18 października 2015

A long time ago in galaxy far, far away….

̶  ̶ Bo Bryan ̶  ̶ 
Osiemnastoletnia gryfonka   ̶ ̶ ̶  Czarownica półkrwi   ̶ ̶ ̶  Magiczne paluszki
Dziesięć cali, cis i włos z ogona jednorożca

Nie zawsze była taka. Jedynie pojedyncze indywidua, których życie chyli się ku końcowi bądź obecnie zatrzymali się w tak zwanym kwiecie wieku, mogą ją pamiętać, jako radosnego szkraba hasającego po okolicznych polach blisko starego wysypiska, wyszukując na nim rupiecie, które w jej dłoniach stawały się czymś wyjątkowym. Dopiero później stała się taka, jaką znają ją większość. Królowa lodu- jedno z licznych przezwisk nadanych jej przez rówieśników od trzeciej klasy przylgnęło do niej jak rzep do wełnianego swetra. Uśmiech niegdyś non stop goszczący na jej twarzy zniknął zastąpiony grymasem niezadowolenia. Zielone oczy bez zahamowani wwiercały się we wszystko, co znalazło się w ich zasięgu, niezależnie od tego, czy był to człowiek czy kolejna rzeźba z serii „jestem do kitu, ale nikomu się nie chce mnie sprzątnąć, więc musicie się męczyć patrząc na mnie”. Chłód on niej bijący, często zaraźliwy niszczył pogodne nastroje osób znajdujących w jej pobliżu. Tylko czasami, gdy humor dopisywał jej na tyle, by była w stanie unieść lekko kąciki ust, można było dostrzec w niej cień ten jedenastolatki, która po raz pierwszy przekroczyła mury szkoły, niosąc ze sobą w ręku skrzyknę wypełnioną mugolskimi narzędziami.
Jeśli kiedykolwiek ktoś miał problem z zepsutą szafką, miotłą, która robi, co chce, bądź ktoś znalazł jakiś zepsuty sprzęt na pewno nie wyrzucił go do kosza. Czasy oddawania przedmiotów do serwisu, odsyłania rodzicom, aby coś z tym zrobili już dawno minęły. Mało jest osób, które pamiętają, co z robiło się zepsutymi rupieciami przed jej przybyciem. O jej umiejętnościach krążą legendy- podobno kiedyś, w trzeciej klasie naprawiła magiczną kulę nauczycielki od Starożytnych Runów oraz tajne artefakty z gabinetu dyrektora, ale to rok później. Rzekomo gdzieś w jej dormitorium ukrywa drzwi do jej tajnego gabinetu, w którym trzyma swoje skarby- stare narzędzia, prezent od ojca na dziesiąte urodziny oraz masę wynalazków, które kto wie może znajdą zastosowanie w świecie czarodziejów, a przynajmniej tak mówi jej młodsza siostra, która wbrew wszystkim pogłoskom nie wie nic więcej niż pozostali. Niestety relacje pomiędzy siedemnastoletnią Camilą a Bo popsuły się jeszcze przed przyjściem tej starszej do Hogwartu, kiedy to małą blondyneczka znalazła swoją ulubioną pozytywkę rozebraną na czynniki pierwsze, co poza płaczem wywołało również, trwającą do teraz, siostrzaną wojnę. Panna złota rączka- tak ja zwą ci, którzy zdążyli poznać jej umiejętności. Magiczne paluszki, tak nazywają ją jej przyjaciele, o ile w ogóle może obdarzyć kogoś tym mianem. Gdyby mogła cały dzień spędziłaby ze smarem na twarzy i kurzem na ubraniach, lecz podobno jej nie przystoi. Wbrew wszystkiemu, co ludzie mówią trzyma się na uboczu. Woli spokojne miejsca, jak biblioteka bądź błonia, gdzie bez problemu może dać ponieść się fantazji i stworzyć coś niesamowitego w swoim notatniku. Złamane serce schowała do śmietnika, tak by, na co dzień nie utrudniało jej prowadzenia interesów. Działa pod wpływem chwili nie myśląc o konsekwencjach swoich działa. W końcu trzeba chwytać dzień zanim zdąży uciec wraz z wiatrem. Daleko jej do wystrzałowych dziewczyn z jej domu. Unika hucznych potańcówek, na mecze chodzi, bo tak wypada, i nie wzdycha do każdego faceta z bujniejszą czupryną i głębszym głosem, i szczerze mówiąc nawet nazwisko wybrańca nie robi na niej wrażenia. W końcu to tylko zbitek przypadkowych liter. I choć większość z jej znajomych uważa ją za dziwną, ona ma się za najbardziej normalną osobę w tym zwariowanym świecie. Kiedyś zostanie mechanikiem i przy okazji odnajdzie kosmicznych czarodziei. Ale na razie musi skończyć szkołę- w końcu tłumoków nikt nie zatrudnia.
 ̶ ̶̶ ̶ ̶̶ ̶ ̶̶ ̶ ̶̶ ̶ ̶̶ ̶ ̶̶ ̶ ̶̶ ̶ ̶̶ ̶ ̶̶ ̶ ̶̶ ̶ ̶̶ ̶ ̶̶ ̶ ̶̶ ̶ ̶̶ ̶ ̶̶ ̶ ̶̶ ̶ ̶̶ ̶ ̶
Mam zepsutą klawiaturę, dlatego proszę o wyrozumiałość, gdy gdzieś mi umknie litera „p”. Kart pisać nie umiem to powtarzam na każdym kroku. Wróciłam bo się stęskniłam, poza tym potrzebuję jakiejś ucieczki od tych wszystkich strasznych, ścisłych przedmiotów. Marzy mi się wątek życia, napisany od początku do końca. Preferuję damsko-męskie, jednak dobrym damsko-damskim nie pogardzę.  Jestem wybrednym stworem- taka moje natura. W tytule Star Wars.  Kochajmy się, bawmy się i twórzmy stwórzmy razem coś fajnego! Buźka Natalie Portman.
Poszukiwani: facet od złamanego serca, młodszy brat oraz siostra, chłopak co by ją ukochał!!!

50 komentarzy:

  1. [Z mojej klawiatury za to uciekła litera "k", klawisz "Esc" i klawisz "Alt", zatem znam to dobrze :) Witam i zapraszam! :)]

    OdpowiedzUsuń
  2. [STAR WARSY! Czy Ty też czekasz na premierę?! Całe moje dzieciństwo dzielone z Indianą Jonesem i Ericiem Claptonem xD Siemka! Witam z powrotem. Fotka nieco mnie przeraziła, ale karta już nie. Naprawdę rozumiem Twoją panią, w końcu mój człowiek też jest jakiś nietutejszy xD Skoro taka z niej złota rączka to na pewno naprawi zepsutą gitarę, jeśli Max zrobi z nią coś nie tak jak powinien. Witam jeszcze raz i życzę tego upragnionego wątku.]

    Max Cavendish Jr.

    OdpowiedzUsuń
  3. [Witam! Widzę, że wszyscy mają problem z klawiaturą ostatnio - ode mnie uciekł klawisz backspace oraz litera ,,p", więc obecnie mam ochotę rzucić laptopem o ścianę. No, ale wracając, bardzo podoba mi się postać, jest świetna. Życzę wielu wspaniałych wątków i świetnej zabawy!]
    James Potter

    OdpowiedzUsuń
  4. [Ja ją ukocham, jeśli można. Karta mnie rozczuliła totalnie, a ta panna Bryan, mimo że niby niczym szczególnym się nie wyróżnia, dla mnie jakoś odstaje od reszty. Mam ochotę ją przytulić :D W każdym razie, co tu ukrywać, wątek chcę, o! Toteż na Twe barki zrzucam odpowiedzialność za wybór postaci, a potem sobie pomyślimy o relacji.]

