1 listopada 2015

when the darkness comes...

$
Slytherin  ◘ Klasa VII ◘ Czysta krew ◘ Brytyjczyk ◘ Ścigający
14,5 cala, biały dąb, włos jednorożca, sztywna. Gale
      Wielkie niebieskie oczy z wiecznymi sińcami i gładkimi powiekami. Usta pełne, miłe, nieczęsto wygięte w uśmiechu. Nos zgrabny, wdzięczny, niekulfoniasty, co całkiem mu się podobało. A najbardziej do gustu przypadły mu brwi: równe, nie krzaczaste, zarysowane na tyle wysoko nad oczami, że nadawały twarzy wyraz opanowanego, ukrywanego podziwu.
       Fascynowały go dobrze skrojone ubrania, nie dla nich urody, lecz przesłania, które jego zdaniem były wyrazem. Nosił się w bluzach, swetrach, prostych spodniach, a gdy miał taki kaprys wdziewał szyty na miarę garnitur, a włosy długie zawsze zaczesywał do tyłu by niedbale falowały wraz z powiewem wiatru.
    Syn ze średniozamożnej, aczkolwiek dość osłuchanej rodziny czarnoksiężników. Pomimo tego jest tylko smukłym, bezimiennym uczniem snującym się po korytarzach tej ogromnej szkoły, który wciąż jakby knuł za plecami innych wykorzystując ich nieświadomość. Wciąż cierpiący, skazany na rolę wyrzutka, poza nawiasem, borykającym się z dobrem i złem we własnym piekle ciała i duszy.
    Mogłoby się okazać, że z powodu tego, co mu się przytrafiło, owych nieoczekiwanych koszmarów, których był świadkiem i nieuniknionych mąk, które wycierpiał, nadal będzie w oczach innych bardziej urzekający niż wtedy, gdy owe nieszczęścia miał jeszcze przed sobą. Ta upiorna prawda o tym, że udręka nadaje głębi myślom i nieodpartego uroku rysom, że nasyca tembr głosu... Pod warunkiem, że nie wypali optymizmu, wyobraźni i szacunku wobec prostych, jednakże nieodzownych przejawów życia.

Ekscentryczny, dla wielu pozostający zagadką.
Dualny w wyborze partnerów.
O dziwo wybuchowy, nie rozumie komedii.
Bywa apodyktyczny. Pewny siebie.
Niecierpliwy. Chłodny.
Samotny, marzący o zmianie.

__
A więc witam się z wszystkimi serdecznie i do wątku zapraszam. Z reguły pisałam samymi postaciami męskimi, gdyż kobiety nigdy mi nie wychodzą. 
 No, mam nadzieję, że wszyscy będziemy się razem dobrze bawić ;) 
Z czasem coś się zapewne ode mnie pojawi w postaci jakiegoś opowiadania o tym co się temu dzieciakowi stało, że taki przez los skrzywdzony został.
pidzama.porno21@gmail.com

55 komentarzy:

  1. [Odkąd obejrzałam "Camelot" to po prostu kocham Campbella. Więc Twoja postać strasznie przypadła mi do gustu. W dodatku nie przez sam wizerunek. Lubię takie charakterki, bardzo, bardzo. Niech wykorzysta jakoś strasznie moją całkowicie nieświadomą Avalon!]

    Avalon Moore

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witamy na blogu i życzymy udanej zabawy :)]

    OdpowiedzUsuń
  3. [Witam serdecznie kolegę z drużyny. Uwielbiam tego pana na zdjęciu. I karta też mi się bardzo podoba. Życzę świetnej zabawy na blogu!]
    James Potter

    OdpowiedzUsuń
  4. [Taki trochę smutny, trochę szary Ci wyszedł, a moim zdaniem niemalże nieślizgoński. Może to i lepiej, może dzięki temu lepiej dogada się z moją postacią? :D O ile polubi albo zacznie jakoś tolerować "zarozumiałą" pannę Weasley. Mimo wszystko - zapraszam. :)]
    Rose Weasley

    OdpowiedzUsuń
  5. [Ładnie napisana karta, bardzo mi się podoba. Valentine sam w sobie niezwykle ujmujący, choć ta tajemnica trochę mnie nie pokoi, ale oczywiście również ciekawi. Nie wiem czy uda nam się coś razem stworzyć, choć może akurat, więc zapraszam i życzę dużo weny :)]
    Sunshine Price

    OdpowiedzUsuń
  6. [O, a ja od paru dni chodzę zauroczona Jamiem, odkąd widziałam go w "Darach anioła", także najpierw zachwyciłam się zdjęciem, choć karta również jest cudowna.
    Podoba mi się ta postać, bo jest tajemnicza i intrygująca, więc... proponuję wątek.
    A tak poza tym, to cześć!]

    Byron Selwyn / Ellen Ridley

    OdpowiedzUsuń
  7. [Wszyscy kochają Jamiego, ja nie jestem wyjątkiem, choć w roli Jace'a w Darach Anioła jak dla mnie się nie sprawdził. Co do postaci- smutny on strasznie i jak dla mnie mocno zagubiony. Dogadałby się z Bo w pewnym sensie uważam iż są do siebie podobni, pomimo różnicy barw i domów. Cześć :) Choć do mnie to wymyślimy coś ciekawego :) ]

    Bo

    OdpowiedzUsuń
  8. [I miało się powitanie i się zes....psuło. Młeh. W każdym razie co za smutas z niego! Ale mam nadzieję, że znajdzie sobie rozrywkę i odpowiednie towarzystwo :D Chyba tylko ja nie znam tego pana z fotki. Tzn to jest ten co grał w Sweeneym Toddzie? Jeśli tak to tylko tam go widziałam xD co nie znaczy, że nie pasuje do postaci i interesująco przedstawionej treści ;) Niech Val wbija się w sweter i wybywa na miasto! Witam i życzę miłej zabawy!]

    Matthew Harrison

    OdpowiedzUsuń
  9. [Oj tam, żadne opóźnienie. Wiadomo, że człowiek nie siedzi na blogu 24 godziny. Oh, mogą się spotkać dosłownie wszędzie. Avalon lubi łazikować po lochach, siedzieć w bibliotece czy na błoniach, ale tylko pod warunkiem, że nie pada deszcz, a na dworze nie panuje minusowa temperatura ;)]

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  10. [Byron zaczyna mi trupkować, dlatego muszę go nieco ożywić. Myślę, że niezłym pomysłem byłoby wykorzystanie faktu, że obaj grają w quidditcha, możemy też ustalić jakąś relację, ale, szczerze mówiąc, nigdy nie miałam talentu do wymyślania. Nie żeby zaczynanie szło mi jakoś wybitnie, ale przychodzi mi łatwiej. :D]

    Byron

    OdpowiedzUsuń
  11. [ Myślę ze biorąc pod uwagę ich specyfikę i podobieństwo mamy dwa wyjścia: Albo nasze postacie będę się nienawidzić i unikać siebie jak ognia, albo będą w sobie mocno zadurzeni, co poniekąd będzie ich przerażać na tyle, że na każdym przy każdym spotkaniu będą zachowywać się irracjonalnie. Pytanie którą z opcji widzisz w lepszym świetle ]

    Bo

    OdpowiedzUsuń
  12. [Haha nie wiem czy jest ktoś go nie lubi Deppa. A ja Sb myślę, że walnę banalnego niebanalnego Johnny’ego, bo czemu by nie? :D Serio opis Ci się podoba? W sumie taki na luzie jest, ale chyba nikt nie odda ducha Deppa ;D
    Jeśli obmyślimy jakiś fajny motyw, może pokusisz się na wątek? Z tego wszystkiego oglądałam tylko Todda, a w HP wgl go nie pamiętam :c]

    Matt

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kto* miało być. co za bezmózg ze mnie -_-

      Usuń
  13. [Nie chcę wyjść na marudę, ale co z tym wątkiem? Chcesz coś jeszcze ustalić, dodatkowego może? Czy po prostu mam cierpliwie czekać? (ostatnio wszyscy ewidentnie testują moją cierpliwość, wiec po prostu wolę się zapytać :D)]

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Ja tez mam raczej romantyczną duszę więc git malinka. Musimy jeszcze ustalić poziom tych ich relacji, w sensie czy jest to takie na razie ukradkowe zerkanie, burczenie do sobie itp, czy już dochodzi do spontanicznych pocałunków gdzieś w cieniu jakiegoś korytarza, ale to jeszcze nic wielkiego bo każdemu się zdarza, czy są np. juz przez wszystkich widziani jako para, ale oni usilnie temu zaprzeczają. Dopiero po tym myślę że spotkanie gdzieś o późnej porze na korytarzu i ucieczka przed prefektami może być dobrym pomysłem na zaczęcie. Więc wybieraj śmiało ]

    Bo

    OdpowiedzUsuń
  15. [Na początku myślałam, że oto nadchodzi reinkarnacja Grindelwalda, a tu nie - ekscentryk z ciekawą historią. Gdyby była chęć na wątek to zapraszam do Avery'ego. Tymczasem życzę samych inspirujących (i jednego całuśnego) wątków. Pozdrawiam!]

