15 czerwca 2016

Strach przed imieniem wzmaga strach przed samą rzeczą

Vladimir Karkarow
Kamøyvær, Norwegia, lipiec 1996 r.

Budzisz się w środku lata, otoczony chłodem północnej, norweskiej zimy, w której maleńkie płatki śniegu szczelnie otulają błyszczące szyby drewnianych okien; starych, jak stuletni dom, którego antyczna podłoga skrzeczy wraz z ciężkim krokiem nerwowego ojca. Mosiężny stukot czarnych buciorów pulsującym echem odbija się w twojej głowie – w towarzystwie pluszowego smoka, kurczowo zaciskasz dłonie na gładkiej gramaturze pożółkłej, miękkiej pościeli i zamykasz oczy wiedząc, że to ciemność jest tym, co cię ochroni. Pamiętasz? Uciekałeś do niej w każdym złym śnie. Obrałeś ją sobie jako błogi, cichutki azyl identycznie jak twój ojciec. Jak ten zapluty łachudra Igor, chodzące ścierwo, mające czelność chlapać o pobratymcach pod okiem surowego Wizengamotu.
Przenikliwe, głośne kroki nadal nie dają ci spokoju, nawet pod aurą pokojowej ciemności; serce łomocze naładowane niezliczoną ilością brutalnego strachu, który usilnie stara się rozerwać ci to cholerne lewe płuco. Zdajesz sobie sprawę, że były więzień Azkabanu zmierza właśnie do ciebie i świadomość ta napędza cię zwykłym, błahym strachem, nad którym jeszcze nie panujesz. Jesteś jego synem, a lękasz się, tak, jak gdybyś miał się spotkać z tym, którego imienia nie wolno wymawiać – tak, dokładnie z tym, o którym tatuś opowiadał ci nim zacząłeś rozumieć, co to życie.
Mamo - cichutko padło z twoich zaciśniętych, suchych ust, gdy podłoga ugięła się pod ciężarem przemierzającego bluźnierstwa. Ona jest bezpieczna, bo żyje twoim szczęściem i nadzieją, że zaczniesz dostrzegać światło i czerpać z niego energię; nie to co Igor. Ale nie martw się – on się boi bardziej niż ty. Wiesz dlaczego? Bo wie, że umiera; wie że go znajdą – już za chwilę ziści się sen Barty'ego Crouch Jr.
Wąska struga światła rozświetliła twoją młodą, niewinną buźkę, a dźwięk skrzypiących drzwi ubrał twe delikatne, chłopięce ciało w masę rwących dreszczy – udajesz więc, że śpisz, bo tak jest prościej. Że nie czujesz, nie słyszysz i że nie widzisz, choć łapczywie próbujesz oddychać, zmagając się z siłą strachu, która skutecznie zaczyna tobą władać. Wijesz się w środku pod jej ciężarem nie rozumiejąc, że ojciec przyszedł się pożegnać. On cię nie kocha, nie łudź się – pokłada w tobie nadzieję, żebyś nigdy nie zawiódł ich tak, jak uczynił to sam.



... opowieść o życiu.


...



Od ośmiu lat smokolog z powołania w Biurze Wyszukiwania i Oswajania Smoków, od lat trzech auror w Ministerstwie Magii, od lat dwóch nauczyciel Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami i od lat osiemnastu w progach czystokrwistych czarodziejów. Wychowanek Domu Węża, któremu od zawsze towarzyszy sztywna, mierząca dwanaście cali różdżka z drzewa grabu, wzmocniona włóknem smoczego serca. Kiedy po nocach śnił mu się bogin, za dnia zwalczał go błyszczący patronus, by po bitwie na czterech łapach zasilić szeregi domostwa w obrzeżach Hogsmeade. Urodzony w norweskim Kamøyvær dnia dziesiątego grudnia roku dziewięć cztery, syn tego śmierciożercy, pan Fausta i Runy. Emocjonalny analfabetyzm skryty pod lodowatym błękitem tęczówek i kurtuazyjna acz uwierająca szczerość, rozlana po mierzącej metr osiemdziesiąt sześć posturze. Synestetyk z pamięcią ejdetyczną.

