19 kwietnia 2016

Pick up some pieces of the hearts you've shattered

Urodziny przypadające na 17 marca; były Ślizgon; krew genetycznie struta czysta; arystokracja od siedmiu boleści; proteza zamiast prawej ręki; tendencje do alkoholizmu; nauczyciel-terrorysta wykładający przed wakacjami starożytne runy, po wakacjach zaklęcia; oziębły, przepełniony sarkazmem od cebulek włosów po opuszki palców; szorstki jak papier ścierny; brak ekspresji twarzy; skamieniałe serce bije tylko dla niej; nienawiść żyje w nim tylko dla niego; różdżka - popiół z popielka, tarnina, 12 ½ cala, sztywna; bogin przemilczany; patronusem kobra królewska; zagorzały kibic Srok z Montrose; hejter Proroka Codziennego i uczniów - zwłaszcza tych, którzy przejawią niesamowite umiejętności magiczne i demonstrują swoją pawią dumę na każdym kroku.

Dotknij mnie - a poczujesz rzep uschły,
wilgoć wieczoru lub poranku, tętna kamieniołomu, 
miasto, oddech stepowej pustki, 
tych, którzy już nie żyją, a których pamiętam. 

Nowy świt witany sardonicznym uśmiechem w pakiecie z chłodnym spojrzeniem, zwyczajowy kubek kawy jedyną respektowaną metodą reanimacji po nieprzespanej nocy, korytarze zamku pokonywane pewnym krokiem, perfekcyjnie tłumienie uczuć, afiszowana na każdym kroku nietolerancja wobec szlam — pomimo upływu czasu, nawyki wczepione mu w szczenięcych latach wciąż w nim pozostały, ale pojawiły się też nowe, niechciane, zapisane przez pasmo doświadczeń i dorosłości.
W słowniku pojawiło się odrzucane przez wiele lat słowo „lęk”. Uwidacznia się w charakterze zimnych dreszczy, które znikają w opuszkach palców mimowolnie zaciśniętych na pergaminie, pełniącym rolę kolejnego zrodzonego w wyimaginowanych łzach listu, listu adresowanego do siebie z przeszłości, którego czeka ten sam los, co jego poprzedników — spalenie na wiór.
Wraz z utratą ręki, przez nieudany eksperyment w dziedzinie łamania zaklęć, pojawiło się widmo nowej, nieuleczalnej choroby – bezsenności, której nie da się zabić nawet przez pochłanianie końskich dawek tabletek nasennych, ani służących do tego eliksirów. Tak mocno zakorzeniona w świadomości, urosła do takich monstrualnych rozmiarów, że zaprzestał prób wyeliminowania jej, pochłonięty przez chorobliwą świadomość, że trucizna przeniknęła do jego ciała, atakując sukcesywnie każdą jego komórkę. Jej szkody są widoczne – spowodowała postępującą jaskrę i niedowład nogi. To tylko kwestia czasu, kiedy zbierze kolejne żniwo.
W tytule Saint Asonia, w karcie Czyżkiewicz, Harry Lloyd i ja, a wygląd wizualny karty w dłużej mierze zawdzięczam nikomu innemu jak niezastąpionemu Bufonowi. ♥ Limity nie są żadnym wyznacznikiem; często ich nie przestrzegam, więc, jeśli ktoś przychodzi z ciekawą relacją, na pewno ją przygarnę. Upraszam o niekomentowanie wizerunku, czy też zalinkowanej w karcie piosenki - te aspekty są kwestią indywidualną każdego autora. Zbędne uwagi na ich temat proszę zachować dla siebie. Preferuję handel wymiany - ty wymyślasz, ja zaczynam i na odwrót. 
5/7 (Pollock, gorszy Winrose, Miller, Mulicber, Lenard)

30 komentarzy:

