25 lutego 2016

jesteś tylko opartym na pochodnych węgla, niestabilnym, organicznym, głupim tworem

Tatiana Fiodorow
właściwie Tatiana Zoja Iwanowna Fiodorow, po prostu Tatia, Rosjanka, lat szesnaście, klasa VI, Ravenclaw, czysta krew, boginem inferius, patronusem lis polarny, Klub Ślimaka, Koło Transmutacji, animag - lis polarny, mnemonista, nietolerancja laktozy
Wcale nie jest geniuszem, jak sądzą niektórzy. Większość swoich zasług zawdzięcza jedynie fenomenalnej pamięci, resztę zaś osiągnęła dzięki ciężkiej pracy. Co z tego, że zna na pamięć przepis na wywar żywej śmierci, skoro i tak w pewnym momencie coś jej nie wyjdzie? Co z tego, że zna formułki tysiąca zaklęć, jeśli nie zawsze potrafi je odpowiednio rzucić? Pracuje jednak nad wszystkim dotąd, aż w końcu coś jej wyjdzie, jednocześnie mrucząc pod nosem rosyjskie przekleństwa, gdy zaczyna tracić cierpliwość. Dość często mówi też do siebie, notorycznie obgryza paznokcie i obsesyjnie sprawdza każdą potrawę oraz napój, aby upewnić się, że nie zawiera laktozy, jakby obawiała się, że ktoś chce ją otruć. Szansa na to jest jednak niewielka, zważywszy na to, że dziewczyna nikomu raczej nie zawadza. Unika sprzeczek, unika kłótni i wszelkiego rodzaju nieporozumień. Egzystuje sobie spokojnie, starając się nie rzucać w oczy bardziej, niż to konieczne. Niby cicha, niby nieśmiała, ale lepiej jej nie denerwować, gdyż potrafi czasem ugryźć. Albo się rozpłakać, w zależności od jej humoru. Mimo wszystko, to w końcu zwykła nastolatka w okresie dojrzewania. Raz może jeść tonę słodyczy, innym razem odmówi batonika twierdząc, że się odchudza. Obiekt westchnień zmienia przynajmniej raz w miesiącu, płacze, gdy na jej czole wyskoczy pryszcz, a wieczorami umawia się z koleżankami na małe plotki.


Yyy, tak. Postać numer trzy. Hmm, zobaczymy jak to będzie.
Cytat od Żulczyka, zdjęcie autorstwa Marty Bevacqua. GG: 55386115.

55 komentarzy:

  1. [dobry!
    kocham imię Zoja, kocham lisy, pokochałam Tatianę. <3
    baw się dobrze i w razie chęci zapraszam do siebie!]

    Nebraska, Lily&Hope.

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witam, cześć! Zastanawiałam się nad tym zdjęciem dla mojej Jesse. ;) Bardzo przyjemna ta Twoja Krukonka.]

    Jesse

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Ja też zastanawiałam się nad tym zdjęciem dla Caelana. Jak dziwnie!

    Poprzednich dwóch nie przywitałam, więc witam trzecią postać. Krukonów nigdy za dużo. :D Cześć! ]

    Caelan

    OdpowiedzUsuń
  4. Się przywitam i przyznam, że zainteresowała mnie ta postać - taka normalna, ale nie ( to ma sens, prawda?). Myślę sonie, że wątek z tą panną byłby ciekawy, więc w razie co zapraszam do siebie :)

    Toby

    OdpowiedzUsuń
  5. [Cześć ponownie :) nasze panie są na tym samym roku i domu, więc będzie można nad czymś pomyśleć. Wolałabym jednak zaczekać z tym do zakończenia listy obecności XD muszę sobie porządek w wątkach zrobić tak więc odezwę się w weekend! :D]

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Niestety nie znam żadnej z twoich postaci, ale urzekło mnie w Tatianie to, że jest taka realistyczna. Niemalże każda nastolatka może się z nią utożsamić, niezwykle łatwo mi ją sobie wyobrazić i tak jak ja, pomimo nauki czasami coś jej nie wyjdzie. Życzę udanych wątków wszystkimi postaciami i jeśli jest chęć, zapraszam na wątek :) ]

    Elody/Arthur

    OdpowiedzUsuń
  7. [Ona jest taka normalna w stosunku do mojego Francuza. Czy ja mogę liczyć na Twe wsparcie wątkowe? Bo z Tatią to tylko konie kraść a Cajun nie tylko to chce ukraść :)]

    OdpowiedzUsuń
  8. [Prawdopodobnie złote serduszko schowane głęboko, ale kto go tam wie.
    Kusi mnie to zdanie zmienia obiekt westchnień przynajmniej raz w miesiącu. Coś w tym kierunku? :)]

    OdpowiedzUsuń
  9. [Stalkerowanie to zUa rzecz, którą Cajun wykorzystuje jak chce komuś coś podwędzić.
    Myślę, że na pewno by się znali, gdyż Francuz jest woźnym, więc praktycznie każdy na niego w końcu wpada (czasem dosłownie).
    Oj, Cajun tego nie zdradzi co zrobi. To nie w jego stylu by wszystko mówić :)
    Chciałabyś mnie wprowadzić w ten świat czy Cajun sam ma to zrobić? :)]

    OdpowiedzUsuń
  10. [Cajun ma paranoję, bo skoro sam podwędza to ktoś jemu też.
    W takim razie wprowadzę nas w świat wielu dziwnych, magicznych rzeczy :)]

    Co on właściwie tutaj robi? Nie dość, że uczęszczał do tej pięknej szkółki ładnych parę lat a potem zszedł na złą drogę, którą właściwie sam sobie obrał? On chciał dalej kantować, wejść komuś do sypialni po szkatułkę, ale oczywiście Lady Luck postanowiła sobie zrobić z niego jaja.
    Dostał tę posadę, bo musi w życiu zrobić coś dobrego. Ależ on robi dużo dobrego! Przecież ci ludzie nie potrzebują takich kosztowności skoro sami w sobie są piękni...? No dobra, nie wszyscy. Oni wszyscy tak chętnie oddają pieniądze, więc czemu Cajun miałby ich nie brać przez pokera? Francuz nie rozumie dzisiejszych czasów.
    Praca woźnego nawet mu się spodobała. Mógł wejść gdzie chciał... No prawie. Dyrektor znał jego reputację, więc miał na niego oko by komuś niczego nie podwędził, ale Cajun zna za dużo sztuczek, których Hogwart jeszcze nie widział.
    Tego dnia szedł sobie korytarzem, gdzie pełno było rozwydrzonych nastolatków, którym brakuje piątej klepki. Mając kapelusz na głowie to dotykał rondla z szelmowskim uśmiechem jak przechodził nauczyciel czy któreś z uczniów powitało go.
    Przez dobrą chwilę nie wiedział, że ktoś go śledzi.

    OdpowiedzUsuń
  11. Biedny Toby, nie miał pierwszej randki, a już wylądował w friendzone ;.; Ale faktycznie pasują mi na koleżków, a jej różne "paranoiczne" zachowania są dobrym tematem do żartów. Myślę, że będę mogła zacząć - ale zrobię to dopiero jutro, gdyż -eh, meh- chwilowy brak czasu.

    Toby

    OdpowiedzUsuń
  12. [ Myślę, że to całkiem dobry i pasujący do niego pomysł. Kobiety stara traktować się z szacunkiem jak go mamusia uczyła, jednakże dwulicowość i interesowność górują nad wszystkim. Wystarczyłoby, że Tatiana byłaby świadkiem/dowiedziałaby się, że kogoś nieładnie potraktował i ich relacja zmieniłaby się diametralnie. Tatiana byłaby oschła, a on w odwecie pokazałby swoją drugą twarz, ironiczną, cyniczną, wkurzającą. Relacja może być trudna do prowadzenia wątku, z pewnością niełatwa, ale możemy spróbować :) Jeśli masz inny pomysł to mów śmiało :) ]

    Arthur

    OdpowiedzUsuń
  13. [Aloha! Widzę, że zawitałaś do nas z trzecią postacią, zresztą bardzo przyjemną w odbiorze i wywołującą pozytywne pierwsze wrażenie. Trochę mi przypomina Jemmę. Zdjęcie jest śliczne. <3 Życzę dobrej zabawy i interesujących wątków!]

    Jemma Simmons/Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  14. [Interesująca postać. Miłej zabawy życzę z tą panią. My już wątek jakiś mamy w toku (z Twoja drugą postacią), także w nic nowego nie wkręcam. :)]

    Sorcha Tobin

    OdpowiedzUsuń
  15. [ Ech, wiem. To jeden z błędów życiowych.