    OdpowiedzUsuń
  16. [Lubię tego aktora. Należy do grupy tych, o których myślę, że wcale ładni nie są, za to z pewnością są w jakiś dziwaczny sposób wyjątkowo pociągający, bo gdy już ich widzę, poświęcam im całą uwagę. Tak jak Twojemu Valentine(-owi?), co za unikalna postać! Skrywa w sobie jakąś tajemnicę i ja bym te tajemnicę chciała odkryć, lecz nie bardzo jeszcze wiem, której z postaci mogłabym użyć.
    I tu pytanie do Ciebie - czy jakakolwiek Ci odpowiada? :)]

    Jihoon/Abigail/Seunghyun/Alexander

    OdpowiedzUsuń
  17. [oh skoro tak to będę cierpliwie czekać. To chyba już z przerażenia, że ostatnio tak mi wątki szybko znikają... W takim razie już więcej nie ponaglam, tylko czekam ładnie i grzecznie ;)]
    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  18. [To bardzo mi miło w takim razie :) A więc trzeba ruszyć z pomysłem na wątek. Aktualnie tonę w botanice, więc jeśli już pomysł podrzucę jutro bądź później. Chyba że Ty o czymś myślisz,hm?]

    Matt

    OdpowiedzUsuń
  19. Naładowana negatywnymi emocjami, które od dłuższego czasu nie mogły znaleźć ujścia z jej organizmu, maszerowała korytarzami, starając się wyglądać na jak najbardziej o opanowaną, choć każda komórka jej ciała krzyczała ze złości. Chyba nigdy nie była tak sfrustrowana jak w ciągu ostatnich kilku tygodni. Nawet w okresie dojrzewania, gdy hormony w jej ciele buzowały przez co, co chwila zmieniła jej się nastrój, nie do prowadziły ją do stanu, w jaki w prowadził ją ten facet. Właśnie, facet- osobnik płci przeciwnej stanowiący okaz godny jej uznania i szacunku oraz obiekt pożądania jej współlokatorek i zapewne wielu innych dziewczyn z Hogwartu, szczycący się bujną blond czupryną i przenikliwym s pojrzeniem, które mogło się wwiercić w najgłębsze i najmniej dostępne zakamarki ludzkiej duszy. Nawet nie potrafiła do końca określić kiedy to wszystko się zaczęło- miesiąc temu, przed wakacjami…czarna dziura wypalona w jej pamięci skutecznie uniemożliwiała jej poznanie dokładniejszej daty. Czuła się tak, jak by ktoś rzucił na nią zaklęcie zmieniające jej osobowość. Takie zachowanie w ogóle do niej nie pasowało- przypadkowe spotkania kończące się chwilą zapomnienia w miejscu na tyle odosobnionym, by spoglądając od czasu do czasu przez jego ramię nie musiała oglądać ludzi przyglądających się im z zaciekawieniem, trwającym niespełna kilku minut, by na koniec zostać zakończonym chłodnym cześć, zdecydowanie odbiegały od jej wyobrażenia normalnych relacji międzyludzkich. Mało tego, czuła się jak te wszystkie puste laski obściskujące się ze wszystkimi po kątach szkoły, z tą różnicą, że ona to robiła z jednym facetem, co z tego że nieziemsko seksownym i przystojnym, ważne że jednym.
    Mruknęła cos pod nosem, gdy jeden z krukonów niechcący trącił jej ramię. Obejrzała się za nim rzucając mu mordercze spojrzenie działające na podobnej zasadzie jak to które miał bazyliszek- mrożące krew w żyłach, wprowadzające ofiarę w stan melancholii by na koniec bez problemu ograbić go z resztek nadziei, po czym przyspieszyła kroku, wymijając kolejnych uczniów.
    Nagle, widząc w tłumie blond włosy, zatrzymała się gwałtownie, przeklinając w duchu swój nieziemski niefart. Odetchnęła głęboko, starając się odrzucić na bok narastającą w jej wnętrzu falę podniecenia i modląc się o cud, ruszyła przed siebie dyskretnie schodząc pod ścianę, by umknąć oczom Valentina. Zbliżając się do niego odruchowo założyła kilka kosmyków za ucho, karcąc się w środku za bodziec.
    Byle umknąć. Byle się schować, byle dalej od niego….

    Bo

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie mogła spać. Rozmyślając ciągle o wszystkich swoich problemach, śmiesznych problemikach nie mogła zmrużyć oka na kilka porządnych godzin. Po prostu kręciła się i wierciła, przewracając z boku na bok. Tylko się męcząc w sporym, drewnianym łóżku. Więc gdy za oknem zaczęło się robić widno, bez chwili zastanowienia zsunęła nogi z łóżka i wpatrywała się przez chwilę w puste łóżko, w którym powinna spać Lucy znów ją gdzieś wywiało. Znów szwendała się nocą po zamku, w ogóle nie bojąc się czyhającego za rogiem niebezpieczeństwa. Avalon się bała. Dlatego też każdą noc, grzecznie spędzała w dziewczęcym dormitorium w wieży Ravenclawu. Czasem tylko o wczesnym poranku wynurzała się z niej i bezszelestnie poruszała się po zamku, trochę tak jakby lewitowała. Z pełnymi ustkami wygiętymi w lekki łuk. Oglądając uważnie obrazy, czasem rozmawiając z jakimiś postaciami. Zaczepiając duchy i opowiadając im szeptem historie o przygodach swojej kuzynki Susy. Tego ranka jednak udała się do sowiarni. Musiała nakarmić swojego puchacza, którego dostała od babci ze strony mamy. Uwielbiała tego ptaka, chociaż ten nagminnie podgryzał jej palce, odrobinę za mocno, odrobinę zbyt natarczywie.
    — Cześć… — szepnęła cicho, delikatnie pochylając głowę w dół. Halmeoni wyrobiła w niej ten nawyk. Czasami, tak jak teraz, w ogóle nad tym nie panowała. Zdradzając tym samym swoje koreańskie pochodzenie. Chociaż wpatrując się w jej twarz nie ciężko było odgadnąć, że ktoś z rodziny Moore musiał być azjatą — strasznie dziś zimno — dodała, uśmiechając się delikatnie jak to miała w zwyczaju. Pocierając szybko dłonią o dłoń, próbując się odrobinę rozgrzać w ten sposób. Spojrzała uważnie na chłopaka, swoimi ciemnymi oczami. W jego oczach było coś takiego, czego nigdy wcześniej nie widziała. Więc przypatrywała im się odrobinę za długo. Zdając sobie z tego sprawę, szybko odwróciła głowę na bok, szukając swojego ptaszyska.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  21. Speszyła się. Przecież nie była głupiutka i zdawała sobie sprawę, że nadchodzi zima. Chciała być po prostu sympatyczna. Nawiązać krótką pogawędkę, całkowicie niezobowiązującą. Nie miała jednak pojęcia, że dostanie taką odpowiedź. Przygryzła lekko dolną wargę, wbijając spojrzenie w czubki swoich butów. Jakby bała się podnieść głowę ku górze, by przypadkiem znów nie spojrzeć w jego oczy.
    — Ja… Przecież wiem… — mruknęła cicho, wciąż na niego nie patrząc — po prostu… myślałam, że… — nie miała pojęcia co mu powiedzieć. Wygłupiła się. Tak bardzo się wygłupiła i teraz w ogóle nie miała pojęcia co powinna zrobić. Więc stała tak przed nim, błądząc spojrzeniem po pomieszczeniu. Byleby tylko nie spojrzeć w jasne oczy chłopaka. Zmarszczyła delikatnie brwi, a na jej twarzy malowało się zdezorientowanie. I wcale nie przyglądała mu się, ze względu na to, że był ścigającym Slytherinu. Ona już miała swojego, własnego ścigającego. Chociaż czas przeszły był tutaj jak najbardziej odpowiedni. Miała, a nie wciąż ma. Jednak w oczach Mailleta było coś niezwykłego. Coś, przez co dziewczyna czuła się taka malutka, taka drobna i krucha. Tak, jakby jednym pchnięciem mógł ją przewrócić, a Ona… Ona rozsypałaby się na miliony ziarenek i już nigdy by się nie posklejała. I to ją przerażało. I fascynowało — chciałam tylko być miła — powiedziała w końcu po chwili ciszy, czując jak jj blade policzki rumienią się, powolnie podnosząc głowę i zbierając w sobie całą swoją odwagę. Przecież nie będzie się kuliła przed jakimś tam, starszym ślizgonem. Nie był ani pierwszym, ani ostatnim. Przygryzła tylko ponownie wargę i już chciała się odwrócić na pięcie i po prostu odejść, nic więcej nie mówiąc. I wtedy nagle usłyszała jego pytanie. Wewnątrz ogarnęło ją jakieś dziwne uczucie, którego nie potrafiła zdefiniować. Nie była pewna czy chce zostać i dalej z nim rozmawiać, a w zasadzie próbować rozmawiać…
    — Mogłabym Cię zapytać dokładnie o to samo — „ale nie wiem czy chcę” przeszło jej przez myśl, kiedy mu odpowiadała — widocznie nie jest wystarczająco wcześnie — dodała, jakby chciała zaznaczyć, że wcale nie chciała go tutaj spotkać. A przynajmniej nie chciała być tak potraktowana. Ponieważ poczuła się głupio, jakby była małą, głupiutką dziewczynkę. A wcale nią nie była.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  22. Spojrzała na niego tymi swoimi, dużymi oczami, marszcząc przy tym delikatnie nos i brwi. Trochę ją zdenerwował. Przecież kompletnie niczego od niego nie chciała. Od nikogo niczego nie chciała!
    — Nawet mnie nie znasz! — burknęła, wciąż mierząc go spojrzeniem. Ona po prostu była miła. Może i brała coś w zamian, ale nikt się nawet nie orientował. Bo w zamian niczego nie oczekiwała. Tylko… Wiedziała, że postępując w ten, a nie w inny sposób ojciec patrzy na nią znacznie przychylniej. Jednak, przecież nikt nie musiał o tym wiedzieć. Wręcz nikt nie mógł o tym wiedzieć — a ja… Jestem po prostu miła. Niczego od Ciebie nie chcę — musiała to zaznaczyć, bo inaczej by nie była sobą. Chociaż bardzo żałowała, że nie odwróciła się do niego plecami i nie odeszła. Miałaby teraz święty spokój, nie musząc się z nim użerać. Ale przecież… Nic, ani nikt jej nie bronił. W każdej chwili mogła zakończyć te specyficzne spotkanie. Już mu chciała powiedzieć, że ewidentnie ma On z sobą jakiś problem, jednak ugryzła się w język i ostro skarciła w myślach. Przecież nie wolno tak mówić. Przygryzła delikatnie wargę i odwróciła spojrzenie.
    — Chyba… Mamy inne postrzegania dotyczące świata i ludzi — szepnęła cicho, naprawdę mając zamiar już się odwrócić i odejść. Pomimo, że było w nim coś szczególnego nie miała teraz ochoty na męczenie się z tym wszystkim. Miała dość własnych problemów na głowie, nie miała zamiaru dokładać sobie kolejnych. Chociaż z drugiej strony… Cudze problemy odwracały jej uwagę, od tych własnych. Pomagały na chwilę zapomnieć o bolesnych wspomnieniach.
    Właśnie, sowa. Przyszła tu nakarmić sowę, o której całkowicie zapomniała przez blondyna stojącego przed nią. Zerknęła na swoje dłonie, w których trzymała jedzenie dla ptaka. Nie mogła odejść, nie nakarmiwszy go. Dobrze, że jej przypomniał.
    — Ziarna soi i odrobinę ciastek wiśniowych… — wiedziała, że tego drugiego jej ptaszysko nie powinno dostawać zbyt dużo, jednak Avalon miała zamiar od czasu do czasu rozpieszczać tego niewdzięcznego puchacza. I wyminęła powoli chłopaka, roznosząc za sobą delikatną woń kwiatowych perfum. Podeszłą do swojej szaro-brązowej sowy i powoli wyciągnęła otwartą dłoń pod jej dzióbek. Jak zawsze cholerny ptak ją dziobnął, rozrywając delikatną skórę dłoni — ohmm… — syknęła cicho, jednak nie wzięła ręki. Pozwoliła ptaku najeść się do syta.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  23. [Tylko z pozoru, choć czasami zdarza się jej być bezinteresownie miłą ;) Do Sun ostatnio straciłam wenę i na razie pomysłu z nią na wątek nie mam, ale może coś z Lexi? Możemy zahaczyć o Quidditcha, a Valentine może być niedoszłą miłością Lexi więc ona no nie będzie go darzyć sympatią. W każdym razie coś na pewno uda się wymyślić, jeśli tylko masz ochotę :)]

