25 lutego 2016

I'll win the fight

Mogłaby handlować odpowiedziami do testów z ubiegłych lat, bo przecież wszyscy wiedzą, że profesorowie nieczęsto zmieniają zadania, ale nigdy ich nie zapisywała. Gdyby tylko znaleźli się chętni, mogłaby udzielać młodszym kolegom i koleżankom korepetycji, ale brak jej do tego zapału, a w dodatku ciężko jest znaleźć pojętnego ucznia wśród tej rozwrzeszczanej gawiedzi. Ostatecznie mogłaby też wystosować prośbę o pozwolenie na weekendową pomoc w Miodowym Królestwie lub kawiarni pani Puddifoot, ale aż za dobrze wie, że ani dyrektor, ani żadne z jej rodziców by go nie podpisało. Z czegoś jednak musi żyć w tych ciężkich czasach, dlatego z uśmiechem na ustach odbiera od leniwych hogwartczyków srebrne i złote monety za kolejne napisane dla nich wypracowania. Nie ma wyrzutów sumienia, uznając to za wyśmienitą powtórkę nabytej już wiedzy i okazję do uzupełnienia tego, czego nie zdołała jeszcze zapamiętać. Nikogo tym nie krzywdzi, (w jej mniemaniu) cena zawsze jest adekwatna do usług, nie widzi więc powodów, dla których miałaby zaprzestać tak dochodowego interesu, zwłaszcza od chwili, gdy przeczytała w liście od ciotki, że jest dumna z jej zaradności. Dlatego dalej skrobie niewinnie po pergaminach, od czasu do czasu jedynie zmieniając charakter pisma, by w razie problemów nikt się nie zorientował, kto jest ich autorem.
Brud spod jej paznokci nie znika nawet w rodzinnej posiadłości, gdy zasiada do suto zastawionego stołu wraz z całą familią i (okazjonalnie) przyjaciółmi, czym nieodmiennie ściąga na siebie niezadowolone chrząknięcia matki lub babki. Posłusznie chowa wtedy dłonie pod stół, gdzie jedna z kobiet może dyskretnie machnąć różdżką i pozbyć się niechcianej ozdoby, ale wystarczy ledwie zawadiackie mrugnięcie cioci Connie, aby natychmiast zapomniała o reprymendzie, zbywając ją tylko na pozór skruszonym uśmiechem. Po Hogwarcie najczęściej też paraduje z ziemią na policzkach i pnączami we włosach, dopóki ktoś uprzejmie nie uświadomi jej o bałaganie na głowie. Marszczy wtedy nos, rzucając delikwentowi nierozumne spojrzenie, zaskoczona, że ktoś mąci jej koncentrację. Bo taka właśnie jest — skupiona; niezależnie od tego, czy praktykuje magię, czyta Proroka czy po prostu pije sok z pomarańczy, jej spojrzenie i myśli zawsze skoncentrowane są na jednej czynności, czasem sprawiając wrażenie, jakby robienie więcej niż jednej rzeczy na raz przekraczało jej możliwości lub, co bardziej prawdopodobne, pokłady ochoty i energii.
Najbardziej na świecie pragnie odnaleźć Posępną Wyspę i udowodnić, że przeżyje starcie oko w oko z kwintopedem. Bardziej chciałaby tylko choć jednego złapać żywego, ale nie jest głupia, więc pozostawia to życzenie w szufladzie z innymi marzeniami nie do spełnienia. Trzecie na podium miejsce zajmuje zaś wyzwolenie się spod jarzma cudzych oczekiwań. Nie zamierza dobrze wychodzić za mąż, wydawać na świat gromadki dobrze urodzonych dzieci, być dobrą żoną i kurą domową ani tym bardziej grzać dobrej, acz bezpiecznej i mało wymagającej posadki w Ministerstwie Magii. Ma znacznie większe ambicje i o wiele dalej sięgające cele niźli przedłużanie gatunku. Zamierza iść w ślady szalonej Constance Lloyd i ż y ć, pełną piersią, wbrew wszystkiemu należycie smakując każdy oddech, raz za razem odhaczając kolejne punkty z jej prywatnej to do list. Zbyt dobrze wie, że stworzona została do wielkich czynów, więc dopóki ma przed sobą starszą siostrę, nie martwi się o własne być albo nie być. Liczy, że zanim nieskazitelnie posłuszna Ade z poddańczym fanatyzmem w oczach zostanie wreszcie godnie wydana, ona zdąży stanąć już na własnych nogach i nim rodzice się ockną, daleko, daleko stąd będzie razem z ukochaną ciotką poszerzać własne horyzonty, dokonywać rzeczy niemożliwych, odkrywać nieznane i zdobywać niezdobyte. To jest jej plan na życie, do tego została przeznaczona, tego pragnie. I zdobędzie to, w ten czy inny sposób.
Slytherin — VII rok — OPCM, zaklęcia, eliksiry, zielarstwo, starożytne runy — 11 cali, włókno smoczego serca, jodła — patronus w fazie ćwiczeń — o boginie nie rozmawia — krew czysta — córka szefa Wydziału Istot Departamentu Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami i byłej modelki, obecnie reporterki Czarownicy — od lipca 2018 roku wilkołak — niedoszła członkini KZWP — aktywy działacz jednoosobowego Komitetu ds. Obrony Młodszego Brata — Alvin Jr. 

Karta celowo nastawiona głównie na wybrane aspekty życia Milliesant, musiałam zostawić coś na wątki. Obiecuję, że nie jest złą dziewczyną, w końcu Ślizgon nie równa się menda. Jestem całkiem ugodowym autorem, mam co prawda swoje tempo i kiepsko idą mi krótkie odpisy, ale za to lubię zaczynać. Zapraszam, cześć! Wątki — Allastair A., Freddie, Vincent.
lamy.w.czapkach@gmail.com
FC: Kassi Smith

82 komentarze:

  1. [ Czy to dziwne, że mam nadzieję w końcu ujrzeć, jak tworzysz postać męską?
    Cześć któryś raz z rzędu, zaczęcie na MC się tworzy (jakbyś była ciekawa :D).]

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć :) Interesująca postać, choć kilku szczegółów nie rozumiem, ale to pewnie się wyjaśni później :D Co do tych wielkich czynów - fajnie, że ma takie aspiracje, chociaż tak naprawdę to i tak nie ma znaczenia, czy ktoś jest kurą domową, czy podróżuje, bo w sumie i tak umrzemy ;( Chyba, że zostanie wielkim odkrywcą :D
    Miłej zabawy życzę i jeśli masz ochotę, zapraszam na wątek do Williama. Oboje ślizgoni, na pewno się znają. Jego kotka mogłaby dopaść gdzieś jego szczura, oni byliby przerażeni, a nagle okazałoby się, że kotka grzecznie się ze szczurkiem bawi i nikt nikomu nie robi krzywdy :3 Chyba, że nie masz ochoty na wątek. Tak czy inaczej, miłej zabawy.]

    William Stanford

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Hej! Fajny ma plan na życie Twoja Millie. Wręcz muszę odwołać się do wizerunku bo te jej pieprzyki są genialne. Mało która postać ze Slytherinu nie jest wredotą, także fajne urozmaicenie :D ]
    Ignis Femoris

    OdpowiedzUsuń
  4. [Wcześniej nigdzie nie udało nam się stworzyć żadnego wątku, a skoro tym razem masz tak zaradną i sprytną Ślizgonkę to może coś uda nam się sklecić, o ile oczywiście będziesz chciała. Tak się składa, że mój Ars jest przewodniczącym KZWP, a Ellen Ridley jest jego zastępcą, więc w kwestii ustaleń jestem do Twoich usług c:]

    Arsellus Langhorne/Lance Griffin/Vane Pollock

    OdpowiedzUsuń
  5. [Cześć! Lubię wilkołaki, lubię Ślizgonki i polubiłam Millie :) Ładna ona jest :3 Przy okazji zapraszam też na wątek! Wybierz sobie do kogo wpadniesz, a jak nie będziesz miała pomysłu to ja postaram się coś wymyślić :)]

    Sullivan/Max/Tatiana

    OdpowiedzUsuń
  6. [ To miał być porządny komentarz z porządnym powitaniem, ale w porę przypomniałam sobie, że takich pisać nie umiem, więc tylko – ładna karta, lubię Milliesant, obyś pozwoliła jej tu zostać jak najdłużej. ;D Cześć! ]

    Jacca/Valancy

    OdpowiedzUsuń
  7. [ Och, miałam kiedyś postać o imieniu Millie. Ładnie brzmi i trochę też przypomina moje prawdziwe. ;v Nie wiedzieć czemu, zawsze bardzo dziwnie kojarzy mi się z Muminkami. Chociaż Milliesant... Maleficent? Teraz już ze złą czarownicą.

    Kiedyś tam miałyśmy mieć wątek. Obydwie miałyśmy wtedy Krukonki, o ile mnie pamięć nie myli. Niestety nic nam z tego wówczas nie wyszło. Wtedy akurat z mojej winy. Cześć! :D ]

    Caelan

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Witam się ładnie i jeśli masz ochotę i pomysł na wątek (bo ja takowego niestety nie mam) to zapraszam do mnie :]
    Cody B.

    OdpowiedzUsuń
  9. [Okej, nie ma się co zmuszać do niechcianych wątków ;D
    Dzięki za info ;)]

    William Stanford

    OdpowiedzUsuń
  10. [Z niewielkim opóźnieniem, jak to zazwyczaj ze mną bywa, ale witam się ciepło z drugim wilczkiem. Śliczna Ci ona, a do tego zaradna! Tylko chwalić. W ramach powitań, zaproszę jeszcze na wątek. Jeśli będzie chęć - wybierz tylko któregoś z panów, a ja postaram się coś wykombinować. ;)]

    Aiden/Scorpius/Bellamy

    OdpowiedzUsuń
  11. [ Świetna pani, taka feministka. Polubiłem ją już po samej karcie. Witam po raz kolejny na tym blogu i życzę dobrej zabawy oraz wielu ciekawych wątków. Jeśli masz ochotę na jakiś wątek z którąś z moich postaci, to zapraszam do siebie :) ]

    Silas Mulciber/Astoria Macnair/Alastor Quirke

    OdpowiedzUsuń
  12. [W takim razie możemy wykombinować coś z Sullivanem :D A skoro Millie nie będzie na jego widok piszczała i będzie oporna na jego wdzięki, Sull pewnie nie będzie z tego faktu zadowolony i może nawet będzie próbował coś z tym zrobić. Może więc, oprócz jakichś tam ich małych sprzeczek, Mulciber będzie chciał poderwać Millie, szczególnie, że dopiero od niedawna może być w ich bandzie dzięki starszej o rok koleżance :) Co ty na to? Przydałby się tylko jeszcze pomysł na jakiś ciekawy wątek.]

