15 maja 2016

So take me up, take me higher. There's a world not far from here. We can dance in desire.

Or we can burn in love tonight.

Gryffindor
Mugolak
Komentator
Bogin: Smok
Patronus: Foka
VI






ANGIE DOLOR





Czyli już nigdy nie zagram?
Jak widać, tak.

powiązania
historie


Jejku jak ja jestem wdzięczna za ten kącik kodowania. Dziękuję. Oczywiście tylko "odrobinkę" zaczerpnęłam do swojej karty. Mam nadzieję, że Angie przyjmiecie miło! Tysięczne podejście. Witam się!

92 komentarze:

  1. [Hej, hej, hej. Witam się bardzo ciepło z komentatorką :D. W razie chęci zapraszam do siebie :)]

    Marcin Madey

    OdpowiedzUsuń
  2. [Kącik kodowania kącikiem kodowania, ale zdolności do połączenia tych wiadomości też trzeba. Jestem pod wrażeniem. Nie nudząc dłużej, cześć :) miłej zabawy i ciekawych wątków]

    Park Chaerin

    OdpowiedzUsuń
  3. [Z największą przyjemnością będzie wspierał biedną szukającą. I mam takie pytanie, w którym miejscu miałaby się zacząć akcja? Może zrobimy jakąś taką migawkę z wydarzeń sprzed feralnego meczu? Bo myślę, że nie byłby to taki zły pomysł i można by umieścić w odpisie sam moment wypadku. Jak to widzisz?
    I powiedz (a raczej napisz) kto ma zacząć. Bo mnie to bez różnicy, jeśli nie czujesz się na siłach to mogę zacząć ;)]

    Marcin Madey

    OdpowiedzUsuń
  4. - I Angie nie przejmuj się tym, że poprzedni mecz ci poszedł gorzej. Teraz dajesz z siebie sto procent. Jasne?- zapytałem dziewczyny przed meczem ze ślizgonami. Była w chyba najlepszej formie. Ten mecz musiał jej pójść dobrze.
    - Potrzebujesz jeszcze jakiś podpowiedzi trenerskich? Jakiś kopniak na szczęście, czy modlitwa?- zażartowałem. Uśmiechnąłem się jeszcze w stronę całej drużyny gryfonów.
    - Macie to wygrać. Rozumiecie?!- powiedziałem w ich stronę
    - Oczywiście!- odpowiedzieli wszyscy gracze.
    - A jeszcze taka jedna uwaga… do wszystkich. To jest sport drużynowy, jeśli jeden trybik w maszynie nawali, to wiadomo, że reszta mechanizmu padnie.- powiedziałem.- Dlatego każdy daje z siebie dzisiaj max energii i siły.

    Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że te słowa były zbyteczne. I za kilkadziesiąt minut, cały mecz stanie w miejscu i nagle obróci się wszystko o trzysta sześćdziesiąt stopni. Nie miałem pojęcia, że uśmiechy całej drużyny w szatni, po meczu zastąpi posępność i swego rodzaju złość. Do tego dojdzie jeszcze smutek i bezradność.
    Poszedłem jeszcze do sędziego i ustaliliśmy kilka rzeczy. Podczas tego meczu wyjątkowo miałem dobry humor. Na chwilę nim drużyny weszły na boisko zająłem swoje miejsce. Zamieniłem kilka słów z nauczycielami.
    Nic nie wskazywało na to, że coś się stanie. Wiedziałem, że ślizgoni czysto grać nie będą. Ale przypuszczałem, że sędzia mimo wszystko będzie sprawiedliwy i wygra lepszy. Mnie byłoby ciężko zachować obiektywizm. Z całego serca chciałem aby zwycięzcami okazali się gryfoni. Drużyna Slytherinu była jedną jedyną drużyną w Hogwarcie, za którą nie przepadałem. Wszystko szło pięknie do momentu w którym nie sfaulowano Agnes Dolor. Wstałem z nauczycielskiej trybuny jako pierwszy i zbiegłem po schodach w miejsce gdzie upadła szukająca Gryffindoru.
    Przeciąłem boisko i w sumie jednocześnie z drużyną zjawiłem się przy szukającej. W moim zachowaniu nie było nic dziwnego. Jeśli komuś się cokolwiek stało podczas treningu, czy meczu byłem przy nim i próbowałem pomóc. Tak było i tym razem. Zaraz dotarł też dyrektor.
    - Spokojnie Angie, to tylko lekkie draśnięcie. To nic poważnego.- sam nie wierzyłem w te słowa, jednak warto było spróbować.- To nie wygląda tak źle.- wyglądało okropnie.
    Zabrałem dziewczynę na ręce i zaniosłem do skrzydła szpitalnego.
    - Angie nie odlatuj. Patrz na mnie.- wymruczałem przez zaciśnięte zęby.


    [Mam nadzieję, że taki początek może być :)]
    Marcin Madey

    OdpowiedzUsuń
  5. [Witam serdecznie na blogu ;) Nie wiem, czy to Twój pierwszy raz tutaj, czy też jesteś starą wygą, ale mam nadzieję, że będziesz się dobrze w naszym gronie bawić.
    Ciekawa osóbka z tej twojej Angie i lubi Quidditch, a to zawsze plus :] Zgadzam się jednym z moich poprzedników; gotowe kody to jedno, ale nie każdy miałby cierpliwość tak ładnie je zgrać, jak ty ;)]

    Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
  6. [cześć! jaka ładna karta, zawsze zazdroszczę ludziom, którzy tworzą takie cuda. *-*
    chętnie. coś przychodzi Ci do głowy? jakie Angie miałaby nastawienie do Forsyth? c:]

    Forsyth Lester

    OdpowiedzUsuń
  7. [tysięczne podejście, a ja nie kojarzę. :c chyba, że ostatnie było jakiś czas temu – ja jestem bardzo zielona na Kronikach. :D
    cześć! toż to Hayley i do tego taka ładna karta i ciekawa postać! życzę miłej zabawy i pozwolę sobie zaprosić do siebie: polecam Amnesię, trzeba ją rozruszać. c:]

    Kendall Young & Amnesia Quinn

    OdpowiedzUsuń
  8. [A ja cię pamiętam! ;) I chyba nawet miałyśmy mieć jakiś wątek, dobrze pamiętam? Chociaż nie wiem, może źle kojarzę. W każdym razie muszę ci powiedzieć, że Angie zdobyła moje serduszko, oby więcej takich postaci tu u nas. Jednocześnie szkoda mi jej bardzo. Tym bardziej, że to pewnie właśnie moja Maxine zajęła jej miejsce na pozycji szukającej. Baw się dobrze!]

    Jemma/Molly/Maxine/Fanney

    OdpowiedzUsuń
  9. - Spokojnie dziecko. Nie przejmuj się tym.- powiedziałem spokojnym, niemal pozbawionym emocji głosem. Nie chciałem jej martwić jeszcze bardziej.- W następnym meczu się odegrasz.- dodałem zaraz. Miałem taką nadzieję, że zagra i się odegra.
    Wtedy nie wiedziałem, że po raz ostatni widziałem ją w akcji. Nawet wtedy nie dopuszczałem do siebie tej myśli, że Angie przestanie grać z przyczyn niezależnych od niej.
    Po przetransportowaniu na własnych rękach dziewczyny do skrzydła szpitalnego, poszedłem porozmawiać z sędzią. Tak nie mogło być! To było bardzo nie czyste zagranie. Jako były zawodnik, a teraz trener żądałem usunięcia pałkarza z drużyny. Zapewne większość tego chciała. Tym bardziej, że to nie był jego pierwszy wybryk. Czekało mnie kilka rozmów. Pamiętam, ze cała szkoła tego dnia była nabuzowana skrajnymi emocjami. Niektórzy się cieszyli z nieszczęścia dziewczyny (Slytherin), inni jej współczuli (cała reszta), a jeszcze inni zastanawiali się czy z tego wyjdzie i jaki będzie skutek tej kontuzji (ja i drużyna Griffindoru).
    Późnym wieczorem pozwolono mi na krótką wizytę i rozmowę z dziewczyną.
    - Mówiąc krótką mam na myśli pięć minut i ani sekundy dłużej.- powiedziała z groźnym wyrazem twarzy pielęgniarka. Westchnąłem cicho i coś odpowiedziałem. Wolałem mimo wszystko nie ryzykować kłótnią w skrzydle szpitalnym. Bo może się tak zdarzyć, że kiedyś odmówią poskładania mnie w całość.
    Usiadłem obok łóżka na którym leżała dziewczyna.
    - Jak się czujesz?- zapytałem z troską w głosie.- Jak noga?- podbródkiem wskazałem na uszkodzoną kończynę. Jeszcze nic nie wiedziałem na jej temat. Jednak cały czas byłem dobrej myśli.
    - Tego, który cię sfaulował, prawdopodobnie usuną z drużyny.- powiedziałem z niejaką satysfakcją. Uśmiechnąłem się do tego nieznacznie.- Ale spokojnie do następnego meczu jest jeszcze trochę czasu, więc tak cię wytrenuję, że złoty znicz po pstryknięciu palcami wskoczy ci do ręki.- uśmiechnąłem się w jej stronę.

    Nie wiedziałem, że ta rozmowa będzie się za mną ciągnąć przez dłuższy okres czasu. Wtedy podczas wymiany tych kilku zdań, chyba oboje mieliśmy nadzieję, że będzie tak jak mówiłem. Że zagra, że się zrewanżuje, że wszystko wróci na swoje tory.

    Marcin Madey

    OdpowiedzUsuń
  10. [hm, Forsyth nie jest taka, żeby się z kogokolwiek nabijać bez powodu – szczerze mówiąc, to ona ma raczej daleko gdzieś ludzi i ich osobiste sprawy, stara się w to raczej nie wtrącać, bo wie, że to skutkuje odsieczą, a tego bardzo nie lubi.
    chyba, że Angie sama z siebie byłaby w jakikolwiek sposób zafascynowana Sissy, co Ślizgonkę by niemiłosiernie drażniło i na wszelkie sposoby starałaby się dziewczynę od siebie odpędzić: to już prędzej przejdzie. c:]

    Forsyth Lester

    OdpowiedzUsuń
  11. [właściwie to nie bardzo wiem... niewiele mi wiadomo o Angie, poza niezwykłą miłością do Quidditcha. (: którego, swoją drogą, Amnesia omija szerokim łukiem – tego typu zajęcia nie harmonizują z jej postacią.
    chyba, że to chłopak Nessie był tym Ślizgonem, co doprowadził Angie do kontuzji.]

    Amnesia Quinn

    OdpowiedzUsuń
  12. [tak, chętnie. (:
    Nessie na pewno byłoby głupio, że jej facet mógł tak kogokolwiek potraktować, ale on jest troszkę typem spod ciemnej gwiazdy – w związku z tym krzywym okiem spoglądałby na wizyty Amnesii w Skrzydle Szpitalnym i z pewnością usiłowałby zepsuć ich znajomość. Angie jednak, zakładając, że charakter ma typowo gryfoński, na pewno nie podda się tak łatwo. c:
    mogłabym liczyć na zaczęcie? łaadnie proszę. <3]

    Amnesia Quinn

    OdpowiedzUsuń
  13. [jeśli możesz, to byłabym wdzięczna. zaczynanie jakoś nie za bardzo mi wychodzi; zdecydowanie wolę wymyślać.]

    Forsyth Lester

    OdpowiedzUsuń
  14. Szczerze mówiąc, Amnesia spodziewała się mniej więcej czegoś takiego. Wybuchu wściekłości przemieszanego z żalem, odepchnięcia, irytacji. Dlatego też co najmniej dziesięć razy zastanawiała się, czy powinna tutaj przychodzić. Bądź co bądź była osobą kontrowersyjną w całej tej sprawie – chociaż nie zrobiła Gryfonce nic złego, nie uchodziła nawet za jej znajomą, co dopiero przyjaciółkę, a dodatkowo była blisko powiązana z osobą, przez którą dziewczyna znalazła się właśnie tutaj. Amnesia wahała się cały czas, nawet w momencie, kiedy przekraczała próg sali. Nigdy nie była śmiała i odważna, to były cechy Domu Lwa – Domu, do którego nie pasowała w żadnym calu. Jej chłopak mawiał ze śmiechem, że prędzej widziałby ją u Ślizgonów, niż przy gryfońskim stole, a i ona sama musiała się z tym zgodzić. Nie chciała dobrowolnie podstawiać się pod nóż, aczkolwiek było jej wstyd i czuła się poniekąd odpowiedzialna za czyny Alana Crowleya. Wobec tego, jak się jej wydawało, zobowiązana była przynajmniej przeprosić.
    Z drugiej strony nachodziły ją inne refleksje. A jeśli jest ostatnią osobą, którą dziewczyna chciałaby zobaczyć w tej sytuacji? Jeśli bezceremonialnie wyrzuci ją za drzwi? Czy warto iść tam i narażać się na kpiny, kiedy wyląduje z powrotem na korytarzu?
    Wzięła głęboki oddech i przekroczyła próg.
    Domyślała się, że Gryfonka będzie, delikatnie mówiąc, nieprzyjemna, wszak miała do tego pełne prawo, aczkolwiek Amnesii przez myśl nie przeszło, że zachowa się zwyczajnie wrednie i opryskliwie. Była przyzwyczajona do takich scen i wiedząc z czym ma do czynienia, nabrała nieco pewności siebie, skrzyżowała ręce na piersi i wyprostowała się.
    – Owszem, zrobiło – powiedziała spokojnie. – Nikt nigdy nie powiedział, że pochwalam jego zachowanie. Nikt nie powiedział, że pary zawsze mają to samo zdanie na każdy temat. I nic mi nie kazał – zmrużyła oczy, nieco mocniej zaciskając drobne dłonie w pięści. – Zwyczajnie myślałam, że tak wypada.
    Świdrowała dziewczynę wzrokiem bazyliszka. Amnesia Quinn była bardzo niepozorna; wydawała się taka kruchutka i drobniutka, ale kiedy sytuacja tego wymagała, potrafiła z niej wyleźć prawdziwa bestia, bezlitosna i okrutna.
    Prychnęła, na pozór lekceważąco.
    – Przynajmniej ciągle żyjesz – odparła krótko, nieprzyjaznym tonem. – Wiesz, niektórzy nie mają tyle szczęścia. Ale wedle życzenia: w porządku, już wychodzę. Do zobaczenia.
    Zrobiła kilka kroków w stronę drzwi. Tak naprawdę wcale nie miała zamiaru wychodzić, ale nie zamierzała dać sobą pomiatać młodszym od siebie. Wystarczyło jej, że w domu królował parę miesięcy młodszy brat.

