1 października 2015

merlin, what has gone wrong?

JAMES POTTER II

slytherin | rok VII | ścigający


118 komentarzy:

  1. [W pierwszej kolejności składam na Twoje ręce moje skromne wyrazy najszczerszych gratulacji. To jedna z najlepszych, najprostszych i najdosadniejszych kart postaci, które przyszło mi czytać, a przyznam uczciwie, że moje doświadczenia sięgają bardzo, bardzo daleko. Ciężko jest dobrze opisać postać kanoniczną, zwłaszcza, jeśli pojawia się ona epizodycznie a łatka doszyta przez całe uniwersum zupełnie niepotrzebnie "doszywa" do tej postaci cechy, o którym de facto nie wiemy, a których możemy się jedynie domyślać. Twój James Potter nie odchodzi od tego, czego oczekujemy, a jednocześnie uzyskuje coś, o czym my - fani - mogliśmy tylko marzyć: duszę, zadziorność i indywidualizm. Mam nadzieję, że z racji podobnego wieku, domu a także, cóż, podobnych przeżyć nasze postacie połączy węzeł intrygującego wątku. W mojej głowie czai się także płonna, trwożliwa myśl, że chłopcy mogli by zostać... przyjaciółmi. W końcu oboje wiedzą, że najstraszniejsze demony, czają się w ich samych. Pozdrawiam, AA.]

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Harry Potter nigdy nie należał do moich ulubionych postaci. Był zbyt dobry, zbyt miły, zbyt nijaki względem barwnych postaci, których często nie doceniano. Cieszę się więc, że James został stworzony właśnie w taki sposób, choć przyznam, że dobór wizerunku mnie zaskoczył.]

    Luke

    OdpowiedzUsuń
  3. [Jak ty to zrobiłaś, że ledwo zaczęłam czytać kartę, tu nagle BĘC, koniec, kropka i rozpacz, że więcej nic nie ma? Kreacja postaci bardzo dobra, taka nieprzesadzona i naturalna, bo chociaż dziwi mnie odrobinę, że James jest w Slytherinie, nie zrobiłaś z niego zUego Ślizgona, który wszystkim podkłada nogi i robi na złość.
    Jestem totalnie zauroczona i witamy się razem z Ellen, zapraszając do wątku!]

    Ellen Ridley

    OdpowiedzUsuń
  4. [Witamy na blogu i życzymy udanej zabawy :)]

    OdpowiedzUsuń
  5. [Ledwo oddałam mordę Lermana, a już go wzięli, hehe. Oj Jamie, Jamie, twoi imiennicy dostaliby zawału, gdyby to widzieli, a doprowadzić Huncwotów do zawału to dopiero numer! Tutaj też składam propozycję zajrzenia do Doriana i Scorpiusa, mam ambitny plan ich ożywić jak jeszcze nigdy i przyda mi się ktoś taki! (Ps. Jam ma Mapę Huncwotów? Oficjalnie jest podane, że ukradł ojcu.)]
    Dorian/Scorpius

    OdpowiedzUsuń
  6. [cześć! wow, przyznam, że choć w Slytherinie widziałabym wielu członków potterowoweasleyowej rodzinki, to jednak James uparcie kojarzył mi się z Gryffindorem. fajnie wykreowana postać, lubię, jak ktoś mnie w taki sposób przekonuje do czegoś, na co wcześniej bym nie wpadła. może wąteczek z kuzynką? :)]

    Roxanne.

    OdpowiedzUsuń
  7. [Ach, jak to tak Logana na Ślizgona? Toż to czysty Puchon! Ale karta wyszła, zdjęcie jedno z ładniejszych (wiem, bo miałam go na wizerunku, tak, był Puchonem), więc wszystko się broni. Witam bardzo, bardzo serdecznie i życzę udanych wątków na blogu! W razie chęci zapraszamy do siebie.]

    Solene Mulciber / Ashton Wardhill / prof. Lorelle Welsh

    OdpowiedzUsuń
  8. [Dziękuję!
    A jak widziałabyś ich relację? Wolisz pozostać przy typowej nienawiści Gryfonów i Ślizgonów, czy łamiemy zasady i lecimy w coś zupełnie przeciwnego? :D]

    Ellen

    OdpowiedzUsuń
  9. [Póki co jej jedyną miłością jest poker, ale jakoś da radę trochę jej uszczknąć dla Jamesa!
    Czyli ustalone, niedługo coś zacznę. Powiedz mi tylko, wolisz dłuższe czy krótsze wątki?]

    OdpowiedzUsuń
  10. [O, byłoby miło. <3
    Czyli, tak jak zwykle piszę. Za chwilę wrócę z zaczęciem!]

    OdpowiedzUsuń
  11. [Wiesz, miałam taką myśl, że chłopcy nie od razu stali się przyjaciółmi. Kiedy spotkali się 1 października 2015 w jednym przedziale pociągu dosłownie się ze sobą pobili, ponieważ Avery jest synem Śmierciożercy, a James synem człowieka, przez którego Arvel nie miał szans poznać ani ojca, ani dziadka. To się po prostu nie mogło udać. Wszystko się zmieniło, kiedy trafili do jednego domu, zaczęli dzielić dormitorium i zauważać, że nie wszystko jest takim, jakim się wydaje. Avery zmądrzał, James odrzucił stereotypy i tak się zaczęło. Powoli, lękliwie, ponieważ oboje bali się pokazać za dużo, odkryć zbyt wiele kart z ręki. Aż w końcu znali się tak dobrze, że sekrety przestały wiązać się z tajemnicami, a obawy nie równały się problemom, z którymi musieli radzić sobie sami. Mieli przecież swoje wsparcie, a ponieważ dzieliło ich wychowanie, mogli spojrzeć na różne sprawy z odmiennej, odżywczej perspektywy. Nie wszyscy są zadowoleni z takiego obrotu sprawy, ale nacisk rodziny nie ima się prawdziwej przyjaźni Ślizgonów, którzy zgodnie z ideą domu - pozostaliby sobie wierni, aż do końca. W końcu, gdyby wybierać strażnika tajemnicy, wybór byłby oczywisty. - To taka moja szkicowa propozycja. W moim przypadku bardzo, bardzo dużo wychodzi w praniu razem z wątkiem, ale myślę że taka podstawa byłaby dość odpowiednia. Jutro mogę zacząć wątek. Na początek proponuję coś lekkiego - wypad do Hogsmeade podczas którego chłopcy będą świadkami, jak grupka czarodziejów atakuje sklep prowadzony przez charłaka, bez licencji Ministerstwa Magii. Dużo zaklęć, sypiącego się szkła, ślizgońskiej przebiegłości i kwestii politycznych. Chyba, że idziemy w przemycanie Ognistej na imprezę wspólnego znajomego, zupełnie fikcyjnego pana Selwyna ze Slytherinu. ;]

    OdpowiedzUsuń
  12. [ Dziękuję bardzo za miłe powitanko i witam kolegę z domu :)
    PS. Pan ze zdjęcia jest świetny! ]

    Mercedes

    OdpowiedzUsuń
  13. [ Ma coś w sobie, nie zaprzeczę! Hmm... To mogłoby być wybuchowe połączenie. Potter i dziewczyna z połową rodziny byłych zwolenników Czarnego Pana. Huh, zwariowane, ale podoba mi się. :) ]

    Mercedes

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Potter-Ślizgon i Psychopatka-Ślizgonka... Co by tu dla nich wymyślić? Może powiedzmy, że kiedyś było między nimi nie za ciekawie (częste kłótnie o przeszłość, o jej powiązania ze śmierciożercami), ale teraz weszli na ścieżkę "przyjaźni po ślizgońsku". James mógłby dowiedzieć się o planach Mercy, co do znalezienia swoich cioć i wujków (rodzeństwa ojca, gryfona), którzy dawniej byli za Voldemortem i jawnie go wspierali. Może jakoś by próbował przemówić jej do rozsądku? Mogliby tak zacząć? Co o tym myślisz? ]

    OdpowiedzUsuń
  15. Mecze quidditcha zawsze były sporym wydarzeniem wśród Gryfonów. Wieczór poprzedzający rozgrywkę niemal zawsze wyglądał tak samo ─ w pokoju wspólnym rozbrzmiewały melodyjne piosenki zagrzewające do walki, uczniowie wymieniali się pomysłami na dopingowanie drużyny Gryfonów, a jej członkowie zamieniali się w tym czasie w prawdziwe gwiazdy. Każdy chciał życzyć im osobiście powodzenia, poklepać pokrzepiająco po ramieniu albo spróbować wkraść się w ich łaski poprzez zapewnienia o byciu najzagorzalszym fanem.

    Jednak gdy miało dojść do walki pomiędzy Gryffindorem a Slytherinem, rozpoczynał się prawdziwy obłęd, co widać było przede wszystkim o poranku w dniu meczu. Niejednokrotnie dochodziło do sprzeczek czy nawet przepychanek wśród uczniów tych dwóch domów, a obraźliwe rymowanki stawały się jedynym sposobem zwracania się do siebie. Na korytarzach należało wtedy zachować szczególną ostrożność, ponieważ w każdej chwili można było dostać zaklęciem powodującym wysyp pryszczy na twarzy albo takim, od którego nos rósł do naprawdę pokaźnych rozmiarów.

    Ellen, rzecz jasna, dopingowała swoich całym sercem, ale mimo to chciała pozostawać w miarę neutralna ─ pozwalało to zachęcić więcej osób do udziału w zabawie ─ poza tym quidditch jako sport nie fascynował jej tak, jak pieniądze, które mogła dzięki niemu zarobić. Uczniowie Hogwartu przejawiali wręcz niezdrową chęć pakowania galeonów we własne domniemania! Nie żeby ją to obchodziło, bo po każdym meczu wracała bogatsza o minimum dychę, ale na ich miejscu nieco rozważniej planowałaby wydatki.

    ─ Obstawiajcie, kto wygra! Kto kogo zrzuci z miotły? Czyj szukający szybciej się uwinie ze zniczem? Dalej, kibice, bez ryzyka nie ma zabawy! ─ wołała, krążąc pośród tłumu rozemocjonowanych kolegów i koleżanek, co jakiś czas zatrzymując się przy jakiejś grupce gotowej obstawić zakład. Zapisywała poszczególne typy na karteczce, pobierała pieniądze i odchodziła w stronę kolejnych chętnych, jednocześnie wypatrując nauczycieli, którzy mogliby zakończyć jej bukmacherską działalność.

    W pewnym momencie dotarła do miejsca, gdzie przeważały czerwień i złoto. Stanęła na jakimś kamieniu, ledwo utrzymując równowagę, ponieważ tłum Gryfonów naprawdę żwawo zmierzał ku trybunom.

    ─ Moje wewnętrzne oko mówi mi, że dziś Lew pożre Węża! Postawcie galeona na ilość goli, jaką zmiażdżymy te niemoty ze Slytherinu! Do boju, Gryfoni!

    Do boju, ślizgoński ścigający, którego imienia nie wypowiem na głos!


    Ellen

    OdpowiedzUsuń
  16. [ Świetna karta. Taka prosta i nieprzekombinowana, a to się ceni. Ja tak nie umiem i muszę udziwniać xD
    Witam i życzę dobrej zabawy oraz zapraszam do siebie :) ]

    Marie Ashton/Quentin Monroe

    OdpowiedzUsuń
  17. [Podpisuje się pod miłymi komentarzami o karcie, jest świetna!
    Lermana uwielbiam i według mnie idealnie pasuje do roli Jamesa. Podziwiam w ogóle, raz miałam kanoniczną postać z Hogwartu (jeszcze na onecie) i dużo z tym roboty, dlatego nie nalegam na wątek, ale mogłaby być z nich ciekawa para przyjaciół. Miłej zabawy no i dzień dobry, bo jeszcze się nie przywitałam.

    Archie

    OdpowiedzUsuń
  18. [ James wydaje się rozsądniejszy niż ona, więc myślę, że tak będzie najlepiej. Też nie myślę o wielkiej przyjaźni, wiadomo jak to ślizgoni. :) Możesz zacząć, nie obrażę się. :) ]

    OdpowiedzUsuń
  19. [Wyrazy miłości przyjęte hehe :D Oj, na pewno będzie dobrze, tylko ludzie będą walić drzwiami i oknami po wątki, przynajmniej z tego co mi się wydaje, ale bardzo mi miło, że chciałabyś wątek z moim Archiem, taki zaszczyt mnie kopnął hy hy

    Mi jak najbardziej pasuje taki wątek, potem zawsze coś ciekawego może wyjść. Generalnie Archie jest niezłym obserwatorem, choć nie zawsze to, co obserwuje dobrze interpretuje, więc może być tak, że on coś tam wie o Potterze (w sumie, to kto nie wie?) albo będzie mu się wydawało tylko właśnie, że James jest typowym Ślizgonem a tu będzie miła niespodzianka. Pytanie mam tylko czy lecimy tak totalnie totalnie na żywioł, czy coś jeszcze ustalamy? Daj znać i ja zacznę od razu :D]

    Archie

    OdpowiedzUsuń
  20. [ Zawsze żałowałam, że Harry nie wybrał ciemnej strony mocy, ale to już kwestia niemająca zbyt wiele wspólnego z tematem. ;P
    Co powiesz na wątek? Przez ten Hogwart przewinęło się już kilku Jamesów, a żadnym nie miałam ciekawego wątku.]

    Luke

    OdpowiedzUsuń
  21. [Kurde, wchodzę tu któryś raz i ciągle myślę, że patrzę na kartę Doriana! XD Prawdę mówiąc sama nie wiem, którego zaproponować, obaj to wredne gady, pytanie czy wolisz wrednego, oschłego, do oswojenia (heh, Dorian za bardzo wczuł się w rolę lisa) czy pieprzniętego imprezowicza gotowego wysadzić tą budę w powietrze, jeśli to tylko zdenerwuje jego ojca (a przy okazji trochę podkochującego się w młodszym bracie Jama), obaj w pakiecie mają wielkie ego! *Lucy wyciąga ulotki reklamowe* Pomysłu na razie mi brak, bo całą energię wciskam w notkę konkursową i pewną rzecz, o którą jestem mocno męczona (ciężkie jest życie pseudopisarza). Jeśli się nie obrazisz, mogę dostać trochę czasu na wykombinowanie czegoś? A jeśli Ty masz pomysł, to wal śmiało, ewentualnie możesz mi podać jakiś kontakt do siebie, to razem pokombinujemy. :D]
    Dorian/Scorp

    OdpowiedzUsuń
  22. Niebo było piękne o tej porze roku, a krzesła na wieży obserwacyjnej boiska do quidditcha niezwykle wygodne. Podczas gdy drużyna Ślizgonów ćwiczyła manewry przed kolejnym meczem, Avery leżał rozwalony na kilku krzesłach, przypominając sobie stare dzieje. Pamiętał dokładnie 1 września 2015 roku, kiedy razem z Babcią i Matką pojawili się na peronie 9 i 3/4 . Wtedy po raz pierwszy spotkał się z Potterem. James stał z rodzeństwem i rodzicami w tłumie gapiów, zaś on przedostał się bokiem, z daleka od rozgłosu. Potter był żegnany przez Ojca, który życzył mu powodzenia, a Avery. Avery tylko ze zdjęć mógł sobie wyobrażać, jak jego ojciec może wyglądać i jak cudownie byłoby, gdyby mógł spędzić z nim choć jeden dzień. A potem, już w pociągu, jeszcze się z Jamesem pobili i na ucztę powitalną Avery trafił z zakrwawioną buzią i przetrąconym nosem a Potter z przeciętą wargą i śladami paznokci na szyi. Ależ było zabawnie, gdy trafili do tego samego domu i przez całą ucztę rzucali do siebie mordercze spojrzenia. A później jak śmiali się do łez, gdy trafiły im się łóżka obok siebie i jakoś tak wyszło, że zawsze dzielili te same ławki. Na twarzy Prefekta mignął sentymentalny uśmiech, gdy wspomnienia zawędrowały do momentu, kiedy oboje z Potterem uświadomili sobie, że w rzeczywistości więcej ich łączy niż dzieli i wbrew temu, w co świat nakazuje im wierzyć, z własnymi demonami lepiej mierzyć się w parze, ponieważ jest raźniej. Ślizgon uniósł jedną z dłoni w kierunku leniwie sunącego obłoku, a później, lekceważąco, obrysował jego kształt, walcząc z kolejną falą wspomnień. Pamiętał ten moment, kiedy powiedział Matce, że chciałby spędzić z Jamesem tydzień wakacji i ten interesujący weekend, kiedy po raz pierwszy podał rękę słynnemu Harremu Potterowi, uświadamiając sobie, że uścisk bohatera nie jest nawet w połowie tak mocny, jak sobie wyobrażał. Miał wtedy czternaście lat i ciągle wydawało mu się, że James kiedyś obudzi się i zupełnie o nim zapomni. A później, nawet sam nie wiedział kiedy, uwierzył całkowicie, że taka przyjaźń zdarza się tylko raz na milion i prędzej wyrośnie mu kaktus na ręce niż Potter się go wyprze, bo przecież… przyjaciele nie patrzą na to, kim ponoć jesteśmy, ale na to jacy jesteśmy.
    - Avery! Trening się skończył! – Chłopak usłyszał głos Selwyna z poziomu boiska, dlatego niechętnie przerwał rozmyślania, zebrał się z wygodnego legowiska i zbiegł na dół po wąskich stopniach, gdzie czekał już na niego Potter.
    - To jak – Avery skinął Jamesowi – idziemy do Bezgłowego Bażanta Hogsmeade? Ponoć mają wyprzedaż serii letniej.

