31 stycznia 2016

Było warto oszaleć dla tych uszytych z pozłacanej waty sekund

Lea Ilviana Bones

24 lata • Była Gryfonka i Szukająca • Czysta krew • Stażystka - ONMS
12 i pół cala, Cedr, pióro feniksa
20 IX 1999 r. Helsinki •  Fińsko-brytyjskie pochodzenie
Pozornie niewinna dziewczyna • Rozwijająca się poliglotka

Urodzona jako czwarte dziecko, lecz dopiero pierwsza córka państwa Bones, najmłodsza z rodzeństwa i najbardziej rozpieszczana. Podobnie jak jej matka jest animagiem, lecz długo ubolewała nad zwierzęciem jej przypisanym. Uparcie dotrzymująca kroku swym braciom, przez wiele lat typowa chłopczyca przez lekkie wychowanie. Jako jedyna z rodzeństwa trafiła do Gryffindoru, gdy Tiara odnalazła w niej szlachetność i odwagę typową dla lwów. Zakończyła naukę z wyjątkowo dobrymi wynikami z owutemów, dzięki czemu mogła rozpocząć powolne wspinanie się po szczeblach kariery. Zamiast tego zdecydowała się iść w ślady ojca i zająć zgłębianiem większej wiedzy praktycznej oraz teoretycznej o magicznych stworzeniach, bez ograniczania się do smoków, lecz z sympatią do hipogryfów. Rok spędzony na podróży, zakończyła z jasnym postanowieniem, które teraz zaczęła realizować wraz z powrotem do Hogwartu, teraz w roli stażystki ONMS.

Delikatna uroda i smukłe ciało, stwarzają pozory łagodności, której nie ma za grosz w całej postaci panny Bones. Zadziorny charakterek, nie raz zaskakiwał zbyt śmiałych amantów, którzy próbowali przy niej pokazać się ze strony samca Alfa. Nie można jednak zarzucić jej wulgarności, czasami gryzie się w język, zanim powie o kilka słów za dużo. Wyjątkowo wyrozumiała, przyjacielska, ale nigdy łatwo się nie zakochiwała. Otwartość i prawie wieczny uśmiech, powodują, że wiele osób lubi przebywać w jej towarzystwie. Nie przesadnie pewna siebie, umie zawalczyć o to, co jej i nie da się przegadać, gdy ma całkowitą pewność co do słuszności swego zdania.



Taka oto stażystka,
próba z damską postacią.
Nie wiem kto na wizerunku.
W tytule - J. Żulczyk
1/3 wątki

46 komentarzy:

  1. [ No nareszcie! Idziemy na wątek ♥ ]

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  2. [No wreszcie! Już po świętach, dlatego lepiej, aby moi panowie nie zapuszczali bród! XD Jak Lea ma charakterek to tym lepiej. Zawsze będzie ciekawiej przy dialogach. To drugie podejście z panią, oby tym razem się udało, bo nie widziałam jeszcze jak prowadzisz damską postać i jestem trochę zbyt ciekawa :D]

    Ars/Vane

    OdpowiedzUsuń
  3. [Szaleniec z ciebie, ale nie będę się śmiać, bo też zwariowałam. Powodzenia z panią! <3]

    OdpowiedzUsuń
  4. [Bardzo fajna ta twoja Lea :D Naprawdę :] Ciekawy patronus, swoją drogą, choć przyznam bez bicia, że bogin mnie nieco rozbawił, nie pytaj dlaczego xxD
    Zadziorna i pewna swego, ale przy tym ciekawa; krótko mówiąc, fajna postać ;) Mamy już co prawda wątek na linii Tin-Ted (o którym nie zapominam, bez obaw), jednak gdybyś miałam ochotę na kolejny, to wiesz, gdzie śmiało wbijać :D
    Udanej zabawy nową postacią!xx]

    Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
  5. [Na mnie nie trafisz z kobiecą postacią – chyba, że byłby to jakiś kanon – więc koniecznie trzeba :D Myślisz, że Ars chciałby się użerać ze stażystką? Kochana, nie ta liga ;p A co chcesz z moim profesorem? Tak, pozwalam wyjątkowo na koncert życzeń, ale... bez przesady c;]

    Vane

    OdpowiedzUsuń
  6. [Ryzykownym byłoby celować do kogoś kto zajmuje się nielegalnymi rzeczami i spędza czas na uczeniu się zaklęć spoza zakresu szkolnego. Poradziłby sobie ten mój cud chłopak, spokojnie. Nikt Tinowi przyjemności odbierać nie może! :D
    Zero ograniczeń, jeśli to miałoby ci pomóc. Kombinuj, bo najwyraźniej będę musiała zaczynać dwa wątki. Przyjmę to godnie XD]

    Vane

    OdpowiedzUsuń
  7. [Witam! :) Lea naprawdę wydaje się ciekawą postacią! Z moją Aurorą z pewnością musi się znać, bo Nelson właśnie najchętniej przychodzi na lekcje ONMS. Poza tym Bones bardzo jest do niej podobna. Obie walczą o swoje, obie szukające (no ona była) No tak więc zapraszam do mnie na wątek!]

    OdpowiedzUsuń
  8. [Ja zacznę od tego, że karta bardzo mi się podoba pod względem wizualnym. Drugą sprawą jest to, że Bones kojarzy mi się tylko z serialową panią doktor antropolog.

    Co do samej karty i jej treści to bardzo przyjemnie mi się czytało, jest krótka, ale ilość informacji w niej zawarta jest wystarczająca. Zaproponowałabym jakiś wątek, ale przyznam szerze, że ja pomysłami nie rzucam niczym z kapelusza. Druga sprawa jest taka, że jeżeli chodzi o wątki uczniowie-nauczyciele/stażyści lubię mieć wszystko uzgodnione, bo inaczej jakoś słabo mi to idzie.
    Poza tym, wciąż cierpliwie czekam na rozpoczęcie od Tina :D (takie malutkie przypomnienie) więc może póki co nie będziemy się pchać w kolejne wątki? Tak czy siak muszę powiedzieć, że Twoja pani bardzo mi się spodobała.

    Ach i jeszcze miałam wspomnieć, że też na kronikach próbuję swoich sił w prowadzeniu kobietki i póki co jestem nawet zadowolona, oby i Tobie dobrze się ją prowadziło! :)]

    Azjatycki gang, Avalon i Hyun

    OdpowiedzUsuń
  9. [Witam się. Co to za wygłaskana pani stażystka? ;D Co czytam to nawet jej wady są ubrane w słowa zalet. Pogratulować za tak dyplomatyczne przedstawienie postaci. Nie ma co ;D Wgl nigdy nie prowadziłam kobietki i chyba nigdy tego nie zrobię, więc życzę powodzenia!]