    Amnesia Quinn

    OdpowiedzUsuń
  15. [Wybaczam:) Ode mnie też masz krótszy odpis ;)]
    Musiało minąć trochę czasu nim zdecydowałem się po raz kolejny odwiedzić Angie. Nie wiedziałem jak mam jej to powiedzieć, to że już nigdy nie zagra. W sumie to przypadło mi jedno z cięższych zadań. Musiałem jej to powiedzieć. Prośba o komentowanie wypłynęła z drużyny. Dziwiło mnie to, że nikt z nich, nie odwiedził dziewczyny. Może się bali? Bali się tego, że nie wiedzą co mają powiedzieć? Czy może to był jakiś strach przed tym, że Agnes wpadnie w furię i ich w amoku udusi gołymi rękami.
    - Powiem ci tak: Sądzę iż jest to bardzo prawdopodobne. Jednak nie teraz. Nie w tym roku.- powiedziałem najłagodniej jak tylko potrafiłem.- Może kiedyś, jednak…według medyków…według nich to koniec twojej kariery szukającej. Przykro mi.- powiedziałem w końcu. W głowie układałem kilka scenariuszy, w jaki sposób jej to powiem, jednak, wyszło jak wyszło. Inaczej…po prostu inaczej.
    - Tak. Myślę i nawet chcę abyś się zgodziła.- powiedziałem.- Czujesz grę jak mało kto, a to komentatorowi jest potrzebne. Poza tym, powinnaś sobie odpowiedzieć na bardzo ważne pytanie: „Czy potrafię żyć bez Quidditch’a?”. Ale chyba znamy odpowiedź na to. Jest to zawsze jakaś namiastka, gry.- powiedziałem spokojnym głosem.

    Do tej pory się zastanawiam, czy nie mogłem jej tego jakos inaczej powiedzieć. Pod jakimś względem lepiej. Mimo, że ja wiedziałem i ona tez miała tego świadomość, że nie zagra. Jednak, drużyna robi swoje. Może komentowanie pozwoli jej się jakoś z tym uporać? Miałem szczerą nadzieję.
    I nadszedł ów wyczekiwany dzień. Angie miała komentować swój pierwszy mecz. Ravenclaw vs. Hufflepuff. Stwierdziłem, że w pewnym sensie powinienem być z dziewczyną przy stoliku komentatorskim.
    - Spokojnie. Nie przejmuj się tym, że cały Hogwart będzie słuchał ciebie.- oznajmiłem z lekkim uśmiechem.- Mów to co czujesz i o ile możesz postaraj się nie stresować. Stres i palenie zabijają.- uśmiechnąłem się i zająłem miejsce obok gryfonki.
    - W razie czegoś to jestem obok, i będę cię wspierał dobrym słowem oraz modlitwą.- zażartowałem.- Nie no, a tak na poważnie, to w razie czegoś przejmę pałeczkę, jeśli się zbytnio zestresujesz, rozkojarzysz, braknie ci słów, czy cokolwiek.- puściłem w jej stronę oczko i uśmiechnąłem się dodając jej tym samym otuchy.


    Marcin Madey

    OdpowiedzUsuń
  16. [Och! Proponuję, żeby Ślizgonem, który tak kontuzjował Angie był jeden z osiłków Scorpa to podkręci iskry na lini Dolor-Malfoy. Może szkolna impreza, na której się spotykają, Ślizgon w garniturze wygląda zabójczo, zawiesi swój wzrok na niebrzydkiej Gryfonce, która pod wpływem jego niewątpliwego uroku zgodzi się wytrzymać trochę z obślizgłym wężem? :D
    Chyba, że chcesz pójść o kilka kroków dalej i postawić wątek już w środku ich związku co będzie raczej wyglądało, jakby Malfoy próbował odgonić się od Agnes starając się ją przy tym ją przy sobie zatrzymać? ]

    Scorpius Malfoy

    OdpowiedzUsuń
  17. [Mogliby być wtedy w związku, Scorpius podszedłby do tego bardzo obojętnie stwierdzając, że takie wypadki się zdarzają, to Quidditch nie chińczyk :D
    Scorpius zmienia dziewczyny jak rękawiczki, bo szuka tego uczucia miłości, o którym tyle czytał, słyszał i widzi między niektórymi parami (zwłaszcza dorosłymi). Jest tym zafascynowany, sam takiej więzi pragnie. Żadna z dziewczyn jednak nie spełnia jego potrzeb, bo nie wie jak taką relację stworzyć. On adoruje swoje dziewczyny, jest miły, szarmancki, kupuje im kwiatki i czekoladki, po prostu nie uzewnętrznia się i stosuje zasadę ograniczonego zaufania, przez co nie jest w stanie stworzyć prawdziwego związku. Myślę, że w pewnym momencie odtrącałby Agnes, spędzał z nią coraz mniej czasu, nie satysfakcjonowałaby go ta relacja, a jeśli ona by była w nim zakochana to najpewniej starałaby się o nich walczyć. Tak? ]

    Scorpius Malfoy

    OdpowiedzUsuń
  18. [Scorpius nie umie jeszcze kochać, nie dojrzał do tego, ale sprawia pozory osoby, która miłość bardzo dobrze rozumie. To nie tak, że jest mu obojętna, na pewno ją lubi i w jakiś sposób mu na niej zależy, ale nie jest to w moim odczuciu miłość, ale sympatia :) ]

    OdpowiedzUsuń
  19. [Och, nie odbieraj tego personalnie (postacialnie? :P ). To kwestia Scorpiusa, jego charakteru, dojrzałości i zrozumienia pewnych rzeczy. On chce kochać, po prostu jeszcze nie potrafi, nie jest to jednak kwestia nie do wypracowania. To umiejętność, którą chłopak musi nabyć, a do tego trzeba czasu i doświadczenia oraz pewnej autoedukacji ;) ]

    OdpowiedzUsuń
  20. [Możemy zacząć od meczu Gryffindor-Slytherin podczas którego została kontuzjowana i byli już wtedy parą. Scorpius z pewnością pobiegłby zobaczyć, czy ma jeszcze dziewczynę czy zostały z niej tylko flaki :P
    Jeślibyś zaczęła byłaby bardzo wdzięczna, bo właśnie lecę na zajęcia.]

    Scorpius Malfoy

    OdpowiedzUsuń
  21. [Mam włączone powiadomienia nowych komentarzy, więc odpisuję zwykle tego samego dnia lub w przeciągu dwóch następnych. ]

    OdpowiedzUsuń
  22. Scorpius Malfoy był urokliwym, młodym mężczyzną, który powolnymi krokami wchodził w dorosłość. Pozornie nic się nie zmieniło, wciąż miał kapryśne humory i nie potrafił ustępować w najmniejszych sprawach, dalej chciał być liderem w każdej dziedzinie swojego i cudzego życia. Nie zmieniło się też jego podejście do dziewczyn: wyłapywał je z tłumu niczym drapieżnik ofiarę, uwodził i brał na własność, a gdy nie potrafiła mu dać tego, czego oczekiwał porzucał bez żalu. Podobnie było z Agnes, choć wytrzymał z nią dłużej, niż z jakąkolwiek dotychczas. Dziewczyna różniła się od poprzedniczek, nie była doświadczona, nigdy wcześniej nie miała chłopaka i jej zachowania rozbawiały chłopaka do łez. Miała swój niewątpliwy urok, rozczulała go i pomimo że nie kochał Angie to nie zrywał z nią jak zrobiłby z inną, bo było mu z nią dobrze, choć czasem nie potrafił tego pokazać.

    Czekał na nią pod Wielką Salą, wiedział ile znaczył dla niej ten mecz. Miał na sobie szkolną czarną szatę i ciemnozielony krawat zapięty pod szyję, tak samo jak guziki koszuli z idealnie wyprasowanym kołnierzem. Spędzał nad swoim wyglądem tyle czasu co niejedna dziewczyna, dbał o strój, o uczesanie włosów o wypolerowane na błysk buty. Młody elegant. 
Dostrzegł ją nim jeszcze zeszła ze schodów i obserwował jak schodzi w typowy dla siebie sposób, chyba nieco roztargniona i zestresowana przed meczem.
    
- Cześć - powiedziała podchodząc do niego, a on roześmiał się, trochę złośliwie pod nosem widząc jak się rumieni. Musnął palcami jej podbródek unosząc go do góry i owiał ciepłym oddechem policzek dziewczyny składając na ustach delikatny pocałunek.
    - Cześć - przywitał się cichym, lekko gardłowym głosem, po czym odsunął się od niej. 
- Wpadnę - przytaknął w zgodzie z prawdą biorąc ją za rękę i prowadząc ku wyjściu z Zamku na boisko szkolne. - Ale wątpię, żebyście mieli jakieś szanse. Nasza drużyna jest nie do pokonania.
    Ta opinia nie była tylko wysokim mniemaniem o swoim Domu, ale potwierdzały ją wszystkie wygrane mecze i ciężko trenująca drużyna, która nie dawała sobie wytchnienia doprowadzając się do perfekcji. Ślizgońska duma cierpiała podczas i długo po porażce, więc ambicja wypychała ich na boisko w każdej wolnej chwili.
    
- Lepiej pogódź się z tym już teraz, będzie ci łatwiej świętować z nami wygraną podczas wieczornej imprezy w lochach - dodał tym samym zapraszając ją na zabawę. Wyszli na zewnątrz. Pogoda dziś dopisywała, było ciepło, ale nie gorąco. Lekki, przyjemny wiatr nieskutecznie próbował rozwiać ułożoną fryzurę Scorpiusa. Ścisnął jej dłoń prowadząc ją na boisko okrężną drogą, nie spieszyło mu się, żeby oddać Angie od razu w ręce jej drużyny. Chciał spędzić z nią trochę czasu przed meczem i poprawić dziewczynie nastrój i tchnąć w nią więcej pewności siebie. 


    OdpowiedzUsuń
  23. Wystawił twarz do słońca mrużąc oczy, wciąż jednak słuchał Agnes i nie musiał nawet patrzeć, żeby wiedzieć co wyraża jej mina w tym momencie. Wydawało mu się, że zna ją na tyle dobrze, że po samym głosie potrafi wyczuć co dzieje się w głowie dziewczyny, słyszał zająknięcie, niepewny ton i zawstydzenie. Zastanawiał się dlaczego właśnie tego rodzaju kobiety go przyciągały, a nie takie jak on: silne, pewne siebie z twardym charakterem, które wiedziały czego chcą. Przecież z taką byłoby mu łatwiej się dogadać i nie musiałby martwić się czy aby jej nie zranił, bo znałaby swoją wartość.
    
Przy Agnes musiał zważać na słowa. Stop, nie musiał, lecz starał się uważać na to co mówi. Jej osoba wywoływała w nim uczucie troski i chęć do objęcia w ramionach, żeby ukryć i uchronić tę drobną istotę przed światem zewnętrznym. Stawał się od razu lepszym człowiekiem, choć może to tylko złudzenie, bo nie dbał o te dziewczyny, gdy już je porzucił i nie myślał o tym, że niszczył je bardziej, niż wszystko przed czym chciał je chronić gdy byli razem.

    Wstrzymał się od westchnięcia i nie przewrócił oczami, choć bardzo miał na to ochotę. 

    - Gryfoni mogą być dobrzy, ale Ślizgoni są najlepsi - odparł z niezachwianą pewnością, ale przy tym ze swobodą. Popatrzył na nią i odgarnął z jej czoła kosmyki targane przez wiatr zaczesując je za ucho. Nie zważał na otoczenie, ani na to co myślą sobie ci, którzy na nich patrzą. Nie dbał o opinię kolegów z domu, ani na zazdrosne spojrzenia dziewczyn, które marzyły, aby być na jej miejscu. - Chłopaki ostro trenowali, część drużyny kończy w tym roku szkołę, więc mają motywację, żeby zrobić to z hukiem. - Choć użył męskiego określenia to miał na myśli cały zespół w tym jego kobiecą część. Przyciągnął do siebie dziewczynę, żeby oparła się plecami o jego klatkę piersiową i złączył ich dłonie obejmując ją. Oparł podbródek na jej ramieniu i wskazał na boisko.
    
- Może wasza drużyna też kiedyś zdobędzie mistrzostwo, ale, nie ujmując wam, Ślizgoni włożyli ogromny wysiłek, aby w tym roku rozgromić wszystkich. To ambicja połączona z ciężką pracą, a to gwarantuje sukces. - Nie lubił się tłumaczyć, choć dla niej był cierpliwy. Może czasem bardziej, niż powinien. To ginące poczucie własnej wartości go drażniło, ale nie miał pomysłu jak wyskrobać to z dziewczyny, dotąd sądził, że się to ma lub nie ma i nie zastanawiał się jak to w człowieku obudzić.
    
- Czemu się przejmujesz innymi? - zapytał. - Ważne, że ja cię tam chcę, a co powiedzą inni… Kto o to dba i po co?