    OdpowiedzUsuń
  23. [ Zawsze służę pomocą, co do html, wystarczy tylko napisać. Z resztą proste karty też są dobre :) Myślimy nad jakimś wątkiem? ]

    Marie Ashton

    OdpowiedzUsuń
  24. Żyjąc wśród setek ludzi i mijając ich codziennie na korytarzu, zdarza się, że masz ich po prostu dość. W przypadku Mercedes to "zdarza się" miało miejsce raczej każdego dnia, ale nie było to nic dziwnego. Na brodę Merlina, ileż można słuchać o żalach czternastolatek, których imienia nie znasz (i szczerze mówiąc nawet nie chcesz poznać)! Jako, że Mercedes należała do osób raczej aspołecznych, próbowała ograniczyć kontakty z innymi uczniami jak tylko było to możliwe. Tak było i tego dnia. Wstała wcześniej o pół godziny i już dwadzieścia minut później zasiadła do śniadania w teraz nieco opustoszałej Wielkiej Sali. Większość uczniów odkładało śniadanie na ostatnią chwilę, ratując jeszcze kilka minut snu.
    Mocno ściskała swoją różdżkę, próbując pohamować swoje emocje, kiedy jedna z trzecioklasistek właśnie użalała się nad tym, że jakiś gryfon obrzucił ją wczoraj łajnem. Odwróciła się w ich stronę, a kiedy zauważyły jej morderczy wzrok, odsunęły się o dobre trzy metry i pochyliły bliżej siebie, szepcząc.
    - Gówniary - skwitowała.
    Jakkolwiek daleko uciekłaby myślami, tak szybko wracała do kawałka papieru, który teraz znajdował się w jej prawej kieszeni. Podniszczony kawałek pergaminu z koślawymi literami i kleksami był dla niej tak niesamowicie cenny, że nie potrafiła się z nim rozstać na pięć sekund.
    Nawet nie zauważyła, kiedy tuż obok niej zmaterializował się Potter i próbował nawiązać z nią coś na kształt rozmowy. Och, Potter. Kto by pomyślał, że kiedyś będzie z nim swobodnie spędzać czas i nie chcieć rzucić na niego Avady. James wiele razy miał okazję udowodnić jej (no, bardziej sobie niż jej), że jest godny noszenia węża na piersi i godny jej uwagi. Nie był "synkiem tatusia", ani "pomyłką tiary", jak można było wiele razy usłyszeć w pokoju wspólnym. Był po prostu PRAWDZIWYM ślizgonem. A to dla Mercy znaczyło więcej niż rodowód.
    - Cześć, James - szepnęła, wpatrując się w swój parujący kubek.
    Wiele razy zdarzyło jej się trochę odlecieć, a chłopak najwyraźniej był już do tego przyzwyczajony.
    - Dostałam wiadomość - zaczęła, szepcząc. - Wiedzą. Oni wiedzą, że ich szukam.
    Posłała mu delikatny, radosny uśmiech szaleńca, a jej oczy rozbłysły. Wreszcie!

    [ Wyszłam z wprawy. Obiecuję, że będzie lepiej :) ]

    OdpowiedzUsuń
  25. [ Powiedz jaka relacja by Cię interesowała, a ja postaram się coś wymyślić :) Dla ułatwienia mogę dodać, że Marie zna się z Albusem, więc James też ją może znać. Od razu uświadamiam, że lubię skomplikowane wątki i im więcej dram tym lepiej :p ]

    Marie Ashton

    OdpowiedzUsuń
  26. Avery szturchnął stojącego obok Pottera, przewracając przy tym teatralnie oczami, kiedy James wspomniał o świątecznych prezentach. Jeszcze tego brakowało w październiku!
    - Myślisz, że w tym roku coś ode mnie dostaniesz! – Ślizgon prychnął, machając ręką, jakby właśnie usłyszał dokonały żart. -Chyba śnisz. Prędzej złożę datek na Fundusz Wspierania Syryjskich Imigrantów, mój drogi. Nie byłeś dla mnie dość miły i ciągle nie usłyszałem, że jestem najlepszym, najwspanialszym i najcudowniejszym kumplem jakiego masz! Grabi pan sobie, panie Potter. Lista pana przewinień ciągle rośnie, a do świąt nie pozostało wiele czasu.
    Avery wolał nie odwracać się w stronę reszty drużyny, a szczególności pozostającego w rezerwie Selwyna, który pewnie cały czas przysłuchiwał się wymianie zdań, licząc, że uda mu się usłyszeć jakieś kąśliwe ploteczki. Nie tym razem Sewlyn!
    Droga do Hogsmeade nie była zbyt krótka a wzmocniona ochrona spowodowana niestabilną sytuacją polityczną dodatkowo sprawiała, że Ślizgoni mieli w perspektywie przynajmniej dwadzieścia minut marszu z przynajmniej jedną przerwą na weryfikację tożsamości. To było absolutne minimum, jak wielokrotnie podkreślała Dyrektorka, ale Avery i tak z niechęcią spoglądał na czające się na skraju błoni postacie w aurorskich szatach.
    - W zasadzie muszę odebrać książkę z filii Esów i Floresów, nowy kociołek w Bezgłowym , bo ostatnio mój dziwnie zniknął i wcale nie podejrzewam, że Sewlyn się do niego porzygał po ostatniej imprezie i później zniszczył dowody , no i myślę, że znajdziemy jeszcze trochę czasu, żeby odwiedzić Trzy Miotły i wypić po jednym kremowym. Wpierw myślałem o Świńskim Łbie, ale po ostatniej aferze pewnie czai się tam kupa dziennikarzy, a jakoś nie chcę trafić na tło jakiegoś kąśliwego artykułu. A Twój ojciec pewnie dostałby szału, gdybyś się w coś wpakował, zwłaszcza teraz, kiedy Mroczni tylko czekają, żeby miotnąć w jakiegoś Pottera avadę.
    Boisko do Quidditcha zostało już daleko w tyle i w zasadzie byli już w połowie drogi. Tylko czekać, aż otoczą ich Aurorzy i zapytają o tożsamość i cel wizyty w Hogsmeade.

    [myślę, że rozróbę zrobimy już w filii esów i floresów. w końcu książki to potężna broń ;]

    OdpowiedzUsuń
  27. [Ogółem Albus ostatnio dużo studiuje czarnej magii, co zostanie wywleczone w opowiadaniu. Jest również wężoustym, ale sam o tym jeszcze nie wie (również będzie w opku), więc faktycznie - można go uznać za czarną owcę rodziny. Co prawda dopadają go z tego powodu wyrzuty sumienia, bo ta dziecięca wrażliwość gdzieś tam mu została, ale to od niego silniejsze.
    Możemy uznać, że w dzieciństwie mimo tego, że James często Albusowi dokuczał, wspierali się nawzajem i ogólnie lubili. W końcu bracia. Z czasem jednak Albus zaczął się zmieniać, James zresztą też. Jako że James trafił do Slytherinu, rodzice mogli pokładać w Albusie nadzieje na to, że ten będzie Gryfonem. W końcu zawsze był miły i uczynny, bardzo wrażliwy i bystry, więc jak mógł w ogóle trafić do domu węża? A jednak, kolejna szansa przepadła.
    Tak sobie myślę, czy James nie zacząłby czegoś podejrzewać i robić Alowi wyrzuty o to, jaki jest. Albo mogą się pokłócić przy rodzinie na przykład, heuheu. Albo nawet mogłoby dojść do bójki, czy to magicznej, czy na pięści. Tak, to już odnośnie konkretnego wątku.]

    (wcale nie) kochający Albus

    OdpowiedzUsuń
  28. Archie był spokojnym chłopakiem, który uwielbiał wsadzać nos w nie swoje sprawy, oczywiście tak, żeby nikt inny się tego nie dowiedział. Zawsze szukał jakiejś sensacji tak, aby sam nie był w to zamieszany. I mimo tego wszystkiego, wiecznego oceniania ludzi, choć wiedział, że to jest złe i nie zawsze wychodzi mu dobrze, to nie był z natury osobą, która dzieliła się tym wszystkim z innymi. On sam prowadził śledztwa w swojej głowie, czasem przy śniadaniu, czasem na nudnych zajęciach, ot tak, dla zabicia czasu. Były jednak osoby, o których mówił cały Hogwart, a wszystko za sprawą jednego, no dobra, dwóch nazwisk - Potter i Weasley. Oczywiście to pierwsze było dwa razy bardziej narażone na przykre ploteczki, ale i tak o dzieciakach noszących oba można się było nasłuchać wiele ciekawych, aczkolwiek bardzo nieprzyjemnych rzeczy. Choć Archibal nie miał żadnych podstaw do takiego toku myślenia, to James Potter zawsze był dla niego tym złym, nieprzyjemnym chłopakiem, w dodatku Ślizgonem. Nie, żeby Archie był uprzedzony, no dobra, może trochę. Po prostu coś tu śmierdziało, a on jeszcze nie wiedział tak naprawdę co.

    Tym razem jednak głowa Archibalda nie była zaprzątnięta podejrzanym Potterowskim dzieckiem, ani żadnym innym uczniem Hogwartu, po prostu szedł przed siebie i myślał o niebieskich migdałach, jakby o tym myślał każdy normalny nastolatek na tym świecie, choć pewnie w większości przypadków tak właśnie było. Dla Puchona teraz najważniejsze powinny być prace domowe na Obronę Przed Czarną Magią, z której był totalnie, totalnie beznadziejny, ale jakoś mu nie chciało się, o dziwo, nad nimi przysiedzieć. Dlatego też wybrał się na spacer po zamku, gdzie zaglądał w każdy, nawet najmniejszy zakamarek. Oczywiście, jak to Archie, nieuważny, czasem ciamajdowaty, potykał się, wpadał na ściany, co jednak i tak było w znacznie mniejszej ilości niż zazwyczaj. Jednak jakby ktoś się mu przyglądał, to zauważyłby, że Archibald jest czymś zmarwiony, jeszcze bardziej zasmucony niż zwykle, a jego oczy utraciły blask, który można było dostrzeć na codzień.

    Wychodząc zza ściany, w której szukał szczęścia, robaczków świętojańskich albo jeszcze czegoś innego, jeszcze bardziej niedorzecznego, zderzył się z kimś. Oczywiście zderzenie to było tak niespodziewane i jednocześnie tak nieszkodliwe, że wyprowadziło Archiego z równowagi, jednak starał się tego po sobie nie pokazywać, szczególnie, że to prawdopodobnie była i tak jego wina. Na szczęście, albo i nie, nic strasznego się nie stało, żaden nawet się nie przewrócił, będą mieli najwyżej kilka siniaków. Największym szokiem i tak było dla Archiego to, z kim tak naprawdę się zderzył. Nie, żeby miał coś do Jamesa Pottera, po prostu za nim nie przepadał i tyle.

    [Nie wiem, czy o taką spontaniczność Ci chodziło. Nie jest to ani interesujące, ani nie wiem jak genialne, wręcz przeciwnie, stosunkowo oklepane, ale na nic lepszego teraz mnie nie stać, szczególnie, że miał być spontan. Mam nadzieję, że wyjdzie z tego coś ciekawego, szczególnie, że udajemy, że nie mają o sobie bladego pojęcia, no, przynajmniej Archie ma w głowie teorie na temat Jamesa. Resztę pozostawiam Twojemu gustowi :)]

    Archie

    OdpowiedzUsuń
  29. [Och, za zaczęcie będę bardzo wdzięczna <3
    W takim razie czekam z niecierpliwością i mam nadzieję, że wątek będzie super! :D]

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  30. [imię też kocham. a Middy by Jamesa brała, gdyby tylko mogła. *-* chęć jest, piszemy coś? :>]

    Midnight.

    OdpowiedzUsuń
  31. Albus odczuwał ciążącą na nim presję prawdopodobnie nawet bardziej niż James, bo o ile starszy z braci pogodził się ze swoim losem ślizgona, młodszy niekoniecznie. Może to dlatego, że w ciągu dwóch lat, kiedy to James chodził do szkoły, a Al siedział jeszcze w domu, wciskano mu do głowy, że będzie mu naprawdę cudownie w czerwono-złotym krawacie. Że godło lwa pasuje do niego jak do nikogo innego. W końcu był taki wrażliwy, taki otwarty i taki miły dla wszystkich dookoła. Taki uczynny, kochany chłopiec. Co mogło pójść nie tak? Okazało się, że wszystko. I chociaż sytuację jako tako ratowała Lily, którą Tiara Przydziału wysłała do Gryffidoru, obaj synowie państwa Potter siedzieli w znienawidzonym domu węża, psując dobre imię rodziny.
    Stosunki między nim a Jamesem popsuły się już długi czas temu. Być może w momencie, w którym Albus na odrętwiałych nogach z trzęsącymi się rękoma po raz pierwszy podszedł do stołu Ślizgonów, obserwowany przez wszystkich uczniów i nauczycieli. Być może w momencie, gdy jego brat chciał poklepać go po ramieniu, mówiąc „wszystko będzie dobrze, Al”, jednak młodszy Potter odsunął się od niego bez słowa. Jego blada twarz wyrażała wtedy jedno – zawód. Zawiódł się na Tiarze Przydziału, bo ta sprawiła, że rodzice zawiedli się na nim.
    Teraz, będąc na szóstym roku, odbierał to nieco inaczej. Owszem, bycie Ślizgonem niosło za sobą konsekwencje w postaci surowego wzroku ojca, babci Molly czy uciętych rozmów. Owszem, ambicja i próby przypodobania się wciąż miały miejsce, co widać było chociażby po jego dobrze zdanych SUM-ach. A jednak pod koniec piątego roku coś w nim pękło. Bezsenność zaczynała się pogłębiać, sprawiając, że nieodłączną częścią wizerunku Albusa stały się wory pod oczami. Zakazane księgi zaczarowane w ten sposób, aby wyglądały na zwykłe podręczniki, na stałe zagościły w jego torbie. Wszyscy zdziwili się, kiedy w sierpniu uciekł z domu i odnaleziono go aż w Indiach po ponad dwóch tygodniach poszukiwań. Wyjazd z Martine Mahoney, jego najlepszą przyjaciółką nie skończył się tak kolorowo, jak planowali. Wrócił, jednak rodzina patrzyła na niego zupełnie inaczej. Bo o ile wcześniej był Albusem-Ślizgonem, teraz stał się Albusem-Wężem. Przestał się tak bardzo starać. Zaczął interesować się ciemniejszymi aspektami magii, o których jego rodzeństwo najpewniej nie miało pojęcia, a jego ojciec wiedział tylko dlatego, że był aurorem.
    Uniósł głowę zdezorientowany, kiedy obca ręka zatrzasnęła mu książkę przed nosem. Zgłębiał akurat tajniki zaklęć, o których na lekcji nigdy nie będzie mu dane usłyszeć. Miał szczęście, że James nie zajrzał mu przez ramię.
    Otarł zmęczone oczy, po czym przeczesał czarne włosy palcami, by następnie skierować wzrok na brata. Uniósł jedną brew, posyłając mu pytające spojrzenie. Jego twarz była blada, a niebiesko-fioletowe cienie widniały pod dolnymi powiekami chłopaka.
    – Hm?
    Nie wiedział, o co może mu chodzić. Nawet nie wpadł na to, że James mógł go obserwować w ostatnim czasie. Przecież sprawa Indii była już zamknięta, więc nie rozumiał pretensjonalnego tonu brata.

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  32. Archie nie spodziewał się raczej miłego słowa, które miało paść z ust Jamesa Pottera, jednak był bardziej nastawiony na to, że zostanie mu rzucone mordercze spojrzenie i po prostu zostanie sam. Jednak chłopak miał na tyle (nie)szczęścia, że młody Potterzyna postanowił zaszczycić go słowem, a nawet dwoma. Był w szoku, oj tak.

    - Wiesz, nie wydaje mi się, żeby to był problem, żebyś zrobił krok w bok i przeszedł sobie spokojnie - rzucił bez większej pogardy czy zdenerwowania. Archie nie lubił wchodzić ludziom w drogę, ale takie uwagi bardzo go denerwowały. W czym niby James miał być od niego lepszy? Dlatego, że jest w Slytherinie, czy może dlatego, że nosi nazwisko Wybrańca, który ocalił świat przed totalnym mrokiem i złem? Cóż, ani jedna, ani druga odpowiedź by go nie satysfakcjonowała, a jeszcze bardziej irytowała, bo jak to tak. On przecież nie był gorszy tylko dlatego, że jego tata nie ocalił świata, ani dlatego, że trafił do Hufflepuffu, cóż, pomyłki zdarzają się w każdej rodzinie i Archie był taką jedną, ale nie przejmował się tym, bo nie było czym, przynajmniej w jego mniemaniu.

    Puchon spojrzał na Jamesa spod przymrużonych powiek, jakby dumał nad czymś bardzo mocno i zastanawiał się, czy dodać jeszcze kilka niemiłych słów do swojej wypowiedzi, ale gdy tak przyglądał się mu dłużej, dostrzegł na jego twarzy zmęczenie, wręcz zniechęcenie. Jakby coś go martwiło, coś, o czym nie chciał myśleć, jakby wolał zamknąć się w sypialni i rzucać wszystkim, co napatoczło mu się pod ręce. Nigdy wcześniej nie zwrócił na to uwagi, raczej bardziej interesował go nieprawdziwe ploteczki, które były o nim rozpowiadane, niż naprawdę głębokie analizowanie tego, że może James jest po prostu zmęczony całą tą sytuacą bycia synem Wybrańca. Buchanan skarcił się w myślach za takie wnioski i chciał wyrzucić z siebie poczucie współczucia dla tego chłopaka, ale jakoś nie potrafił. Ziarno niepewności już zostało w nim zasiane i długo jeszcze nie odpuści.

