26 listopada 2015


Tam, gdzie z wiekiem rodu krew barwi się burgundem jakoby płowiejące stronice pradawnych ksiąg,
Tam, gdzie płócienne portrety zamierają w ciężkich ramach roztaczając trupią woń niby gnijący w wazonie kwiat,
Tam, gdzie przeklęte herby zwisają ze ścian na wzór skazańców zakutych w dyby,
Tam oczekuj klanu Murdock.

Plan był umniejszająco banalny - spłodzić potomstwo. Doczekać się latorośli równie urodziwej co konwalia i równie zabójczej jak jej jagody. Szczęście małżonków było więc oczywiste, kiedy to dwoje dzieci przyszło na świat, o różanych policzkach, z kępką puchu na krągłych główkach i wyrazistych sarnich oczach. Obu też malcom zebrało się na pierwszy płacz, lecz tylko jednego krzyk usłyszał świat.

Mimo to nie jestem jedynakiem. Chociaż powtarzają, iż urodziłem się te trzy minuty wcześniej, to stanowię tylko zniekształconą wersję własnej siostry. To trochę tak jakby wiekowa wierzba pragnęła przejrzeć się w tafli jeziora, a tę jak na złość marszczył jesienny wiatr. Estelle stanowi kwintesencję oczekiwań rodziców, ja definiuję jej nieustępliwy cień. I choć depczę jej po piętach, choć ciągnę za rąb szaty, nie mogę się z nią mierzyć. Jestem mężczyzną, więc mój naturalny niedobór wrażliwości uniemożliwia mi użalanie się, lecz fakty wyraźnie świadczą przeciw mnie. Zwłaszcza jeden.

Siostra jest dwieście osiemdziesiątą piątą dziedziczką z rodu Murdock godła Salazara Slytherina.

Ja jestem pierwszym wychowankiem Helgi Hufflepuff.

I tylko spojrzenie mam równie zimne co ślizgońskie rodzinne serce, równie jasne i przenikliwe co błękit nieba podczas srogiej zimy, podczas gdy cała reszta pogrzebana jest pod kirem nijakości.


Being surrounded by the wrong people is the loneliest thing in the world.


Elijah Zachary Murdock
Hufflepuff, siódmy rok


[27-29.11 AUTOR NIEOBECNY]

16 komentarzy:

  1. [ Konwalie majowe to rzeczywiście ładne kwiaty, ale tym, co w nich najśliczniejszego, jest zapach. Jeśli Elijah też tak ładnie pachnie, to na pewno miło przebywa się w jego towarzystwie.
    Narracja pierwszoosobowa, więc dla mnie ważniejsze jest nie to, co Elijah mówi, ale jak formułuje myśli. Podoba mi się ten sposób, jest ciekawy i choć dość poetycki, to wciąż bezpretensjonalny – pewnie jego spojrzenie na świat też jest interesujące.
    I może wreszcie znalazłam osobę, która wyjaśni mi, jak powinno się na piśmie odmieniać to imię... ;>
    Cześć! ]

    Jacca/Valancy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Elie-hiiiii, Elie-huuuu, Elie-hoooo, Elie-HA-HA. NUMA NUMA JEJ!!1!!11]

      Usuń
  2. [Witamy na blogu i życzymy udanej zabawy :)]

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cześć, życzę super zabawy, w razie chęci zapraszam do Adama lub Sorchy. Postać intrygująca, a zdjęcie budzi we mnie jakiś niepokój... ciekawe, czy Elijah też to robi ludziom :D]

    Adam Griffin/Sorcha Tobin

    OdpowiedzUsuń
  4. [Witam serdecznie i życzę miłego pisaństwa!]

    Matthew Harrison

    OdpowiedzUsuń
  5. [Elijah to takie cudowne imię, że z automatu zaczynam pałać sympatią do każdej postaci, która je nosi. :v
    Cześć!]

    Ellen Ridley

    OdpowiedzUsuń
  6. [O, jaka świetna i ciekawa osóbka się trafiła do Puchonów! Choć szczerze, z wyglądu można by przydzielić go zupełnie gdzie indziej :D
    Hej, hej! Życzę wielu wątków i zapraszam! :)]

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  7. [ Interesujący Puchon. Lubie postacie, które żyją w cieniu swojego rodzeństwa. Pozdrawiam i życzę dobrej zabawy, niech Ci się dobrze pisze i spłynie na Ciebie ocean weny. W razie jakichkolwiek chęci, zapraszam do siebie :) ]

    Silas Mulciber/Clemence Hollande

    OdpowiedzUsuń
  8. [Żyć w cieniu rodzeństwa, to taki interesujący pomysł na postać. Miałam tylko jedną taką postać, ale dobrze wspomina. Ta również mi się bardzo podoba. To takie smutne, że najczęściej rozczarowani są Puchonami. Tak czy inaczej, życzę udanej zabawy na blogu, a i zapraszam do siebie, jeżeli uznasz którąś z moich postaci za interesującą.]