    OdpowiedzUsuń
  24. O Scorpiusie można było powiedzieć wiele złych rzeczy i zapewne większość z nich była prawdziwa. Niemniej chłopak potrafił stwarzać pozory i mylące wyobrażenia. Nie sprawiało mu trudności zachowanie się odpowiednio do tego, czego wymagała sytuacja; być może dlatego tak łatwo zjednywał sobie dziewczyny, nawet jeśli znały negatywną opinię, bo sprawiał, że czuły się przy nim kochane i adorowane. Miał tę zdolność, że rozumiał postać swojego rozmówcy i dostosowywał się do niej tak, aby nie pozbawić go komfortu. Był aktorem wielu ról. To samo robił z Agnes, dawał jej to czego potrzebowała czerpiąc z tego własne korzyści. Ukrywał negatywne reakcje, a niejednokrotnie miał ochotę odwrócić się na pięcie i zostawić ją samą. Znosił jej rozchwianą samoocenę, wciąż miał w sobie duże pokłady cierpliwości.

    Zamknął oczy lekko chwiejąc się do przodu, gdy wiatr wiejący mu w plecy zawiał z większą siłą i słuchał jej melodyjnego głosu. Mówiła o rzeczach dla niej trudnych, więc nie chciał patrzeć na tę smutną twarz, która zapewne szukała teraz u niego wsparcia i zrozumienia. Nie mógł się zmusić, aby podjąć teraz decyzję, czy wspiera ideały swojego Domu, czy też wychowanie zrobiło swoje i akceptuje mugoli jako czarodziejów. Wydawało się to prześmieszne, bo przecież wiązał się z dziewczynami niezależnie od pochodzenia, jednak poznając bliżej Scorpiusa i jego towarzystwo można było nabyć odmiennego wrażenia. 

    - Ale ja po prostu nie chcę Ci narobić wstydu. - usłyszał. Otworzył oczy i wyjął z kieszeni szaty białą bawełnianą chustkę obszytą zielonym haftem z jego inicjałami w jednym rogu. Pomyślał o tym już za pierwszym razem, gdy usłyszał jak podciąga nosem, ale z jakiegoś powodu nie zareagował od razu. Chwiejny, wręcz płaczliwy ton i szklące się od łez oczy zmusiły go do reakcji. Podniósł chustkę do jej twarzy, ale jakby zrezygnował z wytarcia jej łez, bo odsunął rękę i wcisnął materiał w dłoń dziewczyny.
    
Wiele razy słyszał od dziewczyn, że go kochają. Gryfonki i Puchonki, z którymi chodził mówiły o tym po kilku spotkaniach, dobierając się do jego spodni jakby wierząc, że w ten sposób zatrzymają go już na stałe. Śmiał się z nich otwarcie, pomimo że pozwalał im wierzyć w te pochopne nadzieje i wykorzystywał je, lecz nigdy nie mówił, że także je kocha. Z Agnes sprawa miała się podobnie, bo także jej nie kochał, ale pojawiły się pewne komplikacje, z którymi nie umiał lub nie chciał się jeszcze zmierzać. Po pierwsze Gryfonka nie naciskała na niego i nie próbowała wymuszać od niego dowodów miłości, nie mówiła o tym jakby to było coś pewnego, ani oczywistego, nie chwaliła się tym. Zwracała się przede wszystkim do niego i widział w jej spojrzeniu wątpliwość, czy on odwzajemnia to uczucie. Uniknął podobnej odpowiedzi, objął jej twarz dłońmi i przyciągnął ku sobie najbliżej jak się dało, stykali się ciało do ciała, a on całował jej ciepłe, spierzchnięte wargi. Wsunął dłoń we włosy dziewczyny przyciskając jej głowę do swojej, aby mu nie uciekła, nieco brutalnie, ale wciąż z uczuciem.
    
- Nie jesteś szlamą - wyszeptał prosto do jej ust pomiędzy pocałunkami. - Jesteś moją dziewczyną - dodał takim tonem, jakby to wszystko wyjaśniało. Może dla niego takie to właśnie było. Takie proste. Była jego dziewczyną, więc była nietykalna. Oczywiście nie mógł upilnować każdego jęzora, który rzucał w jej stronę oszczerstwa i bluzgi, ale mogła być pewna, że póki jest z nim krzywda jej nie grozi, bo nikt nie narazi się na jego gniew. Gdyby ktoś ją skrzywdził to ucierpiałaby na tym także opinia Scorpiusa, a o to i o dumę dbał niczym o honor i rodowe nazwisko. Biada tym, którzy chcieliby je splamić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Idzie powoli, bez pośpiechu i mnie to pasuje ;) Zresztą akcja się zaraz rozwinie jak Angie wejdzie na boisko ;) ]

      Usuń
  25. - Oczywiście - zapewnił ją i w tych słowach zabrzmiała szczerość. Wiedział, że Ślizgoni wygrają, co nie przeszkadzało mu trzymać kciuki za Agnes, żeby poszło jej jak najlepiej podczas meczu. Poza tym nie zawsze liczy się wynik, ale też sposób gry, technika. Z jego obserwacji Gryfonka słaba nie była, wręcz przeciwnie i takie osoby wchodziły w pamięć, nawet jeśli ich drużyny nie zdobywały upragnionych punktów.
    
Gdyby czytał jej w myślach od razu zapewniłby ją, że nigdy nie będzie od niej wymagał seksu, jeśli sama nie zechce. Mógł mieć etykietkę dupka, ale nigdy nie zmuszał dziewczyn do niczego, czego same nie chciały. Owszem, pchały mu się do łóżka uważając, że właśnie to wraz z wyznaniami miłości pozwoli im go zatrzymać. On jednak nie szukał tylko pustych słów czy seksu, ale pokrewnej, bratniej duszy, z którą czułby, że może zawojować świat. Kogoś przy kim czułby się dobrze, akceptowany i wspierany. Przed kim umiałby się otworzyć.
    
- Malfoy, idziesz? - dobiegł go donośny głos zza pleców. Rozpoznał w nim swojego kolegę z dormitorium, wysokiego bruneta o kościstej szczęce i bladej skórze, na której świeciły się fioletowe sińce pod oczami. Peter mało sypiał, znikał na całe noce i nikt nie wiedział, co go tak pochłania, ale był świetnym partnerem do knucia i intryg, zawsze miał głowę pełną pomysłów. Scorpius pocałował ją jeszcze raz i wypuścił ze swoich objęć. Nawet nie wiedział, że to był jej pierwszy pocałunek. Wiedział, że jest nowa w tych sprawach, ale założył, że mówiła o seksie, nie o związkach jako tako.
    
- Leć się przygotować - powiedział i mrugnął do niej wesoło, starając się zmienić atmosferę na lżejszą i pogodniejszą. Uniósł jej dłonie i ucałował jej wierzch. - Powodzenia! - rzucił jeszcze kierując się w stronę swoich znajomych, którzy nie oszczędzili sobie żartów na temat pary. Malfoy zignorował te zaczepki, nie były kąśliwe, choć trochę złośliwe, więc nie widział potrzeby reagowania. Związek czystej krwi czarodzieja i mugolki zawsze wzbudzał zainteresowanie, a jego znajomi widząc go z nową dziewczyną obstawiali zakłady ile tym razem wytrwa.
    
Mieli jedno z najlepszych miejsc na trybunach, skąd doskonale mógł obserwować cały mecz. Ślizgoni czując presję i silny opór ze strony drużyny przeciwnej grali dziś bardzo agresywnie, nie szczędząc sobie uwag i ostrzeżeń ze strony sędziego. 

    - Gryfoni mają przesrane - stwierdził siedzący za nim Peter, na co Scorpius odwrócił się w jego stronę szczerząc zęby w szerokim uśmiechu.
    
- Poczekaj na mecz z Puchasiami, słyszałem, że przygotowali dla nich specjalne efekty - odparł z błyskiem w oku wyobrażając sobie jak zgnieciona może wyjść z tej potyczki drużyna z Hufflepuffu. Po trybunie rozległ się donośny dźwięk wstrzymywanego powietrza, a kilka osób wstało. Jakaś Ślizgonka roześmiała się głośno, co zabrzmiało tym bardziej złowrogo do krzyków przerażenia.
    
- Ty, to nie jest ta twoja szlama? - Peter klepnął go w ramię wskazując na boisko, więc Scorpius odwrócił się z powrotem w tamtą stronę szukając wzrokiem punktu, w który wskazywał kolega. Zmrużył oczy próbując dostrzec z oddali czyja sylwetka leży na ziemi. Nawet nie zwrócił uwagi na obrazę, czekał na rozwój sytuacji. Z tej odległości ciężko mu było ocenić szkody. Wokół dziewczyny zbiegła się już cała drużyna Gryfonów, więc niewiele widział. Gdy zabrano ją do Skrzydła Szpitalnego, mecz został przerwany. Ślizgoni wyrażali głośno swoją dezaprobatę, ale nie pomogły krzyki i gwizdy. Z trybun powoli schodziły kolejne rzędy, uczniowie biegli w stronę szkoły wymieniając się plotkami i informacjami. Każdy chciał wiedzieć co dokładnie się stało.

    Scorpius zszedł razem z Peterem do szatni Ślizgonów, żeby poznać relację z najpewniejszego źródła - sprawcy. W pomieszczeniu było głośno i gwarno, wchodząc słyszał śmiechy i niewybredne żarty, które ucichły wraz z jego pojawieniem się w drzwiach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 
- Sama zleciała - usłyszał, nim jeszcze zdążył zapytać.
      
- Nawet się miotły nie umie utrzymać! - dobiegł go okrzyk z drugiej strony szatni.
      
- Mugole nie zostali stworzeni do Quidditcha, masz tego dowód! - zawołał Ślizgon stojący nieopodal. Scorpius zmierzył ich wszystkim wywyższającym się spojrzeniem pełnym pogardy. Płaszczyli się teraz przed nim, najwyraźniej bali się reakcji z jaką mogli się spotkać.

      - To Quidditch - rzekł wzruszając ramionami. - Nie chińczyk, trzeba umieć obrywać. - Drużyna jakby z ulgą przyjęła te słowa i już po chwili znów w szatni zrobiło się głośno. Peter poklepał go po ramieniu. 

      - Lepiej do niej idź, bo potem zarzuci cię pretensjami - poradził mu, a Scorpius przyjął tę radę. Przytaknął i ruszył w stronę Skrzydła Szpitalnego. Z podniesionego z ziemi kamyka wyczarował kwiaty i tylko one dotarły, postawione w wazonie obok łóżka, na którym leżała. Pielęgniarka nie wpuściła go do środka, choć pozwoliła mu dopisać kartkę, na której życzył jej zdrowia. Nie buntował się przeciwko temu, wręczył kobiecie kwiaty i odwrócił na pięcie.

      Usuń
  26. [hm, niestety, ale to się wcale nie odmienia.
    dziękuję bardzo. c: ja jednak pozostaję wierna książkom, rozwijają wyobraźnię, a rozwinięta wyobraźnia to fajna wyobraźnia.

    PS Bandyta również dziękuje.]

    Lily Potter

    OdpowiedzUsuń
  27. Impreza w lochach przeciągnęła się do wczesnorannych godzin, więc wizyta w Skrzydle Szpitalnym przesunęła się na późne popołudnie. Pobudka nie była dla niego najprzyjemniejszym zdarzeniem tego dnia, w głowie mu huczało i dudniło, czuł się suchy zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz ciała, więc pił kolejne butelki wody nie mogąc ugasić pragnienia. Na widok obiadu omal nie zwymiotował pośrodku Wielkiej Sali, dał radę wcisnąć w siebie tylko kawałek suchego chleba i wypić trochę dyniowego soku z domieszką ognistej whiskey w myśl zasady czym się trułeś tym się lecz. Dopiero potem postanowił udać się na odwiedziny do Angie. Wokół niego mieszał się lekki zapach alkoholu zmieszany z perfumami, choć brał prysznic i miał na sobie świeże ubrania. Białą koszulę i ciemne spodnie, strój łudząco podobny do szkolnego, lecz jak na Scorpiusowe standardy dużo luźniejszy od codziennego. Tylko jego włosy zdradzały roztargnienie i zmęczenie wywołane dniem poprzednim, bo choć zaczesane to nieposłusznie część kosmyków opadała mu na czoło.
 Wszedł do Skrzydła Szpitalnego w ręku trzymając słodycze z Miodowego Królestwa, uznał, że nie może przyjść bez niczego, więc wyciągnął swój zapas słodkości. Widok nieznanego mu Krukona skomentował uniesionymi brwiami, ale bez większego zainteresowania. Przez myśl mu nawet nie przeszło, żeby Angie mogła interesować się innymi chłopakami lub by ktoś był zainteresowany nią. Traktował ją trochę przedmiotowo, uważając, że skoro jest jego dziewczyną to jest jego własnością i każdemu innemu wara od niej. Nie sądził, aby znalazł się śmiałek, który podważy jego męskość i spróbuje podbić do dziewczyny i ukraść jej serce.
 - Cześć, Angie - powiedział stając przy jej łóżku i całując ją, na swój sposób czule w czoło. - Przyniosłem ci słodycze. Szpitalne jedzenie jest okropne, więc przydadzą się do wieczornego podjadania. - Usiadł na krańcu łóżka, co dla siedzącego na krześle Krukona było barierą nie do złamania. Bliskością, na którą nie mógł sobie pozwolić, w przeciwieństwie do Scorpiusa. Położył sobie jej dłoń na kolanach i głaskał palce. - Twoja noga wygląda koszmarnie - rzekł ze szczerością zakrawającą o brak taktu i wyczucia, nie podszedł do sytuacji z empatią. - Boli?

    OdpowiedzUsuń
  28. Wyczuł jej nieswoi nastrój i odłożył dłoń na pościel. Przez moment zastanowił się z czego wynika ta nagła zmiana, ale nie doszedłszy do żadnych potwierdzonych wniosków porzucił tę myśl skupiając się na rzeczywistości. 
- Angie - zwrócił się do niej z pobłażaniem.
    - Nie umiesz kłamać. - Na twarzy Scorpiusa pojawił się ledwo widoczny uśmiech, który równie szybko zniknął. Po raz pierwszy od wejścia do Szpitalnego Skrzydła poświęcił osobie Krukona więcej, niż przelotne spojrzenie. Zwrócił swój wzrok w jego kierunku, a szare oczy nie wyrażały nic, gdy dla utrzymania konwenansów ściskał dłoń nieznajomego. Powinien był coś powiedzieć, ale zaniechał tego nie uznając Bertiego za osobę godną uwagi, a co za tym idzie nie miał ochoty na rozpoczynanie z nim pogawędki o czymkolwiek. W istocie nie widział nawet powodu, dla którego chłopak wciąż tu siedział. 

