6 lutego 2016

I'm not stubborn. My way is just better




Zrodziłaś się jako owoc dość dziwacznej i nieoczywistej miłości, jako pierworodna córka tej najzdolniejszej od niepamiętnych czasów panny Granger i chłopaka, którzy wiecznie chodził za nią i wielkim Potterem. Ojciec jednak nie wydaje się być jakoś bardzo zniesmaczony tym, jak bardzo historia go zlekceważyła i dalej dąży przed siebie z dumą, jaką niejeden mógłby pozazdrościć. W końcu od zawsze był tym odrzuconym, tym niechcianym. I to właśnie on zatroszczył się o to, aby jego dzieci miały wszystko w aspekcie emocjonalnym.
Jesteś oczkiem w głowie swojego ojca. Nie toleruje żadnych chłopaków, których chcesz podczas ferii zimowych czy letnich przedstawić rodzinie. I chociaż wynika przez to wiele awantur, wiesz, że przecież on tylko chce dla Ciebie dobrze.
Twierdzi, że swoją inteligencję i upór odziedziczyłaś po matce. Zresztą, jak wszystko inne, oprócz koloru włosów i piegów. Hermiona za nic w świecie by się Ciebie nie wyparła, nawet gdyby chciała. Jesteś ambitna i uczysz się bardzo dobrze, tak jak rodzice, dostałaś odznakę prefekta. Jest jednak drugie dno. Pod tą warstwą sztywnej Rose, kujonki czy jak Cię tam inaczej nazywają, jest jeszcze presja, stres i łzy. Boisz się zawieść innych, nauczycieli, znajomych, którzy na Tobie i Twoim autorytecie polegają, a przede wszystkim rodziców. Zawód w ich oczach byłby najstraszniejszym widokiem, jaki mogłaby sobie wyobrazić. Zdarza Ci się przepracowywać i nie jesteś w stanie już więcej skryć w sobie napięcia, dlatego coraz częściej wyładowujesz się na przypadkowych osobach. Potem jest Ci głupio, szukasz ich i przepraszasz, ale mimo wybaczenia i zrozumienia uczucie wstydu nie znika.
Mimo że masz wszystko, kochającą rodzinę i przyjaciół, jesteś nieszczęśliwa. Ale nie możesz tego pokazać innym.
Rose Weasley
VI klasa | Gryffindor | prefekt


FC: Luca Hollestelle
wątki: Beleth, JamesMolly
Stosuję handel wymienny, ja wymyślam - Ty zaczynasz i na odwrót. 

95 komentarzy:

  1. [Cześć, cześć, witam córę marnotrawną. Rose zawsze wyobrażałam sobie całkiem rozwydrzoną i twardą, a tu taka niewinne i urocze dziewczę. Całkiem miła odmiana. No i ma piękne piegi, kocham piegi :3 A tak przy okazji to życzę świetnej zabawy.]

    Alastair/Lydia

    OdpowiedzUsuń
  2. [Wątek zawsze chętnie :> Jak masz pomysł, to możesz zaczynać]

    Alastair

    OdpowiedzUsuń
  3. [No cześć!
    Angus wciąż żyje (chociaż czasami mam wrażenie, że ledwo, ledwo), ale pojawił się również ktoś nowy. Nie wiem czy masz ochotę, jednakże możemy spróbować z wątkiem jeszcze raz. Tylko no nie mam pojęcia czy próbujemy ponownie z Rose i Angusem czy morze jednak spróbujemy z kimś innym? ;)]

    Hyun, Avalon, Angus

    OdpowiedzUsuń
  4. [Hej :)!
    Jakaż urocza pieguska, jeszcze większa niż moja Alicia! Jestem pod wrażeniem dokładności karty i jej dopracowania. Podobieństwo do Emmy Watson, szczególnie na przedostatnim zdjęciu w podstronie, jest zaskakujące.
    Jeżeli masz ochotę na wątek, możemy coś wykombinować. Jedynym punktem wspólnym zdaje się być sklep Alicii, w którym mama Rose zaopatrywała się niegdyś w pióra. W razie czego dawaj znać :)]

    Alicia Scrivenshaft

    OdpowiedzUsuń
  5. [Po raz kolejny witam Rose, niezmiennie piękną i tak bardzo prawdziwą. Naprawdę, nie mogłabym nie pochwalić po raz kolejny kreacji Rose, bo sama właśnie tak ją sobie zawsze wyobrażałam. :) Ja jestem bardzo chętna na wątek, panny są na tym samym roku, więc może akurat się kojarzą?]

    LALA

    OdpowiedzUsuń
  6. [Witaj z powrotem :) Nie miałyśmy chyba wątku z tego, co kojarzę, a może to naprawimy? Pouciekało mi ich tez po czystce, dlatego mogę się zgłosić z czystym sumieniem :D Lubię to w niej, że mimo że jest dobra ze wszystkiego prawie, to jednak nie obnosi się z tym, a w głębi czuje presje. Plus za tę realistyczną reakcję :D Jakie masz powiązania damsko-męskie?]

    M. Harrison/L. Scamander

    OdpowiedzUsuń
  7. [Jaka ona jest śliczna! <3 Ach, do Weasley'ów wszelkiego rodzaju zawsze miałam i nadal ma słabość, aż się zastanawiałam nad stworzeniem jednego, a twoja pani bardzo przypadła mi do gustu! Została przedstawiona realistycznie. Życzę powodzenia przy kolejnym podejściu!]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  8. [Napisz do mnie maila z rozwinięciem tego wątku, a postaram się jakoś sensownie dopasować do któregoś z moich ziomków ;) ravenmanipulant@gmail.com]

    Matt/Lysander

    OdpowiedzUsuń
  9. [Zdecydowanie przydałaby się Lali jakaś przyjaciółka, także jak najbardziej podoba mi się pomysł, by dobrze się dogadywały. Co do samego wątku: nie chciałabym rzucać banałami, ale chwilowo jedynym pomysłem, jaki przychodzi mi do głowy, to że Lala mogła poprosić Rose o pomoc w znalezieniu książki, w której byłby przepis na eliksir na porost włosów czy coś podobnego. Sama Rose mogłaby się zainteresować, po co jej koleżance ten eliksir, a że powód nie byłby zbyt szlachetny (np. wlanie tegoż eliksiru do pucharu dziewczyny, z którą idzie na randkę w walentynki brat Lali), to jakby to odkryła, mogłaby próbować ją od tego pomysłu odwieść. Ale to tylko taki zarys, jestem otwarta na inne propozycje. :)]

    LALA

    OdpowiedzUsuń
  10. [Ojej, ten ostatni akapit tak wszystko mi rozsyłał :( biedne dziewczę. Najgorzej ukrywać.
    Witamy na blogu, a ja życzę wspaniałych wątków i nieuciekających autorów :) zapraszam także do siebie!]

    Solene // Aaron // Lorelle

    OdpowiedzUsuń
  11. [Podoba mi się, tym bardziej, że to taka całkiem praktyczna relacja. Alstair korzysta z wiedzy Rose i vice versa. Relacja jaka się pomiędzy nimi zawiązała, według mnie, byłaby przyjacielska i Al mógłby bardzo polegać na Rose, nawet pomimo tego, że nie byłby skłonny do nazywania jej swoją przyjaciółką (to taka jego głupia, wymuszona aspołeczność). Rose natomiast jest uczuciowa i ludzka, więc myślę, że mogłaby być swoistym drogowskazem dla Alastaira, pomagać mu zrozumieć co czuje. Jak Sherlock i Watson :3 Ale tak, dla niego to "tylko" partnerka do zdobywania wiedzy.
    Co ty na to?]

    Alastair

    OdpowiedzUsuń
  12. [Witam śliczną Rose! :) Bardzo podoba mi się taka wersja Weasleyówny. Miłej zabawy, dużo weny i wątków! W razie chęci zapraszam do Jamesa.]
    James Potter

    OdpowiedzUsuń
  13. [Dziekuję za powitanie! On czasem jest niezdrowo spokojny, ale potrafi trzasnąć drzwiami i biedna Serah zwiewa na jego widok, chowając się pod łóżkiem :)
    Jestem jak najbardziej za by Rose była potencjalną drugą połówką. Chętnie zobaczę reakcję jej ojca gdy zobaczy Beletha (jeśli do tego dojdzie) :D
    Wątek zaczyna mi się podobać, więc musimy wymyślić od jakiego stadium zaczynamy oraz gdzie ich spotkamy :)]

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  14. [Szczerze powiedziawszy to nie bardzo pamiętam o co tam chodziło i co takiego miało się rozwinąć, o ile cokolwiek miało się rozwinąć. Dlatego też zdecydowanie myślałabym nad czymś nowym o ile oczywiście masz chęć i miejsce na jeszcze jeden wątek ;)]

    OdpowiedzUsuń
  15. [Tak, chyba były ferie. W końcu to szkoła :D
    Lubię z mojego robić czasem antagonistę, więc chętnie narobię mu wyrzutów sumienia.
    To mamy całokształt wątku dzięki Tobie. Kurczę, to będzie epicka znajomość :D
    Rozumiem, że zaczynam? WOlę się upewnić, bo może Ty masz niespożytkowaną wenę i chciałabym ją wypuścić wolno w formie zaczęcia :)]

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  16. [Nie ma największego problemu, kochana :)
    Daj mi chwilkę, bo akurat jestem w połowie czegoś :P]

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  17. [Dobrze w takim razie wciąż przyjaciele. Masz jakiś konkretny pomysł z tym dodaniem czegoś?
    W ogóle miałam napisać to w poprzednim komentarzu, ale jak zawsze zapomniałam, mianowicie: Ha, no widzisz ktoś taki wciąż tu jest, ale ten nasz wątek to rzeczywiście był bardzo rozwinięty... XD Mam nadzieje, że tym razem będzie lepiej :)]

    Agnsu

    OdpowiedzUsuń
  18. Dzień jak codzień. Beleth zawsze spóźniał się na lekcje, bo spał jak zabity po nocnym dyżurze, ale w sumie to nieważne co robił wieczorami to i tak spał do południa prawie. Na szczęście nadążał za materiałem, bo inaczej plany o byciu aurorem szlag jasny by trafił.
    Dzisiaj były zajęcia z Klubu Pojedynków, do którego uczęszczał od początku. Lubił czystą rywalizację bez jakichkolwiek urazów względem drugiej osoby. Zdarzało się, że niektórzy Ślizgoni mieli do niego uraz, ale jakoś dziwnym trafem zawsze miał na nich kontrę.
    Wszedł do sali, spóźniony oczywiście, i wszyscy się na niego popatrzeli, ale Beleth nic sobie z tego nie robił i po prostu wmieszał się w mały tłumek. W sumie ciężko powiedzieć, że wmieszał się mając metr dziewięćdziesiąt wzrostu. Niektórzy myśleli, że jest nadętym dupkiem, ale on po prostu ma taki sposób chodzenia.
    Stał akurat obok Rose Weasley - Gryfonki z tego samego roku co Yukimura. Czekał na rozwój wydarzeń, bo właśnie przewodniczący miał wezwać kolejna parę do pojedynku.

    [Mam nadzieję, że takie zaczęcie podoba się :)]

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  19. [Romans między puchońskim szukającym a panną Weasley nam nie wyszedł. ;) Co nie zmienia faktu, że możemy podjąć kolejną próbę stworzenia czegoś wspólnie.
    Cóż, Steve nie należy do sympatycznych ludzi, jego gruboskórność jest spowodowana sytuacją rodzinną i wychowaniem, jakie otrzymał, ale o tym wolę się ewentualnie w wątku rozpisać. Jednakże z tego tytułu może chłopaczyna skrycie zazdrościć Rose jej wielkiej rodziny, dóbr materialnych (bo zakładam, że niczego jej nie brakuje...?), poważania w świecie magicznym (potomstwo Świętej Trójcy), itp., itd.. Jego zazdrość może przejawiać się bardzo nieprzyjemnym traktowaniem rudej przy każdej możliwej okazji.
    Wątek... na przykład: Rose wpada na Stevena, który trochę dręczy jakąś młodszą dziewoję, doprowadzając ją już prawie do płaczu. Weasley jako prefekt zmuszona jest zareagować i wywiązuje się z tego kolejna burzliwa rozmowa, którą może wieńczyć wlepienie Cornellowi szlabanu i ujemnych punktów. Co Ty na to? :)]

    Steven C.

