27 lutego 2016

Way in the back of my mind I saw my life in a stranger's face and it was mine


AMERYKANIN
RAVENCLAW
VI
CZYSTA KREW
ALCHEMIA

ALASTOR QUIRKE

Urodził się w Ameryce, tam też dorastał i kształcił się w Instytucie Czarownic i Czarodziejów z Salem. Salem w Massachusetts było jego rodzinnym miastem, które kochał i uważał za jedno ze swoich ulubionych miejsc, szkoda tylko że przekonał się o tym, gdy musiał stamtąd wyjechać, ale o tym w swoim czasie.
Salem znane jest ze swojego kultu czarownic. Nic więc dziwnego, że jedna z najlepszych amerykańskich szkół magii i czarodziejstwa znajdowała się w mieście, gdzie czarownice można było spokojnie spotkać na ulicy. Alastora zawsze śmieszyło to, że mugole mieli prawdziwą magię praktycznie na wyciągnięcie ręki, ale i tak nie potrafili jej zobaczyć, a nawet jeśli im się to udawało, to tłumaczyli to jako zmyślną sztuczkę. Czarownice napędzały gospodarkę miasta, które bez nich nie wyróżniałoby się niczym szczególnym. Oczywiście prawdziwe czarownice i czarodzieje trzymali się z boku, starając się nie wychylać.
Alastor pochodzi z jednego z najstarszych czystokrwistych rodów w Ameryce Północnej. W jego rodzinie zawsze stawiano na wykształcenie, dlatego rodzina nie kryła dumy, gdy chłopak, po ukończeniu pierwszego semestru piątego roku za swoje wyniki w nauce, dostał list z Hogwartu z ofertą nauki w Brytyjskiej Szkole Magii i Czarodziejstwa. Hogwart od zawsze cieszył się dużym poważaniem w rodzinie Quirke'ów. Rodzice chłopaka nie zastanawiali się długo nad wysłaniem go do Wielkiej Brytanii. Nie trzeba chyba mówić, że decyzja ta nie spodobała się Alastorowi. Chłopak nie chciał zostawiać rodzinnego miasta, szkoły i przyjaciół. Obcy kraj go przerażał, ale prośby i kłótnie nie pomogły.
Swój szósty rok nauki Alastor rozpoczął już w Hogwarcie w domu Roweny Ravenclaw. Doskonale pamięta pierwsze tygodnie swojego pobytu w brytyjskiej szkole. Nie ukrywa że były one dla niego drogą przez mękę. Czuł się obserwowany i oceniany zarówno przez uczniów jak i nauczycieli. Po szkole szybko rozeszła się wieść, że jako jeden z garstki uczniów może uczyć się Alchemii, na domiar złego był jedynym, który został sprowadzonym z zagranicy. Jasne że czuł się przez to lepszy od innych i bardziej wyjątkowy, nie powodowało to jednak, że było mu lepiej w obcym miejscu.



Alastor jest normalnym chłopakiem o lekko rudych włosach, które praktycznie zawsze są w nieładzie. Nie jest ponadprzeciętnie wysportowany, umięśniony czy wysoki. Swoją posturę określa mianem idealnej, bo skoro dobrze czuje się w swoim własnym ciele, to nie może ono być inne niż idealne. Nie świadczy to jednak, że nie ma kompleksów, bo ma ich kilka i gdyby mógł to poprawiłby wszystkie swoje niedoskonałości. Nie eksperymentuje ze swoim wyglądem, a jedyną ozdobą jaką posiada jest złoty kolczyk w lewym uchu. Ubiera się skromnie. Nie przesadza z kolorami, gdyż preferuje zazwyczaj monochromatyczne barwy czasem dodając nieco niebieskiego odcienia. Doszedł do wniosku, że nie ma sensu się stroić skoro jego wysiłki i tak przykryje szata.