    Na wspomnienie o imprezie wyraz twarzy Ślizgona nieco się rozchmurzył i w jego spojrzeniu pojawiło się coś na wzór zadowolenia. W przeciwieństwie do wysłanych sygnałów chłopak wzruszył ramionami, jakby to nie miało znaczenia.

    - Daryl został okrzyknięty nowym Namiestnikiem Slytherinu - Scorpius parsknął rozbawiony. Sam tytuł brzmiał dla niego prześmiesznie i wyjątkowo obraźliwie dla Salazara Slytherina, ale reszta Ślizgonów nie przejmowała się tym wyraźnie zadowolona z widowiskowego upadku Gryfonki. - Został zawieszony do końca roku, więc zastanawiają się nad tytułem Pierwszego Ślizgońskiego Męczennika Quidditcha, choć wątpię, żeby udało im się to przeforsować. Chciał ci przysłać fasolki o samych obrzydliwych smakach w ramach rekompensaty, ale razem z Peterem dorzuciliśmy mu je do śniadania, więc niestety nic dla ciebie nie zostało. - Scorp opowiadał o tym jak o żarcie, który powinien rozśmieszyć każdego. Był Ślizgonem z krwi i kości i czuł ogromne przywiązanie do swojego Domu oraz jego mieszkańców, łączyła go nie tylko lojalność i wierność, ale też podobne spojrzenie na świat i postrzeganie rzeczywistości. To coś, czego inni nie potrafili zrozumieć. Dla nich liczyło się przede wszystkim dojście do celu, a nie po ilu trupach przeszli by się tam znaleźć. Determinacja za wszelką cenę. Ta wątpliwa etyczność i moralność była niezrozumiała dla reszty i nie sądził, żeby Agnes to zaakceptowała. Nie zamierzał jednak ukrywać jaki jest, nigdy nie miał tego na celu i miała do wyboru albo go zaakceptować takim, jakim jest, albo odejść. 


    OdpowiedzUsuń
  29. Wstał z łóżka i usiadł obok niej ściągając wypastowane do błysku lakierowane eleganckie buty. Powoli, żeby nie sprawić jej bólu objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie, nie chciał widzieć dziewczyny tak smutnej, bo to uderzało w jego samopoczucie. Scorpius nie był nieczuły, a o swoje wybranki dbał w sposób w jaki najlepiej potrafił, choć nie zawsze to doceniały. Widział ból wypisany na twarzy Agnes, a zakrwawione bandaże nie prezentowały się najlepiej. Mógł się tylko domyślać jak źle to wygląda.
    
- Zrośnie się, nawet nie zauważysz jak wrócisz na boisko - szepnął pocieszająco muskając ustami czubek jej głowy i pogłaskał ramię. - Nie dostałaś nic na uśmierzenie bólu? - zapytał słysząc jęk bólu. Zerknął na kolano, gdy się za nie złapała. - Chcesz, żebym zawołał pielęgniarkę? 

    Martwił się o nią, bo wyglądała źle, a on nie pozostawał obojętny na cierpienie, które malowało się na jej twarzy i w jego głowie roiło się od myśli jak mógłby temu ulżyć, jednak żaden pomysł nie wydawał mu się wystarczająco skuteczny.
    
- Powiedz, czego chcesz - poprosił i z pewnością był to przełomowy moment, bo Scorpius Malfoy prawie nigdy nie prosił i błogosławieni, którzy widzieli to na własne oczy i słyszeli na własne uszy.

    

[Przepraszam za nie powalającą długość, ale jak na półtorej godziny to nic więcej nie wymyślę, to chyba zmęczenie.]

    OdpowiedzUsuń
  30. [Rzecz w tym, że chcę odpisywać, bo na weekend wyjeżdżam na zasłużone mini-wakacje, więc do poniedziałku może mnie nie być.]

    

Jej postawa nie była waleczna tylko głupia i nie miała w sobie krzty niczego, co mogłoby zaimponować Scorpiusowi. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co Angie robi i próbuje mu udowodnić, dał jej nawet szansę wybrnięcia z tego, ale nie skorzystała. Na nic były mu pocałunki, jeśli jego własna dziewczyna starała się go oszukać. Nie był głupcem i nie powinna go tak traktować.

    Nie oddał pocałunku, pozostał niewzruszony i w jego oczach pojawił się niebezpieczny błysk wyrażający niezadowolenie i złość.
    
- Traktujesz mnie jak idiotę, bo masz mnie za kretyna czy jesteś tak głupia, że sądzisz, że się na to nabiorę? - zapytał ostrym tonem, który mógłby ciąć powietrze niczym żyleta ludzkie ciało. Odsunął się od niej siadając na łóżku i wciągając buty na stopy szybko je zawiązał, po czym wstał i udał się do gabinetu pielęgniarki w krótkich poleceniach żądając, aby pomogła leżącej na sali dziewczynie, której noga krwawiła nieustannie. Kto im dawał uprawnienia medyczne, skoro nie potrafili wyleczyć tak prostej rzeczy jak pogruchotana noga. Mamy XXI wiek, na Salazara! Nerwowy rozkaz Ślizgona przywołał pielęgniarkę do porządku i popędziła do swojej podopiecznej odkrywając jej nogę i zdejmując bandaże, które już od dłuższego czasu wymagały wymiany. Scorpius stał z boku obserwując jak pielęgniarka zajmuje się Angie. Wstaje od stołka i znika na moment w gabinecie, żeby wrócić po chwili z fiolkami zielonej mazi, którą rozprowadziła po nodze. Wymruczała kilka zaklęć i obwiązała ją czystymi bandażami.
    
- Tylko tyle mogę teraz zrobić - powiedziała zwracając się do Scorpiusa. Jej głos był niepewny i trząsł się. Żałosne, pomyślał Malfoy widząc jak niewiele trzeba, aby wytrącić z równowagi dorosłą kobietę, która w zawodzie takim jak ten powinna mieć nerwy ze stali.
    
Stał w bezpiecznej odległości od łóżka Agnes i skutecznie unikał patrzenia na nią interesując się wszystkim tylko nie nią. Był zły, bo nie lubił gdy ktoś próbował robić z niego kretyna i go oszukiwać. Należała do bliskiego mu kręgu, o ile można było to nazwać bliskością, więc w pewnych kwestiach jej ufał i co najważniejsze dbał o nią. Jeśli więc próbowała go oszukiwać i nadszarpywała jego zaufanie to jak mógł mieć pewność, że jest odpowiednią partią na jego dziewczynę? Jeżeli dotąd choć raz pojawiły się w jego głowie wątpliwości, że to ona może być miłością życia to teraz wróciły uderzając w niego ze zdwojoną siłą. Przez moment w szarych oczach Scorpiusa poza pustką pojawiło się obrzydzenie. Brzydził się kłamcami, mimo że sam skutecznie naginał rzeczywistość do odpowiadającej mu prawdy.

    OdpowiedzUsuń
  31. To co zrobiła było bardzo głupie. Zachowywała się jak rozwydrzona dwunastolatka, która dostała swój pierwszy PMS w życiu i nie potrafi nad sobą zapanować. Scorpius nie zamierzał za nią biec, nie był psem, który wiernie lata za swoją panią i jeśli ona uważała inaczej to była jeszcze głupsza, niż sądził. Przeklął głośno pod nosem gdy z trzaśnięciem drzwi wyszła ze Skrzydła Szpitalnego. Przez ostatnie kilka minut wykonał więcej miłych gestów, niż ktokolwiek by się po nim spodziewał, a ona potraktowała go jak idiotę i w dodatku odstawiała sceny, próbując zrzucić winę na niego. Zatroszczył się o jej zdrowie, prosił o trochę zaufania, a ona obsmarowała go błotem i słodko-gorzkimi kłamstwami. Był na nią zły, ale nawet wtedy postawił jej zdrowie ponad swoje emocje, czego nie można było powiedzieć o niej.
    
Odwrócił się na pięcie i wrócił do lochów. Nie zamierzał jej gonić, ani szukać. Jeśli zmądrzeje to wróci, a jeśli nie to cóż, najwyraźniej nie byli sobie pisani. Irracjonalność tej sytuacja przerastała jego wyobrażenia, więc ochoczo przyjął zaproponowaną mu butelkę ognistej nie przejmując się faktem, że następnego ranka czekała go poniedziałkowa pobudka. Pił, śmiał się z żartów kolegów i opowiadał im raz za razem o rozwydrzonej Gryfonce odstawiającej sceny dramatu. W gwarze i ogólnej radości spędzili wieczór i późne godziny nocne, kończąc swoje spotkanie trochę po północy. Dotarł do łóżka zmęczony, rozebrał się rzucając ubrania na dno szafy i padł na łóżko. 
Sen go jednak nie zmorzył, powieki same mu się zamykały, niemalże odchodził w błogi stan w ciągu jednej sekundy, lecz mimo to nie potrafił zasnąć przewracając się z boku na bok i zmieniając pozycje. To, czego teraz pragnął to dziewczyna leżąca obok niego. Gdzieś w tych myślach krążyła potrzeba zmniejszenia poziomu libido, ale był w stanie zrezygnować z seksu na rzecz odrobiny czułości. Wciąż jednak był wściekły i złość oraz duma nie pozwalały mu wstać z łóżka, żeby poszukać dziewczyny. Ona sprowokowała tę kłótnię swoim zachowaniem, więc to ona musiała przeprosić.
    
Męczył się do rana, nie zasypiając nawet na kwadrans, więc poranek nie był miły dla nikogo, kto wszedł mu w drogę. Wyglądał nie najlepiej: jego biała jak papier skóra dziś przypominała trupi odcień, a pod oczami miał sińce. Bez apetytu zszedł na śniadanie poprawiając mankiety swojej szkolnej szaty i sprawdzając, czy krawat na pewno jest dobrze zawiązany. W Wielkiej Sali było głośno i bardzo jasno, światło raziło jego zmęczone oczy, a hałas drażnił podirytowany nastrój.
    
- Peter, obślizgła jaszczurko - zwrócił się do siedzącego obok kolegi. - Czy mógłbyś mlaskać ciszej? - zapytał z fałszywą uprzejmością celując w niego widelcem. - Inaczej obiecuję, że wypatroszę cię tym o to mieczem zagłady - dodał groźnie, specjalnie przeciągając sylaby i przerysowując sytuację. Ślizgon zasalutował mu jak na żądanie i ze śmiechem powrócił do pałaszowania swojej jajecznicy. Sam Scorpius nie miał ochoty na jedzenie i co jakiś czas zerkał z zainteresowaniem w stronę stołu Gryfonów szukając wzrokiem Angie. Był zły, ale wciąż chciał wiedzieć czy wszystko u niej w porządku. 

    - Scorp, zachowujesz się jak desperat - usłyszał od Petera. Podniósł na niego poirytowane spojrzenie tym razem z realną groźbą mordu w oczach. Te słowa na niego podziałały, przywrócił się do porządku i sięgnął po tosty, które posmarował dżemem dyniowym. A niech ją piekielne ogary!

    OdpowiedzUsuń
  32. [E tam, u ciotki wcale nie jest tak źle :D Tylko to straszne zadupie, ale od czego jest teleportacja! ;)
    Wątek bardzo chętnie, aczkolwiek nie mam żadnego pomysłu jak na tę chwilę :c]

    Jasmine

    OdpowiedzUsuń
  33. [Przyjaciółkami mogą być, jak najbardziej, aczkolwiek wątpię, aby Jas się w Angie zakochała, raczej nie jej typ :P Ale chętnie będzie ją wspierać, chętnie będzie wyzywać tych, którzy wyzywają Angie i tak dalej. Bo przyjacielska z niej osóbka! Masz jakiś pomysł na wątek? Tak sobie pomyślałam, że podczas ostatniego meczu Angie mogła przypadkowo dostać tłuczkiem i wylądować w Skrzydle Szpitalnym. Nic poważnego, ale Jasmine pewnie by się przestraszyła. A jeśli nie chcesz więcej krzywdzić swojej postaci to można zrobić zamianę i to Jas wyląduje w SS przez tłuczek, który przez przypadek ją walnie :)]

    Jasmine

    OdpowiedzUsuń
  34. [Mogę zacząć, aczkolwiek nie wiem czy to nastąpi jeszcze dziś. Aczkolwiek się postaram! :)]

    Jasmine

    OdpowiedzUsuń
  35. [Cześć! Jestem chętna na wszystko, chociaż nie mam pojęcia jak połączyć je wątkiem innym niż hate-relationship. Są całkowitymi przeciwieństwami :D. Jakieś pomysły?]

    Adalyn

    OdpowiedzUsuń
  36. [Bardzo, bardzo, ale to bardzo przepraszam cię za to, że odpisuję dopiero teraz. Jest to jednak spowodowane tym, że próbowałam nam wymyślić jakąś akcję do wątku, ale niestety nic nie wpadło mi do głowy, za co przepraszam. :c Może ty masz coś na myśli?]