    OdpowiedzUsuń
  20. [Dokładnie o tym myślałam, chodziło mi wyłącznie o podobieństwo do matki jeżeli chodzi o dobór artykułów piśmienniczych u Scrivenshaftów, a nie u Zonka jak większość uczniów ;). W takim razie zaczynam!]

    W sklepie panował bezruch. Alicia siedziała za ladą także nie wykonując żadnych ruchów. Dzień był pogodny - przez brudne okna wpadały snopy jasnego światła. Drobinki kurzu tańczyły w powietrzu, połyskując subtelnie. Zamyślona szatynka uciekła myślami gdzieś w eter. Powinna była wykorzystać każdą chwilę na sprzątanie sklepu, mimo usilnych starań nadal pogrążonego w brudzie. Nic dziwnego, że klienci coraz rzadziej zaglądali do lokalu. Nie wyglądał zachęcająco: już z zewnątrz wyblakła, obdrapana farba mówiła raczej "nie wchodź do tej rudery", niż "odwiedź nas po doskonałe produkty"; w środku z kolei niegdyś obfitujące w piękne pióra, pergaminy i notesy półki świeciły pustkami i odstraszały grubą warstwą kurzu. Dotychczas Alicia miała czas wyłącznie uporządkować ladę z przeszklona gablotą, którą uzupełniła własnymi eleganckimi artykułami piśmienniczymi i własnoręcznie stworzonymi notesami w skórzanych, złoconych oprawach oraz półki za nią, zastawione wciąż przydatnymi podstawowymi artykułami - atramentami w różnych odcieniach: od klasycznych czarnych, po tęczowe, ustawionymi w równe rządki, samopoprawiającymi piórami wciąż będącymi hitem wśród hogwarckiej młodzieży, rolkami pergaminu oraz schludnymi, klasycznymi gęsimi piórami wyrabianymi przez dziadka z uwagi na jej irracjonalny lęk przed zadziobaniem na śmierć przez gęś.
    Z zamyślenia wyrwał ją dzwonek u drzwi. Pospiesznie się otrząsnęła ze snujących się po jej głowie myśli i spojrzała w ich stronę. Stała w nich ruda, piegowata istota z subtelnym uśmiechem na twarzy. Stężenie powietrza w kurzu musiało być zbyt małe co spowodowało, że dziewczyna kilkukrotnie kichnęła. Alicia poderwała się na nogi, wyciągnęła zza pazuchy różdżkę i szybko usunęła kurz z półek przy wejściu.
    - Przepraszam bardzo - mruknęła ze skruchą, nie zdając sobie sprawy, że wśród stałych klientów sklepu obecność kurzu była równoznaczna z faktem, iż ten jest otwarty. Sama ogromnie krępowała się stanem lokalu, jednak ci, którzy odwiedzali jej dziadka byli przyzwyczajeni do takiego stanu rzeczy. Tej klientki jeszcze nie widziała, jednak odczuwała w stosunku do niej niezrozumiałą sympatię, jaką piegowaci ludzie odczuwają wyłącznie w stosunku do siebie nawzajem.

    OdpowiedzUsuń
  21. [Mogłabym prosić Cię żebyś zaczęła? Ja mam trochę zabiegany tydzień, a wydaje mi się, że jak będę miała rozpoczęty wątek, to będę miała również większą determinację żeby wygospodarować chwilę czasu i odpisać]

    Alastair

    OdpowiedzUsuń
  22. [Oh, jakie urocze zdjęcia :3 Witam serdecznie, poza tym! I na wątek chęć się znajdzie, myślę nawet, że nasze panie mogłyby być dobrymi koleżankami, które czasami siedzą razem w ławce i chichoczą, plotkują po kątach i chodzą razem do Miodowego Królestwa po słodkości :) Ot, taka zwykła znajomość, może nawet zmierzająca ku przyjaźni. Co do samego wątku, może tak Fanny będzie plątać się w nocy po korytarzach, Rose ją przyłapie i akurat jak będzie chciała ją odprowadzić do dormitorium, zostaną wpakowane w jakiś żart, np. ktoś wysmaruje klejem całą podłogę, do której obie się przylepią albo w ich pobliżu coś wybuchnie, korytarz będzie cały w zielonej mazi i dostanie się naszym paniom, bo jako jedyne będą w pobliżu (oczywiście, całe w mazi). Co ty na to? :D]

    Fanny

    OdpowiedzUsuń
  23. Też mi się wydaje taka relacja nuda i można by coś pokombinować. Może wcześniej by się znali? Albo byli jakaś daleką rodziną? To by trochę ułatwiło sprawę bo szukam też kogoś kto będzie miał wspólne wątki z Tomem i Scarlett :D żeby wspominac o tym w opowiadaniach :D

    OdpowiedzUsuń
  24. [Ja też zawsze tak sobie wyobrażałam ich relację, także jestem za. Niestety, nie mam żadnego konkretnego pomysłu na wątek. Także jak coś masz, to ja ładnie zacznę, ażeby się odwdzięczyć :) Lub możemy pomyśleć razem]
    James

    OdpowiedzUsuń
  25. Spoglądał uważnie na te pobladłe policzki, drżące wargi i kąciki oczu, w których iskrzyły się zalążki łez. Czy czuł satysfakcję? Nie. Irytację? Trochę. To, co mówił, może i nie było szczególnie przyjemne, ale też nie było znowu takie trudne do zrozumienia. Natomiast jasnowłosa, delikatnie pyzata piątoklasistka zdawała się w ogóle nie pojmować znaczenia wypowiadanych przez Stevena zdań. Albo pojmowała je na swój pokraczny sposób. Zapewne w jej głowie Cornell stawał się właśnie najgorszym łajdakiem, kiedy on w gruncie rzeczy pomagał jej zdusić w zalążku tę i tak bezowocną znajomość. On nie był dobrym materiałem na sympatię, czy nawet przyjaciela, a na to zdawało się miała nadzieję mażąca się niewiasta.

    Już miał zwieńczyć swój występ ostatnią kwestią. Zadać finalny cios prosto w pękające serduszko, gdy ktoś bezczelnie wtargnął w jego chwilę. Wtrącił swój długi, piegowaty nochal w całkowicie nieswoje sprawy. Steve stanął bokiem i nienawistnym spojrzeniem obrzucił tę idealną pannę Weasley. Nie było dla niego do końca zrozumiałym, czemu rudowłosa budzi w nim tak wiele emocji za każdym razem, gdy pojawiała się na horyzoncie, co nie zmieniało faktu, że Cornell nie krył się ze swoją niechęcią.

    Źródłem tej niechęci była zwykła zazdrość. Ludzie, którzy, zdaniem Stevena, mieli wielką rodzinę, byli lubiani i szanowani, posiadali te wszystkie rzeczy, których on nie mógł mieć, a w dodatku nie ich zasługą był taki stan rzeczy, z urzędu otrzymywali status swego rodzaju wroga. W ogólnym rozrachunku większość uczniów Hogwartu kwalifikowała się do tej grupy. Ktoś mógłby pomyśleć, że to trochę przykre… Steven tego nie roztrząsał, pozostawał po prostu wrogo nastawiony.

    - Weasley, idź zająć się czymś, co dotyczy cię bezpośrednio - warknął, krzyżując ręce na torsie - Na przykład odpisywaniem na listy twoich zatroskanych rodziców - dodał i wykrzywił usta w chamskim półuśmieszku.

    Steven C.

    OdpowiedzUsuń
  26. [Podoba mi się, ale mam już bardzo podobny wątek, także może pomyślimy nad czymś innym. Nie wiem, może Rose patrolowałaby wieczorem korytarze, i przyłapałaby Jamesa z jakąś dziewczyną i butelką Whisky? No i postanowiłaby zepsuć mu schadzkę. :D]
    James

    OdpowiedzUsuń
  27. Lala Krum od dawna nie była tak zdeterminowana, by przygotować dokładny plan dnia czternastego lutego. Zazwyczaj zostawała wtedy w szkole, bo jakoś nikt nigdy jej nie zaprosił na walentynkową randkę (mogła obwinić o to swojego brata, który powziął sobie za życiowy cel odstraszyć od niej wszystkich facetów), tym razem jednak postanowiła udać się do Hogsmeade i po raz pierwszy w życiu pokazać, że ona również potrafiła się mścić na ludziach. Jej ofiara była dziewczyną, o rok starszą od niej Puchonką, która potrafiła niemal każdego oczarować swoim uśmiechem. Piper, bo tak miała na imię, najwidoczniej uznała, że nie wystarcza jej towarzystwo Puchonów i postanowiła poderwać kogoś z innego domu. Popełniła tylko jeden błąd: nie przewidziała, że Lali ani trochę nie spodoba się jej wybór.
    Zazwyczaj Lala jedynie piorunowała wzrokiem dziewczyny swojego brata i czasem kłóciła się z nimi, gdy te zbliżyły się do niej zbyt mocno, przechodząc korytarzem. Zdarzało się również, że panna Krum wyzywała je w myślach, popijając gorącą czekoladę przygotowaną przez skrzaty domowe, i wymieniała wszystkie części ciała, które ona miała od nich ładniejsze, lub które jej się nie podobały u wybranek Iwana. Tym razem postanowiła zdziałać coś więcej, bo nie mogła znieść myśli, że jakaś panna będzie spędzała miłe, romantyczne, walentynkowe popołudnie w towarzystwie jej brata!
    Na tak specjalną okazję potrzebowała specjalnego eliksiru i uznała, że ten wywołujący porost włosów będzie odpowiedni. Udała się do biblioteki z zamiarem odnalezienia przepisu na ten właśnie eliksir. Nie spodziewała się spotkać tam zbyt wielu osób, dlatego była mile zaskoczona, gdy przy jednym ze stolików dostrzegła Rose Weasley.
    — Cześć, Rose — przywitała dziewczynę z szerokim uśmiechem. — Co robisz?

    LALA

    OdpowiedzUsuń
  28. [Mi się wydaje, że skoro znają się od najmłodszych lat, i w sumie spędzili je razem, bo wiadomo, to raczej nie boją się czasami przytulić czy uszczypnąć :D To jak, zaczniesz nam? Ładnie proszę <3]
    James

    OdpowiedzUsuń
  29. Lubił zajęcia klubu pojedynków, ale nic nie poradzi na to, że z niego taki spóźnialski typ. Ma prawo do życia jak nastolatek a gdy zawędruje do Akademii Aurorów to w końcu wydorośleje na dobre. Nie będzie takich sielanek jak ma tutaj w Hogwarcie.
    Słysząc słowa przewodniczącego na temat jego spóźnienia to jedynie wywrócił teatralnie oczami, po czym cicho westchnął gdy został wywołany na podest razem z panną Weasley. Beleth również nie wiedział czego spodziewać się po Rose, ale był ciekaw jej taktyk.
    Stanął na swoim miejscu, kiwnął na znak zrozumienia, po czym lekko poprawił włosy o stalowym odcieniu. Wyjął różdżkę ze specjalnej kabury przy pasie lewą ręką. Tak, Yukimura był leworęczny i nie zdziwił się, że nowi członkowie szeptali między sobą. W końcu to nie jest aż taki codzienny widok zobaczyć leworęcznego czarodzieja.
    Ukłonił się Gryfonce, po czym wyprostował się, wysuwając lekko lewą rękę na przód z końcem różdzki wskazując podest a prawą rękę schował za siebie.
    Czekał na jej ruch, gdyż był z niego taki dżentelmen.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  30. Beleth mimowolnie zlustrował dziewczynę od stóp do głów oczami o przeszywającymi błękitnymi tęczówkami. Zrobił to w sumie by przeanalizować przeciwnika i szukać słabych punktów. Chłodna analityka wręcz, ale z drugiej strony Weasley była uroczą rudą kobietą. ZBeształ się w myślał, bo to nie była odpowiednia pora by chwalić czyjś wygląd.
    Zauważył, że lekko drgnęła gdy zobaczyła różdżkę Beletha w jego lewej ręce. Dezorientacja przeciwnika to najlepsza broń.
    Słysząc zaklęcie oraz czerwony promień lecący w jego stronę to z automatu zawołał:
    - Protego!
    Machnął różdżką i pojawiła się tarcza, która zablokowała zaklęcie, po czym zrobił obrót z gracją francuskiego szermierza, celując w Rose, wypowiadając:
    - Expelliarmus!
    Z końca różdżki wystrzelił złoty promień, wprost na dziewczynę. Czy zablokuje...?

