23 listopada 2015

You caught me like a rag doll, now I'm dancing on your string...

N E V A D A    R O B I N S O N
Rozumiem, że można kogoś uwieść i zawieść, można się z kimś rozwieść, można kogoś porzucić, ale nie wolno go uszkadzać. Takie przestępstwa powinny być karane z całą surowością prawa. Jeżeli na paczkach ze szkłem pisze się "Uwaga: szkło", to czemuż na paczce, w której mieści się nasze serce, nie miałoby być napisu: "Uwaga: drugi człowiek"?
Dzieci często pytane o to kim zostaną w przyszłości, odpowiadają: "księżniczką, policjantem, baletnicą, strażakiem...". Czteroletnia Nevada zapytana o to przez babcię odparła z zadowoleniem "dżdżownicą". Nie trzeba mówić, jak wyglądała mina starszej pani po uzyskaniu takiej odpowiedzi, nie mniej jednak postanowiła dalej ciągnąć wnuczkę za język. "Dlaczego właśnie dżdżownicą?" - zadała nurtujące ją pytanie. "Bo leży, a idzie..." - padła całkiem trafna odpowiedź z ust rezolutnej czterolatki. Kiedy pierwsze zauroczenie dżdżownicą minęło, Nevada obmyśliła nowy plan na przyszłość, "Zostanę piratem!" - mówiła i wymachując drewnianym badylkiem przeganiała babcine kurczaki po całym podwórzu.  Mała piratka powoli dorastała, obserwując ogromne zmiany zachodzące w jej rodzinie. Najpierw odeszła ukochana babcia, bo jakiś niedouczony idiota nie wykrył na czas jej choroby. Później odszedł ojciec, bo znalazł sobie drugą rodzinę. Na koniec odeszła mama. Nie fizycznie, ale mentalnie - kobieta nigdy nie pogodziła się z odejściem męża. I tym razem drewniany miecz Nevady nie miał mocy rozgonienia demonów.
W dniu jedenastych urodzin Nevada otrzymała list, który poinformował dziewczynkę, że w sumie ma jeszcze wiele innych, nieznanych jej do tej pory opcji budowania przyszłości. Dlaczego więc miała z nich nie skorzystać? Hogwart i cały ten magiczny świat powitał ją z otwartymi ramionami. Wszyscy byli tak bardzo życzliwi, tak bardzo pomocni dla małej blondyneczki. Szybko zaaklimatyzowała się w nowym miejscu, nic w tym jednak dziwnego, bo Nevada to taki dobry duszek, który powielał dobro, ciepło i życzliwość. Od samego początku edukacji wszędzie było jej pełno, z zapałem pragnęła odkrywać wszystkie zakurzone zakamarki starego zamczyska, nie raz odważnie kroczyła w stronę mrocznych ciemności Zakazanego Lasu, ale całe szczęście zwykle ktoś w ostatniej chwili wybijał jej ten pomysł z głowy - jej orientacja w terenie nie wygrałaby w konkursie "najlepiej działająca". Nevada jest sumienna i pracowita, zawsze przygotowana do zajęć i wcale nie robi tego z przymusu, po prostu nauka sprawia jej przyjemność, choć to dla wielu brzmi idiotycznie. Niestety jest również zbyt naiwna i przez to często zdarza jej się ukrywać w ciemnym kącie, liżąc rany i łykając gorzkie łzy. 

szesnaście lat klasa VI  14 lutego Ravenclaw
12 cali, cedr, szpon hipogryfa, sztywna mugolaczka
_______________________________________________________
Witamy się z Nevadą. Liczę, że ktoś jednak zechce się z nami zaprzyjaźnić, mimo tego, że jesteśmy pięknie niedokończone. 
A propo pięknych niedokończonych - w tytule fragment utworu Elli Henderson, przy którym karta była tworzona.
Dramaty, dramaty i jeszcze raz dramaty <3

