23 listopada 2015

She couldn't be from up above

I never want another one
Like her coming around
Picking me up
Just to put me down
ELLEN RIDLEY
VII KLASA ◊ GRYFFINDOR ◊ PÓŁKRWI ◊ KLUB POJEDYNKÓW ◊ ZASTĘPCA PRZEWODNICZĄCEGO KZWP
CEDR, 11 I PÓŁ CAŁA, WŁOS Z OGONA JEDNOROŻCA, GIĘTKA
OPCM ◊ ZAKLĘCIA ◊ TRANSMUTACJA ◊ ELIKSIRY
PATRONUS NIEZNANY ◊ ONA SAMA ZAKUTA W KAJDANY

Ze wszystkich preferowanych u Gryfonów cech, ona mogła odznaczać się co najwyżej pochwałą dla sprawiedliwości. I zupełnie nie było istotne, jakiego typu to sprawiedliwość ─ jeden zasługuje na ostrzeżenie, inny na ropę z czyrakobulwy zamiast kremu do rąk, wszystko zależy od przewinienia i ilości ofiarowanych galeonów.
Decyzja Tiary od pewnego czasu budziła jej wątpliwości, bo nawet jeśli gdzieś głęboko w Ridley skrywa się lew, to nie wyjdzie, o ile nie zapłacą mu odpowiednio dużo. Ogólnie ─ w przypadku Ellen ─ sporo kręci się wokół pieniądza, skłonność do materializmu i pogoni za bogactwem wyniosła z domu i wcale się tego nie wstydzi. Edward Ridley wszystkie głębokie myśli o tym, że forsa szczęścia nie daje, kwitował ironicznym "Och, tak, stabilność finansowa to taka tragiczna rzecz!". Może on akurat nie nadawał się na wzór do naśladowania, ale mając do wyboru jego albo matkę, która histerycznie reagowała na wszelkie sprzeciwy, decyzja Ellen była oczywista. Ojciec, pomimo wielu wad i ─ co, o dziwo, w ogóle nie zmieniło nastawienia córki względem niego ─ zbliżającego się procesu o czynny udział w szeregach Mrocznych, nauczył ją wielu przydatnych rzeczy. Między innymi tego, jak nie brudzić sobie rąk.
Może ostatnia bitwa powinna coś zmienić. Powinna była, ale tego nie zrobiła ─ wspomnienie nagłej chęci ocalenia żyć kosztem ryzykowania własnego stało się najbardziej żenującym pod słońcem. Na szczęście słodki dźwięk pobrzękujących monet poprawia jej humor, wszystko dzięki tym, którzy prędzej daliby się pociąć rozżarzonym do białości mieczem, niż pozwolili mieć ostatnie słowo dopiero co zyskanemu wrogowi!
A mówią, że ocenianie innych swoją miarą zupełnie nie popłaca.


Obie potrzebowałyśmy odświeżenia, poza tym przestałam ogarniać to, co działo się pod starą kartą.
W razie potrzeby: cogito.ergo.rekin@gmail.com
Mistrz Gry mile widziany!

44 komentarze:

  1. [No, to witaj ponownie :D
    Karta, jak i poprzednia, nieco minimalistyczna, ale jak najbardziej udana :) Ach, cała Ellen; zaprzeczenie samej siebie.
    Jeśli nadal masz ochotę na wątek z Tedem, to wiesz, gdzie mnie znaleźć xD]

    Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
  2. [O, no i to bardzo fajne odświeżenie.
    Zatem udanej kontynuacji! :)]

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  3. [Dopiero teraz zobaczyłam twój ostatni komentarz, wybacz.
    Ha ha, dobrze wiedzieć, dzięki za informację xD
    Tak mówisz? No cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak zdać się na twój pomysł, jakikolwiek on by nie był :D A propos metamorfomagii, to gdyby Ellen przyszło go głowy spytać go, czy naprawę wygląda tak, jak się prezentuje, to powiedziałby prawdę. Jednak na zademonstrowanie swojego prawdziwego wizerunku, już by nie przystał xD
    Wątek zacznę, nie ma sprawy :) Postaram się dzisiaj, acz niczego nie obiecuję! xx]

    Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
  4. [Cóż ja mogę powiedzieć, jeśli starej Ellen nie znam xD Witamy z powrotem starą-nową koleżankę z roku Ave. Taki tam miałaś chaos, że nie ogarniałaś? No, ładnie. Ale kto zdolnemu zabroni, zbierać pieniądze? Hehe siemka i tym razem poogarniaj sobie wszystko ładnie :)]

    Matthew Harrison

    OdpowiedzUsuń
  5. [I się nawet z Tobą zgodzę, bo mi też brakuje, tylko nie wiem czego. Od czasu do czasu ją modyfikuje, ale tak czy siak, nie daje mi to idealnego efektu :)
    A wątek - oczywiście. I relacja pozytywna także chodzi w grę. Masz plan, w jakiej sytuacji ich postawimy? :)]

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  6. [♥ Karta Ellen w nowej odsłonie równie wciągająca, a nasz wątek oczywiście aktualny! :D]

    Louis

    OdpowiedzUsuń
  7. [Mało szlachetna ta Gryfonka! Nietypowa. Ars mógłby ją nawet troszkę polubić. Nie wiem czy chciałby skorzystać z jej usług, ale... Nie chciałabym tworzyć tutaj niczego prostego. Jeśli masz jakieś pomysły to jestem otwarta na sugestie, bo propozycje wysunę dopiero jak wrócę z wykładu i przygotuję nam coś ciekawego c:]

    Ars

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Zawsze, gdy widzę tak minimalistyczne karty, zaczynam myśleć, że cierpię na wodolejstwo. Co jest... w sumie prawdą. ;v
    Postać, z tego, co widzę, nowa nie jest, ale cześć. Udanych wątków.]