    Archie

    OdpowiedzUsuń
  33. Wypad do Indii nie był głupim wymysłem pod wpływem chwili. Mało kto wiedział, że Albus planował ucieczkę już od kilku dobrych miesięcy. Nie spodziewał się jednak, że złapią ich tak szybko. Płacz matki oraz pełne ulgi, ale jednocześnie zawodu, spojrzenie ojca zapadły mu w pamięć. James nawet się nie odezwał, kiedy Albus przekroczył próg domu, do którego odprowadzili go dwaj pracownicy Ministerstwa Magii. Szczerze mówiąc, poczucie winy szybko zniknęło. Owszem, trwało w nim, bo widok zrozpaczonej Ginny Potter to nieczęste zjawisko, aczkolwiek Albus jakby zapomniał o całej sytuacji. James dopiero potem wypominał mu jego małą wycieczkę, jednak młodszy Potter starał się go ignorować. Jednego wieczoru przy kolacji wybuchł i powiedział mu wprost, żeby spieprzał i przestał się interesować nieswoimi sprawami. Chichot Lily oraz gniewny ton ojca mówiły same za siebie – Albus coraz mniej przypominał Pottera.
    Sięgnął po książkę z wielkim napisem „Napoje i mikstury, czyli vademecum o eliksirach”, by następnie pospiesznie schować ją do torby leżącej przy jego nodze. Wstał, wzdychając cicho i lustrując swojego brata wzrokiem od stóp do głów, jakby to mu miało pomóc w ocenieniu sytuacji.
    – Nic nie knuję – mruknął w końcu. – A gdybym już to robił, to raczej nie byłbyś pierwszą osobą w kolejce tych, co by się o tym dowiedzieli.
    Wyminął brata, po czym wyszedł z biblioteki. Ruszył szybkim krokiem w stronę schodów. Wiedział, że nie ma czego szukać w pokoju wspólnym, podobnie jak w dormitorium, bo nawet tam James go dopadnie. Nie miał pojęcia, gdzie powinien się kierować, aby nie musieć rozmawiać z bratem, a jednocześnie zdawał sobie sprawę z tego, że jak chłopak się na coś uprze, to nie odpuści. Tak było i tym razem. Postanowił zignorować wściekłe wołanie starszego Pottera, który kazał mu wrócić.
    – Merlinie, dlaczego mnie to spotyka? – jęknął pod nosem, przyspieszając kroku.
    Schody zmieniały kierunek dość często, dlatego nietrudno było szybkie zejście na parter. Albus wyszedł na zewnątrz, by niemalże zachłysnąć się świeżym powietrzem. Uśmiechnął się sam do siebie, odwróciwszy się w stronę otwartych wrót do zamku. Chyba zgubił uporczywego brata, bo nie ujrzał go w tłumie mijających Salę Wejściową uczniów. Odetchnął z ulgą. Naprawdę nie miał ochoty tłumaczyć się ze wszystkich rzeczy, które czytał. Zresztą, nawet gdyby James nie dawał mu spokoju, i tak by nic nie powiedział. Ryzyko, że ten doniesie ojcu, było zbyt duże, a Al stracił zaufanie do członków swojej rodziny. Może nie całkowicie, ale na pewno było ono mniejsze niż kiedyś.

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  34. [Cześć, Braciszku!
    Trochę przysnęłam, ale jestem i możemy brać się do napisania.
    Dzieci się Potterom nie udały, to jasne, ale wydaje mi się, że w tej swojej nieudolności, nieidealności są do siebie jednak podobne. Myślałam o tym, że tworzą raczej zgrany zespół. Nie jest łatwo być Potterem, kiedy każdy widzi w tobie twoich starych, bohatera, wybawiciela, wzór do naśladowania...
    Nie wiem, co on robi w Slytherinie, nie wiem, jak to możliwe, że Lily jest jedynym Potterem Gryfonem, ale wiem, że cokolwiek się nie wydarzy, ona zawsze będzie za swoimi braćmi.
    Lily ma teraz kiepski okres (a ja chyba też, bo konkretnych pomysłów brak), ale za nic w świecie się nie przyzna, że dobrze jest czasem przytulić się do brata.
    Masz jakieś wizje może? Liczę na to, że wspólnie na coś wpadniemy. c: ]

    Potterówna

    OdpowiedzUsuń
  35. [Pozwolisz, że się w pierwszej kolejności (zanim podziękuję, oczywiście) pozachwycam Twoją kreacją Jamesa? Ona jest bezczelnie dobra. Tego tekstu naprawdę nie jest wiele, ale on ma w sobie to coś. Moje najszczersze gratulacje. I teraz ślicznie dziękują za życzenia. Mam nadzieję, że w ten sposób nie zapeszam (oby!). Chęci na wątek mam zawsze. Powiedz mi tylko w jakim kierunku chcesz iść to postaram się coś wymyślić. Amy przyjaźni się z Albusem, więc na pewno zna się z Jamesem. Pytanie tylko jaka łączyłaby ich relacja.]

    Amy

    OdpowiedzUsuń
  36. Avery zaśmiał się cicho, jakby brak prezentu był wyjątkowo dobrym dowcipem. Jemu? Prezentu nie dać? Wyjątkowo zabawne, doprawdy.

    Hogsmeade wyłoniło się zza drzew od razu po minięciu Aurora. Można by zaryzykować stwierdzenie, że obecna sytuacja w kraju oszczędziła wioskę, ale byłoby to duże nagięcie faktów. Rzeczywistość nie była tak kolorowa, ponieważ część sklepowych witryn ziała pustką a zwykle zatłoczone uczniami ulice teraz gościły ledwie okazyjnych gapiów. Na szczęście filia Esów i Floresów była zaraz na skraju małego miasteczka, toteż chłopcy nie musieli zbyt długo podziwiać obrazu tej nędzy.
    Avery od razu skierował się do sklepiku, gdzie bez zbędnej zwłoki udał do kasy po zamówioną paczkę. Sprzedawczyni na jego widok nieco zbladła, ale miała dość przyzwoitości, żeby się nie odezwać, do momentu w którym nie pokazał jej odznaki prefekta, co trochę ją uspokoiło. Zakaz wychodzenia do Hogsmeade wisiał w powietrzu, pewnie dlatego tak zareagowała. Po zapłacie siedemnastu sykli (niezła cena, jak za taką książkę!), kobieta zniknęła w składziku za ladą.
    - Nie jest źle, spodziewałem się większego ruchu i kolejki. – Arvel rozejrzał się po opustoszałym sklepie. – Jeśli tak dalej pójdzie, szybko się uwiniemy i zdążymy… Padnij!
    Avery dosłownie rzucił się na Pottera, łapiąc obiema rękami za skrawki jego bluzy i ciągnąc go na ziemię zaraz za piramidalnym stosem grubych egzemplarzy Nowożytnej Historii Magii. W chwili, gdy lądowali na ziemi klątwa podpalająca kończyła przepalać grubą okładkę Trucizn pióra Bargitty Voshenko, w którą trafiła.
    - Na Slazara, co się dzieje? – Wyszeptał chłopak, zbierając się z Jamesa, którego przypadkiem niemalże wgniótł w podłogę. Ślizgon równocześnie sięgnął po różdżkę, jakby święcie wierząc, że to, co się przed chwilą stało, było wymysłem jego chorej wyobraźni i zwykłe finitem wszystko zakończy. Była sobota, kto normalny atakuje w sobotę?
    Za tych, którzy walczyć już nie mogą!
    Z ulicy do sklepy doszedł zwielokrotniony krzyk, sprawiający, że momentalnie pękło szkło w oknach, rozsypując odłamki po podłodze. I po on w ogóle się nad tym zastanawiał? Czy to nie było jasne? Avery wciągnął powietrze, a następnie spojrzał na Jamesa.

    - W porządku? Chyba niechcący wpakowałem cię w niezłe gówno, myślisz, że jak zginiemy to Twój ojciec mnie zabije? – Kolejna klątwa uderzyła w piramidalny stos, ale Avery słyszał tylko świst uderzającego zaklęcia.

    OdpowiedzUsuń
  37. Mogłaby stwierdzić, że nigdy nie dostrzegła, aby się jej przyglądał, ale wtedy musiałaby przyznać, że sama dość często spogląda w jego stronę. Za często. Była jednak zbyt pochłonięta realizowaniem wszystkich pomysłów mających zapewnić jej spore zyski, aby zaprzątać sobie głowę wszystkimi tymi problemami, które zwykle towarzyszą zadurzonym dziewczętom ─ szukaniem pretekstu do rozmowy, snuciem marzeń i takich tam. W ogóle wątpliwe, czy byłaby do tego zdolna, hazard na pewno nie szedł w parze z romantyczną duszą...

    Gdy usłyszała go wtedy przed meczem, odwróciła się powoli, niemalże teatralnie, i wbiła w niego niechętne spojrzenie, wyuczone do perfekcji, aby chociaż Gryfoni sądzili, że jest z nimi solidarna i nienawidzi wszystkich Ślizgonów. Nie miała pojęcia, co miała znaczyć uwaga o jej kieszeni, przez moment zbiło ją to z tropu, bo przecież trochę kantowała na tych zakładach, ale przecież Potter nie mógł o tym wiedzieć.

    Zeskoczyła z kamienia i przeszła przez tłum, uśmiechając się nonszalancko. Gdy wreszcie stanęła przed Jamesem, zadarła wyżej głowę i uniosła brew niemalże w identyczny sposób, w jaki on to zrobił.

    ─ Zaproponowałabym ci postawienie galeona na własną drużynę, ale to byłoby niepotrzebne marnotrawstwo pieniędzy, Potter.

    Stojące najbliżej osoby zachichotały, a reszta Gryfonów widząc, że nie wywiąże się z tego żadna poważniejsza sprzeczka, oddaliła się w stronę trybun. Tłum szybko się przerzedzał i nic nie wskazywało na to, by ktoś jeszcze miał obstawiać wyniki czy przebieg meczu. A szkoda.


    Ellen <3

    OdpowiedzUsuń
  38. Usiadł na trawie pod jednym z drzew, by następnie wyciągnąć z torby książkę, którą schował parę minut temu. Przekartkował ją szybko w poszukiwaniu miejsca, w którym skończył czytanie. Uśmiechnął się ledwie widocznie, napotykając na niedoczytany fragment. Książka była stosunkowo nowa, wypisano w niej zaklęcia wynalezione przez samego Severusa Snape’a, po którym młodszy Potter nosił swoje drugie imię.
    Sectumsempra – szepnął ledwie słyszalnie, notując sobie słowa w pamięci.
    Nie wiedział, kiedy zaczęło go ciągnąć do czarnej magii. Była dla niego znacznie ciekawsza od zwykłych czarów, których nauczano ich na lekcjach, chociaż te całkiem często okazywały się przydatne. Chyba stłumił w sobie poczucie winy za to, że wpaja wiedzę, za którą żaden ze znanych mu czarodziejów, w tym jego ojciec i matka, by nie pochwalił. Dlaczego jednak w innych szkołach nauczano zawartości ksiąg, które Albus pochłaniał w znacznie szybszym tempie niż podręczniki? Te zaklęcia nie były zakazane. Eliksiry i trucizny również. Szczególnie że chłopak nie używał tej wiedzy. Jedynie ją przyswajał.
    Podskoczył, zachłystując się powietrzem, kiedy tuż nad jego głową rozległ się urywany krzyk jego brata. Niemalże warknął, zatrzaskując książkę na swoich kolanach. Znowu. Podniósł na Jamesa rozeźlony wzrok. Opanował się jednak, ściągając brwi.
    – A co cię to tak interesuje? – spytał po dłuższej chwili milczenia, wpatrując się w brata.
    Nie rozumiał jego zaciekawienia. Okej, w sierpniu uciekł na drugi koniec świata, jednak to chyba nie robiło z niego przestępcy, prawda? To nie czarna magia go wykańczała, tylko uczucie tego ciężaru ciążącego na nim już od dziecka. A przynajmniej tak sobie właśnie mówił. Jego przekonania znajdowały jednak potwierdzenie w rzeczywistości, ponieważ bezsenność towarzyszyła mu już od około roku, a studiowanie ukradzionych z biblioteki ksiąg zaczął mniej niż pół roku temu. Uśmiechnął się skwapliwie. Nie chciał nic mówić Jamesowi. Nie chciał mu mówić o koszmarach, o przewracaniu się z boku na bok w łóżku, o tym, że każdy list od rodziców powoduje u niego odruch wymiotny. Po prostu nie.
    – Jakbyś zadał jakieś sensowne pytanie, to może nawet bym ci odpowiedział – palnął, nie zdążywszy ugryźć się w język.
    Przypominał sobie czasem czasy, kiedy James był dla niego podporą. Kiedy śmiali się, razem latając na miotłach i ciągnąc Lily za długie rude warkocze, wołając, że ich siostra to krowa, która nie daje mleka. To wszystko się jednak skończyło. Pękło jak bańka mydlana. Harry Potter może i był bohaterem, ale mało kto wiedział o nieciekawej sytuacji w jego domu. Dzieci Wybrańca nie były tak samo obdarzone przez los. Albus zaczął nawet podejrzewać, że blizna na czole jego ojca nie jest przekleństwem, a darem.

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  39. I ją sporo odwagi kosztowało podejście do niego na tak małą odległość, ale gdyby pokazała jakiekolwiek wahanie, byłaby skończona w oczach kolegów. Żaden Gryfon nie obawiał się utarczek słownych ze Ślizgonem, dlatego i Ridley prędzej rzuciłaby się nundu na pożarcie, niż wywiesiła białą flagę, kiedy Potter ją po prosto prowokował.

    A gdyby zdradził ją i jej małe krętactwo, pomimo całej skrywanej sympatii, jaką go darzyła, byłby w jej oczach skończony. Ba, możliwe, że znalazłaby jakiś sposób, aby uprzykrzyć mu życie, całkowicie zapominając o tym, że przed całym zajściem go lubiła. Dlatego cała spięta odczekała, aż reszta jej kolegów z domu sobie pójdzie, bowiem zamierzała uraczyć go jakąś mało przyjemną uwagą, ale wtedy on zupełnie wyprowadził ją z równowagi.

    Chociaż mogła wyglądać na rozbawioną, ogarnęła ja panika, gdy dotknął jej włosów i tak się do niej zbliżył. Ellen zawsze miała małe problemy z przestrzenią osobistą ─ a raczej jej brakiem ─ więc kiedy tylko odsunął się od niej, zrobiła jeszcze jeden krok w tył. Mimo wszystko z Jamesem nie była na tyle blisko, aby dobrze czuć się z tak małym dystansem pomiędzy nimi.

    ─ Nie wiem, o czym mówisz, Potter. I uprzedzam, jeśli usłyszę gdziekolwiek podobną plotkę, następny mecz obejrzysz z okna Skrzydła Szpitalnego ─ syknęła, zdenerwowana tym, że ośmielił się oskarżyć ją o kłamstwo (nawet jeśli była to prawda, to przecież ktoś mógł usłyszeć!).

    Niestety, jego uśmiech kompletnie ją rozbroił, przez co westchnęła zrezygnowana własną niezdolnością do zachowywania się przy nim normalnie, bez zmieniania tonu co dziesięć sekund.

    ─ Chyba na ciebie czekają, hm? ─ Postąpiła krok nieco w lewo, aby go wyminąć, ale zanim odeszła, podrapała się po głowie i dodała: ─ Powodzenia, Potter.

    Po tych słowach uśmiechnęła się nieznacznie, wsadziła ręce do kieszeni płaszcza, gdzie pobrzękiwały pieniądze i skierowała się w stronę trybun, aby zająć jeszcze jakieś w miarę dobre miejsce.

    [Wiem, że trochę szybko zakończyłam tę część wątku, ale nie mogli przecież w nieskończoność sobie gawędzić przed meczem. :D Mam taką propozycję, aby podczas meczu coś mu się stało i faktycznie wylądował w szpitalu, ona postanowiłaby go odwiedzić pod pretekstem podania notatek i takich tam, to będzie urooocze. :D]

    Elka <3

    OdpowiedzUsuń
  40. Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że mecze w ogóle jej nie interesowały, ale nie porywały tak, aby miała wydzierać się w niebogłosy za każdym razem, gdy kafel wpadnie w gryfońskie ręce albo kiedy pałkarz przeciwnej drużyny ośmieli się zaatakować gracza z Gryffindoru, Cieszył ją każdy zdobyty gol, jednak bardziej skupiała się na porównaniu wyniku meczu z zakładami, które obstawiali uczniowie, nawet jeśli miałoby to oznaczać życzenie własnym kolegom przegranej tylko po to, aby zgarnąć kilka galeonów więcej.

    Tym razem było inaczej, to znaczy ─ do momentu, w którym James nie został zaatakowany przez tłuczek zachowywała się jak zwykle, ale gdy zobaczyła, jak ta wściekła kula zmierza w stronę Pottera, dosłownie zamarła. Cud, że "Nie!", które wywrzeszczała w myślach tam też pozostało, inaczej musiałaby się słono tłumaczyć przed znajomymi.

    Gdy zabrali go do skrzydła szpitalnego, nie mogła usiedzieć w miejscu. Ciągle zastanawiała się, jak bardzo z nim źle, próbowała udawać, że czyta podręcznik do zaklęć, ale słabo jej to szło, bo co chwila patrzyła na zegarek, próbując oszacować, czy już wypada do niego iść. Problem w tym, że nie miała żadnego pretekstu do wizyty, a nie mogła mu przecież powiedzieć "Cześć, Potter, prawie umarłam jak spadałeś"!

    Ostatecznie zdecydowała poczekać do następnego dnia. Był to poniedziałek, więc na pewno czekała ją góra pracy domowej, ale to też oznaczało, że będzie mogła pójść do szpitala z naręczem książek, a potem próbować wcisnąć Potterowi bajeczkę, że profesor kazał jej dostarczyć mu notatki. Ten pomysł wydawał jej się tak genialny, aż sama była pod wrażeniem własnej inwencji twórczej.