    Maxine Carter

    OdpowiedzUsuń
  37. Pochwyciłem mikrofon.
    - To nie jest szczęśliwy mecz dla Puchonów. Jeden z lepszych zawodników Lee Jones odpadł. Pałkarz Hufflepuffu, raczej nie zapamięta dobrze tego spotkania.- powiedziałem.- Ale cóż to się dzieje? Ścigający Puchonów Rogers ma kafla. Pędzi przed siebie, trzyma piłkę jakby była to ostatnia na całym świecie tabliczka czekolady przed nim jest już tylko obrońca Ravenclawu. Szykuje się do rzutu i…i tym oto sposobem poznaliśmy jak można straszyć gołębie. Rzut był fatalny.- powiedziałem na jednym tchu- Ale spokojnie, każdemu może się zdarzyć. Szukający Ravenclawu wygląda jak zagubiony pierwszoroczniak, nie wie co ma ze sobą zrobić, znicz był, ale zapewne sobie poszedł gdzieś na piwo z kolegami. Na środku boiska trwa zacięta walka o kafla. Przy nim aktualnie są Krukoni. Co wyjdzie z tej akcji? Giggs podaje do McIrisch’a , McIrisch do Giggs’a. Giggs pędzi do obręczy, rzuca…potężny rzut. Pierwsza klasa normalnie, jednak obrońca Puchonów pewnie łapie piłkę. Jego mina i postawa świadczą zapewne o tym, że takie piłki to on w zęby łapie. Pałkarze odbijają sobie tłuczki w stronę przeciwników, można by się doszukiwać w tym wszystkim jakiegoś systemu…ale nie jestem specjalistą od takich rzeczy.- przerwałem na chwilę i spojrzałem na Agnes. Zachęcająco szturchnąłem ją i pokazałem na mikrofon. Jednak chyba nie była w stanie powiedzieć ani słowa.- Szukający Puchonów dostrzegł znicza! Pędź, leć, biegnij, płyń, zrób cokolwiek, aby dać swojej drużynie zwycięstwo. Znicz jest na wyciągnięcie ręki…już prawie go ma…czy to będzie koniec tego emocjonującego meczu? Jednak nie! Znicz jest za sprytny na klasyczne złapanie. Jakieś dziwne rzeczy się wydziwiają w polu bramkowym Ravenclawu… trwa tam zacięty bój o dziesięć punktów! Kafal dzierży Duncan Smith, rzuca…jednak nie trafia w żadną z obręczy. Można pokusić się o stwierdzenie, że chciał tym kaflem ubić muchę, która sobie latała idealnie pomiędzy obręczami. A ‘propos muchy, jest pewne ogłoszenie: „Zaginęła tresowana mucha o imieniu Stefan, ostatni raz widziana była podczas lotu pomiędzy obręczami. Znalazca proszony jest o kontakt do profesora Madeya.” Jak widać różne rzeczy się dzieją podczas tego meczu. Szukający Krukonów wyszedł z ukrycia, dostrzegł złotego znicza…zbliża się…wziął szybki zamach lewą ręką i zatrzymał się…unosi dłoń. Ma znicza! Krukoni wygrali ten zacięty mecz, w pięknym stylu!- powiedziałem, po czym wyłączyłem mikrofon. Nie warto było nic mówić, bo owacje uczniów skutecznie zagłuszały słowa.
    Położyłem rękę na ramieniu Angie i siedziałem przez chwilę w takiej pozycji, czekałem aż trybuny trochę opustoszeją. Kiedy doczekałem się tego zapytałem:
    - Co się stało, że nagle przestałaś komentować? Dobrze ci szło.

    [Nie tak to miało co prawda wyglądać, ale wyszło jak wyszło.]
    Marcin Madey

    OdpowiedzUsuń
  38. [Wierzę na słowo! Dlatego też proponuję wątek, Ulf jest na tyle interesowny, że chętnie będzie utrzymywać dobry kontakt z Angie.
    W każdym razie, proponuję wątek z zakładem w tle. : )]

    Ulf

    OdpowiedzUsuń
  39. [Znaczy tak, ja załapałam o co ci chodzi na samym początku i ta relacja przypadła mi do gustu. Także jeśli o to chodzi, to tak, masz rację, ale po prostu sądziłam, że będziesz chciała czegoś więcej niż zwykłego spotkania podczas meczu (chociaż spotkaniem to chyba nie będzie można nazwać), ale skoro odpowiada ci taki wątek, to dla mnie nie ma problemu. I przepraszam, bo to błąd w komunikacji z mojej strony. :c]

    Maxine Carter

    OdpowiedzUsuń
  40. [Zakład o to, że Ulf nie wybiegnie w stroju zwierzęcia na boisko przed rozpoczęciem meczu.

    Możemy zacząć w czasie jeszcze przed zakładem, kiedy to Angie nazywa Gryfona lajzą, która nie jest w stanie zrobić nic kończącego się karą (mógł się przechwalać w pokoju wspólnym przed kumplami i to by ją wkurzyło).
    przeklinaj ile chcesz!]

    Ulf

    OdpowiedzUsuń
  41. [Ależ oczywiście! Postaram się to zrobić w okolicach środy lub czwartku. c:]

    Maxine Carter

    OdpowiedzUsuń
  42. [a dziękuję, dziękuję. <3
    ja na wątek bardzo chętnie, tylko mam takie jedno skrzywienie, że nie bardzo idzie mi pisanie z młodszymi postaciami od moich (nie pytaj, naprawdę nie wiem skąd to :o), ale jeśli masz ochotę, to wpadnij do Nebraski, niedługo opublikuję jej odświeżoną kartę. Neb jest w drużynie, więc możemy założyć, że może to ona namówiła wielkiego goryla Ślizgona, by zrobił Angie krzywdę, w związku z czym Twoja panna teraz małej nienawidzi, bo oczywiście goryl inteligencją nie grzeszył i się wygadał, a moje nieznośne blond dziecię nic sobie z tego nie robi i ciągle Angie dręczy? c:]

    prawie Nebraska.

    OdpowiedzUsuń
  43. [dziękuję. mam słabość do tej małej jędzy.
    cóż, nie wydaje mi się, aby Neb była na tyle prymitywna, by dla swojej własnej uciechy uciekać się do przemocy, ACZKOLWIEK możemy założyć, że grały kiedyś przeciwko sobie, wiadomo, najbardziej skłócone Domy trzeba jak najczęściej ze sobą łączyć, Angie mogła powiedzieć/krzyknąć do Nebraski coś, co blond dziewczę uznało za obraźliwe i na różne sposoby się teraz mści. na przykład wkładając Gryfonce proszek na kichanie do książek, a taki na swędzenie do szat. czy cokolwiek. wchodzisz? jeśli Ci pasuje, to możesz nam zacząć i nie musi być długo. :D]

    Nebraska.

    OdpowiedzUsuń
  44. - I ja wtedy do niej: ale pani profesor, czy wyglądam na kogoś, kto chciałby wykraść ten eliksir?

    Roześmiał się głośno i spojrzał w stronę piątoklasistek, puścił do nich oczko i zbił piątkę z kumplami. Blondynka słodko zarumieniła się. Szach-mat, Ekblad. Jest twoją. Ulf nie miał oporów przed zgrywaniem ważniaka, właściwie - nie musiał udawać, był urodzonym showmanem. Z największego gówna stworzyłby coś wielkiego. Dumny z siebie zaczął opowiadać dalej, kiedy nagle zobaczył sinego ze śmiechu Ralpha. Zdziwiony zamrugał, najśmieszniejsze jeszcze przed nim. Max z cichym westchnięciem dał Ulfowi znak, żeby ten się obrócił. Oczywiście, nie musiał tego robić, żeby wiedzieć o kogo chodzi. Od kilku lat Max informował go o pojawieniu się pewnej osoby w ten sam sposób.

    — To naprawdę bardzo ciekawe. Jeśli dobrze pamiętam to chyba jeszcze wczoraj po tej twojej "zajebistej" akcji, uciekałeś z prędkością światła przed nauczycielem. Jesteś zwykła tchórzofretką, Ekblad, na waszym miejscu nie wierzyłabym w te brednie, które opowiada ta łajza. Ten człowiek do perfekcji opanował uciekanie w razie kłopotów, pieprzony książę Gryffindor'u zrobi wszystko, aby tylko uniknąć kary! Jednak, jeśli myślicie, że to prawda to w porządku, przecież to wasz guru, Ulf Ekblad największy tchórz w Hogwarcie!
    Santa madonna, znowu ta gówniara. Myślał, że jej nie ma w pokoju wspólnym.


    Spojrzał na szepczące między sobą dziewczyny, kurwa. Te piątoklasistki były naprawdę ładne. I jeszcze jego kumple; Max jako jedyny zachował kamienną twarz, reszta - na czele z Ralphem, wyglądała jakby się miała posikać ze śmiechu.

    - Ulf, twoja laska ma inne zdanie na ten temat.

    - Zamilcz idioto, nie nakręcaj jej niepotrzebnie. I tak już nie wie, co ma zrobić, żeby zwrócić na siebie uwagę, jeszcze wpadnie na coś głupszego. - warknął w odpowiedzi i obrócił się całkowicie ku Agnes. Kiedyś go to śmieszyło, w ogóle to całe dogadywanie sobie na przestrzeni lat było na tyle absurdalne, że z zabawy przerodziło się w szczerą niechęć. Zwłaszcza, że dziewczyna coraz częściej wchodziła mu z butami w akcje wyrywania dziewczyn. Tego nie mógł znieść, frajerstwa znaczy takiego. Oczywiście, sam nie pozostawał dłużny. Rozwalał jej życie jak tylko może, za kilka miesięcy i tak kończy szkołę. Przecież może. - Możesz przestać mnie śledzić Dolor? Przynajmniej jak już to robisz, to opowiadać chociaż prawdę? I tak się z tobą nie umówię, ile mam ci to powtarzać?
    Nie powtarzał nigdy, tak teraz rzucił. Podryw musiał dojść do skutku. Założył się przecież z Maxem, że do końca roku będzie 31 dziewczyn.


    (przepraszam za długość, jestem skazana na telefon do końca tygodnia, a nie chciałam, żebyś czekała)

    Ulf

    OdpowiedzUsuń
  45. [ Cześć, cześć! Wybaczam podglądanie, myślę, że nie byłaś jedyna :> Tia w wątkach faktycznie potrafi być dzika, nie będę tutaj skromna i od razu ją pochwalę.
    Myślę, że możemy się pokusić na gotowe powiązanie - może masz do oddania jakiś wakat? Upierdliwa para z transmutacji? Koleżanka, która za każdym razem pcha się do mikrofonu na meczach i dostaje za to szlaban? Śmieszek, co przy każdym śniadaniu niepostrzeżenie dorzuca do owsianki garść bekonu i bananów, żeby lepiej Angie smakowała? Różne są możliwości :D ]
    TB

    OdpowiedzUsuń
  46. [Żyję, po prostu przytłoczyła mnie delegacja i sesja, więc odpisy idą wolniej, niż bym chciała.]

    Scorpius Malfoy

    OdpowiedzUsuń
  47. Maxine należała do tego rodzaju osób, które wiele rzeczy były w stanie znieść i zrozumieć. Dawała ludziom drugie szansy, wierzyła w nich i z każdym starała się żyć w zgodzie. Miała po prostu przyjazną naturę, chociaż jeżeli ktoś zaszedł jej za skórę, nie miała dla tej osoby zbyt wiele litości. Z drugiej strony, żeby doprowadzić ją do tego stanu, trzeba było się naprawdę wysilić. Z reguły jednak unikała sporów z innymi, wiedząc, że większość z nich to tylko strata czasu, której lepiej sobie oszczędzić. Czasami jednak nie dało się tego uniknąć. A moment, w którym po raz któryś z kolei ktoś bez powodu ciska kolejne wredne komentarze w twoją stronę, z pewnością był jednym z takich, w których cierpliwość się kończyła.
    Jako zawodnik w szkolnych rozgrywkach Quidditcha, Maxine musiała nie tylko zmierzyć się z presją, wymaganiami ze strony kapitana i kolegów z domu, morderczymi treningami i trudnościami podczas meczów, ale także z tym, co na temat jej gry sądzili inni uczniowie szkoły. Niejednokrotnie słyszała pochwały ze stron innych, którzy podziwiali ją ze jej umiejętności, ale słyszała także wiele opinii, które – mówiąc w dużym skrócie – delikatnie sugerowały, aby Carter jak najszybciej opuściła drużynę, bo ktoś inny może wykonać jej pracę dwa razy lepiej. Max skromnie dziękowała za wszystkie słowa poparcia i pokornie przyjmowała te, które raczej miały tylko pogorszyć jej samopoczucie i pewność siebie. Potrafiła znieść krytykę, naprawdę. Właściwie nie miała z nią problemów, dopóki nie była ona zwykłym hejtem, a konstruktywnym wyrażaniem własnego zdania. Jednak to, co podczas każdego meczu mówiła o niej Agnes Dolor, zdecydowanie nie należało do tego rodzaju krytyki, którą Maxine popierała. A przynajmniej tak jej się wydawało.
    Co prawda Gryfoni wygrali dzisiejszy mecz z Krukonami, ale przez cały czas jego trwania, Agnes najwyraźniej nie mogła przeżyć tego, że na początku Carter niezbyt wychodziło podążanie za złotym zniczem. Trochę kręciła się w kółko, nie mogąc znaleźć własnego miejsca na boisku, co zazwyczaj przychodziło jej przecież z łatwością. Na szczęście w odpowiednim momencie się opamiętała i wróciła do gry, ale komentatorka co jakiś czas niby delikatnie przypominała widzom o tym, co działo się na początku, sprawiając tym samym, że Maxine robiła się coraz bardziej wściekła. Przez kilkanaście meczy próbowała to ignorować, rozumiejąc, w jakim położeniu znalazła się dziewczyna, ale to już było zbyt wiele. Szukająca nie miała zamiar tego wszystkiego znosić tylko dlatego, że Agnes doznała poważnej kontuzji i nie mogła grać. Nie zasługiwała na to, tym bardziej, że nie bez powodu to właśnie Max wskoczyła na jej miejsce.
    Po skończonym meczu Carter udała się z resztą drużyny do szatni, aby wspólnie celebrować wygraną. Zanim jednak udała się do Pokoju Wspólnego, zamierzała załatwić jeszcze jedną sprawę. Złapała Agnes za łokiec, kiedy ta kierowała się w stronę szkoły i pociągnęła ją na ubocze.
    — Przestań to robić, Agnes! — spojrzała na nią, zezłoszczona. — Ile ty masz lat?! Dziesięć?!