    Solene // Ashton // prof. Lorelle

    OdpowiedzUsuń
  9. [Witam serdecznie na blogu!
    Ach, Puchon, który nie miał być Puchonem... Z taką rodzinką, to chyba nie ma przez to zbyt fajnie; dodatkowo, siostra, która jest jego przeciwieństwem, a przynajmniej tak się wydaje. No cóż, nikt nie mówił, że będzie łatwo...xD
    Życzę udanej zabawy w naszym gronie, a gdyby kiedykolwiek naszła cię ochota na wątek z Teddym, zapraszam! ;)]

    Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
  10. [Nazwisko nie jest przypadkowe, ale imię już tak, ale dopiero gdy o tym przeczytałam to faktycznie sobie o tym przypomniałam ;D Dzięki ;)]

    James Gordon

    OdpowiedzUsuń
  11. Znajdywanie Elijaha zawsze było dla niej nie lada kłopotem. Trudno powiedzieć, czy to swoboda dana mu przez rodziców, czy raczej puchoński talent do niknięcia w tłumnie, tak czy owak, nikt nie umiał skitrać się w najmniej oczywistym miejscu tak, jak to robił Elijah Murdock. Była to, co prawda, osobista opinia Estelle, ale dziewczyna miała siedemnastoletnie doświadczenie w obcowaniu z pierworodnym Murdocków, więc chyba wiedziała, z czym to się je.

    Tej niedzieli poszukiwania rozpoczęła tuż po patrolu na czwartym piętrze i obfitym podwieczorku, w którego skład wchodziła tarta z jabłkiem i dużo malinowej herbaty. Este była ewidentnie zmęczona po całym tygodniu dzikiego pędu za dobrymi ocenami i upominania ludzi na każdym kroku, że pierwszy śnieg nie jest swego rodzaju przyzwoleniem na toczenie regularnych bitw na śnieżku w murach zamku, ale mimo wszystko podjęła wędrówkę po Hogwarcie z nadzieją, że po prostu natknie się na brata, jak to zdarzało się już wielokrotnie w przeszłości.

    Wydawać by się mogło, że jako rodzeństwo, w dodatku bliźnięta, powinni znać swoje przyzwyczajenia, rozkłady dnia, ulubione miejsca. Przynajmniej jako tako. Tymczasem ich drogi przecinały się zwykle przypadkiem i z zaskoczenia oraz były niejako zagruzowane dziwnym unikaniem niewygodnych tematów lub oczywistości, które cisnęły się na usta, jednak wypowiedziane, wprowadziłyby zamęt w ich relatywnie spokojne żywota.

    Estelle zawędrowała do biblioteki, która w niedzielny wieczór była standardowo opustoszała. Być może przygnał dziewczynę tutaj swoisty pociąg do wiedzy, a może raczej ta słynna więź między bliźniakami, w której istnienie już dawno zwątpiła. Cokolwiek to było, zaprowadziło Ślizgonkę do działu zaklęć eksperymentalnych, gdzie przy niskim stoliku w wytartym fotelu siedział Elijah.

    - Cześć - powiedziała bezbarwnym tonem. Podeszła bliżej, po czym postawiła na stoliku przed bratem najlepszą czekoladę z Miodowego Królestwa w kształcie Mikołajka, owiniętego krzykliwie czerwono-białym sreberkiem.

    - Wiesz, że są dzisiaj imieniny świętego Mikołaja? - dodała i opadła na drugi, mocno wysiedziany fotel. Zerknęła na Elijaha, a potem w sufit. Nie umiała jednoznacznie określić, co popchnęło ją do zaistniałego przed chwilą wybryku. Zrobiła rzecz, na którą miała ochotę, a to w zasadzie rzadko jej się zdarzało.

    [Wesołych... Mikołajek! :>]

    OdpowiedzUsuń
  12. [Kto wie, kto wie, może w końcu kiedyś spełni swoje marzenie :) Na razie jednak dobrze jej w Hogsmeade, dlatego nadal w nim siedzi.
    Dziękuję za przywitanie i również witam :) A jakby były chęci i czas, ewentualnie też jakimś pomysł, zapraszam do Leith.]

    Leith

    OdpowiedzUsuń
  13. [Cześć! :)
    Przepraszam najmocniej za tak spore opóźnienie. I za poniższe wypociny, acz po tym komentarzu z pewnością o wiele łatwiej będzie rozkręcenie wątku.
    Dziękuję za rozpoczęcie!]