    Ahn Jihoon/Abigail Lawrence/Lee Seunghyun

    OdpowiedzUsuń
  5. [Powiem Ci, że się popłakałam kiedy Han powiedział do Chewiego 'We r home' :O <3 przebieram się i nie ma bata, że pójdę jak jakiś random na premierę! Jak tylko ustalę ile mam w końcu wątków i z kim to przyjdę po gitarę ;D ]

    Max Cavendish Jr.

    OdpowiedzUsuń
  6. [Również dziękuję za komplement!]
    James

    OdpowiedzUsuń
  7. [I Karkarow chętnie zapoznałby się z Bo - taka świetna postać, już nie wspominając o cholernie ciekawym imieniu. Nie ukrywając - pragnę wątku! :D]

    OdpowiedzUsuń
  8. [Byron przynosiłby jej rzeczy kolegów zepsute celowo ─ o czym oni by, rzecz jasna, nie wiedzieli ─ po to, aby móc wspaniałomyślnie dawać jej wskazówki odnośnie tego, jak powinna naprawiać poszczególne przedmioty.

    A mnie najbardziej przypadło do gustu ostatnie zdanie. :D Cześć!]

    Byron Selwyn

    OdpowiedzUsuń
  9. [Olivia?
    Zgadzam się na testowanie, dopóki owy wybuch nie pozbawi mojej Abi życia, więc feel free i możemy pisać. Kto zaczyna? :D]

    OdpowiedzUsuń
  10. [Nie. Nie przepuszczę wątku fance SW xD To jak? Max rozwalił gitarę i przyjdzie zapłakany do Bo, żeby mu miłość ratowała? ;D]

    Max Cavendish Jr.

    OdpowiedzUsuń
  11. [Ostatnie zdanie podsumowuje powód, dla którego codziennie zmuszam się żeby wstać z łóżka i bujam się na uniwersytet. :')

    Cześć, chyba wcześniej się tu nie spotkałyśmy. Tak czy owak - dobrej zabawy życzę. ;)]

    Westmore

    OdpowiedzUsuń
  12. [Bardzo fajny pomysł, myślę, że mogę coś naskrobać na początek w ramach zaczęcia. Co do relacji, powiem tak - wątków w relacjach uczeń-nauczyciel kilka mam. A wydaje mi się że chcę poprowadzić coś ciekawszego, zawiłego. Coś co nie powinno się, może wydarzyć w takowych relacjach? Nie mówię zaraz o nie wiadomo czym, żeby nie było :D Po prostu, niech Vlado dostanie kopa w to swoje serducho :D W końcu nie jest starym dziadkiem jeszcze... :D Myślę, że pomysł na wątek super, można tak zacząć i zobaczymy jak to się dalej potoczy :) Jeśli Ci odpowiada oczywiście :)]

    OdpowiedzUsuń
  13. [mega mi się podoba! jestem baaardzo na tak :D]

    Max

    OdpowiedzUsuń
  14. [Ja też, ja też nie mogę się doczekać! I mi też wena wychodziła już uszami, dwa lata przerwy w blogosferze - jak fajnie wrócić znów do Hogwartu. A może, kiedyś udało nam się złapać już na wątek :D OK! Zabieram się za wielkie rozpoczęcie! Uno momento :D]

    OdpowiedzUsuń
  15. [Tak teraz przeglądam kartę Jihoon'a, bo coś mi obrazek na przy Twoim nicku przypomniał, i nie pomyliłam się. Już kiedyś zaczęłam nam drobny wątek, natomiast odpisu nie dostałam, toteż niestety na Ciebie tym razem zrzucam tę odpowiedzialność :D (Trochę się rozbestwiłam, to już któryś raz dzisiaj...)]

    OdpowiedzUsuń
  16. [Olewamy się odkąd tylko pamiętam :D Czas może to zmienić?]
    Gregorius

    OdpowiedzUsuń
  17. Vlado przestał liczyć czas. Jakoś, za każdym razem gdy wybierał się na długą, nocną wyprawę mało obchodziły go wskazówki na zegarze. Wracał gdy zaczynało świtać, a wyruszał gdy zapadał zmrok. Oddalał się całkiem sporo od granic zamku; to, ile tam kryło się ciekawych i przydatnych rzeczy było niezliczone. A dlaczego? Otóż, mało kto wybierał się w tamte tereny - co by nie powiedzieć, że nikt tego nie robił. Zawsze przemierzał nowe tereny pod postacią wilka. Nie chciał by ktokolwiek mógł go zobaczyć, a nóż byłyby to niemiłe osoby, z którymi miał styczność jeszcze w latach nauki. Po za tym, wygodniej było mu biegać na czterech łapach - mógł wtedy osiągnąć dużo szybszą prędkość, aniżeli na dwóch. A na tym mu właśnie zależało.
    Mimo jesiennej pory roku, pogoda zdawała się być już zimowa. Dużo nie brakowało, by uczniom posypał się na głowy biały puch. Wilgotne powietrze dawało się we znaki, przy każdym podmuchu wiatru - tym bardziej, że trafiło mu biec pod wiatr. Tak dużo czasu spędzał z matką naturą, że niemalże zlewał się z nią tak dobrze, jak z temperaturą pokojową. Zima mu nie przeszkadzała, a wręcz przeciwnie - często spacerował o tej porze roku. Przypominała u Norwegię. Kiedy to spędzał wieczory z ciotką Laurą, gdzie siedząc w oknie i próbując policzyć płatki śniegu, śmiali się do bólu brzucha. Często wychodzili razem na ciepłą herbatę do malutkiej kawiarni, tuż za rogiem domku. To wtedy tak bardzo polubił ten ziołowy napój. Bardzo lubił o tym wspominać, brakowało mu kogoś, z kim mógłby robić podobne rzeczy.
    Doszedłszy do wysokich kamiennych skał, profesor zatrzymał się by nabrać powietrza w płuca. To tutaj miał znaleźć to, co było mu potrzebne do stworzenia mikstury na te wredne Chropianki. Fakt faktem, nauczał może tylko, albo i aż ONMS, jednak za czasów nauki, jego oceny były zbyt dobre jak na Ślizgona. Nie chwalił się tym jakoś, nauczył się głownie tego co było mu potrzebne.
    Rozejrzał się dookoła - było pusto. Przynajmniej tak mu się zdawało. Poczłapał na czterech łapach kilka metrów dalej, po czym jego słuch nadał mu sygnał zbliżającego się dźwięku. Nie mógł jeszcze wyczuć, jaka to może być postać, ale wiedział że z każdym krokiem jest co raz bliżej. Zwinnie wsunął się pod złotolistny, szeroki krzew, obserwując otoczenie.
    Oby to był ktoś mile widziany.

