6 marca 2016

call it


Elise McLean
VII klasa| czysta krew| nieczyste karty historii| patronusem wilk polarny| boginem ciemna postać
11 i pół cala hebanowego drewna | Ravenclaw| Londyn| Pałkarz| Klub Pojedynków

W domu, gdzie słowa stanowią największą wartość, udaje się że czyny są bez znaczenia. Bez znaczenia jest zbity wazon, jeżeli ktoś nie powie na głos, lub nie napisze na ścianie, że wazon jest zbity. To samo tyczy się miłości ojca do ognistej whiskey- dopóki nie powiesz mu, że jest pijany, wcale nie jest (to niestety sprawdza się dopiero przy pewnym stężeniu alkoholu we krwi). Uznając słowa za jedyną prawdę, nieciężko jest się zgubić w życiu.
Pan McLean wszedł do labiryntu wyrazów dawno temu i jak do tej pory, nie udało mu się z niego wyjść, co podobno stanowi podstawę jego geniuszu. Pisarz, sławny zarówno w świecie mugoli jak i czarodziei, jest dla Elise bardzo bliski, tak samo dla jej matki, jednak to, co robi doprowadziło do tego, że obie, kobieta i dziewczyna, nauczyły się, że są zdane tylko na siebie. Ojciec wydaje książki, matka pieniądze i krótkie artykuły o niczym, a ona? Ona wydaje ciche westchnienia, kiedy widzi Ferkę (wyzwolonego skrzata domowego, który traktowany jest jak członek rodziny) wyrzucającą butelki i kartony po sokach
Kiedy była małą dziewczynką, poznała Chłopca mieszkającego tuż obok. Chłopiec ten okazał się być z takiego samego, dziwacznego domu w którym latały przedmioty, w którym czytało się Proroka Codziennego i w którym dynia stanowiła podstawę większości dań. Z tym Chłopcem zdzierała kolana, puszczała kaczki i to właśnie z tym Chłopcem przyjaźni się aż do dziś i dałaby się za niego pokroić, gdyby tylko to mogłoby mu jakoś pomóc. 

Nie rzucasz się w oczy, ale nie uciekasz przed cudzym spojrzeniem. Wydajesz się miła, kiedy posyłasz uśmiechy nieznajomym, i pewna siebie, kiedy z uniesioną głową udzielasz odpowiedzi na lekcjach. Uczysz się dobrze, bo lubisz towarzystwo książek, ale wydajesz się stresować każdym, jednym testem - zdradza Cie ciągłe przygryzanie policzków, zasysanie ich i siedzenie z ustami na kształt rybiego otworu gębowego. Nie boisz się. Nie boisz się krzyczeć w złości, płakać w smutku i śmiać się do bólu, nawet z najbardziej prozaicznych rzeczy; nie boisz się też ludzi. Jesteś otwarta na ich poznawanie, ale sama nie odsłaniasz wszystkich kart, bo nie czujesz takiej potrzeby- nie licząc tego Chłopca. Kochasz go, prawda? Oj, przestań się złościć! Wiem, że kochasz go jako przyjaciela! Wiem! Ale przyznaj, że gdyby nie on, byłoby Ci źle. Potrzebujesz, jak tlenu, czuć się potrzebna, bo bez tego Twoje życie byłoby pozbawione sensu. To Twoje jedyne, prawdziwe uzależnienie i słabość. Przy czymś takim, pojedyncze papierosy wypalone w wakacje i żucie mugolskiej, jagodowej gumy, to nic.


19 komentarzy:

  1. [Cześć! Przepiękne zdjęcie, muszę przyznać, a kartę czytało się z przyjemnością. Cieszę się, że mamy kolejnego Kruczka! ;) Życzę dobrej zabawy na blogu i samych interesujących wątków!]

    Jemma Simmons/Molly Weasley/Maxine Carter

    OdpowiedzUsuń
  2. [Hej, cześć, elo i siemanko!
    Pani bardzo fajna, zdjęcie również zgodzę się, że bardzo ładne. Jak najbardziej mogłaby się zaprzyjaźnić z Arsem, masz chęć na wątek, bo z córką pisarza ja najbardziej. ;)]
    Ars Timor

    OdpowiedzUsuń
  3. [Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to podwójny tworzący jedność rdzeń – wymieszanie sproszkowanego rogu jednorożca i krwi nundu nie jest niemożliwe – w różdżce. Jeśli odnieść to do postaci i wierzyć, że magiczne drewno nie wybiera swego czarodzieja bez powodu… Skupiając się w pełni na tym wyjątkowym rdzeniu Elise powinna być – w domyśle, ale niekoniecznie – szlachetną, dobroduszną, acz nieco nieśmiałą osóbką (róg jednorożca), ale byłaby również potężną czarownicą, która jest na swój sposób zadufana w sobie (nundu). Zostawiając temat różdżki – pochwalę za kreację postaci, bo panna McLean – nie wiem czy słusznie – wydaje mi się być trochę tajemnicza. Niemniej jednak zapraszam na wspólny wątek, bo obok tak interesującej bohaterki nie mogę przejść obojętnie, ale w pierwszej kolejności musisz wybrać którąś z moich postaci c:]

    Arsellus Langhorne/Lance Griffin/Cressida Rosier

    OdpowiedzUsuń
  4. [Cześć :) Wielu wątków życzę i zapraszam do siebie. Jeśli dziewczyna jest w drużynie, muszą znać się z Sorchą. Możemy zrobić wątek - rozmowę po jednym z treningów, podczas której Sorcha uzgadniałaby z nią jakąś strategię na mecz. Albo coś takiego... w każdym razie, miłej zabawy :)]

    Sorcha/William/Jackson/Charlie

    OdpowiedzUsuń
  5. [Cześć! Bardzo ładne imię ma panienka :3
    To co? Myślimy nad wątkiem! Ja na razie mam mało czasu, ale jak znajdę trochę więcej to nad czymś pomyślę, a jak wcześniej ty na coś wpadniesz to daj znać ;)]

    Max

    OdpowiedzUsuń
  6. [Witam na blogu i życzę miłej zabawy :D]
    Lisa

    OdpowiedzUsuń
  7. [Mnie jak najbardziej ten pomysł odpowiada :) Porozmawiają sobie też o problemach, o swoich rodzicach, a gdzieś po drodze może coś się wydarzyć, choć nie wiem jeszcze co. Zaczniesz czy ja mam zacząć? :)]

    Max

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Ujął mnie pierwszy akapit. ;) Ciekawa jestem, jakie Elise ma podejście do słów, czy przesięknęła miłością i wzorem ojca coś tworzy, czy może woli trzymać się z daleka, skoro to labirynt, może pułapka...
    A gumę się żuje.
    Cześć! ]

    Jacca/Valancy

    OdpowiedzUsuń
  9. [Elise ma kilka literówek w karcie. Brakuje w niej też znaków interpunkcyjnych gdzieniegdzie. I ogólnie, jest się do czego przyczepić, tylko (też ogólnie) postać sprawia fajne wrażenie, a jej patronus to najlepsze zwierzę tego świata, więc chyba nikt nie będzie się czepiał. Tylko ja, bo siedzę chory w domu i muszę się jakoś wyżyć. Mam nadzieję, że mi to darujesz :D
    Cześć :]

    Sadr

    OdpowiedzUsuń
  10. [Kruków się nazleciało. No, no. Ale to fajnie :D Lepiej ich niż Ślizgonów xD Nie żebym była rasistką czy coś. Pani bardzo sympatyczna i spodobał mi się ten fragment z chłopcem i latającymi przedmiotami. Taki... klimatyczny. Witam Cię i życzę dobrej zabawy :D]

    M. Harrison/L. Scamander

    OdpowiedzUsuń
  11. [Ołki, opisz mi wszystko, a ja zacznę.;)]

    OdpowiedzUsuń
  12. [Krukonów traktuję tak samo jak Ślizgonów, nawet lepiej, ale to przy bliższym poznaniu Ars wiele zyskuję. Dobry pomysł, czyli piszemy retrospekcją, tak?;)Mogłaby jako jednak z nie wielu nie wierzyć w taką przemianą Arsa.]

    OdpowiedzUsuń
  13. [Cześć, witam się co prawda z lekkim opóźnieniem, ale się witam :) Bardzo ładne zdjęcie, na w sobie coś ciekawego. Kartę czytało mi się bardzo przyjemnie, ciekawa kreacja postaci. Z chęcią poznam ja bliżej w wątku. Proponuję Hyuna - są razem w drużynie i cisza razem do klubu pojedynków :)]

    Hyun, Avalon

    OdpowiedzUsuń
  14. [Fakt, trochę się tego pod kartą Hyuna nazbierało. Najlepiej kliknąć "end" XD Powiem Ci, że bardzo podoba mi się Twój pomysł. Nie miałam jeszcze takiego wątku, więc jestem jak najbardziej na tak. Tylko nie wiem, którą opcję wybrać XD ta bardziej "podrasowana" wydaje się znacznie ciekawsza. To co, robimy wyliczankę, które będzie pod wpływem eliksiru? :D]

    Hyun

    OdpowiedzUsuń
  15. Poprzednie popołudnie i wieczór Hyun spędził tak jak zawsze – na odrabianiu zadań domowych i treningu quidditcha, na którym, jak zawsze dawał z siebie wszystko. Na nic nie zważając. Młody Koreańczyk był zawzięty, jego ambicje były wysokie. Dlatego też, gdy tylko coś sobie postanowił nie odpuszczał, dopóki nie osiągnął wyznaczonego przez siebie celu. Po powróceniu do szkoły, dla Hyuna najważniejsza była nauka i domowa drużyna – ściślej mówiąc, jej zwycięstwo – dla której był w stanie poświęcić bardzo dużo swojego wolnego czasu, jak i energii. Na każdym treningu dawał z siebie sto dziesięć procent, czasami miewając żale do tych, którzy przykładali się odrobinę mniej. W końcu on sam nie był w stanie sprawić, aby wygrali. Co z tego, że każdy chciał, skoro nie wszyscy się starali? Nie zamierzał jednak wdawać się w kłótnie. Przecież to było ostatnim, czego potrzebowała ich drużyna. Musieli być zgrani i nie mogli mieć żadnych konfliktów, według Hyuna to już była połowa sukcesu w drodze po zwycięstwo. Czasami zastanawiał się w jaki sposób mógłby pomóc Sorsze zmotywować pozostałych członków drużyny, jednak był w Hogwarcie całkiem nowy. Nie chciał uchodzić za ważniaka czy mądrale, chociaż zdarzało mu się powiedzieć słowo czy dwa. Nie tylko podczas treningów i nie tylko do zawodników. Clemency Collins bardzo tego nie lubił i chyba w sekrecie poprzysiągł sobie, że kiedyś zemści się na Hyunie za te jego mniej lub bardziej czepialskie uwagi. Han raczej się nie przejmował. Nie widział żadnych powodów, które miałyby w wzbudzać w nim jakiekolwiek podejrzenia. Dlatego też, gdy następnego poranka Clemency nalał mu herbaty, ten po prostu chwycił kubek i upił kilka porządnych łyków, przegryzając to suchym chlebem. To, że blond włosy Krukon zaraz po tym wydarzeniu ulotnił się od stołu Ravenclawu, również nie wzbudziło w Azjacie podejrzeń. Dzień jak co dzień. Pobudka, śniadania, a później zajęcia… Hyun-ah miał zamiar zrobić dokładnie to samo. Zjeść do końca śniadanie i ruszyć na lekcję transmutacji, która miała odbywać się tym razem, wyjątkowo na trzecim piętrze. Wstał już od stołu i powolnym, leniwym krokiem ruszył tak jak zawsze w stronę wyjścia. Podtrzymując dłonią pasek od zwisającej na ramieniu, materiałowej torby. Był już w połowie przejścia z Sali Wejściowej, do Sali Schodów, kiedy nagle zatrzymał się w miejscu. Zacisnął odrobinę mocniej dłoń na materiałowym pasku i powoli zaczął się rozglądać dookoła. Jego spojrzenie było odrobinę zamglone, jednak wyraźnie było widać, że Hyun szuka kogoś wzrokiem.

    Hyun

    OdpowiedzUsuń
  16. [ Wkręciłabym ich w coś szalonego albo wepchnęła mojego pana na miejsce Przyjaciela, jeśli nie jest zarezerwowane. Co ty na to? ]

    Freddie Weasley

    OdpowiedzUsuń
  17. Zatrzymał się nagle. Stał i tylko wyszukiwał wzrokiem jednej, jedynej osoby. Cały świat przestał mieć znaczenie. Liczył się tylko jeden człowiek. Cała reszta, przestała nagle istnieć. Czuł, jak jego serce zaczynało bić, niczym oszalałe. Tak, jakby za chwilę miało się wyrwać z jego piersi i rzucić w pogoń za ukochaną osobą. Za tą jedną, jedyną osobą, która… Według Hyuna w tym momencie, była całym dobrem tego świata, kimś, najlepszym. Niepowtarzalnym, najprzystojniejszym, najbardziej dobrym i pomocnym człowiekiem.
    Szukał Clemency’ego Collinsa, który tak nagle zniknął mu z pola widzenia, który tak nagle pojawił się w jego głowie i sercu. Był pewien, wszystkich swoich uczuć co do tego chłopaka. Był w stanie zrobić dla niego wszystko, najważniejsze jednak było teraz, jego znalezienie.
    Jak miał znaleźć kogoś, kto tak po prostu rozpłynął się wśród tłumu?
    — Clemency — szepnął cicho, słysząc jakby wygłuszony zza ściany głos koleżanki z drużyny. Nie bardzo rozumiał czego od niego może teraz chcieć, przecież nic innego nie było ważne, poza tym blondynem. W tym momencie liczył się tylko ten jeden Krukon, który, jak na złość po prostu rozpłynął się powietrzu — muszę z nim porozmawiać, muszę mu wszystko powiedzieć — i ruszył przed siebie, niepewnie, powoli. Jednak każdy kolejny, stawiany przez niego krok był pewniejszy. Szybszy i stanowczy. Tak, jakby wiedział dokąd powinien iść, aby znaleźć chłopaka. Nie miał zielonego pojęcia, jednak eliksir, pod którego był wpływem, powodował, że Hyun czuł potrzebę zbliżenia się do Collinsa. Musiał na niego spojrzeć, powiedzieć mu o wszystkich swoich uczuciach, musiał z nim porozmawiać, dotknąć jego dłoni, pogłaskać policzka, pocałować… Nie marzył o niczym innym jak o wyznaniu mu swojej miłości, bo przecież tak bardzo go kochał.
    Pokręcił nagle głową, jakby oprzytomniał na chwilę. Zorientował się, że Elis wciąż za nim idzie. Odwrócił się gwałtownie przodem do dziewczyny i uśmiechnął się szeroko, niczym szaleniec, który właśnie opuścił specjalistyczny zakład.
    — Elis, jesteśmy kumplami z drużyny — oznajmił z błyskiem w oku — kumple z drużyny sobie pomagają, prawda? Musisz mi pomóc Elis.
    I nie czekając nawet na jej odpowiedź, ruszył pędem w stronę wyjścia z zamku.

