10 lutego 2016

I've got a jet black heart and there's a hurricane underneath it


były Krukon
Rocznik '05
Półkrwi
Hogsmeade
Sowia Poczta
zdegradowany ścigający
8 i ⅛ cala, grab,
popiół z popiełka
zarejestrowany Animag | Koligacje

Nie tak wyobrażał sobie przyszłość. Kierowany typową dla krukonów ambicją i otrzymanym w pakiecie niezdrowym pragnieniem rywalizacji pokonywał coraz to wyższe szczyty własnych możliwości, gdzieś po drodze gubiąc to, co było w tym wszystkim najważniejsze; cel. Pędził do przodu z czarną opaską na oczach, zatrzymując się dopiero wtedy, kiedy pod wpływem okoliczności nie miał szansy ponownie wstać i iść dalej, jak to zazwyczaj bywało po kolejnych z rzędu potknięciach.
Wyrzucenie z Hogwartu przybrało miano jednoznacznego wyznacznika końca, a wtopienie się w tłum osiadłych w Hogsmeade czarodziejów okazało się trudniejsze niż mogłoby się wydawać.
Dawna ambicja odeszła w zapomnienie, zastąpiona rosnącą z dnia na dzień irytacją spowodowaną patrzeniem na miejsce, w którym nigdy nie chciał się znaleźć. Praca polegająca na sortowaniu listów, nadzorowaniu puszczanych w obieg przesyłek i w ramach rozrywki zabawa w sowią sprzątaczkę, początkowo daleko odbiegała od jego wyobrażeń na temat zawodowej kariery, jednak zmuszony zejść z ścieżki prowadzącej do Ministerstwa Magii zaakceptował to, co przez najbliższe lata miało stać się jedynym, choć i tak niewystarczającym źródłem jego utrzymania.
Z poprzedniego życia pozostał mu tylko pakiet owianych złą sławą wspomnień, przypominający o znienawidzonej pracy puchacz i odbijające się od czaszki słowa Tiary Przydziału, których prawdziwość zrozumiał wraz z nadejściem końca.
Przecież od zawsze twierdził, że miejsce niestabilnych emocjonalnie potencjalnych kandydatów do zajęcia celi w Azkabanie jest właśnie tam. W Domu, którego wybór z całą stanowczością odrzucił przeszło sześć lat temu. Wbrew tytułowaniu samego siebie Krukonem, nie udało mu się oszukać przeznaczenia i udowodnić, iż zapewnienia starej Tiary minęły się z prawdą.
Aris Ackerman 


Jednak nie umiem robić sobie dłuższych przerw, wracam. Tym razem to ostatnie podejście do pisania, oby najbardziej udane. Postaram się nie znikać c: | Random z tumblra i 5sos w tytule.
LIMIT: 4/4 Bellamy, Solene, Milliesant, Lance
gg:13321507

75 komentarzy:

  1. [Ojej, jaka śliczna karta! Te kwadraciki to mistrzostwo. Muszę ci powiedzieć, że pomysł na postać jest ciekawy. Nie spotkałam się jeszcze z tym, żeby kogokolwiek wyrzucono z Hogwartu, więc co on takiego musiał zrobić, żeby to się stało? Zaintrygowałaś mnie. Szukam wątków dla Molly, dlatego wpadaj, jeśli masz ochotę, a tymczasem życzę dobrej zabawy na blogu. ;)]

    Jemma Simmons/Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  2. [Ja tu chcę już krzyczeć, że "na Merlina, jak tu pięknie, jak cudownie, że zupełnie, jak moja Ari" a tu Ty. I już Ci tego powtarzać nie będę, bo to wiesz. Ostatnio sobie tak tęskniłam za naszym wątkiem. Wróć do mnie :< ]

    Solene // Aaron // Lorelle

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Świetna karta! Tak estetyczna i dopracowana, jestem pod wrażeniem. Sama postać jest ciekawa i posiada niebanalną historię. Jeszcze raz powzdycham i się pozachwycam.
    Witam serdecznie i życzę udanej zabawy :) ]

    Elody/Arthur

    OdpowiedzUsuń
  4. [Przyłączę się do powyższych słów, bardzo ładna, dopracowana karta. Ja jestem noga w html'u, więc takich cudeniek tworzyć nie potrafię, ale przecież tu nie tylko o formę chodzi, treść również niezwykle intrygująca :) Witamy serdecznie i cieplutko, bo choć widzę, że są jakieś znajomości to u nas nie było okazji nigdy zagościć - zatem zapraszamy!]

    Lucy/Ethel

    OdpowiedzUsuń
  5. [Nie za bardzo wiadomo jak wiodło mu się życie w Hogwarcie, ale sądzę, że śmiało mogło go coś z Molly łączyć. Byli na tym samym roku, oboje grali w quidditcha, w dodatku na tej samej pozycji, więc dlaczego nie? Według mnie znali się na pewno. I teraz kiedy go wyrzucili, Molly mogłaby być wściekła, nie znając powodu, a on mógłby jej unikać, gdy widział ją od czasu do czasu w Hogsmeade. Któregoś razu mogło mu to jednak nie wyjść, dlatego doszłoby do spotkania, a Molly jak to Molly zaczęłaby się na niego straszliwie wydzierać.]

    Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  6. [Dołączam się do zachwytów, ale raczej nie powiem ci niczego nowego, oprócz tego, że postać jest naprawdę fascynująca. Nie zaskoczy cię to, że niezmiernie ciekawi mnie, dlaczego Aris został wyrzucony, ale pewnie długo nie będziesz nas trzymać w niepewności. :D
    Zatem cześć i w ogóle, zostań z nami jak najdłużej i oczywiście zapraszam do siebie!]

    Ellen / Georgina

    OdpowiedzUsuń
  7. [Oh, jaka ładnie wyglądająca karta *,*
    Cześć i czołem! Po pierwsze, życzę miłej zabawy na blogu :) Po drugie, lubię Kruczków i współczuję mu tego wyrzucenia ze szkoły, szkoda go. A na końcu zaproszę do siebie na wątek, jakby była chęć i ewentualnie jakieś pomysły.]

    Fanny

    OdpowiedzUsuń
  8. [Napisałaś pod Solene z przypadku, czy może być Sol?]

    OdpowiedzUsuń
  9. [Bardzo podoba mi się karta. Jest tak mega dopieszczona i zgrabna, że nie mogę przestać się nią zachwycać. A co do chłopaka - ciężko coś wyczytać z karty, jednak sądzę, że jest bardzo uparty i dąży do celu po trupach. Zapraszam, jeśli są chęci na wątek.]

    Anija

    OdpowiedzUsuń
  10. [Aaron jest jeszcze w produkcji, bo go przejęłam z braku chłopaczka do pisania, to musiałabyś trochę poczekać. Za to z Solene coś bym Ci mogła wymyślić, bo w końcu byli na tym samym roku i domu. Lol, jak tu można się nie znać? xd
    Niech oni będą dla siebie jak rodzeństwo, Silas mi uciekł, ktoś musi mi tu za niego robić, haha. W dodatku za co go wyrzucono? Powiedz mi, zdradź mi. Jak nie chcesz publicznie to wiesz gdzie mnie znaleźć. Bo może Sol się mogła do tego przyczynić.]

    OdpowiedzUsuń
  11. [Aj, widzę, że i ty nadal miło go wspominasz. :D
    Myślę, że gdyby to, za co Aris został wyrzucony zakrawało pod łamanie prawa, mogłybyśmy wykorzystać pozycję ojca Georginy w ministerstwie ─ załóżmy, że w Hogwarcie byli ze sobą dość blisko, a po tym incydencie chłopak mógłby mieć jej po cichu za złe, że się za nim nie wstawiła wyżej. To doprowadziłoby do tak mocnego ochłodzenia ich relacji, że niemal na dobre straciliby kontakt, gdyby Stewart nie przychodziła do niego na pocztę/do domu, by chcieć dowiedzieć się, dlaczego przestał z nią rozmawiać. Nie wiem, jak wpleść w to wybuchy i rzucanie zaklęć, ale możemy coś wymyślić w trakcie. :D]

    OdpowiedzUsuń
  12. [Witam się cieplutko, gratuluję powrotu do żywych! :D Jak zwykle nie mogę się napatrzeć na cudną kartę, jak zwykle nie mogę wyjść z podziwu poziomu ogarnięcia nieszczęsnego wroga blogowiczów! :) No i oczywiście ze swojej strony proponuję jakiś wątek, coby w końcu może udało nam się skrobnąć coś bardziej... em, brakuje mi słowa :D lepszego? udanego? Nieważne, na pewno zrozumiesz o co mi chodzi! XD]

    Aiden/Scorpius/Bellamy

    OdpowiedzUsuń
  13. [Myślałam nad tym, że może Anija pomagała Arisowi w każdy możliwy sposób, by jakoś chłopak się ogarnął? Może uwielbiała go jako ucznia Hogwartu i nie chce, by coś mu się stało? I może jej uwielbienie byłoby aż za bardzo widoczne, gdyż to nie było tylko i wyłącznie z powodu tego, że go lubiła, a po prostu coś więcej? Co Ty na to? :D]

    Anija

    OdpowiedzUsuń
  14. [Może Georgina w końcu porozmawia z ojcem i ustali z nim, że jeśli tylko Aris zechce złożyć jakiekolwiek zeznania, to nie będzie miał władz na ogonie. Wysłannik ministerstwa zjawi się w domu Ackermana, ale nie po to, aby z nim porozmawiać, tylko żeby go aresztować, co skończy się małą bijatyką pomiędzy pracownikiem a Arisem i Georginą. Później pewnie w ruch pójdą pieniądze, bo żadne z nich nie zostanie skazane, ale to taki tam szczegół. :D]

    OdpowiedzUsuń
  15. [Jasne, nie ma problemu i rozumiem. c: W sumie nie musimy się cofać, może to być wciąż teraźniejszość, tylko bez powiązania, o którym wcześniej mówiłam. Znaliby się wtedy, ale na zasadzie, że wiedzą kim są, kilka razy rozmawiali, ale nic poza tym. I powiem ci, że nie wiem czy ten pomysł ma sens, ale dobra. Siostra Molly zamierza wysłać list, do czego Molly nie chce dopuścić, bo... jeszcze wymyślę. Domyśla się jednak, że w szkole Molly może ją dopaść, dlatego decyduje się to zrobić z sowiarnii w wiosce. Tyle, że ktoś na biedną dziewczynę donosi, więc Molly pojawia się tam i zaczynają się negocjację, bo on wolałby jednak swoją pracę wykonać, a ona wolałaby, żeby tego nie robił. Powiedz mi, że ma to sens.]

    Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  16. [Cześć! Też oczywiście muszę powiedzieć, że piękna karta i naprawdę bardzo miło widzieć kolejnego mieszkańca Hogsmeade! ;) Ars, podobnie jak Melissa życie chyba zepsuł sobie na własne życzenie, a przynajmniej tak mi się wydaje. Też jestem ciekawa, co takiego zrobił, że aż go wyrzucili ze szkoły. No nic, dużo weny, ciekawych wątków i zapraszam do której z dziewczyn, ale chyba bardziej do Mel ;D]

    Melissa//Primrose

    OdpowiedzUsuń
  17. [Miałam pójść spać, ale jak zwykle mi coś nie wychodzi :D
    Jak już pytasz o wolne powiązania to w sumie - Bellowi brakuje miłości XD]

    Bellamy

    OdpowiedzUsuń
  18. Czy była zła? Nie, była wściekła. Takiego zachowania mogłaby się spodziewać po każdym, nawet po którymś z jej bliźniaków, ale już na pewno nie po Artisie. Dla Solene chłopak był zupełnie, jak brat. Możliwe, że kimś lepszym, bo z nikim nie dogadywała się tak świetnie, jak właśnie z tym Krukonem. Ten jednak postanowił ich relację zaprzepaścić, przez jakąś cholerną męską ambicję i dumę. Jak mogła być tak głupia i nie zauważyć w „chodźmy zrobić wspólnie eliksir” jakiegoś innego dna? Sol była tak przejęta zainteresowaniem swojego przyjaciela czymś, co jej sprawiało tak wiele radości i satysfakcji, że wykonała prośbę Ackermana bez dodatkowych pytań. Po prostu zabrała się za ważenie czarno magicznego płynu, coś co potrafiła robić najlepiej. Jednak przez tę fascynację po części stała się małym pionkiem, który wykonał mały ruch na planszy. Solene czuła się odpowiedzialna za zatrucie tego biednego chłopaka, za kłopoty Artisa, a w rezultacie czuła się winna za jego wyrzucenie. Jednoczenie miała wrażenie, że tak podle wykorzystał ją do własnych celów, jakby nie mógł powiedzieć dziewczynie co leży mu na sercu. Oczywiście, że próbowałaby go odciągnąć od tego pomysłu, ale czy nie po to są przyjaciele? Czy nie są po to, by udzielić swojej rady i wesprzeć w ciężkim wyborze? Zawiodła się na nim, tak potwornie się zawiodła.
    Czy była zła? Nie, w tamtym momencie była mocno zdenerwowana i zdeterminowana. Brnęła przez ciemność nocy jakiejś małej uliczki w Hogsmeade. Blond włosy nie lśniły w świetle księżyca, bo schowane były pod szarym kapturem mugolskiej bluzy. Sam koniec wioski, a w nim ledwo majaczący się cień chudej dziewczyny. Przedostatni dom na prawo. - tak głosiło ostatnie zdanie małego liściku, który Mulciber dostała dzisiaj rano prosto w rękę. Przydawało się być prefektem, w zamian z odpuszczenie szlabanu dostawało się całkiem niezłe usługi. Odszukiwanie adresu się w to włączało. Zapukała. Cisza. Zapukała raz jeszcze, tym razem mocniej i natarczywiej.
    - Czego? – parsknęła pyzata twarz starszej kobiety, która wyłoniła się z oświetlonego wnętrza domku.
    - Porozmawiać. Nie z panią. Sprawa ważna i dobry wieczór – dodała na koniec blondynka, co musiało w ostateczności przekonać starowinkę do wpuszczenia jej do środka. Kobieta pojęczała jeszcze coś pod nosem, o jakimś złym wychowaniu, późnej godzinie i innych, ale w momencie, gdy Krukonka usłyszała, w które drzwi ma się kierować, nie słuchała. Już nie miała po co. Dotarła tam, gdzie chciała i tylko duży, acz cienki kawał drewna dzielił ją od osiągnięcia celu. Kolejny raz zapukała, czekając na reakcję przyjaciela.

