18 maja 2016

You could be great, you know, it’s all here in your head, and Slytherin will help you on the way to greatness, no doubt about that.


Scorpius Malfoy
VII rok w Domu Węża


Gdyby porównać jego zdjęcie z fotografiami ojca z lat szkolnych można by pomyśleć, że patrzy się na tę samą osobę. Oboje byli posiadaczami jasnych blond włosów o platynowym odcieniu, ich szare oczy błyszczały pewnością siebie i nazbyt ignoranckim spojrzeniem, spiczaste szczęki były dopełnieniem szczupłej, odpowiednio muskularnej sylwetki. Czerń i zieleń pasowała do ich koloru skóry, bladej i srebrzystej. Ich wizerunek przypominał w sobie diament - dumny i błyszczący, a zarazem ostry i gotowy przeciąż wszystko, co stanie mu na drodze.
Scorpius Malfoy jest niewątpliwie odzwierciedleniem swojego ojca i wykrzesano z niego same najlepsze cechy takie jak spryt, inteligencja, umiejętność radzenia sobie w stresujących warunkach i zdecydowanie jest liderem w każdej dziedzinie życia. Nie cierpi gdy przerywa mu się w środku zdania, ani nie słucha wydawanych poleceń, wpada wtedy w agresywny ton, zaś osiłki stojący krok za nim są w pełnej gotowości by wypełnić każdą z gróźb, jaka padła z jego ust.

Siedem lat w Hogwarcie pozwoliło mu rozwinąć skrzydła w zakresie zaklęć i pojedynków, ale także nauczyło pokory i cierpliwości podczas frustrujących dlań eliksirów, gdzie nie wszystko przychodziło mu z łatwością jak dotychczas i musiał poświęcić dużo czasu i energii, ażeby dojść do satysfakcjonującego poziomu. Kontynuował ten przedmiot aż do siódmej klasy wychodząc z założenia, że żaden Malfoy nie miewa słabych stron, a wrogowi wychodzi naprzeciw, dlatego gdy zobaczysz wybuchający kociołek lub wypływające plazmy o paskudnym zapachu lepiej zignoruj i niepostrzeżenie się odsuń, bo śmiech i krzywe spojrzenie skończy się dla ciebie tragicznie.
Brak wpływu rodziców w szkole sprawił, że Scorpius zaczął wątpić w słuszność ich wartości i powoli przychyla się ku stanowisku, że mugole to gorsza część czarodziejskiego społeczeństwa. Przez ostatnie siedem lat nie zawracał sobie tym zbytnio głowy bezpiecznie balansując na granicy obu stanowisk nie odkrywając swoich kart znajomym i przyjaciołom z Domu Węża, ale wraz ze zbliżającym się końcem szkoły czuje presję wybrania którejś stron. Pozytywne cechy, które matka z ojcem starali się w nim rozbudzić zginęły pod wpływem otoczenia, pomimo że chłopak lubi otaczać się dziewczynami, których opinia słynie z nadmiernego bycia miłą, lojalną i uprzejmą. Kręcą go słodkie Gryfonki, a w jego opinii Puchonki mają w sobie niebywały urok, lecz niestety żadna nie wytrzymała z nim dłużej. 


Hej! Cytat z HP, wizerunek znaleziony na Google. Mam nadzieję, że moja wersja Scorpiusa przypadnie Wam do gustu :)
Szukam złych kolegów do paczki, przyjaciela i miłości, która wykrzesze ze Scorpa same najlepsze cechy.
Limit wątków: 2/5

48 komentarzy:

  1. [ Żadna z puchonek nie wytrzymała z nim dłużej? W takim razie nie poznał jeszcze Dakoty biedaczek. Nie wiem jak udało mu się pozostać przy zdrowych zmysłach.
    Cześć witam cię! Mam słabość do postaci Scorpiusa, a jeśli jeszcze przejawia cień buntu...idealny]

    Dakota

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć, witamy serdecznie! Cieszę się, mogąc powitać nowe twarze, a jak jeszcze są takie podobne do mojego wyobrażenia, to już w ogóle jestem radosna. Do szczęścia brakuje mi jedynie, by Scorpius pretensjonalnie przeciągał sylaby, jak to według opisu J.K. Rowling robił jego ojciec. Z otwartymi ramionami oczywiście zapraszamy do siebie, Lu też jest noga z eliksirów, ale cicho sza, nikt się nie może dowiedzieć! Choć, wymyślimy coś fajnego!]

    Lucy Wood

    OdpowiedzUsuń
  3. [O booże, ten html! Gdyby nie kronikowy kącik, moje karty pewne wyglądałyby o wiele gorzej, a tu takie cudeńka na głównej. Scorpius (na swój ślizgoński sposób) podbił moje serduszko, dlatego bardzo chętnie zaproponuję wątek. Zaproponowałabym Molly, bo ten sam rok, zresztą wątek na linii Weasley-Malfoy na pewno byłby ciekawy. c: Poza tym życzę dobrej zabawy w naszym gronie i powodzenia!]

    Jemma/Molly/Maxine/Fanney

    OdpowiedzUsuń
  4. [Oh Scorpius!
    Karta wspaniale opisana i ślicznie wyglądająca, choć to najmniej ważne. Wizerunek bardzo dobrze dobrany. Kurczę, świetny ten Scorp! Angie nie jest może słodziutką Gryfonką, ale na pewno jakiś błysk w oku będzie miała po spojrzeniu na Ślizgona, jak ja teraz. I właśnie, Angie jest bardzo wytrzymała!:)]
    Agnes Dolor

    OdpowiedzUsuń
  5. [Dobra, masz mnie, kocham go bezapelacyjnie, bezkompromisowo i jak leci! Ojej, to by się nawet świetnie składało, bo miał mi się rozwinąć kiedyś podobny wątek, ale autorka zmieniła postać. Po tym fakcie generalnie Lu zaczęła uważać, że miłość się nigdy z kumpelstwa nie zrodzi, więc chwała Ci za ten pomysł! Coby nie było nudno, to Lucy oczywiście będzie od czasu do czasu na niego warczeć i fukać, bo jakby nie było, została odrzucona, ale całe to doświadczenie mogło mieć też dla niej dobre skutki, więc to nie jest też tak, że ma do Scorpiusa jakiś niewypowiedziany żal. Generalnie lubi go, ale nic nie szkodzi od czasu do czasu rzucić w niego talerzem, nieprawdaż? A kto wie? Może taka znajomość z czasem przerodzi się w bardziej ufną relację i może pojawi się gdzieś przyjacielska nić porozumienia? W końcu oboje szukają tej miłości, o której wszyscy mówią, a nikt nie widział :D Co do wątku to w zależności co wolisz proponuję aby Lu była z nim umówiona na trening, czy małą rywaliację, nakryła go w szatni z jakąś śliczną Gryfonką, co byłoby pretekstem do małych złośliwości z jej strony. W trakcie miotłowego pojedynku mogliby zalecieć nawet do Zakazanego Lasu, przeżyć coś niebezpiecznego, jeśli lubisz wątki akcji, oczywiście :D]

    Lu

    OdpowiedzUsuń
  6. [Okej, jestem jak najbardziej za. Jeśli Scorpius darzyłby ją szacunkiem, to Molly odwdzięczyłaby się zapewne tym samym. Pytanie tylko czy pójdziemy w luźną znajomość, taka jaka ma miejsce w przypadku ich rodziców, czy jednak założymy, że ich relacja pogłębiła się na przestrzeni lat w jakiś sposób.]

    Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  7. [Cudownie!
    Najlepiej zacząć od samego początku. W sumie opisz mi może jaką dokładnie chciałabyś relację: zwykła miłość? Czy może wolałabyś, aby Scorpius chciał odpychać Angie, ale ona by się nie dawała? No nic, zastanów się nad tym. A ogólnie jak Scorp by podchodził do ich związku?
    Angie na pewno kochałaby go bardzo, bardzo mocno, a jak ona kocha bardzo, bardzo mocno, to na pewno by się o niego strasznie martwiła.
    Najlepiej właśnie byłoby zacząć od samego początku. Gdy któryś z bandy Malfoy'a by ją potrącił na miotle, a właściwie to po prostu sfaulował. Tylko to stałoby się w momencie gdy już byli razem czy przed tym?;)]

    OdpowiedzUsuń
  8. [Dzień dobry! Nie wiem, który to już Scorpius na tym blogu, niemniej jednak liczę, że jeszcze długo będziesz nim grać na tym blogu. Wiesz, chociaż Lala jest rok młodsza, to mogłaby od czasu do czasu podpowiedzieć Scorpiusowi, jak wykonać eliksir idealny... O ile w ogóle przyjąłby jej pomoc.
    A Scorpius nie lubi przypadkiem narwanych Krukonek? Bo takiej jednej pewnie by się spodobał. :D]

    LALA I ARIELKA

    OdpowiedzUsuń
  9. [Oczywiście, że będzie o niego walczyła, gdy ją odtrąci, ale serio jak zobaczy, że to nie ma dla niego znaczenia, przestanie. A i racja, że Qudditch to nie chinczyk, ale znając Angie będzie potrzebowała wsparcia, bardzo kochała ten sport, a teraz może być tylko komentatorką, więc ciężko jej będzie gdy Scorpius nie zareaguje na to co się stało.;)
    Ale, czekaj, czekaj, Scorp będzie ją w koncu kochał czy nie?:D]

    OdpowiedzUsuń
  10. [To cóż ma zrobić biedna Angie, aby ją pokochał?;)]

    OdpowiedzUsuń
  11. [chcesz, abym zaczęła? I od jakiego momentu zacząć, może on zauważył by ją w momencie meczu Slytherin-Gryffindor, czy wolisz, aby w momencie zderzenia już się znali?;)]

    OdpowiedzUsuń
  12. [ Um, Malfoy i umiejętność radzenia sobie w stresujących sytuacjach? Przed akromantulami zwiewał aż się kurzyło, zabiciu dyrektora na szczęście też nie podołał, a wcześniej chodził cały spocony i podenerwowany! :D

    To chyba pierwszy raz, gdy podoba mi się kreacja Scorpcia. No i dobrze widzieć zdjęcie, na którym rzeczywiście model ma bardzo jasne włosy — w końcu taka cecha dziedziczna uroczych Malfoyów. :D
    Enfys na pewno by go jednak nie pokochała, a Caelan tym bardziej. Ale Howell mogłaby mu wlepić jakiś szlabanik albo dwa. Cześć! Witam na blogu i mam nadzieję, że dobrze ci się tutaj będzie z nami pisało. :> ]