    Sullivan

    OdpowiedzUsuń
  13. [ Dlaczego mimo wszystko? ;D
    U mnie wątków zawsze jest mało, więc pewnie, zapraszam! Powiedz tylko, która postać bardzie ci do wspólnego pisania pasuje, a zacznę myśleć. Może sobie przypomnę, jak to się robi! ]

    Jacca

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Szkoda! Wielka szkoda!
    W sprawie mojego uciekania — nie zamierzam, przysięgam.
    Zagrzeję tam miejsce na dłużej, tu również, więc nie powinnaś się obawiać, że ślad po mnie zaginie.
    Możemy się umówić tak, że teraz będzie Twoja kolej na zaczęcie. Niech będzie trochę sprawiedliwości w tym niesprawiedliwym świecie! Możemy też zrobić tak, że skoro mamy już jeden plan, teraz możemy w ogóle nie planować.]

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  15. [W takim razie zobaczymy co nam z tego podrywania wyjdzie w trakcie :) Sullivan raczej nie będzie tego robił, bo mu się Millie podoba, tylko, że będzie chciał udowodnić innym, że może mieć każdą, więc zapewne skończyłoby się to po pierwszej randce. Ale jak mówiłam, zobaczymy jak to będzie. A pomysły podobają mi się wszystkie, aczkolwiek najbardziej do gustu przypadł mi chyba trzeci. Także postaram się niedługo zacząć! :)]

    Sullivan

    OdpowiedzUsuń
  16. Weekendowe popołudnie zazwyczaj spędzał wraz z jakimiś znajomymi, a to siedząc w Pokoju Wspólnym, a to w Wielkiej Sali albo spacerując po szkole, błoniach czy w stronę Hogsmeade, aby napić się Kremowego Piwa. Tym razem jednak nie miał na to ochoty, więc część jego małej bandy poszła do Trzech Mioteł sama, zaś Sullivan rozwalił się na kanapie w Pokoju Wspólnym Ślizgonów i zaczął czytać jakąś książkę, którą dorwał w bibliotece. Mulciber rzadko kiedy coś czytał, ale jeśli znalazł już coś ciekawego, nie miał nic przeciwko drobnej lekturze. Zapewne część osób mogłaby się zdziwić takim widokiem, gdyż większość uważała go za debila, który od książek trzyma się z dala. Cóż, może na takiego wyglądał, ale tak nie było. Sullivan był bowiem dość inteligentnym chłopakiem, tylko zazwyczaj mu się nic nie chciało. Gdyby chociaż trochę się postarał, być może byłby jednym z lepszych uczniów w szkole, ale zdecydowanie wolał wygłupiać się z kolegami niż siedzieć w bibliotece niczym kujon i skrobać esej. Zamiast tego znajdował osobę, która za drobną opłatą chętnie napisała wypracowanie zamiast niego, a on tymczasem szalał w Hogsmeade wraz ze znajomymi.
    Pokój Wspólny o tej porze był niemal pusty. Tylko od czasu do czasu ktoś przez niego przechodził, jednak mało kto zostawał na dłużej. Sullivan cieszył się z takiego obrotu sprawy, bowiem pragnął dzisiaj chwili ciszy i spokoju. Nie miał ochoty nigdzie iść, ani nie chciał, aby ktokolwiek zawracał mu dupę. Było mu zbyt wygodnie na kanapie, żeby gdziekolwiek się z niej ruszać. Poza tym, dzisiejszego dnia pogoda pozostawiała wiele do życzenia i Sullivan nie miał ochoty wychodzić na zewnątrz, gdzie było chłodno i wilgotno.
    Widząc znad książki wchodzącą do Pokoju Wspólnego Millisent, oderwał się od lektury i spojrzał ze zdziwieniem na dziewczynę. Był niemal pewny, że poszła z resztą do Hogsmeade, ale widocznie musiała się w ostatniej chwili rozmyślić.
    — Cześć, ślicznotko — powiedział, specjalnie akcentując słowo ślicznotko, gdyż wiedział, że Ślizgonka nie lubiła jak tak do niej mówił, a Sullivan lubił robić jej na złość. — A ty nie w Trzech Miotłach? — spytał zaciekawiony, podnosząc się do pozycji półsiedzącej. — Chyba nie chcesz powiedzieć, że zostałaś ze względu na mnie — mruknął z zawadiackim uśmiechem. Wiedział, że to nie prawda, bowiem jako jedna z niewielu dziewcząt, w ogóle nie zwracała na niego uwagi. Sullivan przyzwyczaił się, że większa część płci pięknej wzdycha na jego widok, ale Millie była jedną z niewielu, które jakoś mu się opierały. Mulciberowi, rzecz jasna, się to nie spodobało, więc postanowił zrobić wszystko, aby to zmienić. Niestety, nie było to takie łatwe zadanie jak myślał.

    Sullivan

    OdpowiedzUsuń
  17. [Powinnam się była pierwsza przywitać, to chociaż teraz nadrobię: cześć ponownie c: Inez oczywiście pamiętam, tamten wątek także i jeśli nie przeszkadza Ci nieco zwolnione tempo odpisywania to pewnie, możemy nad czymś pomyśleć]

    aris

    OdpowiedzUsuń
  18. [Arsie kocha Lukrecję i może jest jeszcze dla niej jakaś nadzieja! Oby, bo pewnie skończy z zadrapaniami, nie dając jej spokoju :D Możemy pocieszyć się tym, że nie doszłyśmy nigdy do konkretnych ustaleń, a któraś z nas została zmuszona się z nich wyłamać. Zdradzę tylko, że wstępnie co do KZWP odpowiem zdawkowo, aczkolwiek niebawem odpiszę na maila i wówczas zdecydujesz, którego z moich panów do wątku byś wolała c:]

    Ars/Lance/Vane

    OdpowiedzUsuń
  19. [ Ja osobiście feminizm szanuję, tak samo jak normalne feministki, a nie te, które na każdym kroku pokazują jakie to one są świetne a mężczyźni są im nie potrzebni i w ogóle najlepiej by było, gdyby mężczyzn nie było. Skoro nie feministka, to buntowniczka xD
    Możemy pomyśleć nad wątkiem z Alastorem, bo nie mam tam zbyt dużo watków i sądzę, że nasze postacie jakoś się dogadają. Z tą próbą nauczania alchemii może być ciężko, bo mój pan lubi czuć się lepszym od innych, więc zapewne nie byłoby łatwo przekonać go do nauczania czegoś, czego sam się uczy a nie jest to dostępne dla wszystkich, ale możemy jednak pomyśleć nad czymś innym, do czego próba nauki alchemii będzie tylko punktem wyjściowym. ]

    Alastor Quirke

    OdpowiedzUsuń
  20. [ Aaa, faktycznie. Musiałam coś pomylić. Zastanawiałam się nad Krukonami i Puchonami, ostatecznie stawiając na tych pierwszych. Błędnie tym razem ;v

    Nie pamiętam dokładnie, więc znów mogę pomieszać fakty, ale chyba w przypadku tamtych postaci miała być jakaś przyjaźń. Albo... Tak sobie tylko teraz nazwałam. Moja postać miała uratować twoją kiedyś tam przed utonięciem? Caelan, oczywiście, mógłby kogoś uratować kilka lat temu, ale czy mieszkaliby gdzieś niedaleko siebie? Skąd ona pochodzi?

    W sumie można też pójść w kierunku znajomości od zera. W Londynie podczas przerwy semestralnej? Na Pokątnej? O, teraz mi się przypomniało, że tamte postacie miały sobie z czymś pomóc nawzajem. Chyba wydostać się z zamku w celu, którego nie znam.

    Ale może masz inny pomysł, inną koncepcję? :D ]

    OdpowiedzUsuń
  21. [Na samym początku chciałabym przeprosić, bo przyjść tu powinnam już dawno, ale niestety ten tydzień był dla mnie morderczy, tak samo jak weekend, dlatego przybywam dopiero teraz, żeby cię przywitać. Milliesant to rzeczywiście osóbka zaradna i z jakiegoś powodu wzbudza moją sympatię, może dlatego, że przydałoby mi się kilka jej cech. Buźkę ma śliczną, zdjęcie jest naprawdę cudowne. Życzę ci dobrej zabawy na blogu i samych ciekawych wątków!]

    Jemma Simmons/Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  22. [Nie sądziłam, że Bell może zostać przez kogoś zapamiętany, a tu jednak, niespodzianka! Miło mi to czytać. I muszę przyznać, że niespecjalnie zdziwiło mnie to, że wybrałaś właśnie jego. :) Bells ma już troszkę wątków i powiązań, ale jestem pewna, że coś uda nam się wymyślić. W kwestii relacji, wydaje mi się, że łatwiej byłoby pójść w coś pozytywnego, szczególnie, że Sangster ma tendencję do prowadzenia się ze Ślizgonami zdecydowanie częściej niż z Gryfonami, ot, przyzwyczajenia z dawnych wątków, w głowie siedzą mi jakieś marne strzępki czegoś, co na dobrą sprawę mogłoby być propozycją.
    1. Kuzynostwo. Bell pochodzi z szanowanej rodziny, której nazwisko na przełomie lat zostało nieco zapomniane i na tą chwilę Sangsterowie żyją w spokoju, nie ingerując się specjalnie w funkcjonowanie czarodziejskiego świata. Możemy założyć, że obojga łączą więzy rodzinne, że od dziecka bawili się razem w dworkach Sagsterów.
    2. Bell pomocnik. Nie wiem jak zaopatrujesz się na wyjawianie tajemnicy o wilkołactwie Milliesant, ale Bell mógłby dostać polecenie od Dyrektora, by zajął się dziewczyną, gdy tylko wyszło na jaw, że jest wilkołakiem. Można założyć, że oboje wiedzieliby o sobie i dzięki temu znaleźliby wspólny język, bądź na odwrót - Milliesant mogłaby irytować się za każdym razem, kiedy Bell proponowałby jej swoją pomoc.
    3. Milliesant szpieg. Zakładając, że żaden z nich nie wie o przypadłości drugiego, Millie mogłaby dowiedzieć się prawdy od dyrektora i obserwować Bellamy'ego, po powrocie z Irlandii oraz donosić wszystkie nietypowe rzeczy do głowy Hogwartu.