Swój przeciętny wygląd nadrabia dość specyficznym charakterem. Chociaż wydaje się być osobą cichą, spokojną i starającą się pozostać z dala od wszelkiej uwagi, to tak naprawdę wcale tak nie jest. Quirke jest przysłowiową cichą wodą. Jego ego znacznie wzrosło, gdy tylko przekroczył mury Hogwartu. Poczuł mądrzejszy i inteligentniejszy od wszystkich uczniów w szkole. Być może staje się zarozumiałym gnojkiem, myślącym że wie wszystko lepiej a jego decyzje są słuszne. Lubi gdy wszystko dzieje się według jego myśli. Chociaż stara się, zachowywać spokój, to bardzo łatwo odgadnąć kiedy się denerwuje, kiedy cieszy a kiedy jest smutny. Chłopak bywa arogancki, bezczelny i niemiły, ale tylko wtedy gdy ktoś go zdenerwuje. Zawsze jest w cieniu. Planuje, obserwuje i działa gdy nikt na niego nie patrzy. Jest charyzmatyczny i łatwo nawiązuje kontakty. Nie chce sobie brudzić rąk, dlatego szuka osób, które wykonają niechcianą czynność w zamian za obietnicę, której spełnienie na pewno będzie odwlekane w czasie, można być jednak pewnym, że obietnica prędzej czy później zostanie spełniona. Jest ambitny, zuchwały i uparty. Nie ocenia, ponieważ sam nie lubi być ocenianym. Nie potrafi zrozumieć brytyjskiego poczucia humoru, ale uwielbia brytyjską herbatę. Stara się pozostać z dala od problemów, ale gdy takie już go spotkają to jego spryt zawsze wyciągał go z opresji.







fc: Conor Doherty a w tytule Sia - Alive
Lubię ciekawe i długie wątki. Im dziwniej tym lepiej. Lubię absurd, komedię, tragedię i dramat, więc nie jest się ze mną ciężko dogadać. Stosuję handel wymienny - Ty wymyślasz, ja zaczynam i na odwrót. Jeśli tutaj nie uda nam się czegoś wymyślić to zapraszam do SILASA lub ASTORII. Mam słabość do biało-czarnych ramek xD

16 komentarzy:

  1. [To teraz ja cię witam z nową postacią, braciszku :3 Cześć!
    Pan na zdjęciu wygląda trochę jakby miał napompowaną górną wargę, hmm. Ale i tak ma coś w sobie :D]

    Sullivan/Max/Tatiana

    OdpowiedzUsuń
  2. [Oh wybaczam tę zniewagę! A na wątek zawsze, skoro proponujesz. :) Amerykanin uwielbia brytyjską herbatkę, interesujące. Bardzo fajna opisana postać, a Twój pan mnie urzekł. Mnóstwa wątków i wpadaj do mnie!;)]
    Ars Timor

    OdpowiedzUsuń
  3. [Mówiłam już, że uwielbiam Twoje postacie? Nie? To uwielbiam Twoje postacie! Nawet jeśli mają amerykański akcent, którego strasznie nie lubię.
    Wątku nie proponuję, bo już jeden mamy (ten, na który właśnie odpisuję :D). Dużo weny z panem Amerykaninem!]

    OdpowiedzUsuń
  4. [Popieram to, co napisano powyżej - uwielbiam Twoje postacie. <3 Trochę ślizgoński Ci wyszedł, tak na marginesie.
    Do wątku na razie zmuszać nie będę, chociaż chętnie bym z nim popisała, a jakże! Chociażby Jacksonem. Mam nawet pomysł. Mógłby się chłopak zainteresować, o co chodzi z tą alchemią, bo usłyszał jakieś ploty o Alastorze, przylepiać się do niego co krok i podpytywać c: Ale nic na siłę. Miłej zabawy życzę i wielu wątków! :D]

    William/Jackson/Sorcha

    OdpowiedzUsuń
  5. [Są w tym samym wieku. Eliksiry z Krukonami? Może Alastor usiadłby z Arsem, a miejsce obok niego zawsze było zajęte przez jego najlepszego kumpla, który jest chory, więc go nie było na tej lekcji. Tak by się mogło zacząć. Alastor z Arsem nie za bardzo się polubili po tej lekcji, a pech chciał, że ostatni wyszli z klasy. Nauczyciel Eliksirów poprosił ich o znalezienie jakiegoś kwiatu, roślinki? Nie jestem za dobra w wymyślaniu, więc jak chcesz to możesz coś dodać, albo sama wykminić. ;)]

    OdpowiedzUsuń
  6. [Zacznę już dziś, za chwilę, Tylko napisz mi coś więcej, co może być w tej puszce? Może jakaś klątwa, że jeśli ktoś przeczyta napis na karteczce z puszki, to coś mu się przydarzy?;)]