24 komentarze:

  1. [Witamy na blogu i życzymy udanej zabawy :)]

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Dżdżownicą! :D Czteroletnia Nevada musiała być naprawdę interesującym dzieciakiem, mam nadzieję, że coś z tej świetności i teraz w sobie skrywa. Fajna z niej Puchonka i pasuje do swojego domu – i niech ktoś tylko spróbuje powiedzieć, że ci z Hufflepuffu to nudziarze i/lub niezdary...
    Btw. to zabawne, że cytat, który umieściłaś w karcie, jest autorstwa Agnieszki Osieckiej, czyli kobiety – a-może-cię-uwiodę-a-potem-porzucę. :D
    Cześć! ]

    Jacca/Valancy

    OdpowiedzUsuń
  3. [Witam na blogu!
    Wątek z dżdżownicą jest genialny, nic tylko w pas się kłaniać! :D Przykro usłyszeć o utracie babci i rozwodzie rodziców, ale widzę, że dziewczyna sobie nieźle poradziła :] Choć fakt, w Zakazanym Lesie lepiej się nie zgubić xD
    Życzę udanej zabawy na blogu, a jakby co, zapraszam do Teda ;)]

    Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Oj, a jak opublikowałaś, to jeszcze nie zmieniłaś tego Hufflepuffu? Bo jeśli wersja opublikowana od razu była z Ravenclaw jako domem, to nie wiem, skąd mi się ten Hufflepuff wziął. :D Tak, Jacca czasem mówi sam do siebie, ale przecież są i bardziej ekstremalne dziwactwa.
    Wątek – tak, ale może nie w Zakazanym Lesie. Takie mroźne dni nadchodzą, może lepiej zostać w zamku! Na tę chwilę jednak jestem dość bezproduktywna, więc żadnego konkretnego pomysłu nie zaproponuję, ale jestem pewna, że to się zmieni i wtedy tutaj wpadnę, żeby przedstawić ci jakąś wizję wątku. :D ]

    Jacca Radley

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Caelan chciał być kiedyś fioletowym ślimakiem, a potem ropuchą, więc pewnie zrozumiałby tę dżdżownicę. :D Postać wydaje się być taka... normalna? Nie wiem, czy właściwe słowo, ale to na pewno zaleta. Cześć! ]

    Caelan

    OdpowiedzUsuń
  6. [A pewnie, że nauczycielem xD I niedoszłym(przyszłym rzecz jasna, przyszłym z jego genami) uzdrowicielem-alchemikiem, podróżnikiem, a choć na aurora się nie porywał, doświadczenie w walce z czarną magią ma xD Nie bez powodu uczy OPCM ;)
    Oj tam, i tak mi się bardzo podobało! Genialny fragment, naprawdę :D Choć musiałam dwa razy to zdanie z dżdżownicą przeczytać, by się upewnić, że dobrze widzę xD
    Jasne, że tak! :) Masz jednak jakiś pomysł? Jestem otwarta na praktycznie wszystko; Teda trudno do siebie zniechęcić ;) Do przyjaźni się co prawda nie rwie, ale uprzejmy i pomocny jest praktycznie zawsze, więc można coś pokombinować ;)]

    Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
  7. [O, mnie pomysł się bardzo odpowiada :) Teddy raczej prędko by się zorientował, że Nevada nie dołączyła do Klubu z powodów, dla których uczyniła to większość tam obecnych. W końcu od tego jest, by próbować wyłapać, gdy z uczniami dzieje się coś nie tak ;) A do uczenia innych zawsze jest skory; mógłby nawet nauczyć Nevadę z czasem czegoś ze swoich własnych zaklęć :D
    Chcesz zacząć, czy nie bardzo?]

    Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
  8. [Witam kolejną, fajniutką postać!
    Bardzo ciekawa i fajnie napisana karta :)
    Zachęcam do w wątku :)]

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  9. [Urocze zdjęcie. bardzo… Hm… rozbrajające. Piratem to Harrison też był/będzie zależy od której strony patrzeć xD w sumie to się zdziwiłam, że taka jest sumienna. Wyobrażałam ją sobie z papierami we włosach, zawsze w biegu, ale taka też jest fajna. Z dramatów to raczej nie jestem mistrzem i nigdy nie będę, ale zapraszam w każdym razie i w końcu: witaj!]

    Matthew Harrison

    OdpowiedzUsuń
  10. [Wykorzystajmy więc tą słabość i skombinujmy im wątek :3]

    Kai

    OdpowiedzUsuń
  11. [Hah dziękuję bardzo ;D Ale w większej części trzeba oddać gratki Elody, bo to jej brata przejęłam ;) Jednak cieszę się, że przypadł do gustu. Też gościa lubię. Wiesz, co Ci powiem? Jak masz jakiś pomysł na dramę, to zapodaj. Tak po prawdzie to żadnej dłuższej nie pisałam, więc może być zabawnie xD]

    Matt Harrison

    OdpowiedzUsuń
  12. [Masz może jakiś ciekawy pomysł na wątek? Ja się szczerze zastanawiam, ale chętnie coś naskrobię z Twoją panną, bo jest ciekawa :)]

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  13. [Jak tak sobie popatrzyłam na zdjęcie, to cała w skowronkach pomyślałam, że Lorelle będzie miała koleżankę po fachu, a potem czytam, że panna ma szesnaście lat i troszeczkę posmutniałam. Za to patrzę, iż pani naiwna, zupełnie jak Solene - to może ona zyska koleżankę?
    Swoją drogą bardzo ciekawie opisana karta, a począteczek cudowny. Witam bardzo serdecznie i życzę udanych wątków na blogu!]

    Solene // Ashton // prof. Lorelle

    OdpowiedzUsuń
  14. [To jedno ze szlachetnych nazwisk w Wielkiej Brytanii. Kiedyś często go używałam, a na sumieniu mam aż dwóch gitarzystów, ale żaden się tak nie nazywał :)
    Mi życzenia tego typu nie są zbytnio potrzebne. Nie zwykłam porzucać swoich postaci lub ich zaniedbywać. Zostawiając to już jednak... Myślimy nad czymś czy nie? Widzę, że Marcelus sprawdziłby się w wybijaniu jej z głowy zapuszczanie się w stronę Zakazanego Lasu c:]

    Marcel

    OdpowiedzUsuń
  15. [Dobrze wyczytałaś. Moja postać jest mugolem i będzie to powtarzał wszystkim do końca ;D Jestem bardzo za. Spędzenie wakacji przypadło mi do gustu i zamknięcie w jakieś starej komnacie bez klamek również heh Może i wypadłaś, może i nie. Nie mnie oceniać. W końcu to mój pierwszy dramat nie dramat XD To jak? Zaczynamy czy jeszcze chcesz coś ustalać? ;)]

    Matt Harrison

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Nope. Jeśli już to będę dodawać na bieżąco :) Na razie siedzę w odpisach, więc albo poczekasz albo możesz zaczynać. Tak łaskawie to zabrzmiało xD wybacz. ]

      Usuń
    2. [Postaram się super sprawnie ogarnąć te moje komentarze i spróbuję zacząć dzisiaj. Jeśli nie - będziemy w kontakcie ;) Wyśpij się. Ja jutro mam pobudkę 5:30, więc xD Nie opłaca mi się spać.]