    Caelan

    OdpowiedzUsuń
  9. [Nie dałaś mi nawet zbytniej szansy na kombinowanie, bo po rozpisaniu pomysłów doszłam do wniosku, że widzę jednak w Twojej propozycji dużo większy potencjał, bo szukanie sprawcy jest zbyt kuszące i można to ciekawie rozwinąć. O zemście nawet nie wspominam to dodatkowy smaczek. Pamiętaj jednak, że w Langhorne ma ogromną ambicję, więc w Trzech Miotłach da jej zapewne popalić. Zafarbowanie Lukrecji byłoby chyba najgorszą z możliwych opcji, ale chyba zirytowałaby dostatecznie Arsa, aby pofatygował się do niepozornej panny Ridley. Koszulka ulubionej drużyny w Quidditchu też może byc ciosem, ale pewnie Grudniowy może mieć takich całkiem sporo ze względu na pozycję swojego ojca. W związku z tym, że podrzuciłaś pomysł to zacznę, oczywiście. Postaram się z zaczęciem wrócić jak sobie wszystko skończę jak należy ;p]

    Ars

    OdpowiedzUsuń
  10. [Karta to jeszcze nie wszystko, ale zawsze początek. Niektórym wystarczą krótkie karty, by przedstawić postać, inni robią to w bardziej rozbudowanej formie — ostatecznie liczą się wątki. Ale w tym przypadku (nie)stety też zazwyczaj cierpię na wodolejstwo, choć moim zdaniem (czy chodzi o kartę, czy komentarze fabularne) każdy napisany akapit wydaje się tak samo ważny, jak poprzedni i następny, więc ciężko coś skrócić. ;x
    Przy odrobinie chęci, zawsze da się wymyślić jakiś wątek. Tylko nie wiem, w jaką stronę chciałabyś pójść. Z powiązaniem czy bez powiązania? Negatywnego czy pozytywnego? Ellen zajmuje się szmuglowaniem rzeczy do Hogwartu? Niezły pomysł na biznes. Caelan raczej niczego ne potrzebuje, a nawet jeśli, to albo sam sobie załatwi, albo znajdzie inne rozwiązanie. Święta się powoli zbliżają, niedługo czarodzieje i czarownice pognają na Pokątną po prezenty, Krukon chyba też by mógł. Tylko że to wiązałoby się z przyśpieszaniem akcji. Hm, z okazji nadchodzących mikołajek, zorganizowano jakąś imprezę (uczniowie z własnej inicjatywy, ale za pozwoleniem prefektów i dyrekcji) bądź postanowienie Ministra o urządzeniu przyjątka dla zaniepokojonych rodziców, coby się nie martwili o swoje pociechy, bo w Hogwarcie (i okolicach) wszystko gra i buczy. Taka pokazówka dla Proroka. :D
    Albo... też przerwa świąteczna, tylko spotkanie w Ministerstwie Magii. Caelan poszedłby tam z ojcem odwiedzić jego ukochanego braciszka, a Ellen... nie wiem, co miałaby tam robić.
    Czy cokolwiek się nada?]

    OdpowiedzUsuń
  11. [ Czyli chcesz od razu zacząć od spotkania w ministerstwie, a pokazówkę potraktować jako odniesienie? :D Tak sobie myślę, że może wyślę Caelana po licencję na teleportację. Za drugim podejściem powinno mu pójść lepiej. Ojciec też tam gdzieś będzie, ale na jakiś czas go zgubi. ]

    OdpowiedzUsuń
  12. [♥ Powiedz mi, co mam ci na to odpowiedzieć? :D]

    Kai Vlaming

    OdpowiedzUsuń
  13. [ Ach, dobra, niech będzie i tak. Swoją drogą, macocha Caelana, którą poniektórzy, nieświadomi sytuacji rodzinnej Krukona, czasem biorą za jego rodzicielkę, mogłaby znać matkę Ellen. (O ile jest ona mugolaczką, a nie mugolką. :x) Powiedzmy z czasów szkolnych czy coś. Byłby jakiś powód do kontaktu między nimi, a tym samym Ellen a Caelanem. A jeśli nie, to obejdzie się bez tego. ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [ALBO. Znalazłam jeszcze jedno albo. :D Ich ojcowie znali się z Hogwartu. Obaj są czystej krwi, jak podejrzewam, mogli się kiedyś kumplować. Ellen być może poznałaby Caelana przed Hogwartem, straszyłby ją ropuchami, a ona próbowałaby skopać mu tyłek. :D Na początku Hogwartu mogli się przyjaźnić, jednak z racji różnych domów i wielu innych atrakcji, z czasem zamienialiby ze sobą coraz mniej słów. I teraz byliby sobie takim to szkolnymi kolegami.
      Chyba nie jestem dzisiaj dobra w pomysły. ]

      Usuń
  14. [ A strzelałam, że to matka jest mugolaczką. Mój błąd. W takim razie... kto zaczyna? :D ]

    OdpowiedzUsuń
  15. [ Teraz już niczego nie wyprodukuję. Idę oglądać The Walking Dead przed snem, może rano mnie natchnie. Nie wiem, różnie bywa. Ale to jawne wykorzystywanie! :D
    (A jeśli nie natchnie — spokojnie sobie poczekam.) ]

    OdpowiedzUsuń
  16. Chłopak nie złamał się pod karcącym spojrzeniem Ellen, a nawet delikatnie wzruszył ramionami — cóż, tak właśnie zachowywał się przy dziewczynach i nawet określenie ostentacyjnie mogłoby tutaj nie wystarczyć. Kiedy ta powoli mu odmówiła, a chwilę potem zmieniła zdanie, poczuł lekką satysfakcje. Ich plan działał, a bezmyślna Katie wpadała w pułapkę, o której skutkach nawet nie śniła, ba, wskakiwała w nią sama, nawet nie proszona.
    Alexander pokręcił delikatnie głową, skupiając się jedynie na twarzy Ridley, tylko po to, by dziewczynę siedzącą obok rozwścieczyć; stróżki potu, jakie pojawiły się na jej czole, potwierdzały, że jego zabieg się sprawdzał, choć on sam niestety nie mógł tego dostrzec. 
    — Ja ci nie wystarczę? — powiedział powoli, a kąciki jego ust powoli wykrzywiły się w szelmowskim uśmiechu. Spuścił wzrok, wciąż się złośliwie szczęrząc, jednak zaraz spojrzał na siedzącą obok Hall, która swojej irytacji już nawet nie próbowała ukrywać. Poza obrażonej księżniczki aż biła po oczach. — Hej, Katie, ty chyba możesz zapewnić Ellen, że ze mną nie da się nudzić, prawda?
    Naciskał, i to za bardzo, ale nie mógł się powstrzymać. Twarz blondynki, teraz przypominająca kolorem pomidory znajdujące się w półmisku na stole, wyrażała taką nienawiść, że Stratford miał ochotę zwyczajnie wybuchnąć śmiechem i wykrzyczeć jej prosto w twarz "niespodzianka". To by niestety zepsuło cały plan zemsty, a jak dobrze wiadomo, zemsta najlepiej smakuje na zimno.
    — Czy nie tak? — dodał, lecz gdy nie uzyskał odpowiedzi, zmarszczył lekko brwi. — Wszystko w porządku, Hall? Nie wyglądasz najlepiej. 