    OdpowiedzUsuń
  18. [ Jaki genialny pomysł na postać. Ja osobiście uważam, że kobieta mechanik jest bardzo, ale to baaardzo seksowna. Chyba mój ideał kobiety, chociaż w nich nie gustuję, żeby nie było haha. ]
    Ignis Femoris | Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  19. Max nie mógł wytrzymać. Siedział jak na szpilkach. Jak na porodówce czekając na wiadomość o pomyślnie przeprowadzonym zabiegu. W sumie to wyobrażał sobie jak ktoś nagle wpada do pokoju wspólnego, krzycząc ‘Urodziło się!’. On jak na porządnego ojca przystało, wykrzyknąłby ‘Chłopiec czy dziewczynka?!’ i nie czekając na odpowiedź, popędziłby do sali. Jednak to nie było takie proste. Szczególnie, że nawet nie wiedział, gdzie ta sala operacyjna się znajduje. Oddał swoją miłość w obce ręce z ciężkim sercem. Nie sądził, że ktoś z jego dormitorium będzie, aż tak złośliwy i rozwali mu gitarę. Ten jeden jedyny raz zostawił ją pod łóżkiem. Gdy wrócił, leżała na jego łóżku w opłakanym stanie. Wykrzywiony gryf, oberwane struny i pęknięte pudło. Myślał, że się popłacze. Ale to jeszcze nie był koniec, bo ktoś wypalił krzywymi literami na spodzie ‘Miłośnik szlam’. Praktycznie ze łzami zaniósł ją do jedynej osoby, która podobno mogła coś tu coś wskórać. Bo. Patrzyła na niego dziwnym spojrzeniem, gdy żegnał się ze swoją gitarą. Ale naprawdę była to jego jedyna prawdziwa miłość. Nie wierzył, żeby znalazła się taka dziewczyna, która zmieniłaby to przekonanie. A podobno wcale nie był taki w plecy z gronem zainteresowanych.
    - Zrobię ci pranie, obiad i jeszcze za to zapłacę, jeśli mi pomożesz – powiedział wtedy, przekazując zawiniątko w ręce dziewczyny. Podobno była odludkiem, ale widział ją parę razy i wydawała mu się nieco przerażająca.
    Wstał z niecierpliwości, bo myślał, że niepewność go rozsadzi. I podjął się jednego wyzwania, którego wielu się podejmowało, ale nigdy nie dotarło do celu. Zamierzał wejść do dormitorium dziewczyn. Jak w amoku poszedł pod drzwi i… Zwyczajnie je otworzył. Otworzył szeroko oczy, ale wszedł do środka. Może było jakieś zaklęcie, które zatrzymywało wszystkich, którzy mieli niecne zamiary? Jednak on takowych nie miał. Kierowała nim zwyczajna miłość. Dormitorium było puste jak zwykle o tej porze. Wszyscy byli na kolacji. Max rozejrzał się z ciekawością, szukając swojej gitary. Jednak żadnej nie znalazł. Zamiast niej odkrył stos różowych pamiętników, kosmetyków i innych dziwacznych rzeczy. Wziął jakąś podejrzanie wyglądającą fiolkę i otworzył. Znajdująca się w środku konsystencja zdecydowania kazała mu to odłożyć. ‘One serio tego używają?’, pomyślał, zanim zrezygnowany usiadł na jakimś łóżku. Poskakał na nim chwilę. Wygodne. Chyba wygodniejsze niż u nich. I nie była to jedyna zaleta. Unoszący się w środku zapach był… Niesamowity. Max mógłby tu zostać do końca życia. Naćpany cudowną wonią, opadł na poduszki, zahaczając niechcący butem o szafkę. Coś zgrzytnęło i Max usłyszał cisze szuranie. Zmarszczył brwi, po czym oparł się na łokciach. W ścianie obok niego była dziura.

    Max Cavendish Jr.

    OdpowiedzUsuń
  20. Nigdy nie miał okazji spotkać tutaj żadnego dwunożnego stworzenia, toteż zdziwił się gdy jego oczom ukazała się kobieca postać. Gdzieś w jego głowie istniał zapis jej twarzy, był pewien, że gdzieś ją widział. Tylko gdzie? Może w Hogsmeade, może w Norwegii, a może w poprzednim życiu? Potrząsnął głową i skupił się, podążając za nią wzrokiem. Z jednej strony chciał wyskoczyć i przywitać się tekstem typu Witaj, co tu robisz? Nikt tu nie zagląda , ale z drugiej zabrzmiało to tak głupio jak sobie wyobraził. Chciał pozostać niezauważony, przynajmniej do momentu w którym dziewczyna się trochę nie oddali, by móc ewentualnie ją trochę poszpiegować. Być może, przyszła tu po coś czego i on szukał. Choć to raczej wątpliwa teoria.
    Ale nie, przecież nie należał do ciekawskich ludzi, przecież tak samo wolał spędzać czas w samotności i wręcz nienawidził, gdy ktoś wcinał mu się w robotę albo za nim łaził. Momentami wydawało mu się, że przeginał, ale nie potrafił być inny, odgrywać zupełnie innej roli i sztucznie się uśmiechać. Jeśli coś mu nie pasowało, to nie szczerzył się w ogóle. Jakoś ciężko było mu wyobrazić sobie, że mógłby stać się kiedyś wrakiem człowieka, niemającym osobowości. A spotkał już wiele takich osób na swej drodze i wiedział, że to jeszcze nie koniec - stąd jego abstynencja do przyjaźni. Mimo wszystko były osoby, które sobie cenił, którym mógł powiedzieć dużo więcej. Co prawda, to tylko mała, ale jakże ważna garstka.
    Nawet nie zdążył zauważyć, jak wyciągnęła różdżkę, a już objawiła mu się niewielka chatka, buchająca ciepłem i przytulnym kątem. I to go całkowicie zadziwiło, zszokowało i dało do myślenia - swój człowiek! Tylko pytanie, czy swój od tej dobrej strony.
    Minęło kilka sekund za nim wyłonił się zza krzaków, łamiąc przy tym sporo małych gałęzi - mógł to zrobić ciszej, ale w sumie po co? W razie czego, różdżkę ma tuż przy dłoni, choć zależało mu na tym by w jakiś sposób zwrócić uwagę niewiasty. Chciał sprawdzić czy pakuje się w ciekawe, ale miłe kłopoty, aniżeli odwrotnie. Vlado ruszył szybkim krokiem w jej stronę, po czym w połowie drogi - a dzieliło ich zaledwie pięćdziesiąt metrów - stanął na dwie ludzkie nogi i wyciągnął rękę w przód, oznajmiając tym gestem, że wcale nie przyszedł by ją zabić.
    - Tylko nie Drętwota - Uprzedził, zatrzymując się kawałek dalej, tak jakby mimo wszystko chciał zachować pewien odstęp, w razie godziny "W". Nigdy nie był pewien co do takich sytuacji, zresztą wiele się już nauczył w latach nauki. Za nim komuś zaufasz, najpierw go poznaj oraz Jeśli dasz palec, to zjedzą Ci całą rękę.
    A może wcale nie będzie tak źle, może okaże się że ten wieczór trochę mu w życiu nabałagani? Co jeśli stoi przed nim teraz chociażby jego przyszła przyjaciółka, a on podchodzi do niej z dystansem jak do lwa? Świat jest pełen decyzji i pełen znaków zapytania - dlatego bywa tak interesujący.
    Jego wzrok wodził mierząc dziewczynę od góry do dołu; kilka kosmyków włosów spadało mu na oczy, a na dłoniach i szyi można było zauważyć maleńkie kropelki blado-czerwonej krwi, po niewielkich otarciach, jakie zdążył nabyć biegnąc przed siebie. Prawdopodobnie troszeczkę ją wystraszył, nie sądził by spodziewała się gościa.
    Kiedy napięcie trochę opadło, a on oswoił się z wiedzą, że nie jest tu sam, opuścił dłoń i odetchnął, pozostawiając swe niebieskie oczy cały czas na wysokości twarzy dziewczyny. Był ciekaw co dalej.

