4 października 2015

We all look at the same sky

Amy McNair
VI rok w domu Godryka Gryffindora. Od samego początku jej entuzjazmu po znaczącej decyzji Tiary Przydziału nie podziela zawiedziony ojciec. Krew czysta. Różdżka panny McNair jest za to odpowiednio giętka, wynosi 11 i ⅗ cala. W całości została wykonana z klonu, a rdzeń to włos z głowy Kelpii. Boginem woli się z nikim nie dzielić. W końcu nie ma się co chwalić tym, że największym lękiem może być usłyszenie wywodu na temat tego jak bardzo zawiodło się własną rodzinę, czyż nie? Patronus przybiera postać nietoperza. W tym roku ma nowego pupila, Pana Monsieur.
Jako jedyne dziecko rodu szanujących się czarodziejów, których krew jest czysta od kilkunastu pokoleń należy liczyć się z pokładanymi nadziejami i wysokimi wymaganiami. Już od najmłodszych lat wpajano jej zasady zachowania w towarzystwie. Pamięta doskonale pierwsze lekcje ze swoim ojcem. Pan McNair to w końcu szef Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof. Zawiodła go na całej linii, gdy zamiast trafić do Slytherinu jak on czy Ravenclaw jak jej matka została przydzielona do Gryffindoru. Dla pana McNaira ma to jednak kluczowe znaczenie. Od tamtej pory Amy stale musi mu imponować, co graniczy z cudem. Przez pierwsze dwa lata nauki przykładała się do edukacji bardziej niż nie jeden Gryfon, ale nie zostało to w żaden sposób docenione. W końcu przestała dbać o zdanie swojego ojca i jego niezbyt przychylne spojrzenia. Nie wiadomo czy stało się tak za sprawą zmian w jej silnym charakterze czy to jedynie wina tego łobuza – Albusa Pottera. Amy zawsze sprawiała wrażenie poukładanej i pełnej pomysłów czarownicy, która najlepiej odnajduje się na eliksirach i zaklęciach. Nie przepada za wróżbiarstwem, które uważa za stratę czasu. Na pierwszym roku była nieśmiałą blondynką, ale teraz nie ma nawet porównania z tą samą, acz ciskającą zręcznie ironicznymi uwagami dziewczyną. Jak przystało na Gryfonkę odwaga wypowiadania swojego zdania i szczerość nie są jej obce. Daleko jej od odgórnych osądów i w wydawaniu opinii stara się być sprawiedliwa. Panna McNair wyjątkowo nie przepada za kłamstwem i nadmiernym byciem miłym. Cierpliwie dąży do wyznaczonych sobie celów i jest bystrym obserwatorem. Choć nie chciałaby utknąć gdzieś na stołku w Ministerstwie Magii to nikt nie chce uwierzyć w to, że Amy w przyszłości zostanie wytrwałym smokologiem. W większości przypadków stara się podejmować racjonalne decyzje, w co niekoniecznie zalicza się wydawanie wszystkich oszczędności w Hogsmeade, to w dalszym ciągu na drodze przy ślęczeniu nad książkami zazwyczaj stoi jej najlepszy przyjaciel. I zapewne dlatego nigdy nie traci dobrego humoru. Nie należy pominąć faktu, że w przeciągu tych sześciu lat miała jedną starą sowę i dwa szczury, które zniknęły w niewyjaśnionych okolicznościach. Na pewno nie podczas prób transmutacji, proszę mi wierzyć... 



Powiązania        

_____________________________________
Wiem, wiem panie nie są tak popularne 
i  rozchwytywane jak panowie, ale... 
Liczę, że mimo to jakoś mnie przyjmiecie c: 

16 komentarzy:

  1. [Witamy na blogu i życzymy udanej zabawy :)]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i mam nadzieję, że będzie bardzo udana c:

      Usuń
  2. [Nazwisko ciągle mi się myli z Macnair, ale Amy chyba z Waldenem nic wspólnego nie ma, nie?