    M. Harrison/L. Scamander

    OdpowiedzUsuń
  10. [Bardzo ładna Pani na wizerunku, a umiejętność gryzienia się w język gdy trzeba, zdecydowanie przydałaby się Mendy. No cóż, WITAM SERDECZNIE Panią stażystkę :)]

    Amanda

    OdpowiedzUsuń
  11. [O matko kochana, jaka ona piękna! <3 Miło, że powiększa nam się kadra i oby Lea wstąpiła kiedyś do grona nauczycieli w szkole. Nazwisko twojej panny mocno mi się kojarzy z postacią z serialu, dlatego na początku miałam o niej trochę mylne wrażenie, ale jakoś udało się to wyprostować. Powodzenia w prowadzeniu pani! ;)]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  12. [Postać bardzo ciekawa :D zobaczymy jak sobie poradzi w Hogwarcie :D Może chętna na jakiś wątek? ]

    OdpowiedzUsuń
  13. [No, to tylko życzyć powodzenia! Byle do przodu! :D Wolę nie wspominać o moich przygodach z kobietkami, bo nigdy nie ujrzały swiatła dziennego i w sumie dzięki Bogu, że tak się stało xD Jeszcze raz powodzenia z całego serca! :D]

    Lysander

    OdpowiedzUsuń
  14. [To skupmy się na razie na wątku z Tinem, a jeżeli którejś wpadnie jakiś ciekawy pomysł na wątek z Leą i którąś z moich postaci to po prostu się dogadamy, o! W takim razie powodzenia jutro życzę, połamania długopisu! :)]

    Avka i Hyun

    OdpowiedzUsuń
  15. [Wpadłam na pomysł związany z mailowym, że Vlado musiałby wykonać listę oswojonych smoków z przeszłego roku i zaproponowałby Lei po zajęciach, aby z nim skoczyła? Pokazałby jej swoje biuro i inne ciekawostki :)]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiejsze zajęcia minęły zadziwiająco szybko, biorąc pod uwagę fakt, że były na ostatniej liście w uczniowskich planach; prawda była taka, że co raz więcej osób zaczęło brać ONMS na poważnie, a nawet wiązać z tym przedmiotem swą przyszłość. Może dlatego z roku na rok grupa powiększała się o kilka zaciekawionych magicznymi stworzeniami istotek.
      Karkarow starał się wykładać lekcję w bardzo interesujący sposób, a mianowicie tak, jak sam chciałby być uczony - po za zwykłą gadaniną pozwalał uczniom na opiekę zwierzętami, pokazywał ciekawostki ponadprogramowe, opowiadał o własnych przygodach i chętnie słuchał, co do powiedzenia mieli wszyscy zgromadzeni. Udało mu się raz zorganizować nawet dwudniowe zajęcia dodatkowe, gdzie pod obserwacją znajdowało się stworzenie zwane Lunaballą; akurat trafiła się pełnia księżyca, dzięki której uczniowie mogli zaobserwować przeróżne zachowania tego jakże nieśmiałego stworka.
      Kiedy wskazówki zegara wybiły godzinę piętnastą, Vladimir ogłosił koniec lekcji. Uczniowie podnieśli się energicznie zbierając manatki i udając się w czeluście zamku, z wypisanymi uśmiechami na twarzy. Kilkoro z nich zatrzymało się dziękując zarówno Vladimirowi, jak i Lei za ciekawe wykłady, a kiedy sala zrobiła się właściwie pusta, Vlado poskładał swoje papiery i odłożył je w odpowiednie miejsca. Nikt nie mógłby zaprzeczyć, że Karkarow należał do grona ludzi-pedantów, którzy musieli panować nad swoimi manatkami w każdym calu - inaczej byli bardzo zdenerwowani, a ich humor spadał automatycznie w dół jak kamień w wodzie; dlatego u Vladimira na biurku porządek był zawsze. Czasami naprawdę wydawało się to śmieszne, kiedy wszystkie karteczki, spinacze, czy też inne przedmioty leżały ułożone pod linijkę. On nawet sam się nie raz z tego śmiał, ale to co robił było nieświadome, po prostu głowa generowała mu mimowolny rozkaz zostawienia wszystkiego w stanie idealnym i tyle. Nikt nie mógł tego zmienić.

      Odkąd pojawiła się Lea, jego zajęcia zrobiły się radośniejsze - zauważył, że panienka Bones potrafiła zadbać o naprawdę przyjemną atmosferę, nie stroniąc od żartów czy docinek na temat samego Vladimira - on oczywiście przyjmował wszystko na klatę, odwdzięczając się tym samym; z tego powodu wszyscy obecni, jak i ta dwójka, mieli naprawdę niezły ubaw. Po za tym, Vlado naprawdę cieszył się z tego, że w końcu mógł z kimś dzielić się niemalże identyczną pasją. Wiedział, że jeśli będzie potrzebował towarzysza do wyprawy, to Lea będzie znakomitym kompanem. Wiedział też, że spędzając z nią czas kompletnie tracił rachubę, chcąc powiedzieć jej wszystko i chcąc wysłuchać każdego słowa, które padło z jej ust. Dawno nie czuł się podobnie... Dawno nie czuł się zwyczajnie szczęśliwy. W głębi duszy, wszystkie iskierki radości tańczyły jak szalone, kiedy tylko wybijała godzina lekcyjna, którą znów miał dzielić z Leą. Tak było dzisiaj - pojawił się w klasie już na pół godziny wcześniej, by wszystko przygotować, ale przede wszystkim, aby móc jeszcze chwilkę z nią porozmawiać nim zaczną się zajęcia. Czy to nie dziwne?
      - Dziękuję za zajęcia - Powiedziawszy, uśmiechnął się zabierając dwie, blado brązowe księgi, które potrzebował by skończyć z jedną z uczennic pewien projekt. Właściwie tylko jej pomagał. Miała sporą wiedzę dzięki temu, że chłonęła wszystkie informacje jak gąbka, a po za tym wychowała się w rodzinie, którzy także związali były z ONMS. Tak czy siak, potrzebował kilka informacji, jednakże dopiero na jutro; dziś musiał iść do Ministerstwa Magii, by przedstawić listę znalezionych i oswojonych smoków - oczywiście musiał ją najpierw sporządzić, ale tak naprawdę wymagało to tylko i wyłącznie przepisania kilkunastu pozycji z paru, niewielkich kartek.
      - Lea? Masz jakieś plany na popołudnie? - Zapytał znienacka i stanąwszy obok, oparł się o blat mahoniowego biurka. Przyglądał się jej i nie umknął jego uwadze fakt, że Lea także prosperowała raczej ułożony tryb życia na biurku; u niej również wszystko wylądowało na poprzednim miejscu, ułożone w taki sposób, by na drugi dzień się niczego nie szukać.

      Usuń
    2. - Bo mam parę spraw do załatwienia u siebie w biurze, a właściwie to chciałbym Ci pokazać kilka ciekawych lub nieciekawych rzeczy - Uśmiech profesora wyraźnie wskazywał na to, że propozycja mogła być dość ciekawa, tym bardziej, że Lea nie miała jeszcze okazji poszperać w tamtejszych progach. A naprawdę mogłaby znaleźć coś, co znacznie ją zainteresuje.

