13 października 2015

Strach przed imieniem wzmaga stach przed samą rzeczą




Vladimir Karkarow

HISTORIA

Kamøyvær, Norwegia, lipiec 1996 r.

Budzisz się w środku lata, otoczony chłodem północnej, norweskiej zimy, w której maleńkie płatki śniegu szczelnie otulają błyszczące szyby drewnianych okien; starych, jak stuletni dom, którego antyczna podłoga skrzeczy wraz z ciężkim krokiem nerwowego ojca. Mosiężny stukot czarnych buciorów pulsującym echem odbija się w twojej głowie – w towarzystwie pluszowego smoka, kurczowo zaciskasz dłonie na puchowej gramaturze pożółkłej miękkiej pościeli i zamykasz oczy wiedząc, że to ciemność jest tym, co cię ochroni. Pamiętasz? Uciekałeś do niej w każdym złym śnie. Obrałeś ją sobie jako błogi, cichutki azyl identycznie jak twój ojciec. Jak ten zapluty łachudra Igor, chodzące ścierwo, mające czelność chlapać o pobratymcach pod okiem surowego Wizengamotu.
Przenikliwe, głośne kroki nadal nie dają ci spokoju, nawet pod aurą pokojowej ciemności; serce łomocze naładowane niezliczoną ilością brutalnego strachu, który usilnie stara się rozerwać ci to cholerne lewe płuco. Zdajesz sobie sprawę, że były więzień Azkabanu zmierza właśnie do ciebie i świadomość ta napędza cię zwykłym, błahym strachem, nad którym jeszcze nie panujesz. Jesteś jego synem, a lękasz się, tak, jak gdybyś miał się spotkać z tym, którego imienia nie wolno wymawiać – tak, dokładnie z tym, o którym tatuś opowiadał ci nim zacząłeś rozumieć, co to życie.
Mamo - cichutko padło z twoich zaciśniętych, suchych ust, gdy podłoga ugięła się pod ciężarem przemierzającego bluźnierstwa. Ona jest bezpieczna, bo żyje twoim szczęściem i nadzieją, że zaczniesz dostrzegać światło i czerpać z niego energię; nie to co Igor. Ale nie martw się – on się boi bardziej niż ty. Wiesz dlaczego? Bo wie, że umiera; wie że go znajdą – już za chwilę ziści się sen Barty'ego Crouch Jr.
Wąska struga światła rozświetliła twoją młodą, niewinną buźkę, a dźwięk skrzypiących drzwi ubrał twe delikatne, chłopięce ciało w masę rwących dreszczy – udajesz więc, że śpisz, bo tak jest prościej. Że nie czujesz, nie słyszysz i że nie widzisz, choć łapczywie próbujesz oddychać, zmagając się z siłą strachu, która skutecznie zaczyna tobą władać. Wijesz się w środku pod jej ciężarem nie rozumiejąc, że ojciec przyszedł się pożegnać. On cię nie kocha, nie łudź się – pokłada w tobie nadzieję, żebyś nigdy nie zawiódł ich tak, jak uczynił to sam.


... opowieść o życiu.



Najpotężniejszy jest ten, kto panuje nad sobą.
W SKRÓCIE

Od ośmiu lat smokolog z powołania w Biurze Wyszukiwania i Oswajania Smoków, od lat trzech auror w Ministerstwie Magii, od lat dwóch nauczyciel Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami i od lat osiemnastu w progach czystokrwistych czarodziejów. Wychowanek Domu Węża, któremu od zawsze towarzyszy sztywna, mierząca dwanaście cali różdżka z drzewa grabu, wzmocniona włóknem smoczego serca. Kiedy po nocach śnił mu się bogin, za dnia zwalczał go błyszczący patronus, by po bitwie na czterech łapach zasilić szeregi domostwa w obrzeżach Hogsmeade. Urodzony w norweskim Kamøyvær dnia dziesiątego grudnia roku dziewięć cztery, syn tego śmierciożercy, pan Fausta i Runy. Emocjonalny analfabetyzm skryty pod lodowatym błękitem tęczówek i kurtuazyjna acz uwierająca szczerość, rozlana po mierzącej metr osiemdziesiąt sześć posturze. Synestetyk.












Na wstępie gratuluje tym, którzy przebrnęli przez całość i dziękuję.
Senstyment mnie przezwyciężył. Karkarow wraca z wakacji nieco odświeżony, ale ci co go znają nie muszą spodziewać się żadnych radykalnych zmian! W tytule odezwał się sam Dumbledore, poniżej młody Seneka, zaś twarzą tego pana gospodaruje niezmiennie Brock O'Hurn. Lubimy poplątane relacje i akcję w wątkach, która nie stoi sobie w miejscu. Bierzemy niemalże wszystko i wolimy zaczynać, ale bywa również tak, że sypniemy jakimś pomysłem. Na ten czas 0/3 wątki, choć za chwilę i tak szlag trafi te limity.
Piszmy i radujmy się!

zdaniezlozone@gmail.com

200 komentarzy:

  1. [Hm.. Nie pokazuje mi żadnych komentarzy u ciebie i nie wiem, czy już kartę komentowałam :( Chętny na wątek z moją Arią?]

    Aria

    OdpowiedzUsuń
  2. Prychnęła cicho i z trudem powstrzymała się przed bolesnym uszczypnięciem mężczyzny. Jeszcze by jej dał coś dodatkowego do zrobienia, a jakoś nie spieszyło jej się do wstania teraz. Nawet mimo tego, że dałaby wiele, by być w swoim dormitorium i leżeć w ciepłym łóżku z gorącą herbatą. Ale jak mus to mus. Mogło być zdecydowanie gorzej.
    Westchnąwszy cicho, przesunęła dłonie na ramiona nauczyciela i ugniotła je lekko, najpierw na próbę, a potem, czując się nieco pewniej, zaczęła je masować, ni to lekko, ni to mocno. Gdyby miała podsumować swoje umiejętności na tę chwilę, jak na osobę, która nigdy nikogo nie dotykała i nie miała wyczucia szło jej naprawdę nieźle. Może nawet nie ponabija mu siniaków. Ani sobie...
    - Zawsze myślałam, że to facet powinien masować kobietę - mruknęła jakby sama do siebie i ponownie odgarnęła długie włosy Karkarowa, ale gdy znowu opadły, warknęła cicho i sięgnęła do tylnej kieszeni dżinsów po gumkę, którą zawsze nosiła na wszelki wypadek. Nie pytając o zdanie, ostrożnie zgarnęła wszystkie włosy, chwytając je jedną ręką, po czym związała je w kucyk i ponownie odsunęła na bok. Przynajmniej teraz nie przeszkadzały.
    - Nie myślał pan nigdy o ścięciu ich? - spytała z zaciekawieniem i przeczesała kitkę palcami, delikatnie ciągnąc przy tym pojedyncze włosy, ale jedynie tak, żeby trochę połaskotało, po czym powróciła do masowania ramion. I coraz łatwiej było jej się do tego przekonać, zupełnie tak, jakby profesor wyjątkowo nie wzbudzał w niej tej awersji do dotykania. Bo i nie wzbudzał, a Willow stwierdziła sobie w myślach, że takie szlabany to mogłaby mieć u niego nawet codziennie. O ile czasem zamieniliby się rolami, oczywiście, bo nawet takiej okropnej ślizgonce też się coś od życia należy.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  3. [Oczywiście jestem chętna na wątek! Masz jakiś konkretny pomysł? Podrzuć mi tylko relację, a ja coś wymyślę i zacznę :)]

    Charlotte

    OdpowiedzUsuń
  4. [Ah, takie buty! Może wymyślmy coś razem? :)]


    Aria

    OdpowiedzUsuń
  5. [Jak najbardziej! Zacznijmy od bycia przyjaciółmi i zobaczymy co z tego wyniknie. Proponuję na sam początek wspólne sprzątanie po jednym z przyjęć Loli? Mogę zacząć :)]

    OdpowiedzUsuń
  6. [Arii ciężko kogoś nie lubić. To taki typ uwielbiania wszystkiego, co się rusza. I nie tylko. Myślałam o czymś bardziej nietypowego, np Aria zakochana po uszy w profesorku robi wszystko, aby dostać szlaban z Vladziem?]

    Aria

    OdpowiedzUsuń
  7. [To może jednak poproszę Cię o początek? Dawno nie pisałam i muszę się trochę rozkręcić! :)]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Co do powiązania szkolnego to jak najbardziej! Daję Ci totalnie wolną rękę - wszystko co wymyślisz będzie dobre. :)]

      Usuń
  8. [Jasne, piszę się na to! Dasz mi chwilę czasu, czy z największą przyjemnością zaczniesz? :D]


    Aria

    OdpowiedzUsuń
  9. - Mycie kuchni - warknęła, patrząc na swoje odbicie w lustrze. - Gorzej być nie może.
    Westchnęła, rozczesując wilgotne włosy. Miała wrażenie, że zaraz wybuchnie. Co takiego zrobiła, że musiała czyścić kuchnię, wycierać podłogi i pucować gary? Jedno zbyt głośno wypowiedziane słowo sprawiło, że cały jej wieczór miał legnąć w gruzach. A tak wspaniale się wszystko miało rozpocząć! Przecież jedno przekleństwo nie mogło zniszczyć jej wszystkich planów. To byłoby nie do przeżycia.
    Ponownie westchnęła. Na jej twarzy pojawił się głupkowaty uśmiech, z którym przeważnie kroczyła korytarzem. Niech wszyscy myślą, że jest idiotką. To jej pasowało - nikt wtedy nie czepiał się o błędy, a wiadomym było, że jej niewyparzony jęzor przynosił jej problemów. Tak jak dziś.
    Wolnym krokiem zeszła po schodach z dormitorium. Nie odpowiedziała na zaczepki kolegów, tylko szybkim krokiem wyszła z pokoju wspólnego.
    Jeszcze Karkarow miał ją pilnować. No gorzej być nie mogło! Miała wobec niego pewne nadzieje, jednak wiedziała, że fakt, iż jest on jej profesorem nie pozwalał na nic więcej niż kontakty stricte profesor-uczeń. Mimo wszystko, mimo tego, że próbowała wyperswadować sobie mężczyznę, on wciąż pojawiał się w jej myślach.
    Skrzywiła się, idąc coraz niżej. Świadomość, że będzie musiała z nim spędzić kilka godzin sam na sam, nie napawały żadnym entuzjazmem. Swoją drogą, dlaczego te skrzaty nie mogły posprzątać wszystkiego? W końcu chyba od tego tutaj są, prawda?
    Zeszła na sam dół, stanęła przed drzwiami i przymknęła oczy. Odliczyła do dziesięciu czując, jak w jej żołądku wszystko się miesza. Przecież to nauczyciel, powinien być starym, posiwiałym dziadkiem ze zdjęciami swoich wnuków, prawnuków i ulubionego garbusa, a nie... Nie Karkarowem!
    Uchyliła drzwi, wtykając w szparę głowę. Gdy zobaczyła, że profesora jeszcze nie ma, odetchnęła z ulgą. Może jednak nie będzie tak źle, pomyślała, przekraczając próg.
    Kiedy stanęła nad piecami, jęknęła z rozpaczy. Przecież ten sprzęt był nie do wyczyszczenia, a dyrektor wyraźnie zażądał, aby wszystko się lśniło.
    Kątem oka zauważyła, jak Karkarow zaczął się zbliżać. Poczuła, że się czerwieni, co wcale nie było dobrym początkiem ich szlabanu.
    - Nie mam. - Teatralnie wyciągnęła kieszenie na lewą stronę pokazując, że jest bezbronna. - Powiedziałam o jedno słowo za dużo, za które nikt poważny nie dałby mi szlabanu. A co dopiero takiego.
    Wskazała ręką na brudne od tłuszczu piece. Nie wiedziała, od czego ma zacząć. Była kompletnie rozbita, a świadomość, że profesor Karkarow tak blisko niej stał, była nie do zniesienia. Rozstrajał ją kompletnie.
    Próbowała udawać, że komentarz, który właśnie usłyszała, nie doszedł do jej uszu. Mimo starań, na jej twarzy pojawiły się rumieńce. Skinęła nieznacznie głową w podzięce.
    - Jasna cholera, prędzej się zabiję, niż to wszystko wyczyszczę - jęknęła.
    Odwróciła się w stronę profesora, oparła rękoma o piec i spojrzała na niego błagalnym wzrokiem.
    - Niech mi profesor pomoże.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam się podpisać - brawo ja. Aria

      Usuń
  10. [Witaj! Och, no temu Panu nie śmiałybyśmy z Wendy odmówić, oj nie! Aż mnie kusi, by pod jego wpływem utraciła trochę tej swojej "grzeczności" xD To co, wącimy? ^^]

    W.White

    OdpowiedzUsuń
  11. [O, mam pomysł! Bo Wandy kocha zwierzątka i mocno ich broni. Może na lekcji wyjdzie jakaś akcja (jak np. było w Więźniu Azkabanu, gdzie Draco drażnił hipogryfa) i panienka White stanie w obronie zwierzęcia, a wtedy wróci nauczyciel i to zauważy?]

    W. White

    OdpowiedzUsuń
  12. [Ja jestem osobą uwielbiającą zaczynać, więc mogęmogęmogę? :3]

    W. White

    OdpowiedzUsuń
  13. Wraz z innymi uczniami udała się na błonia, gdzie miały odbyć się zajęcia z Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami, za którymi wprost przepadała. Powiew świeżego, porannego powietrza orzeźwił ją i dodał energii, której pokładów i tak miała już za dużo. Przyciskając do piersi grubą książkę, przecisnęła się przez grupkę Ślizgonów, by być w pierwszym rzędzie. Kilka kąśliwych uwag poleciało w jej stronę, ale zignorowała je. Nic nie było w stanie popsuć jej humoru, zwłaszcza, że lekcja była idealną okazją do spotkania nauczyciela, do którego wzdychała potajemnie od dłuższego czasu.
    Pan Karkarow miał w sobie wszystkie te cechy, które ceniła u ludzi – był opiekuńczy i wrażliwy, bo pracował przecież ze zwierzętami, w dodatku pomocny i zabawny. Z niecierpliwością oczekiwała każdych kolejnych zajęć, ponieważ perspektywa słuchania, jak profesor opowiada z zapałem o coraz to dziwniejszych gatunkach, budziła w Wendy miłe uczucie w podbrzuszu.
    Tym razem nie zobaczyła go od razu. Widocznie miał w planach spóźnienie, na co zareagowała przeciągłym westchnieniem. Usiadła na jednym z powalonych pni i obserwowała, jak gromadka testrali przedziera się przez las w poszukiwaniu reszty stada. Wiedziała, że widzą je tylko ci, którym dane było zobaczyć czyjąś śmierć. Domyślała się, że widzi je dlatego, iż była przy zgonie matki, aczkolwiek nie potrafiła przywołać tego obrazu w pamięci. Ojciec tylko raz napomknął w rozmowie o żonie i Wendy dowiedziała się wtedy, że miała zaledwie roczek. Powodu śmierci nie znała i najwidoczniej poznać nie miała.
    Ta sama grupa Ślizgonów, którzy wcześniej mieli problem do panienki White, teraz celowo dokuczała jednemu ze stworzonek, które zabłąkało się na błoniach. Podchodząc bliżej nich, dziewczyna rozpoznała w nim srokę. Ptak nie był w stanie odlecieć, bo jedno z jego skrzydeł było złamane.
    – Pokraka! – wrzasnął wysoki blondyn, na co reszta zarechotała. – Jak ci nie wstyd, co? Nie możesz odlecieć, ojeej!
    Chwycił ptaka za ranne skrzydło i lekko pociągnął, a zwierzę zaskrzeczało żałośnie. Dla Wendy było to za dużo. Złapała Ślizgona za szatę i zdecydowanym ruchem odciągnęła od biednej sroki. Pochyliła się nad nią i powtarzając „cii, już, już spokojnie, nie bój się”, delikatnie wzięła ją na ręce.
    – Co ty sobie wyobrażasz, co? – syknął chłopak, patrząc na nią gniewnie.
    – Nie, co TY sobie wyobrażasz?! Myślisz, że jak jesteś duży i silny i masz kolegów to możesz znęcać się nad słabszymi od siebie? Co chcesz tym udowodnić? Swoją wielkość? Jedyne, co pokazujesz to jak ogromnym palantem jesteś! – rzuciła, nadal trzymając zwierzątko w rękach i ochraniając je przed napastnikiem.


    W. White

    OdpowiedzUsuń
  14. [Widzę, że za dużo komentarzy było :) Bardzo przepraszam za tą zwłokę, musiałam się ogarnąć trochę w życiu, ale już kontynuuję :)]

    Spojrzała na niego niepewnie, marszcząc lekko brwi. To była prośba skierowana do jej odruchów, czy instynktu. Nie wiedziała, czy rzeczywiście będzie potrafiła ot tak schować się wystawiając kogoś na niebezpieczeństwo. Wiedziała jednak, że jest to warunek wyruszenia na tą wyprawę. Vlado musiał być pewny, że panuje nad sytuacją. Przełknęła łyk herbaty odrobinę głośniej niż normalnie i wzięła głęboki wdech.
    -Zgadzam się – odparła, kiwając jednocześnie głową. Wiedziała, że będzie musiała bardzo siebie pilnować i, że nie może dopuścić do tego, by komukolwiek coś się stało. Nie bała się o siebie, nie była istotą, która trzymała się życia kurczowo, i jeśli tylko życie to polegało na gonieniu czegoś, na czym jej zależało – nie obawiała się, że je straci. O wiele bardziej martwiła się o innych.
    -Oczywiście – uśmiechnęła się nieco pewniej, już nie mogąc się doczekać co takiego usłyszy od Vladimira. Była jednak nastawiona na same dobre wieści. Wiedziała, że dyrektor wierzy w umiejętności zarówno Ethel jak i Vladimira.
    Miała szczerą nadzieję, że nie popełni żadnego głupiego błędu w relacji z Vladem, ale nie wiedziała za bardzo na czym stoi. Spójrzmy prawdzie w oczy, nie byli już dziećmi, musieli poznać się od nowa, ale nie była też pewna do czego to wszystko ich zaprowadzi. Czy możliwa była przyjaźń między dorosłą kobietą i mężczyzną? Biorąc pod uwagę fakt, że Vlado nigdy nie powiedział jej o swoich uczuciach ta niepewność była uzasadniona. Nie można było go winić, w końcu Ethel jako nastolatka też wszystko chowała w sercu, obojętnie czy były to pozytywne, czy negatywne odczucia. Problem polegał na tym, że Ethel lubiła mieć nad wszystkim kontrolę, a niepewność była czymś niepokojącym. Miała jednak nadzieję, że uda się wszystko odbudować, kawałek po kawałku. Była zdeterminowana i wiedziała, że musi o to zawalczyć.

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  15. Jej samoocena była bliska dna. Mimo, że w swoim wyglądzie znajdywała kilka zalet, jak proste nogi, smukłe i długie palce u dłoni, a także ciemne, zadbane włosy sięgające łopatek uważała, że jest zupełnie przeciętną uczennicą i na pewno nie podobała się chłopakom, a tym bardziej profesorom. Nie wspominając już o Vladimirze, który skradł jej serce w zeszłym roku, kiedy odbyła z nim swój pierwszy i, taką miała nadzieję, ostatni szlaban w swoim życiu.
    Skinęła głową na słowa profesora. Poczuła delikatny wiatr, kiedy profesor wstał i energicznym krokiem do niej podszedł. Spojrzała kątem oka na niego, po czym głośno wciągnęła powietrze. Jego delikatny zarost dodawał mu uroku, nie wspominając o niebieskich oczach, w których mogłaby utonąć.
    Miała ogromną ochotę dotknąć jego długich rozmierzwionych włosów. Zacząć się nimi bawić, wdychać jego zapach, który unosił się w powietrzu. Przestań, Aria, pomyślała, karcąc się w myślach. W końcu to profesor, nie miał czasu na przelotne romanse z uczennicami!
    Uniosła wzrok, kiedy czyste garnki uniosły się w powietrzu. Na jej ustach pojawił się szeroki uśmiech, a gdy naczynia, znowu brudne wróciły na swoje miejsca, jęknęła i z poirytowaniem spojrzała na Karkarowa.
    Spojrzała mu prosto w oczy, a uśmiech zszedł z jej ust. Nie potrafiła zrozumieć pytania, które właśnie padło. Że niby ona miała mu dać coś w zamian? No chyba żart!
    Z drugiej strony, mogłaby się szybciej ulotnić i spędzić wieczór z przyjaciółmi. Westchnęła, zakładając kosmyk włosów za ucho.
    W końcu dolna szczęka jej opadła. Czy on jej proponował... randkę?! Miała wrażenie, że to jakiś żart, jednak serce tym razem wzięło górę nad rozumem. Zarumieniła się aż po uszy, otwierając i zamykając usta co chwilę.
    - D...dobrze - wyjąkała, siląc się na jak najbardziej naturalny uśmiech.
    Nigdy, przenigdy nie czuła się tak podniecona propozycją, jak tego wieczoru. Miała ochotę paść mu w ramiona.

    OdpowiedzUsuń
  16. Patrzyła błyszczącymi oczyma na poczynania profesora. Była zaskoczona, że z taką łatwością będzie w stanie jej pomóc. Nawet nie chciał nic w zamian. No, może poza niezobowiązującą kolacją, której, musiała przyznać, będzie wyczekiwać z niecierpliwością.
    Błyszczące oczy przeniosła na twarz Vladimira, a jej uśmiech stał się jeszcze szerszy, przez co wokół jej oczu pojawiły się zmarszczki.
    Patrzyła na niego z zafascynowaniem. Chciała rzucić się w jego ramiona, lecz nie miała pojęcia, jak profesor zareaguje na jej gest. Lecz z drugiej strony, to on jej zaproponował spotkanie.
    Kiedy mężczyzna udał się w stronę wyjścia, miała ochotę go zapytać, jak ma spędzić ten wolny czas, skoro wszyscy jej znajomi wiedzieli jaki szlaban ją czeka. W ostatnim momencie postanowiła, że czas ten spędzi w bibliotece. Uśmiechając się, odprowadzała go do wyjścia pełna wdzięczności i bałaganu w głowie.

    **

    W sobotni dzień, Aria przez cały czas chodziła jak na szpilkach. Wszystko ją drażniło. Nie mogła doczekać się spotkania z Karkarowem, który na pewno przygotował coś ciekawego. Musiał, w końcu to ten oczytany profesor, który zapewne nie lubił monotonności.
    Gdy zegar w pokoju wspólnym Gryfonów wybił godzinę szesnastą, nikły uśmiech pojawił się na ustach Arii. Szybkim krokiem udała się do dormitorium, gdzie machnięciem ręki zbyła koleżanki. Była coraz bardziej podniecona. Spięła włosy w kok, zostawiając dwa kosmyki z przodu. Nie wiedziała, czego ma się spodziewać po Karkarowie, jednak intuicja podpowiadała jej, żeby ciepło się ubrać. Zawinęła szal w barwach Gryffindoru na szyi, a do kieszeni ciepłego płaszcza włożyła rękawiczki.
    W końcu, po czterdziestu pięciu minutach wyszła z pokoju wspólnego i powoli szła ku wyjściu z Hogwartu. Nogi jej się trzęsły jak z waty, przez co ręką podpierała się o ścianę. Wyszedłszy z Hogwartu, serce podskoczyło jej do gardła.
    Przyspieszyła kroku.
    Stanęła na drewnianym moście i zauważyła ciemną sylwetkę. Na ciele poczuła gęsią skórkę. Podeszła powoli do odwróconego plecami mężczyzny.
    - Jestem - powiedziała, siląc się, aby jej głos brzmiał normalnie. Jego drżenia jednak nie potrafiła opanować. - Gdybym zrezygnowała z spotkania, pewnie mogłabym marzyć o dobrej ocenie końcowej.
    Kąciki jej ust uniosły się delikatnie w górze. Chciała, nie wiedząc dlaczego sprawić, aby profesor pomyślał, że to dla ocen, a nie dlatego, że bardzo jej się podobał.


    Aria

    OdpowiedzUsuń
  17. [Powoli zbliża się sesja, ale tendencja do odkładania nauki na ostatnią chwilę akurat sprzyja odpisom :D Ale pomalutku wszystko się normuje, jeszcze żeby pracę tylko znaleźć i wszystko będzie git.]

    Jeszcze chwilę patrzyła na oddalającego się korytarzem Vlado, opierając się ramieniem o framugę drzwi. Kąciki ust miała lekko uniesione, a dłoń jeszcze chwilę wisiała w powietrzu po krótkim geście pożegnania.
    Siedziała na parapecie dużego okna w sypialni, patrząc w księżyc, którego ubywało. Serce łomotało w okolicach mostka tak mocno, że niemal czuła jego bicie w okolicach żołądka. Nie wiedziała, czy była to ekscytacja ich planami, czy zdenerwowanie związane z lękiem, że cokolwiek może pójść nie tak.
    Czuła, jakby była zawieszona w próżni, w której dzieje się tak wiele, a zarazem nikt niczego nie jest pewien. Znów była niedaleko kobieta, która zabrała jej kogoś drogiego, znów był mężczyzna, którego wolała zranić, niż kazać mu wybierać, i znów był mężczyzna, którego oczy znała tak dobrze, a i tak nie umiała z nich wyczytać tyle, ile by chciała.
    ***
    Przyłapała się na tym, że tupie nogą i nerwowo bawi się palcami chłodnych rąk. Czemu to aż tyle trwało? Nie, żeby spodziewała się, że Vlado tylko wejdzie do gabinetu i usłyszy Wiem, czego chcesz, jasne, jedźcie, nie ma problemu!, ale każda sekunda wydawała się jej w tym momencie wiecznością.
    Widząc Vladimira nietrudno było jej odgadnąć jaka była decyzja. Zdążyła jedynie spojrzeć na niego z nadzieją i lekkim uśmiechem, a już znajdowała się gdzieś w powietrzu, radośnie oplatając ramionami szyję Vlado. Choć czuła się przy nim dość drobna, to teraz miała wrażenie, że radość rozpiera ją tak, że urosła jakieś trzy cale. Czując grunt pod stopami, odruchowo poprawiła sobie włosy, zakładając wystające kosmyki za ucho. Kilka par oczu momentalnie odwróciło się od nich po tej niecodziennej scenie.
    -Naprawdę? – spytała, choć oczywistym było, że Vlado nie zmyślił niczego, po prostu nie mogła w o uwierzyć. Ruszyła równo z nim, nie bardzo wiedząc czy powinna skakać, tańczyć, czy śpiewać.
    -Będziemy musieli o wszystkim pomyśleć. Przygotuję wszystkomieszczącą torbę. I namiot, potrzebny będzie namiot. Tam teraz jest lato, ale na pustyni noce są zimne, kto wie ile nam o zajmie? Australijczycy mówią z takim dziwnym akcentem, prawda? Ciekawe ile australijskich czarodziejów uda się nam spotkać – mówiła, czując jak jej słowa nie nadążają za natłokiem myśli. Spojrzała na Vlado nieco speszona, powinna była dać mu opowiedzieć wszystko, co powiedział dyrektor.
    -Wybacz, nie panuję nad sobą – przyznała, uśmiechając się lekko z widocznym poczuciem winy. – Mów mi wszystko.

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  18. [Również witam się ciepło i bardzo dziękuję za miłe słowa :) Pan Karkarow wydaje się być zdecydowanie ciekawą postacią, dlatego nie mogę sobie odmówić pytania, czy myślimy nad jakimś wątkiem?]
    Anna

    OdpowiedzUsuń
  19. [Hm...szczerze mówiąc, to jak się tak głębiej zastanawiam nad pomysłami, które mi przyszły do głowy w pierwszym momencie, to również nie jestem pewna, czy udałoby się nam to jakoś dłużej pociągnąć. W każdym razie! Myślałam nad tym, że w szkole mógłby być organizowany jakiś elegancki bal (świąteczny, walentynkowy, z okazji jakiegoś jubileuszu, nie wiem), który miałby zostać rozpoczęty wyszukanym tańcem towarzyskim przez grupę uczniów. Vladimir mógłby zostać powołany jako ktoś, kto miałby zająć się całym przedsięwzięciem skoro się na tym zna. No, a moja Anna mogłaby się znaleźć wśród wybranych i wtedy okazałoby się, że ma problem z krokami w tańcu towarzyskim, bo przyzwyczajona do luźniejszych i mniej sztywnych układów. I pan Karkarow musiałby pomóc. Tylko na tyle wpadłam na razie. ]

    Anna

    OdpowiedzUsuń
  20. [Ani trochę się nie obrażę, jeśli Ty rozpoczniesz - byłabym bardzo wdzięczna :)]

    Anna Fairchild

    OdpowiedzUsuń
  21. [ja Ci już chyba mówiłam, jaki on jest super. <3]

    Amy

    OdpowiedzUsuń
  22. [ja zawsze mam ochotę! może wolisz wybrać sobie inną pannę? zapraszam do którejkolwiek. :)]

    Sura/Faith/Amy

    OdpowiedzUsuń
  23. Słuchała go z lekko otwartymi ustami, najwidoczniej zupełnie nieświadomie reagując mimiką twarzy na to, co mówi. Cieszyła się, że dyrektor się zgodził, choć prawdopodobnie w dużej mierze podziałał nie fakt, że ufał Ethel (bo i jak na razie czemu miałby jej ufać?), a korzyści dla szkoły i obecność Vlado. Chwilowo jej to nie przeszkadzało, w końcu sama chciała zabłysnąć, pokazać, że jest zdolna. Wyprawa to jedno, opieka nad zielem po powrocie prawdopodobnie będzie wymagała jeszcze więcej pracy niż jej się wydawało.
    Miał stuprocentową rację. Ethel na pewno wykorzystałaby w przeciwnym wypadku urlop wakacyjny, by samej udać się na rozległe australijskie pustynie w poszukiwaniu smoczego ziela. Może nawet nie zostałaby usmażona, ale zdecydowanie bezpieczniej czuła się, wiedząc że nie jedzie sama. A już zupełnie bezpiecznie, wiedząc, że towarzyszyć jej będzie Vlado.
    -Vlado! Jesteś niesamowity! – wydała z siebie okrzyk zadowolenia, przeskakując za nim tą samą wyrwę z ziemi. Momentalnie odgadła dokąd zmierzają, pamiętała doskonale długie spacery nad most, z którego można było godzinami przy rozmowie rzucać kamieniami w wodę. Zatrzymała się przy drewnianej barierce.
    -Ciekawe jak trudne to będzie – zamyśliła się, ukrywając pewną nostalgię w głosie. Marzyła jej się przygoda, ale gdy pomyślała o historii takiego Harry’ego Pottera to poświęcenie kilku miesięcy wydawało jej się niewyobrażalne. Oczywiście ich mała przygoda na pewno nie zajmie aż tyle, ale zastanawiała się ile poranków i wieczorów przyjdzie im spędzić tylko i wyłącznie w swoim towarzystwie. Zabawne, nagle przyszło jej do głowy, że nigdy z nim nie robiła tak prozaicznych rzeczy jak mycie zębów. Zaczęła chichotać jak mała dziewczynka.
    -Wybacz, coś głupiego przyszło mi do głowy – uśmiechnęła się, skupiając się raczej na tym, że przez jakiś czas będą tylko dla siebie. Może uda się poskromić tą niechcianą barierę? Mimo głosu, dotyku i obecności Vlado Ethel miała nadal wrażenie jakby dobijała się do niego przez ogromną szybę.
    -Myślisz, że możemy już przygotować coś zanim przyjdzie potwierdzenie z Ministerstwa? – spytała przenosząc wzrok z falującej wody, a Vlado. Mimowolnie prawą dłonią bawiła się swoim warkoczem, jakby w tym momencie nie bardzo wiedziała co zrobić z rękoma.

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  24. Spojrzała zaskoczona na jego wyciągniętą dłoń. Nie spodziewała się takiego gestu, nawet w najśmielszych snach. Uniosła brwi, przez co na jej czole pojawiła się drobna zmarszczka. Przeniosła wzrok na jego twarz, a gdy zobaczyła uśmiech, odwzajemniła go. Chwyciła jego dłoń, splatając ich palce. Ciepło jego długich i chudych palców sprawiło, że przeszły ją dreszcze.
    Uśmiechnęła się nikle, powodując w polikach delikatne dołeczki.
    - Dziękuję - wyszeptała cicho. Czuła, że się czerwieni i dziękowała Bogu czy jakiejś innej nadprzyrodzonej mocy, że nie widać tego w półmroku. - Jesteś... To znaczy pan jest bardzo uprzejmy.
    Szła wolnym krokiem, obawiając się upadku. Wiedziała, że wtedy skompromitowałaby się totalnie i uciekła najdalej jak się da. A że posiadała krótkie nogi, o czym doskonale wiedziała, była pewna, że Vladimir na pewno by ją dogonił.
    Chciała również skomplementować mężczyznę, jednak nie wiedziała, jak. Co miała dokładniej powiedzieć? Co wypadało powiedzieć mężczyźnie o parę lat starszemu, który na co dzień był jej profesorem?
    Rozejrzała się dookoła. Nie wierzyła własnym oczom. Właściwie, to nie zasługiwała nawet na połowę dobroci, które próbowała ogarnąć wzrokiem. Co ważniejsze, nie uważała, by zasługiwała na cokolwiek ze strony Karkarowa.
    Po raz kolejny uniosła brwi widząc piękną różę. Bez problemu mogła stwierdzić, że był to najpiękniejszy kwiat, jaki kiedykolwiek widziała. Wzięła ją do ręki, a nos schowała w płatkach. Zaciągnęła się delikatnym, różanym zapachem, a na jej ustach wymalował się szeroki, najpiękniejszy uśmiech na jaki mogła się zdobyć.
    Spojrzała z wdzięcznością na stojącego naprzeciw mężczyznę. Nim zdążyła się powstrzymać, podeszła krok bliżej, stanęła na palcach i ucałowała jego policzek.


    Aria

    OdpowiedzUsuń
  25. [Jak najbardziej mi się to podoba! Let's go!]

    Kac jej nie dotyczył. Po prostu miała magiczne geny. Oczywiście, pierwsze trzy minuty po obudzeniu się były koszmarem, ale zwlekała się wtedy od razu z łóżka, robiła kilka ćwiczeń na rozgrzanie organizmu, piła odpowiednio wcześniej uwarzony eliksir i wyglądała jak nowonarodzona. Zeszłonocna impreza była bajeczna, lepiej opisać tego nie umiała. Karkarow naprawdę się postarał.
    Sprzątał. Nie dość, że był diabelsko przystojny w ten dziki, nieokiełznany sposób, to jeszcze sprzątał. Tacy faceci nie istnieli. A Vladimir był jedynie wyjątkiem potwierdzającym tą regułę. Rozejrzała się po sali, przypominając sobie, że zeszłego wieczoru w tym miejscu niemal wywróciła się wywijając z profesorem Longbottomem, a w tamtym rogu jedna ze stażystek niemal na pewno puściła pawia. Chociaż wiele wspomnień jej się rozmazywało, więc nie mogła być pewna tego ostatniego. Z uśmiechem na ustach przyjęła komplement dotyczący swojego wyglądu i ruszyła w stronę parującego kubka z herbatą. Earl gray z imbirem. Jak on ją znał.
    -Czuję się fenomenalnie - odpowiedziała, śmiejąc się cicho. Oparła się pośladkami o stół i ujęła kubek w dłonie, parząc sobie usta pierwszym łykiem napoju. - Znaczy, na tyle fenomenalnie, na ile można się czuć po całonocnej imprezie. Jeszcze raz Ci dziękuję! To była niesamowita noc.
    Była aż nazbyt wylewna jak na siebie, więc limit komplementów na ten dzień wyczerpała tym jednym zdaniem. Odgarnęła włosy z twarzy.
    -Wiesz, tak naprawdę to skrzaty mogą to zrobić za nas - wzdrygnęła się lekko na samą myśl o tym, że te dziwne, przerażające istoty mogłyby się tutaj zjawić w tej chwili, jednak bilans wychodził taki, że wolała siedzieć i plotkować z przyjacielem, z którym miała tak wiele do nadrobienia, niż latać po drabinach w dziesięciocentymetrowych szpilkach.

    OdpowiedzUsuń
  26. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  27. Uważnie przyglądała się twarzy Karkarowa. Kiedy się uśmiechnął, uświadomiła sobie, że wstrzymywała przez ostatnich kilka sekund powietrze, więc odetchnęła z ulgą. Odwzajemniła uśmiech.
    Chwyciła kieliszek, po czym usiadła obok mężczyzny. Spoglądała w tańczące ognie, które sprawiały, że nie było jej tak zimno, jak w momencie, gdy szła na spotkanie. Mimo wszystko, na jej twarzy ukazały się dwa różowe placki.
    - Ma pan... To znaczy masz w planach więcej niż to jedno spotkanie? - zapytała równie zaskoczona, co dwa dni temu, gdy zaproponował jej spędzenie wieczoru razem.
    Nie mogła powiedzieć, że ten pomysł jej się nie podobał. Wręcz przeciwnie - iskierka nadziei, że to wszystko ma sens, pojawiła się w jej sercu. Mimo, że był jej profesorem, musiało być coś na rzeczy. W końcu nie każdą uczennicę zapraszał na takie wieczorne spotkania. A przynajmniej taką miała nadzieję.
    - Dobrze, Vladimirze. Jeśli to zgodne z regułami, mogę tak do ciebie mówić - powiedziała melodyjnym głosem, kątem oka zerkając na towarzysza.
    - Za spotkanie - powtórzyła.
    Upiła łyk wina, po czym odstawiła kieliszek na bok. Oblizała wargi koniuszkiem języka. Uśmiechnęła się delikatnie i spojrzała na Vladimira.
    - Pyszne wino. Musiałeś na nie wydać fortunę - jęknęła cicho.
    Przyglądała się z zainteresowaniem każdemu ruchowi mężczyzny, podziwiając jego sylwetkę. Był naprawdę dobrze zbudowany, co było widać nawet pod grubym płaszczem.
    - Z miłą chęcią, jednak muszę cię uprzedzić, że wcale nie miałam ciekawego życia dotychczas. - Zaśmiała się cicho. - Może jest coś, co bardzo chciałbyś o mnie wiedzieć?

    OdpowiedzUsuń
  28. Zawsze zastanawiała się jak to jest w jego rodzinnych stronach, nie będąc jednak do końca pewną czy jej organizm wytzymałby takie temperatury. Niemniej jednak wyobrażenie o śniegu otulającym dom, w którym trzaska rozdmuchany ogień w kominku było więcej niż zachęcające.
    Gdy przyszło się jej zastanowić nad tym jak miałby wyglądać jej dom, to skrycie marzyła o tym, by wszyscy mogli nazwać go ciepłym. Tęskniła za czymś, co poznała tylko w niewielkim stopniu. Jej matka próbowała ocieplić dom ojca, odziedziczony po dziadkach, o których Ehel nie wiedziała zbyt dużo, aczkolwiek nigdy nie było to ognisko domowe z prawdziwego zdarznia. A ojciec? Cóż, ojciec nie był ani tyranem, ani despotą, ale nie potrafił też powiedzieć swojej córce, że ją kocha. Kochał chłodno i Ehel doskonale o tym wiedziała.
    Szybko przeliczyła w głowie rzeczy, które powinna zabrać, ale koszmarne łaskotki jej to uniemożliwiły. Chyba usiądzie do tego wieczorem w gabinecie, by teraz nie zasypywać Vladimira kolejnymi pytaniami. Widziała, że tak to się skończy. Tym sposobem możba było wyciągnąć z niej każdą informację i miała wrażenie, że Vlado o tym nie zapomniał.
    Śmiała się. Naprawdę śmiała się głośno, jak już dawno się jej do nie przytrafiło. W takich momentach, czując jak w gruncie rzeczy niewiele się zmieniło, była najzwyczajniej w świecie szczęśliwa. Odwróciła się przodem do Vlada, nie broniąc się przed łaskotkami. To oznaczałoby, że zabrałby ręce, a ona chyba tego nie chciała.
    -Ja... to naprawę głupie, Vlado - powiedziała przez śmiech, ocierając jednocześnie łzy śmiechu z kącików oczu.
    -Pomyślałam, że jeszcze nie mieliśmy okazji myć razem zębów - Pan Chichot znów pojawił się gdzieś w jej głowie. Spojrzała na Vlado, zadzierając głowę do góry, by móc mu spojrzeć w oczy i chyba speszyła się nieco, czując jak jej policzki różowieją, choć zawsze można było to wytłumaczyć lekkim mrozem.

