1 lutego 2016

The on­ly way to get rid of a tem­pta­tion is to yield to it.


Anija Oldien

Nauczycielka latania | 27 lat | 08.01

Oddycha głęboko, je powoli, uśmiecha się szczerze. Mruczy pod nosem z zadowolenia, a niecierpliwiąc się marszczy śmiesznie nos. Każda czynność wykonana przez nią jest całkowicie przemyślana. Notuje w notesie w pomarańczowe krokodylki najważniejsze rzeczy do zrobienia, gdyż jej pamięć nie rejestruje błahych spraw. Mimo tego, że jest zapominalska, traktuje wszystko i wszystkich na poważnie, byleby pomóc. Nienawidzi kłamstwa, wypominania i spóźnialstwa. Nie traktuje swojej osoby zbyt poważnie, przez co bardzo często jest wykorzystywana. Uwielbia sprawiać uczniom przyjemność, przez co przemyca dla nich słodycze i wysokokaloryczne napoje, które znikają w kilka sekund. Kocha swoje dwa koty, Tarię i Minaj, które odziedziczyły imiona po matce i babci. 

Życie nigdy nie traktowało jej zbyt poważnie. Mając dziesięć lat straciła matkę, a ojciec popełnił samobójstwo trzy lata później. Wychowywała ją babcia, która w jej szesnaste urodziny zmarła na atak serca. Każdy znalazł sobie miejsce w jej sercu i modli się za nich
codziennie. 

Ukończywszy szkołę w domu Godryka Gryffindora, zaczęła nauczać latania. Kocha to, co robi mimo, że podczas pierwszego spotkania z miotłą straciła przytomność i zaparła się, że nigdy więcej nie będzie na niej siadać. Była szukającą, a sama myśl o Qudditchu napawała ją entuzjazmem i uczuciem, którego do dnia dzisiejszego nie potrafi nazwać. Wolny czas spędza na boisku, wspominając dawne czasy.

Poza Quidditchem, lubi także dobre kryminały i zieloną herbatę. Potrafi zarwać całą noc tylko po to, aby dowiedzieć sie czy pogrzebany Michael przeżyje, a może Marc Lucas dowie się prawdy na temat odłamka.

58 komentarzy:

  1. [Quidditch a do tego dwa koty! Aurora pokochała ją chyba w dniu, kiedy ją poznała! :) Witam i zapraszam do siebie na wątek!]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Grono nauczycielskie rośnie w siłę :D
    Witam się miło! Bardzo fajna postać, myślę że dogada się z Karkarowem :)
    Udanego blogowania i zapraszam :)]

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  3. [O, panny różnią trzy lata, ale jedna i druga szukającą była. Lorelle tak bardzo kocha Quidditcha, grzech nie mieć z Tobą wątku.]

    prof. Lorelle Welsh

    OdpowiedzUsuń
  4. [Na ten czas, nie uda mi się raczej wymyślić nic sensownego, więc jeśli masz coś w zanadrzu to z chęcią wysłucham, a jak nie, to pomyślimy razem, ale to jutro :)]

    OdpowiedzUsuń
  5. [W zależności, jaka relacja Ci najbardziej odpowiada. Możemy zorganizować im jakieś spotkanie, jeśli mają się lubić. Na przykład:) ]

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A właściwie, są w tym samym wieku, mogą znać się z lat szkolnych :)

      Usuń
  6. [A nawet powiem Ci, że pierwsza będzie Lorelle. To bardziej, niż pewne. Za pomysł - zacznę!]

    Lorelle

    OdpowiedzUsuń
  7. [O to ja jeszcze coś od siebie dorzucę. Aurora mogłaby na przykład mieć czerwone oczy, bo załóżmy, że płakała. Anija próbowałaby jej pomóc, początkowo Krukonka normalnie by z nią rozmawiała, ale potem zobaczyłaby, że nauczycielka jest pijana, więc zaprowadziłaby ją do zamku, ale postanowiłaby z nią zostać całą noc, żeby nic jej się przypadkiem nie stało. No i wtedy wywiązałaby się pomiędzy nimi jakaś głębsza konwersacja :)]

    OdpowiedzUsuń
  8. Wszyscy siedzieli jak na szpikach, czekając na ogłoszenie nowej Pani profesor, która nauczać miała latania. Uczniowie smakowicie zajadali się przekąskami, które lądowały w Wielkiej Sali na ogromnych, zdobionych talerzach. Całe pomieszczenie zostało bardzo ładnie udekorowane - idealnie pasowało do przedmiotu, który znów odżyje w Hogwarcie dzięki nowej nauczycielce.
    Kiedy tylko dyrektor Longbottom przedstawił pannę Oldien, zgromadzeni hucznie zaklaskali, wyrzucając z siebie okrzyki radości. Wszyscy gracze Quidditcha przygotowali dla Pani profesor tort-niespodziankę, na którym rozbłyskiwały zaczarowane miotły w czterech kolorach tutejszych domów. Wydawała się bardzo wzruszona zaistniałą sytuacją, ale Karkarow sam dobrze pamiętał, jak kilka dobrych lat temu stał w tym samym miejscu.
    Po uroczystym przyjęciu, zjedzeniu smakowitego obiadu, gromady uczniów rozeszły się w swoje strony, ciesząc się resztą wolnego dnia, która dzięki temu im przypadła. Wyszło to także na dobre nauczycielom, którzy mogli zasypywać Anję tysiącami słów i pytań na tematy przeszłości i teraźniejszości.
    Vladimir stanąwszy z boku obserwował sytuację z delikatnym uśmiechem. W dłoniach trzymał sok jagodowy, który parował ze szklanki tak szybko, jak poranna rosa - nie mógłby zaprzeczyć, że tutejsza kuchnia jest najlepszą, jaką kiedykolwiek miał okazję skosztować, a świeże soki dorównywały prawie jego ulubionym herbatom. Nim właściwie zdążył się zorientować, Neville stanął obok, opowiadając mu o zdolnościach Anji. Vlado przytaknął na dyrektorskie słowa, który po chwili zaproponował mu oprowadzenie jej po szkole - co wydawało mu się dziwne, bo Anja była uczennicą Gryffindoru przez siedem lat, a zamek znała naprawdę dobrze. Jednakże, skoro została już o tym poinformowana, ostatecznie pod pretekstem kilku zmian na terenie zamku, Karkarow przystał na propozycję i pożegnawszy się, podszedł do dawnej koleżanki, kiedy tylko została wypuszczona z kręgu profesorów.
    - Miło Cię znów widzieć w tutejszych stronach - przywitawszy się z uśmiechem, zmierzył ją łagodnym spojrzeniem. Dostrzegłszy kilka pozytywnych zmian, przechylił głowę delikatnie w prawo i pokiwał głową właściwie sam do siebie na znak ich zaakceptowania. Mógłby śmiało rzec, że Anja naprawdę wypiękniała przez dekadę, w której nie miał okazji jej zobaczyć.
    - Jak zapewne wiesz, dyrektor prosił mnie o oprowadzenie Cię po zamku, który znasz jak własną kieszeń - z żartobliwym wyrazem twarzy, oparł się delikatnie o blat jednego z długich stołów Wielkiej Sali - Więc, jeśli masz ochotę to zapraszam na długi spacer tu i tam.
    Był pewien, że zmieniło się trochę w cieplarni, gdzie posadzono nowe rośliny albo w bibliotece, w której kilka regałów zostało zastąpione nowymi. Małe drobnostki, które z pewnością na pierwszy rzut oka zauważy.

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  9. [Faktycznie mogliby jakoś się dogadać zwłaszcza, że oboje sa nauczycielami więc będą się często widywać :D Ja jestem chętna na wątek. ]

    Tom Reed

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Świetny pomysł :D Tym bardziej, że Tom nienawidzi lata. Mogli by spotkać się na jakimś zebraniu nowych nauczycieli czy coś wyraziłby opinię o lataniu i ona chciałaby go przekonać :D]

      Usuń
  10. [Próbuje właśnie, ale zacząć najgorzej :P ale wciąż nad tym pracuje :D]

    OdpowiedzUsuń
  11. Tom Reed siedział przed gabinetem dyrektora i czekał na gorące powitanie ze strony nauczycielskiego grona. Bawił się nerwowo kluczami od swojej walizki mając nadzieję, że obędzie się bez zbędnego przedstawiania go na forum całej szkoły. Nie lubił być w centrum zainteresowana. Jedna klasa słuchająca jego wypowiedzi to już wystarczająco za dużo, ale czego nie robi się by powrócić do żywych? Rozglądał się po pomieszczeniu, na którego ścianach wisiały liczne obrazy. Kiedyś interesował się sztuką, ale teraz nie wywierała na nim żadnego większego wrażenia. Spojrzał na zegarek trochę się niecierpliwiąc.
    -Ileż można czekać? -Spytał sam siebie.
    Wtedy ujrzał wystającą zza rogu postać. Był to mały chłopiec za pewne pierwszoroczny. Blondynek o niebieskich źrenicach uśmiechnął się do niego i podskakując zajął miejsce obok. Tom poczuł się niekomfortowo. Nie lubił bliskości innych ludzi.
    -Dzień dobry. -Szczerzył się od ucha do ucha.
    -Dzień dobry. -Odparł obojętnie.
    -Pan jest naszym nowym nauczycielem latania?
    -Na sto boginów! Oczywiście, że nie! I dobrze ci radzę unikaj tych zajęć jeśli nie chcesz leżeć po szyję w gipsie! -Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że w sali była jeszcze jedna osoba. Długowłosa blondynka, która wszystkiemu przyglądała się z zainteresowaniem.

    Tom Reed

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tom spojrzał na nową nauczycielkę, a ich spojrzenia przez chwilę się spotkały. Nerwowo poprawił krawat i swoją marynarkę.
      -Ja będę pani profesor najlepszym uczniem! -Chłopiec aż podskoczył z zadowolenia. -A kiedyś zostanę szukającym Krukonów!
      -O ile przeżyjesz... -Reed burknął pod nosem przewracając oczami. Nie rozumiał zapału do latania. Wolał stały grunt. A jeszcze bardziej od latania nienawidził Quidditcha.
      -Będę najlepszym szukającym na świecie!
      -Co w tym takiego wspaniałego chłopcze? Nie lepiej zostać znanym czarodziejem niż latać na miotle za piłeczką pośród osiłków? -Uniósł brwi do góry. Dziś wyjątkowo nie miał humoru. Może przez to, że dawno nie przebywał pośród ludzi...

      Usuń

    2. Tom zamknął na chwilę oczy. Od razu pożałował, że w ogóle zgodził się wciągnąć w pracę w szkole. Przy najbliższej okazji nie omieszka wypomnieć to swojej przybranej matce. Jednak na razie ma na głowie co innego. Uspokoić nauczycielkę. Nie chciał mieć w szkole konfliktów z nikim. Kilka lat temu przed tragedią jaka dotknęła jego rodzinę był wesołym, zabawnym i przyjaznym mężczyzną, który lubił towarzystwo ludzi. Po śmierci Emily wszystko się zmieniło.
      -Przyznam przesadziłem. Mając taką nauczycielkę na pewno zostanie mistrzem Quidditcha. Co do moich zajęć zapewniam panią, że profesjonalnie.