      Vladimir Karkarow

      Usuń
  16. [Powodzenia z damską postacią, na pewno Ci się uda. Swoją drogą zapraszam do siebie w razie chęci :) ]

    Solene Mulciber // prof. Lorelle Welsh

    OdpowiedzUsuń
  17. [Jasne! Aurora ogólnie robi strasznie dużo rzeczy związanych z ONMS. Projekty, badania, doświadczenia itp. Oczywiście wspiera ją Vladimir, ale Lea również mogłaby odgrywać dużą rolę w jej rozwoju. Możemy zrobić tak, że widziałaby że Nelson chodzi od wielu dni strasznie wykończona, z podkrążonymi oczami, tak jakby nie spała i nie jadła kilka dni. Mogłaby ją zaczepić na korytarzu, żeby dowiedzieć się o co chodzi. Oczywiście dziewczyna normalnie przyznałaby, że od kilku dni cały czas uzupełnia swój projekt, ale nie może go skończyć i że jest jej ciężko. Lea próbowałaby jej jakoś pomóc, ale Aurora odrzuciłaby propozycję, chcąc pozostać samowystarczalna. Potem można dodać nieco dramatyzmu w postaci omdlenia Krukonki. Co ty na to? :)]

    OdpowiedzUsuń
  18. Zrobiło mu się trochę głupio na wskutek propozycji, która padła z jego ust dosłownie chwilę temu. Nie należał do osób nachalnych, a ta propozycja taka właśnie mu się wydała - oczywiście mógł się mylić, bo skoro się zgodziła, miał nadzieję że nie dlatego, aby nie było mu przykro.
    Tak czy siak, zadowolenie na jego twarzy namalowało mu się w przeciągu sekundy. Nie wiedząc czemu, chciał spędzać czas właśnie z Leą, którą ostatnimi czasy strasznie się zafascynował - mogłaby być idealną kandydatką na żonę; mieli ze sobą wiele tematów, a robienie czegokolwiek z Leą poprawiało mu nastrój.
    Zdając sobie sprawę, jak daleko zabrnęły jego myśli, ocknął się unosząc kąciki ust w przyjaznym uśmiechu.
    - Możemy się wybrać teraz, chyba, że masz coś do załatwienia - zaproponował. On do końca tego dnia, po zrobieniu listy smoków, miał wolne, które mógł wykorzystać w tylko sobie znany, świetny sposób - na który obecnie nie miał pomysłu, ale biorąc pod uwagę fakt, że często oddawał się w ręce losu, był pewien że zrobi na ten wieczór coś ciekawego. Nawet jeśli miałoby to być wyjście do Hogsmeade.
    - Ja jestem do końca dnia wolny, jak tylko uporam się z listą - dodał z szerszym uśmiechem, wiedząc że do wykonania zostało mu ostatnie zadanie. Pomijając fakt, że musiał zrobić je w Ministerstwie Magii, gdzie panował bałagan. Choć Karkarow bardzo starał się, aby wszyscy pracownicy biura mieli idealny porządek, była to zwyczajna walka z wiatrakami, której nie dało się w żaden sposób ominąć czy wygrać. Ale miało to swoje uroki, zresztą nie powinien narzekać - inni mają dużo gorzej.

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  19. [Hej,
    może rówieśniczka Lei znalazłaby miejsce w jej życiu? Z pewnością kojarzą się z czasów nauczania, więc jeżeli byłabyś chętna na wątek to daj znać, może uda nam się stworzyć jakąś ciekawą relacje :)]

    Alicia Scrivenshaft

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [W takim razie cieszę się bardzo :)! Dziewczyny po szkole miały ze sobą kontakt czy go utraciły? Myślę, że - jako, że obie podróżowały po ukończeniu Hogwartu - mogły robić to razem. Coś mogło je poróżnić - albo fakt, że Lea postanowiła wrócić do Hogwartu a Alicia opacznie zrozumiała jej słowa jako niechęć do dalszych podróży, a nie chęć do samorozwoju. Albo po prostu obie pewnego dnia usiadły gdzieś przy ognisku w otoczeniu magicznych stworzeń i gęsi, po czym zdecydowały, że kolejnym etapem ich podróży powinien być Hogwart - zarówno ze względu na staż Lei oraz babcię Al. Co Ty na to? Osobiście stawiałabym na opcję nr 2, ale może Ty też masz coś w zanadrzu :)]

      Alicia Scrivenshaft

      Usuń
    2. [No w każdym razie jak będziesz miała czas i ochotę na wątek to daj znać :)]

      Alicia

      Usuń
  20. W jego głowie myśli zmieniały się z sekundy na sekundę, dlatego nawet jeśli chciałby jej powiedzieć o obrazach z własnej głowy, zapewne miałby z tym niełatwy problem - po za tym nie mógł wyjawić myśli, które krążyły ostatnio wokół jej osoby. Wygodniej było mu zachować je dla siebie, szczególnie, że Karkarow nie wiele mówił o uczuciach.
    - Jeśli opanujesz całkowicie sztukę legilimencji, możliwe, że wtedy je usłyszysz - zażartował z uśmiechem.
    Zaciekawiła go istotna rzecz, którą Lea postanowiła mu pokazać - nie przychodziło mu do głowy nic, o czym mogła choć troszeczkę wspominać, chyba że jego wiek nie pozwala mu już na rejestrowanie wszystkich słów, które padają w jego stronę. Ale to raczej nie możliwe, nie skończył nawet trzydziestki.
    Ściągnąwszy z wieszaka płaszcz, założył go zwinnie - A co to takiego? - zapytawszy z wyraźnym zaciekawieniem, rozejrzał się czy zabrał wszystko i ruszył w stronę wyjścia.
    Na korytarzu panował delikatny chaos; uczniowie przechodzili z lewej strony na prawą, kilkoro z nich siedziało wczytane w księgi tutejszych przedmiotów, inni rozmawiali i śmiali się głośno. Mało kto zwrócił na nich uwagę, ale nic dziwnego - wszyscy byli świeżo po lekcjach, zajęci sobą by móc opowiedzieć historię z całego dnia.
    Karkarow zaprowadził Leę do najbliższego kominka, który został dawno temu podłączony pod sieć Fiuu - a było to chyba najprostsze wyjście, by dostać się do Ministerstwa Magii bez żadnych skutków ubocznych. Wystarczyło wyraźnie wypowiedzieć nazwę i w przeciągu sekundy spadało się w wybrane miejsce - w tym wypadku dokładnie w gmachu Ministerstwa.


    Nie ma sprawy, mi też się zdarza odpisywać krótko - ale krótko nie znaczy źle ;)

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  21. Zdążył zauważyć styl w jaki ubierała się Lea i nie mógł zaprzeczyć, że był w jego guście - ramoneska idealnie wpasowywała się w jej sylwetkę, dzięki czemu wyglądała w niej naprawdę dobrze i nawet kusząco. Zresztą ładnemu we wszystkim ładnie i nawet, próbując wyobrazić ją sobie chociażby w sukni lat dwudziestych osiemnastego wieku, widział, że wyglądałaby w niej niesamowicie.
    Kiedy wylądował tuż za nią z uśmiechem ruszył w stronę swojego gabinetu, do którego droga niestety nie była tak krótka - całe Ministerstwo należało do dość krętych i zawiłych. Mijało ich wiele osób, kilkoro z nich od czasu do czasu kiwnęło głową w stronę Karkarowa, bacznie się przyglądając kogo przyprowadził ze sobą. Tutaj plotki też miały miejsce, może nie były tak istotne jak wśród uczniów, ale co niektórzy siedząc za biurkiem potrafili nawijać o tym co robił tamten w środę o piętnastej i że kawa była za słodka. Taki urok ludzkiej natury.
    Wywrócił oczyma i zaśmiał się na charakterystyczny nacisk przy słowach profesorze; nie wątpił w jej wiedzę, sądził że spokojnie mogłaby pomóc koledze ze stworzeniem, jakie zgarnął pod opiekę.
    - Z koniowatymi - powtórzył, zastanawiając się o co mogłoby chodzić, ale nic nie przychodziło mu na myśl - No dobrze, skoro twierdzisz, moja droga, że moja wiedza się przyda, to spróbuję z niej skorzystać - Uśmiechnąwszy się otworzył drzwi do swego gabinetu, po czym puszczając ją przodem, zamknął je na magiczny zamek. Nie lubił, kiedy ktoś mu przeszkadzał, a sądził że parę osób chętnie wpadłoby aby pozawracać mu nieco głowę.
    Biuro nie było duże; na środku stało mahoniowe biurko ze skórzanym, brązowym fotelem. Przed nim stały dwa, ciemne, stalowe krzesła rozstawione na symetryczną odległość. Za biurkiem, rozpościerał się regał, przyozdobiony różnorakimi księgami, segregatorami teczkami, gdzie znajdowały się najważniejsze informacje. Kilka obrazów i certyfikatów zdobiło także orzechowe ściany, a na blado-szarej, drewnianej podłodze stała skrzynia, w której kryło się wiece ciekawych, przydatnych lub nie rzeczy.
    Niby nic ciekawego - standardowe biuro, w którym unosił się zapach zapisanych kawałków pergaminu.
    - Rozgość się - zdjąwszy płaszcz, przewiesił go niedbale przez krzesło - Nie powinno zając mi to dużo czasu.