    Albo desperacji i głupoty, chociaż to raczej szło ze sobą w parze.

    Te siedem godzin minęło jej jak dziesięć, czuła potworne zmęczenie, ale gdy rozbrzmiał ostatni dzwonek, nieco się ożywiła. Powiedziała najbliższej koleżance, że idzie załatwić jedną sprawę i zobaczą się na obiedzie, po czym zebrała manatki i pognała do szpitala.

    Tuż przed masywnymi drzwiami zatrzymała się, gdyż nagle w jej głowie pojawiło się pytanie ─ co jeśli James ma gości? Gorzej, co jeśli tymi gośćmi będą Ślizgoni z drużyny? Albo jakaś ładna dziewczyna, która poprawi mu poduszkę? Ona by nie mogła tego zrobić. Nie wypadało.

    Opanuj się, Ridley, przecież masz dobra wymówkę, skarciła się w myślach, po czym nacisnęła klamkę i pchnęła drzwi. Z pewną siebie miną przemaszerowała między łóżkami i podeszła do tego, na którym leżał James.

    ─ Wyglądasz gorzej niż zwykle ─ wypaliła, kiedy tylko na niego spojrzała. ─ Przyniosłam ci pracę domową. To znaczy, nie odrobioną, tylko to, co masz sam napisać ─ dodała szybko, łapiąc się na tym, że gada jak potłuczona. Pokręciła nieznacznie głową, po czym usiadła na stołku przy łóżku i położyła zeszyty na stoliku.

    ─ Pewnie cię to ucieszy, ale straciłam dziesięć galeonów na twoim upadku, jakimś cudem mnóstwo osób obstawiło, że jeden ze ścigających skończy tutaj... ─ Uśmiechnęła się krzywo.


    bełkocząca Ellen

    OdpowiedzUsuń
  41. [Nie szalejmy z miłościami, bo to raczej nie mój typ rozgrywki. Bardziej cenię sobie wszystkie inne typy powiązań. Załóżmy wstępnie, że nasi bohaterowie się znają, choćby przez samego Albusa czy przez to, że Amy miałaby tendencję pytania Jamesa, gdzie też się on podziewa. Są w jednej szkole, ale dzieli ich ten sam rok. Nie wiem jaka dokładnie relacja panuje między dwoma potterowymi braćmi, ale jeśli nie jest ona jedną z najlepszych i najbardziej pozytywnych to również można, by to jakoś wykorzystać.
    1. Jeśli James byłby skłonny do łamania regulaminu ze względu na ten swój bunt i postawę obojętności to co jeśli przypadkiem wpadliby na siebie z Amy podczas nocnego myszkowania po zamku to pewnie uciekając przed woźnym, a przez to najedliby się chwilowego strachu i musieli współpracować ze sobą tymczasowo. Kiedy ten stres, by opadł mogłoby paść kilka pytań, bo w końcu Amy sprawia wrażenie bardzo poukładanej osoby. Równie dobrze akcję można umieścić w jakimś tajemniczym przejściu lub Dziale Ksiąg Zakazanych.
    2. Jeśli jednak zdecydujemy się, aby zrobić z nich osoby, które niby się lubią, ale jednak nie. To mogłoby dojść między nimi do jakiejś sprzeczki albo czystego robienia sobie na złość.
    3. Inną propozycją jest to, że Amy mogłaby zostać zmuszona do poproszenia Jamesa o pomoc, o ile ten byłby o wiele lepszy z jakiegoś przedmiotu niż ona. Mogłaby też poprosić o książkę lub podręcznik z jego rocznika. Oczywiście czy James, by ją jej przekazał bez zbędnych pytań to już Twoja inicjatywa.
    4. Jeśli żadne z powyższych to będę myśleć dalej c:]

    Amy

    OdpowiedzUsuń
  42. Spoglądał ukradkiem na ręce Jamesa. Te same ręce, które nie raz łapały się gałęzi drzew w okolicy ich domu, nie dając Albusowi wspiąć się na czubek pierwszemu. Te same ręce, które zawsze pacały go w tył głowy, kiedy młodszy brat zrobił coś źle lub wykazał się brakiem dobrych manier. Teraz jednak dłonie Jamesa były większe, bardziej żylaste, silniejsze. Westchnął w duchu. Widok brata zawsze wprawiał go w stan dziwnego zamyślenia, powrotu wspomnień z dzieciństwa i wrażenia, że teraz toczy zupełnie inne życie. Pytanie tylko – co tak naprawdę się zmieniło? On, czy może wszyscy wokół? A może oba?
    Widząc złość brata, mimowolnie się zaśmiał. Tak, zaśmiał, James dobrze widział. Może i starszemu Potterowi wydawało się, iż Albus był zupełnie inną osobą niż kiedyś, jednak w rzeczywistości nie była to prawda. Bywały momenty, kiedy Al bez powodu uśmiechał się do kogoś na korytarzu, kiedy łamał szkolny regulamin z ekscytacją i dreszczykiem emocji godnymi trzecioroczniaka. Nie zmieniało to jednak faktu, że nie bez powodu trafił do Slytherinu. Tiara Przydziału po prostu wywlekła na wierzch to, co siedziało w nim od dawna – niechęć. Niechęć do większości ludzi, do rodziców, do ustalonych celów, które w teorii miał sobie wytyczać sam, a w praktyce były mu narzucone. Jakby od urodzenia był przeznaczony do konkretnych rzeczy. Iść do Hogwartu, trafić do domu lwa, zdać z celującymi ocenami, zostać kimś ważnym, godnym miana Pottera. Tak jednak nie było.
    Nie chciał mówić bratu o tym, co naprawdę kryje się w tych księgach. Ukradł je z działu ksiąg zakazanych. Robił to już od jakiegoś czasu – zabierał, czytał, robił notatki, oddawał w nadziei, że jeszcze nikt nie zauważył braku jakiegoś tomiszcza na zakurzonych, drewnianych półkach. Jakoś mu się to udawało.
    – Od kiedy martwisz się o młodszego braciszka? – Uniósł brew i uśmiechnął się nieco szyderczo. – Nie czytam nic, co powinno cię niepokoić. To po prostu ciekawe rzeczy – mruknął.
    Zdawał sobie sprawę z tego, jak wyglądał. Nie mógł dłużej zwalać tego na naturalnie bladą cerę po matce. Oczy miał zapadnięte, a worki pod nimi na tyle głębokie, że nie sądził, aby Patty Prainer, szkolna mistrzyni makijażu należąca do Gryffindoru, zdołała ukryć je pod warstwą pudru.

    Biała dama ze zmieniającym się humorkiem

    OdpowiedzUsuń
  43. [ Szczerze mówiąc na początku, kiedy zdecydowałam się przejąć jej postać nie miałam kompletnie pomysłu w którą stronę ją pokierować. Siedziałam chyba z pół godziny nad pustą kartką Wordu aż przyszła mi na myśl taka osóbka. A co do wizerunku to od razu rzuciła mi się w oczy ta Pani, mnie również zahipnotyzowała :) ]
    Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  44. Świetnie! Nie dość, że po śmierci zabije go sam Harry Potter, to jeszcze jego syn potraktuje go klątwą, żeby mu się dobrze umierało. Avery niemal westchnął, uświadamiając sobie absurd sytuacji. Skąd miał wiedzieć, że Mroczni zaatakują akurat w sobotę? Kto normalny atakuje w sobotę? W sobotę się śpi do dziesiątej, sprząta w domu i piecze placki na niedzielę. Chłopak zacisnął wargi, a następnie podjął chol..ernie popaprana decyzję, której zapewne będzie żałować jeżeli uda im się wyjść cało z obecnej sytuacji.

    Plan Ślizgona był prosty i zakładał odwrócenie uwagi Mrocznych, a następnie wymknięcie się chyłkiem ze sklepu. O tyle ile wymknięcie się było sprawą dość oczywistą (właścicielka sklepu zostawiła wszak drzwi na zaplecze otwarte), o tyle odwrócenie uwagi stanowiło już większe wyzwanie. Wychylenie zza stosu podręczników choć krańca różdżki groziło śmiercią lub kalectwem. W ostateczności obojgiem na raz, ale Avery nie zamierzał się nad tym zastanawiać. Zamiast rozpaczać nad rozlanym mlekiem i planować własny pogrzeb skierował kraniec różdżki na ladę, a następnie, rzucając niewerbalne zaklęcie lewitujące zmusił całą konstrukcję do uniesienia się kilka centymetrów ponad ziemię. W pierwszej kolejności chłopak planował zająć się drogą ucieczki, dopiero później tym trudniejszym zadaniem. Zresztą byłoby raczej niezbyt mądrze, gdyby najpierw dał się trafić a później próbował uciekać.

    Drewniany kontuar był niezbyt prosty do obrócenia, ale Avery nie zamierzał się łatwo poddawać. Zanim Mroczni zdołali zauważyć (niesamowita bystrość umysłu, zapewne pochodzili z Hufflepuffu!) co się kroi mebel był już odwrócony o dziewięćdziesiąt stopniu, oddzielając ulicę od wnętrza sklepu jak półmetrowy mur Hadriana. Teraz tylko efektowny kant i można brać nogi za pas!
    - James, uświadczysz patronusa w drugą stronę sklepu? Wolałbym uciekać nie słysząc tych wszystkich klątw skierowanych w naszą stronę?
    Avery wolał nie mówić tego głośno, ale sam nie był w stanie stworzyć niczego bardziej przekonującego od mgiełki, a oni potrzebowali czegoś, co zainteresuje Mrocznych na tyle, żeby mogli chyłkiem udać się na zaplecze zanim nie ruszy za nimi pogoń.

    OdpowiedzUsuń
  45. [ Ja jestem zawsze chętna, chociaż z pomysłami na dzień dzisiejszy gorzej... ]
    Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  46. [Pewnie, że mi to pasuje, ba!, nawet zaproponowałabym, że zacznę, ale w ciągu nadchodzących dwóch dni siedzę na uniwerku, dlatego będę czekać. Ewentualnie ja się zgłoszę, żeby zacząć, jeśli czas pozwoli c:]

    Amy

    OdpowiedzUsuń
  47. Może to dziwne, ale i ona miała przeczucie, że cała ich niechęć do siebie to jeden wielki pic na wodę. To znaczy, z własnego udawania zdawała dobie sprawę, jako Gryfonka po prostu nie mogła lubić Ślizgona, to kłóciło się z odwiecznymi prawami Hogwartu i świata, gryzło jak pomarańczowy z różowym! Gdyby Potter przynależał do innego domu ─ najlepiej do Gryffindoru ─ na pewno dawno zasugerowałaby mu, że go lubi. Albo chociaż nie pozwoliła myśleć, że jest dla niej wrzodem.

    ─ Profesor wybrał mnie, bo grałam w makao na lekcji ─ odparła bez zająknięcia, bo druga połowa tej wypowiedzi była całkowicie prawdziwa.

    Ridley zawsze i wszędzie nosiła ze sobą zużytą, powycieraną talię kart, którą dostała jeszcze od dziadka przed paroma laty, i niemal na każdej lekcji robiła z niej użytek, wciągając kolegów w różnorakie rozgrywki. Ten dzień nie różnił się pod tym względem od pozostałych, poza jednym szczegółem ─ nauczyciel dostrzegł pasjonującą partię makao toczącą się w przedostatniej ławce i zadał graczom dodatkową pracę domową...

    ─ Nie udawaj, że nie cieszy cię moja wizyta ─ dodała po chwili z zaczepnym uśmiechem. ─ Gdyby mi przyszło spędzić tyle czasu w tym uroczym miejscu, chyba szlag by mnie trafił i ucieszyłabym się nawet na twój widok.

    Szczególnie na jego widok.

    Rozbawiła ją uwaga o tym, że się ponoć nie lubią, bo doskonale pasowała do jej podejrzeń, zupełnie jakby James czytał w myślach. Pokręciła głową, powstrzymując śmiech.

    ─ Cóż... ─ zaczęła, bujając się na krześle. Zupełnie nie wiedziała, jak mu odpowiedzieć, aby nie wyszło na jaw, że tak naprawdę ma ich sprzeczki za całkiem zabawne, ba, czasem wręcz urocze. Ostatecznie zamilkła, modląc się, aby nie zauważył jej speszenia.

    ─ Kiedy cię wypisują? ─ zapytała szybko, chcąc zmienić temat, bo czuła się coraz dziwniej. I policzki coś za bardzo ją piekły, więc pochyliła głowę, udając, że dostrzegła coś niezmiernie interesującego na swoim prawym kolanie.

    OdpowiedzUsuń
  48. [Midnight by nie brała, bo stworzyłam ją niezbyt chętną na chłopców. :D nie wiem, czy James to taki typ faceta, ale Mid mogłaby mu się jakoś narazić i mógłby się na niej zemścić. albo wdajmy ich w widowiskową kłótnię w Wielkiej Sali, w stylu "ty kurwo, ukradłeś/łaś moje udko z kurczaka!" XD

    PS z tym udkiem to żartowałam, może być coś poważniejszego. :D]

    Midnight.

    OdpowiedzUsuń
  49. [Dziękuję pięknie za miłe słowa i powitanie. :) Pewnie powtarzano Ci to nieraz, ale również inaczej sobie trochę Jamesa wyobrażałam... ale i tak jest super. :D Jak coś, to zapraszam do Patience, coś się wymyśli. :)]
    Patience Rooney

    OdpowiedzUsuń
  50. [Dziękuję ślicznie za komplement! :3
    I oczywiście zapraszam do wątku, bo Samuel mimo swojej pogodnej natury nie należy raczej do postaci, z którą autorzy chcą wątkować :c]

    Samuel

    OdpowiedzUsuń
  51. [Rozumiem, też się nie ogarniam przez studia. :D Pierwszy rok był taki prosty, a tu teraz wracam ledwie żywa do domu :< Smutek!
    A jakiegoś powiązania może Ci brakuje? :D]
    Patience

    OdpowiedzUsuń
  52. [Zależy w kierunku jakich relacji chciałabyś pójść! :D]

    Samuel

    OdpowiedzUsuń
  53. [a cóż takiego zuego mogłaby ta moja Północna panna zrobić?]

    Midnight.

    OdpowiedzUsuń
  54. [A no witam słynnego Pottera ^^
    Wraz z moją Puchoneczką dziękujem, a dobrej zabawy jesteśmy pewne - z drugą postacią jestem tu od lutego i nie mam zamiaru się wynosić ;)
    Co prawda nie spodziewałabym się Jamesa w Slytherinie... ale karta mi się podoba ^^
    Może skombinujemy jakiś wątek?]

    Peggy oraz kolega z Domu, Zabini

    OdpowiedzUsuń
  55. [A ja nie pogardzę, jeśli miałabyś jakiś pomysł na wątek z Zabinim to ja chętnie słucham ^^]

    Pegs & Zab

    OdpowiedzUsuń
  56. Nie denerwował się łatwo, ale teraz był już porządnie zirytowany. Za kogo on się, u licha, ma?!, pomyślał sobie i znów wwiercił w niego swoje spojrzenie. Wyraźnie jednak było widać zaskoczenie na twarzy Archiego, kiedy James zrobił krok w jego stronę, jakby chciał mu przyłożyć. Starał się to ukryć, ale zapewne mu to nie wyszło, zresztą co za różnica. Zaraz się rozejdą i tyle z sytuacji. Jednak tak się nie stało, a Archie powoli ogarniał, że to, co myślał o Potterze jest prawdą - typowy arogancki Ślizgon, który nie potrafi ustąpić. Śmieszna jednak rzecz, ze mimo wiszącej nad nim wizji, że może nie wyjść z tego z twarzą, uśmiechnął się delikatnie, słysząc wcześniej wypowiedziane przez siebie słowa i potwórzone przez chłopaka. "Krok w bok" brzmiało tak idiotycznie, że sam się dziwił sobie, że to z jego ust padło to sformułowanie, przecież był takim oczytanym i elokwentnym chłopakiem, że nie powinien był mówić takich dziwactw, to było do niego niepodobne!
    Spojrzał na Jamesa, jeszcze troszke nieufnie, ale dalej z ustami wykrzywionymi w uśmiech, choć takie połączenie mogło się wydawać dziwne, to u Archiego były po prostu normą, którą wyrabiał każdego dnia.
    - Może masz racje, moja wina. Wybacz mi - podniósł dłonie w geście kapitulacji. Potter, choć nie zrobił nic szczególnego i nie powiedział nic, co zmieniłoby zdanie Archiego, właśnie do tego doprowadziło. Buchanan zastanowił się chwile (robiąc przy tym skupioną minę) i doszedł do wniosku, że może on nie jest taki zły. Rozśmieszył go, no, poniękąd, a to już coś, Archiego nie łatwo było rozbawić.

    [Wybacz mi, że tak słabo, ale choróbsko mnie dopadło i mózg mi uciekł uchem :c]

    Archie

    OdpowiedzUsuń
  57. Ridley nie zaprzątała sobie wcześniej głowy chłopcami. Owszem, paru jej się podobało, ale raczej na zasadzie przyglądania się im podczas przerw, nigdy nie czuła czegoś poważniejszego, nawet zauroczenia. W szóstej klasie kolega z domu zaprosił ją do herbaciarni pani Pudifoot, ale po kwadransie oboje uznali, że nie są gotowi na zachowywanie się w taki sposób ─ czyli na całowanie nad cukiernicą ─ przy ludziach. Pozostali przy koleżeństwie, choć ostatnio doszły do Ellen plotki, że znów zamierzał ją gdzieś zabrać, ale zakaz dyrektora zniszczył mu plany. I dobrze!

