8 lutego 2016

I was an Angel living in the garden of evil

Melissa LaLaurie
Wróciłam, bo nie mogę uciec od tego, kim jestem.

26 komentarzy:

  1. [Cześć! Muszę przyznać, że Melissa rzeczywiście jest smutna, ale za to przepiękna. W dodatku ciekawe jest to, że próbowała wrócić do normalnego życia, takiego bez magii, bo z czymś takim jeszcze nigdy wcześniej się nie spotkałam. Świetna kreacja postaci, aż trudno mi się do czegoś przyczepić. Mam nadzieję, że będziesz się dobrze bawić z drugą panią. Powodzenia! ;)]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  2. [Bardzo ciekawa postać, chociaż jednocześnie wydała mi się niezmiernie smutna. Oby w Hogsmeade żyło jej się lepiej, a tobie życzę mnóstwa weny i cześć! :D]

    Ellen/ wkrótce Georgina

    OdpowiedzUsuń
  3. [dzień dobry, siostrzyczko! uwielbiam to imię. <3 jeden wątek już mamy - jeśli nie jest Ci za dużo, to może masz chęć na kolejny? Zaria mogłaby się jej okropnie uczepić. :)]

    Zaria

    OdpowiedzUsuń
  4. [Wow, zaskoczyłaś mnie, serio! Już myślałam sobie, że napiszę, iż Melissa jest urocza jak te słodkie ciasteczka w herbaciarni, w której pracuje, a tu taka niespodzianka! Jest świetna, bardzo mi się podoba, no i jeżeli miałabyś jakikolwiek pomysł na wątek, to zapraszam serdecznie do moich postaci!
    Czy przypadkiem nie piszę z autorką Sunshine, dawną przyjaciółką Abi? :> Jakoś tak nick znajomy, ale głowy sobie uciąć nie dam!]

    Jihoon/Abigail/Alexander/Seunghyun

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Ojej, nie Seunghyun, tylko Mei! Stara miłość nie rdzewieje :D]

      Usuń
  5. [No cześć ponownie! Ja uwielbiam wszystkie Twoje postacie, ale... Kurczaki, nie mam pojęcia czy uda mi się wyrobić z jeszcze jednym wątkiem. Jak tylko ogarnę wszystkie zaległości i sobie uporządkuje liczbę wątków przyjdę i pomyślimy nad czymś fajnym! :D]

    OdpowiedzUsuń
  6. [Witam się ciepło z Twoją drugą postacią!
    Jest naprawdę ciekawa, biorąc pod uwagę próbę życia bez magii w tak magicznym świecie :D
    Faktycznie smutnawa, ale nie przerysowana :)
    Udanego blogowania i zapraszam w razie chęci :)]

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [No ba! Herbaty testowane w realnym świecie i poważnie - polecam je :D]

      Usuń
  7. [Cześć. Melissa wyszła ci bardzo dobrze, wcale nie jest przerysowana. Jakbyś miała ochotę na wątek, to zapraszam do Jamesa. Powodzenia na blogu, dobrej zabawy i wielu wątków!]
    James Potter

    OdpowiedzUsuń
  8. [Mi się ten pomysł bardzo podoba, w końcu James musi mieć od kogo brać alkohol :D Nie obrazisz się, jak poproszę cię o zaczęcie? Nie do końca wiem, jak miałby wyglądać szantaż Leana, a mam też jeszcze kilka odpisów do nadrobienia. <3]
    James

    OdpowiedzUsuń
  9. [Ona wygląda jak moja koleżanka xD I mam takiego mindufucka jak patrzę na te gify. No, ale w każdym razie! Czeka na list z Hogwartu, hm? Lysander ma dobre stosunki z nauczycielami, więc pewnie mógł się u jakiegoś natknąć na jej list. Może dyrcio przekazał go komuś odpowiedzialnemu... Kto wie. W każdym razie zerknąłby na adres nadawcy i stanąłby pod drzwiami bez powodu. Bo chce, żeby dostała ten stać i już! ;D Nie wiem jak się na to zapatrujesz.]

    Lysander

    OdpowiedzUsuń
  10. [Jaka tutaj ładna dziewczynka mi się schowała. :3 Powodzenia z kolejną postacią, zapraszam i do siebie!]