    OdpowiedzUsuń
  21. [O, dziwo nie przeszkadza mi fakt, że jest Puchonem. Zawsze wydawało mi się, że żółci są tacy słabi, ale teraz jak najbardziej mi ten dom odpowiada :D Dzięki za miłe powitanie, pani mechanik ;D]

    Danny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Cóż. Jeśli tak to traktujesz xD Rozwala mnie ten mały Alex u Cb na avatarze :D Danny raczej nie jest zbyt konfliktowym człowiekiem, więc podnoszę rączki.]

      Usuń
    2. [Kombinujmy. Danny to bff Abigail, więc można im stworzyć pierwsze spotkanie. Muszę się przyznać, że jestem pierwszy raz na grupowcu i za cholerę nie ogarniam. Znaczy coś tam wiem, ale musze się wdrożyć w to wszystko, więc może jakaś podpowiedź? ;D]

      Usuń
    3. [Też jestem za pozytywną, bo nie wiem jak z dziewczyną taką jak Bo i kolesiem jak Danny mogą być złe :D Danny mógłby się interesować jej pracą i wgl chciałby znaleźć jej pracownię. Obstawiam dobrych znajomych. Co myślisz? Do tego może ją wyciągnąć no do Trzech Mioteł na piwko kremowe czy zakup jakichś słodyczy, gdy Abigail znowu go zdenerwuje, a nie będzie chciał iść sam.]

      Usuń
  22. Nie oczekiwał żadnego miłego przywitania. Był nawet pewien, że zareaguje własnie w ten sposób - w końcu to on nieuważnie wkroczył na jej terytorium.
    Polana była oblana niską, bladozieloną trawą. Dookoła, wysoko w górę pięły się różnorodne drzewa, otulone gęstwiną krzewów. Miejsce, choć na pozór zwykłe, było naprawdę bardzo urodziwe, może dlatego dziewczyna wybrała właśnie je na azyl swej chatki.
    - Bardziej ciekawi mnie, co Ty tu robisz - Odparł, zerkając na to, co niewiasta wyczarowała jednym ruchem cisowej, średnio-długiej różdżki, którą nadal trzymała w dłoni; na wypadek gdyby chciała jej użyć. Vlado nie sądził jednak, by to zrobiła - nie wykazywał żadnych gestów, które mogłyby prosić się o oberwanie jednym z paraliżujących, bądź raniących zaklęć. Bo właściwie to nie po to tu przyszedł... I mógł ją przecież zwyczajnie minąć, przeprosić i zniknąć w oddali, ale w głębi czuł, że coś każe mu zostać. Nie wiadomo po co, na co. Pewne było to, że został delikatnie zaintrygowany tym, co mogła chować w takowej chatce i dlaczego akurat postanowiła realizować swój plan w tym miejscu.
    Nie czekając na odpowiedź, skierował niebieskie ślepia na dziewczynę.
    - Właściwie to przyszedłem tu na spacer, często zwiedzam te okolice - Mruknął, robiąc kilka kroków w stronę bijącego światła. Nie to, żeby chciał tam wleźć nieproszony... Ot tak, chciał zagłębić się w samą konstrukcję obiektu.
    Karkarow sam z siebie nie miał potrzeby czarowania tego typu rzeczy. Dlatego wciąż bardzo go to zadziwiało. A wbrew pozorom, to już nieco wyższy szczebel magii i czarodziejstwa, stąd zbyt szybko nie chciał się ulatniać.
    W świetle twarz dziewczyny wyglądała zupełnie inaczej - jej bladą cerę okalały ciemne włosy; niewielkie dołeczki w kącikach pełnych ust wzbudzały w nim poczucie sympatii, ale dopiero duże, jasne oczy hipnotyzowały potężniej niż niejedno czarnomagiczne zaklęcie. I nie zapominając - filigranowa postura gotowa do obrony dawała jasno do zrozumienia kto tu rządzi.
    Dawno nie widział tak ciekawego połączenia, najprawdopodobniej dlatego, że niewiele było takich kobiet. Z jednej strony delikatnych i pięknych, a z drugiej samowystarczalnych i twardych. Dla niektórych był to typ kobiety idealnej, zaś inni panowie mogliby poczuć się nieco onieśmieleni.
    Profesor wyrwał się z krótkiego, a jednak intensywnego zamyślenia i po raz kolejny rzucił okiem w stronę polany.
    - Jak to się dzieje, że wiele tak ciekawych rzeczy zawsze ma miejsce ponad dwie mile od zamku?

    [W porządku, ja też mam trochę roboty ostatnio ;)]

    OdpowiedzUsuń
  23. [ Zgadzam się, są podobni. Trochę odosobnieni, ale w jakiś dziwny sposób intrygujący i aż chce się Ich poznać. Dlatego pokuszę się o wątek bo wydaje mi się, że może z tego wyjść coś ciekawego.
    Masz może jakieś propozycje? :)
    I cześć ! ]

    Valentino Maillet

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [ Ja Jamiego uwielbiam od "Camelotu", a w "Darach" cóż - był spoko, ale myślałam, że będzie lepiej ;) ]

      Usuń
  24. Vlado zastanawiał się chwilę, czy jest jednak pewien by spędzić w towarzystwie nieznanej trochę czasu. Z reguły rzadko to robił, dużo więcej razy zdarzało mu się odmówić spotkań, imprez czy obiadów aniżeli przyjąć taką ofertę i pójść się bawić. Tutaj sytuacja była nieco inna, właściwie pojawiła się znikąd. Ot tak, na jego drodze, pojawiła się dziewczyna czarująca przedziwne rzeczy, które były z nim magicznie związane. Gorzej gdyby spotkał tu kogoś ze swoich wrogów, wtedy zapewne to strzały z różki pojawiłyby się szybciej niż słowa.
    Profesor zwracał strasznie uwagę na szczegóły, tym bardziej w ludzki ruchach - to one były o wiele, wiele bardziej ważne aniżeli wypowiadane przez usta zlepki słówek. Dlatego, gdy zwróciła wzrok ku murom Hogwartu, długowłosemu zapaliła się mała żaróweczka w głowie, wnioskując że to tam mógł ją kiedyś zobaczyć. Tylko nie potrafił sobie jakoś dokładnie skojarzyć jej twarzy z miejscem i czasem, mimo że gdzieś w zakamarkach myśli i wspomnień te ciemne włosy i specyficzne rysy twarzy nie raz miały okazję się pojawić
    Karkarow wyrwał się z krótkiego zamyślenia. Zobaczywszy, że dziewczyna przekracza próg chatki, od razu podążył jej krokiem i stanął w drzwiach do ciepłego, przytulnego kąta.
    - Chcę zostać... Nic złego nie planuję, usiądę i po prostu popatrzę na to, co tutaj porabiasz w takich godzinach - Odparł siadając wygodnie na niewielkiej, miękkiej kanapie, po czym wziął kawałek grubego, metalowego, nieco zakrzywionego druta i obróciwszy go kilka razy w palcach zerknął na dziewczynę.
    Chciał coś powiedzieć, ale znów za bardzo skupił się na jej wyglądzie. Teraz mógł zobaczyć ją w całości, w jaśniejszym świetle i bez kaptura.
    Dokładnie zmierzył dziewczynę swymi błękitnymi oczami - od delikatnych dłoni, przez skrawek odsłoniętej szyi, aż po same oczy i gładkie czoło. Wykonywała wszystkie ruchy stanowczo, ale delikatnie. Jej oczy biegały tuż za tymi wszelakimi obiektami, które zdążyła złapać w ręce. Rysy jej twarzy wyostrzyły się jeszcze bardziej, gdy tylko postanowiła związać włosy w koński ogon, a oczy... Oczy były jak zimowy księżyc w pełni - duże i błyszczące.
    Zachowujesz się jak dureń, Vlad. Czy Ty nigdy nie widziałeś kobiety? Dajże spokój!
    - Wygląda to jak warsztat - Rzucił po chwili, przekrzywiając głowę delikatnie w lewą stronę. Odłożywszy skrawek metalowego elementu, skrzyżował ręce na klatce piersiowej i zajął się tym razem obserwacją ruchów dziewczyny. Zupełnie zapomniał się jej przestawić!
    - Reperujesz tu miotły, różdżki, czy jak?

