27 września 2015

laughing her way through my feeble disguise




Aletheia White
28.10.1994 || nauczycielka Zaklęć || kiedyś uczennica Ravenclawu, teraz jego opiekun || leszczyna, włos jednorożca, 10 cali, dosyć giętka || patronusem lis, natomiast bogin nie został przez nią wyjawiony || mugolak

Kiedyś uważała się za osobę, która zawsze wie wszystko najlepiej, co dla Krukonów jest chyba cechą charakterystyczną. Była przemądrzała, pyszałkowata, uwielbiała okazywać innym swoją wyższość intelektualną. Miała tendencję do agresywnego zachowania, gdy tylko ktoś coś jej zarzucił. Do dzisiaj Aletheia zastanawia się, jakim cudem uniknęła śmierci z rąk któregoś ucznia, bo teraz sama rzuciłaby w dawną siebie celną Avadę... może poprzedzoną Cruciatusem.
Teraz jest uprzejma, miła i zawsze chętna do pomocy. Zdarza się jej być sarkastyczną i nieco chłodną, lecz znacznie częściej tryska dobrym humorem, którym skutecznie zaraża innych. Gardzi chamstwem, arogancją oraz osobami, które są przekonane, że mają moc Boga i mogą poniżać innych. Zdarzy się jej zrobić coś nieco głupiego. Na jej lekcjach nie da się nudzić, gdyż zawsze na wstępie z kimś zażartuje lub pokaże jakąś sztuczkę, którą zapamiętała jeszcze z lat szkolnych. Jest sprawiedliwa i nikogo nie faworyzuje - naprawdę nie interesują ją powiązania ucznia z Ministerstwem Magii czy znanym czarodziejem. Co ciekawe, kiedyś była bardzo pracowita, teraz zaś nie chce się jej nawet wstać z ciepłego fotela.
 ________________
fc: Tabrett Bethell
Witam się z Aletheią i zapraszam do wątków. :)
Mistrzu Gry, wbijaj.

24 komentarze:

  1. [Mam już tyle wątków, że omujborze i bardzo mi smutno, bo nowa nauczycielka mi się bardzo spodobała :c]

    Albus/Isaac

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witamy na blogu i życzymy udanej zabawy :)]

    OdpowiedzUsuń
  3. [I tu sie witam :) Zaproponowalabym watek moim profesorem, ale aktualnie nie mam pomyslu, wena padla. Jesli cos Ci przyjdzie do glowy, to chetnie zaczne :D]

    Abigail/Jihoon/Seunghyun

    OdpowiedzUsuń
  4. [Witam, witam :) Ciekawa nauczycielka. Jak na razie pomysłu na wątek nie mam, ale jeśli ty jakiś będziesz mieć to wbijaj :D]
    Leon G.

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Zazwyczaj nie mam pomysłów na wątki z gronem pedagogicznym, ale w tym wypadku chętnie bym pokombinowała. Cześć!]

    Luke

    OdpowiedzUsuń
  6. [A ta pani podobna do mojej, to dobrze, może się dogadaja. Witam bardzo, bardzo serdecznie i życzę udanej zabawy! Zapraszamy również do siebie.]

    Solene Mulciber // Ashton Wardhill // prof. Lorelle Welsh

    OdpowiedzUsuń
  7. [Witamy, witamy! Nigdy niestety nie mam ciekawych pomysłów na wątki z nauczycielami i dzisiaj nie jest inaczej. Aczkolwiek mi jakoś tak w ogóle wymyślanie relacji wypada strasznie słabo. Zdecydowanie chętniej mi się zaczyna... Więc jakby wpadł Ci do głowy jakiś pomysł, to szybko coś nam naskrobię :)]

    Ajrun/Angus

    OdpowiedzUsuń
  8. [Zaklęcia, hurra! Witam na blogu i gratuluję bardzo fajnych gifów w karcie. Pozdrawiam!]

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Mogę mieć w zależności do tego, jakie powiązania dokładnie preferujesz.]

    Luke

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Możemy pójść w relację skupiającą się na rozmowach, on jest zapraszany na herbatki, ona z kolei lubi spędzać z nim czas, choć na lekcjach stawia mu niemal same Nędzne. Mogłoby być to coś w rodzaju zderzenia pokoleń, prób spojrzenia na pewne rzeczy z innych perspektyw, czasem nawet zwierzeń, które u tej drugiej osoby będą bezpieczne.]

