19 marca 2016

nieogolony i zmięty; przed tobą całe i obce

życie, na stos śpiącego ciała zwalone w poprzek
twego spojrzenia - i jest; i żyje; i żyjąc - wzywa

Jeremiah Remik Colbert
siedemnaście lat | VII | Slytherin | czysta krew | ścigający w drużynie Quidditcha
11½ cala, wiąz, włókno z pióra feniksa | patronus w kształcie czarnej żmii
bogin przybiera kształt złamanej różdżki | eliksiry, transmutacja i zaklęcia
Matka mówi, że wyglądam jak kryminalista, ale to przecież jej zasługa, więc dziękuję grzecznie i uśmiecham się złośliwie, w odpowiedzi słysząc jedynie, że teraz to już szurnięty kryminalista. Nie sprzeczam się, bo ta kobieta zawsze znajdzie powód, by przeciągnąć rozmowę. Pewnie dlatego dzieciaki z podwórka trzymały się z daleka od mojego domu. A ja trzymałem się z daleka razem z nimi. Przynajmniej, kiedy ojciec był poza miastem. Dużo przyjemniej było, gdy wracał, bo jako jedyny mógł rzucić na nią silencio i nie oberwać niczym po twarzy. To zdecydowanie moje najlepsze wspomnienie z dzieciństwa.

- Dobrze się czujesz? 
- Wspaniale. 
- Nie wyglądasz. 
- Jeszcze lepiej.

Moją ambicją nigdy nie było zostanie tym złym. Przez pewien czas unikałem wszelkich kłopotów, żeby tylko mieć święty spokój. Szybko mnie to znudziło. Zdecydowanie ciekawsze okazało się istnienie ku czemuś. Dla czegoś. Jakiś powód, byle jaki, byle tylko i jak najszybciej; ratowałem się przed monotonią na wszystkie, znane mi, sposoby. Wyostrzyłem się, jak brzytwa przecinałem sobie drogę i śmiać mi się chciało z wszelkich prób powstrzymania mnie. Nie możecie mnie przecież posiąść, nie możecie usidlić ani oswoić. Nie możecie mieć mnie na własność, nie możecie przygarnąć ani ugłaskać. Nie możecie mną władać, nie możecie poskromić ani ujarzmić. Ja jestem bowiem umysłem wolnym, niepodległym, co się złamać nie może, choćbym duszę poświęcić miał w procesie.

- Ignorujesz mnie! 
- Lubię tę twoją spostrzegawczość. 
- Nie wymądrzaj się, Remik. 
- Wybacz, mam niską tolerancję na pierdolenie.

Zrób coś dla mnie, mówiła matka, a ja za każdym razem odmawiałem. I kiedy z wyrzutem dodawała, że jeszcze nie powiedziała o co chodzi, ja z uporem maniaka dawałem jej do zrozumienia, że świetnie się składa. Chyba nie okazałem się spełnieniem rodzicielskich marzeń, ale przecież niczego nie obiecywałem. Podobno zniechęcam do siebie ludzi już samym wyrazem twarzy, jakby zobojętnienie i ciągły brak entuzjazmu wyciekał mi porami. To prawdopodobnie nieuleczalne. Nie żebym wolał smoczą ospę, bycie tym przykrym bucem nie ma przynajmniej tylu paskudnych konsekwencji. Nadinterpretacją byłoby jednak zrównanie mnie z trzodą; nie rzucam się bowiem na pierwszoroczniaków, nie obijam mordy za krzywe spojrzenie i nie kradnę dzieciakom czekoladowych żab. Ta samokontrola kiedyś mnie wykończy.





Cześć! W tytule Barańczak, na zdjęciu Alexander Kirkeby. Zapraszamy na wątki z Remikiem, bo on nie gryzie, chyba że ktoś lubi. Wolimy zaczynać, bo pomysły nas nie lubią, ale jeśli zaczną to z pewnością damy znać.