  1. [Nie lubię go xD Jest nie dobry, zły i w ogóle XD
    Jednak może znajdę pana-bliźniaka, który go będzie gnębił po nocach ^^]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć znowu, wiesz u kogo tutaj mam cicho jeżeli chodzi o wątki (to wcale nie jest żadna sugestia, poza tym nie umiem wymyślać tych na poziomie relacji uczeń-nauczyciel, więc no tego, wiesz co możesz zrobić XD) i wiesz na co czekam u Avalon XD]

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Lloyd w ciemnych włosach to jeden z moich ulubionych wizerunków, więc muszę pochwalić wybór zdjęcia. Poza tym strata ręki jest jednak nieco lepsza aniżeli strata głowy, jak się zdarzyło w pewnym serialu. Choć i tak szkoda Alastaira, przykro, że nie zna żadnego Czarnego Pana, który mógłby mu tę rączkę częściowo przywrócić. :D Jak pech to pech!

    A poważniej... Cześć i powodzenia z nowym panem!:> ]

    Enfys/Caelan

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Skoro tworzysz kolejną postać, to urlop u Akina powinien zostać zniesiony. Dyrekcjo - działaj w tej sprawie. Możesz od razu napisać w ostatnim zdaniu, że kocha Silasa i hejtowanie go, to tylko próba ukrycia tego, bo opis ewidentnie o Krukonie. Możesz mnie do tych swoich wątków wpisać i nie wiem po co dajesz limity, jak i tak ich nigdzie nie przestrzegasz. ]

    Silas Mulciber/Astoria Macnair

    OdpowiedzUsuń
  5. [No cześć, marudo. Nie będę Cię chwalić, ale przyznam, że coś za dużo tu rzeczy, które mi się podobają, a dbam o to, aby nie sypnąć cukrem z nieba. Za bardzo. Sama rozumiesz...]

    OdpowiedzUsuń
  6. [Zawęź krąg kombinacji to będę wymyślać, marudo! #doceń]

    Zimny drań nie dostrzega żadnej realnej konkurencji

    OdpowiedzUsuń
  7. [Nie wiem czego chcesz, dlatego proponowałam o zawężenie opcji. Poza tym dawno nie kombinowałam na Hogwartach, więc wiesz, łapię koło ratunkowe. Emocjonalne skręty nie są moją mocną stroną, knujaku ;< #niepomagasz]

    Zobaczymy kto tu będzie się musiał mieć na baczności ;>

    OdpowiedzUsuń
  8. [Lubisz wymyślać takie rzeczy! Przyznaj się, że robię Ci przysługę. #doceń Ach i lepiej nieokreślona przyszłość niech zrobi się bardziej określona – jeśli ja wyślę swoje pomysły dzisiaj to czas mojego oczekiwania powinien się pięknie skrócić <3]

    Spróbuj, jeśli się ośmielisz ;>

    OdpowiedzUsuń
  9. [Witam kolejnego nauczyciela :)) Widać, że były Ślizgon. Ta bezsenność stała się chyba jakąś plagą, eh. Choroba Ala spowodowana trucizną przypomina mi tą, przez którą Dumbledore miał te czarne ręce - to było bodajże przez ten kielich w VI części.]

    Paris

    OdpowiedzUsuń
  10. [SAINT ASONIA. SAINT ASONIA. SAINT ASONIA. Boże! Myślałam, że tylko ja ich słucham, a tu proszę, jaka miła niespodzianka! Ten komentarz będzie głupi, ale... SAINT ASONIA. ;_;]

    Jemma/Molly/Maxine/Fanney

    OdpowiedzUsuń
  11. [Kat też niestety bezsenność nęka od dziecka, powraca i znika, prawie jak ninja :) Zaproponowałabym wątek, ale nie za bardzo wiem, co ich może łączyć poza faktem, że oboje uczą i eksperymentują(-mentowali) z zaklęciami.]

