19 kwietnia 2016

Alesteir Winrose


Jakże nud­ne, zatęchłe, wul­garne i be­zużyteczne 
wy­dają mi się wszys­tkie obycza­je te­go świata.

Marvolo Winrose
Właściwie Alesteir Marvolo Winrose, lecz nie używa pierwszego imienia
Starszy z arystokratycznych bliźniaków, opijający w samotności urodziny każdego 17 marca. Czysto krwisty sukinsyn. Dawniej Ślizgon, krótko prefekt naczelny i trochę dłużej zawodnik Quidditcha, który porzucił karierę zaraz po poważnej kontuzji. Uzyskał papiery na sędziego, dzięki czemu nie odcięto go całkiem od sportu. Wykształcony Uzdrowiciel, mający za sobą parę lat pracy w zawodzie. W pełni opanowany animag, kroczący często w ciele czarnego kojota. Obecnie nowy Uzdrowiciel oraz Sędzia Quidditcha w Hogwarcie, jednak pierwszą posadę uważa za przejściową. Na różdżkę składa się 11 cali cisu z piórem z ogona feniksa. Patronus przyjmuje postać Sępa. Bogin przyjmuje postać jedynej osoby, która wzbudziła strach u Marvolo.
Jako dziecko pokochany przez rodzinę, okazał się czarną owcą rodu Winrose i szybko stracił na sympatii najbliższych, niekoniecznie się tym przejmując na przestrzeni lat. Człowiek skory do popełniania niewybaczalnych wręcz błędów, raniący tym w dużej mierze najbliższe mu osoby. Posiadający coś z egoisty, lecz nie bezgranicznie samolubny, umiejący wykrzesać z siebie empatię zwłaszcza od czasu, gdy i jego los pokarał, odbierając możliwość gry w Quidditcha. Spoglądając na niego przez pryzmat beztroskiego gówniarza, wiele osób nie może nadal uwierzyć, że ów osobnik został poważnym Uzdrowicielem, zyskującym powoli i stopniowo coraz więcej szacunku w gronie medyków. Skrzywiony kręgosłup moralny jego największą wadą, która jemu osobiście w ogóle nie przeszkadza, a daje tylko więcej możliwości na ciekawe życie. Ponure wieczory spędzający przy butelce Ognistej z sentymentem spoglądający na szklankę z alkoholem, bo przecież to przy tym trunku zniszczył najlepszą relację z człowiekiem podobnym jemu. Mimo wszystko nie żałuje tamtego szczeniackiego wybryku, znosząc nienawiść, jaką dostaje w nadmiarze przy każdym spotkaniu, bo jest to coś intensywnego, czego na co dzień nie zobaczy u obcych mu ludzi. Od kiedy przywykł do pewnej samotności, towarzyszącej mu od porzucenia rodziny, przebywając w zbyt dużym tłumie, robi się nerwowy i trochę impulsywny, nie radząc sobie z tłumieniem niektórych emocji. Wyjątkowo złośliwy dupek, który pochwyciwszy swą ofiarę, nie odpuści, póki nie sprowokuje pożądanej reakcji. W jakimś stopniu zniszczony psychicznie przez całą swoją przeszłość, której nie zna nawet bliźniak, powoli pogrąża się coraz bardziej i czasami coś w nim pęka, pozostawiając rysy na samokontroli.
 _____________________________________________________
Karta mało dająca, ale lepiej poznać tego typa w wątkach.
Cioran w tytule, a na zdjęciu Joey Slomowitz.
Marvolo był już na blogu parę razy, ale z sentymentu wraca.
Nie jest łatwą postacią, więc z wygody dla siebie ograniczę wątki 
i przyjmę tylko trzy, co  z czasem się zmieni.
3/4 (Braciszek, Pollock, V. Weasley, .... )

20 komentarzy:

  1. [♥ Zacznij nam coś :3 <3]

    kochający braciszek

    OdpowiedzUsuń
  2. [Mój przyszły uzdrowiciel chce wątek z uzdrowicielem. Trzeba się szkolić w zawodzie. Cześć :)]

    Silas Mulciber/Astoria Macnair

    OdpowiedzUsuń
  3. [Szykuje się zmasowany atak Winrose'ów na Pollocka, wstyd. Wymyśl nam coś, a zacznę <3]

    Vane Pollock

    OdpowiedzUsuń
  4. [Te serduszka wyrażają moją miłość do ciebie i Marva, nie gardź nimi ♥ Możesz zacząć po szkole. Poczekam, bo wiem, że warto :3]

    bliźniak-skurwiel

    OdpowiedzUsuń
  5. [Wiesz, ja mogę coś nam wymyślić, ale aż taka chętna będziesz do zaczynania? Nie lubisz tego, tak samo jak ja XD]

    V.