    dobry wieczór

    OdpowiedzUsuń
  19. [Oho! Nie spodziewałam się, że to weźmiesz, aczkolwiek - yay! ♡
    Burza mózgów jest tu akurat bardzo dobrym pomysłem, gdyż jestem beznadziejna w te klocki. Pewnym jest do, że dla Bella Hogwart już nie jest takim cudownym domem jak kiedyś i ucieka z niego kiedy tylko może, popija sobie pod Świńskim Łbem i nie jest już tak niewinny jak kiedyś, więc będzie łatwiej :D znać się muszą, bo byli na jednym roku i możemy założyć, że Aris zniknął z Hogwartu w czasie gdy Bells był poza nim, prawda? :D]

    OdpowiedzUsuń
  20. [Nie chciałabym sypnąć cukrem czy czymkolwiek, co by się nawinęło po drodze, aczkolwiek nie wiem jak to w ostatecznym rozrachunku zabrzmi. Najważniejsze, że będzie szczerze. Bardzo. Wygląd karty za każdym razem ma dla mnie najmniejsze znaczenie. Najważniejsza jest treść – zawsze. Nie wiem jak Ty to robisz, że ilekroć trafiam na Twoją kartę to łapię się na tym, że ona ma w sobie to coś. Ta nie dość, że jest ujmująca to w dodatku intryguje od początku do końca. Mam również pewien problem – nie daje mi spokoju co ta wszechwiedząca Tiara dostrzegła. No i może tym razem coś nam się uda wspólnie stworzyć, o ile nie zakładasz odgórnie żadnych limitów – nie wiem czy zdążę się załapać :D]

    Arsellus Langhorne/Lance Griffin/Vane Pollock

    OdpowiedzUsuń
  21. [No wiesz co, taki pomysł podrzucam, a ty mi jeszcze każesz zaczynać. :D]

    OdpowiedzUsuń
  22. [Tylko czym sobie zasłużył? Tego jestem ciekawa. Fanny zapewne też, bo zgaduję, że mało kto w szkole wie o przyczynie jego wyrzucenia. A Fanny chętnie się tego dowie, więc może go dopaść na poczcie w celu przeprowadzenia małego wywiadu, jak to ma w zwyczaju ;)]

    Fanny

    OdpowiedzUsuń
  23. [Myślę, że Lucy ledwo co opuściłaby budynek i widząc Molly, ukryłaby się, przez co dziewczyny by się nie minęły. Molly weszłaby do środka, zaczęła z nim rozmawiać na temat małego rudzielca, który przyszedł tutaj z listem i poprosiła, żeby tego listu nie wysyłał. On mógłby odmówić i pozornie Molly dałaby za wygraną, opuszczając na chwilę sklep. Później zakradłaby się, ale zostałaby przyłapana. A co do listu... Hm, może to być coś związane z Walentynkami. Lucy mogłaby chcieć wysłać list do absolwenta szkoły, który skończył ją rok temu, a mała wmówiła sobie, że jego i Molly coś łączyło, takie sprawy.]

    Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  24. [ W sumie jak tak widzę autorów, którzy odchodzą tylko po to, by za jakiś czas wrócić, przypominam sobie, dlaczego jeszcze tutaj jestem. ;D
    Wyrzucony z Hogwartu? Interesujące, ale z tego sprawę sobie zdajesz, skoro ciekawość podsycasz niezdradzaniem żadnych konkretów. Chociaż to trochę śliska sprawa – ze szkoły chyba nie było tak łatwo wylecieć, jedyny znany nam przypadek to Hagrid, któremu za karę połamano różdżkę i chyba ledwo (za pierwszym razem) wywinął się do Azkabanu. W porównaniu z nim twojemu bohaterowi się poszczęściło, no i chyba skończył te sześć klas, więc... George i Fred Weasleyowie też nie mają owutemów, a sobie (dobra, tylko George) radzą.
    W każdym razie – cześć! :D ]

    Jacca/Valancy

    OdpowiedzUsuń
  25. [Jasne, nie ma problemu, wezmę to na siebie, bo rzeczywiście będzie lepiej, jeśli ja to zrobię. Jutro powinnam coś podrzucić. ;)]

    Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  26. [Ech, jestem zupełnie w tej kwestii nieasertywna! Wiesz, może zacznijmy od tego, jak Georgie przyjdzie do niego, by porozmawiać, trochę się posprzeczają i Aris po prostu ją wygoni, ALE to Stewart nie powstrzyma i przyjdzie znów, tym razem z tą propozycją o sprowadzeniu kogoś z ministerstwa. Hm? :D Trochę nam to wydłuży wątek.]

    OdpowiedzUsuń
  27. [Doszłam do całkiem mądrego wniosku, że w sumie – pomysł jest okay, więc po prostu… no… po prostu zacznę :D]

    Wieczór zapadł, ciemną pierzyną okrywając Zamek. Gwiazdy zaczęły pojawiać się na niebie i nucić swą migoczącą kołysankę, by utulić do snu młodych uczniów, a księżyc opowiadał swoje historie na dobranoc, z wolna wędrując po nieboskłonie. Gospoda Pod Świńskim Łbem powoli pustoszała, wszechobecny gwar cichł, jakby czarodzieje w każdym wieku postanowili w ciszy wsłuchiwać się w cichą melodię gwiazd i opowieści księżyca.
    Jednak w kącie obskurnej knajpy pozostał jeden klient, najpewniej najmłodszy z odwiedzających ten chlew. Stojąca przed nim butelka już dawno została wysuszona, aczkolwiek on sam nadal nie miał dosyć. Nie miał pojęcia ile w siebie wlał, po siódmej szklaneczce przestał liczyć, bo nie widział w tym większego sensu. Już i tak zdążył sobie uświadomić, że pije zdecydowanie zbyt dużo, za często, nie miał ochoty pogarszać wystarczająco beznadziejnego stanu psychicznego. Gdyby sam przed sobą przyznał, że ma niewielki problem z alkoholem, pewnie czułby się jeszcze gorzej.
    Przez chwilę przeszło mu przez myśl, że powinien zamówić kolejną butelkę, jednak zanim zdążył przejść od myśli, do czynów, ktoś postukał go w ramię. Alkohol spowolnił jego reakcje, przyćmił zazwyczaj działające na pełnych obrotach zmysły. Młody chłopak zadarł wysoko brodę, a jego spojrzenie na moment skrzyżowało się z tym, należącym do kelnera Gospody.
    – Zamykamy. – Oznajmił bez ogródek, na co Bellamy zmarszczył brwi w irytacji.
    Czy on właśnie próbował go stąd wyrzucić?
    – Ohm – burknął, próbując zebrać swoje myśli. – Jak to? – zapytał, siląc się na spokojny głos.
    – Chłopcze, czy ty wiesz która godzina? Zmykaj stąd – mruknął, na oko trzydziestokilkuletni mężczyzna o włosach sięgających do ramion i wyglądających, jakby nie były traktowane szamponem i czystą wodą od kilku tygodni. – Wyjdziesz sam, czy mam ci pomóc?
    Mrużąc oczy, Bell uniósł dłoń do twarzy i wewnętrzną jej częścią potarł swoje ciężkie powieki, próbując odpędzić zmęczenie. Z ociąganiem dźwignął się na nogi, które cudem poradziły sobie z ciężarem jego ciała i nie ugięły się od razu. W obronnym geście podniósł drugą rękę i obie zawisły w powietrzu, na wysokości jego twarzy.
    – Nie, jasne, poradzę sobie sam – burknął, przestępując z nogi na nogę wyminął mężczyznę.
    Przez chwilę myślał, że może uda mu się zachować trochę godności i iść prosto, jednak kiedy udem uderzył o kant z jednego stolików, którego nawet nie zauważył, przeklinając siarczyście uświadomił sobie, że wypił zdecydowanie za dużo i coś, co mógłby nazywać godnością wyparowało z jego ciała. Nie potrafiąc myśleć o niczym innym niż o siniaku, który najpewniej wykwitnie na jego skórze, opuścił lokal. Odpuścił sobie nawet rzucanie niemiłych komentarzy w kierunku kelnera.
    Niewielkim slalomem ruszył w długą wędrówkę po ulicach Hogsmeade. Zatrzymał się jednak, nagle uświadamiając sobie, że idzie w zupełnie złym kierunku.
    – Kurwa – mruknął, uśmiechając się krzywo i rozglądając dookoła. – Gdzie ja do cholery jestem? – zapytał na głos, wciskając ręce w kieszenie rozpiętej kurtki. Zimne powietrze owiewało jego ciało, wywołując na skórze gęsią skórkę.

    Bellamy

    OdpowiedzUsuń
  28. [To jak mam zaklepane miejsce to muszę to dobrze wykorzystać c: Na pewno odpada mi Vane, bo zastąpił Binnsa i pełni rolę nauczyciela od paru miesięcy. Nie poznali się wcześniej, więc poza pogłoskami o Arisie nie mam się czego odpowiednio chwycić. W sumie mogę pokombinować, ale tutaj nie gwarantuję, że umyślę coś ciekawego. Teraz zależy od tego, która relacja bardziej Cię skusi. Z Griffinem to ja proponuję negatyw i delikatne dręczenie za wywalenie ze szkoły, a u Arsa... tak, tutaj zdecydowanie uderzę w pozytyw. Nie zdradzam jednak nic tak szybko z czystej zasady. Muszę przy okazji wiedzieć za co Aris został wyrzucony z Hogwartu – (oraz to co szeptała Tiara) – żeby wpleść to odpowiednio w powiązanie :3
    Co do Godsów – nic straconego, bo to kiedyś na innej odsłonie czy indywidualnie można przywołać.]

    Ars/Lance

    OdpowiedzUsuń
  29. [Bardzo bym chciała wątek z tym panem, oj bardzo.]

    Albus / Isaac / Roxanne

    OdpowiedzUsuń
  30. [Wiesz, że Puchasie to moja specjalność. No, poza rozhisteryzowanyni Krukonkami i chronicznie chorymi Gryfonami.]
    o'brien

    OdpowiedzUsuń
  31. [Spóźnione, ale i tak się liczą! Hej! :D]

    M. Harrison/L. Scamander

    OdpowiedzUsuń
  32. Rzeczy niewyjaśnione zawsze budziły w Georginie mieszaninę fascynacji i irytacji ─ potrafiła godzinami wpatrywać się w niebo i zastanawiać się, czy gdzieś tam jest jakakolwiek forma życia, ba, może planeta, na której magia nie istnieje, a ona sama wiedzie życie mugolaczki, zastanawiającej się w tym samym momencie, czy magia mogłaby istnieć? Niedopowiedzenia przyprawiały ją o ekscytację, którą musiała zaspokoić natychmiast, inaczej nie umiała skupić się absolutnie na niczym.

    A jednocześnie sporo słyszała, że twardo stąpa po ziemi. Że nie oddaje się bezsensownym marzeniom o przyszłości, o miłości, o idealnym życiu, które w sumie miałoby szansę się wydarzyć, gdyby usunęła kilka skaz z dotychczasowego. Nie była oczywiście tak nieczuła, jak jej starszy brat Dylan, ale zdarzało jej się zupełnie wyzbywać wrażliwej natury kiedy, na przykład, coś nie dawało jej spokoju.

    Lub ktoś. Aris zniknął nagle i bez słowa, a nie chciała wierzyć krążącym po szkole plotkom, póki on sam ich nie potwierdzi. Problem w tym, że nie odpisywał na jej listy, unikał za każdym razem, gdy tylko pojawiła się na horyzoncie. Tak nie zachowywał się inteligentny Krukon, z którym niegdyś spędzała tak wiele czasu! Nie mógł przecież odcinać się od tych, którym na nim zależało, tylko dlatego, że został wyrzucony ze szkoły. Nie wszyscy go osądzali.

    Trzecia próba znowu się nie powiodła, więc czwartą postanowiła ugryźć od zupełnie innej strony. Bez mrugnięcia okiem wykorzystała to, kim jest jej ojciec, oraz woreczek monet, by od przełożonego Ackermana poznać jego adres. Jeżeli nie chciał porozmawiać z nią jak człowiek, ona też nie miała zamiaru się z nim cackać. Był pełnoletni, a zachowywał się jak obrażone dziecko, które próbowało odwrócić kota ogonem i zrobić z siebie ofiarę własnych wybryków.

    Schody w zaledwie trzypiętrowej kamienicy skrzypiały potwornie, sugerując swoją leciwość. Gdy Stewart wreszcie stanęła przed odpowiednimi drzwiami, nie czuła ani niepewności, ani chęci odwrotu.

    Przeciwnie.

    ─ Aris! ─ zawołała, pukając do drzwi nieco mocniej, niż powinna. ─ Wiem, że tam jesteś, nie możesz mnie wiecznie unikać!