28 komentarzy:

  1. [Dobry wieczór! Już od bardzo dawna nie widziałam karty napisanej w pierwszej osobie, więc chwalę. Czytało mi się bardzo przyjemnie, a po zdjęciu to od razu wiedziałam, że z niego to Ślizgon będzie! Zaproponowałabym ci Molly do wątku, co ty na to? A tak w ogóle, to baw się dobrze! c:]

    Jemma Simmons/Molly Weasley/Maxine Carter

    OdpowiedzUsuń
  2. [Dziś jak rozumiem jest dzień wywoływania u mnie palpitacji serca, inaczej tego ująć nie mogę. Wariat wariata przyciągnie i coś mi mówi, że może być z tego niezły wątek. Cześć! ]

    Dakota

    OdpowiedzUsuń
  3. [no hej... :>
    bardzo przyjemnie napisana karta, podziwiam za umiejętność pisania w pierwszej osobie, bo mi to nigdy nie szło i nie pójdzie. :D
    jeśli masz chęć na wątek, to zapraszam do którejś z moich dziewczyn, coś wykombinujemy.]

    Amelia, Nebraska&Lily.

    OdpowiedzUsuń
  4. [Remik taki groźny, jeju, jeju! Wygląda na to, że Theo będzie raczej uciekał z drogi, niż stawał naprzeciwko. Mimo to, jeśli masz jakiś fajny pomysł na wątek dla naszych chłopaków, to zapraszam;) Karta świetnie napisana, cud, miód i orzeszki!]

    Theo

    OdpowiedzUsuń
  5. [Znów pan, który zdobywa moje serce. Kartę czytało się bardzo przyjemnie, ale wyłapałam jeden mały nibybłąd. Jestem uczulona na pleonazmy, a jeden z nich wdarł Ci się do drugiego akapitu, mówię o "okresie czasu". Okres i czas znaczą to samo, więc używanie ich razem jest jak mówienie "rudy rudzielec" (głupie porównanie, ale nic lepszego nie mogłam wymyślić na szybko xD). Wydaje mi się, że mogłabym znaleźć jakieś pomysły na wątek między Remikiem, a Natanem, jeśli byłaby chęć to daj znać. :D]

    Natan/Bellamy/Aiden/Scorpius

    OdpowiedzUsuń
  6. [ A ja tam lubię tę postać, ale to pewnie dlatego, że takie charakterne osobniki. Witam i życzę dobrej zabawy, a jeśli masz ochotę na jakiś wątek, to zapraszam do siebie :) [

    Astoria Macnair/Silas Mulciber/Alastor Quirke

    OdpowiedzUsuń
  7. [Ciekawa postać, dość nietypowa. Miłej zabawy życzę i zapraszam do siebie - może do Williama, są Ślizgonami z siódmego roku, więc pewnie się znają, mogą się jakoś tam kumplować. Lub do Sorchy. Mogliby np. zaliczyć jakiś mały wypadek podczas meczu czy treningu i razem dochodzić do siebie w skrzydle szpitalnym. W każdym razie - wielu wątków! :D]

    William/Sorcha

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Zanim przyjdę z poetą, mogę Ci wcisnąć Vincenta. O ile tylko chcesz.]

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  9. [Zawsze lubiłam charakterne postaci, ale nigdy chyba nie przestanie mnie dziwić, dlaczego utarło się, że Ślizgon koniecznie jest zły, a Puchon to pokraka. No nic. Nie wiem, czy Remik to postać, którą można lubić, więc nie zaryzykuję takiego stwierdzenia, ale uwagę — chciał, nie chciał — chłopak przyciąga. Myślenie idzie mi co prawda ostatnio jak krew z nosa, ale mam wrażenie, że z połączenia panicza Colberta z moją panią wilkołak mogłoby nam wyjść coś całkiem rozrywkowego. O ile w ogóle zwróciliby na siebie jakąkolwiek uwagę, bo z tym może być chyba drobny problem w wypadku tej konkretnej dwójki.
    Cześć! Ciepłego przyjęcia życzyć już nie muszę, z tego, co widzę po tłumach powyżej, więc życzę tylko (albo i aż) udanej zabawy, ciekawych powiązań i wciągających wątków. A w razie gdyby znalazło się miejsce na jeszcze jeden dla koleżanki z domu, to wiesz, gdzie nas szukać. :D]