    Jeśli żadne z nich nie przypadło Ci do gustu - pisz, będę myśleć dalej! :)]

    Bellamy

    OdpowiedzUsuń
  23. [ Och, patrz, zupełnie zapomniałam o jego młodszej siostrze... Ależ ze mnie kiepska autorka :v Ciekawie byłoby pójść w tym kierunku, Lucy pewnie chroniłaby swoją koleżankę przed oczyma starszego brata. Jest o niego trochę zazdrosna, choć twierdzi, że wcale tak nie jest, więc wszystko, co jej, stara się chronić przed Caelanem. Ona też w zamyśle nie ma być jakąś ślizgońską wiedźmą, ziejącą na wszystkich i wszystko, ale bywa dumna i chce być najlepsza. Lepsza przede wszystkim od brata, któremu zazdrości jego zdolności malarski i tym samym pewnej więzi z ojcem. Oczywiście potrafią normalnie ze sobą rozmawiać, czasem zdobyć na milszy gest, jak coroczna wymiana kiepskich prezentów, lecz brak między nimi głębokiej zażyłości. Gdyby Lucy była dobrą koleżanką Lloyd, to na pewno chowałaby ją przy każdej okazji. Na przykład, kiedyś mogłaby widzieć, jak tylko wymieniają kilka słów; uśmiechają się czy coś podobnego. Wyglądałoby na to, że Caelan wizualnie spodobał się Millie (albo ona jemu) i żeby "ostrzec" koleżankę, opowiedziałaby o nim coś nieprawdziwego, jak... No, nie wiem, że ciągle zmienia dziewczyny jak rękawiczki, ma jakąś wysypkę (:D) albo... że zakłada się o zdobycie dziewcząt? Cokolwiek, co spowodowałoby niechęć Millie wobec Krukona. To byłoby kilka lat temu, ale od tego czasu raczej patrzyłaby na niego dosyć nieprzychylnie? Nawet, gdyby ich rodziny rzeczywiście spotykały się na wspomnianych przez ciebie kolacjach? Pewnie z początku byłby zdziwiony, że przy następnej próbie rozmowy go zbywa, ale koniec końców zapomniałby o sprawie, bo przecież każda młodsza osoba to smarkacz ;v

    Szalona przygoda nie jest złym pomysłem, ale może dopiero w przyszłości? Teraz zastanawiam się nad okolicznościami wątku... Wolisz coś w Hogwarcie czy poza nim? W pierwszym przypadku można wykorzystać fakt, iż Millie pisuje wypracowania za innych. Caelan ma kilku leniwych kolegów, ale w tym przypadku wykorzystałabym Currana Hersholta — współlokator. Zamówiłby u Lloyd wypracowanie na zaklęcia (albo jakiś inny przedmiot, z którego jest ona dobra), bo sam miał ważniejsze sprawy na głowie, a wie, że jak nie dostanie P, to będzie miał spore problemy. Temat byłby dosyć trudny, aczkolwiek napisanie wypracowania to kwestia przejrzenia odpowiednich książek, zrobienia notatek i napisania pracy z wniosków, więc chyba podjęłaby się tego zadania dla starszego ucznia? :D Może zapłaciłby trochę więcej. W każdym razie, nagle trafiłby do Skrzydła Szpitalnego i poprosiłby Abernathy'ego o odebranie wypracowania. Oczywiście nie wspomniałby o pieniądzach, więc... Cóż, Millie musiałaby się tego domagać i może jeszcze uznałaby, że tak naprawdę to dla niego. ;v

    Druga opcja, czyli poza Hogwartem, to jakaś kolejna kolacja z rodzicami Lucy i Caelana. Może Lucy tym razem nie mogłaby przyjść, więc Millie i Caelan byliby skazani tylko na swoje towarzystwo. Tutaj też można różnie, ale już chyba za bardzo się rozpisała. Teraz ja przepraszam, jeśli jest zbyt chaotycznie. ;< ]

    OdpowiedzUsuń
  24. [ I ja mam niby wysłać to biedne dziecko do Świńskiego Łba? Przecież oni go tam zjedzą, przeżują i wyplują w kawałkach. :D
    Możemy się pobawić tak, że w porządku, Vincent jest nieźle zdesperowany i potrzebuje jakiegoś składnika do rzadko spotykanego eliksiru. M. może być pośrednikiem w transakcji. Pewnie będzie chciała jakieś procenty, to w końcu Ślizgonka, ale z tym się chyba uporamy.]

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  25. [ Wybacz, chyba lubię szufladkować ludzi i przypinać im różne łatki.
    Pasuje mi taki pomysł i powiązanie. Alastor rzeczywiście potrzebowałby kogoś, kto na początku oprowadziłby go po zamku i okolicach. Dobrze, że Milliesant pokazałaby mu wszystkie te praktyczne miejsca, bo nie musiałby już ich sam znajdywać, co zapewne zajęłoby mu zbyt dużo czasu, a tego to on tracić nie lubi. Pomysł mi się podoba, najbardziej wersja z tym, że nasze postacie miałyby się nawzajem przekląć. W sumie dobrze by było, żeby ta klątwa zaczęła działać tak stopniowo, właśnie poprzez gorsze samopoczucie, czy jakieś dziwne zdarzenia, które na początku wydawałyby się mało ważne, potem można to jakoś rozkręcić. Całkiem fajny wątek może nam z tego wyjść. ]

    Alastor Quirke

    OdpowiedzUsuń
  26. [Mnie także nie było tu ostatnim razem. To znaczy niby byłem, ale tak jakby mnie nie było. Nie liczę tamtego nieudanego eksperymentu do swojego życiorysu, bo trochę mi wstyd tej ucieczki bez słowa.
    Bynajmniej, Sadr jest bardziej związany z przyrodą niż z jakimkolwiek człowiekiem, chociaż może jest egocentrykiem. Uważa, że jego prawa są nadrzędne do praw natury, co pewnie w bliskiej przyszłości, kiedy wejdzie w dorosłe życie, wyjdzie mu bokiem.
    Ciężko mi się myśli. Chciałbym mieć takie krople jak do nosa, tylko żeby mi przetykały umysł, tak abym sprawniej wpadał na jakieś fajne pomysły.
    W sumie, możemy ich wrzucić w dowolne miejsce. A masz pomysł na sytuację? Ja bym widział Sadra podpalającego Millie brwi.]

    Sadr

    OdpowiedzUsuń
  27. Sullivan wcale nie był taki głupi, za jakiego uchodził. Po prostu był jeszcze nastolatkiem, który chciał zaimponować kolegom, być w centrum uwagi i zrobić wszystko, aby dziewczęta zwracały na niego uwagę. Co prawda, zazwyczaj nie robił tego zbyt umiejętnie, więc efekty były jakie były, ale nie poddawał się. Tak samo było w przypadku Milliesant. Nie żywił do niej żadnych szczególnych uczuć, w zasadzie jeszcze nigdy nie żywił ich w stosunku do jakiejkolwiek dziewczyny, aczkolwiek Lloyd była naprawdę ładna, a na dodatek opierała się jego urokowi, więc w zasadzie Sullivan chciał tylko udowodnić sobie i innym, że może mieć każdą, jeśli będzie chciał. Niestety, Millie była dość trudnym wyzwaniem i choć próbował ją poderwać już od dobrych paru miesięcy, dziewczyna wciąż traktowała go jedynie jak kumpla, któremu lubi zrobić czasami na złość. Mimo to, Mulciber nie zamierzał się jeszcze poddać. Do końca wakacji wciąż jeszcze był czas, później niestety on skończy szkołę, więc ich kontakt zapewne się urwie. Wątpił, aby pisali ze sobą listy albo spotykali się od czasu do czasu, aby sobie pogawędzić. Tak robili najlepsi przyjaciele, albo bardzo dobrzy znajomi, a Sullivan i Milliesant żadnymi z nich nie byli. W zasadzie, Sullivan miał bardzo mało prawdziwych przyjaciół, reszta to byli zwykli znajomi, z którymi po szkole też pewnie straci kontakt. Jakoś nad tym mocno nie ubolewał, gdyż wiedział, że w ich miejsce pojawią się nowi.
    Uśmiechnął się wesoło, podnosząc się już do pozycji siedzącej i odłożył książkę na stojący obok stolik. Zupełnie nie przejął się też tym, że Millie wydaje się być jakoś podejrzanie dla niego miła. Zazwyczaj już na wstępie sobie z niego żartowała albo była dla niego wredna, w tej chwili jednak lekko się w jego stronę uśmiechała.
    — Całkiem dobrze — odpowiedział, zastanawiając się na co też dziewczynie jego zaklęcia obronne. — A czemu pytasz? — spytał po chwili, przyglądając się jej badawczo. Nie chciał wplątywać się w coś, czego później będzie żałował. Bo może i faktycznie radził sobie nieźle z obronnymi zaklęciami, ale nie oznaczało to, że poradzi sobie ze wszystkim. Z drugiej strony, cokolwiek Milliesant wymyśliła, zapewne spędzą trochę czasu sam na sam, dzięki czemu będzie mógł ją do siebie przekonać, choć nie sądził, aby udało mu się już tego wieczora zaprosić ją na randkę. Szczególnie, że Sullivan zawsze działał powoli, krok po kroczku, aby niczego nie zepsuć. Oczywiście, koniec końców i tak coś spierdoli, bo a to zdradzi, a to wykorzysta. Wcześniej jednak dostanie to, czego będzie chciał i dla niego tylko to się liczyło. Zazwyczaj bowiem myślał tylko o sobie i nie miał problemu z wykorzystywaniem ludzi, nawet własnego rodzeństwa, choć starał się to robić tak, aby akurat ich nie skrzywdzić. Mimo, że był wrednym człowiekiem, mimo, że nie spędzał z siostrą i bratem dużo czasu, nadal ich kochał i mu an tym zależało, nawet jeśli na co dzień tego nie okazywał.

    [Wybacz za długość :c]
    Sullivan

    OdpowiedzUsuń
  28. [Bardzo płynne połączenie trzech wariantów idealnie mi pasuje i jestem jak najbardziej na tak. Nawiązując do ostatniego punktu i szpiegostwa Milliesant - Dyrektor poznał całą historię zniknięcia Bellamy'ego, ponieważ było to jedynym warunkiem, by pozwolił mu wrócić do szkoły, Camille z kolei wie tylko, że na jego drodze pojawił się ojciec, więc widząc niechęć syna do zwierzeń, odpuściła mu, czekając aż sam spróbuje się przed nią otworzyć i wyjaśnić dokładnie, co działo się podczas jego zniknięcia, więc to zdecydowanie Dyrektor prosiłby Milliesant o sprawdzanie, czy nie zauważa u Bella dziwnych zachowań, czy tak naprawdę czegokolwiek, co odbiegałoby od normy, nie wliczając w to oczywiście samej zmiany, jaka w nim zaszła. Sam wątek możemy spróbować rozpocząć najprościej od ich pierwszego spotkania po powrocie Bellamy'ego, lub, czegoś bardziej skomplikowanego, co wiązałoby się właśnie z wspomnianym szpiegowaniu, polegającego na nagłym, nocnym wypadzie Bellamy'ego do Zakazanego Lasu, gdzie spotkałby się ze swoimi przyjaciółmi z Benevolens Lupus, którzy postanowili odwiedzić chłopaka i przekazać mu jakieś informacje dotyczące watahy. :)]

    Bellamy

    OdpowiedzUsuń
  29. [W takim wypadku zacznijmy faktycznie od ich pierwszego spotkania, po nim przynajmniej będzie można płynnie wejść w ten drugi. :)]

    Bellamy

    OdpowiedzUsuń
  30. [Początek mi jak najbardziej pasuje, ale fakt, pewnie po czymś takim rozstaliby się równie szybko jak poznali, zwłaszcza że Aris wielką miłością do tego puchacza nie pała i pewnie nawet nie przejąłby się zbytnio tym jego zniknięciem, ale jako sam wstęp jest ok. W sumie jeśli zależy Ci na powiązaniu takim jak w przypadku Inez i Isa, możemy je przenieść tutaj, skoro tamten wątek nie zdążył się nawet rozkręcić. U nich przez końcówkę roku szkolnego miał zakończyć się rytuał nocnego spotykania w kuchni, a tutaj coś podobnego przerwałoby nagłe odejście Arisa ze szkoły, kontynuowane cotygodniowymi spotkaniami w Hogsmeade czy gdzieś daleko poza szkołą. Ostatnio brakuje mi akcji w wątkach, to w trakcie takiego spotkania możemy pomyśleć nad jakąś większą wyprawą z rzucaniem zaklęć w tle. Sama jeszcze nie do końca przejrzałam Arisa, więc reszta wyjdzie nam w trakcie c: ]

    A.