    Enfys/Caelan

    OdpowiedzUsuń
  13. [Okay. Mam nadzieję, że Scorp ją kiedyś pokocha, no nic.
    Zacznę więc, mam liczyć na prędki odpis czy raczej w późniejszym terminie?;)]

    OdpowiedzUsuń
  14. [Dzień dobry! Coś czuję, że Leah mogłaby mieć do niego słabość, ale przez to niespecjalnie by go lubiła. Malfoyowie nie mają słabości, ale ona i bez nazwiska nie pozwala sobie na zawracanie sobie głowy romansami. Może jakiś list od ojca Leah trafiłby przypadkiem do Scorpiusa? Daj znać, czy masz czas i chęci na jakiś wątek między naszymi postaciami ;) ]/ Leah

    OdpowiedzUsuń
  15. W życiu każdego człowieka nastaje czasem taki moment, że traci nadzieję na cokolwiek, gdy wydaje mu się, że to wszystko co działo się do tej pory nie miało sensu, że w życiu czegoś mu brak. Parę dni temu sama Angie, miała takie uczucie. Brakowało jej tego czegoś, owym tym czymś okazała się, miłość. Brakowało jej chłopaka, który siedział by wtulony w nią i opowiadał jej małe kłamstewka, o tym jak bardzo jest piękna i jak bardzo ją kocha. Jednak szybko znalazła sobie swój obiekt westchnień, nie znała się na tym, na sztuce miłości, ponieważ jeszcze nigdy nie miała chłopaka, można powiedzieć, że była całkowicie zielona. Najpierw zauroczenie przerodziło się w miłość, to uczucie opanowało ją tak szybko i niespodziewanie, że miała ochotę po prostu skakać i tańczyć krzycząc w niebo głosy, że się zakochała! Niestety skończyło się na tym, że płakała w poduszkę, ponieważ wciąż czegoś jej brakowało. Wybrankiem jej serca okazał się Scorpius Malfoy, tak ten Scorpius, tak z tych Malfoy'ów. Chłopak był cudowny dawał jej kwiaty, dawał jej czekoladki, obdarowywał ją wieloma prezentami, jednak wciąż czuła, że nie kocha jej, tak jak ona by tego chciała. Ostatnio jednak tak pogłębiła się w uczucie jakim go darzyła, że przestała sobie wmawiać, że on jej nie kocha. Scorpius Malfoy jest takim hogwarckim łamaczem serc, niestety. Czuła, że bardzo mocno go kocha, coś jednak nie dawało jej spokoju, w powietrzu czuła, że to, że ona go kocha nie znaczy, że on ją kocha. Szybko jednak pozbywała się tych wstrętnych myśli. Dziś czeka ją okropnie stresujący mecz Slytherin-Gryffindor, więc musi być w formie. Schodami zeszła na dół w stronę Wielkiej Sali, gdzie przed nią miała stać reszta drużyny, już prawie była przed drzwiami Wielkiej Sali, gdy na swojej drodze spotkała Scorp'a, jak zwykła go nazywać. Chłopak wyglądał jak zwykle, niesamowicie. Angie miękły kolana za każdym razem gdy go widziała, tak było i teraz. Jego wprost białe włosy wyglądały ślicznie, gdy słonce zza okna się o nie odbijały. Jego długa chuda postura tak wspaniale wyglądała, gdy czarna szata Slytherinu ją przysłaniała. Przystojna twarz ukazywała jego dumny wyraz twarzy. Speszona spojrzała na niego, jej policzki przysłonił róż, już chciała odejść, jednak chłopak ją zauważył, spojrzała w ziemię, już nie było szans na ucieczkę. Nie widziała czy się do niej uśmiechnął, czy zaczął się śmiać. Nie czuła się jeszcze jak jego dziewczyna, czuła się jak żałosna gówniara, która do niego podbija, ale bezskutecznie.
    – Cześć. – odparła przeklinając się w myślach, że była zdolna tylko do czegoś takiego. Normalna dziewczyna podbiegła by do swojego chłopaka i dałaby mu całusa, ale nie Angie, Angie jest zupełnie inną dziewczyną, jeśli chodziło o te sprawy. Spojrzała na niego, ukrywając włosami swoje zaróżowione policzki. Zazwyczaj śmiech Angie roznosił się po całym Hogwarcie, ale gdy chodziło o coś poważnego, w tym wypadku jej związek z Scorpius'em, zachowywała się poważniej, ponieważ od zawsze tak było gdy na czymś jej zależało, ona stawała się bardziej poważna. – Mam dziś mecz, wpadniesz, prawda? – jak zwykle zachowywała się przy nim żałośnie, mając, choć odrobinę nadziei, że nie zauważy jej zawstydzenia i lekkiej niepewności. Prawda jest taka, że Ślizgon ją zawstydzał i za każdym razem gdy otwierała przy nim buzię martwiła się czy nie powiedziała czegoś głupiego lub bezsensownego.

    [Czy to co napisałam ma sens? Jeśli coś Ci nie pasuje, mogę to zmienić w trybie natychmiastowym, pamiętaj o tym. :)]
    Agnes Dolor

    OdpowiedzUsuń

  16. Słysząc słowa chłopaka zakaszlała znacząco. Dlaczego do cholery on myślał, że Gryffindor przegra i dlaczego był tak pewien tego, że Slytherin będzie się cieszył z wygranej? Od zawsze irytowała ją ta jego wieczna pewność siebie, ale za bardzo go kochała, aby zwracać mu na to uwagę, z jednej strony to właśnie lubiła w ich związku, on był dumny, ona szalona, on był pewny siebie, ona też, jednak nie przy nim, w jakiś sposób się dopełniali. Uśmiechnęła się lekko w jego stronę, cały czas czuła jego miętowy oddech na swoim policzku, pocałował ją, często to robił, jednak teraz bardzo ją to pocieszyło, szczególnie przed tym meczem, bardzo się stresowała, a on ją odstresował. Przyjdzie, tak powiedział, że wpadnie, ogromnie to ucieszyło Angie, która miała nadzieję, że chłopak przyjdzie na mecz, chociaż domyślała się tego, w koncu wspominała o tym meczu przez całe dnie i w koncu Ślzigoni grają. Spojrzała w jego szare, błyszczące oczy, wyrażały rozbawienie, jej słaba pewność siebie przy nim, podpowiedziała jej, że Ślizgon śmieje się z niej. Chłopak cały czas trzymał ją za dłon.
    – Lepiej pogódź się z tym już teraz, będzie ci łatwiej świętować z nami wygraną podczas wieczornej imprezy w lochach. – odparł chłopak pewnie. Angie zacisnęła swoją drobną piąstkę z wściekłości. Ta jego cholerna pewność siebie. Zakaszlała po raz kolejny. Obrażając drużynę Gryffindor'u, obrażał jednocześnie i ją, posmutniała. Angie spojrzała w niebo, słonce raziło ją po oczach. Wiatr rozwiał włosy Gryfonki, martwiła się czy teraz nie wygląda głupio, szczególnie przy nim. Gdy zacisnął rękę mocniej na jej dłoni i zaprowadził w stronę boiska, chciała się wycofać, a co z drużyną? Przecież czekają na nią przy Wielkiej Sali, ale nie było ich wcześniej, może zapomnieli i czekają w szatni? Na boisku stało parę dziewczyn, które patrzyły na nią z złością i zazdrością, spojrzała w ziemię. Były takie ładne, one powinny tu stać, przy Scorpius'ie, a nie ona. Spojrzała na swoje czarne tenisówki, jeszcze się nie przebrała w strój.
    – Dlaczego uważasz, że przegramy? Przecież.. Gryffindor to też dobra drużyna.. Qudditch idzie nam całkiem nieźle. – zająknęła się spoglądając na niego, musiała podnieść wysoko głowę, aby ujrzeć jego twarz. Angie do wysokich nie należy, jest raczej drobnej postury.
    –Zresztą nie wydaje mi się, żeby Ślizgoni chcieliby mnie w lochach. – dodała, bo taka też była prawda. Angie jest mugolaczką, dla niektórych Ślizgonów, po prostu szlamą, więc to była nienawiść z wzajemnością, oczywiście tylko z niektórymi z nich. Jęknęła gdy te dziewczyny tak natarczywie wbijały w nich oczy. Nienawidziła, gdy ktoś tak na nią patrzył gdy była z Scorp'em, czasem czuła, że on wolałby być z którąś z nich. Brakowało jej pewności siebie, coraz częściej czuła się gorsza od innych. Wiele dziewczyn z pokoju mówiło jej, że Malfoy to nie chłopak dla niej, ale serio czy da się ocenić jaki jest ktoś, gdy się tego kogoś nie zna? Niestety ludzie tacy są, nie znają, a oceniają, to okrutne. Maddison tyle razy jej powtarzała, że Scorpius Malfoy to podrywacz i prędzej czy później i tak ją zrani, ale Agnes jej nie słucha, pokłóciły się i mimo, że jeszcze wczoraj były przyjaciółkami, już nimi nie są.