    Jestem dziś mało kreatywna, więc na myśl przychodzi mi jedynie, że jakieś niezbyt rozgarnięte dzieciaki mogły gdzieś podsłuchać o uczuleniu Tatiany i — jako że nie są zbyt mądre — zrozumiałyby opacznie na czym nietolerancja laktozy polega, tj. przyszłoby im do główek, że dziewczyna zabawnie się wtedy zachowuje. Niemądre psotniki podstawiłyby jej coś, a Caelan mógłby to dostrzec. Albo ona przyłapuje ich na gorącym uczynku, a wówczas dzieciaczki zrzucają winę na pierwszego lepszego człowieka w pobliżu, czyli Abernathy'ego. Groziłaby mu śmiercią po rosyjsku? :D ]

    OdpowiedzUsuń
  16. Nikt nie potrafił wytłumaczyć jego zwierzęcego magnetyzmu jaki działał na kobiety. One po prostu lgnęły do niego jak lep na muchy, jak pszczoły do miodu, jak... Wiecie o co chodzi. Nie żeby mu to przeszkadzało. Bardzo przydatna była ta umiejętność, zwłaszcza jak czegoś potrzebował. Wystarczył szelmowski uśmiech, trochę szarmanckości i płeć piękna była jego.
    Korytarz trochę opustoszał i właśnie w tej chwili poczuł na sobie czyjś wzrok. Niby to spojrzał co się dzieje za oknem, ale kątem oka zerknął kto za nim idzie. Widział tą dziewczynę nie raz, zawsze z nosem w książce. Cajunowi wydawało się to dziwne, więc uciekł się do swych sztuczek.
    Wykorzystał moment gdy zdjęła z niego wzrok i schował się w ciemnościach za filarem. Poczekał moment jak przejdzie, po czym znienacka znalazł się za jej plecami, wyszeptując do jej ucha:
    - Interesująca lektura, cherie?
    Na jego ustach pojawił się zawadiacki uśmiech i spoglądał na nią spod rondla kapelusza z rozbawieniem.

    Antoine Delacroix

    OdpowiedzUsuń
  17. [Och, świetliczku, widzę, że się nam rozkręcasz z tymi postaciami! :D Zapoznałam się z kartą i Tatianą dużo wcześniej, ale jak się zarywa parę nocy z rzędu i poświęca je na naukę, dlatego pojawiam się dopiero teraz. Podoba mi się ta Twoja Krukonka, bo może i posiada wiedzę oraz niezwykłą pamięć, ale nie oznacza to, że praktycznym wykorzystaniu idzie jej równie dobrze. Rosyjskie przekleństwa nie mają co prawda takiej ekspresji i siły w wypowiedzi jak polskie, ale i tak za to spory plus. Poza tym wydaje się nie tylko sympatyczna, ale i realna, prawdziwa. Nie wiem czy zrozumiale ubrałam tę ostatnią kwestię, ale najwyżej będę się grzecznie tłumaczyć c:]

    Arsellus Langhorne/Vane Pollock

    OdpowiedzUsuń
  18. Chyba każdy byłby podekscytowany na wieść, że może uczyć się magii - każdy oprócz Toby'ego. Większość lekcji zlewała się w jedno, a wszystkie formułki miały dla niego tyle samo sensu co wydra na rowerze. Rzecz jasna taka szkoła miała swoje plusy, niewielu mogłoby pochwalić się zobaczeniem prawdziwego hipogryfa. Wychodząc z sali chłopak nie wynosił wiele nowej wiedzy, na pewno nie więcej niż nowych rysunków w podręcznikach. Oczywiście dbał o naukę, ale jego dobrze, było dla ojca niewystarczające, a nawet katastroficzne, Toby zaczynał mu nawet wierzyć. Wiedząc, że nikt nie chce się z nim spotkać czy porozmawiać, postanowił oddać się swej pasji w samotności. Dotarłszy do najbliższego drzewa, przysiadł pod nim i wyciągnął swój ukochany zeszyt. Uważał, że dobry ołówek jest jak różdżka – można nim stworzyć coś magicznego. Po długim wysłuchiwaniu o machaniu kijkiem, cały aż kipiał od potrzeby rysowania. Jego ręka przesuwała się szybko i sprawnie kiedy tworzył łeb smoka. Inni uczniowie mu nie przeszkadzali, zresztą mało kogo interesował ktoś z przeciętnym zeszytem w ręku. W czasie lekcji rzadko kiedy miał czas tylko dla siebie, bycie oficjalnym błaznem Ravenclaw było przecież bardzo ważne. Zawsze bawił go fakt, że ludzie potrafią się tak łatwo uśmiechać – wystarczył jakiś zez, dziwny rysunek, albo dobre słowo, powiedziane w dobrym momencie, mimo to i tak cieszył go każdy udany żart. Szkicowanie szło mu całkiem szybko, gdyż już po chwili jego smok wyglądał jakby miał wyfrunąć z kartki. Zawsze kiedy patrzył na gotowy rysunek myślał o matce, na pewno by się ucieszyła. Radość przeważnie trwała krótko, gdyż zaraz przypominał sobie o ojcu. Często myślał jakim cudem są spokrewnieni, przecież on był zabawny, a „tatuś'... Trudno było go nazwać radosnym typem. Niemniej jednak, zakończył szkic i nie wiedział co robić. Na szczęście Toby miał jeszcze jedną pasję – jedzenie. Koniec końców to nie był najgłupszy pomysł, gdyż od jakiegoś czasu nic nie jadł. Przecież jak można być artystą z pustym brzuchem? Ciemnowłosy zerwał się, schował swój ukochany zeszycik i ruszył w miejsce, gdzie mógł zaspokoić swój głód. Po drodze spotkał paru znajomych ludzi, ale z racji założonego celu nie zatrzymywał się na pogaduszki. Toby był jednym z ludzi, którzy mogli napchać cały swój talerz i wciąż być głodni. Kiedy już prawie sięgnął celu, ktoś brutalnie zatrzymał go swoim ciałem. Jego największym pragnieniem było przeproszenie potrąconej istoty i ruszenie dalej, sytuacja nie okazała się jednak tak prosta.
    - Wybacz – stwierdził i szybko pomógł wstać potrąconej pannie.

    Toby

    OdpowiedzUsuń
  19. [Oh! Dziękuję, za przywitanie i jestem bardzo chętna na wątek z Twoją Tatianą. Wydaję mi się co prawda bardzo inna niż mój Ślizgon, ale kto wie może zrobimy coś zarąbistego. Może Tatiana spotkałaby go w Klubie Ślimaka? Jakaś sprzeczka by rozpoczęła ich znajomość, ale jej zaczęłoby coś nie pasować. Jakby jego złość była nieszczera i nie prawdziwa, hmm? Zaczęłaby za nim łazić, co by go wkurzało, zaprzyjaźniliby się. ;)]
    Ars Timor

    OdpowiedzUsuń
  20. [Po prostu prawdziwy pościg! Jak najbardziej za! Lubisz zaczynać, czy ja mam? Napisz mi więcej, jeśli chcesz abym zaczęła.:)]

    OdpowiedzUsuń
  21. [Ołkej, będę czekała wytrwale i odpiszę najszybciej jak będę potrafiła. :)]

    OdpowiedzUsuń
  22. [ Zastanawiałem się, czy nie napisać jakiejś uwagi na ten temat, ale zrezygnowałem z tego. Z resztą nie wiadomo, skoro jest Amerykaninem to może sobie coś tam wstrzyknął xD