      Usuń
  12. [jej, ona wydaje się być taka kochana, że pewnie wyciągnęłaby co nieco z Olivii. mogłaby spotkać moją dziewczynkę, wałęsającą się nocą po korytarzu. uprzedzę tylko, że wątek z Olivią to murowany dramat - nadal masz ochotę?]

    Olivia Wardhill.

    OdpowiedzUsuń
  13. [Niestety nie jesteśmy fanami Quidditcha, jednak mimo to pani wydaje się miła. Życzę przyjemnego pobytu i samych sprzyjających wątków :) Wybacz w dodatku za tak krótkie i oszczędne powitanie, ale niezaliczone przedmioty mogą dobić. Witaj w szeregach ;D]

    M. Harrison/L. Scamander

    OdpowiedzUsuń
  14. Choć Anija dobrze orientowała się w zamkowych zakamarkach, Vladimir bardzo chętnie przystanął na propozycję nie ze względu na oprowadzenie jej po terenie, a raczej z własnych względów - dzięki temu będzie miał okazję z nią porozmawiać, a nawet zaprosić na dobrą herbatę. Nie widzieli się szmat czasu, Karkarow nawet obwiniał się w pewnym momencie życia o niedopilnowanie by ich kontakty się tak po prostu nie urwały. Był nawet wściekły na siebie, ale tracąc nadzieję na jakąkolwiek możliwość ponownego zobaczenia Aniji, ostatecznie dał sobie spokój; nie był zresztą pewien, czy panna Oldien w ogóle chciałaby przeczytać jego dziwaczne wypociny po tak prostackim zerwaniu kontaktów.
    Jej widok go z jednej strony uszczęśliwił, a z drugiej delikatnie zmieszał - los zgotował mu nie lada niespodziankę, zsyłając do Hogwartu kobietę, która podobała mu się w szczenięcych latach. A teraz kiedy wypiękniała... Teraz naprawdę ciężko mu było oderwać od niej swe błękitne tęczówki, chłonące każdy ułamek tej filigranowej, jasnowłosej istotki.
    - Niespodzianka, dziękuję za miłe słowa - uśmiechnął się, prostując nieznacznie plecy, w które powoli zaczął wbijać się kant stołu. Zresztą nie wypadało mu tak stać przy tej damie - Jednak czy każdy przystojny, tego nie wiem, ale jestem pewny, że nie było tu żadnej ślicznej absolwentki, aż do teraz - puściwszy jej perskie oko, sięgnął po kulkę białego winogrona, które stało tuż na wyciągnięcie ręki na jednym ze szklanych talerzy.
    Zerknąwszy na zegarek, wytarł dłonie w chusteczkę - Chodźmy, nie marnujmy czasu - Uśmiechnąwszy się ciepło, ruszył wolnym krokiem w stronę wieży astronomicznej; nie bez przypadku wybrał miejsce, gdzie dziesięć lat temu oboje przegadali pół nocy. Po za tym, słońce miało się ku zachodowi, za dłuższą chwilę będzie widać na sklepieniu pierwsze gwiazdy - a dlaczego by nie zacząć nauki właśnie od miłego widoku?
    Idąc chwilę w ciszy, zastanowił się nad zaczęciem rozmowy. Nie chciał sztywno zasypywać jej pytaniami w stylu Jak życie?, które zresztą nie były w jego zwyczaju, ani nie miał zamiaru opowiadać jej jak bardzo przesunął się ten kamień, ile tamto drzewo przez dziesięć lat wypuściło nowych liści - choć wydawało się to śmieszne, niestety to jedyne rzeczy. które zdążyły się tutaj zmienić.
    - Co Cię skłoniło do nauczania tutaj? - zapytawszy, z lekkim uśmiechem przeniósł wzrok na kobietę, obserwując dokładnie mowę jej ciała. Był cholernie ciekaw, co pozostało jej z tamtych lat; zdążył zauważyć urocze dołeczki, ale zastanawiał się też czy dalej marszczy śmiesznie swój mały nosek.

    Pomyślałam, że skieruję ich na takie tory, gdzie w Vladimir w przyszłości był zauroczony koleżanką:)

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  15. [Blake. <3 Powiem ci, że niejednokrotnie używałam tego wizerunku i aż mi się buzia szczerze uśmiechnęłam, jak zobaczyłam, że pojawiła się pani z tą twarzą! Razem z Jemmą podziwiamy każdego, kto zna się na lataniu na miotle, bo my nie mamy do tego talentu za grosz. A tak w ogóle, to sympatyczna wydaje się ta nauczycielka, oby zabawiła u nas tak długo, jak tylko będzie można. Życzę dobrej zabawy! ;)]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  16. [jeśli możesz zacząć, to będę wdzięczna. :3]

    Olivia.

    OdpowiedzUsuń
  17. Dobrze pamiętał, jak Anija świetnie radziła sobie z Quidditchem - była naprawdę dobrą zawodniczką, dlatego nie miał wątpliwości, że prędzej czy później, jej przyszłość będzie związana z lataniem na miotle.
    Mogła w stu procentach nauczać właśnie tego przedmiotu; nie znał nikogo, kto potrafiłby zwinniej osiodłać wielki i niekiedy dziki kawałek patyka. Karkarow lubił tę grę i kiedy tylko mógł, pojawiał się w zielonej strefie trybun, aczkolwiek nie był nią zafascynowany na tyle, by kiedykolwiek zawisnąć w powietrzu wraz z resztą zawodników.
    - Popieram decyzję Longbottoma - pokiwał głową z uśmiechem, rozglądając się po tutejszych okolicach, które zapadły w sen zimowy; gołe konary drzew, bladozielona trawa i twarda od chłodnego powietrza ziemia. Wbrew pozorom, Hogwart o każdej porze roku wyglądał naprawdę rozmaicie, czarując tutejszych uczniów swymi zakamarkami. Może dlatego Karkarow tak bardzo chciał tu wrócić.
    W jego duszy, iskierki radości skakały szalenie na możliwość odbudowania relacji, która rozwiała się po nauce jak szary, kominkowy dym. Nie spodziewał się, że spotka tutaj tyle ważnych osób, z którymi w ówczesnych czasach nic go nie dzieliło - których mógł nazwać najlepszymi przyjaciółmi. Tajemnica o tym, kto zostanie nowym nauczycielem krążyła w pogłosach od ponad miesiąca; Neville za wszelką cenę starał uchować się ją jak najważniejszy skarb. Może nie przypadkowo zlecił mu właśnie takie zadanie? Przecież dobrze wiedział, że nie miało ono żadnego sensu, ale całkiem możliwe, że chciał aby ta dwójka porozmawiała i wyjaśniła sobie wszystko.
    Wiedział, że dyrektor Hogwartu bardzo często opiekował się nią, kiedy znalazła się w trudnej, życiowej sytuacji - możliwe, że napomknęła mu niegdyś co nieco o ich relacji, a on pamiętliwy człowiek, zdążył sobie o tym przypomnieć w idealnym czasie.
    Nie chciał zanudzać swoją historią, która była nie dość, że pokręcona to dodatkowo dziwna. Mógłby opowiadać o niej do rana, ale nie lubił się na sobą rozwodzić i to była cecha, która z pewnością została mu z lat dzieciństwa. Postanowił obrać tę odpowiedź w jak najwęższe zdania.
    - Pewnego razu, Pan Longbottom zawitał do mojego biura w Ministerstwie Magii i zapytał, czy nie chciałbym czegoś dobrego nauczyć tutejszych uczniów - zerknąwszy na nią uniósł kąciki ust ku górze - Nie byłem do końca przekonany, czy na pewno się nadaję, ale ostatecznie jednak zgodziłem się tu trochę narozrabiać - zaśmiał się cicho, otwierając potężne drzwi prowadzące wprost na czubek wieży astronomicznej. Wpuściwszy ją przodem, doskoczył zwinnie by zrównać z Aniją krok.
    - Co do związku, to oczywiście że musisz go pielęgnować. Ale co na to te wszystkie szkolne zauroczenia? - właściwie zadał to pytanie z czystej ciekawości. Niby w przeszłości zauważał, że Anija faktycznie w jakiś sposób darzyła go wielką aprobatą, tak samo jak on ją, ale nie sądził aby chciała kiedykolwiek ułożyć sobie z nim jakąś część szlaku życia. Może się mylił? Może zaprzepaścił naprawdę dobrą szansę? Cóż, miał za swoje, do teraz nikogo nie znajdując.

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne! Wieża Astronomiczna będzie idealnym miejscem ;)

      Usuń
  18. [Szukam profesor, która stanie się jego małą ofiarą nagłego szału :) Dokładnie nic się jej nie stanie, jedynie zadzieje się to w jej towarzystwie.]

    Aaron

    OdpowiedzUsuń
  19. Karkarow z uśmiechem sprzedał jej delikatnego kuksańca w bok, gdy zaczęła go nieco przedrzeźniać. Znał tę opowieść, która w świecie nie magicznym nigdy nie traciła na wartości i zresztą jak widać, była cały czas wykorzystywana przez ludzi do chociażby droczenia się. Nie pamiętał kiedy dokładnie to było, ale ten zwrot powtórzony przez Aniję teraz rzeczywiście stał się naprawdę zabawny.
    - Jak widać, jestem tutaj. Musiałem to tylko pogodzić z resztą swego zawodowego życia, ale ostatecznie mój grafik przestał być męcząco napięty - wyjaśnił uśmiechając się w jej stronę. Oczywiście, gdyby chciała mu opowiedzieć taką bajkę, chętnie by posłuchał. Pomijając kwestię baśni, sądził że powinna mu opowiedzieć o części własnego życia, którą Vladimir przeoczył - przez te dziesięć lat musiało wydarzyć się w jej życiu naprawdę dużo. Czuł się dziwnie, kiedy w głowie gromadziły mu się myśli związane z momentami, które przegapił na własne, głupie życzenie; wiedział, że powinien być obok i ten fakt nie dawał mu przez dzisiejszy dzień spokoju. Powinien się za to porządnie ukarać, choć życie i tak wystosowało już odpowiednią karę. Nie wiedział, czy Anija miała kogoś czy też nie, możliwe że jej życie ułożyło się naprawdę dobrze i wcale nie chciała go zmieniać - szczególnie, gdyby jej serce skradł ktoś, kto w końcu by na to zasłużył. On zapewne swoje szanse zaprzepaścił w momencie, w którym ostatni raz przekroczył próg wyjściowych drzwi.
    Wieża nie zmieniła się nic a nic;schody nadal oblane były brudną, betonową posadzką, a ich szerokość ledwo co starczała na dwie osoby. Nadal nikt nie pomyślał nad odmalowaniem ścian czy upiększeniem jej o jakieś kolorowe fotografie, którymi Hogwart mógł się pochwalić. Ten wielki kawał potężnego muru miał w sobie tyle miejsca, że można by urozmaicić go w naprawdę ciekawą wystawę. Ale po co? Rzadko ktoś tu zaglądał od kiedy lekcje astronomii przeniosły się w zupełnie nowe miejsce. Ta część Hogwartu została raczej na cześć zwykłego sentymentu, jakim darzył go tutejszy personel i sam Minister Magii.
    Zgubiłsię na chwilę we własnych myślach. Dopiero kiedy kobieta wskoczyła zwinnie na pierwszy schodek, Vladimir ocknął się zastanawiając co takiego chciała mu wyznać. Jej wzrok szperał gdzieś głęboko w jego jaskrawo-błękitnych tęczówkach, tak jakby doszukiwał się prawdy albo konkretnej odpowiedzi. Zawahał się nieznacznie, kiedy bliskość tych dwojga przekroczyła moralną odległość, jednak nie pozostając dłużnym, ulokował swe spojrzenie na wysokości jej głęboko-niebieskich, świecących oczu. Nic się nie zmieniły; do tej pory go zaskakiwały swą głębią i tajemniczością - Vlado nigdy nie doszukał się w nich żadnego dna.
    Usłyszawszy jej zdanie zamrugał kilkakrotnie, otwierając usta by jakkolwiek się do tego odnieść. Chwilowo zabrakło mu odpowiednich słów, w które mogłyby obrać się jego rozszalałe obecnie myśli. Czy on się nie przesłyszał? Uświadamiając sobie to w jakiej niewiedzy przesiedział dobre siedemnaście lat, poczuł jak potężna roztargniona fala wylewa się w całym jego wnętrzu.
    Nie możliwe, żebym był tak głupi i się nie domyślił. Nie możliwe - powtarzał sobie kilkakrotnie w głowie, aż w końcu odruchowo się za nią złapał i przymykając na chwilę oczy, westchnął głęboko.
    Opuściwszy bezwładnie ręce, podniósł wzrok na poprzednie miejsce. Był nieco inny niż poprzedni; bardziej przeszywający i nieodgadniony, jednak można było doszukać się w nim nuty niedowierzania.
    - Jak to? - zapytał cicho, kręcąc delikatnie głową - I nic mi nie powiedziałaś? Nic, a nic? - oparł się o ścianę zastanawiając, co właściwie powinien teraz zrobić. Szok i niedowierzanie było jedynymi uczuciami, które właśnie nim zawładnęły.
    - Gdybym cokolwiek wiedział... o święty Merlinie - powiedział sam do siebie, chcąc porządnie się za to walnąć w zakuty łeb. Powstrzymał się jednak od takich wyczynów i podniósł wzrok po raz kolejny, unosząc kąciki ust niezauważalnie w górę.
    - To żart?

