24 lutego 2016

Wiesz, też mam uczucia, znam nawet te najwyższe. Lecz, gdy patrzysz na mnie milcząc, ja też milczę

JANELL ROITFELD
CARDIFF — RAVENCLAW — VII ROK — CZYSTA KREW

Wychowała się w chłodnym i mokrym Cardiff. Mieszkała wraz z chorym dziadkiem w niewielkim, niewyróżniającym się niczym spośród innych domku jednorodzinnym, gdzie zawsze panowała miła, przyjemna i rodzina atmosfera. Jej rodzice byli archeologami, całkowicie oddanymi swojej pracy. Podczas wykopalisk w jednej z Norweskich wiosek zostali ukąszeni przez jadowitego owada, co stopniowo powodowało zanik ich zmysłów, aż wreszcie państwo Roitfeld zapadli w śpiączkę, z której nigdy się nie obudzili. Siedmioletnia Janell została oddana pod opiekę emerytowanego aurora i wdowca, będącego jej najbliższą rodziną. Jej dziadek był starszym, schorowanym człowiekiem, dla którego wychowanie dziecka było dodatkowym obciążającym go obowiązkiem, ale codziennie starał się, aby jego wnuczka była szczęśliwa. Czasami zabierał ją w odwiedziny do szpitala, aby zza szyby mogła obserwować swoich śpiących rodziców i mimo że wizyty kończyły się wielkim płaczem, Edmund nie chciał, aby dziewczynka zapomniała o swoich najbliższych. Przynajmniej raz dziennie odwiedzała z nim miejski park, gdzie mogła do woli podziwiać piękno natury. Wspólne spacery stały się ich małą tradycją, zaciskając pomiędzy nimi najsilniejsze więzi.
Nigdy nie sprawiała problemów wychowawczych. Zazwyczaj była spokojną i ułożoną dziewczyną, cechującą się nadmierną wrażliwością oraz troską. Nie lubiła mówić o sobie, dzielić się swoimi przeżyciami lub uczuciami z innymi osobami, ale uwielbiała słuchać. Negatywne emocje dusiła w sobie, pozwalając jedynie w ostateczności, aby z niej uszły. Starała się pomagać innym, choć nie zawsze jej to wychodziło. Była ciekawa otaczającego ją świata, badając najmniejsze błahostki. Cechy małego naukowca odziedziczyła po rodzicach. Podobnie jak oni fascynowała się nowo poznanymi rzeczami, a poszerzanie swojej wiedzy przynosiło jej wiele przyjemności i satysfakcji. Nigdy nie potrafiła zaufać nikomu w stu procentach, obawiając się z ich strony nieuczciwości i niewierności. Była kłamczuchą, której główną przykrywką był uśmiech i nieśmiałe potakiwanie głową.
Janell od najmłodszych lat była wielką miłośniczką klasyki. Zamiast interesować się upodobaniami swoich rówieśników ona zdecydowanie wolała sięgać po sprawdzone dzieła literackie i zatracać się w spokojnej muzyce autorstwa klasyków wiedeńskich. Taniec stał się jej najlepszym sposobem, aby poradzić sobie ze stratą rodziców. Gdy udało jej się namówić dziadka na zapisanie jej na naukę baletu, całymi godzinami ćwiczyła układy przed lustrem. To zajęcie, które z początku stanowiło odskocznię od złych myśli, z czasem stało się jej wielką pasją. Podobnie było z ogrodnictwem. Miłość do natury zaszczepił w niej dziadek. W weekendy wspólnie pielęgnowali niewielki ogród, aż w końcu Janell szczerze polubiła odrywanie zeschniętych listków z roślin, strzyżenie żywopłotu lub pielęgnowanie grządek.
Obcy ludzie uważali, że w jej życie wkradła się monotonia, ale żaden z nich nie poświęcił chociażby kilku chwil, aby poznać ją bliżej i odkryć coś, co niewidoczne dla oczu.

Cześć! Byłam tu dawno, dawno temu, ale mam nadzieję, że i tym razem będę się świetnie bawić! 

23 komentarze:

  1. [Och, jaka pocieszna z tej pani Krukonka! Cieszę się, że postanowiłaś zasilić nasze szeregi, Janell przypomina mi trochę Jemmę. ;) Witam cię na blogu i życzę samych ciekawych wątków oraz wytrwałości!]

    Jemma Simmons/Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  2. [Pamiętam Cię! :) Miłej zabawy życzę i zapraszam do mnie na wątek, może z Sorchą, jeśli masz ochotę. Na pewno się znają, jeśli są w jednym domu. Mogą pielęgnować jakieś hogwarckie rośliny w ramach dodatkowych zajęć, albo Sorcha podpatrzy kiedyś Janell, kiedy ta będzie tańczyła.]

    Sorcha Tobin

    OdpowiedzUsuń
  3. [Witam Janell. Nie wiem, co mógłbym jej zaproponować taki Johan. Chyba jedynie "szpitalny" wątek, hah. Życzę mnóstwo weny i dobrej zabawy! :D]

    Johan Akin

    OdpowiedzUsuń
  4. [Przypomina mi trochę Ethel z czasów szkolnych, a od Lucy różni się z kolei diametralnie. Niemniej jednak witam cieplutko, mam nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej i szybko znów się zadomowisz :3 Oczywiście zapraszam do moich pań jeśli tylko jest ochota/pomysł/cokolwiek ;)]

    Lucy Wood/Ethel Covel

    OdpowiedzUsuń
  5. [O, a chciałam powiedzieć, że tę panią skądś pamiętam :) Witaj ponownie i udanego pobytu!]

    Solene // Aaron // Lorelle

    OdpowiedzUsuń
  6. [ja też pamiętam! cześć ponownie. :) miłej zabawy i zapraszam do siebie, jeśli masz ochotę.]

    Nebraska, Lily&Hope.

    OdpowiedzUsuń
  7. [Cześć! Cześć! Życzę miłej zabawy na blogu oraz wielu ciekawych wątków! :3]

    Borys

    OdpowiedzUsuń
  8. [No, siemka! :D nie ma to jak archeologowie! Norweskich z małej litery tak btw ;) Prócz tego nie widzę błędów. Czemu jak czytam o jej dziadku widzę Jeffa Bridgesa? Pani bardzo sympatyczna i miło mi ją spotkać po raz pierwszy!]

    M. Harrison/L. Scamander

    OdpowiedzUsuń
  9. [Cześć panienko o ładnym imieniu! Kojarzę postać, choć wątku chyba nie miałyśmy. Zdecydowanie musimy to nadrobić :D Chodź do któregoś z moich panów!]

    Sullivan/Max

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Ja pamiętam, że tutaj miałem mieć jakiś wątek, bo imię i nazwisko kojarzę. Wydaje mi się, że chyba na ustalaniu stanęło, więc może spróbujemy raz jeszcze? Pani bardzo ciekawa, dodatkowo pochodzi z mojego ulubionego miasta :3 Witam ponownie i życzę dobrej zabawy i masy ciekawych wątków :) ]

    Silas Mulciber/Astoria Macnair

    OdpowiedzUsuń
  11. [Ohohoo, jakaś przygotowana :D No jakbyś wróciła specjalnie po ten wątek, hahah, ale to dobrze, bo i mi się taki wątek marzył. Ja Ci zacznę za taki ładny pomysł :) ]

    Aaron

    OdpowiedzUsuń
  12. [Ogólnie bardzo mi się podoba tylko, że ostatnie starcie Maxa z ojcem miało miejsce ponad rok temu, później już się nie widzieli i nie planowałam, aby się zobaczyli. Hmm, a może by tak matkę Maxa ktoś zaatakował, właśnie przez to, że jej były mąż jest wampirem, więc wylądowałaby w św. Mungu. Max w takim wypadku zniknąłby na kilka dni z Hogwartu, aby opiekować się matką. Janell mogłaby któregoś dnia kogoś w św. Mungu odwiedzić i spotkałaby Maxa z jego matką, która byłaby dość mocno poraniona. Spytałaby się więc później chłopaka co się stało, a poznawszy historię, zrobiłoby się jej szkoda Maxa i jego matki i to mógłby być ten bodziec, dzięki któremu uświadomiła sobie, że źle postępowała :)]

    Max

    OdpowiedzUsuń
  13. [ Niestety na ten moment nie posiadam prawie żadnych kreatywnych pomysłów, więc tylko przywitam i życzę powodzenia na blogu. Chyba już mi ta postać przemknęła, ale nie pamiętam, by długo tutaj była? Oby tym razem udało się dłużej. Cześć! :D ]

    Caelan

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Gdyby Vincent umiał przyjaźnić się z kimkolwiek, na pewno chciałby zaprzyjaźnić się z Janell.
    Jaka ona ułożona! Jaka spokojna! Jak niesamowicie ludzka w czasach, w których o człowieczeństwo naprawdę ciężko! Chyba że to tylko przykrywka dla jej mrocznej natury.:D
    Cześć i czołem, baw się z nami świetnie.]

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  15. [Pewnie, że możesz jutro :)]

    Max

    OdpowiedzUsuń
  16. [Pomysł mi się podoba. Teraz: kto dostaje plam, a kto wysypki i kto zaczyna? ;)]

    Sorcha Tobin

    OdpowiedzUsuń
  17. [ Zacznę, ale prawdopodobnie już nie jutro tylko w piątek pod wieczór, a jak nie to w weekend, więc spodziewaj się mnie :3 ]

    Silas Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  18. [ O, a ja Cię pamiętam! Nie wiem czy miałyśmy wątek, ale postać kojarzę. Witam ponownie na blogu i liczę, że zostaniesz tym razem na dłużej :) ]

    Elody/Arthur

    OdpowiedzUsuń
  19. [W sumie to nic konkretnego. Ona tam chadza i on tam bywa, więc jest jakiś punkt zaczepienia. No i Johan nieustannie poluje na urocze króliczki z Ravenclawu do celów edukacyjnych ;D Jeśli chodzi o morderstwo... wolę pozostawić sobie to jako potencjalny materiał na notki fabularne, ale zamiast tego, chętnie wysłucham twojego pomysłu :D]

    Akin

    OdpowiedzUsuń
  20. [Moje serduszko aż się rozpłynęło po przeczytaniu komentarza. Jestem szalenie chętna na wątek z Janell. Może ich rodzice za sobą nie przepadali w latach młodzieńczych? A no i jestem bardzo ciekawa tych duchów. :)]
    Ars

    OdpowiedzUsuń
  21. Szpital św. Munga był miejscem, w którym Max spędził ostatnio dość sporo czasu. Co prawda, sam leżał tam tylko dwa tygodnie, ale jego matka, która była w cięższym stanie, spędziła tam niemal dwa miesiące. Greaves zamiast więc wrócić do szkoły, codziennie pojawiał się w szpitalu, aby posiedzieć przy matce. I nawet wtedy, kiedy kobieta mogła wrócić już do domu, Max nie chciał jej zostawić. Oczywiście, matce się to nie podobało, ale wiedziała, że jak jej syn się uprze to nie zmieni zdania. Pilnował więc jej aż do końca wakacji, a kiedy nastał nowy rok szkolny, wrócił do Hogwartu na prośbę matki, aby skończyć klasę siódmą. Max wiedział, że nie jest to dobry pomysł, ale w końcu musiał przyznać mamie rację.
    Swojej decyzji zaczął żałować dopiero wtedy, kiedy dowiedział się, że jego matka znowu wylądowała w szpitalu. Powinien z nią być, powinien jej pilnować, wtedy nikt by jej nie zaatakował. Max zaczął zastanawiać się jakim człowiekiem trzeba być, żeby zaatakować niewinną kobietę, która nie miała nic wspólnego z tym, że jej mąż stał się wampirem. Mógł zrozumieć jeszcze to, że większość się od nich odwróciła i nie chciała mieć z nimi nic wspólnego, ale nie mieściło mu się w głowie, że przez to ktoś zaatakował jego matkę, przez co leżała teraz nieprzytomna w szpitalnym łóżku. Cała poobijana, ze świeżymi bliznami na ciele. Greaves był załamany tym widokiem i najgorsze było to, że kompletnie nic nie mógł zrobić. Nie miał pojęcia kto za tym stoi, a nawet jeśli by wiedział, zdawał sobie sprawę, że zostałby ukarany, gdyby się zemścił. Zresztą, Max nie był człowiekiem, który się mści. Miał zbyt łagodną naturę i miękkie serce, aby komukolwiek zrobić krzywdę.
    Siedział właśnie przy łóżku nieprzytomnej matki, gdy usłyszał za sobą cichy, znajomy głos. Z zaskoczeniem odwrócił się do tyłu, wbijając wzrok w stojącą w progu sali Janell. Odkąd rozniosło się, że ojciec Maxa jest wampirem, mało kto nadal z nim rozmawiał. Dużo jego znajomych się od niego odwróciło i unikało jego osoby, a Janell była jedną z nich. Nic dziwnego, że zdziwił się jej widokiem i tym, że chciała z nim porozmawiać.
    — Co tutaj robisz? — spytał zdziwiony, wstają z niewygodnego stołka, na którym siedział już od kilku godzin. Podszedł do dziewczyny, a kiedy wyszła na korytarz, podążył tuż za nią, zamykając za sobą drzwi sali, w której leżała jego matka. — O czym chcesz porozmawiać?

    Max

    OdpowiedzUsuń
  22. [ Nie przepadam za zaczynaniem, więc kolejne odpisy będą dłuższe i lepsze :) ]

    – Wiesz, gdy mówiłaś że będzie piknik, to miałem nadzieję, że ten piknik już będzie tam na nas czekać, a nie że będę musiał tyle tego nieść ze sobą – mruknął trochę rozdrażniony tym, że przez taki kawał drogi musiał dźwigać ze sobą ciężki kosz z jedzeniem, które podkradli wcześniej z kuchni. Normalnie by mu to nie przeszkadzało, ale akurat tego dnia chłopak nie czuł się najlepiej, a gdy był w takim stanie, to potrafił narzekać nawet na to, że trawa jest zielona, a ten kolor kojarzył mu się wyjątkowo źle. Dopiero po swoich słowach pomyślał o tym, że Janell mogła to odebrać tak, jakby chłopak miał jakieś wyrzuty o to, że zrobili piknik. – Dobrze że pogoda dopisuje – powiedział po chwili, starając się uśmiechnąć. Spojrzał w błękitne niebo, które jeszcze nie było zasłonięte przez korony drzew. Naprawdę cieszył się z tego, że pogoda była taka ładna, zważywszy że przez ostatnie parę dni padał deszcz, przez co wszyscy uczniowie nie mogli, a raczej nie chcieli, wychodzić poza mury Hogwartu. Niestety w zamku nie można było robić wielu rzeczy, przez to wszyscy wydawali się być przygnębieni. Można się upierać, że siedzenie w czterech ścianach jest fajne, ale gdy nie ma się dostępu do światła słonecznego i świeżego powietrza, to można zwariować. Mulciber uwielbiał spacery po błoniach, ale przez deszcz nie mógł wychodzić nigdzie. Jego wieczorne spacery stały się tradycją i gdy nie mógł ich odbywać, to czuł, że jego dzień stawał się niekompletny. Z resztą dobrze było oddychać czystym powietrzem niż tym zakurzonym.
    Spojrzał na dziewczynę, gdy tylko las stał się nieco bardziej mroczny. Nie było źle, wszystko dało się jeszcze łatwo i wyraźnie zobaczyć z wyjątkiem tego, że korony drzew stały się już nieprzeniknione dla słonecznego światła. Mulciber lubił takie plenery, bo kierowały one jego myśli w stronę rodzinnego dworku i lasku, który znajdował się niedaleko, a był widoczny z pokoju chłopaka. Przypomniał sobie, jak za pierwszym razem pomyślał o tym, że mogą tam znajdować się jakieś magiczne stworzenia i wcale się nie zdziwił, gdy okazało się, że faktycznie tam były. Co prawda nie było to smoki czy jednorożce, ale lepsze to niż nic. Lubił tam spacerować i szukać swoich magicznych przyjaciół. Widział je tylko kilka razy i od tamtego momentu istoty te stały się jego prywatnym i małym hobby.
    – I gdzie jest to miejsce? – zapytał, gdy po raz któryś potknął się o wystający korzeń, cudem łapiąc koszyk i ratując jedzenie przed wylądowaniem na ziemi. Zaczął być głodny, więc chciał już czym prędzej rozłożyć koc na ziemi i zacząć jeść.

    Silas Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  23. [Hej, hej! Przybyłam na chwilkę z pytaniem, czy nasz wątek nadal aktualny? :) ]

    Aaron

    OdpowiedzUsuń