    Maxine Carter

    OdpowiedzUsuń
  48. [Trochę dziwne, że ta kontuzja ją wykluczyła. W końcu magia powinna załatwić wszystko! No, halo! xD Ale kicha, że musiała przestać latać, chociaż nigdy żadna z moich postaci nie lubiła odrywać się od ziemi. Ale db że znalazła sobie zamiennik.
    Co do Yaxleya to jest o nim bardzo mało w KP, ale o to chodziło. Wszystkie sekrety i grzeszki nie mogą być opublikowane, nieprawdaż? >:D Ale chyba pierwszy raz, (nie, dobra. Drugi) robię kogoś tak miłego. Zobaczymy jak to wyjdzie xD A masz jakiś pomysł na wątek czy tylko rzuciłaś hasło i robimy burzę mózgów?]

    T. Yaxley

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Przyznam się, że jak nigdy bym nie przyjęła takiego wątku, tak teraz się zgodzę, bo czemu by nie? Wszystkiego trzeba spróbować xD A może być śmiesznie. W sumie to nie musimy zaczynać od samej tej akcji, ale co powiesz na to, gdy Yaxley przychodzi pierwszy raz na zajęcia? Bo jest bobasem w hogwarckim personelu, więc można też z tym coś skombinować.]

      Usuń
    2. [Hah nie, no spokojnie. Po prostu jestem z tych Autorow co mało kiedy piszą typowo nastoletnie wątki że tak to nazwę, ale myślę, że chwilą oddechu i wkroczenie wkroczenie na nowe wody może być ciekawym doświadczeniem.
      Mogę zacząć, a masz jeszcze jakieś preferencje czy mogę pisać co chcę?]

      Usuń
  49. Tiberius przez ostatnie pięć lat trzymał się z dala od Hogwartu, rodzinnych stron i całej Wielkiej Brytanii. Nie mógł znieść wspomnień, które nagromadziły się przez długi czas przebywania właśnie w tych miejscach. Oczywiście nie były to tylko złe wspomnienia, bo w końcu nawet w pałacu Yaxley’ów nie było wiecznie ponuro. Najmłodszy dziedzic kochał swoją rodzinę. Okrutnego ojca, zepsutą matkę i zniesmaczone wszystkim siostry. Nie miał prócz nich nikogo. A przynajmniej tak początkowo mu się wydawało. Po skończeniu ostatniego roku w Ravenclaw, nie pytając nikogo o zgodę, spakował skórzaną torbę i wyjechał. Zostawił jedynie wiadomość swojej rodzinie, a potem przysyłał z różnych miejsc na świecie pocztówki. Nie musieli wiedzieć, gdzie aktualnie przebywał. Kochał poznawać nowe, nieznane krainy, wędrować z tubylcami do zapomnianych, niemal mitycznych zakątków świata. Obieżyświat. Tak go zaczęto nazywać, bo gdziekolwiek warto było się pojawić, on tam był. Nie tylko widział rzeczy, których normalne oko nie widziało, ale również poznał tajemnice przeróżnych kultur, które namiętnie spisywał w notesach. Dzięki temu wrócił z doświadczeniem, którego niektórzy nie zdobyli przez całe życie. Dwudziestotrzyletni wówczas Tiberius postanowił się ustatkować. Ale tylko na jakiś czas. W końcu reszta świata wciąż na niego czekała. Zresztą nawet gdyby bardzo chciał, Hogwart dalej kojarzył mu się z kilkoma sytuacjami, których wolałby nie pamiętać. Pierwszym co zrobił było właśnie ubieganie się o stanowisko stażysty Ochrony Przed Czarną Magią. Nie powiedział rodzinie, że wraca i jak na razie tego nie planował. W końcu różne rzeczy mogły się zdarzyć. Na przykład dyrektor odrzuciłby jego podanie. Wtedy nie miałby czego szukać w Szkole Magii i Czarodziejstwa. Okazało się jednak, że nie potrzebnie się martwił. Neville z szerokim uśmiechem powitał dawnego ucznia swojej klasy i chętnie przyjął do pracy. Zaproponował również miejsce w Hogwarcie, ale Tiberius odmówił. Odkąd tylko pierwszy raz stanął w trakcie trzeciego roku z miasteczku Hogsmeade obiecał sobie, że kiedyś tam zamieszka. I życzenie się spełniło. Wszystko szło nadzwyczaj pomyślnie. Był jeden problem. Myślał, że rodzina ucieszy się na jego powrót. Wiedział, że tak nawet jeśli tego nie okazywali, ale nie sądził, że będą mieli mu za złe to, że nie znalazł sobie jeszcze do teraz żony. I to nie byle jakiej. Chodziło oczywiście o jedną z tych z czystej dwudziestki ósemki. Państwo Yaxley podkładali w nim wielkie nadzieje – jedyny syn, siostry powydawane za mąż, więc oczywistym było, że to właśnie on odziedziczy ich cały majątek razem z nazwiskiem. Nie rozumieli podejścia swojego najmłodszego dziecka to tych ustawianych i aranżowanych małżeństw. Na szczęście jego jedyna narzeczona jeszcze z czasów szkolnych wyszła za innego. Razem z Isbel nie tworzyli dogranej pary i oboje to wiedzieli. Dziewczyna postąpiła zgodnie z tym, co mówiło jej serce i wyszła za czarodzieja pół krwi, sprzeciwiając się tym samym woli rodziców. Tiberius uważał, że było to niezwykle odważne i krzywdzące równocześnie. Niedoszli teściowie zerwali wszelkie kontakty ze swoją córką, zostawiając ją samą. Ale Isbel była szczęśliwa. Tiberius był jednym z nielicznych gości na skromnym ślubie i żałował, że jemu nie trafiła się podobna miłość ze szczęśliwym zakończeniem. I może był niepoprawnym romantykiem, ale wiedział, że nikt w jego otoczeniu nie był bezpieczny. Dlatego też pogodził się już z byciem samemu. I raniły go uwagi rodziny a propos jego statusu matrymonialnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz jednak żył na własną rękę lub właściwie dopiero takowe zaczynał. Wcześniej najzwyczajniej w świecie zawsze mógł sięgnąć do skarbca Yaxley’ów. Robił to naprawdę rzadko, ale teraz nie zamierzał tam zaglądać już nigdy. Chciał być samodzielny. Ustatkowany i niezależny od nikogo. Życie w podróży było inne od tego na miejscu, więc było to pewnego rodzaju wyzwanie. Tak samo jak pierwszy tydzień w nowej pracy. Dziwnie było stać po drugiej stronie – być w skórze nauczyciela. Chociaż na razie był jedynie stażystą, Lupin często przekazywał mu pałeczkę podczas zajęć, gdy widział, że Tiberius sobie poradzi. Większość jednak dni mijała mu na siedzeniu z tyłu sali zajęciowej i obserwowaniu niewiele starszego kolegi z pracy i notowaniu ważnych informacji. Właśnie pod koniec dnia miały odbyć się zajęcia z Gryfonami z piątego roku. Przez ostatnie dwie godziny Yaxley spokojnie zajmował miejsce w ostatniej ławce, z nogą opartą na kolanie i zapisywał uwagi w skórzanym notesie. Nic nie zapowiadało się, by sytuacja się zmieniła. Trzymając w zębach długopis, podniósł spojrzenie, słysząc jak uczniowie wchodzą do klasy. Tiberius przyzwyczaił się do mugolskich przedmiotów i preferował je od papieru i piór. Już dawno skończyła się jego edukacja w Hogwarcie, więc nawet ubrania mógł nosić jakie chciał. Widząc czarne szaty Gryfonów, uśmiechnął się lekko na wspomnienie szkolnych lat. Jego największa zmora.

      T. Yaxley

      Usuń
  50. Klasa powoli zaczynała się zapełniać, a ciekawość i zwyczajne wspomnienia sprawiły, że wzrok Yaxley’a podążały za każdym wchodzącym uczniem. Nie można było zaprzeczyć, że członkowie przeróżnych domów różnili się od tych za czasów, gdy to on był na ich miejscu. Mimo że nie było to wcale tak dawno, to aż tak jaskrawe włosy lub makijaż nie były mile widziane. Jak widać nawet Hogwart szedł naprzód, chociaż szczycił się ostrą konserwatywną edukacją. Usłyszał dziewczęce śmiechy, jednak skupił się ponownie na swoich notatkach i niezbyt przejął się, co przyciągnęło ich uwagę. Przez cały tydzień wydarzyło się wiele rzeczy i chyba nic nie miało go już zaskoczyć. Już dostał wprost zaproszenie na kawę od jednej siódmoklasistki. I mimo że mu to schlebiało, nie widział siebie jako obiekt westchnień nastolatek. Sam pamiętał jak dziewczęta potrafiły się zafiksować na czyimś punkcie. Jeden eksces był związany z jego siostrą. Na szczęście szybko się skończył. Był płacz i były łzy, ale romans z nauczycielem nie był w żaden sposób akceptowany. Yaxley na powrót podniósł spojrzenie. Tiberius obserwował również męską część uczniów i niezbyt spodobało mu się to, co zobaczył. Jednak trzeba było oddać to jego rodzicom – wychowywali go w granicach i tradycji za co im dziękował. Niektóre krzyki mody nigdy nie miały do niego dotrzeć. Gdy do klasy wszedł również Lupin, obaj wymienili znaczące spojrzenia, a Yaxley niewidocznie kiwnął głową na zgodę. Ostatnie zajęcia zawsze były najbardziej leniwe, więc fakt, że mógł przejąć prowadzenie zajęć nie stanowił żadnego problemu. Spokojnie odczekał, aż wszyscy zajęli miejsca, rozpakowali się i uspokoili. Bo widoczne podekscytowanie było ciężkie do opanowania. Nawet przez kogoś tak lubianego jak Teddy Lupin. Tris uśmiechnął się lekko pod nosem, gdy za pierwszym i drugim razem nic z tego nie wyszło. Przypomniał sobie, że wiele razy sam był przyczyną takiego rozgardiaszu. Ku bolączce rodziców. Cóż. To były mimo wszystko dobre czasy. Właśnie… Mimo wszystko… Jego rozmyślania zostały przerwane przez samego prowadzącego zajęcia, który w końcu uspokoił gadającą klasę. Z tego co pamiętał jego poprzednicy mieli o wiele silniejszy autorytet i potrafili zagrzmieć. Najwidoczniej jednak Teddy miał sympatię uczniów, której tamci nigdy nie potrafili zdobyć.
    Słysząc swoje imię, delikatnie poprawił się na siedzeniu, czekając na dalszą część wypowiedzi Lupina. Było to wręcz oczywiste, co się wydarzy dalej. Przechodzili to przez każde zajęcia i obaj znali to na pamięć. Dyrektor jednak wyraźnie zarządził, że każdy nowy członek personelu miał wprowadzać uczniów w podstawowe informacje na swój temat. Z jednej strony było to zrozumiałe, ale jeśli ktoś miał robić to po raz setny, można było być wyraźnie zirytowanym. Tiberius zachował jednak spokój. Jak zawsze. Chyba mało kto widział go unoszącego się lub poddanego jakiejkolwiek emocji. Na pewno nikt z Hogwartu. W końcu przebywał w okolicy dopiero od niedawna, a absolwentów z jego domu praktycznie nie było w szkole. Zaczynał więc z nową kartą, a jedynymi którzy go pamiętali byli podstarzali nauczyciele i pani profesor. Uwielbiam każdego z nich, a fakt, że mógł z nimi teraz pracować napawał go dumą.
    - Możesz ich trochę postraszyć, może wreszcie zaczną się uczyć – dodał na koniec Lupin, robiąc miejsce Yaxley’owi. Ten spokojnie odłożył notes na ławkę i wstał, rozpinając guzik zamszowej marynarki i przeszedł klasę. Zatrzymał się przed podwyższeniem dla nauczyciela. Nie chciał patrzeć na uczniów z góry, bo nadawało to niepotrzebnego dystansu. Klasa nie była duża, więc wszyscy mogli go spokojnie zobaczyć. Przejechał spojrzeniem po znudzonych, innych zainteresowanych twarzach i odetchnął.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Profesor Lupin już mnie przedstawił – zaczął, wkładając prawą dłoń do kieszeni spodni i urywając na chwilę. – Jestem tu dopiero od tygodnia, więc tak jak mój przedmówca zauważył, uczę się dopiero prowadzenia zajęć. Jeśli będziecie chcieli mnie znaleźć, będę najczęściej tutaj od rana do koło szóstej popołudniu – zakończył, przejeżdżając palcami po włosach i odwracając się, by usiąść z powrotem na swoje miejsce, gdy nagle o czymś sobie przypomniał i rzucił jeszcze:
      - Ukończyłem tę szkołę, więc jeśli byście próbowali uciekać z zajęć, będę wiedział, którym przejściem.
      Część uczniów rozejrzała się z ciekawością dookoła, szukając ukrytych tuneli, co wywołało na twarzy Trisa lekki uśmiech. Najwidoczniej mało kto teraz lubił bawić się w odkrywcę i szukać tajnych przejść. Yaxley stanął przy ostatnim stopniu podwyższenia, po czym spojrzał na Lupina, który kiwnął głową i zaraz sam zabrał głos:
      - Dziś klasa będzie podzielona na pół. Jedna część będzie podlegać mi, a druga panu Yaxley’owi. Będziecie dziś zajmować się antycznymi zaklęciami obronnymi, a wasze postępy będą kontrolowane przez naszą dwójkę. A. Trenujecie na rosiczkach. Lewa strona jest moja, prawa pana stażysty. Powodzenia.
      Zaraz też rozległy się głośne odgłosy przesuwanych ławek i krzeseł, a uczniowie mieszali między sobą, przechodząc z jednej strony sali na drugą. Po chwili przy Tiberiusie zgromadziła się całkiem niezła grupa Gryfonów, czekających na dalsze instrukcje.

      Tris

      Usuń
  51. [Wybacz tę obsuwę i długość oraz jakość odpisu, ale piszę to w przerwie pomiędzy jedną encyklopedią a drugą, w pociągu pijąc kolejną dziś kawę. Z pewnością o tę jedną za dużo.]

