28 marca 2016

Zbyt ona piękna, zbyt mądra zarazem, zbyt mądrze piękna, stąd istnym jest głazem.

Slytherin, VII
Halloween 2005, Londyn
Półkrwi
Prefekt
Patronusem gronostaj
Bogin tajemnicą
Pióro feniksa, 10, cis
Klub ślimaka i pojedynków
Sabrina Aida Rey
Sabrina, bo matka mugolka nie potrafiła sobie nawet wyobrazić, że jej pierwsza wyjątkowa i długo wyczekiwana córka mogłaby mieć na imię inaczej niż najsłynniejszą nastoletnia czarownica z jej świata i czasów młodości. Aida tylko na drugie, bo to właśnie dumny ojciec, poszedł do urzędu, ale jednak nie był na tyle odważny, by w pełni sprzeciwić się żonie.
Zbytnio dojrzała jak na swój wiek, mimo że na pierwszy rzut oka wygląda na co najmniej o kilka lat młodszą, niż jest w rzeczywistości. Choć drobna postura i mimo starań zawsze dziecinna twarz często w życiu przeszkadzają, to również bardzo często się przydają. No przecież kto rozbił prężnie i nieuchwytnie działające stowarzyszenie czwarto i piątoklasistów, którzy podobno handlowali świetnymi słodyczami, a tak naprawdę w kolorowych torebkach mieli coś mniej dobrego i legalnego, nawet jeśli w pełni o tym nie wiedzieli? No jasne, że ona! Prefekt roku. Ten z rodzaju tych, których strach się bać i najlepiej czym prędzej uciekać, jeśli spotka się takiego stróża hogwarckiego prawa na swojej drodze. Oczywiście metamorfomagia bardzo ułatwiła jej przyłączenie się do ich grupy, ale 163 cm wzrostu, wrodzona przebiegłość i spryt również, wszystko to bardzo przydaje się też podczas patrolowania szkolnych korytarzy.
Zarozumiała, świetna uczennica, która zawsze wszystko wie najlepiej i naprawdę rzadko kiedy się myli. Nie rumieni się, kiedy ktoś ją komplementuje i nie denerwuje, gdy nazywają ją paszczurem, w końcu złość piękności szkodzi, a od dawania nauczek, choć ciężko jej się z tym pogodzić, najlepsza jest magia. Szczera, aż do bólu i nigdy niekryjąca swojego zdania. Przeprasza i pomaga, kiedy musi, nigdy nie przegrywa. Trochę taka panna Granger swoich czasów, ale stanowczo lepsza pod wieloma względami od dumnej poprzedniczki z Gryffindoru, do którego o mały włos siedem lat temu sama nie trafiła.
Perfekcjonistka, panna idealna. Sama bezbłędnie robi wszystko, co trzeba. Sama na sto procent dotrzyma terminu oddania dodatkowego referatu z historii magii, z którego na pewno jako jedyna dostanie wybitny. Sama nocą spaceruje po Hogwarcie, sama spędza wieczory i sama wykona projekt, który powinny robić jeszcze dwie inne osoby. Sama, sama wszystko sama, a bo i po co jej ktoś inny. Przyjaciele są przecież tylko wtedy, gdy czegoś chcą, tyle się o tym naczytała w mugolskich książkach i magazynach w ostatnie lato, więc po co będzie marnowała czas na sprawdzanie tego na sobie. Z rodziną podobno dobrze tylko na zdjęciach, choć ona nawet na wspólnych fotografiach nigdy nie pasowała do swojej głupkowatej rodzinki. Sami Puchoni, Puchoni wstrętni Puchoni. Wszyscy tacy piękni, uśmiechnięci i zadowoleni z życia. W czasie ostatnich świąt bardzo często wydawało jej się, że została zamieniona w szpitalu z innym dzieckiem czarodziei, które też postanowiło urodzić się w najstraszniejszy dzień roku. Poza tym tylko, gdy robi coś osobiście, ma pewność i przede wszystkim czyste sumienie, że efekt jej pracy będzie świetny, n a j l e p s z y.
Metamorfomagia odziedziczoną po ojcu częściej chyba jednak życie ułatwia, niż uprzykrza, choć nie zawsze było tak kolorowo, jak mogłoby się wydawać. Jaskrawo różowe włosy niemowlęcia uradowały pochylonego nad kołyską pana Rey`a, ale jego żonę o mało co nie doprowadziły do zawału, w końcu żaden z jej starszych synów nie był aż tak inny od innych, jak ukochana córeńka. Jako że Sabrina niestety nie była zbytnio grzecznym dzieckiem, jej czupryna często zmieniała kolor zwykle w najmniej odpowiednich chwilach i miejscach, byleby tylko zrobić komuś na złość i wzbudzić zamieszanie wokół swojej osoby. Teraz jedynie młodszy ze starszych braci wie, jak naprawdę wygląda. Dowiedział się tego przez przypadek, ale myśli, że jest jakiś wyjątkowy, choć mówiąc szczerze, to właśnie jego toleruje najbardziej.
Sabrina nie kocha, nie lubi, nie nienawidzi, ona tylko znosi, jednych mniej innych bardziej. Choć nigdy niczego jej nie brakowało i to zawsze ona, mimo pojawienia się po trzech latach od jej narodzin w domu państwa Rey kolejnej córki była oczkiem w głowie rodziców, odkąd pamięta, miała problem z okazywaniem jakichkolwiek uczuć. Ot taki wybrakowany model, rzec można - bez serca.
Gdy po raz pierwszy przekroczyła próg Hogwartu uporczywie ściskając brata za rękę, miała ochotę uciec z tego przerażającego miejsca czym prędzej i jak najdalej. Ostatecznie została przekupiona przez rodziców i obrażona na cały świat zaczęła naukę w szkole, o której przez tyle lat z fascynacją w głosie opowiadała jej rodzina ze strony taty, a później również bracia. Dopiero na drugim roku polubiła zamek i zaczęła odkrywać jego tajemnice. Wprawdzie podobnym uczuciem nie pałała do swoich rówieśników i większości nauczycieli, ale żyło jej się całkiem dobrze i kolejne lata mijały w zastraszająco szybkim tempie. Wszystko wirowało jak w pralce, mimo że dziewczyna uznawana była i zresztą nadal jest, za najbardziej zorganizowaną uczennicę. Odznaka prefekta, najlepszy wynik z SUMów, kilku sprzymierzeńców i kilkunastu wrogów, pierwsze spotkania w Klubie Ślimaka, pierwsze wygrane pojedynki i brak odpowiedzi na prośbę o przyłączenie do KZWP. Cordelia, trzy zapisane zeszyty na dnie szuflady i kompletny brak pomysłu na siebie, a czasu jest przecież coraz mniej.
Podsumowując, Sabrina jest: kujonką, która zawsze wygląda dobrze i czaruje kolorami swoich włosów. Najlepszym i najbardziej surowym Prefektem swoich czasów. Leniem z ogromną ilością zajęć pozalekcyjnych i zadań dodatkowych. Czarownicą Sabriną w obydwu światach, z jakimi ma do czynienia. Ironicznym skrzatem. Miłośniczką mugolskiej technologii i sprzętów. Niezdecydowaną, które życie wybrać, samosią. Zarozumiałą, uszczypliwą i niezbyt tolerancyjną Ślizgonką. Roześmianą blondynką z różem na policzkach, rudzielcem w dwóch warkoczach i ciemnowłosą zjawą o papierowej skórze. Jest też Aidą, która lubi pisać wiersze w kącie biblioteki.


odautorsko

16 komentarzy:

  1. [Cześć :) Interesująca, rozbudowana postać. Gdyby nie to, że taka z niej wredotka, byłaby niezłą Mary Sue ;D Ale ona jest bardziej złożona, trochę przypomina postacie z niepolskich filmów o młodzieży. Świetna.
    William też jest prefektem. Muszą się znać. Mogłybyśmy ich wrzucić na jakąś tajną prefektorską imprezę, podczas której coś niekoniecznie przyjemnego się im przydarzy.
    W każdym razie - miłej zabawy i... wesołych Świąt ;)]

    William Stanford

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witam! Zazdroszczę takiej dopracowanej postaci, naprawdę! Jestem pod wrażeniem i cieszę się, że niektórzy wciąż pisują takie dłuższe karty. Zapraszam do wątku! Myślę, że z Molly albo by się nienawidziły, albo uwielbiały, o. A tak w ogóle to życzę dobrej zabawy razem z nami i wytrwałości! ;)]

    JEMMA/MOLLY/MAXINE

    OdpowiedzUsuń
  3. [Kocham takie postacie, a jako że chcę utrudnić moim życie, pragnę wątku. Brakowało mi takiego prefekta z prawdziwego zdarzenia, wlepiającego szlabany i wciskającego nos wszędzie tam, gdzie go nie chcą. I jest! <3
    U Albusa mam już full i jeszcze trochę, więc zapraszam raczej do dwóch moich pozostałych postaci.]

    Albus / Nelius / Roxanne

    OdpowiedzUsuń
  4. [Jest miejsce dla kobiety-prefekta naczelnego i dla mężczyzny-prefekta naczelnego, także ten. To raczej aktualna pani prefekt naczelna powinna się bać ;D
    Bardzo fajny pomysł! Masz ochotę zacząć? Mam już pełno zaczęć na głowie, ale jakby coś, to to zrobię, no :D]

    William Stanford

    OdpowiedzUsuń
  5. [o, jednak wróciłaś! cześć! :D
    jeśli masz czas i chęci, to wpadnij do którejś z dziewczyn - polecam Amelię lub Nebraskę, u Lilki mam sporo wątków. :)]

    Nebraska, Amelia&Lily.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej :) Mam ochotę wywołać wojnę między łamiącym wszystkie zasady, gburowatym Ślizgonem a idealna Panią prefekt naczelną. Co gdyby doprowadzić do tego, że Sabrina przez niego złapie delikatny szlaban? ;>
    Gratuluje dopracowanej postaci. Życzę dobrej zabawy i wielu wątków. ;)
    Ignis Femoris

    OdpowiedzUsuń
  7. [cześć! zawsze Ci niemiłosiernie zazdrościłam, że potrafisz pisać takie długie karty. :c długie, a przy tym ciekawe i nie nużące! postać bardzo fajna, mam słabość do metamorfomagów. jeśli masz ochotę na wątek, to oczywiście zapraszam do siebie. :)]

    Lena Cavendish | Olivia Wardhill | Lucy Weasley

    OdpowiedzUsuń
  8. [Rzeczywiście możemy zacząć od mało pozytywnej relacji, a później jakoś to tak zgrabnie przeprowadzić, żeby dziewczyny zakopały między sobą ten topór wojenny. Molly ma tak niewielu przyjaciół, a to przecież (ostatecznie, gdzieś w głębi, głębi serca) bardzo dobra dziewczyna jest! ;) Starcie w Klubie Pojedynków też może być. I tutaj pojawia się chwila, w której powinnam powiedzieć, że zacznę. I właściwie to tak, mogę zacząć, tylko przyznam, że może to trochę potrwać. Dlatego to od ciebie zależy, czy poczekasz, czy jednak znajdziesz chwilę, aby zrobić to za mnie.]

    MOLLY

    OdpowiedzUsuń
  9. [o rety, dziękuję! drugie zdjęcie już wprawdzie zmieniłam, bo się zakochałam w nim szczerze i głęboko... no ale. soł, twarzyczka Amelii to Ellen Sheidlin (zabrzmię teraz chamsko, ale mam nadzieję, że to nie będzie ciąg dalszy historii karty Lilki, co? :D).
    co do pomysłu... inaczej. jak sobie wyobrażasz nastawienie Sabriny do Amelii? to nam wymyślę. :)]

    Amelia.

    OdpowiedzUsuń
  10. [najśmieszniejsze, że Ellen ma 21 albo 22 lata, a buźkę bardziej dziecięcą niż ja (z czym się jeszcze nie spotkałam, bo jestem największą wieczną trzynastką, jaką znam). :D
    jak dla mnie to możemy pójść w coś takiego, że kiedyś dziewczyny się o coś pokłóciły (kłótnia o chłopaka odpada, to nie w stylu Amelii :), teraz się wręcz nie znoszą, jedna drugą zaczepi na korytarzu - i tu typuję Sabrinę, bo wydaje się mieć więcej pazura, niż ta moja kluska, ale jeśli nie chcesz, to mów śmiało - no i wywiąże się kłótnia, którą możemy zakończyć wspólnym szlabanem i "przyjaźnią" albo wspólnym szlabanem i jeszcze większą nienawiścią... i chęcią zemsty...]