    Paris

    OdpowiedzUsuń
  12. [Hm, z jednej strony dobry pomysł, ale z drugiej nie wiem, gdzie by nas później zaprowadził. Możemy też zrobić tak, że jeżeli jedno z nas wpadnie na jeszcze jakiś inny pomysł, to wtedy do siebie napiszemy, żeby nie wymyślać niczego na siłę.]

    Paris

    OdpowiedzUsuń
  13. [Te serduszka mają ugłaskać bym nie buntowała się, ze mam zaczynać? xD Wiesz, że żądasz czegoś co będzie ciężkie do zrobienia w krótkim czasie? :c]

    zły bliźniak

    OdpowiedzUsuń
  14. [Możemy upić Alka już na starcie? XD Wtedy zacznę nawet jutro, hahahaha!]

    groźny braciszek

    OdpowiedzUsuń
  15. [Jej, Marv będzie się bawił XD A tak serio, gdzieś ci obiecałam, że będzie grzeczny... trzeba chyba dotrzymać słowa xD]

    zadowolony Marv

    OdpowiedzUsuń
  16. [ Boski mroczny i jeszcze raz boski. Kiedyś tam się juz nim zachwycałam ale jeszcze się pozachwycam]

    Victoire&Dakota

    OdpowiedzUsuń
  17. [No to zobaczymy jak wyjdzie, może Marv faktycznie nie będzie grzeczny xD A teraz czekaj ładnie na zaczęcie, bo powoli się za nie zabiorę ;)]

    OdpowiedzUsuń
  18. [ Jeeeeeju, Nieogarze, to nie Silas ma zasłużyć na miłość tylko miłość na Silasa. Wiesz przecież jak jest, jego kochają wszyscy ale on nie xD Coś nam wymyślę wkrótce i dam Ci znać co mam :P ]

    Silas Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  19. Powrót do Hogwartu był najbardziej spontaniczną decyzją w jego życiu, nigdy chyba nie podjął się czegoś tak bardzo nie przemyślanego. Oczywiście teraz, siedząc w skrzydle szpitalnym i wracając myślami do ostatniego siedemnastego marca, kiedy to ten głupi pomysł uroił się w jego głowie, mógł winę zrzucić na alkohol, który zamieszał w głowie. Dobrze wiedział, ze nie powinno go być w tym zamku z kilkunastu różnych powodów, a najważniejszy z nich siedział pewnie w sali, gdzie uczniowie zbierali się aby liznąć wiedzy ze Starożytnych Run. Od czasu pogrzebu ojca, nie widział brata i szczególnie za nim nie tęsknił, przywykł już do tego, że Alastaira nie ma obok i przestał liczyć, że złość minie bliźniakowi. Fakt, był sam sobie winny, mógł nie posuwać się o krok za daleko, gdy obaj byli pijani... a raczej on był lekko wstawiony, za to Al nieźle narąbany. Śmiesznym było jak słabą głowę do trunków miał wtedy młodszy z bliźniaków i jak cholernie przymilny wtedy się robił. Na nieszczęście tych dwóch w naturze Marvolo leżało psucie wszystkiego co milutkie i tym razem też chyba to zrobił. Czasu cofnąć nie potrafił, dlatego jedyne co mógł obecnie zrobić to czekać aż jego głupiutki braciszek, przestanie płakać nad nadszarpniętą dumą oraz ciągle warczeć na niego. Ciężko było jednak powiedzieć, czy Marv żałował tego co się wtedy stało, chyba nadal traktował to jak zwykłą zabawę, która trwała krótko i nie było powodu rozpamiętywać tego w nieskończoność.
    Zamknął w końcu starą, zniszczoną przez czas księgę i mimowolnym ruchem, przesuwając palcami po okładce, zerknął na zegar. Gwizdnął aż cicho, gdy okazało się, że jest o wiele później niż przypuszczał. Jeśli zakładać, że uczniowie grzecznie poszli spać to zamek był w tej chwili pogrążony w sennej atmosferze, wypełniony w końcu upragnioną przez Winrose'a ciszą. Masa rozwrzeszczanych dzieciaków i nastolatków to coś ponad nerwy mężczyzny, dlatego tym bardziej nie pojmował czemu ciągle tu jest. Podniósł się z wyjątkowo wygodnego krzesła, porzucając książkę na biurku i wyszedł z pokoju, który był jego prywatną przestrzenią, gdzie nikt nie miał wstępu, a później ze skrzydła szpitalnego. Miał dziś wyjątkowo dziwny humor, czego sam nie mógł rozgryźć do końca. Chciał dziś pograć na nerwach komukolwiek, ale w takim samym stopniu potrzebował zwyczajnej rozmowy. Dotąd nie udało mu się spełnić ani jednego ani drugiego, więc zamierzał to teraz zmienić i odruchowo wręcz skierował się w konkretnym kierunku, do pewnej sali, gdzie mogła kryć się jego dzisiejsza ofiara. Stając w końcu przed drzwiami, spojrzał na nie, były lekko uchylone, dlatego z wyuczoną już ostrożnością popchnął je delikatnie. Ostatnie czego chciał to dostać w twarz Avadą lub innym niewybaczalnym, na dzień dobry.
    Wszedł do środka, robiąc kilka kroków na przód i spoglądając na brata z krzywym uśmieszkiem, który obecnie zdradzał jedynie nerwowość, a dawniej był przejawem całkowicie negatywnym, podpowiadającym, że za moment powie coś co ugodzi w rozmówce.- Cześć, Ali - mruknął z zadziorną nutą w głosie.