    Solene // Aaron // Lorelle

    OdpowiedzUsuń
  11. [Cześć, dziękuje za powitanie :) Limit wątkowy bardzo szybko się kurczy, ale jak masz pomysł na coś dobrego to oczywiście się pisze c:]
    aris

    OdpowiedzUsuń
  12. [Masz już może jakiś konkretny pomysł? Czy mamy myśleć wspólnie? :)]

    Joseph

    OdpowiedzUsuń
  13. [O matko, genialny pomysł! Zacznę nam i zrobię to jeszcze dziś! :D]

    OdpowiedzUsuń
  14. [Kto nie miałby ochoty na wątek z taką cudowną kobitą? :) Jasne, że mam - w końcu po to tutaj jestem :D jakieś pomysły?]

    Billy

    OdpowiedzUsuń
  15. [Czy jak Cię poproszę o rozpoczęcie będę bardzo okropna? Robiąc wszystkie zaległe odpisy chyba wypaliłam nadmiar swojego natchnienia i teraz siedzę przed pustą kartą w wordzie i próbuję coś napisać, ale nie idzie mi to kompletnie :/]

    Joe

    OdpowiedzUsuń
  16. Do herbaciarni pani Puddifoot przychodził tylko wtedy, kiedy wiedział, że Melissa tam będzie. Był jej ogromnie wdzięczny, że pozwoliła mu wtedy zostać na noc. Był wdzięczny za możliwość przespania się w ciepłym pomieszczeniu, za możliwość wykąpania się w ciepłej wodzie i za odrobinę jedzenia. Pamiętał dokładnie, jak tamtego wieczoru był zmartwiony. Powoli przestawał wierzyć, że uda mu się jeszcze kiedyś cokolwiek osiągnąć.
    Gdyby go wtedy nie wzięła, najprawdopodobniej odpuściłby sobie. Przestałby się przejmować, nie próbowałby już więcej walczyć. Na szczęście trafił na drzwi jej mieszkania, na szczęście trafił na uśmiechniętą, młodą kobietę, która nie bała wpuścić się obcego dzieciaka do domu.
    — Dzień dobry — powiedział, wchodząc do pomieszczenia. Teraz, w Walentynowy weekend było tutaj pełno zakochanych par, z każdej strony jawiły się różowo-czerwone dekoracje. Serca, były wszędzie, a na twarzy Joego pojawił się delikatny uśmiech.
    Podszedł do lady, za którą stała dziewczyna i uśmiechnął się szarmancko.
    — Poproszę te ciastko z największym serduszkiem, muszę je dać mojej walentynce — oznajmił, przypatrując się uważnie dziewczynie. Polubił ją. Gdy tylko dostał pracę, chociaż rozmawiał z nią zaledwie kilka razy to ona była pierwszą osobą, do której pobiegł się pochwalić. Zresztą… Nie miał tutaj nikogo innego, jednak naprawdę ją polubił. Była taką ostoją w jego życiu, czymś niespodziewanym, ale całkowicie radosnym i przyjemnym.

    Mam nadzieje, że nie masz mi za złe, że tak krótko. Ale spokojnie, rozkręcimy się.
    Joe

    OdpowiedzUsuń
  17. James nigdy do grzecznych nie należał i wszyscy to wiedzieli. Był mistrzem w pakowaniu się w kłopoty i wychodzeniu z nich bez szwanku. Umiał obchodzić dookoła wszystkie zakazy i nakazy, oraz załatwiać sprawy za pomocą uśmiechu i znajomości. Połowa Hogwartu, a już szczególnie Ślizgoni, wiedziała, że impreza zorganizowana przez Pottera, to dobra impreza. James miał sposoby na unikanie nauczycieli i sprowadzanie nielegalnie alkoholu do Pokoju Wspolnego. Co jakiś czas zmieniał dostawców, dla bezpieczeństwa, ale generalnie trzymał się jednej zasady: ma być cicho i w miarę tanio. Nikt się nigdy na współpracę z nim nie skarżył. Aż do dnia, kiedy to Lean Lancaster uznał, że istnieje jakiś powód, by zrobić Jamesowi wielką awanturę. James nie miał pojęcia, co takiego skłoniło Lancastera do myślenia, że może sobie tak po prostu nakrzyczeć na niego bez żadnego odzewu.
    Na początku Potter był zbyt zaskoczony wybuchem Leana, by zareagować. Oczywiście każdemu, kto pracował na czarno, zależało na anonimowości, ale James w żaden sposób nie naruszył tej niepisanej zasady. Przynajmniej niczego takiego sobie nie przypominał.
    Otrząsnąwszy się z zaskoczenia, James wstał z podłogi i ostentacyjnie otrzepał spodnie. Miał zamiar dowiedzieć się, z jakiego powodu Lancaster uznał, że może nim rzucać. Zerknął jeszcze ukradkiem na dziewczynę, zastanawiając się, czy na pewno powinna tu przebywać, gdy oni rozmawiają o interesach. Zaraz jednak uznał, że to nie jego problem.
    - Słuchaj, może najpierw byś wyjaśnił, o co chodzi, a póżniej przejdziemy do rękoczynów? - uśmiechnął się sarkastycznie.
    Cała ta sytuacja była naprawdę dziwna, ale James nie miał ochoty na kłótnie. Lean najwyraźniej miał jakiś problem z samym sobą, bo nie istniał absolutnie żaden powód do tego, by był na Jamesa tak wściekły.