    OdpowiedzUsuń
  11. [Właśnie myślałam o tym, że w Hogwarcie są dwie nauczycielki z niemal identycznymi imionami i oto się zjawia jedna z nich. :D
    Do White mogłyby dotrzeć plotki o tym, co Ellen wyprawia, mam tu na myśli granie w pokera na pieniądze, więc zatrzymałaby ją po lekcji. Jako że Ridley pilnuje swoich interesów, nie wyszłaby z roli niewiniątka, Alatheia niby by jej uwierzyła, ale gdy następnego dnia znalazłaby jakąś podłożoną świnię u siebie (cokolwiek, nawet plamę atramentu na blacie biurka), uznałaby, że to Ellie, co jednak byłoby nieprawdą. Cały wątek byłby zagmatwany, bo White próbowałaby udowodnić winę uczennicy, a jednocześnie Gryfonka szukałaby prawdziwego winowajcy, którego zamierza nie tylko wydać, ale też po swojemu ukarać. Zobaczymy, jak to konkretnie wyjdzie, ale myślę, że może być całkiem zabawnie. :D]

    Ellen

    OdpowiedzUsuń
  12. [Jeśli to nie duży problem, to prosiłabym o zaczęcie, bo mam ich jeszcze trochę do nadrobienia. :D]

    Ellen

    OdpowiedzUsuń
  13. [Jak szybko! :D]

    Proceder, którym od niemal trzech lat zajmowała się Ellen, wydawał się jej prawdziwą żyłą galeonów i ─ co najważniejsze ─ czuła się bezkarna. Świadomość, że uprawiający z nią hazard uczniowie nikomu o tym nie wspominają dodawała jej pewności co do faktu, iż nawet gdyby ktoś wpadł na trop kółka pokerowego, to tak naprawdę nie wskaże nikogo konkretnego, jeśli nie przyłapie ich na gorącym uczynku.

    Dbała też, aby nauczyciele nie mogli przyczepić się do niej z jakiegokolwiek powodu, dlatego zawsze była przygotowana do lekcji, eseje oddawała w terminie, zawsze starając się, aby miały pół strony więcej niż wymagane minimum, odznaczała się uprzejmością oraz dobrym wychowaniem, przez co miała opinię niemalże aniołka. Owszem, czasem na przerwach trudno było zapanować nad temperamentem, gdyż wtedy zwykle pobierała opłaty za zaległe zakłady, a, wiadomo, uczniowie nie zawsze nosili przy sobie większe kwoty, zwłaszcza między lekcjami, jednak przecież każdemu może zdarzyć się mały wybuch!

    Dlatego nawet nie podejrzewała, czego może dotyczyć sprawa, która zmusiła nauczycielkę zaklęć do wezwania Ridley do siebie. Uznała, że jej ostatnia praca domowa okazała się totalną porażką, dopuszczała tę myśl ze względu na okropny ból głowy dręczący ją cały dzień, przez co wypracowanie powstawało długo, mozolnie i niedbale.

    Kiedy dziewczyna z jej domu, bodajże Katie Jones, przekazała jej informację od White, Ellen zebrała swoje rzeczy z parapetu i nieśpiesznie udała się do gabinetu pani profesor. Tuż przed drzwiami poprawiła kołnierzy, wygładziła sweter i zrobiła przegląd w szybie, aby upewnić się, że wygląda obrzydliwie niewinnie. Po tym zapukała i weszła do środka, usłyszawszy zaproszenie.

    ─ Dzień dobry, pani psor ─ przywitała się grzecznie, zmykając za sobą drzwi. ─ Podobno chciała mnie pani widzieć? Jeśli chodzi o ten esej, to wiem, że był okropny... ─ Podrapała się po głowie odrobinę zażenowana.

    Ale i tak zapaliła jej się czerwona lampka. Biurko było puste, a White nie wyglądała jak ktoś, kto chce porozmawiać o wykładanym przedmiocie. Uśmiechnęła się jak dobre dziecko i usiadła na krześle po drugiej stronie, aby nie wysłuchiwać ewentualnej bury na stojąco.