    Marv

    OdpowiedzUsuń
  20. Zaskoczyło go jak pokojowo został przywitany. Żadnych wyzwisk, jawnej agresji czy nienawiści... bardziej spokój, którego nie spodziewał się po bracie. Wszedł bardziej do pomieszczenia, stopniowo i stanowczo zmniejszając odległość między nimi.
    - Mi nigdy życie nie zbrzydnie, zbyt dobrze mi się egzystuje – stwierdził z lekkim wzruszeniem ramion. Przesuwał powoli wzrokiem po twarzy bliźniaka, kiedy ten ponownie zajął się wymęczoną przez jakiegoś ucznia pracą. Wiele osób zachwycało się nad podobieństwem braci, gdy byli jeszcze szczeniakami, ale Marvolo nigdy nie dostrzegał podobieństwa między nimi. Byli inni i pod względem wyglądu i charakteru, a to chyba najbardziej podobało się starszemu z bliźniaków i może przez to też tak spodobał mu się ten, który nigdy nie powinien. Uniósł delikatnie brew, gdy nagle Al wyciągnął literatki oraz butelkę alkoholu. Nie sądził, że jego braciszek będzie tak głupi, aby znów wyciągać alkohol, chyba nie nauczył się na tym jednym wybryku, który tak go ponoć poruszył, że nie mógł zapomnieć przez parę lat.
    - Na trzeźwo wolisz pewnie jakąś ładną blondyneczkę, co? - prychnął, oparł dłonie na oparciu krzesła, które stało przed nauczycielskim biurkiem.- Chociaż, przyznam ciekawa to informacja, że wolisz patrzeć na mnie pod wpływem... zwłaszcza, ze jesteś wtedy taki łatwy, mój drogi – parsknął przechylając się nieco do przodu. Wyprostował się i zajął wolne miejsce, gdy nic nie zapowiedziało rozpętania się wojny.- Tęsknota może mieć coś do tego, ale głównie wpadłem odwiedzić swojego głupiutkiego braciszka – odpowiedział dość szczerze, chociaż nie ubierał tego w ładne słowa, które nie uraziłyby Alka.
    Wziął szklankę, która została mu podsunięta prawie pod nos. Zignorował chwilowo słowa mężczyzny o podanie argumentów, bardziej zainteresowany zawartością literatki.- Twoje zdrowie, przyda ci się – mruknął, unosząc nieco szklaneczkę w toaście, którego wcale nie musiał wznosić. Wychylił trochę Ognistej, która zapiekła w gardle tak charakterystycznie, że aż z zaskoczeniem pojął jak dawno nie wlał w siebie dość alkoholu.- Właśnie musimy pogadać o twoim zdrowiu, bo nie koniecznie podoba mi się to co widziałem w twojej karcie – stwierdził, tak otwarcie przyznając się, że grzebał w kartotece brata. Poza tym nie powinno to nikogo dziwić, Marv zawsze lubił być dobrze poinformowany, a zwłaszcza w sprawach swego bliźniaka.