    Cześć, witam na blogu, życzę dobrej zabawy. ;)]

    Westmore

    OdpowiedzUsuń
  3. [Chęci na wątki u mnie są, ale z góry wiem, że czasu nie ma (ach, studia, studia, te wspaniałe studia). Więc tylko siedzę na blogu, czaję się po kątach i staram się witać nowych autorów, a zwłaszcza panie, bo nawet jeśli wątku zaproponować nie mogę, to zawsze komuś miło, że został przywitany. ;)]

    OdpowiedzUsuń
  4. [cześć, dzień dobry! bardzo fajnie wykreowałaś tą panią i współczuję jej serdecznie, bo to na pewno ciężko, mieć takich wymagających rodziców. nie wiem, czy nasze panie się dogadają, bo ja tworzę same depresyjne postacie, niemniej jakbyś miała ochotę... :)]

    Olivia Wardhill&Midnight Salander (w szkicach).

    OdpowiedzUsuń
  5. [Witam serdecznie i życzę wielu wątków oraz wytrwałości :) W razie chęci zapraszam pod kartę Jamesa]

    James Potter

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Taka ślicznotka z niej. - jakby powiedział Ignis :D Witam i w razie jakichś popapranych pomysłów, zapraszam do mnie ;) ]

    Ignis Femoris

    OdpowiedzUsuń
  7. [Och, dziękuję za miłe słowa <3 Co do relacji, poszłabym w coś neutralnego. James jej raczej nie pokocha i nie znienawidzi (chyba, że mogłaby coś zmalować, ale to już twoja inwencja :D).]

    James

    OdpowiedzUsuń
  8. [wydaje mi się, że Amy i Olivia to dość osobliwe połączenie. moja panna strasznie depresyjna jest, ale swoje w życiu przeszła i ciężko jej się dziwić. hm, mam taki pomysł, że może Twoja pani przyuważyłaby gdzieś w pustym korytarzu Olivię szarpiącą się z Isaakiem? jego nie zdołałaby złapać, ale mogłaby dopaść Liv i podopytywać się, czy wszystko okej i w ogóle. o ile to taki typ człowieka, nie wiem, Gryffindor zazwyczaj mi się z takimi osobami trochę kojarzył. :D]

    Olivia.

    OdpowiedzUsuń
  9. [ A masz jakieś kategorie w zanadrzu? Jeśli tak, to chętnie wysłucham, bo ja chyba zostałam wypalona z pomysłów na dzień dzisiejszy... Zbyt dużo na głowie :< ]
    Ignis Femoris