    Nie ma sprawy, długość nie ma dla mnie znaczenia, ważne że akcja się rozgrywa :D

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  22. Cieszył się, że Lea nie czuła się skrępowana na nie swoim terenie. Właściwie bez nalegania sama rozejrzała się po gabinecie, zaglądając tu i tam - mogła dotykać wszystkiego, bo ani nie było nigdzie pochowanych niespodzianek, ani nie było tutaj niczego, co mogłaby zepsuć. Stare księgi trzymały się naprawdę solidnie - trzy czwarte z nich opisywało przeróżne magiczne stworzenia. W całym zbiorze, jedna czwarta odnosiła się do smoków, ale kilka ksiąg chowało w swoim tekście historię tej magicznej krainy od deski do deski. Śmiało można było określić ten regał małą skarbnicą wiedzy.
    Vladimir z uśmiechem zerknął na Leę, która wertowała strony jednej z jego ulubionych ksiąg - opisywała dokładnie wszystkie smoki, zagłębiając się także w najdrobniejsze ich szczegóły. Po za tym, nie był pewien, ale to chyba do niej włożył kiedyś swoje zdjęcie z pierwszym schwytanym smokiem.
    Otworzywszy jedną z szuflad, wyjął naprawdę spory plik kartek, które jedna po drugiej mimowolnie rozsypały się po blado-szarej, drewnianej podłodze, wędrując aż po same drzwi.
    - Tego się nie spodziewałem tutaj - powiedziawszy pod nosem, wyłonił się zza biurka i zabrał za zbieranie powstałego chaosu.
    Zapomniał już, że do tej półki kazał wkładać współpracownikom wszystkie dotyczące go dokumenty. Tym samym zapomniał także, że oni niestety nie panowali nad regularnym porządkiem, wpychając wszystko od niechcenia w jedno miejsce.
    Podłoga wyglądała jak papierowa.

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie wypadało zostawić tego ot tak, dlatego Karkarow zwinnie zabrał się do ogarniana powstałego chwilę temu bałaganu. Uśmiechnął się, kiedy na wysokości jego głowy pojawiła się Lea - takie małe urozmaicenie, było w tym momencie naprawdę na miejscu. Nie ukrywał, że lubił jej towarzystwo; dlatego zabrał ją ze sobą właśnie utaj. Chciał w ten sposób,między innymi,pozwolić na poznanie siebie - biuro było takim zakątkiem, z którego można było wywnioskować wiele. Było małą studnią wiedzy na temat jego osoby.
    Zbierając rozsypane pergaminy, układał je jedna po drugiej, trzymając stabilnie w dłoniach. I choć chętnie pozbyłby się połowy, niestety nie mógł; wszystkie musiały poleżeć tu jeszcze kilka lat, nim staną się bezwartościowe.
    - Jedenaście - odparł z uśmiechem, przenosząc na nią wzrok.
    W ciągu całej, siedmioletniej kariery, średnio wychodziły dwa smoki na rok. Nie było ich wiele, dlatego częstotliwość wyjazdów była naprawdę niewielka - jesień i wiosna, to dwie pory roku, w których możliwe było schwytanie smoka. Współgrało to z wieloma czynnikami - pogodą, ich okresem godowym... Mógłby o tym długo mówić.
    Chcąc schwytać ostatnią kartkę zupełnie po omacku, natknął się na chłodną dłoń Lei. Poczuł się dziwnie, może trochę nieswojo, ale wcale go to nie zniechęciło i mimo, że bezwarunkowo ją wycofał, nie do końca przekonały go tym myśli.
    Przyglądając się jej szmaragdowym, błyszczącym oczom, posłał ciepły uśmiech i podniósł się, składając kartki w jedną całość.
    Włożył je z powrotem do szuflady, zostawiając na później segregowanie tego działu dokumentów.
    Usłyszawszy pytanie, podniósł wzrok na fotografię, którą trzymała w dłoni - kompletnie o niej zapomniał. Choć wiedział, że nie zmienił się sporo od tamtego czasu, a jedynie urósł w barkach przez regularne ćwiczenia.
    - Siedem lat temu - odparł bez zastanowienia i stanąwszy obok Lei, zerknął na zdjęcie. Trudno było zapomnieć schwytanie pierwszego smoka i to, jaką walkę musiał z nim stoczyć, kiedy stanęli twarzą w twarz, czy tez oko w oko. Naprawdę szargały nim wtedy wszystkie emocje świata. Ale wyszedł bez szwanku - najważniejsze.

    [Haha, wybacz :D Ostatnio zdarza mi się pisać pewne zdania w kontekście dwuznacznym :D Ale w tej sytuacji to w sumie może, czemu nie :D Kiedy był ten pierwszy raz - to też jest dwuznaczne!!]

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  24. Wcale nie zabierał się do tej pracy jakoś pochopnie - ale nie było to nic, co wymagało by poświęcenia dużej ilości czasu. Musiał po prostu przejrzeć dokumenty, by dokładnie spisać wszystkie szczegóły złapanych w ówczesnym roku smoków i wysłać je do ministerstwa. Więcej czasu zajmie znalezienie mu tych papierów, które wplątały się w inne, pergaminowe pliki. Za każdym razem, jak chciał schować coś z nadzieją, że się nie zgubi, pamięć zawodziła go na tyle, że zapominał o miejscu. Dowód na to, że ukryte zostało naprawdę zawodowo.
    - Cztery Ogniomioty, cztery Walijskie, dwa Szwedzkie i jeden Węgierski - odpowiedział, wymieniając po kolei wszystkie zdobycze z całej kariery. Nie uważał tego za żaden wyczyn. Liczba jedenaście nie wydawała mu się jakaś spora - i nie mogła być większa, kiedy zapotrzebowanie na smoki nie było wysokie. Po za tym, smoków zaczynało być naprawdę co raz mniej.
    Spojrzawszy na nią z szerokim uśmiechem, skinął głową w podzięce za tak miłe słowa. A, że w jego naturze nie leżało bycie wstydliwym, postanowił się odwdzięczyć.
    - Lepiej zdradź mi składniki do Tego piękna... Wtedy może Ci dorównam - puściwszy w jej stronę perskie oko, zerknął jeszcze raz na fotografię.
    - Tak, to Walijski - potwierdził, kiwając głową - Właściwie na pierwszy raz nie mogłem rzucić się na głęboką wodę, smoki Walijskie to naprawdę słodkie misie. Chyba, że trafisz na głodnego - zaśmiał się żartobliwie - Ale to wtedy nawet ja byłbym zły - dodał, wyciągając spod biurka, spiętą na guzik teczkę. Otworzywszy jedną z jej okładek, rozłożył kilka pergaminów na blacie.
    Musiał to spisać, podpisać, ostemplować i gotowe. Zabrawszy się wiec za ostatnie, dzisiejsze zadanie, usiadł wygodnie na fotelu, wprawiając pióro w ruch i tym samym słuchając Lei.
    - Wiem, ale szczerze o nim zapomniałem. Posługiwałem się tym zdjęciem, jako zakładką do stron, aż w końcu przełożyłem do innej księgi i całkowicie zgubiłem - wytłumaczył, zerkając na nią z uśmiechem zza kartki.
    W czasie, kiedy robota rzeczywiście zwaliła mu się na głowę, przez chwilę nie panował nad takimi drobiazgami. Ale fajnie, że Lea mu o tym wspomniała - lubił wracać do pierwszego razu.

