29 stycznia 2016

After the rain, earth hardens

Gwendolyn Reynolds
GRYFFINDOR // VI ROK // CHÓR
Boginem mantykora // Patronusa nie potrafi
Wiśnia, pióro feniksa, 10 cali, odpowiednio giętka
Dla przyjaciół Gwen 

“Imperfection is beauty, madness is genius and it's better to be absolutely ridiculous than absolutely boring.”

Do śniadania, czasem pierwszej tej krótszej przerwy lub do lunchu bywa nieprzytomna i nieprzyjemna, tak jakby wstała z łóżka lewą nogą. W przypadku Gwen idealnie sprawdza się powiedzenie — “NIE MÓW DO MNIE Z RANA”, o czym przekonały się już nie raz koleżanki dzielące z nią dormitorium, które siłą ciągną ją na zajęcia. Wbrew pozorom jest im za to bardzo wdzięczna, choć łypanie na nich pełnym niewypowiedzianych gróźb spojrzeniem wcale na to nie wskazuje. Później jest już tylko lepiej. Kolejnym określeniem, które do niej pasuje to“CICHA WODA BRZEGI RWIE” — wobec nieznanych wydaje się troszkę nieśmiała, ale każdy kto zna Gwendolyn dłużej niż te parę minut dobrze wie, że dziewczyna potrzebuje kilku chwil na to, aby poczuć się pewniej. Wtedy na pewno nie będzie pozornie tą cichą dziewczyną i pokaże się jej prawdziwe oblicze. Oblicze tej samej pogodnej i wesołej Gwenie. Od początku tego roku przyjaciółki nie mogły ukryć swojej radości na jej widok. Może nie wszystkie, ale w zdecydowanej większości. Wydawało się, że do Hogwartu już nie wróci po tym jak jej mama dostała dobrze płatną robotę na zlecenie w Kraju Kwitnącej Wiśni. Jako magibotanik była zachwycona otrzymaną ofertą, a jej niemagiczny mąż, mugol, tak, tak, wszystko się zgadza — nie zamierzał podcinać jej skrzydeł. Gwen nikt o zdanie nie zapytał. Nie to, żeby miała komuś za złe. Nie ma. Rzecz w tym, że w ogóle jej to nie przeszkadzało. Czwarty rok w Hogwarcie nie był dla niej zbyt łaskawy. Zaliczyła parę wpadek, przytłoczyła ją nauka, coś ciągle szło nie po jej myśli, a w jednym z pierwszych poważniejszych związków nie sprawdziła się najlepiej. Ostatecznie okazało się, że jej najlepsza przyjaciółka poderwała jej chłopaka. Czy jakoś tak. Ex złamał jej serce, a ona mu nos. W każdym razie po roku w japońskiej Mahoutokoro — wróciła. Weselsza, odmieniona i bogatsza o nowe doświadczenia. Wróciła na stałe, chociaż na przerwy świąteczne wyjeżdża do rodziców, którzy do Wielkiej Brytanii nie powrócili.





Cześć! Znowu, aczkolwiek równie ciepło co poprzednim razem. (:
Całkiem niedawno miałam Kate Dunbar. Sesja pokrzyżowała mi plany na rozgrywkę nią. :v
Nie miałam także szansy, aby odpisać wcześniej autorom, którzy mnie powitali za co przepraszam.
Mam nadzieje, że swoim nieogarnięciem nie zniechęciłam was do  wspólnej rozgrywki. OBY!
Ponownie zacytowana Marilyn Monroe. W tytule powiedzenie japońskie. (:
FC:  Nadia Mejia

16 komentarzy:

  1. [Gdyby moja postać była młodsza, to ta dwójka mogłaby się znać z Mahoutokoro, ale no nie pykło. Mimo wszystko zapraszam na wątek, możemy im jakąś ciekawą historię wymyślić ;) Ach. No i cześć, i czołem!]