... szczegółowe informacje.
... relacje.
... napisane.

Na wstępie gratuluje tym, którzy przebrnęli przez całość i dziękuję, zalecam najechać na trzykropek.
Senstyment mnie przezwyciężył. Karkarow wraca z wakacji nieco odświeżony, ale ci co go znają nie muszą spodziewać się żadnych radykalnych zmian! W tytule odezwał się sam Dumbledore, poniżej młody Seneka, zaś twarzą tego pana gospodaruje niezmiennie Brock O'Hurn. Lubimy poplątane relacje i akcję w wątkach, która nie stoi sobie w miejscu. Bierzemy niemalże wszystko i wolimy zaczynać, ale bywa również tak, że sypniemy jakimś pomysłem. Na ten czas 0/3 wątki, choć za chwilę i tak szlag trafi te limity.
Piszmy i radujmy się!


zdaniezlozone@gmail.com

19 komentarzy:

  1. [Witam ponownie! Vlado rzeczywiście nie było troszkę wśród nas, ale cieszę się bardzo, że powrócił i to jeszcze w takim stylu! Karta jest świetna, zazdroszczę umiejętności do ich tworzenia, bo poprzednie też reprezentowały wysoki poziom. Życzę powodzenia! ;)]

    Jemma/Molly/Maxine

    OdpowiedzUsuń
  2. [Vladimira kojarzę, choć nigdy nie miałam przyjemności prowadzić z nim wątku. Zawsze miło jest patrzeć, jak starzy autorzy powracają na bloga, zwłaszcza w takim stylu. Karta urzekła mnie całościowo i pochłonęła bez reszty (choć małą czcionkę odrobinę niewygodnie się czyta, szczególnie z bolącą głową), ale faworytem jest pierwszy fragment, jeszcze z Norwegii. Każdy inny jest również wciągający, ale ten emocjonalnie czułam najmocniej i kupiłaś mnie nim bezsprzecznie na bardzo udane dzień dobry. Karkarow zdecydowanie nie jest łatwą postacią, ale przez to tak fajną i intrygującą. Jeszcze nie jestem pewna, co by wynikło z jego spotkania z Milliesant, ale korci mnie niesamowicie, żeby się przekonać, także zapraszam. W razie chęci zmarnowania jednego wątku na nasze przymilne mruczenie, Pokój Wspólny Slytherinu stoi dla Was otworem. ;)
    Cześć!]

    Milliesant Lloyd

    OdpowiedzUsuń
  3. [Urocza, mówisz? No, dla wcale nie tak trudnego do strawienia Karkarowa mogłabym zmusić ją do paradowania z błockiem na twarzy codzienne, ale... nie muszę. Robi to i bez mojej pomocy, ma dryg do roślin dziewczyna i lubi grzebać się w ziemi, więc jak Vlado ma ochotę, to sobie może na nią patrzeć między lekcjami do woli, pewnie nawet dziewczyna nie zauważy. ;D Cieszę się szalenie, że udało mi się zaskoczyć i przełamać stereotyp zUego Ślizgona. Nie lubimy się z nim szczególnie (choć jeszcze mocniej drażni nas Puchon-pierdoła) i ze wszystkich sił starałam się, aby koniec końców Lloyd go nie powieliła, bo to naprawdę nie jest złe dziewczę; skupione na własnych celach, tak, ale wydaje mi się, że przy odrobinie dobrej woli da się ją lubić. W każdym razie bardzo bym chciała, żeby tak było.
    Tekst jest ukryty, więc na dobrą sprawę jego ilość nie atakowałaby się aż tak mocno, przynajmniej na pierwszy rzut oka, bo po rozwinięciu ktoś faktycznie mógłby mieć sporą niespodziankę. :D Panna Lloyd z przyjemnością porwie się z profesorem, więc z zaproszenia korzystam z szerokim uśmiechem. Postaram się jutro przypałętać z czymś na maila, acz gdyby Tobie wpadło coś do głowy wcześniej ― lamy.w.czapkach@gmail.com ― o, tutaj śmiało możesz się tym ze mną podzielić. Jestem otwarta, a pod mailem dostępna z reguły nawet, kiedy śpię (pewnie dlatego nigdy się nie wysypiam), więc jest duże prawdopodobieństwo, że nie będziesz musiała zbyt długo czekać na odpowiedź. :) A w imieniu Millie serdecznie dziękuję za tak trafne życzenia!]