    OdpowiedzUsuń
  7. Ars Timor odkąd pamiętał był człowiekiem wytrwałym o silnej woli i bardzo liczył na to, że kiedyś mu się to przyda w czymś konkretniejszym. I nie mylił się, mimo, że ma siebie za człowieka nie omylnego, który zawsze ma we wszystkim rację, przydało mu się to bardzo, podczas gdy mimo zakwasów i bólu nóg wytrwale biegł za Alastorem Quirke. Nie znał za bardzo Krukona, nie starał się go poznać, bo przecież tak wielu ludzi nigdy nie dawało ów szansy samemu Timorowi, dlaczego więc miałby taką szansę dawać komuś innemu? Jednak coś w Alastorze i jego amerykańskim gadaniu było, co prawda sam Ślizgon nie wiedział co. Chłopak dostał list z Howartu po pierwszym semestrze piątego roku w szkole Salem, czy jakoś tak, Ars nie ufał plotkom, jednak nie wiele o nim wiedział, jakieś źródło więc musiał mieć. Quirke był kujonem, co dodawało mu sporą ilość punktów u Arsa, który również stawiał na naukę, bardzo chce zostać Aurorem w przyszłości, niestety nie z powodu zainteresowania, ale po prostu, aby zrobić na złość rodzicom, taki już był. Biegł więc po Zakazanym Lesie długie godziny za chłopakiem, mimo zmęczenia i wściekłości za razem, jakoś dawał radę. Nauczyciel Eliksirów kazał im znaleźć jakieś zielsko, jednak nie znaleźli go. Ars lubił robić ludziom na złość, przez to jak ciężko było mu odnaleźć się w szkole, dlatego tak bardzo ucieszyło go, że w ręce Alastora zamiast jakiegoś Asfodelusu znajdowała się srebrzysta puszka. Właśnie wychodzili z Zakazanego Lasu, starali się odnaleźć drogę powrotną. Bardzo byli ciekawi co takiego znajduję się w tej tajemniczej puszce. Aż czuł podekscytowanie na całym ciele. Z zainteresowaniem obserwował poczynania Krukona. Raz biegł w lewo, raz w prawo, a następnie odwracał w jego stronę, aby potem pobiec z powrotem. Chłopak był dla niego całkowitą zagadką, mimo, że tak dobrze potrafił ludzi rozszyfrować. Gdy Ars zauważył, że cały czas kręcą się w okół jednego drzewa, miał dość. Po prostu stanął w miejscu.
    — Poczekaj, człowieku! — krzyknął, aby po chwili samemu nie uwierzyć w to co powiedział. To było tak amerykańskie. — Jeżeli chcesz po raz setny prowadzić mnie dookoła tego pieprzonego lasu, to oszczędź nam tego. — dodał po chwili od niechcenia, starał się, aby w jego głosie zabrzmiało tak dużo wściekłości na ile było go stać. Nie widział towarzysza przez ciemność miejsca, w którym się znaleźli, nie przeszkadzało mu to jednak, ciemność jest w porządku. Uśmiechnął się lekko, gdy zorientował się gdzie się znajdują. Głupio się czuł, gdy pomyślał jak to było idiotyczne tak za nim biec, jakby był jakimś słabeuszem.
    — Choć za mną, Hogwart jest w prawo. — mruknął i poszedł. Nie biegł, mimo późnej pory. Był zbyt zmęczony, ale sam nie pozwolił sobie o tym myśleć. Szedł po prostu, nawet nie patrząc czy Krukon za nim idzie. Miał dość, jedyne co chciał to zobaczyć co interesującego znajduję się w puszce. Już zobaczył cień Hogwartu spod gałęzi drzew. Uśmiechnął się lekko do siebie i teatralnie zaprosił chłopaka ręką przed siebie.


    [ Mam nadzieję, że nie napisałam jakiś głupot, i że nie minęłam się z twoją teorią. Ale jest, więc się cieszmy! A i przepraszam za to brzydkie słówko, ale to tak Arsowe, że się nie powstrzymała. Jeśli jesteś uczulona na przekleństwa, to mów śmiało. :) ]
    Ars Timor

    OdpowiedzUsuń
  8. [Śmieszna warga i śmieszne nazwisko. Hehehe.]