    [Mi tam karta się bardzo podoba, nie marudaj! Jezu, nawet nie wiesz, jak tęsknie za Seunghyunem... Chyba po raz pierwszy i ostatni zabiłam swoja postać, bo to się zwyczajnie nie opłaca :D I przepraszam za ten bałagan w karcie, ale jak ponownie przeczytałam komentarz, to stwierdziłam, że takiego czegoś wysyłać w ogóle nie powinnam.]

    OdpowiedzUsuń
  17. [Czy to jest ta sama Ellen, której miałam zacząć hazardowy wątek z Ash'em? Jeżeli tak, to proszę wybaczyć, byłam na dłuższym urlopie i właśnie wracam, ogarniając, kto mi został do pisania :) ]

    Solene // Ashton // prof. Lorelle

    OdpowiedzUsuń
  18. Rory i Tommy męczyli się jeszcze ze swoim śniadaniem kilka minut, zasypując jednocześnie część Gryfonów historią o tym, jak to przed wakacjami wkręcili się na nielegalną imprezę Ślizgonów organizowaną w opuszczonej sali w lochach. Historia była ewidentnie wyssana z palca, natomiast nie przeszkodziło to kilku dziewczętom w tym, by dalej ochoczo kiwać głowami i trzepotać długimi rzęsami. Alex przyglądał się z prześmiewczym uśmiechem, jak dwójka chłopców wstaje od stołu i pada jak długa na marmurową posadzkę, wzbudzając ogólną wesołość. Odmiana zaklęcia Incarcerous oraz magia niewerbalna pozwoliły Stratfordowi na mały rewanż — zresztą, tak naprawdę, to było zwyczajnie śmieszne.
    — Mała Katie jest tak... Tak... — mruknął, przymykając oczy, gdy tylko pozbyli się natrętnych świadków rozmowy. — Tak nieświadoma, że przez krótką chwilę nawet zrobiło mi się jej żal.
    Uniósł brwi. Westchnął cicho, spoglądając w jasne (?) oczy Ridley i przez krótki moment w ogóle się nie odzywał.
    — Tak, jak myślałem, to wrażenie już zupełnie zniknęło. Serio, nie znam chyba bardziej irytującej i dziewczyńskiej dziewczyny, niż ta panna, ona jest jakaś magiczna. Wyzwala we mnie uczucia, o których myślałem, że dawno odeszły — powiedział, sięgając po kompot. — Gdzie idziemy wieczorem? W sensie, ona pewnie będzie nas szpiegować, a jestem pewien, że dorwie cię gdzieś, gdy tylko wyjdziemy z Wielkiej Sali. Musimy być na widoku... Tylko gdzie? Właściwie, Gryfoni grają dzisiaj mecz z Ravenclawem, a na trybunach jest dużo miejsca...
    No dobra, może był zdolny do poświęceń ze względu na ich magiczny plan, ale naprawdę chciał iść chociaż na końcówkę dzisiejszej rozgrywki.

    [NIE WIEM, CO MNIE PODKUSIŁO, ŻEBY TAK SZYBKO OPUBLIKOWAĆ TĘ NOTĘ. Jezusie, Lee był moją ulubioną męską postacią do tej pory — lubię Ahna i Alexa, ale Seunghyuna po prostu pokochałam na śmierć i życie (jak widać... na śmierć bardziej), a też najlepiej mi się nim pisało, najbardziej go czułam. Ja chyba głupia jakaś jestem :D A najlepsze, marudzę o nim non stop, nie mogę jego śmierci przetrawić! +tamten wątek był super]

    OdpowiedzUsuń
  19. [Podoba mi się wyłącznie to jedno jego zdjęcie, także wolę myśleć, że na wizerunku jest ktoś przypadkowy, nie Dominik :D Co to za pomysł? :>]
    Lynch

    OdpowiedzUsuń
  20. [O kurczę, rzeczywiście! :D Nawet nie zwróciłam na to uwagi, ale tutaj samo nazwisko dużo robi. Cóż, rodzice Charliego uznali, że lepiej, żeby brzmiało po niemiecku, niż po żydowsku, ja sama nie rozumiem tych ludzi.
    Wiesz, bo szkoda mi czasu na skomplikowane postacie. Większość ludzi wokół nas jest nieskomplikowana, tak uważam, tylko każdy sobie na siłę szuka jakiejś specjalnej cechy, żeby się czuć lepszym od innych i wyróżniać się z tumu. A ja, z własnego doświadczenia, wiem, że niewyróżnianie się jest, wbrew pozorom, bardzo fajne. Zajmujesz się sobą i swoimi interesami, a reszta niech się dzieje.
    Cześć! :D]

    Charlie

    OdpowiedzUsuń
  21. [Ej, bo skoro nasze postacie mają te arcyważne funkcje to co powiesz na to, aby ich współpraca zaczęła się od tamtego spotkania w Hogsmeade? c:]

    Przewodniczący

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Albo lepiej podaj mi maila do siebie lub numer gg to sobie przy okazji obmyślimy wstępnie jakieś spotkanie w wątku grupowym, o! :D]