      Usuń
  16. Matthew westchnął głośno, po czym wsadził palce we włosy i potargał je. Słyszał jak dziewczyna szarpie się z drzwiami, jednak on doskonale wiedział, że to na nic. Znajdowali się w jakimś specjalnym miejscu, o którym krążyły legendy. Podobno nikt z niego nie wyszedł od wewnątrz. Nieszczęśników głupiego żartu zawsze znajdowali po kilku dniach, gdy nikt nie mógł ich odszukać, a Irytek łaskawie wskazywał drogę. Niemal mitologiczny pokój o istnieniu którego wiedzieli tylko najstarsi mieszkańcy Hogwartu i… No, właśnie. Irytek. Mały cholerny gnom, którego Harrison miał ochotę wykopać na drugą stronę galaktyki. A dlaczego? Bo właśnie szedł sobie korytarzem, słuchając Thiller Michaela i nikomu nie zawadzał. Była jakaś dziewiąta wieczorem, ale korytarze uczelni były już puste, a dodatkowego klimatu nadawała ciemność za oknami. Pewnie też dlatego nie zauważył zbliżającego się za jego plecami Irytka. A był taki miły wieczór. Za miły widocznie. Najpierw razem Bellamym wygrali kolejny zakład z jakimiś nieudacznikami od Ślizgonów, potem spotkał się z Angie, która co tydzień dostarczała mu nowych słodyczy. Jej mama była kucharką, więc dziewczyna dostawała kartony słodkości, których nie mogła oczywiście zjeść. Matthew zawsze przybywał wtedy na ratunek. Gdy się porządnie najadł, dziękował i wychodził, zostawiając ją i jej koleżanki w ich damskim towarzystwie. Tak. To było zawsze zabawne. Ale i tak mu wybaczały. On by taką łajzę pogonił na ich miejscu, ale co kraj to obyczaj, a on nie miał zamiaru wybrzydzać. No i właśnie wracał z galeonami w kieszeni, słodyczami w brzuchu, gdy natknął się na zamkowego dowcipnisia. Nie minęła nawet minuta, kiedy ten wepchnął go do jakiegoś pokoju i ze swoim karzełkowatym rechotem zatrzasnął drzwi bez klamki, machając przy tym złośliwie. Matthews nie zdążył nawet podnieść się z ziemi, gdy zapanowała ciemność i głucha cisza przerywana jedynie jego dobijaniem się i wrzaskami z przekleństwami co chwilę. Wszystko pod adresem małego, cholernego Irytka. Jak on go nienawidził.
    - Złośliwy karzeł – warknął na sam koniec, kopiąc w drzwi. Siedział tam chyba z godzinę, gdy w zupełnie innym miejscu pojawił się prześwit i kolejna osoba została wrzucona brutalnie w odmęty ciemnicy. Harrison próbował jakoś dobiec do wyjścia, ale nie jedynie stał w miejscu, a cel wcale się nie przybliżał. – Cholerny gnomie! – wrzasnął do zadowolonego Irytka, który lewitował metr nad ziemią i obserwował z uśmiechem starania dwójki ofiar swojego dowcipu. I znowu zapanowała ciemność tylko tym razem Matt już nie był sam. Westchnął ciężko, po czym rzucił w stronę, gdzie powinna znajdować się druga osoba:
    - Hej. Żyjesz tam?
    Odrzucił włosy do tyłu i dopiero wtedy mógł ruszyć do tego nieszczęśnika, który został zamknięty razem z nim. Szedł wolno, krok za krokiem nie chcąc wpaść przypadkowo na ucznia. Usłyszał dziewczęcy głos, który wydał mu się dziwnie znajomy. Chwilę musiał pomyśleć, gdy w końcu skojarzył.
    - Nevada? Nevada, do cholery myślałem, że jesteś mądrzejsza ode mnie – zaśmiał się, wyciągając rękę, ale zaraz ją cofnął, zdając sobie sprawę, że dziewczyna i tak jej nie zobaczy. Pokręcił głową, po czym sięgnął do kieszeni i wyjął paczkę papierosów. Jedyna mugolska rzecz prócz jeansów, którą mógł się cieszyć w Hogwarcie Jednak i to zostało mu odebrane przez nerdowskie dzieciaki czarodziejów. Dobrze, że jeszcze nie wprowadzili obowiązkowego jedzenia hamburgerów, bo chyba by się popłakał. – No, to… Co tam u ciebie, hę? – spytał w czerń, odpalając równocześnie fajkę. Jako tako doszedł do ściany, po czym zjechał tyłkiem na ziemię, wyciągając nogi. Nevada Robinson. Zawiana dziewczyna, którą poznał bliżej podczas wakacji jakiś rok temu. Kojarzył ją wcześniej ze szkoły, ale nigdy nie rozmawiali. Aż tu się okazało, że była na tym samym muzycznym festiwalu co on. Stał w kolejce do kibla, gdy zobaczył znajomą twarz w drugiej kolejce do damskiego szaletu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krzyknął do niej jakieś Hej, po którym odwróciła się połowa tłumu. W tym również Nevada. I tak się zaczęła ich znajomość. Przez tydzień koncertów ogrywał ją w karty i na kręglach, a ona nie zostawał dłużna podczas partyjek bilardu. W Hogwarcie pomagała mu w zaliczeniach, chociaż większość zajęć wyrównawczych przespał, a on uczył ją gry na saksofonie. Nosił wtedy zatyczki i mówił, że zawsze świetnie sobie radzi i ma do tego talent. A potem? Przestała się odzywać.