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  29. [Uhu, jaki ten pan profesor cudowny <3
    Jakbyś zarzuciła pomysłem byłoby fajnie, bo u mnie z nimi kiepsko... Za to odwdzięczę się zaczęciem :D]

    Breanna

    OdpowiedzUsuń
  30. Zaśmiała się, włożywszy dłonie między nogi. Zupełnie zapomniała o rękawiczkach w kieszeni. Właściwie, ciężko byłoby jej cokolwiek zjeść posiadając tylko dwa palce.
    Zaczynało jej się robić odrobinę chłodno, jednak nie chciała tego po sobie dać znać. Nie chciała tak szybko kończyć ich spotkania. Cholera, Aria musiała przyznać, że Vladimir z tym swoim spokojem bardzo ją pociągał. Cicho pomyślała, chcąc wyprowadzić w kąt resztę myśli.
    - Wydaje mi się to dziwne, Vladimirze. Dlaczego ja? Dlaczego właśnie ja tutaj siedzę wraz z Tobą? - Spojrzała w jego niebieskie tęczówki, unosząc prawą brew.
    Wymacała kieliszek i chwyciła go do ręki. Upiła mały łyk, przymykając oczy. Delektowała się jego smakiem. Chyba nigdy nie piła lepszego wina.
    - Dziękuję - powiedziała drżącym głosem, chwytając patyk.
    Chcąc urwać kawałek pianki, dotknęła jej, lecz szybko z tego pomysłu zrezygnowała. Przyłożyła palce do ust, cicho syknąwszy. Były dla niej zdecydowanie za ciepłe, przez co sparzyła sobie opuszki. Zaśmiała się z własnej głupoty, z uwagą słuchając słów Vladimira.
    - Urodziłam się w Coatbridge, w Szkocji. Mieszkałam tam wraz z ojczymem, matką i trzema przyrodnimi braćmi mugolami. - Westchnęła przeciągle. Jej oczy na chwilę posmutniały, jednak chwilę później błysk radości i zadowolenia znów się w nich pojawił. - Moja matka ukrywała przed Aaronem, że jest czarownicą. Kiedy nas zdradziłam przez lecące za mną książki, które po chwili spadły na mojego brata, kazał nam się wyprowadzić.
    Na chwilę umilkła, rozpamiętując swoje dzieciństwo. Na pewno nie było kolorowe, jednak była z niego dumna. Każde wspomnienie sprawiało, że uśmiech pojawiał się na jej buźce.
    - W końcu przeprowadziłyśmy się do Edynburga. Nie minął miesiąc, a moja mama znalazła sobie kolejnego faceta. - Zaśmiała się cicho. - Była wolną duszą, nie potrafiła być w związku dłużej niż rok, przez co non stop się przeprowadzałyśmy. Glasgow, Dundee, Perth, Portree, Elgin... Jak miałam czternaście lat, moja mama powiedziała mi, że nadal kocha Aarona. Miesiąc później dostałyśmy od niego zaproszenie na ślub.
    Pojedyncza łza spłynęła wolno po nieumalowanej twarzy Arii. Chwilę później zniknęła w fałdach płaszcza.
    - Załamała się. Nic jej nie pomagało. Nie pozwalała sobie pomóc. W piętnaste urodziny, ósmego stycznia, dała mi najpiękniejszy prezent. Klucze do mieszkania, które dostałyśmy po zmarłej babci. Tak myślałam, że jest najpiękniejszy, jednak...
    Przerwała, przełykając szybko ślinę. Gula w jej gardle nie pozwalała mówić. Urwała kawałek pianki. Nie chciała, by mężczyzna widział, że powstrzymuje płacz. Włożyła piankę do ust, żując ją długo.
    - Na stole w kuchni znalazłam wszystkie nasze oszczędności i list. Odeszła, nie dając mi możliwości, by się z nią pożegnać.
    Odłożyła patyk z piankami na plastikowy talerzyk, po czym twarz schowała w dłoniach. Pokręciła głową, mrugając jak najszybciej.
    - Chciałam wrócić do Aarona, bo to była jedyna osoba, która mogła się o mnie zatroszczyć. Niestety, jego telefon nigdy się nie odezwał.
    Wzruszyła ramionami, podnosząc głowę i spoglądając na Vladimira. Jej twarz lśniła w świetle ogniska. Uśmiechnęła się delikatnie, widząc jego zatroskaną minę.
    - Tak oto, moje życie jest nudne jak flaki z olejem. Śpiewam w domu, żeby nie zwariować z samotności. Nieskromnie powiem, że nawet da się mnie słuchać.
    Zaśmiała się melodyjnie.

    OdpowiedzUsuń
  31. [Prawda? Kto by pomyślał, że będziemy celebrytami :D]
    Opuściła wzrok, nieco speszona, choć w gruncie rzeczy cieszyła się w środku, że udało się jej rozbawić Vladimira do tego stopnia. Łaskotki były jej najgorszym koszmarem, a boginem nie były chyba tylko dlatego, że nie bardzo umiałby się zmienić w łaskotki. O oczywiście przesada, ale śmieszna tortura nadal na Ethel działała. Spojrzała na niego na wpół zdumiona, na wpół rozbawiona, nie sądziła, że tak łatwo odnajdą wspólne myśli i, że tak łatwo będą znów akceptować nawet największe głupoty. Uśmiechnęła się, patrząc na jego profil, a sama opierając się o barierkę plecami.
    Jej twarz wyrażała teraz zapewne mieszankę rozbawienia z usilną potrzebą skupienia. Pokiwała lekko głową, słuchając uważnie tego, co mówi. Przygryzła lekko dolną wargę, jakby się nad czymś zastanawiała. W końcu odwróciła się w tą samą stronę, co on i oparła łokcie na barierce, zaciśniętą pięścią podtrzymując sobie brodę.
    -Powinniśmy trzymać się od mugoli jak najdalej – stwierdziła w głębokim zastanowieniu. Nie ufała niemagicznym ludziom. Znała bardzo niewielu z nich, więc nie miała okazji wyrobić sobie opinii, ale fakt, że jeden z nich zamordował kiedyś jej matkę nie sprawiał, że Ethel chciała utrzymywać z nimi jakikolwiek kontakt. Może i było to rasistowskie, może nie powinna tak myśleć, ale gdzieś w niej tkwił nigdy niewypowiedziany lęk.
    Oczywiście, zastanawiała się nad wzięciem odpowiednich noży, bądź sztyletów. Na pewno będzie miała ze sobą noże zielarskie, które świetnie nadawały się nie tylko do zbierania próbek flory, ale dzięki swemu przeznaczeniu również świetnie nadawały się do wyswobodzenia zaplątanych w pnącza nóg. Nie zastanawiała się jednak, czy ma brać jakąkolwiek broń poza różdżką i nożami, to chyba nie miałoby większego sensu, bo sama nie była pewna, czy potrafiłaby się w ten sposób obronić. Spojrzała na niego, dopiero orientując się, że stoją przy barierce, oparci o nią niemal dokładnie tak samo. Uśmiechnęła się, zdając sobie sprawę, że są do siebie bardziej podobni, niż można było przypuszczać. Pokiwała głową ze zrozumieniem.
    -Może usiądziemy gdzieś, gdzie jest ciepło i przytulnie? Biblioteka jest taka nieprzyjemna zimą – spytała, spoglądając na niego. Może niekoniecznie chciała siadać przy kominku w pokoju nauczycielskim, w końcu póki co mogli pozwolić sobie na odrobinę swobody i posiedzieć przy kubku grzanego miodu w Hogsmeade.

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  32. Przeszedł ją dreszcz, gdy Vladimir musnął palcem jej ucho. Był to czuły gest z jego strony, za który była bardzo wdzięczna. Poczuła się tak, jakby naprawdę go obchodziła jej historia. Ścisnęła mocniej jego dłoń, przyglądając się uważniej jego zadbanym palcom. Równo obcięte paznokcie ładnie komponowały się z szczupłymi długimi palcami.
    Skinęła głową w celu potwierdzenia jego słów.
    - Mimo wszystko, jestem szczęśliwa. Mama zadbała o to, by niczego mi nie brakowało. Poza nią - wyszeptała, walcząc z drżącym głosem.
    Jego dłoń grzała niesamowicie. Ciekawiło ją, czy całe jego ciało było takie ciepłe.
    - Nigdy nie poznałam ojca. Mama też o nim nie wspominała, dlatego nie mam pojęcia, czy jestem półkrwi. Pewnie tak.
    Parsknęła śmiechem. Zrobiło jej się głupio, przez co chwilę później siedziała obok Vladimira cała czerwona. Nawet jej uszy były purpurowe.
    - Musiał być bardzo przystojny w takim razie.
    Wzięła na talerzyk mniej przypieczoną kiełbaskę i ugryzła kęs, wciąż się uśmiechając. Zmarszczyła brew, nie do końca wierząc w słowa Karkarowa. W końcu nic nie mogła zaproponować, nie miała pojęcia, jak odwdzięczyć się mu za tak miły wieczór. Była pewna, że z tego powodu będzie miała wyrzuty sumienia. Postanowiła jednak, że zrobi wszystko, aby w jakiś sposób mu się zrekompensować.
    - Bardzo smaczne kiełbaski - powiedziawszy to, zrobiła kolejny jej kęs.
    Zmieniła pozycję, siadając okrakiem na prowizorycznej ławce. Spojrzała na przeżuwającego mężczyznę. Dopiero teraz zauważyła, że jego kości policzkowe były mocno wyprofilowane. Miała nieodpartą ochotę ich dotknąć.
    - Powiedz mi teraz coś o sobie, Vladimir. O mnie już wiesz więcej, niż każdy uczeń Hogwartu.
    Delikatnie zmarszczyła nos. Mimo prób, uśmiech nie schodził jej z ust. Śmiał się każdy cal jej twarzy, przez co zaczęły ją boleć policzki.
    - Jesteś bardzo przystojny, wiesz? - Wyrwało jej się. Dopiero po chwili uświadomiła sobie to, że nie powinna tego mówić. Przyłożyła dłoń do czoła, opuszczając głowę.

    Aria

    OdpowiedzUsuń
  33. W takim wypadku trzeba by było zaraz pukać do kanciapy z eliksirami, jeżeli nie chciano trafić do skrzydła szpitalnego. A Ethel zdecydowanie nie chciała tam trafić, szczególnie jako osoba przeziębiona. Już wystarczyło, że iskry sypały się, gdy Ethel musiała tam przyjść, bo jeden ze Ślizgonów postanowił włamać się do schowka z eliksirami i wypić wywar tojadowy. I choć obie kobiety pracowały w Mungu, choć trzeba było skupić się na uczniu pokrytym bąblami i zlanego potem, to Ethel momentalnie przybrała postać królowej śniegu. Nie potrafiła inaczej.
    Szybko podążyła za nim, przyśpieszając kroku i starając się by na jej dwa kroki nie przypadał jeden Vladimira. Machnęła jeszcze tylko różdżką, sprawiając, że w jej drugiej dłoni znalazł się kawałek pergaminu i ołówek, którym lubiła skrobać różne dodatkowe rysunki w rogach pergaminów. Uśmiechnęła się do Vlada i ruszyła z nim w kierunku Trzech Mioteł.
    W środku wesoło trzaskał ogień, a kilka grupek uczniów oddawało się weekendowym rozrywkom. Ethel przypomniała sobie jak na jej ostatnim roku w szkole przesiadywali tu, grając w szachy, w karty i wymieniając się spostrzeżeniami na temat nowych odkryć w zamku, który zdawał się mieć coraz więcej magicznych pomieszczeń. Mimo tej ciekawości, nigdy nie udało się jej trafić do osławionego Pokoju Życzeń.
    Usiadła naprzeciwko Vladimira, przy okazji zamawiając dwa kufle grzanego miodu. Rozłożyła papier na stoliku i na górze kartki napisała zgrabnym, acz lekko przekrzywionym pismem Australia, Ethel+Vlado. Spojrzała na niego uśmiechając się lekko.
    -Na początek może oczywiste oczywistości – powiedziała, przenosząc wzrok z powrotem na pergamin. – Wszystko co potrzebne w związku z rośliną… Łopaty, małe szpadelki, noże zielarskie, dwie… nie trzy doniczki, pojemnik do przewożenia roślin, książka z informacjami o zielu… - wymieniała spokojnie, starając się o niczym nie zapomnieć. – Rękawice!
    Wzięła łyk miodu, czując jak przyjemnie rozgrzewa zmarznięte ciało. Na chwilę odłożyła ołówek, pocierając dłońmi. Nigdy nie pamiętała o rękawiczkach. Potrzebowała krótkiej chwili na rozgrzanie dłoni i mogła pisać dalej. Trzeba było pomyśleć jeszcze o zakwaterowaniu, ubraniach, jedzeniu, kocach i innych rzeczach które przydałyby się podczas ewentualnych wieczorów, które mieli spędzić razem po poszukiwaniach za dnia. Może Vladimir nauczyłby ją nawet tańczyć, gdyby udało się jej przemycić odtwarzacz i płyty? To nie tak, że była beztalenciem, miała poczucie rytmu, nawet nieźle jej szło na balu na szóstym roku, na który poszła z jednym ze Ślizgonów. Ten sam Ślizgon zaprosił ją później do klubu ślimaka, ale odmówiła uczestnictwa, przez co był śmiertelnie obrażony, że Ethel, choć z tak dobrego w jego mniemaniu domu, nie uległa jego urokowi.

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  34. - Każdy skrywa jakąś tajemnicę, Vladimirze. A pewien mądry człowiek powiedział mi, że czasami warto się wygadać.
    Czekała na jego reakcję. Uśmiech nie schodził jej z ust. Pochyliła odrobinę głowę, zmniejszając odległość między ich twarzami. Chciała wyszukać jakiegoś znaku w jego morskich oczach, jednak nic nie potrafiła znaleźć. Jedynie ognie błąkały się w jego źrenicach. Podparła głowę ręką, której łokieć oparła o kolano. Z jej oczu można było wyczytać wszystko - ciekawość, radość i fascynację, której nawet ona nie potrafiłaby wytłumaczyć.
    - Jak to się stało, że zostałeś profesorem?
    Zżerała ją ciekawość. Chciałaby już wiedzieć o Vladimirze wszystko, jednak poznawanie kogoś od podstaw miało swój urok.
    Aria uwielbiała to, jak można było przedstawić siebie, by wszystko było dobrze. Wiedziała, że jednak poznaje się człowieka po jego czynach, a nie słowach, które wypływają z jego ust. Toteż nie brała sobie wszystkich komplementów do siebie.
    - Przepraszam, to było nie na miejscu - wyszeptała cicho, unosząc głowę.
    Myślała, że mężczyzna się na nią zdenerwuje, a chociaż odrobinę zirytuje. Ten jednak siedział, wciąż uśmiechnięty, zajadając swoją kiełbaskę.
    Kiedy skończyła jeść, odłożyła talerzyk na ziemi, podnosząc przy tym kieliszek. Wypiła resztę wina jednym haustem. Tym razem odłożyła kieliszek i potarła zimne dłonie. Czuła, że zaraz zacznie się trząść z zimna, a ich spotkanie pewnie wtedy dobiegnie końca.

    Aria

    OdpowiedzUsuń
  35. Spoglądała ze smutkiem na poczynania Vladimira. Miała ochotę mu powiedzieć, że może wyczarować dla nich jakieś koce i mogą spędzić tutaj jeszcze trochę więcej czasu. Chociaż, z drugiej strony, mógł już być nią znudzony, przez co z takim zapałem zabierał się do pracy.
    Wstała powoli czując, jak krew zaczyna się mieszać z lampką wina. Na ogół nie piła, jednak nie mogła zaprzepaścić takiej propozycji. Wzięła puste talerzyki i wrzuciła je do worka na śmieci. Zakasłała. Uśmiechnęła się wdzięcznie za płaszcz.
    - Zaraz zmarzniesz - jęknęła cicho.
    Nie chciała, by przez nią się przeziębił. Chciała mu oddać płaszcz, lecz miała dziwne przeczucie, że i tak go od niej nie weźmie.
    Jej oczy pojaśniały. Oparła piąstki na talii, zginając ręce w łokciu.
    - Być może kolejne spotkanie nigdy nie nadejdzie, więc wybieram opcję drugą.
    Czując, że jej kok zaraz się rozpadnie, wyciągnęła szpilkę z włosów i pokręciła głową kilkukrotnie tak, aby kosmyki same się ułożyły.
    Kilka godzin wraz z Vladimirem jej nie wystarczało. Chciała spędzić jeszcze więcej czasu z mężczyzną. Uśmiechnęła się zalotnie, odgarniając grzywkę z czoła.


    Aria

    OdpowiedzUsuń
  36. Ethel również nie wyniosła z domu zamiłowania do gorąca, a jednak zauważała, że marzła dość szybko i ciepło kominka było dla niej wybawieniem. Nie wiedziała zatem jak będzie wyglądało w jej wykonaniu przystosowanie do ogromnych wahań temperatury. W dzień słońce na pewno będzie prażyć, będzie musiała zadbać o to, by nie spiekła się na czerwono, bo inaczej będzie musiała pływać w maślance, a tego nie planowała. W nocy na pewno będzie siedziała pod kocem, ubrana na cebulkę.
    Spojrzała na niego z lekkim uśmiechem. Momentami żałowała, że nie umie czytać w myślach, bardzo często chciała wiedzieć, co chodzi po głowie Vladimirowi. Ale tak właściwie… czy tak nie było ciekawiej? Oczami wyobraźni widziała wieczory, gdy będą siedzieć wpatrzeni w ognisko lub w gwiazdy, Ethel spokojnie oprze sobie głowę na jego ramieniu i poprosi go by mówił jej wszystko. Bała się, że ostatecznie stchórzy, nie będąc pewną czy Vlado będzie chciał wracać wspomnieniami do tego, co działo się po szkole, gdy nie mieli ze sobą kontaktu.
    -Sukienkę? – spytała, unosząc lekko brwi w rozbawieniu – myślisz, że łatwiej nam będzie pracować, gdy będę w sukience, czy może zamierzasz mnie gdzieś zabrać? – zapytała, jakby chciała się z nim nieco podroczyć. Miała lekko zadziorną naturę, ale od pewnego czasu takie zaczepki przybrały nieco inną, może nieco bardziej świadomą, subtelną, kobiecą formę. Uśmiechnęła się lekko pod nosem, nie kryjąc się z tym.
    -Może zajmę się również jedzeniem – dodała, jeszcze raz skanując listę wzrokiem. Zapisała wszystko na kartce, przy okazji zaznaczając kilka rzeczy. Podział był chyba mniej więcej równy, z resztą wiedziała, że jeśli jedno czegoś zapomni, drugie na pewno o to zadba. Przeglądając listę rzeczy ołówkiem mimowolnie rysowała szlaczki, układające się w małe serduszka. Nie wiedzieć czemu kobiety miały tendencję do rysowania serduszek.
    -A co do rozrywki… Weź wszystko, co wpadnie ci do głowy – uśmiechnęła się, przenosząc wzrok z kartki na Vladimira. Z jednej strony czuła ekscytację związaną ze spędzeniem z nim takiej ilości czasu. Z drugiej strony tak strasznie bała się, że powie, zrobi coś nie tak. Tak bardzo nie chciała, by Vlado znów był dla niej kimś zamkniętym. Jego codzienna obecność wydawała się jej z jednej strony niezwykle interesująca, a z drugiej strony nieco niepewna. Ethel bała się, że jej obecność będzie dla niego zbyt przytłaczająca. Liczyła jednak na to, że się myli.

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  37. Uśmiechnęła się szeroko, zdając sobie sprawę z tego, że rzeczywiście wylądują na tak odległym kontynencie, że z pewnością będzie co oglądać. Postanowiła wygrzebać z kufra aparat fotograficzny. Kto wie? Może będzie miała co uwiecznić na pamiątkę? Miała nadzieję na kilka zdjęć, które będzie mogła wkleić do swojego małego albumu. Album ten nosił większość wspomnień Ethel, nie tylko z czasów szkolnych, ale i dorosłego życia. Może album też weźmie ze sobą? Jeżeli chciała by Vlado znowu się otworzył, może sama powinna zrobić też krok w tym kierunku?
    Uśmiechnęła się lekko, czując jak jej policzki nieznacznie różowieją. Nie była pewna czy było to widać w tańczącym świetle ognia w kominku. Ciężko było jej określić co tak naprawdę czuła w tej chwili. Jedynym pewnym odczuciem była paradoksalnie niepewność, która niczego nie ułatwiała. Jednego była pewna – musiała zamknąć pewien rozdział w swoim życiu. I choć już nie darzyła Lupina tym szczenięcym, choć wielkim uczuciem, to wiedziała, że Teddy musi jej wybaczyć, zanim cokolwiek Ethel wybaczy sobie i pójdzie dalej.
    Wzięła jeszcze ostatni łyk miodu i zwinęła listę w rulonik. Przyda się przed samym wyjazdem, gdy trzeba będzie sprawdzić zawartość wszystkomieszczących plecaków lub toreb. Coś jeszcze chodziło jej po głowie, ale ta myśl zdawała się jej uciekać od dłuższej chwili. W końcu spojrzała na Vladimira, orientując się, że zapomnieli o czymś szalenie ważnym.
    -Trzeba będzie przygotować świstoklik – powiedziała zaskoczona, że nie pomyśleli o samej podróży w pierwszej kolejności – Zajmę się tym, gdy pójdziesz do dyrektora, dobrze? – spytała w głowie układając już sobie jak zaczaruje świstoklik. Nigdy nie podróżowała w ten sposób na tak duże odległości, więc możliwe, że trzeba będzie dwa albo trzy razy zatrzymać się po drodze. Miała jednak nadzieję, że uda się jej zaczarować świstoklik bezpośrednio.
    -Wyślij mi tylko sówkę dziś wieczorem, jak już będziesz wiedział co i jak. Ja zajmę się resztą – uśmiechnęła się i zanim wstała by ubrać ciepłą kurtkę i wrócić do zamku, ścisnęła jeszcze lekko jego dłoń leżącą na stole.

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  38. - A ponoć Norwedzy to bardzo niemili ludzie. - Zaśmiała się, spoglądając w jego oczy. - Mój przyrodni brat, Mike mieszkał kilka lat w Norwegii i nie zachwala sobie ani kraju, ani ludzi. Pewnie wszyscy ci mili siedzą już w Hogwarcie - zażartowała.
    Tęskniła za Mike'em. Był to jej ulubiony starszy brat, który zawsze stawał w jej obronie. Bez względu, po czyjej stronie była wina, Mike zawsze jej bronił. A teraz nawet nie wiedziała, gdzie jest, z kim żyje i czy już ma dzieci. Czy już czasem nie została ciocią.
    Jej twarz odrobinę posmutniała, przez co spuściła wzrok, który teraz wędrował po wydeptanym śniegu. Czuła się fatalnie rozmyślając o rodzeństwie i ojczymie, których dawno już nie miała. Westchnęła przeciągle.
    Zimno, które przed chwilą jej doskwierało, teraz naprawdę było nie do zniesienia. Ogień już wygasł, przez co nic jej nie grzało. Jeden bok szaty schowała pod drugim tak, aby każda część jej ciała była nim osłonięta.
    - W Świńskim Łbie i Trzech Miotłach będzie jeszcze więcej ludzi. Chyba wolałabym spędzić resztę wieczora tylko z Tobą, w ciszy... I Twoimi psami. Pod warunkiem, że mnie nie zagryzą.
    Fakt, że Vladimir miał zwierzęta w swojej opiece sprawiał, że dziewczyna była naprawdę pod wrażeniem. Sama chciałaby mieć psa husky'ego, jednak wiedziała, że sama nie jest w stanie się nim zająć, a w roku szkolnym nie miałaby nawet komu go oddać.
    Powoli ruszyła przed siebie. Musiało minąć kilka sekund, zanim zrozumiała, że Vladimir nie szedł, tylko wpatrywał się w nią.

    Aria

    OdpowiedzUsuń
  39. - A jeśli dla niej nikt nigdy nie zrobił nic miłego, to też ma robić dla wszystkich miłe rzeczy? - spytała i mogłaby przysiąc, że w swoim własnym pytaniu słyszała nutkę wyrzutu, choć nigdy wcześniej nie zastanawiała się nad tym, jak by to było, gdyby zaczęła być ciut mniej niedostępna w stosunku dla ludzi. Chociaż i tak ostatnio miała sporo sukcesów na koncie - rozmawiała z gryfonami i żadnego nie zabiła, starała się powściągnąć swój ostry język przy nauczycielach, a teraz nawet kogoś dotykała. W dodatku jednego z tych nauczycieli, którym zapewne pyskowałaby ze zwykłej przekory, żeby jakoś się wyróżnić i nieświadomie zwrócić na siebie uwagę.
    Ale szkoda byłoby psuć taki, bądź co bądź, przyjemny szlaban jakąś pyskówką, która pewnie kosztowałaby ją kilka godzin sam na sam, ale z Filchem. A ten charłak to był istny koszmar. Nikogo nie lubił, ale jak się na kogoś uwziął, to nie można było dać sobie z nim rady.
    Widząc, że nauczyciel wziął do ręki pracę, zmierzyła ze zdziwieniem tył jego głowy, po czym uśmiechnęła się szeroko, gdy tak sprawdzał i sprawdzał i coś nie mógł skończyć sprawdzać. Pochyliła się do przodu, na chwilę zaprzestając ruchów dłońmi i przysunęła się na tyle blisko, by raz czy dwa musnąć przez przypadek płatek jego ucha, gdy mówiła.
    - Zostaw nas, Vlado. Nie chcesz nas teraz sprawdzać. Nigdzie ci nie uciekniemy, a Willow tak - wyszeptała nienaturalnie cienkim głosikiem i bacznie zaczęła się przyglądać, co też zrobi Karkarow - czy posłucha i, jakby to ująć, odda się forbesowym dłoniom, czy będzie uparty i dalej będzie udawał, że coś mu się udaje zdziałać z tymi wypracowaniami.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  40. [Aj, ta moja wena to robi sobie co chce... Cześć!]

    Ellen

    OdpowiedzUsuń
  41. [Karta Vladimira również jest świetna. Jestem jak najbardziej chętna na wątek, tylko nie wiem, w jakim kierunku, jeśli chodzi o relacje, wolisz iść?]
    James

    OdpowiedzUsuń
  42. Uwielbiała jego uśmiech, musiała to przyznać. Był taki beztroski, a w połączeniu z niebieskimi oczami i kośćmi policzkowymi mógł skraść niejedno serce. Nie dziwne więc, że podobał jej się z każdą sekundą coraz bardziej.
    Był też mądry, na co wskazywał ton, z jakim mówił. Był spokojny i opanowany, przez co wydawało się Ariannie, że mało kto i co może go wyprowadzić z równowagi. Uczniowie, ci najbardziej rozkapryszeni też.
    Zaśmiała się, kiedy ten ujął jej dłoń.
    - Nie mieszkasz w Hogwarcie? - zapytała, odrobinę zaskoczona.
    Była pewna, że każdy nauczyciel mieszka w szkole, przez co właśnie tam się skierowała. Zdziwiło ją to, że Vladimir prowadził ją w stronę Zakazanego Lasu, który był niebezpieczny. A już na pewno w środku nocy, kiedy wszystko wydawało się zdecydowanie bardziej straszne niż w dzień.
    Spojrzała jeszcze bardziej zaskoczona, w momencie, gdy objął ją w talii. Różowe placki z zimna zamieniły się teraz w purpurowe rumieńce. Nienawidziła się za to, że takie nic nieznaczące gesty tak na nią działały.
    Kiedy znaleźli się na pustej alejce, która przez biały śnieg nie wydawała się tak straszna, jak zapewne wyglądała w trakcie jesieni, skinęła głową.
    - Tak, wszystko okej. - Uśmiechnęła się delikatnie.
    Mocniej ścisnęła dłoń, którą Vladimir chciał zabrać. Bała się, że zaraz zostanie tutaj sama, a nieznane jej osoby zaczną się pojawiać obok niej.

    Aria

    OdpowiedzUsuń
  43. Słuchała z uwagą słów Vladimira. Nie chciała przeoczyć nic istotnego. Cieszyło ja to, że postanowił się z nią podzielić tą wiadomością, choć nie była pewna, czy aby była to jakakolwiek tajemnica. Być może tylko ona nie wiedziała, czym dodatkowo zajmował się Karkarow. Nie była jednak na tyle ciekawska, aby wypytywać o jego życie innych uczniów.
    Musiała przyznać, że szlaban, który ostatnio dostała, dał jej możliwość, aby zobaczyć Vladimira z innej strony. Nie profesora, który od nich wymagał skupienia przez całą lekcję, a człowieka, którego życie było ciekawsze, niż poprawianie ich testów. Była wdzięczna dyrektorowi za to, że kazał jej spędzić szlaban z Karkarowem, choć na początku była bardzo sceptycznie do tej propozycji nastawiona.
    - Jakie obrażenia odniosłeś? - zapytała, jednak chwilę później zrozumiała, że najprawdopodobniej jest zbyt ciekawska. - Przepraszam, nie musisz odpowiadać na to pytanie - dodała chwilę później.
    Szli powoli, a Aria miała wrażenie, że noc zbliżała się nieubłaganie. Wiedziała, że wtedy ich wieczór się zakończy, a ona będzie musiała z niechęcią opuścić Vladimira i wrócić do Hogwartu.
    Zauważywszy dwa psiaki, szeroki uśmiech pojawił się na jej ustach. Jej wzrok przez chwilę skierowała na Vladimira, jednak po chwili znów przeniosła go na zwierzęta. Patrzyła na nie z zafascynowaniem, coraz pewniejsza, że po szkole przygarnie psy z jakiegoś schroniska. Muszą być co najmniej dwa, gdyż nie miałaby serca pozostawić samego, kiedy musiałaby udać się do pracy.
    - Piękne psy - powiedziała, nie mogąc doczekać się, aż wsunie palce w ich puszystą sierść. - Jak się wabią?


    Aria

    OdpowiedzUsuń
  44. Zaśmiała się z jego żartu, powoli przechodząc przez próg. Nie wiedziała, czego może się po nim spodziewać. A już na pewno nie tego, co właśnie zobaczyła.
    Oddała kurtkę Vladimirowi, który powiesił ją na wieszaku. Ruszyła przed siebie, wciąż rozglądając się z niedowierzaniem.
    Podeszła do książek, które jako pierwsze rzuciły jej się w oczy. Przejechała po ich równo ustawionych grzbietach, czytając tytuły. Jej brew co chwilę się unosiła, a po chwili wracała na swoje miejsce.
    Odwróciła się plecami do książek i zauważyła fortepian. Podeszła do niego i położywszy dłoń na czarnym sprzęcie, przejechała nią powoli, jakby chcąc wyczuć każdy dźwięk bez naciskania klawiszy.
    Psy Vladimira chodziły ciągle pod jej nogami. W końcu Aria kucnęła i spojrzała na Runę.
    - Ale jesteś śliczna - powiedziała, zatapiając dłoń w jej miękkim futerku.
    Głaskała ją powoli, czasami przystając za uchem, gdzie ją drapała. Wydawało jej się, że psinie się to podoba, dlatego nie przestawała. Uśmiech nie schodził jej z ust, a wokół oczu pojawiły się delikatne zmarszczki. Drugą ręką odgarnęła włosy z oczu, po czym ułożyła ją na kolanach.
    - A masz może gorącą czekoladę? - odkrzyknęła.
    Kiedy kolana zaczęły ją boleć od kucania, podeszła do sofy i usiadła na niej. Jedną nogę zgięła i włożyła ją pod tyłek, zaś druga zwisała jej z sofy. Należała do tych niskich osóbek, które, oparłszy się o oparcie, nie sięgała nogami do podłogi.
    Runa usiadła na podłodze obok sofy, merdając wesoło. Wywaliła jęzor, szybko oddychając, co rozbawiło Arię. Ponownie zaczęła ją głaskać, lecz wzrok miała wbity w krzątającego się po kuchni Vladimira.
    - Może Ci w czymś pomóc?

    Aria

    OdpowiedzUsuń
  45. Deportacja szła Ethel zupełnie nieźle, choć nie była pewna, czy teleportacja na tak duże odległości jest w stu procentach bezpieczna. Dlatego też po powrocie do zamku złapała jeden ze starych kapeluszy, który zwinęła, z którejś z opuszczonych kanciap na piątym piętrze i w swoim gabinecie skupiła się na zaczarowaniu świstoklika tak, by przeniósł ich w okolice Alice Springs. Było to stosunkowo niedaleko od Ayers Rock, które słynęło z czerwonego piasku i magicznej natury tego miejsca, ale wciąż było to na tyle spore miasteczko, by ich nagłe pojawienie się nie wzbudziło niczyich podejrzeń. Niedaleko leżało również jezioro Amadeus, co podpowiadało Ethel, że wilgotność w tym miejscu może być wbrew pozorom odpowiednia dla smoczego ziela, mimo bardzo wysokich temperatur.
    Usłyszała cichutkie pukanie w okno, więc z uśmiechem otworzyła je, wpuszczając sówkę do środka. Była przepiękna. Ethel pomyślała, że już od dawna nie miała żadnego zwierzęcia, którym mogłaby się opiekować. Jej fretka, którą dostała od ojca na piątym roku, dożywała sobie spokojnej starości w jej domu rodzinnym. Przeczytała liścik, uśmiechając się pod nosem i szybko naskrobała odpowiedź.
    Kochany Vlado!
    Dziękuję za całą pomoc i wsparcie w tej sprawie. Nawet nie wiesz jaka jestem szczęśliwa! Świstoklik już leży przygotowany, jutro spakuję wszystkie potrzebne rzeczy. Już nie mogę się doczekać, więc pozostaje mi życzyć Ci spokojnej nocy przed tak wielkim wydarzeniem.
    Do zobaczenia jutro,
    Ethel

    Zwinęła liścik i przyczepiła sówce do nóżki. Nawet nie zauważyła jak zasnęła z otrzymanymi pergaminami zaciśniętymi w dłoni.
    ***
    Cały dzień chodziła jak na szpilkach, nie mogąc wyczekać wieczora. Miała szczerą nadzieję, że o wszystkim pomyślała i niczego nie zapomniała. Wieczorem zjawiła się przed bramą Hogwartu, gdzie już spokojnie można było użyć świstoklika. Miała przy sobie niepozorną torbę przewieszoną przez ramię, w której znajdowało się więcej skarbów, niż można było przypuszczać.
    -Dobry wieczór – przywitała Vladimira szerokim, ciepłym uśmiechem, spoglądając na zegarek. Nigdy nie była zbyt dobra w przeliczaniu stref czasowych, ale jeśli dobrze się orientowała, powinni wylądować w Australii około ósmej rano. To znaczy, że mieli przed sobą cały dzień na zbadanie dokładniej okolic, które ich interesowały, znalezienie miejsca na nocleg i wszystkie inne sprawy, które nie dotyczyły bezpośrednio szukania rośliny, ale były im bardzo potrzebne.
    -Gotowy? – zapytała, ściskając jego dłoń, a drugą ręką wskazując na stary kapelusz, leżący przed nimi.

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  46. [Cześć! :)
    Przepraszam za zapłon, prześlę odpis najdalej do niedzieli xx Sądzę, że jeśli będziemy sobie przesyłać po jednym, długim komentarzu (no, obiecuję się postarać), to góra za cztery od każdej możemy ten wątek w przeszłości skończyć :D
    A następny może, zamiast w Trzech Miotłach zaraz po spotkaniu po latach naszych chłopców; miałby miejsce po tym, jak Lupin wpadnie na Victoire? Zupełnie przypadkiem przeczytałam jeden z twoich komentarzy do niej i masz rację, Ted wyczułby, że Vlado coś przed nim ukrywa. A gdyby już pojął co, bynajmniej nie byłby zachwycony zachowaniem przyjaciela xxD Acz po ostatnim Sylwestrze z Ethel jest pewnie ostatnią osobą, która powinna się na temat braterskich zasad wypowiadać xD No ale, jak słusznie Vlado zauważył, Teddy to taki dziwny osobnik :P]

    Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
  47. Nachyliła się nad stolikiem, po czym chwyciła do ręki kubek. Objęła go obiema dłońmi, gdyż mógł ją szybciej ogrzać niż temperatura w pokoju.
    Założywszy kosmyk za ucho, upiła mały łyk czekolady, nie chcąc się sparzyć. Jak każda rzecz, którą dzisiaj przygotował Vladimir - była przepyszna.
    Zaśmiała się cicho kręcąc głową.
    - Jeśli pytasz, czy mam chłopaka, to moja odpowiedź brzmi nie. - Spojrzała uważnie na jego twarz. Uśmiechał się delikatnie, przez co jej uśmiech się poszerzył. - Nie ma też nikogo, kto nim mógłby zostać. Żaden chłopak nie przyciągnął mojej uwagi na tyle, by móc starać się o jego względy.
    Okłamała go. Lecz czy wypadało powiedzieć mu, że jedynym mężczyzną, który jej się podoba, jest właśnie on? Przecież to i tak nie miałoby sensu.
    Usiadła tak, aby nie musieć co chwilę obracać głowy, by spojrzeć na Vladimira. Upiła kolejny łyk czekolady, czując jak gorący płyn rozgrzewa ją od środka.
    - Chyba, że o Ciebie może ktoś być zazdrosny? - zapytała, unosząc do góry prawą brew.
    Jej podświadomość krzyczała, a żołądek zaczął się skręcać. Wewnątrz cała się obawiała, że jednak jest ktoś w życiu Karkarowa, kto już dawno skradł mu serce.
    Odgarnęła jego kosmyk włosów z twarzy, nim się powstrzymała. Robiąc to, delikatnie przejechała po jego policzku, na którym widniał zarost. Uśmiechnęła się, odrobinę speszona, po czym spuściła wzrok. Westchnęła cicho, kolejny raz się rumieniąc.

    Aria

    OdpowiedzUsuń
  48. Na słowa Vladimira, skinęła nieznacznie głową. Nie wiedziała, jak ma reagować na jego gesty. Czy był tylko miły, skoro już ją do siebie zaprosił, czy jednak było coś na rzeczy, o czym Aria myślała od ostatniego szlabanu.
    Arianna nie mogła zaprzeczyć, że Vladimir czasem jej się śnił. Jednak jej sny były tak nieprawdopodobne, że nawet nie marzyła o tym, aby część z nich się ziściła. Co prawda, czasami miała ogromną ochotę na to, aby szli korytarzem, trzymając się za ręce i wywoływać burzę nie tylko wśród uczniów, ale także wśród kadry nauczycielskiej.
    Nie spodziewała się tego, że Vladimir odważy się na taki gest. Nawet nie myślała, by taka sytuacja miała nadejść. Wydawało jej się, że to jest zbyt nachalna, a profesor za niedługo odeśle ją z kwitkiem do Hogwartu.
    Uniosła powoli głowę, zbierając w sobie odwagę, by spojrzeć w jego oczy. Była świadoma tego, że jej twarz wyrażała wszystko - radość, zaskoczenie, a z jej oczu można było wyczytać jedno - podniecenie.
    Chcąc zatuszować swoje uczucia w jakikolwiek sposób, upiła łyk czekolady, po czym odłożyła kubek na stół. Usiadła odrobinę bliżej Vladimira, a dłoń, na której błyszczał złoty pierścionek z brylantem - jedyna pamiątka po swojej zmarłej matce - położyła między nimi.
    - Czy jesteś w jakikolwiek sposób powiązany z Igorem Karkarowem? - zapytała cicho, chcąc zmienić temat.
    Ściągnęła czarny sweterek i położyła go na oparciu. Została w czarnej bluzce na ramiączkach, a na jej piersiach równo leżał czerwono-złoty krawat. Było jej już w sam raz i obawiała się, że będzie już tylko coraz cieplej.


    Aria

    OdpowiedzUsuń
  49. Wiedziała, żeby nie ubierać się zbyt ciepło, bo kurtkę będzie musiała zdjąć natychmiast po wylądowaniu. Dlatego też nie mogła się doczekać aż dotkną świstoklika, bo zdążyła już nieco zmarznąć. Złapała kapelusz, pilnując by w locie nie rozdzielić się z Vladem. Gdyby wylądowali kilkadziesiąt kilometrów od siebie mieliby nie lada problem i deportowaliby się po Australii by się znaleźć, a na to nie mieli czasu.
    Po niedługim czasie poczuła jak gorące powietrze owiewa jej twarz. Zmrużyła oczy, jeszcze przed sekundą przyzwyczajona do wieczornego mroku, nagle musiała oglądać świat skąpany w słońcu. Rozejrzała się, szybko ściągając z siebie kurtkę, pod którą miała jedynie bluzkę bez rękawów. Spodnie póki co miała długie, ale dość lekkie, by mogła spokojnie przetrwać póki rozłożą namiot. Spakowała wszystko do swojej torby, rozglądając się za Vladimirem. W oddali majaczyły budynki Alice Springs, czyli wszystko się udało.
    Spojrzała na Vlada z rozbawieniem zmieszanym z niepokojem. Jak ten człowiek północy wytrzyma takie temperatury? Na szczęście Ethel zadbała o duże ilości wody, a także baniaczki, w które zawsze można było nabrać wody pitnej w mieście bądź jakimkolwiek czystym strumyczku. Uśmiechnęła się szeroko, a na usta cisnęło się jej O matko, jesteśmy!
    -Chodź, w tamtą stronę jest jezioro, myślisz, że to będzie dobre miejsce na rozbicie namiotu? Wolałaby nie rzucać się za bardzo w oczy, zatem liczyła, że albo trafią na zupełne pustkowie, albo na zatrzęsienie kempingowców, gdzie kolejny namiot nie będzie niczym nowym.
    Po przygotowaniu wszystkiego zamierzała zrobić coś do jedzenia i usiąść nad książką, by jeszcze raz przypomnieć sobie wszystkie szczegóły związane z rośliną. Miała też w pamięci, by nie przerwali pracę za jakieś trzy, cztery godziny, gdy słońce będzie grzało najmocniej. Oczywiście miała sposoby na radzenie sobie z udarem, ale wolała uniknąć wszelkich przeciwności. A gdy już uporają się ze wszystkim, może po południu uda się wskoczyć do jeziora, by się odświeżyć przed poszukiwaniami?

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  50. Chcąc czy nie chcąc jestem z nim powiązany nawet bardzo. Słowa te buzowaly w jej głowie. Wiedziała, ile Karkarow narzadzil złego, jej matka bardzo często o nim wspominała. Zanim odeszła mówiła, że tacy ludzie jak on, nie zasługują na miano człowieka. Mimowolnie wzdrygnela się, jednak gdy spojrzała w oczy Vladimira, na jej twarzy pojawił się przepraszajacy uśmiech. Nie mogła sądzić, że mężczyzna jest taki sam jak ojciec, a jego słowa sprawiały, że dziewczyna zaczęła w to wątpić.
    Położyła dłoń na jego udzie, sama nie wiedząc, dlaczego to zrobiła. Chciała mu w jakiś sposób dodać otuchy, pokazać, że to wcale nie ma znaczenia. Nie wiedziała, kim jej ojciec był. Być może popełnił więcej błędów, niż Igor Karkarow.
    Westchnęła cicho, przeciagle wypuszczając powietrze. Obawiala się, że jej reakcja zrazila mężczyznę do niej.
    - Przepraszam - wyszeptała cicho, drapiac się po ramieniu. - Nie chcialam Ci sprawić przykrości.
    Chciała coś jeszcze dodać, jednak w jej głowie wirowala pustka. Spoglądała w jego oczy z nadzieją, że powie jej coś więcej o ojcu, jednak było jej tak głupio, że wstydziła się zapytać. Z drugiej strony wydedukowala, że mężczyzna nie bardzo chce o nim wspominać, a ona sama nie chciała psuć atmosfery. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz czuła się tak zrelaksowana w towarzystwie mężczyzny. Działał na nią kojąco i nawet najgorsze wspomnienia przy nim stawały się czymś normalnym.