      Usuń
  22. [Dokładnie o to mi chodziło. Rzeczywiście czytamy sobie w myślach! Zacznę nam coś tej nocy już, jeśli wyrobię się ze wszystkim c:]

    Arsie

    OdpowiedzUsuń
  23. Zaniepokojeni rodzice rzeczywiście w ostatnim czasie dostarczyli znacznie więcej pracy sowom. Nawet Ronan Abernathy wysłał list do swoich dzieci, właściwie zaadresował go do Lucy, młodszej siostry Caelana, ale treść odnosiła się częściowo do niego. Krukon miał nie robić głupot, na drugi raz (a miał być drugi raz?) nie powinien się za bardzo wychylać ani narażać na niepotrzebne ryzyko. A przede wszystkim, w pierwszej kolejności zawsze ma myśleć o siostrze. Jakby tego nie zrobił... Gdy doszło do niego, że sytuacja była coraz groźniejsza; że będą musieli się bronić, czym prędzej pognał do lochów na poszukiwanie siostry. Szczęśliwie wpadł na nią w połowie drogi, choć wcześniej po cichu liczył na instynkt przetrwania, który nakazałby jej schować się gdzieś w bezpiecznym miejscu. Ten jeden jedyny raz pozwoliła sobie rozkazywać i bez słowa sprzeciwu posłuchała przyrodniego brata.

    Niewiele pamiętał z bitwy. Uniknął widoku uczniów opadających bezwładnie po uderzeniu śmiertelnego zaklęcia, w przeciwnym razie nie potrafiłby tak szybko wrócić do normalności. Tamto wydarzenie wydawało się bardziej snem z rodzaju tych, o których jak najszybciej pragniesz zapomnieć. I tak też próbował uczynić. Jak wielu innych mieszkańców Hogwartu. Dlatego pogłoskę o urządzaniu jakiegoś przyjęcia w wielkiej sali, uważał za wymysł mało zabawnej grupy ludzi. Co mieli świętować... cudowne przeżycie? Pogłoska okazała się prawdą i, pomimo sceptycyzmu, siłą rzeczy zostali zmuszeni do uczestnictwa. Część rodziców chyba chciała skorzystać z okazji skontrolowania swych pociech, czy aby na pewno, tak jak zapewniali, nic im już w tej szkole nie groziło. Może i był w tym większy sens, niż przeciwny zakładali.

    Caelan nie należał ani do przeciwników, ani tym bardziej do zwolenników inicjatywy. Skoro wszyscy muszą przyjść, to on pójdzie, jednak ojca i macochy nie zaprosi. Nie powiadomił ich, więc nie spodziewał się zastać nikogo ze swojej rodziny. Nikogo więcej poza siostrą... Ach, właśnie, zapomniał zakazać jej wysyłania sowy z wiadomością. Pewnie puściłaby jego słowa mimo uszu, tak jak za każdym razem, gdy odgrywał rolę starszego brata.

    Do Wielkiej Sali zszedł z przekonaniem, że spędzi w tym pomieszczeniu góra pół godziny, a potem wróci do dormitorium. Przystanął przy znajomym Gryfonie, przywitał się z jego ojcem i chwilę z nimi porozmawiał na temat niezwiązany z trwającą imprezą. Do czasu aż nie poczuł czyjegoś uścisku na ramieniu. Spojrzał do tyłu, a widząc lekko uśmiechniętą twarz siostry, w mig pojął, że ojciec czai się w tłumie. I tyle z planu niepowiadamiania go o niczym. Poszedł za Lucy z miną wyrażającą świadomość odniesionej porażki. Macocha oczywiście także postanowiła przybyć do Hogwartu.

    Susan Abernathy, macocha Caelana, była czystokrwistą absolwentką Domu Kruka, o czym często opowiadała pasierbowi. Pracowała jako uzdrowiciel w szpitalu Świętego Munga i znała wielu pracowników Ministerstwa Magii. Byli oni jej pacjentami, bądź znajomymi szwagra, który od paru dobrych lat zajmował jedną z posad w ministerstwie. Nie należała do kobiet chełpiących się koneksjami, lecz odczuwała niejaką satysfakcję z przebywania w otoczeniu ludzi ważnych, na tak zwanych stanowiskach. Z tego względu bardzo pilnowała z kim i kiedy rozmawia. O wojnie wiedziała tyle, co nic. Informacje czerpała z Proroka Codziennego, od męża albo znajomych znajomych innych znajomych. Rzecz jasna, z Mrocznymi miała zerowy związek. Podobnie, jak Ronan Abernathy.

    Ojciec Caelana popijał ognistą whisky, a jego żona rozmawiała z pozostałymi rodzicami. Lucy zniknęła nie wiadomo kiedy... Krukon szykował w myślach plan zemsty na niej. Zaprosiła ich, potem odeszła sobie, zostawiając brata samego. Jak nic zasłużyła na caelanową złość. Jeszcze zobaczy! Chłopak tkwił w miejscu, nie wiedząc, co zrobić. Więc również powoli sączył alkohol. Ronan nic nie powiedział, syn był pełnoletni, na dodatek obecnie przebywali na imprezie, a na imprezach raczej się pije. Szczególnie, gdy nic ciekawego nie dzieje się wokoło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Susan uśmiechnęła się szerzej, widząc kolejną znajomą twarz. Zawołała: "Witaj, Monico!", do kobiety stojącej nieopodal. Caelan niechętnie powiódł wzrokiem w tamtą stronę. A, tak, Ellen Ridley w towarzystwie matki. Czy raczej... Monica Ridley w towarzystwie córki. Chłopak rzucił krótkie cześć do Ellen i spojrzał w przeciwną stronę. Wcale nie zamierzał jej od razu ignorować, po prostu nie bardzo miał pomysł na to, co mógłby powiedzieć. Od dawna nie przeprowadził z Gryfonką żadnej dłuższej rozmowy.

      — Świetna impreza. Bardzo... radosna — rzekł lekko skrzywiony.