    z gorącymi pozdrowieniami
    siostrzyczka

    OdpowiedzUsuń
  9. [To ruchome zdjęcie zauroczyło mnie! Ono się tak świetnie przesuwa, że w przerwie między czytaniem tekstu z ramek – przesuwałam stronę wyżej, żeby na nie najechać kursorem :D Przechodząc jednak do konkretów: bardzo dopracowany bohater, wyjątkowy nabytek z zza granicy i ta alchemia. Na podstawie tych dwóch ma pełne prawo do tego, aby czuć się lepszym, chociaż odnalezienie się w nowym miejscu wymaga czasu. Mimo wszystko najbardziej – poza ruchomym zdjęciem, oczywiście – przypadł mi do gustu jego charakterek. Mam wrażenie, że trudno byłoby się z nim nudzić c:]

    Arsie nic nie proponuje, bo musi nadrobić zaległości, a tego się trochę uzbierało <3

    OdpowiedzUsuń
  10. – Masz, ja nie chcę mieć przez to żelastwo kłopotów – powiedział Alastor i podał blondynowi ich znalezisko. Ars z niedowierzaniem spojrzał na twarz towarzysza. Okej, wiedział, że gościu jest trochę dziwny, ale dla Arsa wszyscy ludzie są dziwni, wszyscy, którzy nie są jak on. Uśmiechnął się wrednie i złapał jak najprędzej pudełko w swoje ręce. Tak był ciekaw co znajduję się w puszce i wreszcie mógł ją otworzyć. Nie spoglądał na chłopaka, zajęty był otwieraniem tego szaleństwa, za każdym razem, gdy już prawie ją otworzył, ona zamykała się ponownie.

    – Wiem, że martwisz się, że dostaniesz opieprz od nauczycieli. – zaczął szarpiąc się z przedmiotem, który miał w rękach. Z słabym wyrazem twarzy zaczął okręcać puszkę we wszystkie strony świata. Zauważył malutki intrygujący napis: Otwieram się zawsze na zawołanie. przeczytał słowa nie zdając sobie sprawy, że wypowiedział je na głos. Jakie zawołanie. – Ale na brodę Merlina możliwe, że ten przedmiot ma parę tysięcy lat, nie obchodzi Cię to? – kontynuował, tak bardzo chciał w jakiś sposób wejść mu na ambicję, ale chyba nici z tego, choć chłopak cały czas stał w miejscu. Nauczyciel Historii Magii powiedział mu, że jeśli się nie ogarnie z chodzeniem późno po Hogwarcie to możliwe, że rodzice wszystkiego się dowiedzą i jego historia w szkole właśnie się zakończy. Usłyszał kroki na piętrze, więc jak najszybciej szarpnął chłopaka w stronę składziku na miotły. Chłopak wydawał mu się silny, więc naprawdę nie chciał wpadać w bójkę z kimś takim, ale pozory mylą, prawda? Obaj siedzieli w tym małym pomieszczeniu, było ciasno i tam naprawdę cuchnęło. Zdenerwowany zaczął ciężko oddychać nie lubił małych pomieszczeń. Z grymasem bólu oparł się o ścianę i przyglądał leżącym na ziemi miotłą. Dlaczego to cholerstwo się nie otwiera? Był zły, zły na przedmiot, który nie mówi, nie chodzi, który po prostu nie jest człowiekiem. Tak rzeczy martwe potrafią czasem doprowadzać do szału.

    – Ja wołam, otwórz się! – wykrzyknął po chwili wściekły Ars i cisnął pudełkiem prosto w ścianę, o którą odbiło się z hukiem i spadło prosto na ziemię. Nagle nie wiadomo skąd pokój przepełnił się zielonym światłem, dokładnie takim jak po rzuceniu zaklęciem Avada Kedavra, nie pytajcie jednak skąd o tym wie. Zielone światło odbijało się o ściany. Drzwi zaczęły się trząść, dokładnie tak jakby ktoś w nie walił ciężko pięścią, uwierzcie w tej chwili naprawdę miał nadzieję, że to woźny domaga się wejścia do swojego drugiego "domu." To co działo się później nie potrafił zrozumieć nawet wściekły na cały świat Ars, to było po prostu nierealne, tak bardzo nie chciał teraz umierać.