    Stosunek Teddy’ego do świąt Bożego Narodzenia był znacznie mniej optymistyczny, niż wielu mogłoby przypuszczać. Oczywiście, jako bardzo małe dziecko jeszcze nie do końca zdające sobie sprawę z tego, o co tyle szumu i mające wciąż błogosławieństwo nie rozumienia pojęcia sieroctwa, powielał panującą wśród jego przybranej rodzinki, jakże radosną atmosferę. Wszystko zmieniło się, gdy wciąż jeszcze w bardzo młodym wieku, zdał sobie sprawę ze swoich nietypowych umiejętności. Nie, nie chodziło bynajmniej o metamorfomagię; tak, choć niezwykle rzadka, była przynajmniej do zrozumienia dla innych czarodziejów. Nie, chodziło bowiem o umiejętność porozumienia się istotami kompletnie niezrozumiałymi dla innych, magicznych ludzi. Z początku nikt więc mu nie uwierzył, zapewne mylnie sądząc, że chłopczyk jest zazdrosny o coraz mniejszą uwagę ze strony innych. W końcu zaledwie dwa lata po nim na świat przyszła Victoire, a potem nowych członków rodzinki jedynie przybywało. Nawet Harry zaśmiał wówczas z jego „wybujałej wyobraźni”, zapewniając przy tym zupełnie źle zrozumianego przez nich chłopca, że zawsze będzie jego ulubionym chrześniakiem. Zapewne ich dodatkowy sceptycyzm brał się z tego, że nikt wcześniej nie słyszał o niczym podobnym. Ich reakcja jednak i tak zabolała, sprawiając, że Teddy nauczył się wówczas raz na dobre, że pewne sprawy lepiej jest zachować dla siebie. Cóż, koniec końców wszystko i tak zmieniło się, gdy pewnej mroźnej zimy, niedługo po Świętach, przyprowadził do domu swojej babci niewiele starszego od niego samego, małego chłopca – świeżo upieczonego wilkołaka, który przeżył ugryzienie tylko dlatego, że był Mugolakiem. Można sobie wyobrazić, że Andromeda Tonks, choć była bez wątpienia dobrą osobą, nie przyjęła owego faktu zbyt entuzjastycznie. Teddy z kolei, na dobre zmienił swój stosunek do Świąt.
    Nic więc dziwnego, że teraz już jako dorosły mężczyzna i raczkujący profesor, nie brał udziału w jakże entuzjastycznych przygotowaniach do nich. Nawet jeśli podawane przez domowe skrzaty przedświąteczne wypieki, sprawiały, że bywał w szkolnej kuchni częściej, niż zwykle. Lecz i tak, plany na najbliższe tygodnie dalekie miały być dla niego od tych typowych w świątecznym okresie. Ba, w tym roku nie zamierzał nawet odwiedzić dwudziestego piątego grudnia swojej rodzinki, gdyż wypadała akurat pełnia księżyca. Logicznym więc było, że zamierzał podczas niej towarzyszyć lokalnemu wilkołakowi; chłopak z całą pewnością o wiele bardziej skorzysta na jego obecności, niż kochana przez niego, ale często…zbyt intensywna rodzinka. O stokroć wolał więc od samego rana przesiadywać w ostatnich dniach w swoim gabinecie, w spokoju przygotowując comiesięczną porcję Wywaru Tojadowego. Po latach niemalże zabawy z tym eliksirem, nie uważał go już za bardzo skomplikowany, z całą pewnością jednak niezwykle czasochłonny. Czując lekkie szturchnięcie w ramię, spojrzał na siedzącego obok niego Huncwota, którymi swoimi wielkimi, szmaragdowymi oczami, patrzył na niego w wymowny sposób. Chociaż kot nie był jakże bliską mu Serafiną, z całą pewnością był niezwykle inteligentny. Tym razem, dawał młodemu profesorowi znać, że czas się zbierać. I słusznie, gdyż dochodziło już wpół do dziewiątej, a Teddy planował jeszcze szybko przejrzeć notatki przed rozpoczynającymi się niebawem zajęciami z siódmoklasistami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Dziękuję, Huncwocie - powiedział do swojego kruczoczarnego przyjaciela, po czym przygotowawszy mu jego ulubione przysmaki, opuścił gabinet. Przejechawszy dłonią po swoich bujnych włosach, szybkim krokiem zszedł na drugie piętro, wiedząc, że ma spokojnie półgodziny, nim klasę wypełnią jego najstarsi uczniowie. Nikt bowiem szczególnie nigdy się nie śpieszył na poranne zajęcia. Szczególnie krótko przed przerwą świąteczną. Jakże więc było jego zdziwienie, gdy nieopodal wejścia do klasy, zobaczył siedzącego na schodach chłopaka. Chociaż zobaczył nie było odpowiednim słowem; zaczytany w profesorskich notatkach, niemal wpadł bowiem na nieszczęśnika. Niezręcznej sytuacji pomógł im uniknąć wciąż świetny refleks młodego Lupina.
      - Eljah? - spytał zdziwiony, rozpoznając w nastolatku znanego mu Puchona. - Czy coś się stało? - dodał spokojnie, siadając obok chłopaka i wyciągnąwszy z kieszeni swojej mugolskiej kurtki tabliczkę czekolady, zachęcił go do częstowania się. Rzadko kiedy ktoś siedział przed klasą z samego rana, przeważnie woląc odciągnąć pierwsze zajęcia tak bardzo, jak tylko było to możliwe.

      Teddy Lupin

      Usuń