najmniej gryfońskich Gryfonów.Witam bardzo bardzo serdecznie i życzę udanych wątków na blogu. Zapraszamy również do siebie.]

    Solene Mulciber // Ashton Wardhill // prof. Lorelle Welsh

    + już wiem, że będę mu kibicowała w zdobyciu serca pani profesor zaklęć

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Abel. <333 Czy ja muszę mówić więcej? Zapraszam do Alethei, ofkors. ]

    Aletheia

    OdpowiedzUsuń
  7. [Aż żałuję, że żadna z moich dziewczyn nie uczęszcza na jego lekcję! Świetny jest. Chociaż wydaje mi się, że pozwalanie zwracać się do siebie per "Abel" może trochę zmniejszyć respekt uczniów wobec niego. :D]

    Ellen Ridley / Amelia Baxter

    OdpowiedzUsuń
  8. [Z wątkiem może być problem, bo Avery nie znosi WSZY, mugoloznastwo omija, a zdrajców krwi traktuje kropidłem. No, ale zawsze możemy iść w jakiś pomysł, w którym chłopak jest zmuszony (całkowicie wbrew woli) pomagać nauczycielowi, co nie do końca mu się podoba.]

    OdpowiedzUsuń
  9. [Profesor jest swietny, co tu duzo mowic :) Moze wpadne tutaj z jakims watkiem, jesli jeszcze sie zalapie i jezeli w ogole cos konkretnego uloze, bo ostatnio nic mi nie przychodzi do glowy.]

    Abigail/Ahn Jihoon/Lee Seunghyun

    OdpowiedzUsuń
  10. [Że przepraszam, mruczysz coś do mnie? Ja Ci pomruczę, eliksiru Ci wleje tam gdzie nie trzeba i będziesz się wił w agonii. :D]

    LouisBe.

    OdpowiedzUsuń
  11. Prawda była taka, że Aletheia nie przepadała za boginami. Nie chodziło jej jednak o to, że tak bardzo się ich bała, że po prostu nie była w stanie wypowiedzieć tego jakże potrzebnego riddikulus, a o to, iż nie lubiła przypominać sobie o jej strachu. Dlatego też próbowała się wywijać z każdej próby wciśnięcia jej w bawienie się z tymi istotami, co – niestety – nie zawsze jej wychodziło.
    Kiedy dyrektor wezwał ją do siebie, Aletheia od razu miała złe przeczucia. Nie wiedziała jednak, że będzie musiała sobie poradzić z boginem. Próbowała jakoś się wykręcić, coś pokłamać, coś wykląć, ale na nic się to zdało. Usłyszała jeszcze tylko Abel powinien się do ciebie zgłosić i musiała opuścić gabinet. Takie życie.
    — No, no, mistrzyni? — Posłała mężczyźnie uśmiech, wkładając jednocześnie papiery do szuflady. — Schlebiasz mi.
    Tak właściwie, to nie było to niczym nowym. Abel już przez dłuższy czas próbował jakoś ją poderwać, a przynajmniej na to wychodziło. Aletheia dalej się zastanawiała, czy przyjąć jedną z tych propozycji, czy też nie, więc na razie tylko posyłała mu urocze uśmiechy.
    — Chodzi o bogina w sali do eliksirów? — zapytała, wyjmując już różdżkę. — Dyrektor zdążył mnie już wezwać... Pewnie, że ci pomogę. We dwójkę zawsze raźniej, prawda?

    Aletheia

    OdpowiedzUsuń