    Ars

    OdpowiedzUsuń
  11. [Feministka? Broń Merlinie, żeby ją ktoś tak nazwał prosto w oczy! Faktycznie mogłam tak w karcie zabrzmieć, ale Milliesant nie tyle chodzi o sprzeciw wobec dyskryminacji kobiet, co o sprzeciw wobec podejmowania za nią wszelkich decyzji i konieczności zadowalania wszystkich wokół. Nie ma znaczenia, czy rodzice wyśnili dla niej spokojne życie u boku wysokiego urzędnika, czy zostanie panią Minister Magii – w obu przypadkach byłaby tak samo mocno na nie, bo po ludzku ma inny plan na siebie i swoje życie. Gdyby go nie miała, być może bez większych problemów przyjęłaby wysuniętą propozycję, bo dobrze zdaje sobie sprawę z własnego niełatwego położenia. Niestety cel ma bardzo jasny, tak jak i ambicję, nie zamierza pod żadnym pozorem z nich rezygnować. Taka z niej uparta bestia. :)
    Dziękuję ślicznie i mam nadzieję, że więcej już nie trzeba będzie mnie witać, bo tym razem już tu zostanę. Wątek bardzo chętnie, gorzej z pomysłem, ale jakoś temu zaradzimy. Wydaje mi się, że najłatwiej byłoby zespolić Milliesant z Astorią, bo są w jednym domu i na tym samym roku, ale biorąc pod uwagę skłonności panny Macnair do dominacji i niechęć Lloydówny do poddawania się wszelkim wpływom, mało prawdopodobne, żeby wyszło nam z tego coś pozytywnego. Z jednym Mulciberem wątek już zgarnęłam, poza tym zdaje mi się, że Silias jest najstarszy i pewnie trochę już u niego nałapałaś, więc temu chłopaczynie dałabym już spokój. Z kolei z Alastorem Milliesant łączą ponadprzeciętna ambicja i upór, co w prostej drodze prowadziłoby zapewne albo do zaciętej rywalizacji (być może podszytej nawet wzajemnym szacunkiem), albo wręcz przeciwnie, do znalezienia wspólnego języka na pewnych płaszczyznach. Jestem w 100% przekonana, że Lloyd byłaby szalenie zainteresowana alchemią i co by się nie działo na pewno spróbowałaby przekonać Quirke'a, żeby podzielił się z nią swoją wiedzą i został jej nauczycielem w tym przedmiocie. To tak z grubsza moje pierwsze przypuszczenia po przeczytaniu wszystkich trzech KP. Zdecyduj, czy bardziej pasowałaby Ci do wątku Astoria czy Alastor i wtedy wspólnie pomyślimy nad czymś konkretnym. :)]

    Milliesant

    OdpowiedzUsuń
  12. [Cześć! Przyznam, że kiedy tylko najechałam na zdjęcie, moją pierwszą reakcją było: "o mamo, o mamo, to się rusza!", a potem najeżdżałam na nie co chwilę i dopiero potem wzięłam się za czytanie karty. Toż to prawdziwy czarodziej z Salem z niego! No, ciekawy pomysł, nie powiem. ;) Baw się dobrze z kolejną postacią!]

    Jemma Simmons/Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  13. [A się wróciło. I widzę, że nowy pan powstał, bo Alastora po raz pierwszy widzę.
    Dzięki, dzięi.]
    Son Min-hee

    OdpowiedzUsuń
  14. [Jeśli o feministki chodzi, szanuję je tak samo jak każdego, kto potrafi w sposób kulturalny, nie próbując na siłę zmieniać zdania rozmówcy, przedstawić własne poglądy. :) Skoro tak mocno chcesz jednak zamknąć Milliesant w jakiejś konkretnej szufladce, może być i buntowniczką. Chociaż sama nazwałabym ją raczej... wolnym duchem. :D
    Niby nic odkrywczego, ale co Ty na to, żeby Milliesant w ramach kary/nagrody została przymuszona do roli przewodnika po Hogwarcie dla Alastora? Zamiast zanudzać go rozlokowaniem klas, gdzie odbywają się poszczególne lekcje, podejrzewam, że Milliesant pokazałaby mu rzeczy odrobinę bardziej praktyczne, więc Alastor początkowe pewnie gubiłby się na szkolnych korytarzach tak czy siak, ale przynajmniej wiedziałby, gdzie szukać jedzenia w chwilach burczącego żołądka czy którędy dostać się go Hogsmeade, żeby nikt nie zauważył. Siłą rzeczy spędziliby ze sobą wtedy trochę czasu i jeśli udało im się złapać nić porozumienia, znajomość z powodzeniem mogą utrzymywać do tej pory. Lloyd na pewno byłaby chętna mimo tego jego przekonania o własnej wyższości ― alchemia to jednak zbyt wielka pokusa, by ot tak zrezygnowała po kilku nieudanych próbach. Co zaś się samego wątku tyczy, będziesz musiała mi odrobinę pomóc. Wstępny zarys jest taki, by wrzucić ich we wspólny projekt z jakiegoś przedmiotu, skoro są na jednym roku. Nie wiem, czy da się to podciągnąć pod zaklęcia/historię magii/OPCM, czy konieczne będą starożytne runy, a nie wiem, czy byłabyś skłonna wysyłać na nie Alastora, ale może po kolei. Przyszło mi na myśl, żeby wysłać ich na poszukiwania jakiegoś miejsca dawnych magicznych obrządków, jakiegoś Kamiennego Kręgu w stylu tego z błoni Hogwartu albo czegoś podobnego. Na miejscu natknęli się na jakiś runiczny/łaciński/staroangielski zapis wiekowego zaklęcia, którego używano w trakcie rytuału. Próbowaliby go odczytać, rozgryźć, może nawet użyć, wykonać cały ceremoniał, ale nic specyficznego się nie zadziało, więc zrobili jedynie konieczne zdjęcia i rozczarowani wrócili do Zamku. Tak przynajmniej wszystko wyglądałoby przez kilka pierwszych dni, bo potem zaczęłyby się dziać wokół nich dziwne, niepokojące rzeczy. Jak straszne, to jest do ustalenia, bo może to być stopniowe pogarszanie się stanu zdrowia, ciężkie przedmioty lecące na głowę, luki w pamięci albo zwykłe trzęsące się dłonie, katar czy nadmierna senność. Zależy, jak mocno mamy ochotę uprzykrzyć im życie. W każdym razie zaniepokojeni zaczynają kopać głębiej (siłą rzeczy zresztą, skoro był to projekt na jedną z lekcji, terminy gonią, więc trzeba wreszcie wziąć się za jego realizację), może im brakować informacji, więc zaistniałaby potrzeba poszukania w Dziale Ksiąg Zakazanych, takie tam zabawy. Koniec końców okazuje się, że A). rytuał odprawili prawidłowo, tyle że jego celem było zaszkodzenie drugiemu człowiekowi, więc klątwa Milliesant padła na Alastora, a Alastora na Milliesant czy coś; B). pomieszali zaklęcia, przeinaczyli formułki, słowem ― nic nie zrobili jak trzeba i teraz ich wcześniejsza zabawa ma (mniej lub bardziej) opłakane skutki. Na którykolwiek wariant by nie padło, trzeba znaleźć jakieś rozwiązanie problemu nim złośliwy czar wymknie się spod kontroli i stanie się coś naprawdę strasznego.
    Nie jest to całkowicie ukształtowany pomysł, jest tu parę niewiadomych, które trzeba uzupełnić, ale sam się do mnie przypałętał gdzieś między pierwszą a drugą nad ranem, szkoda było kazać mu spadać na drzewo, skoro i tak mi spać nie dawał. c: Rytuał i runy można zastąpić w razie potrzeby jakąś księgą, talizmanem czy zwierzęciem przenoszącym jakąś chorobę. To jest właściwie idea chyba na więcej niż jeden wątek i nie wiem, czy byłabyś chętna na taką długofalową akcję, ale na chwilę obecną innej propozycji nie mam. Za to chętnie przyjmę Twoje, jeśli chowasz jakiegoś asa w rękawie!]

    Milliesant

    OdpowiedzUsuń
  15. [Cudnie! Teraz jeszcze zostaje nam ustalić szczegóły: z jakiego przedmiotu miałby to być projekt (przeoczyłam albo nie masz zaznaczone w karcie, na jakie uczęszcza Alastor, a nie chcę Ci mocno ingerować w wizję postaci, narzucając jakiś konkretny), z grubsza temat (czy chodziło o runy, rytuały, zaklęcia, magiczne miejsca) no i przede wszystkim w którym dokładnie miejscu zaczynamy akcję.]

    Milliesant

    OdpowiedzUsuń
  16. [Spokojnie, mi się nigdzie nie spieszy. Cierpliwa jestem, to i poczekam, ile będzie trzeba. ;)]

    Milliesant

    OdpowiedzUsuń