    W sumie to chętnie przygarnę propozycje wątkowe :) I chcę dodać, że śliczne zdjątko się pojawiło! :D

    OdpowiedzUsuń
  25. [ Wiesz, obie opcje bardzo mi odpowiadają, ale że ja jestem raczej fanką wszelakich romansów to przystanę przy drugiej propozycji. Gdyby nam w jakiś sposób nie szło, to można by było zamienić ową relację na bliższą nienawiści ;)
    A tym czasem, kto zaczyna i gdzie będzie spotkanie?]

    Valentine.

    OdpowiedzUsuń
  26. Przez kilka minut spacerował po korytarzach, by tuż po wyjściu na dziedziniec przysiąść na jednej z ławek. Podpierając się łokciami o kolana potarł twarz rękami. Nie miał pojęcia dlaczego od kilku dni zachowywał się w ten sposób. Jakby zabrnął w jakiś ogromny... pierdolnik. Cały czas starał się być oschły, odsunięty od każdego, by przypadkiem nikogo jak i przede wszystkim siebie nie narazić na żadne problemy, a tu rzeczywistość płata mu figla i sprawia, że dziewczyna o imieniu "Bo" zawraca mu w głowie.
    Ostatnim razem, gdy miał przyjemność (choć to dość dziwnie brzmi w jego głowie) spotkać owe dziewczę wpływającą na niego zadziwiająco pobudzająco, omal nie dokonał na niej niewerbalnego molestowania... A może te króciutkie spojrzenia zakończone chwilowym zakłopotaniem, "przypadkowe" dotknięcie dłoni przy sięganiu po pióro, czy ten pocałunek w bibliotece pomiędzy regałami można jednak nazwać molestowaniem? Nie miał pojęcia.
    Nie miał pojęcia, ale chyba gdy ludzie są w jednakowym wieku to nie powinno się tego uznawać jako atak cielesny skoro Bryan wcale nie protestowała?
    Odetchnął głęboko zabierając dłonie z twarzy i wtedy dostrzegł nadchodzącą z daleka dziewczynę, o której właśnie myślał.

    [zaczęłam ;) ]

    OdpowiedzUsuń
  27. [ Wybacz, że tak późno, ale dopiero się ogarnęłam ze wszystkim :D
    Kombinujemy, to kombinujemy c: Jakiś zalążek pomysłu relacji czy czegokolwiek masz, czy sama mam kminić, hm? <3 ]

    Freddie Weasley

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie dało się nie zauważyć, że dziewczyna, która szła ku niemu niewątpliwie nie za bardzo miała ochotę na spotkanie. Właściwie to mógł domyślić się powodu tej niechęci. Jemu docinki ‘’kumpli’’ też nie sprawiały żadnej przyjemności, a teksty, którymi raczyli go niemal każdego wieczoru przyprawiały go o gorzki posmak na końcu języka i chęć odrąbania im głów tępym nożem…
    Wkurzał się, gdy przechodząc korytarzami szkoły, siedząc w wielkiej sali, czy wlekąc się gdziekolwiek indziej wszyscy wlepiali w niego swoje spojrzenia, a co najgorsze – teraz już się z tym nie ukrywali uznając, że skoro wcześniej nie zwracał na to uwagi, to z pewnością w ogóle nie zdaje sobie sprawy z tego, że takie COŚ się odbywa… Pocieszał się, że jego głupi koledzy chcą być ‘’empatyczni’’. Ta sytuacja sprawiała, że cała historia była jednak chyba zbyt pokręcona, żeby mógł ją w całości ogarnąć i ją zrozumieć.
    No bo przecież kto normalny zakochuje się od tak? I to jeszcze w dziewczynie, która wcześniej nic dla niego nie znaczyła. Była tak jak On pionkiem, który chcąc nie chcąc musiał ukończyć tę szkołę by z radością móc wkroczyć w dorosłość… Ale jednak stało się. Oboje dali się ponieść swojej romantycznej wyobraźni, stworzyli sobie coś, co nijak miało się do rzeczywistości i ich żyć.
    Jego powinnością było przerwanie tego ‘czegoś’. Wstał szybko z ławeczki i poszedł za nią. Przez kilka minut trzymał się za nią kilka metrów, a gdy spostrzegł, że tłum krążący wokół trochę się przerzedził podbiegł łapiąc ją delikatnie za ramię.
    -Bo, zaczekaj – zabrał dłoń z jej barku drugą wyjmując z kieszeni spodni. – Mam do Ciebie ważną sprawę… Musimy chyba o czymś porozmawiać – jeden z kosmyków wysunął się zza ucha nieco przysłaniając mu prawe oko.
    Chciał to zakończyć. Jak to mówią; szybko i bezboleśnie zerwać plaster… Ale nie potrafi. Czuł jak płomień uczucia tlił się w jego piersi, a napięcie, które ich otaczało dawało sygnał, że chyba nie tylko On był tym, którego ruszała obecność tej osoby stojącej naprzeciw. Walczył z samym sobą, prowadził bitwę z emocjami, które w jednej chwili mogłyby spowodować eksplozję.
    - Jako, że trochę ta natura bywa zwodnicza i jest co raz zimniej proponuję Pub pod Trzema Miotłami, gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzał i do tego napijemy się czegoś ciepłego - Jego wargi mimowolnie lekko drgnęły ku górze, a w oczach mignęła jasna iskierka radości.

