23 kwietnia 2016

i wish i knew how to behave like a human


F a n n y  M a y w e a t h e r
VI rok, Ravenclaw, mugolak, koło historyczne i ONMS


Gdy w wieku jedenastu lat otrzymała list z Hogwartu, w jej głowie pojawiło się wiele pytań. Od tamtej pory wcale ich nie ubyło. Na niektóre znalazła odpowiedzi, inne uwierają ją niczym kamyki w butach. Nie traci jednak zapału i nie przestaje pytać, nie zwracając uwagi, czy rozmówcy mają na to ochotę. Swoje wścibstwo wynagradza uroczym uśmiechem i czekoladowymi żabami. Niemal nie rozstaje się z aparatem fotograficznym, bo przecież nigdy nie wiadomo, kiedy natknie się na coś wartego sfotografowania. A dla Fanny warte sfotografowania jest wszystko – włącznie z zamyślonym Krukonem, urodziwym chłopcem, sceną zazdrości, świeżo rozkwitłym kwiatem czy Wierzbą Bijącą. W przyszłości pisać będzie dla jakiejś gazety; może być Prorok Codzienny, Fanny nie wybrzydza, jednak wolałaby środowisko naukowe, które doceniłoby jej zakres zainteresowań – relacje czarodziejów z magicznymi stworzeniami oraz zmiany magicznej fauny i flory. Tematy te pasjonowały ją już, kiedy była dzieckiem i nie znała magii, jednak teraz jej fascynacja przeżywa rozkwit – w końcu w magicznym świecie, posiadającym olbrzymy, skrzaty domowe czy smoki, jest to o wiele ciekawsze. Uznaje to za główny plus bycia czarownicą. Lubi wtykać nos w swoje i w nie swoje sprawy i często, niestety, nie wie, kiedy przestać, przez co nagminnie wpada w kłopoty. Zdarza się, że ktoś na nią nakrzyczy, czego Fanny absolutnie nie żałuje, o ile wcześniej uzyskała to, czego chciała; później męczą ją jednak wyrzuty sumienia i robi wszystko, by udobruchać daną osobę. Zwykle jej się udaje, w końcu jakoś utrzymuje pozytywne kontakty z, o dziwo, większością ludzi, których zna. Bo przecież chęci ma dobre; tylko odrobinę za dużo entuzjazmu. Ale można na niej polegać i, jeśli zdobyło się jej serce w jakimkolwiek sensie - można spodziewać się gwiazdki z nieba.
Polecam najechać na zdjęcie - pojawia się drugie. Pani na nich nie znam, ale jeśli ktoś zna - ukocham! to Maja Simonsen - podziękowania dla sierściucha! W tytule Years & Years. Fanny bywa na pewno irytująca, ale to dobra dziewczyna. Zapraszam do wątków!

12 komentarzy:

  1. [Chciałam wysmarować jakieś ładne powitanie, ale odzwyczaiłam się zdecydowanie od nocnego markowania, pora już mi nie sprzyja i słowa nie chcą składać się w sensowne zdania, więc tylko krótko powiem, że postać Fanny ciekawi mnie i odrobinę przeraza jednocześnie. Jak w jednym, mały człowieczku może zmieścić się tyle entuzjazmu i wścibstwa, do dziś nie umiem zrozumieć. Sama najpewniej nie dałabym rady poprowadzić podobnej postaci, ale Tobie szczerze życzę, abyś dobrze się z nią zżyła i została z nami na blogu jak najdłużej. :) Cześć!
    A modelka nazywa się Maja Simonsen. ;) Swoją drogą dobrze dobrany wizerunek, ładnie współgra z treścią karty i samą postacią, takie mam wrażenie.]

    Milliesant Lloyd

    OdpowiedzUsuń
  2. [ O, to pierwsze zdjęcie jest piękne! Zdecydowanie najładniejsze z tych wszystkich, które podesłałaś. :D

    Nie mam żadnych zastrzeżeń, a wręcz muszę pochwalić, bo dobrze opisałaś tę postać. Cieszę się, że ktoś w końcu zrozumiał Fanny. :> W sprawie wątku za chwilę napiszę na mejla. Tam chyba będzie najlepiej cokolwiek nam ustalić. Ode mnie oficjalne cześć i oby dobrze pisało ci się wścibską Mayweather. :D ]

    Caelan

    OdpowiedzUsuń
  3. [Witam się pięknie, najpiękniej jak potrafię:D Ciekawa postać, ciekawa karta, zdjęcia są według mnie idealnie dobrane:) Życzę wielu wątków i w razie chęci to zapraszam do siebie.]