    OdpowiedzUsuń
  10. Sam nie wiedział, co go wtedy podkusiło na spacer po błoniach. Przyzwyczaił się już do tego, że nie może spać, ale zaczynało go to powoli męczyć. Niemożność wyjścia gdziekolwiek, jeśli człowiek po prostu nie jest w stanie zasnąć, potrafi być wyczerpująca i po prostu frustrująca. Użył zaczarowanych monet wynalezionych przez najlepszą przyjaciółkę jego ojca w czasach szkolnych do skontaktowania się z Amy. Jeśli by spała, i tak by nie odpowiedziała. A jednak, otrzymał od niej odpowiedź po kilku minutach, co mogło znaczyć dwie rzeczy – albo wyczekiwała wiadomości od niego, albo przypadkiem spojrzała na przedmiot.
    To jednak było nieważne. Ważne było to, że włóczyli się poza zamkiem w środku nocy mimo wyraźnego zakazu. I nauczycielom już nawet nie chodziło o łamanie regulaminu, a o środki bezpieczeństwa. Dlatego też Albus nie do końca rozumiał pomysł wysłania ich do Zakazanego Lasu, jednak nie mógł się sprzeciwiać, prawda?
    Westchnął cicho, stając przed rozpościerającym się przed nimi lasem i wpatrując się w rozciągającą się przed nimi ciemność. Zastanawiał się, jak to możliwe, że korony drzew były tak gęste, że nie przedzierało się przez nie nawet światło Księżyca w pełni. Spoglądał to na Amy, to na gajowego. Miał nadzieję, że McNair nie ma mu za złe nocnego wypadu, który zaowocował w tak surowy szlaban. Bo Albus nie chciał się przyznać, ale wizja wejścia do Zakazanego Lasu w środku nocy wywoływała u niego dreszcze, mimo że już wcześniej to robił.
    Pracownik Hogwartu szybko wyjaśnił im, po co właściwie zmierzają w legowisko leśnych potworów i najdziwniejszych stworzeń, by następnie bez uprzedzenia ruszyć przed siebie, unosząc jedyne źródło światła – lampę.
    Potter zrobił kilka kroków do przodu, by następnie ominąć wystający korzeń, o który z łatwością mógłby się przewrócić i wybić sobie zęby na kamieniu leżącym nieco dalej. Świetnie! Jeśli się nie zabiją, to będzie to wielki sukces.
    – Przecież nie musiałaś iść! – Ściągnął brwi niczym naburmuszone dziecko, jednak po chwili zdał sobie sprawę z tego, jak musi wyglądać, więc przestał robić miny. Uśmiechnął się ledwie widocznie. – Ale nie powiesz mi, że śpiewające nocą trytony nie były ciekawe.
    Przypomniał sobie ledwie słyszalną pieśń trytonów żyjących w Hogwarckim jeziorze, którą tak naprawdę można było usłyszeć tylko wtedy, gdy stanęło się wystarczająco blisko brzegu i wsłuchiwało uporczywie w otaczającą zewsząd ciszę. Cicha melodia zaczynała dochodzić do ludzkiego ucha dopiero gdy słuchacz był w pełni skupiony. Niestety, w ich przypadku koncert zakończył się w momencie, gdy poczuli na swoich ramionach silne ręce profesora numerologii. W tamtym momencie Albus zorientował się, że sytuacja w świecie czarodziejów jest na tyle poważna, że nocami nauczyciele patrolowali okolicę, zmieniając się co parę godzin. Nie powiedziano mu tego, jednak nietrudno było się domyślić.

    Marudzący Albus

    OdpowiedzUsuń
  11. [ Ten wspólny wróg chyba najbardziej mi przypasował, bo przecież to chyba łączy najbardziej a przynajmniej tak stwierdzam na własnym przykładzie. :D Tylko musiałybyśmy jakoś ukierunkować tego wroga. Kurcze, masz może gg? Byśmy się dokładniej dogadały, bo trzeba to chyba omówić tak na spokojnie i w ten sposób chyba szybciej nam to pójdzie. Odezwij się do mnie - 2219544 ]
    Ignis Femoris

    OdpowiedzUsuń
  12. [Podoba mi się pierwsza propozycja. James byłby jak najbardziej skłonny do jakichś nocnych przechadzek.
    Relacja między Jamesem a Albusem jest, krótko mówiąc, niezbyt dobra, więc tutaj też można coś wymyślić. Możliwe, że on będzie ją trochę wypytywał o Albusa, czy coś. Jak ci pasuje, to mogę jutro/lub w czwartek coś zacząć.]

    OdpowiedzUsuń
  13. [Nie sądzę, że panie są mniej rozchwytywane. Zależy od stworzonej postaci i pomysłów autora :) Witam bardzo, bardzo serdecznie i życzę udanych wątków!]

