8 listopada 2015

sing a song of sadness about the girl with the happy face

Poppy Bree Fighil 
1.11.2004 r., Midleton, Irlandia, mugolak, VII rok, Hufflepuff, Koło ONMS, Koło zielarskie, patronusem jeż, boginem ciemność

Są tylko dwa powody do zmartwień: albo jesteś zdrów, albo chory. Jeśliś zdrów, nie ma się co o martwić. Jeśli chory, są dwa powody do zmartwień: albo wyzdrowiejesz, albo umrzesz. Jeśli wyzdrowiejesz, nie ma się co o martwić. Jeśli umrzesz, są tylko dwa powody do zmartwień: albo pójdziesz do nieba, albo do piekła. Jeśli pójdziesz do nieba, nie ma się co o martwić. Jeżeli do piekła, będziesz tak zajęty witaniem się z kumplami, że nie będziesz miał czasu, żeby się martwić. To po co się martwić?”
Poppy żyje w zgodzie z irlandzkimi mądrościami. Filozofię życia przejęła od dziadków – pracownika destylarni whisky i emerytowanej nauczycielki. Z powodzeniem zastąpili dziewczynie i jej braciom rodziców, gdy pan Fighil przepadł w Londynie po tym, jak panią Fighil zabrał nowotwór. Poppy tęskni tylko za mamą. Jako jedyna wykazuje umiejętności magiczne, a reszta rodziny traktuje jej opowieści o szkole jak kolejne z baśni braci Grimm. Dwudziestoletni brat prosi o kolejne czasopisma dotyczące Quidditcha, a czternastoletni próbuje hodować czekoladowe żaby.
Często nikt jej nie rozumie. Tak to bywa, kiedy ma się w głowie zbyt wiele, by możliwym było to przekazać, a dodatkowo mówi się z silnie irlandzkim akcentem. O wszystkim zapomina, wszystko gubi, wiecznie się spóźnia. Spacer to dla niej co najmniej kilka kilometrów i najlepiej, jeśli łączy się ze wspinaczką. Co roku wysyła walentynki paru przypadkowym chłopakom, zupełnie ignorując tych, na widok których faktycznie szybciej bije jej serce. Czasami mówi za dużo, daje się ponieść emocjom, a w sytuacjach kryzysowych zgrywa twardzielkę. Nie tryska niepoprawnym optymizmem, jednak zawsze, we wszystkim i we wszystkich, stara się szukać jasnych stron. Służy ramieniem, radą, uściskiem, a kiedy ma dosyć ludzi, co także się zdarza, mówi do testrali. A gdy dopada ją smutek, nie przyznaje się do niego nawet przed sobą.
Carey Mulligan, Flogging Molly. Zapraszam na wszystko, jestem otwarta!

22 komentarze:

  1. [Witam. I oferuję wątek, bo kartę czyta się przyjemnie, a postać ciekawa. Choć na razie niestety przychodzę bez pomysłu.]

    Louis Weasley

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Przypomniało mi się, jak Samuel Hamilton z Na wschód od Edenu mówił, że Irlandczycy opowiadają żarty, bo wszyscy tego od nich oczekują, ale rzeczywistość jest taka, że kryją w sobie wiele skutku i piją whisky, żeby móc żyć. Mam jednak nadzieję, że akurat Poppy się nie upija, choć akurat smutek w sobie chyba ma...
    Cześć, witaj! ;D ]

    Jacca/Valancy

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Czytam, śpiąc, więc mój komentarz nie będzie zbyt rozbudowany, ale postać mnie urzekła, uwielbiam osóbki z takim nastawieniem <3 Karta przesycona takim wspaniałym klimatem, że aż się buźka szczerzy do ekranu.
    Witamy i w razie chęci na wątek zapraszamy pod kartę.
    Udanego pobytu na blogu! <3 ]

    Freddie Weasley

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Przynajmniej martwić się niczym nie powinna, skoro zna ten cytat z początku Twojej karty. I dlaczego ładni chłopcy na nią nie spojrzą? Takie piękne ma kalosze!
    Też lubię zdjęcie z karty Jakki, tylko trochę mi smutno, że na innych fotografiach ten model nie wygląda tak, jak swoją postać sobie wyobrażam. Widocznie wspaniałość tego zdjęcia to przede wszystkim zasługa pani fotograf.
    I pewnie, że możesz przyjść na wątek, zachęcam! Tylko... ekhm, ostatnio cierpię na wyjątkowy spadek poziomu kreatywności... ]

    Jacca Radley

    OdpowiedzUsuń
  5. [Jaka ona fajniutka! Smutna, a jednocześnie pozytywna, taka prawdziwa :) Ja mam ochotę ją mocno przytulić i mam wrażenie, że moja Abigail wyszłaby z taką samą inicjatywą. W każdym razie, jeśli są chęci na wątek, daję absolutną dowolność co do wyboru mojej postaci!]