      Usuń
  24. [Możemy pójść w coś bardziej złożonego, a kota złodzieja wykorzystać przy okazji. Ellen jest zastępcą przewodniczącego KZWP, może w ramach zemsty za to co jej zrobił Wiking kleptoman, będzie próbowała zaciągnąć Ignasia na pierwsze spotkanie klubu, a tam w ramach tego "przyjęcia nowicjusza" czy ogólnego założenia spotkania coś (jeszcze nie wiem co) by się wydarzyło nie zgodnie z planem]
    Lynch

    OdpowiedzUsuń
  25. [Ellen mi wygląda na dosyć... Rozrywkową. Znaczy nie, to chyba złe wyrażenie. Może raczej charakterna? A mój Charlie to takie niezdecydowane dziecko, jak komuś się coś pechowego ma przytrafić, to zawsze wypadnie na niego, a i Gryfonki z reguły go onieśmielają, w ogóle ludzie z Gryffindoru są dla niego jakąś czarną magią. Kompletnie nie mam na Ellen pomysłu, jeśli mam być szczera, są od siebie tak skrajnie różni. Oczywiście można by wykorzystać miłość Ellen do pieniądza i życiową niezaradność Charliego i pójść w wątek z humorystycznym akcentem (bo podejrzewam, że za miłością do pieniądza idzie skłonność do hazardu, mam rację?). Nie wiem, jakaś partyjka w karty na pieniądze, Charlie jako stereotypowy Żyd z wielkim nosem i sakiewką pieniędzy pod pachą...
    Kombinuję, serio, widać, że jednak tego pomysłu nie mam. I nie jestem z tego dumna. :/]

    Charlie

    OdpowiedzUsuń
  26. [Głupio się czuję, bo sama napisałam, że nie mam nic przeciwko wymyślaniu, ale racja - na siłę nie ma co się pchać. Czas mamy, ja się póki co nigdzie stąd nie wybieram, może akurat tobie albo mnie za parę dni (albo i tygodni) przyjedzie do głowy jakiś niesamowity pomysł. ;) Nie ubolewajmy, nie wszystko jeszcze stracone! ;D]

    OdpowiedzUsuń
  27. [Był na 2 Hogwartach daaawno temu :3]

    Woody

    OdpowiedzUsuń
  28. [Właśnie zależało mi na postaci, która nie będzie typowym Ślizgonem, a jednocześnie nie będzie przerysowana. Może przez to wydawać się mało atrakcyjny, ale wydaje mi się, że jego problemy dotyczą dużej części współczesnej młodzieży. Ale mogę się mylić, w takim razie jest po prostu wyjątkowy.
    Rozumiem, że chęć na wątek jest, spytam tylko, czy chcesz żebym zaczęła? No i oczywiście jeśli masz od razu jakiś pomysł to chętnie coś z nim zrobię. Dla wprawy, bo dawno nie wątkowałam.]

    Halah

    OdpowiedzUsuń
  29. — Okej! — odkrzyknął, spoglądając za znikającą sylwetką dziewczyny, jednocześnie sięgając po półmisek z pieczonymi kurczętami. Skoro już został w sali kompletnie sam, jedzenie musiało mu posłużyć za jedyne towarzystwo, a już swoją drogą, taki kompan był z całą pewnością dość przyjemny. Przynajmniej Stratford nie narzekał.
    Domowe rozgrywki Quidditcha dla dużej liczby uczniów były czymś, czego po prostu nie mogli przegapić, mimo że po tylu latach nauki mogłoby się wydać, iż zainteresowanie meczami odejdzie w niepamięć. Nic bardziej mylnego. Trybuny były przepełnione, ludzie wciąż napływali, a Alexander w otoczeniu innych Gryfonów z wesołą miną dawał wymalować sobie na policzkach złoto-czerwone paski w barwach domu. Prawdopodobnie, gdyby propozycja nie wypłynęła od jakiejś uroczej, jasnowłosej blondynki z piątej klasy, Stratford nie byłby taki chętny do poświęcenia twarzy jako małego płótna.
    Nie bez powodu była też obecność Katie, która trwała przy Alexie cały czas, oczywiście jawnie ukazując mu, iż nie zwraca na niego uwagi — uparcie odwracała wzrok za każdym razem, gdy chłopak przyłapywał ją na wlepianiu w niego oczu. A Stratford śmiał się dokładnie tak głośno jak zawsze, żartował jak zawsze i zachowywał się dokładnie tak samo beztrosko... Jak zawsze.
    — Jesteś wreszcie — mruknął z nieukrywaną radością, gdy spostrzegł przeciskającą się w tłumie Ridley. Powoli zaczynał wątpić w to, iż się zjawi, bo zawodnicy mieli pojawić się na boisku już za niecałe dziesięć minut, ale wszystkie jego wątpliwości rozwiały się, kiedy tylko dziewczyna stanęła tuż obok niego. Sakiewka, którą pospiesznie chowała do szaty, wydawała się suto wypełniona. — Widzę, że nie przegapisz żadnej okazji.


    [Przywołaj go. Wyzywam Cię :D]

    OdpowiedzUsuń
  30. [Wiem, że spóźniam się z odpisem, powinien pojawić się koło piątku <3 Przychodzę z propozycją: może byśmy skrobnęły razem jakiś fragmencik na akcję świąteczną? Coś słodziutkiego i zajebiaszczo świątecznego, żeby poprawić humor Jamesowi i Ellen, no i sobie samym. Przy okazji dopisałybyśmy kolejny rozdział do ich pięknej historii :D]
    James