    Lexi

    OdpowiedzUsuń
  24. — Przecież… — i dopiero w tym momencie zerknęła na cienką stróżkę krwi, wydobywającą się z małej rany. Przygryzła delikatnie wargę i nim zdążyła cokolwiek zrobić, On stał już obok z chusteczką w dłoni. Przeniosła spojrzenie z ręki na niego, a kąciki ust delikatnie zaczęły jej drżeć. Nie spodziewała się tego po nim. Kompletnie. Zaskoczył ją całkowicie, ale z drugiej strony… Przecież nawet Go nie znała, tak jak i On nie znał jej — dziękuję — skinęła lekko głową, spuszczając spojrzenie w dół. Wolną dłonią przytrzymała chusteczkę tak jak kazał i… Nie miała pojęcia co dalej. Ponownie ją zaskoczył swoim zaproszeniem do Trzech Mioteł. Spojrzała na niego spod długich rzęs.
    — Jesteś pewien, że jestem odpowiednią osobą, z którą chcesz spędzić poranek? — spojrzała na niego, odrobinę nie dowierzając jego słowom. Tak jakby teraz stał przed nią, ktoś zupełnie inny. Bo czy ten młody chłopak, który jeszcze przed chwilą twierdził, że mili są interesowni chciałby z nią iść na grzany miód? — jeżeli tak to… Możemy się przejść. Przecież mówiłam, że jest dzisiaj strasznie zimno… — posłała mu jeden z tych swoich ciepłych uśmiechów i nie czekając na odpowiedź, ruszyła powolnie w stronę wyjścia z sowiarni. Powolnie i ostrożnie stawiając stopy na wąskich schodach. Kiedy opuścili już wieżę i wyrównali krok zerknęła na niego, przeczesując palcami szare włosy tuż od ich nasady. Chciała go wypytać o tak wiele rzeczy, chciała móc chociaż przez jedną, dłuższą chwilę spojrzeć w jego jasne oczy i odgadnąć co takiego się w nich kryje. Jednak powstrzymywała się w drodze, nie chcąc go denerwować.
    — Kiedy jest Wasz kolejny mecz? I z kim gracie? — miała nadzieje, że tym razem jej próba nawiązania rozmowy nie wyjdzie tak beznadziejnie jak ta w zachodniej wieży.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  25. [O nie, biedna będzie ta moja Lexi. Tu jej wymarzoną miłość zacznie próbować ją poderwać, dodatkowo będzie mogła się popisać u dziewczyn, że taki przystojniak się o nią stara (w końcu to piętnastolatka także xD) a tu nagle taki bum i wyjdzie, że to wszystko to żarty, załamanie psychiczne gwarantowane. Dobra mi pasuje, a jeśli masz ochotę, to zaczniesz nam? Byłabym bardzo wdzięczna C:]

    Lexi

    OdpowiedzUsuń
  26. Lubiła wierzyć, że ludzie są dobrzy. Lubiła wierzyć, że pomimo ich wrogości, gdzieś tam w środku, na dnie serca skrywają swoją dobrą stronę. Dlatego też starała się wszystkim dawać szansę. I to nawet niejedną. Nikogo więc nie powinno zdziwić, że pomimo mało przyjemnego początku ich spotkania dziewczyna mimo wszystko zgodziła się na jego dalszą część. Poza tym, co takiego niby mogłoby się wydarzyć, aby odmówiła? Najwyżej, w jakiejś rozmowie nie dojdą do porozumienia. Najwyżej przestaną rozmawiać, a spotkanie zakończy się po prostu szybciej. A później… Później gdy tylko zobaczy, że chłopak ponownie chce nawiązać nić porozumienia, ona znowu da mu szansę. Taka właśnie była panienka Moore.
    — W takim razie nie będziemy o tym rozmawiać — cieszyła się, że wprost jej o tym powiedział. Przynajmniej wie już jakiego tematu ma więcej nie poruszać — ja i granie? — zaśmiała się cicho, lekko się rumieniąc — mogłeś mnie widzieć na boisku jak uczyłam Samuela latać… To taki pierwszoklasista. Strasznie słabo mu to idzie. Lexi z drużyny Gryfonów pomagała mi z nim… Dzięki niej przestał się w końcu bać wysokości. Wiesz… Strasznie się cieszę, że udało nam się go przekonać — była pewna, że go to w ogóle nie interesuje. Ale z drugiej strony skoro zapytał. Bez sensu było ignorowanie jego pytań — jeżeli chodzi o same rozgrywki… Jestem tylko kibicem — dodała na zakończenie swojej nieco przydługawej wypowiedzi, lekko wzruszając ramionami. Mogłaby się nawet przyznać, że owszem kibicuje, ale nie swojej drużynie. Uznała jednak, że to nie jest nic istotnego.
    — Co lubisz robić w wolnym czasie? Ale wiesz… Tak naprawdę, a nie tylko po to, aby nie siedzieć z ludźmi ze swojego domu w pokoju wspólnym — zapytała, uśmiechając się lekko.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  27. [Chęć na wątek jest, Valentine wydaje się szalenie ciekawą osobą, z pomysłem jednak gorzej. To z Poppy dwa różne światy.]