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  31. [Twoje panie nigdy nie przepadają za moimi panami. Masz ci los... Z tego co pamiętam w negatywy nie lubisz się kierować, więc nie wysuwam żadnych propozycji z rękawa :D]

    Lance Griffin

    OdpowiedzUsuń
  32. [Spokojnie, spokojnie, jeszcze nigdzie nie odpisywałam, jakby co. To pierwsze koty za płoty :D
    Na ten moment nie rozpiszę tego zbyt ładnie, więc zostawię to sobie na później i uwzględnię różne możliwości rozgrywki, niekoniecznie ograniczając to do tej relacji czysto negatywnej ;>]

    Lance Griffin

    OdpowiedzUsuń
  33. Gdyby Alicia słyszała wcześniejsze myśli dziewczyny, zapewne przytaknęłaby jej bez zastanowienia. Jako sierota dobrze wiedziała, że są chwile, kiedy człowiek zwyczajnie nie chce silić się na uśmiech, a pielęgnowanie w sobie smutku daje znacznie więcej satysfakcji niż przywoływanie na twarz fałszywej radości. Jako introwertyk znacznie więcej energii czerpała z własnego towarzystwa, toteż czasami - ku ogromnej konsternacji przyjaciół - wybierała samotność. Ci tłumaczyli to sobie jej trudną przeszłością i - ku uciesze byłej Krukonki - nie zadawali pytań, gdy w wyłącznie własnym towarzystwie udawała się na błonia czy którąś z hogwarckich wież.
    Słysząc prośbę dziewczyny, uśmiechnęła się i kiwnęła głową. Odwróciła się do jedynej pełnej sklepowej półki która nie powodowała nieprzyjemnego uścisku w klatce piersiowej, gdy na nią patrzyła.
    - Kość słoniowa czy ecru? - zapytała o kolor pergaminu, wyciągając w jej stronę dwa różne zwoje. - Kość słoniowa jest bardziej elastyczna, wygodniejsza w użytkowaniu, ecru to grubszy papier, lepszy jakościowo i nie przebijający na drugą stronę. Różnica w cenie to piętnaście knutów, ale na ecru w razie konieczności estetyczniej wygląda pisanie po obu stronach - wyjaśniła, dobrze wiedząc, że nie każdy zauważy różnicę między wyrobami. Sama jednak, własnoręcznie czerpiąc papier, wiedziała, jak duże rozbieżności mogą występować w na pozór zwykłym pergaminie i jak mocno wpływa to na komfort pisania. Te rolki były co prawda sprowadzane, ale Alicia planowała do oferty włączyć własny papier.
    - Jeśli chcesz możesz spróbować obu i zdecydować, który Ci bardziej pasuje, tak na przyszłość. - Mrugnęła do niej porozumiewawczo, subtelnie nawiązując do praktyk wielu sprzedawców. Sama musiała się jeszcze wiele nauczyć jeżeli chodzi o handel. Choć rzemiosło miała opanowane doskonale, podczas sprzedaży brakowało jej profesjonalizmu dziadka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [I nie szkodzi, wszystko było w porządku :)]

      Usuń
  34. Obroniła się przed jego zaklęciem. Beleth chciał sprawdzić jak szybko reaguje na rzucane zaklęcia i był pod wrażeniem. Widać, że dziewczyna dużo uczyła się oraz ćwiczyła. Jeśli ktokolwiek by zlekceważył pannę Weasley to raczej cało z tego nie wyjdzie.
    Udało mu się zablokować zaklęcie o pomarańczowej poświacie za pomocą Protego, ale mimowolnie lekko zachwiał się by zaraz wrócić do pionu oraz zaatakować zaklęciem spętającym:
    - Incarcerous!
    Czy tym razem zablokuje...?

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  35. Zablokowała, ale było słychać w jej głosie poddenerwowanie. Yukimura próbował utrzymać swoje emocje na uwięzy, dlatego też nikt nie potrafił odczytać z jego twarzy co się w nim kotłuje.
    Nie zorientował się, że nie użył zaklęcia oszałamiającego. On po prostu widział tylko siebie i Rose Weasley. Zignorował całkiem zebrany tłum oraz przewodniczącego. Dziewczyna również nie użyła oszałamiającego zaklęcia.
    Machnął różdżką by zablokować zaklęcie, które powoduje wymioty ślimakami. Niecierpiał tego uroku.
    - Conjuctivis!
    Wybrał zaklęcie oślepiające, nie wiedział dlaczego. Nie miał zamiaru przegrać tego pojedynku, ale widział że Rose również więc pewnie potrwa on jeszcze długo.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  36. Faktycznie. Pierwszy zagrał nieczysto i to w sumie nieświadomie. Po prostu wypowiedział pierwsze lepsze zaklęcie jakie przyszło mu do głowy, dopiero po fakcie zorientował się, że zagrał tak a nie inaczej. No nic, trzeba żyć z konsekwencjami.
    Zablokowała oślepienie a potem poleciało kolejne zaklęcie w stronę Japończyka, które w ostatniej chwili zablokował i w końcu na jego twarzy szło zobaczyć lekkie zmęczenie. Obydwoje zaczęli rzucać bardziej wymagające uroki. Niektóre ciężko było zablokować.
    - Ascendio!
    Kolejne zaklęcie, jakie przyszło mu do głowy, wyrzucające człowieka w powietrze. Miał nadzieję, że to zablokuje, bo nie chciałby żeby dziewczynie stała się krzywda.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  37. Jemu prawdopodobnie też by parowała jakby istniał w kreskówce. Musiał szybko myśleć na zaklęciami, bo Rose daje mu popalić. Często pojedynkował się z słabszymi od siebie, ale Gryfonka była z nim na równi i to Beletha ekscytowało. W końcu miał przed sobą przeciwniczkę o równych szansach wygranej i przegranej. Gdyby przegrał ten pojedynek to nie zdenerwowałby się. Pokonałby go ktoś silniejszy i Yukimura byłby bardziej zmotywowany do bycia lepszym.
    Musiał to być ciekawy widok dla reszty uczniów Klubu Pojedynków. Dwoje zaciekłych czarodziejów próbuje pokazać, który jest lepszy. Lada chwila to się okaże. Prawdopodobnie któreś z nich wyląduje w Skrzydle Szpitalnym. Odpukać w niemalowane drewno.
    O mały włos a nie zablokowałby zaklęcia, ale na szczęście udało mu się.
    - Drętwota!

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  38. [Miałam problem z zaklęciami xD Mam nadzieję, że spodoba się takie zakończenie xD]

    Zablokowała Drętwotę i dzięki tej krótkiej pauzie mógł złapać oddech, by móc uspokoić się. WYkorzystał ten fakt na przypomnienie sobie zaklęć jakie może użyć.
    Czy ona właśnie próbowała przyprawić go o rogi? Dosłownie? To zaczynało być zabawne. Najpierw wymioty ślimakami a teraz poroże. Miała poczucie humoru, trzeba przyznać.
    Bez większego namysłu rzucił zaklęciem:
    - Sectumsempra!
    Dopiero po chwili zrozumiał, że źle wypowiedział inkantację. Chciał rzucić Rictusemprę a wyszło całkiem inaczej. Jeśli dziewczyna tego nie obroni to będzie w niesamowitych tarapatach.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  39. [Mówiłam, że lubię wplątywać moje postacie w kłopoty? xD]

    I tak też się stało. Dziewczyna wylądowała na podłodze i widział jak z jej ran sączyła się czerwona posoka. W głębi czuł niesamowite wyrzuty sumienia. Dlaczego musiał pomylić inkantację i rzucił czarnomagiczne zaklęcie, które obiecał sobie nigdy nie użyć drugi raz. Zrobił to. Na oczach uczniów, przewodniczącego i nauczyciela.
    Czuł na sobie wzrok innych, ale widział tylko Rose leżącą we krwi. Pomimo, że na Beletcie taki widok nie robi wrażenia, ale tym razem zrobił, bo to była koleżanka a nie wróg.
    Nie odezwał się ani słowem i posłusznie poszedł do gabinetu dyrektora by wyjaśnić zaistaniałą sytuację, przyjąć konsekwencje swoich czynów. Powie całą prawdę i pogodzi się z faktem, jeśli będzie musiał opuścić Hogwart.
    Parę godzin później. Był wieczór. Cały czas gryzły go wyrzuty sumienia, więc musiał pójść do Skrzydła Szpiatlnego i przeprosić Rose... Same przeprosiny tutaj nie pomogą. Postanowił, że zrobi dla niej wszystko by odkupić za pokiereszowanie ciała.
    Znalazł się w skrzydle i zobaczył śpiącą Weasley. Poprosił pielęgniarkę o zostanie z nią mimo późnej pory. Niechętnie, ale zgodziła się. Przysiadł obok niej, obserwując dziewczynę jak spokojnie spała.
    Gdy obudziła się to lekko wzdrygnął się. Widział jak rozgląda się za czymś, więc odezwał się by zwrócić na siebie uwagę:
    - Jak się czujesz? - zapytał może głupie pytanie, ale nie wiedział jak rozpocząć ta konwersację i czy w ogóle ona chciała z nim rozmawiać. Równie dobrze mogła go przegonić.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  40. Ta sytuacja w ogóle go nie bawiła. Dawno takich wyrzutów sumienia nie czuł jak tego feralnego dnia i raczej szybko ich nie pozbędzie się. Może wyglądał na typowego Krukona, który zadziera nosa i równie dobrze mógłby podać sobie ręce ze Ślizgonem, ale nie. Rose nie mogła zobaczyć emocji na jego twarzy, które gotowowały się w nim. Jego oczy tylko zdradzały stan ducha i jak widział rany jakie spowodował tym nieszczęsnym zaklęciem to momentalnie odwracał od nich wzrok.
    Po jej kaszlu zrozumiał, że chciała się napić, więc podał jej stojącą nieopodal szklankę z wodą by napiła się a potem spojrzał w jej oczy i na nich skupił się, by móc nie oglądać gojących się ran.
    - Wolałbym o tym nie rozmawiać... - stwierdził, po czym poprawił się na krześle - Pewnie to za mało, ale przepraszam Cię.
    Powiedział magiczne słowo, tylko pytanie czy Rose je przyjmie? Nie zdziwi się jak tego nie zrobi. Na pewno będzie chciała czegoś a on to z chęcią zrobi, nieważne jak upokarzające by ono było.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  41. Pokręcił przecząco głową, po czym westchnął ciężko.
    - Czytam za dużo książek i niestety wiem o paru zaklęciach, których nie powinno używać na terenie szkoły - odpowiedział, mając nadzieję, że porzuci ten temat, bo nie chciał o tym rozmawiać. Liczyło się dla niego teraz zdrowie panny Weasley a nie dlaczego rzucił czarnoksięskie zaklęcie. - Nie chciałem tego pojedynku wygrać w ten sposób. To było nie fair z mojej strony i to ja powinienen leżeć na Twoim miejscu.
    Pomylić dwa różne zaklęcia o różnym działaniu i akurat użyć drugi raz Sectumsepry na Bogu ducha winnej dziewczynie. Ten pierwszy raz użył w obronie drugiej osoby i skończyło się to tragicznie.
    Zbeształ się w myślach i w końcu przestał rozpamiętywać niedaleką przeszłość.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  42. Pierwsze słowa ugodziły go w serce, ale miała prawo być wściekła na niego. W końcu o mały włos a umarłaby z wykrwawienia się. Gdyby nie interwencja nauczyciela to miałby jeszcze większe problemy niz wyrzuty sumienia.
    Nie słyszał jej słów na temat Jamesa i Ślizgonów, bo był myslami gdzieś indziej oraz wbił wzrok z pościel, którą była zakryta dziewczyna.
    Wrócił do świata żywych gdy usłyszał głos rudowłosej, więc spojrzał na nią oczami o błękitnych tęczówkach, w których było widać ból.
    - Parę godzin minęło, więc nawet nie myśl o wstawaniu. Nie martw się zaległościami. Będę robił za nas dwoje notatki byś była na bieżąco. - powiedział ze stoickim spokojem a potem delikatnie uśmiechnął się jak powiedziała o sobie ruda, wredna Weasley.
    - Powiedziałbym bardziej ruda, w a l e c z n a Weasley. - I tutaj mimowolnie rzucił komplementem w jej stronę a jak zorientował się to spojrzał gdzieś indziej.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  43. Mimowolnie z jego ust wydobył się śmiech.
    - Ciesz się, że wylądowałaś u Gryfonów, bo Krukoni to same bufony z zadartym nosem - powiedział z rozbawieniem.
    Beleth nie był typowym uczniem z Ravenclawu. Przynajmniej nie zadzierał nosa i potrafił przyznac się do błędu.
    I właśnie zaczęła się niezręczna sytuacja dla niego. Zawsze ma problem w kontaktach z kobietami, bo nie potrafi z nimi normalnie rozmawiać i od razu rzuca komplement mimowolnie a potem człowieku kombinuj jak wrócić na normalny tok rozmowy.
    W geście zawstydzenia podrapał się po stalowej roztrzepanej czuprynie i poprawił grzywkę, która leciała mu na oczy.
    - Eee... dziękuję? - nie wiedział co powiedzieć w takiej sytuacji, bo tym razem on dostał komplement od dziewczyny.
    - Jeśli będę mieć ku temu powód to może uśmiech zawita na moje twarzy - stwierdził ze spokojnym wyrazem twarzy, ale oczy miał lekko rozbiegane, bo patrzył się wszedzie byle nie na nią.
    Odchrzknął w tej niezręcznej sytuacji.
    - Może zmieńmy temat... Albo pójdę już, bo pewnie jesteś zmęczona - to powiedziawszy wstał z krzesła i poprawił ubranie.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  44. [Nie widze problemu, bo biedny zawstydził się, więc co powiesz bym Tobie dała ten zaszczyt rozpoczęcia nowego wątku? :)]