    Milliesant

    OdpowiedzUsuń
  4. [Ojajku jajku! Żyjesz <3 Ja powoli też wracam do życia, chodź! ;)]

    Ethel/Lucy

    OdpowiedzUsuń
  5. [Rodzina Wandy pozostawia wiele do życzenia ale to całkiem przyjemni ludzie, jak się ich pozna i ma się zaprawioną w boju wątrobę :)
    Z mojej strony ogę powiedzieć, że zachwycam się Vladimirem i widzę pewne podobieństwa charakteru. Na pewno się odezwę, jeszcze dzisiaj tylko muszę pomyśleć nad jakimś wątkiem. Dzieli ich tylko kilka lat, więc, Wanda mogłaby go kojarzyć. Pomyśle i na pewno się odezwę!]

    Wanda V.

    OdpowiedzUsuń
  6. [Jeszcze nie wiem, ale coś robimy na pewno więc już sobie zajmij jedno miejsce w tym limicie. Chyba mam pomysł... Możemy sobie rozegrać wątek wakacyjny już! Nie wiem czy pamiętasz, ale ojciec Avalon wysłał ją do dziadków. Moore mogłaby się zbuntowac i uciec, ale nie za bardzo miałaby do kogo pójść. Mogłaby się pałętać po mieście i wpadła by na psora. A co później, to w sumie wyjdzie w wątku :D jak coś to mogę jeszcze pomyśleć nad czymś innym :)]

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  7. [Może być wieczór a miasto... Myślę, że możemy zostać przy Londynie. Chyba, że jakimś cudem Kardamon znalazłby się w Seoulu ;) w sumie to mi to bez różnicy :)]

    Avie

    OdpowiedzUsuń
  8. [urzekające spojrzenie i piękna karta.
    podziwiam. po prostu wow.]

    Maya Weiner.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [o. komentarze zbiegły nam się chyba w czasie. :D niemniej bardzo dziękuję za miłe słowa – to fakt, Maya postawiła sobie za cel nie dać się złamać i uparcie do tego dąży. c:]

      Usuń
    2. [chęci jak najbardziej mi dopisują, a skoro pan Karkarov uczy Opieki, która przypadła Mayi do gustu, to mogłaby bardzo zabiegać o uwagę profesora, chcąc dać się poznać od jak najlepszej strony, jako wybitna uczennica. :)]

      Usuń
  9. [Trochę pomyślałam, przeszłam się i mam! Otóż, Wanda ma pewne zamiłowanie do smoków oraz zwierząt różnego sortu. Mogłaby spędzić popołudnie obserwując nowe zajęcia (jako że sama niedawno przybyła do Hogwartu) ALBO jeżeli to brzmi ciekawiej Vladimir mógłby nakryć ją na rozmowie z centaurami w lesie i mogliby się zetknąć w jej drodze powrotnej. Co Ty na to?]