    Marcin Madey

    OdpowiedzUsuń
  4. [Popieram moich przedmówców: Fanny rzeczywiście jest nieźle wścibska i przepełniona ogromną ilością energii :) Pewnie byłaby męcząca dla Kathryn z tą masą ciągłych, dręczących ją pytań. Chociaż i tak by na nie odpowiadała, bo przecież nauka i poznawanie to klucz do wieczności.
    No i cieszę się niezmiernie, że grono Krukonów wciąż się rozrasta.]

    Paris

    OdpowiedzUsuń
  5. [Hmmm...może podczas wycieczki do Hogsmade, dziewczyna będzie świadkiem, powiedzmy dwóch czułych przywitań ze strony profesora (oczywiście przywitania, będą w odstępie kilku godzin). Jakieś niewygodne pytania, czy coś w tym stylu. Takie czyste wścibstwo, z jej strony. Albo wpadła w jakieś kłopoty, z których nie potrafi wyjść i prosi najfajniejszego, najlepszego nauczyciela na świecie(ech..ta skromność)o pomoc. Chyba, że masz jakieś inne zapatrywania na wątek.]

    Marcin Madey

    OdpowiedzUsuń
  6. [Czyli mam rozumieć, że jesteś chętna na wątek, tak?
    Masz jakiś pomysł, jak zacząć ich relację/spotkanie/whatsoever?]

    Paris

    OdpowiedzUsuń
  7. [Dziękuję, miło mi to słyszeć! Fanny ma w sobie coś uroczego, pomimo tego wścibstwa. Skoro są w tej samej klasie, to może znają się z jakichś zajęć? :)]

    ROSE

    OdpowiedzUsuń
  8. [Krukonka! <3 Dla uczniów z tego domu mam specjalne miejsce w sercu, dlatego witam cię z otwartymi szeroko ramionami! Świetna ta twoja panna, idealnie nadaje się na przyszłego dziennikarza. Życzę dobrej zabawy na blogu i samych ciekawych wątków!]

    Jemma/Molly/Maxine/Fanney

    OdpowiedzUsuń
  9. Macocha Caelana lubowała się w urządzaniu najróżniejszych przyjęć i pomimo swojej pochłaniającej kariery uzdrowiciela, korzystała z każdej okazji do spotkania mniej i bardziej poważanych czarodziejów. Niektórzy mogli sądzić, iż pani Abernathy dążyła do prestiżu, ale ona zwyczajnie przepadała za gwarem rozmów i wybornym jedzeniem w stylowych miniaturkach. Ronan Abernathy nie podzielał zainteresowań żony, acz zawsze jej towarzyszył. Caelan był najmniej przychylny obecności tłumu obcych w domu, bo poza Hogwartem wolałby spędzić czas w samotności. W murach zamku zawsze ktoś mu przeszkadzał, ingerował w sferę prywatną i stawał na przeszkodzie w spokojnym malowaniu. Do jednych z takich osób należeli chociażby współlokatorzy, a także wyjątkowo ciekawska uczennica z szóstego roku. O tyle, o ile przywykł do irracjonalnego zachowania trójki Krukonów, którzy od lat dzielą z nim dormitorium, to Fanny Mayweather wciąż pozostawała dla niego zagadką. Dosyć upierdliwą zagadką, ale mimo swych najszczerszych prób, nie potrafił jej znielubić. Wydawała się niesamowicie zawładnięta własną pasją, co przecież nie mogło być taką złą cechą... No, może jedynie ta jej przedziwna skłonność do wyskakiwania w złych momentach bardzo mu przeszkadzała.

    W trakcie kolejnej kilkudniowej przerwy od szkoły, młody Abernathy wrócił do rodzimego miejsca zamieszkania. Liczył na parę chwil wytchnienia od ciągłej nauki do nadchodzących wielkimi kromami egzaminów. Od jakiegoś czasu zarzucił malowanie na rzecz czytania grubych tomisk. Do Owutemów wypadało podejść z większą dojrzałością niż miało to miejsce w przypadku Sumów. Caelan miał sporo szczęścia, że udało mu się w miarę dobrze zdać tamte egzaminy. Tym razem jednak postanowił zdać się na coś więcej, przynajmniej, jeśli jakimiś szemranymi sposobami nie pozyska Felix Felicis. A istniała nikła szansa!