    Aria

    OdpowiedzUsuń
  51. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uśmiechnęła się. Miała nadzieję, że nigdy nie dojdzie do sytuacji, w której Vladimir poczuje się przez nią urażony. Nie miała w zwyczaju ranić ludzi, jednak za każdym razem, gdy zaczynało jej zależeć, robiła coś, czego żałowała przez bardzo długi czas. Tak jak z Mike'em, którego kochała platoniczną miłością. Mimo, że był jej przyrodnim bratem, był jeszcze kimś więcej dla niej. Odetchnęła z ulgą na jego słowa.
      - Dostałam go od mamy. - Uśmiechnęła się na samo wspomnienie, splatając ich dłonie. - Dwie noce po tym, jak Aaron kazał nam odejść.
      Zaśmiała się pod nosem. Nie miała zielonego pojęcia, dlaczego miał dla niej takie znaczenie, nie potrafiła przypomnieć sobie słów matki, gdy go jej wręczała. Być może nie powiedziała wtedy nic, a porozumiewały się po prostu oczami. Tak, jak często to robiły - słowa w ich życiu były zbędne, a oczy wyrażały wszystko.
      Aria miała to do dziś. Z jej oczu można było wyczytać wszystko. Była jak otwarta książka dla każdego, kto raczył na nią spojrzeć. Dlatego nie zdziwiłaby się za bardzo, gdyby Vladimir zorientował się, że podoba się dziewczynie.
      - Pamiętam tylko, że mam go dać komuś, kto na niego zasłuży. Wydaje mi się, że to będzie moja córka, choć nie mam pewności, czy będę ją kiedykolwiek mieć.
      Westchnęła, pocierając skroń. Z jednej strony marzyła o tym, aby mieć dzieci, ale z drugiej bała się tego, że skrzywdzi je tak, jak mama skrzywdziła ją. Poza tym, nie wiedziała, czy kiedykolwiek w jej życiu będzie ktoś, kto zechce dzielić z nią resztę swojego życia i starać się o potomstwo.
      Miała ochotę oprzeć głowę o jego ramię i czuć jego ciepło w każdej chwili. Po raz pierwszy zaczęła żałować, że Vladimir był jej profesorem. Wiedziała, że ich ewentualny związek nie przejdzie, jeśli dyrektor się o tym dowie. A nie byłoby to ciężkie, gdyż Aria nie potrafiła trzymać uczuć na wodzy. Była porywcza, przez co często miała kłopoty. Westchnęła, ganiąc się w myślach. Mimo wszystko, zaczęła rysować kółka na jego udzie, wzrokiem podążając za wzorem.
      Po dłuższej chwili, przeniosła wzrok na stojący fortepian za nimi.
      - Grasz? - zapytała, wyobrażając sobie ich duet.

      Aria

      [Dodaję jeszcze raz, gdyż tamten komentarz pisałam na telefonie, a skoro jeszcze mi nie odpisałaś, to poprawiłam błędy, których wcześniej nie wypatrzyłam.]

      Usuń
  52. Od razy przyjęła obronną postawą machając jak szalona rękami. W sumie z pewnej odległości wyglądało to jakby myła niewidzialną ścianę, tylko brakowało jej ścierki i jakiegoś pojemnika z wodą i detergentem, chociażby małej miseczki. Nigdy w jej intencji nie leżało zepsucie relacji jakie łączyły Vlado z Lupinem, wręcz przeciwnie widząc ich braterską zażyłość jeszcze w szkole starała się jak mogła ją pielęgnować, czego oni zapewne nigdy nie zauważyli, bo jest dziwnego w tym że dziewczyna tak często pozwala swojemu chłopakowi na spotkania z przyjacielem? Nic jeśli nie powtarza się to kilka razy w tygodniu w porach które Victoire wolałaby spędzać z Teddym. No ale cóż, nie mogła mu tego powiedzieć, bo wyszłaby na totalną egoistkę, poza tym i tak miła Lupina często tylko dla siebie- bycie zazdrosnym o jego przyjaciela byłoby absurdalne. No chyba, że byłaby to dziewczyna, wtedy sprawa zmieniała się o sto osiemdziesiąt stopni.
    - Nie, nie, nie, absolutnie nie to miałam na myśli- zaczęła gorączkowo starają się ubrać w słowa swoje rozbiegane myśli- po prostu chciałam cię uprzedzić, że cos takiego miało miejsce, nie musisz mnie kryć ani nic w tym rodzaju. Jak sam zauważyłeś on jest dziwny i od razu by cię przejrzała, zresztą w mojej intencji nie leży namawianie cię do kłamstwa, absolutnie. Chodzi mi tylko o to abyś się przygotował, nie przyjął najlepiej wiadomości o moim przybyciu, zwłaszcza, że jakby nie patrzeć pracuję tu dłużej, i powinniśmy się spotkać, tylko przypadkiem udało nam się nie natknąć na siebie, a gdy to już się stało nie byłam przygotowana, więc nie wyszło to za dobrze…zresztą powinieneś pamiętać, że nasze rozmowy często nie były zbyt cywilizowane, więc możesz sobie wyobrazić jak wyglądała nasza konwersacja po pięciu latach- słowa potokiem wypływały jej z ust. Miała wrażenie, że nie potrzebuje oddychać, dopóty nie zakrztusiła się . uderzyła się kilka razy w pierś pomagając płucom odnaleźć swój stały rytm. Gdy skończyła otarła wierzchem dłoni usta i znów spojrzała na mężczyznę uśmiechając się nieśmiało w jego stronę.
    - Za szybko mówię- rzuciła bez zastanowienia- po prostu to dla mnie nieco dziwne po tym wszystkim co się wydarzyło. Zresztą co ja ci będę mówić, pewnie znasz każdy szczegół syfu w który się wpakowałam. Nie ważne, zapomnij- machnęła ręką opierając się o oparcie krzesła.

    Victoire

    OdpowiedzUsuń
  53. Zaśmiała się na słowa Karkarowa, kręcąc głową z niedowierzaniem.
    - Nie wierzę w bratnie dusze. To coś, co nie istnieje. Albo pielęgnujemy swój związek, który może stać się czymś naprawdę super, albo popadamy w rutynę. W pierwszym wypadku, jeśli obydwie osoby się starają, można mówić o bratnich duszach. - Wzięła głębszy oddech, wciąż kręcąc głową.
    Zawsze była sceptycznie nastawiona co do związków i takich pojęć jak bratnia dusza. Być może jeszcze nigdy w życiu nie poznała kogoś, kto mógłby być dla niej kimś takim, a może po prostu miała rację i nikt taki nie istniał.
    Nie to, że Aria była taka jak jej matka - duszą towarzystwa, zmieniającą mężczyzn jak rękawiczki. Właściwie, to jeszcze nigdy nie miała chłopaka. Twierdziła, że jest zbyt młoda, a uczucie, które nazywała w młodości miłością, ulatniało się tak szybko, jak topniał śnieg.
    - Po prostu nie chciałabym sprawić, aby moja córka czuła się tak, jak ja czuję się po stracie mamy - wyszeptała cicho. - To byłby za duży cios. No i nie wiem, jaka naprawdę jestem. Czy nie jestem bardziej podobna do matki, niż mi się to wydaje.
    Usłyszawszy jego słowa, jej usta mimowolnie się otworzyły i przybrały kształt litery o. Nie potrafiła uwierzyć własnym uszom. Czy Karkarow właśnie powiedział, że gdyby był młodszy, to chciałby z nią być?
    Jej twarz cała się rozpromieniła. Jeśli iskrzyła wcześniej, teraz buchała mocnym światłem, a dziewczyna czuła, jak jej policzki zaczynają ją piec. Jej orzechowe oczy zaszkliły się, ni to ze wzruszenia, ni podniecenia.
    Skinęła nieznacznie głową na propozycję mężczyzny. Chciała posłuchać tego, jak gra. Pragnęła zobaczyć, jak zatapia się w każdym dźwięku tak, jak ona to robiła podczas śpiewu. Wierzyła w to, że oboje mogli stracić głowę dla muzyki. A Aria tak już miała - śpiewając piosenki tak się wczuwała, że nie widziała świata poza tym wyobrażonym, a później ciężko było jej się pozbierać.
    - Zaczekaj - wyszeptała, kiedy mężczyzna wstawał.
    Chwyciła go za rękę obiema dłońmi, po czym usiadła na kolanach. Nachyliła się i złożyła całusa na jego policzku, kącikiem ust muskając jego ciepłe wargi.

    Aria

    OdpowiedzUsuń
  54. Była zaskoczona odpowiedzią mężczyzny. Myślała, że przez jej porywczość Vladimir będzie chciał, żeby już odeszła, a ten odwzajemnił pocałunek, który sprawił, że wszystkie wnętrzności jej ciała zaczęły śpiewać. Tańczyć i cieszyć się. Być może jej zachowanie wcale nie było tak złe, jak się jej wydawało.
    Mimo wszystko był jej profesorem. Spotykali się dwa razy w tygodniu na dwugodzinnych zajęciach, na których Vladimir nigdy nie pokazał zainteresowania jej osobą. Oczywiście - starał się jej pomóc, gdy miała jakiś problem, lecz zachowywał się tak wobec każdego ucznia.
    Pocałunek, który złożyła na jego ustach, był bardzo delikatny. Nie chciała, by mężczyzna pomyślał, że chce wskoczyć mu do łóżka. A pewnie większości przeszłoby to przez myśl. Może nie Vladimirowi, ale na pewno reszcie kadry nauczycielskiej.
    Wplotła dłoń w jego włosy, a drugą położyła na klatce sercowej czując, jak serce Vladimira przyspiesza.
    W końcu, kiedy odsunęli się od siebie, spojrzała na jego twarz, która w tym momencie nie wyrażała żadnych uczuć. Wyglądała jak maska, którą przywdziewa każdy, kto chciał skryć coś przed drugą osobą.
    Westchnęła cicho, gładząc kciukami jego poliki. Z jednej strony chciała tym gestem dodać mu otuchy, a z drugiej, żeby pokazał, co czuje.
    Gdy otworzył oczy, jej serce zamarło. Wyglądał tak sztucznie, tak pusto, że zachciało jej się płakać. Powstrzymywała się jednak, gdyż nie sądziła, że to, co zrobili było aż tak złe.
    Uśmiechnęła się, opierając czoło o jego. Spoglądała na niego przepraszającym wzrokiem, jednak nie miała zielonego pojęcia, dlaczego miałaby to robić. W końcu oboje tego chcieli. Gdyby było inaczej, Vladimir odepchnąłby ją od siebie. Zamiast tego, odwzajemnił jej pocałunek.
    Oddychała szybko, wypuszczając powietrze ustami. W końcu przymknęła oczy, chcąc się uspokoić. Pragnęła więcej, lecz nie wiedziała, czego właściwie może się teraz spodziewać.
    - Vladimir... - wyszeptała zachrypniętym głosem jego imię, zupełnie nie wiedząc, co właściwie chciała powiedzieć.

    Aria

    OdpowiedzUsuń
  55. Nie była do końca pewna, jakie myśli wirowały w głowie Vladimira. Obawiała się jego słów, które prędzej czy później padną. Westchnęła cicho.
    Lekcje prowadzone przez Karkarowa na pewno nie będą takie same, jak uprzednio. Arianna zapewne będzie częściej spoglądać na niego, niż to wymagane, a zamiast skupiać się na przerabianym materiale - będzie studiować każdy cal, każde zachowanie i ubiegać się o każdy uśmiech Vladimira.
    Ta nagła myśl sprawiła, że dopadła ją zazdrość. Nie będzie w stanie ignorować każdego jego spojrzenia nieskierowanego w jej stronę, nie wspominając o uśmiechach, gdy jakiś uczeń go rozbawi.
    Usłyszawszy jego słowa, odchyliła głowę. Nie wiedziała do końca, co miał na myśli. Czy on w tym momencie sugerował, że jest szczęściarzem, czy dupkiem?
    - W takim razie nie pozwól mi odejść - odpowiedziała, zanim zdążyła ugryźć się w język.
    Kolejna fala zażenowania sprawiła, że jej rozgrzana twarz zrobiła się jeszcze bardziej czerwona. Zeszła z jego kolan, uprzednio całując jeszcze raz jego policzek. Obawiała się, że będzie to ich ostatni tak bliski kontakt, więc minęło kilka dobrych sekund, zanim się od niego odsunęła.
    - Przepraszam, ja... - przerwała, siadając na fotelu obok.
    Skryła twarz w dłoniach, a jej ciało zaczęło się delikatnie trząść. Ostatnim razem, gdy trzęsła się w taki sposób, nic dobrego się nie wydarzyło - było to kilka godzin po odczytaniu ostatnich słów jej matki.
    Z jednej strony powinna czuć się bardzo szczęśliwa. Z drugiej - wciąż nie wiedziała, jakimi uczuciami pała do niej Vladimir. Nie rób sobie nadziei, pewnie nie jesteś pierwszą ani ostatnią jego uczennicą podszeptywał jej ten zły głosik w głowie, którego za nic nie mogła wyrzucić z myśli. A może był również w niej zauroczony?
    Oddychała głęboko, próbując się uspokoić, lecz drgawki nie ustawały. Wręcz przeciwnie - stawały się coraz częstsze i mocniejsze.
    Wciąż czuła smak ust Vladimira. Oblizywała je co chwilę z nadzieją, że to ją uspokoi. Dłonie zacisnęła w pięści, wbijając je w oczy. Czuła z tego powodu ból, lecz nic sobie z tego nie robiła.

    Aria

    OdpowiedzUsuń
  56. Pokręciła głową, wciąż jej nie podnosząc. Bardzo dobrze wiedziała, co jej jest - po raz pierwszy drgawek dostała, gdy w młodym wieku bardzo się zdenerwowała. Stres dotyczący szkoły z każdym dniem się wzmagał, co sprawiało, że dziewczyna nie wysypiała się od kilku tygodni. Sunęła po korytarzach Hogwartu niczym zombie, nierzadko wstępując do Skrzydła Szpitalnego po coś na wzmocnienie. Czuła jednak w podświadomości, że obietnica odnośnie idealnej córeczki wciąż jej dotyczy. Mimo tego, że jej matka dawno swoją złamała w momencie, gdy odeszła. A do tego doszły teraz skomplikowane uczucia wobec Vladimira.
    - Nic mi nie jest, po prostu... - Podniosła głowę. Jej oczy wciąż się szkliły, jednak wcześniejsze uczucia dawno zniknęły. Teraz widniał w nich strach. Chciała uciec jak najdalej stąd, a z drugiej strony jej każdy cal ciała krzyczał, aby została tutaj jak najdłużej. - Vladimirze, ja po prostu nie wiem jak będę w stanie spojrzeć na Ciebie na wtorkowych zajęciach.
    Zaśmiała się cicho, kładąc dłoń na jego ramieniu. Drgawki nie ustawały, lecz próbowała je ignorować.
    - Podobasz mi się, cholera jasna. I nic nie zrobię z tym, że chcę Cię mieć i mieć, a już szczególnie po tym, co przed chwilą się stało.
    Kiwnęła głową, przygryzając dolną wargę. Jej wzrok stał się jakby za mgłą - przed oczyma właśnie miała uśmiechniętą twarz Vladimira i ich czuły pocałunek.
    - Jestem w stanie udawać - powiedziała drżącym głosem, próbując samą siebie przekonać.
    Nie była pewna tych słów. Łatwiej było jej udawać, że przykre zachowania wobec niej to błahostka, lecz nigdy nie była w sytuacji, w której musiałaby swoje zauroczenie kryć pod maską obojętności.
    Włożyła dłoń pod bluzkę Vladimira, delikatnie gładząc jego ramię. Oddychała coraz spokojniej, a wzrokiem nie krzątała już po całym pomieszczeniu, lecz utkwiła je w niebieskich tęczówkach mężczyzny.
    - A co jeśli już się zakochałam?
    Wbiła paznokcie drugiej ręki w kolano, chcąc powstrzymać jego drżenie. Z marnym skutkiem, jednak ból w jakimś stopniu jej pomagał. Przynajmniej tak było kiedyś. Mimowolnie się uśmiechnęła, jakby to, co właśnie powiedziała, było żartem.
    - Nie, Vladimirze. To nie jest miłość, lecz silne uczucie, które ciężko mi wytłumaczyć. Jeśli mam być szczera, to nigdy nie doznałam miłości, takiej szczerej, oprócz matczynej. Dlatego ciężko mi wytłumaczyć to, co właściwie do Ciebie czuję. Chcę tylko, byś był blisko mnie.

    Aria

    OdpowiedzUsuń
  57. [Och, czemu na mnie nie krzyczysz? :D Byłam święcie przekonana, że przesłałam odpis, nawet pamiętam jak go pisałam, a teraz widzę, że u Ciebie pusto, przepraszam za nieuwagę :< Ale możesz śmiało mnie śledzić i krzyczeć na mnie jak widzisz, że Cię pominęłam niechcący :) Swoją drogą ładne bigosy mają nasze postacie teraz, prawda? Ale cóż poradzić, komplikowanie życia jest fajnie!]
    Gdy rozstawiał namiot różdżką przenosiła wszystkie ważne rzeczy do środka. Uśmiechnęła się pod nosem. Magiczne namioty miały tę cudowną właściwość, że większość rzeczy była już w środku i spokojnie mieli gdzie przyrządzić jedzenie, gdzie zjeść oraz gdzie spać. Musiała tylko ustawić przyrządy zielarskie w jednym miejscu oraz porozstawiać wszystkie dodatkowe udogodnienia – łącznie z kilkoma książkami, odtwarzaczem muzyki i albumem ze zdjęciami, który chciała mu pokazać.
    Usłyszawszy jego pytanie zamarła na krótką chwilę, by za moment spojrzeć na niego jak na wariata. Dosłownie.
    -Zwariowałeś? W nocy temperatury mogą spaść poniżej zera! A co jak przyjdzie jakieś dzikie zwierzę? Nie ma mowy – odparła, choć ciężko było stwierdzić czego boi się bardziej – czy tego, że Vladimirowi może coś się stać, czy tego, że miałaby być w namiocie zupełnie sama.
    -Najwyżej usłyszysz jak mówię przez sen – zaśmiała się w końcu, puszczając mu oczko. Swój warkocz również spięła w kok, żeby kosmyki włosów nie wpadały jej do oczu. Przyjęła obecność Vladimira jak coś zupełnie oczywistego i fakt, nie przemyślała tego wcześniej. Spojrzała na niego niepewnie. A jeśli to on czuł się nieswojo?
    -Znaczy… jeśli chcesz… znaczy, możesz spać gdzie ci wygodniej – wydukała w końcu, czując jak różowieją jej policzki. Nie wiedziała jak Vlado do tego podchodzi, więc wolała nie narzucać swojego zdania. Ale skoro mieli dziś umyć razem kły po raz pierwszy w życiu, to chyba nic nie stało na przeszkodzie, by jedno słuchało gadaniny drugiego przez sen.

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  58. Skinęła głową. Faktycznie, nie chciała już się zamartwiać tymi wszystkimi rzeczami. Jej twarz rozpromieniła się w delikatnym uśmiechu.
    Wyciągając dłoń spod ubrań Vladimira, przejechała opuszkiem palca po jego szyi, chcąc zapamiętać każdy cal jego ciała. Nie wykluczone było, że nigdy nie nastąpi ich następne spotkanie - może ktoś przez przypadek zauważy, że coś między nimi się działo i żadne z nich nie będzie chciało więcej narażać swoich karier. Miała jednak nadzieję, że nic takiego nigdy się nie wydarzy.
    Stanęła energicznie na nogach, co było błędem. Jęknęła, zataczając się. Musiała chwycić się oparcia, aby nie upaść. Kręciło jej się w głowie, czego wcześniej nie zarejestrowała. Ścisnęła kilkukrotnie dłonie, wbijając paznokcie w ich wewnętrzną stronę.
    W końcu puściła oparcie i stanęła o własnych siłach. Wciąż wirowało jej w głowie, lecz nie chciała dać po sobie poznać, że jest z nią aż tak źle.
    Podeszła chwiejnym krokiem do fortepianu. Spoglądała na niego z fascynacją - gdy była mała, zawsze marzyła o grze na jakimś instrumencie. Niestety, nigdy nic z tego nie wyszło, gdyż matka nie chciała jej kupić takich rzeczy, pod pretekstem znudzenia się po trzech dniach. Być może miała rację - małą Arię szybko wszystko nudziło, a na dodatek nie została obdarzona cierpliwością, przez co rezygnowała ze wszystkiego jeszcze szybciej.
    - Naucz mnie grać - powiedziała, przenosząc wzrok na Vladimira.
    Ilekroć to robiła, jej oczy zaczynały błyszczeć, a na ustach pojawiał się delikatny uśmiech. Nie czuła się już tak niepewnie w jego obecności, jak kilka godzin temu. Wręcz przeciwnie - każda chwila spędzona z mężczyzną była na wagę złota, a Aria próbowała zapamiętać każdą z nich, choć wiedziała, że jej się to nie uda przez pocałunek, który resztę chwil wypychał z podświadomości.

    Aria

    OdpowiedzUsuń
  59. [:) Nie zawsze jest taka szczęśliwa. Na przykład wtedy jest jej smutno, gdy widzi, jak rówieśnicy żyją na luzie i robią, co chcą.
    Masz już jakiś pomysł na powiązanie/wątek? :)]

    Elizabeth

    OdpowiedzUsuń
  60. [Bre uwielbia ONMS więc coś takiego jest bardzo prawdopodobne :D Pomysł mi się podoba, spróbuję zacząć, ale nie obiecuję, że jeszcze dziś :)]

    Breanna

    OdpowiedzUsuń
  61. [Jestem za czymś skomplikowanym, ale nie wiem, co by to mogło być... co rozumiesz pod pojęciem 'poplątane'?]

    Elizabeth

    OdpowiedzUsuń
  62. Pisnela, kiedy mężczyzna zaczął ją łaskotać. Chwyciła jego ręce za nadgarstki i ścisnęła je z całej siły. Była jednak pewna, że bez problemu wyswobodzi się z jej uścisku.
    - To jest niesprawiedliwe - powiedziała ze śmiechem.
    Pokrecila głowa na jego propozycje. Świadomość, że na dworze było zimno i pada śnieg sprawiała, że nie miała ochoty wychodzić gdziekolwiek.
    Położyła głowę na jego piersi i oddychala równomiernie z biciem jego serca. Przymknela oczy i zacisnela usta w cienką linię.
    Było jej dobrze i musiała to przyznać. Mimo, że zupełnie nic nie było wyjaśnione, taki stan rzeczy jej odpowiadał. Ba, rabek tajemnicy i ukrywania się w pewien sposób ją pociagal i nie mogła powiedzieć, że nigdy o tym nie myślała.
    Vladimir jednak wciąż nie powiedział jej, co dla niego znaczy. Niby zwykle słowa, lecz zawsze chciała być dla kogoś ważną osobą. Z drugiej strony czułe gesty wskazywały na to, że Aria coś dla niego znaczy.
    Odchylila głowę tak, że teraz spoglądała na jego podbródek. Pogłaskała go po nim, czując jego szorstkosc.
    - Vladimirze, zagraj dla mnie - powiedziała, rozluzniajac każdy mięsień.
    Drżenie jej ciała powoli ustawalo, a ona sama czuła się zdecydowanie lepiej. Próbowała ignorować każdy niekontrolowany ruch, jednak wiedziała, że mężczyzna tego nie zrobi. W końcu nie wiedział co jej dokładnie jest.

    Aria

    OdpowiedzUsuń
  63. [Zezwalam na krzyczenie :D]
    Ethel zawsze czuła, że w zadośćuczynieniu było coś z egoizmu. W końcu sama dążyła do tego by Teddy wybaczył jej, że tak go zraniła, że go od siebie odepchnęła zupełnie nie mówią dlaczego. Robiła to i dla niego i dla siebie, chciała zamknąć pewien rozdział życia, by wszystkie rany mogły się swobodnie zabliźnić. Ale nie miała zupełnie poczucia, że Vlado jest jej coś winny – cieszyła się każdą spędzoną razem chwilą, choć w głębi duszy miała nadzieję, że uda im się porozmawiać szczerze i otwarcie o przeszłości, o tym co działo się po szkole i dlaczego dali ich relacji tak po prostu wyparować. Czyżby ich ówczesna przyjaźń nie była tak mocna jak się Ethel wydawało? Chciała się tego dowiedzieć, ale jednocześnie nie umiała zapytać.
    Otrzepała ręce z piachu i złapała się pod boki, przyglądając się Vladimirowi. Zacisnęła usta w geście zastanowienia. Wychodzenie w południe gdziekolwiek nie było chyba najmądrzejszym pomysłem, chociaż gdyby założyli coś na głowy to może udałoby im się rozejrzeć po okolicy.
    -To zależy co wolisz – uśmiechnęła się lekko – możemy coś zjeść, po prostu odpocząć, albo zabrać sporo wody i rozejrzeć się dookoła. Możemy też przetestować temperaturę wody w jeziorze – dodała, wiedząc, że Vlado kiepsko znosi upały.
    -Wrócimy po południu, zjemy obiad i pooglądamy zdjęcia, co Ty na to? – zapytała żywo. Uznała, że dobrym początkiem przyzwyczajenia ich do swojej ciągłej obecności będzie odrobina powrotu do przeszłości. Chociaż, jak na to spojrzeć, czuła się dość swobodnie w jego towarzystwie, zupełnie jak te naście lat temu. Może wieczorem rozpalą ognisko i popatrzą w gwiazdy? Ethel lubiła mieć wszystko pod kontrolą, dlatego też chętnie planowała różne rzeczy, jednocześnie nie narzucając nigdy nic nikomu. Ten wyjazd okazał się chyba zbawienny, bo nagle Australia okazała się być miejscem, gdzie ma więcej rzeczy pod kontrolą niż w Hogwarcie.

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  64. [Raczej pozytywną relację bym wolała. Fajny pomysł, tylko teraz: gdzie, kiedy, jak znaleźli to zwierzę, i do czego im obojgu jest potrzebny eliksir "ze zwierzęcia"? Do usunięcia złych wspomnień np.?:) Czy masz jakiś inny pomysł? ]

    Effy

    OdpowiedzUsuń
  65. Westchnęła ciężko. Kilka kosmyków uwolniło się z jej warkocza opadając na czoło. Odgarnęła je choć za chwilę, ku jej niezadowoleniu znowu powróciły na pierwotne miejsce. Skrzywiła się wyobrażając sobie potencjalną rozmowę mężczyzn. Nawet w tej optymistycznej wersji nie wyglądała za kolorowo, choć wydawała się do przeżycia. W każdym razie znając Tedda tak naprawdę nie wiedziała czego może się spodziewać. Wszystko zależało od jego uczuć wobec niej, a na razie nie były one zbyt przyjazne. Czuła bijącą od niego niechęć do jej osoby zmieszaną z czymś dziwnym, podobnym do tęsknoty? Jakiegoś wewnętrznego pragnienia? Nie potrafiła tego określić.
    - Nie wiem- powiedziała wstydząc się niepewności w swoim głosie- Nie potrafię ci jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Z jednej strony mam nadzieję, że będzie potrafił przyjąć to na klatę jak facet i nie robić z tego tak wielkiej afery, jednak z drugiej strony coś czuję że to nie będzie miła pogawędką. Ale z wejściem lwa masz rację, szczególnie, że gdy się złości włosy barwią mu się na czerwono, a przynajmniej same końcówki. Zawsze mnie to bawiło- przywołała w pamięci Lupina sprzed kilku lat z jeszcze dłuższymi włosami. Wyglądał uroczo gdy na włosach pojawiały mu się czerwone pasemka, a jeszcze bardziej podobał się jej gdy przeplatane były blond pasmami. Niemalże jak jakaś postać z mogolskich komiksów, jakiś super bohater czy ktoś w tym stylu.
    - Mogę ci tylko mniej więcej określi jak wyglądała nasza rozmowa, choć pewnie już coś ci się obiło o uszy. Dla uczniów jest to niezła plotka, zwłaszcza że znalazło się kilku całkiem przykładnych obserwatorów, aż sama się zdziwiłam, że udało mi się ich przeoczyć. W każdym razie tradycyjnie nieco się poprztykaliśmy, powymienialiśmy własnym zdaniem, ale nie poruszaliśmy tego tematu, więc skończyło się jedynie na groźbach. No i chmurce. Ale ją możemy pominąć, była jedynie niewinnym dodatkiem dodającym smaku całości.
    Na wspomnienie małych piorunów oraz deszczu jaki mu zaserwowała uśmiech samoistnie pokazał się na jej twarzy, nieco ją ożywiając. Nic nie mogła na to poradzić- na jego widok, na samo wspomnienie jego osoby albo się uśmiechała albo była wściekła. Dwie dość skrajne emocje.

    Victoire

    OdpowiedzUsuń
  66. Problem polegał na tym, że Ethel przypominała trochę małe dziecko, próbujące ułożyć wieżę z klocków. I gdy już jej się wydawało, że jest na dobrej drodze, okazywało się, że wieża się zawala i trzeba budować ją od początku na zupełnie innych fundamentach. Trochę nieporadnie brała się za układanie sobie życia i w żadnym wypadku nie można było powiedzieć, że jej to wychodziło. Choć przyznała się Teddiemu, że odcięła się od niego, sprawiając żeby wszyscy uwierzyli w to, że po prostu go nienawidzi, wcale nie ułatwiał sprawy. To tej pory nie wiedziała co mężczyzna tak naprawdę zamierza z tym fantem zrobić. Ale Ethel była przekonana, a przynajmniej chciała wierzyć w to, że nie trzeba już robić nic, że wyjaśniła mu wszystko, że on jej wybaczy i będą egzystować tak, jak egzystowali, tylko w milszej atmosferze. Rozdrapane rany jednak nie goją się tak łatwo i koło się zamykało.
    Potrzebowała rozmowy z Vladimirem, ale w obecnej sytuacji też nie bardzo wiedziała jak się za to zabrać. Do rozmowy z Tedem skłonił ją nadmiar emocji i właściwie jego pytanie wprost. Może i ona powinna zapytać Vlada wprost co takiego się z nimi stało? Póki co uśmiechnęła się jedynie, po czym wstała.
    -Poczekaj chwilę, zaraz wszystko przygotuję – zadziwiające było to, jak w całej charakterologii Ethel, jak w zamiłowaniu do nauki, porządku, magii mieściło się bardzo dobre rozeznanie w czarach domowych. Paradoksalnie, choć sprawiała wrażenie osoby, która siedzi nad książkami z kanapką z pomidorem, potrafiła zadbać o dom.
    Stanęła przy polowej kuchence, machając różdżką. Zaraz pojawiła się patelnia, garnek, ryż, kilka warzyw. Po chwili w powietrzu można było wyczuć zapach duszonego mięsa, w misce mieszała się sałatka, a w garnku bulgotał pudding ryżowy na deser.
    -Zapomniałam spytać, czy jest coś, czego strasznie nie lubisz – spojrzała na Vlada przez ramię – a może jesteś na coś uczulony? – z tego co pamiętała, Vlado nie był na posiłkach specjalnie wybredny, ale wolała się upewnić zanim postawi na stole coś, na co mężczyzna pokręci nosem.

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  67. Obeszła fortepian i usiadła obok Vladimira. Lewą nogę włożyła między jego, wbijając wzrok w klawisze. Nie mogła doczekać się, aż dźwięki się wydobędą, a mężczyzna pokaże choć rąbek tajemnicy. Uważała, że muzyka była w stanie zdradzić każde, nawet najgłębiej skrywane sekrety ludzi, a przy tym oni wcale nie byli tego świadomi.
    Dlatego właśnie kochała muzykę i oddawała tej pasji każdą wolna chwilę. Nawet wtedy, gdy siedziała na korytarzu czekając na profesora, nuciła albo pisała piosenki, które nigdy nie wychodziły zbyt spójne i logiczne.
    Uważała jednak, że jeśli chce być lepsza, to musi zdecydowanie więcej czytać, pisać i śpiewać. Talent sam nie przyjdzie, a kamień sam się nie oszlifuje. To było dla niej pewne.
    Z pewnym uznaniem i zachwytem Aria spoglądała na Vladimira. Jego twarz w tym momencie wyrażała każde uczucie - szczęście, pasję, miłość, a także ból, cierpienie i stratę. Przejechała palcem po jego policzku, szyi, kończąc na obojczyku. Tam przystanęła, zatoczyła trzy małe koła. Wszystkie gesty trzykrotnie powtórzyła, kompletnie zachwycona dźwiękiem i zachowaniem Karkarowa. Przede wszystkim tym, że z każdym kolejnym wciśniętym klawiszem zdradza jej coraz więcej.
    W końcu przymknęła oczy, kładąc dłoń na swoim udzie. Zaczęła się kiwać w przód i tył, pozwalając, żeby muzyka kompletnie nią zawładnęła. Zrobiła to, co właśnie czyniła z Vladimirem. Uśmiech błąkał się na jej ustach, a wzruszenie dawało o sobie znać - czuła, jak pod powiekami wzbierają jej się łzy. Nie chciała jednak pozwolić im wypłynąć w obawie, że mężczyzna źle to odbierze.
    Kiedy przerwał, jeszcze przez chwilę się kiwała, nie otwierając oczu. Skinęła głową, potwierdzając jego słowa. Kilka sekund później spojrzała z zachwytem na jego twarz.
    - Jesteś niesamowity - wyszeptała pełna zachwytu.
    Wiedziała, że przymiotnik ten był za słaby, by pokazać, jak bardzo zazdrości mu talentu i jego gry, która na pewno była trenowana przez wiele lat. Nie dość, że kiedyś zajmował się smokami, teraz uczył ONMS, to jeszcze grał. Wychodziło mu to rewelacyjnie, a Aria musiała przyznać, że nigdy nie słyszała czegoś równie dobrego.

    Aria

    OdpowiedzUsuń
  68. [A właśnie planuję, ale to nie będzie dłuuuga przerwa! Jakiś miesiąc albo półtorej maksymalnie :D W ramach przerwy wtedy nam rozpocznę coś z Mei, o! I wybacz zwłokę, ale dziś od dawna dawna siadłam tak porządnie do odpisów!]

    Na szczęście owy osobnik zwinął się już z pola widzenia, a już na dobre porzucił miejsce pobytu Puchonki, gdy tylko na horyzoncie ujrzał zmierzającego w jej stronę nauczyciela. Abigail, niczego nieświadoma, spokojnie wędrowała sobie ścieżką, nucąc na głos wesołą melodię jej wersji hymnu szkolnego — w jej wykonaniu był to skoczny rytm w stylu staroangielskich, wiejskich piosenek z osiemnastego wieku.
    Gdy tylko usłyszała szelest krzaków po swojej prawej stronie, automatycznie zatrzymała się i odwróciła w tamtą stronę, lecz niczego nie ujrzała. Tym razem jednak zamiast uciekać, tak na przekór samej sobie, podeszła bliżej, by potem odkryć, że zza drzew przyglądają jej się dobrze znane jej jasne oczy.
    — Dzień dobry — rzuciła ze śmiechem, kucając. — A może raczej dobry wieczór? Czym sobie zasłużyłam, by mieć nad sobą takiego opiekuna?
    Uśmiechała się nadal, gdy profesor przybrał swoją ludzką postać, po czym zaoferował jej spacer powrotną drogą do zamku, a nie przestała nawet wtedy, kiedy uraczył ją jakąś przyjemną historią na temat samego Hogsmeade, z którym właśnie się rozstawali. Abigail wspominała już wielokrotnie, że nikt nie miał tak przyjemnego głosu, jak jej nauczyciel obrony przed magicznymi stworzeniami. Mogła go słuchać godzinami.
    — A tak właściwie — zaczęła, gdy tylko zapanowała krótka chwila ciszy — to dlaczego złapałeś mnie przy wyjściu? Miałam wrażenie, że wasz wieczorek karciany będzie trwać do białego rana!
    Uniosła delikatnie brwi, spoglądając na mężczyznę.

    [Bajerancka karta, zachwycam się! Tylko zdjęcie domku nie działa :(]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Ej, i tak sobie myślałam! Bo Abi była zakochana w Twoim panie nauczycielu, a skoro, jak widzę, Vlado romansuje sobie z kimś innym, Lawrence mogłaby to przyuważyć? Pasowałoby mi to bardzo do tego, co się z nią później stanie - zawody miłosne bardzo mile widziane! :D]

      Usuń
    2. [No dawała mu znać, pfy! Ci faceci to tacy niedomyślni są po prostu :D]

      Usuń
  69. Roześmiała się serdecznie, słysząc tak dziwne pytania z ust profesora. Nigdy nie mówił jej niczego podobnego, więc musiał naprawdę się o nią martwić, ale zamiast jej nastraszyć, uzyskał dokładnie odwrotny skutek — tak ją rozbawił, że potrzebowała dobrej chwili, by doprowadzić się do normalnego stanu. Dopiero po jego ostatnich słowach śmiech ugrzązł jej w gardle.
    — Obserwował? — powtórzyła, marszcząc brwi. Dopiero teraz skojarzyła sytuację z początku wieczoru, gdy poczuła, że w na drodze do Hogsmeade ktoś za nią idzie i poczuła się naprawdę wdzięczna, że teraz nie musi pokonywać tej drogi sama. — W sumie miałam dzisiaj wrażenie, że ktoś za mną idzie, ale... Może to jakiś cichy wielbiciel? Kto wie?
    Po ostatnich wydarzeniach powinna być bardziej podejrzliwa, ale prawdopodobnie sama obecność innego człowieka wprawiła ją w taki dobry nastrój, że nie chciała sobie tym teraz zawracać głowy. Spoglądała na Vlada co trochę, za każdym razem uciekając wzrokiem, gdy tylko przyłapywał ją na ewidentnym gapieniu się.
    — Wracając do przyjemniejszych tematów, co tam u ciebie? — zapytała. Miała wrażenie, że ostatnimi czasy nauczyciel był jakiś przybity, lecz od czasu świąt tak naprawdę nie mieli okazji porozmawiać dłużej, niż tylko przez kilkanaście minut po swoich zajęciach. Jako że drugi semestr ruszył pełną parą, oboje mieli mnóstwo zajęć. — Wydarzyło się coś szczególnego, gdy mnie nie było?
    Była ciekawa, czy Vladimir wiedział, że odnalazł się wilkołak, o którym z przejęciem opowiadała mu kilka miesięcy temu, kiedy jeszcze było tak ciepło, iż przesiadywanie nad hogwarckim jeziorem w nocy było czymś normalnym. Teraz jednak, po poznaniu jego tożsamości, nie mogła wyjawić mu o kogo chodziło, choć miała na to ochotę. Brakowało jej rozmowy z Karkarowem i bardzo dobrze o tym wiedziała, szczególnie po usłyszeniu ostatniej audycji radia — bo jeśli jeszcze oni nabijali się potem z tych "niedorzecznych" plotek, tak samą Abi interesowało, czy wzmianka o jakiekolwiek miłości profesora była prawdziwa.

    OdpowiedzUsuń
  70. Roześmiała się ponownie, choć tym razem był to już gorzki śmiech.
    — Tak, mam wielbicieli — powiedziała, odwracając wzrok w kierunku zamku, którego oboje już mogli dostrzec na horyzoncie. Mimowolnie jej wzrok powędrował w stronę wieży Krukonów, a lekkie mrowienie w sercu zyskało na ciężkości, przez co nie odzywała się przez chwilę. Uśmiechnęła się. — Albo raczej to ja jestem wielbicielką, która ma zbyt wybujałą wyobraźnie.
    Nie sądziła, że kiedykolwiek przyzna przed samą sobą, że czyjeś zachowanie naprawdę wywróci jej życie uczuciowe do góry nogami. Wypierała się przed jakimikolwiek znajomościami tego rodzaju przez długi czas, kolekcjonując jedynie dobrych kumpli, a swoje sercowe uniesienia wyrzucając do palety rzeczy, które jej nie interesowały. A kiedy pierwszy raz bardziej poważnie, bardziej realnie poczuła, że może oddać swoje serce komuś w pełni, odebrała jedynie w zamian potężny zawód. I smutek.
    Czy ktoś widział kiedyś Abigail smutną? Tę Abigail Lawrence? Nigdy. Nawet ona zapomniała, że potrafi się smucić, co kiedy wszystkie inne emocje odczuwała w pełni — szczęście, radość, strach, złość — tak smutek był jej tak odległy, jak nic innego. Teraz jednak było inaczej. Rysa zamieniła się w okropną dziurę, a sama Abi naprawdę starała się przekonać, że to nic poważnego, w dodatku z marnym smutkiem.
    Ktoś złamał jej serce, rozerwał tę niewinną część na strzępy. I jakkolwiek to banalnie nie brzmi, pierwszy raz od kilku lat Lawrence gorzko płakała do poduszki każdego wieczoru.
    — A tym obserwatorem nie radziłabym się martwić, przejdzie mu — dodała już wesołym tonem, prostując się gwałtownie. — Może to jakiś przygłup, takich tutaj nie brakuje, prawda? Przez kilka następnych tygodni przesiedzę w zamku, więc może da sobie spokój.
    Uśmiechnęła się delikatnie, omiatając Vlada rozbawionym spojrzeniem.