    [Nie wiem, czy tak to miało wyglądać? :v]

    Georgie

    OdpowiedzUsuń
  33. Molly Weasley kochała swoją całą rodzinę, a przynajmniej starała się ją kochać, bo przy tak wielu kuzynach, kuzynkach, ciotkach i wujkach trudno było nie znaleźć osoby, z którą by się nie do końca znajdowało wspólny język. Nie musiała jednak długo i daleko szukać, aby kogoś takiego znaleźć, bo tuż obok miała o dwa lata młodszą siostrę, której w ostatnim czasie spodobało się robienie Molly na złość. Lucy miała czternaście lat i był to idealny okres na rozpoczęcie młodzieńczego buntu, który jej starsza siostra w pełni rozumiała, bo przecież sama była w trakcie tego samego, tylko nie rozumiała, dlaczego musiało się to też odbijać także na niej, a raczej głównie na niej. Gryfonka miała już dosyć starszego rodzeństwa niektórych byłych chłopaków czternastolatki, które przychodziło do niej, żeby wytłumaczyć, jak bardzo są zezłoszczeni zachowaniem siostry Molly, która co tydzień znajdowała sobie nowego partnera. Dla niej było to wszystko jedno z kim Lucy się prowadzała, ale ciągłe narzekania i wianuszki osób, które się do niej ustawiały, aby tylko wyrazić swoją dezaprobatę, męczyły ją i sprawiały, że niechęć starszej córki Percy'ego do tej młodszej tylko się pogłębiała.
    Jednak tym razem Lucy poważnie przegięła. Molly miała znajomego, o rok starszego, który w tamtym roku skończył szkołę. Nigdy nie było między nimi nic więcej, ale przez cały ten czas młodsza dziewczyna wmawiała siostrze, że jest inaczej, snując bezpodstawne scenariusze o przyszłym ślubie Molly z tym chłopakiem. Z okazji walentynek Lucy wpadła na wspaniały pomysł, aby wysłać do niego list, który niby miał być od jej siostry, w którym wyznawała ona swoje gorące uczucia do niego. Ścigającej nie udało się przekonać dziewczyny do tego, aby tego nie robiła, dlatego wiedziała, że musi działać. Sobotniego poranka, dzień przed dniem zakochanych, Molly poszła do Sowiarnii, aby tam udaremnić zrealizowanie idiotycznego planu Lucy. Nie zastała jej tam jednak, a wspólna sowa, którą posługiwały się, aby wysłać wiadomość rodzicom lub komukolwiek innemu, spokojnie siedziała na swoim miejscu. Gryfonka nie dała jednak za wygraną. Jej siostra wcale nie była głupia i swoim sprytem dorównywała niejednemu Ślizgonowi. Całkiem niedaleko znajdowało się jeszcze jedno miejsce, z którego można było wysłać list. Hogsmeade.
    Kiedy Molly znalazła się w wiosce, od razu udzielił jej się zimowy klimat, ponieważ właśnie teraz panował tutaj nieokreślony rodzaj magii, który potrafił rozczulić niejedno nieczułe serce. Weasley nie mogła jednak dać się mu pochłonąć, ponieważ nie mogła dopuścić do takiej kompromitacji. Pobiegła do Sowiej Poczty. Nie wiedziała jednak, że jej siostra ledwo co zdążyła ukryć się zza jednym z budynków, dzięki czemu nie została wykryta.
    Gryfonka wbiegła do środka jak oparzona. Pierwszą osobą, którą zobaczyła, był młody chłopak, którego kojarzyła, ale nie mogła sobie przypomnieć dokładnie skąd. Postanowiła jednak pozostawić tą kwestię na później, gdyż miała na głowie o wiele ważniejsze sprawy.
    – Jeśli była tutaj przed chwilą ruda młoda dziewczyna z listem, nie waż się go wysyłać!

    Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  34. Nieprzyjemny wiatr targał połami jego rozpiętej kurtki, wbijając przy tym szpile zimna w każdy, pojedynczy nerw w jego ciele. Mimo gęsiej skórki i rytmicznego szczękania zębami, będących bezwarunkowymi odruchami, nie zauważał chłodu na tyle, aby zacząć się nim przejmować. Tak naprawdę – jedynym jego zmartwieniem było to, że zgubił się w miejscu, które, jak mu się wydawało, znał. Był idealnym przykładem na to, że pozory jednak mylą. Rozglądając się dookoła, w poszukiwaniu czegoś, co stanowiłoby dla niego jakąkolwiek podpowiedź i pomoc w odgadnięciu miejsca aktualnego pobytu, niemal przeoczył zbliżającą się w jego kierunku postać. To, w połączeniu ze zwolnionymi reakcjami wywołało w nim dziwne wrażenie, że nieco wyższy od niego chłopak pojawił się znikąd.
    Zmarszczył zabawnie brwi, próbując zrozumieć sens słów, które wypowiedział stojący przed nim osobnik. Jego głowa przechyliła się nieco na lewo, w ten sam sposób, w który robią to szczeniaki, kiedy spotykają na swojej drodze coś, czego dotychczas nie znały. Przez chwilę po prostu wpatrywał się w twarz chłopaka, nie mogąc odpędzić wrażenia, że skądś kojarzy jego twarz. Rozsypane w umyśle słowa powoli układały się w sensowną odpowiedź, na tyle sensowną, na ile stać pijanego człowieka.
    – Uhm – bąknął, słysząc swoje imię i uświadamiając sobie, że musi znać tego chłopaka, skoro ten nazwał go po imieniu. Nie potrafił jednak przypisać sobie jego przystojnej twarzy do żadnego z nazwisk i nie był pewien, czy działo się tak przez alkohol krążący mu w krwiobiegu, ciemność, czy po prostu słabą pamięć. – Tak, masz rację – wymamrotał jedynie, z niewielkim opóźnieniem rejestrując ciężar ręki chłopaka na swoim ramieniu. – Wybierałem się… tak… do zamku, ale, sam rozumiesz – mamrotał, mając coraz większy problem z dobieraniem słów. – Ciemność, alkohol – jęknął cicho, unosząc dłoń do twarzy i przeczesując zmarzniętymi palcami zmierzwioną wiatrem czuprynę.
    W odruchu bezradności pociągnął za końcówki włosów, tym samym zmuszając się do myślenia. Jego żołądek buntował się, przewracając i bulgocząc nieprzyjemnie, a ciało drgało, wstrząsane dreszczami, co było kolejną oznaką wychłodzenia organizmu.
    – Zgubiłem się – mówiąc to, jego twarz przybrała wyraz skrzywdzonego chłopczyka. Chyba po raz pierwszy od powrotu do Hogwartu zrzucił zupełnie maskę zimnego, pozbawionego uczuć człowieka. W jednej chwili jakby skurczył się w sobie, nie do końca świadomie zauważając, że ma ogromny problem, nie tylko z alkoholem. Skupił się na rytmicznym stukaniu swoich zębów, co pozwoliło mu zebrać myśli. – Pomożesz mi? – zapytał z nutą bezsilności pobrzmiewającą w głosie.

    Bellamy

    OdpowiedzUsuń
  35. Ani myślała wypytywać go o szczegóły wydalenia go z Hogwartu, ponieważ doskonale wiedziała, że jeśli będzie gotowy na tę rozmowę, sam ją rozpocznie. Sama nie należała do osób wylewnych czy lubiących paplać o swoich problemach, dlatego nie oczekiwała podobnej otwartości od innych, zwłaszcza osób bliższych jej niż przeciętny Ślizgon spotykany co dzień przy stole.

    ─ Och, a więc teraz jestem "Stewart"? Świetnie, Ackerman ─ wycedziła, mijając go w drzwiach, obdarzywszy go po drodze groźnym spojrzeniem. Zwracanie się do siebie po nazwisku było dla Georgie wyznacznikiem słabego zaufania albo przesadnej grzeczności, nie czegoś, co sama zwykła nazywać przyjaźnią. Najwyraźniej była to relacja jednostronna, ale zdolna była znieść kotłujące się w niej uczucie zdenerwowania, póki sobie wszystkiego nie wyjaśnią.

    Stanęła na środku pokoju, starając się nie rozglądać za bardzo. Nie było to lokum najwyższych lotów, właściwie od razu skojarzyło jej się z mieszkaniem człowieka, któremu było już wszystko jedno, jak ─ i czy w ogóle ─ żyje. Aż poczuła ukłucie żalu, że ktoś, kto wcześniej odznaczał się tak niebywałą wręcz ambicją, skończył jak pierwszy lepszy ignorant, któremu nie zależało na niczym i nikim.

    ─ Powiem ci, czego chcę. Nie odpisujesz na listy, unikasz mnie, chociaż chciałam tylko porozmawiać. Nie o tym, co się stało, ale o tobie, Aris. Ale ciebie najwyraźniej nie obchodzi, że ktoś może się o ciebie martwić, nawet jeśli ty zdajesz się mieć wszystkich głęboko gdzieś.

    Wzięła głęboki wdech i zajęła jedno z stojących przy małym stoliku krzeseł. Był to znak dla Ackermana, że łatwo jej się nie pozbędzie, chyba że siłą wyrzuci ją za drzwi.

    Georgie

    OdpowiedzUsuń
  36. [A dziękuję! Naszukałam się strasznie jak można go zmienić i w końcu mi się udało :D Mi się bardzo podobają kwadraciki u Ciebie w karcie! Dzięki temu karta wygląda schludnie :)
    Widzę, że masz limit, więc na siłę się nie wpycham, ale jeśli masz chęci i pomysł na wątek to z chęcią przyjmę!]
    Russ

    OdpowiedzUsuń
  37. [Łączy ich to, że oboje są animagami. Jeśli dobrze zrozumiałam Aris miał być Ślizgonem, więc w pewnym sensie to też ich łączy. Chociaż możemy równie dobrze w ogóle nie ustalać powiązania i na przykład oprzeć wątek na jakiejś przepychance na ulicach Hogsmeade, która w końcu przerodziłaby się w niezłą jatkę. Aris mógłby widzieć wszystko z poczty i wyjść, żeby jakoś zapobiec nieszczęściu.]
    Russ

    OdpowiedzUsuń
  38. Myśli Bellamy'ego były niczym kłębek kociej wełny. Splątane i wręcz niemożliwe do ogarnięcia. Wszystkie kręciły się dookoła tego, że z własnej winy został zmuszony do proszenia o pomoc praktycznie obcej osoby, oraz tego, że gdyby w tej chwili spotkał swojego ojca – zapewne zgarnąłby okropną burę za upicie się w środku tygodnia i co za tym szło, zgubienie swojej godności, maski i rozregulowanie idealnie działającego pakietu zmysłów. Był odkryty, bez swojej umiejętności do szybkiego wyłapywania zagrożenia i równie szybkich reakcji nie miał nad nikim przewagi. Już dawno nie był tak bezbronny, jak teraz. Nie czuł się bezpiecznie, nie czuł się pewnie, miał wrażenie, że mimo pełnego ubrania stoi nagi na środku ulicy. Nawet to, że chłopak którego poprosił o pomoc, wyraził pewną chęć, by mu jej udzielić, nie wywołało u niego żadnej poprawy.
    Jedyne czego pragnął, to zakopać się w pościeli i odpłynąć do krain Morfeusza. Zniknąć na chwilę, zapomnieć o tym, do jak głębokiego dołu wpadł. Zapomnieć o tym,że sięgnął dna i nie było pewności, czy da radę się od niego odbić. W tej chwili nie miało znaczenia to, że jego towarzysz nie zaprowadzi go do Zamku, w zasadzie – nie miał ochoty tam wracać, nie teraz. Odzwyczaił się od przebywania w murach wielkiej szkoły. Wolał być poza nią. Nie lubił czuć się zamknięty. Przywykł do wolności, to ogromnych przestrzeni, do siedzenia motocyklu i czystej szosy pod kołami. Dlaczego więc musiał być tutaj? Pijany, próbując zapomnieć o wszystkim co się wydarzyło, próbując zapomnieć o marzeniach związanych z powrotem do Irlandzkich lasów.
    — W porządku — rzucił tylko, wciskając dłonie w kieszenie kurtki, najgłębiej jak to było możliwe, ruszył za wyższym chłopkiem.
    Chwiejnym krokiem przemierzał kolejne ulice, nie starając się nawet dogonić swojego wybawiciela. Wystarczył mu widok jego sylwetki, za którą mógł podążać. Świadomość, że za chwilę się ogrzeje napędzała go do szybszego, aczkolwiek okropnie niezgrabnego marszu, zupełnie niepodobnego do tego, w jaki sposób poruszał się na co dzień, od kiedy wylądował wśród innych wilkołaków z Benevolens Lupus i o wiele gorszego niż jego niezdarne ruchy sprzed porwania.
    — Zdarza się — bąknął, słysząc pytanie chłopaka, resztę słów zupełnie ignorując. Na język nasunął mu się nieprzyjemny komentarz, każący mu nie wściubiać nosa w nie swoje sprawy, aczkolwiek świadomość, że ten właśnie otworzył przed nim drzwi do kamienicy w której mieszkał, była wystarczającym argumentem, by ugryźć się w język. Ostatnie czego było mu trzeba, to aby ten wyrzucił go na zbity pysk, zanim w ogóle zdążyłby go przyjąć.
    Spojrzeniem owiał stojącą w oddali Wrzeszczącą Chatę, w której ostatni raz był, przed zniknięciem i skąd zostały zabrane jego ubrania i różdżka. To właśnie tam przyszedł po niego Connor w postaci wilka i na osiem miesięcy odciął od hogwarckiego życia. Zacisnął z całych sił zęby na dolnej wardze, żeby przywołać się do porządku. Nie mógł rozpamiętywać tego, co się z nim działo. Do końca szkoły nie miał szans na to, by wrócić do ojca. Potrząsnął głową niczym pies otrzepujący sierść z wody i nie czekając zbyt długo wsunął się przed chłopka. Ruszył w górę schodów. To, że ktoś za nim szedł sprawiło, że czuł się pewniej. W razie upadku mógł liczyć na swojego rodzaju asekurację, przynajmniej taką miał nadzieję. Długie, skostniałe od zimna palce zaciskał na balustradzie, zmuszał swoje ciało do zachowania równowagi. Zatrzymał się dopiero przed drzwiami do mieszkania. Oparł się o ścianę, ręce zakładając na piersi. Jego żołądek prowadził coraz głośniejszy bunt, przewracał się na boki i wywijał koziołki.
    — Pospiesz się — mruknął do chłopaka nagląco. — Zaraz się porzygam.