    OdpowiedzUsuń
  31. [ Podoba mi się ta pani, bardzo ciekawa postać. W razie chęci - moja karta stoi otworem. Wpadaj c: ]

    Freddie Weasley

    OdpowiedzUsuń
  32. [ W sumie, gdyby zwracała na niego większą uwagę, to na przestrzeni tych kilku lat dostrzegłaby, że Casanova z niego kiepski. Niektórym się podoba, miał jakieś tam pseudo dziewczyny, ale mury Hogwartu znają na pewno o wiele gorsze przypadki. Noale, pewnie byłby jej zbyt obojętny ;v

    Co do terminu zaczęcia... Nie ma sprawy, w tym tygodniu jestem trochę zajęta pracą i nauką, więc spokojnie sobie poczekam. :D ]

    OdpowiedzUsuń
  33. [ Dobra wiadomość jest taka, że dziś zaczęłam zaczęcie dla Ciebie na MC (prawie miesiąc po fakcie, ale zawsze coś) i jutro albo pojutrze nareszcie dotrze.
    Po głębokim namyśle wybieram opcję z siniakiem i zawałem równocześnie. Miłego pisania! I wcale nie musisz się śpieszyć. Zresztą pewnie doskonale o tym wiesz.]

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  34. [ A ja z kolei mam pewien pomysł, który zakwitł mi w główce, kiedy tylko zajrzałam pod kartę :D Liczyłam na jakieś chęci :3 Zacznę może od tego jak w ogóle widzę stosunki między tą dwójką, jeśli miałabyś jakiekolwiek uwagi, czy w ogóle nie przypadłoby ci to do gustu, to pisz śmiało, lubimy kombinować :D
    Zacznijmy od tego, że nasi bohaterowie nie mają ze sobą zbyt wiele wspólnego. Ani nie uczęszczają razem na żadne zajęcia - inny rocznik - ani nie spotykają się również i poza nimi, więc za bardzo nie mamy tutaj punktu zaczepienia do jakiegoś eleganckiego zaczęcia znajomości. Jednak Freda bardzo ciągnie do Ślizgonów, Ślizgonek zwłaszcza, a jeśli są dodatkowo atrakcyjne, to już kompletna kaplica i spotkania z nim raczej nie unikną. Typowy facet, cóż zrobić. Cofnijmy się trochę w przeszłość. Załóżmy druga klasa Millie, trzecia Freda? Zima? Weasley z bandą chłopców czai się na młodszy ślizgoński rocznik na błoniach koło szklarni. Wyposażeni w śnieżkową amunicję atakują dzieciaki. Krzyk, pisk, dużo śmiechu. Fred nie zna jeszcze Millie, ale obiera ją sobie za cel i klasycznie postanawia "natrzeć ją śniegiem". Oczywiście wielka afera, bunt, foch z przytupem i Bóg jeden wie, co jeszcze - jak na małą dziewczynkę przystało. No ale tak by nam się złożyło, że w tym wszystkim nasz mały Freddie nieszczęśliwie zadurzyłby się w kochanej Millie. Rok później próbowałby zaprosić ją do Hogsmeade, ale by mu odmówiła. Cios w plecy, o nie. Weasley jednak tak łatwo się nie poddaje i nie wziąłby sobie odmowy do serca. Od tamtej pory regularnie zaczepiałby ją na korytarzach, tu by z nią poflirtował, tu śmiałby się z jej rozkojarzenia, dręczyłby ją pytaniami o spotkanie, aż wytworzyłaby się między nimi taka fajna nić przyjaźni. Potem Fred jakimś cudem odkrywa, że Millie jest wilkołakiem (chyba, że to jest wiadome od samego początku, nie doczytałam ;-;) - załóżmy podpatrzy ją jak się wymyka podczas jednej ze swoich nocnych przechadzek po zamku. Oczywiście byłaby wielka afera, itp, itd, ale później wszystko stopniowo by się uspokoiło, no bo - halo, Freddie wcale nie chce stracić przez takie "coś" przyjaciółki. W końcu kiedyś udałoby mu się ją wyciągnąć na prowizoryczną randkę, ale skończyłaby się jak zwykłe spotkanie, mogliby sobie dokuczać itp, itd. Więc pozostają sobie w takim uroczym friendzonie. W międzyczasie kochliwy Fred podrywa sobie inne dziewczyny, jest w coraz to innych związkach, chociaż dalej jak bumerang zawsze wraca do panienki Lloyd czy to się wygadać, czy to pośmiać z gałęzi w jej włosach. I o.
    Więcej wymyśliłam na temat tego jak zaczęła się ich znajomość niż a propos samego wątku, ale to dobrze, bo lubię improwizować :') xd Załóżmy, że rocznik Freda robi teraz same powtórki z materiału. Jako, że profesor od zaklęć zadał im wielką pracę do napisania, a Fredziakowi przypomniało się o tym oczywiście dzień przed, to gdzie może się z tym problemem udać? Och tak, do pokoju wspólnego Ślizgonów. Wyciąga Millie na zewnątrz i dosłownie błaga ją o pomoc, stosując wszelakie znane mu techniki szantażu. Ona ostatecznie ulega (za odpowiednią cenę, ofc) i idzie z Fredem do jego dormitorium - bo "lepsza atmosfera pracy" + z pewnością zostawił tam wszystkie materiały potrzebne do odrobienia zadania. Kiedy znajdują się już u niego, Weasley postanawia umilić sobie wieczór kilkoma łykami Ognistej Whiskey. Nie wiem czy Millie gustuje w trunkach, ale Fred magicznym sposobem jakoś by ją do picia przekonał. Do ich nietrzeźwych umysłów wpada nagle genialny plan odbycia nocnej eskapady po zamku. Jako, że oboje nie są w najlepszym stanie może to doprowadzić do wielu ciekawych bądź i nieciekawych zdarzeń... Wątek możemy skierować na tor afery, która zhańbi ich domy i będzie skutkowała utratą dużej ilości punktów; na tor dramatu - będą świadkami czegoś okropnego, albo to właśnie z ich winy komuś coś się stanie i ten ktoś wyląduje przez nich w skrzydle szpitalnym, jednak nie będzie na to żadnych świadków, a potem będą chcieli to odkręcić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ; lub po prostu za bardzo się rozkręcą, zaczną się gdzieś obściskiwać po kątach, ktoś ich przyłapie i będzie dość niezręcznie; może to być też traktowane jako ich zwyczajny wybryk, wszystko ujdzie im płazem, zdołają zrobić coś niezwykłego i będą z tego zadowoleni. Nie wiem. Ja osobiście bardzo lubię dramatyzować, więc jak nam się sielanka potem zmieni w coś z horroru, to będę przeszczęśliwa :D
      Napisz mi, proszę, co o tym sądzisz. Jeśli ci się nie podoba, to pomyślę nad czymś jeszcze bardziej super xd Albo dawaj swoje propozycje, poważnie jestem otwarta na wszystko! <3
      No. Dobra. To by było na tyle. Czekam na sówkę zwrotną!

      Boże, ale się rozpisałam. ]

      Freddie Weasley

      Usuń
  35. [ Pisałam i pisałam, i usunął mi się cały komentarz. Cóż.
    W troszkę bardziej okrojonej wersji, ale wysyłam.
    Jestem Ci bardzo wdzięczna za tak ładne rozpisanie sprawy związanej z likantropią. Fred i ja bardzo lubimy bawić się w Sherlocka, a nawet jest to jedna z naszych ulubionych gier, więc przyjmujemy wyzwanie na klatę i z pewnością w swoim czasie wprowadzimy pewne związane z faktem odmienności Millie elementy do wątku :D
    Spodziewałam się tego, że Ślizgonka będzie stronić od napojów alkoholowych, chociaż Fred demoralizował już chyba większe uparciuchy, ale sądząc po stosunkach jego i Millie on sam będzie wolał jej nie denerwować - przecież pisze za niego wypracowanie - i sam tego wieczora się troszkę, hm, "doprawi".
    Bardzo przypadła mi do gustu opcja z uwolnieniem przez Freda groźnego futrzaka, ale wydaje mi się, że znacznie ciekawiej wypadnie wątek prowadzony na ulicy Śmiertelnego Nokturnu. Uwielbiam takie klimaty.
    Pozostaje nam chyba tylko kwestia rozpoczęcia wątku. Ja sama za tym nie przepadam, zdecydowanie bardziej wolę planować relacje, a Ty w karcie zaznaczyłaś, że to nawet lubisz, więc... Bardzo się pogniewasz, jeśli zwalę to na Ciebie? :D
    I co do traktowania Fredzia jak brata - tak czułam, że będzie to czysty friendzone, mnie to w ogóle nie przeszkadza, Weasley pewnie w trakcie ich długoletniej znajomości również zdążył już sobie odpuścić, ale nie gwarantuję, że pod wpływem ognistej nie zacznie się lekko do Twojej pani kleić, za co - masz moje pozwolenie - może solidnie oberwać po głowie :D

    Czekam na info czy dasz radę zacząć, czy ja mam to wziąć to na swoje barki c:
    Nie mogę się doczekać <3 ]

    Freddie

    OdpowiedzUsuń
  36. [ Liczyłam, że jakoś ładnie się wywinę od zaczęcia, ale no dooobrze. Wiem, że to będzie bardziej sensowne :')
    Powiedz mi tylko - jakiej długości odpisy preferujesz i błagam, nie pisz mi "dostosuję się", bo to ja się zawsze dostosowuję, więc potrzebuję jakiejś chociaż podpowiedzi :D Właśnie dlatego nigdy nie zaczynam, uch.
    Zacznę najszybciej jak będę mogła, a jeśli dasz mi za niedługo odpowiedź, to moze i nawet w nocy coś dostaniesz :D ]