    OdpowiedzUsuń
  31. Alexander uznał, że przyszedł czas na to, by ich małej, wrednej grze dodać odrobinę smaku — korzystając z tego, że Katie stała tuż obok, cały czas ich bacznie obserwując, zbliżył się do Ellen dokładnie w momencie, w którym rozpoczęła się gra. Poskutkowało to tym, że mimowolnie wpadli na siebie policzkami, a złoto-czerwona farba rozmazała się delikatnie na twarzy dziewczyny. Stratford roześmiał się, odwracając głowę.
    — Przepraszam — powiedział po chwili, usiłując przekrzyczeć wiwatujący tłum, jednocześnie podążając już wzrokiem za kaflem. Jego ton wcale nie sugerował, że było mu przykro, wręcz przeciwnie, uśmiech wykrzywiający mu twarz był jawnym świadectwem tego, że chłopak zrobił to specjalnie. — Chyba nie mogłem się powstrzymać.
    — Ale z was kochana para. — Usłyszeli czyiś przesłodzony głosik.
    Zaatakowały ich całkiem zgrabnie, Katie po lewej stronie Alexa, a Heather, jej aktualna przyjaciółka, po prawej stronie Ellen, tym samym zagradzając im drogę i uniemożliwiając jakiekolwiek przesunięcie się. Hall dalej udawała, iż jest kompletnie zainteresowana grą, natomiast brunetka po drugiej stronie już w ogóle nie kryła swych zamiarów. Stratforda zaraz opanował gniew, bo przez zerknięcie na dziewczynę przegapił zdobycie przez Ślizgonów dziesięciu punktów. Naprawdę nie wiedział czy bardziej złości się na Heather, czy na własną drużynę.
    — Co powiedziałaś? — rzucił dość chłodno. Jego głos jednak zlał się z wesołymi okrzykami ludzi wokół, jako że kolejne dziesięć punktów zainkasowali Gryfoni. Alex krzyknął głośno, poprawiając jednocześnie na szyi gruby szalik w barwach domu, bo mimo grubego płaszcza, którym był okryty, jak i rażącego słońca, dalej było mu zimno.


    [Wtedy spędzi przeurocze i wyjątkowo emocjonujące święta!]

    OdpowiedzUsuń
  32. [Dziękuję bardzo! Ha, ha, wszyscy kochają Fassbendera... co on takiego w sobie ma? ;> Widziałaś może Slow West? Wybieram się i wybieram, i wybrać się nie mogę :c
    Jakbyś kiedyś chciała popisać, i miała jakiś pomysł, zapraszam do Adama lub Sorchy - zawsze można z nimi, jeśli nie z Hectorem :) Ellen to Twoja jedyna postać?]

    Hector

    OdpowiedzUsuń
  33. Gdy padło imię przyrodniej siostry, momentalnie na twarzy Caelana zagościł pochmurny wyraz twarzy. Rozglądał się za nią, ale nie mógł jej nigdzie dostrzec. Ani koło dziewczyny, która ponoć była najlepszą przyjaciółką Lucy, ani nieopodal innych Ślizgonów. Jakby nagle rozpłynęła się w powietrzu, co bardzo rozzłościło Krukona, gdyż sam to planował zaraz po ujrzeniu ojca i macochy. Dziewczyna, jak niemal zawsze, okazała się być od niego przebieglejsza.

    — To ona zgubiła mnie — odpowiedział z przekąsem i niechętnie powędrował wzrokiem po otaczających go ludziach. Cała ta impreza zaczynała go męczyć, a minęło dopiero kilka minut od przybycia do wielkiej sali. — Właściwie... nas.

    W sumie to nie rozumiał, po co wysłała sowę z wiadomością do rodziców, skoro tak szybko pragnęła się ich pozbyć. Raczej nie mogło chodzić o zwykłe odegranie się na bracie, bo jednak dawno wyrośli z takich zabaw. Caelan nigdy nie był specjalnie zażartym przeciwnikiem — mało go obchodziły dąsy młodszej siostry, a to odbierało przyjemność z rywalizacji. Tak naprawdę zawsze próbował być w miarę w porządku wobec swojego przyrodniego rodzeństwa, ale zdecydowanie mocniejsza więź łączyła go z najmłodszą z rodu Abernathy. Lucy widziała w nim zagrożenie i nie chciała go słuchać, nawet, jeśli miał z czymś rację. Jednak ich wzajemne stosunki nie należały do złych. Umieli sobie czasem pomagać.

    Odchodząc od sprawy jego siostry, o której już wolał nie myśleć, bo jeszcze bardziej popadłby w złość... Spróbował skoncentrować myśli na przyjemniejszym temacie. Nieszczególnie przepadał za alkoholem i jak dotąd nie zdarzyło mu się przedobrzyć z ilością wypitego trunku. Ale dzisiejszy wieczór nie mógł upłynąć na soku dyniowym. Zdecydował się na skrzacie wino, które należało do dosyć mocnych napojów. Ukradkiem zerknął na Ellen, by sprawdzić, co ona pije. Niczego nie piła. Zmarszczył więc brwi.

    Ridley była bardziej wspomnieniem niż kimś, kogo mógłby uznać za znajomą, tym bardziej przyjaciółkę. Poznali się parę lat temu i, o ile pamięć go nie myliła, niegdyś podtykał jej ropuchy pod nos, by ją przestraszyć. Była jedyną córką koleżanki macochy ze szkolnych lat i tyle pamiętał. Chyba złościły ją jego nieśmieszne żarty, ale za żadne skarby nie potrafił sobie przypomnieć jej reakcji. Jako dziecko miewał znacznie więcej głupich pomysłów, które niezwłocznie realizował. Pamiętał, że ją lubił, a ich znajomość urwała się głównie przez wzgląd na przydział do dwóch różnych domów i wpływ wielu innych czynników.

    — Monico, a gdzie podział się twój mąż? — z ust Susan Abernathy padło to pytanie. Całkiem długo się od niego powstrzymywała. Ronan, ojciec Caelana, nagle zainteresował się rozmową kobiet i skierował swoje nieprzeniknione spojrzenie na matkę Ellen. Musiał słyszeć krążące pogłoski, w przeciwieństwie do jego żony.

    Caelan w tym samym czasie wciąż ukradkiem przyglądał się Gryfonce. Sam nawet nie zwrócił uwagi, że robił to nieco za długo. Szybko spuścił wzrok na kieliszek skrzaciego wina, licząc, iż nie była świadoma jego obserwacji. Upił wina.

    OdpowiedzUsuń
  34. [o, no witam, witam, koleżanko z przepięknym imieniem!]