    Bellamy

    [Mam nadzieję, że nie przesadziłam! :D]

    OdpowiedzUsuń
  39. W przypływie emocji Molly zapomniała o zasadach dobrego wychowania, które od lat były jej wpajane przez rodziców. Percy i Audrey zadbali o to, aby ich córki nie wyrosły na dziewczęta, którym brak kultury, za co była im wdzięczna, bo naprawdę nie chciałaby się stać jedną z takich, które za nic mają sobie drugiego człowieka, chociaż czasami zdarzało jej się zachowywać niestosownie, jak na przykład w tym przypadku. Możliwe, że o wiele więcej udałoby jej się zyskać, gdyby nie wpadła tutaj i nie rozkazywała temu chłopakowi, ale nie pomyślała o tym, zestresowana tym, że list napisany przez Lucy mógłby zostać wysłany. Weasley nie wiedziała, co tak właściwie zostało tam napisane, ale mogła być pewna, że to nie jest nic mądrego i stosownego, dlatego nie mogła pozwolić, aby jakakolwiek sowa wyleciała stąd z tym pergaminem. Gdyby tak się stało, mogła mieć tylko nadzieję, że tamten chłopak rozpozna, że to nie jej charakter pisma, ale był to mało realny scenariusz, dlatego musiała to załatwić tu i teraz. Nie zrobiła jednak dobrego pierwszego wrażenia, a w obliczu niemiłych słów, które padły w jej stronę, nie mogła pozostać obojętna. Chciała coś osiągnąć, ale nie zamierzała się przed nikim płaszczyć z tego powodu.
    Uspokoiła oddech i stanęła wyprostowana, składając ręce na piersi. Wydała z siebie ciche westchnięcie, a nieprzyjazna aura, która promieniowała od pracownika, wcale nie ułatwiła jej zadania. Miała przynajmniej nadzieję, że trafi na kogoś, kto zrozumie jej beznadziejną sytuację, ale intuicja podpowiadała jej, że z nim będzie ciężko.
    – Oczywiście, że nie wszystkich da się zapamiętać, ale… – przerwała, biorąc głęboki wdech. Nawet jeśli chciała być miła na początku, to teraz nawet nie mogła się do tego zmusić. Była poirytowana całą tą sytuacją, a w głowie obmyślała plan zemsty na siostrze, przez którą znajdowała się teraz w takim położeniu. – Słuchaj, ten list po prostu nie może zostać wysłany, czy ty to rozumiesz? Inaczej wszystko cholernie się pokomplikuje, dlatego czy mógłbyś okazać trochę serca i go nie wysyłać? Najprawdopodobniej nadawcą będzie Molly Weasley, chociaż nie jest to prawdą, bo ja tego listy nie napisałam – mówiła, próbując ignorować to, że chłopak najwyraźniej chciał, aby sobie stąd poszła. Ona jednak nie mogła odpuścić. To nie wchodziło w grę. – Nie wyjdę stąd, dopóki nie będę miała pewności, że list został albo wyrzucony, albo oddany w moje ręce, więc wydaje mi się, że nie masz zbyt dużego wyboru – dodała jeszcze, podkreślając, jak bardzo jest zdeterminowana. Stała tam więc i czekała na odpowiedź, patrząc na niego wyczekująco. Bała się, że mimo wszystko nie zgodzi się jej pomóc, dlatego obmyślała plan działania na wypadek, gdyby jednak odmówił i odprawił ją z kwitkiem.

    Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  40. [Dzisiaj lub jutro coś nam ładnie rozpiszę. Teraz już chyba domyślasz się jaki mniej więcej lub częściowy powód do dręczenia będzie miał Lance, co? c:]

    L. G.

    OdpowiedzUsuń
  41. [Jestem zdumiona, że ktoś pamięta moją poprzednią przygodę na tym blogu. Do trzech razy sztuka, jak to mówią.
    Podziwiam kartę, te kwadraciki to niezła zabawa.
    Czy my się przypadkiem nie znamy? Przesłanki twierdzą, że tak, ale pamięć już nie ta.]

    claudius

    OdpowiedzUsuń
  42. [O matko, no to teraz się popisałam. W takim razie witaj, Ianie. <3
    To co, wątek? For old times sake.]

    OdpowiedzUsuń
  43. [Dziękuję i również witam :)
    Pewnie każdy ci to mówi, ale świetna karta!]

    Sullivan

    OdpowiedzUsuń
  44. To nie było tak, że człowiek mógł kontrolować to, co działo się z jego organizmem, w szczególności po wypiciu tak dużej ilości alkoholu. Jednak świadomość, że może zostać wyrzucony sprawiła, że walczył z odruchem wymiotnym z całych sił, a groźby, które usłyszał tylko zwiększyły jego motywację. W tej chwili nie miał pojęcia, co mógłby zrobić ze swoim życiem, gdyby dostał zakaz pojawiania się w barach. Gdzie kontemplowałby nad swoim losem w towarzystwie Ognistej? Wyrósł już z picia po kątach Hogwartu.
    — Jasne — mruknął, starając się powstrzymać swój żołądek. — Dotarło. — Dorzucił, pozwalając się prowadzić przez ciemne mieszkanie. — Postaram się.
    Nie do końca udawało mu się omijać wszelkie przeszkody, jednak o dziwo zachowywał się wyjątkowo cicho, nie oznajmiając wszem i wobec, że wtargnął do obcego mieszkania z nieznajomym i ma zamiar tu przenocować. Przywykł do poruszania się w ciemności, aczkolwiek zanik dobrej koordynacji ruchowej nie ułatwiał mu przemierzania nieoświetlonego mieszkania. Wciskając dłonie w kieszenie kurtki skupiał się na uciszeniu swojego żołądka, równocześnie posłusznie drepcząc za chłopakiem. Nie myślał o niczym innym, wszystko jakby wyparowało z jego umysłu, pozostawiając go prawie czystym.
    Docierając do celu, zatrzymał się chwiejnie i gdyby nie futryna, na której się uwiesił, pewnie upadłby jak długi, robiąc przy tym mnóstwo hałasu. Wzrokiem omiótł niewielki pokoik, w którym panował istny chaos i zaczął żałować, że narobił kłopotu, jednak myśl o powrocie do Zamku przerażała go tak bardzo, że uciszył wyrzuty sumienia i wyminął chłopaka. Zatrzymał się na środku i odwrócił twarzą do lokatora na dzisiejszą noc.
    — Obiecuję — stwierdził, niezdarnie zrzucając z ramion kurtkę i odrzucając ją pod ścianę. Na widok łóżka, jego oczy zamykały się machinalnie, a jego ciało odprężało się, jakby już przyciśnięte do materaca i okryte kołdrą. — Zaraz, poczekaj — spojrzał na chłopaka niepewnie. — Masz tylko jedno łóżko? Wiesz, nie sądziłem, że zaciągniesz mnie do niego już na pierwszej randce. — Zażartował, a kącik jego ust drgnął ledwo zauważalnie. W gruncie rzeczy nie widział w tym nic złego, a nawet możliwość zaśnięcia u czyjegoś boku, pomimo że w tym wypadku „kimś” był nieznajomy chłopak, wydawała się być dziwnie pokrzepiająca. Niewiele razy w życiu miał na to okazję. A zdarzały się dni, kiedy czuł taką potrzebę, jednak nikt nie był w stanie jej spełnić.
    — Poza tym, nie mam w zwyczaju iść do łóżka z osobą, której imienia nawet nie znam. — Stwierdził, sięgając rąbka bluzy i zupełnie nie przejmując się towarzyszem, zdejmując ją przez głowę wraz z koszulką. Na jego boku widniała blizna długa na kilka centymetrów, o szerokości kciuka, a pod lewym obojczykiem majaczył tatuaż. Od powrotu z Irlandii przestał wstydzić się swojego ciała, więc stanie naprzeciwko kogokolwiek, w samych spodniach nie sprawiało mu większego problemu. — Ty moje znasz, ale… — Przestąpił z nogi na nogę, by stanąć bliżej. — Jestem Bellamy. — Wyciągnął rękę w jego kierunku. — I jestem ci naprawdę wdzięczny, że pozwoliłeś mi tu przenocować.

    Bells

    OdpowiedzUsuń
  45. [Mam problem z wymyśleniem czegokolwiek, chyba już zawsze zostanie mi rozpoczynanie wątków. A naprawdę się starałam!]

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  46. [ Naprawdę nie wiem, co w nich jest takiego rozpoznawalnego, bo jesteś już kolejną osobą, która mi to napisała. Biorę to jednak za komplement i dziękuję bardzo. Dobrze wyrobić sobie jakiś styl rozpoznawalny przez innych xD
    Tak w ogóle, to Twoje karty też są charakterystyczne :P ]

    Astoria Macnair

    OdpowiedzUsuń
  47. [Zatwierdzam Griffina i negatyw. Wybacz, ale nie przyjmuję już reklamacji po fakcie, jakby co XD
    Teraz Lance’a ma idealny powód do dręczenia Arisa. Wykopanie ze szkoły, chora ambicja, spaprany eliksir i niechlubna sława to wystarczające, aby Griffin wieszał się na ladzie w sowiej poczcie i denerwował Twojego jegomościa. Mógłby się śmiało wyzłośliwiać i szydzić, że zbyt mądry to jednak nie był, skoro cały misterny plan nie wypalił (+ pewnie prowadziłby gdybanie na temat tego, że Tiara powinna przydzielić go gdzieś indziej). Uciekło ci chyba „ł” z popiełka c:
    Miejsce i okoliczności:
    1. Możemy wykorzystać miejsce pracy Arisa, gdzie biedaczek nie będzie miał szans na spokojny dzień. „Wymiana uprzejmości” i „umilanie” mu czasu stanie się jedynym powodem do tego, by Griffin się w Hogsmeade w ogóle pojawiał.
    2. Niech nie myśli sobie, że jest bezpieczny po zakończeniu pracy. Nawet zmierzając w jakieś bezpieczne miejsce. Wtedy jednak Aris ma szanse się bronić, więc możemy wrzucić do tego pojedynek na czary (przyrządzanie eliksirów, niech chłopak zostawi na kiedy indziej XD).
    3. Ostatecznie mogę zasugerować bezczelne zajęcie miejsca w Trzech Miotłach lub Gospodzie pod Świńskim Łbem – jeszcze nie wiem jak – ale to tylko kwestia czasu –Lance to zrobi, ale Aris postawi mu jedzenie. Jeśli jednak Twój pan będzie wierzył, że topór wojenny zostanie w ten sposób zażegnany to szybko się przekona, że to błąd.]

    Lance Griffin

    OdpowiedzUsuń
  48. Co ty tu robisz?
    - Ładnie witasz swoją przyjaciółkę – rzuciła zupełnie beznamiętnie, kiwając głową na różdżkę w ręku Arisa. Zauważyła ją dopiero w momencie wypowiadania zdania, bo przez dobrych kilka sekund wpatrywała się w twarz Krukona. Zupełnie jakby próbowała odczytać z niej jakąś zmianę. Jednak obraz, który zapamiętała widząc go ostatni raz niewiele różnił się od tego, na który patrzyła. Włosy jak zawsze miał lekko kręcone, a loczki wywijały mu się na wszelkie strony. Oczy miał równie ciemne, co włosy. Gdy mówił patrzyły na swego rozmówcę mądrym i dumnym spojrzeniem ucznia Hogwartu. Kości policzkowe, jak zwykle wyraźnie zaznaczone, przez jakiekolwiek światło, gdy tylko padało na twarz Ackermana. Brakowało tylko uśmiechu i małych iskierek w tęczówkach. To one zawsze rozweselały samą Sol i dawały pewną motywację do uczenia się i zrównania kroku samego Arisa.
    Na swego rodzaju wymuszone zaproszenie weszła głębiej, do tej małej klitki na strychu. Pokój nie był zbytnio wielki i miał wszystko czego do życia potrzebował człowiek. Wszystkiego z wyjątkiem przestrzeni.
    - Gdybyś nie był takim egoistycznym idiotą, to najprawdopodobniej wiedziałbyś więcej ode mnie – odburknęła, gdy tylko usłyszała tę nutkę ironii w głosie przyjaciela. Było wiele rzeczy, przez które ją denerwował, ale było wiele takich, przez które bardzo go sobie ceniła. Nie bez powodu spędzali w końcu tyle czasu razem. Może ostatnio nie mogła dogadać się z żadnym z braci, ale zawsze miała jego – Arisa. Coś jednak nagle runęło i tak naprawdę nie miała nikogo. Każdy do czegoś ją wykorzystywał, a ona naiwna pozwalała na to, udając lub faktycznie nie widząc, co dzieje się wokół niej.
    Dziewczyna rozglądała się jeszcze chwilę po pokoju, przy okazji walcząc sama ze sobą, czy poruszać temat, na który tak usilnie próbowała porozmawiać z Ackermanem. W sumie, po to właśnie przyszła w to miejsce i po to przetrząsała pół Hogwartu by zdobyć adres własnego przyjaciela. Z jednej strony strasznie chciała, by znowu między nimi było w porządku, tak bardzo Sol brakowało towarzystwa Arisa, z drugiej miała ochotę dać mu nauczkę. Żeby przez jakiś krótki moment zrozumiał, jak bardzo źle poczuła się przez jego postępowanie. Krukonka miała wrażenie, że obecnie niezbyt interesowało to chłopaka. Jego chyba już nic niezbyt interesowało.
    - Może i bym ci powiedziała, ale i tak wiem, że masz to po prostu … gdzieś – wzdrygnęła ramionami w czasie, gdy natrafiła na oczy bruneta. – Naszą przyjaźń musisz mieć najwyraźniej dokładnie w tym samym miejscu.
    Odetchnęła. Ledwie zauważalnie, ale wypuściła powietrze z płuc, które kłębiło się tam dosyć długo. Dlaczego tak bardzo się denerwowała? W sumie, co więcej mógł jej zrobić? To samo, Solene. To samo.
    - Długo mieszkasz w tej klitce? – zapytała, chociaż doskonale wiedziała. Po prostu nie chciała od razu przejść do dosyć niewygodnego dla niej tematu. Tak miała - nie lubiła rozmawiać o tym, co sprawiało jej przykrość. Pytała też, bo się martwiła. Najzwyklejsze ludzkie uczucie względem drugiego człowieka, które u niej zawsze odzwierciedlało się w niepewnym głosie, a tak właśnie brzmiała. Mało kto słyszał niepewną Solene Mulciber. Krukonkę, na stanowisku prefekta, a jednak.
    Palce blondynki przejechały po drewnianym stole, nie wydając nawet jednego cichego dźwięku. Tylko kurz ledwo się poruszył, uciekając przed linią kreśloną przez dłoń dziewczyny. Przez chwilkę skrawki tańczyły tuż nad blatem, by znowu opaść na poziomą deskę. Kurz z palców Sol miał znacznie dłuższą drogę upadku. Spadał powoli, dziwnym różnorakim slalomem, a gdy już dotknął podłogi, to nawet nie jęknął, że runął. Było cicho, a powietrze gęstniało od kurzu i nerwowego oddechu blondynki.