    Freddie

    OdpowiedzUsuń
  37. [ Owszem, to niedługo, a skoro dzisiaj mam blogową wenę, a jutro nie idę do szkoły, to pozwolę sobie posiedzieć jeszcze trochę dłużej i zaskoczyć cię jakimś sympatycznym zaczęciem :D
    Spokojnie, też zwykle rozpisuję się bardziej, więc jest mi to na rękę c: A dodatkowe punkciki Gryfonom również się przydadzą, a co! ]

    Freddie

    OdpowiedzUsuń
  38. [Relacja jest w porządku, Aris póki co jest dosyć elastyczny, także z powiązaniem najmniejszego problemu nie ma, a taka głębsza zażyłość będzie akurat bardziej pasować do każdej z tych propozycji. Pomysły odpowiadają mi w zasadzie wszystkie i możemy połączyć je w jedną całość, chociaż może odpuściłabym akcję z listem/przesyłką, bo motyw poczty przeplata mi się praktycznie w każdym wątku c: Ale do rzeczy: Zanim Aris został wyrzucony z Hogwartu, mogli spotykać się razem z Millie wieczorami w bibliotece i razem badać te wszystkie magiczne legendy, przedmioty etc; początkowo tylko z książek, gdzie pewnego razu natrafiliby na jakiś wyjątkowo ciekawy termin albo miejsce. Skończyłoby się na planowaniu wyprawy, chociaż oczywiście doskonale zdawaliby sobie sprawę z tego, że ona nigdy się nie odbędzie.
    Na podstawie jedynki: Millie już po dostarczeniu tej przesyłki, którą przekazała jej ciotka podróżniczka, od jej znajomego otrzymałaby jakiś dziwnie wyglądający przedmiot wraz z jego opisem wyrwanym z księgi, który miałaby podać dalej/zniszczyć/zrobić z nim cokolwiek innego. Zamiast tego zgodnie ze starymi przyzwyczajeniami, spróbowałaby ściągnąć Arisa do Zamku i pomogłaby mu w konspiracyjnym dostaniu się do środka. Tam mogliby zacząć szukać więcej informacji - jako wciąż ambitny były Krukon nie śmiałby jej odmówić - lecz w trakcie to coś okazałoby się świstoklikiem, zabierającym ich właśnie w któreś ze wspominanych już miejsc. Obstawiam na te tropiki, gdzie zaatakowałoby ich plemię tamtejszych tubylców (pewnie czarodziejów, których wiedza na temat zaklęć przewyższa to co nauczają w Hogwarcie) do których ten przedmiot należy (znajomy ciotki mógł im to podczas jednej ze swoich wypraw zabrać) i zaczęłyby się większe kłopoty, dużo akcji i pewnie parę mniej przyjemnych zwrotów.
    To jest dopiero chaos w tłumaczeniu, wybacz.]

    Aris

    OdpowiedzUsuń
  39. [Pewnie, może tak być, a póki co chyba nic więcej ustalać nie musimy c: I będę wdzięczna za zaczęcie, cierpliwie poczekam]

    Aris

    OdpowiedzUsuń
  40. [ Przepraszam, że dopiero teraz, ale ten tydzień był straszny i ostatnim o czym myślałem, były wątki. Myślę, że przedmiotem mogą być runy albo zaklęcia, mi to obojętne, bo Alastor uczęszcza na oba zajęcia. Możemy zacząć od wyjścia z Hogwartu, tak żeby się wgrać w akcję :) Zacznę, ale najpierw muszę się wyrobić z innymi zaległościami :) ]

    Alastor Quirke

    OdpowiedzUsuń
  41. [Rywalka godna pozazdroszczenia, hogwarcki rynek jednak musi mieć kilka konkurentów i opcji do wyboru. Podglądaczy tu wielu, widzę :D aż mi głupio, że tyle osób widziało moją walkę z Isenem, który marudził mi w głowię, że ciągle jest coś nie tak, aż mu musiałam nakopać i nazwać leniem. Cześć :3 ]
    Isengrim

    OdpowiedzUsuń
  42. [Faktycznie, mogłoby być bardzo ciekawie, gdyby się tak spotkali, tylko jak ich do tego zmusić? Owszem, są w tym samym domu, ale to niekoniecznie zobowiązuje do tego, by się poznawać, więc trzeba chyba zacząć od tego, co skłoni ich do tego, by w ogóle zechcieli mieć ze sobą kontakt. Any ideas?]

    Jeremiah

    OdpowiedzUsuń
  43. [Myślę sobie, że faktycznie mogli się przyjaźnić za szczenięcych lat. Później, kiedy ta przyjaźń by się rozpadła, nie mieliby ze sobą kontaktu, bo oprócz tego, że ona miałaby swoje problemy z likanotropią, on byłby zbyt dumny, by się prosić o uwagę. A później łączyłaby ich relacja biznesowa, bo kupowałby u niej wypracowania - zupełnie jakby oboje zapomnieli tych, co ich łączyło w dzieciństwie. Gdyby im się więc zebrało na jakieś wspomnienia przy ognistej whiskey, mogłoby być całkiem ciekawie.]

    Remik

    OdpowiedzUsuń
  44. [Cześć! Wróciłam po dość sporej nieobecności, więc stąd moje pytanie - jesteś i masz nadal ochotę na nasz wątek? Bo ogarniam wątki i nie wiem komu odpisywać ;)]

    Sullivan

    OdpowiedzUsuń
  45. [Dziękuję za powitanie, mimo urlopu.
    Na szczęście nie popieram tego schematu(zarówno hufflepuffowego, jak i slytherinowego, który głosi, że każdy Ślizgon to menda), dlatego chyba moje starania, żeby go zniwelować postacią Hyuka się udały.
    Wpadnę tu, żeby może pomęczyć Cię o wątek, jak wrócisz i będziesz mieć na niego czas c:]

    Oh Hyuk

    OdpowiedzUsuń
  46. [Witaj!
    Cieszę się, że do mnie napisałaś, bo wydaje mi się, że Twoja Panienka będzie idealną partią dla Sebastiana. Można by zrobić coś takiego, że ojczulek Panienki Lloyd miałby w planach zeswatanie ich ze sobą, ponieważ wiadomo: rodzina szlachecka dobrze wygląda w CV.]
    Sebastian

    OdpowiedzUsuń
  47. [Będę więc czekać na Twój powrót!]

    Albert

    OdpowiedzUsuń
  48. [Dziękuję bardzo za miłe słowa, życzenia i podesłanie wizerunku mojej pani ze zdjęć! <3]

    Fanny

    OdpowiedzUsuń
  49. [Tyle miłych słów - dziękuję ogromnie! Pisząc kartę, obawiałam się trochę, że June zostanie odebrana jako typowa oferma, więc bardzo cieszę się, że tak nie jest.
    Co do Twojej propozycji - mnie to jak najbardziej odpowiada. Siostra Millie wraz z koleżankami może trochę gnębić swoją dziwaczną puchońską kuzynkę, za to Millie może być jej ostoją. Mogły dogadywać się dobrze odkąd były maleńkie, kiedy jeszcze brat June był z nimi, a kiedy June zniknęła i wróciła, nie odzywając się przez dwa miesiące, to Millie mogła być przy niej i to ona pomogła jej wrócić do jako-takiej normalności.
    Nie wiem, czy odpowiada Ci taka zżyta relacja?]

    June

    OdpowiedzUsuń
  50. [Myślę, że rozumiem, co masz na myśli i bardzo mi to pasuje. June nie należy do osób, które zwierzałyby się komukolwiek, i nadal nikomu nie powiedziała, skąd ma bliznę na twarzy, żyje w swoim świecie, próbując samą siebie przekonać, że nikogo nie potrzebuje.
    Z Millie mogą się od czasu do czasu widywać, czy to w zamku, czy to w Hogsmeade, rozmawiać o bieżących sprawach czy błahych problemach. June na pewno bardzo byłaby do niej przywiązana i martwiłaby się w razie jakichkolwiek problemów, ale nie jest najlepsza w słowach.
    Więc - tak, pasuje mi to.]

    June

    OdpowiedzUsuń
  51. [ Ślad po nim zaginął.]

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  52. [Ojej, dziękuje bardzo za miłe słowa! I również witam :3
    Co do wątku, oczywiście, że damy się porwać! W zasadzie, Millie w sumie jest w typie Jasmine, więc może coś w tym kierunku? Jas mogłaby się w Ślizgonce trochę podkochiwać, a ona... Cóż, mogłaby za nią nie przepadać na przykład, albo traktowałaby jak zwykłą koleżankę. No i ktoś mógłby usłyszeć, że Jasmine podoba się Millie i powiedziałby o tym Ślizgonce, przez co mogłaby teraz Gryfonkę unikać. Albo wręcz przeciwnie, postanowiłaby się dowiedzieć czy to prawda. Eh, nie jestem najlepsza w wymyślaniu :c]

    Jasmine

    OdpowiedzUsuń
  53. Wyglądał przez balkon Wieży Astronomicznej, żuł pasztecika dyniowego i usiłował myśleć o czymś innym niż dowody zdrady jego zaufania, piętrzące się w postaci karteczek na ziemi. Lubię paszteciki, zwłaszcza z dynią, powtarzał uparcie w myślach. Dosyć dawno nie czytał tej historii o stepującej tancerce i adwokacie. Swego czasu był to temat dla Marksona na pierwszym miejscu spędzających mu sen z powiek tematów. Rozprasował dłonią gazety, w które zawinięta była paczka z Miodowego Królestwa, i stwierdził, że są to stare egzemplarze Proroka Codziennego. Jego wzrok padł na reklamę sztuki teatralnej wystawianej kilka lat temu w na ulicy Pokątnej w Londynie przez Czarodziejską Trupę (bardzo oryginalna nazwa). Ze spłowiałej fotografii uśmiechała się i machała aktorka grająca główną rolę. Bohaterka sztuki nazywała się Margaretka. Grająca ją aktorka nazywała się Lady Lady. Sądząc ze zdjęcia, też nie była zachwycona, że widzi Delmare'a.
    Od miesięcy zajęty był zupełnie czym innym niż tancerka i jej adwokat, który później okazał się być wynajęty przez kogoś, kto miał dwie lewe nogi. Miewał nawet sny, w których odnajdywał zaginionego brata, gdzieś w Himalajach, a potem rozszarpywało ich obu yeti. Miał nadzieję, że nie każdy sen jest proroczy, a poza tym, starał się mimo wszystko myśleć racjonalnie, chociaż dowody zbrodni na każdym kroku były coraz bardziej abstrakcyjne. To, czego się dowiadywał na temat Billy'ego oraz tych, którzy go porwali, coraz mniej pasowało do surowych, twardych ram rzeczywistości. Im dalej w las, tym więcej drzew. Tym więcej tajemnic, nad którymi musiał się głowić. Nigdy w życiu nie powiedziałby, że woli żyć w trybie spokojnym i statecznym, ale na pewno nie cieszył się z sytuacji. Natomiast wcielał się w rolę tego, kto próbuje odkryć tożsamość ludzi, których zaistniała sytuacja by urządzała. Był zdeterminowany do odnalezienia Billy'ego, choćby za cenę życia pozbawionego sielankowej uciechy. Ponadto kilka miesięcy wcześniej Delmare zobowiązał się do pomocy komuś, kto nigdy nikogo o nic nie prosił. Krukon musiał spełnić prośbę tej osoby, obiecał jej to.
    Na Wieży znalazł się z powodu pewnej dziewczyny. Była Ślizgonką, ale gdyby nie barwy w ubiorze, pewnie nie wiedziałby, w jakim Domu jej szukać w razie potrzeby. W każdym razie przynależność do Slytherinu w żaden sposób nie zdradzała cech charakteru Milliesant, a na pewno nie tych, z których dała się poznać Marksonowi. Dla niego była wciąż trochę zagadką, ale w żaden sposób nie odstręczała go od siebie. Wręcz przeciwnie — miał przeczucie, że może jej zaufać, a nieczęsto ufał ludziom. Przez jakiś czas zastanawiał się nawet, czy Milliesant jest na pewno istotą ludzką, ale zarzucił ten temat stwierdziwszy, że jest to zbyt abstrakcyjne nawet jak na to, co już zdążyło się wydarzyć w jego życiu i działo się nadal.
    — Nie potknęłaś się na czekoladowej żabie, wchodząc tutaj? – spytał zdenerwowany Milliesant, kiedy ta w końcu pojawiła się na Wieży. — Nie miałaś wrażenia, że ktoś stoi za twoimi plecami, kiedy tu wchodziłaś?
    Sam już nie wiedział, co wie o osobie, której wcześniej zdążył zaufać dokładnie tak jak ufał Milliesant. Mimo tego, że nie miał do tego podstaw i mimo comiesięcznego znikania tej osoby z jego pola widzenia. Ale obiecałeś, Delmarku, przypomniał sobie. Obiecał jej pomóc.