    Milliesant Lloyd

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Wredny, zły, zepsuty do szpiku kości. Takich Ślizgonów właśnie kochamy. Bardzo przypadł mi do gustu styl w jakim karta jest napisana. Duuuży plus. I wizerunek. Coś w tym spojrzeniu się czai.
    Życzę wielu udanych wątków i pomyślnych wiatrów c: ]

    Freddie Weasley

    OdpowiedzUsuń
  11. [O, miło mi słyszeć, że skusisz się na wątek! Co do pomysłu, nie martw się, bo wymyślanie i ja to akurat nie aż tak zły duet. Boję się tylko, bo nie wiem na ile mogę sobie pozwolić. Na pewno widzę tu rywalizację! Grają na tej samej pozycji w Quidditchu, więc na meczach na pewno mają ze sobą kontakt. Poza tym są od siebie zupełnie różni. Molly to perfekcjonistka, a Jeremiah raczej nie przejmuje się tym, co o nim inni powiedzą. Ale przeciwieństwa mogłyby się przyciągać. Co ty na to?]

    Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  12. [Ależ spokojnie, ja tu ciągle mówię o kwestii samej relacji, a nie wątku, to później, bo rozumiem, że zaczniemy z jakimś powiązaniem? Mnie to by pasowało najbardziej, bo z relacją zawsze jest nieco łatwiej. I dlatego wspomniałam o Quidditchu i różnicy charakterów, bo to z pewnością sprawi, że nie będą za sobą przepadać. W dodatku należą do zupełnie różnych od siebie domów. Cóż, każdy wie o odwiecznym sporze Gryfonów ze Ślizgonami. I w tym momencie chciałabym wiedzieć czy zostajemy przy czysto negatywnej relacji, czy jednak czymś na zasadzie "kto się czubi, ten się lubi". O samej akcji w wątku zaraz się pomyśli.]

    Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  13. [Mhm, czyli teraz mówisz o relacji, która opierałaby się zarówno na rywalizacji (tej zdrowej, tak?) oraz na wzajemnym szacunku? Molly pewnie by się zdziwiła taką jego reakcją, mając go za takiego, co to zaraz ją rozszarpie za takie przewinienie. Ale oczywiście jestem za. ;) Pytanie jeszcze czy ta ich relacja będzie oparta bardzie na koleżeństwie, bardziej na zasadzie "jak się zobaczymy, to chwilę pogadamy, ale nic poza tym", czy jednak na przyjaźni?]

    Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Nie wiem, co robię gorzej od wymyślania. Chyba tylko zaczynam. Ale za tę naszą poetyckość...
    Zaznaczam, że oryginalna w żaden sposób nie będę, bo:
    a) bardzo lubię jak się w wątkach dzieje, co chce i niewiele z góry wiadomo
    b) patrz pierwsze zdanie

    Ja bym pokombinowała coś z lataniem. Vincent ma lęk wysokości, ale uznał, że raz się żyje, skombinował miotłę i próbuje dokazywać. Latać wcale nie potrafi, więc wiadomo, jak to wygląda. Albo się zabije, albo jakiś przypadkowy Jeremiah uratuje go od tragicznej śmierci.
    Nie wiem, czy J. jest typem bohatera, pewnie będzie chciał za to jakieś wynagrodzenie, ale to się da załatwić.]