    Hyunie & Avalon

    OdpowiedzUsuń
  2. [Hm... Powiedz mi tylko czy wolisz pozytywne czy negatywne relacje dla nich? Pomyślę nad czymś ciekawym ;)]

    Hyun

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cześć!
    Wybacz, że tak z grubej rury, ale gdy tylko przeczytałam kartę i zerknęłam w poszukiwane powiązania, pomyślałam sobie, że Gwen i Ridley mogły się kiedyś przyjaźnić. Oczywiście nie chodzi mi, by Ellen była tą jędzą, która poderwała Gwendolyn faceta, pewnie obraziłaby się o jej wyjazd albo zarzucała, że gdyby bardziej jej zależało, toby udało jej się przekonać rodziców do pozostania w Anglii, a później nie odpisywała na jej listy.
    W ogóle czy mogłabyś odezwać się do mnie na maila? Mój pomysł stał się nagle nieco rozleglejszy i nie chcę tu pisać epopei. :D cogito.ergo.rekin@gmail.com]

    E. Ridley

    OdpowiedzUsuń
  4. [Tak się zastanawiam i wychodzę z założenia, że mogliby się spotkać na jakimś takim spotkaniu dla nowych uczniów starszych roków, które miałoby miejsce przed oficjalną ceremonią przydziału. Wiesz, żeby powiedzieć co i jak w tej szkole wygląda. Ze względu na to, że dołączali razem z Mahoutokoro, mógł nastąpić jakiś błąd, że Gwen też właśnie była zaproszona na te spotkanie. Dopiero na nim zorientowano by się, że Gwen już wcześniej była w Hogwarcie (w sumie nie wiem czy coś takiego jest realne, ale chwilowo nic innego mi do głowy nie przychodzi) i na nim by się poznali. Hyun próbowałby ją sobie przypomnieć ze szkoły, jednak właśnie okazałoby się, że była tam tylko rok. Na następny dzień mogliby się spotkać na korytarzu i zagadać tak od niechcenia. Hyun mógłby pytać jak jej się podobało w Japonii i takie tam. Han nie jest typem osoby, która otwiera się przed wszystkimi, więc ich relacja na pewno nie mogłaby być na stopie przyjacielskiej. Tym bardziej, że mój Koreańczyk nie chce się chwilowo w nic angażować, tym bardziej w przyjaźnie. Myślę, że mogliby być w takiej luźnej relacji koleżeńskiej na zasadzie kto się czubi, ten się lubi. Hyun próbowałby ją odpychać, a ta ciągle zawracałaby mu głowę, czasem nie wytrzymując już jej powiedziałby coś wrednego, a innym razem śmiało mogliby udać się razem na kremowe piwo.
    Taka propozycja z mojej strony, czekam na Twoje poprawki :D

    I teoretycznie Hyun ma mimo wszystko mniej komentarzy bo to pierwsza odsłona karty, u Avalon już druga, pod poprzednią wybiła dwusetka.]

    Hyun

    OdpowiedzUsuń
  5. [Może być i w ten sposób. Jestem jak najbardziej za, nie mam nic przeciwko. W takim razie czekam ;)]

    Hyun

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Ach witam ponownie :) Tak, Arthur ma zdecydowanie mniej komentarzy, chyba wykreowałam tak paskudną i wyrachowaną postać, że nikt nie chce z nim wątku XD Chętnie przywróciłabym go do życia, bo dlaczego by nie. Tylko nie mam pomysłu na powiązania naszych postaci. Mógł być tym wrednym byłym, tylko musiał mieć ku temu odpowiedni motyw :D Ewentualnie zawsze można zacząć od zera. Jeśli masz jakiś pomysł, pisz śmiało :) ]

    Arthur

    OdpowiedzUsuń
  7. Chociaż daleko jej było do kogoś o statusie arystokratki, Ellen budziła się jak księżna ─ wraz z pierwszym brutalnie wpuszczonym do dormitorium błyskiem słońca, które, niestety, odbijało się od lusterka koleżanki w pokoju i świeciło prosto w oczy. Jakkolwiek źle by nie było, na pewno żadna ze współlokatorek nie pomyślałaby o zrywaniu z niej pościeli, kierując się założeniami, że później znalazłaby cyjanek w zupie (co było nieprawdą, Ridley tylko groźnie patrzyła spode łba i nie dawała sobie w kaszę dmuchać, nie ma mowy o skrajnej demoralizacji, ot co).