    mi musisz dać jeszcze trochę czasu :<

    OdpowiedzUsuń
  49. [Załóżmy, że Claudius przez przypadek wyniesie jakiś bardzo cenny list z Sowiej Poczty. Albo ukradnie sowę, coś w ten deseń, że sprowokuje Arisa do pogoni za nim. Potem nie będzie się chciał przyznać do błędu, bo sowa (bądź list) okaże się wspaniałym kompanem i szkoda by oddać.]

    claudius

    OdpowiedzUsuń
  50. [Myślałam nad tym, żeby w tym samym czasie w miejscu pracy Arisa stała się jakaś katastrofa. Coś w stylu wszystkie sowy uciekną, w ślad za tą, która już to zrobiła albo ktoś nie dostanie super ważnej przesyłki przez nieobecność Arisa. W każdym razie, Klaudiusz poczuje się winny i w ramach zadośćuczynienia zaproponuje mu pomoc w ogarnianiu tego wszystkiego. O, w takim wypadku opcja z listem jest lepsza, bo będą musieli gonić za adresatem. :D]

    claudius

    OdpowiedzUsuń
  51. Zawsze biegł z prądem, a jedyne, czym potrafił się przejmować, to nienawiść, którą żywił do własnego ojca. Teraz, kiedy z trudem przyznawał się przed samym sobą, że tęskni za swoim staruszkiem i za Irlandzkimi lasami, czas biegł w dziwny sposób, na ogół wlekąc się okropnie, czasami tylko przyspieszając. Tak z reguły działał alkohol. Rozwiewał jego myśli, sprawiając, że minuty nad butelką płynęły szybciej. Tak jak w tej chwili, jednakże nie był do końca pewien czy powodowała to trzymająca nadal Ognista, czy obecność kogoś nowego, kogoś, kto zaskarbił sobie jego ciekawość. Tego wieczoru, idąc za obcym chłopakiem kierował się głównie złudnym poczuciem bezpieczeństwa, jakie ten mógł mu zapewnić, ale teraz, gdzieś w zakamarkach umysłu narodziła się dziwna ekscytacja i zaciekawienie. Nawet to myśl, że ciekawość jest pierwszym stopniem do piekła, mu nie przeszkadzała. W końcu on już tam był. Nie bał się ponownie tam zejść. Skinął tylko głową słysząc imię chłopaka i cofnął dłoń, by wcisnąć ją do tylnej kieszeni swoich spodni. Starał się przypomnieć skąd go kojarzył, ale nadal nie potrafił połączyć wszystkich wątków.
    — Wydaje mi się, że najpierw powinna być kolacja i kieliszek wina, dopiero później łóżko — rzucił z ironicznym uśmieszkiem, próbując ignorować spojrzenie wodzące po jego ciele. — Ale tym razem Ci to odpuszczę — dodał, wzruszając ramionami i zwinnie, mimo nadal zmarzniętych palców, rozpiął pasek spodni. Obserwował uważnie jak Aris przechodzi przez pokój i otwiera okno, co zważając na to, ile w siebie wlał nie było głupim pomysłem. Przedramiona niemalże natychmiast pokryła mu gęsia skórka, jednak stał nadal, nie spuszczając wzroku z krążącego dookoła chłopaka. Jego słowa wyrwały go z dziwnego transu.
    — Na to liczę — stwierdził, wykorzystując chwilę i zsuwając z bioder przyduże spodnie. Skopał je ze swoich stóp, niemalże równocześnie pozbywając się butów i skarpetek. Przerażała go świadomość, że jutrzejszy poranek będzie najpewniej jednym z gorszych. Mimo, że był zaprawiony w piciu, tego wieczoru przeszedł sam siebie wypijając o wiele więcej niż zazwyczaj i kac o poranku był pewniakiem. Przyłożył lodowate dłonie do pleców i wypychając nieco miednicę, naparł rękoma na kręgosłup, który strzyknął nieprzyjemnie.
    Odebrany nagle dopływ światła poprzez zrzucą na głowę kołdrę tylko nasilił wyraźną już potrzebę snu. Pragnął odpoczynku bardziej niż czegokolwiek innego w tej chwili, więc gdy tylko udało mu się wygrać walkę z pierzyną i pochwycić ją w odpowiedni sposób, by bez zabicia się dotrzeć z nią do łóżka, przestąpił z nogi na nogę, zbliżając się do leżącego już Arisa.
    — Tak, wydaje mi się, że tak, nawet nie wiem, w którym dokładnie momencie mój żołądek przestał fiksować — rozłożył kołdrę na łóżku, równocześnie okrywając nią swojego towarzysza i sam wsunął się prędko pod przykrycie. Odwrócił się twarzą do chłopaka i podkładając zgiętą rękę pod głowę, spojrzał na niego. — Dzięki — rzucił tylko, pozwalając wypłynąć leniwemu uśmiechowi na usta. — Gdyby nie Ty, pewnie spałbym teraz w którejś z ciemnych, podejrzanych uliczek Hogsmeade — długi spacer spowodował, że nieco wytrzeźwiał. Przynajmniej do tego stopnia, że nawet jeśli nie do końca panował nad własnymi odruchami, był w pełni świadomy tego, co mówił.
    Starał się ignorować ciepło, jakie biło od ciała chłopaka. Zupełnie nieznane, przyjemne i okropnie pociągające. Tak inne od wiecznego zimna, które znał, które sam w sobie nosił. Już jakiś czas temu przestał zwracać uwagę na niską temperaturę swoich dłoni i stóp, zaczął myśleć, że to coś zupełnie normalnego. Jednak teraz musiał walczyć z ogromną pokusą, by położyć dłoń na piersi leżącego obok chłopaka, aby tylko poczuć coś więcej niż chłód. Spuszczając wzrok i wypuszczając ciężko powietrze przez nos starał się uspokoić. Jak zawsze w takich sytuacjach zacisnął zęby na dolnej wardze, zmuszając się do wrócenia na ziemię. Nie mógł pozwolić sobie na myślenie o czymś, co było wręcz niemożliwe do spełnienia.

    bell

    OdpowiedzUsuń
  52. [A jakiej Aris jest orientacji? :v]

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  53. [Wybacz zawrotne tempo, ale wciągnęła mnie nauka na ponowne zaliczenie i niestety nie umiem się wtedy skupić nawet na krótkiej odpowiedzi, że wszystko mi pasuje i nie posiadam żadnych zastrzeżeń. Pozostaje mi tylko dodać, że śmiało można połączyć jedynkę z dwójką, a jakże przyjacielski Griffin już coś wymyśli, aby Arisowi uprzyjemnić życie. Co do powiązania to jak najbardziej można ich powiązać Quidditchem. Na pewno ta przegrana Ślizgonów musiała być sromotna, aby Lance wspominał ją tak gorzko i pewnie z grymasem niezadowolenia c:]

    Lance

    OdpowiedzUsuń
  54. Molly aż nie mogła uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Sądziła, że jakoś uda jej się dogadać z tym chłopakiem, ale wyglądało na to, że nic z tego nie będzie, a jej nadzieje były płonne. Sądziła, że już gorzej być dzisiaj nie może, a oczywiście za wszystko obwiniała swoją siostrę, bo gdyby nie ona i jej durne pomysły, nic by się nie wydarzyło, a ścigająca nie musiałaby teraz stać i prosić się o to, żeby ten jakże miły pracownik Sowiarnii zgodził się jej pomóc. W głowie już obmyślała plan, w jaki sposób zemścić się na Lucy. Przez chwilę chciała nawet napisać do rodziców, ale doszła do wniosku, że byłoby to zbyt dziecinne i naprawdę niepotrzebne. W dodatku w głębi serca kochała swoją niepokorną siostrę i nie chciała jej robić problemów w domu, przynajmniej na razie. Wiedziała jednak, że dopilnuje, aby młodsza Weasley nigdy więcej nie dopuściła się podobnego czynu, robiąc Molly na złość tak bardzo, jak jeszcze nigdy, bo dotychczas dziewczyna nie przekraczała pewnych granic, a teraz zdecydowanie się tego dopuściła. Gryfonka starała się dotychczas wykazać wyrozumiałością wobec siostry, ale tego było już za wiele, zdecydowanie. Oby Lucy wiedziała co nieco o ukrywaniu się, bo ta umiejętność z pewnością jej się przyda, gdy Molly wróci do zamku.
    Teraz jednak nie mogła knuć słodkiego planu zemsty. Chłopak jawnie sobie z niej kpił, machając jej listem przed nosem, a ona zacisnęła mocno zęby, widząc jego wyraz twarzy i swoje inicjały na kopercie, chociaż to nie ona napisała ten list. Sięgnęła po kopertę, licząc, że może uda jej się ją pochwycić nim tamten zdąży się zorientować, ale niestety miała gorszy refleks i nie udało się. Warknęła więc, zirytowana tym niepowodzeniem i ogólnie całą tą sytuacją. Resztki cierpliwości opuszczały ją i miała wrażenie, że za chwilę rzuci się na niego z pięściami, gdyż raczej należała do osób porywczych, ale na szczęście udało jej się uspokoić, głównie dzięki planowi działania, który zrodził się w jej głowie.
    – W porządku. Niech i tak będzie – odparła, wzruszając ramionami. – W sumie ten list w ogóle mnie nie interesuje. Żegnam! – obróciła się na pięcie i opuściła budynek. Oczywiście jej obojętność była udawana, bo tak jak mówiła wcześniej, nie mogła pozwolić na wysłanie listu. Jednak jeśli nie chciał oddać jej go po dobroci, Molly musiała go ukraść, chociaż nie wiedziała czy mogłaby to kradzieżą nazwać. W końcu to jej inicjały widniały na kopercie.
    Gryfonka przyczaiła się, nasłuchując i obserwując przez malutkie okienko, które na szczęście znajdowało się na takiej wysokości, że po wspięciu się na kilka wystających cegieł, mogła co nieco zobaczyć. Gdy ujrzała, jak pracownik przechodzi do innego pomieszczenia, zeskoczyła zgrabnie i przedzierając się przez śnieg, weszła po schodach i na palcach przekroczyła ponownie próg Sowiarnii. Zaczęła szukać listów, które lada moment miały zostać wysłane, żywiąc nadzieję, że nie zostanie nakryta i plan się powiedzie.

    Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  55. [O, bo poszukuję kogoś, kto zacznie wprowadzać u Albusa pewne wątpliwości względem jego seksualności. Wiek nastoletni i te sprawy xD
    Czy Aris byłby chętny?]

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  56. [Tak sobie myślałam, że Aris i Al mogliby się kolegować. Raz na wyjściu do Hogsmeade złożyłoby się tak, że spędzili ze sobą cały dzień i od tamtej pory spotykają się coraz częściej, można powiedzieć, że ewoluowało to w przyjaźń. Aris mógłby się zauroczyć/zakochać, a Al zacząłby to zauważać, co byłoby dla niego dziwne i sam nie wiedziałby, co o tym myśleć. Szczególnie że miał już jedną sytuację pod koniec piątej klasy, gdy na mocno zakrapianej imprezie całował się z chłopakiem.
    Możemy też wpleść dramę, bo lubię dramy. :D]

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  57. Gdyby znalazł się w tej sytuacji kilka miesięcy temu, na pewno uciekłby z krzykiem lub milczałby, próbując pozbyć się uczucia płonących policzków, a spojrzeniem wodziłby po całym pomieszczeniu, byle uniknąć kontaktu wzrokowego. Teraz jednak nie czuł się zażenowany, nie czuł się zawstydzony, zapewne dzięki mieszance jego nowego usposobienia ukształtowanego żmudną pracą i alkoholu, który dodatkowo rozluźniał i sprawiał, że rzeczy jak ta wydawały się banalne. Świtające gdzieś w odmętach umysłu pragnienie zaznania czegoś więcej niż chłód mąciło jego myśli, bezustannie wybijając je z odpowiedniego rytmu. Z całych sił starał się pozbyć tego uczucia, próbował je stłumić myśleniem o czymkolwiek, ale tak bliska obecność osoby, dzięki której owe uczucie w ogóle się pojawiło, utrudniała mu to, bezustannie nakierowując go na ten jeden tor. Próbował zniechęcić się, ciągłym powtarzaniem, że nie ma pojęcia kim jest Aris, nawet jeśli wyglądał bardzo młodo i zdecydowanie daleko było mu do psychopaty, czy mordercy, mógł być kimkolwiek. W końcu pozory mylą. Bellamy wiedział doskonale, czego pragnie, aczkolwiek walczył z tym pragnieniem, jakby było czymś złym, gorszym od upijania się co drugą noc, gorszym od wszystkiego, co zrobił w swoim życiu. Jego zmysły działały na pełnych obrotach, obawiał się, że każdy ruch, jaki wykona może zostać dwojako odebrany, a nie chciał, aby Aris domyślił się, jakie pragnienia krążą po jego umyśle.
    Mimo, że miał ochotę na okrągło powtarzać swoje podziękowania, zamilkł posłusznie, obiecując samemu sobie, że już więcej tego nie powie, ale w zamian za to zrobi wszystko, by się odwdzięczyć. Każdy ruch, jaki wyczuł, pogłębiał ochotę zmniejszenia odległości, która dzieliła ich ciała. Uśmiechnął się pod nosem, na widok wiercącego się towarzysza.
    — Postaram się to wybaczyć — rzucił od niechcenia. Nie umknęło jego uwadze, że pomimo ciepła, jakie buchało od chłopaka, jego ciało drżało. W głowie Bellamy'ego zdążyły się pojawić teorie spiskowe, jednak wyparowały nagle, niczym kamfora, kiedy poczuł palce zaciskające się na swoim nadgarstku. Wystarczył jeden drobny dotyk, by zapomniał o wszystkim. Jeden dotyk, którego się obawiał. Widząc, jak Aris sięga po różdżkę chciał zaprzeczyć, powiedzieć, że nie jest najgorzej i ostrzec, że rano jego pokój nie będzie zbyt przyjemnie pachniał, jeśli zamknie okno, ale zabrakło mu języka w gębie. Poza tym, miał dziwne wrażenie, że jest to próba ukrycia prawdziwego powodu pojawienia się dreszczy wstrząsających jego ciałem. Chwilę później, po wymierzeniu sobie mentalnego policzka i dwukrotnym przełknięciu śliny, żeby pozbyć się wrażenia wyschniętego gardła, odezwał się cichutko. — Sam na pewno się nie rozgrzeję.
    Odwrócił się na prawy bok, z nadzieją, że jeśli nie będzie patrzył na twarz swojego towarzysza, cały mętlik w jego głowie wyparuje, jednak słysząc jego oddech, czując ciepło jego ciała to było wręcz niemożliwe. Dodatkowy problem leżał w tym, że wraz z położeniem się do łóżka, jego zmęczenie jakby wyparowało. Nie miał ochoty się ruszać, nie miał nawet ochoty wyjść spod kołdry, równocześnie nie czując się sennym. Wsuwając zmarznięte dłonie pod policzek, zacisnął powieki. Próbował się wyciszyć, wsłuchując we własny oddech. Podkulił nogi, przybierając standardową pozycję do zaśnięcia i przez chwilę zaczął żałować, że nie ma przy nim Azyla. Zapach jego sierści zawsze go uspokajał, przywodził na myśl dom, którego wspomnienie zawsze powodowało wylanie się na jego serce przyjemnego ciepła.
    — Dobranoc, Aris — odezwał się cichutko, ciepłym oddechem owiewając zmarznięte dłonie.