    OdpowiedzUsuń
  54. [Dziękuję! Zdjęcie było za dobre, znaczy pan na nim był za fajny. Ten teraz ma zakrytą twarz i ładne włosy, można sobie dorobić resztę. Milli jest za to piękna, nawet kiedy wyobrażę sobie, że ma krzak i pół wiewiórki we włosach. I cudne podejście do życia, big love. W każdym razie, wizja wątku bardzo kusi.
    Alvin Jr. w wieku szkolnym?]

    Ulf

    OdpowiedzUsuń
  55. [Tak, rodzina June ma określone, zdecydowane stanowisko, jeśli o czystość krwi chodzi.
    Oba pomysły mi się podobają, więc myślę, że możemy zacząć od Skrzydła Szpitalnego, a gdy Millie poczuje się lepiej, przejść do jakiegoś tropu w sprawie brata June.]

    June

    OdpowiedzUsuń
  56. [a co, jeśli rodzice Joyce byli właśnie z takiego szlachetnego rodu? może chcieli uniknąć jakiegoś skandalu i "pozbyli się" dziecka? nigdy nic nie wiadomo. :>
    a tak na poważnie, to właśnie wzięło mi się stąd, że bardzo chciałam jej biologicznych przodków zrobić naprawdę Kimś, no i tak sobie pomyślałam "a co tam, będzie fajnie", no i... i jest. :D a brata, mam nadzieję, znajdę!

    byłam, aczkolwiek pod innym nickiem. jeśli kojarzysz sprzed... właściwie jutro minie równy rok od momentu, gdy po raz pierwszy się zapisałam. miałam Cheyenne Nott jako pierwszą, potem pannę Selwyn. c:]

    Jojo Spring.

    OdpowiedzUsuń
  57. Zamrugał kilkakrotnie, zdumiony słowami Milliesant.
    — Ja chciałem się tu z tobą spotkać? — zmarszczył brwi. — Skąd wiesz, że to byłem ja?
    O ile było mu wiadomo, nigdy nie znalazł się w sytuacji, w której ktoś się pod niego podszywał. A przynajmniej nie w tak tajemniczych okolicznościach. Jeśli już, to on warzył eliksir wielosokowy, aby później wykraść włos danej osoby i na krótki czas "wejść w jej skórę", ale nigdy nikogo nie nakrył na skradnięciu jego własnej tożsamości. Było w Hogwarcie kilku takich, młodszych od niego uczniów, którzy, zafascynowani jego enigmatyczną postawą i ciętym dowcipem, podejmowali próby upodobnienia się do niego, ale rezultat ich starań był za każdym razem żałosny.
    Od razu założył, że ktoś się pod niego podszywa, bo nie był w stanie przypomnieć sobie, za pośrednictwem czego skontaktował się z Milliesant. Zresztą, był przekonany, że to on dostał liścik od osoby, która podawała się za dziewczynę. Wiadomość na zwilgotniałym kawałku pergaminu brzmiała "Markson, Wieża Astronomiczna, środa, torcik cytrynowy ~M. L.". Na szczęście, karteczka uległa destrukcji na dnie jeziora. Markson nie znał nikogo innego, oprócz Milliesant, kto byłby właścicielem inicjałów "M. L.", tym bardziej nie rozumiał, dlaczego ona chciała z niego teraz zrobić głupka. Oczywiście, nie miał zamiaru dać się nabrać na jej sztuczki, które nie wiadomo co miały na celu, ale na pewno nie miało to dla niego pozytywnego wydźwięku. Jednak dla dobra sprawy (cały czas myślał o parszywej zdradzie, o którą podejrzewał osobę do niedawna wielce zaufaną i quasi-lojalną wobec niego) postanowił grać w grę dziewczyny. Trochę też się na nią obraził. Najpierw chce się z nim spotkać, potem wmawia mu, że to jemu zależało na zarwanej nocce.
    — Tak, już pamiętam. Wszystko jasne.
    Nic nie było jasne, ale Delmare tyle czasu spędzał, błądząc po omacku w ciemnościach, w przenośni i dosłownie, na przykład w jaskini pełnej krwiożerczych nietoperzy transylwańskich, że czasami pozostawało mu już tylko brnąć dalej w tajemnicę. Obserwował swoją nową towarzyszkę bardzo dokładnie, od samego początku niemalże wyczekując fałszywego ruchu, mającego okazać się pierwszym krokiem do zlikwidowania go jako niewygodnego świadka którejś z tajnych spraw.
    Obrócił się do stolika, na którym piętrzyły się gazety. Dopiero teraz tak naprawdę przyjrzał się innym, poza wydaniem Proroka Codziennego z Czarodziejską Trupą na rozkładówce. Była noc, ale na balkon Wieży Astronomicznej światło księżyca padało z taką mocą, że można by było nawet zaczytać się na kilka godzin, jeśli ktoś nie przepadał za snem, albo z jakichś powodów nie mógł się do niego zmusić, albo jeśli czekał na gościa, który przed wschodem słońca miał wtargnąć do jego dormitorium przez otwarte okno. Delmare nie należał do ludzi, którzy czytali w nocy, ale nie był też Nocnym Markiem. Rzadko spał, z obawy o własne życie, a gdy już mu się zdarzyło przymknąć powieki ze zmęczenia, nierzadko lunatykował. Śnił na jawie i najczęściej także wówczas nie mógł usiedzieć w jednym miejscu, jakby jego mózg cały czas nastawiony był na inwigilację i śledztwo. W każdym razie, światło księżyca było Marksonowi potrzebne do innych rzeczy niż czytanie. Chociaż to też nieprawda, bo właśnie przeczytał artykuł o trupie aktorów z Pokątnej, ale cel jego i Milliesant spotkania na Wieży był inny niż w temacie rozrywek.
    — Szukam przepisów na desery w tych gazetach. Czy mogę liczyć na twoją pomoc? — zapytał bardzo ważnym tonem. Jednocześnie przesunął torebkę z pasztecikami dyniowymi do Milliesant.

    OdpowiedzUsuń
  58. [Poleciał zachwycony mail zwrotny]

    Alastair

    OdpowiedzUsuń
  59. [Ależ imię! Wydaje mi się, że funkcjonuje tylko na HK, ale to bardzo świetnie - przynajmniej dla mnie, jako dla osoby, która lubi oryginalne imiona. Spodziewałam się Ślizgonki z krwi i kości, która śmiało traktowałaby rówieśników nie tylko zaklęciem Furnunculus ale i Petrificus Totalus - a tu takie fajne dziewczę! Wcale się nie dziwię, że skupia się na jednej rzeczy, bo ludzie z reguły nie mają rozwiniętej podzielności uwagi. Poza tym - pasuje to do niej. Tak, jak fundowanie kolegom wypracowań i ja nie widzę nic złego w pobieraniu za to jakichś tam opłat. Trzeba sobie w życiu radzić i mieć na szóstym roku własny grosz w kieszeni, o. Ponad to, ślizgonka z ziemią na policzkach musi być urocza :D
    Dziękuję za miłe przywitanie, a czcionkę bronię tym, że dość dużo tego tekstu, choć za małymi literkami osobiście też nie przepadam. Jeśli panna Lloyd chciałaby się porwać z wcale nie tak trudnym do strawienia Karkarowem, to serdecznie zapraszam na maila, bądź pod kartę - coś ciekawego im na pewno wymyślimy. A od siebie pożyczę jeszcze spełnienia marzeń dla Milliesant, bo są naprawdę fajne :)]

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  60. [Ona też rebel sto pro, co ona w ogóle sobie wyobraża, nie chcąc się chajtać i otaczać gromadką dzieci? :v
    Gif jest jak najbardziej adekwatny, Harvie to spoko gościu, ale chyba za często wywraca oczami, kiedy się do niego mówi. Jest też szarmancki, bo daje kwiatki!
    Chcę wątku, serio, bo Millie (mogę?) jest naprawdę cudowna i Campbell może jej przywieźć kwintopeda.]