    Musiał stąd jak najszybciej wyjść, bo zakłopotanie daje mu się we znaki. Próbował utrzymać spokój, ale to nie było możliwe przy niej.
    Kiwnął głową.
    - Postaram się przychodzić najczęściej jak będę umiał, bo nie powiem, że mam o wiele więcej na głowie teraz - odpowiedział już trochę spokojniej jak sobie przypomniał o tych wszystkich rzeczach jakie ma zrobić by nie wylecieć ze szkoły. Dyrektor widząc jego współpracę to był bardziej przychylny do wszystkiego i ostrzegł go, że był to ostatni jak, bo za takie zaklęcia juz dawno wyfrunąłby stąd w okamgnieniu.
    Ruszył w stronę drzwi i ostatni raz zerknął w jej kierunku.
    - Wyśpij się dobrze i do zobaczenia - powiedział na odchodne, po czym wyszedł zmierzając w stronę dormitoriów Krukonów.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  45. [Już zaczyna mi się to podobać! :D Beleth nie wytrzyma tego nerwowo xD
    I wybacz, że krócej odpisuję, ale to późna pora robi swoje :3]

    Krukon próbował odwiedzać Gryfonkę, ale zawsze coś stawało mu na drodze i zanim zorientował się to minął tydzień od tamtego feralnego dnia.
    To był ciężki tydzień dla niego. Wszyscy dziwili się jak zjawiał sie punktualnie na lekcjach oraz robił podwójne notatki dla Rose z zajęć, które mieli wspólne. Yukimura był słownym człowiekiem, dlatego wywiązywał się ze złożonych obietnic.
    Uczniowie przez jakiś czas unikali go, ale do tego przyzwyczaił się, bo i tak nie socjalizował się z nimi, więc ten fakt nie wstrząsnął nim. Bardziej irytowały go szepty, że używał zaklęć niedozwolonych w szkole oraz wymyślali głupoty jakby tu dopiec Japończykowi.
    Eliksiry. Siedział w swojej ławce, jak zawsze sam, i patrzył na nauczyciela, który właśnie zapytał się o amortencję. Beleth nie próbował nawet odezwać się, ale zamiast niego usłyszał głos nie kogo innego jak samej Rose Weasley.
    Mimowolnie spojrzał w jej stronę, ale zaraz znowu odwrócił wzrok i wbił pergamin.
    Czy kiedykolwiek skończy się dzień bez zażenowania? Jeszcze brakowało, że tematem lekcji była amortencja oraz Walentynki.
    Najgorszy dzień wraz z moimi urodzinami..., pomyślał zniesmaczony. Że też musiał być Dzieckiem Walentynek. Rodzice mieli poczucie humoru. I jeszcze pewnie będzie musiał podzielić informacją o swojej amortencji. Meh.
    Zapisał swoje imię i nazwisko na papierze, po czym wstał jak reszta uczniów i wrzucił papierek do kapelusza na biurku, a nastepnie wrócił na swoje miejsce.
    Ciekawe z kim będzie dzisiaj pracował.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  46. Z Fanny dziwna była osoba, gdyż raz potrafiła smacznie spać już o dwudziestej pierwszej, a kiedy indziej nie spała do trzeciej w nocy, gdyż miała tyle energii, że nie wiedziała co z nią robić. W takich sytuacjach najczęściej wymykała się z dormitorium i szukała rozrywki gdzie indziej, choć zazwyczaj o tej porze w zamku panowała cisza i spokój ze względu na ciszę nocną. Nie powinna więc była wychodzić poza Pokój Wspólny, ale kto by się tam przejmował jakimś regulaminem. Przecież ze szkoły jej nie wyrzucą. Poza tym, najpierw musieliby ją przyłapać, a Fanny była niesamowicie dobra w chowaniu się.
    Tej nocy jej mała, nocna wycieczka zakończyła się na kuchni. Będąc dopiero na pierwszym piętrze zorientowała się, że jest głodna, więc zeszła niżej i przez obraz dostała się do królestwa skrzatów, które od zawsze lubiła, gdyż potrafiły być naprawdę miłe, a na dodatek te z Hogwartu zawsze częstowały jakimiś smakołykami. Tak było i tym razem. Dostała kawałek ciasta czekoladowego, które było dzisiaj na deser oraz gorące kakao, a na drogę jeden ze skrzatów wrzucił jej kilka cukierków do kieszeni szlafroka.
    Wracając do dormitorium Krukonów, zupełnie zapomniała, że powinna być cicho i skradać się niczym najlepszy ninja, gdyż zapewne gdzieś w pobliżu kręcił się jakiś prefekt albo nauczyciel. Zamiast więc iść na palcach, aby niezauważenie przemknąć się do pokoju, zaczęła wyżerać ze swojej kieszeni cukierki, które dostała w prezencie. Pech chciał, że owe słodkości były w papierkach, które dość mocno hałasowały, więc nic dziwnego, że w końcu ktoś to usłyszał.
    Słysząc za sobą głos, odwróciła się gwałtownie, a widząc przed sobą znajomą twarz, uśmiechnęła się szeroko. I zupełnie nie wiedziała, że cukierki, które właśnie jadła były tymi, które mocno barwią, toteż całe usta, a także trochę zębów miała w kolorze niebieskim.
    — Cześć, Rose — powiedziała wesoło, udając jakby wcale nie łamała właśnie szkolnego regulaminu. — Hmm, co ja robię? No to ten, hmm… Właśnie. To jest bardzo zabawna historia, wiesz? Ale długa. Opowiem ci ją może kiedy indziej, co? — Mruknęła, przełykając cukierka, którego przed chwilą rozgryzła w buzi. — Chcesz? — Spytała z uśmiechem i niewinną miną, wyciągając w kierunku dziewczyny rękę, w której pozostało kilka słodkich landrynek w papierkach.

    Fanny

    OdpowiedzUsuń
  47. James Potter nigdy nie stronił od kontaktów z dziewczynami, i one nie stroniły od kontaktów z nim. Zbliżały się Walentynki, co oznaczało, że niemal wszystkie przedstawicielki płci pięknej desperacko poszukiwały jakiejś ofiary (czytaj: chłopaka), z którą mogłyby wybrać się do Herbaciarni Pani Pudifoot w Hogsmeade. Ta konkretna dziewczyna kleiła się do niego od dłuższego czasu. Odrzucał jej zaloty, bo najzwyczajniej w świecie go nie interesowała, a poza tym bez przerwy myślał o pewnej Gryfonce. Tego dnia jednak, uświadomiwszy sobie, że w życiu nie wyzna jednemu ze swoich wrogów swoich uczuć, pozwolił Krukonce zaciągnąć się na korytarz i jakoś tak wyszło, że się do niego przyssała.
    Jak już wspomniane zostało wyżej, James nie stronił od kontaktów z dziewczynami. Oczywiście nie miał najmniejszego zamiaru wybrać się z nią do Hogsmeade, do tego przerażająco rożowego lokalu pełnego zakochanych par, ale całowanie to przecież żadna obietnica. Przynajmniej dla niego. To po prostu przyjemne spędzanie czasu, które wcale nie oznacza, że kolejnym krokiem będzie wyznanie miłości. Albo że w ogóle będzie jakiś kolejny krok.
    Oczywiście James zauważył Rose, bo nigdy nie była ona dobra w szpiegowaniu ludzi. Był prawie pewny, że w najbliższym czasie uwiesi mu się na szyi, rozgłaszając połowie Hogwartu, że widziała go z ukochaną. I chociaż starał się być wkurzony, myśląc o tej sytuacji, w sumie bardziej go ona bawiła. Ogólnie Rose często go bawiła, i może dlatego w głębi duszy ją lubił, chociaż udawał, że wcale tak nie jest.
    - Jaki znowu związek, Rosie? - uszczypnął ją w policzek i rzucił jej ironiczny uśmieszek. - Czy ja jej się oświadczałem, czy co? Wy, dziewczyny, zdecydowanie za dużo sobie wyobrażacie.

    [Jest okej przecież :D]
    James

    OdpowiedzUsuń
  48. - Nie licz na miłosne wyznanie na odchodne - warknął Steven do blondynki, która rzuciła mu jeszcze kilka pełnych rozżalenia spojrzeń. Usłyszawszy to zdanie, dziewczyna przyspieszyła kroku i pognała najpewniej do najbliższej damskiej toalety. Steven przeniósł spojrzenie na Rose. W jego piwnych oczach zajarzyły się ogniki rozdrażnienia.

    - Wiesz co, Weasley? Byłabyś naprawdę dobrym prefektem, gdybyś tylko wtrącała się w sprawę, mając pełen obraz sytuacji - powiedział niechętnym tonem. - Ale nie… ty musisz być zbawczynią uciśnionych, co? Zdaje się, że to dziedziczne. - Ślizgon uśmiechnął się paskudnie. Zaczynał w gruncie rzeczy dobrze się bawić. I nie chodziło o prymitywną satysfakcję z mówienia komuś przykrych rzeczy. Po prostu jego poprzednia rozmówczyni skora była jedynie płakać, zamiast użyć jakichś argumentów. Albo żeby chociaż przez chwilę powalczyła o swoje…

    Cornell spoglądał z góry na pannę Weasley, mając stosunkowo bezczelny wyraz twarzy. Ich niemal cykliczne starcia stawały się powoli czymś, na co Steve czekał. Zawsze było to jakieś urozmaicenie dłużących się dni. W przerwie między jednymi zajęciami, z których nic nie wynosił, a drugimi, dobrze było napatoczyć się na taką Rose i dać upust swojej frustracji.

    Steven C.

    OdpowiedzUsuń
  49. [To fajnie, bo nie potrafię tak mocno rozpisywać się :)]

    Yukimura położył twarz na dłoniach spoczywających na blacie. Mogło to wyglądać jakby szykował się do drzemki, ale po prostu tylko przymknąć oczy i czekał na wylosowanie jego imienia. Był ciekaw z kim było mu pracować. Pewnie z kimś kto będzie grymasił, że nie chce pracować z osobą odpowiedzialną za usiłowanie zabójstwa. Co za głupoty. Nie chciał jej zabić przecież...
    Usłyszał swoje imię, ale dopiero po fakcie zorientował się do kogo należał głos. Podniósł głowę i ich oczy spotkały się. Podrapał się po czole a przy okazji poprawił lecącą grzywkę. Tego nie spodziewał się, że będzie współpracował z Rose. Tyle dni minęło odkąd się z nią rozmawiał w Skrzydle Szpitalnym.
    - A Ty na mnie. - odpowiedział, robiąc miejsce dziewczynie. Przez moment patrzył na nią, ale za chwilę spojrzał na swój kawałek pergaminu.
    To będzie dosyć niezręczne...