    Marv

    OdpowiedzUsuń
  21. [Lubię utrudniać życie Twoim postaciom xD]

    Dzień był ciepły, ale można się było tego spodziewać po końcówce kwietnia. Silas nie miał ochoty na siedzenie w dormitorium, zwłaszcza, że na zewnątrz słońce witało każdego, kto zdecydował się wyjść na świeże powietrze. Chłopak postanowił jednak dokończyć wszystkie prace i zadania aby móc mieć wolny weekend. Nie lubił zostawiać pracy na potem. Był ambitny i miał wiele rzeczy do zrobienia, niekoniecznie zaliczały się do tego zadania i nauka. Nie znaczyło to jednak, że Krukon nie lubił się uczyć. Wręcz przeciwnie, w końcu nie przypadkiem trafił do domu Roweny. Białowłosy przykładał się do nauki, bo poważnie myślał o swojej przyszłości, której nie chciał spędzać na wykonywaniu podrzędnych czynności w jakiejś czarodziejskiej knajpce albo co gorsza być na utrzymaniu swojej drugiej połówki. Praca uzdrowiciela wymagała dużego nakładu pracy i poświęconego czasu. Mulciber cieszył się, że już na niedługo jego chwile w Hogwarcie dobiegną końca, ale czekały go jeszcze wyczerpujące egzaminy, o których nie potrafił zapomnieć.
    Po skończonej nauce postanowił wyjść i pospacerować wokół jeziora. O tej porze trytony powoli zaczęły się pokazywać i wynurzać z wody, ale trzeba było mieć szczęście aby być tego świadkiem. Chłodne powietrze przyjemnie orzeźwiało ale gdy stało się zwróconym twarzą w kierunku słońca. Świetnie było móc w końcu nie przejmować się chłodem i zakładaniem grubych kurtek, które ograniczały ruch. Krukon nasunął czapkę na czoło i ruszył dalej przed siebie. Okrążył jezioro, ale nie chciał jeszcze iść w stronę zamku. Powoli robiło się ciemno, co jednak nie przeszkadzało chłopakowi w niczym, a już na pewno nie w spacerowaniu brzegiem Zakazanego Lasu. Nie minęło więcej niż dziesięć minut i Silas wszedł w głąb lasu. Miejsce to już dawno przestało go przerażać i wzbudzać jakiekolwiek emocje, bo najzwyczajniej w świecie był tam już wiele razy. Wiedział, że było tam niebezpiecznie ale to go nie odstraszało. Spacerował powoli, bo nigdzie mu się nie śpieszyło. W pewnym momencie, gdy był w lesie już dość głęboko, usłyszał trzask łamanych gałęzi. Nie dobiegał on z bliska, ale był dość głośny. Chłopak zatrzymał się na chwilę, ale zaraz wznowił swoją wędrówkę. Skupił się na punkcie przed sobą i o mało nie spadł ze skarpy.
    – A pan co tutaj robi? – zapytał zaskoczony, gdy jasny snop światła przeniósł się z jego twarzy. Spojrzał wtedy na nauczyciela, który najwidoczniej nie miał tyle szczęścia co on i spadł na dół.