    Ellen

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Oczywiście, że jest chęć! Aletheia jest opienkunką Ravenclawu, a Ella do tego domu należy, więc mamy już powiązanie. :) Masz może jakiś konkretny pomysł? ]
    Estrella

    OdpowiedzUsuń
  15. Ależ Lorelle zaprasza do siebie. Coś zaradzi na tego nicponia. Tak myślę, że panie powinny znać się z czasów szkolnych. Ten sam rocznik, moja pani była szukającą, to na pewno powinna ją kojarzyć, hmm? Pewnie Lorelle dziwiłaby się jaką zmianę przeszła pani profesor :) ]

    Lorelle

    OdpowiedzUsuń
  16. [Aletka <333 jezu, będę cię mylić, zobaczysz. sama się o to prosisz. :c]
    |Abel

    OdpowiedzUsuń
  17. Ridley lubiła profesor White między innymi właśnie za świadomość, że kazania oraz krzyki dawały skutek odmienny od zamierzonego. Zwłaszcza w przypadku Ellen, która może nie tyle co czyniłaby umyślnie odwrotnie, co poudawałaby skruszoną, przytaknęłaby kilka razy, a później i tak robiła swoje. Za bardzo wkręciła się w cały ten pokerowy biznes, aby teraz z niego rezygnować tylko dlatego, że ktoś może mieć podejrzenie i żadnych dowodów.

    ─ Właściwie nie miałabym nic przeciwko, gdybym nie musiała opuszczać lekcji profesora Lee, ale chyba nie mam wyboru ─ odparła, reagując fałszywym uśmiechem na jej mrugnięcie.

    Nigdy nie umiała przyzwyczaić się do nauczycieli, którzy próbowali, powiedzmy, zniżać się do poziomu uczniów poprzez takie zachowania. Owszem, to miłe, że White nie była jedną z tych żylet, które traktowały swych podopiecznych jak worki treningowe dla skołatanych nerwów, ale... przechodzenie na drugą stronę granicy było po prostu dziwaczne.

    Uniosła machinalnie brew, gdy padło ostatnie stwierdzenie. A więc jednak! Zamiast jednak szukać wymówek dla swojego karygodnego postępowania, zaczęła się zastanawiać, kto miał taki długi język albo zwyczajnie wsypał ją nauczycielce. Będzie musiała uważniej się wszystkim przyglądać na kolejnym spotkaniu, winowajcy zwykle nie umieli ukrywać swojego przewinienia.

    Ellen też by nie umiała, ale skoro nie czuła się winna...

    ─ Uwielbiam! Z tatą często grywamy w wakacje, mugole mają mnóstwo ciekawych gier ─ powiedziała ze szczerym zapałem. Jej ojciec pochodził ze świata niemagicznego, dlatego miała okazję poznać również te rozrywki, do której nie potrzebowano latających mioteł, różdżek czy zabójczych pionków.

    ─ I chyba wiem, o co chodzi... ─ zaczęła po chwili tonem niewiniątka, spuszczając oczy na swoje kolana. ─ Widziała pani, jak grałam z Alem w makao na pani lekcji? Ja wiem, przepraszam, ale zawsze mam przy sobie talię i tak jakoś wyszło... ─ westchnęła ciężko.


    Ellen

    OdpowiedzUsuń
  18. [ Będę wdzięczna za zaczęcie. ;D]

    Luke

    OdpowiedzUsuń
  19. [Pomysł jak najbardziej okej, więc... Czy ja też mogę prosić o zaczęcie? :)]

    OdpowiedzUsuń
  20. [ Nie umiem pisać krótko, a jak już próbuję, to jest jak widać - niemrawo - toteż mam nadzieję, że się rozkręcimy i będę mogła dać ponieść się wenie. ;p]