    Solene Mulciber / Ashton Wardhill / prof. Lorelle Welsh

    OdpowiedzUsuń
  14. [Wraz z moim ziemniaczkiem bardzo dziękujemy za miłe słowa ^^
    Ja nie mam problemów z żadnymi wątkami xd No, może z ich wymyślaniem, ale gdyby jakiś pomysł się pojawił - ja bardzo chętnie ^^]

    Peggy

    OdpowiedzUsuń

  15. James nie lubił tracić okazji do dobrej zabawy. Dlatego obraz całkiem pustego zamku, z tyloma tajemnicami do odkrycia, bardzo go kusił, gdy leżał w swoim łóżku w dormitorium. Nie miał pojęcia, co jego współlokatorzy mieli zamiar robić tej nocy, ale on osobiście nie miał ochoty na sen. I tak zbyt dużo myśli kołatało mu się po głowie, by mógł tak po prostu zasnąć. Poza tym, łamanie regulaminu zawsze dodawało nudnemu życiu trochę dreszczyku emocji i adrenaliny.
    Podniósł się, starając się nie hałasować, i wymknął się z dormitorium. Pokój Wspólny był pusty i ponury, czyli tak jak zwykle w nocy. Ślizgoni nie mieli w zwyczaju spędzać tam czasu o takich godzinach, częściej się wymykali. James doskonale ich rozumiał. Sam także niezbyt lubił zimne wnętrze tego pomieszczenia. Chociaż i tak było lepsze niż to kolorowe i cieplutkie w Pokoju Wspólnym Gryfonów. Lily opisała mu kiedyś cały wystrój Pokoju, i aż się wtedy wzdrygnął. Wysłużone fotele i pełno dywanów. Ugh.
    Zamek był cichy i pusty, czyli taki, jaki powinien być w środku nocy. James najpierw skierował się w stronę kuchni, ale zaraz stwierdził, że skrzaty domowe mogłyby później komuś powiedzieć, że James Potter kradnie jedzenie. Niektórzy mieli z nimi układy, ale on nie należał do tych, co to się bratają z tymi stworzeniami. W przeciwieństwie do ojca, bo on miał do nich słabość. Może dlatego James nigdy za nimi nie przepadał.
    Dźwięk zbliżających się kroków wyrwał go z zamyślenia.
    - Wiem, że tu jesteś! - rozległ się szorstki głos woźnego.
    Och, naprawdę? Zamek jest ogromny, a on musiał się pojawić akurat tutaj? Chyba trzeba być Potterem, żeby tak przyciągać do siebie kłopoty. James zaklął cicho pod nosem i skierował się w drugą stronę. Miał nadzieję, że nie zostanie przyłapany na gorącym uczynku, bo już prawie skończył tą cholerną szkołę i nie miał ochoty zostać wyrzucony na ostatnim roku. Sześć lat wodził woźnego za nos, to by było żałosne, gdyby teraz wpadł.
    James chciał skręcić kilka razy, by może jakimś cudem zgubić woźnego w labiryncie hogwarckich korytarzy, ale nie dane mu było w spokoju uniknąć kary. Dosłownie wpadł na kogoś, ledwo powstrzymując się od krzyku. W półmroku zauważył tylko jasne włosy, ale woźny znowu zaskrzeczał coś tym swoim rozbawionym tonem, więc James wciągnął dziewczynę do najbliższej klasy. Po cichu zamknął drzwi i odwrócił się do niej.
    - Amy? - zdziwił się, rozpoznając dziewczynę.
    Znał ją z widzenia, kilka razy widział ją w towarzystwie swojego brata. Zdawał sobie sprawę, że ona mogłaby wiedzieć coś o ostatnim dziwnym zachowaniu Albusa. Ale do tej pory jakoś nie było okazji, by o to zapytać. Proszę bardzo, chyba spadła mi z nieba. Uśmiechnął się do niej figlarnie i zerknął na zamknięte drzwi.
    - Chyba musimy współpracować, panno McNair - szepnął, gdy głos woźnego ponownie rozległ się w korytarzu.

    [zdaję sobie sprawę, że niezbyt dobrze mi wyszło, ale mam nadzieję, że wybaczysz]

    James

    OdpowiedzUsuń