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  50. Biorąc pod uwagę to, jak bardzo Molly każdego dnia starała się być świetna we wszystkim, każdy dzień był dla niej swego rodzaju utrapieniem. Teoretycznie po tylu latach starań, przeżywania tego wszystkiego od nowa i ciągłego uważania na każdy najmniejszy ruch, mogłaby się już przyzwyczaić i tak właśnie się stało, ale nawet to nie sprawiło, że było jej chociaż trochę lepiej z tym, z czym na co dzień musiała się mierzyć, w dodatku na własne życzenie. Przecież nikt nigdy nie powiedział jej, że tak powinna robić, że rodzice nie są z niej dumni. Ona jednak uwielbiała chodzić pod górkę, tymi trudniejszymi ścieżkami, których ludzie na ogół nie wybierali, a były one dwa razy gorsze od tych zwykłych ciężkich. O tak, Molly Weasley uwielbiała utrudniać sobie życie.
    W związku z tymi mało pozytywnymi cechami charakteru dziewczyna pod koniec każdego dnia była po prostu zmęczona, marząc jedynie o tym, aby znaleźć się w Pokoju Wspólnym, a potem udać się do łóżka. Powoli była już tym wszystkim zmęczona, chociaż wiedziała, że został jej już tylko jeden rok szkoły. Oczywiście w żaden sposób nie rozwiązywało to jej wewnętrznych problemów, ale sądziła, że po zakończeniu edukacji w Hogwarcie, będzie jej chociaż trochę łatwiej. Przynajmniej taką miała nadzieję. Wtedy będzie uczyć się sama dla siebie, zdobędzie zawód i pomniejszy się grono osób, które będzie mogło odkryć, że coś tu jednak jest z nią nie tak, jak być powinno i jak Molly chce, żeby było. Nikt jednak nie stwierdziłby, że dziewczyna jest zmęczona, ponieważ nawet to starała się ukryć. Musiała być wulkanem niekończącej się energii, mieć siłę na wszystko, każdego dnia, o każdej porze.
    Odetchnęła, wchodząc do Pokoju Wspólnego Gryfonów, podając przed tym odpowiednie hasło, które w dniu dzisiejszym brzmiało „niemasłowe masło”, a sensu zlepku tych dwóch słów Molly absolutnie nie rozumiała i chyba nie chciała rozumieć. Kiedy znalazła się w pomieszczeniu, od razu dostrzegła swoją kuzynkę Rose, która siedziała przy kominku. Przy niej dziewczyna mogła się chociaż trochę rozluźnić, dlatego na jej twarz wstąpił delikatny uśmiech, gdy ją ujrzała. Podeszła do niej, zajmując miejsce obok niej.
    – Na Merlina… – Gryfonka westchnęła ciężko, przymykając na chwilę oczy. Czuła, że zmęczenie powoli ją opuszcza, chociaż i tak czuła się okropnie. Mogła mieć tylko nadzieję, że nic złego już się dziś nie wydarzy. – To był taki straszny dzień. Mam po prostu dość – mruknęła, oglądając się przez moment za siebie. – A co u ciebie, Rose? Obyś miała dla mnie jakieś bardziej pozytywne wieści niż ja mam dla ciebie.

    Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  51. [Awww dziękuję :3 Jakie to słodkie z Twojej strony. Będę musiała też napisać powiązania, ale to w swoim czasie :3]

    Yukimura zamrugał oczami z niedowierzania. On jej nie lubił? Właściwie to jest całkiem odwrotnie. Lubi Gryfonkę, ale w świetle ostatnich wydarzeń Japończyk nie potrafi wyzbyć się wyrzutów sumienia i trzyma się od niej z daleka by nie zrobić jej niepotrzebnej krzywdy. Na pewno nie chciałaby słuchać jak obgadywany jest Krukon i jakie pierdoły mu robią by zdołować go, ale Beleth unosi głowę i nie pokazuje po sobie jak bardzo cierpi. Już zdążyli nazwać go chłodnym draniem.
    - Nie mam zamiaru utrudniać naszej pracy ani nie nie lubię Cię - odpowiedział ze stoickim spokojem, po czym jak dziewczyna wskazała mu co ma przyszykować to zaczął swoje zadanie od razu by zdążyć uwarzyć ten wywar.
    Praca z Belethem była taka, że on nie odzywał się aż do momentu skończenia, bo on skupia się na zadaniu i całkiem zapomina o rozmowie. Jeśli nic go nie dekoncentruje to skończy zadanie bez problemów.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  52. Alicia zachichotała słysząc jak dziewczyna nazywa ja per "pani", ale szybko się pohamowała. Nie chciała przecież wyjść na totalną wariatkę zamkniętą w zdewastowanym sklepie. Mimo tego, że szkołę skończyła dobre lata temu, nadal nie mogła przyzwyczaić się, że nastoletni iczniowoe traktowali ją jako osobę poważną i godną poważania. Nadal dziwnie słuchało się takiej grzecznościowej formy i juz chciała powiedzieć tej zagubionej, sympatycznej rudowłosej by mówiła jej po imieniu, jednak zrozumiała, że to nie do końca na miejscu. Postanowiła jednak predko dopomóc tej biednej duszyczce w wyborze.
    - Sama preferuję ecru i zawsze preferowałam: i na notatki, i na wypracowania. Notatki mieszczą się na dwóch stronach, nie trzeba nosić zapasowej rolki, a później podczas nauki wyglądają schludnie i czysto, idealnie do późniejszego zaklęciowego zakreślania. Na kości słoniowej przez przebijające z drugiej strony słowa nie działa tak dobrze. - Posłała w jej kierunku przyjazny uśmiech.
    W czasach Hogwartu sama uznawana była za mistrzynię notatek. Mówiło się i na roku, i w niższych klasach, że jak chcesz zdać egzamin bezboleśnie i dobrze, to musisz podpisać cyrograf z niejaką Scrivenshaft, obsesyjnie dbającą o porządkowanie i estetykę wszystkiego, co robi: z każdych zajęć w zmniejszającej skrzyni pod łóżkiem trzymała wszystkie pięknie opracowane notatki. Znała zaklęcia dotyczące zarówno papieru, piór i tuszy, których nikt nie rozumiał, a ona pilnie strzegła rodzinnych formuł przed oczami ciekawskich. No i poza tym bądźmy szczerzy, zapewniały jej regularne dostawy słodyczy z Miodowego Królestwa i kremowego piwa spod Trzech Mioteł. I chociaż materialy udostępniała tylko dostatecznie pilnym uczniom bezinteresownie, to większość z nich czuła się zobowiazana do wynagrodzenia dostawczyni choć tak drobnymi rekompensatami. Szczególnie ze względu na wyrzuty sumienia, kiedy przekazywali je dalej, już nie tak pilnym znajomym.

    Alicia Scrivenshaft

    OdpowiedzUsuń
  53. Gdy skończył to spojrzał na Rose, która również skończyła, po czym kiwnął głową na jej zapytanie.
    - Zamieszam - po tym słowie zrobił zgodnie z instrukcją jaką podała mu Weasley, czyli wrzucił płatki irysa. Zamieszał trzy razy zgodnie z ruchem wskazówek zegara, następnie skórka pomarańczy wylądowała w kotle i zamieszał dwa razy zgodnie z ruchem wskazówek zegara.
    Posiekane mandragory oraz zarodnik paproci wrzucił i siedem razy zamieszał przeciwnie do ruchu wskazówek zegara.
    Teraz to tylko czekać co stanie z kotłem. Zrobili zgodnie z instrukcjami. Chyba nie wyleci w powietrze bądź zagotuje się i wyleje się na nich. Niezbyt ciekawy widok by to był.
    Przeniósł wzrok z wnętrza kotła na rudowłosą.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  54. Gdy Rose powiedziała czego brakuje to również o niemal walnąłby się dłonią w czoło. Całkiem zapomniał o tym składniku, ale w sumie nie ma co się dziwić. Nie chciał nigdy tego wywaru przygotowywać. Eliksir miłości to tylko bujda. Trzeba samemu spróbować zakochać się a nie pomagać sobie innymi rzeczami, magicznymi czy nie.
    Podrapał się po stalowej czuprynie.
    - Możemy zaryzykować, ale kto miałby wrzucić? Mnie w sumie jest obojętnie kto to zrobi... - stwierdził, po czym złapał się za brodę w geście zamyślenia - Albo faktycznie bezpieczniej będzie poczekać na nauczyciela...
    Jeśli on wrzuciłby, na przykład włos, to Rose lub ktoś inny wypiłby i byłoby to fałszywe zauroczenie. Tak samo byłoby gdyby rzuciła Rose i przykładowo on by wypił.
    Przymknął oczy by odgonić myśli, po czym spojrzał na Gryfonkę.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  55. Alastair na początku lekcji postawił sobie za cel notowanie. Temat wyjątkowo go zainteresował i przykuł uwagę, która na lekcjach zazwyczaj mu nie służyła. Jednak siedząc ramię w ramię z Rose, znajomą Gryfonką, która od początku wierciła się niecierpliwie, jakby coś było nie tak, nie mógł w ogóle skupić się na zadanie. Próby znowu poszły w cholerę. Nie zamierzał jej jednak uspokajać czy ganić za nietypowe zachowanie. Sam wielokrotnie na lekcjach zarzucał ją tonami przemyśleń, niekoniecznie związanymi z Transmutacją. Ale dzisiaj z Rose coś było wyjątkowo nie tak. Nie powiedziała, ani nie napisała do niego nawet słowa od początku lekcji, a cały czas zerkała w jego stronę z lekko rozgorączkowanym spojrzeniem. Al starał się zachowywać jakby tego nie zauważał, w końcu nie była to jego sprawa, a może chodziło o coś zupełnie przyziemnego. Może któraś z Gryfonek z dormitorium ją zdenerwowała, albo któreś z wypracowań, którymi się zawsze tak przejmowała, nie zostało docenione. Nie, wypracowania Rose zawsze były doceniane zgodnie z ich skalą i rozmachem. Przecież nie bez powodu była prymusem. Może ktoś wpadł jej w oko w tej szkole przepełnionej przeciętniakami, ale jeśli tak, to przecież nie będzie mu się z tego zwierzać. Jednak kątem oka cały czas obserwował jej nerwowe ruchy, starając się jednocześnie zapamiętać jak najwięcej z wykładu profesor Welsh. Być może coraz bardziej zaczynało go intrygować, czy przypadkiem Rose nie ma do powiedzenia czegoś ciekawego, a może jej nerwowa aura zaczynała go po prostu męczyć. A może faktycznie zmartwił się czy coś się nie stało? Bzdura, Rose radzi sobie doskonale ze wszystkim za co się zabierze, a w tej szkole nigdy nic się nie dzieje. Gdyby nie naoczni świadkowie bitwy sprzed lat, nigdy by nie uwierzył, że takie rzeczy mogły się tutaj dziać i zrzuciłby wszystko na legendy stworzone by przyciągnąć czarodziejskie dzieci do tego wielkiego, zimnego zamku. Skupienie chłopaka całkowicie powędrowało w stronę Rose i z ciężkim westchnieniem poddał próby notowania wykładu. Już otwierał usta, żeby zapytać co się do cholery stało, kiedy tuż przed nim pojawiła się, i zaraz zniknęła, drobna ręka dziewczyny. Został po niej zwitek beżowego papieru, który Alastair natychmiast rozwinął, i w którym znalazł wiadomość. Niezwykle lakoniczną, ale niezawodnie rozbudzającą ciekawość. Z uniesioną wysoko brwią spojrzał dziewczynie prosto w oczy i wyszeptał "Tylko tyle?". Na jej krótkie wzruszenie ramion zabrał się do pisania odzewu. Chwilę później, Rose mogła na kawałku mocno zwiniętego papieru przeczytać odpowiedź, napisaną szybko, niedbale, ale ze wszystkimi cechami wyćwiczonej pismem ręki:
    "Torturujesz mnie od początku lekcji, a teraz tylko tyle? Próbowałem nawet notować. Powiedz coś więcej, bo mnie zachęciłaś. Lubię wszystko, czego nie ma w kanonie książkowym tej szkoły. Tylko czy jesteś pewna, że chcesz ryzykować tę swoją piękną, błyszczącą odznakę, z której wszyscy są tacy dumni"
    Alastair oparł się jednym łokciem na ławce i zwrócony prawie całym ciałem w kierunku dziewczyny czekał na jej reakcje, wpatrzony z lekkim uśmieszkiem w odznakę prefekta.