    [Haha, no okej :D]

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  25. Cieszył się, że potrafiła w jego towarzystwie czuć się wyluzowana. Miało to także wpływ na niego - widząc, że Lea nie czuje się niezręcznie, sam był w stanie wskrzesić w sobie dużo więcej pewności siebie i być przy tym normalnym człowiekiem. Choć on nigdy nie uważał się za dostojnego pana profesora - wiele zostało mu ze szczeniackich lat i z pewnością jedną z tych cech, było podejście do ludzi. Gdyby zwrot "Panie Profesorze" nie był tutaj wymagany, Vlado wcale by się nie obraził.
    Uważał Leę za mądrą istotkę, nawet nieco nieśmiałą. Wiedział, że wie sporo na temat zwierząt, ale zauważył też, że w jego towarzystwie postanawiała oddać ostatnie zdanie właśnie Vladimirowi - na pewno sama poradziłaby sobie z "kopytnymi", natomiast ciekawiło go to, co ją podkusiło wyciągnąć tam Karkarowa? Oczywiście on był szczerze podekscytowany.
    - Jak mógłbym zasłużyć? - zapytał zerknąwszy znad pergaminu, który przyozdabiał się co raz większą ilością atramentu. Przez jego usta przeszedł dość szelmowski, żartobliwy uśmiech. Jako człowiek lubiący wyzwania, zapewne skusiłby się na niejedno, które rzuciłaby mu Lea.
    - Ja bardzo rzadko bywam zły - odparł kończywszy zdanie - Nawet oswajając smoki, mało w tym wszystkim złości - dodał, przebierając w pliku kartek i znalazłszy odpowiednią, dokończył pisanie.
    W walce ze smokiem, uczucia były jak wiatr - szybko się pojawiały, szybko odchodziły i były nieopisane. Karkarow natomiast wyzbył się jakichkolwiek głębszych uczuć - trzeba byłoby naprawdę przegiąć, by go rozzłościć, zmusić do łez, albo niekontrolowanego szczęścia z efektem rzucenia się na szyję. Nie żeby był apatyczny, bo potrafił się angażować w coś ze sporym uczuciem. Pod warunkiem, że było tego warte.
    Złożywszy wypisany kawałek pergaminu w równy kwadrat, włożył go do koperty, szczelnie ją zaklejając. Nie zdziwiłby się, gdyby jakimś cudem do Ministra doszła sama koperta - wolał zapobiegać takim sytuacją z własnej autopsji.
    Cóż, pozostało oddać to w ręce odpowiedniej osoby, która dostarczy to w miejsce docelowe.

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  26. Karkarow szybko uwinął się z papierkową robotą, która była ostatnim zadaniem tego dnia - pomijając wizytę u przyjaciela Lei, bo to traktował bardziej jako spotkanie z pasją.
    Zauważywszy, że dziewczyna faktycznie chciała się już zbierać, Vadimir prężnie oddał list w odpowiednie ręce i wróciwszy do niej potwierdził, że mogą udać się dalej.
    Podróż siecią Fiuu nie należała do najwygodniejszych, natomiast kurz, który osadził się u ser Nicolasa dawał się we znaki gryząc Karkarowa delikatnie w gardło. Całe szczęście u niego kominek był czyszczony na bieżąco, ale dzięki tej wyprawie uświadomił sobie,co byłoby gdyby zaglądał tam raz do roku. Osad, kurz i popiół zablokowałby ostatecznie wszystkie dojścia do środka.
    Pokiwał głową na jej słowa. W pomieszczeniu było pusto, właściwie wyglądało to tak, jakby pan Nicolas spędzał tam tylko wieczory w celu zregenerowania organizmu snem. Ale chyba nic w tym dziwnego - ilość koniowatych, jakie miał w posiadaniu była naprawdę pokaźna, a tutejsze tereny rozciągały się tak daleko, że wzrok nie był wstanie uchwycić granicznego z drogą ogrodzenia. Vladimir nigdy tu nie był, ale kilka razy doszły go słuchy o tej hodowli, której właściciel poświęcił prawie całe życie.
    Stanąwszy obok rozejrzał się dookoła - Rzeczywiście, sporo tu miejsca - przyznał zwróciwszy uwagę na skrzydlate konie, spacerujące po twardej ziemi, na której wiosną i latem rośnie najprawdopodobniej trochę wyższa, zielona trawa.
    Uczniowie mogliby być zadowoleni z takiej wycieczki - Vladimir sądził, że oswojony Abraskan dałby się nawet trochę poklepać po grzbiecie.
    - Myślę, że możemy kiedyś zorganizować uczniom małą wyprawę tutaj - pokiwał głową przenosząc wzrok na Leę - Możesz mi powiedzieć, skąd on u licha wytrzasnął tutaj tego Gryfa? - zapytawszy zaśmiał się żartobliwie. Gryfy należały do bardzo rzadkich stworzeń w tych czasach. Podobnie jak smoki. Dużo łatwiej było usłyszeć o nich w legendach, aniżeli zobaczyć je na żywo - niektórzy zwyczajnie nie wierzyli w istnienie tych istot. Ciężko było sobie wyobrazić, że lew skrzyżowany z orłem mógł w ogóle mieć rację bytu. Ale jak wiadomo, w świecie magii i czarodziejstwa wszystko jest możliwe - czego dobrym przykładem są chociażby centaury.
    - Sądzę, że nie będzie prosto namówić go do współpracy. Na pewno nic się nie da wskórać jednego dnia - oznajmił zastanawiając się - Ja oswajałem Lunaballę przez ponad tydzień, by nauczyła się opuszczać norę nie tylko o pełni księżyca. Dużo czasu jej poświęciłem, ale oboje wiemy, jakie było tego korzyści - uśmiechnął się delikatnie, wkładając prawą dłoń do kieszeni spodni.
    Z Lunaballą było mu o tyle prościej, że zwierze nie było agresywne, a nieśmiałe - natomiast jedyną możliwością na zdobycie od nich pewnego składnika było zmuszenie jej do wychodzenia o różnych, wieczornych godzinach. Gryfa mógłby porównać trochę do smoka, choć skoro on tutaj siedział i w jakiś sposób się zadomowił, na pewno byłby w stanie pozwolić na zbliżenie się do siebie. Oczywiście o dotknięciu nie było na razie mowy.