    Poppy

    OdpowiedzUsuń
  28. [Wraz z Bellkiem byśmy go z chęcią ukochali ♡ za całokształt ♡
    Cześć i czołem, masz może ochotę na wątek? ;)]

    Bellamy Sangster

    OdpowiedzUsuń
  29. [Zauważam zmiany w treści karty. No chyba, że wcześniej nie zauważyłam zwrotu dualny w wyborze partnerów. Kurczę. Świat trzęsie mi się w posadach. A pomysł na wątek, zaiste, mam. *posyłam szelmowski uśmiech* Kiedyś pisał mi się wątek o takim jakby turnieju pomiędzy uczniami w zakazanym lesie (taki magiczny paintball), ale umarł śmiercią tragiczną. Może rozgrywka w drużynach dwuosobowych polegająca na zdobyciu flagi Krukonów i przywróceniu świetności Ślizgonom byłaby odpowiednio ciekawa? A jeśli nie to proponuję jeszcze zakład o to, że Avery jednak potrafi latać na miotle (no jakoś nie, ale dopiero jak spadnie i rozwali sobie głowę Valentine uwierzy, że rzeczywiście mój Avery to stworzenie ziemne ;P. I oczywiście - relacje. *zacieram łapki* Co proponujesz?]

    OdpowiedzUsuń
  30. [Słodzisz, słodzisz z tą relacją a ja słucham i przerwać nie mogę. :) Ale do tego zaraz wrócę. Jeżeli chodzi o paintball to mam pomysł na takie małe zawody. Uczniowie dobierani są w pary i startują z różnych miejsc błoni, zakazanego lasu i brzegu jeziora. Ich ubrania są magicznie zaczarowane tak, że jeżeli ktoś zostanie trafiony to w zależności od celności może albo odpaść z gry (ubranie robi się czerwone i człowiek automatycznie jest widziany z bardzo daleka) albo ma "pomniejszą" ranę i tylko kawałek jego ubrania robi się czerwony (wtedy walczy dalej). Celem jest zdobycie flagi przeciwników i wyniesienie jej z ich bazy. W wątku sugerowane jest tarzanie się po ziemi, unikanie zaklęć przeciwników i takie tam. ;) A teraz relacja. Mój Avery już niestety zajęty (wpadł w one-sided love), ale możemy skomplikować chłopakom życie i wkręcić ich w jakąś dwuznaczną relację, opartą o uczucie, które Avery nazywa mylnie "prawdziwą przyjaźnią". I to wcale nie jest dziwne, że mój Arvel lubiłby czochrać Mailletowi włosy.]

    OdpowiedzUsuń
  31. Serce waliło jej z zawrotną prędkością, jakby chciało jak najszybciej wydostać się z obrębu jej klatki piersiowej, byle bliżej chłopaka, który wprawił je w taki stan. Odruchowo przechyliła ramię, na stronę gdzie poczuła nagły dotyk, czyichś palców. Zdezorientowana odwróciła się szybko sprzedając Valentinowi uderzenia włosami w twarz, po czym odskoczyła w tył zachowują bezpieczny dystans. Przeklęła się w duchu za swoje reakcje, z policzki które wbrew jej woli zaczęły zmieniać kolor, za oddech który lekko przyspieszył i serce które galopowało jej w piersi. Na domiar złego w jej brzuchu zaczęły kłębić się różne rzeczy, co niektórzy określiliby mianem „motyli”, lecz dla niej była denerwując reakcja na stres. Machinalnie sięgnęła ku włosom odgarniając kilka zabłąkanych kosmyków za ucho, tak aby bez większych problemów móc na niego spojrzeć. Uniosła do góry podbródek, jakby miało jej to dołożyć kilka centymetrów i z niejaką wyższością, rzekła:
    - po pierwsze dla ciebie panno Bryan- zatrzymała się na chwilę po czym dodała jedyną rzecz jaka jej przyszła do głowy- Jeszcze nie jesteśmy na „ty”- czego byśmy nie robili nie będziemy, dodała w duchu nadal wpatrując się w niego hardym wzrokiem.
    Szkoda tylko, że sama w to nie wierzyła. Bądź co bądź nigdy nie zdarzyło im się przedstawić sobie oficjalnie. Ich burzliwa znajomość zaczęła się od zwykłej potyczki słownej na lekcji, która przeniosła się na korytarz a stamtąd do kanciapie woźnego, gdzie zakończyła się w sposób, jakiego chyba żadne z nich się nie spodziewało. Potem każde ich spotkanie kończyło się tak samo- namiętnymi pocałunkami gdzieś w kącie korytarza. Gdyby ktoś powiedział Bo, że kiedykolwiek będzie się zachowywała w ten sposób zapewne nie dość że by się nieźle uśmiała, to jeszcze odesłałaby śmiałka do skrzydła szpitalnego. Cóż, w tej chwili tak naprawdę musiałaby to wszystko odszczekać.
    Przygryzła lekko wargę jednocześnie przechylając lekko głowę w bok. Zamyśliła się na chwilę analizując ciąg wypowiedzianych przez niego słów, podświadomie szukając w nich jakiegoś haczyka, czegoś co mogłoby ją skłonić do natychmiastowego odwrotu i ucieczki jak najdalej od niego. Nie znalazłszy nic takiego westchnęła cicho, kręcąc głową.
    - Myślę, że możesz mi to powiedzieć tu i teraz bez większych przeszkód- rzuciła zakładając ręce na piersi- poza tym, aby wyjść gdziekolwiek z zamku trzeba by czekać jeszcze parę godzin, a ja tyle czasu nie mam- dodała po chwili, starając się ukryć kłamstwo za zadziorną postawa i pewnym głosem, choć przychodziło jej to z wielkim trudem.

    Bo

    OdpowiedzUsuń
  32. — Też lubię czasem pograć w szachy, ale w sumie… Zdecydowanie nie jestem w tym najlepsza — posłała mu ciepły uśmiech, zadzierając głowę do góry. Był od niej wyższy prawie o półtorej głowy, przez co idąc obok, rzeczywiście musiała podnosić głowę wysoko w górę, by móc spojrzeć w jego jasne oczy. Jednak kompletnie jej to nie przeszkadzało, przyzwyczaiła się już do takich sytuacji. Zawsze była tą najniższą, kruchutką i delikatną Avalon. Weszła śmiało do środka, ucieszyła się, kiedy pozwolił jej wybrać miejsce, jednak jej entuzjazm odrobinę zmalał, gdy zaznaczył, że miejsce przy oknie odpada. Ona takie właśnie lubiła najbardziej. Mogła wtedy rozmawiać ze swoimi towarzyszami, jednocześnie obserwując świat za oknem. No, ale skoro On nie lubił… Wzruszyła lekko ramionami i uważnie rozglądając się po wnętrzu, od razu wypatrzyła dość mały stolik stojący w kącie, całkowicie na uboczu. Usiadła i ostrożnie ułożyła dłonie na stoliku, uśmiechając się przy tym.
    — Jeżeli chodzi o mnie i grę. Tak jak mówiłam, nigdy nie grałam. Czasami tylko przychodziła na boisko z moim… — przerwała na chwilę, odwracając spojrzenie ciemnych oczu od siedzącego przed nią blondyna — z moim byłym. Gra w drużynie Gryffindoru , więc może przez to — jej ton głosu momentalnie się zmienił, na odrobinę chłodniejszy. Nie miała zamiaru rozmawiać o swoim nieudanym związku, poza tym nie miała ochoty na rozpamiętywanie przykrych wspomnień — wiem, że zwracam tym kolorem uwagę, ale bardzo go lubię. Czuję się przez niego wyjątkowa. W końcu nikt nie jest w stanie mnie pomylić z żadną inną dziewczyną. Nikt nie powie o mnie „jakaś tam blondynka” — i automatycznie sięgnęła dłonią do włosów, przeczesując je powolnie palcami, przekładając wszystkie na lewe ramię.
    — Ja poproszę kremowe piwo — uśmiechnęła się, lekko skinąwszy głową do barmana — To… Teraz będę się czuła obserwowana, za każdym razem, gdy będę w pobliżu boisku — zaśmiała się melodyjnie — oczywiście żartuję! Jestem świadoma, że masz mnóstwo ciekawszych rzeczy niż wypatrywanie moich włosów za każdym razem gdy sam jesteś na boisku lub w jego pobliżu — przechyliła delikatnie głowę na bok, podpierając się policzkiem o otwartą dłoń.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  33. [Wymyślanie można zwalić na mnie! :D Oczywiście pod warunkiem, że powiesz mi, czy interesują Cię jakieś relację, czy mam zupełnie wolną rękę? Nie chciałabym proponować czegoś, co możesz już mieć :)
    No i oczywiście dziękujemy! Ale przy Bellu nie radzimy mówić takich rzeczy, bo biedny się jeszcze o własne nogi potknie :D]

    Bellamy Sangster

    OdpowiedzUsuń
  34. [Moje uwielbienie zarówno do tej mordki i do samej karty, jak i tekst dotyczący dualności w wyborze partnerów skłaniają mnie do zaproponowania jakiegoś romansu, gdyż miłość Bella w najbliższym czasie planuje odejść z bloga, a nie chcę żeby biedaczek był samotny. O ile oczywiście byś sie na to pisała :) jeśli tak - będę myśleć dalej, jeśl nie, to będę proponować coś innego :D]