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  15. [Rozdałam już większość pomysłów, jakie miałam, obecnie same banały krążą mi po głowie, ale może coś wynajdę.
    1. Łączy ich fakt, że oboje są niejako wolnymi duchami, piekielnie zdeterminowanymi i jeśli sobie coś upatrzą, to zdobędą to tak czy siak. Podejrzewam, że sposoby ich działania w pewnym momentach mogłyby być skrajnie różne, ale wspólny pierwiastek jednak jest. Można to wykorzystać, gdyby kiedyś przypadkiem znaleźli jakiś wspólny cel (starszy uczeń, który się na nich uwziął i trzeba się było odegrać?) i zmusić ich do połączenia sił.
    2. Najzwyczajniej w świecie nauczyciel od transmutacji mógł zmusić ich do międzyrocznikowej współpracy w ramach jakiegoś projektu czy innego szajsu. Milliesant dostała się Jeremiahowi i chciał nie chciał musieli coś tam razem stworzyć. Ale to maksymalnie do piątej klasy Lloyd, szóstej Colberta, bo dalej dziewczyna nie kontynuowała tych zajęć. Chyba że transmutację zamienimy na zaklęcia/eliksiry, ale z tym Milliesant nie ma raczej problemów (poza patronusem), więc nie wiem, czy miałoby to jakiś głębszy sens.
    3. Jeremiah może być jednym ze stałych klientów Milliesant i regularnie zamawiać u niej wypracowania. Klient nasz pan, jak to mówią, więc lubi go czy nie, dopóki Remik płaci, Lloyd nie ma nic do gadania i musi go znosić, bo każdy grosz się liczy (nie żeby była biedna, ale lubi się czuć finansowo niezależna od rodziców, bo wtedy nie musi się im tłumaczyć, na co jej tyle galeonów). To w sumie daje całkiem spore pole do popisu, bo potoczyć może się na dobrą sprawę w każdą stronę.
    4. Dzieciaki chyba łatwiej nawiązują kontakt, więc można uznać, że coś między nimi zaskoczyło na pierwszym roku Milliesant, a drugim Remika i jakiś cudem udało im się nawiązać nić porozumienia. Nie wiem, próbował jej dokuczać ― ciągał za warkocze, dolewał do soku jakichś paskudztw czy po ludzku zaczepiał przy wszystkich na środku korytarza, bo toto młodsze, a w dodatku dziewczyna, siostra Milliesant też mogła mu coś tam podszepnąć. Tak więc próbował się z niej śmiać i drażnić, acz dość szybko okazało się, że mała paskuda umie odszczeknąć i się odegrać. Siłą rzeczy poczuł przed smarkulą respekt, ale nie zamierzał puścić płazem ośmieszenia go, więc któregoś razu, gdy przyłapał ją na nocnym zwiedzaniu Hogwartu, poczłapał się za nią z zamiarem odegrania się. Albo ich złapali, albo dotarli w jakąś wyjątkowo interesującą część Zamku, a potem przez najbliższy rok Remik wspólnie z Milliesant i dwójką jej przyjaciół mógł wybierać się na nocne eskapady poszukiwawcze, bo co cztery pary oczu to nie trzy i w ogóle. Na drugim roku Lloyd mierzyła się z trudnym problemem likantropii, pierwszymi pełniami i całą masą nieprzyjemnych skutków, więc znajomość naturalnie mniej lub bardziej gwałtownie im rozmiękła i zanikła.
    Na razie tyle ode mnie, garść luźnych pomysłów na początek, które można wykorzystać, zmieszać ze sobą albo zupełnie odrzucić. A jak sprawa między nimi wygląda obecnie, to już wedle uznania ― wszystko do ustalenia, jestem otwarta na wszelkie propozycje. Wróżką nie jestem i marzeń nie spełniam, ale na ogół staram się nie wybrzydzać i można się ze mną dogadać, więc ciężko nie powinno być nam pociągnąć to dalej. Chyba, że masz jakiś inny pomysł, mów śmiało.]