    Od powrotu Gwen nie przeprowadziły żadnej trwającej niż kilkanaście sekund rozmowy, ponieważ zwykle Ellen zbywała byłą przyjaciółkę albo wręcz ostentacyjnie ją ignorowała. Odejście w zeszłym roku wciąż traktowała jako zdradę, a już na pewno dowód na słabość Reynolds, więc ich relacja z góry skazana została na porażkę, bo od pewnego czasu Ridley ze słabeuszami się nie zadawała. Właściwie... to z nikim się nie zadawała. A już nie na pewno nie tak, aby nie czerpać z tego jakichkolwiek korzyści.

    To znaczy, była taka jedna znajomość, ale ona jest akurat w tej chwili mało istotna. Zwłaszcza że on nie wiedział, jak się sprawy mają.

    Sobotni poranek spędzała w Wielkiej Sali, ponieważ koledzy z klasy uparli się, aby zagrać w makao przy stole i nie musieć targać jedzenia na górę. Gryfonce zupełnie taki układ pasował, chłopcy byli zadowoleni, że mogą jeść i grać jednocześnie, a Ellen już w głowie miała co najmniej dwa pomysły, jak wykorzystać ich zapał do zarobienia odrobiny forsy.

    Pełne pretensji i czegoś irytującego prychnięcie wyrwało Ridley z tłumaczenia, czym właściwie jest makao. Kiedy wszyscy odwrócili się w tamtą stronę, ona przez kolejne kilkanaście sekund nie reagowała, zbierając karty. Wiedziała, na co się zanosi, a używana przez nią talia była sprytnie znaczona i wolała jej nie zgubić.

    ─ No, chłopcy, koniec gry. Spotykamy się za kwadrans w salonie, jak już będę miała z głowy ─ rzuciła, chowając talię do torby a następnie wychodząc zza stołu, by stanąć twarzą w twarz z Reynolds.

    ─ Słucham cię. Tylko, jak słyszałaś, musisz się pośpieszyć, bo mam coś ważnego do zrobienia za kwadrans.

    OdpowiedzUsuń
  8. [Witam ponownie na blogu :) Szczerze, to niestety nie pamiętam, czy przywitałam Kate. Też mam od ostatnich kilku tygodni nawał pracy i zaliczeń...
    Fajna ta twoja Gwen ;) Miło czytało się kartę, a i zdjęcie dość zabawne :P
    Życzę udanej zabawy w naszym gronie, a gdybyś kiedykolwiek miała chęć, zapraszam do Teda ;)]

    Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
  9. [Ach, w pełni to rozumiem xx Życzę powodzenia z nauką i nie dziękuję za pożyczenie mi pomyślności w wynikach :D
    Bardzo miło mi to słyszeć; zdaję sobie sprawę, że mało kto aż tak głupie wypociny w KP czyta, ale cieszy mnie, że spodobała ci się treść :] I dziękuję za miłe słowa :*
    Masz rację, sądząc po karcie Gwen, wybrane przez ciebie zdjęcie pasuje idealnie :D Gratulacje! ;)
    Apropos wątku... Hmm, jedyne, co przychodzi mi do głowy w tym momencie, to może Gwen chciałaby się nauczyć Zaklęcia Patronusa? Ted jest w końcu od tego specem w szkole :P I mogliby się przy okazji lepiej poznać i na swój sposób pewnie nawet zakolegować; młody Lupin jest w końcu niewiele starszy od swoich uczniów xD]

    Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie, ten żart nie był złośliwy, on był zwyczajnie dziecinny. A jeśli Ridley kierowała się jakimiś zasadami w swoich postępkach, to za najważniejszą uważała tę, by nie odwalać dziecinady. Uwalanie wszystkiego atramentem nie było ani pouczające, ani dobitne, świadczyło tylko i wyłącznie o żałosności tego, kto postanowił odkorkować kałamarz. Szczerze mówiąc, dziewczyna nawet myślała o małej nauczce dla Gwen, ale doszła do wniosku, że się powstrzyma z racji na kiedyś łączącą ich przyjaźń i zrobi ten jeden wyjątek.

    Hasło "zwrot pieniędzy" sprawiło, że i ona zmrużyła oczy jak żmija gotowa do ataku. Nie oddawała forsy nawet za coś, za co powinna, więc płacenie Reynolds za nieumiejętność pilnowania własnych rzeczy w ogóle nie wchodziło w grę.

    Zaśmiała się gorzko, ignorując jej uwagę o nieudanych rozmowach.

    ─ Chyba nie sądzisz, że to moja robota? ─ spytała, unosząc wysoko brwi. ─ Jeśli tak, to kompletnie mnie nie znasz. I ani myślę dawać ci jakichkolwiek pieniędzy, to nie moja sprawa, że rzucasz swoje graty gdzie popadnie.

    Wcale nie czuła się jakoś specjalnie źle z tym, że po powrocie Gwen nie rzuciła jej się na szyję. Odkąd wyjechała, Ellen może przez pierwsze kilka tygodni naprawdę była smutna, teraz zobojętnienie doprowadziło do tego, że Gwen mogła stawać na rzęsach, a Ridley wciąż miałaby to gdzieś. Reynolds sama siebie okłamywała sądząc, że Ridley się męczy i niczego tak w duchu nie prawnie, jak powrotu do dawnych czasów.

    Obecne były świetne i ostatnim, czego potrzebowała, było bawienie się w fałszywą przyjaźń.

    ─ Coś jeszcze? Na przykład więcej bezsensownych oskarżeń?

    OdpowiedzUsuń
  11. [ Przyszłam się przywitać! Ja ogólnie jestem bardzo zalatana od dłuższego czasu, nie będę ukrywać, ale powoli wracam do życia, więc zacznę się także zapoznawać z nowymi osóbkami :) Jeśli widzisz mojego chłoptasia w którejś z relacji, które przygotowałaś daj znać, ja jestem otwarta na wszystko ;) ]
    Ignis Femoris

    OdpowiedzUsuń
  12. [No, hej. Ja jestem w trakcie sesji, stąd urlop. Więc rozumiem :) Jeśli chcesz, możesz wymyślić wątek któremuś z moich panów, a ja się na bank odezwę. Nie zacznę niestety przed końcem urlopu. O ile też zdam wszystko w pierwszym terminie.
    Dzięki wielkie i życzę powodzenia z nową postacią! Gryfoni! <3 ;D]

    M. Harrison/L. Scamander

    OdpowiedzUsuń
  13. [Dobrze, że złamała mu nos. Cześć i czołem, witam serdecznie i życzę dużo zabawy :)]