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  20. [Haha to prawda ;D I tu się ukazała nauczycielska Twoja część :D Co do wątku to nie wiem jeszcze, bo mam pełno nauki i nawet nie mam specjalnego pomysłu. Jednak na pewno dużo ludzi się zgłosi :D Jak widzę już Vladek Cię dorwał xD]

    Mattthew Harrison

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Coś w tym jest. Skoro masz czas, to napisz jakąś notkę fabularęną albo wymyśl nam coś super specjalnego ;D Do końca urlopu mogę jedynie odpisywac na pomysły, ale samego wątku nie poprowadzę. Nie ma czasu.]

      Usuń
  21. [Jeśli mogłabyś zacząć, to byłabym wdzięczna do końca życia!]

    OdpowiedzUsuń
  22. Kiedy tylko przez chwilę ochłonął, pozbierał się w jedną całość, będąc tym samym gotów do dalszej rozmowy. Nie chciał, by poczuła się źle po jego słowach - nie tak powinien wyglądać jej pierwszy dzień w Hogwarcie po tylu latach. Nie mógł też pozwolić na zepsucie tej całej relacji jeszcze bardziej, ale za każdym razem, kiedy przypominało mu się, że niegdyś Anija była dla niego niedostępnym cudem, jego wnętrze zaczynało się gotować - nie domyślił się najistotniejszej rzeczy, tylko dlatego, że nigdy nawet nie próbował. Wydawało mu się, że jego uczucie było zwykłą, platoniczną namiastką miłości; tak jakby z uwielbieniem wpatrywał się w obraz aktorki, która nigdy nie mogła stać się wybranką jego serca. Karkarow sparzył się pewnego razu na walentynkach - to one uświadomiły go w pewien sposób, że Anija nie czuje do niego nic, prócz szczeniackiej przyjaźni - sądził, że traktowała go jak brata, szczególnie kiedy jego tajna, walentynkowa randka odeszła w zapomnienie. Ale mylił się... Tylko dlatego, że nigdy jej o to nie zapytał, mając ku temu setki okazji.
    Kiedy tylko jasnowłosa stanęła do niego plecami, Vlado od razu zareagował zasłaniając jej obraz schodów swoim ciałem - będąc wyższym o dwie głowy, ostatecznie zsunął się stopień niżej, wysłuchując dokładnie wszystkiego, co miała mu jeszcze do powiedzenia. Każda literka padająca z jej ust była na wagę złota.
    Miała rację, że to byłby najgłupszy żart świata, a wypowiedziany przez nią tak naturalnie nie miał żadnej racji bytu. Teraz, przeglądając w głowie obrazy, zdał sobie sprawę, że chwile, które dzielili we dwójkę zawierały naprawdę magiczną moc - kiedy przez chwilę się nie widzieli, każdy wyjazd na święta był dla nich jak rozstanie na lata; mimo kontaktu, który utrzymywali pisząc do siebie w wakacyjnych i zimowych przerwach.
    Uśmiechnął się na tę myśl i ujął jej dłoń ściskając delikatnie. Chciał aby podniosła wzrok, bo Vladimir także miał jej coś ważnego do powiedzenia.
    - Też Cię kochałem, Anija - wypowiedział, kiwając głową - Tak bardzo, że nigdy Ci nie powiedziałem, bo się bałem, że stracę coś, co było dla mnie niemalże całym światem - dodał, unosząc kąciki ust w wyraźniejszym uśmiechu. Nie mógł zrozumieć, jak to możliwe, że ta dwójka przez cały czas spędzony w Hogwarcie, nigdy nie wyznała sobie o własnych uczuciach.
    Dlaczego Vlado nie zrobił tego w tamtym pamiętliwym momencie - na peronie? Kiedy ostatni raz ją czule obejmował, obiecując że będzie pisał listy; kiedy chciał aby pojechała z nim na koniec świata - wszystko w obawie utraty przyjaźni, którą ostatecznie pogrzebał. Stracił coś, czego tak bardzo bał się stracić - czy to nie zadziwiające? Teraz zrozumiał, jak wielki błąd popełnił.
    Wypuścił jej dłoń z uścisku i westchnął cicho, kontynuując drogę w górę. Słońce rozlało się na niebie jak czerwono-złoty atrament, ustępując miejsce kolejnej, srebrnej kuli i jej migoczącym koleżankom. Zachód ze szczytu wieży był zjawiskowy - czubki starych, wysokich świerków wyglądały tak, jakby tliły się na nich niewielkie iskierki, mogące wywołać potężny pożar. Góry i doliny ciągnęły się w nieskończoność, od czasu do czasu przecinane na wskroś przez stada czarnych jak noc kruków.
    To miejsce wiecznie żyło, przyciągając swych uczniów niczym ogromny magnez - a przysłowie brzmi, że ten kto otrze się o magię, zmienia się na zawsze.

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  23. Zastanawiał się, czy dobrze, że wyznali sobie to, co powinni wyznać dziesięć lat temu, kiedy ostatni raz widzieli się na peronie. Czy to nie zburzy harmonii ich obecnego życia? Vladimir nie był pewien, czy uczucie jakim darzyli się w ówczesnych czasach, cały czas miało taką samą moc. Kiedy zobaczył ją tu po raz pierwszy, oczy zaszkliły mu się jak krople deszczu, skąpane w letnim słońcu; już dawno stracił nadzieję na jakiekolwiek spotkanie tych dwojga, dlatego euforia zmieszana ze strachem, towarzyszyła mu przez całą dzisiejszą uroczystość. Zapewne, gdyby nie Longbottom, Karkarow dałby sobie spokój z zaczynaniem rozmowy - nie sądził, by mógł spojrzeć jej w oczy za to, że nie dopilnował by ich znajomość trwała po dziś dzień. Jednak do południa nie wiedział też, że Anija miłowała go dokładnie takim samym uczuciem jak on; dlatego postanowił ostatecznie skorzystać z propozycji dyrektora, który ewidentnie chciał, by ta dwójka opowiedziała sobie w końcu o wszystkim.
    Vladimir poczuł poważną bliskość do Aniji pod koniec czwartej klasy - to wtedy po za przyjaźnią, pojawił się w nim zalążek czegoś na zasadzie miłości; choć jako czternastolatek nie był pewien, czy to na pewno dobre określenie, po wakacjach uświadomił sobie, że nie było dobre a idealne. Los nie zesłał mu nigdy innej, tak ciepłej osoby, z którą Vladimir chciałby spędzać wszystkie weekendy, z którą mógłby przesiedzieć na wieży pół nocy, opowiadając i rozmyślając na wszelakie tematy, jakie otaczały ich dookoła. Anija miała w jego sercu specjalne miejsce, chronione na milion sposobów, by nigdy stamtąd nie uciec. Więc pytanie brzmi, czy uciekła? Nie mógłby jasno tego określić; z pewnością uczucie przygasło, albo zakurzyło się jak dawno nieużywany przedmiot, ale wydawało mu się, że wciąż tam jest - zakopane gdzieś pomiędzy resztą życiowych niedomówień, problemów i kawałka szczęśliwej strefy, która także istniała po jednej z jego stron.
    Nie chciał zadawać tysiąca pytań co by było gdyby - nie miały one już znaczenia po tylu cichych latach. Vladimir postanowił skupić się na teraźniejszości; skoro Anija znów tu jest, mógłby spróbować choć trochę odbudować zatraconą relację. Oczywiście, nie wyobrażał sobie, że znów będą dostawali szlabany, bo teraz nikt nie przegna ich z Wieży Astronomicznej jak kiedyś, ale mogli spotykać się w wolnym czasie, rozmawiać i spędzać wieczory na robieniu niesamowicie, ulubionych rzeczy. Miał ich wspólne fotografie, na które chętnie rzuciłby okiem - nie robił tego od lat. Wszystkie zdjęcia z lat nauki leżały gdzieś w starej skrzyni nie ruszone przez prawie dekadę; Vladimir jakoś nigdy nie miał odwagi ich oglądać. Kiedy ostatni raz to robił, zarazem ostatni raz spłynęły mu z oczu łzy.
    Brakowało mu tej bliskości, co znacznie dało mu znać, gdy jego ręce oplotły ją wokoło, przyciskając odruchowo do szerokiej klatki Vladimira; bijące ciepło, zapach kwiatów we włosach, jej gładka skóra, którą poczuł wodząc ciepłą dłonią po jej delikatnej szyi, była w stanie oczarować go na nowo. Chciałby porozmawiać z nią o wszystkim, usiąść i nie pozwolić odejść w obawie, że znów nigdy jej nie zobaczy. Choć wiedział, że uczyła tutaj i nigdzie się nie wybierała to chciał, aby ta chwila trwała w nieskończoność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczuł wyraźną ulgę mając ją w swych objęciach, jednak nie zdobył się na żadne, sensowne słowa - musiał pomyśleć, nim powie coś, czego mógłby żałować i choć pierwsze na język cisnęło mu się "kocham Cię", za wszelką cenę przełknął je razem ze śliną.
      Głowa zawirowała wspomnieniami z klasy szóstej, kiedy stali razem dokładnie na wieży, obserwując gwieździste, nieskazitelnie czyste niebo. Opowiadali sobie o wcześniej spędzonych świętach, o tym jak tęsknili za własnym towarzystwem, o planach na kolejne wspólne wieczory. Vladimir zabierał zawsze ze sobą kremowe bryłki nugatu wprost z Miodowego Królestwa - oboje zajadali się nimi, śmiejąc się w niebo głosy aż do momentu, w którym nie zgarnął ich czyhający prefekt. Choć wtedy także uśmiech nie schodził im z twarzy, szczególnie w momencie, w którym Karkarow próbował przekupić szkolnego strażnika resztką ich ulubionych słodyczy. To były chwile tak piękne, że teraz wydawały się nierealne.
      - Tęskniłem - wyszeptał - I strasznie żałuje.