    Harvey

    OdpowiedzUsuń
  61. [Wątek niespodzianka! Ale w porządku, Harvs będzie zwracał się do niej pełnym imieniem, może nawet per "panno", w razie gdyby skróty jej nie odpowiadały.
    Jutro zacznę (ale nie powiem, kiedy, abyś się tego nie spodziewała!), tylko spytam jeszcze, wolisz dłużej czy krócej? I bardziej drama-llama czy szybka akcja? :D]

    OdpowiedzUsuń
  62. [ Nie proś o wybaczenie kogoś, kogo częstotliwość odpisów będzie można niedługo liczyć w latach świetlnych. :D]

    Ma ambiwalentny stosunek do bycia niewidzialnym człowiekiem. Z jednej strony zasmuca go fakt, że kiedy spogląda się w jego stronę, tak naprawdę wcale się go nie zauważa. Z drugiej natomiast cieszą go cisza i spokój, którymi bez przeszkód może wypełnić swoją codzienność. Zdaje sobie, rzecz jasna, sprawę, że korzyści i mankamenty przeważnie się równoważą. Jest z tym pogodzony. Jest pogodzony z byciem sobą. Nie stanie się przecież kimś innym, prawda?
    Jego nieśmiałość i wrażliwość zatrzasnęły mu przed nosem możliwość prężnego rozwoju życia towarzyskiego, ale nie narzeka ani nie gdyba. Lubi zatopić się w fotelu z nosem w książce, wydeptać ścieżkę wzdłuż Zakazanego Lasu, zagrzać miejsce w bibliotece. W samotności nie widzi wroga, a jedynie możliwość do realizacji rzeczy, którą blokuje jej brak.
    Prawdę powiedziawszy, ma kilkoro przyjaciół. Zna ich dogłębnie, a oni wiedzą, że nie znosi kawy i ma naturę marzyciela. Wiele czasu zajęło mu zaufanie im i otwarcie ust, żeby w końcu porządnie ustosunkować się do ich słów. Vincent zazwyczaj milczy. W rozmowach udziela się rzadko – nigdy niepytany. Rozluźnienie się i opowiedzenie o minionym dniu w towarzystwie kogoś, kogo ledwo zna, ba, kogo nie zna w ogóle, uznaje za barierę nie do przekroczenia.
    Dla otoczenia mógłby stanowić zagadkę. Mógłby nawet stanowić obiekt czyichś westchnień. Wysoki, szczupły, z wydatnymi kośćmi policzkowymi i błękitnymi oczami. Ciekawa twarz, którą z przyzwyczajenia wcale się za taką nie uznaje. Z przyzwyczajenia więc nie stanowi zagadki ani nie myśli o romantycznych uniesieniach. Nigdy nie miał dziewczyny. Nigdy nawet żadnej nie dotknął, bo nie pomyślał o tym, że mógłby tego chcieć.
    Z perspektywy przeciętnego ucznia Vincent wiedzie ponure życie bez seksu, używek i skoków adrenaliny. Według Vincenta życie to jest spokojne i zrównoważone, takie, w którym zawsze starcza czasu, żeby się pouczyć i poświęcić chwilę rozwijaniu zainteresowań. Dużo czyta, dużo filozofuje i pała wielkim uczuciem do rzeczy, o których — mogłoby się wydawać — nie ma najmniejszego pojęcia.
    Pojęcie jednak ma. Jak na swój wiek — całkiem rozległe. Kiedy idzie do któregoś z profesorów wystarać się o pisemną zgodę na korzystanie z działu Ksiąg Zakazanych, dostaje ją bez zbędnych pytań. Jego uczniowska pilność jest doceniana, a on w gronie pedagogicznym uznawany za chłopca ze świetlaną przyszłością. Przyszłość jest — niestety — niepewna, ale cieszą go słowa uznania uzyskane od ludzi, którzy umieją znacznie więcej od niego.
    — Cześć — mówi cicho i staje obok niej. Rozmawianie z nią stanowi dla Vincenta wielkie wyzwanie.

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  63. Państwo Campbell byli święcie przekonani, że ich syn nic innego nie robi, tylko zbija bąki na boisku, a do biblioteki zagląda od święta. Ile się naczytał o sobie w listach od matki to jego, dawno też zaprzestał informować rodziców o ocenach, jakie w ostatnim roku udało mu się otrzymać, gdyż nie dawało to żadnego rezultatu. „Tylko trzy Wybitne na SUMach, do tego jeden z astronomii?! A po co ci to? Nikt teraz nie zatrudnia astronomów, lepiej skup się na eliksirach!”, słyszał w wakacje przed dwoma laty, a słowa te kompletnie ostudziły jego zapał, jeśli chodziło o próby zadowolenia staruszków dobrymi stopniami.
    Dlatego odtąd uczył się tylko i wyłącznie dla siebie, bo chociaż na poważnie wiązał swoją przyszłość z quidditchem, nie chciał uchodzić za bezmózgiego mięśniaka. No i bycie Krukonem poniekąd zobowiązywało do zachowania dobrej średniej, zwłaszcza teraz, w klasie owutemowej. Planował dobrze zdać egzaminy, a później zająć się karierą obrońcy.
    Nawet gdyby to oznaczało zerwanie kontaktów z rodzicami.
    Częste wizyty w bibliotece nie były do końca motywowane tylko i wyłącznie nauką. Cóż poradzić, Harvey był w takim wieku, w którym przeżywa się pierwsze zauroczenia, a że jego akurat trafiło na punkcie pewnej Ślizgonki... Całe szczęście, iż nie należał do tych nieśmiałych, którzy całe życie spędzali na obserwowaniu obiektu westchnień z oddali, jednak nie planował pytania jej prosto z mostu, czy nie wybrałaby się z nim do Trzech Mioteł ─ uważał to za zbyt oklepane, wszyscy zapraszali tam swoje dziewczyny i miejsce to nie miało absolutnie żadnego polotu, jeśli chodzi o te sprawy.
    Poza tym, czy dziewczyna zafascynowana ponurymi legendami Posępnej Wyspy byłaby usatysfakcjonowana banalnym wypadem na kremowe piwo? Gdzie tam. Od dawna myślał o czymś, co nie wyda jej się jednoznacznym zaproszeniem na randkę, a jednocześnie pozwoli Campbellowi spędzić z nią czas sam na sam. Zdawał sobie sprawę, że uchodzi za głośnego i wszędobylskiego, lecz w cztery oczy znacznie się uspokajał, a Milliesant na pewno wolałaby mieć do czynienia z jego pokorniejszą naturą.
    Z pomocą przyszła mu... pierwszoklasistka z jego domu. Nie żeby miał jedenastolatków za niespełna umysłowo ─ nie wszystkich w każdym razie ─ ale nie spodziewał się, że olśni go na widok dziewczynki z książką w ręku. I to nie byle jaką, bowiem mała Krukonka zaczytywała się w „Najmroczniejszych niewyjaśnionych historiach”! Harvie nie wątpił, że zdoła mu się przekonać pierwszoklasistkę do pożyczenia mu tegoż tytułu, za to co innego napawało go niepewnością. Mianowicie ─ czy Lloyd nie zapoznała się wcześniej z jej treścią. Jak ktoś ma pasję, to szuka wszystkiego na dany temat, on sam przeszukiwał niejednokrotnie Esy i Floresy, chcąc poczytać o quidditchu.
    Ostatecznie, po pozbyciu się zapasu karmelkowych żuków, zdobył to, na czym mu zależało. Upewnił się jeszcze, czy w książce gdziekolwiek wspomniano o Posępnej Wyspie albo jakiejś jej podobnej, przebrał się w coś mniej wymiętego ─ nie pójdzie zdobywać dziewczyny w dresie! ─ i dokładnie sprawdził stan uzębienia. Miał bowiem zamiar dużo się czarująco uśmiechać.
    Nie znalazł Milliesant w bibliotece, nie było jej też w lochach. Szukający drużyny Ślizgonów łaskawie zasugerował, żeby Campbell sprawdził szklarnię numer cztery, gdyż podobno tam najczęściej można było spotkać pannę Lloyd. Obaj zdążyli się jeszcze trochę poprzekomarzać odnośnie ostatniego meczu Slytherinu z Ravenclawem, który zakończył się remisem, dali sobie po przyjacielskim kuksańcu i już Harveya w lochach nie było.
    Skrzypnięcie drzwi cieplarni numer cztery przywiodło Krukonowi na myśl jęk zmarłego, próbującego wydostać się z grobu. Na wszelki wypadek sprawdził, czy ma przy sobie różdżkę, jednak wątpił, by ta była mu do czegokolwiek dziś potrzebna. Ścisnął mocniej w dłoni „Najmroczniejsze niewyjaśnione historie” i rozglądał się bacznie, chcąc jak najszybciej odnaleźć Milliesant.
    Oby tylko nie dał się wrobić jakiemuś durnemu Ślizgowi, istniało przecież ryzyko, że dziewczyny wcale tam nie było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Była! Harvey dostrzegł ją po jakichś pięciu minutach, klęczącą przy sporej rozmiarów donicy z... czymś. Owe coś wiło się jak ohydne robale, było zgniłozielone i oślizłe, lecz tuż przy korzeniach chłopak dostrzegł naprawdę ładne, jasnożółte kwiaty. Podszedł ostrożnie, ale na tyle głośno, aby nie przestraszyć swojej koleżanki.
      ─ Cześć, Milliesant ─ przywitał się półszeptem, unosząc dłoń w powitalnym geście, po czym przykucnął w bezpiecznej odległości od tajemniczej rośliny. ─ Mogę zająć ci chwilkę? To naprawdę ważna sprawa.

      Niespodziankowy Harvey

      Usuń
  64. [Dziękuję bardzo! Póki co ogarniaj swoje wątki, bo rzeczywiście lepiej nie brać na siebie za wiele! :)]
    Holly

    OdpowiedzUsuń
  65. [Zawsze może jej wskazać miejsce, w którym będzie mogła w spokoju w tej ziemi sobie pogrzebać. Jeżeli ktoś robi to z pasji, to Cortez to zauważy. Dziękuję serdecznie za przywitanie.]

    Najlepszy, a na pewno najprzystojniejszy wśród nauczycieli, szalony Hiszpan - Lenard Cortez

    OdpowiedzUsuń
  66. [Cześć! Dziękuję bardzo za przywitanie i miłe słowa :3 A od siebie dodam, że Millie to ładna dziewczyna, chociaż też chyba nie ma łatwo ze swoim wilkołactwem.]

    Carlie

    OdpowiedzUsuń
  67. [Oczywiście, że pamiętam i jest mi strasznie głupio, że nawet nie napisałam, jak odchodziłam. W ramach przeprosin wynajdę nam jakiś ładny wątek. I może nawet zacznę, a co tam!]