    Silas Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  22. Kto, by kiedykolwiek pomyślał, że Pollock przyjmując ofertę zatrudnienia w Hogwarcie po ówczesnym odrzuceniu jej dwu- czy może nawet trzykrotnie – sam już nie liczył, będzie miał do czynienia nie tylko ze swoją byłą narzeczoną, którą porzucił bez słów wyjaśnień i swojego dawno zapomnianego przyjaciela. Teraz przeszłość nie miała żadnego znaczenia i nie rządziła rzeczywistością – kompletnie zepchnięta w odmęty zapomnienia. Vane widział i wiedział – a może zwyczajnie się domyślał – zdecydowanie zbyt wiele, aby patrzeć na to przez palce. Niemniej jednak Pollock był kimś zupełnie innym, aniżeli w trakcie trwania szkolenia na Autora. Wtedy wszystko było o wiele łatwiejsze, a nigdy już takie nie będzie. Nigdy, bo jak to się mówi – kości zostały rzucone. Vane przesądził o własnym losie w momencie złożenia Wieczystej Przysięgi, która przypieczętowała jego przyszłość, zmuszając do porzucenia wszystkiego co do tamtej pory zwykł nazywać swoją prywatną ostoją czy ucieczką.
    Z perspektywy minionych już lat Pollock spoglądał na to z zupełnie innego punktu widzenia. Nie był już tym samym młodym, rewelacyjnie uczącym się tępicielem szlam i nadchodzącym Aurorem to zamknięty rozdział. Na karku miał już kilka lat podczas, których wyzbył się całkowicie filozofii o czystości krwi, uznając ją za coś absurdalnego graniczącego z abstrakcją i czymś śmiesznym, czego nie mógł tak jasno zdefiniować. Bycie Autorem nie było mu dane, bo sam to przecież przekreślił, porzucając szkolenie i wyruszając z Wielkiej Brytanii na podbój świata, stawiając pierwsze kroki jako początkujący wówczas podróżnik i odkrywca. To dlatego dzisiaj nie zamierzał mieć nic wspólnego z Winrose’ami, których traktował z dystansem, żeby nie ująć wprost, że traktował ich niczym zarazę. O tyle ile niegdyś łączyła go przyjaźń z Alastairem jakieś lata świetlne temu, to po takim czasie nie zostało po tym zupełnie nic poza szczątkami i prochami. Profesor Historii Magii nigdy nie zabiegał o odnowienie tej znajomości i wolał, aby w tym nienaruszonym stanie to pozostało. Swoją drogą Vane Pollock unikał tego popaprańca, ograniczając ich kontakty do zbędnego minimum. Wypada dodać, że gardził i jednym i drugim Winrosem.
    Tym razem Pollock musiał złapać tego młodszego, z którym niegdyś połączyła go przyjaźń. Nie z własnej chęci, rzecz jasna. Chodziło po prostu o sprawy czysto związane z opieką nad dumnym Slytherinem. W dodatku to z tym matołem podzielał właśnie tępicielstwo szlam i co wypada zaznaczyć – wspierali się wzajemnie z przekazywanej na pokolenia z różnym stopniem idei o czystości krwi. Dzisiaj nie istniało nic – żadna nić porozumienia, której można było się złapać niczym koła ratunkowego na środku wzburzonego morza. Zbyt wiele ich dzieliło, a łączyć już nie miało. Vane i Alastair byli niczym yin i yang, a łączyło ich tylko jedno – surowość, choć w różnym stopniu i rozumieniu.
    Pollock przemierzał szybkim krokiem korytarz zamku, kierując się do tej żałosnej sali i zarazem gabinetu starożytnych run należącego do Alastaira. Vane wszedł jak do siebie – bez pukania ani powitania, jakby nie czuł się zobowiązany do tego minimalnego aktu szacunku, tudzież przejawu kultury.
    – Już dobiegły mnie słuchy, że zaplanowałeś usadzić sobie Johana Akina – zaczął oschłym, zimnym tonem Vane Pollock, zatrzymując się tuż przed biurkiem, nad którym ten skończony kretyn sprawdzał jakąś pracę i kreślił jakieś dziwne wzory, a profesor Historii Magii mógłby z ironią stwierdzić, że mógłby równie dobrze wyrysować je sobie na czole. Wbił w niego przenikliwe spojrzenie jasnoniebieskich oczu. – Mogę łaskawie wiedzieć co ty odpierdalasz? Do końca roku jeszcze daleka droga i istnieje pewne prawdopodobieństwo, że poprawi się w nauce. Ach i chciałbym również wiedzieć za co dostał na poprzednich zajęciach Trolla. Za wygląd czy ze względu na twoje widzi-mi-się? – prychnął Vane i pokręcił głową. Obstawiał, że na coś takiego byłoby stać młodszego Winrose’a.