    OdpowiedzUsuń
  29. Czuł się i wiedział, że wygląda na bardziej zmęczonego. Pod tymi niebieskimi oczyma pojawiały się ciemniejsze sińce, a jego skóra stała się o wiele bledsza niż zazwyczaj, przez co sprawiał wrażenie jeszcze szczuplejszego. Cała ta sytuacja w jednej chwili go sparaliżowała. Poczuł się tak, jakby ktoś z zaskoczenia oblałby go lodowatą wodą i w dodatku nacisną mu na odcisk zostawiając tam duży i bolesny ślad.
    Jego puste oczy wpatrywały się w jej przez dłuższą chwilę i w momencie wypowiedzianego przez nią ostatniego zdania uznał, że przecież nie będzie bawił się w kotka i myszkę. Zagra tradycyjnego Valentine’a i po kłopocie. – Dobrze. Skoro tak bardzo życzy sobie Pani tej całej szopki, nie ma sprawy. Z resztą, ułatwi mi to całą sprawę – powiedział to zimnym, ostrym głosem. Odetchnął głęboko.
    W jego głowie odbywał się właśnie koncert emocji, które za wszelką cenę starał się stłumić. Usiłował protestować przeciwko samemu sobie, bo przecież jedynym przeciwnikiem, z którym starał się walczyć był On. W dodatku grający sobie w berka sprawiając, że niekiedy (tak jak teraz) zaczynał wariować, ale na szczęści nie odbywało się to publicznie. Jako chodząca ambiwalencja, worek sprzeczności, psychiczny kameleon, kalejdoskop uczuć, a to tylko z powodu TEJ dziewczyny. Z jednej strony chciał być tym samym niezauważanym kolesiem z VII klasy. Nie mógł nadążyć za swoją zmiennością i tak było ze wszystkim. Na szczęście nie zdarzyło mu się jeszcze być dla kogoś ‘miłym’.
    - A więc ‘Panienko’, nie zamierzam o cokolwiek Cię prosić, czy przepraszać, bo nie mam ku temu żadnych powodów. Staram się być w porządku wobec Ciebie i jedyne czego pragnę, to tego samego z Twojej strony. Jeżeli jeszcze raz zwrócisz się do mnie ten sposób w moją stronę, to ostrzegam. Gorzko tego pożałujesz i tym razem nie żartuję – Przeszył ją spojrzeniem odsuwając się od niej o mały krok do tyłu żeby zwiększyć dystans pomiędzy nimi.
    Nie wiedział jak zdefiniować swoje zachowanie. Jeszcze kilka chwil temu chciał zaprosić tę donnę na cherry, aby mogli w znośnych warunkach dowiedzieć się czegoś o sobie; elementów należących raczej do bardziej prozaicznych jak rzeczywiste przedstawienie się, opowiedzenie choć trochę o zainteresowaniach, czy wspomnienie o ewentualnych planach po zakończeniu nauki w Hogwarcie. Ta osiemnastolatka była jedną z nielicznych, na których Jemu zależało i o dziwo nie należała do Slytherinu (i rodziny).


    Valentine

    OdpowiedzUsuń
  30. [Czy mechaniczne serducho ruszy w jego piersi - nie mam pojęcia, ale na wątek przychodzę z ogromną chęcią. :3 Jakieś pomysły, marzenia, propozycje? :)]

    Scorpius

    OdpowiedzUsuń
  31. [stworzyłabym nam jakiś wątek, ale jestem dziś wyprawa z pomysłów... Więc przychodzę trochę tak żebrząc o wątek, z nadzieją, że może Tobie wpadnie coś do głowy :D]

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  32. [Dzięki za powitanie. Twoja bohaterka jest osobą, którą z pewnością polubiłabym w życiu prywatnym. Niestety niekoniecznie mam pomysł jak mogłaby wyglądać jej relacja z Dorianem, a z racji tego, że karta mi się podoba, chętnie bym powątkowała. Hum hum hum... ]

    Dorian

    OdpowiedzUsuń
  33. Karkarow przyjrzał się pudełku, które chwilę temu wręczyła mu dziewczyna. Szczerze powiedziawszy, nie słyszał o takowym urządzeniu. Może dlatego, że nie był jakimś znawcą różdżek i nie zagłębiał się aż tak bardzo w ich powstawanie. Owszem, wiedział z czego są złożone, wiedział też wiele na temat rdzeni, gdyż chcąc nie chcąc łączyło się to z jego zawodem. By móc dostać rdzeń ze smoczego serca, najpierw trzeba posiadać skrawek tego organu.
    Obejrzał je dookoła i wysłuchał dziewczyny, marszcząc delikatnie brwi w skupieniu. Rozumiał to, o czym mu mówiła i był nawet skłonny przyznać jej najprawdziwszą rację. Tak drobny element jak różdżka wymaga ogromnej ilości czasu, staranności, a przede wszystkim dokładności. Coby zaraz ten kawałek patyka nie rozpadł się na dwie, albo i więcej części.
    - Prostszymi rzeczami... - Zaczął krótko i odłożył starannie pudełko obok siebie. Nie minęła sekunda nim zbliżył się do jednej z półek, na której ustawione było kilka metalowych części, drewnianych podpórek, śrubek i śrubeczek.
    - Wydaje mi się, że naprawianie samo w sobie nie jest łatwe. Ale chętnie posłucham o tym, które rzeczy sprawiają Ci największą przyjemność. Może nawet miałbym coś do oddania - Odparł i uśmiechnął się zaglądając przez lewe ramię, chcąc w ten sposób zobaczyć czym aktualnie zajmuje się ciemnowłosa dziewczyna.
    I znów zapaliła mu się jasna lampeczka w głowie! Przecież ten wariat nawet się jej jeszcze nie przedstawił. A spędzili już tu w sumie dobre dwadzieścia minut, wypadałoby uścisnąć dłoń towarzyszki i chociaż poznać jej imię.
    - Kurcze - żachnął się cicho, karcąc w myślach samego siebie - Nawet się nie przedstawiłem. Mów mi Vlado - Rzucił, wyciągając rękę w stronę dziewczyny - A może mógłbym Ci jakoś pomóc?

    OdpowiedzUsuń
  34. [Czy jest szurnięty, to nie wiem, ale nawet bym się nie zdziwił, gdyby tak było.
    Cześć!]

    OdpowiedzUsuń
  35. [To jest genialny pomysł! Od razu zacznę, żeby nie przeciągać!]

    Scorpius Malfoy mentalnie nastawiał się na wybuch wojny, atak bombowy, atomowy i inne tragedie tego wieczoru. Kilka dni temu rodzice zaprosili go na obiad, a jako, że nie miał w zwyczaju odmawiać, przyjął propozycję. Jednak tym razem postanowił zabrać ze sobą dobrą znajomą. Relacje łączące go z Bo były wyjątkowo skomplikowane i sam nie potrafił tego do końca zdefiniować, jednak wiedział doskonale, że dziewczyna nie będzie miała kompletnie nic przeciwko, w wprowadzeniu w życie kiełkującego w jego głowie pomysłu.
    Ubrany w garnitur, kolorową muszkę i kapelusz czekał pod gabinetem dyrektora na przybycie Bo. Poprawiając poły marynarki, okręcił się na pięcie i uśmiechnął na widok ślicznie ubranej dziewczyny. Zdecydowanie – dotychczas nie wyobrażał sobie jej wyglądającej tak niesamowicie. No chyba, że nago.
    – Mojego ojca zeżre zazdrość – zaśmiał się cicho. – Zanim dowie się, że jesteś od Gryffindora – dodał, zczerząc ząbki i wyciągnął w jej kierunku ramię. – Mam nadzieję, że nie masz ochoty się wycofać? – zagadnął, wprowadzając ją na schody prowadzące do gabinetu dyrektora, gdyż to właśnie stamtąd mieli udać się za pomocą sieci Wiuu do dworku Malfoyów.
    Na całe szczęście dyrektor Longbottom nie miał kompletnie nic przeciwko i zaledwie chwilę później, oboje wylądowali na ścieżce, przed bramą, za którą długa alejka prowadziła do starej posiadłości. Scorpius westchnął na widok własnego domu i spoglądając na dziewczynę, uśmiechnął się szeroko.
    – Show must go on – oznajmił, przeprowadzając dziewczynę przez bramę, a później wzdłuż kolumny drzew rosnących przy drodze. – Mam nadzieję, że będę miał okazję się pośmiać. – Stwierdził. – A później, że będę mógł zaprowadzić cię do swojego pokoju. – Wymruczał już ciszej, jakby w obawie, że ktoś mógłby go podsłuchać.
    Westchnął cicho, wspinając się po schodach prowadzących do niewielkich wrót, po czym puszczając ramię dziewczyny, otworzył przed nią drzwi i kłaniając się i uśmiechając szelmowsko, gestem zaprosił do środka.
    – Madame.