    Jihoon/Abigail/Seunghyun/Alexander

    OdpowiedzUsuń
  6. [Jaka piękna karta! A Poppy wydaje się bardzo sympatyczna. Zaproponowałabym wątek, ale ostatnio moje pomysły po prostu się wyczerpały. Więc... Jakby coś Ci się zrodziło w głowie to zapraszam do Avalon, Ajruna oraz Angusa.]

    OdpowiedzUsuń
  7. [Hej, hej. Bardzo fajna osóbka :) Może jakiś wątek posklejamy? :)

    Vladimir Karkarow/Logan Sandoval

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Ale ona przyjemna! Super czytało mi się kartę ; ) Jak znajdziesz ochotę na wątek, to serdecznie zapraszam ]

    Valentine

    OdpowiedzUsuń
  9. [Jakie to kochane stworzonko ♡ więcej takich na blogu! Cześć i czołem, może jest ochota na wątek z wilczkiem? ;)]

    Bellamy Sangster

    OdpowiedzUsuń
  10. [Myślę, że moglibyśmy ich zaprzyjaźnić! Alex mógłby z nią łazić, w swój stratfordowy sposób jęcząc jej za uchem, iż jest najpiękniejszą kobietą świata i że jeśli do trzydziestki nie znajdzie sobie męża, on to stanowisko z chęcią przejmie :D]

    OdpowiedzUsuń
  11. [Okej, okej, tylko gdzie? Hogwarcka kuchnia, piknik o północy przy jeziorze, Trzy Miotły, wieża astronomiczna czy może coś bardziej legalnego, jak... (i tu nic nie przychodzi mi do głowy :D)?]

    OdpowiedzUsuń
  12. Alexander westchnął głośno, wpychając sobie kolejnego ślimaka-gumiaka do ust, jednocześnie modląc się, by cała glutowata masa, jaką trzymał w ustach, nie wydostała się na zewnątrz.
    — Chubby bunny — wymamrotał z trudnością, choć gdy tylko spojrzał na blondynkę, jego usta rozwarły się mimowolnie w szerokim uśmiechu. Przez to w ostatniej chwili sięgnął po kartonowe pudełko po czekoladowych żabach, gdzie też wypluł wszystkie żelki. Ułożył głowę na ramieniu, oddychając ciężko i roześmiał się, by potem zwrócić wzrok w stronę przyjaciółki.
    — Znowu przegrałem.
    Grali w mugolską grę, w której to każdy z uczestników mimo napchania do ust słodkości, dalej musiał bez problemu wypowiedzieć te dwa słowa, chubby bunny. W oryginalnej wersji powinny być to pianki, ale oni dysponowali teraz jedynie magicznymi wyrobami z Miodowego Królestwa. Taka naprawdę ilość słodkich zdobyczy, jakie teraz znajdowały się pomiędzy nimi przy stole Trzech Mioteł, była dość imponująca.
    — Powiedzmy, Poppy, że to przez twoje urodziny — powiedział, szczerząc się do dziewczyny. Sięgnął lewą ręką po kufel z kremowym piwem, by potem wypić solidnego łyka. — Dzisiaj będziesz cały wieczór wygrywać!
    Siedzieli w barze już od półtorej godziny, świętując ten wspaniały dzień, przed który stan galeonów w portfelu Stratforda zmniejszył się o zatrważające... Po prostu o bardzo dużą sumę. Chłopak nie robił sobie jednak z tego powodu wyrzutów, jako że w jego ostatnie urodziny Fighil przeszła samą siebie, kupując im obojgu bilety na ostatni koncert Fatalnych Jędz w historii.
    — Wiesz — zaczął, odstawiając kufel — ostatnio Gary z mojego dormitorium pytał się o ciebie. Jak on to powiedział... Jak ma na imię ta urocza blondyneczka z Hufflepuffu? Coś takiego.

    [Okej, no to jedziemy! W ogóle kojarzę skądś Twój nick :D Gdzie blogowałaś?]

    OdpowiedzUsuń
  13. [Hmm, w zasadzie moja propozycja była zupełnie nie przemyślana jeśli chodzi o jakieś wymagania, pomysły czy marzenia :D zobaczyłam ją i miałam takie "chcemy!" No napisałam xD ale okej, zastanawiając się - myślę, że nie ma mowy aby między tą dwójką były jakieś złe relacje. Może powiedz mi czego tobie brakuje, a ja spróbuję coś dopasować, Bo akurat jestem otwarta na wszelkie propozycje gdyż trochę mi się posypało w wątkach. :)]