    Angie Dolor

    OdpowiedzUsuń
  17. [Cześć! Świrtna postać. :D Okej, pośród tylu panienek Scorpowi przyda się jakiś przyjaciel. Co ty na to, żeby zaprzyjaźnić naszych Panów? Pomimo oczywistych różnic (a może nie tak oczywistych?) mogliby się dogadać. :>]

    Finley Lester

    OdpowiedzUsuń
  18. [Scorpius, jak miło :) Śliczna karta, ładnie i schludnie zrobiona, witamy z Chaerin w naszych "skromnych" progch i życzymy fajnej zabawy]

    Park Chaerin

    OdpowiedzUsuń

  19. To właśnie był paradoks Malfoy'a, z jednej strony był twardzielem, dumnym i pewnym siebie chłopakiem, a z drugiej strony, gdy rozmawiał z Angie, tak jej się przynajmniej wydawało, był inny, zupełnie inny, zmieniał się w wyrozumiałego i kochającego chłopaka. Własnie z tego powodu drażniły ją te plotkujące byłe przyjaciółki, z którymi zerwała kontakt przez Scorpius'a, straciła wiele, ale na pewno nigdy nie będzie tego żałowała, tego, że wybrała Ślizgona, kochała go całym sercem. Uśmiechnęła się w jego stronę lekko gdy oparł swoją brodę o jej ramię. Czuła się bezpiecznie i choć na tę krótką chwilę, zapomniała o tym całym meczu. Gdy złączył ich dłonie, miała ochotę go przytulić najmocniej jak tylko potrafi, jednak on zrobił to szybciej. Uśmiechnęła się słabo, przez chwilę tak trwali. Angie czuła jego bicie serca i to jej wystarczało. Kiedyś słyszała o jakiś "motylkach w brzuchu" czy coś w tym rodzaju, poczuła to teraz, będąc przy nim. Uśmiech spełz z jej twarzy, gdy usłyszała słowa swojego chłopaka. Czyli aż tak bardzo czuć jej brak pewności siebie? To nie jest tak, że Gryfonka ma problem ze sobą, jest inaczej, ona po prostu martwi się tym co ludzie powiedzą, co pomyślą, jak zareagują na to co zrobi. Przez chwilę patrzyła na ich złączone dłonie, pociągnęła nosem. Ścisnęła lekko jego zimną dłon i zmarszczyła brwi, odwracając się w jego stronę.
    – Po prostu, to nie jest tak łatwe dla mnie, jak jest dla ciebie. Ty jesteś kimś, Scorp, a ja? – nie zastanawiała się teraz nad tym co mówi, po prostu chciała się komuś wygadać, z tego co myśli i jak się czuje. Nikt nie potrafił jej zrozumieć do konca, miała nadzieję, że on ją zrozumie, chociaż on. – Jestem tylko głupią laską z mugolskiej rodziny, jestem nikim ważnym. Niektórzy z twoich znajomych nawet nie wiedzą jak mam na nazwisko. Było już tyle idiotycznych sytuacji, kiedy jakiś Ślizgon nazywał mnie Szlamą, wciąż tak się dzieje. Ty jesteś inny, ale.. – ciężko jej było mówić te wszystkie rzeczy, nigdy nie rozmawiała aż tak szczerze z Scorpius'em, jednak teraz gdy było to możliwe, chciała mu powiedzieć wszystko, wszystko co czuła i jak czuła. – Ale, ja po prostu nie chcę Ci narobić wstydu. – dodała z trudem. Miała nadzieję, że chłopak nie zacznie teraz myśleć nad tym. Może gdy to przemyśli i spojrzy na to z tej perspektywy, zerwie z nią. Bardzo by tego nie chciała. Spojrzała w ziemię, oczy już dawno jej się zaszkliły. Prócz wielu rzeczy, które ją denerwują w sobie, jedną z najbardziej przeszkadzających w życiu, była jej niska samoocena, a właściwie jej brak. Czasami nawet gdy słyszała śmiechy innych uczniów, wydawało jej się, że śmieją się z niej samej. Oczywiście z przykrością trzeba stwierdzić, że jej brak pewności siebie pojawił się w momencie, gdy zaczęła chodzić z Malfoy'em, wtedy zmieniła zdanie o siebie i to całkowicie.
    – Kocham Cię, Scorpius'ie. – mruknęła słabo się uśmiechając w jego stronę. Zebrała w sobie tyle odwagi ile miała, stanęła na palcach i pocałowała go w policzek, dając mu do zrozumienia do ile dla niej znaczy, miała nadzieję, że ona też jest dla niego ważna. tak bardzo bała się odrzucenia z jego strony. – I nie chcę, aby twoi kumple uważali Cię za przyjaciela szlam. – jęknęła z trudem wypowiadając ostatnie słowo. Szlamy, to tak paskudne określenie Mugolaków, brudna krew, szlam, to wstrętne i ciężko jej zrozumieć osoby, które odważyły się nazwać w ten sposób kogokolwiek, tacy ludzie nie powinni się nazywać ludźmi.

    [Bałam się, że skoro tak szybko odpisujemy, to szybko nam się skonczy wątek, ale zmieniła zdanie, ponieważ naprawdę mamy ślimacze tępo co do fabuły, ale mi to pasuje. :) Ależ romantyczny ten Malfoy.]
    Angie Dolor

    OdpowiedzUsuń

  20. Z trudem zdołała trzymać drżącą ręką jego chusteczkę, była cała biała z pięknymi zielonymi inicjałami Ślizgona. Nie umknął jej fakt, że chłopak jakby zastanowił się czy zrobić to samemu czy może zostawić to dziewczynie. Wybrał drugą opcję, co trochę zasmuciło Angie, mimo to uśmiechnęła się w jego stronę słabo, mruknęła ciche dziękuję, ale chyba tego nie usłyszał. Najbardziej zasmucił ją fakt, że chłopak nigdy nie powiedział jej, że ją kocha, nawet teraz gdy dziewczyna sama mu to powiedziała, on nie odpowiedział nic, nic, kompletnie nic. Już chciała się go o to spytać, jednak nie zdążyła, ponieważ chłopak bardzo się do niej zbliżył. Nie wiedziała o co mu chodzi, po chwili jednak stało się to jasne, on chciał ją pocałować i to zresztą zrobił. Czuła się oszołomiona, dosłownie, jej pierwszy pocałunek. Nigdy nie zastanawiała się jak to wygląda, teraz się dowiedziała, właśnie z Ślizgonem. Gdy tylko chłopak składał delikatne pocałunki na jej ustach, ona myślała nieustannie nad tym, że to na pewno nie był pierwszy pocałunek Scorpius'a i na pewno zresztą nie ostatni. Mimo, że z jednej strony czuła, że chłopak robi to z miłości, z drugiej czuła, że jest zupełnie odwrotnie. Wiele razy słyszała między plotkującymi dziewczynami, że swój pierwszy raz przeżyły właśnie z Malfoy'em, jednak ona miała nadzieję, że nigdy nie będzie ją o to prosił, prawdziwa miłość nie potrzebuje dowodów. Takiego zdania była Angie i nigdy nie zamierzała zmienić swojego myślenia.
    – Nie jesteś szlamą. Jesteś moją dziewczyną. – odparł pomiędzy pocałunkami. Dziewczyna uśmiechnęła się w jego usta. Te słowa zabrzmiały dokładnie tak, jakby miały znaczyć wiele, jednak nie znaczyły tyle dla Angie. Ona potrzebowała słów Kocham cię, aby w to wszystko uwierzyć. Jednak w głębi serca, bez przerwy, bez konca miała nadzieję, że on ją kocha. Może potrzebuje więcej czasu? Przerwała pocałunek, ponieważ traciła już oddech. Zaczęła głośno kaszleć. Zaśmiała się ze swojego zachowania. Miała nadzieję, że Scorpius to zrozumie, w koncu Angie naprawdę jest całkowicie zielona we wszystkich tych sprawach. Od zawsze wiedziała, że Scorpius nie jest palantem, dla którego największe znaczenie ma krew i stanowisko rodziców w świecie magi, ale gdy wiele razy słyszysz okropne wyrażenia na swój temat, tracisz pewność siebie, tracisz wiele. Najgorszy z tej całej bandy przyjaciół Scorpius'a, jest szukający Slyherin'u, parę razy w czasie meczów zdarzały się kłótnie, między nią i nim, jednak mało osób wie cokolwiek na ten temat. Scorpius wie, że Angie go nie trawi więc zazwyczaj stara się, aby nie byli w swoim gronie zbyt długo i wychodzi mu to dobrze, ponieważ dziewczyna nawet nie wie jak owy chłopak się nazywa. Spojrzała na chłopaka z lekkim uśmiechem.
    – Ale mimo wszystko będziesz trzymał za mnie kciuki? – spytała nabierając odrobinki pewności siebie, z powodu braku tych dziewczyn z boiska. Spojrzała w stronę szatni, jeszcze mają trochę czasu do rozpoczęcia meczu. Patrzyła mu głęboko w oczy z iskierkami. Jej wprost czarne oczy mierzyły jego szare tęczówki starając się coś w nich dostrzec, jednak widziały tylko pustkę i to właśnie coraz częściej ją martwiło, może coś się działo z Ślizgonem, może coś i go męczyło?

    [No to, akcja się zaraz rozkręci!
    Świetnie nam idzie.]
    Angie

    OdpowiedzUsuń
  21. [Lavena chce być złą koleżanką. Ogólnie to witam ciepło na blogu, mam nadzieję, że przywiążesz się i do postaci i do bloga, ale również i do współautorów. Baw się z nami dobrze i chodź. Wymyślmy coś fajnego. Tak jak pisałam na początku, Lav mogłaby być jego złą koleżanką o ile to nie jest zarezerwowane miejsce dla panów. Możemy też pomyśleć nad czymś dla Avalon i Hyuna, trochę mi się tych postaci tutaj uzbierało. Myślę, że gdzieś wymyślimy jakiś ciekawy wątek ;)]

    Avalon, Hyun i Lavena

    OdpowiedzUsuń
  22. [Super, dziękuję <3 Tak w ogóle to sobie rozmyślam jak nam się te nasze postacie będą rozwijały i w sumie doszłam do wniosku, że sporo się mogą od siebie nauczyć, jak już przezwyciężą złośliwości, niesmak po rozczarowaniu związkiem i to wszystko, co przeszkadza im się tak po prostu po ludzku dogadać. Gdzieś tam nawet mam cichą nadzieję, że w jakiejś przyjacielskiej kiedyś rozmowie zdadzą sobie sprawę, że właściwie to szukają i chcą znaleźć to samo, idą w tym samym kierunku, ale jak to linie równoległe mają w zwyczaju - nigdy się nie skrzyżują :3 To ja czekam grzecznie, a w tym czasie zajmę się odpisami, żeby być na czysto i ładnie, szybko, zgrabnie odpisywać!]