    Już niemal na progu powitała go podejrzanie radosna macocha. Szybko zdradziła powód swego entuzjazmu. Otóż ktoś ważny potwierdził przybycie na jutrzejsze przyjęcie. Caelan nie wychwycił nazwiska tegoż szanowanego jegomościa, bo wyłączył się po pierwszej wzmiance o planowanej imprezie dorosłych. Zaproponował, że na ten czas zostanie w pokoju, gdzie rzecz jasna będzie intensywnie wchłaniać wiedzę. Chwilę później pojawił się ojciec i koniec końców stanęło na tym, że nauka mu nie ucieknie. Caelan, choć zdziwiony postawą dorosłych, obiecał łaskawie zejść na dół i przywitać paru gości.

    Nazajutrz wstał lewą nogą, co dodatkowo pogorszyło jego nastrój. Lucy, młodsza siostra, była niemal w siódmym niebie, bo pod wieloma względami przypominała matkę. Najmłodsza siostra Caelana zaś zapragnęła mu dziś towarzyszyć we wszystkim. Prawie nie odstępowała go na krok. Mimo że normalnie chętnie spędziłby z nią trochę czasu, tak teraz z ulgą przyjął wieść o przybyciu koleżanki Jeanie. Dziewczyna przeprosiła i pobiegła przywitać przyjaciółkę. Caelan natomiast miał czas dla siebie. Nikt go już nie zaczepiał, więc skorzystał z możliwości do spróbowania przekąsek.

    I kiedy miał wgryzać się w słodką zawartość trzymanego ciastka, nieopodal dostrzegł Fanny Mawyeather. Zdziwiła go jej obecność, ale... Z drugiej strony przecież zawsze wyskakiwała znienacka. Zapanował nad mimiką twarzy, na wypadek, gdyby zdradzała ona zbyt wiele. Albo co gorsza — gdyby zdradzała niezadowolenie. Skinął dziewczynie głową i wrzucił całe ciasteczko do ust. Jeśli ma zmierzyć się z kolejną osobą, to nie o pustym żołądku.

    — Macocha nie powiadomiła mnie, że zaprosiła kogoś ze szkoły... — stwierdził zaraz po tym, jak poszedł do niej z nieprzenikliwą miną. — Ale oczywiście miło cię widzieć, Fanny — dodał szybko, wyginając kącik ust w czymś, co miało być uśmiechem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiał się nad tym, skąd Susan Abernathy wiedziała o istnieniu Fanny Mayweather. Na pewno nigdy o niej nie wspominał, a nie chciał być teraz zbyt wścibski, dlatego jedynie podsunął Krukonce jedno z dwóch ciastek dyniowych zagarniętych ze stołu, kiedy do niej podchodził. Kątem oka zauważył siostrę, która cicho chichotała ze swoją koleżanką, Amandą. Zawsze tak reagowały na obecność jakiejkolwiek niespokrewnionej dziewczyny w towarzystwie Caelana.

      — Przyniosłaś ze sobą prezent? Jeśli chcesz, to mogę go później przekazać — uniósł brew, wskazując jednocześnie na paczuszkę w dłoniach Fanny.

      Usuń
  10. Na wspomnienie nazwiska Rutlock, Caelan instynktownie powędrował wzrokiem w stronę macochy, która jeszcze niedawno rozmawiała z kobietą, będącą matką Eve. Jednak samej dziewczyny nie potrafił sobie przypomnieć, więc tylko kiwnął głową, udając tym samym, iż ma pojęcie, o kim mowa. Na przyjęciu było mnóstwo innych osób i większość z nich była Krukonowi niemal zupełnie obca. Może niektórych już kiedyś spotkał w swoim życiu, być może na poprzednich spotkaniach organizowanych przez Susan, ale wówczas jego myśli krążyły w innych kierunkach, byle nie ziewać co chwilę ze znużenia. Nie tak dawno, stojąc przed stołem suto zastawionym różnymi smakowitymi przekąskami, rozważał kilka planów ucieczki z tego zgromadzenia. Oczywiście prawie nigdy nie dochodziło do ich realizacji, bo później i tak bywał przywoływany przez młodszą siostrę albo ojca — wystarczyło, by pojawił się w progu pokoju Caelana, z tym surowym, niemal zawiedzionym wyrazem twarzy; Caelan wiedział, że Ronan Abernathy także nie cierpiał przyjęć żony, ale jeszcze bardziej nie zniósłby, gdyby małżonka zawracała mu głowę nieobecnością pasierba. Bo jakżeby to wyglądało?