    Bellamy

    OdpowiedzUsuń
  35. [Okay! W takim wypadku szykuj się na doskonały flirt w wykonaniu Bellamy'ego Sangstera! Dobra.. przechodząc do sedna sprawy, czyli do samej propozycji na wątek. Mam ich ze dwie, może trzy:
    1. Idę w banały, ale pierwsze co mam to wyciągam najprostszą łączącą ich rzecz, a mianowicie quidditcha. Bellamy po swoich miłosnych problemach jest może nie tyle co porywczy, a uszczypliwy. Podczas meczu może powiedzieć coś cholernie głupiego (i zakładając, że chłopaki się znają, a ich relacje funkcjonują na stopie koleżeńskiej), jeden z kumpli Twojego pana, może spróbować najprościej w świecie strzelić Sangsterowi w twarz, a Valentine odciągnie go i kolokwialnie mówiąc, weźmie Bella za szmaty, żeby z nim poważnie porozmawiać, co by z tego wyszło - nie wiem.
    2. Wątek iście pijacki, który w moim wypadku wychodzi zawsze najlepiej, chłopcy, nadal zakładając, że funkcjonują na stopie koleżeńskiej, z równoczesnym zafascynowaniem Bellamy'ego Twoją postacią, mogą brać udział w jednej i tej samej hogwarckiej imprezie, na której schleją się jak messerschmitty i pójdą o jeden krok za daleko, później będą problemy, ucieczki, sprzeczki, zabawa w kotka i myszkę, kombinowanie.
    3. Bell - również po pijackiej imprezie może błąkać się po zamku, nie pamiętając jak trafić do wieży Gryffindoru, a w takim stanie może znaleźć go Valentine, w którym obudzi się bohater i będzie chciał odprowadzić Bell'a, zaczną się problemy, woźny, prefekci, zapomniane przez Bellamy'ego hasło do wieży i inne przeszkody.
    Wybieraj, przeinaczaj, jeśli nic Ci nie przypasuje, pisz, będę kombinować dalej! :)]

    Sangster.

    OdpowiedzUsuń
  36. Nie była pewna, co powinna o nim myśleć. Były momenty, gdy wydawało jej się, że są w stanie nawiązać jakąś delikatną nić porozumienia. Jednak chwilę później miała wrażenie, że zostało na nią wylane wiadro pełne zimnej wody. Tak jak teraz. Nie miała pojęcia jak powinna zareagować na jego słowa. Z jednej strony cieszyła się, że temat jej miłosnego zawodu nie będzie więcej poruszany, ale sposób w jaki to się stało… Zmarszczyła delikatnie brwi, a na jej twarzy malowało się zdezorientowanie, nad którym nie potrafiła zapanować, a chciała. Bardzo chciała.
    – Ja… – już chciała coś powiedzieć, uśmiechnąć się blado, machnąć ręką jak to miała w zwyczaju i kłamać. Kłamać jak to dobrze się czuje, jak bardzo pragnie żyć i jakie piękne są jeszcze przed nią dni. Chociaż kłamanie szło jej marnie, w tym jedynym wypadku opanowała je do perfekcji, bo przecież nie będzie nikomu pokazywać jak bardzo cierpi, jak łatwo można wyrządzić jej wielką krzywdę – masz rację, wszystko przede mną – skinęła przy tym lekko głową, na znak, że zgadza się z jego opinią. Chociaż tak naprawdę, nie zgadzała się. Ani trochę. Posłała ciepły uśmiech mężczyźnie i gdy ten postawił ich napoje na stoliku, od razu chwyciła w swoje dłonie kufel pełen kremowego piwa, upijając kilka małych łyków. W ogóle nie przejmując się pianką, która została na jej wardze. Przygryzła tylko lekko tę dolną, odstawiając kufel przed sobą i przeniosła wzrok na twarz chłopaka.
    – Moje zainteresowania… – przymrużyła na chwilę oczy, zastanawiając się nad najrozsądniejszą odpowiedzią – gdyby można było to zaliczyć do zainteresowań to z pewnością byłoby to pochłanianie słodyczy z Miodowego Królestwa – zaśmiała się perliście. Momentami, wciąż zachowywała się jak głupiutka nastolatka – a tak poważnie to w Hogwarcie nie mam na nic czasu, ciągle coś robię. Dużo pomagam pierwszakom, ciągłe prace domowe, dodatkowe zadania… Spotkania ze znajomymi – wzruszyła lekko ramionami – w domu, w wakacje lub w czasie przerwy świątecznej dużo gotuję… Ale w zasadzie to lubię. Chociaż w sumie musiałam to polubić, mieszkam tylko z tatą. Gdybym się nie nauczyła gotować, pewnie byśmy non stop jedli jakieś gotowe jedzenie lub byśmy głodowali – upiła kilka kolejnych łyków napoju, tym razem powolnie oblizując wargi z pozostałości napoju – masz jakąś swoją ulubioną potrawę? W ogóle to… Tak oficjalnie wciąż się nie znamy. Jestem Avalon, ale śmiało możesz mówić do mnie Av – mówiąc to, na jej policzki wkradł się delikatny rumieniec. Chociaż nie była pewna dlaczego.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  37. [Ja zacznę, żeby zarysować tło wydarzeń. ;]
    Temperatura była dość przyjemna, w powietrzu nie czaiła się denerwująca wilgoć a dodatkowe zaklęcia, które Avery rzucił na siebie za namową Wigginsa, ślizgona, który często brał udział w podobnych rozrywkach, skutecznie chroniły buty przed przemoczeniem. Na trawie nie dało się dostrzec rosy, ale było jeszcze dość wcześnie, a z tego, co słyszał Arvel turniej często przeciągał się do późnych godzin nocnych.
    Turniej.
    No właśnie. Ślizgon nadal nie wiedział, dlaczego w zasadzie się zgodził. Jako prefekt i uczeń ostatniego roku powinien już być na tyle dojrzały, żeby darować sobie podobne wyskoki, ale Wiggins zdołał jakoś przekonać Mailleta, a skoro Valentine nie miał nic przeciwko? Avery jakoś nie mógł dopuścić do siebie myśli, że jego przyjaciel mógłby brać udział w podobnej głupocie choćby z Wigginsem. Wiggins był przecież idiotą, a Maillet zasługiwał na lepsze towarzystwo. Z tego powodu Arvel niby przypadkiem nawiązał z Jackiem Wigginsem krótkotrwałą, ale owocną znajomość, dzięki której pomimo wątpliwości czy prefekt może brać udział w podobnie nieregulaminowym przedsięwzięciu, chłopak jakoś się wkręcił. Teraz, kiedy razem z Valentinem, z którym tworzyli jeden z ośmiu zespołów (po dwa na każdy dom), mieli losować pozycje startowe cały pomysł nie wydawał się już taki beznadziejny. Był piątkowy wieczór, jutro nie mieli zajęć, temperatura była przyjemna, zaś zaklęcia chroniły ich przed chłodem. Ich przeciwnikami byli głównie pozerzy, dwie osoby, które przegrały zakład, kilka zauroczonych dziewczyn i dwa lub trzy porządne zespoły, na które trzeba było uważać. Z Mailletem mieli nawet szansę wygrać, choć Avery nadal nie wiedział, co właściwie jest nagrodą.
    Jeden z organizatorów. Puchon z ostatniego roku, w którym Arvel zaraz rozpoznał Tima Burby wyciągnął czerwony woreczek w kierunku przedstawicieli drużyn. Maillet miał losować, skąd wyruszali. Do wyboru były tyły cieplarni, brzeg jeziora, krawędź zakazanego lasu, błonia i jakieś inne bzdurne lokalizacje, ale Avery był pewien, że Valentine ze swoim szczęściem trafi na coś dobrego.
    Stojąc z boku chłopak obserwował tłum, gęstniejący koło Tima. Pierwsze standardowo losowały dziewczyny, ale nawet mając tę przewagę gryfona i dwie krukonki nie miały szczęścia. Dwie krukońskie drużyny zaczynały z brzegu jeziora, co już na starcie oznaczało, że będą wystawieni na ostrzał ukrytych na błoniach gryfonów, ale – Avery uśmiechnął się pod nosem, nie odrywając wzroku od Valentine’a – to tylko dobrze wróżyło dla nich.
    - Tylko tego nie spartacz, Maillet! Mam na ciebie oko.
    Kilku uczniów stojących blisko woreczka zawierającego żetony z opisem miejsc zaśmiało się nerwowo, a następnie cofnęło rękę, robiąc miejsce dla ślizgona. W tym samym czasie, w którym chłopak sięgał do woreczka Avery zaciskał kciuki, żeby Valentine miał szczęście.