    Bellamy

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Tak właśnie robię. Zresztą nie tylko z Jaccą, ale ze wszystkimi swoimi postaciami, a właściwie to nie tylko swoimi. Pewnie, jeśli uda nam się powątkować, Poppy w mojej głowie nie będzie wyglądała jak C. Mulligan w 100%, ale jak jakaś wariacja na jej temat. :D
    Co do kaloszy – a chodzi w nich po Hogwarcie?
    Okej, to ja zacznę, nawet planowałam, że wątek pojawi się zamiast tego, co piszę teraz, ale coś nie wyszło. Mam jednak nadzieję, że jutro lub w środę podeślę zaczęcie. A jakby się nie pojawiło przez dłuższy czas... Zapomnieć nie zapomnę, ale nie zaszkodziłoby też, gdybyś (jeśli byś się zniecierpliwiła) zostawiła mi pod kartą komentarz z naganą, może by mnie zmotywował i wygonił ślimacze naleciałości. :D ]

    Jacca Radley

    OdpowiedzUsuń
  15. [Dobra, przybywam w końcu. Wybacz za zwłokę, ale musiałam się zebrać i przestawić swój tryb myślowy. Twój pomysł bardzo mi się podoba, tylko nie jestem pewna, którą opcję wybrać. Chociaż wydaje mi się, że gdyby atmosfera od tamtego czasu nieco się spięła, wątek mógłby być ciekawszy. Więc... Wybieram opcję numer dwa :) Jeżeli chodzi teraz o wątek to co im robimy? Jakiś wspólny szlaban, przymusowo zostali dobrani w parę na eliksirach i muszą zebrać wspólnie składniki? A może coś zupełnie innego, niespodziewane spotkanie podczas nocnego zwiedzania zamku, lub na wieży astronomicznej? Można też w to wplątać jakoś kota Angusa. Mógłby lubić Poppy, co Angusa by strasznie irytowało, mogłaby się przez to nawiązać jakaś mini kłótnia. Wiesz... Wkurzony Angus, że jego kot woli siedzieć jej na kolanach, zamiast u niego ;)]

    Angus

    OdpowiedzUsuń
  16. [A dziękuję pieknie! Ale do rzeczy. Oprócz maślanych oczu, brniemy bardziej w temat?]

    Louis

    OdpowiedzUsuń
  17. [Raz, dwa, trzy, zmuś mnie.
    Nie no, żarcik, zacznę, nie wiem tylko kiedy. :D]

    OdpowiedzUsuń
  18. [Witam ciepło! :)]

    Vladimir Karkarow / Logan Sandoval

    OdpowiedzUsuń
  19. [O rany... jakie piękne zdjęcie? :D]

    Caelan

    OdpowiedzUsuń
  20. [Witam się :D I pójdę za boohoo -> zdjęcie jest klimatyczne!]

    Matthew Harrison

    OdpowiedzUsuń
  21. – Co mi po popularności i co po pieniądzach, kiedyś sądziłem, że możliwość kąpania się w galeonach i pławienia w sławie będzie czymś niezwykłym, niezapomnianym, uwielbianym na wieki. Dzisiaj już o to nie dbam, bo od całego tego zamieszania wolałbym spokój i wolność. Spokój i wolność czyli coś, czego nigdy nie uzyskam. To wszystko przez uczucia, gdybym tylko mógł się ich wyzbyć, cały świat stałby się lepszym. Ale jestem tym, kim jest i pan. Jestem człowiekiem. Człowiek! To powinno brzmieć dumnie, ale nie zawsze tak jest. W moim przypadku na pewno nie.

    Uczuciem, które najczęściej mi towarzyszy jest wstyd. Coś od wewnątrz tak mnie ściska, że czasem mam wrażenie, że zaraz oczy wyjdą mi na wierzch, że mózg zagotuje się i zamieni się w krwawą miazgą. To jak migrena umysłu, ból podobny, tyle że nie jest fizyczny a psychiczny, a najgorsze jest to, że nigdy nie przechodzi. Czasami, kiedy jestem czymś bardzo zaabsorbowany, potrafi zelżeć, ale nigdy nie znika. Zawsze czuję palący wstyd, kiedyś próbowałem z nim walczyć, dzisiaj tylko czekam, aż spopieli trzewia i duszę moją na szary popiół. Popiół zostanie rozwiany przez wiatr i wkrótce po nim śladu nie będzie, ze mną nigdy się tak nie stanie. W pewnym sensie jestem wieczny, nieśmiertelny, zginę ja, zostaną moje dzieła. Dla ludzkości jest to szczęśliwe, bo publicznie pokazuję najlepszą część siebie i tylko ona zostanie, kiedy już mnie nie będzie.

    Może śmierć byłaby dla mnie wybawieniem? Może. Prawdopodobnie. To zabawne, mam tę świadomość, że tylko śmierć zwróciłaby mi wolność, a chociaż pragnę wolności, śmierci nie chcę. Przecież najcenniejszą „rzeczą” przeze mnie posiadaną jest życie! Jak mógłbym się go wyrzec? Kiedyś sama nadejdzie, ale nie zamierzam jej pospieszać.