    Freddie Weasley

    OdpowiedzUsuń
  68. [Cześć! Dziękuję za miłe słowa :) Fakt, Millie i Hope raczej by się nie dogadały, prędzej byłyby kimś na kształt wrogów. Jeśli interesuje cię taka relacja, zapraszam do siebie, a jeśli nie, zrozumiem :)]

    Hope

    OdpowiedzUsuń
  69. [a ja kajam się po raz drugi lub w sumie nie wiem, który za opóźnienie i zostawienie wątku :c jedyne co mogę zaproponować to oczywiście wątek tutaj. może jakiś negatyw? a co do jaksleja to zrobiłam z niego czarną owcę, ale swoje ma za uszami, więc nie do końca ;) dzięki i w sumie nie pamiętam skąd je wytrzasnęłam, ale są fajne. to prawda :D]

    yaxley

    OdpowiedzUsuń
  70. Tiberius przez ostatnie pięć lat trzymał się z dala od Hogwartu, rodzinnych stron i całej Wielkiej Brytanii. Nie mógł znieść wspomnień, które nagromadziły się przez długi czas przebywania właśnie w tych miejscach. Oczywiście nie były to tylko złe wspomnienia, bo w końcu nawet w pałacu Yaxley’ów nie było wiecznie ponuro. Najmłodszy dziedzic kochał swoją rodzinę. Okrutnego ojca, zepsutą matkę i zniesmaczone wszystkim siostry. Nie miał prócz nich nikogo. A przynajmniej tak początkowo mu się wydawało. Po skończeniu ostatniego roku w Ravenclaw, nie pytając nikogo o zgodę, spakował skórzaną torbę i wyjechał. Zostawił jedynie wiadomość swojej rodzinie, a potem przysyłał z różnych miejsc na świecie pocztówki. Nie musieli wiedzieć, gdzie aktualnie przebywał. Kochał poznawać nowe, nieznane krainy, wędrować z tubylcami do zapomnianych, niemal mitycznych zakątków świata. Obieżyświat. Tak go zaczęto nazywać, bo gdziekolwiek warto było się pojawić, on tam był. Nie tylko widział rzeczy, których normalne oko nie widziało, ale również poznał tajemnice przeróżnych kultur, które namiętnie spisywał w notesach. Dzięki temu wrócił z doświadczeniem, którego niektórzy nie zdobyli przez całe życie. Dwudziestotrzyletni wówczas Tiberius postanowił się ustatkować. Ale tylko na jakiś czas. W końcu reszta świata wciąż na niego czekała. Zresztą nawet gdyby bardzo chciał, Hogwart dalej kojarzył mu się z kilkoma sytuacjami, których wolałby nie pamiętać. Pierwszym co zrobił było właśnie ubieganie się o stanowisko stażysty Ochrony Przed Czarną Magią. Nie powiedział rodzinie, że wraca i jak na razie tego nie planował. W końcu różne rzeczy mogły się zdarzyć. Na przykład dyrektor odrzuciłby jego podanie. Wtedy nie miałby czego szukać w Szkole Magii i Czarodziejstwa. Okazało się jednak, że nie potrzebnie się martwił. Neville z szerokim uśmiechem powitał dawnego ucznia swojej klasy i chętnie przyjął do pracy. Zaproponował również miejsce w Hogwarcie, ale Tiberius odmówił. Odkąd tylko pierwszy raz stanął w trakcie trzeciego roku z miasteczku Hogsmeade obiecał sobie, że kiedyś tam zamieszka. I życzenie się spełniło. Wszystko szło nadzwyczaj pomyślnie. Był jeden problem. Myślał, że rodzina ucieszy się na jego powrót. Wiedział, że tak nawet jeśli tego nie okazywali, ale nie sądził, że będą mieli mu za złe to, że nie znalazł sobie jeszcze do teraz żony. I to nie byle jakiej. Chodziło oczywiście o jedną z tych z czystej dwudziestki ósemki. Państwo Yaxley podkładali w nim wielkie nadzieje – jedyny syn, siostry powydawane za mąż, więc oczywistym było, że to właśnie on odziedziczy ich cały majątek razem z nazwiskiem. Nie rozumieli podejścia swojego najmłodszego dziecka do tych ustawianych i aranżowanych małżeństw. Na szczęście jego jedyna narzeczona jeszcze z czasów szkolnych wyszła za innego. Razem z Isbel nie tworzyli dogranej pary i oboje to wiedzieli. Dziewczyna postąpiła zgodnie z tym, co mówiło jej serce i wyszła za czarodzieja pół krwi, sprzeciwiając się tym samym woli rodziców. Tiberius uważał, że było to niezwykle odważne i krzywdzące równocześnie. Niedoszli teściowie zerwali wszelkie kontakty ze swoją córką, zostawiając ją samą. Ale Isbel była szczęśliwa. Tiberius był jednym z nielicznych gości na skromnym ślubie i żałował, że jemu nie trafiła się podobna miłość ze szczęśliwym zakończeniem. I może był niepoprawnym romantykiem, ale wiedział, że nikt w jego otoczeniu nie był bezpieczny. Dlatego też pogodził się już z byciem samemu. I raniły go uwagi rodziny a propos jego statusu matrymonialnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz jednak żył na własną rękę lub właściwie dopiero takowe zaczynał. Wcześniej najzwyczajniej w świecie zawsze mógł sięgnąć do skarbca Yaxley’ów. Robił to naprawdę rzadko, ale teraz nie zamierzał tam zaglądać już nigdy. Chciał być samodzielny. Ustatkowany i niezależny od nikogo. Życie w podróży było inne od tego na miejscu, więc było to pewnego rodzaju wyzwanie. Tak samo jak pierwszy miesiąc w nowej pracy. Dziwnie było stać po drugiej stronie – być w skórze nauczyciela. Chociaż na razie był jedynie stażystą, Lupin często przekazywał mu pałeczkę podczas zajęć, gdy widział, że Tiberius sobie poradzi. Większość jednak dni mijała mu na siedzeniu z tyłu sali zajęciowej i obserwowaniu niewiele starszego kolegi z pracy i notowaniu ważnych informacji. W końcu jednak i to się kończyło, a on mógł zbierać swojej notatki i wracać do domu po długim dniu w Hogwarcie. I wróciłby, gdyby ktoś go nie zaczepił.

      yaxley
      [Dobra. Robimy szybką akcję, a potem przenosimy się do współczesności]

      Usuń
  71. [Piszę pod kartą, żebyś nie myślała, że zniknęłam :D Nie miałam dostępu do internetu, jutro dostaniesz zaczęcie zgodnie z obietnicą. Trochę to trwało, ale popołudniu pewnie hurtowo wrzucę już wszystkie odpisy. Wybacz zwłokę!]

    Freddie

    OdpowiedzUsuń
  72. [Dzień dobry! Mam słabość do jej imienia, a i kartę bardzo lekko się czytało. Przyszłam z propozycją wątku, ale bez pomysłu na niego. Może razem coś wymyślimy?]

    Tommy Burnwood

    OdpowiedzUsuń
  73. [Ależ to świetny punkt zaczepienia. Gdyby nie była Ślizgonką napisałabym, że mogłaby za wszelką cenę próbować przekonać go do magii, ale skoro trafiła do domu Węża to raczej marne szanse. Mogła za to gnębić go we wcześniejszych latach z innymi uczniami Slytherinu na przykład. Albo Tommy bawiąc się swoimi mugolskimi skarbami mógł zepsuć jej ukochaną roślinkę (chyba dobrze wnioskuję, że lubi zielarstwo).]

    OdpowiedzUsuń
  74. [ Cześć, dzięki za komentarz i powitanie, a co do mojego związku z HK, to prawie masz rację. Prawie, bo tak właściwie to próbuję tutaj coś zdziałać po raz trzeci. ;D Nawet zresztą gdzieś pod Twoją kartą zabłąkał się komentarz, w którym to ja odgrywam rolę osoby witającej.
    O ile potrafię zrozumieć, że Milliesant mogłaby być Walterem nieco zaintrygowana (literacko ponurzy faceci, którzy pozują na inteligentów, potrafią zaciekawić; szkoda, że tracą na bliższym poznaniu, ale hej!, kto od razu nakazuje zadzierzgnąć znajomość?), ale niby czego mogłaby mu zazdrościć? Chyba tylko tego, że wylądował w najlepszym domu!
    Z kolei Walter byłby skłonny uczynić z Milliesant ofiarę własnych wyobrażeń. To nawet byłoby dobrym rozwiązaniem, Ślizgonka nie mogłaby z tego powodu cierpieć, skoro nawet o tym wszystkim by się nie dowiedziała.
    Bawić się dobrze – ha, to właśnie mój plan, oby się spełnił. ]

    Walter Knightley

    OdpowiedzUsuń
  75. [ Hej, ale to nie jest tak, że poprzednie razy były nieudane. Z jedną postacią siedziałam tutaj nieco ponad rok, nie pamiętam, kiedy ostatnio komuś lub czemuś byłam aż tak wierna. ;D
    Nie, w porządku. Nawet przy obmyślaniu postaci stwierdziłam, że w tych próbach zdobycia niezależności Walter postanowił wyjść poza sferę komfortu, czyli po ukończeniu szóstej klasy (bo w czasie tego roku skończył siedemnaście lat) opuścić na dobre dom rodzinny – a więc zrezygnować z zawsze ciepłych posiłków i dopływu gotówki – i zaczął pracować, co dla przyzwyczajonego do wygód itd. chłopaka musi być straszliwym przeżyciem!
    Walter lubi wybierać z tłumów kilka jednostek, które jego zdaniem prezentują się jakoś tak literacko-filmowo, a potem, na podstawie raczej powierzchownych przesłanek (i wcale nie mam na myśli tutaj wyglądu, a przynajmniej nie tylko – bo jasne, on też w tej kwestii jest istotny, chociaż zazwyczaj nierozważany w kategorii atrakcyjności) i pierwszego wrażenia, wymyśla im wszystko. Tło, historię, osobowość i tak dalej. I w zasadzie nie interesuje go to, jaka jego ofiara w rzeczywistości jest i nie robi nic, żeby ją poznać – wystarczą wyobrażenia. W zasadzie bliższe spotkanie i proces poznawania takiej osoby może być bardzo rozczarowujący, bo oczywistym jest, że obraz z umysłu Waltera będzie różnił się od obrazu rzeczywistego, a przecież Knightley projektuje najlepsze wizje! Wydaje mi się, że Milliesant – w sumie niestety :D – mogłaby wg Waltera taki wyobrażeniowy potencjał mieć, ale nie wiem, jak mogłoby to pomóc w wątku, na który oczywiście mam ochotę. ]

    Walter Knightley

    OdpowiedzUsuń
  76. [Bardzo ciekawa postać, miło spotkać kolejną Ślizgonkę, która nie jest zła do szpiku kości. Muszę też się zgodzić, że sprzedaż wypracowań jest genialnym sposobem na dorobienie sobie w szkole, zdecydowanie mnie męczącym niż np. dawanie korków. A ta pewność, że została stworzona do wielkich czynów <3
    Jak masz ochotę to zapraszam do mnie, bo ja na wątek z Milliesant jestem bardzo chętna.]

    Solange Thynne

    OdpowiedzUsuń
  77. [Poleciała sówka na maila. Sprawdź ją, proszę i daj znać co i jak :D]

    Freddie niedobry bardzo

    OdpowiedzUsuń
  78. [ Ostatnimi czasy wzbogaciłam się o nową postać.]

    Viggo

    OdpowiedzUsuń
  79. [Cześć! Cyd kazał tego nie mówić, ale czasem się nie myje, radzę się w nim jednak nie zakochiwać. (Na wypadek gdyby jednak Milliesant mogło do głowy wpaść coś głupiego, ale wygląda na aż zbyt rozsądną dziewczynę.)
    Z takiej zbieżności interesów zdecydowanie uda się coś ustrzelić. Cyd znowu się odzywa i mówi, że rozruszać człowieka to on akurat potrafi (cokolwiek ma przez to na myśli, ja go nie ogarniam, ja tu tylko sprzątam po tym, co on nabroi).]

    Cyd

    OdpowiedzUsuń