    Amelia.

    OdpowiedzUsuń
  11. Molly Weasley nie wiedziałaby, co ze sobą zrobić i ze swoim stresem, gdyby nie Quidditch, który był dla niej właściwie wszystkim. Tylko dzięki tej grze Molly nie stała się jeszcze aż tak zgorzkniała, zamknięta i spięta. Kiedy unosiła się w powietrzu, przemieszczając się na miotle z jednego końca boiska na drugi, słysząc w głowie głos komentatora i wrzaski kibiców, czuła, że dopiero wtedy żyje naprawdę, jest tutaj. To było cudowne uczucie, chociaż aprobata innych ludzi wcale nie była jej potrzebna. Wystarczył ten moment, tu i teraz, kiedy wiatr ruszał jej włosami na wszystkie strony, a uda bolały niemiłosiernie, zmuszone do ciągłego utrzymania reszty ciała na miotle. Poza tym nie było nic lepszego niż skopanie tyłka Ślizgonom podczas meczu, nawet jeśli chodziło o pojedyncze akcje. Zrzucenie z miotły Jamesa Pottera liczyło się podwójnie, jako że był jej kuzynem.
    Quidditch nie był jednak jej jedyną formą odstresowania się. Molly od dawna wiedziała, że jeśli chodzi o magię, to wszystko o wiele lepiej idzie jej w praktyce niż teoretycznie. Zakuwanie materiału nie było jej mocną stroną, zapamiętywanie reguł nie należało do rzeczy, które lubiła robić. Jednak jeśli chodziło o rzucenie danego zaklęcia, dziewczyna nie miała z tym żadnych problemów. Uczyła się ich szybko, sprawnie, wielokrotnie słyszała, że jest pojętną uczennicą, co dziwiło niektórych, którzy błędnie sądzili, że Molly jest tylko gwiazdką Quidditcha. A jednak, posiadała jeszcze jakieś inne umiejętności. Poza tym, że ćwiczyła je podczas zajęć z Zaklęć, postanowiła zapisać się do Klubu Pojedynków, aby podszkolić się w walkach czarodziejów. Przy okazji zawsze mogła przez „przypadek” za mocno uderzyć zaklęciem kogoś, za kim niezbyt przepadała oraz rozładować niepotrzebny stres. W związku z tym starała się przychodzić na każde zajęcia. Nie obejmowały one jej standardowych lekcji, ale dzięki nim mogła się rozluźnić, więc przychodziła na nie z chęcią.
    Dzisiejszy dzień nie był inny. Tak jak w każdą środę, Molly pojawiła się w sali, w której odbywały się zajęcia Klubu Pojedynków. W pomieszczeniu znajdowało się już kilkanaście osób. Niektórzy rozmawiali ze sobą, śmiali się i wymieniali opiniami na różne tematy. Był już kwiecień, więc i koniec roku szkolnego zbliżał się nieubłaganie. Wiązało się to oczywiście z poprawianiem ocen i innymi tego typu sprawami. Molly podeszła do kilku swoich znajomych i zaczęła z nimi rozmawiać, dopóki w sali nie pojawił się profesor Lupin. Dzisiejsze zajęcia miały przebiegać w miarę standardowo. Ich zadaniem było dobrać się w pary i ćwiczyć zaklęcie, którego właśnie się uczyli. W związku z tym, uczniowie zaczęli powoli dobierać się między sobą. Molly nie mogła nigdzie znaleźć jakiegoś partnera dla siebie, a po chwili zorientowała się, że jedyną osobą, która pozostała wolna, była Sabrina Rey. Niestety, mówiąc delikatnie, ścigająca niezbyt przepadała za dziewczyną, zresztą z wzajemnością. Nie miały jednak wyboru, jak tylko pracować razem. Molly westchnęła, stając naprzeciwko Krukonki i wyjmując swoją różdżkę z kieszeni spodni.

    Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  12. [Cześć raz jeszcze.
    Kombinujemy coś i tym razem? :)]

    Avalon, Hyun, Lavena

    OdpowiedzUsuń
  13. [Ja twój nick kojarzę, całkiem też możliwe, że tak naprawdę pisaliśmy ze sobą lub ewentualnie planowaliśmy to zrobić ^^ na Hogwarcie przewinęłam się z kilkoma (kilkunastoma, ale ci!) postaciami, mam nadzieję, że reaktywacja Zacha będzie dłuższym moim stażem. Skombinujmy więc tym razem coś <3 ]
    Zachary M.

    OdpowiedzUsuń
  14. [Sabrina jest wspaniała i nie mam pojęcia, jak ich spikniemy, ale Sebastian jej pragnie i ja chyba troszkę też.]

    Sebastian

    OdpowiedzUsuń
  15. Czasami Molly nie potrafiła wręcz uwierzyć w to, jak wielkiego pecha miała w niektórych sytuacjach. To było aż niewiarygodne, aby ze wszystkich osób trafić właśnie na Sabrinę Rey, ale oczywiście w jej przypadku musiało się to stać. Los wprost uwielbiał sobie z niej kpić, o czym Weasley została już uświadomiona wiele lat temu, a teraz była już tylko jeszcze bardziej utwierdzana w tym przekonaniu. Kiedy zobaczyła swoją szanowną koleżankę, wydała z siebie westchnięcie i nawet nie próbowała ukryć swojej niechęci. Dobrze wiedziała, że Sabrina także za nią nie przepada, więc udawanie, że pałają do siebie jakąkolwiek formą sympatii, nie miało absolutnie żadnego sensu. Molly zmarszczyła brwi, widząc jak dziewczyna wyciąga swoją różdżkę. Nie spuszczała z niej wzroku, chociaż w pomieszczeniu znajdowało się wiele bardziej interesujących rzeczy i ludzi. Jednak Weasley nie pojedynkowała się od wczoraj i wiedziała, że musi cały czas obserwować swojego przeciwnika, jeśli chce mieć jakiekolwiek szanse na wygraną. A musiała przyznać, że wygranie pojedynku z Sabriną byłoby wisienką na torcie i zdecydowanie słodkim zwycięstwem, po które ścigająca była w stanie sięgnąć.
    Słowa dziewczyny ją rozbawiły, więc nic dziwnego, że na twarzy Gryfonki pojawił się uśmieszek, który nie miał nic wspólnego z życzliwym czy przyjaznym gestem. Miał bardziej charakter wyzwania i przekonania, że to ona wyjdzie z tego starcia zwycięsko. Wiedziała przecież, że może to zrobić, a Rey już za chwilę przestanie być taka pewna siebie.
    – To nauczyciel mówi, kiedy mamy zaczynać – powiedziała, kiedy ujrzała, jak dziewczyna przygotowuje się do rzucenia zaklęcia. Słysząc jej kolejne słowa, spojrzała na nią, zirytowana. Westchnęła. – Mówię, że to nauczyciel daje nam sygnał do rozpoczęcia. Nie dość, że masz problemy z pamięcią, to jeszcze ze słuchem? – uniosła brwi, nie kryjąc się z tym, że po prostu drwi sobie z Sabriny. Pokręciła głową z dezaprobatą, kierując swoje spojrzenie w stronę profesora Lupina, czekając na sygnał. Kiedy profesor Lupin oznajmił, że mogą zaczynać, Molly nie czekała zbyt długo. Szybkość w reagowaniu od zawsze była jej mocną stroną. Sprawnym ruchem wyciągnęła różdżkę w stronę swojej przeciwniczki i wykonała odpowiedni ruch nadgarstkiem.
    Expelliarmus! – wykrzyknęła, rzucając zaklęcie.
    Słyszała, jak wokół niej inni ludzie wykrzykują inne zaklęcia. Cała sala wypełniła się odgłosami poszczególnych różdżek i Molly musiała przyznać, że był to dźwięk miły dla ucha. Ona sama czuła się świetnie, jak zawsze, kiedy brała udział w pojedynkach, podczas których poziom adrenaliny prawie równał się temu, który odczuwała na boisku.

    Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  16. [dziękuję!
    wow, jaka ta karta jest długa, zazdroszczę. :c sama nie umiem tak pisać. właśnie wszystko fajnie i ładnie, ale pomysłu to ja nie mam za nic. prędzej chyba pójdzie połączyć Sabrinę z Ellen, która jest jeszcze w szkicach, tak więc pozwolę sobie zaprosić do niej, jakoś jutro. :)]

    Kendall Young

    OdpowiedzUsuń