    Słuchając teraz tego, co Fanny mówiła, chłopak doszedł do wniosku, iż przynajmniej dostarczy jakiejś rozrywki. Zawsze lepiej rozmawiać z nią, niż konwersować z gośćmi macochy. Wielu przybyszy interesowało się bieżącą sytuacją polityczną albo wzajemnym obgadywaniem. O ile sprawy czarodziejów w pewnym stopniu interesowały Krukona, to albo nie podzielał poglądów rozmówcy, albo nie miał nastroju do tego typu pogaduszek. Zawsze żył tym, co tu i teraz; tym, co go otaczało i rzadko rozmyślał w skali krajowej. Nie musiał, bo jednego mógł być pewien — nigdy nie zostanie pracownikiem Ministerstwa Magii. Trzymał się więc od jego temu możliwie jak najdalej.

    Mayweather zaskoczyła Abernathy'ego. Całkiem sporo powiedziała, ale żadne ze słów nie zapowiadało kolejnej pogawędki na tematy związane z historią. Właściwie odkąd ją ujrzał, spodziewał się wykładu o zagrożeniach wynikających z dyskryminacji olbrzymów bądź innych mniejszości w świecie czarodziejów, a jak na razie wyglądało na to, że chce rozmawiać o czymś innym... Caelan zmarszczył brwi, nieświadomie nieco uważniej przypatrując się Fanny. Jakby za chwilę miała się złamać.

    — Zwykłe nudne przyjęcie... — zaczął odrobinę podejrzliwym tonem głosu. Zerknął na trzymany przez nią prezent, a przez jego twarz przebiegł lekki, aczkolwiek szybki uśmiech. Wypadało zareagować albo podziękować, ale w takich sytuacjach zawsze czuł się dziwnie nieswojo. Nad czym rzecz jasna usiłował panować. — Nie spodziewałem się żadnego prezentu od ciebie. — Zabrzmiało prawie jak wyrzut; jakby wręczenie mu prezentu było czymś złym, dlatego dodał: — Od nikogo się nie spodziewałem. To... Bardzo miło z twojej strony, ale ja... Ja niestety niczego dla ciebie teraz nie mam.

    Zawahał się w połowie zdania, bo nagle przypomniał sobie o pewnych rysunkach. Kiedyś, gdy był na coś zły, narysował obrazki przedstawiające scenki z olbrzymami. Uznał je za wyjątkowe brzydkie, ale chyba nieświadomie powstały pod wpływem Fanny. Tak dużo mu o nich gadała, tak często wspominała, że w momencie złości, kiedy potrzebował jakiegoś wyładowania poprzez malowanie, pomyślał jedynie o tych dużych istotach. Ale, no właśnie, dla niego nie były zbyt urodziwe. Dlatego też wahał się, czy podarować je Mayweather. Postanowił jeszcze o tym nie mówić, najwyżej później zakradnie się na górę pod byle jakim pretekstem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Dobrze widzieć znajomą twarz pośród tylu, cóż, nieznajomych — rzucił jakże mądrze, od razu ganiąc się w myślach za wyjątkowo kiepską reakcję. W rzadkich momentach speszenia, szukał czegokolwiek, co mógłby prędko powiedzieć. — Goście są głównie znajomymi macochy, nawet ojciec niektórych nie zna, tylko udaje. Do tej pory ja i moja siostra byliśmy jedynymi uczniami Hogwartu, ale Lucy chyba lepiej odnajduje się w gronie dorosłych czarodziejów. Uwielbia zgrywać dojrzałą — stwierdził z pobłażliwym uśmiechem. — A ta mała, która na nas zerka ze swoją koleżanką... Ta z lekko kręconymi włosami, to moja najmłodsza siostra. Chichoczą, bo nas obgadują. Przede wszystkim ciebie.

      Na razie powstrzymał się przed pytaniem odnośnie zawartości paczuszki. Z tym też postanowił poczekać, gdyż może Fanny sama wyjdzie z tą sprawą. Za jakiś czas skrzaty powinny zaserwować posiłek wewnątrz domu, więc Caelan wtedy właśnie spróbuje pójść na górę w celu odnalezienia swoich rysunków. Albo... lepszego prezentu. Tymczasem zaproponował przynieść jej (i sobie) przekąskę lub coś do picia. Kilka metrów dalej macocha zakończyła żywą dyskusję z nieznaną Caelanowi czarownicą i z wyważonym uśmiechem rozejrzała się w ramach kontroli. Oceniła wygląd ogrodu, a potem przeniosła spojrzenie po kolei: na poważnego męża, córki, a na koniec na pasierba i jego rozmówczynię. Na radarze wychwyciła nieznajomą osobę, ale w odróżnieniu od swej jedenastoletniej córki, nie zaczęła chichotać pełna matrymonialnych podejrzeń wobec Caelana.

      Jedno było pewne — Fanny na pewno odbędzie krótką rozmowę z Susan Abernathy. Nikt i nic jej przed tym nie uchroni.

      Usuń