    Alastor Quirke

    OdpowiedzUsuń
  23. Ars powolnymi i cichymi krokami szedł w stronę Zakazanego Lasu, śpieszyło mu się na imprezę, która szczerze mogła się już zacząć, ale Ślizgon nie był człowiekiem szybkim, wręcz przeciwnie lubił wszystko wykonywać w ślimaczym tępię. Gdy już był blisko bocznego wyjścia ze szkoły, usłyszał ten jakże irytujący i wkurzający głosik. Już chciał się odwrócić, aby uniknąć spotkania z tą dzikuską, Tatianą, ale było po pierwsze za późno, a po drugie ona już go widziała. Chcąc ją zignorować odwrócił się w bok i szedł w odwrotną stronę.
    — Cześć, Ars! — wykrzyczała dziewczyna. Zamrugał kilkakrotnie z irytacją. Tatiana uwielbiała go męczyć, doprowadzanie do szału Ślizgona opanowała do perfekcji. Ona za nim łaziła, a on ją unikała. Dopełniali się. — Słyszałam, że wybierasz się na tę imprezę przy Zakazanym Lesie. Nie będziesz miał nic przeciwko jeśli się do ciebie podłączę? — nie kiwnął głową, nie zgodził się, ale dziewczynie całkowicie wystarczył jego grymas złości powoli malujący się na jego twarzy. Złapała go pod ramię z szerokim uśmieszkiem. Ohh, jak miło się zrobiło. Zacisnął więc swoje ramię bardzo mocno, oczywiście nie tak, aby sprawić dziewczynie ból, chciał po prostu dać jej do zrozumienia, że przeszkadza mu to. — Chodź, bo jeszcze nas ktoś zauważy! — dodała, więc chłopak zwolnił tępa, chciał ją zdenerwować. Nikt nie będzie przeszkadzał mu w jego wolnym spacerku na imprezę. Olewał czy się spóźni czy nie. Od pewnego czasu na nic nie ma ochoty ze wszystkim mu ciężko. Tak od pamiętnej kłótni z siostrą wszystko przestało mieć dla niego znaczenie. Nie liczy się ze zdaniem innych, nie obchodzi go co ludzie myślą, wszystko ma gdzieś. Bo na Merlina przecież to moje życie, moja sprawa.
    — Może się gdzieś zgubisz? — spytał, gdy już byli na imprezie. Żaden z kumpli do niego nie podchodził. Stanie z nią pod ramię naprawdę nie sprawiało mu radości. Dziewczyna jednak jak na złość nie chciała odejść, stała i cały czas stała. Ars nie wiedział co zrobić, aby po prostu odeszła. To było tak żałosne, jak stali z daleka od grupy bawiących się ludzi. Ars był wyższy od dziewczyny więc widział jedynie jej brąz czuprynę. Wgapiał się w nią jakby mając nadzieję, że to sprawi, że sobie pójdzie i wreszcie zyska święty spokój, był jednak chamem i prostakiem, bo takim wykreowali go ludzie, więc wiedział co zrobić, aby sobie poszła.
    — Posłuchaj mam Cię całkowicie dość. Myślałem, że masz choć odrobinę oleju w głowie, aby wreszcie dać sobie spokój. Nie zamierzam Ci grozić, ja po prostu ostrzegam, daj mi spokój, albo każdy dzień w szkole będzie dla ciebie męczarnią — mruknął całkowicie znudzony tą sytuacją. Nie miał ochoty, aby ją straszyć, chciał jej po prostu coś uświadomić. Mimo, że był na nią zły i znudzony jej głupimi zabawami, nie chciał sprawiać jej przykrości. Wolał, aby zaczęła mu się śmiać prosto w oczy, a nie, żeby płakała przez niego. Paradoks, taki właśnie jest Ars, może właśnie dlatego nie ma prawdziwych przyjaciół.

    OdpowiedzUsuń
  24. — Mógłbyś w końcu przestać udawać takiego gbura, za jakiego mają cię inni, Ars. Nie wierzę w to całe Zobaczcie jaki jestem zły! — powiedziała, puszczając jego ramię. Trochę bawiła go dziewczyna, krasnolud będzie mu mówił co ma robić. Gdy tylko dziewczyna go lekko puściła oderwał się od niej jak najszybciej potrafił. Stanął przed nią i uniósł ręce ku niebu. Już wyrósł z wciskania się ludziom do tyłka, najwyraźniej nie wszyscy mogą się tym pochwalić. Jednak zachowanie Tatiany było dla niego tak uprzejme jak zawsze chciał, aby ludzie dla niego byli. Przez chwilę pomyślał, że dziewczyna jest w porządku i warto by było się z nią zaprzyjaźnić, szybko jednak po przez pokręcenie głową odrzucił tę myśl.
    — Posłuchaj, tolerowałem Twoje dziecinne zachowania, jednak teraz, gdy sugerujesz, że coś udaję to przeginasz.. — zaczął z trudem jednak hamując śmiech. Naprawdę chciał, aby dziewczyna mimo to się od niego nie odwróciła, chciał mieć przyjaciół, jednak tak ciężko jest mu się przełamać i być po prostu miłym, ludzie go zniszczyli tak cholernie boleśnie ukształtowali go jako człowieka złego, więc takiego go teraz mają powinni być do cholery jasnej zadowoleni! Poradził sobie i mimo chęci nie uśmiechnął się ani razu, ani nawet na sekundę. — ja nikogo nie udaję, jestem sobą. — dodał na jednym wdechu, jednak sam nie wierzył w swoje słowa. To tak bolesne cały czas udawać kogoś kim się nie jest, ale Ars opanował to do perfekcji więc radził sobie nienagannie. Smutno się uśmiechnął patrząc w niebo. Brunetka cały czas spoglądała w jeden punkt. Marszczył brwi, a by po chwili powiedzieć coś co z trudem przeszło mu przez gardło, czuł jednak, że musi to powiedzieć.
    — Tatiano, dziękuję. — aż zasyczał ze zdziwienia. Dziewczyna może była tego świadoma, być może nie była, ale uświadomiła chłopakowi coś bardzo ważnego, że nie wszyscy ludzi są źli. Dało mu to dużo do myślenia. Spojrzał w ziemię smutno. Dziewczyna usłyszała jedno z tych słów, których chłopak nigdy nie wypowiadał, których nigdy nie powiedział nikomu. Zaśmiał się bezdźwięcznie sam z siebie, wiele ludzi na sytuację stresowe odpowiada śmiechem, taką więc metodę zastosował Ars. Dziewczyna stała, chłopak stał. Słychać było tylko ich oddechy, mimo głośnej muzyki i hałasów, Ars słyszał jedynie swój oddech i Krukonki, ta cisza nie należała do najbardziej przyjemnych, mimo to chłopak nie chciał, aby dziewczyna tę ciszę przerwała, nie chciał, aby go wyśmiała. Bo mimo tego co wszyscy myślą, Ars jest człowiekiem bardzo wrażliwym, wrażliwym na oceny innych. Tak bardzo nie chciał się tak czuć jak teraz, nie po to przez ten cały czas walczył z byciem sobą, aby teraz tak po prostu tą walkę przegrać. Już jako mały chłopak bardzo liczył się ze zdaniem innych ludzi. Przepłakał wiele godzin, dni, tygodni przez ból oceniania go przez innych ludzi, te wspomnienia za bardzo go bolały, aby o tym mówił innym, za bardzo.

    [Troszkę odbiegłam od naszego planowanego wątku, ale musiałam to napisać. Tatiana powinna być prze szczęśliwa, Ars się otworzył! :) Niech teraz wybiegnie jakiś wilk!]
    Ars

    OdpowiedzUsuń
  25. Chłopak zdobył się na głupkowaty uśmiech. Pamiętał Tatianę... To nie była zła dziewczyna, wręcz przeciwnie. Jej upór w pewien sposób był dobry, Toby zapamiętał go jednak nieco inaczej. Jasne, chłopak sprawiał dobre wrażenie i zawsze starał się być otwarty na innych - bycie miłym i uśmiechniętym sprawiało, że znalezienie sobie wrogów było wyjątkowo trudne, no chyba że ktoś nie lubił ciągłych żartów. Z nikim się jako tako nie przyjaźnił, miał wielu kolegów i znajomych, ale nigdy nie znalazł typowego przyjaciela. Chociaż chyba nigdy go nie szukał, wolał by ludzie znali go jako radosnego nastolatka, a nie musieli słuchać o jego – i tak nic nie znaczących – problemach. Tatia jednak, stwierdziła swego czasu, że jest on dobrym celem na wyżalanie się. Z początku Toby nie widział w tym nic złego, każdy czasem potrzebował takiej osoby. Po jakimś czasie, zauważył że zaczął jej celowo unikać, nie bo jej nie lubił – w pewien sposób nawet go intrygowała, ale niekoniecznie miał ochotę słuchać kolejnych jakże „ważnych” informacji. Z czasem dziewczyna chyba zrozumiała jak się czuł, przestała narzekać i zatruwać mu życie anegdotami. Nie żeby zaczęła go unikać – za wszelką cenę chciała, by Toby przestał peszyć się na jej widok. Musiał przyznać, że nawet jej to wyszło. Może dalej miał swoje wspomnienia, ale starał się o nich zapomnieć. Niemniej, teraz spotkanie z dziewczyną nie do końca go cieszyło - był głodny, a obawiał się że akurat w ten dzień, Tatiana będzie chciał mu coś opowiedzieć.
    - Wybacz, następnym razem pacnę cię w ramię, jeżeli taka twa wola. Chociaż jestem pewien, że sama mnie znajdziesz. Biorąc pod uwagę okoliczności, muszę jednak odmówić dalszej rozmowie. Jestem aktualnie na arcyważnej wyprawie – Toby postarał się o dramatyczną pauzę. - Idę coś zjeść.
    Wskazał na pobliskie drzwi i zgrabnie wyminął dziewczynę. W głowie postanowił sobie, że stworzy kiedyś specjalny rysunek z napisem: „Nie mogę rozmawiać” i przyczepi na czoło. Zapewne nie będzie to wyglądało poważnie, ale czy kiedykolwiek coś, co robił przy ludziach wyglądało poważnie? W czasach gdy był mniejszy, jego matka robiła podobne rzeczy, malowała obrazy ze znakami. Gdy mały Toby coś przeskrobał, albo zrobił źle, pokazywała mu je. Mina ojca kiedy widział tą, jak to nazywał „dziecinną zabawę”, była niepowtarzalna. Chyba nikt na świecie nie potrafił bardziej pokazać zdegustowania sytuacją. Chłopak często zastanawiał się, czemu mama zgodziła się z nim być i czemu tak „wielki” czarodziej zechciał być z kobietą brudnej krwi, zamiast starej żony. Żaden z rodziców nigdy mu nie odpowiedział. Toby zrobił przerażoną minę, gdy zobaczył obok siebie Tatianę. Powiedział jej, że idzie, a on stał jak idiota i zastanawiał się nad przeszłością.