    …bo nie wyjdziesz na czysto – nigdy, hue hue ;>

    #niedziękuj #doceń #znajmojądobroć

    OdpowiedzUsuń
  23. [Jeśli ten pan ma uczyć Roxanne zaklęć od nowego roku, to ona chyba powinna się już zacząć bać Weasleyówna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, że wyszło tak nieładnie, musiałam coś źle kliknąć :c

      Usuń
  24. [Podobało mi się tamte zdjęcie :c
    A co do Akina... nie przebaczę XDD]

    OdpowiedzUsuń
  25. [W sumie mogłoby nam wyjść tu coś ciekawego, bo Declanowi daleko do chłodnej arystokracji, w dodatku UWIELBIA Proroka Codziennego. Także łączy ich chyba tylko kwestia czystości krwi, a wszystko inne dzieli. Dlatego uważam, że możemy się wspólnie pośmiać, co ty na to? W sensie, oczami wyobraźni widzę ich pierwsze spotkanie, kiedy Declan oczywiście próbuje być miły, uśmiecha się jak głupi, a po chwili dostaje mentalne uderzenie w policzek.]

    Declan Seaworth

    OdpowiedzUsuń
  26. [O, skoro tak, możemy właśnie w ten sposób zacząć. Declan może rozmawiać za nich obu, co mu tam ślina na język przyniesie. Alastair może mieć to nieszczęście, że podczas śniadań będą siedzieli obok siebie, więc Declan będzie zanudzał go swoimi przemyśleniami na temat życia, ot co. Tylko zastanawiam się jak możemy to później pociągnąć, bo wiadomo, że nie będą pili kawy w nieskończoność.]

    Declan Seaworth

    OdpowiedzUsuń
  27. [Właściwie na samym początku szukałam informacji, czy jakoś by tak tej ich relacji nie ugryźć, właśnie z tym, że byliby podobni wiekiem, ale chyba jestem ślepa, bo tylko zauważyłam dzień urodzenia. Skoro Alastair jest od niego starszy tylko o rok, nie widzę powodu, dla którego nie mieliby przynajmniej kojarzyć się z czasów szkolnych. Wiadomo, w szkole robi się różne rzeczy, popełnia błędy i w ogóle, więc możemy jakoś ubarwić tą ich znajomość, o ile ci to odpowiada. ;)]

    Declan Seaworth

    OdpowiedzUsuń
  28. [A dobrze kojarzysz. Baldwin był tutaj kilka razy, ale pierwszy raz zrobiłam go absolwentem, zasłużył sobie w końcu.
    I pochwalę mocno wygląd karty. Piękna jest.]

    Baldwin F.

    OdpowiedzUsuń
  29. [Nie, nie lubię tego gifa, bo Deucent będzie się czuł niezręcznie z tym pełnym zestawie przy takiej mordce kuternogi :v
    Cieszę się, że się rozumiemy XDD]

    OdpowiedzUsuń