      Matthew Harrison

      Usuń
  17. [Oj nie, pozwól że nic nie zmodyfikuję, bo pomysł mi się podoba taki jaki jest! Co do końcówki - zobaczymy jak wyjdzie, ale Karkarow szlabanów nie wystawia, chyba, że ktoś go zdenerwuje (co się nie zdarzyło :D), zatem pójdziemy w inną stronę :)
    Zacznę :)]

    Karkarow nie zbyt długo przygotowywał się do dzisiejszego balu, który miał się odbyć w jednej z Sali Balów w Hogsmeade. Właściwie, to nie planował nawet tam iść, ale dowiedziawszy się o obecności kilku znajomych, postawił podłapać pomysł i zajrzeć w tamtejsze cztery kąty.
    Ostatni raz na balu przebierańców to był z piętnaście lat temu, kiedy na czwartym roku w Hogwarcie nauczyciele postanowili zorganizować Halloween w podobnym stylu. Później jakoś to wszystko mu zbrzydło, zresztą Vladimir nie należał do osób lubiących potańcówki, a ze swym talentem ukrywał się do końca szkoły.
    Cóż, czasami warto coś odświeżyć w życiu.
    Na dzień dzisiejszy przygotował wygrzebany ze starej szafy, długi smoking, w który ubierali się w ówczesnych czasach pianiści; miał go odkąd zaczął grę na fortepianie. Swego czasu ciotka podarowała mu takowy prezent, ale założył go tylko raz, gdy Laura go o to bardzo poprosiła - na jej dwudzieste ósme urodziny. Swą bujną, długą czuprynę ukrył pod niewysokim, kapeluszem, a twarz zakrył szarą, barwioną w niektórych miejscach brokatem maską.
    Przejrzawszy się w lustrze, wzruszył ramionami, poprawił kilka rzeczy, założył muchę i właściwie to był już gotów do wyjścia.
    Nie wiedział czego spodziewać się na miejscu; choć muzykę słychać było już pół mili wcześniej, przed budynkiem były ze dwie, przebrane w kolorowe stroje osoby. Fakt faktem, temperatura kompletnie nie sprzyjała wychodzeniu w krótkiej sukience, czy też w krótkim rękawku, ale na większych imprezach ludzie zwykle wylewali się aż po za granice sali. Jednakże nie sądziwszy, że przybyły tłumy, tym razem się mylił - przekroczywszy próg drzwi, zupełnie nie wiedział którędy będzie prościej przedostać mu się do baru. Po prawej stronie tańczyły pary, kilka tutejszych kelnerek i kelnerów roznosiło smakowite przekąski z Miodowego Królestwa, a nieopodal - na końcu sali - była niewielka scena, z której prowadzący dzisiejszy bal postanowili organizować konkursy. Po lewej stronie było nieco mniej osób, może dlatego że stali w niewielkich grupkach śmiejąc się, rozmawiając głośno i polemizując na temat planów Ministerstwa Magii. Vlado oczywiście nikogo nie rozpoznał, dlatego sprytnym krokiem, w mgnieniu oka znalazł się przy barze, po czym zamówił szklankę rumu. Widać było, że impreza dopiero co się rozkręcała, bo i do środka wlewało się coraz więcej, przebranych w przeróżne kompozycje osób. Gdzieś na skraju, nawet zdążył zauważyć kogoś w czuprynie Bellatrix z różowymi pantalonami. Wydawało się to naprawdę bardzo zabawne.
    Zatem - niech się dzieje!