    Scorpius

    OdpowiedzUsuń
  36. Właśnie był w trakcie wyobrażania sobie precyzyjnej drogi zemsty na dziewczynie, która wycedziła w niego te słowa, gdy nagle szybko się ocknął. Żadna z nich nie pomogłaby mu, a wręcz pogorszyła całą tę dziwną sytuację. Zrobił kilka kroków na przód stając tuż przed nią. Przypatrywał się jej nieruchomej sylwetce. Jej lekko zmierzwionym włosom przez wiatr, delikatnie zaróżowionym policzkom przez chłód, ale chyba również wściekłość i oczom. Pięknym z połyskującą wyraźnie tęczówką i tą charakterystyczną iskierką, którą dostrzegał tylko będąc w pobliżu.
    Kiedy tak na nią patrzył, czuł, że jeśli zostanie tu dłużej, wszystko może się stać. Wiedział, że jeśli jej dotknie, nie zdoła oprzeć się pragnieniu pocałowania jej i przytulenia bardzo mocno – tak jak było to kilka dni wcześniej pomiędzy regałami w bibliotece.
    Nadal tak stała, a on zaczynał odnosić wrażenie, że Bo specjalnie używa tych perfum, które wyjątkowo skutecznie wypełniają przestrzeń. Wyobraził sobie, że słyszy jej głos wymawiający jego imię tuż do jego ucha jak najpiękniejsza melodia na świecie. Jego myśli pędziły z prędkością światła, widział jak bierze ją w ramiona, całuje i tuli. Jak przyciska to delikatne ciało do siebie, a ona szarpie go za włosy. Całując delikatne usta dziewczyny, powoli przechodząc na szyję, przez przypadek nosem potrącając jej policzek, potem ucho. Czuje jej puls i spokojny rytm uspokaja go; czuje bicie jej serca, jak przyspiesza pod wpływem je dotknięcia. Niepokoi go myśl, czy są dostatecznie blisko, czy ich serca biją synchronicznie… Ale czy o nie jest jedynie wymysł? Chyba zbyt daleko odpłynął w wyobraźni, a to nie powinno się wydarzyć w sytuacji, w której on stał tuż naprzeciw dziewczyny sięgającej po różdżkę.
    Złapał delikatnie za nadgarstek panienki Bryan. Zbliżył się o jeszcze kilka centymetrów by móc swobodnie, aczkolwiek nieco z góry spojrzeć w te niesamowite oczy i wtedy, nie wiadomo dlaczego poczuł ogromną ulgę. – Chciałem po prostu powiedzieć – odetchnął –Że zależy mi na tobie jak na nikomu innemu- Cóż miał poradzić? Była jego słabością, której nie potrafił się oprzeć.


    Valentine

    OdpowiedzUsuń
  37. Zdziwił się jej reakcją. Ok - nie musiał od razu naprawiać jakiejś rzeczy, mógłby zwyczajnie podać jej młotek lub gwoździe - w podaniu czegokolwiek nie mógłby być zły, bo to chyba do jakiś ekstra trudnych rzeczy nie należało. Nie był aż takim niezdarą, by nie móc utrzymać kija i kawałka metalu.
    Uśmiechnął się szeroko i wzruszył ramionami.
    Nie uraziłaby jego dumy w żaden sposób. Vlado nie uważał się za wybitnego i wszystko wiedzącego. Po za tym zauważył, że skoro dziewczyna miała taki fach w ręku, musiała pochodzić z mieszanej rodziny. Zupełnie inaczej, gdy wszyscy w domu machają różdżkami, a inaczej gdy ktoś musi wykonywać wszystko ciężką, fizyczną pracą.
    - Spokojnie Bo, nie poczułem się urażony i wcale w to nie wątpię. Mów mi Vlado - Rzucił. Zacząwszy bawić się metalową, niewielką śrubką, uświadomił sobie, jak dużo rzeczy potrzeba do naprawy wszystkich rupieci. Karkarow dawno już niczego nie naprawiał, może dlatego, że mało rzeczy mu się psuło w ciągu życia.
    Kiedy coś wydało niepokojący odgłos, Vladimir zatrzymał się w bezruchu, nasłuchując głośne, puste dudnienie. Jego dłoń od razu zawędrowała w stronę różdżki, lecz gdy zdążył za nią złapać, światło znikło, jak bezbronny płomyk z woskowej świeczki. Po chwili z jego magicznego patyka wydobył się blask niebieskiego światła. Profesor dał kilka kroków w stronę dziewczyny.
    - Nie bardzo wiem, co mogło się stać - Powiedział nieco zdezorientowany sytuacją.
    - W którym miejscu znajdują się te obwody? Może faktycznie to jest przyczyna - Dodał po chwili, rozglądając się wokół. Nie miał pojęcia, co gdzie leży, bo nie znał pomieszczenia kompletnie. Po za tym, był to wymysł Bo, która wiedziała o tym miejscu wszystko i tak naprawdę tylko ona mogła to naprawić. Vlado co najwyżej mógł ją asekurować.
    - Często dzieją się tu takie rzeczy?

    OdpowiedzUsuń
  38. [On by go nie miał serca w klatce zamknąć, on by go chętnie wytresował, gdyby się dało. Albo ewentualnie potraktował go jakiś zaklęciem, które w nieszkodliwy sposób pomogłoby wyegzekwować jakieś zasady. :D
    Hej!]

    Charlie

    OdpowiedzUsuń
  39. [Mam ochotę na powiązanie (te w poszukiwaniach), ale jest jeden problem czy możesz trochę poczekać, bo na razie moja postać się tworzy xdd Jeśli nie to spoko. To jak jesteś zainteresowana mimo wszystko to pisz miciakicia7@gmail.com Tworzę Metina Probinga :D]

    OdpowiedzUsuń
  40. [A, dziękuję uprzejmie :) Zobaczę jak sobie z nim poradzę, ale raczej nie powinno być źle :D W sumie to nawet nie wiem czy był Gryfonem, ale pewnie tak. Bo w sumie pasuje. Masz rację. Twoja Bo też jest urocza. A do samej Portman mam słabość.]