    Pamiętał, że kiedy zasiadał na chyboczącym się stołku, a Tiara Przydziału z pomrukiwaniem ważyła jego losy, nie bał się ani nie próbował jej przekonać, że w danym domu będzie obrastał w chwałę. Był gotów zmierzyć się z tym, co dlań przygotowano, więc kiedy wykrzyknęła Ravenclaw, z kamienną twarzą udał się w kierunku klaszczącego tłumu, aby przez siedem następnych lat szczycić się mianem wychowanka Roweny.
    Czas pokazał jednak, że wertowanie zbutwiałych ksiąg i machanie magicznym patykiem nigdy nie będą zajmowały w chłopięcym sercu tego miejsca, w którym przechowywała je większość Krukonów. Stał się czarną owcą wśród usłużnego stada, a choć konwenanse przeszłości powoli odchodziły w cień, nie dało się ukryć, że nie odnosząc naukowych sukcesów, szokuje na podobieństwo Ślizgona o litościwym sercu.
    Z westchnieniem złapał za róg ofiarowanej mu przed chwilą pracy i przelotnie zerknął na puste miejsca, które powinien zapełnić drobnym pismem.
    - O czym, pani profesor? - zapytał z cieniem uśmiechu, jedynie siłą woli powstrzymując się od zastąpienia zwrotu grzecznościowego jej imieniem.

    OdpowiedzUsuń
  21. Nienawidził boginów. Potrafiły go zaskoczyć i przerazić, nie to co – przykładowo – Irytek, który był do cna przewidywalny i nie wymagał bezustannej czujności. Mógł pozwolić sobie na chwile rozproszenia. Gdy tylko doszły go słuchy o gorszym ze stworów, jaki uwił sobie gniazdko w sali od eliksirów, natychmiast wyruszył do sali zaklęć, gdzie spodziewał się zastać swojego potencjalnego pomocnika. Przy okazji była to nader gustowna okazja do rozpoczęcia jakiejś rozmowy, posunięcia ich znajomości ku światłu! Jednakże prawdą stawał się także fakt, iż został do tego zmuszony, wytypowano go na podstawie jesteś tylko nudnym fanem mugoli i postawiono przed faktem dokonanym. Nieuchronnie myśl o spotkaniu z boginem nasączała jego serce trwogą, na co rozpoczął wykonywanie tiku nerwowego, jakim, w jego przypadku, okazało się ciągłe poprawianie rękawów. Nawet nie drgnął, gdy obok jęła poruszać się zbroja, jęcząc przy tym jak w jakimś beznadziejnym horrorze. Prychnął tylko na tę próbę i wykrzywił twarz w imitacji uśmiechu, jaki nie chciał wpełznąć na jego oblicze z uwagi na to, do czego dzisiejszy dzień zmierzał.
    - Idzie ci coraz gorzej – odważył się na komentarz, nie zaprzestając podwijania rękawów koszuli, by następnie je opuścić, jakoby nie mógł się zdecydować na którąś z tych opcji.
    Rzadko kiedy bywał w innych salach, aniżeli w swoim mugolskim kąciku, toteż ta wizyta wywarła na nim dosyć duże wrażenie. Wszystko było takie... inne. Odcinało się od jego szarej codzienności, do której ponadto zupełnie nie pasowało, a co przyprawiło go o mdłości. Tylko nie te cholerne przemyślenia nad sensem własnego życia, nie czas na to, skarcił się w duchu, rozglądając po pomieszczeniu i usiłując nie zwracać uwagi na pełne majestatu żłobienia i sporadycznie stawiane ozdoby. Mógłby zainwestować chociaż w kwiatek.
    - Przepraszam? - zagaił, nadal nie mogąc dostrzec swojej... przyjaciółki? Kim ona właściwie dla niego była? Dobre pytanie, nad którym zamierzał spędzić połowę dzisiejszej nocy, bo było nadzwyczaj ciekawe i nawet w tej chwili zamarzył o możności podyskutowania na ten temat. Można nawet ankietę zrobić, Kim jest dla Ciebie Aletheia White? Miejmy nadzieję, że niedługo kimś więcej niż współpracownikiem. - Al? - spróbował ponownie, a gdy wreszcie dostrzegł ją, wyróżniającą się jak zwykle swoją niebagatelną urodą, zostawił w spokoju rękawy i wsadził ręce do kieszeni spodni, dodatkowo pokusiwszy się o urokliwy uśmiech, tym razem wyjątkowo szczery. Prócz marzeń była po prostu lekiem na wszelakie smutne dni, taka prawda. - Wybacz jeśli przeszkadzam, ale uznałem, że byłoby świetnie, gdybyś, no, pomogła mi w czymś. - Niekontrolowanie przygryzł wnętrze policzka, zaprzestając mówienia, a próbując sobie przypomnieć jak to właściwie było. Ją też wytypowano czy pierwotnie miał cierpieć sam? Postanowił zgadnąć. - Muszę pozbyć się bogina z sali eliksirów, a ty byłabyś świetną pomocą. - Zadowolony ze swojej wypowiedzi rozluźnił uprzednio zaciśnięte w pięści dłonie, gdy dotarło doń, co właściwie rzekł. Brzmiało to dosyć przedmiotowo, niekulturalnie, jak pozbawiona jakiejkolwiek elokwencji prośba zmieszana z rozkazem. Jeszcze raz. - Jako mistrzyni zaklęć, oczywiście! - dodał wreszcie, mieszając się trochę i marszcząc brwi, tym samym to manifestując. Winien wkładać w swoje słowa więcej pasji, może i tak, ale przy tym je przedtem przemyśleć. Byłoby miło.
    |Abel

