12 listopada 2015

Kim może stać się człowiek, gdy bycie samym sobą zaczyna go zwyczajnie nudzić?

Kiedy przestajesz być dzieckiem, a zaczynasz być dorosłym? Czy jest jakaś magiczna linia oddzielająca te dwa etapy życia i jednocześnie stanowiąca granicę między jednym a drugim? Czy jest jakiś moment, w którym stajesz przed lustrem i nagle zauważasz w sobie tę niezwykłą zmianę pozwalającą ci powiedzieć samemu sobie; „Tak, to właśnie ten dzień!”?
Czy może wręcz przeciwnie jest to złożony, wieloetapowy, postępujący proces, w którym powoli wykształca się w tobie pewna niedookreślona dojrzałość zmieniająca nie tylko to, jak ty widzisz samego siebie i otaczający cię świat, ale również sposób w jaki świat postrzega ciebie?
Tak czy inaczej, w obydwu przypadkach, dochodzi w tobie do całkowitego przedefiniowania jestestwa. Tego co w nim ważne, mniej ważne, całkowicie nieważne ale przyjemne, istotne ale cholernie nieprzyjemne i tak dalej i tym podobne...
Babcia Doriana powiedziała mu kiedyś, że dorosłym stajesz się wtedy, gdy po raz pierwszy odczujesz prawdziwe, przygniatające rozczarowanie życiem.
A co jeśli twoja cała egzystencja stanowi jedno wielkie rozczarowanie? Czy wówczas rodzisz się dorosły?

A propos „rozczarowania”...
To słowo z całą pewnością byłoby najlepszą definicją dla żywota panicza Cartera.
Urodził się chłopcem, siódmym z kolei synem.
A przecież miał być córką! Wyczekaną, wypieszczoną księżniczką, a nie chuderlawym, chorowitym i zdecydowanie dziwnym pacholęciem płci męskiej. 

Nigdy niczym się nie wyróżniał. Niczym normalnym. Bo te dziwne rzeczy, które działy się w jego otoczeniu zawsze lepiej było kwitować milczeniem. A przecież był synem profesora prawa i światowej sławy kardiochirurg. Jak to możliwe, że matka natura i babcia genetyka spłatały państwu Carter takiego psikusa?

I jeszcze ten list, który przyszedł do domu, gdy Dorian skończył jedenaście lat. O MATKO NAJŚWIĘTSZA! Czy ten chłopak mógł być jeszcze większym kuriozum?
Później wcale nie było lepiej...
Nie dość odważny by Tiara przedzieliła go do Gryffindoru.
Nie dość mądry by znaleźć się w Ravenclawie.
Nie dość czystokrwisty by trafić do Slytherinu.
Zawsze „nie dość”.
Na co mu więc ten cały Hogwart?

A może dorosłość jest właśnie wtedy, gdy przestajesz narzekać na to co dostajesz od życia, zaczynasz przyjmować to z całym dobrodziejstwem inwentarza i robisz wszystko, by wniknęło z tego jak najwięcej wspaniałych rzeczy?

Kto wie...?
Dorian Cosmodeus Carter
mugolak / 16 lat / Hufflepuff / bogin: Dorian unika sytuacji stresowych, do jakich z pewnością należy spotkanie z boginem / patronus: ha ha ha

Urodził się w środku zimy i tym często tłumaczy swe chłodne usposobienie.
Dość inteligentny, ale zbyt mało pewny siebie.
Ambitny ponad zdolności.
Straszny cynik, ale sam woli określenie: „osoba o zdrowym podejściu do otaczającej rzeczywistości.”
Ironia to jego drugie imię. Sarkazm trzecie.
Pozornie niewiele rzeczy traktuje poważnie. Zresztą dużo rzeczy lubi robić „pozornie”.
Życie uważa za grę, a swoim życiowym kredo uczynił konieczność jej wygrania.
Owładnięty przesadną potrzebą zostania zapamiętanym. Wszak rodzimy się tylko po to żeby umrzeć, a wraz z nami umierają wszystkie nasze pragnienia, plany i marzenia. Krótko po nich umiera pamięć o nas samych. Tego boi się najbardziej – możliwości zaginięcia w odmętach niepamięci. Z tego wzięła się jego nico niezdrowa fascynacja Voldemortem, który w jego mniemaniu częściowo osiągnął swój cel. Częściowo stał się nieśmiertelny, bo pamięć o nim nie zginie nigdy.

Kim może stać się człowiek, gdy bycie samym sobą zaczyna go zwyczajnie nudzić?

[Wizerunek Ben Barnes.
Witam wszystkich.]

13 komentarzy:

  1. [Piękny pan na zdjęciu! A ostatnia część karty dość przerażająca (ale to moje klimaty, jest okej.) W razie chęci zapraszam na wątek do Sorchy :)]

    Sorcha Tobin

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witamy już oficjalnie na blogu i życzymy udanej i długiej zabawy :)]

    OdpowiedzUsuń
  3. [Przez samo imię jesteś skazana na towarzystwo Gregoriusa. Już nawet wiem jak będzie mu życie uprzykrzać :3 ]
    Cavendish

    OdpowiedzUsuń
  4. [Dzielimy tego samego gifa :P]

    Alexander/Jihoon/Seunghyun/Abigail

    OdpowiedzUsuń
  5. [A mnie to on pasuje bardziej do Slytherinu, mimo że jest mugolakiem (don't know why) :D
    Zapraszam do Rose na wątek, chociaż mam zaległości, staram się powoli ogarniać. c:]
    Rose Weasley