    [A jak by się mogła dowiedzieć w ogóle o nowej miłości swojego profesora? Bo mogłybyśmy to jakoś zmalować, ale w sumie nie wiem jak! :D]

    OdpowiedzUsuń
  71. - Każdemu by się spodobało - wyszeptała, czując jego oddech na swoich ustach. Jej głos drżał, czego nie potrafiła zatuszować. - Jestem pewna, że wszyscy, którzy Cię słyszeli, byli pod niemałym wrażeniem, Vladimirze.
    Widziała w jego oczach wdzięczność, której nie do końca rozumiała. W końcu musiał być świadomy tego, że naprawdę dobrze gra, a jej słowa były tylko potwierdzeniem tego. Niczym nowym.
    Uchyliła delikatnie usta, oddychając przez nie. Jej serce zaczęło coraz szybciej bić, a oczy robiły się szklane. Zmarszczyła śmiesznie nosek, nie wiedząc, czego może się spodziewać w tym momencie. Czy tego, że mężczyzna ją zaraz pocałuje, a może chciał tylko głupio się zabawić.
    Nie, nie mógł zrobić tego drugiego. W końcu nigdy nie wydawał się taki. Aria była pewna, że mężczyzna nie byłby do tego zdolny. Jedyne, co o nim mogła powiedzieć, to same superlatywy. Mimo tego, że prawie się nie znali, Aria wiedziała, że jest dobrym człowiekiem.
    Wzrok przeniosła z jego oczu na usta. Położyła palec na jego dolnej wardze, błądząc oczyma po całej twarzy mężczyzny.
    W końcu, kiedy złożył na jej ustach pocałunek, niekontrolowanie jęknęła. Jej mięśnie się rozluźniły i dopiero teraz zrozumiała, że siedziała cała spięta. Wplotła dłoń w jego włosy. Przymknęła oczy czując, jak pożądanie bierze nad nią kontrolę.

    Aria

    OdpowiedzUsuń
  72. Prawdopodobnie miała tu swój wkład babcia Ethel, która była istną arcymistrzynią domowej kuchni. I choć jej córka, Andrea nigdy nie wykazywała większej pasji w tym kierunku, o tyle Ethel miała ku temu zdecydowanie większe predyspozycje. O dziwo, mimo swojego nieszczególnie (nie pierwszy rzut oka) ciepłego usposobienia, sprawiało jej wielką radość móc napełnić brzuchy najbliższych czymś smacznym.
    Chciała powiedzieć mu tak dużo, a z drugiej strony miała w sobie tak mało odwagi. Chciała opowiedzieć mu jak zakochała się w Teddym Lupinie, jak zapłonęła zazdrością w kierunku Victorie, jak odegrała niezły teatrzyk, sprawiając, że wszyscy wokół dali się przekonać, że z całego serca nienawidzi Lupina. Jak tęskniła za nim, gdy opuścił szkołę i gdy czuła, że nie bardzo ma do kogo wyciągnąć rękę. Na własne życzenie, swoją drogą. Wspomnieć, że udało jej się pozabliźniać niektóre rany, ale że choć szczeniackie uczucie już dawno wygasło, a Ethel przyznała się szczerze że nigdy nie nienawidziła Teddiego, to ich relacja była dość mieszana i niejasna, choć tak starali się wszystko poukładać.
    -Siadaj i zjadaj – uśmiechnęła się, przypominając sobie rymowankę babci. Spojrzała na niego, nakładając jedzenie na talerze. Jej ta temperatura nie przeszkadzała aż tak bardzo, jak się tego spodziewała, oczywiście póki byli w nieco chłodniejszym namiocie. Ethel i Vlado byli trochę jak dwa bieguny, choć w gruncie rzeczy bardzo do siebie podobni, jak dwie strony jednego medalu.
    Po posiłku machnęła tylko różdżką, a talerze wylądowały w dużej misce z wodą i zaczęły się same myć. Do jeziora był kawałek spacerkiem, może w trakcie marszu jedzenie ułoży się w żołądkach? Wygrzebała z rzeczy kilka ubrań i poszła się przebrać. W pierwszej chwili chciała pływać w ubraniach, żeby dłużej było jej chłodno, ale jak pomyślała o wszędobylskim piasku przyklejającym się do ciuchów, zrezygnowała. Pojawiła się w narzuconej na kostium sukienkę.
    -Tak jak mówiłeś, proszę bardzo! – roześmiała się, robiąc obrót wokół własnej osi.

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  73. Kiedy mężczyzna tak błądził rękoma po jej ciele, dreszcz co chwilę ją przeszywał. Gęsia skórka pojawiła się na jej rękach i ramionach, a twarz coraz bardziej przypominała buraka.
    Z zaskoczeniem dostrzegła, że drgawki jak szybko się zaczęły, tak zniknęły. Wiedziała jednak, że prędzej czy później znów się pojawią, a wtedy pewnie już nie będzie obok niej Vladimira, który ukoi jej szalejące myśli.
    Bo to właśnie było jednym z powodów drgawek. Jej mózg rejestrował zbyt wiele rzeczy, pracował zdecydowanie za szybko, przez co całe ciało na tym traciło - zaczynała wtedy robić się bledsza niż ściana, a jej ciałem wstrząsały niekontrolowane dreszcze. Nie potrafiła wtedy sensownie rozumować, a serce biło nieregularnie.
    Jęknęła z niezadowoleniem, kiedy mężczyzna się od niej odsunął. Jego usta były szorstkie, a zarazem miękkie i idealnie wyprofilowane. Z każdą chwilą pragnęła ich na swoim ciele coraz bardziej.
    Uśmiechnęła się, spuszczając głowę w dół. Było jej głupio, że tak łatwo była w stanie okazać uczucia mężczyźnie, który następnego dnia będzie musiał być dla niej tylko profesorem.
    Zmarszczyła czoło, cicho chichocząc.
    - To tak jak ja - powiedziała, wzdychając cicho.
    Wiedziała, że utopia, w której przebywają, zaraz się skończy. Noc kiedyś się skończy, a im dłużej siedziała z Vladimirem, tym czas szybciej leciał.
    Zaczęła nucić pod nosem The Rolling Stones - Wild Horses. Uwielbiała ten zespół, a szczególnie tę piosenkę. Przypominała jej o beztroskim dzieciństwie spędzonym z Aaronem i matką. Wtedy, kiedy jeszcze nie wiedziała o magii, a jej mama żyła.
    Uśmiechała się, a dłonie schowała między nogami. Oparła głowę na piersi Vladimira, śpiewając coraz odważniej. Przymknęła oczy.
    Czuła, jak jej ciało się coraz bardziej rozluźnia, a wewnątrz robi się pusta. Uwielbiała ten stan, kiedy była całkowicie zagubiona w muzyce. Nie zważała na nic innego, żadne uczucia nie kołatały w jej głowie, a myśli rozchodziły się po kątach. Zawsze marzyła o tym, aby taki stan trwał w nieskończoność, jednak wiedziała, że gdy ostatnie słowo wydobędzie się z jej ust, po chwili wszystko zwali się z powrotem.

    Aria

    OdpowiedzUsuń
  74. Na jej twarzy pojawił się najpiękniejszy uśmiech, na jaki kiedykolwiek mogła się zdobyć. Małe dołeczki pojawiły się w jej policzkach. Uniosła głowę, a spojrzawszy w oczy Vladimira, westchnęła.
    - Dziękuję, jednak wolę zostawić go dla siebie. - Kiwnęła głową, po czym wstała.
    Podała dłoń Vladimirowi, wciąż się uśmiechając. Chciała go przytulić wiedząc, że ich dzień dobiega końca. Na pewno każdy będzie pytać, gdzie się podziała, jeśli nie będzie spać w swoim dormitorium. Entuzjazmem napawał ją jednak fakt, że niedzielę miała kompletnie wolną i być może spotka się z mężczyzną przed rozpoczęciem tygodnia. Musiała jednak wcześniej skończyć wypracowanie na Transmutację, a także zacząć pisać coś, co będzie mogła oddać na Zielarstwo we wtorek.
    Nie lubiła odkładać wszystkiego na ostatnią minutę. Była pod tym względem poukładana i to w sobie bardzo lubiła. Nie musiała potem biegać za każdą książką na ostatnią minutę, a także robić czegoś, byle by było.
    Spojrzała za okno i zauważyła, że księżyc zaczyna się chować. Ustępował miejsce słońcu, które i tak nie będzie w stanie przebić się przez chmury.
    Odliczała dni do wiosny. Mimo, że lubiła śnieg, zdecydowanie lepiej się czuła, kiedy mogła opalić swoją bladą cerę i nadać polikom rumieńców. Wyjść na błonia, bez ubierania wszystkich płaszczów, grubych szali i butów.
    - Dziękuję za dzisiejszy dzień - powiedziała. - Nie sądziłam, że tak się obrócą sprawy.
    Zaśmiała się, a niesforne kosmyki założyła za ucho.

    Aria

    OdpowiedzUsuń
  75. Ethel swojego czasu była na tyle egoistyczna i tak przerażona samą sobą, że nie rozglądała się wokół. A może coś, a właściwie ktoś, kogo potrzebowała był tuż obok, a ona była po prostu ślepa? Teraz rzecz miała się o tyle inaczej, że Ethel panicznie bała się kogoś skrzywdzić. I bała się zrobić jakikolwiek pierwszy krok, mając przed oczami swoją walkę sprzed lat. Teraz, nawet jeśli się rumieniła, czy opuszczała wzrok gdzieś z tyłu głowy miała zakodowane, żeby nie podejmować starań bez pewności, że druga osoba pomoże w budowaniu wzajemnej relacji. Chyba wyrosła już po prostu ze stawania na głowie dla uczucia, jeśli czuła, że jest nieodwzajemnione. Była przekonana, że aby stworzyć coś głębszego, trzeba starań obu stron. Było to z jednej strony dużo dojrzalsze, ale z drugiej strony powodowało paniczny lęk. To trochę tak, jakby stała nad przepaścią, bojąc się skoczyć i potrzebując potwierdzenia z drugiej strony Skacz! Złapię cię!
    To nie było tak, że ona się jedynie cieszyła ze spotkania po latach. Zwróciła uwagę na wiele rzeczy, na które niegdyś uwagi nie zwracała. Jak nigdy wcześniej Vladimirowi udawało się ją wprawić w zakłopotanie, dokładnie tak, jak teraz, gdy patrzył na nią tak uważnie. Za każdym razem jednak próbowała to ukryć, jakby bała się, że może znów źle ulokuje jakąś swoją nadzieję, albo jakby myślała, że tylko wydaje jej się, że spojrzenie Vlada jest jakieś inne.
    Uśmiechnęła się szeroko, kiwając głową. Zabrała ze sobą butelkę wody, którą zamierzała umieścić w jeziorze, by przypadkiem się nie zagotowała. Zwróciła uwagę na gorące powietrze tańczące nad piaskiem w oddali. Już nie mogła się doczekać aż wskoczy do wody. Gdy już pozostał niewielki odcinek, szturchnęła lekko Vladimira ramieniem.
    -Kto ostatni ten robi kolację! – krzyknęła i zanim mężczyzna zdążył się zorientować co się dzieje, ruszyła biegiem do wody. Jakoś nie interesowało ją to, że najpewniej przegra. Chciała jeszcze raz znów beztrosko się śmiać, czując jak gorący wiatr rozplątuje jej włosy. Gdy dobiegli, rzeczywiście miała je w takim stanie, że już lepiej było ich nie związywać, szczególnie że zaraz będą mokre. Wyskoczyła z sukienki i spojrzała na Vlado z uśmiechem, dłonią sprawdzając temperaturę wody.

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  76. [W pewnym momencie zrobiła się z niej Mary Sue, więc musiałam spoko pozmieniać, bo tego zawsze staram się unikać :) Cieszy mnie to, że wyszła naturalna :D
    Aurora koty kocha cały całym swoim sercem, chociaż miłością obdarza również wszystkie inne stworzenia, więc lekcje z Vlado na pewno należą do jej ulubionych :)]

    OdpowiedzUsuń
  77. [Tak sobie myślę nad tym moim odpisem - tak, wzięłam się za niego w końcu! Pogniewasz się jak trochę przeskoczę w czasie do przodu?]

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  78. Stała pod drzwiami do domku profesora Karkarowa, zastanawiając się czy aby na pewno dobrze robi nachodząc go w wolnym czasie. Co prawda powiedział jej kiedyś, że może do niego przyjść z każdym problemem, jednak Avalon nie była pewna czy chce się właśnie jemu zwierzać. Z drugiej strony jej idealnie poukładane życie, przestawało właśnie takim być. Czuła jak grunt pod nogami jej się rozsypuje, a ona sama ledwo ma na czym stać. Panicznie się bała, widząc, że jej szablony postępowania na nic się nie zdają w takich sytuacjach. Koniecznie musiała z kimś porozmawiać, ale jej przyjaciółka w tym momencie była ostatnią osobą, z którą mogła porozmawiać. Wiele się pomiędzy dziewczynami zmieniło, od kiedy cała ta sprawa z aranżowanym małżeństwem wyszła na światło dzienne. Co prawda Harrison zapewniała ją, że wszystko jest w porządku, jednak Avalon wcale się tak nie czuła. Może niepotrzebnie sobie dopowiadała, jednak nie potrafiła o tym myśleć w inny sposób. Przez to też, nie mogła się na niczym skupić. Miała wrażenie, jakby znajdowała się w ruchomych piaskach. Im więcej próbowała robić, tym bardziej się zakopywała w problemach. Chodząc rozkojarzona, dostawała coraz gorsze oceny, przez co i tak już słaby kontakt z ojcem, stawał się jeszcze gorszy. Miał do niej pretensje. Avalon nie mogła tego wszystkie pojąć. Bała się. Cholernie mocno bała się, że jej świat za chwilę przestanie istnieć, że wydarzy się coś z czym nie będzie sobie w stanie poradzić.
    Dlatego właśnie stała, wpatrując się w duże, drewniane drzwi. Zastanawiając się czy ma w nie zapukać, czy może raczej odwrócić się na pięcie i odejść. Vladimir Karkarow był w pewnym sensie dla Avalon jak starszy brat, może nawet ojciec. Wiedziała, że chce dla niej dobrze i ta myśl bardzo ją pocieszała. Z drugiej strony, wciąż był pomiędzy nimi ten dystans wywołany jego stanowiskiem. Moore nie potrafiła o tym zapomnieć, dlatego też tak trudno było jej się przemóc ze szczerymi zwierzeniami.
    — Jeżeli nie otworzy w przeciągu trzech sekund, wracam do zamku — powiedziała do siebie samej, po czym niepewnie zapukała piąstką w drzwi. Wzięła głęboki oddech i powolnie zaczęła liczyć w głowie.
    Raz… Dwa… Dwa i pół…
    Już miała odwrócić się na pięcie i odejść, kiedy usłyszała ciche skrzypnięcie, spowodowane otwarciem się drzwi.
    — Dobry wieczór, profesorze… — uśmiechnęła się blado, skinąwszy lekko głową. Przełknęła głośno ślinę i wpatrywała się w twarz Vladimira, analizując jeszcze raz czy aby na pewno dobrze robi, będąc tutaj.

    Tralalala. Zawsze kiedy powinnam się uczyć, dopada mnie wena... Cholera.
    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  79. [Aaach, wpadł mi do głowy pewien pomysł! Jeśli ci się nie spodoba, po prostu zignoruj. :D
    Co ty na to, gdyby Vlado pilnie potrzebował czegoś, dosłownie czegokolwiek, czego jednak nie mógłby dostać ot tak, a już na pewno nie całkowicie legalnie. Jako nauczyciela na pewno doszły go słuchy, że Ridley zajmuje się załatwianiem różności, z ceną oczywiście adekwatną do stopnia trudności, z jaką daną rzecz byłoby zdobyć.
    Zdecyduje się poprosić ją o pomoc, ALE nie zrobi tego jako Karkarow, napisze do niej list, podpisując się zmyślonym nazwiskiem albo w ogóle nie. Ona mu od razu nie uwierzy, uznając, że być może ktoś po prostu chce wrobić ją w coś albo, o zgrozo, zyskać dowód na jej występki. Postawi warunek, że albo załatwiają wszystko face to face, albo może poszukać innego dostawcy, co, oczywiście, jest niemożliwe.
    Spotkają się, Ellen przeżyje lekki szok, że staje oko w oko z nauczycielem i zawierają umowę, że on nie ukarze jej za z pewnością nielegalną działalność, a ona nie piśnie słówkiem, że doszło do jakiejkolwiek transakcji (czego i tak by nie zrobiła, ale musi mieć przecież kartę przetargową).
    Zaczęłoby się w momencie, w którym on decyduje się poprosić ją o pomoc, aby trochę to przeciągnąć, zresztą wymienianie liścików też może być ciekawe. :D]

    E. Ridley

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Z góry przepraszam za chaos i błędy, mam brzydki nawyk niesprawdzania "nie-odpisów" przed publikacją...]

      Usuń
  80. Czasem zastanawiała się, czy i jej, tak jak kiedyś Hermionie, nauczycielka wróżbiarstwa mogłaby powiedzieć, że jej dusza jest zwiędnięta i sucha jak u starej panny. Zapewne była teraz ciepłe i dobre uczucie, którym mogła obdarować spało teraz w jej sercu niczym drzewo zimą. I potrzebowało dużo ciepła, by się obudzić.
    Słysząc jego słowa, poczuła jak policzki jej czerwienieją. Udała jednak, że nie zwraca na to uwagi i, że zajmuje się teraz rozpuszczaniem włosów, które latały na delikatnym wietrze jak chciały. Policzki jednak piekły ją tak, że nie zdziwiłaby się, gdyby były w kolorze truskawek. Uśmiechnęła się delikatnie, opuszczając wzrok. Zanim się zorientowała, została dosłownie poderwana z ziemi. Pisnęła cicho, bardziej z zaskoczenia niż ze strachu, bo przecież przy nim się nie bała. Nie bała się być w obcym kraju, nie bała się poszukiwań, nie bała się zachowywać jak zupełnie prawdziwa ona, nie bała się śmiać i stroić sobie żarty.
    Na pierwszy kontakt rozgrzanego ciała z wodą zareagowała zduszonym okrzykiem, łapiąc Vladimira za szyję, jakby chciała podciągnąć się w górę by opóźnić dreszcze związane z chłodną wodą. Spojrzała na niego z bliska, nagle orientując się, że jeszcze trochę i będą mogli dotknąć się nosami. Powoli kiwnęła głową, nie spuszczając z niego wzroku. Była dość niską kobietą, która bez problemu mogła biegać w szpilkach, więc w tym wypadku miała wodę mniej więcej do obojczyków.
    -Potrafisz być bezczelny – stwierdziła, spoglądając na niego z lekką zadziornością w spojrzeniu. Nie była to obraza, w żadnym wypadku, właściwie stwierdzenie pewnej siły w jego charakterze. Vlado jawił się jej zawsze jako nad wyraz spokojny mężczyzna, a tu taka niespodzianka. Miła, swoją drogą.
    Gdy dotknęła dna, poczuła przyjemnie miękki piasek. Spojrzała na niego, mrużąc delikatnie oczy i uśmiechając się nieco zadziornie. Włosy opadały jej swobodnie wokół twarzy, chociaż rozpuszczała je bardzo rzadko, a ich końcówki tonęły spokojnie w wodzie. Odpłynęła na niewielką odległość, po czym zamachnęła się i z całej siły chlapnęła Vlada wodą, po czym zwinnie zanurzyła się cała pod wodę, odpływając byle dalej od jego zemsty. Co z tego, że zaraz nie będzie miała gruntu, nie była bojaźliwa. Wypłynęła kawałeczek dalej, przecierając oczy i rozglądając się za mężczyzną.

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  81. [W sumie się nie zastanawiałam, zresztą pewnie lepiej niż ja wiesz, czego Vlado potrzebuje. :D A możesz zacząąć? Byłoby super. :)]

    OdpowiedzUsuń
  82. [Tak sobie w sumie myślę, że może ten wątek w przeszłości użyjemy jako uzupełnienie nowego w teraźniejszości? W odpowiednich momentach byśmy do niego nawiązały :D Nie wiem, co sądzisz? Przyznam szczerze, że co chwilę piszę i usuwam odpis, bo coś mi w nim nie gra o.O A tak, mogłoby być znacznie łatwiej :*
    Tylko, teraz pytanie, w którym momencie chciałabyś usadowić wątek teraz; przed wyjazdem do Australii, czy już po? No i, czy do Teda doleciały już słuchy, ach, o małych podbojach Vlado?:D Chyba że na swoje nieszczęście wszedłby na coś bardzo niedwuznacznego? :P Jestem otwarta na wszelkie propozycje :)]

    Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
  83. [Hmm... Szczera rozmowa, jak najbardziej tak :D To niech będzie tuż przed wyjazdem, co ty na to? On się w sumie o wyjeździe od Ethel dowiedział, a ma chłopak teraz taki mętlik w głowie, że szkoda gadać :P I skoro zaraz przed wyjazdem, to znaczy, że Ted już wie, że Vlado wiedział o Tori i nawet nie będzie go obchodzić od kiedy dokładnie; tak, czy siak, będąc typowym, impulsywnym momentami Lupinem, dałby Vlado za to na dzień dobry z lewego sierpowego. Ale to by było na tyle, jeśli chodzi o rękoczyny z jego strony :D Zaraz potem sam pomógłby mu w razie potrzeby wstać i zacząłby z nim rozmawiać ;) I znaczy to również, że ma już za sobą kłótnię z Victoire (o której już pewnie cały Hogwart wie, niestety), ale jest jeszcze kilka dni przed obecnie prowadzanym z nią wątkiem :D Tak piszę, by było wiadomo, co już chłopak wie, a w czym jeszcze jest całkiem zielony :P Co sądzisz, może być? :) Jeśli tak, kto zaczyna? ;)]

    Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
  84. Słysząc troskę w głowie profesora, od razu uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Uwielbiała te momenty, a jednocześnie nie cierpiała ich z całego serca — już jakiś czas temu powiedziała sobie, że uczennica nie może pałać do swojego nauczyciela jakimikolwiek głębszymi uczuciami, bo to nie ma najmniejszego sensu. I kiedy Vlado zachowywał się zwyczajnie, jak troszczący się o nią przyjaciel, Abigail doznawała takiego nieprzyjemnego uczucia, że łamie się pod jego słowami.
    To takie żałosne, czym się teraz stała. Kochliwą nastolatką. Gdyby ktokolwiek powiedział jej kilka miesięcy wcześniej, że zadurzy się w osobach, u których nie ma najmniejszych szans, pewnie machnęłaby na to ręką, stwierdzając, że plecie głupoty. A tymczasem zrobiła dokładnie to, przed czym wzbraniała się już dobrych kilka lat — zakochała się.
    — Co do tej audycji — zaczęła, delikatnie unosząc brwi. Miała wrażenie, że nie tylko jej Plotkara dawała się ostro we znaki, ale wolała uniknąć mówienia czegokolwiek na swój temat. — To czy jest tam jakieś ziarenko prawdy? Zakochałeś się, Vlado?
    Uśmiechnęła się do niego szczerze. Mimo wszystko pragnęła jego szczęścia, a wiedząc, że mężczyzna większość swojego wolnego czasu poświęca randkom z egzaminami uczniów, nawet powinna życzyć sobie tego, by ktoś wniósł do jego życia trochę radości. Nie mogła przemóc się jednak do tego stopnia, aby tak otwarcie się z tego faktu ucieszyć.
    — Znaczy, nie chcę się wtrącać — dodała szybko. — Po prostu jestem ciekawa. Rozmawialiśmy o tym jeszcze przed świętami, nie wiem, czy pamiętasz.

    OdpowiedzUsuń
  85. Objęła jego szyję rękoma, jedną dłonią chwytając drugą za nadgarstek. Pokręciła głową, unosząc brwi.
    - Nie możesz odstawić mnie pod sam zamek, Vladimirze - powiedziała stanowczo. - Być może jest ktoś, kto nie będzie spał i nas zobaczy, a wtedy będziemy mieli naprawdę duże problemu. Jestem pewna, że nie chcesz stracić posady, Kochanie.
    Powiedziała, z naciskiem na ostatnie słowo. Wyszczerzyła się w uśmiechu, marszcząc przy tym delikatnie nosek. Musiała przez to wyglądać komicznie.
    Brakowało jej czułości, to musiała przyznać. Czułych słówek nigdy nie usłyszała od kogoś, kto nie był jej rodziną. Zresztą, zawsze marzyła o tym, by być dla kogoś kimś, kogo nie zostawia się samemu sobie.
    A czuła, była wręcz pewna tego, że Vladimir coś do niej czuje. W końcu nie każdy profesor zaprasza swoje uczennice na kolację, a następnie nie idą do jego domu, gdziekolwiek by on nie był. To uczucie, które właśnie wypełniało jej ciało, było tak przyjemne, że sama była z tego powodu zaskoczona.
    Cmoknęła go w usta, przy tym zamykając oczy. Nie chciała wracać. Miała ochotę pozostać przy Vladimirze najdłużej, jak tylko się da, a czas zatrzymać. Wiedziała jednak, że jest to co najmniej niemożliwe, gdyż nie chciała narazić go na kłopoty. Dla niej było obojętne czy ich przyłapią, aczkolwiek Vladimir mógł mieć ogromne kłopoty.
    - Wystarczy Zakazany Las. Możesz mnie podglądać, dopóki nie zniknę z Twoich oczu. - Zaśmiała się, pstrykając go delikatnie w nos.
    Wyswobodziła się z jego objęć i skierowała się do holu, gdzie wisiała jej kurtka, zupełnie zapominając o sweterku leżącym na kanapie.
    Po chwili przystanęła, a odwróciwszy się, powiedziała:
    - Właściwie, to jeszcze czegoś zapomniałam.
    Z powrotem podeszła do mężczyzny. Poprawiła krawat z godłem Gryffindoru i podniosła głowę tak, aby mogła spojrzeć w jego oczy. Czuła się przy nim jak krasnal - właściwie, to zawsze odczuwała pewien dyskomfort. Wzrostem dorównywała trzecio, może czwartoklasistom, przez co miała problemy z wieloma rzeczami.
    Stanęła na palcach i musnęła usta Vladimira. Jej pocałunek był delikatny, aczkolwiek uchylone wargi zapraszały. Zamknąwszy oczy, jedną dłonią chwyciła rękę mężczyzny, a drugą dotykała jego torsu.

    [Jasne, że tak! Powiedz mi tylko czy Vladimir jest przed czy po wypadzie do Australii? Bo jeśli przed, to mógłby na przykład zniknąć na parę dni, nie mówiąc o tym Arii, przez co dziewczyna wysyłałaby do niego listy myśląc, że się nią bawił czy coś tam. A jakby wrócił, to chciałby się wytłumaczyć, lecz ciężko by mu było, ponieważ Aria by go unikała?]

    Aria

    OdpowiedzUsuń
  86. [Jaka fajna klata :D Co prawda Pan na zdjęciu wygląda trochę staro, ale mnie się podoba, więc bardzo chętnie się skuszę na wątek :D ]

    Lily Rose

    OdpowiedzUsuń
  87. [Mój błąd, nie wiem dlaczego przypisałam go do Krukonów :o:, proszę o wybaczenie. Z nauczycielem trudniej znaleźć powiązanie, gdy jeszcze nie umieściłam dobrze Lily w historii, ale z pewnością coś stworzymy siłami. Pozwolisz, że zacznę.]

    OdpowiedzUsuń
  88. Życie Lily miało utarty schemat, z którego nie lubiła schodzić. Wyrwana z udeptanej ścieżki stawała się nerwowa i drażliwa, co prowadziło do prostego wniosku, że nie radzi sobie najlepiej w sytuacjach wymykających się spod jej kontroli. Lubiła silnie trzymać swoje życie w zaciśniętych dłoniach, a wpływy innych ograniczała do minimum. Nie chciała zostać wykolejonym społecznie konformistą, który będzie ulegał otoczeniu i dostosowywał się do środowiska w każdym akcencie. Uważała się za kontestatora, człowieka spierającego się ze wszystkim i ze wszystkimi, podważała zasady moralne, prawne, ale także prawa fizyki i matematyki. Potocznie mówiąc szukała dziury w całym, poznając świat w sposób, który uważała za najlepszy - poprzez zaprzeczanie. Zaprzeczanie wszystkiemu i wszystkim prowadziło do znalezienia tej jednej drogi, jednej odpowiedzi, jednej prawidłowości, której nie idzie zaprzeczyć. Metoda z pewnością naukowa, choć ciężko stwierdzić, żeby idealnie nadawała się do życia codziennego.
 O samej Lily nikt by też nie powiedział, że działa w taki sposób, gdyż rzadko kiedy słyszeli by sprzeciwiała się komukolwiek czy czemukolwiek. Była w ich mniemaniu cicha, za cicha. Cała ta wojna odbywała się wyłącznie w jej głowie, lecz któż poza nią mógł o tym wiedzieć?

    Dziś brała udział w kolejnym eksperymencie, który wykraczał poza jej standardowy rytm dnia. Wyszła z bezpiecznej strefy i dziś spóźniała się na wszystko, wykorzystując chwilę do maksimum i wyciskając z niej soki jak z cytryny. Wpierw poranna toaleta, która zajęła jej dwukrotnie więcej czasu, Lily nie szczędziła sobie dziś pielęgnacyjnych zabiegów, mimo że współlokatorki nierytmicznie uderzały w drewniane drzwi łazienki grożąc, że wyrwą je wraz z zawiasami, a ona zawiśnie jako nowa zasłona prysznica. Potem przez kwadrans wygładzała nierówności na spódniczce i dziesięć minut wiązała krawat, aż do momentu, gdy uznała, że jest idealnie zawiązany. Po schodach schodziła bez pośpiechu, podczas gdy inni uczniowie ocierali się o nią i obijali o ramię biegnąc do Wielkiej Sali na złamanie karku. Lily wiedziała co ich tak przyciąga, sama także czuła zapach smażonego bekonu i jajek, który roznosił się po korytarzu, ale nie biegła, lecz delektowała się tych zapachem wyobrażając sobie jak smaruje masłem świeże tosty i zajada je popijając poprawnie zaparzoną herbatą. 
Po śniadaniu, które zjadła w równie spokojnym tempie udała się na zajęcia. Stuk, puk, obcasy jej butów rytmicznie uderzały o posadzkę, stuk puk, niósł się odgłos po pustym korytarzu, stuk puk, na złotym zegarku o kolejne minuty spóźnienia przesunęły się wskazówki. Ciach, trach, zaskrzypiały drzwi do Zamku, gdy otwierała je, żeby wyjść na błonia i skierować się do grupy szóstoklasistów, którzy wąskim okręgiem otaczali nauczyciela i wsłuchiwali się - jedni mniej, inni bardziej - w to, co miał do powiedzenia. Dołączyła do tego grona cicho, lecz z zauważalnym spóźnieniem. Pachnąca różami i z posmakiem yerba mate w ustach. Zadowolona z siebie i wyjątkowo spokojna, co równie dobrze mogło zostać odebrane jako zbytnia pewność siebie. Nad mową ciała Lily jeszcze nie panowała.

    OdpowiedzUsuń
  89. [Hmm... A może Aurora robiłaby jakiś dodatkowy projekt? Albo przygotowywała do jakiegoś konkursu wiedzy o Fantastycznych Stworzeniach? Przyszłaby do Vlado dosyć późno, żeby poustalać różne ważne rzeczy, mogliby sobie popijać coś mocniejszego, co by nie zasnąć, aż w końcu postanowiliby rzucić naukę w kąt i po prostu sobie porozmawiać tak o życiu.]

    OdpowiedzUsuń
  90. [To zależy, kto by miał do kogo wpaść :D Jeśli Vlado do Teda, np., by pożegnać się przed wyjazdem i, po prostu, trochę z brachem pogadać, to proponowałabym boisko Quidditcha, gdyby miało to miejsce wieczorem. Lupin by tam pewnie w ramach relaksu powietrzne akrobacje wyczyniał :P
    Mam do ciebie ogromną prośbę... Powiesz mi, proszę, jak to tak ładnie zwinęłaś tekst w karcie Vlado? Zaraz mi 200 komentarzy stuknie i muszę link podmienić, a chciałabym nieco wygląd karty zmienić :D]

    Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
  91. Szła wolnym krokiem w stronę Hogwartu, co chwilę spoglądając za siebie, czy Karkarow jeszcze stoi między drzewami. Za każdym razem, gdy dostrzegła jego twarz w półmroku, jej oczy błyszczały. Stojąc już pod drzwiami szkoły, pomachała mu na pożegnanie ze świadomością, że i tak tego nie zobaczy.

    Znalazłszy się w swoim dormitorium, oparła się o drzwi, wzdychając z zadowolenia. Musiała przyznać, że był to jeden z najlepszych wieczorów w jej życiu. Vladimir wcale nie był taki, jaki jej się wydawał podczas zajęć - zamknięty w sobie, lekko na uboczu. Wręcz przeciwnie - był naprawdę ciepłą i dobrą osobą. Kolejny raz jej przeczucie ją zawiodło. Nie był podobny ani odrobinę do swojego ojca, którego znała z opowieści.
    Było jej głupio za pieszczotliwe słowo, które wypowiedziała. Być może zinterpretował je błędnie, gdyż nie wypowiedział się ani słowem na ten temat. Nie chciała nim wskazywać, że się zakochała. Chciała po prostu dać mu do zrozumienia, że, mimo wszystko, jest dla niej kimś ważnym.
    Mimo euforii, którą wywołał właśnie ten wieczór, była odrobinę zawiedziona tym, że nie zaproponował jej kolejnego spotkania. Być może był zajęty w dzisiejszy, niedzielny dzień. Z drugiej strony, wcześniej wspominał o następnych spotkaniach.
    Z głupim uśmiechem na twarzy położyła się do łóżka. Dopiero wtedy dało się we znaki zmęczenie i, nie wiedząc kiedy, zasnęła.

    Kiedy wstała, było już dawno po śniadaniu. Zbliżało się południe, jednak Aria miała wrażenie, że dopiero świt. Wydawało jej się też, że wczorajszy wieczór był tylko pięknym snem. Dopiero gdy wzięła szybki prysznic zrozumiała, że na pewno nim nie był - zapomniała u Vladimira swojego sweterka.
    Rozłożywszy pergamin na małym stoliku, namoczyła pióro atramentem i zaczęła pisać.
    Drogi Vladimirze!
    Dziękuję bardzo za wczorajszy wieczór. Był naprawdę niesamowity. Zresztą, tak samo jak Ty. Mam nadzieję, że wróciłeś bezpiecznie do domu i nikt Cię na tym nie przyłapał. Z niecierpliwością czekam na kolejne spotkanie.

    Aria

    P.S. Zapomniałam u Ciebie swojego ulubionego sweterka. Jestem w stanie go dostać, czy będę musiała się za to jakoś odwdzięczyć?


    Zbiegła schodami do Pokoju Wspólnego i, nie zważając na podejrzliwe spojrzenia oraz pytania kierowane w jej stronę, czym prędzej udała się do Sowiarnii.

    Aria

    OdpowiedzUsuń
  92. [Ok,czyli to mamy już ustalone :D Daj znać, gdybyś jednak wolała, bym ja zaczęła :)
    Dzięki wielkie! :* Oto mail: salawariatow92@gmail.com ]

    Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
  93. Na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech na widok dwóch psów. Automatycznie lekko się pochyliła i wyciągnęła do nich delikatnie dłoń, pozwalając im na jej obwąchanie. Kiedy jednak profesor przegonił psy, wyprostowała się i wciąż z uśmiechem na twarzy przeniosła spojrzenie na dorosłego mężczyznę. Wciąż czuła wątpliwości w związku z jej obecnością tutaj. Czy to w ogóle było stosowne? A co, jeżeli ktoś widział gdzie idzie i nie daj boże zacznie rozsiewać jakieś głupiutkie plotki? Wcześniej w ogóle o tym nie myślała, jednak teraz stojąc tutaj przed profesorem w jej głowie pojawiały się miliony myśli, których wcześniej nie brała pod uwagę.
    — Jakie usłuchane — odezwała się po chwili, patrząc za udającymi się na swoje posłanie czworonogami. Zrobiła kolejny niepewny krok do przodu, wchodząc w głąb pomieszczenia. Rozglądała się uważnie dookoła. Była tutaj pierwszy raz, jednak od razu jej się spodobało. Była wręcz zachwycona wnętrzem domu. Szczerze mówiąc nie spodziewała się takiego dobrego wyczucia stylu po tym mężczyźnie. Nie, żeby uważała go za jakiegoś niechluja… Po prostu samotnie mieszkający mężczyźni kojarzyli jej się raczej z chaosem.
    — Przepraszam profesorze Karkarow, że tak pana nachodzę — dodała, pozwalając mu na zabranie kurtki. Przygryzła delikatnie wargę i skinęła lekko głową — herbaty, najchętniej wypiłabym ciepłą herbatę o ile to nie problem… Nie jestem do końca pewna, czy powinnam tutaj być… Tak bez żadnej zapowiedzi, ja… — spuściła na chwilę głowę, wpatrując się w swoje smukłe palce, którymi nerwowo się teraz bawiła. Westchnęła cicho i ponownie podniosła głowę — ja mogę wrócić do zamku jeżeli to jakiś problem, nie chcę sprawiać kłopotu.
    Wcale nie chciała wracać do zamku, jednak wiedziała, że takie narzucanie się jest po prostu niewłaściwe. Z drugiej strony, co ona sobie w ogóle myślała tak tutaj przychodząc? Spodziewała się, że wejdzie do mieszkania profesora i nagle wszystko się zmieni, naprawi? To było bezsensowne… Nie powinna była tutaj w ogóle przychodzić.
    Jej myśli przemijały w głowie srebrnowłosej dziewczyny z wielkim pospiechem, a na jej twarzy malowało się zdezorientowanie i zmieszanie. Było widać, że ma jakieś wątpliwości.
    — Pomyślałam tylko, że… Że jest pan jedyną osobą, do której mogę teraz przyjść — wyszeptała cicho, celowo unikając jego spojrzenia.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  94. Odkąd o małej działalności Ellen Ridley zrobiło się, jak na jej gust, dość głośno wśród uczniów, dziewczyna stała się o wiele ostrożniejsza. Nie zamierzała całkowicie rezygnować z biznesu, przynosił zbyt duże zyski i ogromną satysfakcję, ale doskonale zdawała sobie sprawę z ilości osób, które chętnie udowodniłyby dyrekcji, w jaki sposób Gryfonka dorabia do kieszonkowego.

    Kiedy dostawała liściki od osób zainteresowanych jakimkolwiek układem, parskała śmiechem. Czy oni naprawdę uważali, że zawrą umowę w ten sposób? Nie chodziło nawet o to, że słownie można ustalić więcej i szybciej, ale przecież takie listy byłyby jednym z niewielu dowodów, od których nie mogłaby się wyłgać! Zwłaszcza że niemal połowa z nich była wyraźną podpuchą, mającą na celu doprowadzić do ujawnienia jej działalności. Oczywiście jasnym było, iż niektórzy nauczyciele się domyślali, ale przecież nie mogli nic zrobić, skoro ich wiedza opierała się głównie na plotkach.

    Pewnego popołudnia, gdy siedziała w pokoju wspólnym i rozkoszowała się pierwszym od niedawna zupełnie wolnym dniem, zobaczyła odrobinę potarganego puchacza siedzącego na parapecie. Do nóżki miał przywiązany liścik, a gdy go wpuściła i ptaszysko usiadło na uprzednio zajmowanym przez nią fotelu oraz utkwiło w niej żółte spojrzenie, domyśliła się, że przesyłka jest do niej.

    Przeczytała go i w pierwszym odruchu miała zamiar wrzucić go do kominka ─ wydał jej się oczywistą pułapką. Później coś ją jednak tknęło, że wypadałoby chociaż wyprowadzić nadawcę z błędu, by nie pomyślał sobie, że nieodpisywanie jest równoznaczne z przyznaniem się do winy.


    Drogi Wilku,
    chyba się pomyliłeś, ponieważ ja nie sprowadzam żadnych nielegalnych towarów do zamku. Jeśli jednak chcesz, spotkajmy się o dwudziestej w starej klasie wróżbiarstwa na pierwszym piętrze, podpowiem ci, u kogo możesz dostać tabakę.
    Ridley



    Po zamknięciu okna za sową, zaczęła się zastanawiać, kto uznał, że z podobną potrzebą należy udać się do niej. Fakt, bez problemu załatwiłaby tabakę, chociażby od ojca, ale postanowiła spotkać się z tą osobą z czystej ciekawości.