    James

    OdpowiedzUsuń
  18. Lysander szedł korytarzami Hogwartu jakby właśnie wygrał w magicznego totka i oznajmił, że ma zamiar podróżować po świecie, podczas gdy reszta uczniowskiego półświatka miała tkwić z egzaminami i martwić o przyszłość. Co prawda Scamander w życiu, by tak nie zrobił. Nie znosił hazardu i wydawania zbędnych pieniędzy (mimo że jego rodzice mieli dobre posady, to groszem nie pachnieli), a w dodatku w życiu nie czuł się lepszy od innych. Wszyscy byli równi, obojętnie czy arystokrata rodem od Ślizognów czy ofiara losu od Puchonów. Blondwłosy brat bliźniak nie dzielił tak ludzi. Zresztą nigdy się nad tym zastanawiał, a gdyby ktoś go o to spytał, pewnie otworzyłby szeroko oczy i spytał co ma na myśli. Tak. Bo Lysander Scamander w odróżnieniu od swojego brata Lorcana był zupełnie oderwany od rzeczywistości. I nikt go za to nie winił, nawet nikt się z niego nie śmiał, bo ci wredniejsi uczniowie Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie nauczyli się, że z tym dzieciakiem nie ma co zadzierać. Znał chyba każdą tajemnicę zamku i wymykał im się z łatwością. Lysander robił to zresztą nieświadomie. Po prostu szedł z książką i akurat skręcił w ten korytarz, a osiłki za jego plecami wpadali na niewidzialne pole siłowe. Lub rozmawiał z duchami, a przyszli niedoszli prześladowcy zostali przerażeni na śmierć przez zjawy, gdy tylko wyczuwały niecny podstęp skierowany w ich przyjaciela. Być może jedynego w całym zamku. Nikt ze studenciaków nie rozmawiał z umarłymi. Zwyczajnie interesowały ich inne rzeczy. Ale nie Zandera, który wdał się w matkę. Blondynek z niesfornymi włosami lubił słuchać opowieści, które z wielką chęcią opowiadały mu duchy. Często też doradzali mu w lekcjach lub nawet podawali właściwe odpowiedzi. Tyle wieków w szkole ze wspaniałą biblioteką zrobiło swoje. Niekiedy też szeptały mu na ucho tajemnice z Działu Ksiąg Zakazanych, co rozdmuchiwało wyobraźnię Krukona na kolejną przygodę.
    Tego dnia był taki zadowolony właśnie z tego samego powodu. Carol di Beaz uwielbiał tajemnice i uwielbiał się nimi dzielić z Zanderem. Opowiedział mu o pewnym tajnym przejściu do innego świata w kwiaciarni w Hogsmeade. Scamander musiał to sprawdzić!
    Właśnie zeskakiwał z ostatnich stopni schodów, prowadzących do Wielkiej Sali, gdy zobaczył młodą kobietę przebraną za aniołka. Miała na skrzydłach doczepionych do pleców napisaną nazwę kwiaciarni. Uśmiechnął się szeroko, uważając, że to nie uśmiech losu, a przeznaczenie! Markiz Carol di Beaz mówił, że tak będzie. A jeśli tak, to znaczyło, że Lysander miał przeżyć kolejną wspaniałą przygodę! Czym prędzej ruszył w stronę cherubinka, mijając uczniów, łasych na darmowe słodycze, które rozdawała kobieta. W końcu się do niej dostał, stanął przed nią i rzucił z szerokim uśmiechem i głosem pełnym nieukrywanego entuzjazmu:
    - Witam! Możesz mi powiedzieć w których godzinach wasza kwiaciarnia jest otwarta dla klientów?
    Spodziewał się odwzajemnionego uśmiechu i miłej odpowiedzi. Jednak nie spodziewał się tego, co zaszło później.