    OdpowiedzUsuń
  56. Odetchnął z ulgą gdy amortencja zabarwiła się z bezbarwnego na różowy dzięki machnięciu różdżki.
    Beleth siedział spokojnie, czekając aż przyjdzie nauczyciel i sprawdzi eliksir. Po chwili stwierdził, że jest idealny, więc Yukimura był zadowolony chociaż nie pokazał tego po sobie.
    Mogli wyjść wcześniej z klasy, ale potem słowa profesora na odchodne całkiem zdezorientowały go i zobaczył to samo uczucie u Rose gdy na nią spojrzał.
    Gdy ich spojrzenia spotkały się to Beleth poczuł się nieswojo, więc czym prędzej zaczął sprzątać po sobie i pomyślał sobie, że jemu amortencja nie będzie do niczego potrzebna oraz nikt nie musi wiedzieć co dokładnie lubi. Jeszcze by go wyśmiali.
    Gdy skończył sprzątać to pozbierał swoje rzeczy, ale kotła z amortencją nie ruszył.
    - Jeśli chcesz to weź to, ja na pewno nie... - powiedział niby spokojnie, ale czuł się niezręcznie.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  57. Jego życie miłosne w sumie też nie istniało. Nie miał przyjaciółki, w której podkochiwałby się. Miał koleżanki i kolegów, ale nie potrzebował do tego wywaru miłosnego.
    Gdy zobaczył na jej policzka czerwone wypieki to stwierdził, że wygląda uroczo. Teraz to on poczuł się zawstydzony swoimi myślami, więc szybko je przegonił. Beleth, co się z Tobą dzieje?
    Słysząc jej słowa to z jego ust wydobył się śmiech, którego nie mógł powstrzymać, bo sam wyobraził sobie chodzące zombie w walentynki.
    Mimowolnie uśmiechnął się na jej słowa na temat ratowania męskiej rasy i pomyślał sobie, że w sumie to czemu nie? Wziął flakoniki, napełnił je różową cieczą.
    - Skoro mamy wszystko to idziemy? - zapytał niepewnie.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  58. Przewiesił swój tobołek przez ramię, po czym pożegnał się z profesorem i razem z Rose wyszli z sali lekcyjnej. Był na sto procent pewny, że pojawią się kolejne cudaczne plotki na ich temat, ale w sumie nie obchodziło go to. Wystarczy, że on znał prawdę.
    Gdy stanęli przed sobą to Beleth górował nad Rose o dobre dwadzieścia centymetrów i to musiało wyglądać komiczne dla przechodniów. Wyglądało tak jakby patrzał na nią z góry. Dosłownie.
    - Jak sobie życzysz - odpowiedział.
    Nie umiał przy niej normalnie się zachowywać. Cały czas miał ochotę komplementować jej urodę, ale powstrzymywał się by nie wyjść na wariata. Nie był pewien, ale jak siedzieli obok siebie to wyczuł zapach perfum. Jakby takie słodkie... Nie był do końca pewien.
    - Jak się czujesz? - zapytał znienacka.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  59. Westchnął. Z jednej strony cieszył się, że rany zagoiły się, ale z drugiej chciałby, żeby mu wybaczyła. Chciałby to usłyszeć od niej. Może wtedy przestałby się tym tak zadręczać.
    - Jeszcze raz przepraszam Cię za tamten feralny dzień - powiedział, na moment spojrzawszy w jej stronę, ale po chwili wbił wzrok w podłogę a włosy zasłoniły mu twarz jak lekko pochylił głowę do przodu.
    - Sam sobie narobiłem kłopotów. Najważniejsze, że jesteś cała i zdrowa - przyznał bez bicia. Jego problemy były tutaj najmniej ważne.
    - Przepraszam Cię za moje zachowanie... - mruknął, po czym wyjął z tobołka pergaminy i wręczył jej - To wszystkie notatki z naszych wspólnych lekcji.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  60. Krukon należy do osób słownych, więc nie zapomniał o danej obietnicy i zrobił podwójne notatki, że dziewczyna nie była w tyle z materiałem.
    Przystanął jak wryty gdy Rose chwyciła go za ramiona i mimowolnie musiał na nią spojrzeć oraz wysłuchał jej monologu, bo nie chciał jej przerywać.
    Usłyszał słowa, których nie spodziewał się usłyszeć. Miała wszelkie prawo być na niego wściekła i nawet omijać go szerokim łukiem po tamtym zdarzeniu, ale nie. Nie zrobiła tego. Tylko on omijał ją.
    Teraz rudowłosa próbowała do niego dotrzeć i udawało jej się to. Pod wpływem impulsu przytulił dziewczynę do siebie. Dawno nie usłyszał tak miłych słów.
    - Dziękuję - wydukał, po czym zorientował się co zrobił i momentalnie puścił ją. Na jego policzkach pojawiły się nieznośne wypieki oraz spojrzał w bok - i przepraszam.
    Dawno tyle kogoś nie przepraszam w ciągu paru minut.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  61. [No cóż pomysł na wątek jest dobry a może i w trakcie nam coś innego fajnego wyjdzie :D to jak zaczniesz? ]

    Tom/ Scarlett

    OdpowiedzUsuń
  62. Uśmiechnęła się lekko, kiedy zobaczyła babeczki. Co prawda zjadła już dwie podczas kolacji, ale miała jeszcze miejsce w brzuchu na kolejne, więc nie odmówiła. Słodkie rzeczy zawsze poprawiały humor, chociaż tak właściwie Molly nie umiała wytłumaczyć dlaczego. Niezależnie jednak od powodów fakty były faktami, dlatego dziewczyna często jadła więcej, kiedy w jej życiu nie działo się tak, jak powinno. Wtedy dziękowała swoim przodkom za to, że w genach odziedziczyła po nich metabolizm, który pozwalał jej na jedzenie praktycznie wszystkiego, co jednak nie sprawiało, że miała zbyt wiele ciała tam, gdzie tego nie chciała. Działo się tak również dlatego, że Molly latała na miotle przez prawie połowę swojego czasu, a nie było to zajęcie, które nie wymagało wysiłku. Dla kogoś tak mogło to wyglądać, ale ból nóg i rąk, który Weasley odczuwała po pojedynczym meczu, był naprawdę duży i zazwyczaj ledwo docierała później do swojego dormitorium, o ile nie dostała wcześniej kaflem i nie straciła przytomności, bo takie sytuacje się zdarzały.
    – Naprawdę? – spojrzała zaskoczona na kuzynkę. – Czy on przypadkiem nie upadł na głowę? Przecież… to amortencja! Wujaszek Ron na pewno by nie pochwalił takiego pomysłu, zważając na jego doświadczenia związane z tym eliksirem – zaśmiała się cicho. Pamiętała, jak mama Rose opowiadała kiedyś o tym, jak Ron przez przypadek stał się jego ofiarą, a kiedy tak wracała myślą do tych sielankowych rozmów, sama również zaczynała się rozluźniać. Maska idealnej dziewczyny opadała, a sama Molly nie czuła się tak zmęczona, jak wcześniej. – I wiesz co, ja też nie chcę. Najchętniej nie wychodziłabym wtedy z dormitorium, bo naprawdę nie mam ochoty na oglądanie tych wszystkich dramatów, które będą się tu rozgrywać za cztery dni. Masakra… – osunęła się na kanapie, wzdychając ciężko.
    Tak właściwie Molly nie była jakoś bardzo przeciwko Walentynkom, ale już nie mogła słuchać żalów swoich koleżanek na temat chłopaków, którzy nie chcieli spędzać z nimi wtedy czasu, bo woleli zaprosić gdzieś inną. Na korytarzach Hogwartu tego czternastego lutego było chyba więcej nieszczęścia niż szczęścia, a wszystkie te wydarzenia można byłoby zlepić w jakiś naprawdę kiczowaty film, którego oglądanie skończyłoby się bólem brzucha z powodu zbyt dużej dawki śmiechu.
    – Och, aż szkoda gadać – machnęła dłonią, biorąc gryza babeczki. Musiała przyznać, że była przepyszna. – Quidditch. Powiem ci, że atmosfera między drużynami jest bardzo napięta i to nie tylko między nami a Ślizgonami, ale także między Puchonami i Krukonami. Szukająca Puchonów i w ogóle cała drużyna zostali oskarżeni o oszukiwanie podczas ostatniego meczu. Oczywiście zaprzeczyli, ale reszta się upiera i w sumie to wszyscy oskarżają się wzajemnie o jakieś rzeczy wyssane z palca. Doszło nawet do kilku bójek. Nawet nie chcę myśleć o tym, co może się jeszcze wydarzyć.

    Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  63. [Dobra... Jestem, ale z nie do końca wesołymi nowinami. Ze względów niekoniecznie zależnych ode mnie (no... nie odpowiadam za moją wenę, przepraszam ;<) będę rezygnować z Angusa, więc wątek nam nie wypali. Ale! W zamian mogę Cię zaprosić do Avalon lub Hyuna o ile oczywiście wciąż masz ochotę :)]

    OdpowiedzUsuń
  64. [A nie musi wyjść wcale nudny. Mówisz, że Rose lubi transmutację. Na tyle, żeby zostać ulubioną uczennicą Lorelle? Bo wtedy nieźle by ją przycisnęła, a wyglądałoby to na uwzięcie się.]

    Lorelle

    OdpowiedzUsuń
  65. [Napisałam powiązanie :P]

    Niezręczność za niezręcznością. Zwariuje przy tej dziewczynie. Od dawna tak się nie czuł i w sumie sam sobie winien był. Gdyby nie pomylił zaklęcia to najpewniej inaczej by się wszystko potoczyło oraz ich znajomość. Teraz jego sumienie przestało się odzywać, bo usłyszał, że mu w pewnym sensie przebacza, ale i tak jest zobowiązany jej pomóc. Nieważne co by to było.
    Podrapał się wolną dłonią po rozczochranej czuprynie i uśmiechnął się niepewnie.
    - Postaram się, ale niczego nie obiecuje - powiedział, poprawiając tobołek i ruszył za Rose po schodach w stronę Pokoju Wspólnego Gryfonów.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  66. [Cieszę się, że podoba się! :D
    Ouuu a ja znowu mam tydzień wolnego od pracy. Ale złożyło się :P]

    Gdy podeszli do portretu Grubej Damy to ona zlustrowała go, jakby nigdy w życiu nie widziała tak wysokiego chłopaka i nie była zbyt chętna do wpuszczenia, ale w końcu to zrobiła.
    Beleth właśnie miał zamiar obrócić się na pięcie i wrócić do siebie, ale Rose zatrzymała go swoimi słowami. Czy ona czytała mu w myślach?
    Niepewnie wszedł do środka do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Rozejrzał się po wnętrzu, po czym opamiętała go Rose, gdyż chciała jego torbę.
    Oddał jej, po czym zmarszczył brwi.
    - W czym mam ci pomóc, Rose-chan? - zapytał z czystej ciekawości, bo myślał, że tylko zaniesie flakoniki i będzie mógł sobie pójść, ale wyszło całkiem inaczej niż zamierzał.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  67. [W takim razie przyjdę jutro z propozycjami, bo teraz już mi się oczy zamykają i się nie mogę skupić na jakimś sensownym powiązaniu :D wolisz damsko-damskie czy jednak damsko-męskie wątki? Czy ogólnie pomyśleć nad wątkami dla obu moich postaci i wybierzesz sobie tę, która bardziej Ci się spodoba? :D]

    Avalon, Hyun

    OdpowiedzUsuń
  68. [No to fajnie :D]