    OdpowiedzUsuń

  26. Ars dawno nie czuł takiej bliskości z drugim człowiekiem, faceci raczej się nie tulą na przywitanie, nie oderwał się od niej, mimo, że w pierwszym odruchu tego właśnie chciał dokonać. Dziewczyna po chwili sama się od niego oderwała, zdziwiony rozejrzał się po lesie. Tuż za Arsem odbijał się cień wielkiego wilka, nie chciał się odwracać, bo spanikował by bardziej, a tego nie chciał. Przerażony tłum obserwował co się dzieję. Spanikowali. Spojrzał w stronę towarzyszki, jednak, żadnej towarzyszki nie ujrzał, zamiast tego dostrzegł małego białego lisa, wiedział, że to Tatiana, pobiegła szybko głębiej w stronę lasu. Ars nie wiedział, że dziewczyna również jest animagiem. Chłopak jak najprędzej, aby pogonić za dziewczyną zmienił się w swoją postać animagiczną. A był nim orzeł, leciał więc nad dziewczyną z szerokim uśmiechem, co prawda orzeł tego nie okazywał. Tak cudownie było frunąć nad drzewami. Zawsze gdy przybierał swoją postać czuł niesamowitą wolność i takie szczęście, którego nie da się opisać słowami. Podfrunął niżej, aby być wysokości dziewczyny. Lis pędził niczym torpeda, a orzeł nie był mu dłużny. Gdy odwrócił się lekko napotkał trzech mężczyzn, dziwnie ubranych, jak szmalcownicy za czasów II wojny o Hogwart, coś było nie tak. Wilki biegły tuż za nimi, przestraszył się. Skrzydłem jako orzeł wskazał lisowi drogę w prawo, starał się jak najmniej postrzeżenie.
    — Czy to nie było dziwne? — spytał brązowowłosy szmalcownik wskazując na orła. Ars wstrzymał powietrze, wystraszył się nie na żarty. — Ten orzeł wskazał lisowi drogę. Może moją szpiegów, to animagowie. — dodał po chwili szmalcownik, podskakując tak, aby złapać orła w swoje dłonie.Gruby stojący obok niego kolega machnął na niego ręką. Ars wypuścił powietrze z płuc, jego spokój nie trwał jednak długo.
    — Wiesz co? Eddie może mieć rację. — poparł go trzeci z szmalcowników rzucając wilkowi kawałek przypiętego do jego kurtki mięsa. Ars jak najszybciej poleciał bardziej w niebo, aby się ukryć, spojrzał na lisa, oby dziewczyna wiedziała co robić. Nie chciał jej zostawiać. Jako orzeł cały czas wywiercał w niej dziurę, jakby chciał jej coś powiedzieć. Zmartwił się. Wrócił więc na miejsce, jednak tam nie było tak jak wcześniej. Co się stało z Krukonką?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Parę razy okręcił się wokół lasu, jednak niczego nie znalazł. Gdzie ona zniknęła? Był wściekły nie dość, że nie doprowadził dziewczyny do końca, do dodatkowo nie wiedział kompletnie co się z nią dzieję. Tak Ars Timor się o kogoś martwi, niestety tak. Podfrunął bliżej jeziora i spotkał całą trójkę szarpiącą się z lisem, było to przerażające patrzeć jak obchodzą się z jego można powiedzieć już dobrą koleżanką. Cała okolica była mu znana, często chadzał do Zakazanego Lasu nie tylko na imprezy, ale również na przeróżne spotkania z kolegami. Usłyszał z boku parzę głosów. Gdy dali dziewczynie spokój, Ars postanowił wkroczyć. Schował się za drzewem.
      — Psst, psss. — zahuczał. Dziewczyna początkowo go nie słyszała. Trójka szmalcowników głośno się o coś spierali. Coś jest nie tak Hogwarcie, a Ars chce bardzo wiedzieć co jest nie tak.

      Usuń
  27. [ Słodziuchna ta twoja Tatiana - przyziemność ma czasem większą wartość, niż wymyślne, mhroczne cechy niektórych postaci :D

    Ja wątek bardzo chętnie. Powiem nawet, że przeglądając sobie wstępnie postaci przed stworzeniem Curtisa przyjrzałam się właśnie Twojej, i doszłam do wniosku, że wbrew pozorom ten mój stary skurczybyk by się z Tatią dogadał.

    Widzę (lub też niedowidzę, zależy, czy się mylę), że nie prowadzisz jeszcze żadnego wątku w stylu Jestem-Wariatuńciem-A-Ty-Spokojną-Duszyczką-Chodź-Zakręcę-Wokół-Ciebie-Świat. Jeśli podoba ci się pomysł Curtisa wyciągającego z niej wszystkie wariackie zachowania, jakie w sobie tłamsi, to pisz, a ustalimy detale; jeśli nie - też pisz, pomyślę nad czymś innym <3 ]

    Curtis

    OdpowiedzUsuń
  28. [ Jak najbardziej, jak najbardziej! Curtis do tych przywiązujących się raczej nie należy, ale wszystko może się pozmieniać!

    Zaraz coś tam naskrobię. Nie mogę się doczekać! ]

    OdpowiedzUsuń
  29. Curtis wielokrotnie spotykał na swej drodze dziewczyny zamknięte w sobie. Dziewczyny niby to takie, które umieją się postawić, ale nie robią tego, gdy nie jest to absolutną koniecznością. Dziewczyny zasłaniające się niemalże pergaminem, gdy należało wyjść przed szereg i wyrazić to, co się czuje. Dziewczyny, które nie wstrzymują się przed ekspresją tylko wówczas, gdy chodzi o postawienie granicy. Dziewczyny, które emocje pozytywne filtrują bardzo, ale to bardzo dokładnie i trzymają je w szufladkach albo na smyczce, tak, by w każdej chwili mogły je powstrzymać.
    Curtisa takie dziewczyny inspirowały do działania; kazały mu wchodzić w rolę osoby odpowiedzialnej za ich dobre samopoczucie, osoby godnej poznania ich szalonej strony. Nie znaczyło to od razu rozpijania małolat i sadzania ich sobie na kolanach. Choć czasem do tego dochodziło, jeśli standardowe środki nie wystarczały.
    Powód tego całego ideologicznego przedsięwzięcia był prosty; Kieran widział w takich duszyczkach dawnego siebie - wycofanego, mruczącego w odpowiedzi osobnika, który całe życie spędził siedząc pod oknem z papierosem w dłoni na rozmyślaniach co by było, gdyby. Osobnika zaprzeczającego swej naturze. Osobnika, który przeczytał niezliczone ilości poradników i źródeł wierzeń zarówno pogańskich, jak i mono i politeistycznych, a także powieści motywujących pióra mugolskich pisarzy - w nadziei na to, iż któregoś dnia wstanie prawą nogą, i będzie to noga żelazna, ale obwiązana kwiatkami w idealnej harmonii jednostkowej. Wiedział, że brzmiało to trywialnie, ale gdyby miał traktować swe życie namacalnie (a co gorsza - poważnie), to już dawno temu załamałby ręce i skoczył z Mostu Milenijnego prosto na główkę. Tłumaczył sobie, że zdarzyły się od tych osnutych mgłą czasów wspaniałe rzeczy - rzeczy, które świadczyły o przebytej ścieżce i pozwalały mu na prowadzenie innych ludzi przez ich własne mentalne wyboje. A guru nie może od tak pozbawić swych uczniów źródła ciepła i umrzeć.
    Były one jak odbicie jego własnego charakteru w szkole średniej. Puchońska troska nakazywała mu otaczać ramieniem te zbłąkane dziewuszki i pokazywać im drogę wolnej ekspresji. Wierzył, że to światła droga. Wcale nie tak kręta, jak może się wszystkim wydawać.
    Gdyby się z tego komuś zwierzył, ten natychmiast sprawdziłby temperaturę jego czoła i kazał się położyć. Pozostawało więc Curtisowi twierdzić, iż wyprowadza małolaty przed szereg dla zabawy.
    Taką właśnie duszyczką okazała się Tatia.