    Amanda

    OdpowiedzUsuń
  14. Pamiętał dokładnie spotkanie przed rozpoczęciem nauki w gabinecie dyrektora. Wszyscy nowi uczniowie ze starszych klas zostali zebrani w jednym pomieszczeniu, gdzie wytłumaczono im pokrótce jak odbywają się zajęcia, o co chodzi z przydzielanymi domami no i… Zostali przydzieleni. Hyun cieszył się, że nie musiał robić tego wraz z pierwszoklasistami. Gdyby tak kazali mu usiąść na stołku przed całą szkołą już miałby wrażenie, że ludzie coś o nim wiedzą. Miał w sobie coś takiego, że odczuwał napięcie, gdy wszystkie oczy były zwrócone w jego stronę. Nogi i ręce wówczas mu drżały, a gdy miał coś powiedzieć z trudnością łapał oddech w płuca. Dlatego też był wdzięczny za te spotkanie, gdzie został przedstawiony nauczycielom. Pomimo swojego wieku, czasami zachowywał się jak taki mały chłopiec, który nie potrafi wydusić z siebie słowa. To właśnie na tym spotkaniu poznał Gwendolyn, która jak się okazało chodziła już wcześniej do Hogwartu jednak jeden rok spędziła w tej samej szkole co on. Komuś mogłoby się wydawać, że to całkiem przyjemna informacja. Poznanie kogoś, z kim dzieli się pewnego rodzaju przeżycia, chociaż jak można się domyślać każdego z nich pobyt w tamtej szkole był inny. Hyun nie był jednak zadowolony. Miał nadzieje, że oderwie się od wspomnień związanych z poprzednią szkołą i chociaż nie miał szansy spotkać tam tej dziewczyny, coś sprawiało, że wcale nie chciał się z nią bliżej zaznajamiać.

    Szedł właśnie korytarzem, zastanawiając się jakie tak właściwie będzie miał teraz zajęcia. Co prawda właśnie trwała przerwa lunchowa, jednak Hyun nie przepadał za szkolnym jedzeniem. Kuchnia, którą żywił się wcześniej była na tyle smaczna dla chłopaka, że patrząc teraz na te wszystkie dziwactwa nie mógł znaleźć niczego odpowiedniego dla siebie. Jeżeli już coś jadł to najczęściej były to paszteciki dyniowe. Czasem zdarzyło się, że domowe skrzaty przygotowywały jakieś danie z ryżem. Wówczas zawsze chętnie go próbował, szybko jednak zdając sobie sprawę, że to wcale nie jest smaczny ryż.
    — Cześć — odpowiedział, automatycznie nawet nie patrząc kto do niego mówi. Dopiero słysząc kolejne pytanie zdał sobie sprawę, że to nie był jeden z przechodzących korytarzem ludzi. Tylko Gwen — hm? Całkiem w porządku, a ty? — nie było tak, że uznał ją sobie za wroga numer jeden i postanowił nigdy więcej nie zamienić z nią żadnego zdania. Po prostu wiedział, że nie będzie to osoba, z którą z przyjemnością będzie chciał spędzać czas.

    Jeżeli Tobie nie będzie sprawiać problemu to, że będę pisała jednak w czasie przeszłym to mi to nie robi żadnej różnicy tak naprawdę :)
    Hyunie

    OdpowiedzUsuń
  15. [ Myślę, że można z niego zrobić tego złego. Wybrałabym w takim razie drugą opcję tylko taką w jego interpretacji :D Ta mniemana "zdrada" nie byłaby przez niego jako taka postrzegana, bo dziewczyna sama się pchała i co on biedny miał zrobić. Poza tym, miała rodziców w branży zielarskiej i załatwiła mu rzadki gatunek czegoś tam do eliksiru, dzięki któremu wkupił się w łaski profesora na amen. Także według niego wyszło na plus, a że Gwen złamała mu po tym nos...ech, niedobry on, zasłużył sobie. Głupio mu nie będzie, albo inaczej, nie będzie okazywał, że jest mu przykro z tego powodu ( rany jaki on zimny), ale z niewiadomych względów jakoś tak się na wzajemnie natykają na siebie. Arthur zapewne będzie rzucał jakimiś uwagami, bardziej wyśmiewając tą sytuację jednocześnie z premedytacją irytując biedną Gwen. To co, zaczynamy, nie? Mam nam zacząć wątek czy Ty wolałabyś to zrobić? :D ]

    Arthur

    OdpowiedzUsuń
  16. [Ja chętnie coś bym skleciła. Lubimy dawne przyjaźnie, rywalizacje i tym podobne.]

    Solene Mulciber // prof. Lorelle Welsh

    OdpowiedzUsuń