    [Jest spoko, dobrze, że tylko tabaka. :D]

    OdpowiedzUsuń
  95. Słysząc jego słowa, na jej twarzy pojawił się subtelny uśmiech, wyrażający szczerą ulgę dziewczyny. Przez chwilę naprawdę bała się, że może się narzucać, że może Vlado wtedy, w sowiarnii tak tylko powiedział z grzeczności. Jednak teraz, słysząc i widząc jego minę sama uśmiechnęła się odrobinę szerzej, zdając sobie sprawę, że mężczyzna mówił poważnie.
    — Profesor jest trochę jak Oppa — zaśmiała się cicho. Czując jego dłoń, rozszerzyła ze zdziwienia oczy i uważnie mu się przyglądała odrobinę przestraszona. Nie była przyzwyczajona do tego typu gestów wypływających ze strony nauczycieli. Nawet rozchyliła delikatnie usta, układając je w kształcie „o” i w dodatku wydobywając z siebie takie cichutkie och, pełne zaskoczenia.
    — Dobrze — powiedziała jednak, nie chcąc go w żaden sposób zranić. I odwróciła się kilka krotnie wokół własnej osi, uważnie przyglądając się wszystkiemu, co znajdowało się na wierzchu. Podeszła nieśmiało do regału z książkami i powolnie, sunęła po ich grzbietach palcem uważnie czytając ich tytuły, wpatrując się w nadrukowane litery.
    — Jeszcze trochę i dorówna profesor szkolnej bibliotece — zaśmiała się cicho. Chociaż Vlado już wcześniej jej proponował, aby mówiła do niego po imieniu dla dziewczyny przezwyciężenie tego było prawie tak trudne jak odnalezienie swojego własnego ja, w tym zakłamanym świecie.
    Odwróciła się przodem do idącego z kuchni profesora trzymającego przygotowaną herbatę. Uśmiechnęła się delikatnie, jednak mina szybko jej zbladła. Wiedziała, że skoro już tutaj przyszła będzie musiała w końcu powiedzieć, dlaczego to zrobiła. Chciałaby przeciągnąć ten moment jak najmocniej w czasie, najchętniej w ogóle go nie poruszając. Ale przecież wiedziała, że prędzej czy później do tego dojdzie.
    — Dziękuję bardzo — skinęła lekko głową, chwytając w swoje dłonie ciepłe naczynie. Nachyliła się lekko i delikatnie podmuchała, wprawiając gorącą parę wodną w ruch. Lubiła obserwować w jaki ona się sposób poruszała.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  96. [Dziękuję ślicznie! :)]

    Scorpius Malfoy

    OdpowiedzUsuń
  97. [Oczywiście, ze idziemy! Tylko pytanie od czego zaczynamy, jakiej sytuacji i kto zaczyna? ;)]

    Lea

    OdpowiedzUsuń
  98. Sama nie wiedziała, kiedy tak strasznie pokochała zwierzęta. W domu miała styczność tylko z sowami, bo rodzice usilnie byli zdania, że koty, psy czy co gorsza żaby, to stworzenia, które są po prostu nam niepotrzebne. Nie robiły nic, poza leżeniem całymi dniami i nic nie robieniem. O dziwo zgodzili się kupić jej kota, kiedy dostała list z Hogwartu. Wtedy wszystko się zaczęło. Od najzwyczajniejszego kocura. Kiedy w trzeciej klasie zaczęła uczęszczać na ONMS, lista stworzeń, które darzyła sympatią, wciąż rosła i rośnie aż po dzień dzisiejszy. Z roku na rok coraz więcej się dowiadywała i umiała. Jej dziesięcioletnia wersja pewnie nigdy nawet by nie pomyślała, że za kilka lat będzie w czołówce najlepszych uczniów z tego przedmiotu, biorąc udział we wszystkich możliwych konkursach, projektach i zajęciach, właśnie z tej dziedziny magii.
    Jej kolejny projekt powoli dobiegał końca. Razem z profesorem Karkarowem przygotowywała go, mając nadzieję, że trafi w odpowiednie ręce. Liczyła na to, że zaznajomią się z nim znani magizoolodzy i zapewnią dzięki temu świetlaną przyszłość. Zarywała noce, ślęcząc nad książkami z biblioteki, zbiorami Vlado i korespondując z okolicznymi znawcami fantastycznych stworzeń. W ciągu kilku tygodni dowiedziała się tylu rzeczy, że sama nie wiedziała, jakim cudem udało jej się to wszystko spamiętać.
    Szła krętą drużką w stronę miasteczka. W kieszeni trzymała cały czas świstek papieru, który zezwalał jej na nieograniczony czas powrotu z Hogsmeade. W czasie szkoły trudno było jej się spotkać z nauczycielem w celu konsultacji, więc zazwyczaj wpadała do niego wieczorami i uzupełniała projekt. Było już dosyć ciemno, więc wyjęła różdżkę i oświetliła sobie drogę zaklęciem. Rozglądała się co jakiś czas, wypatrując czy nic nie wyłania się z lasu. Nie bała się zwierząt z tutejszych lasów. Po prostu nie chciała, żeby ominęło ją coś wartego uwagi.
    Kiedy doszła do wioski schowała różdżkę z powrotem i od razu skierowała się do domu Vladimira. Świeży śnieg pięknie wyglądał na dachach domów, drzewach i płotach. Dzięki temu wydawało się, jakby szło się przez jakąś piękną i magiczną krainę. Nawet w tak przyziemnych zjawiskach Aurora potrafiła dostrzec trochę magii, która jak sądziła, była wszędzie. W końcu po kilku minutach znalazła się u celu. Zapukała do drzwi, zaczekała chwilę, a kiedy się otworzyły, bez skrupułów weszła do środka. Zdjęła kurtkę i rozejrzała się. Była tu już kilka razy, ale wnętrze zawsze ją niezwykle ciekawiło. Było tu tyle niezwykłych rzeczy, że oczy same wodziły wzrokiem po ścianach.
    — Bardzo dobry! Lubię tu przychodzić. W zamku czuję się jak… No można powiedzieć w klatce. U Pana pracuje mi się lepiej — powiedziała, uśmiechając się i wodząc wzrokiem po pomieszczeniu. — Mam znowu problem z klasyfikacją Ministerstwa Magii. Są niezwykle restrykcyjni a nie chcę oddać projektu z błędami. Chodzi o centaury… Co Pan o nich sądzi? Czy rzeczywiście powinny dostać aż czwarty stopień klasyfikacji? Czy w ogóle powinny być zaliczane jako zwierzęta? – dopytywała, mając nadzieję na wywiązanie się krótkiej dyskusji, którymi tak bardzo lubiła rozpoczynać ich spotkania.

    OdpowiedzUsuń
  99. Słodki zapach herbaty roznoszący się po pomieszczeniu sprawiał, że Avalon miała ochotę upić już kilka porządnych jej łyków, musiała jednak wciąż czekać, aż ta odrobinę przestygnie. Poparzenie języka było najgorszą z możliwych rzeczy, później już nic nie smakowało dobrze, a srebrnowłosa naprawdę chciała zasmakować tego napoju; wszystko przez ten obłędny zapach.
    — Cieszę się, że to nie problem… Ja, długo się zastanawiałam czy na pewno mogę — uśmiechnęła się delikatnie, siadając na wskazane przez mężczyznę miejsce. Chociaż sytuacja nie należała do najłatwiejszych, Avalon powoli zaczynała się oswajać z nowym miejscem, a sam profesor Karkarow nie powodował już w jej osóbce stresu i napięcia.
    — Nie jestem pewna czy powinnam… — zaczęła powoli w odpowiedzi na jego pytanie. Z jednej strony chciała mu o wszystkim opowiedzieć, ale z drugiej… Miała wrażenie, że nie każdy chce wysłuchiwać jej smutnych historii na temat jej nudnego życia. Wysiliła się jednak na delikatny uśmiech, zaciskając odrobinę mocniej palce na ciepłym kubku.
    — Podczas świątecznej wizyty w domu strasznie pokłóciłam się z tatą i… Nie rozmawiamy od tamtego czasu, ja. Chciałam… Nie wiem czy na pewno mogę. To znaczy — spuściła na chwilę głowę, wpatrując się uważnie w ciepły napój. Kiedy miała mówić o swoim życiu i swoich potrzebach zawsze zmieniała się w skromną, wręcz wstydliwą osobę. Natomiast stojąc w obronie pierwszoklasistów była niczym lwica, broniąca swoich młodych. Była pewna siebie i nawet przez chwilę nie miała problemu z układaniem swoich przemów — chciałam z kimś posiedzieć, porozmawiać… — czuła, jak na jej policzki wkradają się różowe rumieńce.

    Co powiesz na to, aby w odniesieniu do relacji Avalon z jej ojcem, która została zaburzona, Avcia zaczęła traktować Vlado odrobinę jak ojca? ;)

    OdpowiedzUsuń
  100. Kiedy składała wniosek o staż w Hogwarcie, skrycie obawiała się tego co ją czeka, bo nie wiedziała z jakim profesorem będzie musiała współpracować w tym czasie. Dlatego naprawdę miłym zaskoczeniem było spotkanie Vlado jako nauczyciela ONMS, chociaż mogła się tego jakoś spodziewać. Prowadzone wspólnie zajęcia, były takie jakich chyba każdy chciał, nie skupiały się na mdło przedstawianej teorii, a nawet często robiło się wesoło, gdy gdzieś w przerwie leciały docinki o czysto żartobliwym podłożu. Ani Leii, ani Vlado na pewno nie zależało na urażeniu drugiej strony. Panna Bones aż skrycie zazdrościła młodym takiego nauczyciela i już nie raz zauważyła rozmarzone spojrzenia dziewczyn zwłaszcza tych na szóstym i siódmym roku. Poza tym mogła dać sobie rękę uciąć, jeśli w jakimś stopniu damska część grupy, nie pojawiała się na zajęciach po to by powzdychać. Nie mniej, nie dziwiła im się w ogóle, do czego otwarcie nie zamierzała się przyznać. Nawet kilka razy, gdy po lekkiej wymianie docinek, któryś z uczniów na szczęście po lekcji, rzucał komentarzem, że nauczyciel i stażystka zachowują się jak stare dobre małżeństwo, Lea uciekała wzrokiem w bok, czując powoli te zdradliwe rumieńce.
    Czasami tylko, brakowało jej tych wypraw, długich wycieczek w teren, gdy na kilka godzin odkładała różdżkę na bok, zostawiała prawie wszystko co magiczne i wędrowała przed siebie, po drodze spotykając dziko żyjące zwierzęta oraz ciesząc się widokami. Beztroska tamtych dni była wygodna jak dla niej, nie było żadnych zmartwień czy obowiązków... bo jakby nie patrzeć stroniła od nich nadal, będąc jeszcze wystarczająco młoda.
    Piętnasta godzina, przyszła na tyle szybko, że mimowolnie Bones spojrzała z żalem na Karkarowa, że zakończył zajęcia. Dziś było wyjątkowo dobrze, wręcz świetnie i spoglądając na zachowanie uczniów, im też nie spieszyło się aż tak bardzo.
    Gdy tylko sala opustoszała, ogarnęła wszystko na biurku. Ułożyła w stosik notatki jakie sama czasami robiła, gdzieś w przerwach, mogąc usiąść chociaż na chwilę. Lubiła pogłębiać swoją wiedzę, chciała chłonąć wszystko by kiedyś, nie stanąć przed problemem, którego nie będzie potrafiła w żaden sposób rozwiązać. Przebiegając wzrokiem po jeden z kartek, nawet nie zorientowała się, że pytanie padło właśnie w jej stronę. Dopiero po minucie, gdy kątem oka dalej widziała stojącego obok Vladimira, uniosła na niego jasne oczy.
    - Ja.. tak... znaczy nie – poprawiła się i cicho zaśmiała z własnego roztargnienia.- Nie mam dziś żadnych planów – odparła, odkładając trzymaną kartkę na stosik pozostałych. Słuchała go już z uwagą, czując, ze właśnie ma szansę na dowiedzenie się czegoś więcej i dodatkowo na buszowanie w biurze Karkarowa. Co mogło się już nigdy nie przytrafić.- Przyznam, że bardzo zaciekawiłeś mnie teraz – stwierdziła z uśmiechem.- Z chęcią zobaczę, cóż chcesz pokazać – dodała.

    Lea

    OdpowiedzUsuń
  101. [Dla Vladimira - jak zawsze. Pałam do niego ogromną sympatią. Myślałam, by Ci odpisać na ostatni Twój odpis, ale równie dobrze możemy skombinować coś nowego. Chociaż wątpię, bym zmieniła szybko nastawienie Lorelle, do pana profesora.]

    Lorelle

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Wracali sobie z gabinetu Vladimira, do tego należącego do Lorelle. Sytuacja z prawie umierającym krukiem. Może nie traćmy, tego co mamy. Odpiszę Ci.]

      Usuń
  102. [Biedni Puchoni, nawet nauczycieli jest więcej. Jasne, z takim Vladimirem, to ochotę na wątek mam wielką. Czy jakiś pomysł Ci świta w głowie, czy może mam wymyślić coś?]

    Anija

    OdpowiedzUsuń
  103. [A co Ty na to, by uznać Aniję za nową nauczycielkę i Vladimirowi kazano pomóc kobiecie co i jak, oprowadzając ją po szkolnych zakamarkach (jakby tam nigdy nie była), przez co bardzo się zaprzyjaźnili?]

    Anija

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [O, to można też połączyć, że wspominają jakieś śmieszne sytuacje z szkolnych lat?]

      Usuń
    2. [W takim razie czekam :)]

      Usuń
  104. [Hejo, robimy coś nowegooo? :D Bo nam zaraz Vlado i Abigail do tego zamku dojdą, no i będą musieli się rozstać, a nie bardzo wiem, jak do dalej pociągnąć zgrabnie. Robimy akcję po wyjeździe Karkarowa czy może jeszcze przed? No i najważniejsze - masz może jakiś pomysł?! :D]

    OdpowiedzUsuń
  105. [Przepraszam za przestój. Już jestem po egzaminach, więc wracam odrodzona :D]
    Ethel, która beztroskę rzadko miała wymalowaną na twarzy, przy Vladimirze zupełnie zapominała o jakichkolwiek przeciwnościach losu, czy komplikacjach, które pojawiły się wraz z jej przybyciem do Hogwartu. To miejsce miało dać jej spokój, radość z wykonywanej pracy i przede wszystkim uspokoić rozbieganą duszę Ethel. Kobieta nie mogła od zakończenia szkoły z wielu powodów znaleźć sobie miejsca. I gdy już jej się wydawało, że jest w domu, że ma pracę w św. Mungu, że ktoś jest przy niej, cały czas coś pchało ją do przodu, by znalazła się właśnie tu, gdzie jest teraz.
    Pisnęła przerażona, czując jak Vlado podrywa ją z dna. Zaczęła machać nogami, nadając temu przerażeniu dodatkowo rozbawiony wydźwięk. Nie bała się, nie miała czego. Chciała jeszcze skorzystać z dnia, po którym nastąpi dzień poszukiwań i kto wie, może staną twarzą w twarz z dużo poważniejszymi sprawami niż dziś? Ale chciała się jeszcze chwilę nacieszyć. Mimowolnie zadrżała lekko, czując oddech Vladimira przy swoim uchu. Czemu zadrżała?
    -Słucham?! – natychmiast jednak skupiła się na jego słowach, a jej wyobraźnia podpowiedziała jej obrazy, których nie chciała widzieć, siebie tańczącą plemienny taniec deszczu – Chyba żartujesz – ciężko było jej ukryć głębokie rozbawienie pod tym udawanym oburzeniem – Nie wolno podnosić pani stażystki, proszę mnie odstawić – naprawdę próbowała być poważna. Widząc, że niewiele wskóra, westchnęła cicho.
    -Co ja z tobą mam, hm? – spytała go, odwracając możliwie głowę w jego stronę. Uśmiechnęła się lekko, patrząc na Vlado – Sto pociech i jedno utrapienie – utrapieniem było właściwie tylko to, że nie sięgała nogami do ziemi, ale takie utrapienie, przy tylu pociechach było niczym.
    -Niech będzie, tylko rozpal porządne ognisko, bo bez tego nie wyjdzie – odparła w końcu, cały czas spoglądając na niego, by zobaczyć jego reakcję na to, że podjęła wyzwanie. A co!

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  106. [Pfy, Abigail i Vlado? Moralność? No jasne, że wpadnie z Ognistą, a nawet i dwiema butelkami, ze znajomymi profesora pod pachą! Impreza niespodzianka, ot co :D Zacznę nam!]

    OdpowiedzUsuń
  107. Stała w kącie Wielkiej Sali czując, jak jej serce przyspiesza ze zdenerwowania. Czuła się jakby nie na miejscu - pierwszy raz w swoim życiu będzie nauczać młodsze osoby latania wiedząc, że nie każdy tę pasję będzie dzielił wraz z nią. Obawiała się wielu rzeczy - że ktoś przy niej zrobi sobie krzywdę, inna osoba zaś zrezygnuje z jej zajęć zaraz po pierwszym spotkaniu. Przejechała dłońmi po szacie, jakby to miało jakkolwiek pomóc w jej wyprostowaniu.
    Mimo tego, uśmiechnęła się szeroko, gdy Longbottom wypowiedział jej imię, a wszyscy zaczęli klaskać i wrzeszczeć wniebogłosy. Wolnym krokiem podeszła do dyrektora, podała mu rękę, a gdy zapytał o jej samopoczucie, skinęła delikatnie głową.
    Pragnęła każdemu nauczycielowi odpowiedzieć na każde pytanie - odnośnie tego, co robiła po szkole, dlaczego właśnie wybrała latanie, a nie inny przedmiot. Właściwie, to niektórych profesorów pamiętała z ich stażu, kiedy sama uczęszczała do tej szkoły.
    Rozglądając się po znajomych i tych nieznanych twarzach, napotkała wzrok Vladimira. Uśmiechnęła się, a w jej policzkach ukazały się dwa głębokie dołeczki. Spuściła wzrok, zupełnie zaskoczona tym, że to właśnie on znajduje się również w tej szkole.
    Kiedy profesor Longbottom wyszeptał coś do jej ucha, drgnęła wystraszona. Nie lubiła, gdy ktoś zachodzi ją od tyłu i mówi, a ona zupełnie nie ma pojęcia, że ktoś tam jest. Skinęła głową na jego słowa, w ogóle nie wiedząc po co Vladimir ma marnować czas, by ją oprowadzać. Przecież chodziła do tej szkoły nie dwadzieścia czy trzydzieści lat temu, a równe dziesięć.
    Przecisnęła się między nauczycielami, żegnając ich delikatnym uściskiem dłoni.
    - Nie wiedziałam, że też tutaj będziesz uczył - odpowiedziała z promiennym uśmiechem. - Czy każdy przystojny absolwent wraca w tutejsze progi, by rozpraszać uczniów?
    Zaśmiała się, a kiedy Vladimir przechylił głowę w bok, poczuła się tak, jakby była właśnie uczennicą szóstej klasy, a mężczyzna stojący naprzeciw niej, opierał się nonszalancko o ścianę i chylił głowę za każdym razem, gdy coś go zainteresowało.
    - Nie mogło się tutaj przecież wiele zmienić, prawda? Przepraszam, że dyrektor każe Ci marnować czas na takie bzdety - jęknęła, opierając zaciśnięte dłonie na biodrach.
    Badała Vladimira wzrokiem i musiała przyznać, że naprawdę był jeszcze przystojniejszy niż parę lat temu, kiedy ostatni raz go widziała. Pamiętała, że obiecali sobie nawzajem o długich listach i dalszym utrzymaniu kontaktów, jednak przez roztrzepanie Aniji, zupełnie im to nie wyszło. Miała jednak nadzieję, że tym razem będą mogli odświeżyć swoją dawno już zapomnianą przyjaźń.

    Anija

    OdpowiedzUsuń
  108. Szczerze mówiąc, Ridley nie przywiązywała zbyt wielkiej wagi do życia prywatnego nauczycieli, mając ich jedynie za osoby, które wykonują swoją pracę. Darzyła ich należytym szacunkiem, oczywiście, ale oprócz tego nie widziała żadnego powodu dla interesowania się nimi poza lekcjami. Z tego powodu nigdy nie widziała Karkarowa pod postacią animaga, chociaż gdzieś obiło się jej o uszy, iż mężczyzna takie umiejętności posiada. Zresztą, nawet gdyby kiedy go zobaczyła, najprawdopodobniej nie zadałaby sobie trudu, aby skojarzyć kilka faktów. Łatwiej było spotkać się oko w oko, niż snuć domysły.

    Na pierwsze piętro dotarła dwie minuty przed ósmą, jednak zanim weszła do klasy, postanowiła zajrzeć i sprawdzić, z kim ma do czynienia, aby przygotować odpowiednie argumenty. Nigdy by się jednak nie domyśliła, że gdy zerknie zza drzwi, to zobaczy nauczyciela. Owszem, wcześniej już jeden dawał jej do zrozumienia, że doskonale zdaje sobie sprawę z prowadzonej przez nią "działalności", ale co innego snuć domysły, a co innego wręcz próbować zdobyć na nią haka.

    Poza tym zdziwiło ją, co tam robi akurat Karkarow. Nie chodziła na jego lekcję, zrezygnowała z ONMS-u kiedy tylko mogła, bo nie darzyła zwierząt zbyt wielką sympatią, w pierwszej klasie nawet powiedziała matce, że nie chce ani sowy, ani kota ─ o ropusze nie wspominając ─ bo nie będzie miała czasu się nimi zajmować, a do wysyłania listów wystarczą jej ptaki trzymane w Hogwarcie. To nie tak, że zdolna była do przemocy względem jakichkolwiek magicznych stworzeń, po prostu... nie odczuwała ekstazy na widok małych kugucharów czy źrebiąt jednorożców. Chociaż to zapewne dlatego, że za ludzkimi bobasami również nie przepadała...

    Po minucie rozważania różnych opcji, wkroczyła do klasy z podniesioną głową, patrząc na nauczyciela ze sceptycyzmem. Stanęła w znacznej odległości od niego i skrzyżowała ramiona na klatce piersiowej.

    ─ A więc to pan do mnie pisał? ─ spytała, unosząc nieznacznie brwi.


    Ellen

    OdpowiedzUsuń
  109. Ellen była pewna, że dotarcie plotek do Longbottoma nie byłoby najgorszym, co mogłoby ich spotkać ─ wszak dyrektor przez lata dawał dowody na to, że jest dość ugodowym człowiekiem, a gdyby Ridley odpowiedni to rozegrała, zupełnie zapomniałby o sprawie zważywszy na fakt, że sam kiedyś należał do domu Godryka Gryffindora. Bardziej martwiło ją, co będzie, kiedy ktoś zauważy uczennicę i ─ nie okłamujmy się ─ przystojnego nauczyciela wychodzących z nieużywanej już klasy.

    Którą na domiar złego zamknął zaklęciem. Czy on sądził, że dziewczyna zechce uciec z jego forsą? Tak, śledziła wzrokiem drogę sakiewki z pieniędzmi, gdy nią podrzucał, ale bez przesady... Była materialistką, nie złodziejką, a to jednak zasadnicza różnica.

    ─ O czas nie musi się pan martwić ─ odparła chłodno, nieco urażona, gdyż uznała, że Karkarow sugeruje jej opieszalstwo w załatwianiu interesów. Jeśli o to chodziło, działała szybko i konkretnie, w końcu czas to pieniądz. W tym przypadku wprawdzie niezbyt duży, ale nie mogła być przecież wybredna.

    ─ Jaką mam pewność, że wraz z przyjęciem pańskich pieniędzy nie zostanę ukarana za podobny handel? Tylko proszę nie mówić mi tu o tym, że pan również robi coś zakazanego, w starciu uczeń-nauczyciel i tak posłuchają pana. ─ Nie mogła powstrzymać pogardliwego prychnięcia, będącego być może nie na miejscu, zważywszy na to, że mimo wszystko rozmawia z kimś z kadry profesorskiej. To, że jej nie uczył, nie znaczyło, że nie miał nad nią pewnego rodzaju władzy.

    Ta konkretna transakcja mogła okazać się o wiele bardziej ryzykowna, niż sprowadzana ostatnio pewna nielegalna substancja, której Ridley pilnie potrzebowała. Tam "druga strona" była pewniakiem podsuniętym jej przez ojca, a w tym przypadku mogła liczyć jedynie na własną intuicję, która choć podpowiadała jej, że nic jej nie grozi, znikała przykryta typową dla Ellen podejrzliwością.

    Ellen

    OdpowiedzUsuń
  110. [Dziękuję bardzo za serdeczne powitanie! Widzę potencjał w relacji Al-Vlad - z pewnością kojarzą się ze szkolnych lat, mogą być sobie nieprzychylni ze względu na rodzinne korzenie wyrastające z dwóch stron magicznej mocy, do tego mieszkają w Hogsmeade, zapewne kiedyś na siebie muszą wpaść ;). Jeżeli masz dokładny pomysł na relację i wątek, chętnie go poznam, jeżeli nie w najbliższym czasie postaram się coś wykombinować :)]

    Alicia Scrivenshaft

    OdpowiedzUsuń
  111. Zaśmiała się na słowa Vladimira, po czym odgarnęła długie włosy. Nie lubiła ich, jednak nie chciała ich ścinać z jednego prostego powodu - bała się, że w krótkich będzie wyglądała zdecydowanie gorzej. Dlatego też zazwyczaj nosiła je spięte w koński ogon albo kok. Zresztą, jej najbliższa praca, a wcześniejsze hobby nie pozwalało na zbyt długie spędzanie czasu z rozpuszczonymi włosami. Mimo wszystko, postanowiła, że pierwszy dzień na stanowisku nauczyciela powita wraz z rozpuszczonymi kosmykami, czego żałowała. Ciągle gdzieś się plątały albo wpadały do jej ust.
    - Dziękuję - powiedziała, nieznacznie skinąwszy głową.
    Nie wiedziała, co więcej powiedzieć. Mężczyzna zbił ją z tropu, a poza tym - co powiedzieć komuś, kto ją komplementuje, a ona w ogóle nie zgadza się z jego słowami? Uważała się raczej za przeciętną kobietę.
    Ruszyła za mężczyzną, zupełnie nie wiedząc, od czego zacząć. No bo właściwie, co mogło się zmienić przez te dziesięć lat w szkole, którą niedawno wybudowano na nowo? Być może doszło kilka książek, jezioro się zmniejszyło, a piwo w Hogsmeade smakowało o niebo lepiej.
    - Powinieneś pamiętać, jak bardzo kochałam Quidditch, gdy jeszcze tutaj chodziłam - powiedziała, spoglądając w jego stronę.
    Niebieskie oczy, które kiedyś tak ją hipnotyzowały, teraz wydawały się jakby głębsze. Miała dziwne uczucie, że kryją w sobie więcej bólu niż kiedyś. A może po prostu Vladimir stał się bardziej otwartą osobą, niż w czasach szkolnych?
    - Chciałabym, żeby każdy dzieciak czuł się tak samo pewnie na miotle, jak ja kiedyś. Profesor Longbottom na naszym ostatnim spotkaniu wspominał, że szuka kogoś do pracy. Zapytałam więc, ile będę mu musiała zapłacić, abym mogła nauczać w Hogwarcie.
    Zaśmiała się na wspomnienie ich ostatniego spotkania w czasie przerwy świątecznej. Czasami się widywali na ciepłej kawie, bądź kolacji, podczas której rozmawiali do zamknięcia restauracji.
    Była wdzięczna dyrektorowi za to, że się nią opiekował w czasach, gdy została zupełnie sama. Dawał jej ciepło i dom, którego tak bardzo jej wtedy brakowało. Wiedziała jednak, że nigdy nie będzie w stanie spłacić długu, który u niego miała.
    - Kocham latanie. To moja jedyna miłość w moim życiu, poza kilkoma szkolnymi zauroczeniami. - Spojrzała uważnie na twarz Vladimira. Mówiąc to, miała na myśli jego osobę, jednak nigdy mu tego nie powiedziała z obawy, że ich przyjaźń się skończy. Ostatecznie i tak urwał im się kontakt, jednak nie z jej powodu. - Muszę pielęgnować nasz związek. Czyż nie tak się robi?
    Przygryzła dolną wargę, spuszczając wzrok. Nie wiedzieć czemu, zrobiło jej się odrobinę niezręcznie w jego towarzystwie. Chciała wytknąć mu to, że się do niej nie odzywał, nie starał o ich przyjaźń. Miała ochotę zacząć krzyczeć na środku Wielkiej Sali, gdzie i tak nikt by ich nie usłyszał.
    Westchnęła, marszcząc nos.
    - A Ty? Co Ciebie tutaj sprowadziło?

    Anija

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie, odwdzięczę się tym samym. Niech sobie wyznają swoje dawne zauroczenie, a może w którymś z nich na nowo rozpali się ogień?

      Usuń
  112. Jeszcze nie przemyślała swojej decyzji, więc do jej głowy nie dotarła jeszcze myśl o skakaniu wokół ogniska, ale chwilowo jej to nie przeszkadzało. Wystarczyło jej słońce, ciepło, dobry nastrój i obecność Vladimira, która po całym zamieszaniu, które zostawiła za sobą w Hogwarcie wydawała się być niczym lekarstwo. Nie dbała też o to, co w tej chwili dzieje się w szkole, w ogóle nie kierując tam swoich myśli.
    Padła na koc, zbierając włosy z twarzy, by nie kapały, choć w tej temperaturze schły momentalnie. Spojrzała na album, uśmiechając się lekko. Krył on właściwie całe jej życie, każdą chwilę, którą uważała za wartą zapamiętania. Te, które nadal bolały, trzymała w głowie, nie starając się ich zapomnieć, ponieważ dawały solidną lekcję na przyszłość. Sięgnęła więc po album, usadawiając się bliżej Vladimira i otwierając na pierwszych stronach, opowiadających jej dzieciństwo.
    -To zdjęcie tata zrobił zaraz po narodzinach – wskazała palcem na pierwsze z nich – o, a to jak zaczęłam chodzić, tu mama próbuje nakarmić mnie zupą… chyba była paskudna – roześmiała się cicho. Było jeszcze kilka innych, jak Ethel biegnie i tłucze sobie kolano, buja się na huśtawce, i robi pierwsze zakupy do szkoły.
    -O, a to pamiętasz? – zapytała z uśmiechem, wskazując na zdjęcie, na którym byli w trójkę: ona, Vlado i Teddy. Uśmiechy na ich twarzach wskazywały okres cudownej beztroski, choć oczy każdego wyrażały ponadprzeciętną dojrzałość, jakby każde z nich już coś w życiu przeżyło. Na kolejnym zdjęciu widniała również Victorie. Twarz Ethel, o dziwo, nie zmieniła wyrazu. Z wiekiem nauczyła się, że nie może mieć żalu do niczego nieświadomych ludzi.
    -Tu już byliśmy sami – zauważyła, wskazując na kolejne zdjęcie, na którym Vlado nosi ją na plecach i oboje śmieją się w głos. – Pamiętasz dlaczego nie było już z nami Teddiego? – zapytała, patrząc na Vlado. Była ciekawa, czy pamiętał, jaką karczemną awanturę Ethel zrobiła Lupinowi. Jak nawrzucała mu, obrażając i jego, i jego rodziców. Jak on odwdzięczył się tym samym. Choć tak dobrze się znali, bez problemu uderzyli w swoje najczulsze punkty, raniąc siebie na wiele lat. Ethel tak naprawdę w życiu nie śmiałaby obrazić jego rodziców, zrobiła to, w mistrzowski sposób grając nienawiść względem Lupina. Była ciekawa, czy uważny Vlado widział więcej niż agresywna złość Ethel, czy gdzieś między wierszami czytał jej prawdziwe intencje – chęć odsunięcia od siebie Teddiego, tak, by nigdy nie musiał decydować w którą stronę zabije jego serce. Uważała wtedy, że uczucie można wygrać i że dobrowolnie się poddała, a Victorie… no cóż, jej imię wskazywało na zwyciężczynię. Teraz, będąc dorosła i o wiele dojrzalsza, rozumiała, że straciła wieloletniego przyjaciela, przez durne, szczeniackie zauroczenie.

    Ethel

    [Chyba będzie w porządku, na razie wszystko pozaliczane, może nie koncertowo, ale na pewno znośnie :D]

    OdpowiedzUsuń
  113. Po głowie zaczęły chodzić jej myśli, że powinna przestać zachowywać się jak szpiczak chociażby z tego prostego powodu, że jeżeli raz uda jej się dobić targu z Karkarowem bez robienia zbędnych problemów, to mężczyzna wróci do niej ponownie, być może z nieco większym i cenniejszym zamówieniem. W końcu nie był uczniakiem, który potrzebował wymyślnych sposobów na zdobycie Ognistej Whisky, jego prośby mogły okazać się o wiele ciekawsze, lecz, co za tym idzie, trudniejsze do spełnienia.

    ─ Oczywiście, że jestem w stanie. ─ W głosie Gryfonki przebrzmiała buta, tak w jej przypadku częsta. Ridley podeszła do stolika, na którym leżała sakiewka z pieniędzmi i ─ rzuciwszy profesorowi pytające spojrzenie, nie czekała jednak na zgodę ─ sięgnęła do środka, by przeliczyć pieniądze. Było ich nawet ciutkę za dużo, ale przecież on nie musiał o tym wiedzieć.

    ─ Dziś jest środa, więc towar dostarczę panu najpóźniej w piątek rano ─ rzekła odrobinę oschle, gdy ostatnia moneta opadła z brzękiem na pozostałe. ─ Przez sowę, oczywiście. Jeśli będzie potrzeba załatwienia większej ilości, proszę dać znać...

    Zabrała sakiewkę i schowała ją do torby, po czym podeszła do drzwi, aby podsłuchać przez nie, czy na zewnątrz nikogo nie ma. Korytarz po drugiej stronie wydał jej się pusty, więc stuknęła w zamek różdżką i nacisnęła klamkę, po czym uchyliła lekko drzwi.

    ─ I, jeśli dobrze rozumiem, ta rozmowa nie miała miejsca? ─ spytała, choć brzmiało to raczej jak stwierdzenie.

    OdpowiedzUsuń
  114. Owszem, kiedyś marzyła o zostaniu profesjonalnym Szukającym, jednak nie uważała siebie za tak dobrego gracza, by występować, na przykład na Mistrzostwach Świata w Quidditchu. Paręnaście lat temu, gdyby dostała taką propozycję, bez zastanowienia zgodziłaby się. Jednak teraz, kiedy już odrobinę wydoroślała zaczęła stąpać po równej ziemi i wiedziała, że na nic się nie zdadzą jej marzenia. Mimo wszystko, nie chciała całkowicie rezygnować z swoich marzeń, by powrócić do latania. W końcu to najlepsza rzecz, jaka kiedykolwiek jej się przydarzyła.
    Zaśmiała się, przecząco kiwając głową.
    - Na pewno miał tony zgłoszeń, a mnie wybrał tylko dlatego, że dobrze mnie zna. - Uśmiechnęła się do siebie.
    Słuchała z uwagą każdego słowa, jakby bała się, że jedno, to najważniejsze wymknie się z jej umysłu. Tak, jakby szukała drugiego dna w jego słowach, a przecież wiedziała, że Vladimir to prosty człowiek - nigdy nic nie owijał w bawełnę i wszystko wyjawiał na tacy. Uwielbiała w nim to, że potrafił z taką łatwością mówić o wszystkim.
    - Pewnego razu? - parsknęła śmiechem - To brzmi tak, jak opowieść o siedmiu krasnoludkach. Dawno, dawno temu żył sobie pewien mężczyzna pracujący w Ministerstwie, do którego przyszła zła czarownica... - mówiła ze śmiechem.
    Podejrzewała, że Vladimir w ogóle nie zna bajeczki o Królewnie Śnieżce i siedmiu krasnoludkach i będzie musiała mu o niej opowiedzieć, jednak tak bardzo ją lubiła, że mogłaby rozwodzić się całymi dniami o niej. Przypominała jej dawne czasy, gdy jeszcze jej babka żyła. Miała wrażenie, że było to bardzo dawno.
    - I postanowiłeś zaprzepaścić szansę na stanowisko Ministra Magii dla dzieciaków?
    Przeszedłszy przez próg, uniosła brew ku górze. Co mogło się zmienić na wieży astronomicznej w ciągu ostatnich lat? Może w końcu ktoś postawił jakieś kwiatki i dodał uroku temu obskurnemu kawałkowi Hogwartu.
    - No właśnie, szkolne - podkreśliła, z naciskiem na szkolne. - Uśmiechnęła się zalotnie, po czym cicho westchnęła. Obawiała się tego pytania, a teraz nie wiedziała, co powiedzieć. Czy prawda tutaj miała jakiekolwiek znaczenie?
    Pamiętała, że w szkole obiecali sobie dozgonną szczerość i jeżeli chodzi o nią, zawsze obietnicy dotrzymywała. Pytanie tylko, czy w wypadku, gdy ich przyjaźń się rozpadła, dane słowo wciąż ją obowiązywało?
    Wypuściła głośno powietrze, a jej ramiona opadły. Wyglądała teraz tak, jakby skurczyła się kilka dobrych centymetrów. Stanęła na pierwszym schodku, po czym się odwróciła. Mimo, że stała wyżej, wciąż brakowało jej do Karkarowa kilkunastu centymetrów.
    Założywszy dłonie na piersiach, spojrzała w oczy Vladimirowi. Dawno już zapomniała, jak bardzo lubiła w nie patrzeć i widzieć w nich iskierki szczęścia.
    Wzięła głęboki oddech, jakby to, co chciała właśnie powiedzieć było najgorszą rzeczą, jaką w swoim życiu zrobiła.
    - Właściwie, to nie wiem, co moje szkolne zauroczenie uważało. Nie chciałam psuć naszej przyjaźni, dlatego nigdy Ci nie powiedziałam - wyszeptała, zamykając oczy.

    Anija

    OdpowiedzUsuń
  115. [Przychodzę z takim małym pytankiem w kwestii "podkręcenia" akcji w naszym wątku: bardziej psuje ci opcja, w której ktoś jednak widział, jak wychodzą jedno po drugim z tamtej klasy, czy że dostawca tabaki pomyli towar i wyśle coś mocniejszego albo wręcz niebezpiecznego? :D]

    Ellen

    OdpowiedzUsuń
  116. Stała niepewnie na pierwszym schodku czując, jak grunt usuwa się spod jej nóg. Nie spodziewała się takiej reakcji ze strony Vladimira. W końcu znała go jak własną kieszeń - nigdy tak się nie zachowywał. Zawsze był opanowany, a teraz wyglądał tak, jakby właśnie zaraz miał stracić nad sobą kontrolę. A może po prostu jej się wydawało, że go zna?
    Zeszła ze schodka i odwróciła się plecami do mężczyzny. Patrzyła na gołą ścianę i próbowała wolniej oddychać. Nie pamiętała, żeby kiedykolwiek czuła się tak, jak w tym momencie. Zagubiona, niepewna, a wrażenie, że znajduje się w niewłaściwym miejscu ponownie ją ogarniało.
    Przeczesała nerwowo włosy, szarpiąc w miejscach, gdzie zaczęły pojawiać się kołtuny. Zresztą, nie tylko miała je na kosmykach - w jej głowie pojawił się ogromny bałagan. Była pewna, że nie da rady go zebrać w najbliższych chwilach.
    - A co miałam Ci powiedzieć? - odpowiedziała, siląc się na jak najmilszy ton. - Cześć Vladimirze, mój najlepszy przyjacielu, kocham Cię?
    Odwróciła się, wkładając dłonie do kieszeni. Grała niedostępną, jednak czuła, jak wszystko w jej środku rozpada się na kawałki. Nadzieja, która jeszcze przed chwilą się w niej tliła, że są w stanie odbudować ich dawną przyjaźń, odeszła tak szybko, jak się pojawiła.
    - Nie, to nie jest żart. Nie sądzisz, że z takich rzeczy nie powinno się żartować? - Uniosła brew.
    Nogi miała jak z waty. Marzyła o tym, by móc gdzie usiąść i spróbować się pozbierać. Nie miała świadomości, że po tym wyznaniu będzie się czuła aż tak źle. W końcu to było dawno temu - już zapomniała, a tak przynajmniej jej się wydawało. Chcąc nie chcąc, musiała. W końcu już nie mieli ze sobą kontaktu, a ona bardzo dobrze wiedziała, że to jej wina. Z drugiej jednak strony Vladimir też zawinił - nie starał się, a kiedyś przecież jej to obiecał.
    - Nie chciałam niszczyć naszej przyjaźni, Vladimirze. Przecież to, co nas łączyło, było niesamowite, a pewnie moje wyznanie wszystko by zniszczyło - odpowiedziała spokojniej. - Kochałam Cię każdego dnia coraz bardziej, a Ty zawsze dawałeś mi to, czego oczekiwałam. Oparcia, zrozumienia i siebie. Po prostu siebie...
    Powtórzyła, nikle się uśmiechając. Ciężko było jej przyznać przed samą sobą, że gdyby wiedziała kto uczy Opieki nad Magicznymi Stworzeniami w Hogwarcie, pewnie nigdy by się tutaj nie znalazła. Zbyt mocno przytłoczyłyby ją wspomnienia.
    Dopiero po chwili do niej dotarło, że Longbottom miał plan wobec niej. Kiedyś opowiadała mu o swojej szczenięcej miłości do Vladimira i ich zakończonej przyjaźni. Mimo tego, w jakim świetle go przedstawiała, dyrektor zawsze go komplementował i przedstawiał w samych superlatywach. Kiedyś przeleciało jej przez myśl, że może utrzymują ze sobą kontakt, jednak nigdy nie sądziła, że to właśnie on może nauczać w Hogwarcie.
    Miała nieodparte wrażenie, że dyrektor chciał, aby nauczała w tej szkole między innymi ze względu na Vladimira. Być może myślał, że będą w stanie odbudować swoją przyjaźń, a w przyszłości nawet się ustatkować. Z tego, co było jej wiadome, to Karkarow był sam. O tym przynajmniej jej wspomniał jakiś czas temu. Nigdy jednak nie powiedział, że widzi się z nim częściej, niż z nią samą.
    Westchnęła, wzruszając ramionami.

    Anija

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Swoją drogą, chciałabym napisać coś na akcję walentynkową i tu moje pytanie - mogę wykorzystać Vladimira jako dawną walentynkę Aniji? Przed publikacją dam Ci przeczytać :)]

      Usuń
  117. Zauważyła chwilową zmianę w zachowaniu, a raczej w samej postawie mężczyzny. Przez moment wyglądał na nieco zagubionego, ale może to było jedynie złudzenie. Nie mniej, bawiło ją to jak się przez te parę sekund prezentował. Człowiek miał wtedy okazję przytulić go i zapewnić, że wcale nie wygłupił się.
    - Nie, akurat nie mam nic do zrobienia jeszcze – odparła, zerknęła pobieżnie na swoje ubranie, już z przyzwyczajenia dbała o to by zawsze wyglądać nienagannie. Chociaż w jej przypadku nienaganna prezentacja powinna być traktowana z przymrużeniem oka. W końcu nie była wygłaskaną i bojącą się ubrudzić osóbką, wychowanie z braćmi robiło swoje.- Coś za często odpływasz gdzieś myślami – powiedziała nagle, widząc znów ten zamyślony wyraz twarzy Karkarowa.- Jaka jest cena by poznać twe myśli? - spytała z uroczym uśmiechem, kryjąc za tym wyraźniejsze rozbawienie sytuacją.
    Sama po chwili zastanowiła się i delikatnie przekrzywiła głowę.- To dobrze, bo skoro już wybieramy się na małą wycieczkę to gdy uporasz się z listą, a ja zaspokoję swój głód wiedzy... coś ci pokażę też – stwierdziła, teraz wpadając na ten pomysł. Powinna i tak zjawić się tam w ciągu paru dni, a teraz była idealna okazja i to jeszcze w ciekawym towarzystwie, kogoś z kim dzieliła pasję i tak świetnie się dogadywała.