      Dla mnie limitów nie ma, ale blogspot ustalił maksymalną ilość słów - jeśli się rozpiszesz (tak jak ja właśnie teraz), podziel komentarz na dwie części i już :D

      Vladimir Karkarow

      Usuń
  24. Nie mógł zaprzeczyć, że wspólnie spędzone lata nauki należały do tych najbardziej szalonych. Przed tą dwójką nigdy nie było żadnych barier, którym nie daliby rady - robili to, na co mieli ochotę niekiedy nawet ocierając się o spore niebezpieczeństwo. Oczywiście były też chwile niesamowitej bliskości, o których między innymi przypominała mu hogwarcka wieża astronomiczna - choć jej ściany pokruszone i blade, to gdzieś w głębi tych potężnych murów, zapisały się wspólne, ciepłe uczucia jakimi się obdarowywali.
    Karkarow także nie mógł się pozbierać, kiedy uświadomił sobie, że połowa jego serca zgubiła się w wirze życia - dużo rozmyślał, zastanawiając się głównie nad tym, czy Anija ułożyła sobie życie, czy jednak stąpa jeszcze sama po nieznanym, długim lądzie.
    Kiedyś, idąc gmachem Ministerstwa był niemalże pewien, że ją widział. Jednak instynkt nie dał mu gwarancji, dzięki której odważyłby się podejść i zapytać - Vladimir bał się rozczarowania. Bał się, że złudzenie zrodzone z tęsknoty znów zaczyna płatać mu figle.
    Z czasem wszystko ucichło. Miesiąc po miesiącu i rok po roku, przyzwyczajał się do blizny, którą sam sobie sprezentował. Uporządkował zagubione myśli, z góry zakładając, że Anija ma się naprawdę dobrze i wiedzie już pełne radości, ustatkowane życie. Nie sądził, by tak piękna osoba mogła pozostać wolna - zresztą dobrze pamiętał, że nie był jedynym, który wzdychał kiedy tylko przeszła przez próg. Ale na pewno był jedynym, który miał zaszczyt poznać ją tak blisko. Który mógł spędzać z nią najlepsze wieczory pod gwiazdami hogwarckiego nieba.
    Trwając tak w uścisku czuł ogromne zadowolenie, a wszystkie mięśnie rozluźniały się powoli na znak miłego zrelaksowania.
    Pokiwał z uśmiechem głową, kiedy wspomniała ich jako tych najgłupszych w Hogwarcie. Miała absolutną rację - chyba nikt nie przerobił tyle sytuacji, co oni. A mogli być spokojni, punktualni, grzeczni... Ale po co? Ominęłoby ich tyle frajdy, że nie byliby sobie w stanie jej nawet wyobrazić.
    Usłyszawszy ciche szlochanie, Vladimir odsunął ją od siebie na niewielką odległość. Zauważywszy jej łzy, nie poczuł się za dobrze, dlatego szybko otarł je opuszkiem kciuka i założył kosmyki włosów za ucho. Domyślał się, że były to zmieszane łzy szczęścia i smutku - w końcu znów byli tu razem, jednak wiele ich ominęło. Nawet bardzo wiele.
    - Nie płacz, An - złożywszy delikatny pocałunek na czole, popatrzył jej głęboko w oczy ze szczerze zatroskaną miną. Nie chciał, by zaczęło się od łez - wolał przeobrazić je na reakcję euforii i szczęścia. Byli tu znów razem, prawda? Czy nie należało się z tego cieszyć? Przeszłości nigdy już nie wrócą, a nawet jeśli chcieliby zmienić bieg tych wydarzeń, było zdecydowanie za późno.
    Kiedy przyłożyła głowę do jego torsu, Vlado gładził dłonią jej jasne, miłe w dotyku włosy. Nie chciał by go przepraszała, bo wzbudzało w nim to jeszcze większą rozterkę - nie powinna czuć się winna, bo właściwie niczemu nie zawiniła. To on powinien był dopilnować, by ich kontakt nigdy się nie urwał.
    - Nie przepraszaj - wyszeptał - Chciałbym naprawdę skupić się na teraźniejszości i zacząć budować od nowa - dodał, przytulając ją mocniej. Tak by stali się jednością.

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  25. [Nigdy nie mam wystarczająco ciekawych pomysłów na wątki uczeń-nauczyciel. Ale może Tobie coś wpadnie do głowy? :)]

    Hyun, Avalon

    OdpowiedzUsuń
  26. [Póki co ładnie podziękuję, głównie ze względu na brak konkretnego pomysłu, ale mimo tego dziękuję za zaproszenie do wątku! c:]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  27. Oczywiście, że nie chciał budować zupełnie od nowa - ich znajomość, mimo długoletniej przerwy, miała naprawdę wiele świetnych wspomnień, których nigdy nie chciałby stracić.
    Na pewno mieli wiele do nadrobienia przez zerwanie pewnej więzi, ale wszystko było w zasięgu ich ręki. Kiedy oboje pojawili się znów w tym samym miejscu, może to znak, że ich znajomość nie była z przypadku? Owszem, różnili się od siebie w zainteresowaniach, czy tego typu rzeczach, ale jest to idealny przykład, że przeciwieństwa się przyciągają. Karkarow zawsze wysłuchiwał tego, co uwielbiała Anija - o Quidditchu, w którym radziła sobie świetnie, o miotłach, których szczegóły znała w małym palcu. Z wzajemnością, bo i dziewczyna chętnie wypytywała go o pasję związaną ze stworzeniami, która czasami poważnie przesłaniała mu życie.
    Oboje pochowali pewnego razu przypominajki, których Vladimir nigdy sam nie odnalazł - nie mógł tego zrobić, skoro założeniem było, że muszą robić to we dwójkę. Tuż po trudnym rozstaniu, przez głowę przebiegły mu myśli, by poszperać w starych księgach, posągach czy innych sprytnych miejscach. Nigdy jednak nie miał odwagi, by pójść w owe miejsca kiedykolwiek sam.
    Lubił ją obserwować.
    Nie musiała zdradzać mu żadnych szczegółów odnośnie tego, dokąd znów postanowiły zaprowadzić ją myśli - wystarczyło, że się poruszała, a Vladimir szedł za nią niczym zahipnotyzowany.
    Tym razem tak się zapatrzył, że zapomniał się ruszyć - Anija do tej pory czarowała go swoją osobą; gracją z jaką się poruszała, sylwetką, mową ciała. Mógł nawet przyznać, że z wiekiem wszystkie jej ruchy się ukształtowały i nasiliły. Stała się naprawdę piękną kobietą, którą mógłby obserwować przez cały swój czas.
    Nie wiedział oczywiście jak to jest z jej strony. Czy nadal Karkarow wzbudzał w Aniji jakieś uczucie? Czy raczej zmienił się na tyle, by zaprzepaścić szansę na uczucie głębsze, aniżeli zwykłe koleżeństwo.
    Chciał znaleźć odpowiedni moment, by z nią porozmawiać - przy herbacie, kawie, w cichym miejscu, tylko we dwoje. Chciał przelać myśli na słowa z ust i powiedzieć o wszystkich swoich emocjach. Oczywiście, najpierw musiał je solidnie przemyśleć, by nie palnąć czegoś, co mogłoby ją zniesmaczyć. Ale rozmowę uważał za najlepszą w tej sytuacji i z pewnością będzie do niej dążył.
    Z amoku myśli wyrwały go jej słowa, na które zareagował z uśmiechem, ściskając jej chłodną dłoń i splatając palce.
    W tej kwestii nic się nie zmieniło - czuł jakby trzymał ją od zawsze, jakby przez tę dekadę nigdy nic się nie zmieniło.
    - Nie zupełnie od nowa - dopowiedział na jej wcześniejsze pytanie, rysując na swej twarzy uśmiech - Od momentu, w którym się pożegnaliśmy - dodał, zeskakując zwinnie po betonowych schodkach zimnej wieży.
    Nie wiedział, dokąd chciała go zaprowadzić, ale nie miało to żadnego znaczenia w tym momencie. Sam fakt, że mógł poczuć się tak, jak kiedyś, sprawiał, że oczy iskrzyły mu niczym małe gwiazdki.
    Naprawdę, odkąd zobaczył jasnowłosą pannę Oldien, poczuł się jak dziecko - najszczęśliwsze na świecie.

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  28. [Głupie pytanie, jasne, że jestem chętna :D To jaki ten pomysł?]
    Pan Potter

    OdpowiedzUsuń
  29. [Na pewno uważa, że nie ma lepszej drużyny niż ta reprezentująca Koreę Południową! :D]

    Hyun

    OdpowiedzUsuń
  30. [Bardzo mi się podoba! <3 To może być zabawne. To jak, kto zaczyna? Ja mogę, ale nie wiem, czy jeszcze dziś się wyrobię]
    James