    Lu Wood

    OdpowiedzUsuń
  23. [ Witam c: Życzę dobrej zabawy. Lubię tę kreację Scorpiusa, mam nadzieję, że szybko z niego nie zrezygnujesz. Jeśli masz ochotę, to zapraszam do którejś z moich postaci :) ]

    Silas Mulciber/Rhys Skeeter

    OdpowiedzUsuń

  24. To wszystko działo się tak szybko, nagle zleciała z miotły spadając prosto na ziemię. Choć lepiej byłoby powiedzieć, że została popchnięta na ziemię. Podły Ślizgon, jeden z przyjaciół Scorpius'a, pchnął ją bardzo mocno, przez co spadła z swojego pojazdu. Nie miała czasu nawet pomyśleć, gdy spojrzała w górę, na roześmianą twarz swojego oprawcy. Swoją drogą była ciekawa jak ma zamiar zareagować na to wszystko Scorpius. Z strachem zauważyła, że Szukający Ślizgonów zdobył złoty znicz, czyli to koniec, przegrali. Świetnie! Spojrzała w stronę trybun, widownia ukazywała przeróżne spojrzenia, od strachu po radość. W mgnieniu oka obok niej pojawili się nauczyciele. Najbardziej jednak zwróciła uwagę na trenera od Qudditch'a, nauczyciel bardzo jej pomagał. Lubili się. Ciężko było jej pojrzeć mu w oczy, po tej okropnej porażce z Ślizgonami. Krzyknęła, ponieważ noga bardzo ją zabolała, skuliła się w kłębek, z powodu bólu. Nagle trener uniósł ją na rękach i zaniósł w stronę Skrzydła Szpitalnego, już po chwili byli w środku, dziewczyna po jakimś czasie straciła przytomność, myśląc tylko o jednym, gdzie jest Scorp?

    Gdy rano się obudziła nie pamiętała zbyt wiele. Rozejrzała się na boki, na półce obok niej i na łóżku rozwalone leżały przeróżne słodycze. Mimo, że bardzo je lubiła, nie miała ochoty teraz po nie sięgać. Cieszyło ją, że tyle osób życzyło jej zdrowia i szybkiego powrotu do Qudditch'a. Gdy spojrzała na półkę ponownie zauważyła prześliczne fiołki, ulubione kwiaty Angie stały spokojnie w wazonie, obok nich leżała kartka, z życzeniami do szybkiego zdrowia, uśmiechnęła się, to pewnie od Scorpius'a, pewnie pielęgniarka go nie wpuściła. Ze strachem spojrzała pod kołdrę, jej noga niemal do samej kostki była obandażowana, a świeża rana dawała o sobie znać, ponieważ opatrunek był zakrwawiony. Przeraziła się, jednak nie zawołała pielęgniarki, nie chciała żadnych lekarstw, ani innych głupot. Jej rozmyślanie nie trwało dłużej, ponieważ w drzwiach stał Bertie Querk, chłopak z szóstego roku w Ravenclaw'ie. Uśmiechnęła się na jego widok, domyśliła się, że chłopak przyszedł do niej. Poklepała krzesło stojące obok jej łóżka, dając mu znak, aby wszedł do środka. Uśmiechnął się do niej i usiadł na wskazanym miejscu obok. Czarnowłosy w ręce trzymał bukiet róż.
    – Cześć, Angie. – zaczął chłopak speszony podając jej czerwone kwiatki. Złapała je lewą ręką i odłożyła do wazonu obok fiołków.
    – Witaj, Bertie. – przywitała go w spokoju czekając co chłopak ma jej do powiedzenia. Wydawało jej się, a wręcz czuła, że Krukon musi jej coś powiedzieć, czekała więc aż to zrobi. Bertie słabo się do niej uśmiechnął i już otwierał usta, aby coś powiedzieć, jednak nie zdążył, ponieważ Angie w drzwiach ujrzała Scorpius'a, rozpromieniała spojrzała na Bertie'go. Chłopak wyglądał na zawiedzionego gdy ujrzał w drzwiach Ślizgona, jednak gdy chciał jak najprędzej uciec z tego miejsca, dziewczyna go powstrzymała ręką.
    – Cześć, Scorp. – uśmiechnęła się do niego lekko, czekając aż chłopak raczy do niej podejść. Była ciekawa jak Malfoy zareagował na wypadek spowodowany przez jego kumpla, miała nadzieję, że nie zachowa się tak jak zawsze.

    [No to skomplikowałam sprawę, jak z tego wyjdzie Ślizgon?]
    Agnes Dolor

    OdpowiedzUsuń

  25. Gdy Ślizgon usiadł na jej łóżku i złapał jej dłoń kładąc na swoje kolana, poczuła się trochę nieswojo, jednak przymknęła na to oko. Spojrzała na niego z szerokim uśmiechem. Przestała zwracać uwagę na Krukona, gdyż była zajęta swoim chłopakiem. Uśmiechnęła się na widok słodkości, które dla niej przyniósł. Gdy usłyszała słowa chłopaka, nie zdziwiła się, od dawna wiedziała, że chłopak nie jest empatyczny, chyba każdy o tym wiedział. Cała szkoła świetnie znała Ślizgona więc wszyscy wiedzieli, że to nie jest chłopak, który troszczy się o wszystkich i cieszy z ich szczęścia, był zupełnie inny. Miała jednak nadzieję, że Scorpius'owi nie przeszkadza to, że teraz tak wygląda, w zasadzie to nie wiele się zmieniła. W głowie cały czas miała to, że może nie wrócić do Qudditch'a, czuła, że tak właśnie będzie, że już nie będzie grała.
    – Nie, prawie wcale nie boli. – skłamała. Nie chciała go martwić i nie chciała odkrywać jeszcze więcej swojej słabości. – Ale, wiem, to wygląda fatalnie. – dodała po chwili. Uśmiechnęła się do niego szeroko ukazując swoje proste zęby, jeszcze nie dawno nosiła mugolski aparat. Spojrzała na Bertie'go nagle przypominając sobie o jego obecności. Nie była pewna czy Scorp zna Krukona, więc postanowiła ich sobie przedstawić. Bertie zapewne zna Scorpius'a, bo w końcu kto go nie zna? Ale Ślizgon na pewno go nie zna, ponieważ gdyby tak było to raczej by się przywitał, a nie zrobił tego.
    – Scorpius'ie to Bertie. Bertie to Scorpius. – powiedziała więc po dłuższej przerwie. Krukon spojrzał na Ślizgona i wyciągnął z widzialną nie chęcią w jego stronę swoją dłoń. Angie uśmiechnęła się szeroko na ten widok, cieszyło ją, że Scorpius ma szansę poznać jednego z jej najlepszych przyjaciół, a nie miała ich wielu, a właściwie tylko jednego, Bertie'go. Krukon od zawsze był przy niej, parę uczniów plotkowało na ich temat, że niby są parą, co dziwne Bertie nigdy nie zaprzeczał tym plotkom, a Angie musiała robić to przez cały czas. Spojrzała ponownie na Ślizgona, gdy nie było w towarzystwie obcych, dziewczyna czuła się pewniej, nawet przy nim.
    – Przypuszczam, że w lochach odbyła się impreza z powodu wygranej Ślizgonów, jak było? – spytała szybko Gryfonka, gdyż nie potrafiła wypowiedzieć tych słów normalnie. Wciąż była zła na Ślizgona, który ją sfaulował. Miała nadzieję, że chłopak w jakiś sposób opowie jej coś na temat jego kumpla, co myśli o jego zachowaniu, miała nadzieję, że się pokłócili, jednak znając charakter swojego chłopaka, uważała, że jest to graniczące z cudem.

    Agnes Dolor

    OdpowiedzUsuń
  26. Lucy z niecierpliwością czekała na rozkwit wiosny. W zasadzie najbardziej lubiła tą cienką granicę między wiosną, a latem, gdy było już ciepło, chłodny deszcz zdarzał się rzadko, a jeśli już się pojawiał to był delikatny i przyjemny, jej ulubione kwiaty magnolie i konwalie były piękniejsze niż kiedykolwiek wcześniej, czy później, a wszyscy wokół zdawali się mieć więcej energii, niż zwykle. Raczej nie przejmowała się tym, czy jej ubiór pasuje do szkolnych wybiegów i najczęściej decydowała się na ubrania wygodne, stosowne do sytuacji. A latanie na miotle było jedną z jej ulubionych sytuacji. Może było to podświadome, ale uwielbiała stan, w którym czuła, że nikt nie może jej zatrzymać, ani dogonić, ani złapać i w jakikolwiek sposób ograniczać. Czuła się bezpiecznie tam, gdzie mało kto mógł ją dosięgnąć, no może właśnie poza Jamesem i Scorpiusem, ale w mniemaniu Lucy nie stanowili oni żadnego zagrożenia dla jej małej mydlanej bańki, w której się zamknęła.
    Zaczaiła się za jednym z filarów, uważnie obserwując blondyna. Scorpius Malfoy, do którego już od dawna nie odezwała się po imieniu (tak, Lucy też miała tendencje do zadzierania nosa), najwyraźniej miał dość czekania. Relacja z Malfoyem, choć kiedyś na swój sposób bolesna, obecnie przybrała bardzo wygodny dla Lucy kształt. Właściwie, gdy tak teraz o tym myślała, to była mu nawet wdzięczna, że z nią zerwał. Uświadomiło jej to, że nie była wtedy gotowa na wielką miłość. Nie rozumiała poświęcenia, ani akceptowania innych wraz z zaletami i wadami, chciała fajerwerków, a otrzymywała rozczarowanie, gdy okazywało się, że oczekiwania są inne niż rzeczywistość, chciała czuć coś niepowtarzalnego, nie bardzo potrafiąc dać coś od siebie. Dzięki niemu zdała sobie z tego wszystkiego sprawę i widać było, że ostatnimi czasy nieco dojrzała, ale blondyn jak widać nadal szedł starymi szlakami.
    Lucy dużo ostatnio rozmyślała, choć za nic w świecie nikomu tego nie pokazywała. Czuła na karku, że wszyscy jej bliscy lada dzień skończą szkołę, a ona zostanie zupełnie sama. Będzie musiała poradzić sobie jakoś, w szczególności bez Jamesa, który teraz wydawał się jej bardziej odległy niż kiedykolwiek wcześniej, a to przecież jemu jako mała dziewczynka podarowała swój ukochany, złoty znicz z pierwszych Mistrzostw Świata, na które pojechała z tatą. Rozmyślała również o miłości, która nadal była wielką zagadką. Nie można było ot tak zdecydować kogo się kocha, nie można było zdecydować jak mocno. Ludzie szukali z uporem maniaka tego czegoś, czego nie potrafili określić, a czasem okazywało się, że szukali nie tego typu osoby, której powinni. Co się tyczy Malfoya… Lu dostrzegała jego wady, jak i on dostrzegał jej, ona nie omieszkała mu czasem czegoś wypomnieć, a on wprost kochał ją denerwować, co nie było takie trudne. Już dawno wyrzuciła z głowy jego obraz jako pociągającego Ślizgona. Teraz był kimś, komu można dać prztyczek w nos i uciekać gdzie pieprz rośnie, bez obaw, że zrujnuje jej idealnie niepoukładany świat, bez obaw że zrobi coś nieprzewidywalnego, co sprawi, że serce zabije mocniej. Nie, on niczego takiego nie zrobi. I było jej z tym dobrze.
    Zaklęciem wzmocniła swój głos, litując się nieco nad biednym chłopakiem. Odchrząknęła cicho i nagle rozległ się teatralny głos, jakby próbowała wywoływać duchy.
    -Przybyłeś tu, by stawić czoła swoim najgorszym koszmarom! Teraz, masz swoją szansę, by pokazać swoje umiejętności! – powoli wyszła z ukrycia, starając się by jej nie zauważył i wsiadła na miotłę. – Staw czoła swojemu najgorszemu demonowi! – wystrzeliła w jego stronę i nagle znalazła się tuż przed nim, dając mu delikatnego prztyczka w nos. Uśmiechnęła się zadziornie i uciekła na miotle, krzycząc już swoim zwyczajnym głosem:
    -Złap mnie Malfoy, jeśli potrafisz! – do bólu rozbawiona uciekała, by wykorzystać moment zaskoczenia. Wiedziała, że Scorpius prędzej czy później będzie siedział jej na ogonie.