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  18. [Przyznam, że nigdy nie myślałam pod tym kątem, że można pomylić wątki, prowadząc dwie postacie – może dlatego, że prowadzę zazwyczaj dwóch różnych względem siebie bohaterów. To ciekawa myśl. Tak się składa, że ja pomysłów mam kilka i zaproponuję kilka z tych możliwości, a Ty wybierzesz sobie tę, która najbardziej przypadnie Ci do gustu:
    1. Jeśli Nevada jest naiwną osóbką to pewnie pozwoliłaby się wykorzystać przez jakiegoś ucznia, który mógłby ją wrobić w jakąś grubszą sprawę. Na śniadaniu w Wielkiej Sali pewnie zirytowany Marcel dorwałby Twoją pannę, ale okazałoby się, że jasnowłosa nie wie zupełnie o co mu chodzi. W tym przypadku musieliby odkryć kto odpowiada za te kłamstwa.
    2. Nie wiem jeszcze jak niezręcznie czułby się i tym bardziej jak niezgrabnie musiałby zagregować Marcel, gdyby pewnego razu Nevada zamiast ukryć się w jakimś kącie zwróciła się bezpośrednio do niego na rozmowę w stylu powiedz-a-zrobi-ci-się-lżej. Sinclair jest taktowny i jej nie odeśle oschle do dormitorium, ale zostanie postawiony w sytuacji na pewno niezbyt przyjemnej dla niego.
    3. Jeśli panna Nevada ma kiepskie obeznanie w terenie i orientację, która mogłaby zwieść ją w nieodpowiedni korytarz – lub nieodpowiedzialne dzieciaki postanowiłyby urządzić sobie w nocy korytarze zamku za idealne miejsce na zabawę w berka/chowanego – i podczas nocnego przejścia się po zamku – Sinclair mógłby się na nią natknąć i sprawiedliwie odjąć Krukonom punkty za ten występek, a przy okazji uraczyć ją porzuceniem, zamiast szlabanem.]

    Marcel

    OdpowiedzUsuń
  19. [Szkoda, że Nevada nie ma kota, życie byłoby łatwiejsza, a tak to muszę się wysilić. Ale jeśli mi powiesz, jakie relacje z Kaiem najbardziej by cię interesowały, postaram się chociażby do jutra podesłać w miarę sensowny pomysł ;)]