    A tu nagle zjawił się taki Potter i wpadła jak śliwka w kompot. Z początku próbowała przekonywać samą siebie, że pewnie chodziło tylko i wyłącznie o jego nazwisko, ale później doszła do wniosku, że wcześniej James i reszta jego sławnej rodziny mało ją obchodzili. I zupełnie nie miała pojęcia, co on takiego w sobie chował, że to na nią tak działało. Może lubiła, gdy ktoś się z nią kłócił?

    Ech, Merlin ją wie...

    ─ Nie o notatki się martwię ─ mruknęła, krzyżując ramiona na piersiach. ─ Potter, zrób coś dla mnie i weź jakąś lekcję unikania tłuczków albo najlepiej podszkól się u ojca w lataniu ─ dodała, chwytając go za przedramię i potrząsając nim lekko. Zrobiła to odrobinę zbyt gwałtownie, przez co szybko cofnęła dłonie, chociaż wcale nie miała ochoty.

    Wyszczerzyła głupio zęby.

    ─ Bo wiesz, jeśli przed kolejnym meczem ludzie znów obstawią twój upadek, nie mogę pozwolić im wygrać. A ty raczej nie chciałbyś mieć na sumieniu mojego bankructwa, co?

    Jeśli Ridley była w czymś dobra, to w dbaniu o swój interes. Nawet kosztem swoich relacji z Potterem, chociaż... przecież i tak żadnej relacji nie było. W ogóle powinna już dawno wrócić do dormitorium, ale jakoś trudno jej było podnieść się i iść, póki pielęgniarka jej nie wyganiała.


    [Wiem, że fajny wyszedł, ale muszę go trochę dopracować. :D]

    Ellen / Byron

    OdpowiedzUsuń
  58. Arvel oparł się o ceglaną ścianę jednego z budynków, czując jak powoli przestają drgać mu mięśnie, które zmusił do większego wysiłku niż zwykle podczas spektakularnej ucieczki z księgarni. Po plecach spływał mu lodowaty pot a czoło zapewne szkliło się jakby właśnie wrócił z porannej przebieżki. A przy tym miał tę chol..erną, zatruwającą myśli świadomość, że James miał rację. I jeżeli to właśnie Harry Potter został skierowany do tej sprawy, to nawet na żarliwą modlitwę było już za późno. W filii księgarni, na ladzie oznaczonej magiczną sygnaturą Avery’ego, leżały zamówione przez niego książki. Właścicielka widziała go a także musiała zauważyć Pottera, co może spokojnie zeznać podczas przesłuchania a ponadto drużyna Slytherinu wiedziała, że oboje z Jamesem planują dziś odwiedzić Hogsmeade. Słowem – ucieczka nie miała sensu.

    - Gówno jak gówno, będzie śmierdzieć nie ważne jak daleko odejdziemy – Arvel uderzył głową o ceglany mur, nie chcąc zastanawiać się nad tym, jak bardzo to schrzanił. Tłumaczenie, że miał pojęcia o zagrożeniu było łabędzią pieśnią. Sugerowanie, że szli tylko po książki i kociołek stanowiło wiązanie liny w drodze na szafot a drobna sugestia, że przecież są niemal dorośli zapewne poskutkuje jedynie naostrzeniem topora przez Szefa Wydziału Aurorów, który i tak już od jakiegoś czasu planował zapewne ukrócić znajomość swojego pierworodnego z kimś tak niewartym uwagi jak Avery. A teraz jeszcze taka akcja. Arvel uśmiechnął się w duchu, a później spojrzał na stojącego obok Pottera.

    - James biorę to na siebie. Możesz mnie uznać za szaleńca, zerwać ze mną kontakty i potraktować najgorszymi klątwami jakie znasz, ale to ja nawaliłem a ty jesteś moim najlepszym kumplem i nie pociągnę cię ze sobą. – Avery poprawił uścisk na różdżce a później skierował jej końcówkę na kraniec płaszcza, który jednym prostym zaklęciem transmutował w coś na kształt szalika z rysunkiem czaszki, którym obwiązał sobie dolną połowę twarzy. – Skoro już i tak jesteśmy na dnie jedyna droga prowadzi w górę. A skoro prędzej czy później twój ojciec i tak zaciągnie nas na dywanik, możemy przynajmniej spowiadać się przed nim jako bohaterowie nie tchórze, chyłkiem wymykający się lasem. Mroczni są niebezpieczni, to jasne, ale my też nie jesteśmy pierwszoklasistami. Jeśli odpowiednio to rozegramy może uda nam się unieszkodliwić kilku, a kiedy przyjdzie czas spowiedzi po prostu zwalisz wszystko na mnie. Twój ojciec i tak nie ma o mnie najlepszego zdania, więc za dużo się w tej materii nie zmieni, a ty przynajmniej nie oberwiesz bardziej niż teraz. Dawaj James, ruszamy!
    To był szalony pomysł, ale uch sytuacja i tak była tragiczna. Skoro i tak mieli oberwać czy nie lepiej było oberwać za coś, co faktycznie zrobili?

    OdpowiedzUsuń
  59. Zupełnie nie pomyślała, czym może skutkować takie szarpanie kimś, kto ledwo uszedł z życiem po uderzeniu tłuczka. W ogóle nie myślała, zbyt skupiona na niedopuszczeniu do tego, by James chociaż trochę mógł domyślić się, po co tak naprawdę z nim siedziała. Oczywiście, że jej rumieńce mogły mówić same za siebie, ale liczyła, że uznał je za oznakę speszenia nieskładnym wysławianiem się, a nie czegoś gorszego.

    Cóż, gdyby naprawdę się pokłócili, duma nie pozwoliłaby dojść uczuciom Ellen do głosu, a tym samym nigdy nie zrobiłaby nic w kierunku pogodzenia się. W ogóle sama myśl o tym, że miałaby wykonywać pierwszy krok w jakimkolwiek celu przyprawiała ją o mdłości. Ridley przywykła do tego, że inny przychodzili do niej, nigdy na odwrót.

    ─ Moim zdaniem, jeśli ktoś decyduje się grać w quidditcha, to zdaje sobie sprawę, na co się pisze. Nie mów, że sądziłeś, że każdy mecz będzie się dla ciebie kończył szczęśliwie? ─ uniosła rozbawiona brwi. Jeśli powie jej, że właśnie tak myślał... Ech. Potterowie z reguły nie byli naiwni, może trochę lekkomyślni, ale nie naiwni. Chyba że James postanowiłby być wyjątkiem od tej zasady.

    Jego ostatnie pytanie ją zaskoczyło i ─ też mi nowość ─ odrobinę zażenowało. Czy ten chłopak mógłby łaskawie przestać co chwila wywoływać u niej chęć zapadnięcia się pod ziemię? Na pewno robił to celowo. Nie miała pojęcia, jaki miał interes w udowadnianiu jej, że wcale nie przyszła tu za karę. Nie licząc zamiarów rozpowiedzenia wszystkim swoim ślizgońskim koleżkom, że Ellen Ridley z Gryffindoru się o niego martwiła!

    ─ Równie dobrze mogłabym cię zapytać, dlaczego mnie jeszcze nie wygoniłeś, więc oszczędźmy sobie wykręcania się i pomińmy ten temat ─ odparła odrobinę oschle, odgarniając grzywkę z oczu. Uśmiechnęła się jednak, gdy wspomniał o makale.

    Sięgnęła do kieszeni po tę wyświechtaną talię, której profesor nie zdążył zarekwirować, po czym przysunęła stołek bliżej łóżka Pottera.

    ─ Abyś się nie nudził, zagramy w kenta. Jeśli wygram, nie piśniesz nikomu słówka o mojej wizycie, a jeśli ty wygrasz... ja nie powiem, że taki z ciebie delikatny okaz.

    Uśmiechnęła się nieco szerzej i zaczęła tasować karty.

    OdpowiedzUsuń
  60. [piona, piona! kuzyn też ma super zdjęcie, kartę i faktycznie - ja się go w Slytherinie nie spodziewałam. Albusa, Lily - owszem. ale Jamesa nie. :D]

    Lucy.

    OdpowiedzUsuń
  61. [ja to bym postawiła na kłótnię. bo generalnie "któreś coś kiedyś" drugiemu, no i od tamtej pory za sobą nie przepadają. przynajmniej jakoś tak to widzę. jakiś tam zarys.]

    Midnight.

    OdpowiedzUsuń
  62. Żeby nie było, po ukończeniu Hogwartu Ellen zamierzała skończyć tę bukmachersko-karcianą działalność. Nie widziała swojej przyszłości w jakiejś budzie, gdzie obstawiałaby zakłady przed meczami quidditcha albo jako krupierkę w podrzędnym kasynie. Miała nadzieję na posadę w Departamencie Magicznych Gier i Sportów, nawet gdyby miała zaczynać od podawania swojemu przełożonemu kawy i Proroka. Dużo czytała o Ludo Bagmanie i dostrzegała pewne podobieństwo pomiędzy sobą i nim.

    Wliczając w to oczywiście fakt, że próbował wciskać ludziom złoto leprokonusów. Osobiście uważała ten pomysł za genialny.

    Patrzyła na niego zdumiona przez dłuższą chwilę, kiedy powiedział, że nikomu nie zamierza mówić o jego wizycie, choć ona może rozpowiadać co jej się żywnie podoba. James Potter był ostatnią osobą, po której spodziewałaby się podobnego zachowania, nawet Gryfoni próbowaliby się kłócić, że nie ma prawa pisnąć słowa na jakikolwiek temat.

    Zamrugała, wracając na ziemię. Musiała przecież rozdać karty, co poszło jej bardzo sprawnie, zważywszy na to, że od trzech lat zajmowała się tym niemalże zawodowo. Nie dorównywała jeszcze ojcu, ale on wciąż powtarzał, że ten poziom osiąga się po naprawdę długim czasie. I tylko mama kręciła głową, że taki poziom to nie powód do przechwałek...

    ─ Nie przyzwyczajaj się ─ odparła z uśmiechem, zerkając na niego znad wachlarzyka utworzonego z kart.

    Nie dane im było chociażby zacząć partii, bo ktoś otworzył drzwi szpitala i zaczął nawoływać "Szybciej, Selwyn, zostaw ten grzebień!". Ślizgoni. Co gorsza, była to ślizgońska drużyna, a Ellen nie miała zbytniej ochoty spotkać ich tutaj, po przegranym meczu, zwłaszcza że na pewno już się rozniosło, że i ona nie wyszła dobrze na ostatnich rozgrywkach. Mało brakło, a spadłaby ze stołka.

    Bez słowa, w błyskawicznym tempie zebrała karty, przytknęła palec do ust i... dała dyla pod łóżko. Tak, bardzo mądrze. Cud, że prześcieradło zwisało z dwóch stron, przez co przestrzeń pod łóżkiem była całkowicie niewidoczna.

    ─ James, stary! ─ Dosłownie po kilkunastu sekundach dziewczyna zobaczyła cztery pary butów po obu stronach łóżka. Zaciskając zęby na bluzie, błagała w duchu Merlina, by nie siedzieli tu zbyt długo. Już zaczynały boleć ją kości.

    ─ Dałbym ci lusterko, abyś sobie pooglądał swoją buźkę, ale wyglądasz tak okropnie, że jeszcze mi je zbijesz... ─ Jeden ze ślizgońskich pałkarzy westchnął ciężko.

    ─ Ej, uspokójcie się, już i tak swoje odcierpiał. ─ Ktoś podszedł do stolika, podczas gdy pozostali zaczęli wypytywać Pottera o jakieś błahostki. ─ Ej, co to jest? Po co ta Ridley u ciebie była? Lepiej sprawdź kieszenie, dobrze ci radzę.

    Zeszyty! Głupia krowo, zapomniałaś o swoich notatkach! zganiła się w myślach, jednocześnie czując się nagle naprawdę potwornie. A więc to taką miała opinię? Zwykłego oszusta? Szkoda, że nie mogła załatwić ich teraz jakimś zaklęciem...

    [Ale ładne zdjęcie!]

    Ellen spod łóżka

    OdpowiedzUsuń
  63. [jasne. może kiedy indziej.]

    Midnight.

    OdpowiedzUsuń
  64. [z tego co pamiętam, James miał przyłapać Roxanne na kombinowaniu czegoś z kolegą, w sensie typu: "to tutaj jeszcze podłóż materiał zapalający, a ja ci podam różdżkę", a potem zagrozić/donieść Fredsowi, że rzekomo siostrzyczka mu romansuje po nocach z jakimiś typkami podejrzanymi. :3]

    Roxanne.

    OdpowiedzUsuń
  65. [oja, toż to Potter i do tego chwali moją pannę! <3]

    Scar.

    OdpowiedzUsuń
  66. [przybywam więc do wątku, bo chęć jest, z pomysłami troszkę gorzej. no, ale. jeśli mi podsuniesz relację, albo jak wyobrażasz sobie, że James by ją traktował, to nad czymś pomyślę. :3]

    Scar.

    OdpowiedzUsuń
  67. [Ja również przybywam po wątek, bo jak już tak chodzę i żebrzę pod każdą kartą, to czemu miałabym ominąć Pottera? Jeśli tylko pojawiłyby się chęci, to zapraszam pod kartę Abigail, z nią zawsze da się coś wymyślić, choć nie wiem, czy James by za nią przepadał :D]

    OdpowiedzUsuń
  68. [ To Ty nie wiesz, że ludziom zamiast życzeń powinno się wciskać propozycje wątków? ;D
    Ale dzięki za powitanie, sam się upomnę o jakąś pisaninę, może być James, może być Lily, obojętnie, byle tylko było.]

    Triston Marceau

    OdpowiedzUsuń
  69. Sama się sobie dziwiła. Zazwyczaj Ellen nie reagowała w podobny sposób na takie sytuacje, ale tym razem ogarnęła ją prawdziwa panika ─ co jeżeli, nawet w formie pokpiwania sobie, Ślizgoni zaczęliby zaczepiać ją domniemaniami, że może po prostu buja się w Potterze i dlatego przyszła go odwiedzić, a ona nie umiałaby im się odgryźć, zbyt zestresowana tym, że faktycznie tak było?

    Wybrała mniejsze zło, ot co. Albo zrobi z siebie idiotkę tylko na oczach Jamesa, albo całej szkoły.

    Błędnie zakładała, że gracze Slytherinu przesiedzą u swojego ścigającego całe popołudnie, chcąc zdać mu relacje z ostatnich dni w szkole, a tu ─ proszę! Odrobinę ją zdziwiło, że chłopak nie chce pobyć z kolegami, ale ich głośne zachowanie ją samą ją męczyło, więc co dopiero kogoś tak poturbowanego po ataku tłuczka?

    Gdy odeszli, nie wyszła od razu, ponieważ ich głosy wciąż odbijały się echem po korytarzu graniczącym ze szpitalem. Dopiero gdy James się do niej odezwał, wygramoliła się spod łóżka, podniosła się i z godnością wymalowaną na twarzy otrzepała ubranie z kurzu oraz przeczesała palcami włosy.

    ─ Śmiej się, śmiej, księżniczko ─ odparła chłodno, chowając karty do kieszeni szaty. Nie patrzyła na niego, z uporem wpatrując się w jakiś punkt na podłodze.

    Czuła się zażenowana oraz upokorzona, pragnęła jak najszybciej ulotnić się stąd i resztę dnia spędzić w Wieży Gryffindoru, nie wyściubiając nosa poza dziurę w portrecie. Miała kilka prac domowych do odrobienia, poza tym nie wyobrażała sobie siedzenia tu z Jamesem po tym, co się stało. Nawet jeśli była to tylko błahostka, ale miała przecież tylko siedemnaście lat i siedzenie pod łóżkiem kogoś, kogo bardzo lubiła, wydawało jej się najstraszniejszą rzeczą pod słońcem.

    ─ Nie śpiesz się z oddawaniem mi notatek ─ dodała, poprawiając pasek torby na ramieniu i wreszcie na niego spoglądając. ─ Wracaj szybko do zdrowia. ─ Uśmiechnęła się krzywo, odwróciła się na pięcie i skierowała się do wyjścia, czując, jak palą ją policzki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Mam taki mały pomysł ─ może jakaś zadurzona w Jamesie dziewczyna poprosiłaby Ridley o napisanie w jej imieniu listu do niego, bo, załóżmy, Ellen jest dobra w wypisywaniu romantycznych bzdetów na zamówienie. Tu jednak pojawiłby się taki problem, że w list ten Ridley przelałaby własne uczucia do Pottera, któremu pismo w liście wydałoby się znajome, ale nie umiałby od razu przypisać go konkretnej osobie. Ogólny zamysł mam taki, że wyszłoby małe zamieszane, bo Ellen chciałaby odzyskać list i napisać go od nowa, mniej osobiście, ale James już by go dostał i szukał nadawcy, przyłapałby Ridley na wykradaniu listu z jego plecaka, a ona zaprzeczyłaby, że jest jego autorką, w akcie desperacji zarzuciłaby mu, że jest idiotą, skoro sądzi, że mogłaby go w ogóle lubić i powiedziałaby mu, od kogo jest przesyłka, ale skończyłoby się dość nieprzyjemną wymianą zdań. Taka mała drama, ale jeśli nie pasują ci takie wątki, daj znać, a pomyślę nad czymś innym. :D]

      Usuń
  70. [myślę, że Scar też mogłaby go lubić. nie ma, absolutnie, słabości do nazwiska Potter, a jako, że pochodzi z mugolskiej rodziny, zapewne znaczy to dla niej nieco mniej, niż dla niektórych uczniów i na pewno nie chciałaby koło Jamesa skakać z powodu jego nazwiska. jesteś za relacją brat-siostra (bo wiem, że Jam ma już siostrę i nie jestem pewna, czy chce kolejną :D), bardziej typowa przyjaźń/koleżeństwo, czy może w ogóle jeszcze idziemy w coś innego? bo potrzebuję mimo wszystko czegoś, na czym mogłabym ten pomysł oprzeć i jestem ciekawa Twojej opinii. :)]

    Scar.