    OdpowiedzUsuń
  6. [Możemy; w końcu przejawia tendencje do alkoholizmu XD]

    zimny drań

    OdpowiedzUsuń
  7. [W głębi serduszka liczyłam na złamanie tej obietnicy *wink*~]

    zdruzgotany Alek

    OdpowiedzUsuń
  8. [To mi się tu namyśl lepiej i daj mi znać co robimy <3]

    V.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [+ jeśli to ja mam wymyślać to zawęź mi obszar, żebym wstrzeliła się w coś co Cię interesuje ;>]

      Usuń
  9. [ Uroczy, cudowny i boski. Ja go pamiętam, ale się nim jeszcze chwilę na nowo pozachwycam.
    Pragnę wątku jak Zgredek Skarpetki. Pytanie czy pan mroczny woli panie starsze i ułożone czy też niepokorne nastolatki]

    Victoire Weasley & Dakota Washington

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Silas jest ambitny i to nawet za bardzo, więc chciałby dowiedzieć się , jak wygląda praca Winrose'a w Hogwarcie, a przy okazji mógłby odkryć jakiś sekrecik, który Uzdrowiciel zapewne ma i skrzętnie próbuje ukryć. Wydaje mi się, że sekrecik jest dość ciekawy, więc mój pan miałby haka na Twoją postać i zapewne nie tylko, ale mogę się mylić i Silas wyjdzie na idiotę, ale tak czy siak, to zły Krukon jest xD ]

    Silas Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  11. [Hej. Może jakiś wątek z Marcinem? W końcu obaj grali w quidditcha więc może znajdą jakiś wspólny język?]

    Marcin Madey

    OdpowiedzUsuń
  12. [ To się dogadają, gdyż Victoire ostatnimi czasy zmienia mi się w kobietę niemal z kamiennym sercem, dość stanowczą aczkolwiek jeszcze nie oziębłą. Wykończyło ją granie wiecznie udręczonej i goniącej za "prawdziwą miłością" dziewoi- nawet najlepszym może się zdarzyć.
    Cóż więcej mogę dodać- niezły promotor się tej mojej Tori trafił, nie spodziewałam się takiego egzemplarza. Także dzięki ich obecnym posadom mamy jakiś punkt zaczepienia co do początku ich znajomości.
    Pytanie w jakąś stronę ich popchniemy- jeśli chodzi o mnie wolałabym ominąć sprawy profesjonalizmu, bo zamkną one nasz wątek w nudnym kręgu uczeń-mistrz.
    I tu pytanie do ciebie- czy widzisz juz w jakiś konkretnych relacjach tą dwójkę czy staramy się obmyślić ten aspekt wspólnie ?]