    bell

    OdpowiedzUsuń
  58. [Po długich obliczeniach okazało się, że Albus również jest z rocznika '05, więc albo byli na tym samym roku, albo Aris był o rok wyżej (Al jest z końcówki roku).
    Pasuje mi koncepcja Arisa, który jeszcze podczas swojego pobytu w Hogwarcie kręcił się koło Albusa. Mógł mu pozostać pewien sentyment do Pottera. Al mógłby mu się raz przez przypadek zwierzyć z tego pocałunku (choć pewnie trzeźwy tego nie zrobił). I faktycznie, od tamtego czasu Aris mógłby mu dać do zrozumienia, że możliwe, że Al wcale hetero nie jest.
    Co do dramy, to może Albus odkryłby powód, dla którego Aris został wyrzucony z Hogwartu? Chyba że jest on znany przez ogół uczniów. Ewentualnie, cokolwiek Aris nie zrobił, Al mógł być świadkiem naocznym, choć się do tego nie przyznaje. W końcu, jeśli Aris nic tak naprawdę nie zrobił, Al mógł go wybronić, ale nie ruszył palcem. Ale tutaj nie jestem pewna, bo nie opisałaś w karcie, co dokładnie się stało. Jakbyś uchyliła rąbka tajemnicy, to byłoby łatwiej, chyba że chcesz budować dramę na czymś innym :)]

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  59. [Wiesz, co? Umówmy się wstępnie, że zacznę, ale jeśli nie podeślę początku do końca marca i Ty będziesz już wolna to możesz puścić mi wiadomość u Lance, na maila czy gg – dla mnie bez różnicy gdzie – na jakim etapie jestem i najwyżej oddałabym Ci ten zaszczyt c: Obsuwa również może mi zdarzyć, bo siedzę nadal nad drugą częścią notki walentynkową i nie wiem kiedy skończę, a tu czeka jeszcze trójeczka :D]

    L.G.

    OdpowiedzUsuń
  60. [Cześć, requiem. Nie wiem, czy pamiętasz jeszcze moją Inez, ale zdaje mi się, że to z Twoim Yaxleyem miałam ostatnio wątek i co prawda wiele odpisów nie wymieniłyśmy, to jednak go polubiłam. Znaczy, mam na myśli, że choć to były może ze dwa czy trzy komentarze, to dobrze mi się je pisało i z wyjątkową ochotą. Tak więc przydreptałam przeprosić za moje zniknięcie bez słowa i trochę nieśmiało podpytać, czy nie miałabyś przypadkiem chęci stworzyć czegoś z Lloyd.]

    Milliesant

    OdpowiedzUsuń
  61. Nękany nawracającą ochotą, by przekroczyć stworzoną, niewidzialną granicę między ich ciałami, usilnie próbował rozluźnić się, by odpocząć choć przez te kilka godzin, które mu pozostały. Był pewien, że i tak nie będzie wystarczająca ilość snu dla przepitego organizmu i okropnie zmęczonej psychiki, a świadomość ta pchała go do ponawiania prób dotarcia przed oblicze Morfeusza, który tej nocy najwyraźniej o nim zapomniał. Tląca się w nim nadzieja, że jego towarzysz uzna wypowiedziane cicho słowa jako zachętę do zbliżenia się, zaczęła powoli wygasać. W czasie, gdy wsłuchiwał się w rytmiczny arisowy oddech, ulatywały jej kolejne strzępki. Wypuszczając przez usta nagromadzone w płucach powietrze, poczuł jak uchodzi z niego zapał, wraz z resztkami nadziei. W machinalnym geście zacisnął zęby na dolnej wardze. Odpłynął, licząc kolejne wdechy; pozwolił Morfeuszowi porwać się w objęcia i przyciągnąć do piersi. Tulony przez sennego boga, osunął się do świata, w którym jego pragnienia mogły stać się rzeczywistością.
    Zazwyczaj, kiedy pił, jego sny były idiotyczne i tak bardzo zniekształcone, że nawet nie zastanawiał się nad ich realnością. Jednak ich dotychczasowa znikoma realność różniła się zupełnie od dzisiejszej, mogącej rywalizować z normalną codziennością. Śpiąc, niemalże czuł ciężar cudzej ręki na własnej piersi i ciepły oddech na swojej szyi. Niezbyt przejmując się odtrąceniem, przerzucił swoje ciało na drugi bok i kuląc się, przylgnął do piersi osoby leżącej obok. W śnie mógłby to być każdy, jednak tym razem jego podświadomość nie wymyślała niemalże boskich oblicz, pozostawiając mu drobną, wręcz chuderlawą postać, na piersi której, na wysokości serca, ułożył swoją dłoń. Wzdychając cicho, tonął głębiej w przyjemnej wizji.
    Sen ciągnący się przez całą noc był tak cudowny, że nie miał najmniejszej ochoty wracać do rzeczywistości. Na niespodziewane szarpnięcia zareagował jękiem i uniesieniem dłoni do twarzy, jednak krzyk nad uchem wzbudził w niego swojego rodzaju złość, która wyparowała natychmiast, z chwilą, gdy uchylił jedną powiekę. Na widok pochylonego nad nim chłopaka, zachłysnął się powietrzem. Przez chwilę nie miał pojęcia gdzie jest i kim jest stojący obok osobnik, a nieznośny ból głowy nie ułatwiał mu zbierania myśli. Te jednak zaczęły wracać do niego stopniowo, jakby niesione przez fale.
    — Ugh — jęknął, na chwilę zamykając oczy. Pojawiające się pod powiekami mgliste wspomnienie snu, wyglądające niczym obietnica, która miałaby spełnić się, gdy tylko ponownie odpłynie, było niesamowicie kuszące. Równie kuszące było wsłuchiwanie się w głos i patrzenie na twarz chłopaka. Arisa. — Już wstaję — mruknął, przewracając się na brzuch i unosząc na łokciach. — Wyjątkowo miła rekompensata — dodał, uśmiechając się niemrawo na widok przygotowanego śniadania. Gdyby nie buntujący się żołądek i okropny ból głowy pewnie skakałby pod sufit.
    Podniósł się leniwie, nie mogąc uwierzyć w to, jak bardzo ciężkie jest jego ciało, kiedy męczy go kac. Ziewnął, przeciągając się powolnie i ignorując chłód, na bosaka dotarł do stolika, z którego porwał parujący kubek. Nie przejmując się wysoką temperaturą napoju, wziął łyka, parząc przy tym język i przełyk. Zbawienne działanie ciepłego płynu odczuł zaledwie po chwili, gdy jego żołądek uspokoił się nieco, przynajmniej na tyle, aby mógł schylić się po własne ubrania zalegające na podłodze. Odłożył kubek na stolik i sięgnął po pierwszą ze swoich rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Miałem bardzo realistyczny sen — rzucił, wciągając na biodra przyduże spodnie. Z jedną dłonią zaciskającą się na materiale dżinsów i drugą, zanurzającą się w czuprynie jasnych włosów, przeniósł swoje spojrzenie na twarz Arisa. — Śniło mi się, że ktoś obejmował mnie przez całą noc — dodał, nie spuszczając wzroku ze swojego towarzysza, jakby czekając na jakąkolwiek reakcję z jego strony. Naprędce zapiął guziki i pasek, po czym sięgnął po koszulkę. — Nie sądzisz, że to trochę… dziwne? — zagaił, posyłając w jego kierunku łobuzerski uśmiech. Zaraz po tym, wciągnął trzymaną część garderoby przez głowę i wygładził materiał na swoim brzuchu.

      bell

      [Nie szkodzi przecież! :3 nie wiem, czy to u góry ma większy sens, ale piszę na szybko, kradnąc wifi koleżance, podczas gdy ta nieświadoma niczego grzecznie śpi ;D]

      Usuń
  62. [Czas mojej odpowiedzi chyba wystarczająco jasno mówi o tym, jak bardzo nie przeszkadza mi wolne tempo odpisywania. c; Także tym akurat martwić się nie musimy. Co się tyczy wątku — jeśli Aris dostaje jakieś listy/przesyłki, jego urocza sowa mogłaby mieć jakiś kłopot z dostarczeniem jej. W drodze zaatakował ją jakiś kot albo większy tak, czego świadkiem była Milliesant. Dziewczyna przegoniła napastnika jakimś niewybrednym zaklęciem, a puchaczem Arisa (jeszcze nie wiedząc, do kogo należy) zajęła się najlepiej, jak potrafiła. Jako niepoprawny miłośnik zwierząt nie mam serca uszkadzać sówki zbyt mocno, więc uznajmy, że kuracja nie trwała dłużej niż kilka dni. Właściwy wątek zacząłby się nam w momencie, kiedy Ślizgonka stawia się pod drzwiami Ackermana z zagubionym zwierzęciem i przesyłką. Tu się jednak zaczynają małe schody, bo mam wrażenie, że zaraz po odebraniu zguby nasze postaci rozeszłyby się każde we własną stronę, przydałoby się więc pewnie jakieś powiązanie. Po prawdzie najchętniej widziałabym ich w relacji podobnej do Inez-Isaiah, obecnie podszytej nutą urażonej dumy lub czegoś podobnego, ale tę kwestię pozostawię Tobie, bo przyznam, że jeszcze nie do końca umiem wyczuć Twojego pana. Strasznie tajemniczy ten były Krukon, aż chce się pogrzebać w tych jego niedomówieniach i grzeszkach! :>]

    Milliesant

    OdpowiedzUsuń
  63. Pomimo niesamowitej realności snu, nie zakładał aby był on czymś więcej niż tylko nocnym wyobrażeniem, dlatego też nie podejrzewał o nic Arisa, a w zadanym pytaniu ukryte było zaciekawienie, próba wychwycenia jakiejkolwiek reakcji i odnalezienia choć cienia emocji na jego twarzy. Przez krótką chwilę, trwającą zaledwie sekundę, a może nawet mniej, miał wrażenie, że przyuważył przerażenie w oczach swojego towarzysza, odpuścił sobie jednak rozważania, uznając, że wyobraźnia płata mu figle i widzi to, co tak naprawdę chciałby zobaczyć. Nawet nie próbował się oszukiwać, że Aris go nie interesuje, że wychodząc z jego mieszkania puści w niepamięć tę noc oraz swojego nowego znajomego. Ten chuderlawy chłopak w ciągu kilku godzin, stanął na szycie listy osób, które Bellamy pragnął poznać, a samo trafienie na nią graniczyło z cudem. Miał nadzieję, że w najbliższym czasie będzie miał okazję ponownie go spotkać, tym razem w bardziej sprzyjających warunkach i będąc w lepszej formie.
    — Dziwne, ale całkiem w porządku — dodał, wciągając przez głowę swoją bluzę. Nieczęsto miał sny, które mógłby nazwać mianem chociażby „w porządku”, ostatnimi czasy, gdy zasypiał będąc trzeźwym, budził się z krzykiem, nękany koszmarami, po pijaku z kolei widział niezrozumiałe dla siebie obrazy, bez większego sensu, dlatego dzisiejsza noc była miłą odmianą. — Jasne, chodźmy — rzucił tylko, sięgając po swoją kurtkę i w pośpiechu dopijając ostatnie łyki herbaty. Porwał z talerza jednego tosta, dochodząc do wniosku, że skoro żołądek mu się nieco uspokoił, warto byłoby teraz, choć w pewnym stopniu go zapełnić i ruszył za chłopakiem. Chwytając w zęby chrupkie pieczywo, wciągnął na ramiona kurtkę. Teraz, w półmroku wczesnego poranka, mieszkanie widział nieco wyraźniej i pewien był, że nie należało do najmłodszej osoby. Pachniało tu drewnem, wyczuwał też tę bardziej przyjemną woń starości, bardzo zbliżoną do zapachu dworku Sangsterów, który Adrienne Sangster, jego prababka, wygrała w pokerze. Uśmiechnął się półgębkiem, na samą myśl o starym domu babki i po cichu wymknął się z mieszkania.
    Pierwszy haust mroźnego powietrza był niesamowicie orzeźwiający, kolejne zmusiły go do zapięcia kurtki po samą szyję, narzucenia na głowę kaptura i schowania twarzy w stójkę. Czuł jak jego zatoki marzną, a nie należało to do najprzyjemniejszych rzeczy. Żwawym krokiem maszerował u boku swojego towarzysza, spoglądając na niego ukradkiem i zastanawiając się, dlaczego ten w ogóle zdecydował się odprowadzić go niemal pod same bramy Hogwartu.
    — Może — stwierdził, wzruszając ramionami. — Prędzej czy później i tak tam wyląduję. — Zatrzymał się naprzeciwko niego, starając się ignorować to, jak blisko siebie się znajdowali. — Będę pamiętał — kącik jego ust drgnął. — Pięciogwiazdkowy hotel to nie był, ale na pewno lepsze to, niż plotkujący o tobie współlokatorzy — oznajmił, powtarzając słowa Arisa.
    Nagłe zmniejszenie dzielącej ich odległości, podziałało na Bellamy'ego, pchając go do wypowiedzenia nasuwających się na język słów. Przez chwilę nie zrywał kontaktu wzrokowego, nabierając coraz większej ochoty, do pokonania pozostałego dystansu dzielącego ich twarze. Nie zastanawiając się wiele, pochylił się, jakby z zamiarem obdarzenia chłopaka pożegnalnym pocałunkiem, w ostatniej chwili jednak, ocierając się policzkiem o jego policzek, zmienił zamiar i uśmiechając się cwaniacko, odezwał się szeptem, z ustami niemal przy uchu Arisa.
    — Chyba, że nie będziemy czekać na kolejne przypadkowe spotkanie i po prostu zaprosisz mnie do siebie w piątkowy wieczór. — Miał nadzieję, że wraz z wypowiedzeniem tych słów nie wygłupił się bardziej, niż mu się wydawało, ale starając się odczytać wszystkie sygnały, uznał, że jego towarzysz może być równie zainteresowany kolejnym spotkaniem, co on sam. Nie dał po sobie poznać jak bardzo mu na tym zależało.