    Pozornie nic nie wskazywało na to, by zasłaniała się maską. Przychodziła po swe koleżanki i spokojnie stawała obok klapy na poddaszu wróżbiarstwa, czekając, aż zbiorą wszystkie swoje rzeczy, wyprostowana. Nie dałoby się w tym zauważyć niczego dziwnego, gdyby nie spostrzeżenie sposobu, w jaki jej wzrok nie pałętał się po klasie, pełzając po posadzce z miejsca na miejsce. W Wielkiej Sali spokojnie czekała, aż misa z jedzeniem obejdzie całe grono siedzących w pobliżu uczniów, by sama mogła nałożyć sobie porcję; jadła powoli i spokojnie, jakby wstydziła się tej prostej czynności fizjologicznej. Nerwowo obgryzała paznokcie, gdy ślęczała nad książką w bibliotece. Rzucała ukradkowe uśmiechy w kierunku dzieciaków, którzy robili psikusy profesorom. I wiedział, że nie musiała zachowywać żadnego z tych środków ostrożności, bo nie dość, że była piekielnie zdolna, to do tego niebywale urocza, a już na pewno miała kolorową, gęstą duszę, do której wystarczyło dotrzeć.

    Kieran poświęcał takim dziewczynom naprawdę sporo czasu. Obsesyjnie analizował ich zachowanie i współczuł im na swój sposób, dając upust swym frustracjom bezbarwności w klasie wróżbiarstwa. A było jej sporo - wiecznie znudzeni uczniowie, uczniowie, których oczy nie wyrażały kompletnie niczego. Uczniowie bez tej jednej, maleńkiej iskierki, która czyniła ich ludźmi wspaniałymi. Curtis znieść bezbarwności po prostu nie mógł.
    Znalazł więc sobie nowy obiekt badań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiedział, czy może ufać tej niejakiej Tatianie. Choćby bardzo chciał natychmiast wywlec ja za fraki ze szkoły i kazać jej tańczyć z testralami (cokolwiek to znaczyło - swoją drogą, całkiem ciekawa koncepcja, pomyślał sobie Curtis), nie mógł zrobić tego od razu. Mógł się co do niej mylić; kto wie, czy nie pobiegnie do dyrektora, mamrocząc pod nosem oskarżenia wobec Kierana. O pedofilię na przykład. Uh.

      Okazało się, że nie musiał wiele robić, by zwabić ptaszynę do gniazda.

      W tamtej chwili można było stwierdzić, że weekend już się kończył, ale właściwie jeszcze nie rozpoczął. Chłodny sobotni wieczór zachęcał ludzi do skrywania się w lokalach, w których, gdy już się w nich rozsiadło, nikt nie wyskakiwał wcale z szalifa i rękawiczek, a kupował grzane piwo kremowe i nim próbował ogrzać usta. Curtis nie tracił wcale entuzjazmu w taką pogodę, wręcz przeciwnie - dziś on i Błotoryje mieli zagrać dwie nowe piosenki po raz pierwszy przed większą publicznością.
      Kieran, biegając w prawo i lewo po niskiej scenie w poszukiwaniu pałeczek ukradkiem spoglądał na ludzi. Uczniów ostatnich roczników Hogwartu było zaskakująco mało - ponoć po szkole rozeszła się wieść, iż nowy prefekt nie jest skory do negocjacji, jeśli chodzi o wymykanie się nocami. Nie zniechęcali się; być może tej nocy przyciągną ambitniejszą widownię?
      I wtedy ją zobaczył - siedziała pod ścianą, pijąc sok przez słomkę.

      [ Lanie wody to tutaj jest straszne, ale mam nadzieję, że nie uciekniesz ode mnie z krzykiem :D ]

      Usuń
  30. [ojej, Wy byście ją pewnie do Puchonów wrzucili najchętniej, a prawda jest taka, że Lena to manipulatorka - jak widać zadziałało, skoro wszyscy biorą ją za niewiniątko. :D
    sprytna jest, ambitna też, przebiegła i złośliwa... no. c:
    chęć na wątek jest zawsze! tylko z pomysłami gorzej. jak widzisz ich relacje?]

    Lena Cavendish.

    OdpowiedzUsuń
  31. [<3
    Hm... możemy zrobić tak, że skoro Tatiana ma problemy z wykorzystaniem wiedzy, mogłaby często prosić o pomoc pomocnego pana nauczyciela, a on oczywiście nie umiałby odmówić... i co chwilę by podchodził i jej coś milutkim głosikiem tłumaczył :D]

    Charlie Parker

    OdpowiedzUsuń
  32. [Cześć, nigdy nie słyszałem irlandzkiego akcentu. Za to wiem, że Irlandczycy słyną z zamiłowania do alkoholu i piją go na potęgę. Ale mi wstyd, że powielam stereotypy ;) Dzięki za powitanie. A jeśli chodzi o wątek, to chwilę muszę się nad nim zastanowić.]

    Sadr

    OdpowiedzUsuń
  33. [No co Ty, tak tylko rzuciłem, nie chcę, żeby się rozeszło, że jestem jednym z tych autorów tworzących wyidealizowane postaci uczniów, którzy nic tylko chleją i bawią się zamiast brać się za naukę! Za kogo Ty mnie masz?!
    A tak poważnie, to oczywiście, zapraszam na imprezę w Hogsmeade. Zabawa będzie bez okazji, dresscode'u się nie przewiduje. Nawet nie trzeba umieć śpiewać, chociaż pretekstem do spotkania jest karaoke. Pod Trzema Miotłami, Hogsmeade. Very important meeting!]

    Sadr

    OdpowiedzUsuń
  34. [Bezczelnie zrzucam tę przyjemność na Ciebie :D]

    Sadr

    OdpowiedzUsuń
  35. Świat magii i świat mugoli różniły się między sobą w wysokim stopniu, ale niektóre rzeczy obowiązywały niezmiennie wszędzie i to już od bardzo dawna. Granice były wyraźne w polityce, zwłaszcza w obecnym układzie, ale Sadr nie interesował się sprawami politycznymi. Tak więc dla niego, pospolitego zjadacza chleba, bariery tych dwóch społeczności zacierały się gdzieś nie tylko po prostu podczas miłej rozmowy z mugolem, ale przede wszystkim w tych drobiazgach codzienności. Kiedy dostawał się gdzieś za pomocą samochodu albo metra. Kiedy szybko potrzebował informacji na jakiś temat i miał pod ręką komputer. Uczęszczając na mugoloznastwo, poznał też tryliony innych powodów, dla którego mugolska kultura jest tak cenna nawet dla czarodziejów, więc na pewno nie był człowiekiem, któremu słowo "szlama" przeszłoby przez gardło.
    Taką osobą, która widocznie nie była dobrze wychowana, okazał się za to jeden z kumpli Sadra. Wyjec nawet nie spodziewał się takich słów po koledze, był totalnie zaskoczony. Przez chwilę musiał zbierać szczękę z podłogi, kiedy usłyszał Freda odnoszącego się per "szlamo" do dziewczyny, która być może czymś już wcześniej zaszła mu za skórę. Tylko że motywacja nie jest tu najważniejsza, przecież takich słów się już nie używa, są passe, w złym guście i tonie. Dlatego Fred został skazany na towarzyską banicję i przez jakiś czas nie pokazywał się wśród znajomych, jakby faktycznie wstydził się tego jak się zachował. Gryfonka, którą tak brzydko nazwał, była Sadrowi wcześniej zupełnie obca i dopiero poprzez ten incydent miał okazję ją bliżej poznać. Paradoksalnie. Z czasem nawet trochę zawróciła mu w głowie i myślał o niej częściej niżby się przyznał. Miała gęste, kasztanowe włosy i sympatyczną buźkę, a poza tym świetną dykcję, co może dla kogoś innego nie byłoby tak istotne, ale Krukon miał małą obsesję na punkcie poprawnego artykułowania słów i to po prostu przesądziło o tym, dlaczego tak zwariował na punkcie dziewczyny.
    Tylko że dziewczyna wcale nie zwariowała na jego punkcie. Była miła, a swoim pięknym głosem bardzo miło odrzucała Sadra końskie zaloty. Jednak nie zawsze. Czasem wybrała się z nim na spacer albo do Hogsmeade, dając mu nadzieję, rozbudzając wyobraźnię, żeby potem znowu potraktować jak nikogo ponad przyjaciela. Taki układ doprowadzał go do szaleństwa, ale chyba tak zachowują się nastoletnie przedstawicielki tej mądrzejszej płci. Tylko zawracają normalnym ludziom głowę, żeby dostać trochę uwagi, na którą wydaje im się, że bezwarunkowo zasługują, a potem człowiek dostaje wiadro zimnej wody na łeb, że jednak nie, panu już dziękujemy. Wtedy te jędze znajdują sobie nową ofiarę, a ty masz spokój, tylko już nie wiesz, jak się nazywasz i ile palców widzisz, kiedy Kapitan Hak pokazuje ci swoją protezę.
    Można mieć problemy. I to nawet całkiem sporo, nawet w skali jednego miesiąca. Kiedy jeden kryzys zostaje zażegnany, pojawia się następny i tak dalej. Sadr, mimo natury lekkoducha, miał w sercu milion rozterek na godzinę. Był rozbuchanym chłopaczkiem z wielkim ego, chcącym wyrwać się z okowów codzienności i przeżywać, spalać się i odradzać jak feniks pośród popiołów szarej codzienności, ale mimo tego skonkretyzowanego celu, emocje w nim buzowały jak przemycone pod pazuchą kremowe piwo. Kiedy miał problemy, angażował w nie wszystkich dookoła. Mimo tego, że ludzi traktował instrumentalnie, a może właśnie z tego powodu. Inni byli jego widownią, a on wielkim aktorem, który miał do wygłoszenia ważny monolog. Przez cały spektakl nie dopuszczał nikogo innego do głosu. Tak więc był samotnikiem, który łaknął uwagi nie gorzej niż te dziewczyny, które tak z nim igrały. Można powiedzieć, że pod tym względem miał trochę babskiej natury. Albo po prostu był romantycznym bohaterem. Trudno jednoznacznie stwierdzić, a postawienie jednej diagnozy tak złożonego charakteru graniczy z cudem.