    Wanda V

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiedy Wanda uczęszczała do Hogwartu ubrana w szaty oraz dumnie nosząca herb swojego domu, nie wyróżniała się niczym szczególnym. Podobnie teraz, była tylko pyłkiem kurzu wirującym w dusznych korytarzach. Niezauważalny cień chadzający po zamku, zajmujący się swoimi sprawami. Miała oczywiście swoją grupę przyjaciół, którzy wraz z zakończeniem edukacji stwierdzili, że utrzymywanie kontaktów z małomównych chudzielcem jest zbyt wymagające, a swój czas muszą poświęcić na sprawy niecierpiące zwłoki. Miała także swoje drobne miłostki, kończące się zawsze tak samo: na krytyce jej sposobu bycia i przejściu na model znacznie głośniejszy i weselszy. A Wanda była przecież wesołą osobą. Całkiem zabawną jeśli dać jej szansę. Nigdy nie miała nikomu za złe ich braku zrozumienia i niecierpliwości, sama pewnie dałaby spokój, gdyby nie to, że nie ma jak uciec przed samą sobą.
    Dzięki uprzejmości swoich rówieśników miała za to szansę rozwijać swoje hobby, w których centrum znajdywała się Matka Natura. Wandę fascynowała flora i fauna, które systematycznie dokumentowała w swoim zeszycie, przeczesując starannie tereny zamkowe. Nie przejmowała się ograniczeniami typu "nie wchodź do Zakazanego Lasu" czy "nie karm nieznanych zwierząt". Była ostrożna, ale nie popadajmy w paranoję. Jak miała się czegokolwiek nauczyć jeśli nie miałą praktyki?
    Jej największą pasją był jednak kosmos, konstelacje, wszystko co związane ze światem Ponad. Na te sprawy miała zupełnie osobny zeszyt, a oba nosiła nieprzerwanie, na wszelki wypadek jakby cudem przydały jej się wszystkie zawarte w nich informacje.
    Już w przedostatnim roku szkolnym odkryła, że najwięcej wiedzy na tematy planet posiadały centaury, dumna i dość zarozumiałą rasa. Trudno było zyskać ich zaufanie na tyle, żeby w ogóle Wanda mogła wchodzić na ich tereny (drugiej strony prawy centaur wierzy, że każdy teren należy do niego). Jej największym triumfem okazał się moment kiedy zaczęły się do niej odzywać na tematy inne niż wielce kreatywne sposoby jak mnie ukarzą za tą niespotykaną bezczelność. Wraz z końcem swojej edukacji, udało jej się znaleźć kilkoro "przyjaciół" i z wielkim trudem zacząć wymieniać się informacjami wszelkiego typu. Dzisiejszy wieczór był chłodny, a centaury nerwowe, więc Wanda chcąc, nie chcąc, musiała odejść z pustymi rękami. Dowiedziała się paru interesujących plotek ale nic co mogłaby wykorzystać.
    Słysząc męski głos w ciemnościach prawie się nie wzdrygnęła i uniosła wzrok. Mężczyzna stojący przed nią miał włosy prawie tak długie jak ona i oczy które przebijały ją na wylot. Oczywiście że go kojarzyła.
    -Vladimir- przywitała się uprzejmie. -Właściwie jest troszkę chłodno, szczególnie o tej godzinie w Zakazanym Lesie. Ty to doskonale wiesz.- dodała po chwili po czym przygryzła wargę. Za dużo informacji, jeszcze pomyśli, że go śledzę. Wzmianka o centaurach nie wybiła jej z rytmu chociaż nie spodziewała się, że ktoś im się przygląda.
    -Z centaurami? Nie jestem pewna czy wiem o czym mówisz...

    [no no, tekst mi ucięło]

    Wanda V

    OdpowiedzUsuń
  11. Karkarow. Nazwisko które budziło grozę starych lat. Co prawda mężczyzna który je nosił był...łagodny. Zupełnie niepodobny do swojej krwi. Z drugiej strony Wanda nie mogła mówić dobrze o sobie, gdyż jej rodzina także miała sporo brudnych sekretów, zmiatanych pod dywan. Nie było to nic czym warto byłoby się chwalić i spodziewałą się, że skoro przez tyle lat nic nie wyciekło, teraz też nie powinna mieć z tym problemów. Za to mężczyzna przed nią, jeszcze przez długi czas będzie zmagać się z niesprawiedliwym osądem.
    Wanda kojarzyła Vladimira bardzo dobrze. Pamięta, jak przybyła do Hogwartu i połowa dziewczyn z jej klasy zachwycała jego, wtedy już długimi włosami i pięknymi oczami. Tak, ten człowiek miał większość cech które pozwalały mu zakręcić w głowach nawet najmniej zainteresowanych płcią przeciwną osobach. Ona także nie była inna, Vladimir imponował jej niezmiernie. Co prawda nie wyglądem, ale tym jak chłonął wiedzę. Nauczyciele rozpływali się nad nim i jego zdolnościami, a Wanda gryzła ołówki starając się chociaż odrobinę dorównać jego imieniu. Patrzyła teraz, na obiekt swoich intelektualnych westchnień i niezdarnie dobiegła do niego, by móc z nim się zrównać.
    Nie była ona niska, a jednak Vladiir górował nad nią. Zadzieranie głowy nigdy nie było dla niej problemem i w pewnym sensie sprawiło jej satysfakcje. Mogła celować głowę tak gdzie zawsze chciała. Na wzmiankę o centaurach uśmiechnęła się nieśmiało. -Nie jest problemem coś z nich wyciągnąć, problemem jest co musisz im zaoferować w zamian. - powiedziała tajemniczo. Trudno było określić te stwory jako jej przyjaciół ale mozolnym tempem zmierzała w tym kierunku. Co prawda, centaurom brakowało ogłady i ponimo ciągłego przedstawiania się, nazywali ją Chwastem. Najpiewniej przezwisko to uzyskała dlatego, że uparcie przychodziła w to samo miejsce, a oni równie uparcie starali się ją wyplenić. Poza tym to i tak lepsze przezwisko, niż ich poprzednie pomysły.
    -Idziesz w stronę zaku? Pozwolisz, że przejdę się z Tobą, niebezpiecznie chodzić kobiecie samotnie po Zakazanym Lesie.- zaczepiła Wanda opatujając się szalem. Nie była pewna na co liczyła, ale usłyszała trzask zazdrosnych serc je koleżanek z przeszłości.
    -Co pan tu robi panie Vladimirze? Chyba nie śledziłeś nie od początku?