    OdpowiedzUsuń
  6. [To mój błąd, bo znalazłam gifa, a nie poznałam pana ze zdjęcia, już mnie dyrekcja upomniała :P I skąd, to nie miało być niemiłe stwierdzenie, też nie przepadam za konfliktami, wręcz ich nie cierpię. Skoro już jednak wpadłam pod kartę i popełniłam faux pas, to może w zamian zaproponuję jakiś wątek... Co ty na to? :D]

    Alexander/Jihoon/Abigail/Seunghyun

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [ U niebezpiecznie tu pan pogrywa- swego fascynacja ciągnie go na złą stronę mocy i coś czuje w kościach ze poza pozytywami ściągnie na niego więcej zła niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Kocham tego gifa, juz dawno ukryłam go w odmętach mojego dysku w laptopie. Pan rajemniczzy i aż się prosi aby go trochę odkryć. Cześć! :)]

      Bo

      Usuń
  7. [Okej, pomysł z zauroczeniem jest fajny. To może niech będzie tak, że oboje oddali prace domowe, które nauczyciel bardzo nisko ocenił, i muszą iść na jakieś korepetycje późną nocą/wczesnym rankiem, oboje są niezadowoleni z tego faktu, i jeszcze nagle okazuje się, że muszą usiąść razem. Jakaś rozmowa potem może wyniknąć, coś w ten deseń. Co o tym myślisz?]

    Sorcha Tobin

    OdpowiedzUsuń
  8. [Lol, serio ganiałaś za garnkiem złota? A ja myślałam, że na taki pomysł tylko Irlandczycy by mogli wpaść. :D
    Pomysł może przyjść i z czasem, jeśli chęci są. Czasu nam nie brakuje. ;)]

    Sanford

    OdpowiedzUsuń
  9. [Jaka intrygująca postać, a może nawet trochę niepokojąca? Bardzo lubię takie klimaty, więc mi się wszystko podoba :) Oczywiście życzę dużo weny, ciekawych wątków i dobrej zabawy! Zapraszam też do którejś z moich dziewczyn, choć chwilowo nie mam zbyt wielu pomysłów, ale akurat może uda się coś wymyślić. Cześć! :)]

    Sunshine Price//Lexi Grey

    OdpowiedzUsuń
  10. [Podoba mi się kreacja postaci. Fajno fajno. Może jeśli wpadnę na jakiś pomysł i chwilę wolnego czasu, przyjdę i napiszę, ale na razie brak jednego i drugiego. Dobrej zabawy! ;)]

    Matthew Harrison

    OdpowiedzUsuń
  11. [Ironie i sarkazmy ładnie wychodzą w wątkach, może warto byłoby to wykorzystać. Witam bardzo serdecznie i życzę udanych wątków na blogu! Zapraszam również do siebie, proszę się nie bać starych dat w komentarzach - ożywam :) ]

    Solene // Ashton // Lorelle

    OdpowiedzUsuń
  12. [Mogę ja. ;)]

    Sorcha nie miała większych problemów z nauką. Nie ze wszystkim radziła sobie doskonale, ale zielarstwo raczej nie było czymś, co spędzało jej sen z powiek... przynajmniej do czasu.
    Z początkiem listopada na zastępstwo profesora Morka przyszedł młody, najwyżej trzydziestoletni czarodziej. Był wysoki, przystojny i dopóki nie otworzył ust, budził zachwyt we wszystkich uczennicach płci pięknej. Kiedy jednak ogarniał już panujący w sali chaos i zaczynał prowadzić zajęcia, czar pryskał.
    Profesor Trawley nie był złym nauczycielem, ale jego lekcje miały jedną zasadniczą wadę: były potwornie nudne. Cukierki na pobudzenie kupowane hurtowo w Hogsmeade wystarczały na pierwsze piętnaście minut; później uczniowie byli zdani na siebie i swoje amatorskie metody, czasem mniej, czasem bardziej bolesne.
    Sorcha nie była pod tym względem wyjątkiem. Zasypiała mniej więcej między dwudziestym a dwudziestym piątym zdaniem wypowiadanym przez profesora Trawleya. Naiwnie myślała, że da radę jakoś odpisać notatki od innych uczniów, ale na dzień przed codwutygodniowym testem okazało się, że notował tylko jeden kujon, straszny snob, który dzielił się notatkami tylko z zaufanym gronem przyjaciół.
    W ten sposób ona i znaczna część klasy pozostała z pustymi rękoma i dziurą w głowie, którą powinna zapełnić wiedza o roślinkach.
    Oblany - jakżeby inaczej - test trzeba było poprawić. Nauczyciel wspaniałomyślnie utworzył wieczorne "godziny zielarskie"; osoby, które nie zdały testu, musiały przygotować się do niego jeszcze raz - a czy można to zrobić lepiej, niż spędzając dodatkowe kilkanaście godzin nad książką do zielarstwa w towarzystwie arcycharyzmatycznego profesora Trawleya?
    Sorcha nawet specjalnie się nie zdziwiła, kiedy nauczyciel posadził ją z Puchonem, z którym raczej nie chciała się teraz spotykać: w końcu jak pech, to pech. Po jakichś dziesięciu minutach milczenia postanowiła naruszyć wiszącą pomiędzy nimi ciszę.
    - Szkoda, że wcześniej nie kazał nam badać tych mandragor... może przynajmniej część z nas nie przespałaby wszystkich zajęć - rzuciła półszeptem do siedzącego obok chłopaka.

    Sorcha Tobin

    OdpowiedzUsuń