    OdpowiedzUsuń
  13. Poprawiając wypoćny uczniów, czuł narastającą irytacje. Ich pojmowanie było tak powierzchowne, że zalewała go krew, kiedy kolejny raz skreślał podobny błąd. Dwa podobne do siebie eseje odłożył na bok, by oczywiście pogrążyć ich właścicieli i wydać swój werdykt - nieważne, kto, od kogo ściągał, ważne, że obaj oblali.
    Gdy drzwi do jego prywatnego gabinetu, do którego nikt o tej godzinie nie powinien mieć wstępu, zaskrzypiały, podniósł wzrok z nad eseju, a na czole pojawiła się kolejna zmarszczka do kolekcji.
    — Po co tu przyszedłeś? Życie zbrzydło ci do reszty? —zapytał, przekreślając cały akapit w pracy domowej ucznia. Pochylił się znów nad pergaminem i zamoczył pióra w kałamarzu, by na nieść na niego swoje sceptyczne uwagi i podzielić się wątpliwością, czy ówże bękart dobrze zastanowił się nad swoją karierą magiczną i na pewno chce pogłębiać wiedzę ze Starożytnych Run. Podpisał się, nakreślił wielkie, wyraźne i przede wszystkim słuszne „O” i, mamrocząc pod nosem krótkie „debile, no debile”, odłożył wypracowanie na starte innych sobie podobnych. Zawahał się, a po chwili wyciągnął z szafeczki biurka dwie literatki do pakietu z Ognistą.
    — Na trzeźwo nie mogę na ciebie patrzeć —skomplementował marnotrawnego braciszka, choć, będąc poprawnym politycznie, to Alastair spakował swoje walizki i zniknął z życia angielskich czarodziei na dobre siedem lat z haczykiem, by powrócić w słabej kondycji, bez ręki i chęci do życia. — Co cię do mnie sprowadza? - zainteresował się, zerkając na osobnika z ukosa. — Nie mów, że tęsknota, bo i tak w to nie uwierzę — parsknął, dławiąc się suchym, pozbawionym radości śmiechem. Nawet nie pamiętał, kiedy ostatnie na jego usta pojawił się uśmiech, teraz jedynie wykrzywił usta w jego marnej karykaturze.
    Gestem dłoni pozwolił mu łaskawie usiąść na niewygodnym krześle, które zwyczajowo było zajmowane przez czekającego na reprymendę ucznia, lecz ci też często stali, bo usiąść im za głupotę nie pozwolił. Nie zasłużyli sobie na zaszczyt, by siedzieć w tym utrzymanym w ciemnej tonacji pomieszczeniu, gdzie aktualnie jedynym źródłem światła była stojąca na biurku, wzmocniona zaklęciem świeca.
    Odkorkował do połowy opróżnioną butelkę alkoholu i nalał szczodrze bursztynowego trunku do szklaneczek. Doświadczenie nauczyło go, że nie powinien pić w obecności swojego [i]ukochanego[/i] braciszka, ale to była taka pora, kiedy zdrowy rozsądek znikał na jego miejscu pojawiło się zwątpienie pomieszane ze zmęczeniem. Alastaira, mając postępującą trudność z zasypianiem, namacalnie dotykało to drugie, całkowicie pogrążając jego dobry nastrój, choć o takowym krążyły tylko legendy.
    Omiótł brata badawczym spojrzeniem, zahaczając na dłuższą chwilę wzrok o jego twarz i westchnął bezdźwięcznie, gdy napotkał swoimi oczami bliźniacze odpowiedniczki – takie same, jak dwie krople wody.
    — Przedstaw mi trzy argumenty, dla których nie powinienem cię stąd wyrzuć na zbity psyk.
    Podsunął starszemu od pięć minut Winrose'owi literatkę pod sam nos, bowiem nigdy nie lubił pić w samotności.

    Alek-chujek

    OdpowiedzUsuń
  14. [Ten gif z kojotem jest mroczny, lubię takie rzeczy :)) Witam następną osobę z personelu. Marvolo wydaje się być bardzo prawdziwą, realną postacią. A to zdjęcie jest takie... seksi *wzdycha*.]

    Paris

    OdpowiedzUsuń
  15. [Jak miło, że kadra nauczycielska zaczyna nam odżywać! Dobrze, że mamy takiego sędziego, przynajmniej Ślizgoni nie będą mogli oszukiwać. Życzę powodzenia z kolejną postacią i samych ciekawych wątków! c:]