    Miał zbyt wiele na głowie, żeby przejmować się problemami z dziewczyną. Jak większość siódmoklasistów spędzał teraz czas przeważnie w bibliotece nad książkami ucząc się do nieuchronnie zbliżających się OWUTEMów. Jego ambicja przerastała ego i to ona sprawiała, że siedział nad opasłymi tomiskami wertując swoje notatki z ostatnich siedmiu lat i spisując nowe informacje, które mogą okazać się przydatne na testach. Chciał zdać wszystko jak najlepiej, był ambitny i pracowity, jednak przyjemna, letnia pogoda nie sprzyjała skupieniu. Gdy nie miał właśnie ochoty, żeby wyjść na świeże powietrze i pograć w Quidditcha to dusił się w przegrzanych salach, gdzie temperatura sięgała wysokich liczb. Jego myśli zaprzątały OWUTEMy i plany na przyszłość, w których z pewnością nie widział Puchonki po tym, co ostatnio między nimi zaszło. Z listy irytujących zachowań to było najbardziej denerwujące. Dotąd sądził, że on jest niedojrzały emocjonalnie, jednak gdy lustrował ich związek doszedł do wniosku, że dziewczyna wciąż nie dorosła i zachowywała się jak dziecko. To, co ostatnio zaszło w Skrzydle Szpitalnym było tego jawnym przykładem.

    Śniadanie jadł w towarzystwie głośnych rozmów i śmiechów kolegów z Domu, którzy nie przejmowali się nadchodzącymi testami. W przeciwieństwie do nich Scorpius milczał, od czasu do czasu tylko potakując głową gdy padło w jego kierunku jakieś pytanie. Przeglądał notatki z eliksirów. Raz tylko zerknął w stronę stołu Gryfonów po komentarzu Petera. Zaskoczyło go, że szła w towarzystwie dziewczyn, które dotąd otwarcie i jawnie wyśmiewały się z niej i poniżały, będąc zazdrosne, że teraz ona jest ukochaną Malfoya. Wyglądało jakby dobrze się w ich towarzystwie bawiła, co potwierdziło jego przypuszczenia, że jest tylko niedojrzałą nastolatką, głupiutką Puchonką. To już nawet nie była naiwność, lecz głupota i hipokryzja, a tego ostatniego Scorpius nie znosił.

    Gdy przegryzł ostatni kęs jego towarzysze właśnie zbierali się do wyjścia, wiec zebrał swoje notatki i razem z nimi skierował w stronę drzwi, gdzie natknęli się na Agnes. W pierwszej chwili nawet jej nie zauważył pochłonięty różnicami pomiędzy Eliksirem Wytrwałości a Czasowego Zapętlenia. Dopiero gdy rzuciła się na niego z pięściami spojrzał w tamtym kierunku unosząc wysoko brwi. Daryl roześmiał się głośno niewzruszony. 

    - Noga już się zrosła? - zapytał zaczepnie szczerząc krzywe zęby w kierunku Puchonki. Scorpius przewrócił oczami.

    - Ile wy macie lat? - rzucił trochę jakby od niechcenia, ale poirytowanym głosem, już po chwili wracając spojrzeniem do notatek. Cisza, która jednak zapadła sprawiła, że poczuł jak wszyscy wokół skupili na nim teraz wzrok wymagając, by opowiedział się po którejś ze stron. Westchnął ciężko i zwinął na moment kartki. - Weź się nie rzucaj, bo złość piękności szkodzi, a ty ją przeproś i po sprawie. Naprawdę, robicie aferę.

    Scorpius Malfoy

    OdpowiedzUsuń
  52. [No, siemka. Widzę, że poszłaś na urlop, ale to może dobrze. W każdym razie chciałam spróbować takiego wątku, który mi proponowałaś, ale mi nie przypasowała taka relacja. Myślałam nawet co może być dalej, ale Tris nie jest typem, który by romansował z uczennicą, a nie widzi mi się wątek, w którym Agnes tylko by się nim zachwycała a on prowadził zajęcia. Lubię wiedzieć jak dana relacja się potoczy,a tutaj zwyczajnie nie widzę przyszłości. Mam nadzieję, że zrozumiesz. Zwalniam Ci w takim razie wątek i życzę dalszego miłego pisania.]

    T. Yaxley

    OdpowiedzUsuń
  53. [ Zacznę, ale nie wiem, którą opcję w końcu wybrałaś ;) Wybiorę więc sama. ]
    TB

    OdpowiedzUsuń
  54. [cześć i dziękuję. :)
    myślę, że Savanna mogłaby być nieco zafascynowana Angie, która wydaje się być dość buntowniczą osóbką w ogóle, jednakże ze względu na podejście rodziców, głównie matki, do czystości krwi, jak również dlatego, że ogólnie ma trudności z nawiązywaniem przyjaźni czy znajomości, to Twoja pani musiałaby ją jakoś zahaczyć na korytarzu czy gdziekolwiek. mogłaby zobaczyć jakąś niewielką kłótnię Save z bratem i potem do niej podejść, spróbować zagadać, bo ja wiem. moja dziewczynka na pewno byłaby bardzo onieśmielona, bo ona taka już jest, cicha i nieśmiała, zwłaszcza do ludzi, ale podziwiałaby skrycie Angie, że ma takie podejście do życia. c:
    mogę ładnie poprosić o zaczęcie? <3]

    Savanna Travis.

    OdpowiedzUsuń
  55. [nie ma nic przeciwko; to ja już piszę do Dyrekcji, by nam założyła wieloosobowy wątek. c:]

    Savanna Travis.

    OdpowiedzUsuń
  56. [Ależ on nie ma gdzieś nauki! Po prostu nie wiąże swojej przyszłości z mędrkowaniem, woli latać na miotle, ale to nie tak, że to nieuk. Inaczej nie byłby Krukonem.
    Możemy iść w tym kierunku, że chociaż grali w przeciwnych drużynach, to Harveyowi było naprawdę żal Agnes i po kontuzji starał się jakoś poprawić jej humor, głównie nadając o tym, że quidditch owszem jest najlepszym sportem na świecie, ale nie musi się przejmować, że nigdy już nie zagra, bo na pewno znajdzie sobie inne hobby. :D]

    Harvey

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [O i mógłby jej pomagać to nowe hobby znaleźć, co chwila chodząc z nią na spotkania co nowszych klubów, oczywiście jednorazowo!]

      Usuń
  57. [Czy skoro wymyśliłam, mogę na ciebie liczyć?]

    OdpowiedzUsuń
  58. [Może nie tyle, co zawracał jej głowę czy łaził, ale średnio raz w tygodniu dopadnie ją z entuzjastycznym "Znalazłem coś idealnego dla ciebie!". I pewnie, mogą się kumplować. :D]

    OdpowiedzUsuń
  59. [Noel wcale nie jest słodki (chyba, że z wyglądu) i lepiej mu tego nie mówić, bo się obrazi :D Słodki to może być szczeniak, a on jest mężczyzną w końcu, nie? xD Hmm, może Agnes byłaby tak jedyną dziewczyną wśród jego "paczki"? Oczywiście, nie musiałaby być jego fanką tylko dobrą znajomą, która nie robi wszystkiego, co powie Noel i podśmiewuje się z chłopaków, którzy to robią :)
    I czemu Agnes czułaby się przy Circe do tyłu? :D Hmm, tutaj jakoś nie widzę sposobu, aby nasze postacie się dogadały, więc może pozostaniemy na razie przy Agnes i Noelu?
    No i cześć!]

    Noel/Circe

    OdpowiedzUsuń
  60. [Mówiąc szczerze, Agnes nie jest raczej w typie Noela, a poza tym, on już do kogoś "wzdycha" (choć nie do końca o tym wie). Zostawiłabym więc tych dobrych kumpli, ewentualnie możemy pójść też we friendzone :)]

    Noel

    OdpowiedzUsuń
  61. [Oh, już widzę Noela z tą kwaśną miną pełną niezadowolenia xD Jestem na tak! Któż zaczyna?]

    Noel

    OdpowiedzUsuń
  62. [Okej, w ciągu dwóch dni powinnaś dostać zaczęcie :)]

    Noel

    OdpowiedzUsuń
  63. Jeśli Maxine Carter zasłużyła w życiu na cokolwiek, to była to właśnie pozycja szukającej w gryfońskiej drużynie Quidditcha. Dziewczyna wcale nie otrzymała jej w prezencie. Co prawda dużo pomogło jej to, że Agnes, która była naprawdę świetną szukającą, z powodu kontuzji musiała zrezygnować, to kapitan mógł wybrać przecież kogoś innego niż Maxine. Miał inne opcje do wyboru, wcale nie był zmuszony do wybierania właśnie jej, a potem modlenia się, że nowa zawodniczka nie zrujnuje im każdego meczu, zaprzepaszczając tym samym szansę na zdobyciu Pucharu. Bardzo możliwe, że kapitan miał pewne wątpliwości, może był taki czas, kiedy nie do końca w nią wierzył, ale nikt nie mógł powiedzieć, że Carter nie stanęła na wysokości zadania. Od kiedy przestała pełnić tylko rolę rezerwowego, znacznie się poprawiła. Niejednokrotnie słyszała, jak ktoś mówi, że wśród szukających ze wszystkich Domów zajmuje wysoką pozycję, jeśli chodzi o ranking. Uważała więc, że ma prawo myśleć, że nie jest najgorsza. Zresztą nie miała innego wyboru, jak tylko sądzić, że jest dobra w tym, co robi. Gdyby było inaczej, mogłaby już właściwie opuścić drużynę. Jako szukająca musiała być pewna, że może coś zrobić, że jest w stanie złapać ten cholerny znicz i zdobyć dla drużyny punkty, które zapewniały im wygraną.
    Dlatego Maxine Carter nie mogła dać sobie wmówić, że nie zasługiwała na miejsce w drużynie. Owszem, los się do niej uśmiechnął, ale nie bez powodu. Może nie zawsze grała najlepiej, ale przecież każdemu zdarzały się gorsze i lepsze mecze. Jednak zachowanie Agnes nie było kwestią lepszego czy gorszego dnia. Na samym początku Maxine jeszcze mogła ją zrozumieć, ale teraz? Teraz to wydawało jej się żałosne. Przez cały ten czas miała dla dziewczyny bardzo wiele wyrozumiałości, ponieważ wiedziała, że też byłaby wściekła, gdyby z powodu kontuzji nie mogła grać, ale minęła już chyba odpowiednia ilość czasu i nastąpiła odpowiednia chwila, aby zakończyć tą dziecinadę. Gryfonka zamierzała zrobić to tu i teraz, zmęczona tymi ciągłymi, niepotrzebnymi docinkami kierowanymi w jej stronę.
    — Aha, rozumiem, czyli teraz używamy odzywek z pierwszej klasy? — prychnęła, marszcząc brwi. Już nie krzyczała, ale w jej głosie i oczach wciąż można było dostrzec złość, tym bardziej po słowach Agnes. — Bardzo dojrzałe z twojej strony, bardzo! Może miałoby to sens, gdyby ktoś oprócz ciebie się z tego śmiał! Naprawdę nie jesteś tym wszystkim zmęczona?! Tą całą nienawiścią do mnie?! Nawet nie wiem co takiego do mnie masz! To była normalna kolej rzeczy! — warknęła. — Myślałaś, że byłaś tak wielkim odkryciem, że drużyna nie wybierze nowego szukającego albo że wycofa się z rozgrywek z powodu straty tak cennego zawodnika?! Nie masz prawa się na mnie wyżywać, Agnes!

    Maxine Carter

    OdpowiedzUsuń
  64. [A można wiedzieć jaką postać wtedy prowadziłaś? Co do Agnes, to zarówno negatywna, jak i pozytywna relacja wchodzą w grę. W gruncie rzeczy dziewczyna jest komentatorką i byłą szukającą, więc wspólnych tematów mogliby mieć sporo. Jeśli jednak wolisz wrogie nastawienie, to przydałoby się je jakoś ugruntować, żeby za szybko nie zrobiło się nudno. :)]

    Igor

    OdpowiedzUsuń
  65. Bal Wakacyjny był idealną okazją, aby zakręcić się wokół jakiejś ładnej dziewczyny. W końcu żadna nie chciała iść sama, więc Noel pomyślał, że w końcu jakaś się zgodzi, bojąc się wizji spędzenia balu samotnie. Niestety, chłopak się przeliczył, gdyż każda dziewczyna, którą spytał czy pójdzie z nim na bal, odmawiała mu. Żadna nie chciała znosić jego trywialnych odzywek, których wszystkie miały po dziurki w nosie. Oczywiście, mógł spytać jeszcze swoją kuzynkę czy najlepszą przyjaciółkę, ale one już dawno miały partnerów i wątpił, że zrezygnują z nich dla niego. Noel pogodził się więc, że pójdzie na bal sam, bez partnerki i dołączy do tych wszystkich frajerów, których też żadna dziewczyna nie chciała. I czułby się lepiej, gdyby wśród nich znajdował się Anton, ale jego zawsze szarmancki i uprzejmy brat bliźniak też musiał sobie kogoś znaleźć. W zasadzie, nawet nie musiał nic robić, gdyż to płeć piękna waliła do niego drzwiami i oknami, aby zaprosić go na bal. Noel trochę mu zazdrościł i naprawdę zastanawiał się jak on to robi. Kiedyś nawet starał się być taki jak brat, aby sprawdzić czy to naprawdę zadziała, ale zbyt długo nie wytrzymał. Był jaki był i nic nie mógł na to poradzić, można było mieć tylko nadzieję, że z wiekiem stanie się bardziej poważny i odpowiedzialny, a te cechy naprawdę by mu się przydały.
    Na dwa dni przed balem, gdy był już przygotowany iść samotnie, ktoś wpadł na pomysł, aby na imprezę poszedł z Agnes, która też nie miała partnera. I może Noel uznałby to za niegłupi pomysł, gdyby dziewczyna nie była jedną z najbardziej irytujących istot na ziemi, z którą co chwila darł koty. Może i gdzieś w głębi duszy nawet ją lubił, ale nigdy w życiu by się do tego nie przyznał. Mimo wszystko, zgodził się z nią pójść, aby tylko nie wyjść na frajera bez partnerki. Nie oznaczało to jedna, że był z tego zadowolony, wręcz przeciwnie. Gdy tak stał przed Wielką Salą, czekając na Agnes, która zaczynała się już spóźniać, klął cicho w myślach i zastanawiał się jak to zrobić, aby jak najszybciej się jej pozbyć. Zdecydowanie bardziej wolałby bawić się z jakąś ładną, uroczą panną, ewentualnie z Mayą lub Maxine, których towarzystwo wolał dużo bardziej. No cóż, trochę się pomęczy, a później po prostu zniknie w tłumie, mając nadzieję, że Agnes też znajdzie sobie inne towarzystwo.
    Większość uczniów była już w Wielkiej Sali, a on wciąż czekał przed wejściem, zaś Agnes ani widu ani słychu. Na szczęście, nie mięło nawet pięć minut, gdy dziewczyna pojawiła się na horyzoncie, a Noel mimowolnie odetchnął z ulgą. Mimo tego, że nie uśmiechało mu się iść z nią na ten bal, naprawdę nie chciał, aby go wystawiła, gdyż wtedy stałby się jeszcze większym pośmiewiskiem. Uśmiechnął się więc krzywo do Agnes, wciskając dłonie do kieszeni spodni.
    — Dłużej się nie dało? — spytał, lustrując koleżankę od góry do dołu, aby stwierdzić, że wcale nie wygląda najgorzej.