    Annie

    OdpowiedzUsuń
  35. [Z mojego wcześniejszego pobytu na bogu pamiętam Ellen :) Ale z tego co pamiętam jakoś tak wyszło, że nie miałyśmy wątku! Co ty na to, żeby to właśnie Ellen była osobą, która nauczyła ją grać w pokera? Znałaby jej sztuczki, kanty itd. Oczywiście obie unikałyby gry razem, bo ryzyko utraty swojej fortuny by je przerażało... Ktoś mógłby zauważyć, że coś jest nie tak i byłyby zmuszone do zmierzenia się... Albo nawiązałyby jakiś sojusz i wspólnie ogrywałyby resztę i dzieliły się zyskami :p]
    Oriane

    OdpowiedzUsuń
  36. - Dziękuję, Łucjo. Ciasto jak zawsze wyszło wam wybornie – słysząc te słowa domowy skrzat jedynie nisko się ukłonił, podając sobotniemu gościowi hogwarckiej kuchni dzban z sokiem dyniowym, za co ten również jej podziękował. Teddy był niesamowitym łasuchem; odkąd tylko pamiętał uwielbiał wszystko, co zawierało czekoladę, a sok z dyni był w jego mniemaniu lepszy, niż niejeden czarodziejski trunek. Jego uzależnienie od czekolady często doprowadzało Molly i Hermionę do łez, bawiło Harry’ego oraz Weasley’ów i zdawało się niezmiernie irytować babcię Dromedę. Przez lata nie rozumiał ich reakcji; dopiero w wieku czternastu lat poznał korzenie swojej 'czekoladomani' i po raz pierwszy naprawdę pokłócił się z Harrym. Dzisiaj nie miało to już znaczenia; będąc o dekadę starszym o wiele lepiej panował nad swoimi emocjami. W duchu jednak wciąż dziękował nigdy niepoznanemu ojcu za nadzwyczaj dobry metabolizm, w przeciwnym razie miałby już zapewne niemałe problemy z nadwagą.
    Domowe skrzaty pracujące w Hogwarcie, nie dziwiły się na widok ‘panicza Lupina’, choć po kilku latach nie widywania go, zdawały się być obecnie jeszcze bardziej skore do spełniania jego zachcianek. Zupełnie jak gdyby ten czegokolwiek od nich mógłby żądać! Już potencjalne myślenie o tym napawało go obrzydzeniem do samego siebie. Do ideałów było mu daleko, świętych tym bardziej, niemniej nigdy nie lubił się w niczym wyręczać innymi, czy uważać ich za w jakikolwiek sposób gorszych od niego samego. Być może dlatego tak bardzo nie lubił, gdy zwracano się do niego zbyt formalnie. Ba!, jego właśni uczniowie mówili do niego Ted lub Teddy, a choć dotychczas jego próby były raczej bezowocne, nieustannie próbował przekonać skrzaty do nie nazywania go ‘paniczem’. Najwyraźniej były jednak na świecie istoty i stworzenia bardziej uparte od Teddy’ego, wbrew temu co sądziła jego babcia, Harry oraz wszyscy ci, którzy znali go najlepiej.
    Będąc obecnie aczkolwiek pod ścianą, wiedział, że musi wypytać skrzaty o pewne informacje. Pamiętał ze swoich szkolnych lat, iż te miały naprawdę niesamowitą wiedzę nie tylko na temat zamku Hogwart, ale i jego mieszkańców. Chociaż od kolejnego superksiężyca dzieliło go jeszcze ponad dziesięć miesięcy, musiał zdobyć wszystkie składniki możliwie jak najszybciej. Ted wiedział, że samo przygotowanie wywaru, głównie metodą prób i błędów, zajmie sporo czasu; co dopiero jego przetestowanie przed próbą generalną. Brakowało mu obecnie trzech składników, o dwa jednakże w ogóle się nie martwił, gdyż był już w trakcie ich zdobywania. Kamień księżycowy, niezbędny do planowanego wywaru, pozostawał aczkolwiek poza zasięgiem młodego profesora.
    - Łucjo? – zwrócił się do skrzata, sprawnie ogarniającego kuchnię. – Mógłbym cię prosić o przysługę? Pamiętasz, gdy w moich szkolnych latach pomagałaś mi w załatwianiu pewnych spraw?
    - Oczywiście, paniczu Lupin – oczy magicznego stworzenia zdawały się nabrać blasku zadowolenia. – Panicz jest dokładnie taki, jak panicza ojciec. Łucja pamięta Remusa Lupina i jego przygody. Panicz Lupin zawsze pilnował swoich przyjaciół – słysząc owe słowa Teddy posłał skrzatowi delikatny ale szczery uśmiech, czym prędzej przełykając gulę w gardle. O ile normalnie nie lubił być porównywany do swoich rodziców, o tyle nigdy nie miał dość słuchania historii o nich z ust szkolnych skrzatów. Szczególnie o ojcu, o którym jako osobie wiedział niewiele, gdyż wszyscy, którzy naprawdę znali Remusa Lupina, nie żyli już od długich lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Cieszy mnie, że tak sądzisz – przyznał, zachęcając skrzata, by ta usiadła na krześle naprzeciw niego. Po dłuższej chwili zawahania, w końcu się zgodziła, cierpliwie czekając, aż Ted coś doda. – Potrzebuję pewnego składnika do eliksiru. Pamiętasz, gdy mówiłem ci o swoich planach? To właśnie ich kolejny etap. Nie śmiałbym prosić o pomoc ciebie, ani żadnego innego skrzata – wytłumaczył, widząc lekki niepokój w oczach skrzata. Wiedział, że chociaż te miały o wiele większe prawa niż ćwierć wieku temu, wiele z nich wciąż wierzyło w starą politykę wobec ich gatunku. - Słyszałaś może jednak kto zajmuje się obecnie…wymianą w Hogwarcie? – spytał w końcu, czekając w milczeniu na odpowiedź. Hogwart zawsze miał kogoś, kto zajmował się nieoficjalnym handlem; był przekonany, że to nie uległo zmianie odkąd ukończył szkołę.
      - Łucja nie zna jej imienia, paniczu – powiedziała w końcu, posyłając Teddy’emu przepraszające spojrzenie. – Wie, że jest ona w Gryffindorze, chyba w ostatniej klasie. Portrety powiedzą paniczowi więcej; oni zawsze wszystko wiedzą, paniczu Lupin – zapewniła młodzieńca. Ted posiedział jeszcze trochę w jej towarzystwie, upierając się przy posprzątaniu za sobą; po czym po raz kolejny dziękując Łucji za wszystko, opuścił kuchnię.
      Wypytanie portretów o potrzebne mu informacje, było trudniejsze, niż z początku zakładał. Większość z nich zdawała się mieć opór przed powiedzeniem profesorowi jakże ‘nietypowych’ informacji o jego uczniach. Zupełnie jak gdyby nie pamiętali go oni z jego szkolnych lat! W końcu jednak, z pomocą zaprzyjaźnionych duchów, przekonał ich do powiedzenia mu o Ellen Ridley. Oczywiście, nie znali oni jej imienia, Ted jednak nie bez powodu był jednym z najzdolniejszych uczniów w najnowszej historii Hogwartu. W sumie to nieszczególnie zdziwił się, że to właśnie Gryffonka zna mu również z Klubu Pojedynków, była mózgiem za nieoficjalnym handlem szkoły.
      Nie więcej, niż dwadzieścia minut po rozmownie z Łucją, poprosił opiekuna Domu Lwa o poinformowanie panny Ridley o tym, że chce się z nią zobaczyć za godzinę w swoim gabinecie. Chociaż była sobota, i tak miał z dziewczyną porozmawiać o jej ostatnich wynikach w nauce i w Klubie. Zdawała się być ostatnio jakaś rozkojarzona…