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie sądził, że jest w stanie oswoić Gryfa w przeciągu chwili - szczególnie, kiedy ten nie wykazywał w związku z tym żadnych chęci. Zresztą nie miał z nimi doświadczenia - nie był nawet pewien jak się za to zabrać. Nie chciałby zostać przez niego porządnie zraniony, co po jego zaostrzonych szponach mogło wydać się prawdopodobne.
    Gryf w ogóle nie chciał w tej sprawie negocjować. Obserwował każdy ich ruch z wyczuloną szczególnością.
    - Uważaj, Lea - powiedział, widząc zachowanie sporych rozmiarów stworzenia.
    Wystarczyłby jeden niekontrolowany ruch i mogło stać się coś, czego oboje nie chcieli doświadczyć. Naprawdę zastanawiało go, jakim cudem Nicolas go tutaj sprowadził - może sam przyleciał widząc w stadzie skrzydlate osobniki?
    Skoro już tu był, postanowił chociaż spróbować.
    Zauważywszy z drugiej strony wiaty, sporych rozmiarów skrzynię, podszedł do niej, okrążając pole manewru młodego Gryfa. W środku - tak jak się spodziewał - zastał nie miły widok ze zwierzęcą padliną, która służyła do karmienia tutejszych zwierząt. Najwidoczniej została także specjalnie ulokowana dla orło-lwa spoczywającego nieopodal.
    Druga skrzynia zapełniona była jabłkami - najprawdopodobniej służyły one za przekąski dla obecnych w stadzie, kopytnych istot.
    Postanowił przekonać go za pomocą jedzenia.
    Podszedłszy na odległość kilku metrów, zdecydowanie naruszył jego prywatność, co zwierzę dało po sobie poznać sycząc i trzepocząc skrzydłami. Jego włosy mimowolnie uniosły się wraz z wzbudzonym wiatrem. Gryf za wszelką cenę próbował go przegnać - tak jakby potrzebował chwili spokoju.
    Trzymając w jednej dłoni surowego zająca, a w drugiej jabłko, dał kilka spokojnych kroków w jego stronę. Wyciągnął przed siebie dwie zdobycze, a po sekundzie Gryf uniósł się nerwowo, wydając z siebie skrzekliwy, ptasi krzyk. Jego lwie łapy gotowe były by ruszyć i dać Vladimirowi sporą nauczkę. Z nozdrzy buchała mu widoczna na tą odległość para, która świadczyła o tym, że Gryf naprawdę nie miał ochoty na gości.
    Vlado opuścił ręce, po czym położył przysmaki na przeciwko swych stóp. Skrzyżowawszy ręce na wysokości klatki piersiowej, czekał na dalsze ruchy - skoro Gryf wstał, znaczy że był wstanie i zjeść.
    Karkarow czuł, że Lea była tuż za nim. Nie mógł się jednak odwrócić, zakładając że kontakt wzrokowy ze stworzeniem był tutaj naprawdę konieczny - coś na zasadzie przekazywania myśli.
    Gryf dał sporych rozmiarów krok w stronę nauczyciela. Nadal wyglądał na niezadowolonego - zaatakuje, pozwoli mu odejść, czy skusi się na niespodziankę przy stopach?

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  28. Był niemalże pewien, że ostatecznie przechytrzy Karkarowa i wyfrunie ze zdobyczą.Ale w sumie o to chodziło - całkiem możliwe, że takowy sposób pozwoliłby na oswojenie go na tutejszych terenach, jednak przydałoby się, aby robił to ktoś choć trochę doświadczony; chyba, że komuś nie sprawia problemu szpon wbity pod żebro.
    Vladimir obserwował zwierzę z przymrużonymi oczami i dopiero kiedy Lea oparła dłoń na jego plechach, ocknął się z zamyślenia.
    Na jej gest Vlado również objął ją na wysokości talii, po czym uśmiechnął się gdy dziewczyna stanęła kilka kroków na przeciwko.
    Gryf jest naprawdę wredną istotą i tak czy siak należą mu się podziękowania za to, że nie odgryzł tej dwójce głów. Możliwe, że trochę przyzwyczaił się do obecnego stanu i najprawdopodobniej nowego domu u pana Nicolasa. Oby nie naciskał na niego zbytnio.
    - Sądzę, że wróci na swoje miejsce - powiedział, pocieszając Leę, która ostatecznie musiała wytłumaczyć starszemu koledze, dlaczego Gryf siedzi za wielkim stawem.
    - Pewnie da się go oswoić, ale tak, jak mówiłem... Trochę to potrwa. Można stosować podobny sposób do tego, którego przed chwilą miałaś okazję zobaczyć - odparł, wracając z powrotem za ogrodzenie - Ale radziłbym robić to komuś doświadczonemu - dodał otrzepując nogawkę z drobnego, wilgotnego pyłu.
    W każdym razie, Vlado musiał przyznać, że stadnina kopytnych pana Nicolasa była naprawdę duża i zadbana. Możliwe, że Gryf nie znalazł się u niego z przypadku, a raczej dlatego, że potrzebował sporego i czystego terenu, na którym mógł swobodnie się przemieszczać i mieszkać. Nie atakował reszty końskich mieszkańców, bo zwyczajnie je zaakceptował w związku z własnym interesem.
    Przeniósłszy wzrok na Leę, uniósł kąciki ust wysoko w górę.
    - Przenosimy się gdzieś dalej? - zapytał z ciekawością. Miał ochotę spędzić z ciemnowłosą kilka dłuższych lub krótszych chwil. Tak naprawdę w ogóle jej nie znał, poza postawą danych osobowych i niektórych cech charakteru. A panna Bones wydawała się w głębi duszy intrygującą osobą, którą kojarzył ze stołu Gryffindoru, kiedy on miał lat szesnaście, a Lea trzynaście. Stare czasy, Ale Vlado to pamiętliwy człowiek, ze szczególnym naciskiem na pamięć do twarzy.
    - Tylko tym razem, za pomocą mojej osoby, zwyczajnie się deportujemy... Sieć Fiuu nie należy do najwygodniejszych.

    Oj, mam nadzieję, że już Ci się polepszyło... Natomiast częstotliwością odpisów się nie przejmuj ;)

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  29. Miał resztę wieczoru wolnego, jednak skoro okazało się, że Lea też, to właściwie można powiedzieć, że w związku z tym ta dwójka miała już jakieś plany.
    Może nie było ogromnego wyboru co do miejsca, ale z pewnością na terenie Hogsmeade można było znaleźć przyjemny kąt, w którym rozmowa szłaby gładko i czas nie za szybko leciał.
    - Możemy wybrać się do Trzech Mioteł, albo do Gospody pod Świńskim Łbem... Albo ewentualnie do mnie, jeśli Ci to nie przeszkadza - zaproponował uśmiechając się. Nie chciał sam decydować, bo nie był pewien, czy Lea zgodzi się na wieczór u niego, albo czy Trzy Miotły nie są dla niej zbyt nudnym i oklepanym miejscem.
    W ogóle to nic nie wiedział - i tu pojawiała się szansa, by poznać się bliżej.
    Zastanawiało go kilka rzeczy w ciemnowłosej, o które chciałby zapytać na przykład przy kubku herbaty, bądź kieliszku białego wina - żeby nie powiedzieć przy szklance Ognistej, bo na ten temat też nic nie wiedział. Ale kilka procentów z pewnością rozluźniłoby atmosferę, choć z drugiej strony wcale nie muszą być konieczne - Lea i Vlado nie mieli okazji jeszcze zwyczajnie usiąść i porozmawiać we dwójkę. Dotychczas widywali się tak naprawdę na zajęciach.