    [wybacz marny odpis, ale dziś strasznie boli głowa ;c]

    OdpowiedzUsuń
  118. Była dobrą aktorką, to prawda. Vladimir skradł jej serce zaraz na początku piątej klasy, kiedy spotkali się w pociągu. Mimo ich krótkiej rozłąki Anija wtedy dostrzegła, że chłopak wydoroślał, stał się bardziej mężczyzną, aniżeli chłopczykiem, z którym wcześniej miała kontakt. Sama jego mimika twarzy, a także dobieranie słów pokazywało, że te dwa miesiące zmieniły w jego zachowaniu wiele.
    Od tego czasu grała stąpając po kruchym lodzie. Wierzyła, że jej uczucia szybko się ulotnią, jednak z każdym dniem było coraz gorzej - dostrzegała w nim mężczyznę, którego chciałaby móc kochać nie tylko jak brata; myślała o nim coraz częściej, a jej serce przyspieszało każdego dnia. Pragnęła jego bliskości, cichych szeptów i pocałunków w pustych salach.
    Westchnęła, próbując pozbierać wszystko do kupy. Nie mogła zrozumieć tego, że przez tyle czasu się nie zorientowała. Wirowało jej w głowie, wyobrażając sobie to, kim by byli, gdyby wyznali sobie wcześniej miłość. Czy ich drogi połączyłyby się wcześniej i teraz byli szczęśliwą parą, a może i tak straciliby ze sobą kontakt?
    Nie mogła powiedzieć, jakim uczuciem darzy Karkarowa. Czy teraz pozostał w jej sercu tylko sentyment, czy może iskierka nadziei, że ich miłość może się rozpalić na nowo. Od czasu zakończenia szkoły nigdy nikogo nie polubiła tak jak Vladimira, nie wspominając już o tym, by kogoś pokochała.
    Kiedy Vladimir ujął jej dłoń, chciała ją wyrwać. Bała się jego bliskości nie dlatego, że stał się dla niej obcy, lecz dlatego, że nie chciała, by dawne uczucia powróciły. Już raz sparzyła się, jeśli chodzi o ich przyjaźń, a kolejnego razu by nie przeżyła.
    Jednak kiedy zamknął jej dłoń, dreszcz przeszedł po jej plecach. Wzdrygnęła się, unosząc głowę. A słowa, które po chwili padły z jego ust sprawiły, że zabrakło jej powietrza w płucach. Kręciła przecząco głową, a jej oczy pociemniały. Co chwilę otwierała usta, lecz po chwili je zamykała. Nie mogła uwierzyć w to, co właśnie usłyszała - czy Vladimir Karkarow, jej najlepszy przyjaciel, za którym non stop tęskniła, powiedział, że też ją kochał?
    Jakie to prymitywne. Przyjaźnili się przez tyle lat, że Anija dałaby sobie rękę uciąć za to, że go zna. Była tego bardziej pewna niż słońca na niebie. A teraz okazuje się, że była tak głupia, że nawet nie zauważyła jego uczuć. Miała tyle pytań, jednak brakowało jej słów. Co mogła powiedzieć?
    Poza tym, tyle czasu minęło od ich ostatniego spotkania, że nie warto było zadawać tych pytań. Bo po co, skoro Vladimir na pewno już przestał darzyć ją jakimikolwiek uczuciami. Wątpliwe było również to, że wciąż traktuje ją jako kogoś bliskiego.
    Ruszyła za mężczyzną, z niecierpliwością czekając na wspaniały widok. Poza Vladimirem, tęskniła również za wieżą astronomiczną, gdzie spędzali każdą wolną chwilę. Pamiętała, jak w szóstej klasie wymykali się prawie każdej soboty i pędzili tutaj, by móc przegadać pół nocy, a potem odsypiać do południa. W końcu, kiedy jeden z profesorów ich przyłapał, dziewczyna straciła dwadzieścia, a Vladimir "za ładne oczy" tylko dziesięć punktów, czego Anija nie mogła sobie wybaczyć - przez nią Gryffindor stracił prowadzenie w Pucharze Domów. Mimo wszystko, wciąż spotykali się na wieży, jednak nie w soboty, a w co drugi piątek.
    Nie myliła się - widok z wieży kolejny raz ją zaskoczył. Zachodzące za drzewami słońce sprawiało wrażenie, jakby całe niebo płonęło. Była pewna, że Karkarow również o tym pomyślał - zawsze porównywali takie momenty do pożaru.
    Podeszła do odwróconego plecami mężczyzny. Jęknęła z zadowolenia, co bardziej zabrzmiało jak mruczenie kota. Przynajmniej jej przyjaciel zawsze tak to komentował. Chciała dotknąć jego dłoni, usiąść na podłodze i zacząć rozmawiać o wszystkim, co przydarzyło się w czasie ich rozłąki. Pragnęła poznać go na nowo, móc znów czytać z jego oczu jak z otwartej księgi. Rozumieć go bez słów, a tym samym dawać mu to samo.
    - Vladimirze - wyszeptała, a kiedy się odwrócił, rzuciła mu się w objęcia.

    Czy są jakieś limity słów w komentarzach? :D

    Anija

    OdpowiedzUsuń
  119. Nie przeszkadzało jej to, ze Vlado nie dzielił się swoimi przemyśleniami, bo wiedziała, że gdyby było to coś ważnego to na pewno usłyszałaby to teraz... a wychodziło na to, że wcale nie jest to bardzo interesująca wiedza. Przynajmniej tak sobie tłumaczyła, gdy usłyszała wymijającą odpowiedź.
    - Ah, nie podpuszczaj mnie, bo zacznę specjalnie ćwiczyć legilimencję – uśmiechnęła się wesoło. Jak na razie, na szczęście dla Karkarowa, Lea miała inne priorytety, ale kiedyś, może i skupi się na tym co pozwoli jej poznać lepiej Vladimira.
    Szła równym krokiem z nim, zapinając do połowy czarną ramoneskę. Lubiła niektóre z ubrań typowych wśród mugoli i nie zamierzała porzucać ich, przez to, że zaczęła staż w Hogwarcie. Dlatego też czasami wyróżniała się. Spojrzała na swego towarzysza.- Trochę zabawy z koniowatymi, zobaczysz – mruknęła, nie wdając się w szczegóły.- I poza tym, mój przyjaciel ostatnio nabył zwierzaka na którego hodowli się nie zna, więc chciał bym wpadła trochę porozmawiać, ale twoja wiedza bardziej się przyda, panie profesorze – wyjaśniła, dalej jednak nie zdradzając największego szczegółu... cóż to za zwierz. Cicho się zaśmiała przy ostatnich słowach.
    Podeszła do kominka i westchnęła cicho.- Strasznie tego nie lubię – szepnęła. Po marudziła chwilę, ale w końcu ugięła się. Kiedy znalazła się w budynku Ministerstwa, nieco przeciągnęła się i obejrzała, poczekała na swego towarzysza.

    [To dobrze ;) Jak tyko się ogarnę to na pewno będą dłuższe odpisy ;d]

    OdpowiedzUsuń
  120. Oddychała powoli. Tak, jakby właśnie odnalazła dawno zgubioną cząstkę siebie i mogła ponownie się pozbierać. Bo tak było - Vladimir zawsze był, jest i najprawdopodobniej będzie cząstką jej samej. A kiedy widziała jego plecy po raz ostatni, schowała w jego kieszeni kawałek serca, który właśnie wrócił. I musiała przyznać, że był to jeden z najlepszych momentów jej życia. Poza poznaniem Karkarowa, oczywiście.
    Gdyby powiedziała, że zapomniała przez te dziesięć lat o chłopaku, musiałaby skłamać. Zawsze gdzieś się obok niej pojawiał - czy to we wspomnieniach, na zdjęciach, a czasem w nieznanych twarzach przechodniów.
    Niekiedy nawet jej się śnił, a wtedy budziła się przerażona i zlana potem. Nie był to przyjemny sen - zawsze ta sama scena na peronie, kiedy się żegnali i słowa Vladimira Do zobaczenia nigdy, które wcale nie zostały wypowiedziane. Jego pusta twarz, wręcz szydząca z jej uczuć była tak okropna, że nie potrafiła sobie jej przypomnieć po przebudzeniu.
    Ostatecznie nie potrafiła poradzić sobie ze stratą, która jej towarzyszyła. Chcąc nie chcąc musiała zepchnąć wspomnienia i zamknąć je w najciemniejszej szufladce jej umysłu, której nigdy nie będzie musiała otwierać. Zdjęcia pochowała w najróżniejszych miejscach tak, by zapomnieć gdzie one są. Z czasem nawet ludzie przechodzący obok niej przybierali swoje ponure twarze, a po kilku latach żadne oczy nie przypominały jej rozradowanych tęczówek Vladimira.
    Teraz żałowała, że tak łatwo pozwoliła mu odejść. Mimo, że musiało minąć dobrych parę lat nim zaczęła się przyzwyczajać do braku bliskości jego osoby, w tym momencie wiedziała, że był to największy błąd w jej życiu.
    Gdyby wtedy zaparła się, że musi odbudować ich przyjaźń, a przynajmniej pozostać w koleżeńskich relacjach, być może teraz nie staliby na wieży astronomicznej wyznając sobie najskrytsze sekrety. Właściwie, to jeden sekret, którego żadne z nich nie chciało nigdy wypowiedzieć na głos.
    A Anija tyle razy chciała o tym powiedzieć. Nawet kilkukrotnie próbowała, jednak ostatecznie nigdy nie zdobyła się na odwagę, mając przed oczami ich samotne spojrzenia z dwóch różnych kątów korytarza. Wyobrażała sobie ich rozłąkę, która nigdy by nie nadeszła. Ale skąd miała to wiedzieć, skoro Vladimir nigdy nie powiedział jej o swoich uczuciach?
    Oboje byli winni. Być może duma, niewykluczone też że obawa przed stratą nie pozwoliły chłopakowi wyznać swoich uczuć. Możliwe też, że jej głupie i dziecinne zachowanie powstrzymywały go przed przyznaniem się.
    W tym momencie nie miało to już żadnego znaczenia. W końcu wydorośleli i musieli ruszyć dalej. Czy razem, czy osobno - musieli. Anija jednak nie mogła przestać sobie wyobrażać, jak ich małe brzdące by wyglądały. Odziedziczyłyby niebieskie jak morze oczy Vladimira, a może jej piwne tęczówki? Ile mieliby teraz lat, jakie imiona by dostały? A może nigdy nie mieliby dzieci?
    Westchnęła, wciągając przyjemny zapach męskich perfum. Nie sądziła, że z taką łatwością będzie im znów się do siebie tulić i trwać tak przez kilka, jak nie kilkanaście minut. Kiedyś robili to nagminnie, przez co czasami dostawali pouczenie niezadowolonych Prefektów.
    Dziękowała Bogu, że dyrektor Longbottom postanowił zainterweniować. Czy zrobił to z premedytacją, czy może przez zbieg okoliczności - nie ważne. Wiedziała, że musi mu podziękować i obdarzyć czymś, co będzie mu przypominało o wdzięczności Aniji.
    - Byliśmy najgłupszymi dzieciakami w Hogwarcie, wiesz? - Zaśmiała się cicho, pociągając nosem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero wtedy uświadomiła sobie, że łzy zaczęły spływać po jej czerwonych licach. Instynktownie pozwoliła sobie na upust emocji, które tak długo w sobie trzymała. Żal zniknął, pozostawiając miejsce tęsknocie i szczęściu, które ją ogarniało.
      Nie pamiętała, kiedy ostatnim razem płakała. Było to dziesięć lat temu, gdy żegnali się na peronie. Już wtedy Anija obawiała się ich rozłąki, jednak nigdy nie chciała pozwolić temu uczuciu zawładnąć jej ciałem. Następnie nie sądziła, by kiedykolwiek ich drogi znów się połączyły. Szczególnie w Hogwarcie, gdzie przeżyli najlepsze momenty swojego życia.
      - Przepraszam, że nigdy Ci nie wyznałam swoich uczuć. Teraz wszystko mogłoby wyglądać inaczej - jęknęła, kładąc głowę na jego torsie.
      Czuła, jak jego serce szybko bije. Bała się, że zaraz eksploduje. Zamiast tego, jej tętno zrównało się z jego, a uśmiech pojawił się na Aniji ustach. Czuła, jakby znów cofnęli się do młodzieńczych lat, stali się tym samym ciałem, z tymi samymi głupimi pomysłami i dziecięcymi planami na przyszłość.

      Właśnie o to mi chodziło, co blogspot ma do powiedzenia :D

      Anija

      Usuń
    2. [Nie wiem, czy patrzyłaś już na maila, ale moją część już masz :) Oczywiście, wszystko może iść do poprawki!]

      Usuń
  121. Szła grzecznie obok niego, woląc nie zgubić się tutaj... słyszała nie raz jak ciężko jest wydostać się z budynku Ministerstwa, gdy wlezie się w nie ten korytarz co trzeba. Ostatnie czego potrzebowała to kłopoty i stres. Spoglądała od czasu do czasu na Vlado, nieco skrępowana czujnymi spojrzeniami innych. Nie przepadała za byciem tak w centrum uwagi, teren jej nie znany stawał się niepewny, przez to też nieco wpadła parę razy na Vladimira kiedy ten zwalniał by nie wleźć na kogoś, kto nie bardzo obserwował otoczenie.
    - Jestem pewna, że się przyda, ewentualnie będzie problem co robić – stwierdziła rozbawiona. Sytuacja mogła się wtedy skomplikować, jeśli wiedza Karkarowa zawiedzie i oboje będą się zastanawiać co dalej.
    Weszła do gabinetu, rozglądając się z zainteresowaniem po otoczeniu. Przyjrzała się pobieżnie każdemu drobiazgowi, jak zwykle to robiła i w takich momentach rozumiała powoli, czemu jej zwierzęca forma przyjmuje postać Dingo... nie lubiła być zaskakiwana i wolała mieć wszystko pod chociaż prowizoryczną kontrolom, a przy tym była ciągle czujna.
    Podeszła bliżej ściany i przesunęła wzrokiem po certyfikatach wiszących na jasnej powierzchni. Obejrzała się na mężczyznę, gdy tylko ten odezwał się.- Tylko się nie spiesz ze względu na mnie, głupio gdybyś się pomylił gdzieś – uśmiechnęła się lekko. Jak na razie miała zajęcie, dużo zajęcia i jak najbardziej z tego korzystała. Domyślała się, że pewnych rzeczy nie powinna dotykać i takowe omijała, za to pozostałe, a zwłaszcza księgi wpadały w jej ręce. Przerzucała ostrożnie strony, uważając by żadnej nie naruszyć. Mimowolnie kilka razy unosiła wzrok na Vlado, mając okazje trochę poprzyglądać mu się, gdy pracował i możliwe, że nie był świadomy tego, że jest obserwowany. Zamyśliła się, patrząc na niego jasnymi oczami i zatrzymując się w połowie ruchu, przerzucania strony. Myślała, zresztą nie pierwszy raz, o tym jaki On był i jak chciałaby jeszcze bardziej go poznać. Był przystojnym mężczyzną z świetnym charakterem, więc powoli godziła się z myślą, że stopniowo była coraz bardziej zauroczona nim. Musiała jednak przyznać, ze było to dość nie wygodne, gdy codziennie miała z nim styk i codziennie walczyła z pokusa by nie zrobić czegoś co naruszy ich relację i może pójść w złą stronę tak, że nie będzie mogła już liczyć nawet na dobrą znajomość, nie mówiąc o przyjaźni.

    Lea

    OdpowiedzUsuń
  122. Nie była chowana szczególnie ciepło, raczej bez wielkich sentymentów, choć wiedziała, że rodzice kochają ją na swój pokręcony sposób. Nie miała rodzeństwa, więc tylko taka forma pamiątek z przeszłości była dla niej dostępna i dodatkowo musiała o nią zadbać sama. Czasem myślała, że głęboko skrywane ciepło, które nosi w sercu to ciepło, które posiadała również jej matka, ale szybko przywykła do chłodnego obycia. Najwyraźniej tak było wygodniej.
    Gdyby stanęli teraz w trójkę przed lustrem, a Ethel trzymałaby to zdjęcie wyciągnięte przed siebie, na pewno poczułaby pewnego rodzaju ukłucie w sercu. Wtedy nie myślała o tym, jak potoczą się ich losy, nie wiedziała, że staną się ofiarami takiej ilości bólu, obojętności i krzywdy, że ich kontakt urwie się, gdy tylko po kolei będą opuszczać mury szkoły. Gdy teraz rozmawiała z Teddym na ten temat, żadne z nich nie oszukiwało się, że wystarczyło wtedy porozmawiać, a wszystko byłoby dobrze. Nie byłoby i Ethel doskonale o tym wiedziała. Poświęcenie, na które się zdobyła nie było do końca altruistyczne, bo Ethel tym samym również ochroniła samą siebie przed byciem zranioną. Wolała sama strzelić sobie w kolano, niż by ktoś miał wbić jej nóż w serce.
    Spojrzała na niego z pewnym rozczuleniem w oczach, ale z jej twarzy można było odczytać również zmartwienie. Położyła mu dłoń na ramieniu. Chciała mu jednocześnie podziękować i przeprosić, ale nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów.
    -Jakoś sobie wtedy wmówiłam, że nie mam czego żałować – stwierdziła, nie spuszczając z Vlada wzroku. Była mu wdzięczna. Gdy było jej naprawdę ciężko, to był przy niej. Zawsze dobry, spokojny, opanowany i po prostu ciepły. Musiała sobie radzić sama, gdy już opuścił szkołę, ale nigdy go za nic nie obwiniała. Zrobił dla niej tyle, że nie śmiałaby mu cokolwiek zarzucać.
    -Dziękuję – szepnęła, wlepiając wzrok w zdjęcia – za wszystko co dla mnie zrobiłeś. I przepraszam, tak strasznie cię przepraszam, że musiałeś to wszystko znosić i, że mimo wszystko nie zostawiłeś mnie samej. Mam tylko nadzieję, że chociaż ciebie jednego nigdy nie skrzywdziłam – powiedziała cicho, siedząc z opuszczoną głową, jakby czekała na wyrok. Przygryzła sobie dolną wargę, czując napięcie, gdzieś w okolicach serca. Naprawdę miała nadzieję, że była choć jedna osoba na tym świecie, która nie miała do niej żalu o cokolwiek. Ale patrząc jeszcze przed chwilą w wyraźnie przygaszone oczy Vladimira wcale nie była tego taka pewna.

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  123. Lea jak na razie interesowała się wszystkimi magicznymi stworzeniami, nie miała konkretnego gatunku na którym się skupiała. Nie mniej, zdążyła zauważyć, że wielu czarodziejów z kręgu jej znajomych fascynuje się smokami, potencjalnie najbardziej niebezpiecznymi. Teraz kartkując księgę, potwierdziły się tylko bardziej gdybania, że Vlado skupia na tych wielkich gadach swą uwagę. Przerzucając kolejną stronę, faktycznie natknęła się na zdjęcie. Złapała je delikatnie palcami, patrząc z zaciekawieniem na fotografię; sapiącego ciężko smoka i Vladimira stojącego obok. Uniosła wzrok na mężczyznę, gdy ten akurat wyciągnął plik kartek, które zaraz wylądowały na podłodze. Odłożyła księgę i zdjęcie na blat biurka. Przykucnęła, by pomóc w zbieraniu porozrzucanych po podłodze kartek.
    - Ile smoków złapałeś dotąd? - spytała z ciekawości, profesor od ONMS wzbudzał w niej coraz więcej ciekawości i sympatii, której powoli nie kryła w ogóle.
    Po paru minutach bałagan został ogarnięty, wyciągnęła rękę po ostatnią kartkę, akurat gdy zrobił to też Karkarow, poczuła lekkie muśnięcie jego palców, cofając swoją dłoń szybko, może trochę za szybko. Nagła reakcja mogła oznaczać niechęć, ale zdradliwe rumieńce, tłumaczyły już wszystko. Wyprostowała się i podała mu plik, który zebrała z podłogi.- Kiedy był ten pierwszy raz? - spytała, podchodząc do biurka, gdzie zostawiła swą chwilową lekturę oraz zdjęcie, które ponownie wzięła w dłoń. Delikatnie nim pomachała, dając bardziej znać, że pytanie tyczy się tego właśnie. Starała się zachowywać naturalnie, bo jakby nie patrzeć, nie czuła się spięta, nie brakowało jej pewnej pewności siebie.

    ["mogła dotykać wszystkiego" ta część w twoim odpisie mnie rozbroiła, bo od razu pierwsza myśl: Vlado też może dotykać? XDD]

    OdpowiedzUsuń
  124. Słysząc odpowiedź, ile smoków zostało schwytanych przez mężczyznę, aż wymamrotała coś po fińsku. Często zapominała się, gdy była czymś zaskoczona i wtrącała obce słowa do angielskiego.- Jakiej rasy najczęściej? - rzuciła kolejne pytanie, bo była tym zaciekawiona i nie chciała by zapanowała znów cisza, chociaż była świadoma, że wciągając go w rozmowę, uniemożliwia mu pracę jaką miał wykonać. Poczuła się nieco dziwnie, gdy ich spojrzenia się skrzyżowały, ale nie było to krępujące pod żadnym względem.
    Przyglądając się zdjęciu, oceniła to jak wyglądał Vladimir wtedy i teraz.
    - Byłeś przystojny, jak to możliwe, że stałeś się jeszcze bardziej – mruknęła bez zastanowienia, przez moment nie świadoma, że powiedziała to na głos. Kiedy dotarło to do niej, odrobinę się spięła, ale zaraz zerknęła na mężczyznę. Czasami nie umiała się ugryźć w język, mówiła to co pomyślała, takie jej niewinne wady, które nieraz bywały krępujące, kiedy padło o parę słów za dużo.- To Walijski Zielony? – szepnęła z delikatnym uśmiechem, nawiązując do gada na zdjęciu. Wpatrywała się jeszcze w zdjęcie, skupiając teraz spojrzenie bardziej na smoku. Mogła się tylko domyślać, jak mieszane musiały być emocje Vlado, gdy stanął przed taką bestią. Człowiek mógł być nie wiadomo jak odważny, ale zawsze pojawiał się cień strachu w wyniku instynktów, żyjących w każdym. Podała towarzyszowi jego zdjęcie, łapiąc w dłonie księgę i odłożyła ją zaraz na miejsce.- Nie powinieneś trzymać zdjęć między stronami książek, niszczą się wtedy – podpowiedziała mu, bo pewnie szkoda byłoby stracić taką pamiątkę, gdy pamięć była ulotna.

    [Ależ ja nie mam nic przeciwko dwuznacznością w pewnych dawkach, uwielbiam je w wątkach! ;D Moja dwuznaczność była już celowa, ewentualnie po prostu nie mogłam się powstrzymać przed wciśnięciem tego xD]

    OdpowiedzUsuń
  125. Podobał jej się ten szeroki uśmiech Vladimira, pasował do niego i mógł bez wątpienia poruszyć nie jedno kobiece serce. Powstrzymała śmiech, gdy usłyszała odpowiedź na jej w pewnym sensie komplement, lubiła sama ich słuchać, więc teraz też doceniała ten fakt.
    - Musisz zasłużyć, by cokolwiek ci zdradzić, nie może być za łatwo – odparła, im dłużej z nim przebywała tym bardziej swobodnie się zachowywała. Przestawała być czujna na otoczenie, a po prostu uspokajała się, stawała trochę beztroska. Kiedy zostało potwierdzone, że dobrze rozpoznała rasę, była nawet nieco zadowolona z siebie, pomijając, że Walijski był raczej charakterystyczny. Uniosła delikatnie brew, słysząc, jego następne słowa, ale pozostawiła większy komentarz dla siebie.- Mądry z pana człowiek, profesorze – pozwoliła sobie na trochę rozbawienia w głosie. Ceniła w nim to, że nie jest jak niektórzy, udający najlepszych i niepokonanych.
    - Chciałabym to zobaczyć, ciebie złego... aż niewierze, że to możliwe. Za to nie wątpię, że głodny smok to wyjątkowo paskudny przeciwnik – przyznała.
    Uśmiechnęła się, gdy Karkarow prawie, tłumaczył się z winy zgubionego zdjęcia. To było urocze i zabawne, ale nie powiedziała mu tego, nie było po co. Nie wątpiła jednak, że kiedy pracy było od groma to drobiazgi w postaci zdjęć czy innych rzeczy, pomagających wspominać, raczej spadały na sam dół spraw istotnych.

    OdpowiedzUsuń
  126. Również nie lubiła, gdy ktoś przepraszał za coś, będąc Bogu ducha winnym. A sama przepraszała tylko i wyłącznie wtedy, gdy czuła się winna. Nie przepraszała z grzeczności, wiedziała, że słowo przepraszam ma tak ogromną wagę, że trzeba je traktować z należytym szacunkiem. Ale to dzięki niemu potrafiła być nadal tą samą osobą – niezmiennie taką samą Ethel była tylko dla niego. Był chyba jedyną osobą na świecie, której nigdy nie oszukała. Przyciągnęła kolana do siebie i objęła je ramionami, patrząc na Vladimira, który posmutniał tak bardzo, że aż zabolało ją serce.
    Słuchała go uważnie, a na jej twarzy nie malowało ani zdumienie, ani rozczarowanie, ani nagła radość. Była dziwnie spokojna, jakby gdzieś podświadomie, choć nigdy tego od niego nie usłyszała, czuła ciepło bijące od Vladimira. Nie odczytywała tego nigdy jako miłości, bo i sama jej kiedyś nie rozumiała. Uczucie, którym darzyła niegdyś Teddiego było szalone, wariackie i tak gorące, że poparzyła nim nie tylko siebie, ale i wszystkich dookoła. Uczucie, które rozkwitło w Vladzie było dużo dojrzalsze, spokojniejsze i po prostu ciepłe.
    Spojrzała przed siebie, wbijając wzrok w zachodzące pomału słońce. Była mu niewymownie wdzięczna. Choć Vlado sprawiał wrażenie nieco przybitego i rozmawiali na dość trudny temat to Ethel poczuła spokój, jakiego już dawno nie czuła. Jakby mogła spokojnie postawić nogę, wiedząc, że ziemia się pod nią nie zapadnie. Jednocześnie w głowie miała naprawdę wiele pytań, ale jedno wydało się jej naprawdę ważne – choć nie sądziła, by Vlado znał na nie pytanie.
    -I co, zapomniałeś? – spytała cicho, spoglądając na niego i uśmiechając się delikatnie. Tak naprawdę nikt nie wiedział jakby potoczyły się ich losy po wyznaniu Vladimira jeszcze w latach szkolnych. Może Ethel by zaryzykowała? Może okazałoby się, że tak naprawdę woli pić po prostu ciepłą herbatę, niż za każdym razem parzyć się w usta?
    -Dobrze, że mi powiedziałeś – szepnęła, opierając głowę na jego ramieniu. Nie wiedziała jeszcze za bardzo co to wszystko zmienia i czy diametralnie zmienia w ich obecnym życiu cokolwiek, ale wiedziała, że poczuła się znacznie lepiej, znacznie pewniej i spokojniej. Vlado miał w sobie coś, czego nie potrafiła docenić w odpowiedniej chwili. Może gdyby umiała patrzeć, dostrzegłaby to, że zawsze dawał jej sto procent siebie.

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  127. Może nie było to zachowanie, którego można się było spodziewać po jednej z ulubionych uczennic profesora opieki nad magicznymi stworzeniami, ale kto powiedział, że dobre uczennice muszą zachowywać się odpowiednio? Gdybyś zapytał o to Abigail, z pewnością machnęłaby ręką, oświadczając, że dobro nie idzie w parze z ogładą — albo zwyczajnie roześmiałaby Ci się w twarz i dała kuksańca pod żebra.
    Od tygodnia planowała tę niespodziankę i nic nie mogło tego zepsuć.
    Dziewczyna pamiętała jak dziś dzień, w którym zauważyła długowłosego mężczyznę przy nauczycielskim stole. Nakładała sobie na talerz drugą porcję jajek na bekonie, paplając o nadchodzącym wielkim wydarzeniu — jej pierwszym nielegalnym wypadzie do Hogsmeade. Tak zafascynowana nawet nie zauważyła, że kumpel z klasy, Mitchell, właśnie majstrował przy jej sznurówkach zaklęciem podłapanym od starszych Puchonów. I najprawdopodobniej na tym skończyłaby się historia, gdyby Lawrence nie zamierzała złapać nowego profesora w jego drodze powrotnej z Wielkiej Sali, by zapytać go, jak mu się podoba w Hogwarcie.
    — Panie profesorze! — krzyknęła uradowana, jeszcze wtedy piskliwym głosikiem, po czym wysunęła się z ławki, by potem polecieć z uśmiechem w kierunku Karkarowa. Polecieć to słowo kluczowe, bo gdyby nie szybki urok nauczyciela, dziewczyna z pewnością pożegnałaby się z przednimi zębami.
    Abigail roześmiała się na to wspomnienie, opadając na miękki fotel w domu Vlada. Od dwóch godzin uwijała się jak w ulu, by na piątą już wszystko było przygotowana na tajemniczą imprezę, o której jej przyjaciel nie miał zupełnego pojęcia. Przesmaczny indyk zapiekany w winie czekał w piekarniku, lodówka posłużyła za składek różnorakiego alkoholu (nikt się nigdy nie dowiedział, w jaki sposób brunetka przeszmuglowała tyle trunków), a sałatki wraz z przekąskami spoczywały już na stole w jadalni. Nawet psy przydały się w tym dniu — każde szczeknięcie oznaczało przybycie kolejnego gościa.
    A szczekały często, bo dziesięć po piątej dziewczyna witała dwudziestą czwartą osobę.
    O piątej trzydzieści, czyli o godzinie, na którą umówiła się z Vladem w jego domu, światła pogasły i cała grupa gości przystąpiła do oczekiwania na chwilę. Wyrobili się dokładnie co do minuty, dzięki bogu.
    — Niespodzianka!!! — Sądząc po zdziwionej minie mężczyzny, niczego się nie domyślał. Rozradowana Abi rozejrzała się wokół, a szeroki uśmiech rozjaśnił jej twarzyczkę, gdy podbiegła do Vlada, by zaraz zarzucić mu ręce na szyję. — Wszystkiego najlepszego! To już pięć lat! I — odsunęła się odrobinę — Vlado, jesteś już chyba trochę stary. Mam ci mówić per staruszku?

    [Tak im trochę pogmerałam w historii :D]

    OdpowiedzUsuń
  128. Vladimir zawsze sprawiał, że smutna dziewczyna stawała się kłębkiem radości i szalonych pomysłów. Nawet teraz, po tak długiej rozłące sprawiał, że cały smutek spowodowany ich rozstaniem zniknął, a w jego miejsce wstąpiła radość i chęć odnalezienia kilku rzeczy, które zostawili, wrazie ich rozstania, bądź ewentualnego powrotu do Hogwartu. Nigdy jednak nie sądziła, że powrócą tutaj oboje i będą mieli możliwość odnalezienia ich razem. A może Vladimir już dawno je znalazł i trzymał wszystko w swoim gabinecie? Musiał mieć niezły ubaw, czytając ich dziecinne istrukcje, które niekoniecznie wskazywały na kolejne miejsce.
    Wskazówek było niemiara - w księgach znajdujących się w bibliotece, korze Zakazanego Lasu, a także w posągach. Miała nadzieję, że wszystkie są na swoim miejscu, bo gdyby chociaż jedna zaginęła bądź stała się nie do rozczytania - mieliby ogromny problem ze znalezieniem kolejnej.
    Pamiętała tylko jedną, jedyną księgę, która zaczynała ich przypominajkę. Dotyczyła ona magicznych stworzeń i sposobu ich odnalezienia. Podręcznik, który był wtedy jednym z ulubionych Vladimira.
    Uśmiechnęła się radośnie, kiedy złożył pocałunek na jej czole. Robił to za każdym razem, kiedy była smutna, bądź płakała. Zawsze udawało mu się ją tym czułym gestem uspokoić. Nigdy jednak nie kojarzyła go z czymś więcej - przyjacielski gest, który, być może miał większe znaczenie, niż jej się wydawało.
    A co, jeśli wszystko da się naprawić? Może uczucia Vladimira wcale nie wygasły?, pomyślała, a jej uśmiech stał się jeszcze szerszy. Szybko jednak się zganiła w myślach. W końcu mógł znaleźć sobie kolejny obiekt westchnień. Z drugiej strony, nawet nie wiedziała, jakim uczuciem darzy mężczyznę.
    Odchyliła głowę, wciąż z całej siły ściskając Vladimira w pasie. Wiedziała, że pewnie nawet nie czuł jej siły, jednak ona miała wrażenie, że jeśli go puści, to znów zostanie sama. A musieli nad tyloma rzeczami porozmawiać, w końcu nie widzieli się dziesięć lat. Była ciekawa, czy zakochał się w kimś, czy znalazł sobie kogoś na jej miejsce, co robił, kiedy nie uczył uczniów.
    - Jesteś piewien, że chcesz zacząć budować od nowa? - zapytała, unosząc zabawnie brwi.
    Robiła to zawsze, kiedy wpadał jej do głowy głupi pomysł. Mimo jej wieku, tego, że już jest dorosła i powinna zachowywać się jak na swój wiek przystało, przy Vladimirze ponownie poczuła się jak bezmyślna siedemnastolatka z wiecznie niepoukładanymi myślami, a także włosami, których nigdy nie potrafiła ułożyć.
    Odwróciła się plecami i ruszyła ponętnie w stronę schodów. Robiła to za każdym razem, kiedy chciała, by Vladimir szedł za nią, nie pytając o żadne szczegóły. Ciekawa była, czy nie wyszła z wprawy, a ruchy jej bioder nadal potrafią przyciągnąć do niej mężczyznę.
    - Idziesz, czy będziesz tutaj stał jak wół? Miałeś mnie przecież oprowadzić po Hogwarcie.
    Podała mu rękę, czekająć, aż ją uściśnie. Miała plan - najpierw pójdą do biblioteki, gdzie w wielu księgach pozostawili ich imiona, a także wskazówki, gdzie co poukrywali. Oczywiście, wszystko to działo się w dziale Ksiąg Zakazanych, gdzie nie mieli wstępu. Chcąc wejść do środka, zawsze wtedy podrabiali podpisy, bądź wkradali się w środku nocy, igrając z ogniem.

    Od kiedy można dodawać opowiadania? Celujemy w walentynki, czy jakiś inny dzień?

    Anija

    OdpowiedzUsuń
  129. Ellen i Vladimir nie zdawali sobie sprawy, że ktoś ich jednak widział tamtego wieczora ─ pewien piętnastoletni Ślizgon, wychodzący akurat z klatki schodowej, dostrzegł dziwnie zachowującą się uczennicę, a gdy, przyczajony za filarem, chwilę później zobaczył nauczyciela opuszczającego tę samą klasę, uznał to za wysoce podejrzane. W jego młodym umyśle od razu zrodziło się co najmniej pięć powodów, dla których ta sytuacja miała miejsce i, jak to Ślizgon, postanowił to wykorzystać.

    O tym Ridley przekonała się dwa dni po tym, jak wysłała do ojca list z prośbą o podesłanie jej trzydziestu gramów tabaki (zapewniła, że to nie dla niej, zresztą Edward Ridley wiedział, że brzydziła się wszelakimi używkami). Po udaniu się do Wielkiej Sali na śniadanie, nie zdążyła nawet zapełnić talerza, gdy obok niego na stole wylądowały dwie sowy ─ jedną z pewnością był rodzinny puchacz Hook, natomiast drugi ptak był jej zupełnie obcy. Po przekonaniu się, że w paczuszce przywiązanej do nóżki Hooka jest tabaka (nie otwierała jej, ojciec ją oznakował umówionym przed laty znakiem, którego używał podczas pokera do znaczenia kart), odwinęła zwitek, który przyniosła obca sowa.

    Romanse z nauczycielem na pewno nie przyniosą ci zysku. A może zmieniłaś branżę?

    Na początku ten liścik wydał jej się głupim żartem, ale po ponownym przeczytaniu uznała, że może okazać się nadzwyczaj niebezpieczny. Jak to możliwe, że ktoś ich jednak widział? Przecież rozglądała się po drodze, nawet gdy weszła już na drugie piętro... Ale może właśnie to ją zgubiło? Może ktoś uznał jej zachowanie za podejrzane, a później spotkał Karkarowa i połączył fakty, nawet nie mając pewności, czy to faktycznie prawda?

    Postanowiła nie przesyłać mu tabaki listem, a zanieść mu ją osobiście, wraz z cudownymi wieściami. Wiedziała, że po śniadaniu będzie przebywał w swoim domku, więc gdy tylko zjadła i odczekała kwadrans po opuszczeniu przez Karkarowa Wielkiej Sali, chwyciła torbę i skierowała się do wyjścia z zamku, a następnie w dół zbocza na błoniach ku chatce nauczyciela.

    Zapukała może zbyt mocno, a gdy jej otworzył, wypaliła bez zbędnych ceregieli:

    ─ Ktoś nas widział, profesorze. Czy mogę wejść do środka?

    OdpowiedzUsuń
  130. [Zaległa taka cisza, że poczuwam się w obowiązku przypomnienia o sobie. :) ]

    Lily Rose

    OdpowiedzUsuń
  131. Cały czas uważnie słuchała Vlado. Lubiła z nim rozmawiać, bo zawsze mówił od serca. Nigdy nie powiedział czegoś niezgodnego z jego przekonaniami nawet, jeśli różniły się od innych. Szanowała go nie tylko dlatego, że był jej nauczycielem, ale właśnie za tą szczerość. Sama starała się podobnie postępować i chociaż uważała, że centaury nie są aż tak niebezpieczne, doskonale rozumiała, że nie może zawrzeć tego w pracy. Skoro Ministerstwo stwierdziło, że jest inaczej, to musiała ich w tym jakoś utwierdzić. Wyjęła notes z torby i zapisała wielkimi literami, żeby o tym pamiętać. Nie chciała, żeby to przekreśliło całą jej pracę. Potakiwała na każde kolejne słowo Vladimira, a kiedy skończył mówić, uśmiechnęła się, bo doskonale wiedziała, co miał na myśli.
    Przygryzła lekko wargę i chwilę zastanawiała się czy ma odpowiedzieć na pytanie. Oczywiście byłoby to niegrzeczne z jej strony, gdyby po prostu udała, że go nie usłyszała, ale sama nie wiedziała, czy może aż do tego stopnia zaufać nauczycielowi. No właśnie. To był nauczyciel, i nieważne jak bardzo ją lubił, dalej nim pozostawał. W końcu zaśmiała się pod nosem i zaczęła mówić nieco ciszej niż zwykle.
    — Jeśli panu powiem, to jutro z pewnością dostanę jakąś naganę w szkole! — Uśmiechnęła się i mimo uprzedzeń kontynuowała — To spotkanie nie było do końca zgodne z prawem… W końcu centaury nie chodzą sobie po błoniach! Pamiętam, że byłam w szóstej klasie… Założyłam się z kolegą, że przyniosę im pewną roślinę z Zakazanego Lasu. Nie była mu potrzebna, po prostu chodziło o to, żebym tam weszła i wyszła bez szwanku. Oczywiście wygrałam, ale tylko dzięki centaurom. Nie pamiętam jak długo błądziłam. Po kilku godzinach przestałam przejmować się wyzwaniem i chciałam po prostu wrócić do zamku. Wydaje mi się, że od momentu wejścia do lasu byłam obserwowana przez nich… Pewnie nigdy by mi się nie pokazali, gdyby nie to, że naprawdę się zgubiłam i postanowili się nade mną zlitować. Myślałam, że chcą zrobić mi krzywdę, ale oni po prostu doprowadzili mnie do ścieżki, przy okazji, pokazując gdzie rośnie roślina, której szukałam. Mówili kompletnie od rzeczy. Zagadkami, dziwnymi szyframi… Dlatego nie odzywałam się zbyt wiele… Po prostu ich obserwowałam… — Z pewnością w jej oczach można było ujrzeć charakterystyczne iskierki. Mówiła od serca, nie przejmując się, że siedzi przed nią nauczyciel, który zaraz może wyciągnąć z tego konsekwencje. Nie opowiadała tej historii każdemu. Nie lubiła przyznawać się do swoich porażek, a w końcu tamtą nocną eskapadę mogłaby po części do nich zaliczyć… — Niesłusznie ich oceniamy, opierając swoje zdanie na doświadczeniach czarodziei, którzy żyli setki lat temu. Tamtego dnia zrozumiałam, że nie chodzi tylko o centaury. Postępujemy podobnie z mugolami, charłakami, a nawet animagami… To niesprawiedliwe, ale tak jest i zawsze będzie.

    OdpowiedzUsuń
  132. [No i jak Fanny ma mu się oprzeć?! Nie dość, że takie ciacho to jeszcze nauczyciel jej ulubionego przedmiotu. Oj, już widzę jak Mayweather go dopada i zamęcza swoimi standardowymi pytaniami na śmierć. Chyba, że profesorek nie miałby nic przeciwko i zgodziłby się na wieczorną herbatkę z uczennicą przy akompaniamencie jej pytań ;)
    Dobry wieczór i dziękuję bardzo!]