    Milliesant

    OdpowiedzUsuń
  16. [ Czy w mojej głowie rozwija się jakiś zalążek pomysłu...dobre pytanie. Cóż jakąś koncepcję mogę zaraz wytworzyć.
    Remik jest o rok młodszy od Dakoty, więc jest w wieku jej młodszej sióstr. Zważywszy na fakt, że druga panna Washington jest uczulona na wszystko co podobne do starszej siostry ( różnica charakterów, podanie instynktu samozachowawczego itp. sprawiają że od razy ucieka od takich rzeczy) między innymi od Remika. Widząc to w trzeciej klasie Dakota upodoba sobie z tego powodu chłopaka ( na razie dajmy jej myśleć że ma nad wszystkim kontrolę). Niech psują siebie nawzajem, może nawet wyprowadzają z równowagi. Niech robią wszystko to co niedozwolone i złe. Ogólny wątek polegałby na tym, że obydwoje dostaliby zaproszenia od jakiegoś tajnego stowarzyszenia działającego poza szkołą aby było ciekawiej ( czym się zajmują to trzeba jeszcze wymyśleć). No i gnani po części ciekawością oraz brakiem zdrowego rozsądku polecą tam razem. Nie wiem może to być spotkanie jakichś rąbniętych maniaków i jak jednemu z nich będzie się podobać tak drugie odzyska zdrowy rozsądek. Potem możemy wpleść w to próby przekonania tego drugiego do wstąpienia do tego stowarzyszenia, jakąś bójkę w której jedno uratuje drugiego i tak dalej]

    D.

    OdpowiedzUsuń
  17. [ A Dakocie może wrócić zdrowy rozsądek i będzie negować ten pomysł. ]

    D.

    OdpowiedzUsuń
  18. [Silasowi może mówić, że mu się podoba xD Jakieś chęć na coś szczególnego czy myślimy wspólnie, bo ja każdy wątek przygarnę :)]

    Silas Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  19. [No to wymyślmy im powiązanie. Co chcesz, ja biorę wszystko co ciekawe, więc możesz się nie ograniczać xD]

    Silas Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  20. [Chcesz z mojej zakonnicy zrobić nierządnicę? xD Napisz na maila: bufon.nad.bufony@gmail.com i tam coś wymyślimy :P]

    Silas

    OdpowiedzUsuń
  21. [hm, a jak myślisz: jaki stosunek mógłby mieć Remik do Amelii?]

    Amelia.

    OdpowiedzUsuń
  22. [Wybacz, że tak późno odpisuję, ale chciałam nam wymyślić jakąś akcję do wątku. Tyle, że do tego czasu nie wpadłam na nic konkretnego, dlatego zgłaszam, że potrzebuję jednak pomocy. :c]

    Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  23. [Wybieracie coraz lepsze zdjęcia, naprawdę jestem pod wrażeniem. Karta taka w sam raz :) witam serdecznie, wiem lekkie opóźnienie, ale wciąż zapraszam do siebie!]

    Solene // Aaron // Lorelle

    OdpowiedzUsuń
  24. [Podobno tak :D Myślimy nad czymś? Może wspólny powrót z jakiejś imprezy w Hogsmeade?]