    Lu Wood

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Niczym się nie przejmuj, zmieniaj co chcesz i kiedy chcesz, bo ja jestem elastyczny człowiek i lubię też kreatywnych autorów, więc się nie krępuj :) I spokojnie, ja też już wtedy poszłam spać, bo staruszki tak mają!]

      Usuń

  27. Słabo skinęła głową, żarty Ślizgona nie rozśmieszyły jej, jak można się było zresztą spodziewać, jednak postanowiła bardziej się do niego zbliżyć, chciała mu pokazać, że w pełni go akceptuje, całego, a co za tym idzie i jego paskudny charakter. Chciała mu pokazać, że cholernie jej na nim zależy. Gdy coś idzie nie tak, Angie stara się to naprawić. Miała nadzieję na coś zupełnie innego, zacisnęła mocno pięści starając się go zrozumieć, jednak nie potrafiła. Zaśmiała się niestety, dokładnie tak jak te wszystkie słodkie idiotki. Krukon wydawał się widocznie znudzony i zasmucony tym wszystkim, dziewczyna uśmiechnęła się do niego słabo.
    — Muszę spadać, Angie. Wszyscy Krukoni chcą się dowiedzieć, co z tobą. — zaczął wstając z krzesła. Widać było, że jest poprostu smutny i zażenowany. Angie wiedziała, że chłopak coś do niej czuje, była jednak okropnie głupia i nie pomyślała, że siedzenie tutaj z nimi, może sprawić mu przykrość. — Cześć. — rzucił spoglądając przez ramię w stronę Scorpius'a, a następnie wesoło uśmiechnął się w stronę Gryfonki, co odwzajemniła z niekrytą radością.
    — Dzięki za śliczne róże, Bertie! — krzyknęła gdy chłopak był bliski wyjścia z Skrzydła Szpitalnego. Kiwnął głową i zaśmiał się gardłowo w jej stronę. Wyszedł, a Angie stwierdziła, że nie ma pomysłu o czym może porozmawiać z Scorpius'em. Uśmiechnęła się słabo i pokiwała głową jakby na własne przemyślenia. Gdy tylko na niego spoglądała, miała ochotę przytulić się do niego i powiedzieć mu co czuje do niego, jednak wiedziała, że nigdy nie usłyszy tego czego by chciała, dlatego postanowiła nie mówić mu tego już nigdy, chciała poczekać aż on to powie. W głębi siebie miała ogromną nadzieję, że w końcu stopi zamarznięte serce Ślizgona. Spojrzała na swoją nogę i okryła ją lekko kołdrą. Odrobinę zapiekła ją rana na kolanie, nie zareagowała co mogła się spotkać z konsekwencjami później, jednak trudno. Nie chciała przerywać tej ciszy między nimi, nie była dla niej męcząca, wręcz przeciwnie. Często siedzieli tak w ciszy, ona uznawała to za coś romantycznego, jednak czuła, że chłopak ma inne zdanie na ten temat.
    — Cieszę się, że impreza udana. — zaczęła nagle czując ogromną potrzebę zwierzenia mu się z największego sekretu i powodu swojego strachu, jednak nie chciała robić tego teraz, wiedziała, że wkrótce wszystko mu opowie, jednak nie chciała teraz przerywać tej ich chwili. Serce ogromnie ją zakuło gdy ujrzała pustkę w oczach swojego chłopaka. Często starała się dostrzec w nich coś, uczucie, jakiekolwiek, nic jednak nie zauważała. — I dziękuję za nie wręczenie mi fasolek, choć sam wiesz, że te o smaku ziemi, bardzo lubię. — uśmiechnęła się do niego. Cieszyła się, że dał je temu dupkowi, który skopał jej życie. Angie nigdy, ale to nigdy nie byłą głupia i świetnie wiedziała, że to jest po prostu koniec jej gry w zespole i nie w zespole. Dobrze wiedziała, że nie zagra już ani razu. Jęknęła nagle łapiąc się za kolano, ale szybko ścisnęła ręce w pięści i starała sie skupić na czymś innym, nie na bólu. Udało jej się to, taką przynajmniej miała nadzieję, chciał po prostu zatuszować ból.

    Agnes Dolor

    OdpowiedzUsuń

  28. Czuła, że zdecydowanie zbladła po usłyszeniu słów chłopaka, było to dziwne, Scorpius Malfoy, który nigdy się o nikogo nie troszczy, zatroszczył się o Angie Dolor, gówniarę z Gryffindor'u. Przytulił ją, tak przynajmniej to wyglądało, jednak dziewczyna nigdy nie wiedziała co chłopak ma na myśli. Jednak po usłyszeniu pytania chłopaka, po prostu delikatnie kiwnęła przecząco głową. Nie chciała pomocy pielęgniarki, jakiejkolwiek. Chciała tylko jednego, pokazać z całej siły Scorpius'owi, że jest silna i że nie potrzebuje niczyjej pomocy. To bardzo dziecinne zachowanie z jej strony, jednak wtedy uważała, że mu zaimponuje tym, teraz po dłuższym przemyśleniu jest pewna, że nie wyszło jej to na dobre.
    — Nie, nie, jest spoko. — syknęła przez zaciśnięte zęby powstrzymując się od krzyknięcia.
    Zachowywała się naprawdę gówniarsko, jednak ona z całego serca chciała, aby chłopak miał ją za równą sobie, a nie za tchórzą fretkę. Wszystkie jego dziewczyny były takie delikatnie i wszystkie jego dziewczyny szybko zostały wyrzucone na bruk, ona za bardzo go kochała, aby pozwolić tak po prostu to zakończyć. Zerknęła na niego, był bardzo blisko niej. Świetnie widziała jego przemęczony wyraz twarzy i nie ogarnięte włosy, pewnie był zmęczony po imprezie. Spojrzała na niego wpół uśmiechu, dając mu do zrozumienia, że nic ją nie boli, czuła jednak, że chłopak ma odmienne zdanie na ten temat. Tak cholernie mocno go kochała, jednak czy on czuł to samo? Nie przestawała o tym myśleć. Wiedziała, że Ślizgon nie jest dupkiem, który uwielbia łamać serca, wiedziała, że on po prostu nie udolnie stara się znaleźć miłość, którą ona mu oferowała, jednak najgorsze jest to, że on chyba tego nie widział. Z perspektywy czasu była wstanie stwierdzić, że gdyby chłopak poważnie się zakochał w kimś innym będąc z nią, ona dałaby mu wolną drogę. Wolałaby patrzeć na jego szczęście w związku będąc samotnie w nieszczęściu. Chciała mu dać wszystko, tyle miłości i szczęścia na ile było ją stać, nawet kosztem siebie. Dyskretnie złapała za kolano bezdźwięcznie wyjąc z bólu, po białym prześcieradle pod nią, lała się krew. Miała nadzieję, że Ślizgon tego nie zauważył. Zerknęła na Ślizgona kątem oka.
    — Powiedz, czego chcesz . — poprosił. Tak, to brzmiało jak prośba, coś w niej pękło. Czuła, że jest jej dobrze, tutaj, z nim. Ślizgon nikogo o nic nie prosił i nie błagała, a tym czasem właśnie przed sekundą to zrobił, dla Angie. Lekko się uśmiechnęła do niego. Zawsze była romantyczką, nie była pewna czy tak jest z Ślizgonem, świetnie jednak wiedziała, że może kiedyś będzie w stanie go zmienić, jeszcze nie teraz, może za parę miesięcy, o ile jeszcze będą razem. Kiedyś sprawi, że chłopak poczuje do niej to co ona czuje do niego.
    — Niczego. Wystarczy mi, że jesteś tu. — odparła banalnie. Nie chciała jeszcze zdradzać, że czuje się fatalnie, chciała go jeszcze przy sobie zatrzymać, chciała spędzić z nim jeszcze trochę czasu. Spojrzała na niego słabo i wykonała głupi gest, którego zaraz potem pożałowała. Nie wiedziała jak chłopak zareaguje, chciała jednak to zrobić, zanim wszyscy ogarną co właśnie dzieje się z jej nogą. Zbliżyła się do niego z trudem i ze strachem i z niepewnością, z milionami innych uczuć. Złapała jego policzek w swoją bladą drobną dłoń i z paniką w oczach przybliżyła głowę w stronę jego ust, pocałowała go, ledwo dotykając swoimi suchymi wargami jego. Zamknęła oczy chcąc, aby ta chwila trwała wieczność. Nie myślała już nawet nad swoim największym strachem, to znaczy nad tym, że Ślizgon się od niej oderwie i zacznie się głośno śmiać, mówiąc: Wygrałem zakład!