    Jemma/Molly/Maxine/Fanney

    OdpowiedzUsuń
  16. — To cieszę się, że chociaż tobie się powodzi — sarknął, wykrzywiając twarz w niewyraźnym grymasie, choć jego słowa nie miały żadnego pokrycie w rzeczywistości. Marvolo nie zasłużył na nic, co zdobył, a pamiętliwy Alastair życzył mu wszystkiego co najgorsze, choć gdzieś na dnie sumienia tworzyły się wyrwy z tego tytułu.
    Odłożył literatkę, gdy został wzniesiony toast na część jego zdrowia, które zostało doszczętnie zrujnowane. Przy tym typie nawet Ognista traciła swój smak.
    — Od dawna nie gustuje w tego typu przyjemnościach i ty wiesz o tym najlepiej — odparł szorstko, wykrzywiając wargi w krzywych grymasie, który szybko zgasł pod wpływem kolejnych słów Marvolo, które były przez niego wyrzucone bez uzgodnienia z myślami. Wstał gwałtownie, a stołek, na którym siedział, przewrócił się pod pływem zaserwowanego mu impetu. Obszedł biurko naokoło, by stanąć tuż przy bracie, Nachylił się nad nim, łapiąc w palce okalany dwudniowym zarostem podbródek. - Wyszczekaj to - wymruczał mu cicho w usta, cedząc słowa przez zaciśnięte zęby z wyraźnym jadem błąkającym się w tonie głosu, naciskając jednym z palców na drżącą grdykę mężczyzny. - Zajmij się swoją żoną, kurwiarzu - warknął, puszczając go z obrzydzaniem wypisanym na twarzy, jakby dotykał czegoś paskudnego. Oparł pośladki o biurku, by przyjrzeć się z mniejszej odległości bratu. Przez postępującą jaskrę pole jego widzenie zostało ograniczone, dlatego też nie mógł dostrzec wyraźniej jego rysów twarzy, na których postępował sukcesywnie proces starzenia się, choć nie tak dotkliwie, jak na obliczu Alastaira.
    Zadrżał niezauważalnie, gdy plugawe usta Marvolo zahaczyły o kolejny temat, który sprawiał, że w nauczycielu budziła się ochota wyrządzenia mu stałej krzywdy.
    - Stan zdrowia to indywidualna kwestia każdego. Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy, dobrze ci radzę - odparł chłodno, świdrując go nieprzyjemnym, pozbawionym wyrazu spojrzeniem. Niby spodziewał się, że ślepia brata powędrują tam, gdzie zdecydowanie nie powinny, ale nie spodziewał się, że otwarcie poruszy temat jego kiepskiego zdrowia, który niesamowicie drażnił młodszego z bliźniaków i miał ku temu podstawy - spadł nad nim wyrok skazujący. Pożyje od czterech do pięciu lat, jeśli będzie przyjmował i odpowiednio dawkował leki. Uzdrowiciel prowadzący nie uwzględniał alkoholu, którego nie powinien tykać ze względu na silne działanie zażywanych przez eliksirów - podobno niszczycielsko działy na jego organizm, a przedawkowanie może prowadzić nawet ku najgorszemu - przedwczesnej śmierci. W zestawie z alkoholem twarzy niebezpieczną mieszankę, ale młodszy Winrose już dawno porzucił zdrowy rozsądek na tej płaszczyźnie.
    Odepchnął się od biurka, by podejść do drzwi. Nadwyrężona dzisiejszym dniem noga uciekała znacznie, ale on udawał, że problem nie istnieje, umiejętnie ignorując narastający ból – miesiące praktyki robiły swoje. Nacisnął na klamkę i otworzył je, zerkając znacząco na brata.
    — Jeśli przyszedłeś tu tylko po to, to daruj sobie uwagi i wyjdź, dopóki w moich rękach nie pojawiła się różdżka — odparł z nienaturalnym spokojem, bo Avadę miał na końcu języka, ale wylądowanie w Azkabanie nie było szczytem jego marzeń, a ten gnój zasłużył na bardziej dotkliwą karę, gdzie ból i cierpienie miały być tylko przedsmakiem do jego prywatnego piekła.

    Al

    OdpowiedzUsuń
  17. [W sumie mam coś nieco nieszablonowego, do czego trzeba nam jedynie dołączyć ich relację. Otóż niedawno Tori uczestniczyła w pewnym projekcie, mianowicie wiązał się on z wyjazdem do Afryki i opieką nad jednym z plemion jednocześnie wykorzystując spędzony tam czas na naukę. Wszystko to po to aby poszerzyć jej wiedzę o, nie wiem jak to ładnie nazwać, profilaktykę w sytuacjach tragicznych, okrojona liczba sprzętu, niesterylne narzędzia, zupełnie inny klimat itp. Myślałam, że jako iż Marvolo od pewnego czasu zyskuje na coraz więcej szacunku, co za tym idzie, jest coraz bardziej znaną postacią w kręgu uzdrowicieli, mógłby zostać wyznaczony jako, no nie wiem nadzorca, bądź po prostu druga osoba do tego zadania. No i obydwoje wylądowaliby w środku dżungli zdani na siebie i kilkudziesięciu czarnych tubylców. Tadam!
    A jak nie to...to myślimy dalej. No cóż wszystko zależy od tego jak jedno widzi drugiego. Jako, że niestety moja Tori ma spaczony mózg ciągnie ją do takich typków jak Marvolo, nawet bardziej niż powinno. Nie licząc szacunku jaki miałby u niej na samym starcie, jego złożony charakter mógłby ją irytować i zarazem fascynować. Ona sama jest osobą, której życie dało nieźle w kość, może w inny sposób jak mężczyźnie, ale w ogólnym stopniu mniej więcej tak samo. Tak więc z mojej strony mogę rzec, że poza ogólną fascynacją jego osobą, Tori może wbrew wszystkiemu na niego lecieć, że tak to kolokwialnie ujmę ]

    Victoire

    OdpowiedzUsuń
  18. [Mnie chwilę nie było (dobra, przyznaję się - chwilę dłuższą, niż można), a tu taki kwiatek wraca do grona nauczycieli. Czy pamiętasz mnie jeszcze? :) ]

    Lorelle Welsh

    OdpowiedzUsuń