    Wanda V

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [oczywiście, telefon nie ułatwia pisania i już widzę jakieś literówki ;_;]


      Wanda V

      Usuń
  12. Na dźwięk tego oskarżenia Wanda wzruszyła ramionami uśmiechając się. Większość nauczycieli nie patrzyła się przychylnym wzrokiem na relacje nauczycielki z centaurami. Uważali to za co najniej niepokojące a ona sama wiele razy lądowała u opiekuna domu na pogadance, że ten swoisty sojusz nie powinien istnieć. Oczywiście było to zanim Wanda zaczęła uczyć. Jej rodzina niespecjalnie interesowała się jej postępami w Hogwarcie, z całego rodu tylko matka ukończyła szkołę, ojciec zrezygnował po IV roku gdy na horyzoncie pojawiła się praca przy smokach. Jego ojciec pożegnał się ze światem żywych, a to znaczyło, że nowy szef musi się stawić. A kto lepiej nadawałby się do tej pracy jak jego własna krew i ciało?
    Najstarszy brat Wandy tylko czekał aż staruszek kopnie w kalendarz i zwolni miejsce na szczycie.
    Listy z upomnieniami nie dawały stosownego efektu, a nauczyciele w końcu pogodzili się z dziwnymi nawykami dziewczyny.
    -Może trzeba było coś podsłuchać, może w końcu byś się czegoś nauczył.- dogryzła najzdolniejszemu uczniowi swego czasu kobieta. Wanda miała niemały kłopot z odnalezieniem się w Hogwarcie. Nawet teraz, kiedy uczyła, inne osoby znały się dobrze, a ona jak zwykle była gdzieś z tyłu, kompletnie odseparowana od tłumu poklepujących się po plecach znajomych. Dlatego, gdy usłyszała, że Vladimir kieruje się do Hogsmeade, zapragnęła jeszcze przez chwilę znaleźć się w tym ich świecie. -Właściwie, jeśli brakuje ci towarzystwa, mogę pójść z tobą. Dzisiaj centaury wolały złowróżyć niż podzielić się czymkolwiek interesującym. Miło jest spędzić czas z kimś kto nie ma kopyt.
    Na pytanie o biurko uśmiechnęła się trochę szerzej, a jej krok zyskał na sprężystości.
    -O wiele lepiej niż jak lądowałam przed nim. Co prawda, Astronomia to nie Opieka nad Magicznymi Zwierzętami. - zaczęła. Fakte jest, że uwielbiała wszelkie zwierzęta i często zakradała się na zajęcia Vladimira, żeby posłuchać czegoś ciekawego. Nieważne, ze część z jego wykładów znała na pamięć, tak często tam chodziła. Starała się zwykle siadać w niedalekim oddaleniu, z książką, której strony nigdy nie przewracała. Nie chciała przeszkadzać, no i nie potrzebowała łatki dziwaka.
    -Zajęcia mam zwykle wieczorem, ale są one zupełnie uzależnione od pogody. Kiedy pada albo są chmury zajęć nie ma, a ja robię co chcę. To bardzo wygodne.- mówiła. Osobiście wolałaby żeby zawsze była idealna pogoda na zajęcia ale nie można chcieć wszystkiego.