    [Spoko, spoko. Nie przeszkadza mi to wcale. Jeśli nie chcesz odpisywać szybko, to oczywiście nie musisz. Jednak ślimaczymy się tak strasznie, że cieszyło mnie, że tak szybko sobie odpisujemy. :)]

    Agnes Dolor

    OdpowiedzUsuń
  29. Nie patrzyła mu w oczy, tak smao jak on tego nie robił. Czuła się okropnie, odrzucił ją, mogła się tego spodziewać. Gdy pielęgniarka skończyła robotę, Angie poczuła się o wiele lepiej. Z trudem jednak była wstanie poradzić sobie z wstydem, bo to czuła, czy chłopak, który darzył ją jakimkolwiek uczuciem, był wstanie ją odrzucić? Bo to właśnie zrobił. Jęknęła, spojrzała na chłopaka, widziała nie ustającą pustkę w jego oczach. Miała ochotę krzyknąć, jednak nie zrobiła tego. Ból, pieprzony ból! Łzy płynęły po jej zaczerwienionych policzkach, jednak on nie zrobił nic, kompletnie nic. Zębami zaczęła gryźć ze złości swoją dolną wargę, która już po chwili zaczęła krwawić.
    — Możesz wyjść? — spytała, jednak nie czekając na jego odpowiedź po prostu wstała, nie myśląc o niczym. Chciała uciec jak najdalej od niego, a skoro on tego nie zrobił, postanowiła zrobić to sama. Miała gdzieś to czy za nią pobiegnie czy też to czy ją zostawi. Nie rozumiała dlaczego on do cholery jasnej nie potrafił jej zrozumieć? Ona starała się każdego dnia zrozumieć go coraz bardziej i nawet jej to wychodziło, jednak wciąż nie rozumiała wielu rzeczy, które chłopak robił. Miała nadzieję, że to go czegoś nauczy, chociaż wątpiła, że chłopak się tym przejmie, jej ucieczką. — Dobrze, w takim razie ja wyjdę. — mruknęła po chwili i nie ubierając żadnych butów, nie robiąc nic, po prostu zrzuciła z siebie kołdrę i wybiegła ze Skrzydła Szpitalnego jak najszybciej potrafiła. Dobrze wiedziała gdzie pójdzie. W znane tylko jej i Scorpius'owi miejsce. Znalazła to miejsce w II klasie, gdy błądziła po Zakazanym Lesie ze znudzeniem, nigdy nie została przyłapana. Potem pokazała to miejsce Malfoy'owi. Przychodzili tam często, nawet gdy jeszcze nie byli parą. Jej bose stopy obijały się o ziemię, a łzy skapywały po jej bladej przerażonej twarzy. Pobiegła więc w stronę Zakazanego Lasu, tuż obok niego znajdowała się dziura, ogromna dziura, była jednak świetnie ukryta więc nie wielu jest takich, którzy ją odkryli. Dziura nie była głęboka, ale miała wiele przejść zbudowanych z desek, ciężko było w to uwierzyć, ale w jednym z przejść skryta była "malutka kraina." Często stawała przed leżącym tam jeziorem, tak zrobiła i teraz. Drogę pokonała szybko, ale i z bólem, niestety. To wszystko spadło na nią tak szybko, miłość do młodego Malfoy'a, koniec gry w Qudditch'a, kłótnie z przyjaciółkami. Nie potrafiła sobie z tym poradzić. Usiadła na trawie z prostymi nogami. Spazmatyczny płacz wydobył się z jej ust. Zaczęła głośno krzyczeć, głos miała przepełniony bólem.
    — Dlaczego ja tak wszystko psuję? Dlaczego wszystko niszczę?! — darła się w przestrzeń będąc pewną, że nikt jej nie usłyszy. Scorpius świetnie potrafił spowodować poczucie winy u Angie, często tak się działo. Teraz czuła się całkowicie winna za ich kłótnie. Stwierdziła, że źle zrobiła, i że jest winna temu wszystkiemu, tej całej kłótni, nie powinna go oszukiwać, powinna powiedzieć mu całą prawdę. Przed oczami cały czas miała widok jego miny gdy go pocałowała, a raczej starała się to zrobić. Czuła się żałośnie. Jęknęła gdy noga zaczęła ją boleć coraz mocniej, jednak nie był to tak wielki ból jak jeszcze wcześniej. — Merlinie, jak ja siebie nienawidzę! — krzyknęła do siebie. Przez związek z Scorpius'em całkowicie się zmieniła. Nie była już radosną dziewczyną, teraz była zakompleksioną dziewczyną.

    Agnes Dolor

    OdpowiedzUsuń
  30. [Ależ oczywiście! Molly bardzo przyda się ktoś taki, dlatego jestem za. Masz może jakiś pomysł na wątek? Byłabym niezmiernie wdzięczna i oczywiście wzięła na siebie rozpoczęcie, bo mam pustkę w głowie, za którą bardzo przepraszam. :c]

    Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  31. Późnego wieczoru w jej ukryciu znalazł ją sam dyrektor z trenerem od Qudditch'a. Na szczęście okazało się, że z nogą jest lepiej, i że nie musi zostawać do końca tego tygodnia w Skrzydle Szpitalnym, czego tak się obawiała. Wiedziała, że od teraz jej kryjówka nie jest znana tylko jej i Scorpius'owi, ale to trudno. Nie należała do osób głupich więc wiedziała, że Scorpius nie pobiegnie za nią z prośbą o przebaczenie, była wprost tego pewna, więc nie zdziwiło ją to, że chłopaka przy niej nie było. Jako, że była bardzo smutna z powodu chamskiego zachowania Ślizgona, chciała go jak najprędzej przeprosić.

    Rano gdy się obudziła, jeszcze w Skrzydle Szpitalnym z niecierpliwością czekała na możliwość wrócenia do swojej dawnej sypialni, więc gdy pani pielęgniarka jej to umożliwiła, szybko wybiegła z sali chcąc wreszcie zasnąć i nie zbudzić się zbyt szybko. Po schodach jak najszybciej odnalazła drogę do portretu Grubej Damy, wypowiedziała hasło, portret odsłonił dziurę w ścianie prowadzącą do pokoju wspólnego Gryfonów, a następnie do męskich lub damskich sypialni. Pokój wspólny świecił pustkami, zapewne teraz jest pora śniadaniowa, na którą Angie nie zamierzała się wybierać, stanąć twarzą w twarz z Scorpius'em, na to było jeszcze za wcześniej, zdecydowanie. Gdy tylko odnalazła drogę do swojego łóżka, zmieniła swój wyraz twarzy,przypomniała sobie o kłótni z "przyjaciółkami." One już tam stały, zapewne na nią czekały, choć dziwnym trafem nie przyszły do niej.
    — Pogódźmy się, Angie, przecież nasza kłótnia nie miała żadnego sensu. — uśmiechnęła się do niej pokrzepiająco, Charlie. Blondynka to ta, która najwięcej miesza, więc Angie domyśliła się, że już cała szkoła wie o jej kłótni z Scorpius'em.
    — Pogadamy, jak się obudzę, dziś nie idę na lekcje i nie mam ochoty iść na śniadanko, nie chcę tam spotkać Scorpius'a. — jęknęła poirytowana chcąc jak najszybciej znaleźć się w łóżku. Była przemęczona i miała dość wszystkiego.
    — No coś ty! Zaraz Cię pomalujemy i zaprowadzimy do Scorpius'a, pokażesz mu, że masz go gdzieś, niech zobaczy co stracił! Ubierzemy Cię w najlepsze ciuchy. — zaczęła wymieniać Andrey, najgłupsza z nich wszystkich. Słysząc czarnowłosą kiwnęła słabo głową, choć makijażu nie dała sobie zrobić, ani nic z tych rzeczy. Przystała tylko na wejście do Wielkiej Sali, nic poza tym. Tak też dziewczyny zrobiły, zaraz po tym jak Angie się przebrała w szatę wyjściową. Wyszły z pomieszczenia. Angie czuła się nie pewnie. W Wielkiej Sali byli już wszyscy, gdy tylko Angie przekroczyła próg drzwi. Przełknęła ślinę. Dziewczyny wrednie śmiały się w stronę Scorpius'a i jego bandy, jednak Angie nie reagowała, nawet na niego nie patrzyła, nie była w stanie spojrzeć mu w oczy, jeszcze nie była gotowa. Znalazły sobie e przy stole Gryffindor'u. Mnóstwo uczniów zadawało jej pytania, czy wszystko okej i tym podobne, jednak Angie na żadne nie odpowiedziała. Nic nie zjadła, nie miała na to ochoty. Lekko wciąż trzymała się za nogę, jednak nie robiła tego już tak często. Gdy tylko poczekała aż dziewczyny zjedzą, wstała od stołu. W drzwiach, gdy wychodziły miała przyjemność natchnąć się na bandę Scorpius'a, usłyszała urywek rozmowy. Kumpel Ślizgona, ten który potrącił Angie na miotle, najwyraźniej źle o niej mówił. Szlama tak właśnie wypowiadał się o niej owy dupek, patrząc prosto na nią. Nie powstrzymała się popchnęła go z całej siły na ścianę, jednak nie miała dość siły, aby zrobiło to na nim wrażenie, stał niczym nie wzruszony, wręcz przeciwnie, śmiał się z niej kpiąco. Nie patrzyła w stronę Scorpius'a, nie patrzyła na przyjaciółki, którym swoją drogą jeszcze nie wybaczyła. Była wściekła.
    — Nigdy, nie waż się mówić o mnie w ten sposób! Nie masz prawa! — krzyknęła, tym razem z całej siły rzuciła się na niego, uderzając gdziekolwiek mogła, chciała go zranić, choć nie miała takich szans, jakie miał ten chłopak. Chciała go zranić, kosztem wszystkiego. Miała gdzieś, że Scorpius znowu zacznie ją uważać za dziecinną i żałosną.

    Agnes Dolor

    OdpowiedzUsuń
  32. [Wszyscy i wszystko co jest spokrewnione z Draco, powinno być czczone, a już na pewno jeśli ktoś wygląda jak pan ze zdjęcia! Znajdziesz dla mnie jeszcze trochę czasu na wątek? :)]
    Martynka

    OdpowiedzUsuń
  33. [Ja bym bardzo chętnie spróbowała im coś wyczarować. :)]

    June

    OdpowiedzUsuń
  34. [Spokojnie, zdarza się czasem pominąć jakiś komentarz. Bardzo się cieszę, że Scorpius byłby gotów przyjąć pomoc Lali. Tylko mam pytanie: od czego zaczynamy? Oni się już znają i ze sobą współpracują, czy jeszcze nie? Bo gdyby mieli się dopiero zaznajomić, to Lala mogłaby przypadkiem zobaczyć, jak Scorpius próbuje stworzyć eliksir w jakiejś sali i by mu coś tam podpowiedziała, tak odruchowo. I ona cierpliwa jest, więc nie o to się nie martwi. :)]

    LALA

    OdpowiedzUsuń
  35. [dziękuję za miłe słowa!
    osobiście rozumiem Lilach-Jane, sama mam spore jedynki i o ile teraz już do nich "dorosłam", tak w dzieciństwie wyglądałam jak rasowy długouchy. :D
    na wątek zawsze mam ochotę, tylko pozwolisz, że zapytam, czy widzisz ich w jakiejś konkretnej relacji, czy będziemy dopiero coś kombinować? c:]

    Lilach-Jane Cromwell

    OdpowiedzUsuń
  36. [Cześć. Ciekawe, z której strony jest idealnym kompanem dla Scorpa :P Scorpius wydaje się typowym Malfoyem, więc ciekawi mnie, co chciałby od takiego nieistotnego Bishuy.]