    Haha, racja, ciekawe jak się rozwinie :D

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  30. [Mam jeszcze kilka odpisów, chociaż może do piątku zdołam nam zacząć :)]
    Aurora

    OdpowiedzUsuń
  31. Tak, zdecydowanie jego domek był tutaj najspokojniejszym miejscem, którego nikt nie miał prawa naruszyć - pomijając Fausta i Runę; te dwa psiaki czasami zbyt nachalnie prosiły o pieszczoty, na szczęście Vladimir miał na nie konkretne sposoby. Zresztą były bardzo posłuszne.
    Kiedy poczuł jej dłoń, uśmiechnął się wprawdzie sam do siebie, ale wcale się z tym nie krył. Deportacja ku ich szczęściu nie przebiegła aż nad to gwałtownie, a kiedy uczucie fruwania wnętrzności ustało, oboje stali już w ciepłym, przytulnym salonie.
    Całe pomieszczenie, włącznie z podłogą, wykonane było z drewna egzotycznego w kolorze orzechowym; na jasnych panelach rozpościerał się czerwony dywan, otulający nogi stołu oraz kanapy przyozdobionej zielonymi i czerwonymi dodatkami. Całemu pokojowi uroku dodawał wysoki kominek, którego ciepło buchało tak solidnie, że było w stanie ogrzać nawet mieszczącą się obok kuchnię. Na ścianach wisiało kilka obrazów, oraz półek z różnorakimi księgami, a tuż przy wyjściu na taras znajdował się niewielki podest, na którym stał stary, czarny fortepian. Kilka roślin spływało po ścianach, tworząc spirale oblewające niekiedy podłogę, a także wplątujące się w ostrza wielkiego miecza - ten służył mu do ostatecznej obrony przed smokami. Znalazło się także miejsce na barek - tuż obok fortepianu - który nieustannie zaopatrzony był w różnorodne mocne i nie mocne trunki.
    Karkarow lubił to miejsce, które było jego małym azylem, gdzie nikt nie mógł wchodzić ot tak z butami.
    Faust i Runa zdezorientowane, dopiero po chwili zdały sobie sprawę, że wrócił pan i dodatkowo przyprowadził im nowego gościa. Dwa psiaki wesoło obiegły tę dwójkę, domagając się jakiejkolwiek reakcji z ich strony. Vlado poświęcił chwilę na pogłaskanie i zaznaczywszy, że mają się porządnie zachowywać, uśmiechnął się do Lei.
    - Faust szary, Runa biała. Strasznie miłe - wyjaśnił, wstając z kucków i ściągnąwszy kurtkę, przewiesił ją przez oparcie sofy.
    - Dobrze, rozgość się i powiedz mi, co chcesz do picia - uśmiechnął się, wyciągając z szuflady kilka słodkich przekąsek wprost z Miodowego Królestwa; kremowe bryłki nugatu, dyniowe paszteciki i czekoladowe kociołki z nadzieniem Ognistej. Zawsze stały zapas.

    Coś tam się rusza :D

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  32. Poniekąd zdawał sobie sprawę, że Lea bardzo dobrze czuje się w towarzystwie zwierząt - Karkarow miał identycznie, dlatego postanowił adoptować Fausta i Runę, kiedy te były jeszcze szczeniakami; gdyby nie on, możliwe, że dawno biegały by po psim niebie.
    Strasznie się do nich przyzwyczaił; do tego, że budziły go nad ranem, witały gdy wracał, zaczepiały do zabawy i że ogólnie były w pobliżu.
    Otrzymawszy odpowiedź na pytanie, z uśmiechem ruszył do kuchni, aby zaparzyć im naprawdę smaczną herbatę. Jednakże kawa też by się znalazła i choć Vladimir jej smaku zupełnie nie znosił, to zawsze stała w jednej z szafek na wypadek gościa błagającego o łyk pobudzającej kofeiny - niestety, musiałby ją sobie najpierw ręcznie zmielić.
    Lea najprawdopodobniej czuła się dość swobodnie w jego czterech kątach; dobiegające go szczęśliwe odgłosy zwierzaków informowały, że ta trójka bawi się tam naprawdę dobrze.
    Wrzuciwszy odpowiednią ilość kolorowych, słodko pachnących listków i ziół, zalał wszyscy gorącą wodą prosto z palnika, po czym chwyciwszy kubki wrócił z powrotem do salonu.
    - Widzę, że całkiem szybko się integrujecie - zauważył z uśmiechem i ustawiwszy dwa parujące kubki na stole, zajął wygodnie część kanapy.
    - A fortepian... Tak, gram od czasu do czasu - odpowiedział na jej wcześniejsze pytanie, prostując nogi i sięgając po ciepły, słodki wywar.
    Właściwie, to Karkarow wciskał biało-czarne klawisze od około siedemnastu lat. Początkowo uczył się od własnej matki, a następnie dalszą wiedzę przekazała mu ciotka. I musiał przyznać, że muzyka fortepianowa przenosiła go do nieco innego wymiaru; uspokajała i koiła. Po prostu ją lubił.
    A fortepian, swoją drogą, też miał już swoje na karku - Vladimir stara się go pielęgnować i regularnie konserwować, by lakierniczy błysk potowarzyszył mu jeszcze drugie tyle. Choć w niektórych miejscach zaczęły pojawiać się małe, matowiejące plamki.
    Nic nie trwa wiecznie.

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  33. Starał się by oba czworonogi były dobrze wychowane, dlatego poświęcił na to sporo własnego wolnego czasu. Oczywiście stworzonka także miały dni gorsze i lepsze, ale Faust i Runa były z natury spokojne, choć czasem, kiedy rozpierała ich energia, potrafiły narobić niezłego bałaganu; włącznie z przewróconym stołem i wygryzioną dziurą w dywanie.
    - Dziękujemy - uśmiechnął się, zerkając na włochatych towarzyszy - Nie nauczyłem ich grać na fortepianie, ale sam oczywiście, że mógłbym Ci zagrać - odparł rozbawiony. Nawet nie próbował cudów przy klawiszach ze zwierzakami, ale znając życie, nic by z tego nie wyszło - ewentualnie, gdyby rozsypał smakołyki, to wtedy mogłyby kilka razy wcisnąć coś swymi pyszczkami. I to tyle.
    Vladimir nie był za dobrym rozmówcą, jeśli chodzi o opis jego życia, a na prośbę "opowiedz coś o sobie" w głowie powstawała mu wielka, czarna dziura. Zawsze miał problem z opisaniem tego "coś", o co dany rozmówca prosił. Poza tym, Karkarow ogólnie nie mówił za wiele o sobie, nie miał po prostu czym się szczycić, a raczej zawsze uważał się za przeciętnego faceta.
    - Nazywam się Vladimir Karkarow, wraz z miłą stażystką, panną Leą Bones, nauczam Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami - zażartował, upijając łyk ciepłego napoju. Mógł też zacząć od "Dawno, dawno temu...", ale to było zbyt oklepane.
    - Byłoby mi prościej coś opowiedzieć, gdybyś powiedziała czego zechciałabyś się dowiedzieć na mój temat - powiedziawszy, wstał na chwilę by sięgnąć do komody po słodkości z Miodowego Królestwa. Chwyciwszy jeden, czekoladowy kociołek z Ognistą, podsunął cały talerzyk w stronę Lei, by mogła się poczęstować.