    bells

    [Zawsze mogę próbować Cię pogonić, ale po sobie wiem, że to bardziej pozbawia motywacji niż jej dodaje, więc napiszę tylko, że czekam z niecierpliwością na odpis, bo Bell długo nie wytrzyma w nieświadomości! :D]

    OdpowiedzUsuń
  64. [Przepraszam, że nie odpisałam Albusem, ale próbowałam coś wymyślić i już mi mózg wyparował. Może z Neliusem pójdzie łatwiej :D
    Ogólnie mogli się poznać na poczcie, bo Nelius często wysyła listy. Mógł być to początek jego pobytu, kiedy jeszcze nie był przyzwyczajony do brytyjskiego akcentu i kompletnie nie mógł się z Arisem dogadać.]

    Nelius

    OdpowiedzUsuń
  65. [Przez częste wizyty na poczcie Aris mógł się stać pierwszym bliższym znajomym Neliusa, mimo tego że nie uczy się w Hogwarcie. Mogli się trochę w stosunku do siebie otworzyć i rozmawiać więcej niż typowe: "Dzień dobry, chcę wysłać list". Na jakąś głębszą relację bym nie liczyła, bo Nelius jest w Wielkiej Brytanii dopiero od dwóch miesięcy. Aris mógł jednak być osobą, która najbardziej próbowała go wprowadzić w tutejszą rzeczywistość.]

    Nelius

    OdpowiedzUsuń
  66. [W żadnym razie nie będę naciskać na przeniesienie tamtej relacji na tę dwójkę, jeśli nie pasuje Ci to do postaci, po prostu to było pierwsze (i jedyne), co przyszło mi na myśl, gdy zastanawiałam się nad jakąś relacją. Jak mówiłam, ciężko mi wyczuć, co byłoby dla Twojej postaci najbardziej prawdopodobne, nie chciałam rzucać w ciemno czymś, co w ogóle nie miałoby racji bytu. Jeśli marzy Ci się jakaś inne konkretne powiązanie dla Arisa, a Milliesant mogłaby się nadać, to mów śmiało, znaczną większość przyjmuję. ;)
    A co się tyczy akcji ― parę luźnych strzępków snuje mi się ostatnio po głowie, może uda nam się coś z tego skleić.
    1. Przede wszystkim Milliesant dużo koresponduje z wiecznie podróżującą ciotką. (Obecnie mało który list przechodzi przez sowia pocztę, bo z reguły Constance wysyła swojego kruka, ale czasem, gdy paczka jest większa lub coś w tym stylu, może tradycyjnie wysyłać sowę. W konspiracji z Lloyd, Aris może się w takich wypadkach upewniać, że paczka nie przechodzi odpowiednio szczegółowej kontroli, ot, po starej dobrej znajomości. To tak na marginesie.) Niedawno mogła dostać od niej dość enigmatyczny list z prośbą o upewnienie się, czy jej stary druh wciąż mieszka nieopodal Hogsmeade, może ma dla niej jakąś przesyłkę lub informację, to jeszcze sobie dokładnie obmyślę. W każdym razie Milliesant dostaje konkretny adres, pod którym ma szukać mężczyzny. Nie uśmiecha jej się samotna wyprawa do starej chaty, która jak się na miejscu okazuje, śmiało może stawać w szranki z Wrzeszczącą Chatą do miana najbardziej przerażającego, nawiedzonego domu w okolicy. Na miejscu okazuje się, że rzeczywiście jej głównym lokatorem jest wyjątkowo złośliwy i żądny krwi duch/poltergeist. Nie wiem, jak bardzo dosłownie, ale na pewno nie da im tak łatwo uciec, a jak tu walczyć z czymś, co nie ma cielesnej postaci?
    2. To jest najmniej dopracowany pomysł, chwilowo średnio zasobny w sens i logikę, ale liczę, że wspólnymi siłami ewentualnie uda nam się go jakoś dopieścić. Siedząc sobie w pubie w Hogsmeade jakiś kompletnie szalony osobnik podrzuca im na stolik dowolny przedmiot. Szkatułkę, wisiorek, but. Cokolwiek. Mamrocze coś przy tym nieskładnie, po czym niemal rozpływa się w powietrzu, nie dając im dojść do słowa. Tu możliwości się dwie:
    A). Przedmiot był świstoklikiem albo inną magicznie zaklętą kapsułą zdolną przenosić ludzi z miejsca na miejsce. Nietrudno się domyślić, że to nasi bohaterowie zostaną przez niego porwani w odległe, nieznane strony (trochę marzyłyby mi się tropiki albo jakieś chłodne, skandynawskie kraje) Wyludniona dzicz, w której nie wiadomo, co się kryje za najbliższym krzakiem i kamieniem, a jak już się uda z niej wydostać i przeżyć, to trzeba jeszcze jakoś w ogóle wrócić do kraju. Gdzieś po drodze można tam dopisać jakieś rdzenne plemiona, bariery komunikacyjne, kulturowe. Ale to wszystko tylko luźna propozycja, bo ten wątek można pociągnąć na wiele różnych sposobów i każdy będzie tak samo ciekawy.
    B). Dla odmiany pozostawiona rzecz byłaby istną Puszka Pandory ― do interpretacji własnej. c:
    C). Klątwę już jedną na Milliesant będę rzucać, więc z tym się chwilowo powstrzymam, jakkolwiek kusząca to opcja, ale tak mi teraz wpadło, że w przedmiocie mogła być zaklęta jakaś przepowiednia/mapa lub cokolwiek w podobnym stylu, czego ktoś inny mógłby bardzo mocno pragnąć. Tym sposobem ściągamy na głowy naszych bohaterów bandę brutalnych osiłków zdolnych zrobić wszystko, by zdobyć magiczny przedmiot na własny użytek. Jeśli się uprzemy i będziemy miały chęć, możemy z tego zrobić sprawę nieco grubszą, na więcej niż jeden wątek i wplątać ich w jakąś większą przygodę.
    3. Milliesant lubi wszelkiego rodzaju magiczne ciekawostki, przedmioty, legendy i tym podobne sprawy. Mogłaby przyjść do Arisa z prośbą o pomoc w zbadaniu jednej z nich (właściwie mogłaby to robić regularnie), dość niebezpiecznej jak na samotną szesnastolatkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tyle, jeśli chodzi o moje pomysły na akcję. Przepraszam, jeśli coś powyżej nie trzyma się kupy albo jest wyjaśnione zbyt chaotycznie, ale od rana walczę z upierdliwym bólem głowy, przez co składanie myśli w logiczne zdania nie do końca wychodzi mi dzisiaj tak, jakbym sobie tego życzyła. W każdym razie, jeśli żadna z opcji nie przypadła Ci do gustu, daj znać, będę myśleć nad czymś dalej.]

      Milliesant

      Usuń
  67. [Zgrabne połączenie, wchodzę w to! Tak sobie myślę jeszcze... co Ty na to, żeby przedmiot, który otrzymała Milliesant, dodatkowo okazał się jednym z tych, którymi interesowali się w przeszłości albo zabrał ich w miejsce, do którego wyprawę planowali? Wcześniej, jak mówisz, z jakichś przyczyn uznali ją za niemożliwą — brak wystarczających środków/wiedzy, zbyt dobrze ukryty teren czy inne podobne przeszkody.Niespodziewanie znaleźliby się w tej leśnej dżungli, acz początkowa ekscytacja prędko zamieniłaby się w koszmar przy starciu z jedną z tych pierwotnych magii, do których w Hogwarcie przygotowanie jest przecież żadne.
    Jeśli nie masz żadnych pytań/zastrzeżeń, to daj znać, czy jest coś, co powinnam jeszcze wiedzieć przed rozpoczęciem wątku i postaram się to w tygodniu zrobić. No, chyba że Ty masz na to ochotę, w żadnym razie nie będę się wtedy upierać przy swoim. c:]

    Milliesant

    OdpowiedzUsuń
  68. Próbując przetrawić słowa wypowiedziane przez stojącego naprzeciwko chłopaka, starał się za wszelką cenę zignorować biegnące wzdłuż kręgosłupa przyjemne dreszcze. Powstrzymując się przed wykonaniem zbyt odważnego gestu, który ulokować można było na granicy odwagi i szaleństwa, wcisnął dłonie głęboko do kieszeni kurtki. Jedynym odruchem, którego nie był w stanie powstrzymać, okazał się uśmiech wypływający na jego twarz. Odchylając się na piętach, z wyciągniętym ku górze jednym kącikiem ust wpatrywał się w oddalającą się ciemnowłosą postać. Przez pierwszego lepszego przechodnia mógłby zostać określony mianem dziwaka, uśmiechającego się do pustej drogi. Dopiero gdy Aris zniknął mu z oczu, sam odwrócił się na pięcie i żwawym krokiem ruszył w kierunku Zamku. Od kiedy wrócił, nie potrafił traktować tego miejsca jak kiedyś. Przestał postrzegać je jako dom, zamiast tęsknić za niewielkim mieszkaniem w Londynie, tęsknił za swoim mieszkaniem w Big Dog Forest, tęsknił za irlandzkimi drogami, tęsknił nawet za swoim ojcem, który dźwigał na swoich barkach ciężar odpowiedzialności za grupę młodych, skrzywdzonych czarodziejów, zmagających się z comiesięcznymi przemianami. Teraz uczucie tęsknoty zostało nieco przytłumione, przez wyczekiwanie powoli nadciągającego piątku. Nadciągające spotkanie pozwolił sobie sklasyfikować jako randkę, nawet jeśli nie miał pewności, czy powinien określić je tak wysoką rangą.
    Przez kolejne kilka dni, nie potrafił się skupić, nie mógł pozbyć się obrazu swojego nowego znajomego, pojawiającego się za każdym razem, gdy tylko przymykał na moment powieki. Odpuścił sobie uganianie po wiejskich pubach i zapijanie smutków. Pragnął by czas przyspieszył nagle, by w czasie kilku mrugnięć minęło kilka dób, oddzielających go od ponownego spotkania z ciemnowłosym chłopakiem. Pod maską zgorzkniałego nastolatka skryła się szczęśliwa osóbka, z niecierpliwością oczekująca nadejścia jednego, szczególnego dnia. Był niczym kilkuletnie dziecko, wykreślające kolejne dni w kalendarzu, przybliżające je do świąt Bożego Narodzenia. Wraz z nastaniem piątku, Bellamy zachowywał się, jakby wypatrywał na niebie pierwszej gwiazdki. Podczas zajęć bezustannie zerkał na zabiedzony zegarek znajdujący się na przegubie lewej ręki, dla zabicia czasu bawił się wiszącym na szyi starym naszyjnikiem, który dostał od ojca, albo zarysowywał marginesy pergaminu bohomazami. Słowa profesorów do niego nie trafiały, odbijały się od jego czaszki, a on nie starał się nawet ich zrozumieć. Zapytany o coś podnosił wzrok znad pergaminu i udając niewiniątko prosił o powtórzenie pytania, przez co udało mu się zarobić kilka ujemnych punktów dla Gryffindoru, ku uciesze ślizgońskich uczniów. Panienka Lawrence nie ukrywała swojej ciekawości, wciąż wypytując go o powody nagłego polepszenia jego samopoczucia, ale zbywał ją wzruszeniem ramion, udając, że nie ma pojęcia, o co jej chodzi.
    Gdy tylko słońce zniknęło za horyzontem, ustępując miejsca księżycowi w pierwszej kwadrze, przypominającemu mu o nie ubłagalnie zbliżającej się pełni, ubrany w przylegające do nóg, czarne jeansy, czarne sztyblety i motocyklową kurtkę, zarzuconą na zwykły t-shirt, wymknął się poza bramy Hogwartu, wraz z białym stworzeniem plączącym się między nogami. Przy Bellamym, Azyl wydawał się być jaśniejącym punktem, iskrzącą kuleczką szczęścia. Lisek tym razem nie pozwolił mu na samotne włóczenie się po okolicy, jednak blondyn był przekonany, że wystarczy kilka smakołyków i obietnica pysznego obiadu, by lis wrócił do Zamku i uczepił się młodego Pottera. Dotarł na wyznaczone miejsce, gdzie kucnął przy białym stworzeniu i dopiero teraz odczuł zbierające się w nim zdenerwowanie. Aby pozbyć się dziwnego uścisku w żołądku, zanurzył palce w białej sierści lisa i czekał na przybycie swojego towarzysza.