    Kai

    OdpowiedzUsuń
  20. Teddy Lupin był uczniem, którego nauczyciele Hogwartu zapewne bardzo szybko nie zapomną. Pomijając fakt, że powszechnie było wiadomo czyim był dzieckiem i chrześniakiem, chłopak sam w sobie nie był kimś, kogo można było w jakikolwiek sposób przeoczyć. I nie, nie chodziło jedynie o bycie metamorfomagiem; o tym wielu nie miało nawet pojęcia. Buntownicze geny, zawsze skore do psot oraz – całe szczęście, na Merlina, przejściowe i już nieaktualne – przepadanie o dosłownie o nic, były idealnym kontrastem dla najlepszych wyników w nauce i grzeczności, z którą zawsze zwracał się do starszych. No dobrze, prawie zawsze, gdyż w okresie nastoletniego buntu bywał bezczelny. Nawet bardzo, choć jak widać nie na tyle mocno, by koniec końców nie zostać Prefektem Naczelnym. Było jednak jeszcze coś, za co szybko nie zostanie zapomniany – zamiłowanie do pojedynków oraz wiedza w zakresie zaklęć i czarnej magii. Tej ostatniej, rzecz jasna, nie praktykował, choć wiedział, że już sam fakt jego zainteresowań, wywoływał dreszcze u co poniektórych. Próbował tego i owego w celach czysto edukacyjnych , a jeśli ktokolwiek na tym cierpiał, tył to jedynie on sam. Trudno się dziwić jednak reakcji dorosłych; miał bowiem w drzewie genealogicznym równie wielu bohaterów, co czarnoksiężników. W przypadku zaklęć nie łudził się, że kiedykolwiek będzie tak uzdolniony, jak jego rodzice; acz z pewnością miał większy talent do zaklęć gospodarczych w wieku jedenastu lat, niż Nimfadora Tonks Lupin w wieku dwudziestu paru. Każdy miał jednak jakąś słabość, czyż nie? Z kolei co o czarodziejskich potyczek, jako nastolatek był jednym z najbardziej aktywnych członków Klubu Pojedynków. Nic więc dziwnego, że teraz już jako nauczyciel, był jego opiekunem.
    - Dobrze Diane, bardzo dobrze! – pochwalił Puchonkę z szóstego roku, gdy ta bez najmniejszych problemów odparła atak o rok starszego Ślizgona. Dodatkowe zajęcia z nim nie były czysto praktyczne. Przed każdym ze spotkań omawiali to, czym będą się danego dnia zajmować, i dlaczego. W ten sposób miał idealny wgląd pozalekcyjną wiedzę swoich uczniów i wiedział, co należy z nimi przećwiczyć najszybciej. Dzisiaj starsze roczniki praktykowały zajęcia niewerbalne, podczas gdy młodsze głównie tylko się przyglądały, by później móc samym spróbować podobnych zaklęć werbalnych.
    - To teraz może ktoś z Krukonów i Gryffonów? – zaproponował, uśmiechając się zachęcająco do swoich uczniów. – No dalej, przecież nie będę wam wystawiać trolli – zapewnił, na co kilku z nich się zaśmiało. – Derek, świetnie, świetnie – pochwalił, gdy jeden z Gryffonów z ostatniego roku ochoczo wyrwał się do pojedynku. Całe szczęście, że Ted miał pamięć do twarzy i imion, w przeciwnym razie nie byłby w stanie rozróżnić, kto jest nowy, a kto nie. O dziwo Klub Pojedynków był raczej popularny, acz patrząc na to do czego znowu zmierzał świat, mógł jedynie odetchnąć na to z ulgą. Przynajmniej część absolwentów Hogwartu będzie wiedziała jak się obronić równie dobrze, co atakować. – Nevado? – zwrócił się do najnowszej członkini klubu, uśmiechając się do niej, gdy ta wyszczerzyła na niego swoje jasne oczy. Szczerze powiedziawszy dziewczyna nieszczególnie tutaj pasowała; zupełnie jak gdyby nawet nie chciała tutaj być. Z drugiej jednakże strony jej obecna postawa mogła wynikać z faktu, że dwie pierwsze próby ataku i jedna obrony, nie za bardzo Krukonce wyszły. Nikt się jednak mistrzem pojedynków nie urodził, a Ted był tutaj po to, by jak najlepiej pomóc wszystkim swoim uczniom.

    [Cześć! Co u ciebie?
    Wybacz, że dopiero dzisiaj piszę xx I mam nadzieję, że może być. Nie wiedziałam za bardzo jak zacząć ;)]


    Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń