15 lutego 2016

zachie

Zachary Addlington

W Hogwarcie po raz siódmy, Gryfon. Posługuje się dębową różdżką, dwanaście i jedna trzecia cala, z rdzeniem kła z widłowęża. Nie potrafi posługiwać się zaklęciem patronusa, ani skutecznie zwalczyć swojego bogina. Pochodzi z niemagicznej rodziny. 

Kiedy był mały mieszkał w dużym, starym domu na obrzeżach Londynu. Każdy pokój miał tam swoją duszę, każdy przedmiot własną historię a on jako jeden z nielicznych mógł stać się ich odkrywcą. Lubił spędzać czas w salonie, leżeć na wysłużonej skórzanej kanapie i śledzić wzrokiem sufitowe plamy, każdej z nich w myślach nadając jakieś znaczenie. Lubił drewniane, poprzecierane schody i starte barierki, po których przesuwając ręką zastanawiał się ilu ludzi miało okazję zrobić to samo. Lubił stare zegary, spieszące się o kilka minut i te, które dobrą godzinę wskazywały tylko czternaście razy w tygodniu, a które wszyscy mieszkańcy musieli darzyć pewnym uczuciem pozwalając być im świadkami swojego życia. Najbardziej lubił jednak zdjęcia pozostawione przez byłych lokatorów, świadectwa ich istnienia.
Na piętrze stała niewielka przeszklona gablotka, której dawno temu zostały powierzone w opiekę rodzinne albumy. Zachary odnalazł ją dosyć późno, przed dziesiątymi urodzinami. W momencie, w którym dokonał drogocennego odkrycia zapragnął jak najszybciej poznać całą zawartość mebla, lecz mała dziurka od klucza skutecznie mu w tym przeszkadzała. Próbował wszystkiego - wywrócił dom do góry nogami w poszukiwaniu klucza, walczył z zamkiem z pomocą siostrzanych wsuwek, kart kredytowych rodziców, a nawet noży; bezskutecznie. Bliski poddania i pełen desperacji chwycił się metody, która nie mogła zadziałać - wypowiedział magiczne zaklęcie usłyszane w telewizyjnym programie. 
Gablotka otworzyła się. 
Zamiast rzucić się na dopiero co zdobyte łupy, Zachary cofnął się. Po raz pierwszy zrozumiał, że jest inny, że nie do końca pasuje do swojej rodziny. Przez kolejne dwa lata tkwił w dziwnym zawieszeniu - z jednej strony chciał wytłumaczenia, z drugiej możliwość jego poznania go przerażała.
Odpowiedź przyszła nieproszona. W jedenaste urodziny na progu dużego, starego domu na obrzeżach Londynu pojawił się list z herbem Hogwartu. Rodzice osłupieli z wrażenia, Zachary oszalał z radości. Zaczął chłonąć magiczną wiedzę jak gąbka. Machał nowo nabytym kijkiem we wszystkie strony powodując liczne uszczerbki w historiach mebli i duszach pokoi. Po wyjeździe listy pisał z rzadka, na święta przestał przyjeżdżać podczas trzeciego roku, a czas przymusowo spędzany w domu i tak poświęcał nauce.
Magiczny świat pochłonął Zachary'ego bez reszty. I chyba nigdy go już nie wypuści.

31 komentarzy:

  1. [Witam serdecznie! Gryfoni powinni trzymać się razem, szczególnie Ci spokojniejsi, bo to dość rzadkie zjawisko. :D Zapraszam również do Rose, zwolniło mi się jedno męskie powiązanie, chętnie wręczę je Zachiemu ;)]
    Rose Weasley

    OdpowiedzUsuń
  2. [Mogę Cię na maila prosić? ;) yukinee8@gmail.com]
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cześć :) Ciekawa postać, choć w sumie niewiele o nim wiadomo... w każdym razie, takie postacie 'graniczne' (niemagiczne dziecko czarodziejów, magiczne dziecko mugoli) są z reguły bardzo interesujące. Miłej zabawy życzę i wielu wątków, jakbyś miał/a ochotę, zapraszam do siebie!
    PS. Czy ty już tutaj byłaś/eś? :)]

    William/Sorcha/Amelie

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Miałam witać Grisel, ale uciekła mi sprzed nosa. Dobrze, że zrobiłaś dla niej zastępstwo, a nie uciekłaś bloga zanim jeszcze zaczęłaś zabawę. ;D Właściwie nie wiem, czy można coś konkretniejszego o Zacharym powiedzieć, ale nie wygląda na nieprzyjemnego typa, mam nadzieję, że nie jest to tylko złudne wrażenie. Jest coś smutnego w jego historii, w tym oddaleniu się od rodziny, ale cóż... Łatwiej wybrać jeden świat niż stać na rozstaju dwóch.
    Cześć! ]

    Jacca/Valancy

    OdpowiedzUsuń
  5. [Tak, tak. To ja uciekłam z Mattem od Rose z jej powiązaniem xD Ale Gryfoni są super! Więcej ich! A najbardziej z całej karty rozczulił mnie magiczny kijek xd Niby nic takiego, ale się uśmiechnęłam. Zac wydaje się super koleżką i oby taki właśnie pozostał. Dobra robota! Witam Cię serdecznie i życzę udanego blogowania :)]

    M. Harrison/L. Scamander

    OdpowiedzUsuń
  6. [Witałam panią, ale uciekła, więc przyszłam i tu! Zach, pięknie imię i w dodatku z charakteru wydaje się być bardzo przyjemny, choć pewnie zafiksowany i utopiony w magicznych książkach. W każdym razie witamy cieplutko i serdecznie raz jeszcze i oczywiście zapraszamy do nas o ile któraś z postaci przypadnie Ci do gustu :)]

    Lucy/Ethel

    OdpowiedzUsuń
  7. [Hm... Jak on tak pochłonięty magią jest. Pewnie interesuje go wszystko nie tylko to co znajdzie w Hogwarcie, hm? Hyun uczył się wcześniej w Mahoutokoro. Co powiesz aby przez tę szkołę ich jakoś połączyć? Zachary mógłby chcieć się dowiedzieć jak najwięcej z pierwszej ręki, zaciekawiony jak to wygląda w innych krajach czy coś. Taka luźna propozycja - do dopracowania ze szczegółami :D

    No i witam serdecznie na blogu, udanej zabawy!]

    Hyun & Avalon

    OdpowiedzUsuń
  8. [Ojej, gdzie jest ta ładna pani? :c Szkoda, że z niej zrezygnowałaś, ale mówi się trudno. Zachary to świetne imię i cieszę się, że także w jego przypadku postanowiłaś zasilić szeregi Gryfonów, bo jeszcze niedawno nie było ich tak wielu, jak teraz. Życzę powodzenia w blogowaniu, tak samo jak w tamtym przypadku. ;)]

    Jemma Simmons/Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Więc oby (z) Zacharym udało ci się pobawić. Jeśli masz ochotę, to mogę spróbować jakoś w tym pomóc. To znaczy, na wątek zapraszam. ;D
    Trochę smutny, mówisz. A ten jego smutek schowany jest gdzieś nieco głębiej i na co dzień pokazuje pogodniejsze oblicze, czy może jednak nie jest tym typem człowieka, który udawałby przed kimkolwiek? ]

    Valancy Edgeworth

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Janie Kowalski, nie byłeś wcześniej Janiną? :D
    Pan na zdjęciu ma w sobie coś irytującego, może dlatego, że patrzy tak... jakby ze mnie kpił, o. Zachary też ma to w zwyczaju?
    Nie wiem, czy mogę sobie pozwolić na kolejny wątek, ale jestem ciekawa zachowania Addingtona, więc jeśli masz ochotę... napiszmy coś! ]
    T. Bowen

    OdpowiedzUsuń
  11. [ Pytałaś, czy można na nas liczyć w kwestii wątków. Za ogół się nie wypowiem, za siebie — jak najbardziej.
    Zachary jest tak przyjemną postacią, że grzechem byłoby czegoś nie zaproponować. Już nawet nie wspominam, że pan na zdjęciu patrzy na mnie w bezsprzecznie czarujący sposób. O ile masz chęci, czas i jeszcze więcej ochoty, Vincent i ja, ja i Vincent jesteśmy do dyspozycji.]

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  12. [ Pewnie, stworzyłam Tię dla wybuchowych wątków, więc tym lepiej, że Zachary jest irytującym Gryfonem. Żebym zarzuciła sensownym pomysłem, musisz mi coś podpowiedzieć, bo na razie wiem tylko, że pan umie otwierać gablotki w niekonwencjonalny sposób. Nie uczęszcza na żadne zajęcia dodatkowe? Może potrzebuje jakiegoś powiązania? Ma Tię za kompletną trzpiotkę, jak reszta Gryfonów z VII roku czy jest ciekaw, jak to dziewczę w ogóle funkcjonuje? Zakładam, że się kojarzą, pewnie chodzą razem na jakieś lekcje. ]
    Bowen

    OdpowiedzUsuń
  13. [ Bo to wielka tajemnica, że wszyscy Puchoni uwielbiają czarną magię i tylko udają, że nie potrafią machać różdżką we właściwy sposób. :D
    W głowie niczego nie mam, a jak już mam, to zazwyczaj nie ma to większego sensu, ale wydaje mi się, że mogliby się dogadywać. Łączy ich mugolskie pochodzenie, więc Z. na pewno nie będzie dziwić, że Vincent niektóre rzeczy woli robić sam, niż za pomocą zaklęć, no i oczywiście że ma pewne przyzwyczajenia, których większość uczniów nie rozumie.
    W Twojej karcie za wiele nie ma (wiesz, o co mi chodzi :D), także trudno mi rozpatrzyć jakikolwiek pomysł pod kątem charakterów i wciąż jest dla mnie niewiadomą, czy się nie pozabijają gdzieś w połowie drogi.
    Trochę sobie sama strzeliłam w kolano, bo V. nie jest jakiś towarzyski ani gadatliwy, więc ciężko go wcisnąć w relację poznali się nagle, nie wiadomo skąd i wystarczy. U niego każda znajomość musi być przemyślana, mieć przede wszystkim taką wartość, by obu stronom pozwoliła się od siebie uczyć, a w następstwie rozwijać. Jakie walory ma Z.? Ale tak konkretnie. I czy w ogóle miałby ochotę na znajomość z Puchonem, który jest tak enigmatyczny.]

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  14. [ W sumie mogłam się domyślić po ostatnich zdaniach, ale wolałam mieć resztki nadziei, że jednak, coś tam, tu coś, tam coś. No nic. :D
    Jak na lato — dosłownie. Czarna magia trochę Vincenta otwiera na ludzi, choć do pełnego sukcesu jeszcze daleko.
    Jakaś wspólna próba wymyślenia czegoś, czego jeszcze nie było? I ważne jest to, w jaki sposób to zainteresowanie przebiega (kwestia związana z przyszłym zawodem, tak?), bo V. robi to raczej z ciekawości. Jak się jest życiową niedorajdą, imponuje mrok.]

    OdpowiedzUsuń
  15. [ Zawsze warto wiedzieć coś nowego o postaci (choć też lubię poznawać je w wątkach), ale chodziło mi bardziej o jakiś pomysł na to, co może łączyć Bowen i Addlingtona. Jedyne, co mi teraz przychodzi do głowy... cóż, skoro Zachie tak przejmuje się OPCMem, a nie potrafi zwalczyć bogina, mógłby szukać jakiegoś w zamku, żeby poćwiczyć umiejętność pokonywania strachu. Gdyby w końcu odkrył go w którejś z sal, zakradłby się tam koło północy, akurat wtedy, gdy Tia robi sobie ciche przebieżki do kuchni po coś do jedzenia; wpadłaby do klasy, zwabiona jakimś hałasem i nie dosyć, że zobaczyłaby formę, jaką przebiera stwór przy Zacharym, to jeszcze zatrzasnęłaby drzwi na amen, tak że żadne "Alohomora" nie zadziała. W ten sposób mieliby całą noc przed sobą... na głębokie rozważania.
    Chyba, że Addlington nie wymyka się z pokoju wspólnego, ewentualnie nie podoba Ci się lub masz coś lepszego, to mów od razu. ]

    OdpowiedzUsuń
  16. [Przeczytałam zaproszenie z cboxa i oto jestem tu, w komentarzu pod postacią... Powiedzmy bardziej nietypową, niż nick autora :D. Spojrzenie chłopaka na zdjęciu jest wyzywające, więc i tworzona historia musi być wyzwaniem. Na pewno mamy na czym bazować - jeden dom, jeden rok - istna gratka. Jednak z pogaduch o ciepłych kluchach ciekawego wątku nie zbudujemy, dlatego może zaglądnij do mojej karty i zarzuć jakimś pomysłem, jak Ci jakiś zatryni, bo u mnie nastąpiło chwilowe przegrzanie neuronów. Ale te odpowiadające za zaczęcie oczywiście działają na 6+ :)]

    Judy

    OdpowiedzUsuń
  17. [ To mnie zaskoczyłaś!
    Tym lepiej dla naszych chłopców, bo lepiej się dogadają i lepiej będzie przebiegać im współpraca (ten pomysł przeszedł, tak? :D).]

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  18. [Niestety nie stoi za tym żadna ciekawa historia, czy umiejętność, jedynie prosta ciekawość co do przyszłości, którą pomogła utrzymać lekkość przedmiotu - bo ambicja Judy na pewno nie dorównuje ambicji Zachary'ego. Ale jeżeli chcemy tworzyć na tej płaszczyźnie to mogę zaproponować wywróżenie przez nią jakiejś zagrażającej życiu chłopaka informacji i w zależności od Twojej woli może okazać się to albo prawdą, albo głupim przeoczeniem jakiegoś tam fusu.]

    Judy

    OdpowiedzUsuń
  19. [ Czarna Magia dzieli się na różne działy, to jest oczywistością. Nie sposób pojąć o niej wszystkiego, nawet jak bardzo się chce, więc Vincent postanowił sobie, że akurat w tym miesiącu skupi się na truciznach. W następnym może zacznie go pociągać hodowla zwierząt, kto wie, ale na chwilę obecną są to trucizny, trucizny i jeszcze raz trucizny. To moja propozycja, chociaż mnie osobiście kuszą inferiusy, ale są na to chyba za młodzi i za mało doświadczeni.
    Kusi mnie też (ogromnie) założenie Czarnomagicznego Stowarzyszenia w Hogwarcie. Na razie tylko o tym myślę, ale ciekawi mnie, czy Z. byłby zainteresowany członkostwem, jakby co.]

    OdpowiedzUsuń
  20. [Cześć, cześć. Czy Zachary powiedział wtedy: Abrakadabra, otwórz się? :D]

    Pulcheria

    OdpowiedzUsuń
  21. [Miał kiedyś trądzik? Aktualnie, wnioskując ze zdjęcia, sądzę, że nie ma, ale to mogłaby być zasługa koleżanki z klasy!
    A tak na serio, mogliby się chociaż trochę lubić, a nie od razu pluć w siebie jadem, chociaż te drugie relacje są chyba bardziej pożądane. :D Ewentualnie mógłby chcieć sobie trochę zarobić na boku i prowadzić ciemne interesy z jej starszym bratem. Słabo mi idzie.]

    OdpowiedzUsuń
  22. [No właśnie wiem, chociaż perspektywa długoletniej przyjaźni jest równie kusząca! No to można to połączyć. Przyjaźnili się, a potem stało się coś przykrego, ich drogi się rozeszły i teraz plują w siebie ogniem. Tak dosłownie. Pulcheria może na przykład pić Ognistą i potem w niego chuchać...]

    OdpowiedzUsuń
  23. [Ja tam na to jak na na lato. Tylko trzeba wymyślić, po jaką cholerę ktoś kazałby jej prawić jakieś przemówienia. Hm. W sumie jest prefektem, jest w ostatniej klasie. Można wymyślić jakieś głupie święto, bo raczej nie widzę ich w Klubie Ślimaka. Albo po prostu dyrektorka poprosiła ją o przedstawienie jakiegoś raportu na temat wyników siódmoklasistów. Tylko nie obiecuję, że się nie rozpłacze. :D]

    OdpowiedzUsuń
  24. [Może być pokój wspólny. Na wróżbiarstwie dostali zadanie, by wywróżyć komuś z fusów przyszłość, zaobserwować tego rezultaty i zanotować wraz z przebiegiem, by następnie zaprezentować na lekcji. Zach będzie szczurem laboratoryjnym.
    Pisałam, że neurony odpowiadające za rozpoczęcie wątków działają na 6+, ale jako że jestem wygodnicka i w sumie wymyśliłam tą fabułę, to jednak zgodnie z zasadą wymyślam=zaczynasz, obarczam Cię tym zadaniem :D.]

    Judy

    OdpowiedzUsuń
  25. [Personalnie mówisz... No, skoro się przyjaźnili, na pewno wie, czego się boi najbardziej na świecie. Mógł być kiedyś świadkiem jej ataku histerii, kiedy w pierwszej klasie ktoś kazał jej zaśpiewać jakąś solówkę w szkolnym chórze, więc zrobiłby to po to, żeby jeszcze bardziej ją dobić. Mógłby po prostu zacząć zadawać jej jakieś pytania. Tego by nie przewidziała i cały scenariusz wzięliby diabli. Tylko tak, powód. Musiała mu zrobić coś bardzo chamskiego?]

    OdpowiedzUsuń
  26. [A kiedy on ma urodziny? Może właśnie z ich okazji chciała mu zrobić taką niespodziankę. Pasuje, bo ona sama ma świetny kontakt wyłącznie z rodzicami, a skoro się lubili, pewnie chciała dla niego tego samego. No i nie wyszło oczywiście. Jeśli chcesz zacząć, zacznij, ja w sumie dam radę dopiero w niedzielę, skrajnie w poniedziałek. :D Czy coś jeszcze trzeba obgadać?]

    OdpowiedzUsuń
  27. [ Jeżeli patrzeć na nie pod kątem mroczności — racja, ale wybrałam je dosłownie w dwie sekundy, bo jakoś nigdy nie mam głowy do przetrząsania stron w poszukiwaniu tego wymuskanego zdjęcia, która zaprezentuje idealnego modela w idealnej pozie. :D
    Zabiją coś, rzecz jasna, za pomocą trucizny! Raczej nie chce mi się teraz myśleć, co dokładnie pozbawią życia i co potem będzie chciało ich zjeść na podwieczorek, bo po prostu zazwyczaj w trakcie wątków zmieniam koncepcję na wiele rzeczy i rodzą się nieporozumienia.
    Masz ochotę zacząć?]

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  28. [ Tak mi się coś kołacze, że kiedy zadawałam pytanie o ten smutek, to jakiś pomysł z tym powiązany gdzieś się po umyśle plątał, ale szybko o tym zapomniałam – i nie pamiętam, co chciałam osiągnąć tym pytaniem, więc nie pomogło w potencjalnym wątku. ;<
    Więc inaczej – Zachary nadal przoduje w otwieraniu tego, czego otworzyć się nie da (a przynajmniej tak większości się wydaje)? Jeśli tak, to czy próżnym trudem byłaby próba przekonania go do pomocy w otwarciu jakiegoś podejrzanego puzderka albo nawet do... no, nie owijajmy w bawełnę, włamania się do jakiejś na pozór opuszczonej, ale szczelnie zamkniętej chaty w Hogsmeade?

    I nie, nie używałam tej karty nigdzie poza Hogwarckimi Kronikami, mogę też zapewnić, że nikogo nie splagiatowałam – co niewiele znaczy, bo gdybym splagiatowała, to pewnie też bym kłamała, że wcale tego nie zrobiłam... Ale cóż, czasami mam rozmach, więc jeśli już kraść, to od najlepszych – więc gdybym przypisywała cudzy tekst sobie, to pewnie oryginał zostałby stworzony przez jakiegoś mistrza literatury, noblistę może, a widać przecież, że karta przez nikogo takiego nie została napisana. :D ]

    Valancy Edgeworth

    OdpowiedzUsuń
  29. Miała na tacy tyle eklerków, że szybkie przemykanie korytarzami w nocy i jednoczesne uważanie, żeby żadne ciastko nie ześlizgnęło się na podłogę graniczyło z cudem. Oczywiście Tia Bowen, jako znana ryzykantka i nieustraszona Puchonka, wybierała opcję wolnego poruszania się, a przy tym ostrożnego niesienia słodyczy do dormitorium (nie przeżyłaby, gdyby straciła cokolwiek podczas podróży). Po drodze z kuchni ułatwiła sobie trochę zadanie, bo wrzuciła w siebie trochę przysmaków, zatem gdy dotarła pod wejście do pokoju wspólnego Hufflepuffu bez szwanku, była z siebie wyjątkowo dumna. Stwierdziła jednak, że jej eskapada nie mogła tak szybko się skończyć; nie chciało jej się spać, nie czuła już głodu, więc była mocno pobudzona, a całkiem niedawno wydębiła od jednego z prefektów hasło do luksusowej łazienki, więc szkoda byłoby nie skorzystać…
    Po krótkim rozważaniu plusów i minusów pomysłu stwierdziła, iż jedzenie eklerków podczas moczenia się w tumanach miękkiej, pachnącej, różowej piany było warte świeczki. Wepchnęła w siebie jeszcze jedno ciastko, a następnie cicho przemknęła po schodach, odruchowo omijając wszystkie zapadnie i zaczęła szukać odpowiedniego pomieszczenia. Postacie na obrazach, które oślepiała co rusz wątłym światłem sączącym się z różdżki, były oburzone jej zachowaniem, ale na szczęście szybko powracały do krainy snów, nie wszczynając alarmu.
    Wydawało jej się, że była już u celu, gdy wtem tuż za sobą usłyszała ciche, bardzo ciche zamykanie drzwi na zasuwkę. Podskoczyła i mruknęła Nox, a z tacki spadło kilka eklerków. Stała chwilę w bezruchu, ale gdy wydało jej się, że nic jej już nie zagrażało, ponownie postanowiła zapalić swoją drewnianą latarkę. Podniosła ciastka z podłogi, odłożyła na bok tacki i ruszyła w kierunku miejsca, skąd według niej dobiegał hałas sprzed chwili.
    To nie mógł być woźny, bo już dawno padłaby jego ofiarą, ani też pani Norris, bo ta miauczała jak oszalała, gdy tylko wywęszyła jakiegoś ucznia. W grę wchodził nauczyciel lub uczeń, a że Bowen nie była mistrzynią zwyciężania ciekawości, podeszła do pierwszych drzwi znajdujących się za rogiem i zajrzała przez dziurkę od klucza; była zalepiona. Z głośno bijącym sercem podniosła różdżkę, po czym wymruczała cicho Alohomora. Przeklęła w myśli jęczącą ze starości zasuwkę i drżącą ręką nacisnęła klamkę.
    Otworzyła drzwi na oścież, gotowa uciekać w każdej chwili. Ukazał jej się widok niesamowity, bo oto przed nią stało dwóch takich samych brunetów, z pewnością uczniów; jeden z nich trzymał różdżkę wycelowaną w drugiego. Była zszokowana, dopóki chłopak znajdujący się bliżej uchylonej szafy nie popatrzył w jej stronę, a następnie nie zmienił się w najzwyklejszy, mugolski pociąg, a raczej lokomotywę, która czołem nacierała wprost na Puchonkę.
    Tia, przestraszona, zaczęła cofać się w stronę wyjścia, ale plecami natrafiła na drewno i zatrzasnęła drzwi, nie zauważając nawet, jak zasuwka sama wskoczyła na pozycję uniemożliwiającą wejście. Odstawiła na najbliższą ławkę tackę z eklerkami, a potem machnęła różdżką:
    – Riddikulus!
    Potężna maszyna zamieniła się w zabawkę dla dzieci, krążącą po plastikowym torze na podłodze kilka metrów od Bowen. Ta spojrzała na chłopaka, wciąż trochę zdruzgotana, a odczuwając potem wypaliła:
    – Chyba pójdę – i spróbowała otworzyć drzwi. Kiedy nie ustąpiły, zorientowała się, że są zamknięte; chwyciła bolec, mocno ciągnęła, a gdy nie ustąpił, znów posłużyła się zaklęciem otwierającym wszelkie zamki – na próżno. Jeszcze kilka razy robiła to samo, agresywniej ciągnąc za zasuwkę, lecz drzwi pozostały niewzruszone. W końcu oparła się o nie plecami, zrezygnowana i lekko zdyszana. – Albo i nie…
    I po co się tutaj pchała, no po co?

    OdpowiedzUsuń
  30. [ A w czym Zachary'emu należałoby zapłacić, w galeonach czy przysługach? A może w zielsku jakimś, bo Valancy doskonale sobie z zielarstwem radzi? :D ]

    Valancy Edgeworth

    OdpowiedzUsuń
  31. [ Niech już stracę! :D]

    Był zdania, że trzeba na własność posiadać coś, od czego zaczyna się kręcić w głowie. Mogła być to rzecz niepozorna, niewielkich rozmiarów, niemająca nawet dla ogółu wielkiego znaczenia. Ważne, że była i orbitowała w tej przestrzeni kosmicznej, jaką mogło się nazwać każdego człowieka.
    W pewien niezrozumiały dla nikogo sposób stało się akurat tak, że jemu myśli wirowały w takt magicznych formuł. Może gdyby świat wiedział o tym szaleństwie, rzekłby donośnie, że to głupota i niedorzeczność, żeby ktoś drżący na wietrze jak liść łapał się za rzeczy, które liście w ułamku sekundy rozrywają na strzępy. Gdyby świat o tym wiedział, a potem mówił i mówił na podobieństwo oskarżeń, Vincent wcale by nie zaprzeczył, tylko jeszcze bardziej skurczył się w sobie, bo nie znał słów wyjaśnienia — takich prawdopodobnie nawet nie wymyślono.
    Wymyślono za to zaklęcia plączące język, nieprawdopodobne ruchy różdżki, trucizny, uroki, przeklęte obiekty i tysiące innych cudowności nad cudownościami, które normalni ludzie zwali czarną magią. On, rzecz jasna, normalny nie był, więc dla niego te zielone światło, ten mrok zaklęty w słowach, stanowiły światełko na końcu tunelu. Może oszalał, może zwariował, ale pragnął jedynie podążać w jego kierunku.
    Odkryciem odrobinę dziwniejszym od zdania sobie sprawy z własnego dziwactwa było skonstatowanie, że są w murach zamczyska tacy ludzie, którzy chyba by go zrozumieli. Chyba, gdyż niczego nie dało się być pewnym — szczególnie, gdy nie miało się za grosz pewności siebie.
    Chociaż kilka spraw z biegiem czasu zarysowało się jaśniej, nadal nie był pewien niczego oprócz posiadanej przez siebie niepewności. To go trochę wykańczało, ta niewiedza na tematy, o których chciał wiedzieć wszystko. Ale w końcu wzruszał ramionami, nie pytał o nic, bo nie znał odpowiedzi i szedł tam, gdzie miał iść, prosto w grząskie bagno jeszcze większego niezrozumienia.
    Tym niezrozumieniem, czasem nieporozumieniem nazywał siebie i ludzi, siebie i ludzi w taki sposób, jaki kwalifikowało się do nazwania relacją prawie intymną, bo składającą się z niedomówień i cichych tajemnic.
    Kiedy zdarzało się szedł na umówione spotkanie, zupełnie jak tego wieczoru, czuł się mały i bez sensu. Wszystko było bez sensu, on, świat, świat, on, wydeptana ścieżka na skraj Zakazanego Lasu. Najbardziej bez sensu było chyba to, że miał prawie kogoś komu mógł prawie ufać, bo tylko prawie zaufanie Vincent mógł ofiarować w zamian za te szczęście, jakie dawało mu wpełzanie w wąskie korytarze rzeczy zakazanych.
    — Jestem — powiedział, ale to też nie miało sensu.
    Był całkiem bezsensownym człowiekiem.

    Vincent

    OdpowiedzUsuń