    Poinstruowany tak tez zrobił. Usiadł sobie wygodnie we fotelu przed kominkiem, dając nogę na nogę w luzacki sposób oraz skrzyżował ramiona, po czym zaczął rozglądać się po wnętrzu pokoju wspólnego.
    Jak na jego gust to zbyt dużo złotego i czerwonego. Wolał stonowane kolory, takie jak błękity i czernie. Mógłby przyczepić się tego złotego, ale czerwony był nawet w porządku.
    Minęła chwila. Beleth wsparł głowę na ręce, która była wsparta o podłokietnik i odpływał. Tak, Yukimura potrafił na zawołanie zasypiać. Dzisiaj w sumie to dużo nie spał, więc nic dziwnego, że mu się na chwilę kimnęło i dopiero jak usłyszał słowa Rose to ocknął się.
    Spojrzał w jej stronę, mimowolnie lustrując ją.
    - Do twarzy ci w sweterku - powiedział, ale zaraz odchrząknął kierując wzrok na palenisko - Ja też będę musiał się przebrać - dodał jak gdyby nigdy nic, poluzowując krawat.
    Wziął od niej swoją torbę, którą posadził sobie na kolanie.
    - Już mi się tutaj fajnie robiło... - przyznał, po czym znienacka ziewnął.
    - Gomene... - przeprosił, zapominając, że dziewczyna nie zna zwrotów japońskich.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  69. Przez chwilę wpatrywał się w roztańczone ognie w kominku, po czym spojrzał na Rose, która zaczęła rozpamiętywać czasy jej rodziców.
    Gdy tak opowiadała to Krukon sam sobie to wyobraził i wbrew sobie zaśmiał się dźwięcznie. Chociaż mieszkał w Japonii to dużo słyszał o Harrym Potterze, Ronaldzie Weasleyu i Hermionie Granger. Teraz miał zaszczyt rozmawiać z córką Rona, którą feralnego dnia pokiereszował. Już widział jak jej ojciec szykuje dla niego grób.
    Potrząsnął głową by przestać o tym myśleć.
    Zaskoczyła go tym pytaniem.
    - Nie podałbym. Wolałbym by dziewczyna kochała mnie takiego jaki jestem. Fałszywe zauroczenie mija się z celem - odpowiedział ze stoickim spokojem oraz szczerze, ale spochmurniał trochę.
    Nie miał dziewczyny i prawdopodobnie spowodowane to było, że kariera była na pierwszym miejscu i na siłę nie szukał miłości. Twierdził, że ona trafi go jak grom z jasnego nieba.
    - Nie zrobiłbym tego w akcie desperacji. Wystarczy, że jestem dzieckiem walentynek i mam pecha do dziewczyn - i tutaj uśmiechnął się ponuro.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  70. Zdjął rękę z podłokietnika, gdyż Rose postanowiła sobie usiąść na nim. Nie wiedział co ma robić, więc po prostu nie ruszał się by przypadkiem nie musnąć dłonią jej nóg. Tak, znowu czuje się niezręcznie. Czemu ona tak na niego działała? Beleth ogarnij się...
    - Czyli mamy coś wspólnego - za dużo nauki - stwierdził, uśmiechając się jednym kącikiem ust, po czym spojrzał na rudowłosą, tym razem, z dołu i było to dziwaczne uczucie. Teraz wiedział jak inni go widzieli.
    - W sumie to miałem przeleżeć cały dzień w łóżku i poobijać się troszkę, ale w sumie biblioteka złym pomysłem nie jest - powiedział.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  71. Złapał się za brodę w zamyśleniu.
    - W sumie to nie głupi pomysł a zwłaszcza, że uwielbiam słodycze to tym bardziej kupiłaś mnie. W takim razie zabierzemy interesujące nas książki, pójdziemy do dormitorium Krukonów i zrelaksujemy się - powiedział, uśmiechając się do siebie, bo pomysł naprawdę podobał mu się i pierwszy raz nie będzie musiał spędzać samotnie popołudnia. Na pewno reszta uczniów będzie biegało w Walentynki i dormitorium będzie raczej puste, więc nie będzie niepotrzebne zgiełku.
    - Jeszcze możemy załatwić sobie jakieś gry by na książkach nie kończyć. Co Ty na to, Rose? - spojrzał na nią pytającym wzrokiem.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  72. [Co byś powiedziała, że przez przypadek któreś z nich będzie miało pralinki z amortencją? Zabawnie by te Walentynki wyszły jakby się sobą zauroczyli a potem pełno wyjaśnień, przeprosin :P Chyba, że to inaczej widzisz :)]

    - Tak bardzo przejmujesz się czyimś zdaniem? Jeśli chcesz obrabować Miodowe Królestwo to chętnie Ci w tym pomogę. - powiedział, zapominając całkiem o niezręczności. Dawno z nikim tak wesoło nie rozmawiał o planowaniu dnia.
    Chciał jej wynagrodzić za krzywdę jaką jej wyrządził. Planowanie Walentynek to było prawdopodobnie najlepsze co mógł zrobić dla niej. Pierwszy raz będzie je obchodził z dziewczyną, bo zawsze był sam.
    Jeśli będę w Miodowym Królestwie to miał nadzieję, że wśród słodyczy nie będzie pralinek z amortencją, bo ich wspólny dzień mógłby skończyć inaczej niż zaplanowali.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  73. [W sumie Twoja wersja jest lepsza :D]

    Mimowolnie zerknął kątem oka jak zakłada nogę na nogę i niebezpiecznie blisko Beletha oparła się. Próbował skupić się na przedmiocie ich rozmowy.
    - Nawet nie chcę widzieć tej różowości oraz tym bardziej szkolnych dramatów, na przykład kto z kim zerwał w Walentynki albo kto się przespał z kim - wywrócił teatralnie oczami.
    Westchnął ciężko, wbijając wzrok w palenisko.
    - Tak, mam urodziny w ten szczególny dzień. - spojrzał z powrotem na Rose i zagroził palcem - Nie próbuj mi prezentów kupować. Wystarczy, że będę miał towarzystwo.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  74. Nie spodziewał się jej dotyku na swoich włosach, które i tak były już rozczochrane a teraz to był istny artystyczny nieład na głowie.
    Gdy nachyliła się to był zmuszony spojrzeć dziewczynie w oczy oraz zobaczyć ten uśmiech chochlika.
    - Mnie wystarczy to co będziemy robić w moje urodziny - przyznał szczerze. Z niego był skromny chłopak i wiele nie potrzebował.
    Przyjaciele? W sumie czemu nie? Można nazwać tak ich znajomość, która nieciekawie zaczęła się, ale skoro Rose puściła tamto zdarzenie w niepamięć to Beleth również to zrobi chociaż i tak będzie mu to przypominać.
    - Przyjaciele zatem - kiwnął głową potakująco.
    Czuł się nieswojo jak Weasley była tak blisko niego, dlatego też wstał z fotela uważając by nie przewrócić Rose, po czym przeciągnął się.
    - W takim razie pójdę przebrać się - nagle oświeciło go. - Co do Miodowego Królestwa... Możemy zrobić tak, że jedno pójdzie po słodycze a drugie do biblioteki i wtedy nikt nie będzie nas osądzał o chodzenie ze sobą.
    Spojrzał na nią, czekając na odpowiedź.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  75. Wywrócił teatralnie oczami.
    - Nie przejmuję się, ale myślę, że może ciebie to denerwować potem - przyznał, drapiąc się po głowie po czym poprawił rozczochrane przez nią włosy - Ale jeśli nie to pójdziemy razem.
    Po prawdzie to Beleth jest trochę nieśmiały, ale gdyby tak wypił coś mocniejszego to nagle do wszystkich najchętniej poprzytulałby się a potem zasnąć na stojąco albo pod ścianą znienacka. Nie był agresywny, chyba że naprawdę ktoś nadepnął mu na odcisk.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  76. [Zaczniemy nowy wątek od Walentynek czy jeszcze nie? :)]

    Wysłuchał jej monologu do końca. Jak zawsze musi palnąć coś głupiego. Zdarza mu się najpierw coś powiedzieć pod wpływem impulsu i dopiero potem pomyśli. Rzadko, ale zdarza mu się.
    - Wybacz, jeśli uraziłem Cię w jakikolwiek sposób, Rose-chan - powiedział, po czym ukłonił się tak jak to robią w Japonii a potem wyprostował się, przełożył tobołek przez ramię a wolną dłoń wsadził do kieszeni spodni.
    - W takim razie idę, bo zaraz zasnę... - mruknął i jak na zawołanie ziewnął. - Zmęczony jestem. Sayōnara!
    Po tych słowach wyruszył w kierunku wyjścia.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  77. [Nic się nie stało. To może, prawdopodobnie oklepane, zróbmy jakieś zamieszanie. Przykładowo Rose lub Beleth, bez różdżki, bo mogli zapomnieć, zostaną otoczeni przez Ślizgonów, którzy upatrzyli sobie któreś z nich za ofiarę i będą próbować się bronić. Jeśli by na Rose padło to Beleth ruszy jej na pomoc a potem mógłby zostać pokiereszowany jakimś paskudnym zaklęciem. Karma gotowa, byliby kwita ;)]

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  78. [Nadchodzi! :D]

    Minęło kilka dni odkąd widział się z Rose w Pokoju Wspólnym Gryffindoru. Oczywiście przez te dni nie obyło się bez spóźnienia na lekcje. Sprawa użycia czarnoksięskiego zaklęcia ucichła, więc mógł wrócić do normalnego trybu życia.
    Była pora kolacjowa, więc Beleth przebrał się w normalne ciuchy, założył rękawicę na lewą rękę, poprawił sznurowadła w wysokich glanach i był gotowy do wyjścia.
    Prawie zawsze nosił różdżkę schowaną w kaburze przypasanej do paska spodni, ale szedł na kolację, więc po co była mu potrzebna? Tego dnia bardzo pomylił się, bo nie spodziewał się zamieszania na korytarzu spowodowaną grupką Ślizgonów. Teraz by mu się przydała, ale będzie musiał zaufać swoim zdolnościom samoobrony.
    Usłyszał znajomy głos, który należał do Rose Weasley. Niedosłyszał całej rozmowy, ale fragmenty i one zabrzmiały złowrogo, więc dużo nie myśląc pobiegł pomóc dziewczynie.
    - Odsuńcie się od niej! - zawołał a jak znalazł się przy nich to przesunął Ślizgonów by móc wejść do środka i stanął między nimi a Gryfonką.
    Beleth był wysokim młodzieńcem, ale Ślizgoni nie byli tym faktem jakoś specjalnie zaaferowani, bo oni również nie należeli do niskich. Jeśli dojdzie do bójki to Beleth może nie mieć szans, ale będzie próbował.
    - Chyba macie na tyle oleju w głowie i rozejdziecie się - powiedział, przeskakując lodowatym spojrzeniem każdego z nich.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  79. Już było za późno. Wmieszał się w ich sprawę i oberwał przez to. Jeden z Ślizgon miał ciężką rękę, więc miał mroczki przed oczami, które za chwilę ustąpiły, bo w chłopaku obudziła się adrenalina, więc wykorzystując moment ich nieuwagi to z półobrotu kopnął jednego z nich w plecy i wylądował na podłodze blisko ściany.
    Beleth znał sztuki walki, bo uczęszczał na lekcje jeszcze w Japonii a potem gdy przeniósł się to matka uczyła go by nie zapomniał jak się bronić gdy nie ma różdżki w pobliżu.
    Pozostała dwójka widząc to przeklęła Yukimurę i jeden z nich rzucił się na chłopaka. Przez dobry moment siłowali się, bo ten Ślizgon miał więcej siły od poprzedniego.
    Beleth w końcu podskoczył, złapał osiłka nogami za kark i zrobił przewrót, lądując na plecach razem z nim. Japończyk nie zauważył, że trzeci chłopak mierzył w niego różdżką, gdyż był odwrócony do niego tyłem jak wstawał.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  80. Nie zauważył kiedy ten koszmar skończył się. Adrenalina buzowała w nim, więc nawet nie zauważył ten czerwony promień wystrzelił w sufit to jakimś cudem odbił się rykoszetem prosto w Beletha, przeszywając go na wylot przez prawe ramię.
    Opadł na jedno kolana trzymając lewą ręką ramię, z którego sączyła się krew. Twarz miał wykrzywioną z bólu.
    Odwrócił głowę by spojrzeć na Rose.
    - Nic ci... nie jest. To... dobrze - powiedział urywanie, bo ból był nie do zniesienia i prawdopodobnie ten kopniak w brzuch również zrobił swoje, bo Yukimurze zrobiło się niedobrze.
    Znienacka przewrócił się na lewy bok powoli tracąc przytomność z powodu głębokiej rany, z której sączyła się czerwona posoka.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  81. Oczy miał przymknięte, ale słyszał nawoływania Rose. On po prostu nie potrafił ruszyć się. Czuł jak siły życiowe odchodziły wraz z krwią. Z całych sił próbował utrzymać przytomność, ale było to ciężkie.
    Jak to się mówi? Karma zawsze wraca i tak też się stało. Tym razem to Yukimura był w opłakanym stanie a Weasley próbowała go ratować.
    Poczuł jak rana zaczęła się powoli zasklepiać, ale dalej bolało jak jasna cholera, więc na jego twarzy malował się ból.
    Nie żałował, że jej pomógł. W końcu mógł odpokutować swoje winy. Teraz są kwita.
    Chłodna dłoń na jego policzku trochę ocuciła Krukona, który powoli otworzył oczy i spojrzał w kierunku zmartwionej dziewczyny, wysilając się na słaby uśmiech, który po chwili zniknął gdy spróbował podnieść się.
    Udało mu się usiąść na podłodze, ale ich twarze znalazły się niebezpiecznie blisko siebie.
    - Dzię...kuje - wyszeptał.
    Próbowała zaklęć leczących na nim pomimo nie swojej różdżki, więc był jej wdzięczny za to.
    - Pomóż mi... wstać - wydukał, próbując wesprzeć się lewą ręką, bo prawa nie była do końca władna.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  82. Gdyby to była inna sytuacja to prawdopodobnie Beleth odskoczyłby od niej w przypływie niezręczności, ale było inaczej. Bez jej pomocy daleko by nie zaszedł.
    Gdy pomogła mu wstać, w sumie to musiała nim szarpnąć, bo nogi odmawiały posłuszeństwa, to skrzywił się z bólu. Ramię niesamowicie mu nawalało, nie wspominając już o brzuchu.
    Wsparł się trochę na niej by umieć iść prosto. Jak zrobili parę kroków to znowu pojawiły mu się mroczki przed oczami, więc na chwilę przystanął by zniknęły. Rana do końca nie zasklepiła się, więc po próbie podniesienia go i pójściu paru metrów znowu się otworzyła.
    Gdy przestało mu się kręcić w głowie to spróbował znowu przejść kilka metrów za pomocą dziewczyny.
    Teraz to chciał znaleźć się w łóżku i odpocząć, nieważne jakim. Miało to być zwykłe wyjście na kolację a skończyło się dramatem.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  83. Został przyjęty do Skrzydła Szpitalnego w trybie natychmiastowym przez jedną z pielęgniarek.
    Poczuł w końcu miękkie łóżko, ale jak położył się do znowu zaczęła go rana niesamowicie piec, więc skrzywił się.
    Nie bardzo wiedział co się dzieje, bo znowu zaczął tracić przytomność. Pielęgniarka musiała rozebrać chłopaka z koszuli i dopiero zobaczyła ranę, która się otworzyła. Mówiła pod nosem zaklęcie regenerujące z różdżką przy owej ranie, która powoli znikała. Potem przepasała Beletha bandażem wokół zranionego ramienia i klatki piersiowej. Pielęgniarka przygotowała dla Krukona specjalny lek przeciw infekcjom oraz bólu, który nie smakował zbyt dobrze.
    Nie wiedział ile minęło czasu. Zasypiał i budził się co jakiś czas.
    Otworzył oczy i odwrócił głowę, gdyż poczuł na swoim ramieniu czyjąś dłoń. Była to Rose, która nie spoglądała na niego. Lewą ręką dotknął je dłoni spoczywającej na ramieniu Krukona.
    - Jest dobrze - odpowiedział, po czym podniósł się powoli by oprzeć się plecami wygodniej na poduszce. Kołdra przykrywała go jedynie do pasa, więc Gryfonka mogła zobaczyć jego bandaże. Pielęgniarka na wszelki wypadek mu to dała by zatamować krwawienie.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  84. Uśmiechnął się do niej pokrzepiająco.
    - Bandaże mam na wszelki wypadek - wyjaśnił, po czym spojrzał na nią z głową przekręconą lekko w bok - Nie masz za co przepraszać i dziękować.
    Nie musiał interweniować, ale to byłoby wbrew jego sumieniu by nie pomóc dziewczynie w potrzebie. Mogło się to tragicznie skończyć a tak to tylko Beleth oberwał.
    - Jesteś cała i zdrowa. To mi wystarczy.