    Lysander

    OdpowiedzUsuń
  19. Herbaciarnia pani Puddifoot przyprawiała Jihoona o mdłości. Z minuty na minutę coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że nie ma chyba gorszego miejsca, niż ta mała wylęgarnia słodyczy, kremówek i kandyzowanych wisienek, a fakt, iż czekał już prawie czterdzieści minut przy stoliku, w dodatku zupełnie sam, tylko to wrażenie potęgował.
    — Głupie dzieciaki — mruknął, upijając łyka różanej herbaty z małej filiżanki.
    Z reguły Ahn nie pomagał nikomu — troszczył się tylko o siebie, dopiero od niedawna robiąc wyjątek dla jednej, małej blond osóbki — dlatego też z lekkim zaskoczeniem przyjął prośbę dwóch drugoklasistek o pomoc z zadaniem z transmutacji. Pewnie dałby sobie z tym spokój i nie przystał na ich propozycje, gdyby nie to, że obie dziewczyny, Ślizgonki, były córkami przyjaciółki jego matki. Skinął więc głową, wymrukując coś w odpowiedzi, po czym umówił się z nimi na piątkowe popołudnie i poprosił, by dały mu adres miejsca, w którym chciałyby się uczyć. Dwie panienki z niewiadomego powodu nalegały, by nie odbyło się to w zamku.
    I tak oto siedział przy stoliku w miejscu, w którym na pewno z własnej woli nie spędziłby ani minuty, pijąc już trzecią z kolei herbatę. Jako że minął tydzień od walentynek, kawiarnia nie szczyciła się dużym zainteresowaniem, wręcz przeciwnie, oprócz jednej pary siedzącej w rogu i kelnerki w pomieszczeniu znajdował się tylko Jihoon.
    W końcu chłopak wstał od stolika z zamiarem wyjścia do zamku, ale gdy ubierał płacz, jego wzrok powędrował w stronę blondynki stojącej za ladą. Nie wiedział co nim kierowało — może czysta ciekawość — ale zebrał pieniądze, które chwilę wcześniej wyciągnął z portfela, by przejść do niej i wręczyć je osobiście. Dziewczyna już wcześniej zerkała na niego, za pewne zastanawiając się, na kogo tyle czekał. Kilka razy wyłapał na jej twarzy cień uśmiechu, jakby w głowie odrobinę się z niego nabijała.
    — Proszę — powiedział, nie spuszczając jej z wzroku. Dopiero po chwili dotarło do niego, że mogło to być nieco niegrzeczne. — Mały ruch, jak na piątkowy wieczór, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  20. [MÓJ MÓZGU, PRZESTAŃ. Widzę Johana i jego złoty tekst na podryw "Melisso, bądź moją melisą" XD A tak serio, to dziękuję za miłe słowa, których się w sumie nie spodziewałam ani trochę i za powitanie. I oczywiście wątku nie odmówię. Tylko powiedz, z którą postaciom, bo ja nie wiem :3 A co do kodów… jestem śmierdzącym leniem. Bywa.]

    Johan

    OdpowiedzUsuń
  21. [też ją kocham, wprost nie mogłam żyć bez niej, więc powracam! to już Nebraska 2.0, wcześniej zdążyła być Misery i Nebraską 1.0. matko. :D
    tak, no, hm, moje postacie zawsze takie smutnawe wychodzą, tak myślę. no ale to nic, taki los. co poradzić. wątek bardzo chętnie, tylko masz jakiś pomysł? Nebraska mogłaby wpaść na herbatkę. o. mam. nie wiem, czy Melissa to ten typ, ale Nebraskę mogliby zaczepiać jacyś inni uczniowie, a Twoja pani mogłaby wtedy ruszyć jej na ratunek, nie wiedząc, że ona sama sobie zupełnie dobrze poradzi. ale nie chcę nienawistnego wątku, więc Neb by jej wybaczyła raczej szybko. :D]

    Nebraska.