    Bell

    [Przepraszam, że tak długo to trwało, miałam ciężki tydzień, ale już nadrabiam! Pozwoliłam sobie od razu przejść do ich spotkania. :)]

    OdpowiedzUsuń
  69. Milliesant stała paręnaście metrów za wejściem do wioski, uśmiechając się pod nosem z zadowoleniem. W kieszeni mocno ściskała swoją najświeższą zdobycz, intensywnie zastanawiając się, co powinna teraz zrobić. Majacząca kilka kroków przed nią czupryna jasnowłosej przyjaciółki powoli niknęła wśród leniwie pączkujących krzewów i zimozielonych drzew rozciągających się wzdłuż słabo widocznej ścieżki. Nie szukała kłopotów; nie potrzebowała szlabanu, ujemnych punktów dla Ślizgonów, wyjca od ojca ani ― co najgorsze ― zawiedzionego spojrzenia ciotki. Najrozsądniej byłoby więc podążyć za coraz to bardziej oddalającą się Kailee, wrócić do Zamku, po cichu zakraść do dormitorium i położyć do łóżka, nim ktokolwiek zorientuje się, że dwie uczennice Slytherinu nie wróciły na czas z sobotniej wycieczki do Hogsmeade. Ale tym razem Milliesant wcale nie chciała być rozsądna.
    ― Lloyd, do cholery, korzenie tu zapuściłaś czy jak?
    Szatynka zamrugała zaskoczona, gdy tuż przed jej twarzą znikąd wyrosła głowa przyjaciółki. Dawno już straciła blondynkę z oczu (czy też: przestała zwracać na nią uwagę), dlatego dłuższą chwilę zajął jej powrót na ziemię i zorientowanie się w sytuacji. Kailee stała pół kroku przed nią z rękami założonymi na piersiach, przypatrując się jej na wpół zirytowanym, na wpół znudzonym wzrokiem. Szturchnęła jej ramię, wywracając oczami. ― Znów odleciałaś, od minuty do ciebie mówię ― prychnęła panna Sheehy w odpowiedzi na chmurne spojrzenie Milliesant. ― Kiedy następnym razem nie uda ci się wpędzić mnie do grobu, przynajmniej postaraj się mnie nie ignorować.
    ― Przesadzasz, nie było tak źle.
    Blondynka zamyśliła się.
    ― No, nie. W sumie było ekstra. Ale po ostatniej bitwie o Hogwart mam dość igrania ze śmiercią na jakiś czas. I ten czas jeszcze nie upłynął ― przyznała, wzruszając ramionami. Milliesant zagryzła wargę, mimowolnie wracając pamięcią do prawie dwóch tygodni spędzonych przy szpitalnym łóżku. Chwile, gdy wpatrywała się w twarz nieprzytomnej Kailee, nie mając pewności, czy przyjaciółka kiedykolwiek się obudzi, były jednymi z najgorszych, jakie przeżyła.
    ― Gdybym wiedziała, że Alphard jest paranoikiem, zabrałabym kogoś innego ― mruknęła, nieudolnie próbując zamaskować potrzebę wytłumaczenia się. Nie sądziła, że druh jej ciotki zabezpieczy swoją chatę tak skomplikowanymi i niecodziennymi zaklęciami ochronnymi. Lloyd była przekonana, że niebezpiecznie balansowały one na pograniczu białej i czarnej magii. Wiedziona naturalną ciekawością obiecała sobie sprawdzić to zagadnienie w najbliższym czasie.
    ― Spróbowałabyś tylko ― syknęła ostrzegawczo blondynka. ― A teraz choć już, zanim Pollock zorientuje się, że brakuje mu uczniów. I proszę, nie próbuj więcej wrastać w ziemię, zmaganie się z twoimi zaburzeniami osobowości gatunkowej to za dużo, nawet jak dla mnie.
    Lloyd prychnęła pod nosem urażona, ale posłusznie postąpiła naprzód. Zaraz jednak zawahała się, ponownie zatrzymując w miejscu ledwie pół metra dalej. Dziwaczny naszyjnik, wokół którego nadal uporczywie zaciskała palce jakby bała się, że ten zaraz zniknie, kusił obietnicą jeśli nie wspaniałej przygody, to przynajmniej niebanalnej tajemnicy. Wewnętrzne ucho szatynki słyszało, jak ta niemal błaga o rozwiązanie. Ślizgonka nie potrafiła nie ulec temu wołaniu, jednocześnie niepokojącemu i ekscytującemu.
    ― Idź, mam coś jeszcze do załatwienia ― zawołała za Sheehy, na co ta jedynie machnęła ręką i rozpłynęła się w ciemnościach na jednym ze szlaków prowadzących do ukrytego wejścia do Szkoły Magii. Milliesant natomiast odwróciła się na pięcie i pognała z powrotem do miasteczka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zagadki nie były po to, żeby nikt ich nie rozumiał. Należało je rozwiązywać, a ona nie znała lepszego kompana do odkrywania uroków najróżniejszych przedmiotów, miejsc i legend niż Aris Ackerman. Skłamałaby mówiąc, że nie poruszyło jej wyrzucenie chłopaka ze szkoły, zdążyła bowiem przyzwyczaić się już do ich wspólnego ślęczenia nad opasłymi tomami i planowania podróży bez szans na odbycie. Początkowo całkiem irracjonalnie była zła, że pozwolił się usunąć z Hogwartu i nie chciał powiedzieć jej, co tak właściwie się stało, bo brakowało jej kompana do wieczornych bibliotecznych schadzek, ale koniec końców musiała odpuścić. Ceniła sobie bystry umysł byłego Krukona, jego nieprzeciętną ambicję i potrzebę odkrywania nowych, nieznanych kart, dostrzegając w tych kilku cechach własne odbicie. To on był tym, który podzielał jej pociąg do przygody i chciał go realizować, nierzadko nie zważając na koszta. On rozumiał. Nic więc dziwnego, że mając do wyboru zmniejszenie częstotliwości spotkań lub zupełne ich zaprzestanie, wolała odpuścić i wybrać pierwszą opcję. Wiedziała, że drugiego Arisa prędko nie znajdzie, a i oryginał przypadł jej do gustu wystarczająco, by nie planowała wymieniać go na inny model.
      Najpierw odnalazła odpowiedni budynek, potem okno, a ostatecznie podniosła z ziemi niewielki kamyk i starannie celując, rzuciła nim we właściwą szybę. Nie zastanawiała się, czy Aris wścieknie się za wyrywanie go ze snu; z tym była w stanie się zmierzyć czy raczej po ludzku zignorować i przeczekać napad ewentualnej złości ― wybaczy jej przecież, gdy tylko dowie się, jaką perełkę udało jej się zdobyć. Bardziej martwiło ją, czy chłopak w ogóle w domu jest. Jednym z plusów po usunięciu go ze szkoły był fakt, że nie wyprowadził się na drugi koniec kraju, a zdecydował się na podjęcie pracy tak blisko. W razie wypadków nie cierpiących zwłoki miała go na wyciągnięcie ręki, dokładnie tak jak teraz. Przestąpiła niecierpliwie z nogi na nogę, gdy nic się nie wydarzyło. Rzuciła raz jeszcze, lecz okno wciąż pozostawało zamknięte. Po trzecim bezowocnym rzucie sapnęła zdenerwowana, wyciągając z kieszeni różdżkę i mrucząc cicho wyuczoną formułkę, machnęła z wprawą magicznym patykiem. Mały grad żwiru pomknął w kierunku okna Arisa, raz za razem kolejne kamyki stukały w jego szybę. To powinno go wreszcie obudzić, pomyślała, czekając brunet łaskawie postanowi zwlec z łóżka swoje szanowne cztery litery.

      [Nie byłam pewna, gdzie Aris mieszka, ale okno to raczej ma, nie mieszka gdzieś w piwnicy, co? :> Jakbym za bardzo w tej kwestii namieszała, to zwyczajnie dopasuj sobie tę końcówkę wedle uznania, bo równie dobrze Milliesant mogła się wprosić do jego lokum drzwiami, z wiadomością pt. „wstawaj, nie uwierzysz, co znalazłam!” lub zupełnie pomylić budynki.]

      Milliesant

      Usuń
  70. [Jasne, nie ma problemu! Mogę ci zaproponować Maxine, jeśli chcesz. Ona na co dzień mieszka w Hogsmeade. Właściwie nie mieszka, ale jest tam codziennie, o wakacjach nie wspominając, bo to przecież jej dom. W każdym razie wydaje mi się, że tu będzie nam łatwiej coś wymyślić. ;)]

    Maxine Carter

    OdpowiedzUsuń
  71. Całą swoją uwagę skupił na drobnym zwierzaku kręcącym się dookoła, który niecierpliwie trącał go noskiem, gdy tylko przestawał go głaskać. Z uśmiechem na ustach wracał do drapania lisa za uszami i przy nasadzie ogona, sprawiając tym, że Azyl naprężał się, wyginając kręgosłup w łuk i przymykał swoje dwukolorowe oczy, tak bardzo przypominające jego własne. Wyzbywał się wszystkich swoich myśli, całego niepokoju związanego ze zbliżającym się spotkaniem, w tej chwili istniał tylko on i jego zwierzak. Drgnął przestraszony, kiedy do jego uszu dobiegł dźwięk znajomego głosu, który pragnął usłyszeć przez ostatni tydzień. Przeklął siarczyście w myślach na swój brak koncentracji i pozwolenie swoim myślom, by biegły w spokojnym rytmie, nie wyczulając się na wszelkie otaczające go dźwięki. Spragnione widoku Arisa spojrzenie machinalnie skierował w kierunku dochodzącego głosu, a jeden z kącików jego ust wygiął się ku górze.
    — Kilka minut — odparł, wzruszając od niechcenia ramionami. Przez chwilę miał wrażenie, że jakaś niewidzialna siła zaciska swoje palce na jego gardle. Z trudem przełknął ślinę, a w momencie, kiedy dziwne uczucie zniknęło, jego serce zaczęło boleśnie obijać się o żebra, zdecydowanie szybciej niż powinno. Przyspieszyło jeszcze, kiedy Aris ukucnął naprzeciwko niego, a jego dłoń przesunęła się wzdłuż grzbietu Azyla. Zdziwił się nieco, że lis nie zareagował w żaden sposób na kontakt z obcym. Bell z doświadczenia wiedział, że ten mały zwierzak nie przepada za obcymi i raczej nie pozwala nikomu się do siebie zbliżać. Zerknął spod rzęs na jego twarz, ale prędko wrócił do przyglądania się własnym palcom drapiącym lisa za uchem, nie chciał być przyłapany. — Więc chodźmy — powiedział cicho, ale zanim wstał, odezwał się jeszcze do lisa. — Azyl, wróć do Zamku, znajdź Albusa, jestem bezpieczny, nie musisz mi towarzyszyć. — Mówił cicho, kojącym głosem, podczas gdy białe stworzenie świdrowało go spojrzeniem, jakby rozumiało wszystko, co do niego mówił. W rozczulającym geście oblizał wierzch dłoni Bellamy'ego i rzucając mu ostatnie spojrzenie, puścił się biegiem w kierunku Zamku. Sangster podniósł się i z przyzwyczajenia wycierając dłonie w materiał spodni. Wyczekująco spojrzał na stojącego nieopodal chłopaka. Siła przyciągania, którą czuł spotykając go po raz pierwszy nie zniknęła, a zamiast tego zwiększyła się jeszcze, sprawiając, że Bellamy miał ochotę pokonać dzielącą ich ciała odległość tylko po to, aby stać bliżej niego. Jakże wielkim zaskoczeniem dla niego było, kiedy to, co miał ochotę zrobić, uczynił Aris, zbliżając się. Wyłapał arisowe spojrzenie, a ten kontakt, mimo iż nie fizyczny, okazał się być bardziej intymny, niż wszystko, co Bellamy przeżył w swoim życiu. Leniwy uśmiech wypłynął na jego twarz. — Nie potrafię mówić o sobie. — Oznajmił niskim, wibrującym głosem. Z zamiarem pozbycia się ochoty, by przyciągnąć do siebie chłopaka, wcisnął dłonie do kieszeni kurtki. W tej chwili, wszystko, co przychodziło mu na myśl o samym sobie można było zakwalifikować do dwóch grup: niezbyt interesujące i zbyt odstraszające, aby wyznać na pierwszej randce. Zacisnął wargi, aby zaraz po tym zadrzeć lekko brodę i spojrzeć wprost w oczy chłopaka. W jego głowie pojawiła się scena, jak ze standardowych zajęć integracyjnych, kiedy każdy po kolei podnosił się ze swojego miejsca i mówił o sobie. ”Cześć, jestem Bellamy, mam osiemnaście lat, urodziłem się i mieszkałem w Londynie, uczę się w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, mój ojciec zostawił moją mamę i miałem okazję poznać go niecały rok temu, ale spoko, dogadujemy się całkiem nieźle. Ah i choruję na likanotropię.” Uśmiechnął się krzywo i przymykając na moment powieki, potrząsnął głową, jakby odganiał się od natrętnych much. — Moja głowa podsunęła mi coś dziwnego. — Stwierdził, unosząc powieki i spoglądając na Arisa. — Nie mam pojęcia, jakie fakty z mojego życia mogą wydać ci się ciekawe. — Dodał, wzruszając ramionami i zerkając na swoje stopy, zrobił kolejny krok, zmniejszając dzielącą ich odległość. — Czy nie mieliśmy dokądś iść?

    Bell

    OdpowiedzUsuń
  72. [Po tej zbyt długiej rozłące Lance wypadł z gry. Co nie zmienia faktu, że wiszę Ci zaczęcie i w dodatku pomysły, bo nie wiem czy ten jawny akt bezczeleństwa mi wybaczysz czy jednak nie, ale... w ramach rekompensaty mogę zaproponować pozostałą trójkę – Arsellus, Vane, Cressida – lub nowego bohatera, który zastąpi walniętego Griffina c;]

    OdpowiedzUsuń