    OdpowiedzUsuń
  36. Lubił towarzystwo swoich kumpli i ich dziewczyn, o ile wnosiły coś ciekawego do rozmowy. Nie lubił siedzieć przy piwie z osobami zahukanymi, nieśmiałymi, bo nie czuł się wśród nich swobodnie i wówczas jak najszybciej pragnął uciec z pubu. Jednocześnie nie prowadził restrykcyjnej rekrutacji, jeśli chodzi o znajomych, w tej kwestii był raczej życiowym oportunistą nie przepadającym za hermetycznymi grupkami. Spotykanie nowych ludzi było dla niego przyjemnością, przepadał za słuchaniem historii, których nie poznał nigdy wcześniej od tych, którzy przed chwilą byli dla niego obcymi. Dlatego wnerwiały go imprezy, na których wszyscy siedzieli w ciszy zaklętej, jakby już wszystko sobie powiedzieli i nie było tematu do rozmów. On zawsze wyskakiwał z jakimiś nawet głupotami, byle podtrzymać gwar, byle coś się działo.
    To on zorganizował karaoke w gospodzie pod Trzema Miotłami. Uznał, że skoro po kilku głębszych ludziska same z siebie wyśpiewują znane piosenki, takie urozmaicenie z pijackiego występu zrobi rozrywkę typową dla imprez w pubach. Przynajmniej Sadr zauważył bary z karaoke, kiedy w ostatnie wakacje roznosił swoje CV po różnych mugolskich lokalach w Londynie i uznał, że to fajne i że można to wprowadzić, o ile ktoś wcześniej nie wpadł na podobny pomysł adaptacji mugolskich rozrywek. A jeśli ktoś wpadł, to czemu Sadr zwykle śpiewał po pijaku bez podkładu?
    Siedział sam, bo reszta wyszła na papierosa. Postanowili zostawić tego, kto najczęściej żebrze o fajki. W międzyczasie Sadr wlazł za bar, przyrządził kilka drinków, dwa grzańce, nalał sobie piwa kremowego i skasował napiwek, kiedy właściwy barman wyszedł do toalety. Dopiero udało mu się zaparkować z tacą wartą kilka galeonów, gdy usłyszał czyjś głos przebijający się nad nim przez harmider.
    - Jasne, siadaj. - Zaprosił Tatię ochoczo. - Przyszłaś sama?
    Zapytał z nadzieją, bo ostatnio widział Tatianę w towarzystwie tej nieszczęsnej Gryfonki, która zdążyła złamać mu serce. Odruchowo rozejrzał się, czy aby dziewczyna nie schowała się gdzieś za Tatią. Czuł się wciąż trochę przygnębiony, ale za tydzień miało mu przejść.

    OdpowiedzUsuń
  37. [Początkowo nie miał mieć kota, ale jak zobaczyłam te zdjęcie to się nie mogłam oprzeć XD Twój pomysł bardzo mi się podoba i w sumie, na pewno byłoby mu miło, gdyby Tatiana czasem go ratowała, ostatnio jakiś taki osamotniony się zrobił XD Twój pomysł na pogoń za kotem strasznie mi się podoba i zacznę nam, jak tylko... dobra, nie jak wyjdę na czysto bo to chyba nigdy nie nastanie XD ale jak chociaż odpiszę na połowę :D]

    Angus

    OdpowiedzUsuń
  38. [Chciałam napisać, że zacznę Vanem tak symbolicznie, ale chcesz się przekonać, że Lance da sobie radę z Tatią? Niestety nie mam jeszcze pomysłu na połączenie go z Maxem, ale to tylko kwestia czasu – muszę wyjść tylko na czysto, żeby kreatywnie pokombinować. Dlatego mogłybyśmy odłożyć to sobie w czasie. Chyba że masz mnie już dosyć :D]

    L.G.

    OdpowiedzUsuń
  39. Kochał ją całym swoim, dziecięcym sercem. Mógłby dla niej zrobić wszystko, poświęcić naprawdę bardzo dużo. Oddałby jej śniadanie, nie myśląc nawet przez chwilę o bólu brzucha. Poduszka już i tak należała do niej, ale gdyby tylko potrzebowała całego łóżka dla siebie, Angus był gotowy przekimać się na kanapie w pokoju wspólnym. W końcu przy rozpalonym kominku i pod grubym kocem z pewnością nie byłoby mu tak źle. Nie marudziłby ani nie narzekał. W końcu to była jego miłość, największa, najsilniejsza, najszczersza. Taka na długie lata. Nawet jeżeli była tylko jednostronna, Angus uwielbiał te krótkie momenty, w których kotka przychodziła do niego, cicho mruczała, delikatnie ugniatając łapkami jego uda, aby następnie zwinąć się w kuleczkę i zasnąć na jego nogach. Głaskał ją wtedy delikatnie po głowie, od czasu do czasu zahaczając o puchate uszy. Uwielbiał ją. Tak prawdziwie.
    Ale ta mała małpa nieczęsto była taka kochana, jak mogłoby się wydawać. Przychodziło do niego najczęściej tylko wtedy, kiedy trzymał w dłoniach jedzenie. Tak naprawdę zjawiała się tylko na noce, dnie spędzała raczej… Swawolnie. Chodziła swoimi ścieżkami, jak to koty miewały w zwyczaju – ten fakt, Angusowi podobał się coraz mniej. W końcu była jego. Powinna z nim przebywać jak najwięcej, a nie szlajać się niewiadomo gdzie i niewiadomo z kim.
    To był jeden z tych nielicznych dni, kiedy była potulna. Pozwoliła wziąć się na ręce i nosić się wszędzie. Armstrong oczywiście miał zamiar wykorzystać ten moment i nacieszyć się jak najwięcej obecnością kotki – w końcu najczęściej to się nie zdarzało. Szedł właśnie korytarzem z kotem na rękach i zwisającą torbą z ramienia, w której udało mu się przemycić kilka słodkich bułeczek ze śniadania, które uwielbiał zarówno on jak i Khaleesi. Zawsze gdy z nią szedł, zaczepiali go ludzie, oczywiście ze względu na nią. Angus sam uważał, że jest to najpiękniejsza kotka w całym Hogwarcie. Tylko jeszcze młoda i stosunkowo dzika – musiał ją w końcu nauczyć dobrych manier.
    — Cześć Tatiana! — uśmiechnął się szeroko, widząc nadchodzącą z przeciwka Krukonkę. Już chciał jej pomachać, kiedy mu się przypomniało, że w rękach trzyma kota. Całe szczęście, że tego nie zrobił. Wówczas kotka, pewnie jeszcze mniej czasu by z nim spędzała — jak tam zajęcia? — zagadnął, unosząc szeroko kąciki ust.