    OdpowiedzUsuń
  38. – Moi dziadkowie mieli kiedyś skrzaty, ale gotowaniem zawsze zajmowała się babcia. No i nauczyła wszystkiego mamę… Ponoć robiła najsmaczniejsze bouillabaisse na świecie! To taka strasznie intensywna zupa rybna z owocami morza. Ja osobiście nie przepadam za tym, ale mój tata ją uwielbia… Więc chcąc nie chcąc musiałam się nauczyć jej przygotowywania – wzruszyła lekko ramionami. Nie była pewna, czy chłopak jest w ogóle zainteresowany tym co opowiada dziewczyna, jednak mimo wszystko podobała jej się, ich rozmowa. Była taka niezobowiązująca, a Avalon mogła w końcu odrobinę porozmawiać i posłuchać o czymś innym niż zachwyty jej koleżanek nad największymi przystojniakami w szkole – strasznie śmierdzi później rybami w domu, no ale… Dobrze, że nie muszę jej gotować codziennie. Co do puddingu czekoladowego to też lubię, ale bez orzechów. Mam uczulenie. Ostatnim razem, kiedy jakieś zjadłam wyglądałam jak monstrum – zaśmiała się lekko na wspomnienie tego widoku. Usta miała trzy razy większe niż teraz, a oczy momentalnie jej opuchły. Wyglądała jakby była po nieudanym powiększeniu ust, a oczy miała jakby imprezowała cały tydzień. A przecież Av rzadko kiedy dawała ponieść się imprezie.
    – Nie chodzisz do Miodowego Królestwa? – rozszerzyła lekko ustka ze zdziwienia. Nie mogła w to uwierzyć. Przecież to miejsce było rajem dla wszystkich ludzi, którzy lubili słodycze – czekaj i niby mam Ci uwierzyć, że zawsze słuchasz rodziców i nigdy nie robisz niczego niezgodnego z ich wolą? – uniosła lekko brew do góry, w jej oczach pojawiły się chochlikowe iskierki. Wiedziała już co będą robić, gdy tylko wypiją swoje napoje.
    – Możemy iść w jakieś wolne popołudnie do hogwarckiej kuchni, nauczę cię czegoś prostego! – rzuciła lekko wzruszając ramionami. Dopiero po chwili zorientowała się, jak to mogło zabrzmieć dlatego też przygryzła wargę – to znaczy, kiedyś… jak nadarzy się okazja – dodała, a na kolejne jego słowa automatycznie przetarła delikatnie palcem wargę, oblizując go, wciąż się przy tym szeroko uśmiechając – dzięki – dodała i upiła kilka kolejnych łyków. Tym razem oblizując wargi.

    [Nie przejmuj się kompletnie! Ja czasem piszę więcej, czasem mniej tak więc, pisz tak jak Ci dobrze nie przejmuj się! ;)]
    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  39. [Z reguły działam na zasadzie wymiany - ja wymyślam, Ty zaczynasz. Więc byłabym bardzo wdzięczna gdybyś zaczęła - szczególnie że do wieczora nie będę miała jako tako szansy żeby włączyć laptop, a tak jeśli zaczniesz do tego czasu, to już zdążę Ci wieczorem odpisać i wątek będzie się toczył :)]

    sangster

    OdpowiedzUsuń
  40. [Z reguły działam na zasadzie wymiany - ja wymyślam, Ty zaczynasz. Więc byłabym bardzo wdzięczna gdybyś zaczęła - szczególnie że do wieczora nie będę miała jako tako szansy żeby włączyć laptop, a tak jeśli zaczniesz do tego czasu, to już zdążę Ci wieczorem odpisać i wątek będzie się toczył :)]

    sangster

    OdpowiedzUsuń
  41. Uśmiechała się cały czas pogodnie słuchając jego słów. Miała wrażenie, że po raz pierwszy podczas ich rozmowy mówi o czymś, co rzeczywiście sprawiało mu przyjemność. Oczywiście nie wiedziała czy było tak rzeczywiście czy tylko sprawiał takie wrażenie specjalnie, jednak Avalon dostrzegła ten szczery uśmiech i tak jakby nagle coś zmieniło się w jego oczach. A może tylko jej się wydawało, że ten chłód znikł na chwilę? Przygryzła lekko wargę, podpierając się podbródkiem o dłoń.
    – Jeżeli chcesz, mogę Ci coś kupić jak tam będę – zawsze służyła pomocą, nigdy niczego nie oczekując w zamian. Dlatego też, trudno było jej pojąć dlaczego niektórzy ludzie są tacy interesowni, dlaczego z premedytacją wykorzystują innych, specjalnie chcąc ich w jakiś sposób przy tym zranić. Ona taka nie była. W głębi serca pragnęła aby wszyscy na tym świecie byli szczęśliwi. Natomiast ona sama nie musiała. Mogła poświęcić swoje szczęście dla szczęścia innych. Była prawdziwą altruistką. Taką, o których ludzie już dawno zapomnieli, że wciąż istnieją. Przekładała cudze potrzeby nad te własne.
    – Oh świetnie! – ucieszyła się, słysząc jego zainteresowanie. Kompletnie się tego po nim nie spodziewała. Gdyby ktoś nagle zatrzymał czas o poranku w sowiarni i poinformował ją, że spotkanie z blondynem potoczy się w ten sposób… Nigdy by w to nie uwierzyła. Widząc jego początkową niechęć i oziębłość… Chociaż momentami tę drugą wciąż było widać, chociaż objawiała się teraz w zupełnie inny sposób.
    Chwyciła kufel w swoje ręce i wypiła napój do samego końca. Oblizała powolnie wargi, aby przypadkiem znów nie została na nich żadna pianka imitująca wąsy. Przypatrywała się uważnie chłopakowi, zastanawiając się nad tym, o czym może w tej chwili myśleć.
    – Wiesz, jeżeli pójdziemy razem… Mogę Ci obiecać, że Twoim palcom nie stanie się żadna krzywda. Nie gwarantuję tego, jeżeli pójdziesz sam lub z kimś innym… – na jej policzki po raz kolejny wkradł się jasno różowy rumieniec. Czy panienka Avalon właśnie zaznaczyła, że ma nadzieję, że to właśnie z nią spędzi czas w szkolnej kuchni? Przejechała powolnie dłoniom po długich włosach, przenosząc spojrzenie na puste szklanki stojące przed nimi – chyba powinniśmy już iść Valentine – odezwała się cicho, melodyjnie wypowiadając jego imię i sięgając dłonią do kieszeni aby zapłacić za siebie.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  42. Odruchowo cofnęła się o krok lekko przestraszona jego stanowczością, jednak już po chwili wypięła dumnie pierś jak prawdziwa gryfonka, odwzajemniając jego spojrzenie. Mógł sobie być nawet Ministrem Magii, ale nie miał prawa jej grozić, nawet jeżeli były to słowa rzucane na wiatr tylko po to, by wzbudzić w niej coś na kształt respektu bądź strachu, co mu się do końca nie udało. Oczywiście, była zaskoczona i chyba to spowodowało chwilowe opuszczanie gardy, ale poza tym jego słowa bardziej ubodły jej dumę niż coś innego. W końcu czego mogła się spodziewać o ślizgonie? Oni potrafili tylko ranić innych by osiągnąć satysfakcję z ich cierpienia. On zapewne nie był wyjątkiem.
    - O żmija pokazała swoje prawdziwe oblicze, jak miło- burknęła stając w obronnej pozycji, która umożliwiała jej szybkie wycofanie się, ale i zarazem lepszą drogę do różdżki, która teraz połyskiwała delikatnie spod poły jej szaty. Tak na wszelki wypadek musnęła ją palcami, upewniając się że na pewno tam jest, po czym dodała- Nikt cię nie nauczył, że nie wolno grozić innym? To dość niekulturalne.
    Podniecenie stopniowo zaczęło ustępować irytacji. Właśnie tak na nią działał- pomimo tego, że nie mogła zaprzeczyć, iż coś do niego czuje, choć wydawało jej się to zupełnie pozbawione sensu, to dodatkowo jako jeden z niewielu potrafił ją wyprowadzić z równowagi, co dodatkowo sprawiało, że miała go dosyć. Po części była to jej wina- bez przerwy go prowokowała, nie dawała za wygraną, jakby chciała mu udowodnić że jakiekolwiek relacje pomiędzy gryfonką a ślizgonem powinny się ograniczać do szybkiej wymiany spojrzeń i obgadywania za plecami. Nic innego nie miało racji bytu, było sprzeczne ze wszystkim co ukształtowało się przez lata istnienia Hogwartu. I powinno takim pozostać.
    - I co mi niby zrobisz? Rzucisz zaklęcie, urok, zaciągniesz w ciemny kąt? Proszę cię- uśmiechnęła się szyderczo- i jedno i drugie ci się nie uda, więc daruj sobie te stare ślizgońskie gadki i przejdź do konkretów zanim to ja stracę cierpliwość i stanę się naprawdę nie miła- choć pewność siebie biła od niej na kilometr to gdzieś głęboko w niej skrył się lęk. Lęk przed odrzuceniem, które mogło nastąpić o jej ostrych słowach. Jedna cóż jak to mówią mugole: jeśli mu zależy, złamie schematy i zrobi to co powinien. Jeśli nie zostawi i odejdzie złamany, by poskładać się przy kimś innym.