    William Stanford

    OdpowiedzUsuń
  25. To było spontaniczne. Ta spontaniczność w jego życiu rzadko się zdarzała, bo on o wszystkim myślał, analizował wszystko i nie umiał przestać tych swoich myśli mnożyć w tempie zatrważającym. Ale może o to chodziło, że miał problem wielki w mówieniu i opowiadaniu, że z ludźmi trudno mu się było dogadać i tym trudniej sformułować odpowiednie słowa, ażeby mógł jasno się wyrazić. Tak jasno, by w końcu go świat usłyszał.
    Vincent milczał, więc świat nie wiedział, że cokolwiek ma do powiedzenia, a skoro nie wiedział, lekceważył go, nie przejmował się nim wcale i w głębokim poważaniu miewał, jego nieśmiałe nadzieje, że może będzie inaczej, tak, że inaczej będzie — lepiej. Czy inaczej było, wątpliwe wielce, czy lepiej, niekoniecznie, ale chyba już się przyzwyczaił, chyba z tym pogodził, że się boi ogromnie rzeczy wszelakich, życia szczególnie.
    Stąd się właśnie jego rozedrganie brało, nogi się trzęsące, ręce drżące na podobieństwo straszliwego ziemi trzęsienia. Te ręce miał blade i żyłami poprzecinane, a kiedy tak drżały i drżały, przykry był to widok dalece, tak przykry, że Vincent wolał udawać, że te dłonie, te, które w konwulsje wpadły, bynajmniej dłońmi jego nie są.
    Nieśmiałość trochę mu z życie czerpać zabraniała, kiedy on chciał czerpać go do wyczerpania. Tyle i jeszcze więcej! Więcej i jeszcze odrobinę! I kiedy budził się w tym nastroju bojowym, że zdawało mu się, iż zaraz słońce zgasi, wydawało mu się również, że może pójść o krok dalej i własne ograniczenia przeskoczyć.
    Często brakowało mu odwagi. Już buty zakładał, już mknął korytarzem, a potem dopadało go zwątpienie i z podkulonym ogonem wracał, do książek, do czytania, do tego, co ani go osądzić nie mogło, ani podrażnić nieprzyjemnym słowem.
    Tym razem było inaczej.
    A skończyło się jak zwykle.
    Spojrzał na niego kątem oka, bo tak zazwyczaj na ludzi patrzał i zastanowił się, czy rozumie na pewno, co się przed chwilą wydarzyło. Na pewno nie rozumiał, nie na pewno też nie, po prostu próbował skurczyć się i zniknąć, żeby nikt nie mógł mu w tę pobladłą twarz spojrzeć.
    Po chwili powiedział:
    — Nie chcę robić innym konkurencji — powiedział i machinalne zrobiło mu się słabo, bo on przecież nie żartował z obcymi, on nawet przy obcych tak wielu słów naraz nie wypowiadał. Spróbował się uśmiechnąć, ale mu nie wyszło.
    Do reszty spanikował.
    — Jestem Vincent.

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  26. [Ogólnie bardzo rzadko zwracam autorom uwagę, że mają błędy, ale nie wiem dlaczego pleonazmy okropnie mnie drażnią, jakieś zboczenie mam. :D Dobra, skoro zgłaszasz się po wątek, to ja przychodzę, żeby go ustalić, a co! Remik jest starszy od Natana, więc z zajęć nie mogą się znać. I naprawdę zastanawiam się, jakby ich tu połączyć i jaką stworzyć między nimi relację. Ze względu na to, że Nate trzyma ludzi raczej na dystans, nie ma co liczyć na głębokie przyjaźnie, zresztą jest też niestereotypowym ślizgonem, więc tu też mi troszkę zgrzyta, nie chciałabym napisać wątku, który po kilku odpisach się skończy, bo wyczerpią nam się pomysły, ale mam pewną propozycję! Jestem w trakcie tworzenia nowego pana, co prawda nie ucznia, a młodego właściciela pubu w Hogsmeade, ale jestem w stu procentach pewna, że właśnie z nim będzie zdecydowanie mniejszy problem, by wymyślić coś naprawdę sensownego. Jesteś w stanie poczekać troszkę i napisać coś między Remikiem, a moją nową postacią, czy to musi być koniecznie Nate? :)]

    Hutchel

    OdpowiedzUsuń
  27. Silas lubił święta, względnie. Cieszył się z tego, że mógł na jakiś czas odpocząć od zimnych murów Hogwartu i od nauki. Tak, przerwa świąteczna, to jedyny okres, podczas którego Mulciber postanowił dać sobie spokój i wyciszyć swoją ambicję. Przecież każdy potrzebuje chwili wytchnienia. Rodzina Mulciberów, była ze sobą zżyta. Krukon lubił spędzać z nią święta, nawet pomimo konfliktu z młodszym bratem. W białowłosego wstępuje prawdziwy świąteczny duch, jest miły, kochany i klejący się do wszystkich. Taka odmiana. Jakoś jeszcze nigdy nie czuł, że atmosfera byłaby sztuczna czy przesadzona. Chłopak naprawdę dobrze się bawił.
    Aktualnie siedział w swoim pokoju i odpoczywał po ciężkim dniu. Silas nie był fanem wykorzystywania magii do robienia podstawowych czynności, dlatego niemal cały dzień spędził bez swojej różdżki, która miała wolne i grzecznie czekała schowana w szufladzie przy łóżku. Krukon posłusznie wykonywał polecenia swojej matki, która również nie była fanką używania magii w domu. Mogło się to wydawać dziwne, że czystokrwista czarownica i była wychowanka domu Węża wolała wykonywać prace domowe ręcznie. Co prawda Mulciberowie mieli skrzaty, które im pomagały, ale i tak trzeba było przyznać, że magii używano rzadko, przynajmniej w dworku.
    Chłopak uwielbiał chwile, w których mógł pozwolić sobie na błogie lenistwo, chociaż leniem nie można było go nazwać. Leżał na swoim łóżku. W jednej ręce trzymał książkę, którą czytał już trzeci dzień, a wolną dłonią głaskał Colette. Kotka była jego stałą towarzyszką. Gdy nie musiał chodzić na zajęcia, to czworonóg nie opuszczał właściciela na krok. Rozumieli się bez słów. Silasowi wystarczyło tylko spojrzenie kotu w oczy, by wiedzieć czy coś jest nie tak. Niestety nie było to to samo, co kontakt z drugim człowiekiem. Mulciber był samotnikiem. Nie miał wielu przyjaciół i chociaż znał większość uczniów Hogwartu, to tylko garstkę osób mógł nazwać bliskimi. Nigdy nie przypuszczał, że jakiś Ślizgon mógłby wedrzeć się do owej garstki i nawiązać jakąś nic porozumienia. Życie bywa zaskakujące i potrafi spleść losy dwóch osób, które normalnie i w innych okolicznościach raczej by się ze sobą nie spotkały. Remik i Silas poznali się na wakacjach, gdy ich rodziny wpadły na siebie i postanowiły pobyć wspólnie przez kilka dni. Znajomość ta szybko przerodziła się w przyjaźń i przeniosła się na pociechy. To że rodzina Colbertów przeprowadziła się niemal w to samo miejsce, w którym mieszkali Mulciberowie. Wtedy też przyjaźń między chłopakami się rozwinęła jeszcze bardziej.
    Odwrócił się gwałtownie, gdy do jego pokoju ktoś wpadł. Silas nie lubił, gdy ktoś wchodził do jego pokoju tak gwałtownie, bo uważał to za wtargnięcie w pewną intymną przestrzeń, nad która on sam chciał sprawiać kontrolę, jednak na widok ciemnowłosego przyjaciela się ucieszył. Posłał chłopakowi uśmiech i zamknął książkę.
    – Wesołych – odpowiedział przenosząc się do pozycji siedzącej – Nigdy nie zawodzisz – mruknął na wzmiankę o Ognistej. Nie miał nic przeciwko spożywaniu alkoholu, zwłaszcza u siebie w domu, bo w końcu nie musiał martwić się o powroty i o to, że ktoś zobaczyłby jak robiłby coś głupiego. Miał również prywatność, przynajmniej w swoim pokoju, bo nikt nie wchodził do niego bez pukania. Tak, wszyscy zdążyli się już tego nauczyć. – Będziemy pić z gwintu? Nie chce mi się iść po szklanki.

    Silas Mulciber

    OdpowiedzUsuń