    OdpowiedzUsuń
  31. Rzeczywiście miała rację - ta dwójka nigdy się nie pożegnała. Obiecywali sobie jeszcze długotrwałe kontakty, które ostatecznie los postanowił zaprzepaścić gdzieś w otchłani całego życia. Na szczęście był tak łaskawy, że w końcu postanowił tą znajomość przywrócić, więc mógł być także dumny - Karkarow naprawdę zrozumiał jaki błąd popełnił i przeklinał się w myślach cholernie.
    Może właśnie tego potrzebował? Ran, które pozwolą mu zrozumieć szczęście? Możliwe, że bez tego byłby zupełnie innym człowiekiem - takim, który nie potrafiłby docenić żadnej, nawet najmniejszej rzeczy pojawiającej się w jego życiu. Możliwe, że nigdy nie związałby się z pracą, którą wykonywał do dziś - w każdym razie, nie wierzył w przypadek. Wszystko działo się w jakimś celu, jednak by się tego dowiedzieć, trzeba było samemu wyciągnąć wnioski. W sprawie Aniji, wyciągnął go właśnie chwilę temu, we własnych myślach.
    Korytarze były puste, co właściwie było plusem zaistniałej sytuacji - nikt nie będzie im przeszkadzał. Vladimir chciał spędzić z nią każdą możliwą sekundę, by choć przez chwilę nacieszyć się jej obecnością. Wiedział, że od jutra ulegnie to delikatnej zmianie - Anija zacznie prowadzić lekcje, zaczną się testy, sprawdziany, wzrośnie skala zmęczenia i chęci zrelaksowania się. W każdym razie wiedza o tym, że jasnowłosa będzie tu na stałe napajała go nieopisaną radością, której naprawdę nie mógł ukryć.
    Uśmiechnął się na jej słowa, kiedy Anija odwróciła się i oboje stanęli naprawdę blisko. Tego nie mógł znieść - każdy jej ruch wprawiał go w zupełne otępienie, hipnozę albo czegoś w tym rodzaju. Z wiekiem stała się naprawdę kusząca, a każde jej zachowanie pozostawiało w jego głowie niedosyt. Chciał więcej.
    Poruszył się delikatnie, gdy opuszek jej palca musnął jego policzek. Oczy zabłyszczały chwilowo, mrużąc się nieznacznie.
    Dziewczyna od zawsze była dla niego nieodgadnioną tajemnicą - znając ją prawie na wylot, wciąż czuł niedobór informacji. Teraz, po tych dziesięciu latach, pogłębiło się to jeszcze bardziej.
    Kiedy zwinnie wsunęła się przez niewielką szparę między drzwiami a framugą, Vladimir podążył za nią bezszelestnie; tak jak za dawnych czasów, kiedy każdy głośniejszy ruch mógł wzniecić kłopoty.I choć teraz nic im nie groziło, naprawdę czuł się, jakby zaraz mieli dostać szlaban.
    Spuścił ją na chwilę z oczu, by zajść dziewczynę z drugiej strony regału, do której stała tyłem.
    - Co byś chciała o mnie usłyszeć? - wyszeptał jej do ucha, obejmując jej wąską talię.
    Światło różdżki oświetlało tylko skrawek pomieszczenia, nie sięgając dalej niż trzy metry. Mimo wszystko magiczny rozbłysk nadał bibliotece przytulnego, ciepłego klimatu.
    Karkarow nie odczuwał przy Aniji żadnych barier, dlatego był wstanie zdobyć się na różne gesty - szczególnie teraz, kiedy nie zdążył nawet ochłonąć po ich ówczesnych wyznaniach. Nie był jednak pewien, czy nie przegina, ale przecież Anija z pewnością wiedziała jak spławić denerwującego faceta. Miała do tego pełne prawo.

    Dam radę, dam radę, wstrzelę się na pewno... Haha :D

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  32. James, słysząc słowo impreza, nigdy nie odmawia. Nawet jeśli chodzi o imprezę organizowaną przez nauczyciela. Nic więc dziwnego, że pojawił się na ,,spotkaniu" zorganizowanym przez nową nauczycielkę latania. Cała drużyna Slytherinu zebrała się w Hogsmeade, w pubie Pod Trzema Miotłami. Ślizgoni mieli oczywiście nadzieję na wieczór pełen alkoholu, aczkolwiek nie chcieli zrobić złego wrażenia na nauczycielce jako drużyna, więc usiedli grzecznie przy stoliku.
    Długo nie pociągnęli, udając grzecznych chłopców. Pojawiła się Ognista Whisky i inne trunki, bar wypełnił się okrzykami i śmiechem. Nauczycielka latania, panna Oldien, okazała się być bardzo miła i... zabawowa, jeśli tak to można nazwać. James wyszedł z pubu na kilka chwil, żeby się przewietrzyć, a gdy wrócił, sytuacja wyglądała... No cóż, trochę gorzej, niż gdy wychodził. Członkowie drużyny byli już delikatnie wstawieni, z kolei organizatorka spotkania więcej niż delikatnie. James miał ochotę się roześmiać, bo wyglądało to dosyć zabawnie, ale wtedy podszedł do niego jeden z kolegów z drużyny, oprócz Jamesa chyba jedyny mniej więcej trzeźwy na sali.
    - Słuchaj, Potter, odprowadzisz pannę Oldien do Hogwartu.
    - Co? - James uniósł brwi, słysząc te słowa. - Dlaczego ja? Ona chce już iść?
    - Nie wiem, nie za bardzo da się ją zrozumieć. Ale chłopaki chcą jeszcze zostać, a ona jednak jest nauczycielką. Jesteś trzeźwy, możesz ją odprowadzić. Poza tym, jesteś kapitanem, musisz się troszczyć o dobre imię drużyny.
    James wywrócił oczami. Wszystkiego się spodziewał po swoich kolegach z drużyny, bo to jednak Ślizgoni i alkohol - to zawsze źle się kończy. Ale w życiu by nie podejrzewał, że będzie musiał odprowadzać wstawioną nauczycielkę do Zamku. Nie za bardzo miał ochotę na wykonanie misji, która została mu powierzona, ale z drugiej strony chciał się wydostać z tego spotkania.
    - Dobra, ale będziecie mi dziękować do końca swojego marnego żywota. A jutro na treningu dostaniecie wycisk, i nie obchodzi mnie, że będziecie mieli kaca. - rzucił koledze sarkastyczny uśmieszek i podszedł do nauczycielki. - Panno Oldien, pozwoli pani, że odprowadzę panią do Hogwartu?
    Uśmiechnął się do nauczycielki, mając nadzieję, że spacer z Hogsmeade do Hogwartu obejdzie się bez żadnych niespodzianek.

    [Mam nadzieję, że tak może być ;)]
    Potter

    OdpowiedzUsuń
  33. [Dziękuje c: Generalnie taki był zamysł, zazwyczaj postacie i tak mi się w trakcie wątków zmieniają, więc nie warto się za bardzo rozpisywać o charakterze. Ale faktycznie jest uparty.
    Z Aniją pewnie mieli ze sobą styczność tylko podczas lekcji latania na pierwszym roku, ewentualnie na meczach, ale Aris w drużynie długo miejsca nie zagrzał i może być trochę ciężko powiązać byłego ucznia z nauczycielką, ale jak masz w zanadrzu jakiś pomysł to pomyślimy :)]
    aris

    OdpowiedzUsuń
  34. Kiedy odwróciła się do niego przodem, Karkarow zajrzał w głąb jej oczu, by doszukać się wewnętrznych pragnień i marzeń.
    Nie odkrył w nich niczego po za nutą niepewności, czy też niepokoju.
    Prawda była taka, że przez ten czas oboje stali się dla siebie kimś obcym - nie znając wydarzeń z życia, nie znając swoich dojrzałych już cech. Tak jakby wcale się nie znali - to, kim byli dekadę temu, mogło przeobrazić się w zupełnie inne, nowe cechy. Vladimir na pewno się zmienił. Na pewno nauczył się życia pod dyktandem realizmu - stał się nieoszlifowanym, cennym kamieniem, który zaległ grubą warstwą pasku. Gdzieś tam w środku tliła się iskra odpowiedzialna za ciepło, miłość czy oddanie, ale tutaj, na zewnątrz, wciąż był nieodgadnionym, głębokim oceanem.
    Zapomniał, jak to jest kochać i być kochanym i w ramach tego nauczył się żyć bez przywiązania.
    Jej dotyk był impulsem powodującym przyjemne dreszcze na calutkim ciele. Tak, jakby przebiegło przez nie tysiące rozszalałych mrówek. Anija była dla niego dotychczas niedostępnym pięknem - teraz, mając ja tak blisko, zauważył wszystkie zalety jej wdzięku. Posiadała moc niczym wila, której uroda hipnotyzowała niczym najsilniejszy urok świata. Mógł stracić rozum i prawie do tego by doszło, ale resztki rozumu podpowiadały mu by spiął emocje na silnej wodzy. Nie mógł jej po raz kolejny zranić - a nie był pewien, czy byłby gotów na wielce głębokie uczucia. Zwyczajnie się bał; wierząc w prawdziwą miłość odczuwał strach związania się z kimś na kim mu bardzo zależy - w obawie utraty. Nie zniósłby tego, w tym wypadku, po raz kolejny.
    Jej pytania silnie docierały do każdej komórki mózgowej, których receptory bezwarunkowo odpalały myślenie. Gładki skrawek opuszka palca, muskającego delikatnie jego usta wzbudzał w nim co raz większe uczucie pożądania. Pragnął zatrzymać czas, zatopić się w jej słowach i gestach, chciałby móc dotknąć każdego cala, który do niej należał i nigdy, przenigdy nie dopuścić do jej odejścia.
    Dłonie Vladimira wtopiły się w ciepło jej aksamitnej szyi, błądząc i odkrywając małe fragmenty idealnego ciała, do którego usta zbliżyły się na milimetrową odległość.
    Kiedy nastała ciemność, Karkarow zastygł chwilowo, by móc zorientować się w zapadłych ciemnościach. Musnął powoli skrawek jej policzka i zbliżając się do ucha, postanowił dać Aniji konkretną odpowiedź na wcześniej zadane pytania.
    - Ta szczęściara przypomina mi anioła i choć nigdy ich nie widziałem, nie chciałbym aby tak wyglądały. Musiałbym być cholernie czujny, by nikt nie zwinął mi jej spod nosa - szepnął, uśmiechając się do siebie - Otworzyła mi drzwi do swojego nieba, była światłem w najdłuższym tunelu - urwał chwilowo, wsłuchując się w jej przyspieszony oddech; czuł, jak go słucha i tym samym zastanawia się nad obecnie padającymi słowami - Ale nigdy nie byłem tak blisko niej, jak pragnąłem. Poddałem się - dokończywszy, wyprostował się niechętnie i oddał intuicyjny, niewielki krok w tył. Wyciągnąwszy różdżkę, machnął by wydobyć z niej światło, po czym podniósł różdżkę Aniji, by ta ponownie znalazła się w odpowiednim dla siebie miejscu.
    Jego wyraz twarzy był nieco poważny, ale mimo wszystko uśmiechał się nikle, błądząc wzrokiem po jasnej karnacji kobiety.
    Walczył ze swoimi emocjami. Nigdy nie był tak niezdecydowany, jak teraz - bał się swoich zbyt pochopnych kroków; nie był pewien, czy pocałunek do którego dążył, był odpowiedni właśnie na ten moment. Czy nie zepsułby on zaistniałej atmosfery, która dla Vladimira była najważniejsza. Chciał odzyskać Aniję, jednak nie sądził aby pochopne decyzje mu w tym pomogły. A o zepsuciu czegokolwiek nie było mowy!