    Bo

    OdpowiedzUsuń
  43. [Chcę się dowiedzieć, co go takiego spotkało... pisz opowiadanie! :D Masz pomysł, jak ich powiązań? Faktycznie, wydają się podobni. I są ścigającymi... może da się to jakoś wykorzystać.]

    Sorcha Tobin

    OdpowiedzUsuń
  44. [To mogą tak sobie razem siedzieć. Możemy też zrobić tak, że Valentine jest jedną z niewielu osób, które wiedzą, co tam jej w duszy gra; może przyłapał ją kiedyś na wymiotowaniu albo okaleczaniu, albo widział, jak zwiewa z zajęć (czy coś takiego). Postawimy ich w sytuacji, w której się jeszcze nie znają, czy już jakaś więź między nimi ma być? :)]

    Sorcha Tobin

    OdpowiedzUsuń
  45. [Bardzo, bardzo, bardzo mocno przepraszam, jestem złyyym człowiekiem i jest mi niesamowicie głupio, ale odpis podeślę w niedzielę, bo ze względu na przyjazd przyjaciółki z daleka nie mam nawet czasu żeby skrobnąć odpis. Mam nadzieję, że wybaczysz mi to niegodziwe zachowanie!]

    Sangster

    OdpowiedzUsuń
  46. [Mnie też jest bardzo bliski, ale i tak się w nim dłubię ;) Ale oczywiście, rozumiem! W sumie nie musimy o tym pisać, możemy tylko założyć, że on wie o tych jej smutkach, ale nie odpycha jej i jakoś tak się czasem spotykają, żeby sobie po prostu razem pobyć. Co myślisz? :)]

    Sorcha Tobin

    OdpowiedzUsuń
  47. Uśmiechnęła się jedynie subtelnie, opuszczając głowę w dół. Nie była do końca pewna, jak to wszystko się potoczy. Nie miała pojęcia czy od chłopaka wciąż będzie biło chłodem, jednak chciała spróbować. Chciała spotkać go jeszcze raz i przekonać się na własnej skórze, o co tak właściwie chodzi. Avalon głęboko wierzyła, że ludzie są z natury dobrzy. Wierzyła, że potrzebują tylko tych odpowiednich osób na swojej drodze. Tych osób, które wyciągną pomocną dłoń i pokażą świat z nieco innej, tej lepszej i barwniejszej strony.
    – Wydaje mi się, że to Ty nie chcesz marnować swojego czasu. To znaczy… Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile dziewczyn chciałoby być w tym momencie, na moim miejscu – uniosła delikatnie dłoń i zaczęła powolnie a ucho, niesforny kosmyk białych włosów. Uśmiech wciąż nie schodził jej z twarzy, co czasem mogło wydawać się wymuszane i sztuczne, i chociaż była w tym odrobina prawdy, Avalon opanowała tę sztukę do perfekcji. Ponieważ musiała być tak idealna jak Désirée. – ale wiesz, ja swojego czasu wcale nie traciłam. Naprawdę spędziłam ten poranek bardzo miło i to dzięki Tobie, chociaż początkowo, w życiu bym nie powiedziała, że będzie tak sympatycznie – przyznała szczerze, czując jak jej policzki delikatnie się rumienią. Nie była pewna jak chłopak odbierze jej słowa, a nie chciała aby odebrał je w ten negatywny sposób, ponieważ naprawdę miło spędziła z nim czas.
    – Do zobaczenia – pokiwała mu delikatnie dłonią i skierowała swoje kroki w stronę stołu Krukonów, gdzie od razu dorwała się do dyniowych pasztecików, pół słówkami odpowiadając na pytania zaciekawionych koleżanek. W końcu gdy obudziły się rano, jej już dawno nie było w łóżku…
    Te kilka dni spędziła głównie na nauce. Odrabiając pracę domowe, pomagając młodszym rocznikom, kiedy czegoś nie wiedzieli. Nawet spotkała się raz z Samuelem, chociaż miała szczerą nadzieje, że ich spotkania niedługo się zakończą. Miała już dość widoku boiska i mioteł, poza tym zawsze się denerwowała czy przypadkiem nie miną się z jakąś drużyną.
    - Cześć – stanęła przed chłopakiem lekko kiwając głową. Nie przygotowywała się jakoś specjalnie, nie planowała mu niczego wykładać. Chciała tylko, aby zobaczył jakie to przyjemne. Jak fajnie można spędzić czas w kuchni. Jaką radość i satysfakcję daje widok zadowolonej miny człowieka, którego nakarmiliśmy – gotowy na swoje pierwsze starcie z gotowaniem? – zagadnęła wesoło, kierując powolnie kroki w stronę lochów, gdzie znajdowała się ukryta kuchnia. Avalon uwielbiała ten moment, kiedy niewinnie łaskotało się gruszę, która po chwili zmieniała się w klamkę.
    – Nie chciałabym robić Twoich ulubionych dań bo jeszcze mi nie wyjdą i stwierdzisz, że nie umiem gotować, ale… Czy jest coś szczególnego na co masz ochotę? – weszła dziarsko do kuchni, przyglądając się pałętającym się pod ich nogami skrzatom domowym. Avalon uwielbiała te stworzonka.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  48. Bellamy Sangster już od dłuższego czasu nie pojawiał się na żadnych imprezach. Wszystko to było spowodowane brakiem chęci do czegokolwiek, a już szczególnie – do spotkania któregokolwiek ze swoich znajomych od butelki. Próbował unikać jak mógł spotkań z Malfoyem lub Cavendishem. Nie chciał wracać do tego, co było, bo rozdrapywanie ledwo zagojonych ran nie miało żadnego sensu.
    Siedząc w samotności, na jednym z oddalonych od tłumku foteli, wychylał już którąś z rzędu szklaneczkę Ognistej. Równocześnie docierało do niego to, dlaczego inni ludzie uważali picie w samotności za niezbyt przyjemne i to, że w zasadzie na tą chwilę nie ma nawet z kim obrócić flaszki. Wzdychając cichutko sięgnął po butelkę i spojrzeniem przesunął po pustej szklance. Wzruszając ramionami uznał, że to nie ma sensu i pociągnął dużego łyka prosto z butelki.
    Po cholerę miał się bawić w półśrodki?
    Skrzywił się nieznacznie i przymykając powieki, oparł głowę na ramieniu. Gdyby tak siedział przez dłuższą chwilę – pewnie zasnąłby i do rana nikt nie mógłby go dobudzić. Ostatkiem sił podniósł się, czując ogromną potrzebę wypróżnienia. Droga do toalety zajęła niesamowicie wiele czasu, a kiedy wrócił na swoje miejsce – zauważył, że ktoś go podsiadł.
    Kolejna jaszczurka pojawiająca się na jego drodze, podczas gdy był podpity? Cóż za zrządzenie losu! Zamrugał leniwie, przyglądając się blondynowi. Bez słowa wziął od niego butelkę wina.
    - Czy ty właśnie upominasz profesjonalnego moczymordę? – zapytał, unosząc brew w geście zdziwienia. – Czy mi się tylko wydaje?
    Jednak nie chcąc się sprzeczać podszedł do niego i pochylając się, sięgnął po swoją szklankę stojącą na stoliku i połowę zalał z winem.
    - Aye, aye kapitanie, będę wyjątkowo grzeczny – wymamrotał, uśmiechając się do niego uroczo.
    Gdyby nie alkohol, pewnie nawet by się nie odezwał. A jeśli już, to spłonąłby ze wstydu. Teraz nic nie wydawało się być specjalnie straszne.
    - Jak się bawisz?

    Bellamy i jego autorka, która ogromnie przeprasza za to opóźnienie!