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  34. Tak. To właśnie nad pytanie odnośnie powrotu do Hogwartu mógłby rozwodzić się do białego rana. Cała opowieść była dość długa, jednak Vladimir znalazł dla niej odpowiednie, aczkolwiek satysfakcjonujące streszczenie.
    - Tak się złożyło, że miałem przysługę dla Longbottoma, który pomógł mi po skończeniu szkoły napisać projekt o smoczej roślinie. I pewnego razu, odwiedził moje biuro w Ministerstwie prosząc tym razem o moje wsparcie - uśmiechnął się na to wspomnienie.
    Nie mógł się nie zgodzić, bo Neville nie tyle co prosił, a nakazał w ramach dziękczynienia za projekt. Z drugiej strony, Karkarow kiedyś rozmawiał z nim na bardziej sentymentalne tematy, w związku z tym, zobrazował mu swoją nostalgię za szkołą. Choć Vladimir nie był pewien, czy nadaje się akurat na stołek nauczyciela, ostatecznie przystał na propozycję. I właściwie nie żałował, bo dzięki temu mógł przekazać swą wiedze wszystkim zainteresowanym.
    - Chciał, żebym nauczał przedmiotu, na punkcie którego kiedyś byłem zahipnotyzowany... To jego słowa - zaśmiał się cicho i upił łyk herbaty - Trochę niechętnie, ale się zgodziłem... Może dlatego, że brakowało mi tej szkoły - wzruszył nieznacznie ramionami, skupiając wzrok na zielonookiej.
    Teraz, tak naprawdę, zarówno on jak i dyrektor dziękowali sobie wzajemnie - Karkarow dzięki jego pomocy zaliczył zielarstwo na stopień wyżej; kiedy bezlitosny los zesłał wydarzenia, które zaprocentowały posadą Aurora, Vlado musiał napisać projekt dzięki któremu jego ocena z OWUTema poszła stopień wyżej - a Neville cieszył się z dobrego profesora, z którym od czasu do czasu mógł wyjść na dobrą herbatę do Trzech Mioteł.
    - Nie lubię zakładać wilgotnych ciuchów, drażnią mnie mankiety ze szkolnej szaty, nie lubię firanek - uśmiechnął się - Za to lubię dobre alkohole, zimowe zachody słońca w Hogwarcie, nocne spacery, ciepło kominka i gładką pościel - kąciki jego ust powędrowały jeszcze wyżej. Było to pierwsze, co przyszło mu na myśl, ale mimo wszystko, odpowiedź była naprawdę szczera.
    - A moim ulubionym magicznym stworzeniem jest Pufek - dodał, wsuwając do ust kolejną czekoladkę.
    Cóż, można by się obawiać, że tej dwójce nie starczyłoby wieczoru, aby mogli dowiedzieć się o sobie choć trzech czwartych informacji.
    - To teraz Twoja kolej.

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  35. [I ja również XD To magia Kronik chyba, ale w każdym razie – eksperymentuję sobie z Cressidą. Nie wiem jeszcze co z tego wyjdzie :D]

    C.R. (nie, Christiano Ronaldo, btw XD)

    OdpowiedzUsuń
  36. [Eksperymenty górą, yay! Zszokowanie Cię to i tak najlepsza nagroda, wiesz? :D]

    OdpowiedzUsuń
  37. Nie należał do osób jakoś bardzo sentymentalnych, jednak Hogwart miał specjalne miejsce w jego życiu - to w końcu tutaj wychował się przez kilka dobrych lat. Miał sporo wspomnień z zamku, które tak naprawdę były najlepszymi wydarzeniami, jakie dotąd go spotkały. Po opuszczeniu szkoły i zrozumieniu, że właśnie skończyła się beztroska wolność, a zaczęło twarde życie, Vladimir obrał kierunek, który byłby dla niego satysfakcjonujący i w jakiś sposób przyjemny. Nie myślał jednak, że wróci tu jeszcze kiedykolwiek - choć podświadomie tego chciał i najwidoczniej los postanowił sprawić mu taką miłą niespodziankę.
    - Mam rzeczy, które są dla mnie ważne i ważniejsze, ale nie sądzę abym był wyjątkowo sentymentalny - odparł, dopijając ostatnie łyki słodkiego, ziołowego wywaru.
    Ciężko było mu też opowiedzieć o swoim hobby, bo miał sporo zajęć, które sprawiały mu ogromną przyjemność. Jednak żadnego z nich nie mógłby nazwać długoletnim hobby - zaklęcia, które lubi są raczej rzeczą naturalną w tutejszych okolicach, a czytanie książek w jego wypadku to nie żadna nowina. Nie znalazł w głowie nic, co zasługiwałoby na miano hobby z prawdziwego zdarzenia.
    - Wolny czas poświęcam dość często na muzykę, ale to głównie wieczorami. W południe lubię sobie ponaprawiać to i owo, albo przyrządzić jakieś smaczne jedzenie... Które oczywiście nie sięga pięt temu spod rąk naszych skrzatów - uśmiechnął się opierając wygodnie o kanapę - Ale moim zdaniem jest dobre. Jeśli mam okazję wyskoczyć, to skaczę do Trzech Mioteł, a jak nie mogę spać to wychodzę na taras i wertuje niebo, które jest dla mnie wielką tajemnicą.
    Nie były to jakieś wybitne zainteresowania, ale z pewnością narodziły się z dnia codziennego. Jakby nie patrzeć, dużo więcej czasu zajmują mu zajęcia, praca w Ministerstwie i niekiedy wyprawy w celu złapania smoków. Dlatego, najprawdopodobniej, w jego trybie życia jakieś długie hobby nie mogło mieć racji bytu - po prostu nie znalazłby na nie czasu.
    - A czym Ty się interesujesz?

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  38. [Cajun dziękuje za powitanie i komplementy na które nie zasługuje.
    Z panem Callumem za dużo zUego by narobili, bo prawie takie same charaktery (męsko-męskie nie idą, źle idą, nie nie).
    Z panną Leą to Cajun widzi, że muszą się znać, bo byli Gryfonowie. Kilka lat różnicy. Może jakaś zażyłość między nimi była (zła albo dobra)..? :)]

    OdpowiedzUsuń
  39. [Zazdrość, niegasnące uczucie po tylu latach rozłąki... prawie jak moda na sukces, ale w o wiele lepszym wydaniu.
    Cajun będzie zastanawiał się w czym ten jej obiekt westchnień jest lepszy. Asa w rękawie to nie ma (Cajun dosłownie ma) :)]

    OdpowiedzUsuń
  40. [Cajun ma na pieńku z hipogryfami. One go nie lubią i z wzajemnością. W dzień będzie szlajał się koło chatki gajowego, bo musiał posprzątać bałagan po uczniach i akurat to nikczemne stworzenie stanie przed nim i będą mierzyć się wzrokiem. Na pewno to się dobrze nie skończy :)]

    OdpowiedzUsuń
  41. [Cześć :)
    Tak, tak; zauważyłam, że Quin zniknął z bloga, a w zamian pojawiła się nowa postać ;) Dziękuję za propozycję wątku z Leą i z chęcią na nią przystanę, tylko za bardzo nie mam pomysłu na to, o czym miałby być :-/ Jakieś propozycje? Osobiście jestem otwarta na niemalże wszystko, niewiele rzeczy by mi do Teda nie spasowało, tak więc jeśli przychodzi ci cokolwiek do głowy, daj znać :] Razem obmyślimy szczegóły ;)]

    Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń