19 marca 2016

Jeśli wyeliminujesz niemożliwe, reszta musi być prawdą

THEODOR "THEO" WHELAN
15 stycznia • VI rok, Gryffindor • półkrwi • klub szachowy • ściagający
różdżka: dwanaście i pół cala, winorośl, włókno ze smoczego serca
bogin: nieznany • patronus: nieznany • wredny kocur Amos

Widzisz go na korytarzu, w pośpiechu zapinającego torbę i trzymającego w dłoni kiełbaskę, której nie zdążył zjeść. Śmieje się trochę zbyt głośno, odchylając głowę do tyłu, bo chociaż wie, że jest spóźniony na Eliksiry, nie może zapomnieć kawału, którego podsłuchał od jednego Puchona w Wielkiej Sali. Rozgląda się, szukając swoich przyjaciół, ale nie dostrzegając nikogo w pobliżu, zrównuje tempo z przypadkowym chłopakiem, idącym w tę samą stronę i zaczyna rozmowę. Zwinnie omija grupki rozchichotanych czwartoklasistek i przeciska się między mięśniakami, patrzącymi na niego groźnie z góry. Potyka się o rozwiązaną sznurówkę, ale tylko przewraca oczami, dalej biegnąc jak na urwanie karku. Ma nadzieję, że nie zarobi znowu szlabanu. Z resztą, kto normalny dale szlaban za spóźnienie piąty raz w tym tygodniu?!


więcejrozmowy we śnie • powiązania
wątki 2/4
Amelia, Maxine





______
Cześć i czołem! 
Cytaty - "Sherlock"; Wheatus
(Będę odpisywała 24.03)

33 komentarze:

  1. [Jaka przyjemna, wesoła, energetyczna postać! Cześć i czołem ^^
    Mam słabość do takich nieco niezdarnych, roztrzepanych postaci, także witam serdecznie, życzę niesłabnących chęci, morza weny, zakręconych wątków, poplątanych powiązań i czasu, żeby go nie brakowało ^^]

    Zabini

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć! Theo to taka miła i pozytywna duszyczka, że aż mam ochotę go przytulić, powiem ci! Bez zbędnego przedłużania zaproponuję wątek, o. Najbardziej pasowałaby tu chyba Maxine, z którą Theo jest na jednym roku i oboje grają w jednej drużynie. Życzę dobrej zabawy na blogu i ciekawych wątków! ;)]

    Jemma Simmons/Molly Weasley/Maxine Carter

    OdpowiedzUsuń
  3. [za zasłonięcie domagam się wątku!

    żartuję. chyba, że masz ochotę, oczywiście. :D a tak na poważnie, to cześć, hej, siema, dzień dobry, dobry wieczór - witaj na blogu i powodzenia z postacią. Theo nosi jedno z moich ukochanych męskich imion, więc generalnie będę mieć do niego słabość. <3]

    Amelia, Nebraska&Lily.

    OdpowiedzUsuń
  4. [a daj spokój, ja żartowałam z tym zasłonięciem! przyzwyczaiłam się po tym, jak parę razy i tak mnie zasłaniali nieregulaminowo wcześnie, więc wiesz. :D

    no to jak? są na jednym roku, w różnych Domach. inicjujemy jakąś wspólną lekcję? może Eliksiry? mogą zostać parą do pracy i trochę się pokłócić, jak to przeciwieństwa. :D w konsekwencji z eliksiru niewiele im wyjdzie, a jako, że Amelia perfekcjonistką jest do bólu, to się wścieknie i nie będzie mogła tego przeboleć. tak więc jeśli Theo jest tym typem człowieka, to mógłby chcieć ją przeprosić - zaś jeśli nie, to ona będzie usiłowała przeprosić jego za swój wybuch. co sądzisz? c:]

    Amelia.

    OdpowiedzUsuń
  5. [E tam, nie ma co się przejmować! c: Jeśli chodzi o pomysł, to proponuję jakiś nocny nielegalny wypad lub wspólna zemsta na jakimś Ślizgonie, który wyjątkowo im dopiekł.]

    Maxine Carter

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Cześć, Stiles xd <3
    Przepraszam, mam słabość do Dylana, czekałam aż ktoś go w końcu przejmie. W każdym razie - witamy bardzo gorąco, chętnie skleilibyśmy jakiś fajny wątek, ale mamy teraz trochę na głowie. Jeśli jednak są chęci, to pisz, coś wymyślimy.
    Bawcie się i wątkujcie jak najdłużej! ]

    Freddie Weasley

    OdpowiedzUsuń
  7. [a, chętnie zrzucę to na Ciebie! :D]

    Amelia.

    OdpowiedzUsuń
  8. [Cześć! :) Bardzo sympatyczna i pozytywna postać. Życzę samych ciekawych wątków i przede wszystkim udanej zabawy. Wątku nie proponuje bo zabawa w wymyślanie zdecydowanie mi nie idzie, ale może jak coś mi wpadnie do głowy, a ty będziesz miała jeszcze miejsce to wpadnę z czymś :D]

    Avalon, Hyun

    OdpowiedzUsuń
  9. [Kompan do szlabanów? Może on potrzebuje ochrony, co? Albo miłości życia? Uroczy on, aż mi serduszko szybciej zabiło. Zróbmy im wątek ot co! ]

    Dakota

    OdpowiedzUsuń
  10. [A co powiesz na salę od Eliksirów? Mogliby zacząć coś ważyć, co skończyłoby się małą katastrofą i trzeba byłoby oczywiście zrobić wielkie sprzątanie, żeby rano nikt się nie zorientował, co się tu stało. c:]

    Maxine Carter

    OdpowiedzUsuń
  11. [ Tylko że Dakota to nie z tych- ona nie zawiera przyjaźni i nie skacze za ludźmi w ogień. Ona ich demoralizuje, sprowadza na złą drogę, funduje wejścia w nałogi- ogólnie wykorzystuje. Owszem jakąś sympatię do niektórych odczuwa jednak objawia się ona poprzez chłodną obojętność bądź buziaczkami za jednym z filarów. Bycie czyjąkolwiek przyjaciółką nie leży w jej interesie]

    D.F.W.

    OdpowiedzUsuń
  12. Pierwszą lekcją tego dnia były Eliksiry z Gryfonami, za którymi Amelia nie przepadała z tego prostego względu, iż w większości okazali się bandą szczeniaków z syndromem bohatera. Takie to-to odważne, że rzucało się na ratunek każdej damie w opałach, każdemu pierwszoroczniakowi; takie sprawiedliwe, że jeśli ktoś poza ramy sprawiedliwości wykroczył, był traktowany nienawistnym spojrzeniem. Taka odwaga, rzucanie się na oślep, była typowa dla Domu Godryka Gryffindora, jak zdążyła zaobserwować. Jak to się mówi... ?
    - Co się dzieje, gdy lew rzuca się na myśliwego?
    - Zjada go?
    - Nie. Zostaje zastrzelony.
    Amelia nie była typem osoby, która wrzucała wszystkich do jednego worka, toteż zdawała sobie sprawę, że z nie wszyscy są tak beztrosko naiwni. Osobiście jednak, zwłaszcza pośród chłopców, nie spotkała tego szlachetnego wyjątku.
    Westchnęła ciężko i przewróciła oczami, kiedy jakiś chłopak wślizgnął się spóźniony na zajęcia i na dodatek natychmiast przydreptał do jej ławki. Praca w grupach czy parach nigdy jej nie szła; perfekcjonizm nakazywał jej sądzić, że wszyscy spaprają całą robotę i wolała wykonywać tego typu czynności w pojedynkę.
    Skinęła głową w odpowiedzi na przywitanie chłopaka i przyjrzała mu się uważniej. Odkąd stała się nadwornym hogwarckim duszkiem, niezauważanym przez ludzi, ze zdumieniem zdała sobie sprawę, iż ona również przestaje ich dostrzegać. We wspomnieniach zlewali się w jednolitą, kolorową masę; nie rozróżniała twarzy.

    Amelia.

    OdpowiedzUsuń
  13. [ Cześć na kolejnym blogu :) Fajna postać, taka rozkoszna i pocieszna. Cieszę się że to już druga, którą dzisiaj witam <3
    Życzę dobrej zabawy i wielu ciekawych wątków :) ]

    Silas Mulciber/Astoria Macnair/Alastor Quirke

    OdpowiedzUsuń
  14. [Ale on podobny do mojego Natana! Jestem pewna, że tych dwoje by się ze sobą dogadało. Cześć i zapraszam do siebie, pieprzyć moje głupie limity, jeśli byś miała ochotę - pisz, na pewno coś ciekawego im wymyślę. :)]

    Natan/Bellamy/Aiden/Scorpius

    OdpowiedzUsuń
  15. [Cześć :) Sympatyczna postać. Zapraszam do Sorchy, oboje są w drużynie, mogliby urządzić sobie jakieś koleżeńskie loty po błoniach dla ćwiczeń, czy coś w ten deseń... W każdym razie: miłej zabawy życzę!]

    Sorcha Tobin

    OdpowiedzUsuń
  16. [Swoją drogą! Wspominałam już, że uwielbiam imię Theo i kocham Teenage Dirtbag? Nie? To właśnie mówię xD Whateva.
    W zasadzie - to Nate z chęcią się z nim zaprzyjaźni, jak wspominałam u góry, obaj są tak do siebie podobni, że nie widzę w ogóle innej opcji. Pomysł na próby wyczarowania patronusa jest okej, ale pozwól, że prześpię się z myślą o ich wątku i postaram się jutro podrzucić Ci troszkę więcej pomysłów, żebyśmy mogły bardziej pokombinować i to rozbudować! :)]

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  17. [Teoretycznie babeczki w kuchni mogłyby być, ale po prostu mam już u Max jeden wątek w kuchni i to dlatego. :c Nie lubię czegoś powielać, bo boję się, że znudzi mi się dany wątek i będzie problem, dlatego myślę nad jakąś alternatywą.]

    Maxine Carter

    OdpowiedzUsuń
  18. [Gdyby Theo miał złe zdanie o Aberforthcie, to Max od razu by go nawróciła, tak mi się wydaje, skoro są przyjaciółmi. Hm, wątek wcale w sumie nie musi być taki sielankowy, o ile to ci odpowiada. Nie wiem na ile to będzie pasowało do osobowości Theo, ale jakby co, to coś zawsze można zmienić. Maxine mogłaby być świadkiem, jak Gryfon wypowiada się nieprzychylnie o Aberforthcie (ostatnio w Hogsmeade mógłby się na niego natknąć i mężczyzna mógłby go trochę nieco niemiło potraktować), co oczywiście by ją dotknęło. Mogłoby dojść nawet do jakiejś sprzeczki!]

    Maxine Carter

    OdpowiedzUsuń
  19. [Byłabym bardzo wdzięczna, gdybyś zaczęła. <3 A co do naszego wątku na Herosach, to spokojnie, nie olałam cię, tylko nadal myślę nad jakimś pomysłem!]

    Maxine Carter

    OdpowiedzUsuń
  20. - Trzysta dziewięćdziesiąt cztery - mruknęła Amelia, nawet nie zaszczycając chłopaka spojrzeniem. Czuła się trochę tak, jakby wtargnął na jej teren, naruszając osobistą przestrzeń, chociaż zdawała sobie sprawę, że to iście idiotyczne podejście. Nie mogła jednak nic poradzić na to, że od pewnego czasu wszystkich ludzi traktowała jak potencjalnych wrogów. W dodatku znaczna większość okropnie działała jej na nerwy.
    - A tak w ogóle, to jestem Theo - usłyszała i uniosła wzrok, spoglądając na Gryfona z wymalowaną mieszanką zaskoczenia i niczego-nierozumienia na twarzy. Uśmiechał się, co również było zdumiewające. Zauważył ją!
    - Amelia. - Spróbowała odwzajemnić uśmiech, ale wypadł dość blado i niepewnie, więc odwróciła głowę, kryjąc nos w książce i udając niezmiernie pochłoniętą przepisem Wywaru Żywej Śmierci. Super, Amelia, wszystko musisz schrzanić, jak zwykle, pomyślała kąśliwie, wyobrażając sobie, że najdalej za dwie minuty chłopak z krzykiem ucieknie od jej stolika.
    Jednak, ku jej zdumieniu, nic nie wskazywało na to, by zamierzał uciekać. Przeciwnie, wydawał się jakiś taki bardziej rozluźniony, zadowolony, czy może jeszcze coś innego - zbyt dobrze zdawała sobie sprawę, że ludzie sporo chowają pod maskami, by móc umiejętnie i trafnie oceniać ich uczucia. W końcu mogły być elementem otaczającej ich wszystkich sztuczności.
    Nienawidziła tej sztuczności.
    - Możesz podać mi korzeń asfodeulusa? - mruknęła w końcu, nadal udając, że wciągnęły ją "Eliksiry dla zaawansowanych". Obawiała się, że Gryfon bierze ją za kompletną idiotkę - a może był taki zadowolony, bo będzie miał się z kogo pośmiać z kumplami?
    Zrobiło jej się słabo na samą myśl. Podparła głowę rękoma i czekała.

    Amelia.

    OdpowiedzUsuń
  21. Kąciki jej ust uniosły się w górę, kiedy chłopak wyciągnął w jej stronę zupełnie przypadkowy składnik. Udając pochłoniętą książką, tak naprawdę obserwowała go kątem oka, więc dostrzegła jego zmieszanie, niepewność i ochotę, by się wykazać. Rozbawiło ją to nieznacznie, bowiem mogła odetchnąć z ulgą - chłopak nie miał wobec niej złych zamiarów i na pewno się z niej nie wyśmiewał.
    - Dzięki, to też się przyda - uśmiechnęła się lekko, szybko uciekając spojrzeniem i sięgając przez stół po korzeń, który był jej potrzebny. Zieleninę od Gryfona odłożyła tymczasowo na bok. Założyła, że po prostu się zestresował - a właściwie, że to ona zestresowała go byciem zimną rybą - więc spróbowała odrobinę zmienić podejście. Jej zmysły były wyczulone, oczy i uszy otwarte i wrażliwe na każdą, najmniejszą zmianę w atmosferze. Ale on nie mógł o tym wiedzieć, bowiem Amelia grała roześmianą, wyluzowaną nastolatkę.
    Tylko dlaczego on ją zauważał, skoro inni tego nie robili?
    - Em... - zająknęła się, niemal wypowiadając swoje pytanie na głos. Szybko ugryzła się w język tak mocno, iż poczuła w ustach smak krwi. - Więc... może ty pokroisz to... - podsunęła mu jeden ze składników - a ja zajmę się tym?
    Spojrzała na niego pytająco. Nie chciała zachowywać się jak kapral, rozdzielać zadań i rządzić chłopakiem... zaraz, on się jej chyba przedstawiał. Jak mu było... Teddy?
    Cholera jasna - pomyślała Krukonka, przeklinając w myślach swoją słabą i krótkotrwałą pamięć na równi z ulotną koncentracją na ludziach. Zażenowanie spróbowała pokryć delikatnym uśmiechem, w duchu dziękując, że nie potrafi się rumienić.
    - Chyba, że chcesz to rozegrać jakoś inaczej. Dostosuję się. Serio. Na pewno jesteś świetny z Eliksirów... - mamrotała, czując, że bardzo się pogrąża, i że słono jej przyjdzie zapłacić za ten wyskok.
    Zabijcie mnie.

    Amelia.

    OdpowiedzUsuń
  22. - No jak to nie? - spytała, uśmiechając się kątem ust. - Przecież pokroiłeś.
    Był dla niej dziwnie miły, nie umiała sobie wytłumaczyć dlaczego, jaki był tego powód. Zastanawiające. Amelia Reece to typ obserwatora, ale z tego chłopaka nie mogła wyczytać nic, poza szczerością intencji, co ją jednocześnie poirytowało i uspokoiło. Zazwyczaj nie myliła się w ocenie ludzi.
    Gwałtownie spuściła wzrok, wbijając spojrzenie w stolik.
    - Jestem niewidzialna - przyznała niechętnie, obserwując go kątem oka. - Ludzie raczej mnie nie zauważają - skrzywiła się odrobinę. - Wiesz, ja siadam raczej z tyłu, więc pewnie dlatego też nie zwróciłeś na mnie uwagi... zawsze się spóźniasz - posłała mu wyrozumiały uśmiech, świadczący o tym, że wie o nim nieco więcej, niż on o niej, ale nie ocenia. Nigdy nie oceniała.
    Podsunęła mu inny składnik, o intensywnie czarnej, głębokiej barwie.
    - Nie, stój - powstrzymała jego entuzjazm, gdy chciał rzucić się z nożykiem na coś, co przypominało kształtem fasolkę. - Tego nie krój. Rozgnieć - poleciła, uważnie obserwując jego poczynania. - Sok z tego trzeba wlać do eliksiru - podbródkiem wskazała na kociołek.
    Po tym, jak stwierdził, że wcale nie jest dobry z Eliksirów, nabrała podejrzliwości i ostrożności, dlatego bacznie, acz niezbyt kulturalnie, przyglądała się jego ruchom. Nie chciała, by coś poszło nie tak. Zazwyczaj uchodziła za jedną z najlepszych na tych zajęciach, dlatego bardzo, bardzo zależało jej, by tak zostało. Krucha wiara w siebie samą musiała zostać podbudowana.
    - Dlaczego w ogóle cię to interesuje? - zapytała w końcu, nawiązując do poprzedniego tematu, kiedy udało im się wlać sok z każdej czarnej fasolki do kociołka. Eliksir był prawie skończony, zaczynał zabarwiać się na głęboką czerń. Amelii niesamowicie podobał się ten kolor - przywodził jej na myśl zimne, puste oczy, takie, jak jej własne.

    Amelia.

    OdpowiedzUsuń
  23. Oczy Amelii rozszerzyły się mimowolnie, kiedy z ust chłopaka wyleciał nagle potok słów. Mimo początkowego szoku, miała ochotę się roześmiać. Był naprawdę zabawny i całkiem uroczy w tej swojej gadaninie... jak na Gryfona, oczywiście. Nie wydawał się cierpieć na syndrom bohatera, co bardzo jej się spodobało. Nie znosiła tych pyszałkowatych chłoptasiów, wyniośle noszących głowy i zadzierających nosa. "Co to nie oni, z Domu słynnego Pottera".
    - Ciiicho! - szepnęła, kładąc mu palec na ustach i zerkając niespokojnie w stronę nauczyciela. - On jest niesamowicie cięty na rozmawianie nie na temat na zajęciach - skrzywiła się odrobinę. Uwielbiała Eliksiry, ale za profesorem niezbyt przepadała. - Jasne, możemy iść na Błonia, czemu nie. Ciepło się robi ostatnio. Tylko wiesz - dodała, walcząc z rozbawieniem - ja nie lubię czekolady. W ogóle nie lubię słodkiego. Jako dziecko miałam straszne uczulenie i tak się odzwyczaiłam... Kto nie wie, co traci, temu tego nie brakuje - wzruszyła ramionami, studiując kolejną linijkę przepisu w Eliksirach dla zaawansowanych.
    - Możesz podać mi... - zawahała się na moment, przygryzając wargę, żeby nie parsknąć śmiechem. Dawno nie czuła się tak rozluźniona, taka... zauważona. - O to, zielone - wskazała mu palcem, wyciągając dłoń.
    Amelii przyszło do głowy, że nadal nie była w stanie przypomnieć sobie imienia Gryfona. Ciążyło jej to na sumieniu, bowiem nie znosiła czegoś nie pamiętać, ale poziom jej koncentracji dzisiaj niebezpiecznie zmalał, zbliżając się do dolnej granicy. Głupio byłoby jej też zapytać "Hej, a tak właściwie, to jak ty masz na imię?", bo obawiała się, że wyjdzie na ignoranta, który nie słucha innych ludzi, albo totalnie ich olewa. Ewentualnie na sklerotyczkę, co też nie byłoby zbyt miłe. Nie chciała zepsuć potencjalnego dobrego wrażenia, które, jak się jej wydawało, wywarła na chłopaku.
    Schlebiało jej też, że uważał ją za tajemnicę, zagadkę. Zdążyła się przyzwyczaić, że większość osób już jej nie zauważała, nawet dawni znajomi, z którymi - jak myślała - była całkiem blisko, choć nie na tyle, by powierzyć im swoje sekrety. Miało to swoją dobrą stronę - nikt jej nie kontrolował, nikt nie narzucał własnej opinii; mogła robić, na co żywnie miała ochotę i nikt się nie wtrącał. Była wolna, cudownie wolna... a jednocześnie była to wolność samotniczki. Cudowna, acz łamiąca serce.
    To nic przyjemnego dowiedzieć się, że tak naprawdę nikogo nie obchodzisz.
    Uśmiechnęła się niepewnie do chłopaka.

    [jasne... jasne, oczywiście! :D]
    Amelia.

    OdpowiedzUsuń
  24. [ Może go demoralizować, do tego się nadaje. Co do całusków- Dakota żyje chwilą, rzadki zastanawia się nad tym co robi. Stąd właśnie nigdy nie miała faceta jednak nie można jej dorzucić braku doświadczenia w sprawach damsko męskich, gdyż akurat na takowe lekcje skrupulatnie uczęszcza. Jeżeli Theodor potrzebowałaby korepetycji w tejże dziedzinie to Dakota mogłaby mu pomóc ]

    D.

    OdpowiedzUsuń
  25. [ W takim razie czas rozpocząć program DEMORALIZACJa: proponuję zacząć niewinnie. Niech spotkają się i spiszą listę rzeczy które Theo musi zrobić. Najbardziej absurdalnych, szalonych i dziwnych jak zjedzenie nóżki ropuchy w samych slipkach na błoniach, bądź pójście na randkę ze szkolnym oblechą, wyznanie miłości na wielkiej sali w dziwnym stroju itp. Ale dlaczego- otóż powiedzmy na początku że komuś podpadł, ale tak mocno ze teraz nie był w stanie się z tego wyplątać. Dakote znał już wczesniej bo o to nie trudno. Więc ta zapewniła mu azyl ale w zamian za kilkanaście aktów podkreślających jego demoralizację. Oczywiście jest to znajomość też bez zbytnich zobowiązań poza tą listą o której wiedzieliby tylko oni. W między czasie dorzućmy do tego mieszane uczucia, chwile słabości, goniącego ich woźnego wraz z gronem zbulwersowanych uczniów, karę za złe zachowanie i kilka kłótni dotyczących amoralnych postępowań Dakoty. Co ty na to?]

    D.

    OdpowiedzUsuń
  26. - Najwidoczniej jestem anomalią - uśmiechnęła się delikatnie, wrzucając do kociołka resztki zielonego składnika. Działała instynktownie, w swoim żywiole, na swojej ziemi - nie musiała nawet patrzeć na to, co robi.
    Czuła, że chłopak próbuje ją rozszyfrować, przygląda się nieodgadnionym wzrokiem; z tego powodu odrobinę się spięła, bo bardzo nie w smak było jej zostać orzechem do rozgryzienia, ale szybko powróciła do swojej kruchej równowagi, grając przed nim osobę, którą mógł poznać.
    - A tak serio, to w ogóle nie musisz nic przynosić. Przecież zgodziłam się, że pójdę, nie musisz mnie przekupywać jak pieska czy coś - odparła ze śmiechem, mieszając eliksir trzy razy zgodnie z ruchem wskazówek zegara i trzy razy w przeciwną stronę. Potem zajrzała do książki.
    - Musi się podgotować... Serio? - Zerknęła na niego nieodgadnionym wzrokiem. - Wywar żywej śmierci? - Zabrzmiało to jak pytanie. Nie była pewna, czy dobrze zrozumiała... Czy on faktycznie nie wiedział, nad czym pracował przez ostatnie pół godziny? Pokręciła głową, jakby sama sobie nie dowierzając. Nie, żeby miało to dla niej jakieś arcyważne znaczenie, w końcu nie cierpiała mieszać się w niczyje sprawy, jednakże przeraził ją fakt, jak bardzo w takim razie dała się zwieść. On był taki.. wyluzowany i spokojny, iż za pewnik przyjęła, że doskonale wie, co robi. A okazało się, że umiejętnie wywiódł ją w pole, chociaż z pewnością nie robił tego świadomie, nie miał takiego zamiaru. Amelia była sobą rozczarowana.

    [ojtam, jest dobrze! :D]
    Amelia.

    OdpowiedzUsuń
  27. [cześć! dziękuję i dziękuję. :D jeśli masz ochotę na wątek, to zapraszam, oczywiście. niekoniecznie do Sally, możemy też pokombinować z drugą panną.]

    Sally / Sura

    OdpowiedzUsuń
  28. - Hej, hej, spokojnie!
    Przestraszyła się, kiedy zareagował dość gwałtownie. Nie miała nic złego na myśli, ona zwyczajnie... och, czasem dość ciężko było jej pojąć podstawy ludzkich zachowań. Nie bardzo wiedziała, jak powinna zareagować w danym momencie, czy, chociaż dana reakcja wydaje się logiczna, nie kłóci się przypadkiem z podstawowymi zasadami dobrego wychowania. Przez to raczej unikała tłumów, niż mieszała się w nie.
    Teraz też, podświadomość nakazywała, by zrobiła jakiś uspokajający gest, położyła mu rękę na ramieniu, albo na dłoni, a jednak nie była w stanie się do tego w żaden sposób zmusić. Nienawidziła dotyku.
    - Po pierwsze: to z przekupstwem to był żart - zaczęła powoli, uważnie wpatrując się w jego twarz i szukając śladów jakiejkolwiek reakcji. - Po drugie: to ja jestem tutaj perfekcjonistycznym ułomem i stąd ten pseudo-szok - wyjaśniła, z niejakim trudem przyznając się do własnej słabości. - A po trzecie, ten eliksir będzie zaraz gotowy, a to, co zrobiłeś, poszło ci przecież w porządku - dodała w końcu, zdobywając się na uśmiech, który nie sięgał oczu. Była zmieszana, nigdy nie potrafiła mówić ludziom komplementów, chwalić ich czy doceniać - co nie znaczyło, że tego nie odczuwała. Zwyczajnie nie umiała okazać tego typu uczuć, przez co niejednokrotnie była brana za zimną sukę.
    Zamieszała lekko eliksir.
    - Widzisz? Prawie koniec.
    Zastanawiała się, czy to przez jej osobowość Gryfon tak łatwo się stresował, czy też może po prostu taki był - tego nie wiedziała. Stanowił dla niej niepojętą zagadkę: uśmiechając się ironicznie w duchu, przyznała sobie rację, że pewnie tak poczuł się testral, kiedy pierwszy człowiek na świecie go zobaczył. Być widzialnym dla kogoś - to dopiero dziwne uczucie. Zwłaszcza, kiedy nagle, z dnia na dzień, z dziewczyny, która dotąd była klasowym śmieszkiem, stajesz się półprzezroczystym duszkiem i chociaż wszyscy cię kojarzyli, nagle okazuje się, że nikt nie pamięta.

    [hm, nie musimy im chrzanić eliksiru nawet - całkiem fajnie się rozwija. :D chyba, że masz ochotę, to śmiało!]
    Amelia.

    OdpowiedzUsuń
  29. [Wątek to ja bym chętnie napisała, ale niestety u mnie też pomysłów brak - a nie chciałabym, żeby Remik go przerobił na składnik eliksirów, bo to nieładnie tak...]

    Jeremiah

    OdpowiedzUsuń
  30. Ostatnia godzina zajęć, jaką była lubiana przez Maxine Transmutacja, minęła dziewczynie nadzwyczaj lekko. Podobno na przyjemnościach czas zawsze płynął szybciej, dlatego trudno było się dziwić, że ledwo co weszła do sali, a już musiała z niej wychodzić. Jak zawsze po natłoku zajęć dopadało ją zmęczenie, ale dziś na szczęście mogła skorzystać ze słodkiego przywileju, jakim było leniuchowanie po lekcjach. Na jutro nie miała do napisania żadnych referatów, więc popołudnie mogła spędzić tak, jak tylko jej się podobało. Oczywiście niezwykle się z tego cieszyła, bo ostatnio męczył ją natłok przeróżnych obowiązków. Nawet komuś takiemu jak Maxine się to zdarzało. Taki wulkan energii, jakim była dziewczyna, także musiał odpocząć od czasu do czasu.
    Zastanawiała się czy nie odwiedzić dziś Aberfortha, ale przypomniało jej się, że mężczyzna musiał załatwić dzisiaj coś w Ministerstwie Magii, dlatego nie było go w domu. W związku z tym Carter musiała znaleźć sobie jakieś inne zajęcie. Większość jej znajomych była dzisiaj jednak zajęta. Właśnie na tym polegało szczęście dziewczyny: zawsze, kiedy ona miała czas, nikt inny go nie miał i na odwrót. Dlatego ostatecznie postanowiła spasować i udać się do Pokoju Wspólnego Gryfonów, gdzie mogło dziać się coś ciekawego. Przecież zawsze mogła położyć się na kanapie i po prostu ignorować resztę świata, odpoczywając w ten sposób.
    Po podaniu odpowiedniego hasła, przeszła pod obrazem i znalazła się w miejscu docelowym. Uwielbiała to pomieszczenie, ponieważ zawsze było tu ciepło i przytulnie. Nie można było poczuć się tu odtrąconym. Panowała tu wręcz rodzinna atmosfera. Kiedy Maxine rozejrzała się po Pokoju Wspólnym, zauważyła Theo, swojego przyjaciela. Uśmiechnęła się na jego widok, mając w zamiarze zaproponowanie mu jakiegoś szalonego planu, ale gdy podeszła bliżej, cały jej dobry humor wyparował. Nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała, a na pewno nie było to dla niej byle co. Zacisnęła dłonie w pięści, a także zęby. Chłopak jej nie widział, ciągnąć swój wywód na temat jej przybranego ojca, bo stała za oparciem kanapy. Nie mógł jednak nie usłyszeć jej głosu, gdy skończył mówić.
    – Ależ oczywiście! Bo ty nie masz żadnych wad, Whelan! Jesteś chodzącym ideałem! – powiedziała złośliwie i przeszła na drugą stronę kanapy, aby chłopak mógł zobaczyć, że popełnił błąd, mówiąc w ten sposób o Aberforthcie. Na twarzy Maxine można było wyczytać złość, a także pewien żal i zawód. – A gdybyś chciał wiedzieć, Aberforth Dumbledore jest najbardziej wartościowym człowiekiem, jakiego poznałam! A ty nie masz prawa mówić o nim w ten sposób, więc nigdy więcej tego nie rób! – po tych słowach odwróciła się od Theo i młodszych chłopaków, nie chcąc już dłużej przebywać w tym miejscu. Pokój Wspólny stracił teraz dla niej całą magię. Wściekle ruszyła ku dormitorium dziewcząt, nie widząc teraz innego lepszego miejsca, w którym mogłaby spędzić popołudnie. Gdyby wyszła na korytarze zamku, mogłaby przez przypadek wyładować na kimś swoją złość, a tego nie chciała.

    Maxine Carter

    OdpowiedzUsuń
  31. [Ah, a ja powiem, że znam nick! I drugiego pana od Ciebie na innym blogu też znam, a co! :)
    Dziękuję bardzo za miłe słowa, no i oczywiście chętnie zaproponuję jakiś ciekawy wątek także tutaj, jeśli tylko masz ochotę :)]
    Anna

    OdpowiedzUsuń
  32. [Trzymaj i traktuj ten wizerunek dobrze. Jest dla mnie ważny, mój poprzedni chłoptaś właśnie tak wyglądał. Powodzenia na blogu! :) ]

    Solene // Aaron // Lorelle

    OdpowiedzUsuń
  33. [Muszę zapamiętać na przyszłość, że jeśli mówię, że odpiszę jutro, to odpisuję po dziesięciu dniach. Cholerka, przepraszam, ale moje lenistwo wzięło nade mną górę i nie pozwalało przysiąść do tych wszystkich odpisów i planów na wątki, ale obiecuję poprawę! Skoro mamy już ustalone, że ich zaprzyjaźnimy, to tak naprawdę zastanawiam się nad tym, czy by nie zrobić z nich przyjaciół od małego. Wtedy łatwiej byłoby wytłumaczyć to, że Nate nawiązał tak zażyłą relację z gryfonem. Nam to nie zaszkodzi, a przynajmniej będzie wszystko ładnie poukładane, co dla mnie jest plusem, bo nie lubię niedomówień. A teraz co do wątków:
    1. Hutchel i spółka, oraz best party ever. Mamy Wielkanoc (ok, mieliśmy, ale można do tego nawiązać). Nate zostaje sam w domu, bo jego rodzice postanawiają wyjechać na święta do rodziny, czego Natan nie znosi. Buziaczki od babć, klepanie po ramieniu przez wujka, który ciągle powtarza, że powinien znaleźć sobie jakąś ładną dziewczynę, et cetera, et cetera. Wykorzystując nadarzającą się okazję na zorganizowanie domówki, na której nie może zabraknąć:
    a) alkoholu,
    b) dziewczyn,
    c) najlepszego kumpla.
    Czyli jednym słowem rozpierducha na całą ulicę, rzyganie nad kiblem, głośna muzyka i zabawa do rana. Z tym tematem można popłynąć.
    2. Wycieczka krajoznawcza, czyli Natan przewodnik, butelka ognistej i tarapaty. Tu musiałybyśmy przesunąć się w czasie, do zakończenia roku szkolnego (mam ogromną słabość do wakacyjnych wątków!). Hutchel po wyjściu z pociągu jakimś cudem zaciąga Theo do innego pociągu, namawiając na podróż życia. To kolejny temat, z którym można ładnie sobie popłynąć.
    Póki co mam tylko to, jeśli któreś Ci się podoba – świetnie!, jeśli nie, mogę pomyśleć dalej. :)
    I jeszcze raz przepraszam za to, że kazałam Ci tyle czekać.]

    Natan

    OdpowiedzUsuń