    Angus

    OdpowiedzUsuń
  40. [Tatiana będzie miała zatem szansę poznać Lance’a w trybie „extra friendly for someone who is extra attractive” :D Tak, tak, wszystko się zgadza. Co do wątku Tatia-Vane nic się nie zmienia – zacznę, tylko troszkę ogarnę się z odpisami, bo na początki schodzi mi najwięcej czasu c: Wszystko zależy od tego czy chcesz, aby zaczęło się od czegoś banalnego czy też nie, a i czy zamykamy akcję na Hogwarcie czy dajesz mi wolną rękę – w tym przypadku wymyślanie pójdzie mi o wiele łatwiej. Jeśli masz jakieś wymagania względem tego skąd się znają i wiążących się z tym okolicznościami – zamieniam się w przysłowiowy słuch. Dla samego Maxa potrzebuję przy Griffinie trochę więcej czasu ;>]

    Lance Griffin

    OdpowiedzUsuń
  41. [Nie ogarniam większości moich odpisów w tej chwili, ale stwierdziłam, że skoro obiecałam pomysły, to zacznę od Tatiany. Okay, więc zacznijmy najpierw od relacji, jak to ogarniemy, będzie mi łatwiej z opracowaniem pomysłu na wątek.
    1. Niechęć. Natan jest teoretycznie osobą, w której trudno znaleźć coś, czego się nie lubi, chyba, że wziąć pod uwagę osobę jak Tatiana, teoretycznie typową krukonkę. Twoja panna może czuć okropną niechęć względem Nate'a, ze względu na to jak bardzo olewa szkolne obowiązki. Może mu mieć za złe, że przez chodzenie na skróty osiąga tak wysokie wyniki w nauce.
    2. Zauroczony Nate. Nate może obrać sobie Tatianę jako obiekt westchnień, może podziwiać ją na praktycznie każdej płaszczyźnie, jednak równocześnie nic z tym nie robić, coby nie nagiąć swoich własnych zasad, że to Whiskey jest jego jedyną, idealną partnerką. Może motać się między tym, czego by chciał, ale przez swoje postanowienia, co jakiś czas odsuwać się w cień, by po chwili wrócić i znów się nieco naprzykrzać.
    3. Relacja pt. „Postaram się uczynić z Ciebie niegrzeczną dziewczynkę, czy tego chcesz, czy nie.” Natan może próbować wszelkimi znanymi sobie sposobami namawiać ją do złego, tylko po to, aby poczuć płynącą z tego powodu satysfakcję. Bo jakby nie patrzeć – nie będzie miał z tego żadnego pożytku. Może prowokować ją do darcia się na niego na środku korytarza, czy do darcia się na niego na środku korytarza.
    4. Uraz z przeszłości. Zakładając, że kiedyś byli przyjaciółmi, jednak to rozpadło się, ponieważ Tatiana ucierpiała nieco w jakimś żarcie, którego Nate był pomysłodawcą. W tej chwili może go ignorować i nienawidzić.
    Jeśli któreś Ci podejdzie, daj znać, jeśli nie – będę kombinować dalej. Łącz pomysły, modyfikuj, cokolwiek. :)]

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  42. [Dopiero teraz zauważyłam, że powtórzyłam dwukrotnie "darcie się na korytarzu", tam miało być coś zupełnie innego, ale się zaplątałam przez ogólne nieogarnięcie. Dla mnie jak najbardziej na tak! W kwestii samego wątku: Po którymś ze spotkań KZWP, późnym wieczorem, Nate może wracać nieco podchmielony, jednak w stanie ogólnego, względnego ogarnięcia psychicznego, poza napływającymi do głowy debilnymi pomysłami i spotkać wracającą do Pokoju Wspólnego, Tatianę. Wiadomo, jak człowiek ma wzięte, jest kilkukrotnie bardziej odważny, a odwaga Nate'a, nawet na trzeźwo jest ogromna, więc idąc tym tropem - teraz mogłaby osiągnąć apogeum. Może próbować zataszczyć Tatianę na własnych łapkach tak naprawdę gdziekolwiek, spróbować porwać ją do tańca, zaczepiać, irytować i nakłaniać do wycieczki do Zakazanego Lasu, w celu odnalezienia rzadko spotykanej roślinki, która niweluje porannego kaca, to już kwestia wyobraźni. :D]

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  43. [No jasne, że chętna! Na jednym roku są nawet :D]

    Nelius

    OdpowiedzUsuń
  44. [Ej, ja nie wiem, czy Tatiana to ten typ dziewczyny, ale może się zauroczy w przybyszu z daleka przy okazji pomagania mu? xD]

    Nelius

    OdpowiedzUsuń
  45. [ Przytulilibyśmy ją. ]

    Freddie Weasley

    OdpowiedzUsuń
  46. [ I przytuli, bo tak się składa, że poszukuje najlepszej przyjaciółki. Takiej od piaskownicy. Takiego troszkę dobrego, porządnego, wieloletniego friendzone'a, bratersko-siostrzanej miłości, osoby, której można podokuczać, zwyzywać, albo się poprzytulać i nikt nie ma prawa być o to zazdrosnym, bo to "przyjaźń" i o. Czyli szukam kochanego Potworka, który chciałby zostać Potworkiem Fredzia. Jeśli Twoja pani jest zainteresowana taką ofertą, to pisz, wymyślę konkretny wątek :3 Jeśli nie, to rozkminię inną relację. Czekam na sówkę c: ]

    Freddie

    OdpowiedzUsuń
  47. [Mam taki pomysł na wątek i powiązanie w jednym w sumie.
    Gdy Nelius dowiedział się, że będzie jechał do Hogwartu kilka miesięcy przed samym wyjazdem, nawiązał kontakt z nieznaną osóbką właśnie stamtąd. Pisał z Panią X listy, w których się nie podpisywali. Ogólnie w tym czasie wywiązała się między nimi taka listowna, anonimowa przyjaźń, a i już wtedy Tatia mogła sobie troszkę fantazjować o tym, jaki to Pan X jest fajny i w ogóle. Gdy przyjechał, Tatiana od razu by się pewnie domyśliła, że to Nelius jest owym Panem X, z którym pisała, jednak sama by się nie przyznała, bo w listach wyjawiła mu trochę swoich sekretów i by się wstydziła. Aż pewnego dnia Nelius po zajęciach zauważył, że z torby Fiodorow wypadł list - jak się domyślasz, jego list. I bam, cała tajemnica prysnęła! Może być?]

    Nelius

    OdpowiedzUsuń
  48. [Super! W takim razie czekam <3]

    Nelius

    OdpowiedzUsuń
  49. [hm, myślę, że możemy je wpakować w pracę w parach na lekcji Eliksirów, powiedzmy. to ukochany przedmiot Leny, jest w tym naprawdę dobra, więc jak się obie nasze panie dobiorą, to mogą stworzyć coś niesamowitego. no i jakaś zazdrosna panieneczka, typowa tępawa blondie (z szacunkiem dla blondynek!) mogłaby się, wraz ze swoją "świtą", wszyscy wiemy jak to wygląda, przyczepić do Tatii i Leny, zaczęłaby się kłótnia... co Ty na to? :D]

    Lena.

    OdpowiedzUsuń
  50. [Słońce moje, najdroższe! A jak tak przerzucimy kota do Hyuna i będziemy kontynuować nasz wątek Tatiana-Angus jako Tatiana-Hyun to będzie dobrze? <3 Bo chyba jednak nadszedł moment śmierci pana Armstronga]

    bardzo okropna autorka Hyuna i Avalon

    OdpowiedzUsuń
  51. Spora część Hogwarckiego społeczeństwa żyła od weekendu, do weekendu, w dni powszechnie planując sobie dwie wolne od nauki doby. Natan nigdy niczego nie planował, czekał na to, co przyniesie mu rzeczywistość, wiedząc doskonale, że nawet jeśli okaże się, że podczas konkretnego weekendu nie jest planowana żadna impreza na terenie zamku, zawsze będzie mógł spędzić ten czas w siedzibie KZWP. Sala luster stała dla KZWP-owiczów otworem, mogli korzystać z niej kiedy tylko mieli ochotę, nawet jeśli nie planowano w tym czasie żadnego spotkania. Tym razem jednak spotkanie miało miejsce, w dodatku dołączył do nich gość specjalny, ślizgoński bimber, a to niosło ze sobą poważne konsekwencje. Natan nigdy się nie przyznał (choć był pewien, że jego przyjaciele nie potrzebują żadnych zapewnień), ale jego głowa była naprawdę słaba i tego wieczoru na szczęście, albo i nie, udało mu się w porę opamiętać i odmówić kolejnego łyka. Dlatego też siedzibę KZWP opuścił w nie najgorszym stanie, kiwając się na boki i uśmiechając szeroko.
    Wciskając dłonie głęboko w kieszenie spodni, wędrował korytarzami Zamku, zastanawiając się, czy aby na pewno idzie w dobrą stronę. Wyszedł z Sali Luster pod pretekstem przymusu wczesnej pobudki następnego dnia, choć tak naprawdę jedynym, czego potrzebował, było świeże powietrze. To było jak myśl krążąca gdzieś z tyłu jego głowy, mówiąca o tym, że jeśli nie nawdycha się porządnie przed snem, jutrzejszy poranek nie będzie należał do najprzyjemniejszych, a tego bezapelacyjnie chciał uniknąć.
    W oddali zauważył podążającą w jego kierunku postać. Gdy tylko rozpoznał po sposobie poruszania się Tatianę, uśmiech na jego twarzy machinalnie zmienił się w bardziej tajemniczy, jakby obecność krukonki przełączała go z trybu śmieszka, na podrywacza. Nie starał się ukrywać, że coś ciągnie go do tej panny, choć nie do końca potrafił zdefiniować to, co czyniło ją tak interesującą w jego oczach.
    Zignorował jej powitanie, zatrzymał się naprzeciwko niej, ze swoim wzrostem przewyższając ją o niemalże głową. — Nie do końca — rzucił, ciągnąc ku górze jeden z kącików ust. — W zasadzie planowałem się przewietrzyć, sama rozumiesz, nocne powietrze bardzo dobrze wpływa na sen. — Wzruszył od niechcenia ramionami. — Hej, może miałabyś ochotę przejść się ze mną? — zapytał z entuzjazmem w głosie.
    Jego umysł pracował teraz na bardzo wysokich obrotach, pomimo tego, że nie zarejestrował żadnej odpowiedzi ze strony Tatiany, sam doszedł do wniosku, że przyda mu się towarzyszka. Pochwycił ją naprędce pod kolanami, drugą dłoń układając na jej plecach i podniósł ją niczym księżniczkę.
    — W zasadzie, to… było pytanie, na które odpowiedź mogła być tylko jedna. — Dorzucił, spoglądając na twarz dziewczyny z zadziornym uśmiechem.