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  35. Nie lubił, gdy przerywała w tak ważnym momencie. Zależało mu na tym, by usłyszeć wszystkie myśli szalejące jej w głowie. Teraz, kiedy znalazła się na to całkiem odpowiednia pora - choć miejsce nie do końca, biorąc pod uwagę zachłanność uczniów na wiedzę z ksiąg zakazanych. Ale na razie nikt im jeszcze nie przeszkodził.
    Prawda była taka, że mieli teraz sporo czasu by powyjaśniać sobie wszelakie sprawy. Problem polegał na tym, że Vladimir chciał wiedzieć o wszystkim właśnie teraz. Dziś. Pierwszego dnia, kiedy znów wreszcie ją ujrzał. I nie mógł powstrzymać tej zachłanności - po prostu nie chciał; wolał zacząć kolejne dni z miłym akcentem, a sprawy przyszłości i niedomówień wyklarować właśnie w tym momencie.
    Stanąwszy na przeciwko Aniji, oparł się dwiema rękami o regał w taki sposób, by uniemożliwić jej ruch w lewo lub prawo - tyły blokował regał, natomiast tę dwójkę dzielił zaledwie krok. W razie gdyby chciała zwinnie wymknąć się od kontynuacji zdania, które urwała w bardzo nie dobrym momencie.
    - Lecz? - zapytał, przybliżając się do niej prawą stroną twarzy, tak jakby nastawiał ucho w oczekiwaniu na tajemniczą odpowiedź.
    Światło różki przybladło nieco, kiedy dłoń Vladimira spoczęła stanowczo na płaskim drewnie starego regału, będącego tuż za jasnowłosą.
    Wszystko wydawało się nierealne - oni znów stali w Bibliotece otoczeni przez setki pobladłych ksiąg. Tym razem nie szukając informacji w ich zawartości, a w istocie własnych myśli i słów. Starsi, poznający siebie w pewien sposób od nowa.
    Choć Anija w tej kwestii nic się nie zmieniła - od zawsze kusiła go enigmatycznością wszystkich gestów i wypowiedzi skłaniających do głębszej relacji. Prosto mówiąc: wzbudzała w nim straszną ciekawość, nie dając mu od razu wszystkiego na tacy. Tyczyło się to zarówno jej osoby, jak i wszystkich dziejących się dookoła wydarzeń. Może wiedziała, że Kakrkarow w jakiś sposób jej pragnął? A nie dając mu jednoznacznej odpowiedzi wzniecała w nim uczucie pożądania? Tak czy siak, Vlado z pewnością był i nadal jest zaślepiony jej osobowością, która należała do wiecznie nieodgadnionych.
    Chciał jej. Chciał jej blisko i to tak bardzo, że byłby w stanie wykonać ruchy zupełnie sprzeczne z zasadami moralności panującymi w tym zamku.
    Podążał wzrokiem, skupiając się na każdym szczególe jej twarzy - każdym ruchu warg, ukazaniu się dołeczków, czy zmarszczeniu nosa, a dotarłszy na wysokość oczu, utkwił wabiące spojrzenie w jej rozświetlonych światłem tęczówkach.

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  36. [Miedzy nimi jest dość duża różnica wieku, Aris po tym wyrzuceniu i usamodzielnieniu się raczej nie chciałby, żeby ktokolwiek się wtrącał w jego życie, nawet jeśli lubił panią profesor, a ona traktowała go lepiej niż innych uczniów. I czym by się to przejawiało? Anija mogła być np świadkiem jego odejścia z Zamku i pomogłaby mu w znalezieniu lokum w wiosce, bo na nikogo innego nie mógł liczyć. Tylko nie wiem co dalej, bo od momentu wyrzucenia już trochę czasu minęło, a nie chcę, żeby pomysły na dalsze odpisy skończyły się po paru komentarzach :v]
    aris

    OdpowiedzUsuń
  37. Przyglądał się jej na tyle badawczo, że każda, nawet drobna niepewność w jej słowach czy gestach nie była przez Karkarowa puszczona bokiem - zanotowawszy ją, wiedział, że wcześniej miała na języku zupełnie inne zdanie, którego jakimś cudem nie wypowiedziała. Dlaczego? Może czuła się niepewnie w jego towarzystwie? Możliwe, że ówczesne uczucia przygasły na tyle, że trzeba będzie postawić nowe fundamenty? Z pewnością trochę się zmieniło... Vladimir nadal nie znał jej życia. Postępował zgodnie z własnym pożądaniem, nawet nie myśląc o tym, że Anija mogła oddać już komuś swe ciepłe serce.
    Kiedyś ta dwójka nie miała przed sobą wielkich tajemnic, a teraz, kiedy Vlado przyglądał się jasnowłosej, zauważył, że narosła między nimi pewna bariera. Możliwe, że to wszystko zostało spowodowane strachem przed ponowną utratą, może w pewnym sensie zawstydzeniem przy spotkaniu po dziesięciu latach, a może po prostu to, co niegdyś czuła ta dwójka, wygasło z upływem czasu.
    Jej usta były tak miękkie i tak delikatne, że Karkarow znów poczuł dreszcze na całym ciele. Choć dotyk skupiał całą jego uwagę, starał się zanotować dokładnie wszystkie jej słowa, które dotyczyły dość ważnej odpowiedzi.
    Prawda jest taka,że ta dwójka nie zdążyła sobie jeszcze powiedzieć o własnych uczuciach. Karkarow też niczego nie był pewien - w sumie wiedział o niej niewiele, ale te podstawowe wartości stały pod znakiem zapytania. Nie wiedział co czuje, czy ma kogoś, czy woli pozostać w strefie przyjaźni, czy zależy jej na czymś głębszym. Jedynym sposobem na to wszystko była rozmowa - z którą prościej by było gdyby odbyła się przy stoliku i kubku herbaty. Na ten czas Vladimir naprawdę nie mógł się skupić, walcząc z własnym uczuciem, które najchętniej pożarłoby Aniję teraz. Ale nie mógł pozwolić sobie na żaden ruch, którego ona czy on będą później żałować.
    Jej usta były już tak blisko, że jego jedna dłoń automatycznie objęła ją w tali, przysuwając do siebie na odległość, która pozwoliłaby zlać im się w jedność. Światło różdżki schowane za jej plecami, minimalnie oświetlało ich twarze.
    Drugą dłonią odgarnął jej włosy i przesunąwszy opuszkami palców po jej prawej skroni, objął ją delikatnie, czując ciepło i gładkość jej skóry. Jego usta muskały jej szyję, aż nieodparta chęć zmusiła go do złożenia kilku pocałunków.
    - Jedyne czego nie zniosę, to zaklęcie Avada Kedavra - powiedział cicho, przerywając smakowanie jej ciała i wyprostował się nieznacznie, by móc spojrzeć dziewczynie w oczy.
    - Czekam na konkretną, szczerą odpowiedź, Anija - dodał, wyginając kąciki ust w przyjaznym uśmiechu.
    Sądził, że to dobry moment na tego typu wyznania i wyjaśnienia. Jutro wróci szara rzeczywistość, w której oboje będą zajmować się sprawami związanymi z lekcjami i uczniami - wtedy nieubłaganą chwilą będzie chwila relaksu. Teraz, kiedy ich emocje i tak wypłynęły, mogli o wszystkim sobie opowiedzieć, a dzień jutrzejszy zacząć od uśmiechu.

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  38. Dokładnie wysłuchał jej słów, na które zdobyła się lekkim trudem. Wcześniej nie wiedział nic, a teraz namiastka jej życia i jej uczuć zaczęła stopniowo się pojawiać. Nie wiedział, co robiła nim zjawiła się ponownie w Hogwarcie... Nie wiedział też jakimi uczuciami darzyła do do tej pory. Na samą myśl coś ukuło go pod lewym żebrem - dlaczego nie podjęła tej pracy wcześniej, wiedząc że Vladimir tu jest? Nie wiedział jak to zrozumieć i odebrać. Z jednej strony mogła się bać spotkania z Vladimirem, a z drugiej, mogła czuć się tak zraniona, że nie chciała nawet na niego patrzeć.
    A on, zamiast zachować się teraz jak porządny człowiek, nachalnie ją obmacywał.
    Karkarow westchnął głęboko i odsunął się od Aniji na wygodną dla nich dwojga odległość. Przetarłszy oczy wierzchem dłoni, oparł się tyłem pleców o regał stojący na przeciwko. Jego błękitne oczy zatrzymały się na tęczówkach jasnowłosej.
    - Gdybym wiedział, że Neville ma z Tobą jakiś kontakt, nawet bym się nie zawahał przy zaciąganiu Cię tutaj - powiedział, wkładając jedną rękę do kieszeni, a drugą w której trzymał różdżkę, oparł wygodnie o drewnianą półkę z książkami.
    - Gdybym wiedział, nigdy nie odmówiłbym mu kolacji w naleśnikarni z ludźmi, których nazywał bliskimi - dodał nieco ciszej, karcąc się w myślach za tak beznadziejne kroki.
    Nie miał pojęcia, że Anija tam jest. Ale zrozumiał teraz, dlaczego Longbottom tak go namawiał - żeby ich razem spotkać. Dyrektor odpuścił dopiero w tym momencie, kiedy Anija wiedząc, że Vlado tu jest, odmówiła mu pracy na stołku nauczyciela.
    Pokiwał głową, potwierdzając swoje zrozumienie. Miała prawo do tego, by go unikać. Tak było prościej dla tej dwójki, jednak los mimo wszystko chciał ich ze sobą spotkać - i prędzej czy później by to zrobił.
    - Chcę, żebyś powiedziała mi o tym, co działo się u Ciebie w życiu po opuszczeniu Hogwartu - skrzywił głowę nieco w prawo i wygiąwszy usta w delikatnym uśmiechu, podparł się nogą o regał. - I żebyś powiedziała mi, co dokładnie skłoniło Cię do pierwszej rezygnacji, dlaczego nie mogłabyś mi spojrzeć w oczy? Czy to Neville powiedział Ci, że tu pracuje?
    Nie musiała opowiadać życia z najmniejszymi szczegółami, Vladimir chciał wiedzieć tylko to, jak przebiegło jej te dziesięć dość długich lat. On także mógłby jej opowiedzieć - choć jego historia należała do zawiłych, Vlado obmyślił sposób krótkiego streszczenia jej.

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  39. Nie wiedział, jak się do tego odnieść. Nigdy nie pomyślałby, że tak potoczyło się jej życie - kiedy była uczennicą, radziła sobie naprawdę dobrze. Dlaczego to wszystko aż tak się zmieniło? Oczywiście rozumiał w tej sytuacji owy sposób zarabiania pieniędzy - los nie pozostawił jej wyboru, a musiała jakoś przetrwać. Jako, że zawsze należała do grupy twardych dziewcząt, nigdy nie sięgała po pomoc kogoś innego, a za wszelką cenę starała się radzić sobie na wszelkie, możliwe sposoby. Nawet kosztem siebie, a przy kradzieży, także kosztem innych.
    Ale Vladimir mimo wszystko nigdy nie powiedziałby, że jest zła. Nie w sytuacji, w której nie miała wyjścia - jak mogła sobie poradzić, kiedy była zupełnie sama? Gdyby tylko wcześniej złapała kontakt do Vladimira, na pewno potoczyłoby się inaczej - on nie miał pojęcia, że Anija jest w zasięgu ręki, natomiast ona wiedziała to wszystko. I to go jedynie zdołowało i zasmuciło. Ale zdawał sobie sprawę, jak trudno jest wybierać i walczyć z własnymi emocjami. Wiedział, jak trudno jest kochać w obawie ponownej utraty - dlatego nie mógł mieć jej niczego za złe.
    Jej łzy kaleczyły jego serce, nie mógł bezczynnie na nie patrzeć - nie chciał by płakała, nie lubił tego. Ale nie wiedział, co racjonalnego mógłby teraz uczynić - co powiedzieć? Czy przytulić ją? Pusty gest, który daje pozorne uczucie współczucia. Pogłaskać? Nie na miejscu. Potrzymać za dłonie? Nie uleczy to żadnych ran zadanych na tak czułym organie, jakim jest serce człowieka.
    Pokiwał głową zupełnie zagubiony we własnych myślach, które zmieniały się z sekundy na sekundę - co chwilę widział obraz Aniji jako samotnej i jako kobiety jego życia. I tak cholernie tego żałował, że mało brakowało by nie wybuchł niczym wulkaniczna lawa.
    Opuszkiem palca otarł jej mokry od łez policzek. Głęboko patrząc jej w oczy, czuł że wewnątrz jego ciała wszystko drży, jak szarpnięta struna, której nikt nie chciał zatrzymać.
    Zbliżył swe usta do jej chłodnych warg i przycisnąwszy ją mocno do siebie, wplótł dłoń w gładkie, jasne włosy. Nie wiedział, czy to co robi, było odpowiednie, ale będąc tak blisko, nic nie zdołałoby go już powstrzymać.
    Fala ciepła zalała go po brzegi, gdy jego wargi stopiły się z ustami Aniji. Zupełnie tak, jakby tego właśnie chciał i tego właśnie potrzebował - nie wiedząc, czy nie przemawia przez niego uczucie pożądania. Tak czy siak, całując ją czule, starał się nie zagalopować zbyt daleko, do czego również mógł być w tym wypadku zdolny.
    Obrócił ją na miejsce, w którym stał wcześniej i stosownie napierając do drewnianego regału, pozwolił sobie na wsunięcie ręki pod jej bluzkę tak, by móc gładzić jej rozgrzane, smukłe i gładkie plecy.
    Jej usta były słodkie, a dotyk jej ciała powodował, że budził w nim się głodny lew. Mimo wszystko, myśli podpowiadały mu o nienagannym zachowaniu, którym powinien się cały czas kierować.
    Szczególnie tu - w ciemnej Bibliotece.