    OdpowiedzUsuń
  71. [Może niech zaczają się pod gabinetem znienawidzonego profesora, po czym wrzucą tam łajnobombę? Potem będą musieli zwiewać, bo okaże się, że pomylili klasę i wrzucili tę nieszczęsną bombę do sali, w której jeszcze odbywały się zajęcia :D]

    OdpowiedzUsuń
  72. [James, kochanie ty moje, zróbmy nowy wątek ;-; Nie wiem, jak ten pociągnąć, żeby coś zaczęło się dziać, kompletnie nie mam pomysłu. Chyba że ty masz jakiś ukryty plan i mi nie mówisz.]

    Stęskniony Albus

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Mam nawet pomysł, to od razu napiszę :D
      Co powiesz na akcję odgrywającą się po moim opowiadaniu (btw zapraszam do czytania, James się tam pojawia <3)? Potterowie wróciliby do domu, w którym atmosfera byłaby nieźle napięta. Albus popisał się swoim charakterem w Wieży Astronomicznej, używając niefajnych zaklęć i czerpiąc z tego przyjemność. Reszty nie będę spoilerować. W każdym razie kłótnie w domku gwarantowane!]

      Usuń
  73. [Mogę zacząć, oczekuj mnie tutaj z zaczęciem jakieś 2 h, bo muszę posprzątać D:]

    OdpowiedzUsuń
  74. [Nie jestem pewna czy zdążę, ale jeśli uprzedziłabyś mnie w przeciągu godziny, to się nie obrażę, o nie nie! :D]

    OdpowiedzUsuń

  75. Odkąd wrócił do domu, nie opuszczał swojego pokoju, chociaż minęły już trzy dni. Naprzemiennie siedział na krześle albo leżał w łóżku, myśląc o jednej rzeczy w kółko i w kółko. On, Albus Potter, był wężoustym. Wężoustym. Przełknął ślinę, przewracając się na drugi bok i zaciskając powieki. Widział wzrok ojca oraz zaniepokojenie matki. Próbowali z nim rozmawiać na poważnie, jednak on nie był w stanie. Po prostu nie chciał. Nie chciał mówić im o tych wszystkich czarnomagicznych książkach oraz o męczącej go bezsenności, chociaż przecież było po nim widać, że nie sypia zbyt dobrze. Bał się spojrzeć w oczy Lily. Bał się podejść do Jamesa.
    Siedział więc w odosobnieniu, wyobrażając sobie sunące ku niemu pytony. Próbując odezwać się w ich języku. Pierwszego dnia nic z tego nie wyszło, dopiero drugiego wieczora spędzonego w rodzinnym domu udało mu się. Usłyszał, pierwszy raz świadomie, wydobywające się z jego ust syki połączone z niezrozumianym charkotem i niemalże bezdźwięczną intonacją słów. Od tamtego czasu nie próbował, bo był prawie pewien, że ktoś stał pod jego drzwiami.
    Zamiast jeść obiady z resztą rodziny, podkradał się do kuchni w nocy, aby coś przekąsić. Można powiedzieć, że Albus się wstydził przed Potterami tego, co odkrył. A raczej Hector odkrył. Następca Slytherina, tak o nim powiedział. Jak to możliwe? Ojciec nigdy nie opowiadał mu o tym, aby w jakiś sposób byli z nim spokrewnieni… A przecież to niemożliwe, żeby rozmawiać z wężami, nie będąc potomkiem jednego z założycieli Hogwartu, prawda? Tego najgorszego z założycieli.
    Była i ta noc, w środku której wymknął się z domu. Był na tyle cicho, aby nikogo nie obudzić, przemknął przez przedpokój i zniknął za drzwiami wyjściowymi. Nie był w stanie dłużej usiedzieć w ciężkiej atmosferze panującej między ścianami domu Potterów.
    Zimne powietrze od razu uderzyło w jego twarz, kłując nieprzyjemnie, a jednocześnie dając ulgę. Krople deszczu spadały z nieba, prezentując sobą typową angielską pogodę. Wziął głęboki wdech. Nie miał zamiaru odchodzić daleko… Tylko odrobinę dalej od tego cichego chaosu.

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  76. [Wybacz, Potterisko, za opóźnienie, ale nauka, praca, choroba...]

    Tak, Archibald należał do bardzo dziwnych typów, a jego humor zmieniał się jak kobiecie w ciąży, co było osobliwością, lub też nie, zależy od punktu widzenia. Buchananowi jednak to wcale nie przeszkadzało, tak samo jak to, co sądzą o nim inni. Byli jednak ludzie w szkole, którym po prostu nie należało podpadać... James mógł być jednym z nich.

    Archie uśmiechnął się tak szeroko, jakby kąciki jego ust chciały ulecieć w przestworza, ot tak sobie, na wycieczkę pragnęły się wybrać, jednak całokształt wyglądał tak, jakby Puchon naćpał się czegoś i dopiero teraz owe coś zaczęło działać. Potter nie jest zły, może się pogubił w życiu, tyle.

    - Chciałbym zauważyć, że dla niektórych gatunków gówno, jak to ślicznie określiłeś jest potrzebne do życia, więc może nie jest u Ciebie aż tak źle - zażartował i szturchnął go w ramię, nie podając swojego imienia. Albo z roztrzepania zapomniał, że ten go o to spytał, albo po prostu chciał przedłużyć z Jamesem pogawędkę. Puchon sam nie wiedział, która opcja była tą prawdziwą.

    [Mam nadzieję, że nie wyszło za krótko :c]

    Archie

    OdpowiedzUsuń
  77. Quidditch miał wiele zalet. Na przykład można było pośmiać się z dziwnych pozycji, jakie czasami gracze przyjmowali na miotłach albo bezkarnie zwyzywać zawodnika drużyny przeciwnej i nikt nie miał o to pretensji. Scorp jednak najbardziej przepadał za imprezami urządzanymi po wygranym meczu. Merlinie, to było najcudowniejsze, co mogło się przytrafić! Opiekun domu uznawał, że po prostu muszą dać upust radości, kiedy niewinne zabawy kończyły się zaraz po wywaleniu młodszych roczników do łóżek. Wtedy otwierały się przed nimi rzeka Ognistej i ocean możliwości.
    Niestety, nie wiedzieć czemu, większość imprezowiczów odpadła chwilę po północy i okazało się, że nie ma z kim pić! Scorpius nagle odkrył, że został sam z prawie pustą butelką i trochę zaburzonym obrazem przed oczami. Jak to się stało, że alkohol dopiero zaczynał na niego działać? Czyżby się uodpornił?! To chyba jakiś koszmar. Uratował go jednak Złoty Chłopiec w wersji mniej złotej, a bardziej zardzewiałej. Gdyby tylko jego ojciec usłyszał, że skumał się z dwoma Potterami, z czego jeden mu się podobał, a drugi był jednym z jego wytrwalszych towarzyszy do butelki...
    – Ooops, I did it again – zanucił pod nosem, wstając z fotela. Podłoga delikatnie się zakołysała pod jego stopami, czyżby Wielka Kałamarnica chwyciła zamek w swoje macki i próbował zrobić z niego wielkiego shake'a? Zaśmiał się pod nosem i delikatnie zbaczając z kursu ruszył w stroję Jamesa.
    – Potter, czy ty właśnie rzucasz mi wyzwanie?! – zawołał na cały pokój wspólny budząc przy tym kilku poalkoholowych zombiaków.

    [Po latach walki ze szkołą, chęciami do życia i pokręconym układem warszawskich ulic, jestem. Spijmy się!]
    Scorpius

    OdpowiedzUsuń
  78. - Uważaj, jak leziesz, Lawrence!
    Szybkość, z jaką dziewczyna przemierzała korytarze Hogwartu, powodowała, że już kilka razy powpadała na ludzi, niektórych zwalając z nóg, niektórych zwyczajnie szturchając, a niektórym wysypując pod nogi ich własne książki. Parła jednak do przodu, nie przejmując się wyzwiskami i dzierżąc w dłoniach pudło pokaźnych rozmiarów ze znanym emblematem "W" wyrysowanym na boku. Miała misję i potrzebowała wspólnika, koniecznie takiego, który w akcje zaangażowałby się z całego serca. Po prawdzie, miała już kogoś na oku.
    Nie minęły nawet dwa tygodnie, odkąd skończyła okropny szlaban. Pamiętała, że podczas zajęć wysyłali sobie ze starszym Potterem liściki, zupełnie nie przejmując się wykładem i nawet nie notując słów nauczyciela. Ten natomiast nie wyrzekł do nich ani słówka, bo dopiero po zajęciach zatrzymał ich na całą godzinę, przedstawiając umiejętności zupełnie przeciętnego, aczkolwiek zakochanego w sobie, mówcy. Tyrada, która ciągnęła się w nieskończoność, miała im podobno uświadomić, jak bardzo swoim zachowaniem wystawili go na śmieszność. Naprawdę zabawne.
    Cały weekend przesiedzieli w gabinecie profesora, czyszcząc go od podłogi po sam sufit, i to dosłownie. Człowiek ten był takim bałaganiarzem, że Abigail z obrzydzeniem myślała o chlewie, jaki znajduje się we wnętrzu jego sypialni. Stare owoce, ogrom zwiniętych w kulki świstków pergaminu, a nawet talerz makaronu z sosem sprzed miesiąca pojawiały się teraz w jej snach, tańcząc wesoło i krzycząc "Lawrence, minus pięć punktów, minus pięć...".
    - Słuchaj, James, zemścimy się - powiedziała cicho, ciągnąc chłopaka za rękaw w swoją stronę, gdy już go odnalazła gdzieś na drugim piętrze. Porwała go od reszty znajomych z jego domu, którzy przypatrywali się aktualnie dwójce z połączeniem politowania i rozbawienia na twarzy.
    Znali się długo, bo byli w tym samym wieku, a więc często łączono ich grupy na zajęciach. Nie było między nimi mocnej nici sympatii, aczkolwiek dogadywali się dobrze i już nie raz wpadli razem kłopoty, nawet większe, niż te przed kilkoma tygodniami. I też nie należy pominąć, że nieskończoną ilość razy przyczołgiwali się razem do Hogwartu po zbyt intensywnej nocy w Trzech Miotłach.
    - Mam łajnobomby - wypaliła trochę za głośno, toteż rozejrzała się wokół, jakby gdzieś czaił się potencjalny kapuś - i mam zamiar utrzeć temu profesorkowi nosa. Będzie mieć taki syf w tym swoim gabinecie, że nigdy go nie doczyści.

    [No to zaczynamy :D]

    OdpowiedzUsuń
  79. Nie powinien był się z niej śmiać, to fakt. Ridley nigdy dobrze nie radziła sobie chociażby z udawaniem, że czyjeś rozbawienie spowodowane jej zachowaniem wcale jej nie obeszło. Zwykle albo wychodziła rozdrażniona, albo ─ jak w tym wypadku ─ czuła się jak skończona idiotka.

    Przekonanie, że Potter traktuje ją tylko jak kogoś z wrogiego obozu sprawiło, że postanowiła jawnie go ignorować, aby sobie nie pomyślał, że jakkolwiek wpłynęła na nią sytuacja ze szpitala. I tak oto przestała robić te wszystkie rzeczy, które dotychczas tak ją zajmowały ─ na posiłkach siadała tyłem do stołu Ślizonów, by zerkanie na Jamesa nawet jej nie kusiło, na korytarzu uparcie wdawała się w pogawędki z koleżankami, aby nie dopuścić do ewentualnej zaczepki Pottera, podobnej do tej sprzed ostatniego meczu. To jednak nie powstrzymywało jej od myślenia o nim w kółko, ale była zbyt dumna, aby odpuścić.

    Sprawy się pokomplikowały, gdy jakaś dziewczyna zwróciła się do Ellen z prośbą ─ miała napisać jakieś romantyczne wyznanie pewnemu chłopakowi z ich klasy. Ridley nie wnikała, sam fakt, że mogła wykazać się w sklejaniu idiotycznych porównań oczu do rozgwieżdżonego nieba sprawił, że podjęła się zadania z przyjemnością. I jeszcze dostała za to pieniądze!

    Jednakże... Kiedy zaczęła pisać, znów zaczęła myśleć o Potterze, a zupełnie zapomniała o tym, że on przecież zna jej pismo. Po ukończeniu listu zdała sobie sprawę, że to chyba coś, co sama mogłaby wręczyć komuś, komu chciałaby coś wyznać. Przeczytała to jeszcze kilka razy, czując ogromną dumę i jeszcze tego samego dnia wręczyła list dziewczynie, która o niego prosiła.

    Nazajutrz, na pierwszej lekcji ze Ślizgonami, zmroziło ją. Mijając ławkę Pottera, zobaczyła jej list wystający znad okładki zeszytu. Nie mogła od razu go zabrać, ponieważ chłopak siedział na swoim miejscu, dlatego całą lekcję wpatrywała się tępo w podręcznik, zastanawiając się, co powinna zrobić. Wtem wpadł jej do głowy pomysł. Naskrobała szybko na kawałku pergaminu Po lekcji zajmij czymś Pottera przez pięć minut i będziemy kwita, po czym posłała liścik Gryfonowi, który był jej winien malutką przysługę. Ta okazja wydawała się idealna do wyrównania rachunków.

    Gdy zadzwonił dzwonek, wyjątkowo opieszale się pakowała, póki nie była pewna, że James został odciągnięty na tyle daleko od swojego plecaka, by mogła wyjąć list. Nie miała wiele czasu, ale najpierw napotkała drobny problem w postaci zacinającego się suwaka, a później nie od razu natrafiła na odpowiedni zeszyt. Lecz gdy wreszcie miała pergamin w swoich rękach, uśmiechnęła się szeroko, doprowadziła wszystko do porządku i ruszyła w stronę drzwi tak, jak gdyby nic się nie stało, schowawszy dokładnie złożony list do kieszeni szaty.

    [Tak, tak, ja też zamierzałam zrobić z tego wyznania punkt kulminacyjny. :D]

    OdpowiedzUsuń
  80. [A dziękuję bardzo, cieszę się, że Bo się komukolwiek podoba ;) szczerze mówiąc jestem od wrażeniem- jeszcze nie spotkałam się z Jamesem w Slytherinie. Miła odmiana, jeśli można tak to ująć. Urzekła mnie jego postawa i całokształt ]

    Bo

    OdpowiedzUsuń
  81. Na nowo i na nowo przypominał sobie bitwę w Hogwarcie. Nie wiedział, co się stało, gdy obudził się w zakurzonej Wielkiej Sali, był przerażony i zdany na siebie. A jednak pobiegł szukać wszystkich dookoła, bo nie był w stanie ich zostawić. Czy to świadczyło o jego przynależności do rodziny? Może. Jednak Albus tego nie dostrzegał. Jedyne, co widział, to fakt, że był wężoustym oraz to, że jego ojciec musiał ukryć jakieś rodzinne powiązanie z Voldemortem. A może sam nie wiedział o takim, chociaż Albus szczerze w to wątpił. Pamiętał doskonale wzrok Harry’ego po tym, gdy jego młodszy syn z przyjemnością, nieukrywaną satysfakcją, torturował człowieka. Sam miał wtedy wrażenie, że zaklęcie Cruciatus napawa go pewnym rodzajem energii, którą wysysa z ofiary poprzez zadawany jej ból. A wiedział, jaki to ból, bo sam go doznał. Wzdrygnął się na samą myśl. Nigdy więcej nie chciał być potraktowany tym urokiem. Chociaż i tak nie bał się tego aż tak bardzo, jak rozszczepienia.
    Zatrzymał się, usłyszawszy za sobą głos Jamesa. Przebijał się przez dudniący o chodnik deszcz. Włosy Albusa już dawno mu oklapły, ociekały wodą i oblepiały mu czoło. Lało jak z cebra, spadające krople przysłaniały mu obraz. Odwrócił się, by ujrzeć niewyraźną sylwetkę swojego brata. Przełknął ślinę. Wiedział, że ta konfrontacja nadejdzie, jednak nie spodziewał się, że tak szybko. Odkąd wywinął się od niezręcznych pytań, które zadawał mu James w Hogwarcie, starał się nie myśleć o tym, że jego brat faktycznie interesuje się tym, co działo się z Albusem. Ten drugi jednak nie był pewien, dlaczego. Dlaczego Jamesa tak to obchodziło.
    Słowo „tchórz” podziałało na niego jak iskra rozpalająca płomień. Nie wziął ze sobą różdżki, bo i tak nie mógłby jej użyć z racji tego, że miał na sobie Namiar, jednak gdyby ją przy sobie chował, pewnie już by ją wyciągnął. Niemalże wyczuwał wibracje pochodzące z głosu Jamesa. Jego głos był przesiąknięty wściekłością i frustracją skierowaną prosto w stronę swojego młodszego braciszka. Chłopak nawet mu się nie dziwił. W jeden wieczór zniszczył doszczętnie resztki swojej relacji z rodziną Potterów, wykluczając Jamesa, Harry’ego, Ginny, która tak bardzo chciała do niego dotrzeć… Nawet Lily, do której po prostu bał się odezwać. Czuł wstyd związany z tym, kim był.
    A jednocześnie tę wielką, wielką potęgę, jaką dawała mu umiejętność rozmowy z wężami. Czuł, że gdzieś w samym środku jego umysłu budowały się dwa obozy. Jeden, który nienawidził nowoodkrytego talentu, i drugi, uważający to za świetną okazję i coś nadzwyczajnego. Walczyły ze sobą zaciekle bez przerwy, odkąd tylko wrócił do domu.
    – Jestem wężousty. Tak. Co chcesz jeszcze wiedzieć?! – spytał nieco poirytowany. – Mogłeś poprosić, dałbym ci prywatny pokaz, nie musisz mi się podkradać pod drzwi – warknął.
    Był pewien, że to James go wtedy podsłuchiwał. Ciekawski dupek. Ciekawe, bo Albus naprawdę cieszył się, że go wtedy znalazł. Że w pokoju wspólnym Gryfonów stał on, jego starszy brat, którego mimo wszystko kochał. Na swój sposób. Teraz jednak czuł do niego narastającą niechęć.