    OdpowiedzUsuń
  37. ,[Mnie też zeżarła sesja, ale na szczęście już wypluła i jestem do dyspozycji! ]
    Doskonale wiedziała, że na prędkość ma zdecydowanie mniejsze szanse niż na zwinność, w końcu była szukającą, a nie ścigającą. Co jakiś czas odwracała głowę, by spojrzeć, w jakiej odległości znajduje się chłopak. Jej grzywka przy tym śmiesznie przyklejała się do czoła, ale wygląd był ostatnią rzeczą, którą przejmowała się na miotle. Wystarczył łopoczący wiatr i uczucie, że nic nie może jej zatrzymać. Może i była to płytka metafora, ale Lucy w takich momentach wierzyła, że może po prostu wszystko.
    Jeżeli chcemy być aż tak precyzyjni, to uczniów obowiązywał zakaz wstępu do zakazanego lasu, a nie wlotu. Wyszczerzyła się do Malfoy’a w pobłażliwym uśmiechu, ale nie potrafiła ukryć wewnętrznej radości, którą czuła.
    -Moja rodzina wsadziłaby cię do kominka i wysłała na drugi koniec Anglii – odkrzyknęła wesoło, doskonale zdając sobie sprawę, że tylko dzieci nie mają uprzedzeń. Rzadko który dorosły, który pamiętał poprzednie czasy, darzy bezwarunkowym zaufaniem wszystkich czarodziejów, obojętnie po której stronie się niegdyś opowiadał. Osobiście nie chciała nigdy kierować się stereotypami i nie robiła tego, ale nadal było mnóstwo Gryfonów, którzy nie znosili Ślizgonów, Ślizgonów wyzywających mugolaków, Krukonów zadzierających nosa i Puchonów, którzy nie wiedzieli co z sobą w życiu zrobić.
    Wzięła głęboki wdech świeżego powietrza. Wiedząc, że Scorpius zbliża się coraz bardziej, postanowiła zagrać z wykorzystaniem swoich umiejętności – zwinności i refleksu. Odwróciła głowę do chłopaka, a na jej usta wpłynął tajemniczy uśmiech. Oczy zabłyszczały jej dziwnie, jakby niebezpiecznie.
    -Pilnuj się, Malfoy! – krzyknęła i wyczuwając odpowiedni moment, zanurkowała gwałtownie między drzewami. Musiała nieco zwolnić, ale zręcznie manewrowała między wyrastającymi znikąd grubymi, ciemnymi gałęziami. Jej wzrok szybko przyzwyczaił się do zmiany światła, a Lucy ze zdziwieniem stwierdziła, że piękne zewnętrzne poszycie lasu skrywa naprawdę wiele mrocznych tajemnic.
    Nie oglądała się za siebie. Zbyt duże ryzyko zaczepienia o jakąś gałąź. Pędziła przed siebie manewrując między drzewami i czując jak na jej ramionach pojawia się gęsia skórka. Nie była pewna czy rzeczywiście zrobiło się chłodniej, czy tylko jej się wydaje. Do jej uszu dolatywały dziwne dźwięki, jakby ktoś smętnie jęczał w oddali. Nagle rozległ się krzyk. Przerażona Lucy rozejrzała się szybko wokół, a gdy przeniosła wzrok z powrotem przed siebie zorientowała się, że wlatuje w nią jakaś mglista postać o strasznej, wykrzywionej w gniewie twarzy. Ruda Puchonka zapowietrzyła się z przerażenia, ale nie puściła miotły. Wystarczyło jednak przymknięcie oczu o jeden ułamek sekundy dłużej, by trzonkiem miotły zahaczyć o gałąź. A postać tak po prostu zniknęła.
    Nie zdążyła nawet wydać żadnego dźwięku. Przeleciała jeszcze kawałek, z całej siły ramieniem uderzyła w drzewo. Zsunęła się z miotły, trzymając ją tylko jedną ręką. Traciła prędkość i wysokość, i nie mogła poradzić nic na to, że chwilę później przekoziołkowała po wyboistej, pełnej wystających korzeni ziemi. Leżała chwilę z zamkniętymi oczami, czując jak świat wiruje dookoła. Bolała ją głowa, ręka i plecy, ale była w zbyt wielkim szoku by ocenić obrażenia.
    -S… Scorpius… - mruknęła, orientując się, że na chwile jej towarzysz zupełnie wyleciał jej z głowy. I nawet nie zwróciła uwagi na fakt, że użyła jego imienia. Podniosła się niemrawo na łokciach i dopiero otworzyła oczy. Czy chłopak widział to, co ona? A może leciał na tyle daleko, że po prostu uzna ją za wariatkę i łamagę? To jednak było typowe dla Lu: martwić się nie o siebie, ale o osoby z jej otoczenia.

    Lu Wood

    OdpowiedzUsuń
  38. Było jej przykro, że Scorpius zadaje się z takimi chamami, ale szczerze teraz nie miało to dla niej żadnego znaczenia. Czuła jak policzki stają się gorące, wiedziała, że już jest czerwona, zawsze była gdy stawała się zdenerwowana. Uniosła swoją dłon i uderzyła przyjaciela swojego kumpla w twarz z całej siły. To był szok chyba dla wszystkich. Czuła na sobie spojrzenie Scorpius'a. Uśmiechnęła się do siebie, gdy zobaczyła, że na jego policzku został ogromny ślad, chyba się tego nie spodziewał, szok miał wymalowany na twarzy. Jęknęła gdy tylko spojrzała na swoją dłon, była bardzo czerwona, Agnes miała nadzieję,że jej uderzenie bolało chłopaka tak samo jak ją. Z tyłu usłyszała głośne okrzyki.
    — Z moją nogą wszystko w porządku, dzięki za troskę. Z twoim krzywym ryjem, chyba gorzej. — warknęła do niego, jeszcze nigdy nie czuła się tak szczęśliwie, dała się ponieść emocją. Wcześniej nigdy by sobie nie pozwoliła na to, aby tak potraktować jakiegokolwiek człowieka. Uniosła brwi do góry, teraz spojrzała na swoją chudą dłon, była jeszcze bardziej czerwona, już żałowała, że go uderzyła. Spojrzała w stronę blondyna. Był blady jak zawsze, jak zawsze też na twarzy nie miał żadnego zainteresowania, przystosowała się już do tego, że chłopak ma ją gdzieś. Czytał swoje notatki, chyba od eliksirów.
    — Weź się nie rzucaj, bo złość piękności szkodzi, a ty ją przeproś i po sprawie. Naprawdę, robicie aferę. — usłyszała jego słowa, teraz to miała ochotę mu przywalić. Nigdy nie był zbyt uprzejmy, ale zawsze był uprzejmy dla niej, zmienił się i to ją zabolało. Czuła, że dla niego jest nikim, w tej chwili. Zamrugała i spojrzała w ziemię, zawsze czuła się źle w takich sytuacjach. Ostatnio coraz mnie jadła. Sama nie miała żadnego pojęcia co tutaj jeszcze robi, dlaczego tutaj stoi skoro ona ma ją gdzieś? Otrząsnęła się i spojrzała na chłopaka ostatni raz, miała wrażenie, że na nią nie patrzył wcale. Gdy odchodziła powstrzymała się przed odwróceniem w jego stronę. Pomyślała, że gdy to zrobi, to coś straci, że straci godność.
    — Zostawcie mnie, jesteście bardzo fałszywe, nie wiem dlaczego w ogóle z wami rozmawiałam. — warknęła do dziewczyn, które cały czas szły za nią. Olała je, chyba były zdziwione. Poszła do swojego dormitorium, chciała być sama.

    Tydzien później szkoła organizowała wypad do Hogsmead dla klas od piątych w górę. Chciała iść, słyszała od kogoś,że Scorpius również się wybiera, może to właśnie dlatego chciała iść? Cały czas odczuwała od siebie tę myśl. Mnóstwo uczniów zebrało się przed szkołą. Agnes stała z boku zupełnie sama, do dziewczyn się już nie odzywała wcale. Można powiedzieć, że Agnes całkiem zmizerniała, oczy miała podkrążone, mało spała. W oczach chudła, to było głupie, wiedziała o tym, ale robiła to dla Scorpius'a, chciała być chuda. Myślała, że jak taka będzie to chłopak do niej wróci, ale z dnia na dzien traciła nadzieję. Jej ubrania były dla niej za duże. Ubrała więc dzisiaj swoją najmniejszą bluzkę, tą od cioci Sary. Granatową w białe paski, na nogach miała czane spodnie. Jej stopy zakrywały białe trampki. Włosy miała rozpuszczone. Szkoła ruszyła. Agnes szła na samym koncu, patrzyła w ziemię, tylko co jakiś czas spoglądała na plecy Scorpius'a, szedł przed nią. Uśmiechała się lekko, wiele rzeczy sobie teraz wyobrażała, przypominała sobie te wszystkie chwile, ale przestała gdy przypomniała sobie sytuację w Skrzydle Szpitalnym.