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  85. To nie tak, że James nie rozumiał logiki kobiet. Owszem, rozumiał ją aż nadto. Ktoś tam na górze postanowił go obdarzyć niebywałą zdolnością do odczytywania kobiecych pragnień i tak się składa, że uwielbiał dawać im dokładnie to, czego nie chciały. To znaczy, zdawał sobie sprawę z tego, że dla nich pocałunek oznaczał coś dużego, coś jakby jeden stopień niżej od oświadczyn i ślubu. Ale nie miał najmniejszej ochoty być tym chłopakiem, który spełnia wszystkie wygórowane oczekiwania. Wiedział doskonale, że za same pocałunki niektóre dziewczyny potrafiłyby zrobić wszystko. I chociaż płakały potem po kątach, skarżąc się, że ten Potter to taki łamacz serc, od samego początku spodziewały się czegoś takiego. Kobiety lubią się łudzić, że zmienią złego chłopca w anioła. Zazwyczaj kończy się to łzami, ale cóż James mógł na to poradzić? Dziewczyny najwyraźniej lubiły cierpieć, skoro się do niego przyczepiały.
    - Mam serce z kamienia, Rosie. - uśmiechnął się do niej sarkastycznie, jak to miał w zwyczaju. - W końcu jestem Potterem.
    To nie była do końca prawda, bo James czasami okazywał jakieś tam uczucia, ale wolał nie ogłaszać tego światu.
    - A powiedz, Rosie - szturchnął ją w ramię z zawadiackim uśmiechem. - Masz już swoją walentynkę?
    Poruszył znacząco brwiami. Rose była dla niego jak siostra, ale również jak przyjaciółka, dlatego wcale nie denerwowało go, gdy obracała się w towarzystwie chłopców. Podczas kiedy każdego osobnika płci męskiej zbliżającego się do Lily skutecznie odstraszał, w przypadku Rose rzucał tylko kąśliwe uwagi. Dokładnie tak, jak ona.

    James

    OdpowiedzUsuń
  86. [ Twoja wizyta nieszczególnie mnie dziwi. :D
    Nie przepadam na potomkami Hermiony i Rona, Potterów jeszcze zniosę, choć i tak niekoniecznie, więc musiałabyś powalić mnie jakimś naprawdę dobrym powiązaniem.]

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  87. [Jakie to powiązanie? :)]

    Zachary

    OdpowiedzUsuń
  88. [ Nie mam żadnego. W sensie, niby mam, ale nie mam, nikt chyba tego naprawdę nie wie.
    Możesz zaproponować cokolwiek, byle bez dramatów i ciężkich spraw, bo Vins jest wrażliwy, jeszcze mi się załamie.]

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  89. [witam kuzyneczkę! jaka śliczna ta Rosie, jak żywo córka Hermiony i Rona. super Ci wyszła i bardzo ciekawa jestem, dlaczego jest nieszczęśliwa. myślisz, że dogadałaby się z Lulu i masz ochotę na wątek?]

    Lucy Weasley.

    OdpowiedzUsuń
  90. [dzień dobry, kuzynko! my chyba nie miałyśmy okazji mieć ze sobą rodzinnego wątku, jedyny, który pamiętam to Nebraska-Misery Lestrange & Rose. :D masz chęć to zmienić?]

    Lily.

    OdpowiedzUsuń
  91. [Lulu to taki kot. chodzi własnymi ścieżkami, nikogo nie podziwia, nie naśladuje, chce żyć po swojemu i dobitnie daje to do zrozumienia. :D
    co Ty na to, żeby Rosie-prefekt przyłapała kiedyś Lucy na szwendaniu się nocą po Zamku? mimo podziwu, o którym wspominałaś, mogłaby próbować ją nieco umoralniać, bo mimo wszystko jednak zachowanie dziewczynki nie zawsze jest godne naśladowania, a poza tym to tak dla przyzwoitości. powiedzmy, że rodzice mojej panny poprosili Twoją, jako dojrzalszą, no i w zasadzie jedyną starszą kuzynkę, z którą Lucy ma jako-taki, dość dobry kontakt, by nieco młodą utemperowała? i jakoś im się zejdzie na rozmowy o rodzicach czy coś w tym stylu, a dalej to pociągniemy, żeby nie było nudno i coś się działo. :D]

    Lucy.

    OdpowiedzUsuń
  92. Początki Molly na miotle nie należały do najłatwiejszych. Z opowiadań starszych członków rodziny wynikało, że wujaszek Harry miał naturalny talent do latania na miotle, który ujawnił się już podczas pierwszych zajęć, ale Molly nie miała takiego szczęścia, ponieważ jej pierwsza lekcja zakończyła się bolesnym upadkiem z wysokości, podczas którego jakimś boskim cudem nie złamała sobie jakiejkolwiek części ciała, a jedynie obiła sobie tyłek. Z perspektywy czasu śmiała twierdzić, że dobrze się wtedy stało, ponieważ ze względu na swoją upartą i zawziętą naturę, rzuciła wyzwanie miotle, składając jej obietnicę, iż ją ujarzmi. Od tego momentu zaczęła bardziej przykładać się do zajęć z latania, a czasami nawet przychodziła na lekcje dodatkowe, aż w końcu nauczyła się obycia z miotłą, a nawet polubiła ją. Ból w udach był lekarstwem na wszystkie negatywne emocje, które przeżyła danego dnia, na wszystkie niepowodzenia i błędy, bo w lataniu na miotle zazwyczaj jej wychodziło. Z czasem załapała się do drużyny, na pozycję ścigającej, co do której czuła, że jest ona jej powołaniem. I rzeczywiście tak było, bo obecnie Molly uważana była za jednego z lepszych graczy, po którego odejściu, drużyna na pewno w pewien sposób ucierpi.
    W relacjach z zespołem Weasley zachowywała się zupełnie inaczej niż normalnie. Starała się łagodzić spory, jednoczyć drużynę i troszczyła się o każdego z jej członków. Ważne było dla niej to, aby nie było wśród nich żadnych nieporozumień, które mogłyby zaważyć na wyniku meczu, bo tak często się zdarzało, jeśli nie byli odpowiednio zgrani, tylko targani jakimiś nieścisłościami, które wystąpiły podczas treningów. Podtrzymywała zespół na duchu, nawet jeśli czasami sama wątpiła w wygraną. Wszystko to dlatego, że drużyna była dla niej jak druga rodzina, przy której nie musiała udawać kogoś innego. Grając, czuła się wolna i niezależna. Nie chciała tego stracić. Poza tym właśnie te zachowania sprawiły, że Molly stała się kapitanem, kiedy Kai postanowił zrezygnować. Było to dla niej ostateczne wyróżnienie, a także nowa porcja obowiązków, którym zamierzała sprostać.
    – Zawiesić? – dziewczyna spojrzała przestraszona na swoją kuzynkę. Właśnie zdała sobie sprawę z tego, że rzeczywiście mogło tak być, a dla niej to było jak koniec świata. Pobladła. – Na Merlina, masz rację! Nie pomyślałam o tym w kontekście tych bójek, ale… kurcze, nie można do tego dopuścić. Tylko ja naprawdę nie wiem co można byłoby na to poradzić – westchnęła, przymykając na chwilę oczy. – Porozmawiać to jedno, ale stosować się do tego to drugie. Nie sądzę, aby Ślizgoni chcieli być tacy spolegliwi. Jejku, dlaczego latanie wychodzi mi o wiele lepiej niż dyplomacja? – jęknęła, zasłaniając twarz dłońmi.

    Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  93. [chętnie postawiłabym na to, żeby Lily z Rose miały dobre, może wręcz nawet przyjacielskie relacje, zwłaszcza w czasach, kiedy obie były dziećmi, no a później - wiadomo, szkoła, inne klasy, brak czasu z obu stron, no i diametralnie inne ukształtowanie... Lilka jest taka wrednawa, taka chłopczyca, taka nieznośna i niedobra, a Rosie nie wydaje mi się być tak niedobrą dziewczynką. :D co Ty powiesz na to, żeby Rose przyłapała Lily na kombinowaniu czegoś nielegalnego wraz z panem Williamsem, jej ukochanym przyjacielem? c:]

    Lily.

    OdpowiedzUsuń
  94. Droczenie się z Rose zadziwiająco szybko potrafiło poprawić mu humor. Ostatnio chodził trochę z głową w chmurach, bo pewna dziewczyna zajmowała jego myśli, co było w jego przypadku dziwnym zjawiskiem. James się nie zakochiwał. Ze dwa razy w całym swoim siedemnastoletnim życiu czuł się zakochany, a i tak były to tylko przelotne zauroczenia. Dopiero teraz to dziwne uczucie uderzyło w niego niespodziewanie i z całą tą swoją zniewalającą siłą. Miał wrażenie, że te cholerne błyszczące oczy utkwiły mu w głowie i pojawiały się za każdym razem, gdy próbował być sobą. Tym Jamesem, który nie przejmował się uczuciami.
    Zakochiwanie się jest ogólnie żałosne. Ale jeśli podrywacz się zakochuje, jest to podwójnie żałosne. Bo ktoś taki jak James nie ma zielonego pojęcia, co zrobić w takiej sytuacji. Co zrobić, jeśli naprawdę lubisz dziewczynę? Czy sarkastyczne komentarze są wskazane? Czy można ją przedrzeźniać? Czy trzeba kupować prezenty?
    Zakochiwanie się jest zdecydowanie zbyt trudne.
    Szturchnął Rose w ramię, słysząc jej słowa, i zaśmiał się cicho.
    - Hej, nie jestem taki zły! Mówią, że dobrze całuję. - uniósł brew, rzucając jej zawadiacki uśmiech. - A kto jest twoim wybrankiem?

    [Wybacz, ja też walczę... z życiem.]
    James

    OdpowiedzUsuń