    Więc na razie żyję. Żyję ja, a we mnie żyje wstyd. Wie pan, miałem siostrę. Starszą, ukochaną przeze mnie siostrę, która wiele dla mnie robiła i dla której ja również gotów byłem się poświęcać. Gdyby to było w mojej mocy, mógłbym dać jej wszystko, czego tylko zapragnie, życzyłem jej samych sukcesów w życiu, ale mimo wszystkich dobrych myśli było coś, czym nie chciałem się dzielić. Pisaniem. A ona sama sobie to wzięła.

    Wie pan, moja siostra była idealna. Czego się nie tknęła, zamieniała w złoto. Zawsze stawiano mi ją za wzór do naśladowania. A ja? Byłem tylko młodszym bratem, tak samo kochanym, ale jednak traktowanym inaczej. Jak nieco mniej rozgarnięty, bo tak w istocie było. Zawsze byłem inteligentny, ale nigdy tak dojrzały jak moja siostra i biegły we wszystkich dziedzinach. Ale przejawiałem talent. Umiałem tworzyć historyjki i zgrabnie je spisywać, tworzyłem też niezgorsze (jak na dziecko!) wiersze. Kiedy odkryłem w czym jestem dobry, postanowiłem się tego trzymać. Wreszcie było coś, w czym nie porównywano mnie do mojej siostry.

    Któregoś dnia przyszła do mojego pokoju i powiedziała, że od jakiegoś czasu pisuje wiersze. Zaczęła mi je odczytywać, a ja nawet nie byłem w stanie uważnie przysłuchiwać się, bo strach ścisnął mi gardło. Więc nawet i to mi odbiorą? Nawet wierszami cieszyć się nie będę mógł, bo moja siostra okaże się lepsza?! Więc kiedy skończyła, rozpocząłem krytykę, a zawsze umiałem krytykować wściekle, zajadle i szczegółowo. Wyrzucałem z siebie plugawe słowa, zrównałem jej twórczość z dnem, robiłem wszystko, by zniechęcić siostrę do dalszego pisania.

    Z mojego pokoju wyszła z płaczem. Nigdy więcej nie napisała już żadnego utworu.

    Już wtedy się wstydziłem, ale nigdy nie przeprosiłem. Może, gdybym jej nie przeszkodził, moja siostra okazałaby się najlepszą poetką naszego wieku. A może nie, to nie ma znaczenia. Dzisiaj już jej nie ma, ona nie była wieczna, nie pozostawiła po sobie twórczości... Nawet nie mogę przeprosić jej za sprawiony niegdyś ból i za wywołane słowami łzy... Wstydzę się.

    Wstydzę się tego, co mówiłem mojej siostrze, lecz to tylko wierzchołek wielkiej góry, ponieważ... Całe moje życie składa się ze wstydu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jacca krążył po skraju Zakazanego Lasu, gdzie zawsze udawał się, gdy pragnął być sam ze sobą. Zwykle gadał wtedy – czasami wyrażał jedynie na głos kłębiące się myśli, co pomagało mu je uporządkować. Często jednak jego monologi przybierały inny wymiar. Chociaż Radley miał już siedemnaście lat i powinien zacząć zajmować się ważniejszymi sprawami, wciąż tęsknił za zabawami. Jako dziecko brał zabawki i to nimi odgrywał różne naprędce wymyślane historyjki, dzisiaj nie potrzebował do tego figurek. Wystarczał mu własny głos.

      Czasami mówił o czymś tak, jakby opowiadał jakieś historie, czytał na głos powieści. Innym razem odgrywał audycje radiowe. Wcielał się jednocześnie w dziennikarza, jak i zaproszonego gościa, co było o tyle ciekawe, że jednocześnie ćwiczył zmienianie głosu, jego modulowanie.

      Wymyślił już wiele postaci, którymi posługiwał się w takich chwilach. Wiele spośród nich zostało już pogrzebanymi na wyimaginowanych cmentarzyskach, wciąż wymyślał też nowe. Miał jednak i takie charaktery, do których przywiązał się w tak bardzo, że często znowu je przywoływał, ponownie wchodził w ich skóry.

      Dzisiaj udawał mężczyznę, którego wymyślił w zeszłym roku. Naukowca i publicystę, pisarza, który był już w wieku średnim, do trumny bynajmniej się nie szykował, a pomimo wielu sukcesów na polu zawodowym, przez cały czas był niemal chory ze smutku, który stale go otaczał.


      [ Większość komentarza to monolog Jakki, więc od razu uspokoję, że zazwyczaj proporcje w moich odpisach mają się inaczej. ;D ]

      Jacca Radley

      Usuń