    Wanda V

    OdpowiedzUsuń
  13. [mi się taki plan bardzo, bardzo podoba. :) mniemam, iż mam zacząć? czy będzie problemem, jeśli to nastąpi za kilka dni? c:

    PS przepraszam, nie zauważyłam wcześniej Twojego komentarza. zrzućmy to na moją ślepotę!]

    Maya Weiner.

    OdpowiedzUsuń
  14. [Tak się właśnie zastanawiam, ale myślę, że ten poprzedni wątek był całkiem, całkiem. Chyba możemy go sprawnie dokończyć, jakiś smok, mała walka, może któreś się zrani, ale znajdą to, co chcieli, a później założyć, że przez różne zawirowania nie widzieli się jakiś czas, bo mojej zielarki nie było w Hogwarcie. Ethel będzie na pewno potrzebowała pomocy i wsparcia Vladimira, bo wyjechała ze szkoły z powodu śmierci ojca (nawet napisałam notkę! :D) i teraz wróciła, ale w kiepskim stanie. Co Ty o tym myślisz? Jak już nie pamiętasz/nie czujesz/nie chcesz tamtego wątku to też możemy puścić w niepamięć, uznać, że wszystko się udało i wylądować w teraźniejszości ;)]

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  15. Dojadając kanapkę położyła przed Vladem mapę. Kolorową kredką zaznaczyła obszar, który podejrzewała, oraz trasę do niego. Widząc spojrzenie Karkarowa, wzruszyła tylko ramionami.
    -Pod ręką miałam tylko jasnozielony – wytłumaczyła się, czując, że policzki jej różowieją. Tak często walczyła z dziecięcą częścią swojej duszy, tak rzadko ją pokazywała. Chyba nie chciała, by widziano w niej nieporadną dziewczynkę. Choć zadzierała nosa i wszem wobec dawała po sobie poznać, że radzi sobie sama, to jeszcze nie wiedziała, że niedługo będzie potrzebowała więcej wsparcia niż kiedykolwiek wcześniej.

    ***

    Spakowani ruszyli wystarczająco wcześnie, by uniknąć największego słońca, ale i tak było niewymownie ciepło. Ethel poszła po rozum do głowy i zawiązała na ciemnych włosach chustkę. Upewniła się, że wszystko, co potrzebne, ma już ze sobą, ale po drodze nerwowo upewniała się trzy razy, wypytując Vladimira o różne rzeczy.
    Gdy zbliżali się do czerwonego masywu, piasek również ciemniał. Ethel nie wiedziała czy jej się wydaje, czy powietrze zrobiło się gęstsze. Czerwona skała, choć nie była zbyt blisko, była nierówna, jakby na jedno wzgórze składało się kilka mniejszych, była pełna potężnych rozpadlin, w których mogła zbierać się woda.
    -Myślisz, że jesteśmy blisko? – spytała, mimowolnie zniżając głos do szeptu. Czuła pewne napięcie w powietrzu, jakby zbliżali się do miejsca, w którym nie są specjalnie mile widziani. Mówi się, że kobieca intuicja to pic na wodę, ale stażystka nie mogła wyzbyć się wrażenia, że robi się niebezpiecznie. Spojrzała jeszcze raz na wzgórze. W tych rozpadlinach i jaskiniach mogło się czaić dużo więcej, ale w tej kwestii Ethel ufała już w stu procentach Vladowi. Napiła się kilka łyków wody, jakby podświadomie szykowała się na dodatkowe zużycie energii. Zacisnęła dłoń na różdżce, choć doskonale wiedziała, że w razie czego raczej się nie przyda. Na jaskrawym, jasnym niebie póki co nie pojawiły się żadne, niebezpieczne, ciemne kształty.

    Ethel

    OdpowiedzUsuń