    Natan

    [Bardzo przepraszam, że tak długo to trwało!]

    OdpowiedzUsuń
  52. Spora część Hogwarckiego społeczeństwa żyła od weekendu, do weekendu, w dni powszechnie planując sobie dwie wolne od nauki doby. Natan nigdy niczego nie planował, czekał na to, co przyniesie mu rzeczywistość, wiedząc doskonale, że nawet jeśli okaże się, że podczas konkretnego weekendu nie jest planowana żadna impreza na terenie zamku, zawsze będzie mógł spędzić ten czas w siedzibie KZWP. Sala luster stała dla KZWP-owiczów otworem, mogli korzystać z niej kiedy tylko mieli ochotę, nawet jeśli nie planowano w tym czasie żadnego spotkania. Tym razem jednak spotkanie miało miejsce, w dodatku dołączył do nich gość specjalny, ślizgoński bimber, a to niosło ze sobą poważne konsekwencje. Natan nigdy się nie przyznał (choć był pewien, że jego przyjaciele nie potrzebują żadnych zapewnień), ale jego głowa była naprawdę słaba i tego wieczoru na szczęście, albo i nie, udało mu się w porę opamiętać i odmówić kolejnego łyka. Dlatego też siedzibę KZWP opuścił w nie najgorszym stanie, kiwając się na boki i uśmiechając szeroko.
    Wciskając dłonie głęboko w kieszenie spodni, wędrował korytarzami Zamku, zastanawiając się, czy aby na pewno idzie w dobrą stronę. Wyszedł z Sali Luster pod pretekstem przymusu wczesnej pobudki następnego dnia, choć tak naprawdę jedynym, czego potrzebował, było świeże powietrze. To było jak myśl krążąca gdzieś z tyłu jego głowy, mówiąca o tym, że jeśli nie nawdycha się porządnie przed snem, jutrzejszy poranek nie będzie należał do najprzyjemniejszych, a tego bezapelacyjnie chciał uniknąć.
    W oddali zauważył podążającą w jego kierunku postać. Gdy tylko rozpoznał po sposobie poruszania się Tatianę, uśmiech na jego twarzy machinalnie zmienił się w bardziej tajemniczy, jakby obecność krukonki przełączała go z trybu śmieszka, na podrywacza. Nie starał się ukrywać, że coś ciągnie go do tej panny, choć nie do końca potrafił zdefiniować to, co czyniło ją tak interesującą w jego oczach.
    Zignorował jej powitanie, zatrzymał się naprzeciwko niej, ze swoim wzrostem przewyższając ją o niemalże głową. — Nie do końca — rzucił, ciągnąc ku górze jeden z kącików ust. — W zasadzie planowałem się przewietrzyć, sama rozumiesz, nocne powietrze bardzo dobrze wpływa na sen. — Wzruszył od niechcenia ramionami. — Hej, może miałabyś ochotę przejść się ze mną? — zapytał z entuzjazmem w głosie.
    Jego umysł pracował teraz na bardzo wysokich obrotach, pomimo tego, że nie zarejestrował żadnej odpowiedzi ze strony Tatiany, sam doszedł do wniosku, że przyda mu się towarzyszka. Pochwycił ją naprędce pod kolanami, drugą dłoń układając na jej plecach i podniósł ją niczym księżniczkę.
    — W zasadzie, to… było pytanie, na które odpowiedź mogła być tylko jedna. — Dorzucił, spoglądając na twarz dziewczyny z zadziornym uśmiechem.

    Natan

    [Bardzo przepraszam, że tak długo to trwało!]

    OdpowiedzUsuń
  53. Hogwart był dla niego po prostu trudny. Trudny do przetrawienia, do odnalezienia się w nim. Do adaptacji. Tak, zdecydowanie mógł to tak nazwać. Miał problem z zaadaptowaniem się w nowym miejscu. W dodatku w Wielkiej Brytanii było tak przeokropnie zimno!
    Jedyną osobą, z którą czuł się blisko, była Panna X. Panna X, której listy trzymał w szufladzie przy łóżku, której nowe słowa czytał co kilka dni, gdy odpisywała na jego papierowe wiadomości. Sam nie wiedział, czy frustrował go fakt, że nie znał jej prawdziwego imienia. Chciał poznać nową tajemnicę, jaką była twarz nieznajomej przyjaciółki. Tak mógł nazwać swoją korespondentkę. Przyjaciółką. Czuł, że mógł się przed nią otworzyć, choć była to niesamowicie dziwna relacja. Znał ją, ale jej nie znał. Ufał jej, ale nie miał pojęcia, kim jest.
    Transmutacja mijała mu leniwie. Wszystko, o czym mówiła Lorelle Welsh, już dawno osiadło w jego głowie. Musiał przyznać, że choć Hogwart miał wysoki poziom nauczania niektórych przedmiotów, transmutacja tutaj leżała w porównaniu z Uagadou, gdzie prawie wszyscy uczniowie byli animagami w wieku czternastu lat. Sam osiągnął tę umiejętność, gdy miał ich jakoś dwanaście albo trzynaście, choć nie pamiętał zbyt dobrze.
    Zmierzył wzrokiem całą klasę, starając się nie zanudzić na śmierć. Dzwonek był swego rodzaju wybawieniem. Podniósł się leniwie z krzesła i posłał wściekłe spojrzenie jednej dziewczynie, która tak się spieszyła, że prawie zrzuciła jego torbę ze stołu. Westchnął cicho i pokręcił głową z rezygnacją, pakując książki do materiałowego worka, który zabrał ze sobą z Afryki. Był prezentem od Chikondi, jego przyjaciółki ze szkoły. Nie wiedział czemu, ale za każdym razem, gdy patrzył na torbę, dreszcz przechodził mu po plecach. Lubił zrzucać to na zimno panujące w zamku, choć gdzieś z tyłu głowy zdawał sobie sprawę z tego, że nie miało to nic wspólnego z niską temperaturą.
    Już miał ruszyć ku drzwiom, gdy zauważył, że z torby Tatiany wypada niewielka koperta. Delikatnie pożółkła, nieco zgnieciona koperta, którą już gdzieś widział. Gdyby nie ten fakt, zapewne po prostu oddałby ją dziewczynie i nie zadawał żadnych pytań. Podniósł list i zmarszczył brwi, widząc na powierzchni papieru swój charakter pisma i zgrabny podpis Y. Ona była Panną X, on zaś Panem Y.
    Wybiegł za dziewczyną, trzymając kopertę z ręce. Tajemnica się rozwiązała, jednak miał co do tego mieszane uczucia. Tatiana już dawno musiała się domyślić, że to Nelius jest jej listownym rozmówcą. Chłopak czuł się jednak niezręcznie, wiedząc, że te wszystkie rzeczy, wszystkie małe sekreciki należały do panienki Fiodorow. Tej miłej, dość cichej bestii i inteligenckim błysku w oku i przyjaznym usposobieniu. Pewnie dlatego od początku była dla niego taka miła. Wybiegł na korytarz i wypatrzył warkocz, w który Fiodorow splotła dziś włosy.
    – Tatiana! – zawołał ze swoim wyraźnym akcentem.
    Zamachał listem, gdy ta się odwróciła. Z odległości kilkunastu metrów widział jej powoli czerwieniącą się twarz. Nagle zrobiło mu się głupio, choć przecież to nie on powinien się tak czuć.

    Nelius

    OdpowiedzUsuń