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  40. [O, może odpiszę tutaj :) Jeśli masz ochotę na wątek z Almą, albo z Neronem, to ja chętnie się zgłaszam :) Pytanie tylko kto z kim? :)]

    Alma & Neron Carrow

    OdpowiedzUsuń
  41. [Alma może z Billym, a Neron z Aniją :)
    Ale ok, skoro mamy już pomysł na pierwszą dwójkę, to ja chętnie zacznę, tylko gdzie mogliby się zobaczyć w takiej sytuacji? Może spotkaliby się przypadkowo na stadionie Quidditcha?]

    Alma & Neron Carrow

    OdpowiedzUsuń
  42. Wszystko dookoła rozmyło się jak mglisty obraz. Anija stała się dla niego jedynym ważnym punktem i tak, jak wcześniej nie był pewny własnych kroków, tak teraz można było zauważyć, że silne uczucia wzięły górę nad całą sytuacją.
    Jego ruchy były tak zachłanne, jakby Anija miała zaraz zniknąć.
    Był jej wdzięczny, że zdobyła się na tak trudne i ważne sekrety, które były dla niej utrapieniem niczym kamień w bucie. Mogli poznać się od nowa i cieszyć się chwilą bez żadnych, utrudniających im to wszystko barier. On nie zdążył jej co prawda jeszcze powiedzieć o niczym, ale mieli tyle czasu, że Anija z pewnością dowie się wszystkiego - choć nie miał żadnych sekretów, które byłyby tematem tabu. Vladimir chciał jej powiedzieć; chciał wyśpiewać całą swoją historię komuś, kto wysłucha jej z ciekawością, zapyta o konkretne rzeczy - wiedział, że jasnowłosa będzie nią zainteresowana, w końcu to dziesięć lat życia.
    Zupełnie omotany jej dotykiem i czułością, postanowił zmienić miejsce - uniósłszy ją ku górze, przeniósł dziewczynę na najbliższe biurko i stanąwszy między jej nogami, skrupulatnie oddawał się smaku jej ust.
    Zapomniawszy o różdżce, opuścił ją na blat biurka, a ta wylądowała gdzieś na jego krańcu - zapadła ciemność. Mimo wszystko, Vladimir znał jej ciało. Ściągnąwszy z niej zwinnie szatę, skrajnie powstrzymywał od stopienia się ich dwójki w jedność.
    Gładził ją, całował, chciał więcej i więcej, ale powstrzymywał się od ostatecznej eksplozji. Jej oddech wzbudzał w nim uczucie ciepła, czuł jak bardzo go chciała, a on wcale nie pozostawał jej dłużny.
    Położywszy nagle palec na jej ustach, zaśmiał się cicho nieco rozbawiony.
    - Czekaj... Stop, stop - wyszeptał, szukając po omacku różdżki, która schowała się gdzieś za plecami Aniji. Zdobywszy ją, machnął krótko, by wzniecić w pomieszczeniu trochę światła.
    Na jego ustach widniał szeroki uśmiech. Zamrugał kilka razy, po czym podparł się obiema rękami o blat i złożył na jej ustach jeszcze jeden pocałunek.
    - Sądzę, że w końcu ktoś tu zajrzy i ten widok nie będzie dla niej, lub dla niego niczym ciekawym - powiedział rozbawiony, patrząc głęboko w jej oczy.
    Była piękna, tak po prostu. Nic dziwnego, że nie mógł jej się oprzeć. Chciałby ją zabrać do siebie i nigdy nie wypuścić, ale wiedział, że było to nierealne. Postanowił cieszyć się tą chwilą.

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  43. [Zaczęte ;)]

    Czasami zastanawiał się, czy lekcje latania były potrzebne w ostatniej klasie. Dużo lepiej byłoby, gdyby nauczyciele pozwolili lepiej przygotować się do egzaminów... Co niektórym. Neron jakoś nie przykładał się do nich zbytnio. Miał pewne plany na przyszłość, które związane były z rodzicami - oni mieli przekazać mu, jako potomkowi, godne stanowisko pracy. Natomiast czas, w którym uczniowie przygotowywaliby się do egzaminów, Neron mógł poświęcić na zupełnie inne, ważne dla niego sprawy.

    Ocknął się,kiedy padło pierwsze zadanie. Wszyscy mieli wznieść się na miotłach i robić wskazane przez profesor Oldien ruchy. Niby wydawały się przydatne, ale Neron na pewno nie miałby okazji ich nigdy użyć. Więc po co się ich uczyć?

    Kiedy cała grupka uczniów wzniosła się ku górze, chłopak jako jedyny pozostał na twardej powierzchni. Stał wygodnie oparty o swoją miotłę, dobrze wiedząc, że zaraz albo zostanie odesłany do dyrektora, albo pani profesor przypisze mu (i w tym wypadku Ślizgonom) minusowe punkty.

    Nie bał się mówić szczerze, dlatego od razu ułożył sobie w głowie konkretną odpowiedź na pytanie, które za sekundę padnie z ust profesor Oldien. Dlaczego nie wykonuje zadań? Bo nigdy z nich nie skorzysta. Po co ma uczyć się czegoś, co kompletnie mu się nie przyda?

    Neron Carrow

    OdpowiedzUsuń
  44. James rzucił mordercze spojrzenie każdemu członkowi drużyny po kolei. Upić nauczycielkę, kto to widział. I to na dodatek nową nauczycielkę latania, najważniejszego przedmiotu w całej historii Hogwartu. James miał ochotę rozerwać któregoś z kolegów na miejscu, ale uznał, że lepsza będzie zemsta na boisku, podczas treningu. Powstrzymał złość i przywołał na twarz najszczerszy uśmiech, jaki był w stanie zaprezentować. Najprawdopodobniej wyglądało to, jakby najadł się czegoś kwaśnego i wykrzywiał twarz w grymasie, ale przynajmniej się starał.
    - Chłopaki chcą już iść do Hogwartu, robi się późno. - odezwał się do nauczycielki. - Została pani do końca. Chłopcy posprzątają ten bałagan, bo są tacy uczynni, a ja, jako kapitan drużyny, odprowadzę panią do Zamku.
    W myślach modlił się, by kobieta nie robiła już problemów i poszła z nim do Zamku. Musiał jeszcze obmyślić plan najbardziej wyczerpującego treningu quidditcha w dziejach. Dla skacowanych członków drużyny zwykły trening byłby katorgą, dlatego James postanowił pójść na całość.
    Był przynajmniej jeden plus tego wieczoru - nowa nauczycielka okazała się być bardzo miła i po prostu normalna. Nie była jakąś starszą panią z obsesją na punkcie manier, czego drużyna się obawiała. Bo manier zdecydowanie w niej brakowało od dłuższego czasu. Poza tym, który gracz quidditcha zachowuje maniery, szczególnie na boisku?
    - Ruszajmy, noc już nie jest młoda. - położył dłoń na ramieniu kobiety, mając nadzieję, że ona w ogóle jeszcze go słyszy; bardzo możliwe było bowiem, że już odpłynęła.

    James

    OdpowiedzUsuń
  45. Każdy jej dotyk sprawiał, że Karkarow odczuwał delikatne zawroty głowy; tak jakby jej linie papilarne miały w sobie silną moc hipnozy. Z pewnością stęsknił się za nią, a to co teraz czuł było zupełnie nie do opisania - pozwalał oddać swoje losy w ręce pożądania, jednakże jedna lampeczka wciąż błyskała mu w kolorze krwsitej czerwieni, zawiadamiając, że o zbyt pochopne gesty można się sparzyć. I nie chodzi o nie ufanie Aniji - wręcz przeciwnie; ufał jej bardzo, a każdy wypowiedziany przez nią sekret był na wagę złota. Był wdzięczny, że powiedziała mu o swojej przeszłości i choć zdobyła się na tę opowieść z trudem, zauważalna była jej ulga, w którą ubrała się twarz jasnowłosej kiedy tylko wydobyła z siebie tak trudne słowa. Karkarow nie uważał jej za złodziejkę - no chyba, że złodziejkę serc - dlatego rozumiał sytuację, z którą musiała się borykać w tak trudnym momencie swojego życia; dało jej solidną nauczkę, tylko nie wiadomo w jakim celu. Żeby nauczyć się doceniać wszystko co się ma?
    Strasznie niechętnie oddalił się od Aniji, której słowa naprawdę go rozbawiły. Po prostu uwielbiał, jak się z nim droczyła - aż Vlado nabrał chęci by załaskotać ją do łez, jednak powstrzymał się w ostatecznej ostateczności.
    - Oczywiście - odparł z uśmiechem - Longbottom nie powinien, na przykład - dokończywszy, założył zrzuconą przez Aniję szatę i poprawił starannie mankiety, które od zawsze go uwierały.
    W Hogwarcie było wiele miejsc, w którym ta dwójka mogła spędzić spokojnie wieczór chociażby przy szczerej rozmowie. Vladimir nie zdążył o sobie powiedzieć jeszcze nic, ale tylko dlatego, że nie lubił rozwodzić się na swój temat - nie miał ogromnych sekretów, jednak nie był skory do opowiadania historii swego życia bez konkretnie zadanych do niego pytań.
    Poza tym, w ówczesnym momencie cielesność wzięła górę nad słowami.
    Zaświeciwszy dookoła, pomógł Aniji włożyć szatę i uśmiechnął się ujmując dziewczynę za rękę,kiedy oboje byli gotowi do dalszej drogi. W ogóle, czy Karkarow nie miał jej przypadkiem oprowadzić po zamku? Czy dostał za zadanie umilanie jej wieczoru?
    Akurat nie miało to żadnego znaczenia, bo tego wieczoru Vladimir chciał narobić choć skrawek z wyciętych dziesięciu lat. I mało kto mógłby mu w tym przeszkodzić - jedynie sama panienka Oldien.
    - Chodź na siódme piętro - powiedział, uchylając drzwi Biblioteki.
    Była to idealna chwila do skorzystania z Pokoju Życzeń, który pojawiał się wtedy, gdy ktoś go bardzo potrzebował. Karkarow nie był tam od nie pamiętnych czasów - nie widział powodu, w którym miałby go wtedy użyć, tym bardziej, że miał własny "Pokój Życzeń" w Hogsmeade.
    Korytarze nie były tak zapełnione jak w godzinach szczytu, jednakże kilku siódmoklasistów błąkało się jeszcze między szkolnymi murami. Niektórzy zmierzali do dormitoriów, a inni spacerowali w parach, od czasu do czasu kiwając na przywitanie tej dwójce. Spokojny wieczór.
    - Pomyśl o jakimś miłym miejscu - zaznaczył, wspinając się po schodach na sam szczyt zamku.
    Był ciekaw o czym pomyśli Anija. Chciał się dowiedzieć, co naprawdę sprawiało jej przyjemność i w jakim otoczeniu czuła się najlepiej.