    Noel

    OdpowiedzUsuń
  66. [Jezu nie wiem czemu, ale czytając o jej zakończeniu kariery, wyobraziłam sobie baaardzo smutną fokę XD To chyba przez to, że najpierw sprawdzałam jej patronusa ;p Angie wydaje się mega super! Tak sobie myślę, że musiały się kiedyś skonfrontować na boisku, skoro grały na tej samej pozycji. Po kontuzji Angie, Holly mogłaby przychodzić sprawdzać do skrzydła szpitalnego co u dziewczyny. Strasznie współczułaby jej, że musi zrezygnować z czegoś co kocha. Holly mogłaby może nie co naprawić ją, a rozweselić, starając się przypominać jej o tych cudownych czasach, kiedy były swoimi rywalkami. Masz jeszcze jakieś inne pomysły?]
    Holly

    OdpowiedzUsuń
  67. [To zaczynamy wątek jak Agnes leży w Skrzydle Szpitalnym i odwiedza ją Holly pod osłoną nocy? :)]
    Holly

    OdpowiedzUsuń
  68. [Dziękuję za przywitanie, chociaż wątek sobie odpuszczę, z racji tego, że mamy już jeden! Niemniej jednak dziękuję za propozycję. c:]

    Declan Seaworth

    OdpowiedzUsuń
  69. [bardzo chetnie, ale niestety teraz na telefonie nie mam jak odczytać Twojej karty (zakładam ze jest cos wiecej do czytania :D) wiec moze wymyślisz jakis wątek, a ja zaczne?]

    OdpowiedzUsuń
  70. [Och, z nim można robić wszystko. To Lenard, w jakiejś części jest Hiszpanem, takich rzeczy dla niego nigdy nie za mało!]

    Lenard Cortez, wspaniały nauczyciel i jeszcze przystojniejszy mężczyzna

    OdpowiedzUsuń
  71. [Ach, tak, pamiętam Elizabeth. Igor jest w drużynie od czwartej klasy, więc to by pasowało. Jak to jest z kontuzją Agnes? W ogóle nie może latać czy gdyby ktoś zabrał ją na miotłę, to by dała radę? Myślę sobie, że mogliby prowadzić jakąś ożywioną dyskusję na temat qudditcha i ostatnich meczów, podczas której Agnes rzuciłaby, że brakuje jej latania, co zrodziłoby w głowie Igora genialny - jego zdaniem - plan. I wziąłby ją na przejażdżkę, podczas której ostatecznie coś mogłoby pójść nie tak. Co o tym sądzisz?]

    Igor

    OdpowiedzUsuń
  72. [Jako że zwykle lata sam, Igor mógłby przecenić swoje możliwości i chcąc ominąć jedną z wież przy dużej prędkości, skręciłby tak gwałtownie, że Agnes straciłaby równowagę. Udałoby mu się zwolnić i przytrzymać ją, by nie upadła, ale w momencie, w którym sama próbowałaby się utrzymać na miotle, coś chrupnęłoby w tym jej kontuzjowanym kolanie. Nagle wielki ból, Igor nie wie, co robić, bo przeniesienie jej do skrzydła szpitalnego może tylko pogorszyć sprawę etc.]

    Igor

    OdpowiedzUsuń
  73. [W zasadzie lepiej dla niej. On naprawdę nie lubi swojego imienia xD
    A z miłą chęcią. Zróbmy im wątek!]

    Halliwell

    OdpowiedzUsuń
  74. [Taka Agnes jest odważna? Żaden problem będzie i wątek z eliksirem miłości! Może zacznę od jakiejś końcówki lekcji, co Ty na to?]

    Lenard

    OdpowiedzUsuń
  75. [Może trochę pokomplikujmy im relacje - załóżmy, że Holly nie przyszła do skrzydła szpitalnego, bo było jej przykro, tylko dlatego, że chciała zobaczyć jak jej największa przeciwniczka cierpi. Nienawidziłyby się ze szczerego serca i dopiero po wspólnie spędzonym czasie w szpitalu ich kontakty ociepliłyby się. Pasuje? Zacznę wkrótce!]
    Holly

    OdpowiedzUsuń
  76. [Stawiamy zdecydowanie na nienawiść. Daj mi czas, to pomyślę i podrzucę pomysł >D]

    H.

    OdpowiedzUsuń
  77. [cześć i dziękuję. c:
    wątku jednak muszę odmówić, gdyż Narcissa nie przebywa w towarzystwie dzieci, jak to zwykła nazywać uczniów młodszych od siebie.]

    Narcissa Nelson.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [och, to jest szósty rok, umknęła mi kreseczka, najmocniej przepraszam. w takim razie chętnie, aczkolwiek nie mam za bardzo pomysłu, jak je połączyć, bo to dwa skrajnie różne charaktery.]

      Usuń
  78. [Myślę, że akcja mogłaby się zacząć w pokoju wspólnym dzień po jakimś zwycięstwie Gryfonów. Agnes, Igor i ewentualne postacie poboczne (niekoniecznie ktoś związany z quidditchem) rozmawiają na ten temat, podczas którego dziewczyna mówi coś o swojej tęsknocie za lataniem.]

    Igor

    OdpowiedzUsuń
  79. Czuła złość i chociaż wiedziała, że to tylko reakcja obronna na to, co właśnie zobaczyła, nie chciała tego zaakceptować. Rzuciła Angie ostre spojrzenie, chociaż czuła, że zaraz jej oczy zajdą łzami.
    -Właśnie dlatego nienawidzę wywoływać swoich wizji, ty głupia, samolubna babo! - wrzasnęła, zrywając się na równe nogi i kompletnie nie przejmując się tym, że zwróciła na siebie uwagę każdego, kto akurat siedział w Pokoju Wspólnym Gryfonów. - Nic więcej Ci nie powiem i nawet nie próbuj mnie więcej namawiać.
    Wiedziała, że jest coś w jej wyrazie twarzy, co sprawiło, że Angie prawdopodobnie pierwszy raz w życiu postanowiła się zamknąć i nie drążyć tematu.
    Teraz obserwowała swoją najlepszą przyjaciółkę kątem oka na jednej z nudniejszych lekcji obrony przed czarną magią. Nie rozmawiały już kilka dni i zaczynała boleśnie odczuwać brak rudowłosej w swoim życiu. Mimo, że ich relacja od zawsze była burzliwa, nigdy nie obrażały się na siebie na dłużej jak cztery dni. Dzisiaj był piąty i poczuła, że musi to zmienić. Gdy w uszach zadźwięczał jej dzwonek oznaczający koniec zajęć, wzięła głęboki oddech i ruszyła w stronę Agnes.
    -Hej - rzuciła, stając przy jej ławce i obserwując jak dziewczyna pakowała książki do torby. - Chyba już trochę za długo ze sobą nie rozmawiamy, nie sądzisz?

    Charlotte Edwards

    [Wybacz, że tyle to trwało, ale miałam urwanie głowy!]

    OdpowiedzUsuń
  80. [Nie wiem, czy czuję tu miłość, ale przyjaźń na pewno. Może pewnego dnia James, wiedząc o tym, że Agnes straciła jedną z największych miłości (oczywiście mówię o Quidditchu) zagada ją kiedy dziewczyna będzie piła kremowe piwo Pod Trzema Miotłami?]

    OdpowiedzUsuń
  81. [Dobra, więc proponuję ich pierwsze spotkanie. Jest początek wakacji, Agnes kręci się jeszcze po Hogsmeade, ogląda wystawę sklepu z najnowszymi miotłami, mieszanka bólu i gniewu zalewa jej serce, więc wchodzi do Trzech Mioteł z zamiarem kupienia Ognistej. Reszta rozmowy potoczy się sama. Może tak być? :) ]

    OdpowiedzUsuń
  82. [Oczywiście, jestem za! c:]

    Nie takiej reakcji Maxine się spodziewała. Myślała, że Agnes znowu coś krzyknie i obrazi ją po raz kolejny, na co oczywiście była przygotowana z jakąś odzywką, bo potrafiła prowadzić pojedynek na słowa. Nie sądziła jednak, że dziewczyna zacznie się jąkać, a w jej oczach będą widoczne łzy. To od razu sprawiło, że cała wściekłość spłynęła z niej, jakby w ogóle przed chwilą nie była nią przepełniona. Odetchnęła, rozluźniając mięśnie. Wyraz twarzy Gryfonki stał się o wiele bardziej łagodny, właściwie pojawiło się na niej współczucie, chociaż tylko przez chwilę, bo wiedziała, że taka mimika tylko jeszcze bardziej rozwścieczy Agnes. Opuściła dłonie, którymi wcześniej żywo gestykulowała, dając dziewczynie mówić. Nie mogła na nią krzyczeć, kiedy widziała ją taką. Dolor nie miała o tym pojęcia, ale Maxine wiedziała, jak to jest stracić coś, na czym komuś bardzo zależało. Przecież miała rodzinę, którą kochała, a która się jej wyparła po tym, jak okazało się, że dziewczyna jest czarownicą. Jednak dzięki tej stracie, zyskała inną rodzinę, nawet jeżeli ograniczała się ona tylko do jednej osoby. Wiedziała, jak musi czuć się Agnes i właśnie dlatego na początku tolerowała jej wybryki, ale przecież nie mogło tak być w nieskończoność.
    Zacisnęła dłonie w pięści, słysząc, jak dziewczyna zapewniała ją o swojej nienawiści do Maxine. Carter wiedziała jednak, że w głębi duszy wcale tak nie czuje, a przynajmniej miała taką nadzieję. Tak naprawdę nigdy nie chciała wchodzić z Agnes na wojenną ścieżkę, ale ostatecznie doszła do wniosku, że jeśli dziewczyna nie przestanie, to prędzej czy później tak się stanie, bo Gryfonka nie zamierzała dać sobą pomiatać. Po wybuchu komentatorki, dała jej kilka minut na ochłonięcie.
    — Słuchaj, Angie — zaczęła powoli i spokojnie, nie chcąc wystraszyć dziewczyny. Widziała, że Dolor jest w okropnym stanie i nie chciała tego jeszcze bardziej pogarszać. Wbijanie jej kolejnych szpilek wcale nie było jej zamiarem, dlatego teraz chciała ją uspokoić. — Prawda jest taka, że rozumiem więcej niż ci się wydaje, ale może nasz problem polega na tym, że nigdy nie starałyśmy się tak naprawdę nawzajem poznać. Nie jesteś w stanie zmienić tego, jak się sprawy potoczyły — złapała dziewczynę za ramiona, chcąc ją tym samym sprowadzić na ziemię. Ugięła kolana, żeby móc spojrzeć na twarz Agnes. — Nie chcę się kłócić, więc może na razie to zostawmy, okej? — zaproponowała, unosząc kącik ust. — Możemy do tego wrócić innym razem, jeśli chcesz — dodała po chwili.

    Maxine Carter

    OdpowiedzUsuń
  83. [Zawsze mam problem z wymyślaniem czegoś sensownego, kiedy siłą rzeczy wiem tylko o przeszłości i tylko kilka wypisanych informacji z czasów obecnych, dlatego nie sypnę tutaj garścią propozycji, bo ciężko mi się czegoś uczepić. Deuce jest całkiem ciężki w obyciu, bo jego ego to jest rozdmuchane do granic możliwości. Jedyne co przychodzi mi do głowy to to, że Deucent gra na pozycji ścigającego u Krukonów, ale obstawiam, że później dołączył do drużyny – po nieszczęśliwym wypadku, który spotkał Agnes. Jednakże dziewczyna jest komentatorem, więc w tym przypadku panna Dolor mogłaby czegoś od niego chcieć. Może nawet przekazywałaby mu jakieś informacje lub cokolwiek tyczącego się Quidditcha. Lepiej, aby się nim nie zachwycała, bo poziom jego prywatnego poczucia zajebistości wzrośnie bardzo groźnie i będzie kaplica. W innym wypadku nie przychodzi mi nic sensownego do głowy c;]

    Deucent Faradyne

    OdpowiedzUsuń
  84. [Cześć, czołem! Tak sobie myślałam o wątkach i wpadłam na pomysł, żeby Cię zaczepić. Gdybyś chciała, żeby wściekła/smutna/zapłakana Angie wpadła na Lucy i pożaliła się na wrednego Malfoy'a, to Lucy jako była dziewczyna chętnie przy gorącej czekoladzie ją jakoś pocieszy.]

    Lu Wood

    OdpowiedzUsuń