    Fanny

    OdpowiedzUsuń
  133. [wielbię Cię za tekst o wizerunku. <3 ja sama wyglądam na jakieś 6-7 mniej, niż mam naprawdę i wolę to, niż wyglądać jak trzydziestolatka. brr. kiedyś się to Zarii przysłuży. :)
    dziękujemy bardzo!]

    Zaria

    OdpowiedzUsuń
  134. Uśmiech błąkał się na jej twarzy za każdym razem, kiedy zerkała do tyłu, na idącego Vladimira. Wyglądał tak, jak go zapamiętała - delikatny uśmiech, błyszczące z ciekawości oczy i długie włosy. Wszystko było na miejscu, poza jednym. Jego zarost stał się zdecydowanie bardziej męski niż wtedy, kiedy ostatni raz się widzieli.
    - Widzisz? - zapytała, przechodząc przez drzwi wieży astronomicznej. - Właściwie, to nigdy się nie pożegnaliśmy. Po prostu nasza obietnica, że będziemy się ze sobą kontaktować, umarła na dziesięć lat.
    Zaśmiała się. Nie miała już żalu do Vladimira, który jeszcze przed chwilą odczuwała. Jedyne, co miała w sercu to ból, że zaprzepaścili tyle dobrych lat. Czas, który jeszcze nie kazał być im do końca dorosłymi, a mogli bawić się jak dzieci.
    Stąpała z gracją, kładąc najpier palce, a następnie resztę stopy. Mimo tenisówek, które tego dnia ubrała czuła się tak, jakby szła czerwonym dywanem na ślub, o którym tak bardzo kiedyś marzyła. Teraz wszystkie plany o idealnych zaślubinach, weselu jak ze snu wyparowały. Nie myślała już o przyszłości - kiedyś ich zdradziła, przez co teraz nie może sobie na to pozwolić. Musi cieszyć się z tego, co ma. A skoro odzyskała część Vladimira, będzie jej to przychodzić z łatwością.
    Być może uczniowie już spali, a przynajmniej siedzieli w swoich Pokojach Wspólnych, gdyż nie spotkali żadnego na swojej drodze. Aniję dziwił fakt, że nikt nie łamał zasad tak, jak oni to robili w przeszłości. A może po prostu to nie ich dzień, pomyślała i cicho się zaśmiała.
    Nawet nie wiedziała, że tak długo siedzieli na wieży. Przecież przed chwilą była kolacja, jej pierwsze powitanie przez uczniów. A teraz zapadł zmrok, a wraz z nim wszystko kładło się do snu. Być może tak długo Anija starała się przetrawić wszystkie wiadomości dzisiejszego dnia, a może to wina zimowego okresu panującego w Anglii.
    - Musisz mi wszystko o sobie powiedzieć - powiedziała, kiedy przystanęła przed drzwiami prowadzącymi do biblioteki. Odwróciła się twarzą do Vladimira, opierając się o drzwi. - Mam nadzieję, że coś zostało z tego dawnego Vladzia, który siedział ze mną do rana planując swoją przyszłość. Czas nadrobić zaległości, a musisz pamiętać o tym, że jutro zaczyna się mój pierwszy dzień z dzieciakami.
    Chciała, żeby czas się zatrzymał, a oni mogli go spędzić razem, opowiadając sobie o wszystkim, co ominęło drugiego z nich. Marzyła o tym, by zdobyć zmieniacz czasu i co chwilę go używać z Vladimirem.
    Pogładziła delikatnie policzek mężczyzny, czując pod palcami szorstką fakturę jego brody. Uniosła zabawnie brwi, tym samym otwierając drzwi ręką. Po chwili zniknęła w ciemnościach panujących w bibliotece.
    Mimo tego, że wiek pozwalał jej na wchodzenie do pomieszczenia bez żadnej zgody, towarzystwo Vladimira sprawiało, że czuła się jak uczennica łamiąca zakaz.
    Szła powoli, na palcach, prawie bezszelestnie. Rozglądała się, jakby z zaciekawieniem, choć kompletnie nic nie widziała w ciemnościach. Wyciągnęła swoją ciemnoszarą różdżkę, siódmą w jej karierze. Wszystkie poprzednie zniszczyła za czasów nauki w Hogwarcie, większość w towarzystwie Vladimira. Pamiętała tylko jedną, jej pierwszą, którą złamała, wściekając się, że nie potrafi sprawić, by piórko uniosło się w powietrzu.
    Delikatnie machnęła różdżką. Światło, które się z niej wydobyło, rozproszyło mrok, oświetlając księgi na półkach. Była pełna podziwu, że tyle egzemplarzy znajdowało się w Hogwarcie, choć była pewna, że z większości nikt nie korzystał. Odwróciła się, szukając wzrokiem Vladimira.

    Chyba dzisiaj Ci się nie uda dodać notki, haha :D

    Anija

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Teraz możesz, dopóki nikt nie doda nowej karty! Szybko, szybko! Haha

      Usuń
  135. — Jestem — oświadczyła poważnie, kiwając głową, po czym uśmiechnęła się i wsunęła delikatnie rękę pod ramię mężczyzny, by móc oprowadzić go po odmienionym pomieszczeniu. Co jakiś czas przystawali, by Vladimir mógł przywitać się z jakimś kumplem lub chwilę porozmawiać, ale w końcu udało im się przepchnąć do kuchni, gdzie które nie cieszyło się aż takim zainteresowaniem. Zdecydowana większość towarzystwa siedziała w salonie, ewentualnie podrygiwała w rytm starych rockowych przebojów (tylko takie płyty dziewczyna znalazła u Vlada w mieszkaniu).
    — Mam ci coś do powiedzenia — mruknęła ściszonym głosem. Rozejrzała się na boki, mrużąc przy tym zabawnie oczy, jakby wyszukiwała potencjalnego podglądacza. Chyba owego nie znalazła, bo zaraz stanęła na palcach, by móc szepnąć profesorowi do ucha: — Jak się okazuje, kamień smoczy ma dodatkowe właściwości i niekoniecznie muszą mieć one efekt pozytywny. Potraktuj ten pierścień jako obiekt badań.
    Kiwnęła delikatnie głową i odsunęła się na moment od profesora, bo do kuchni wpadła dość osobliwa czarownica — miała na sobie długą, szmaragdową szatę i ogromny kapelusz z pawim piórem, a włosy poskręcane w loki opadały na jej plecy i kończyły się niemal na ziemi. Z rozmachem otworzyła drzwi lodówki, by wyciągnąć stamtąd dwie butelki piwa, a potem z głośnym "rozkręćmy tę zabawę" uciekła z powrotem do salonu. Muzyka już nie leciała cicho, ale Abigail była za to wdzięczna. Nie musiała szeptać.
    — Podobno dziwnie reaguje na smoki. Niektóre przez to łagodnieją, nadają się do udomowienia, a drugie odwrotnie, zaczynają szaleć jeszcze bardziej i są nieufne. Spędziłam cały weekend na wyszukiwaniu informacji, bo trafiłam na tę wzmiankę gdzieś w podręczniku do eliksirów. — W tym momencie Abigail uśmiechnęła się szeroko, a jej oczy rozszerzyły się niebezpiecznie. Wyglądała na szaloną. — Vlado, zabierz mnie kiedyś ze sobą na jakąś misję. Proszę, proszę, proszę!

    [Będę! :D Ejejeje, masz może gg?]

    OdpowiedzUsuń
  136. Bez słowa wyciągnęła zwitek papieru z anonimową wiadomością i wcisnęła mu do ręki, a paczuszkę z tabaką położyła na stole. Nie mogąc powstrzymać przyzwyczajenia, zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu w poszukiwaniu ciekawych lub cennych przedmiotów, by w myślach skalkulować ich wartość. Nie miała zamiaru okradać nauczyciela, skądże znowu! Kierowała nią zwykła ciekawość i, cóż, nawyk oceniania ludzi po tym, ile warte jest ich najbliższe otoczenie.

    Psami zupełnie się nie przejmowała, choć odsuwała się za każdym razem, gdy któryś podszedł zbyt blisko ─ nie chciała skończyć obśliniona albo, co gorsza, pogryziona. Wprawdzie Karkarow nie wyglądał na takiego, co szkoli psich zabójców pojonych wodą zaprawioną kurzą krwią, ale nikt nie przekona jej, że nawet w najlepiej ułożonych zwierzętach nie ma prawa obudzić się instynkt. Po prostu nie i już.

    ─ Gdybym wiedziała, jak do tego doszło, to... ─ urwała, zupełnie zapominając, z kim ma do czynienia. To nie był głupi uczniak, któremu mogła przedstawić wyolbrzymiony opis tego, co dzieje się z zadzierającymi z nią ludźmi, by wzbudzić niepewność czy nawet strach. Miała przed sobą dorosłego, silnego mężczyznę, którego dodatkową przewagę stanowił fakt, iż był również nauczycielem, mogącym w każdej chwili na nią donieść.

    ─ Cóż, z pewnością ktoś tam był, być może nas śledził, a może miał po prostu szczęście nas zobaczyć... ─ Rozłożyła ramiona w geście bezradności, po czym usiadła na krześle z założonymi rękami. ─ To chyba trochę zmienia nasz układ, panie profesorze.

    Zmierzyła go wzrokiem pełnym wyrzutu, zupełnie jakby go obwiniała o całą tę kretyńską sytuację. swoim mniemaniu miała do tego pełne prawo, wszak to Karkarow napisał do niej, on chciał kupić od niej tabakę. Problem w tym, że ona się na to wszystko zgodziła i teraz przez własną nieuwagę mogła mieć poważne kłopoty.

    OdpowiedzUsuń
  137. Po latach wszystko wyglądało zupełnie inaczej, a jednak zupełnie podobnie do tego, co było wcześniej. Choć nie wiedziała zupełnie jakie dokładnie było uczucie, jakim ją kiedyś darzył, to cieszyła się, że coś ciepłego nadal tliło się w jego sercu. Nie sądziła, że mógł darzyć ją miłością – dziewczynę zadziorną, młodszą, dumną, a momentami nawet złośliwą. Zawsze była przekonana, że jeśli już spodoba się mu jakaś dziewczyna, to będzie jakaś koleżanka z jego roku, no, może góra rok młodsza. Do głowy by jej nie przyszło, że tak spokojne i dojrzałe uczucie może wykiełkować na fundamentach przyjaźni.
    Patrząc przed siebie na wodę, która stapiała się delikatnie z ciemniejącym niebem, uśmiechnęła się leciutko, niemal z rozczuleniem. Przez chwilę wydawało się jej, że powstrzymuje się od tego, by nie zaszkliły się jej oczy. Nigdy nie przypuszczała, że Vladimir kiedykolwiek będzie chciał lub musiał o to prosić. Spojrzała na niego uważnie, kucając na wprost niego. Uśmiech nie schodził z jej twarzy, która nabrała delikatniejszych rysów, jakby wcześniej na twarzy odbijał się jakiś stres, czy niepokój. Położyła obie dłonie na policzkach Vlada, kręcąc delikatnie głową.
    -Nigdy jej nie straciłeś. Nigdy – powiedziała cicho, uśmiechając się najcieplej i najszczerzej, jak tylko potrafiła. Był to dość niecodzienny widok, ale gdy już się pojawił, można było odetchnąć z ulgą, bo znaczyło to tyle, że lepiej być po prostu nie może.
    -Nie trzeba na to zasługiwać. Już to mamy, oboje. I możemy teraz budować co nam się tylko wymarzy – dodała, jakby też samej sobie tłumaczyła, że zaczynają od zera, ale to zero było tak naprawdę czymś bardzo zaawansowanym. Dalej w albumie były jej zdjęcia z czasów pozaszkolnych, obiecała sobie, że jeszcze mu je pokaże. A tymczasem, zaczynało się robić ciemno.
    -Rozpalaj ognisko, obiecałam przywołać deszcz – uśmiechnęła się lekko, cmoknęła go w czoło i zniknęła w namiocie, by przygotować coś do jedzenia.

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  138. Wygięła usta w podkówkę, gdy tylko profesor wyraził sprzeciw, po czym zaczęła przeskakiwać z nogi na nogę, kręcąc przy tym głową. Brakowało jej jedynie falbaniastej, jaskrawej kiecki, i mogłaby uchodzić za pierwszorzędną imitację pierwszoklasistki, której ktoś nie chce kupić nowej, śnieżnobiałej sówki i pary lakierowanych bucików.
    — To może nie od razu do samych smoków, tylko na jakąś łatwiejszą misję? — zapytała, mrużąc oczy, a w głowie już z prędkością światła kalkulowała rozmajte scenariusze, według których dyrektor mógłby się zgodzić na wyprawę z profesorem w nieznane.
    Nieznane, to brzmiało tak pięknie, że niemal zadrżała.
    Abigail uwielbiała poznawać nowe rzeczy, zaprzyjaźnić się z nimi, a potem ich relacje pielęgnować — i tyczyło się to ludzi, zwierząt czy wszystkich innych napotykanych stworzeń, a nawet i roślin. Dawka czegoś nowego było tym, co napędzało jej życie, co dawało jej energię, a przede wszystkim zmuszało ją do codziennego zrywania się z łóżka z uśmiechem. Lawrence nigdy nie powiedziałaby, że niewiele osiągnęła, bo wierzyła w przepływ szczęścia. Ona dawała je ludziom, a ci zwracali je z nawiązką. Można było rzec, iż z powrotem odnalazła sens we wszystkim, co ją otaczało, a tym razem nie zamierzała tego stracić z taką łatwością.
    — Może pasztecika? — zapytała, poruszając zawadiacko brwiami, po czym skinęła głową ku wyjściu do salonu. W końcu nie mogli pozwolić, by pan wieczoru całą imprezę przesiedział w kuchni, prawda? — Ja poprowadzę.
    Ruszyli ze śmiechem do pokoju, gdzie zostali przywitani przez wesołe towarzystwo. Abigail zatrzymała się na chwilę, a jej oczy zabłyszczały w świetle rzucanym przez blask płomieni z kominka — spoglądała na twarze rozradowanych ludzi, którzy chichotali, jedli, śpiewali, a nawet i tańczyli. Pierwszy raz od dawna poczuła się niemal jak w domu.

    [Uuuuu, impreeeezaaa!]

    OdpowiedzUsuń
  139. [Aj, niedługo podobne postacie staną się moim znakiem rozpoznawczym i już się nie ukryję! Też mam nadzieję, że Georgie długo tu pobędzie. :D]

    OdpowiedzUsuń
  140. Zajęła się przeglądaniem kolejnych ksiąg, zapisków, dlatego na pytanie mężczyzny, jak może sobie zasłużyć, uśmiechnęła się zadziornie i spojrzała na niego. Jednak nie powiedziała ani słowa, miała w tym pewny sposób działania; przy niektórych tematach zachowywała ciszę, aby druga osoba W walce ze smokiem, uczucia były jak wiatr - szybko się pojawiały, szybko odchodziły i były nieopisane. Karkarow natomiast wyzbył się jakichkolwiek głębszych uczuć - trzeba byłoby naprawdę przegiąć, by go rozzłościć, zmusić do łez, albo niekontrolowanego szczęścia z efektem rzucenia się na szyję. Nie żeby był apatyczny, bo potrafił się angażować w coś ze sporym uczuciem. Pod warunkiem, że było tego warte.
    Złożywszy wypisany kawałek pergaminu w równy kwadrat, włożył go do koperty, szczelnie ją zaklejając. Nie zdziwiłby się, gdyby jakimś cudem do Ministra doszła sama koperta - wolał zapobiegać takim sytuacją z własnej autopsji.
    Cóż, pozostało oddać to w ręce odpowiedniej osoby, która dostarczy to w miejsce docelowe.
    kombinowała cóż może zrobić aby zmienić sytuację, oczywiście jeśli połapie się w jej podejściu lub aby ów osobnik odpuścił, nie będąc zdolnym do sprostaniu wyzwaniom jakie Lea potrafiła stawiać przed każdym.
    Odłożyła jedną z książek, przesuwając opuszkami palców po grzbiecie ksiąg. Obejrzała się na Vladimira.- Oh, w to nie ma co wątpić, że bardzo rzadko się denerwujesz, nie pamiętam cię złego... nigdy – odparła, chociaż tym zdradzała, że często go obserwowała i teraz gdy odbywała staż oraz w czasie, gdy była jeszcze smarkulą, a Vlado pojawiał się w domu rodzinnym panny Bones, kiedy wpadał do któregoś z jej braci. Miała ochotę się zaśmiać przez własne myśli, gdy przypomniało jej się, jak zazdrościła braciom, że znają Karkarowa lepiej od niej. Ah, dziecięce zauroczenia były teraz śmieszne, chociaż jeśli spojrzeć na to z innej strony, chyba komplikujące sprawę emocje powróciły i mogły się tylko nasilić.
    Kiedy po jakimś czasie Vladimir skończył pracę, Bones kręciła się już przy wyjściu. Nie mogła powiedzieć, że jest znudzona, a po prostu nie lubiła długo siedzieć w ciasnym pomieszczeniu i jeśli mogła wyjść na otwartą przestrzeń to było lepiej.
    Przy pomocy kominka i proszku Fiuu, zjawili się w miejscu docelowym. Zakaszlała od nadmiaru kurzu w pomieszczeniu.- Sprzątanie nigdy nie było mocną stroną Nicolasa – mruknęła zaraz, krzywiąc się odrobinę. Poprowadziła Vlado przed dom jej przyjaciela. Jednak po ów osobniku nie było nawet śladu.
    - No nic, pewnie dogląda swoich podopiecznych – stwierdziła. Kiedy przeszli za dom, ukazały się zielone tereny, a przynajmniej takie powinny być w innej porze roku.
    Przeszła kawałek dalej, wsparła się o ogrodzenie wybiegu dla Abraksanów, których było pokaźne stadko.- Można by tutaj kiedyś zabrać grupkę zainteresowanych uczniów by zetknęli się z koniowatymi, co? - spytała nagle, oglądając się na Karkarowa.- Są tutaj Abraksany, Graniany i chyba jeszcze w pobliskim zbiorniku wodnym parę Hipokampusów – dodała.
    Obejrzała się na mężczyznę.- ale ciebie potrzebowałam tutaj, wcale nie do koniowatych... mój znajomy, ostatnio nabył nowe zwierzę, ale dokładnie Gryfa – wyjaśniła.- Ponoć nie daje do siebie podejść, ale też nie odlatuje na stałe w ogóle nie lata i mało je. Przyznam, że trochę się boję sama zbliżać do gryfa, ponoć są z nich większe mendy niż z hipogryfów... więc wolałam mieć kogoś kto zna się na zwierzętach lepiej – dodała zaraz.

    Lea

    OdpowiedzUsuń
  141. Trzeba przyznać, że całkiem nieźle się urządził. Zwykle wyobrażała sobie, że nauczyciel opieki nad magicznymi stworzeniami mieszka w chacie pełnej różnych trofeów, takich jak poroże czy włosie jednorożca, urządzonej w surowy sposób, mający zapewnić podstawowe dla człowieka wygody, a tu proszę, nawet czerwony dywan się znalazł.

    Kiedy do niej podszedł, podniosła się z krzesła, nie mając zamiaru pozwolić na to, by wisiał nad nią jak kat, wyrzucając swoje pretensje. Jego irytacja podziałała również na nią, ponieważ nie znosiła, gdy ktoś odnosił się do niej tak, jakby była czemukolwiek winna, bez względu na to, czy miałby to być nauczyciel, czy uczeń. Wiedziała, że tym razem nic nie zrobiła.

    ─ Pieniądze za towar to układ, zwłaszcza taki, do którego później mieliśmy się nie przyznawać. I nie jestem punktem sprzedaży wysyłkowej, by załatwiać cokolwiek poprzez listy ─ odparła, ściszając lekko głos, przez co nieprzyjemny ton wydawał się jeszcze wyraźniejszy. W tej chwili tak przypominała Edwarda Ridleya, że brakowało tylko papierosa wetkniętego między zęby, by ich pomylić.

    No, może brakowało jeszcze innych szczegółów, ale to akurat najmniej ważne.

    Śledziła go wzrokiem, gdy podchodził do okna, a później wlepiła spojrzenie w jeden z obrazów, przedstawiający prawdopodobnie góry wokół Hogwartu, gdyż niektóre z nich wydały się dziewczynie dziwnie znajome.

    ─ Co ja zamierzam z tym zrobić? ─ spytała, po czym prychnęła drwiąco i skrzyżowała ramiona na piersiach. ─ Z całym szacunkiem, ale widzieli nas oboje, nie tylko mnie. To nie jest tylko i wyłącznie mój problem.

    Podeszła wolno do okna, przy którym stał i spojrzała w oczy Karkarowowi, spoglądając w odbicie jego twarzy widniejące w szybie. Czaiła się w tym spojrzeniu jakaś groźba, której wcześniej nie dawała odczuć żadnemu nauczycielowi tej szkoły.

    ─ Oczywiście, że mogę coś z tym zrobić, ale w takim wypadku będę działać na swoją korzyść, żeby nie wyszło, że jakoś przesadnie dbam o pański los... ─ Teraz na jej twarzy pojawił się iście szarlatański uśmiech.

    OdpowiedzUsuń
  142. Lea obserwowała spokojnie chodzące po wybiegu Abraksany, gdy stawiała tylko na wiedzę podręcznikową o tych koniach, sądziła, że są raczej nie przychylne do współpracy i mogą być wyjątkowo groźne. Później dopiero, mając już z nimi do czynienia, pojęła, że to jest trochę naciągane. Nie wszystkie były harde i nieustępliwe, nawet w tym stadku było parę sztuk, które przepadały za towarzystwem ludzi.
    Spojrzała na Vlado i uśmiechnęła się nieco uroczo.- Bardzo dobre pytanie, ale nie potrafię ci odpowiedzieć na nie – przyznała.- Nicolas nie bardzo chciał podzielić się, jak dotarł do Gryfa, ale bardzo zależy mu na zwierzęciu – stwierdziła.
    Przeszła kawałek dalej, ku miejscu gdzie stała duża wiata, a pod nią jak gdyby nigdy nic leżał właśnie gryf. Piękny, brązowy i na pierwszy rzut oka widać było, że zdecydowanie młody osobnik.
    - Na pewno trzeba będzie uważać by go nie zdenerwować... - szepnęła, gdy zauważyła czujne oczy drapieżnika, wbite już w nią i Karkarowa.
    Obejrzała się na Vladimira.- Lunabellę, łał, podziwiam za cierpliwość. Nigdy nie widziałam żadnej, ale słyszałam, że to niezłe wyzwanie – naprawdę zainteresowało ją to, że Vlado udało się oswoić tak płochliwą istotkę. Uśmiechnęła się rozbawiona, faktycznie wiedziała jakie korzyści niesie ze sobą oswojenie Lunabelli.
    Przeskoczyła przez ogrodzenie, podchodząc jeszcze trochę bliżej wiaty, ale gdy tylko usłyszała syk, jawnie pokazujący, że przegina... od razu się cofnęła o krok.- Pochwali się pan wiedzą, profesorze? - spytała z nutką zadziorności, zerkając kątem oka na mężczyznę towarzyszącego jej. Miała nadzieje, że ten będzie umiał poradzić sobie z Gryfem, bo inaczej, gdy zwierz dorośnie, będzie sprawiał masę kłopotów.

    OdpowiedzUsuń
  143. [Bardzo dziękuje za kolejne powitanie i miłe słowa! :) Czytając, jakie są ulubione herbaty Karkarowa normalnie marzyłam, żeby się ich już w tej chwili napić, ma facet naprawdę świetny gust :D]]

    Melissa

    OdpowiedzUsuń
  144. Może i Fanny nie była najlepszą uczennicą, prędzej przeciętną, pomimo tego, że trafiła do Krukonów, ale istniał jeden przedmiot, który uwielbiała i, w którym była naprawdę dobra. Od dziecka kochała zwierzęta. Zanim jeszcze trafiła do Hogwartu miała kota, psa oraz dwie papugi, którymi bardzo dobrze się zajmowała. Nie trzeba było jej przypominać o wyprowadzeniu psa, sprzątnięciu kuwety kota czy nakarmieniu papug, o wszystkim pamiętała sama. Nic więc dziwnego, że gdy zaczęła naukę w Hogwarcie, jej ulubionym przedmiotem stała się Opieka nad Magicznymi Stworzeniami już od pierwszego roku. I tak było do tej pory. Nadal fascynowała się magicznymi zwierzętami, a także była niezmiernie ciekawa ich relacji z czarodziejami, o czym wiedział już chyba każdy w zamku. Nie było osoby, której nie zadałaby jakiegoś pytania na ten temat. Szkoda tylko, że prawie nikogo to nie interesowało i nikt nie chciał z nią podyskutować.
    Idealną ofiarą jej dziwnych pytań okazał się być profesor ONMS. Wcześniej zupełnie nie brała go pod uwagę, bo przecież miał zapewne dużo ważniejszych rzeczy na głowie, ale kiedy na jednych z zajęć wdali się w krótką dyskusję, Fanny zapaliła się lampka. Tuż po zajęciach złapała profesora, aby spytać się czy nie miałby chwili, aby kontynuować ich rozmowę z lekcji przy herbacie. Jakaż była jej radość, gdy się zgodził! Nie obyło się, oczywiście, bez żartów koleżanek, które dowiedziawszy się, że Fanny ma spotkać się z profesorem, który na dodatek był niezłym przystojniakiem, śmiały się, że Mayweather idzie z nim na randkę. Dziewczyna wywróciła jedynie oczami, pozwalając koleżankom trochę pożartować, jednocześnie w myślach robiąc listę pytań, które miała zamiar zadać profesorowi.
    W umówionym miejscu jak zwykle była przed czasem. Fanny nie lubiła się spóźniać, więc zawsze była jakieś pięć minut wcześniej. Czekanie zupełnie jej nie przeszkadzało, więc usiadła sobie wygodnie w kąciku i zamówiła dwie herbaty. Wyjęła swój notes w kolorze majtkowego różu oraz mugolski długopis z dużym, puszystym pomponikiem na końcu i zaczęła coś tam pisać. Nie minęło nawet pięć minut, gdy obok stolika stanął wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna, którym był oczywiście Profesor Karkarow.
    — Dzień dobry, panie profesorze! — powiedziała wesoło, a jej twarz rozjaśnił szeroki uśmiech. — Nie najgorzej. Mogłoby być cieplej, a na śniadanie nie podali moich ulubionych tostów, ale mogłoby być gorzej, prawda? — dodała z rozbawieniem, przeczesując palcami włosy koloru jasnego brązu. — A panu jak minął dzień?

    Fanny

    OdpowiedzUsuń
  145. Zdziwiło ją, że uznał, iż miałaby chcieć czegoś więcej niż pieniędzy. Te w zupełności wystarczały, zresztą nawet gdyby zamierzała żądać od kogokolwiek dodatkowych przysług, na pewno nie byłby to ten mężczyzna ─ pomimo wielu niewątpliwych zalet, Ridley nie uważała profesora Karkarowa za kogoś, kto mógłby jej się do czegoś przydać. Ich zakres działań zupełnie się rozmijał, na pewno on miał tyle wspólnego z lewym biznesem, co ona ze smokami czy magicznymi stworzeniami w ogóle.

    Och, śmiało, mógł mówić wszystko, co mu ślina na język przyniesie! Dzięki temu mogliby darować sobie zbędne ugrzecznienia i porozmawiać bez tej całej otoczki szkolnych murów... To na pewno przyniosłoby lepsze rezultaty, niż trzymanie języka za zębami czy zwracanie się do siebie per "pan", "panno".

    ─ Póki co nie mam żadnego planu, ale kiedy na coś wpadnę, z pewnością pana poinformuję ─ odparła ze spokojem, zadzierając nieco wyżej brodę. ─ A kosztami proszę się nie przejmować, po znajomości może pan liczyć na zniżkę. ─ Uśmiechnęła się kwaśno.

    Sięgnęła po zwitek z liścikiem, rozwinęła go i uważnie mu się przyjrzała. Nie pod względem treści, tę zdążyła już zapamiętać, chciała spojrzeć na karteczkę bardziej technicznie, jak na dowód winy, i do tego jedyny, jakim dysponowali.

    ─ Cóż, po piśmie mogę stwierdzić, że wysłał to chłopak... ─ Przeciągnęła papier pomiędzy kciukiem i palcem wskazującym, marszcząc lekko brwi. ─ A pergamin z pewnością nie był tani, różni się fakturą i kolorem od tych tanich, które można dostać u Scrivenshafta. Czyli szukamy bogatego gnojka, który nie ma nic do roboty, więc zamierza pobawić się w szantażystę ─ prychnęła pogardliwie.

    Jeszcze tak to odkręci, że ten chłoptaś będzie jej płacił. I to bardzo słono.


    [Kurczę, nie wiem jak ty, ale bardzo fajnie mi się z tobą pisze. :D]

    OdpowiedzUsuń
  146. Kiedy ją objął, zwinnym ruchem odwróciła się tak, by na niego spojrzeć. A w momencie, gdy stanęli twarzą w twarz, prawie stykali się nosami. Anija powoli wypuściła powietrze czując, jak jej serce coraz bardziej przyspiesza.
    Nie wiedziała, co ma zrobić. Czy wyswobodzić się z jego uścisku, a może pozostać w nim, zupełnie zatapiając się w jego oczach i zapominając o wszystkim, co ich otacza?
    Musiała przyznać przed samą sobą, że właściwie Vladimir stał się dla niej kimś obcym - nie tylko z wyglądu, lecz nie wiedziała o nim nic. Poza tym, co pamiętała z czasów szkolnych, a było tego wiele.
    Mimo jej zapominalstwa, pamiętała każde słowa mężczyzny, które wypowiadał każdego dnia. Studiowała je w dormitorium przed snem, szukając jakiegoś drugiego dna. Ale ani w obietnicach, ani innych słowach nie potrafiła odnaleźć tego, czego oczekiwała. Miłości. Nie takiej, na jaką zasługuje przyjaciółka, ale tej, która łączy ludzi na zawsze. I albo umiejętnie swoje uczucia wobec niej ukrywał, albo była tak przyzwyczajona do jego słodkich słówek, że nie dostrzegała tego, co było widoczne dla innych.
    - Chciałabym wiedzieć, kim jesteś... - wyszeptała, spuszczając wzrok na jego pełne usta.
    Ręce, które przed chwilą miała splecione na piersiach, powędrowały na umięśnione ramiona mężczyzny. Jedną dłoń po chwili podniosła, żeby założyć kosmyki jego włosów za ucho, by móc dokładniej przyjrzeć się jego twarzy.
    Wyglądał jak rzeźba wykonana przez Michała Anioła. Dobrze zbudowany, o idealnie wyprofilowanej twarzy. Gdyby go nie znała z czasów szkolnych, na pewno spodobałby się jej od razu. Pragnęłaby z nim rozmawiać i łaknąć jego towarzystwa.
    Westchnęła cicho, a uśmiech pojawił się na jej ustach. Ogarnął on oczy, które delikatnie przymrużyła. Zaśmiała się pod nosem.
    Gdyby tak stali kilka lat temu, zapewne egoizm wziąłby górę nad racjonalnym zachowaniem. Teraz jednak nie mogła sobie pozwolić na to, by patrzeć tylko na siebie - dawno wyrosła z bycia egoistką. Dlatego zamiast pocałować Vladimira zamiast tak stać i gapić się na jego usta, a po chwili w głąb jego oczu czekała, aż da jakikolwiek znak. Nie była pewna, co chodzi mu po głowie, czego od niej oczekuje. Już nie potrafiła odgadnąć jego myśli z wyrazu twarzy czy błyszczących oczu.
    Chociaż, powoli do niej dochodziło, że nigdy nie potrafiła tego robić. Często udawało jej się odgadnąć błahe sprawy, jednak nigdy nie domyśliła się jego uczuć, czego żałowała.
    Podniosła dłoń i walcząc ze samą sobą, przejechała palcem wskazującym po dolnej wardze Vladimira. Jej oddech coraz bardziej przyspieszał. Jej całe ciało było napięte, przez co odczuwała ból w dolnych partiach brzucha. A może to te motyle, które tak dawno umarły, a teraz wracają do życia?
    - Kto kradł twoje serce przez ten czas kiedy nie było mnie? - wyszeptała czując, że głos jej szwankuje. Nie dałaby rady wypowiedzieć tego głośniej bez drżenia. - Kim jest ta szczęściara, bez której nie potrafisz żyć?
    Upuściła różdżkę, którą jeszcze przed chwilą trzymała w lewej ręce. Czuła, jak traci kontrolę nad swoim ciałem pod wpływem dotyku Vladimira.
    Światło, które kilka chwil temu im jeszcze towarzyszyło, zniknęło, pozwalając ciemnościom ogarnąć całe pomieszczenie. Anija kilkukrotnie zamrugała, aby przyzwyczaić się do mroku, próbując odnaleźć oczy i usta mężczyzny.

    Anija

    OdpowiedzUsuń
  147. Rozpoznanie jakości pergaminu nie było jakąś specjalnie wyjątkową umiejętnością, tak jak z szatami czy miotłami ─ na pierwszy rzut oka można było orzec, czy dany przedmiot jest wykonany porządnie, z najwyższej jakości surowców, czy byle jak, oby tylko wcisnąć klientowi towar po zawyżonej cenie. Szary, szorstki pergamin w porównaniu z tym, który Ellen trzymała w rękach, był wręcz uwłaczający dla ucznia.

    Poza tym Ridley na kilometr wyczuwała pieniądze lub rzeczy, za które trzeba było dużo tychże oddać. Chociaż nie można zaprzeczyć, że przy tym nie miała analitycznego umysłu detektywa! Wszak od lat zajmowała się wyłapywaniem co naiwniejszych ludzi, których łatwo można oskubać z kieszonkowego...

    ─ Możliwe, Ślizgoni zwykle mają dużo forsy albo udają, że mają ─ przyznała, kiwając głową.

    Nie wykluczyła jednak możliwości, że to nie uczeń Slytherinu, choć, szczerze mówiąc, już po przeczytaniu liściku przeszła jej po głowie myśl, by winnego szukać w lochach. W tym liściku było coś iście ślizgońskiego, nadawca nie mógł powstrzymać się od ubliżenia jej w dość żałosny sposób, do tego bardzo możliwe było, że nie chodziło o konflikt z samą Ellen, a z całym Gryffindorem!

    Roześmiała się, kiedy spytał ją, czy istnieje możliwość, że ktoś za nią nie przepada. Powinien raczej zastanawiać się, czy ktoś za nią przepadał. Znalezienie winnego przyszłoby im wówczas znacznie szybciej.

    ─ Panie profesorze, szkoła pełna jest osób, które chciałyby mnie o coś oskarżyć albo za coś się zemścić. Głupio zrobił, wciągając w to nauczyciela, ale tu pojawia się pytanie, czy może ktoś nie chce mścić się na panu? ─ Uniosła brwi. ─ Fakt, list dostałam ja, ale to niewiele zmienia, może ten ktoś sądził, że się przestraszę...

    OdpowiedzUsuń
  148. Przez jej myśli przemknęła krótka myśl, czy przywiązanie Vladimira do niej pozostało w nim cały czas w tej samej formie i czy powinna zachowywać się tak, jak zachowywała się do tej pory. Nie chciała niczego zepsuć, ale po chwili zrozumiała, że jej wątpliwości są bezpodstawne. Gdyby jego uczucie do niej tliłoby się niezmiennie od kilku lat, powiedziałby jej o tym. A póki co, ważne było to, że nie chcieli siebie znów stracić, że rozumieli siebie lepiej niż ktokolwiek inny. I choć Ethel nie była jeszcze gotowa mówić o wszystkim, zupełnie wszystkim, to czuła z jego strony wsparcie. Z niektórymi sprawami chyba musiała po prostu uporać się sama.
    Postawiła tacę z jedzeniem, myśląc nad odpowiedzią na pytanie. Pomyślała, że niektóre sprzęty przygotuje jeszcze dziś, by jutro nie musieć się z nimi użerać.
    -Myślę, że powinniśmy wstać z samego rana, zanim słońce będzie wysoko. Do godziny jedenastej powinniśmy przejść już spory kawałek, ale w południe nie powinniśmy za dużo chodzić, lepiej będzie się schować na dwie, trzy godziny – powiedziała rzeczowo, sięgając po tosta z dżemem. Przysunęła mu tacę pełną różnych smakołyków, również takich, które można śmiało było podgrzać na ognisku.
    -Przygotuję wszystkie zielarskie zabawki – dodała, by Vlado nie musiał sobie nimi zawracać głowy, to była jej działka i nie chciała dorzucać mu więcej obowiązków, już i tak bardzo dużo dla niej zrobił. Pomyślała o mapie, wodzie do picia, jedzeniu. No i oczywiście różdżki, koniecznie różdżki. Jutro nie musiało wcale być tak kolorowo, choć Ethel liczyła w duchu na to, że uda im się uniknąć spotkania ze smokiem.
    Zrobiła minę jakby sobie o czymś przypomniała. Machnęła różdżką, a z namiotu wydobyła się cicha muzyka, umilająca wieczór. Złapała jeszcze jednego tosta w zęby i zaczęła maszerować wokół ogniska, machając lekko rękoma na boki i do góry, jak jakaś indyjska księżniczka. Spojrzała rozbawiona na Vladimira.
    -To mój autorski taniec deszczu, nie gwarantuję, że zadziała – uśmiechnęła się, bujając się delikatnie w rytm muzyki.

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  149. Taki właśnie jej się wydawał. Zamknięty, wręcz wycofany. Nie miała pojęcia, dlaczego taki się stał. Przecież zawsze był otwartym chłopakiem, łakomym na nowe przygody. Nigdy, przenigdy nie skrywał niczego przed nikim. Mówił, co ślina na język przyniosła i nie cackał się z żadnym uczniem. Nie powiedział tylko jednego, jednak Anija już nie miała przez to żalu - ona również mu nic nie wyznała, a mogła.
    Była ciekawa, co takiego przytrafiło się Vladimirowi podczas ich rozłąki. A może po prostu stał się tak pusty przez fakt, że nigdy nikogo nie miał? Było to prawdopodobne, jednak kobieta nie mogła zrozumieć, dlaczego nikogo nie miał. Zresztą, nawet tego nie wiedziała.
    Myśląc o ich przeszłości miała wrażenie, że tak naprawdę nigdy nie chcieli się niczego doszukać w słowach, gestach czy też rozmarzonym wzroku. Tak było łatwiej, prościej dla ich obojga. W końcu Anija zawsze powtarzała, że bycie w związku to zbyt wielki obowiązek.
    Nigdy nie pragnęła tak bardzo kogoś poznać. Vladimir był dla niej niczym stara książka, którą kiedyś tak bardzo lubiła, jednak nie potrafiła sobie przypomnieć jej tytułu. A kiedy dotknęła jej okładki, przejechała opuszkiem palca po idealnie wyprofilowanym grzbiecie, fala podniecenia owładnęła jej ciało.
    Jego dotyk sprawiał, że zupełnie zapominała o racjonalnym myśleniu. Nie pamiętała, czy ktokolwiek inny tak działał na jej zmysły. Pragnęła już nie tylko jego towarzystwa, lecz czegoś więcej. Czegoś, czego nie potrafiła wytłumaczyć - gdyby ktoś obcy zapytał, co takiego Vladimir miał w sobie, że nie potrafiła przy nim pozbierać myśli, zupełnie nie wiedziałaby co odpowiedzieć.
    Kiedy dotknął swoimi ustami jej policzka, wzdrygnęła się. Po chwili cichy śmiech wydobył się z jej ust, a lica przybrały czerwonego koloru.
    - Musi być naprawdę niesamowita, jeśli tak o niej mówisz. - Przygryzła wargę, przechylając głowę tak, aby palącym policzkiem dotknąć jego miękkich, acz stanowczych dłoni. - Chyba każda dziewczyna pragnęłaby tego, aby ktoś tak o niej mówił.
    W momencie, gdy światło z różdżki Vladimira rozproszyło ciemności, musiała kilkukrotnie zamrugać, aby przyzwyczaić oczy. Wciąż je mrużąc, oparła się o jeden z regałów zastanawiając się, co oni tutaj właściwie robią. Zupełnie zapomniała o chęci poszukiwania skrytek, które zostawili kilka lat temu w Hogwarcie. Teraz liczyli się tylko oni, stojący zdecydowanie zbyt blisko siebie.
    - Wiesz, że pragnęłam takiej chwili każdego dnia przez bite dwa lata, kiedy jeszcze byliśmy dziećmi? - Uśmiechnęła się czując, jak całe jej ciało zaczyna wibrować. Była jakby zestresowana, lecz nie miała pojęcia, dlaczego. - Codziennie mi się śniłeś. Pragnęłam Cię, lecz...
    Przerwała, przygryzając język. Nie wiedziała, czy może dokończyć myśl. A co, jeśli tym razem Vladimir również grał? Przez tyle czasu mu się to udawało, więc dlaczego nie miał ciągnąć tej gierki kolejny raz?
    Pokręciła stanowczo głową, jakby chcąc wypędzić głupie myśli. I nagle, jedyne co przychodziło jej do głowy to to, jak cholernie pragnęła mężczyzny.
    Westchnęła cicho, spuszczając wzrok. Czuła się niesamowicie - spotkała Vladimira, usłyszała to, czego tak bardzo pragnęła jeszcze kilka lat temu. Jednak coś ją powstrzymywało, a mianowicie obawa przed straceniem go kolejny raz. Nie potrafiła sobie wyobrazić, jak wyglądałaby ich współpraca jako nauczyciele, którzy nie potrafią nawet na siebie spojrzeć.