    Hyun

    OdpowiedzUsuń
  18. Od dzieciństwa Max potrafił doskonale nawiązywać kontakt z rówieśnikami, dzięki czemu miał wiele koleżanek i kolegów. Zawsze był osobą, która lubiła towarzystwo, choć od czasu do czasu nawet i on potrzebował samotności. Zazwyczaj jednak można go było zobaczyć wśród ludzi, dla których zawsze starał się być miły i pomocny. Nigdy nikogo nie zranił, przynajmniej nie umyślnie, nigdy nikogo nie obraził, ani też nie zignorował. Był dobrym człowiekiem, a jednak większość nagle o tym zapomniała. Wystarczył fakt, że jego ojciec stał się wampirem, a w jednej chwili duża część jego znajomych się od niego odwróciła i zaczęła go unikać. Jakby się bali, że może stać się taki, jak jego ojciec i zrobić im krzywdę. Na szczęście, istniały osoby, które mimo wszystko wciąż przy nim pozostały. Elise, jego najlepsza przyjaciółka od czasów dzieciństwa, była jedną z nich, a jakżeby inaczej. Był jej za to naprawdę wdzięczny, choć czasami uważał, że naprawdę przesadza. Rzucała się niemal na każdego, kto chociaż krzywo na niego spojrzał, broniąc go jak matka swoje młode. Nie za bardzo mu się to podobało i starał się nieco ją hamować, ale nie zawsze mu się to udawało. Elise była jaka była, miała wady, jak i zalety, ale właśnie to Maxowi się w niej podobało.
    Ostatni tydzień był dla Greavesa bardzo ciężki. Zbliżały się ostateczne egzaminy, a więc wszyscy profesorowie zaczęli zadawać im coraz więcej materiału, aby ich na wszystko przygotować. Równało się to z tym, że Max miał naprawdę niewiele czasu wolnego, przez co nie widział Elise przez kilka ostatnich dni. Obiecał sobie jednak, że kiedy nadejdzie weekend i znajdzie chwilę przerwy, zabierze ją gdzieś na spacer. Niestety, kiedy już w końcu znalazł czas, było za późno, aby gdziekolwiek wyjść, aczkolwiek i tak miał zamiar gdzieś ją porwać. Zamek był duży, a o tej porze niemal opustoszały, gdyż większość uczniów siedziała w swoich dormitoriach, więc spacer po samym zamku nie wydawał się złym pomysłem. Szczególnie, że chciał z nią tylko trochę porozmawiać, spędzić chwilę czasu.
    Przed dormitorium Ravenclawu stał dobre piętnaście minut zanim pojawił się jakiś Krukon i wpuścił go do Pokoju Wspólnego. Miał nadzieję, że to właśnie tam będzie dziewczyna, gdyż jako chłopak nie miał wstępu do damskiego dormitorium. Na szczęście Elise siedziała przy jednym ze stolików, pochylając się nad jakąś książką.
    — Cześć — powiedział, uśmiechając się lekko i poczochrał jej włosy. — Co powiesz na mały spacer po zamku? Tylko się pośpiesz, niedługo jest cisza nocna — dodał po chwili, siadając na wolnym krześle.

    Max

    OdpowiedzUsuń
  19. [Ogólnie to straaaaasznie przepraszam, ale właśnie teraz zauważyłam przypadkiem Twój komentarz pod kartą Neliusa. Nie mam pojęcia, jak ja go wcześniej przeoczyłam. Na wątek z Elise jestem więcej niż chętna, więc mam nadzieję, że nie obraziłaś się na tyle, żeby mi go odmówić. ;__;]

    Skruszona autorka Neliusa

    OdpowiedzUsuń