    OdpowiedzUsuń
  49. Gdy tylko weszli do środka Avalon od razu skierowała swoje kroki w stronę dużego blatu i bez chwili zastanowienia zaczęła wyciągać z szafek najróżniejsze produkty. Wiedziała, że w szkolnej kuchni mogą przygotować tak naprawdę wszystko. Tylko właśnie przez tak ogromny wybór ciężko było jej się zdecydować na coś konkretnego. Było tyle możliwości. Mruknęła cicho do chłopaka, aby chwilę zaczekał. Miała zamiar wszystko przygotować i poprosić go o pomoc gdy nadejdzie odpowiednia chwila. Nie, żeby nie wierzyła w jego umiejętności, stwierdziła tylko, że tą „brudniejszą” stroną zajmie się ona sama, a z jego pomocy skorzysta odrobinę później.
    – Skoro tak, spróbujesz czegoś całkowicie nowego. Jestem pewna, że takiego cuda jeszcze nie jadłeś – uśmiechnęła się pogodnie na samą myśl o przygotowaniu swojego ulubionego dania, którym zawsze zajadała się, spędzając wakacje u dziadków w Korei.
    – Valentine, chodź pomożesz mi – mruknęła cicho trzymając w dłoni sporych rozmiarów nóż. Kiedy chłopak nie reagował na jej słowa, odwróciła się wciąż z nożem w ręku. Od razu zdała sobie sprawę, że ten pogrążony jest w myślach. Tylko… Nie była w stanie stwierdzić czy są one pozytywne czy raczej negatywne. Zmarszczyła lekko brwi, ponownie wypowiadając jego imię. Odłożyła ostrze na blat, opłukała ręce i podeszła do niego. Ubrała na siebie jeden z tych swoich dziarskich uśmiechów i stanęła na wprost niego, lekko się nachylając. Tak, aby swobodnie móc patrzeć w jego oczy.
    – Hej dopóki się nie ruszysz i mi nie pomożesz nie dostaniesz ani kęsa. Nawet jak skończę gotowanie sama, nie podzielę się! – burknęła, wciąż przed nim stojąc. Zauważyła ten moment, kiedy powrócił na ziemię. Kąciki uniosły jej się odrobinę w górę.
    – W takim razie… Szczęściara ze mnie? Nie muszę się o nic martwić – powiedziała z uśmiechem – chodź, masz kilka warzyw do pokrojenia. Mam nadzieję, że nie jesteś uczulony na krewetki, hm? – i powolnym krokiem ruszyła ponownie w stronę blatu. Chociaż strasznie korciło ją, aby zapytać co takiego spowodowało jego odpłynięcie. Bo przecież doskonale widziała, że przez ten krótki czas nie było go razem z nią w kuchni. Był daleko, a ona chciała się dowiedzieć gdzie. Tylko… Nie miała pojęcia jak się za to zabrać – hej, nie tak. Spójrz jak ja to robię – uśmiechnęła się i wyjęła nóż z jego dłoni, demonstrując mu jaki kształt powinna mieć papryka – mam wrażenie, że się nie skupiasz na tym co robimy… – wyczuła moment i postanowiła go wykorzystać – albo myślami jesteś gdzie indziej, albo jestem tak fatalna i cię nudzę – dodała po chwili z lekkim uśmiechem.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  50. [Witam! I dziękuję za powitanie :)
    Dziękuję za miłe słowa i cieszę się, że karta jest znośna :P Co do wątku, pewnie, że tak! Masz jednak jakiś pomysł? Smutny ten twój Valentine; nic, tylko chłopaka przytulić i spróbować z nim porozmawiać, albo go wysłuchać... Jedyne, co mi do głowy przychodzi, to może podczas lekcji OPCM, Teddy zauważyłby, że chłopak jest nieobecny i poprosiłby go, już po lekcji, by ten został na chwilę, bo chce z nim porozmawiać? Sama nie wiem... :-/]

    Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
  51. [ A masz jakiś pomysł na wątek albo chęć na jakieś konkretne powiązanie? Nie lubię zaczynać od zera, a nasze postacie są już w ostatniej klasie, więc jakąś relację mogą mieć. Ja na wątek zawsze jestem chętny :) ]

    Silas Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  52. [Oczywiście odpisuję po miesiącu, jak to ja. Bardzo przepraszam. Oczywiście dziękuję za komplement i proponuję wątek, jeśli jest ochota.]
    James Potter

    OdpowiedzUsuń
  53. Uśmiechnęła się jedynie lekko, wsłuchując się uważnie w padające z ust chłopaka słowa. Chociaż mogłoby się wydawać, że całą swoją uwagę skupia na przyrządzeniu posiłku tak naprawdę było na odwrót. Co tu dużo mówić, Valentine po prostu zaintrygował Avalon. Swoim sposobem bycia, swoją osobowością. Tym, w jaki sposób mówił i jak się zachowywał. I chociaż Krukonka spotkała na drodze swojego życia najróżniejsze barwne i te mniej kolorowe postacie, ślizgon powodował w niej pewnego rodzaju fascynację. Chciała odkryć co w nim siedzi, chciała wiedzieć dlaczego jest taki a nie inny. Wiedziała, że ludzie mają sekrety. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że potrafią przebrzydle kłamać i udawać. Ona sama nie była lepsza, tylko… Po prostu nikt jeszcze się nie zorientował jak jest naprawdę.
    – Dobrze, że mówisz… W takim razie odrobinę zmodyfikuję przepis. Dzisiaj będzie bez marchewki, a zupy z wodorostów zrobię mniej – uśmiechnęła się, mieszając drewnianą łopatką smażące się krewetki. Lubiła gotować, ale nienawidziła smażenia. Cholernie ją irytowały strzelające i skaczące kropelki tłuszczu brudzące wszystko dookoła. Najgorzej, gdy zapominała założyć fartuszek, a jej ulubione ubrania zostawały ubrudzone. Tłuszcz był co najmniej trudny do usunięcia z ubrań. Pamięta jak raz się męczyła nie mogąc niczego wymyślić. Musiała poprosić tatę, aby za sprawą magii doprowadził jej ulubioną sukienkę do ładu. Tutaj, w Hogwarcie nie było takie problemu, ale poza szkołą… W końcu była niepełnoletnia, wciąż czuwał nad nią czarodziejski nadzór, który mijał w dniu ukończenia siedemnastu lat. Avalon musiała jeszcze poczekać na ten moment.
    – Chcesz o tym porozmawiać? Czasami dobrze jest się wygadać – uśmiechnęła się do niego zachęcająco. Chociaż była świadoma, że gdyby otworzył się przed nią, to wszystko byłoby zbyt łatwe, zbyt szybkie. Wzruszyła lekko ramionami i z uśmiechem na ustach zgarnęła z deski na patelnię pokrojone przez chłopaka warzywa – no widać progres, muszę ci pogratulować – zaśmiała się melodyjnie, dalej mieszając łyżką po patelni.
    – Poza tym wiesz… Jeżeli boisz się, że mogłabym komuś wygadać. Ja nie należę do tych ludzi, więc proszę nie oceniaj mnie błędnie. Tak jak wtedy, w sowiarnii. Bo jak już sam zdążyłeś się przekonać, nie jestem interesowna – mogła sobie darować ten komentarz, mogła nie wracać do sytuacji sprzed kilku dni. Jednak wciąż ją to bolało. Może nie tak bardzo, bardzo mocno. Ale pamiętała dokładnie sposób, w jaki wypowiedział wtedy tamte słowa. Uśmiechnęła się lekko i skręciła ogień pod patelnią.

    Przepraszam, że tyle to trwało ale coś mi ostatnio ciężko idzie ogarnianie życia ;d
    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  54. Odjęło jej mowę. Dosłownie. Chyba pierwszy raz w życiu nie mogła wydobyć ze swojego gardła ani jednego dźwięku, jakkolwiek by nie brzmiał. Przerażenie owładnęło jej ciałem, paraliżując kończyny i odbierając zdrowy rozsądek. Gdyby nie jego dłoń zaciśnięta wokół jej nadgarstka zapewne od razu u upadłaby na ziemię bez świadomości. Jego słowa przebiły ją na wylot jak strzały otoczone magiczną łuną, za programowane specjalnie do tego zadania. By ją dotknąć. I spełniły swoje zadanie, nawet za dobrze. Jego wyznanie wywołało w jej głowie burze. Hormony, już pobudzone samą jego obecnością osiągnęły krytyczną aktywność, powodując lekkie zawroty głowy i wykwit rumieńców na policzkach, większych niż kiedykolwiek przedtem. Podobno stres ogłupiał ludzi. Teraz musiała się z tym zgodzić.
    Dolna warga, wcześniej ściśnięta z górną w wąską kreskę, bezwiednie opadła i zaczęła drżeć. Mocnym ruchem wyrwała mu rękę, i odskoczyła do tyłu. Wyciągnęła różdżkę w jego kierunku celując czubkiem w jego głowę, starając się opanować drżącą dłoń oraz przyspieszony oddech. Nie wiedziała jak w takiej sytuacji powinna się zachować. Przytaknąć, że czuje to samo i w głębi duszy jest szczęśliwa, że w końcu potwierdziły się jej przypuszczenia co do niego, czy może od razu strzelić go w twarz i uciec jak to zazwyczaj zwykła robić. Czuła się rozdarta pomiędzy głosem rozsądku a krzykiem jej rozszalałego serca.
    - Nnn….nie mówisz poważnie- powiedziała łamiącym się ze zdenerwowania głosem- Jaja sobie robisz- dodała szybko opuszczając nieco w dół różdżkę, choć nadal celując nią w chłopaka- To nie jest zabawne ani trochę.
    Kilka osób wpatrywało się w tą scenę z niemałym zainteresowaniem. Widząc to Bo niechętnie opuściła różdżkę, chowając ją głęboko pod szatą, tak żeby jej już nie kusiła. Włożyła ręce do kieszeni, odwracając wzrok od hipnotyzujących oczu Valentina. Nie mogła na niego spojrzeć, chociażby z tego powodu, że gdyby na nie spojrzała nie mogłaby już odwrócić wzroku, a tego chciała uniknąć. Musiała jeszcze zostać w grze. W końcu nie była pierwszą lepszą laską lecącą na przypadkowego chłopaka, o którym nie wiedziała nic poza tym że nieziemsko całował.
    No dobra. Może jednak była.

    OdpowiedzUsuń