    Niemiły Albus

    OdpowiedzUsuń
  82. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Dopiero po chwili zauważyłam ile masz wątków, ale jak masz chęć to pewnie :) Coś wymyślę. Zaraz napiszę w takim razie. Ale fakt. Harry pasowałby idealnie xD]

      Usuń
  83. Gdyby Harry Potter był wężoustym z natury, Albus pewnie by się tym nie przejmował. Prawda była jednak inna. Jego ojciec posiadł tę umiejętność jedynie dzięki zaklęciu rzuconemu na niego przez Voldemorta. To nie Harry znał język węży. To cząstka Czarnego Pana, która w nim żyła, go znała. Albus jednak nie miał żadnych dziwnych powiązań z Voldemortem. Nie posiadał w sobie nawet okruszka duszy tego człowieka, co znaczyło tylko jedno – był taki sam z siebie. Jednak oznaczało to jeszcze jedną rzecz. Jego ojciec ukrył przed nim jakieś powiązanie rodzinne, które prowadziło do Toma Riddle’a. Inaczej Albus nie byłby w stanie posiąść tej umiejętności.
    Przygryzł wargę, słysząc słowa brata. Zawahał się, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Czarna magia dawała mu poczucie siły, wiedzy… Była dla niego ciekawa, pociągała go. Nie rozumiał, dlaczego miał jej nie używać, skoro chociażby w Durmstrangu uczniowie normalnie uczyli się jej na lekcjach. Przypomniał sobie uczucie, które wypełniało go podczas torturowania Hectora. Przyjemność, satysfakcja… Jeszcze raz przywołał do siebie te wszystkie emocje, uśmiechając się w duchu. Zaraz się jednak otrząsnął. To było złe i zdawał sobie z tego sprawę. Do jego głowy przyszło kolejne wspomnienie – jak płakał w ramionach matki niczym bezbronne małe dziecko, któremu zabrano zabawkę. Na oczach Jamesa, Lily, swojego ojca… Po prostu trząsł się jak przerażona dziewczynka. Chlipał w pierś Ginny, która jako jedyna przyszła, aby go powstrzymać. Ujrzał wtedy zdezorientowanie w oczach Harry’ego. Zdezorientowanie pomieszane z zażenowaniem i żalem, jaki wywoływał u niego widok syna.
    Scorpius opowiadał mu, jak ciężko miał jego ojciec. Wychowany przez śmierciożerców, skazany na zabicie Dumbledore’a, uratowany przez Snape’a… Al zawsze myślał, że życie w rodzinie czarnoksiężników musi być niesamowicie ciężkie. Dlaczego więc sam czuł się podobnie, skoro miał tuż przy sobie bohatera?
    – Nie wiem! – odparł w końcu, podnosząc głos w akcie wściekłości. – Nie wiem, James, nie wiem! Ta magia, to wszystko… – ściszył głos i uśmiechnął się smętnie. – To daje siłę, James. Jest ciekawsze niż wszystko, czego uczą nas w tej cholernej szkole!
    Nie było sensu ukrywać się dłużej ze swoim zainteresowaniem czarną magią. I tak James wiedział. Każdy członek jego rodziny również.

    [Jak bardzo ja cię faworyzuję <3]

    Mhroczny Albus

    OdpowiedzUsuń
  84. [podrzucam pomysły, ale jakieś kurde dziś mam słabe :c Ale jestem w sumie za tym, żeby znali się tylko z widzenia. I wybacz za denną składnię, ale mam coś z klawiaturą i pisanie długich zdań mnie dobija na tym starociu xD
    1. Najpierw wersja bardziej chillowa i niezbyt magiczna. Wiem, że to może być mało prawdopodobne, ale dlaczego by nie? Cofnijmy się może do początku roku szkolnego. James mógłby się spóźnić na pociąg do Hogwartu, a Velvet też przyszłaby za późno, bo zaspała albo cokolwiek innego robiła xD Nie wiem jak James, ale Hudson zbytnio się tym nie przejmie. Pociąg dla spóźnialskich przyjedzie następnego dnia, a oni mają całą noc w Londynie. Mogą ją spędzić na łażeniu po klubach albo pójść do Dziurawego Kotła.
    2. Velvet będzie wracać z jakiejś kary, James po prostu łaził w międzyczasie po zamku i natknął się na siebie w korytarzu. Pójdą w tym samym kierunku i schody się przesunął, odcinając równocześnie drogę powrotną. Nie będą mieli wyjścia tylko będą musieli otworzyć drzwi, znajdujące się przed nimi. Wejdą do jakiegoś dziwacznego pomieszczenia, z którego nie będą mogli wyjść, więc czas kombinowania nastał…
    3. Będą mieli wspólne zajęcia no np z eliksirów. Będą ostatnią parą, która została na Sali i dokańczała swoją miksturę, ale Velvet przez nieuwagę trąci jakąś fiolkę, która razem z eliksirem, który tworzyli ich otumani tak, że dostaną jakiejś dzikiej fazy jak po LSD.
    4. Wymyślam coś innego ;D Serio wybacz,ale dziś po prostu nie myślę. Nie jest ze mną tak zawsze :c]

    Velvet Hudson

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Serio? ;D No to okejka. Jesteśmy umówione. Spokojnie. Mi się nie spieszy, a każda faza może być dobra xD Zdrowiej!]

      Usuń
  85. Tak to jest, gdy oddaje się ważne sprawy w ręce idiotów. Powinna była sama jakoś wywabić Jamesa jak najdalej od plecaka, nawet jeśli miałaby po raz kolejny zbłaźnić się na jego oczach, Wszystko wydawało jej się w tamtym momencie mniej upokarzające, niż rzeczy, które napisała w liście, dlatego nieodzyskanie go nie wchodziło w grę.

    Nie ośmielę się prosić cię o szansę, ponieważ wiem, że nigdy nie spojrzysz na mnie w ten sposób. Po prostu nie mogę dłużej siedzieć jak na szpilkach za każdym razem, gdy przejdziesz obok, gdy się odezwiesz, choć zwykle nie mamy sobie niczego miłego do powiedzenia. Prawdopodobnie zaprzeczę, gdy mnie spytasz, ponieważ żadne z nas nie wyszłoby dobrze na tym, co dzieje się w mojej głowie za każdym razem, kiedy cię widzę.

    Jakimś cudem właśnie ten fragment przeleciał jej przed oczami, gdy Potter pojawił się znikąd. Próba wyrwania mu pergaminu zakończyła się zaciśnięciem palców w powietrzu, co tylko nasiliło tlącą się od chwili porażki gryfońskiego posłańca irytację. Gdzieś też poczuła cień paniki, w końcu dopiero co zaczęła się przerwa, wokół było pełno uczniów i dosłownie każdy mógłby usłyszeć, gdyby nie daj Merlinie...

    Uch. Coś ją ścisnęło w żołądku.

    ─ Nie wiem, o czym mówisz ─ wycedziła, wpatrując się w niego gniewnie. ─ W tej chwili oddaj mi moją własność, Potter.

    Była gotowa odebrać mu to siłą. Nie dbała o konsekwencje, o hordy Ślizgonów uprzykrzających jej życie tylko przez wzgląd na fakt, że ośmieliła się wyciągnąć różdżkę ku ich ukochanemu ścigającemu. Też umiała być nieprzyjemna, poradzenie sobie z bandą ślizgońskich przygłupów wydawało jej się w tym momencie akurat najmniejszym problemem.

    OdpowiedzUsuń
  86. — Codziennie o szesnastej ten idiota wychodzi ze swojego gabinetu i idzie do kuchni, by podkraść sobie kolejnego pączka. Wtedy uderzamy. Poza tym i łajnobombami nie mam niczego — powiedziała cicho, uśmiechając się szaleńczo.
    Działała spontanicznie, jak zresztą zawsze. Plany były dla ludzi mądrych albo dla takich, którzy potrafili się do nich stosować, jak powiedziała przed kilkoma dniami. Abigail z pewnością można było zaliczyć do jednej z grup, jeśli po części nie do każdej z nich, bo wiecznie działała pod wpływem impulsu.
    — A tak się składa, że jest piętnasta pięćdziesiąt — dodała przeciągle, po czym nawet nie czekając na reakcję, pociągnęła chłopaka za rękę w kierunku korytarza. Ich ukochany profesor urzędował w sali na trzecim piętrze, jeśli dobrze pamiętała, toteż długiej drogi przed sobą nie mieli. Na ich szczęście, nikogo nie zastali, bo też większość ludzi jeszcze kończyła zajęcia.
    — Dobra, może po prostu odpakujemy je, uchylimy salę i zwyczajnie wrzucimy je do środka? Potem zwiewamy, najlepiej bardzo szybko, do przejścia na drugie piętro, a potem jeszcze dalej, do lochów, możemy się skryć w kuchni.
    Wyciągnęła za pomocą zaklęcia dwie bomby, rozglądając się na boki, żeby przypadkiem nikt ich w trakcie zadania nie przyuważył, by następnie delikatnie kiwnąć głową w stronę chłopaka. Dawała mu znak, żeby uczynił dokładnie to samo.
    — Na trzy. Raz, dwa, trzy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Coś pokićkałam, miało być, że do żadnej z grup nie należy, ale to już mniejsza!]

      Usuń
  87. Milczał. Uparcie milczał, wsłuchując się w krzyki Jamesa i bezustanne łomotanie deszczu o dachy domów ustawionych wzdłuż alejki. Wpatrywał się w swojego brata uparcie, podobnie jak on bez przerwy odgarniając mokre, czarne włosy z twarzy. Jego zielone oczy lustrowały otoczenie. Oczy Lily, jej babci, o których tyle słyszał. Oczy, w których zakochany był Severus Snape, po którym odziedziczył drugie imię. Oczy jego ojca. Nie był podobny do Harry’ego, nie przypominał również roztropnego i służącego dobrą radą Albusa Dumbledore’a. Imię Severus jednak do niego pasowało. Był trochę jak Snape w czasach młodości, o którym dość dużo się nasłuchał. Znał nawet zaklęcia wymyślone przez kilkunastoletniego byłego dyrektora Hogwartu. Sectumsempra było jednym z tych czarów, które Al chciał wypróbować, odkąd tylko o nich przeczytał. Nie miał jednak ku temu okazji. Teraz również nie, po pierwsze nie miał różdżki, a po drugie nie posunąłby się tak daleko, aby rzucać czymś takim we własnego brata.
    Kolejny krzyk Jamesa przeszył go zimnym dreszczem. Skurczył się w sobie, łapiąc zimne powietrze w usta. Po chwili jednak zrobił krok naprzód. Chciał wiedzieć, czemu więc nie podzielić się z nim tą wiedzą?
    – James, czarna magia niesie dużo szkód, ale tym samym odkrywa wiele tajemnic. Voldemort był zły… Ale stworzył niesamowite rzeczy. Armia inferiusów! Opanował inferiusy, rozumiesz, co to znaczy?! Stworzył te wszystkie horkruksy, podzielił swoją duszę na tyle części. Straszne, ale również ciekawe. Olbrzymy były na jego usługach, podobnie jak dementorzy – przerwał, widząc minę swojego brata, która była mieszanką różnych uczuć. – Nie zamierzam stać się drugim Tomem. Nie. Ale… – nie dokończył, po poczuł silne uderzenie w twarz.
    Nawet nie zauważył, kiedy zbliżył się do swojego brata na tyle, aby ten mógł go dosięgnąć. A jednak, prawy sierpowy wymierzony w kość policzkową Albusa zabolał niemiłosiernie. Chłopak zatoczył się do tyłu, zaciskając usta w wąską linię. Rzucił się na Jamesa, nie zważając na to, że w jednym z okien ich domu zapaliło się światło.

    [Robię nam bójkę, mam nadzieję, że nie obrazisz się małym pokierowaniem Jamesem przeze mnie <3]

    Sfrustrowany Albus, który chyba nie bardzo umie się bić

    OdpowiedzUsuń
  88. Wytarła wierzchem rękawa nos. James dodał coś co miało być dobrym składnikiem i teraz niemal się nie udusili. Faktycznie nieźle zaczynało śmierdzieć, a oni nie byli nawet w połowie przygotowywania eliksiru. Nie tak to powinno wyglądać. Przypominało to bajkowe kotły czarownicy niż wywar ze szpona hipogryfa, który mieli osiągnąć.
    - Boże, jak cuchnie – rzuciła, machając ręką przed twarzą. Spojrzała na chłopaka, z którym robiła dziś zadanie. – Cieszyłam się, że jesteś ze mną w zespole, Potter… - zaczęła, jednak musiał urwać, gdy smród wpełzł jej do gardła. – Ale jak widać sława cię tylko wyprzedza. – Gdy tylko złapała trochę świeżego powietrza, zaśmiała się i lekko popchnęła chłopaka ramieniem. – Wdepnęliśmy w niezłą kaszanę razem i razem z niej wyjdziemy. Chodź.
    Pochyliła się nad podręcznikiem i analizowała kolejny już raz każdy krok, który mieli do wykonania. Gdy skończyła, wyprostowała się i odgarnęła opadające na twarz loki. – Jak dla mnie jest jak się patrzy. Chcesz skontrolować? – spytała, zerkając na Jamesa, który akurat przyglądał się zawartości kociołka z miną niezłego myśliciela. Wyglądał naprawdę rozbrajająco, starając się wyjść na mądrego.
    - Dwie minuty! – powtórzył zły profesor, a dziewczyna przewróciła oczami.
    - Tak! Słyszeliśmy za pierwszym razem! – odpowiedziała niezbyt przyjaźnie, ale zaraz się odwróciła z powrotem do stolika, przy którym pracowali. – Nie patrz tak na mnie – rzuciła do Jamesa. – Należało mu się. Nie będzie nas stary dziad poganiał. Co do pomysłu… - mruknęła i zerknęła czy profesor wciąż tam jest. Widocznie nie wytrzymał zapachu i wyszedł się przewietrzyć. – Mam pewien pomysł, ale… - zaczęła, nie kończąc. Złapała jedną z fiolek stojących na półce, tę niebieską i fluorescencyjną. Wróciła do Jamesa i podniosła cacuszko. – Piszą, że to ostatni składnik – powiedziała, patrząc w oczy chłopakowi. – Gotowy zakończyć te bzdurne zajęcia, Potter? – spytała, czekając na reakcję. Po chwili wlewała już niebieskawego gluta do mikstury i oboje pochylili się nad nim w oczekiwaniu na uzyskanie wymarzonego fioletowego koloru. Coś zabulgotało i żółtawy pierdzący dym wyleciał z kociołka, buchając im prosto w twarze. – Wiesz, stary… - zaczęła Velvet, prychając chcąc pozbyć się okropnego smaku na ustach. – Kocham z tobą pracować.
    I wybuchła niekontrolowany śmiechem.

    Velvet Hudson
    [Spokojnie :) Wyczekuj przy następnym odpisie ostrego tripa ;D Coś czuję, że wątek będzie ciekawy XD]

    OdpowiedzUsuń
  89. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  90. [hm... chodzi mi po głowie taki pomysł. tak jak pisałaś w komentarzu, możemy założyć, że poznali się w takich właśnie okolicznościach, a coby wkręcić trochę akcji w wątek - Scar może się Jamesowi z czegoś przypadkiem zwierzyć, "na pocieszenie" pójdą zapijać smutki do Hogsmeade i wpadną na grupę Mrocznych. co Ty na to? tak wobec tych wszystkich opowiadań, które się tu pojawiają ostatnio. :)]

    Scar.