    [Mam nadzieję, że nie przeszkadza Ci,
    że napisałam, że Scorpius idzie do Hogsmead,
    po prostu chciałam jakoś ciekawiej to pociągnąć. :P]
    Agnes Dolor

    OdpowiedzUsuń
  39. [Na powiązania zawsze i wszędzie. :) Zapraszam Cię na maila, obgadamy wszystko.
    yukinee8@gmail.com]

    Anastasiya Dołohow

    OdpowiedzUsuń
  40. Jak to możliwe, że dała się w to wrobić? Powinna się w końcu nauczyć odmawiać własnej matce. Mogłaby w tym momencie siedzieć w wieży Krukonów i odrabiać przyszłe prace domowe, ostatnie już przed świętami Bożego Narodzenia. Zbliżały się w zadziwiająco szybkim tempie. Anastasiya nie chciała, aby nadeszły – oznaczałoby to powrót do domu na dobry tydzień i znoszenie ponurych nastrojów swojej rodziny, która i tak jej nie akceptowała. Tam, w zamku, czekał na nią ktoś, kto akceptował ją taką, jaka jest i dodawał jej wiary we własne siły.
    Najbardziej dziwne w tym wszystkim było to, że gdy już dotarła do własnego domu, matka praktycznie unikała jej wzroku, nie wspominając już o jakiejkolwiek próby komunikacji. Zaczęła się zastanawiać czy i ona dostrzegła, że jej córka nie nadaje się na Dołohowa, jest jakimś cholernym odmieńcem i niewykluczone, że podmienili ją w szpitalu.
    Dostała jedynie polecenie, aby ubrać się w piękną, perłową suknię wieczorową. Na jakieś zwykłe rodzinne spotkanie. Spotkanie rodzinne z Malfoyami i innymi szanowanymi rodami. „Szanowanymi” przez powiązanie z pewnym pokonanym już czarnoksiężnikiem. To również nie jest normalne.
    A najdziwniejsze z tego wszystkiego było to, że ciotki chciały z nią rozmawiać. Wychwalały wygląd, ubranie, upięcie włosów, makijaż aż po każdą wsuwkę we włosach. Aż robiło się nieswojo od całej góry komplementów i pełnych zrozumienia uśmiechów. Poklepywania po ramionach i przytulania, całowania w policzek i pytań o wyniki w nauce.
    Nikt przecież nie interesował się Anastasiyą Dołohow. Białą owieczką w czarnym stadzie.
    Odwróciła się w stronę wysokiego, szczupłego mężczyzny o jasnych włosach, którego kojarzyła głównie z opowieści. Draco Malfoy, a u jego boku stał Josif Dołohow.
    Gdy tylko wspomniał o połączeniu dwóch rodów, odszukała jakby odruchowo wzrokiem Lishkę, która też była gdzieś w tłumie. Tylko dlaczego, u licha, u boku stoi Josif, a nie jej ojciec? Wszystko stało się jasne już za moment.
    Zwróciła najpierw wzrok pełen wyrzutów w stronę matki, która nie śmiała spojrzeć jej w oczy. Potem znów spojrzała w stronę ojca, który patrzył na nią, jakby wyczekująco. A na koniec w stronę Scorpiusa.
    I tak, moi drodzy, umiera nadzieja na przyszłość. Nie wśród lamentów i płaczów, a przy oklaskach i rozlewanym szampanie. Wznoszeniu toastów na cześć przyszłej pary młodej. Kto im dał w ogóle prawo, aby decydować o jej przyszłości?
    Ktoś lekko pchnął ją do przodu. Nie odwróciła się nawet, tylko przebrnęła przez tłum gości i stanęła niedaleko swojego ojca, nie patrząc na niego. Za chwilę ujrzała Scorpiusa Malfoya. I on stanął obok niej. A znała go dosłownie przelotnie. Co ona o nim właściwie wie? I czy on sam wiedział o zaręczynach?
    Nie mogła wyczytać niczego z jego twarzy. Czy nie powinien być równie zdumiony co i ona?
    Czyli była jedyna, która nie miała o niczym pojęcia. Zamrugała kilkakrotnie, aby rozproszyć łzy, które zaczynały nabiegać do jej oczu. Nie mogła płakać – nie, gdy wzrok wszystkich ludzi skierowany był w jej stronę.
    Uśmiechnęła się, gdy usłyszała kolejny toast na cześć narzeczonych. Sztucznie, ale jednak. Do Josifa podeszła Lorna, matka Any i szepnęła mu coś na ucho. Ten tylko skinął krótko głową, po czym odezwał się do zgromadzonych ludzi:
    - Jest to z pewnością wyjątkowa chwila, ale jeszcze nieraz będziemy mogli cieszyć się szczęściem dwóch młodych ludzi. Tymczasem, myślę, że dobrze jest dać im odrobinę… prywatności.
    Zgromadzeni pokiwali głową jakby ze zrozumieniem i wycofali się z lampkami szampana w dłoni, rozpoczynając kolejne rozmowy. Rodzice obu narzeczonych zniknęli w tłumie, pozostawiając Scorpiusa i Anastasiyę samych sobie. Dziewczyna tylko mogła spojrzeć na niego ukradkiem, ukrywając rozpacz i nienawiść gotujące się w niej.

    Anastasiya

    OdpowiedzUsuń
  41. [Nie biję, gdzież bym śmiała, ale ciastko chętnie przyjmę tak czy siak! Niczym się nie martw, jesteśmy z Lu na posterunku i czekamy poobijane w lesie choćby i tygodniami ;)]

    To, co robili, było jak narkotyk, i wcale nie była to przesada. Choć już dawno przestało być bezpiecznie, brnęli dalej, by choć przez chwilę poczuć się po prostu wolni. Wolni od wszystkiego, co mogło zachwiać tą delikatną równowagę, co mogło wtargnąć w mury, które buduje chcąc nie chcąc każdy człowiek i popsuć misternie układaną konstrukcje. Każdy człowiek robił coś, co zahaczało o granicę zdrowego rozsądku, by tylko uśpić demony czające się z tyłu głowy. I choć Lucy z natury była osobą pogodną, to była świadoma, że osoba, która twierdzi, że tych demonów nie posiada, była najniebezpieczniejszą osobą, bo nieświadomą samej siebie.
    Miał szczęście, że ostatnią rzeczą, o jakiej Lucy teraz myślała, była jej twarz. Gdyby wiedziała, co sobie wtedy pomyślał, na pewno miałaby ochotę zdzielić go miotłą. Jednak teraz miała w głowie dużo bardziej przerażające rzeczy, niż twarz Malfoy’a, a w dodatku czuła się gorzej, niż po jakimkolwiek innym upadku z miotły. W dodatku z pewnym opóźnieniem dotarła do niej informacja, że chłopaka nie ma tam, gdzie spodziewała się go zobaczyć. Poczuła jak chłodny dreszcz wzdryga nią, złośliwie przeskakując jej po kręgosłupie. Wzrokiem odnalazła swoją miotłę, z ulgą stwierdzając, że nie jest połamana, ale z jeszcze większą ulgą przyjęła fakt, że jej różdżka jest cała. Próbowała podnieść się do siadu, dzierżąc różdżkę w dłoni, ale poczuła pulsujący, obezwładniający ból głowy. Zmusiła się do tego, by się rozejrzeć. Morka, chłodna rosa zdawała się wdzierać w zakamarki jej ubrania, sprawiając, że było jej coraz zimniej. Malfoy, błagam cię, znajdź mnie.
    W końcu zauważyła jego sylwetkę i nie spodziewała się, że kiedykolwiek będzie się tak cieszyła na jego widok. Utrzymała się na drżących łokciach, podświadomie chcąc sprawiać wrażenie, że nie jest tak źle. Gdy znalazł się przy niej nagle nabrała ochoty, by paść z powrotem na trawę i po prostu odpocząć… od wysiłku, od strachu, od bólu. Jej twarz wyrażała lekką dezorientację, gdy patrzyła na swoje nogi i ręce. Było to wywołane albo szokiem po upadku, albo jego tonem głosu, który był tak różny od tego, co znała z dnia codziennego. Oprzytomniała trochę, czując nagle przemożną potrzebę skomentowania jego zachowania. Nie martw się tak o mnie, bo nabawisz się zmarszczek albo Nigdy nie sądziłam, że przy mnie klękniesz, ale gdy spojrzała na niego, ugryzła się w język. Patrzyła na niego przez chwilę, jakby nieco spokojniej, bo choć nie chciała się do tego przyznać, naprawdę bała się, że chłopak się nie pojawi.
    - Chyba tylko się poobijałam – powiedziała cicho, jakby ważyła słowa i nie chciała go urazić, w końcu przejął się nią, nie? Ostrożnie się wyprostowała i znów popatrzyła na niego. Poczuła, że robi się jej gorąco i chyba chciała tym spojrzeniem dać Scorpiusowi do zrozumienia, że to, co zamierza zrobić kosztuje ją nieco wysiłku, ale w końcu zebrała się w sobie i uśmiechnęła leciutko, niemal niewidocznie. – Dziękuję
    To było jak jakiś dziwny kamień milowy. Lucy Wood była samowystarczalna, nie potrzebowała pomocy, opieki i innych takich strasznych rzeczy, a jednak przez chwilę poczuła, jakby Malfoy wyciągnął do niej rękę, którą ona może albo uścisnąć, albo odepchnąć. Przez chwilę milczała, zastanawiając się jak ubrać w słowa to, co widziała. Nie chciała wyjść na jakąś panikarę, ale skoro już spytał…
    - To był… to chyba był duch, ale zrobiło się tak zimno, jakby to był dementor i jednocześnie tak się wystraszyłam, jakbym widziała bogina. Krzyczał… -zamilkła na chwilę, przypominając sobie twarz, którą widziała, wykrzywioną w jakimś przerażającym grymasie i drgnęła – krzyczała, a ja przeleciałam przez tą postać jak przez ducha to było… strasznie dziwne – spojrzała na chłopaka, a gdzieś w jej spojrzeniu widać było lekki niepokój, jakby bała się, że powiedziała mu całą prawdę, a on nie uwierzy i roześmieje się w głos, przecinając ciszę Zakazanego Lasu.

    Lu Wood

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [A w ogóle to się miałam spytać, czy Scorpius zostaje na kolejny rok w Hogwarcie, czy go gdzieś wyrzucisz?]

      Usuń
  42. [ Zakochałam si w Twojej postaci <3 ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [ Może podpowiesz mi jakoś apropo wątku? ;) ]

      Usuń
  43. [Być na Hogwarcie i nie mieć wątku ze Scorpiusem to byłby skandal! xD Zdjęcie jest idealnie dobrane, opis od razu przywodzi na myśl Malfoy'a, w dodatku to jeden z naprawdę nielicznej grupy Ślizgonów, która nie gardzi Puchonami, za co masz ode mnie kolejne serduszko <3, więc wszystko jest tylko na plus. To ten... Chodź do Addie na wątek :) ]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  44. [Ojej, przeglądam postaci i widzę młodego Malfoya <3 właściwie czego mogłam chcieć więcej. Postać bardzo mi się podoba, pan ze zdjęcia pasuje... Pozostaje mi przerwać na chwilę zachwyty i nieśmiało zaproponować jakiś wątek między tą dwójką. Zapraszam do siebie i jak chcesz możemy coś pokombinować ;)]

    Solange Thynne

    OdpowiedzUsuń