    OdpowiedzUsuń
  22. - Szczerozłota prawda – odparował, niezrażony tą standardową skromnością. Z uwagą godną pilnego ucznia obserwował jej ruchy, notując wiele pobocznych tików, o których zresztą i tak zaraz zapomniał, swój rutynowy umysł zapychając czymś nowym, bardziej emocjonującym, jakoby to, co warte zapamiętania, było w jego głowie niczym pędzący pociąg, który nigdy się nie zatrzymuje. Przez dłuższą chwilę tylko się w nią wpatrywał, ulegając spokojnemu rytmowi swojego serca i oddychając nad wyraz spokojnie, gdy wreszcie wyjął także i swoją różdżkę, próbując przypomnieć sobie jakieś dobre zajęcie, które unieszkodliwiłoby Irytka na dłuższy czas. Udusi stwora, jeśli przeszkodzi i teraz. - Ano raźniej, a z taką czarodziejką nie ma szans, bym coś zepsuł w jakimś nieodwracalnym stopniu.
    Z nieco głupawym uśmiechem otworzył jej drzwi i przepuścił ją niczym rasowy dżentelmen, by następnie ruszyć przed siebie, a raczej podążać za Al, bo sam pewnie by się zgubił. Ile lat już tu siedzi, a dalej nie pamięta gdzie należy iść? Głupim być i tyle.
    - Mam nadzieję, że nie robiłaś nic ważnego, a ja dosyć niegrzecznie ci przerwałem – powiedział, gotów na wylewne przeprosiny. Najlepiej niewerbalne. - Choć to byłoby do mnie podobne. - Westchnął cicho, obracając różdżkę w palcach, jakby zamienił to z podwijaniem rękawów i rzeczywiście ciągle musiał coś wykonywać, a może nawet posiadał ADHD. Jeezu.
    |Abel

    OdpowiedzUsuń
  23. Ahn kiwnął głową, gdy kobieta podeszła do jego biurka, zgodnie z azjatyckim zwyczajem, którego na dobre z siebie jeszcze nie wyplenił. Miał dobre zdanie o wszystkich nauczycielach z ich kadry, natomiast nie mógł zrozumieć ich swobody w ocenianiu zachowania uczniów, którzy według niego okropnie się panoszyli. W tym zamku dziennie łamano kilkadziesiąt reguł kodeksu, na którego pisanie czas został zwyczajnie zmarnowany. Aletheie zaś kojarzył jedynie z widzenia, nigdy nie zdarzyło się, by mieli łączone zajęcia, a też ich miejsca w Wielkiej Sali znajdowały się po przeciwnych stronach stołu.
    - Jasne, jest na dziale ksiąg... O zaklęciach - powiedział cicho. Na jego usta wpłynął niemal niezauważalny uśmiech, gdy wstał z krzesła i skierował swe kroki do odpowiedniego regału. Sięgnął po gruby tom prawiony w skórę, po czym podał go kobiecie, uprzednio jednak pozbywając się z książki kurzu. Nieporządek, wszędzie nieporządek.

    Lee Seughyun

    OdpowiedzUsuń