    OdpowiedzUsuń
  91. Avery skrzywił się nieznacznie, ponieważ nie miał w rękawie żadnego asa. Generalnie trzymał się złudzenia, że uda im się załatwić kogo trzeba, nie oberwać za bardzo i ostatecznie mieć alibi, które pomogłoby uniknąć zbyt karkołomnej kary ze strony dyrekcji szkoły, jak i pana Pottera.
    - Plan jest taki, żeby nie dać się zabić. Myślę, że to bardzo dobry plan, ale jak masz jakieś pomysły nie krępuj się. Jestem otwarty na propozycje.
    Chociaż słowa chłopaka wydawały się rzucone z lekkością, nie trzeba było być psychoanalitykiem, żeby wiedzieć, że chłopak był skupiony na zadaniu i skoncentrowany . Wpakowali się niezły pasztet, a skutków większości zaklęć, których inkantacje dało się słyszeć zza ściany nie dało się odwrócić jednym czarem lub wywarem. Musieli być cho..lernie ostrożni. Potter musiał być. Po Averym zbyt wiele osób by nie płakało. W zasadzie tylko mama i babcia, co dało się zaliczyć do strat możliwych do zaakceptowania. Wielu byłoby nawet zadowolonych, jak choćby Piper.
    Ślizgon raz jeszcze poprawił szalik zasłaniający twarz a następnie skierował się w stronę drzwi, które wywarzył jednym celnym zaklęciem. Drewniane odrzwia zostały dosłownie wyrwane ze ściany, wyszarpując z ceglanego muru sporej wielkości wyłomy. Nie tak ostro, Arvel. Pomyślał chłopak, biorąc ostatni głębok wdech, zanim nie wbiegł do wnętrza pomieszczenia. W powietrzu unosił się pył z pokruszonej ściany, regały z książkami było poprzewracane zaś w kącie pomieszczenia coś się dymiło. Nagle Avery uświadomił sobie, że po tej sobocie Hogsmeade już nigdy nie będzie kojarzyło mu się z kremowym piwem, rzucaniem śnieżkami i migotającymi serduszkami w Walentynki.
    - Nie ma na co czekać, James – zasugerował Arvel, mijając rozsypane ulotki i przeskakując przewróconą ladę. Główna sala w sklepie była pusta, zaś widoczne zniszczenia świadczyły jedynie o tym, że Mroczni, którzy ich ścigali nie bardzo chcieli pogodzić się z porażką.
    - Drętwota!
    Avery w ostatniej chwili zbudował przed sobą tarczę, bardziej z wyuczenia niż przekonania ratując się przed zaklęciem, które niespodziewanie pomknęło w ich stronę. Na ulicy, którą teraz dało się zobaczyć przez wybitą szybę w wystawie czaiło się trzech Mrocznych. Przeciwnicy w przeciwieństwie do Averyego i Pottera byli na pustej przestrzeni i nie mogli się za niczym schować, choć Arvel przyznać musiał, że ze strony uczniów nie musieli się spodziewać szczególnie śmiercionośnych zaklęć, więc nie można było mówić o żadnej przewadze.
    - Duro! – Reakcja Averego na zaklęcie była tylko odrobinę spóźniona. – Tormentus!
    Zaklęcie torturujące, które było całkowicie legalne było pierwszym, co przyszło Avery’emu do głowy, gdy w stronę uczniów pomknęły kolejne klątwy tnące. Sytuacja była poważna, ale kto inny miałby sobie dać radę, jak nie Potter i on. Byli przecież zaje..biści.

    [Zabij za czas odpisu, ale tak, żeby nie bolało za bardzo.]

    OdpowiedzUsuń
  92. W głowie Ellen pracowały w tamtej chwili wszystkie trybiki odpowiedzialne za logiczne myślenie i zachowanie zimnej krwi. Nie mogła reagować zbyt gwałtownie, to by mogło pogrążyć ją jeszcze bardziej, ale znalezienie dobrej wymówki dla faktu, że James Potter trzyma w rękach coś tak dla niej osobistego... Musiała zebrać w sobie wszystkie umiejętności łgania, które zwykle wykorzystywała przy pokerze, aby wyjść z twarzą z tej sytuacji.

    Obserwowała go w milczeniu, kiedy czytał list. Szczerze mówiąc, spodziewała się raczej wybuchu drwiącego śmiechu i kąśliwych uwag, które miały dręczyć ją przez kolejne dni albo nawet tygodnie. Jednak na widok szoku wypisanego na jego twarzy nie poczuła ulgi, chociaż się nieco uspokoiła. Nie miała pojęcia, co myśleć o jego reakcji, ale na pewno nie zwiastowała niczego dobrego.

    Gdy padło pytanie, spłynęła na nią jakaś dziwna fala, jakby dosłownie doznała oświecenia.

    ─ Tak, to jest list miłosny ─ przytaknęła stanowczo, a później uśmiechnęła się kątem ust.

    Przecież nie musiała kłamać, skoro wytłumaczenie miała podane na talerzu! Wystarczyło powiedzieć, jak wygląda sytuacja, a Potter raczej nie będzie drążył tematu. Zrobiłoby się niezręcznie, gdyby zaczął dopytywać, czy aby na pewno nic do niego nie czuje, bo przecież co go to obchodziło?

    ─ To cholernie głupie i chyba nie powinnam ci tego mówić, ale... Jest taka jedna dziewczyna, strasznie się w tobie zabujała i poprosiła mnie, abym napisała ten list, bo sama nie umiała się za to zabrać. Jeśli chcesz, pokażę ci ją, wtedy wprawdzie nie dostanę zapłaty, ale, cóż, lepsze to niż nieporozumienie. ─ Wzruszyła ramionami.

    Ten potok słów brzmiał całkiem sensownie, a nawet jeśli nie, to nie miała zamiaru się tłumaczyć. Musiała tylko znaleźć dobry powód, dla którego próbowała wykraść Potterowi list z plecaka, ale skoro najgorsze miała za sobą, dalej powinno pójść jak z płatka.

    Jednocześnie miała ogromną ochotę przyznać się, że chociaż list nie miał być od niej, to takim się stał. Szkoda tylko, że to równało się z dożywotnią udręką...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Tak btw, czy planujemy coś na wątek grupowy? :D Wprawdzie w piątek idę na Noc Horrorów, ale pewnie grupowy nie skończy się zbyt szybko.

      Usuń
  93. Spoglądały na nich śliczne, niebieskie i wyjątkowo duże oczęta. Właścicielka tych patrzałek, z ustami wygiętymi w podkówkę, jeszcze nie bardzo zdawała sobie chyba sprawę z całego zajścia. Prawdopodobnie w trakcie wypadku stała przy tablicy, bowiem uniknęła spotkania z wybuchającą bombą, czego nie można było powiedzieć o reszcie jej klasy.
    — O cholera — wymamrotała Abi, posyłając Jamesowi krótkie spojrzenie, a jednocześnie resztkami sił powstrzymując się od tego, by nie wybuchnąć śmiechem. Wpakowali się bowiem w całkiem niebanalną sytuację.
    — Wiejemy! — pisnęła, sięgając po rękę chłopaka.
    Nie było to jednak takie proste, bo profesor, którego przerwa ewidentnie dobiegała końca, zaraz mógł się zjawić w którymś z korytarzy, zagradzając im drogę. Kilka razy kryli się za filarami, wychodząc dopiero w momencie, kiedy pomieszczenie było zupełnie opustoszałe, ale w końcu czmychnęli ukrytym przejściem do lochów, unikając bezpośredniego kontaktu z nauczycielem, jak i uciekając przed mocą zdziwionych spojrzeń.
    — I co teraz, James? Myślisz, że nas rozpoznała?
    Lawrence oparła dłonie na biodrach, oddychając ciężko. Złapało ich dziecko, zaledwie drugoklasistka, więc teoretycznie nie mieli żadnych powodów do obaw. Problem leżał w tym, że ich buźki były w Hogwarcie całkiem rozpoznawalne, głownie ze względu na te kłopoty, w które wpakowywali się wręcz nagminnie.

    OdpowiedzUsuń
  94. [O, dla mnie zupełnie okej! Wprawdzie Ellen już działa w wątku grupowym, ale możesz podłączyć się z James, zakładając, że był jedną z osób zebranych przy wyjściu w lochach (Ridley szła tamtędy w przebraniu Mrocznego, skomplikowana historia XD), rozpoznał ją i zechciał dowiedzieć się, co ona wyprawia. A dalej, to już zobaczymy!

    I już zabieram się za odpis. :D]

    OdpowiedzUsuń
  95. [No to ja bym się bardzo skłaniała na wątek moją Avalon bo jak zdążyłam sobie pojęczeć na cboxie mam nią tylko jeden wątek i to w grupowym, wiec tego. Aczkolwiek daj znać, czy na pewno Ci pasuje Avalon czy weźmiemy, jakaś inną moją postać, masz jeszcze do wyboru Ajruna i Angusa ;)]

    Avalon, Ajrun, Angus

    OdpowiedzUsuń
  96. [Miło mi bardzo, bo ja to uważam, że kart pisać nie potrafię. A przyznać muszę, że z tej jestem niezwykle dumna tak więc, bardzo, bardzo mi miło, że nie tylko mnie się podoba. Jeżeli chodzi o wątek to proponuję burzę mózgów. I nawet sobie pozwolę zacząć mianowicie, skoro ich ojcowie zajmują wysokie stanowiska w Ministerstwie Magii to nie wiem, mogli się poznać na jakimś przyjęciu czy czymś takim, jeszcze nim Avalon trafiła do Hogwartu, kiedy była jeszcze jako tako otwartym i wygadanym dzieciaczkiem. Pytanie tylko czy idziemy w przyjazne czy też raczej bardziej oziębłe relacje? :)]
    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  97. [ Dziękuję za powitanie. Moja karta Ci się podoba? Jak przeczytałam Twoją to kopara mi opadła. Jest prosta, ale zajebista no i super pasująca do wizerunku :) ]

    Valentine Maillet

    OdpowiedzUsuń
  98. [ James z buźką Logana, to tak rzadko spotykane zjawisko <3 Zawsze go widziałam jako Albusa. No cóż C: Bardzo oryginalna karta jak na Potterowe dziecię. duży plus, daję okejkę.
    Tak czy tak, kuzynek również przyszedł się przywitać. Zaczepiam i proponuję wątek. Jeśli masz chęć, dawaj znać, uwiję nam coś ładnego. Nawet mam już wenę, o. ]

    Freddie Weasley

    OdpowiedzUsuń
  99. Nie musiał długo czekać na jej reakcję. Sprawka z klasą zupełnie nie zgasiła pragnienia zemsty na znienawidzonym nauczycielu, co więcej, nawet zyskało na sile, skoro Ten Facet dalej łaził sobie po zamku, kompletnie nieświadomy. Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko, a w jej brązowych oczach zaświeciły się wesołe ogniki.
    — A jaki masz plan, co? Oby był dobry, Potter — powiedziała.
    Brunet już otwierał usta w odpowiedzi, ale niestety nie zdążył wydać z siebie żadnego dźwięku, bo Abigail pociągnęła go za rękaw w prawą stronę i przycisnęła do ściany. Otworzyła szeroko oczy i przyłożyła palec wskazujący do ust, dając tym samym znak, by przypadkiem nie pisnął ani słówka.
    Bieganie od kilku lat po hogwarckich błoniach pod postacią pantery miało swoje plusy — po jakimś czasie Lawrence zaczęła przyswajać cechy zwierzęcia, z których mogła korzystać nawet w swojej ludzkiej postaci. To nie tak, że nagle wylizywała sobie bród na dłoniach czy próbowała podrapać się za uchem. Instynkt działał u niej mocniej, niż u normalnego człowieka, a i jej zmysły były bardziej wyostrzone, dzięki czemu o wiele lepiej orientowała się w sytuacji zagrożenia. Czasem może miała ochotę na bardziej krwiste steki, ale jeszcze nie zauważyła żadnych poważniejszych konsekwencji.
    — Mówiłaś, że gdzieś tu są. — Zrzędliwy głos woźnego poniósł się korytarzem.
    Jak można było przypuszczać, właścicielka ogromnych, niebieskich oczu kroczyła dostojnie, rozglądając się na boki, a na jej twarzy nie było już widać zdezorientowania. Zadarty nos wydawał się jeszcze dłuższy, jako że dziewczynka unosiła głowę tak wysoko, jak tylko mogła, nie utrudniając sobie tym samym patrzenia przed siebie.
    — Ja pieprzę — szepnęła Abigail, posyłając Ślizgonowi uśmiech.

    OdpowiedzUsuń
  100. [wiem, że jesteś teraz na urlopie, a ja jestem wredną, nieregularnie odpisującą wiedźmą, której należy się kop w dupę za odpuszczenie sobie odpisów na ponad miesiąc (;_;), ale jak wrócisz i będziesz mieć ochotę na nasz wątek, to mogę prosić o zaczęcie? :c staram się zebrać wenę, ale opornie mi to idzie. ubolewam.]

    zła Scar September.

    OdpowiedzUsuń
  101. [cześć, najstarszy braciszku!
    w ogóle to foch, bo James zajął Lilce miejsce u Węży! jesteś złym i niedobrym bratem, wiesz?!

    nie no, żartuję, Jam jest prześwietny. wątek musi być, nie odpuszczę! masz jakiś pomysł, czy burza mózgów?]

    Lily.

    OdpowiedzUsuń
  102. [Mam takie pytanko - kontynuujemy wątek tak, jakby na grupowym nic się nie działo, czy myślimy nad czymś innym? Osobiście uważam, że na grupowym za długo nie popisałyśmy, więc chyba nie ma sensu niczego zmieniać. :D]

    Ellen

    OdpowiedzUsuń
  103. [Oczywiście, że jest chęć. W końcu ten wątek miał być pierwszym dla Avalon, więc dzielnie trzymałam Ci miejsce zaklepane w moim wątkowym limicie.
    Tak sobie myślę. Na tym przyjęciu to Avalon mogła zagadać do Jamesa bo w końcu to syn tego Pottera i by tak za nim chodziła i jęczała mu jaki to jest wspaniały (no bo jest synem Harry'ego no to po prostu musi być wspaniały :D) i jakieś takie inne pierdołki. Domyślam się, że chłopaka to by tylko denerwowało i mógłby jej wprost mówić, że ma mu dać spokój, ma sobie iść itp, ale ona ciągle taka namolna by była. Z czasem jak już podrośli można by zrobić z tego taką jakby "jednostronną przyjaźń" w sensie, Avalon nadal odrobinę by go nachodziła opowiadając o czymś co go zupełnie nie interesuje itp., Av natomiast mogłaby wyczuwać jakieś takie momenty, kiedy James potrzebowałby obok siebie po prostu kogoś i chociaż wciąż próbowałby ją zbywać itp. ona nadal by była - bo w jej mniemaniu nie można się do nikogo plecami odwrócić nawet, jeżeli owy człowieczek nie jest dla niej najmilszy itp.
    Nie wiem czy cokolwiek z tego zrozumiałaś, ale jakaś taka myśl wpadła mi do głowy. Jak Ci się spodobało i przypasowało to na rozruszanie po tej przerwie, możesz zacząć :D a jak nie to możemy po prostu pozostać przy tym poznaniu się na przyjęciu bez całej tej otoczki i również na rozruszanie możesz zacząć :D]

    Avalon Moore

    OdpowiedzUsuń
  104. Ellen wywoływała u ludzi głównie strach, choć i tak słyszała o tym tylko z plotek, a pewnie gdyby nie wiedziała, o kim mowa, nigdy nie dopasowałaby "Czasem to aż wolę się nie odzywać, ona chyba zdolna jest do wszystkiego" do samej siebie. Reputacja chyba zaczynała ją wyprzedzać, a ona nic nie zamierzała z tym robić, boby i tak nic nie zdziałała. Łatwiej było się wszystkiemu wyprzeć.

    A już zupełnie nie uwierzyłaby w to, że serce Jamesa Pottera chce tańczyć kankana na wieść, że napisała do niego list miłosny. Uznałaby to za marny podstęp albo chęć zemszczenia się poprzez tak niedorzeczne stwierdzenie, a później zaczęła szukać człowieka odpowiedzialnego za te brednie.

    Ale czy to w takim razie nie oznaczałoby polowania na samą siebie?

    ─ Uznałam, że gdybyś rozpoznał moje pismo, mogłoby to doprowadzić do... ─ W tej chwili teatralnie przyłożyła dłonie do ust, jakby zdała sobie sprawę z czegoś naprawdę szokującego. ─ Do dokładnie tak idiotycznej sytuacji! Może i nie powinnam ci go wykradać, ale pomyśl, oddałbyś mi go, gdybym poprosiła? ─ spytała już normalnym tonem, unosząc znacząco brwi.

    Tłum uczniów zaczynał się przerzedzać, co zdecydowanie zmniejszało ryzyko pogorszenia obecnego położenia Ridley. Miała nadzieję, że Potter zdecyduje się oddać jej ten list, w końcu wymówka poniekąd była prawdziwa, poza tym skąd on mógł wiedzieć, że treść listu ma w sobie prawdopodobnie największe pokłady szczerości, na jakie było stać Ellen?


    [Ależ ja wcale nie mam ci za złe! W sumie to chyba nawet lepiej, bo ten wątek jest tak absurdalny, że szkoda byłoby go przerywać w połowie. :D]

    OdpowiedzUsuń
  105. [Ojej, dzięki! Charlie spotkał się z takim pozytywnym przyjęciem, że aż sama jestem w szoku, przecież on najzwyczajniejszy ze zwyczajnych, nawet przystojny jakoś szałowo nie jest. :D (Znaczy, ja mam słabość do pana z gifa, ale wiadomo, każdy lubi inny typ urody, a ten jest akurat specyficzny do lubienia.)
    Ochota jest, w tym momencie z pomysłem gorzej, ale mogę nad czymś pomyśleć, tylko trzeba by mi na to troszkę czasu. ;)]

    Charlie

    OdpowiedzUsuń
  106. [ Potter, ach jak Charlotte nie lubi tego nazwiska :D (nie miej jej tego za złe). Chociaż przyznaję, że tu rzeczywiście może wyjść coś ciekawego. Zwłaszcza jeżeli James lubi mieć wrogów. Takich 'swoich' wrogów ;) ]

    Lotta

    OdpowiedzUsuń
  107. [dobra, brat, wróciłam zwarta i gotowa. masz może jakiś pomysł na relację Jamesa z Lily? jak to w ogóle widzisz?]

    Lily.

    OdpowiedzUsuń
  108. [Taak! Odezwij się na maila z mojej karty, bo coś mi już kiełkuje. :D A na wątek oczywiście poczekam. <3]

    OdpowiedzUsuń
  109. [dzień dobry! ja tu przybywam, bo miałyśmy mieć wątek Scar-James, jednakże z powodu pewnych, hm... komplikacji, panna zniknęła z bloga... ale! na pocieszenie mogę Ci zaproponować wątek z którąś z obecnych dziewczynek - wybieraj! :) może znów być relacja siostra-brat. o ile coś takiego Ci w ogóle pasuje.

    PS ja to bym go widziała z Annie. ale wybór należy do Ciebie.]

    Sura/Charlotte/Annie

    OdpowiedzUsuń