    Anija

    OdpowiedzUsuń
  150. Przetarła dłonią czoło. Robiła to zawsze, kiedy nie udawało jej się powstrzymać swojego niewyparzonego języka, przez który bardzo często miała kłopoty. Niestety, nie była z tych, którzy bezproblemowo wychodzą z opresji, jeśli chodziło o coś poważniejszego niż skradanie się w środku nocy po zamku.
    Chciała wydostać się spomiędzy jego rąk, przytłaczającej bliskości, jednak nie potrafiła. Jak zawsze - Vladimir dobitnie pokazywał jej, że to on jest mężczyzną i ma więcej siły, przez co potrafi zablokować jej ruchy.
    Spojrzała prosto w jego niebieskie oczy, które w półmroku błyszczały. Widoczne były ciekawość, chęć rozgryzienia Aniji i coś, czego nie potrafiła wyjaśnić - pożądanie. Westchnęła cicho, wzruszając ramionami.
    Przybliżyła usta do ucha mężczyzny tak bardzo, że gdy nimi ruszała, łaskotała jego małżowinę.
    - Lecz nie wiem, co Ty do mnie czujesz - skłamała, obawiając się reakcji na to, co chciała mu powiedzieć. - Bo jeśli o mnie chodzi, nic się nie zmieniło...
    Właściwie, to to nie było kłamstwo. Po prostu chciała powiedzieć coś zupełnie innego, jednak odwaga, która przed chwilą jej towarzyszyła, uciekła tak szybko, jak się pojawiła.
    Vladimir nie wiedział o niej wszystkiego, jej sekrety na chwilę obecną były bezpieczne. Jednak nie na długo, tego była pewna. Chciała nacieszyć się chwilą, której nie potrafiła zepsuć. Tak przynajmniej jej się wydawało.
    Samo wspomnienie feralnego wieczoru, kiedy Neville po raz pierwszy zaproponował jej posadę w Hogwarcie była tak przytłaczająca, że uśmiech zniknął z jej twarzy. Drżała na samą myśl o tym, co miała powiedzieć, co było nieuniknione. Czego Vladimir na pewno za niedługo się domyśli. A przynajmniej tego, że coś ukrywa.
    Jej oddech zwolnił, kiedy dotknęła policzka mężczyzny. Szukała jakiegoś znaku poza oczyma, które pozwoliłyby jej zrozumieć całą sytuację.
    Zgięła jedną nogę, po czym piętę oparła na przedostatniej półce regału, o który się opierała. Rozluźniła mięśnie. Po raz pierwszy od kilku lat poczuła się bezpiecznie. Wraz z Vladimirem, którego tak bardzo chciała unikać. Jednak było w nim coś takiego, czego nie chciała tracić. Dlatego ostatecznie przystanęła na propozycję Longbottoma, który nie dawał za wygraną. Kolejny raz jej o tym przypomniał, kiedy zaproponował Vladimirowi, aby pomógł Aniji ponownie zadomowić się w Hogwarcie.
    - Ile jesteś w stanie znieść?
    W towarzystwie Vladimira zupełnie zapominała o tym, co sobie obiecała. Właściwie, teraz to już nie miało żadnego znaczenia - stało się, a teraz pluła sobie w twarz za to, że nie spotkała się z nim wcześniej. Musnęła ustami delikatnie jego policzek, który przed chwilą dotykała.

    Anija

    OdpowiedzUsuń
  151. [Ojej ojej! Przeuroczy Pan!
    Alma musi być wniebowzięta profesorem Karkarowem! :D
    Dziękuję za miłe powitanie :)]

    Alma Carrow

    OdpowiedzUsuń
  152. [Z kolei imię Twojej postaci kojarzy mi się tylko z Putinem. Stąd może Vladimir wydaje mi się mimo wszystko bardzo nieprzystępny, żeby nie napisać groźny.
    Cześć!]

    Sadr

    OdpowiedzUsuń
  153. Zupełnie zapomniała, jak ciężko jej kłamać przy towarzystwie niebieskookiego mężczyzny. Poza tym, Vladimir posiadał ten dar, który pomagał mu w odgadnięciu prawdy, przez co Anija nie mogła nie powiedzieć mu prawdy. Wolałaby jednak siedzieć naprzeciw mężczyzny, niż czuć jego oddech na swojej skórze.
    Kiedy musnął jej szyję, przekrzywiła głowę w bok, a cichy jęk wydobył się z jej ust. Ten moment był wspaniały - czuła się tak, jakby wróciła do bycia piętnastolatką i dopiero poznawała uczucia jak pożądanie.
    Nie potrafiła się skupić. Nawet, gdyby chciała, to nie potrafiłaby poskładać sensownego zdania, które mogłoby wyjaśnić to, co miała wcześniej na myśli. A chcąc nie chcąc, musiała powiedzieć Vladimirowi o tym, co leżało jej na sercu.
    Chwyciła jego twarz i delikatnie odsunęła od swojej szyi. Uśmiechnęła się delikatnie, trzymając jego twarz kilka milimetrów od swojej.
    - Zaraz - wyszeptała, coraz bardziej podniecona. Złożyła pocałunek na jego nosie, przypominając sobie każde ich pożegnanie. Całus w nos i rozczochranie włosów. Tak, jakby właśnie chciała się z nim pożegnać. - Powiem ci, a później zrób ze mną co chcesz.
    Tymi słowami chciała mu pozwolić na wszystko - na odejście bez słowa, czy też oddanie się pożądaniu, które czuć można było nawet w powietrzu. Było jej gorąca, każda część ciała ją paliła.
    - Neville nie po raz pierwszy zaproponował mi posadę w Hogwarcie. - Westchnęła, przymykając oczy. - Kilka lat temu już nakłaniał mnie do pracy tutaj.
    Przed oczyma miała ich jedno z pierwszych spotkań w jej ulubionej mugolskiej naleśnikarni. Longbottom siedział z dłońmi splecionymi na piersiach, nonszalancko opierając się o krzesło.
    - Chciałam podjąć pracę już wtedy, ponieważ był to najgorszy moment w moim życiu. Nie miałam pieniędzy na nic, nawet na zapłacenie rachunków. Żyłam na kresce, łapiąc się wszystkiego, co było możliwe. Żałuję kilku moich dorywczych prac. - Zaśmiała się ironicznie. Miała nadzieję, że Vladimir domyśli się, że chodzi jej o kradzieże. Nie byłaby w stanie tego wypowiedzieć na głos. - A kiedy wspomniał o tobie...
    Przerwała, wciągając powietrze do płuc. Nie wiedziała, jak ubrać w słowa to, co było nieuniknione. Wciąż ciężko było jej pozbierać myśli.
    - Zrezygnowałam z posady w Hogwarcie, robiąc dalej to, co robiłam. Nie potrafiłam sobie nawet wyobrazić tego, jak spojrzeć w twoje oczy i traktować wszystko tak, jakby nigdy nic się nie stało. No i obawiałam się, że kogoś masz.
    Ostatnie zdanie wyszeptała tak cicho, że każdy szmer mógłby zagłuszyć słowa.
    Otworzyła oczy, próbując wypatrzeć jakiegokolwiek znaku ze strony Vladimira. Próbowała się uśmiechnąć, jednak nie była pewna, czy grymas na jej twarzy w jakimkolwiek stopniu przypominał uśmiech.

    Anija

    OdpowiedzUsuń
  154. I ją szczerze dziwiło, że ktokolwiek odważył się wchodzić z nią na wojenną ścieżkę ─ powinien zastanowić się dwa razy chociażby ze względu na ciut wyolbrzymione plotki odnośnie tego, do czego Ridley była zdolna. Zawsze ją bawiło to, o co uczniowie posądzają ją między sobą, aczkolwiek niektóre z tych pomysłów były zarówno inspirujące, jak i pomocne ─ ci, którzy decydowali się na współpracę z Ellen, wydawali się bardziej skorzy do negocjacji i kilka razy upewniali się, jakie są konsekwencje niewywiązania się z umowy. Jakby miała ich w nocy pozabijać, doprawdy...

    ─ No dobrze, skoro tak bardzo oczywistym jest, że to akurat mnie ten ktoś nienawidzi, niech będzie. Jakby nie było, pożałuje ─ dodała mściwie, być może zbyt szybko, bo szybko zagryzła wargi do środka i odwróciła się w stronę fortepianu.

    Rozmawiasz z nauczycielem, kretynko, zganiła się w myśli, bowiem wciąż się zapominała w obecności Karkarowa. Jakoś nie mogła oprzeć się wrażeniu, że gdyby on nie był nauczycielem, a ona uczennicą, mogliby się całkiem dobrze dogadać i to trochę zbijało ją z tropu. Wyciągnęła rękę i lekko przesunęła po kilku pierwszych klawiszach instrumentu, którego cichy, niski dźwięk na chwilę zdominował ciszę panującą między Ellen i Vladimirem.

    ─ Nie ─ odparła, kręcąc głową. Usiadła na stołku przy fortepianie i wyprostowała nogi, a jej dłonie spoczęły na podołku. ─ Nikogo nie widziałam. Na schodach wpadłam na jakiegoś małego Puchona, ale jego możemy wykluczyć, jest najwyżej z drugiej klasy... ─ Przeczesała i tak rozczochrane włosy, ściskając je nieco przy głowie, jakby chciała je sobie wyrwać.

    ─ Musimy zastawić pułapkę. Jeśli ten uczeń zechce dalej w to brnąć, zacznie zbierać dowody na nasz domniemany... ─ skrzywiła się, jakby słowo "romans" przyprawiło ją o silne mdłości. ─ No wie pan. Pewnie będzie się częściej kręcił w okolicach tamtej klasy, ba, może nawet zacznie mnie śledzić albo spróbuje przyłapać nas na gorącym uczynku. ─ Potarła usta dłonią, ponieważ myśl, że ktoś naprawdę uznał, że coś łączy ją z Karkarowem wydała jej się tak absurdalna, że aż śmieszna.

    ─ Chyba że ma pan jakiś lepszy pomysł?

    OdpowiedzUsuń
  155. Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Nie tego chciała - żeby się od niej odsuwał na "bezpieczną odległość", która teraz chyba raniła ją najbardziej. Miała wrażenie, że Vladimir się od niej odsuwa, choć miała świadomość tego, że prawdopodobnie to zrobi. Powinna trzymać język za zębami, zostawiając tę myśl tylko dla siebie. Szkoda, że nigdy nie potrafiła tego robić.
    Podeszła do Vladimira, spoglądając w jego oczy. Nie wiedziała, co teraz czuje - jego tęczówki były puste, nic nie wyrażały. Cholera, nie tak miało być.
    Jego słowa ją raniły. Miała łzy w oczach, kiedy mówił, jednak nie chciała się poddać. Nie po to tutaj przybyła, by płakać pierwszego dnia, tracąc kogoś, kogo już dawno nie miała. Poddawanie się było dla słabych, a przecież ona była taka twarda. Kłamstwo, które wmawiała sobie przez tyle lat przeżytych bez rodziców powtarzała tak często, że prawie w nie wierzyła.
    - Kradłam, Vladimirze - jęknęła. Głos jej drżał. - Kradłam wszystko, co się dało tylko po to, żeby móc spłacić wszystkie długi. Nie było mnie stać nawet na normalne jedzenie.
    Po śmierci jej babki, Anija została sama. Nie miała przy sobie rodziców czy rodzeństwa, przez co zaraz po ukończeniu szkoły musiała podjąć się pracy, lecz nie była w stanie pracować legalnie. Zbyt wiele ją to kosztowało. W końcu bycie tym złym było zdecydowanie łatwiejsze.
    - Kłamałam Neville'owi, że mam się dobrze, niczego nie potrzebuję, a moje życie to sielanka. Nieprawda. Nigdy nie spędzałam spokojnej nocy w sypialni, gdzie mogłabym powiedzieć, że jestem zadowolona z własnego bytu. Życie nigdy mnie nie rozpieszczało.
    Opuściła wzrok, wbijając go w odrapane grzbiety ksiąg. Wzruszyła ramionami. Jej serce waliło tak mocno, jakby chciało uciec z jej ciała.
    - Zrezygnowałam z tej posady, bo każdego dnia widywałam cię w innych ludziach - na ulicy, w kawiarniach, gdzie rzadko kiedy płaciłam rachunki i we własnym odbiciu. Kochałam cię każdego dnia coraz mocniej mimo tego, że nie mieliśmy ze sobą kontaktu.
    Chwyciła dłonie Vladimira i położyła je sobie na biodrach. Co chwilę kręciła przecząco głową, jakby z nadzieją, że wszystko, co przed chwilą powiedziała, zniknie.
    - Nie chciałam tutaj wracać i patrzeć na ciebie szczęśliwego z kobietą u boku. Nie wiem, czy bym to przeżyła. To byłoby gorsze niż brak kontaktu z tobą.
    Czuła, jak łzy zaczęły spływać po jej policzkach. Nie udało jej się - pokazała, że wcale nie jest tak silna jak jej się wydawało. Wiedziała, że Vladimir nie lubił, kiedy płakała, jednak nie potrafiła dłużej udawać, że wszystko jest okej. Pragnęła tylko jego ust.
    - Neville nigdy mi nie powiedział, czy kogoś masz. Jak pytałam, co u ciebie, pytał jak się czuję, jakbyś był tematem tabu. Być może chciał, abym sama się o tobie czegoś dowiedziała, lecz brak mi było odwagi na takie kroki.
    Roześmiała się, jakby to, co powiedziała, było świetnym żartem. Jednak śmiech, który wydobył się z jej ust, przepełniony był ironią. Jak mogła być tak głupia i izolować się od ludzi, którzy na pewno by jej pomogli? Jak mogła skreślić Vladimira, zanim z nim nie porozmawiała?

    Anija

    OdpowiedzUsuń
  156. To tak, jakby dążyła po trupach do celu. A śmierć babki rozstroiła ją kompletnie - nie znała żadnych dalszych krewnych, nigdy nie poznała rodzeństwa swoich rodziców. Nawet na ich kameralnym pogrzebie nie spotkała siostry Tarii, czy ich kuzynów. Pewna była, że gdyby ktoś bliski się znalazł, nigdy nie musiałaby kraść, by przeżyć kolejny dzień.
    Była wściekła na siebie za to, że tak nisko upadła. Przecież nawet sprzątanie czyiś domów było lepszym rozwiązaniem niż kradzież. Ciężko jednak było jej zrezygnować z czegoś, co dawało jej całkiem przyzwoitą kasę. A adrenalina, która temu towarzyszyła, była uzależniająca.
    Nawet gdyby pozwoliła znów na spotkanie z Vladimirem, nie podejmując pracy w Hogwarcie, nigdy nie chciałaby od niego pieniędzy. Resztki godności, które miała, pozostawiła właśnie na taką sytuację. Chciała wtedy zakopać grób, który każdą kradzieżą pogłębiała i dopiero wtedy mogłaby spotkać się z Vladimirem. Lecz nic nie wskazywało na to, żeby cokolwiek się zmieniło na lepsze. Wciąż kradła, każdego dnia coraz więcej.
    Nie miała pojęcia jak zinterpretować jego potakiwanie. Czy zgadzał się z każdym jej słowem, a może potwierdzał w myśli to, co ona o sobie dawno wiedziała? Była przegraną i nigdy nikomu nie byłaby w stanie życzyć takiej przyszłości - nawet największemu wrogowi. Brzydziła się samej siebie.
    Nagle spokój spłynął po jej ciele. Powiedziała coś, co było najgorszym utrapieniem. Wyznała sekret, który chciała zabrać ze sobą do grobu. Zrobiła zupełnie inaczej, przez co Vladimir znów mógł ją poznać. Już nie jako nastolatkę bez zmartwień, a kobietę, która popełniła zbyt wiele przestępstw, by móc wymagać od życia szczęścia. A teraz znów są razem, jakby ktoś z góry chciał dać jej kolejną szansę i zrekompensować wszystkie krzywdy.
    Zadrżała, czując jego usta na swoich. Nie spodziewała się tego - myślała, że Vladimir zaraz odejdzie, a ona nie będzie w stanie go zatrzymać. W końcu miał prawo - teraz zadawał się ze złodziejką.
    Odwzajemniła czuły pocałunek sprawiając, że stał się bardziej zachłanny. Każda część jej ciała pragnęła tak bardzo czyjejś, a właściwie jego bliskości, że nie potrafiła ze sobą walczyć.
    Jęknęła cicho, wplatając dłonie w gęste włosy mężczyzny. Delikatny uśmiech pojawił się na jej ustach, w ogóle nie współgrając z łzami, które wciąż płynęły. Była przepełniona smutkiem, ale także radością, że jednak się od niej nie odwrócił. Niewątpliwy dar.
    Dostała kolejną szansę, której nie chciała stracić. Nie zwracała uwagi na miejsce, które na pewno nie było odpowiednie do takich scen. W każdym momencie mógł wejść woźny albo uczeń, który postanowił spędzić środek nocy poza dormitorium. Ściągnęła Vladimirowi szatę, po czym lewą rękę położyła na jego szyi, przyciągając go bliżej siebie.

    Anija

    OdpowiedzUsuń
  157. - Myślałam o tym samym, jak szłam do ciebie – skrzywiła się lekko Lorelle, odpowiadając mężczyźnie kroczącemu tuż obok. Pamiętała to użeranie się z klatką, która swoje ważyła. Welsh nie była kobietą wielkich rozmiarów, a często nikła gdzieś w tłumie uczniów, którzy z reguły byli wyżsi od niej. Ot, drobna dziewuszka o ciemnobrązowych włoskach, ale o autorytecie silniejszym, niż szpony gryfa. Czymś było trzeba nadrabiać tę niskość.
    Niedługi czas potem szatynka wyprzedziła kolegę po fachu, by wcześniej otworzyć drzwi tuż przed nim. Machnęła różdżką, drewniane skrzydło pchnęła mocno przed siebie, by zaraz zrobić jak największe przejście dla swojego towarzysza. Wtedy zdała sobie sprawę z tego, jak ten magiczny patyk potrafi ułatwić życie i jak bardzo ona sama musiała przejmować się stanem zdrowia kruka, że w ogóle nie pomyślała o zaklęciu przenoszącym. Gdy Vladimir znalazł się już w środku zamknęła drzwi i podbiegła do biurka. Panował tam mały bałagan, a to głównie przez jej wcześniejsze załamanie sytuacją. Drobne dłonie pozbierały sterty papieru, zapisanych od góry do dołu. Ewidentnie wyglądały na wypracowania uczniów. Jedne były starannie pisane, drugie jak kura pazurem, gdzie widniały słabsze oceny. Bądź, co bądź Lorelle bardzo zwracała uwagę na estetykę – jakąkolwiek. – Już, już, już – spieszyła się układając księgi w jeden równy stosik tuż przy krańcu biurka. W końcu ciemny, drewniany blat wyłonił się spod tony papieru, ujawniając jego fakturę i dużą ilość słoi niknących pod warstwą farby. – Wybacz za ten bałagan, z reguły wszystko ma tu swoje miejsce – westchnęła cicho, przypominając sobie siebie samą, jakieś dobre kilka godzin wstecz, gdy jej loki jeszcze układały się tak, jak miały, a kolorowe oczka mieniły się zdrowym światłem. Wszystko tylko dlatego, że dzień zapowiadał się zupełnie normalnie. Przy Vladimirze na wierzch wyszły oznaki zamartwiania się i bezradności, to niestety lekko martwiło kobietę. Bardzo nie lubiła tego stanu, a jeszcze bardziej nie podobał jej się fakt, że ktoś to widzi. – Może herbaty? – ocknęła się nagle, opuszczając pałac własnych skomplikowanych myśli.

    L.

    OdpowiedzUsuń
  158. Przygryzła nerwowo wargę, rozglądając się uważnie dookoła. Za wszelką cenę unikając kontaktu wzrokowego z profesorem. Nie chodziło już tylko o to, że to wciąż był jej profesor. Bała się, że ten człowiek nie będzie potrafił zrozumieć całej tej sytuacji. Oczywiście był mądrym człowiekiem i w to dziewczyna nie wątpiła nawet przez sekundę, ale… Zwyczaje w Korei wciąż były tak bardzo różne od tych z Europy. Mimowolnie zacisnęła dłonie odrobinę mocniej na naczyniu, nie czując nawet gorąca bijącego od wciąż parującego napoju.
    Głównie przez to, że sprawa miała ścisły związek z jej ojcem, Avalon było tak trudno o tym wszystkim mówić. W końcu do tej pory był to najwspanialszy człowiek na ziemi w jej oczach. Niestety wszystko się zmieniło i to tak szybko. Szybko i boleśnie. Trochę przypominało to odklejenie plastra, jednak Avalon nie poczuła żadnej ulgi. Wręcz przeciwnie. Czuła się strasznie. Czasami miała wrażenie, że policzek wciąż ją piecze od uderzania, a czerwony ślad nadal jest wyraźnie widoczny. Żałowała swojego, każdego wypowiedzianego słowa. Chociaż była wściekła na ojca i tak w dużej mierze to siebie obwiniała, jak zawsze zrzucała wszystko na swoje barki, uginając się coraz mocniej pod ciężarem, jaki sobie naładowała.
    Wzięła głęboki oddech, odstawiając kubek na stolik, jakby dopiero teraz do niej dotarło, że bolą ją ręce. Rozprostowała delikatnie palce i ostrożnie ułożyła dłonie na swoich udach, zerkając na nie, widziała jak drżą.
    Jej oczy nagle wypełniły się łzami, a ona sama cicho zaszlochała.
    — To przez ten kubek, przez chwilę w ogóle nie czułam, jaki jest gorący — szepnęła, podciągając nosem. Oczywiście, było to kłamstwo, jednak nie była jeszcze gotowa do ujawnienia prawdy. Nie chciała nikomu sprawiać kłopotów, więc powiedzenie czegokolwiek złego na tatę, wydawało jej się teraz największą z możliwych zdrad.
    — Mój tata, on… On jest naprawdę dobrym człowiekiem, tylko… To ja. Ja sprawiłam, że stał się taki, jaki się stał — szepnęła w końcu, z głową spuszczoną w dół. W tym momencie była pewna, że gdyby się nie urodziła, życie Aarona wyglądałoby zupełnie inaczej. Nie umiała stwierdzić jak, lepiej czy gorzej. Wiedziała tylko, że wówczas pewnie by nikt nie cierpiał — on, uderzył mnie, ale… Mogłam siedzieć cicho. Mogłam nic nie mówić, niepotrzebnie próbowałam to wszystko… Ja mogłam się po prostu zgodzić na to wszystko… Moi dziadkowie i tata, oni chcą — przygryzła nerwowo wargę. Nie była pewna czy może o tym mówić. A gdyby Vladimir w jakiś sposób zareagował? Wówczas ojciec wściekłby się nawet będąc trzeźwym. Wypuściła powolnie powietrze przez rozchylone wargi.
    —Nie mogę powiedzieć czego chcą, przepraszam… Ale. Ja tego bardzo nie chcę i ta osoba, która jest w to jeszcze zamieszana. Ona też tego nie chce, ale jej rodzice — wątpiła, aby profesor domyślił się, że chodzi o aranżowane małżeństwo i szczerze miała nadzieje, że zostanie nieświadomy — niech Pan opowie o czymś przyjemnym… Miło spędził profesor święta? — zapytała szybko, powoli chwytając kubek i powolnie przystawiając go sobie do ust, upiła dwa małe łyki — przepyszna herbata, naprawdę, jest bardzo smaczna.

    Zabij mnie, że tyle to trwa. Mam nadzieje, że się nie gniewasz za tę oszałamiającą prędkość moich odpisów :)
    Avka

    OdpowiedzUsuń
  159. [Dosłownie wszystkich, pewnie nawet pojawiła się na kole ONMS, ale ręki do zwierząt to ona nie ma, więc szybko wyleciała :D
    Wątek chętnie, tylko trzeba coś wymyślić. O tej porze jednak trudno mi się myśli, więc pewnie podrzucę coś w południe. Chyba, że ty wpadniesz na coś wcześniej :)]

    Maisie

    OdpowiedzUsuń
  160. [Zważywszy na charakter Maisie i to, że ciągle się wykłóca z profesorami, zgaduję, że niezbyt będą za sobą przepadać :) Z czasem może się jakoś dogadają, ale w tej chwili raczej miło nie będzie.]

    Maisie

    OdpowiedzUsuń
  161. Gubiła się we własnych słowach, odrobinę obawiając się ich wypowiedzenia na głos. Dopóki działo się to wszystko w zamkniętym gronie miała wrażenie, że jest to pewnego rodzaju zjawa… Coś z czym są jeszcze w stanie samodzielnie walczyć, ale gdy powie o tym komuś innemu, spoza kręgu, będzie oznaczało, że jest słaba.
    Z drugiej strony taka właśnie była i profesor Karkarow doskonale o tym wiedział. Ona sama również zdawała sobie z tego sprawę. Robiła wszystko to czego wymagali od niej jedni, czy drudzy dziadkowie. Zawsze podporządkowywała się słowom ojca, nie wypowiadając nawet najmniejszego sprzeciwu. Tym razem było jednak inaczej. Próbowała z całych sił jakoś to przerwać, zrobić coś by wszyscy zapomnieli, wyrzucili ze swoich głów te okropne myśli.
    — Sprowokowałam go… — szepnęła cicho, automatycznie chwytając się za policzek, który został ugodzony silnym ciosem dłoni ojca, a w jej oczach jawiły się łzy — był troszkę pijany, na pewno w innej sytuacji by tego nie zrobił. I… I na pewno nie zrobiłby tego jeszcze raz — doskonale wiedziała, że tamtego wieczoru, gdyby w mieszkaniu nie pojawiła się narzeczony ojca oberwałaby z pewnością jeszcze niejeden raz. Wolała jednak to przemilczeć. Zacisnęła wargi, przygryzając je od wewnątrz.
    — Moi dziadkowie… Oni — wzięła głęboki oddech, chciała to powiedzieć. Naprawdę chciała wyrzucić z siebie to wszystko. Chociaż wiedziała, że wcale nie poczuje ulgi na sercu miała po prostu chciała się wyzbyć tego przeraźliwego, duszącego ją uczucia — wymyślili sobie, że wezmę ślub z takim chłopcem… Którego rodzice prowadzą firmę, po prostu… Chcą połączyć interesy w taki właśnie sposób… Trwały — szepnęła. Nie miała zamiaru zdradzać kim jest ten chłopiec, poza tym i tak powiedziała już dużo, znacznie dużo. Poza tym nie miała pojęcia czy ma on coś przeciwko, z drugiej strony… Ostatnio nie układało się pomiędzy nimi. Nie chciała dolewać dodatkowej oliwy do ognia.

    Jakoś mi lżej na sercu, skoro Ci to nie przeszkadza. Aczkolwiek postaram się być bardziej regularna!
    Avalon Moore

    OdpowiedzUsuń
  162. [Ah, panie profesorze, szkoła zajmuje mi tyle czasu, że w ogóle nie mam kiedy tego robić...]

    Caroline Moore.

    OdpowiedzUsuń
  163. [Świetna postać, co tu dużo mówić.]

    Lucréce

    OdpowiedzUsuń
  164. [ Może Cię rozczaruję, ale nie jestem kopalnią pomysłów. A szkoda!
    I wiesz, tak mnie korci, żeby spytać jakie cechy zostały dostrzeżone, bo nie sądziłam, że ktokolwiek coś dostrzeże, więc spytam, co mi tam. Jakie cechy wyczytałaś między wierszami? (:]

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  165. Wyjęła wszystkie możliwe kartki, które upychała od kilku dni w swojej skórzanej torbie. Zapisywała wszystko to, co uważała za warte uwagi. Jeśli usłyszała od kogoś coś ciekawego, starała się jak najszybciej dorwać pióro i wszystko zapisać. Jej pamięć wprawdzie nigdy jej nie zawiodła, ale wolała na wszelki wypadek mieć wszystko na papierze. Podsunęła wszystkie swoje notatki w stronę Vlado i chwyciła za kubek herbaty, od razu upijając kilka łyków, które od razu rozgrzały jej zziębnięte od mrozu na zewnątrz ciało.
    — W sumie to już praktycznie wszystko mamy… Zdążyłam jeszcze dzisiaj rano dopisać coś o czym zapomniałam, dotyczącego Bahanka, a poza tym zostały mi już tylko wile. – Uśmiechnęła się do siebie po kryjomu, bo doskonale wiedziała, co ma napisać. W końcu w połowie też nią była. Nie była pewna, czy Vlado jest tego świadomy, więc nic takiego nie powiedziała. Był spostrzegawczy i pewnie już dawno temu coś zauważył, a nie chciała wyjść na chwalipiętę. — Ale wydaje mi się, że w tej kwestii dam sobie radę sama…
    Omiotła kartki spojrzeniem po raz kolejny, upewniając się, że to rzeczywiście koniec. Sama nie mogła w to uwierzyć… W końcu dokończyła swoje wielkie dzieło. Jeszcze dwa miesiące temu nie chciała nawet myśleć nad swoją przyszłością, a teraz? Prawdopodobnie jest już ustawiona do końca życia, o ile rzeczywiście to, co napisała jest takie dobre.
    Zaczęła chować wszystko do torby. Uśmiechała się cały czas, chociaż gdzieś w głębi ducha czuła, jakby coś właśnie jej umknęło. Przerażała ją myśl, że wkracza w dorosłość, że wszystkie jej marzenia pójdą teraz w zapomnienie. Miała jeszcze tak wiele rzeczy do zrobienia, a ta praca w pewien sposób oddaliła ją od swoich prawdziwych pragnień. Podczas jej pisania, wielokrotnie zastanawiała się, czy to jest właśnie to, co chce robić. Rozmyślała, co by jej się ukazało w tajemniczym lustrze Ain Eingarp. Jakiś głos podpowiadał jej, że z pewnością nie zobaczyłaby siebie piszącej pracy o fantastycznych zwierzętach. Mimo wszystko teraz, kiedy skończyła ją pisać, była z siebie dumna.
    — To chyba już koniec – powiedziała cicho, wzdychając pod nosem – Wiem, że jest jeszcze za wcześnie za świętowanie, bo nie wiemy jak krytycy ocenią pracę, ale… Może jakoś to opijemy? – zapytała nieśmiało, zastanawiając się, czy Vlado może w ogóle z nią o tym rozmawiać.
    Aurora

    OdpowiedzUsuń
  166. Anija czuła się, jakby właśnie śniła. Podobne sny miała kilka lat temu, jednak pomieszczenie, w którym wszystko się rozgrywało było bezpieczniejsze - jej małe mieszkanie, na które miała pieniądze. Nie to co teraz.
    Jednak wcale nie czuła się źle w tej sytuacji - wręcz przeciwnie. Każda część jej ciała wibrowała pod wpływem dotyku Vladimira i chciała, by tak zostało. By stykali się ciałami w każdej możliwej chwili. I choć w to wątpiła, nie liczyło się dla niej nic więcej, jak każdy oddany pocałunek.
    Pełna wątpliwości bała się, że to pożegnalny pocałunek. Tyle w jej życiu się zmieniło, że już dawno nie była odważną dziewczynką, a kobietą, która nie podejmuje ryzyka. Woli spędzić wieczór wśród książek i ciepłej herbaty, niż pałętać się tam, gdzie nie powinna.
    Jeśli jednak Vladimir nie zmienił się za bardzo, ten czuły gest nie był ich ostatnim. Dawny Vladimir, którego pamiętała, był bardzo rozważny i robił coś dopiero wtedy, kiedy był tego pewien. Musiał więc wiedzieć, jakim uczuciem pała do Aniji. A ona? W jej głowie się kotłowało, nie miała zielonego pojęcia, co by odpowiedziała, gdyby Vladimir zapytał ją o uczucia. Jednego jednak była pewna - nie chce go stracić i zrobi wszystko, aby go przy sobie zatrzymać.
    Cieszyła się szalenie, że potrafił ją zrozumieć, a co najważniejsze - zaakceptować. Nie znała wielu ludzi, którzy potrafiliby po takim wyznaniu spojrzeć w jej oczy. A Vladimir jakoś to przyjął i stał przed nią, całując z każdą chwilą coraz zachłanniej.
    Oplotła dłońmi jego szyję, a po chwili jedną dłoń wsunęła pod jego bluzkę. Jej zawsze zimne dłonie musiały go ziębić. Oddech coraz bardziej jej przyspieszał. Jęknęła niezadowolona, kiedy Vladimir się od niej odsunął.
    - Wtedy sobie pójdą, nie zwracając sobie nawet uwagi. - Zaśmiała się, marszcząc nos. Spojrzała w jego tęczówki. Błyszczały, jakby chciały powiedzieć więcej, niż Vladimir jest w stanie. - Chyba, że jest ktoś, kto nie powinien nas w takiej sytuacji widzieć?
    Przechyliła głowę w bok, wciąż się śmiejąc. Była pewna, że rozśmieszy tym pytaniem również Vladimira. Musnęła ponownie jego usta, lecz po chwili się odsunęła i położyła dłonie na blacie, opierając się o nie.

    Widzę, że zmieniłaś kartę. Ładna :)

    Anija

    OdpowiedzUsuń
  167. Słysząc ostrzeżenie mężczyzny aby uważała i zaraz niski syk Gryfa, cofnęła się o parę kroków. Nie zamierzała zbędnie ryzykować, woląc trzymać bezpieczny dystans do tego wyjątkowo niebezpiecznego zwierzęcia i podziwiając cicho Vlado, za wiedzę... za odwagę... za pomysłowość jak poradzić sobie ze zwierzakiem. Przesunęła się tak by widzieć z jak najlepszego miejsca to co się dzieje i w razie czego móc zareagować, nawet jeśli nie mogłaby zrobić niczego konkretnego czy skutecznego.
    Gryf wydawał się wyjątkowo gniewny, posykiwał i machał skrzydłami, chcąc przegonić intruzów i odzyskać wygodny spokój.
    Bones przechyliła trochę głowę z cieniem uśmiechu obserwując zwierzę, zwłaszcza gdy ten przełamał się i nieufnie zbliżył by trzymając się nisko przy ziemi, złapać mięso w pysk i zaraz uskoczyć w tył. Leę zdziwiło takie zachowanie u tego stworzenia, sądziła, że tak samo jak hipogryfy jest zbyt dumny na prawie tarzanie się po ziemi, ale ten tu osobnik chyba był za młody na pewne zachowania, których szło się po nim spodziewać. Dziewczyna w dziwnym odruchu, może trochę nieświadomie, oparła dłoń na plecach mężczyzny, tuż pod łopatką, zaciskając nieco palce na materiale. Gryf gdy tylko zeżarł padlinę, wzbił się w powietrze i odleciał, wylądował dopiero za jeziorem z hipokampusami.
    - Chyba nie jest za chętny do współpracy – szepnęła. W dziwnym odruchu przytuliła się do boku mężczyzny. Odsunęła się po chwili od niego i przeszła parę kroków w kierunku w którym odleciał gryf. Zastanawiała się co powiedzieć Nicolasowi teraz, znaczy jak go zobaczy, bo jak na razie nie było ani śladu po znajomym. Chociaż nie szczególnie się tym przejmowała.- Myślisz, że dałoby się go oswoić bardziej? - spytała nagle, oglądając się na Vladimira. Czuła, że dziś nie ma już sensu zbliżać się do orło-lwa, skoro ten tak jawnie pokazał niechęć do jakiejkolwiek współpracy i nawet żarcie nie zmieniało nic w nastawieniu stworzenia.

    Wybacz, za tą ciszę, ale miałam ciężki tydzień :c

    Lea

    OdpowiedzUsuń
  168. [Może spotkaliby się w jednym ze sklepów? Albo łączyło by ich coś z przeszłości? :D]

    Scarlett/ Tom

    OdpowiedzUsuń
  169. Parsknęła śmiechem, a po chwili zakryła usta dłonią. Robiła to za każdym razem, gdyż nie lubiła swojego głośnego śmiechu. No i ktoś mógłby ich zobaczyć w tej jednoznacznej sytuacji.
    - Sądzę, że profesor Longbottom już dawno śpi smacznie wśród setek kotów. - Wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
    Pamiętała, jak będąc jeszcze uczniem często zastanawiali się, z kim Neville spędza swój wolny czas, kiedy nie ma obok niego jego żony. Ostatecznie wyszło na to, że dla Aniji Neville spał z kotami przykryty kołdrą z różowymi wzorkami, a oczy ma zasłonięte białym szalikiem z pomarańczowymi groszkami.
    Chciała usłyszeć o Vladimirze to, co działo się z nim w czasie ich rozłąki. Pragnęła, by mężczyzna się z nią tym podzielił. Nie wiedziała, czego ma oczekiwać, jednak była pewna jednego - skoro nie powiedział tego od razu, albo musiało to być coś naprawdę strasznego, albo nic, co mogłoby zmienić ich relacje. Mimo wszystko, czekała z niecierpliwością, aż coś powie. Wierzyła, że cokolwiek ma do powiedzenia, będzie to lepsze niż to, co ona mu przed chwilą wyznała.
    Uśmiechnęła się wdzięcznie, kiedy mężczyzna nałożył jej szatę. Musiała przyznać, że wyrósł ze szczeniackich podchodów, jakimi się obdarowywali i wyrósł z niego prawdziwy dżentelmen.
    Splotła ich dłonie razem, po czym na nie spojrzała. Jej małe, kruche palce wyglądały komicznie wśród męskich dłoni Vladimira. Tak, jakby ojciec trzymał za rękę swoją córeczkę. Miała w oczach łzy wzruszenia, jednak nie chciała płakać przy mężczyźnie. Nie teraz.
    Czuła się skrępowana idąc po korytarzach Hogwartu, trzymając za rękę Vladimira. Mimo, że uczniowie prawie w ogóle nie zwracali na nich uwagi, na jej bladej buźce co chwilę malowały się rumieńce.
    Coś miłego? Przed oczami miała wiele miejsc, które mogłaby nazwać jako miłe. Jej stare dormitorium, gdzie jedyne, co robiła, to spała; mieszkanie, które niedawno opuściła również było takim miejscem, choć nie kojarzyło jej się z najlepszym okresem w jej życiu - po prostu było przyjemnym miejscem, gdzie może spędzić wolne chwile.
    Jednak gdy stanęła przed miejscem, które ukrywało Pokój Życzeń, zamknęła oczy i skupiła się tylko na jednym - żeby jak najlepiej przypomnieć sobie dom, w którym mieszkała wraz z babką. Duży dom, z jeszcze większym ogródkiem to zdecydowanie to miejsce, gdzie czuła się najlepiej, kiedy jeszcze nie musiała się swojego nazwiska wstydzić.
    Na ścianie zaczęły pojawiać się drzwi, które były dokładnie takie, jakie pamiętała - białe, dwuskrzydłowe "wrota", które prowadziły do nieba. Na ich środku widniała kołatka, a pod nią tabliczka z nazwiskiem Oldien.
    Kiedy otworzyła oczy, westchnęła cicho, czując się tak, jakby wróciła siedmioletnia Anija, która nie potrafiła dosięgnąć złotej kołatki i musiała krzyczeć, żeby babcia jej otworzyła.
    - Często wchodzisz do Pokoju Życzeń? - zapytała, a jej głos drżał ze wzruszenia.

    Anija

    OdpowiedzUsuń
  170. [Dziękuję za powitanie i miłe słowa. Chyba nie widzę tych postaci we wspólnym wątku, ale nigdy nic nie stwierdzam na 100%, bo może zdarzyć się tak, że akurat coś wpadnie mi do głowy i wykorzystam Vladimira - do tego momentu pozostaje mi jedynie życzyć Ci również przyjemnego blogowania :)]

    Judy

    OdpowiedzUsuń
  171. Odwróciła wzrok od kierunku w którym odleciał Gryf, gdy tylko poczuła, że Vlado objął ją w talii. Uśmiechnęła się delikatnie na ten gest, bo przypadł jej do gustu, zwłaszcza, że sama zbliżyła się do mężczyzny i pewnie byłoby głupio, gdyby nic nie zrobił w reakcji na jej ruch, a tak było to coś miłego i w jakimś stopniu pożądanego. Wracając spojrzeniem do drugiego brzegu na którym wylądował zwierzak, zastanowiła się jak wyjaśnić Nicolasowi zmianę położenia jego nowego pupila, chociaz może do tego akurat nie będzie się czepiał lub nie przywiąże do tego najmniejszej uwagi... poza tym musiała załatwić też kogoś z masą wolnego czasu by powoli oswoił gryfa. To dopiero mogłoby być wyzwanie, same znalezienie kogoś.
    - Miejmy nadzieję – stwierdziła cicho. Poprawiła kurtkę, którą nieco poszarpały podmuchy wiatru, powodowane przez silne skrzydła nowego zwierzaka z którym mieli do czynienia przed chwilą. Błądziła myślami ciągle wokół orło-lwa, dlatego nie zauważyła Abraksana, który nagle podszedł... ale mocne szturchnięcie łba w plecy, już ściągnęło ją do rzeczywistości.
    Spojrzała na skrzydlatego konia i z rozbawieniem pogłaskała po szyi, by zaraz przenieść jasne zielone oczy na mężczyznę, gdy ten przerwał ciszę.
    - Rzucasz propozycją? - uniosła delikatnie brew, powstrzymując uśmiech, który cisnął jej się na wargi.- Skoro twierdziłeś, że masz wolne resztę dnia to chętnie jeszcze gdzieś wyskoczę – dodała. Nie chciała wracać do Hogwartu, wolała najbliższe godziny spędzić z Vlado, poznać go lepiej, porozmawiać nawet o niczym. Odsunęła się od Abraksana, który parsknął, chyba niezadowolony z braku uwagi już, i podeszła bliżej profesora.- Faktycznie, z dwojga złego to już wolę deportację – przyznała. Sieć Fiuu mimo rozległego zasięgu to i tak była ograniczająca i nie bardzo lubiana przez samą Leę.

    Już jest zdecydowanie lepiej ;) Okej, martwić się nie będę, chociaż wolałabym odpisywać częściej, niż mi zajęcia pozwalają by akcja i relacja poszła już daaaaaalej ;p

    Lea

    OdpowiedzUsuń