      [Cześć! Co u ciebie?
      Przepraszam, że dopiero dzisiaj, ale nie dałam rady wcześniej zacząć xx Mam nadzieję, że nie przeszkadza ci takie rozegranie przeze mnie sprawy; wydaje mi się, że kto jak kto, ale skrzaty pracujące w Hogwarcie z pewnością sporo wiedzą o mieszkańcach zamku :D]


      Teddy Lupin

      Usuń
  37. [Wiesz, że ja z tymi domami to mam zawsze... :v]

    Gdyby nie fakt, iż Griffin był w całkiem niezłej formie, drużyna Ślizgonów już dawno rozprawiłaby się z uczniami Gryffindoru, bo ci tego dnia, co tu dużo mówić, wypadali po prostu fatalnie. Punktacja przedstawiała się jako 110-30 w momencie, w którym Adam przepchnął drobną Samirę na trybuny i dosięgnął złotego znicza, kończąc przy tym grę. Publiczność oszalała, przynajmniej we wschodniej części boiska, gdzie znalazło się najwięcej wychowanków Domu Lwa, w tym też Alexander z Ellen. Chłopak wiwatował razem z innymi, natomiast brunetka uśmiechała się do siebie z zadowoleniem, prawdopodobnie czując już tę przyjemną ciężkość sakiewki z pieniędzmi na piersi.
    — Myślałem, że wtopimy, serio. Już po dwudziestu minutach mówię do siebie "Vlaming, coś ty narobił" — mamrotał do kumpla z domu, zupełnie zapominając o wszystkim wokół, do tego stopnia, że nieopatrznie przybił piątkę równie nieświadomej Katie. Dziewczyna zmieszała się, kiedy tylko zorientowała się co jest grane, po czym czmychnęła na drugą stronę podestu do przyjaciółki, by potem zejść już z trybun.
    Alexander zwrócił się nagle do Ridley.
    — Drużyna organizuje imprezę z okazji wygranej dzisiaj wieczorem — powiedział z uśmiechem, by potem nachylić się nad jej twarzą. — Wielki finał planu?
    W sumie podobała mu się ta ich gra — do tego stopnia, że z przykrością myślał o jej zakończeniu, a nawet zastanawiał się nad jego drobną kontynuacją. Nie było to nic chlubnego, ani z pewnością rzecz, do której Stratford by się komukolwiek przyznał, ale czuł satysfakcję, gdy tylko w głowie pojawiała mu się wizja upokorzenia Hall.
    Gdy spoglądał w jej oczy, znów poczuł to dziwne mrowienie w całym ciele, jakby delikatną mgłę, która przysłaniała mu pole widzenia i uniemożliwiała usłyszenie czegokolwiek. Złapał się mocno nadgarstka dziewczyny w momencie, w którym zupełnie odlatywał; miał świadomość, że wyglądał przedziwnie, ale miał też nadzieję, że Ellen połapie się, o co chodzi.
    Widział ich. Widział ich rozmawiających, kłócących się.
    Bawiący się w Sprawiedliwość — wymamrotał, jeszcze mocniej ją ściskając — nie będą mieli pojęcia, kiedy sprawiedliwość ich dosięgnie. Koniec gry stanie się karą... I początkiem ich własnych nieporozumień.
    Odkaszlnął, gdy tylko wizja się skończyła, powracając wzrokiem do twarzy dziewczyny. Zmarszczył delikatnie brwi, rozglądając się wokół — stali teraz bardziej z boku, ale nie mogło minąć dużo czasu, odkąd odpłynął, bo część Gryfonów jeszcze znajdowała się na trybunach, rozprawiając o wieczornej imprezie.
    — Mówiłem ci coś?

    OdpowiedzUsuń
  38. [Ellen, opieprzasz się coś, no :D]

    OdpowiedzUsuń
  39. [Możesz mnie zabić za wegetację hogwarcką i wcale nie będę takim obrotem spraw zaskoczona, serio! Mam coś jednak na swoje wytłuczenie i pocieszenie zarazem. Nah, nie będę się tłumaczyć, bo generalnie wciągnęło mnie życie, ale już dzisiaj (o matko, wreszcie!) wpadnie do Ciebie obiecane zaczęcie, bo wracam do należytej egzystencji blogowej. A na maila się odezwę z pomysłami jak tylko nadrobię hogwarckie zaległości i należycie zajmiemy się KZWP!]

    Arsie

    OdpowiedzUsuń