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję, kartę zmieniam często wizualnie bo szybko mnie nudzi, albo coś mi nie pasuje :D

      Usuń
  46. I to pewnie było prawdą, że Longbottom przewracał się właśnie z boku na bok. Vladimir nie znał jego zwyczajów odnośnie spania, ale po rozbawieniu Aniji sądził, że musiały być niewiarygodnie śmieszne.
    Nie wiedział o czym pomyśli, dopóki drzwi do Pokoju Życzeń nie zamieniły się w białe, szerokie wrota, prowadzące w prost do ciepła jej chatki z dzieciństwa.
    Pamiętał, jak Anija opisywała mu wyśmienite czasy, kiedy była jeszcze biegającym dookoła, szczęśliwym dzieckiem. Domyślał się, że to właśnie do nich wróci swoimi myślami. I choć Karkarow nigdy nie miał okazji zobaczyć domu z wewnątrz, tym razem, za białymi drzwiami krył się azyl, w którym niegdyś Anija dorastała.
    Nie ukrywał zaciekawienia, jakie namalowało się na jego twarzy, kiedy złota kołatka zabłyszczała tuż na wysokości jego błękitnych oczu. Po drugiej stronie znajdował się wyimaginowany świat, przedstawiający skrawki jej życia - meble, ozdoby, a nawet bijące, rodzinne ciepło i błogi, nienaruszony spokój, w którym płynął czas i tliło się beztroskie życie.
    - Nie zaglądam tu - odpowiedział, uśmiechając się delikatnie.
    Być może dlatego, że przywołałoby to zbyt wiele, miłych i jednakowoż trudnych wspomnień, jakie zostały w jego głowie. Nie chciał wracać do przeszłości - jedynym krokiem w tył, był powrót do Hogwartu, w którym zechciał nauczać i który był od zawsze jego domem.
    Chociaż wiele razy myślał nad tym miejscem. Przechodząc niekiedy, zatrzymał się z chęcią spróbowania, jednak ostatecznie zostawiał wszystko z boku i wracał do własnych obowiązków. Czasami chciał tu przyjść, by wyobrazić sobie raj bez zmartwień i problemów codziennego życia - jednak wiedział, że będzie bał się go opuścić. Nie mógł pozwolić na przyzwyczajenie się do nadmiaru dobra, bo powrót do rzeczywistości odbiłby piętno na jego silnie zbudowanej mentalności.
    - Proszę, prowadź - wskazał dłonią drzwi, które skrywały za sobą pewną tajemnice jej życia.
    Widział, jak wiele znaczy dla niej to miejsce. Dlatego cieszył się, że może znów stanąć w jego progu.

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  47. Karkarow posłusznie dał się wciągnąć w ciepło rodzinnego domu Aniji - był ciekaw, jak i gdzie spędziła najlepsze lata dzieciństwa, a tym bardziej, jak i gdzie została wychowana na taką osobę, a nie inną.
    Miejsce, w którym się znalazł było bardzo przyjazne, a rodzinna atmosfera unosiła się w górze tak, jakby dom wciąż istniał, a osoby bliskie Aniji nigdy go nie opuściły. Musiała bardzo dobrze zobrazować sobie każdy, nawet najmniejszy szczegół, by Pokój Życzeń zamienił się w ożywiony jak niegdyś domek z wielkim tarasem i karmelową kuchnią - a nawet z leżącym na stoliku starym Prorokiem Codziennym.
    Vladimir z uśmiechem i skupieniem rozglądał się od czasu do czasu dookoła, by zachłysnąć się widokiem jej dzieciństwa, jednak jego oczy bacznie obserwowały zachowanie jasnowłosej.
    Były cechy charakteru, które na pewno Anija wyniosła właśnie stąd - między innymi delikatna wrażliwość, której nie kryła, sentyment, troskliwość i uczuciowość, którymi obdarowywała Vlado, kiedy ta dwójka wspólnie snuła się korytarzami zamku jakieś dziesięć lat temu.
    Podchodząc pod główne zdjęcie całej rodziny, przyjrzał się mu dokładnie, porównując po którym to z rodziców Anija odziedziczyła konkretne cechy swojego wyglądu. Oczywiście miała coś z matki i ojca, jednak wyraz jej twarzy najbardziej pasował mu do wyrazu babci; która na zdjęciu wyglądała tak, że uśmiech sam nasuwał się na usta. Z pewnością miała bardzo dobrą duszę.
    Westchnąwszy cicho, wrócił do Aniji, która z dokładnością oddawała się ówczesnym wspomnieniom. Jej cichy szloch i delikatny dotyk na ramówce obrazu, uświadamiał mu, jak bardzo tęskni za tym, co przeminęło z czasem i jak trudne musiało być jej życie, nim zaczęła nauczać w Hogwarcie.
    Kiedy wpadła w jego ramiona, Karkarow objął ją mocno. Czuł, jak od nadmiaru wrażeń jej serce zaczęło walić niczym młot. Pogładziwszy ją delikatnie, po raz kolejny złączył usta tej dwójki w ciepłym pocałunku.
    Próbował wyobrazić sobie jej rodzinę i ich, stających na środku, witających się i szczęśliwych. Albo lepiej - ich obie rodziny.
    Na samą myśl, kuło go w sercu - wiedział, że taka sytuacja nigdy nie nastąpi i tak cholernie dawało się to we znaki, że miał ochotę wykrzyczeć, jak bardzo uwiera go bezradność i rozżalenie. Jednak nic by to nie zmieniło, nawet jeśli by pragnął i błagał na kolanach.
    - Nie dziękuj, zaglądaj tu czasami, by poprawić sobie nastrój - powiedział, patrząc w jej jasne oczy. Specjalnie nie użył słowa "zawsze", choć całkiem możliwe, że regularne odwiedzanie tego miejsca pozwoliłoby na szybsze zabliźnienie ran - ale jest też możliwość, że przez to nigdy nie wyrwie się z bolącej nostalgii.

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  48. Zawsze starała się pomagać swoim przyjaciołom. Wspierała ich, kiedy coś im nie wyszło, ocierała łzy, kiedy mieli złamane serce. Robiła to, bo nie chciała ich stracić. Chciała być traktowana podobnie i miała nadzieję, że w ten sposób właśnie do tego doprowadzi. Poświęcała każdą wolną chwilę dla tej garstki wybrańców, mając nadzieję na akceptację z ich strony i wsparcie. Tego dnia dostała kompletnie co innego.
    Kiedy weszła do swojego dormitorium wiedziała, że coś jest nie tak. Widziała to po minach koleżanek. Patrzyły na nią tak, jakby właśnie kogoś zabiła. Po kilku minutach w pokoju, wiedziała już o co chodzi. Jednej z nich, podobał pewien Puchon, jednak dziewczyna była zbyt nieśmiała, żeby do niego podejść i porozmawiać. Aurora postanowiła pomóc jakoś koleżance i poprzedniego dnia, kiedy spotkała go na korytarzu, bez wahania podeszła do niego i z niemałą pomocą swojego uroku, próbowała jakoś sprawić, żeby chłopak pierwszy zagadał do jej koleżanki. Oczywiście nie obyło się bez maślanych oczu, uwodzącego głosu i kilku niewinnych, wnikliwych i hipnotyzujących spojrzeń. Finalnie udało jej się cokolwiek wskórać. Wtedy myślała, że Krukonka będzie skakać wkrótce z radości, jednak wszystko poszło nie tak. Ktoś opowiedział jej o tajemniczym spotkaniu Aurory z Puchonem i przedstawił wszystko w taki sposób, jakby Nelson próbowała uwieść i ukraść chłopaka. Oczywiście wszystkie uwierzyły w te puste słowa.
    Aurora stanęła jak wryta, kiedy usłyszała to wszystko. Nie zamierzała przepraszać, błagać o wybaczenie, ani tym bardziej sprostować historii. Wzięła tylko swoją torbę z łóżka i wyszła z pokoju bez słowa. Szła korytarzem, kierując się do Wielkiej Sali. Usiadła na swoim miejscu, wyjęła jakąkolwiek książkę i zaczęła czytać losową stronę. Jednak już po kilku sekundach pod jej nosem wylądował papierowy samolocik. Rozwinęła go, a kiedy zobaczyła, co jest w środku, łzy napłynęły jej do oczu. Jesteś zwykłą paskudą, która łamie innym serca. Nie dziw się, że nikt ciebie nie chce. ZWYKŁA SZMATA. Patrzyła jeszcze chwilę w tekst, a następnie zaciskając mocno zęby, zgniotła kartkę, schowała książkę i wybiegła z sali. Szybko otarła oczy, mając nadzieję, że nie rozklei się przy tych wszystkich ludziach. Było jej cholernie przykro, kiedy zobaczyła kątem oka, jak ludzie na jej widok zaczynają szeptać między sobą. Oficjalnie stała się kurwą Hogwartu. Pięknie.
    Od razu skierowała się do drzwi wejściowych, a następnie do Zakazanego Lasu. Kilka tygodni temu znalazła tam małą kryjówkę, gdzie można było w spokoju usiąść i pomyśleć. Właśnie tego teraz potrzebowała. Kiedy w końcu znalazła się w lesie, nie powstrzymywała już łez. Doszła do jakiejś polany, ale nie była zdolna dłużej iść. Nogi miała jak z waty, kręciło jej się w głowie i było niedobrze. Usiadła na jednym z kamieni, podkulając pod siebie nogi. Płakała tak jak nigdy przedtem. Nie wiedziała ile tak tam siedziała, jednak kiedy usłyszała czyjeś kroki, księżyc już dawno nad nią świecił. Obruszyła się i obejrzała za siebie. Nauczycielka. Miała tarapaty. Teraz może pożegnać się z dalszą nauką w Hogwarcie.
    - Ja… Ja… - Sama nie wiedziała, co ma odpowiedzieć. – Czy pani dobrze się czuje? – zapytała, próbując nie odpowiadać na pytanie kobiety. Nie wyglądała najlepiej, w dodatku czuć było od niej alkohol. Może jednak nie była w takich tarapatach jak sądziła? – Piła pani?
    Aurora

    OdpowiedzUsuń