    James Gordon

    OdpowiedzUsuń
  41. [W takim razie po co pytasz? Jasne zacznę:)]

    OdpowiedzUsuń

  42. Zrezygnowany Ślizgon zdjął swoją poplamioną szatę i zmienił na inną. Nie ma możliwości żeby zszedł na kolację uświniony jak zwierzę. Miał trzy szaty kupione na jeden rok. Ubrał więc jedną z tych na zmianę. Bez słowa zszedł na dół. Schody nieźle dały mu popalić, nie pamiętał, które gdzie prowadzą i zapomniał o stopniu, gdzie tego stopnia nie ma. Różdżkę schował do wewnętrznej kieszeni. I z kamienną miną wszedł do Wielkiej Sali, w której jak zawsze jadło się wszystkie posiłki. Usiadł obok swoich najlepszych kumpli. Nawet nie zwracał uwagi, na gapiące się w niego jak w jakiś cud, uczennice. Położył sobie na talerz trochę jajecznicy. Miał ścisłą dietę, nie wolno mu było jeść mięsa, po prostu tego nie chciał. No i był uczulony na czekoladę. W pośpiechu wlał sobie trochę soku dyniowego, który bardzo lubił, jednak nie codziennie. Dyrektor i inni nauczyciele siedzieli i jedli swoją kolację. Już piątek, na szczęście całe zadanie już odrobił, więc ma cały weekend dla siebie. Uniósł głowę wysoko i nie czekając na nikogo, jak zawsze, bo to ludzie powinni na niego czekać, wstał. Nienawidził nauczycieli, między innymi z powodu, że bardzo często zaczynali mówić o jego ojca na lekcji. Nienawidził szkoły, nienawidził ludzi, nienawidził ojca, nienawidził wszystkiego, tylko siebie w jakiś sposób cenił. Prawie upadł na ziemię, gdy przy wielkich drzwiach, ktoś nadepnął na jego ślizgońską szatę. Jakaś głupia dziewczyna nadepnęła na jego cholerną szatę! Był wściekły, jak ktoś ośmielił się nadepnąć na jego własność. W głowie mu się to nie mieściło. Wyprostował się i spojrzał w brązowe tęczówki Gryfonki. Gryfoni to naprawdę najgłupsza część szkoły. Już zaciskał rękę na swojej różdżce. Dziewczyna była o wiele niższa od niego, coś mu przypominała, kogoś, ale nie był pewny. W końcu ta dziewczyna, to już przeszłość. O swojej dawnej przyjaciółce nigdy nie wypowiadała się po imieniu, nie pamiętał jej imienia, bardzo był z nią zżyty, niestety ich kontakt się rozerwał w momencie gdy ojciec poinformował go o tym, że dostał pracę i, że wyjeżdżają. To działo się tak szybko, właśnie przez to Metin jest tym kim jest, nikim dobrym.
    ─ Może masz mi dziewczynko coś do powiedzenia? ─ spytał wrednie zdziwionej dziewczyny. Nie wiedziała co się dzieję, no ale Metin też był zdziwiony jak nadepnęła na jego szatę. Coraz bardziej ją kojarzył, ale nie mógł tego traktować poważnie. Przecież na świecie jest tyle podobnych do siebie ludzi. Możliwe, że Probing ma swojego klona. Ślizgon szarpnął za materiał swojej szaty, przez co Gryfonka się zachwiała. Miał to delikatnie mówiąc całkowicie gdzieś. Zdziwiony zauważył, że nie ma ochoty na nią nawrzeszczeć, powiedzieć jej co o niej myśli i co dla niego znaczy. Jakieś uczucia mu się włączyły, czy co? Już chciał się odwrócić i odejść, ale zatrzymała go owa dziewczyna z bojową miną. Uhuhu, strach się bać, pomyślał sobie i powiedział to na głos. Poprawił swoje blond włosy i pogniecioną już szatę, a jego sprzątaczka, jeszcze w domu mu poskładała, to wszystko niestety na marne. Metin to prawdziwy perfekcjonista.

    [Mam nadzieję, że jest dobrze i że nic nie pomyliłam. :)]
    Metin Probing

    OdpowiedzUsuń
  43. [Czyli można liczyć na watek? :>]

    Thomas Chickering

    OdpowiedzUsuń
  44. Bez zastanowienia dziewczyna zaczęła coś do niego mówić, świetnie, teraz będzie rozmawiał z Gryfonami. Ostatnio cały czas ma tę sposobność. I niekoniecznie jest to fart. Uśmiechnął się pod nosem. Gryfoni są tak zabawnie waleczni, czasem na prawdę można zwariować ze śmiechu, jak się tak na nich patrzy. To całkiem fajna zabawa. Przynajmniej według Metina, bardzo lubił obserwować ich dziecinne poczynania. Zachowywali się naprawdę jak gówniarze.
    – Gdybyś był łaskaw czasami wyjrzeć poza czubek tej marchewki którą może ktoś kiedyś pomylił z nosem może zauważyłbyś, że nie jesteś sam na świecie. Powinieneś patrzeć gdzie leziesz zamiast rozmyślać o byle czym. – powiedziała do niego brunetka. Roześmiał się głośno, nawet nie kryjąc swojego wielkiego rozbawienia całą tą dziecinadą. Dziewczyna cały czas na niego patrzyła wściekle mierząc go przeraźliwym spojrzeniem. Tsa.. bardzo przeraźliwym. Wyprostował się i oparł o ścianę. Wyszli z Wielkiej Sali, aby załatwić to trochę bardziej na osobności. Metina to nie ucieszyło, bardzo lubił takie sytuację, w których mógł być w centrum uwagi, ponieważ bardzo, ale to bardzo to lubił, no ale mówi się trudno. Parę osób zaglądało przez drzwi Wielkiej Sali, aby zobaczyć ich poczynania, nie zwracali natomiast na to uwagi. Wielu znając charakter Probinga wyszło z Sali, odmawiając sobie kolacji, aby mieć lepszy widok na zaistniałą sytuację.
    – To bardzo ciekawe. – zaczął mówić spoglądając na dziewczynę. – Sama na mnie wpadłaś, wyzwałaś, no i najgorsze obraziłaś mój noc, mówiąc szczerze, twój nos w żadnym stopniu nie przypomina mojej pięknej marchewki, cała twoja twarz kojarzy mi się trochę bardziej z.. Świńskim Ryjem, co myślisz? – zakpił sobie wciąż trzymając za plecami mocno swoją różdżkę. Obserwował mimikę twarzy dziewczyny, chcąc odgadnąć jej odczucia. Nie potrafił nic z niej odczytać. Nie znał dziewczyny, w ogóle, gdyby nie to, że na szacie miała godło Gryffindoru, nic by o niej nie wiedział. Wyczuł po woli najlepszy moment na atak i nadstawił różdżkę. Doszło do pojedynku między nimi, całą szkołę najbardziej ciekawiło kto wygra, oboje mieli podobne szansy.
    Ascendio! – wypowiedział zaklęcie, miał taką taktykę, że zaczynał lekkim zaklęciem, a pod koniec atakował z większą siłą i szybciej. W Pojedynkach Metin był świetny. Nikt się z nim nie równał. Dziewczyna poleciała w powietrze, zrobił to lekko więc nie dosłownie wyleciała w powietrze tylko odbiła się od ściany, spadając następnie na ziemię. Zważywszy na to, że była dziewczyną poczekał aż stanie na nogi, nie chciał jej przecież zabić. Wyprostował się lekko obniżając rękę, będąc wciąż w pełnej gotowości.

    Metin Probing

    OdpowiedzUsuń