    OdpowiedzUsuń
  22. [BOŻE, NIENAWIDZĘ HUFFLEPUFFU. Lena tam nie pasuje, o. Lena jest Ślizgoneczką sto procent. tyle, że manipuluje ludźmi i to ona chce, byście w niej widzieli niewinną istotkę. samo zło. :D
    jestem, przybywam po wątek. masz może jakiś pomysł?]

    Lena Cavendish.

    OdpowiedzUsuń
  23. [Hej! Mimo że pisałam na forum, chciałam tutaj też powiadomić Cię o moim odejściu z bloga. Mam nadzieję, że szybko zapełnisz pustkę po wątku ;)]

    Lysander

    OdpowiedzUsuń
  24. Śnieg sypał i sypał.
    Nebrasce Lestrange było to bardzo nie w smak, tym bardziej, iż wybrała się do Hogsmeade w poszukiwaniu kilku niezbędnych jej składników do przyrządzenia nowego eliksiru. Lubiła eksperymentować, ale hogwarcki program edukacyjny nie zapewniał wystarczającej ilości tejże rozrywki uczniom w ogóle, a tym młodszym w szczególności - ograniczał, o czym miała okazję niejednokrotnie się przekonać. Tak między nami, większość potrzebnych rzeczy mogłaby znaleźć w szkole, bo doskonale umiała włamywać się do szklarni, przez dziurę w oknie, która była mniej więcej wielkości talerza, ale Nebraska nie była osóbką ściągającą na siebie uwagę innych niezależnie od pory i dnia - skutecznie umiała wtopić się w tłum, jeśli tylko zachodziła taka potrzeba, a w tym momencie ewidentnie zachodziła. Nie dalej jak we wtorek ten mały grubas, Jimmy White, którego siostra, Amanda, była dość bliską koleżanką Lestrange, zasugerował nauczycielowi Eliksirów, iż pewna drobna blondyneczka o twarzy aniołka może mieć coś wspólnego ze znikającymi składnikami z jego schowka. Dziewczątko to skłonne było przyznać, że teraz w jej interesie leży, by nie dać się zdemaskować: czyli przez kilka dni potrzyma się na uboczu, a potem kolejna porcja pyszności dostanie nóg i zwieje. Takie życie.
    Kiedy śnieżyca przybrała na sile, Nebraska Lestrange weszła do pierwszej lepszej kawiarni, którą miała po swojej lewej, w obawie, że jeśli jeszcze chwilę zostanie na dworze, szybko zmiecie ją wiatr. Niepewnie uchyliła drzwi, rozejrzała się, szukając nieprzyjaznych twarzy, po czym weszła do środka, znacznie ośmielona, ściągając z siebie czarny płaszcz i szalik w kratkę, wielkości koca. Przysiadła w wygodnym fotelu i zaczęła studiować menu, kiedy dotarło do niej, że ktoś chyba ją wołał.
    Zobaczyła ich i przewróciła oczami. Siedzieli tuż obok, teraz przenieśli się jeszcze bliżej i tradycyjnie zaczęli rzucać swoje koszmarne komentarze na jej temat. Że mała, że słaba, że słodziutka i niegroźna, a do tego wnuczka tak groźnego osobnika, iż powinna emanować piekłem i potwornością na odległość co najmniej kilku kilometrów. Nebraska zacisnęła drobne piąstki pod stołem, modląc się w duchu o cierpliwość i nakazując sobie odczekanie na odpowiedni moment.
    - Masz z nimi jakiś problem? - spytała kelnerka, na co tamci dwaj smarkacze wybuchnęli jeszcze większym śmiechem. Ale w sumie czego się spodziewać po wyrostkach z czwartej klasy?
    - Nie - warknęła Nebraska, posyłając kobiecie jedno ze swoich najohydniejszych spojrzeń i krzywiąc się pogardliwie. - A pani ma jakiś problem z tym, żeby nie wtrącać się w nie swoje sprawy?

    Nebraska.

    OdpowiedzUsuń