17 czerwca 2016

Lonely


Liam Stewart
Ravenclaw
sztywna - kieł widłowęża - wierzba - 13 cali 
niedźwiedź - pożoga
kandydat na uzdrowiciela

       Nie jesteś typem, który często patrzy w lustro. Wolisz patrzeć w duszę, cokolwiek to oznacza. Masz ciepły uśmiech i białe, proste zęby. Lubię spoglądać ukratkiem, jak się uśmiechasz, dziewczęta pociągają tego rodzaju uśmiechy. Lubię to tak bardzo jak ty oglądanie gwiazd przez stary teleskop, który otrzymałeś w spadku po dziadku. Tylko że ojciec nie pozwolił ci zapisać się na Astronomię, bo uważał, że jest niepraktyczna. Uzdrowicielstwo jest praktyczne, życie również. Ty też tak uważasz. 
Przestrzegasz przepisów, bo uważasz, że są potrzebne, chociaż ty i ja dobrze wiemy, że pod łóżkiem chowasz butelkę Ognistej Whiskey, którą przechowujesz na lepsze lub gorsze czasy. Nienawidzisz dyniowego soku ale za to ubóstwiasz owsiankę. Dbasz o innych lecz nie chcesz, by to oni dbali o ciebie. Nie potrafisz funkcjonować bez bycia potrzebnym, jednocześnie samemu nie potrzebując nikogo. Czasami mam wrażenie, że pachniesz miętą. 
Nigdy nie widziałam, żebyś zmienił zdanie. Jesteś błyskotliwy i lubisz informacje. Wchłaniasz je niczym gąbka, jakby bez wysiłku. Masz duże, ciepłe dłonie tak często utytłane ziemią. Silne, szerokie ramiona. Lubisz patrzeć na rosnące rośliny, ponieważ dają ci nadzieję. Jesteś racjonalistą a jednak w nią wierzysz, karmisz się nadzieją



22 komentarze:

  1. [Wow, wow, jak przyjemnie i zgrabnie napisana karta. :)]

    L. Murray

    OdpowiedzUsuń
  2. [Fan astronomii widzę, witam i zapraszam ;)]

    Wanda V

    OdpowiedzUsuń
  3. [ ❤ Mogę się nim pozachwycać? Mogę, mogę i to robię. Z wielką przyjemnością i głupkowatym uśmieszkiem na twarzy. Zakochałam się w jego prostocie i teleskopie. W każdym razie pasjonuje mnie jego zainteresowanie astronomią. ]

    Dakota

    OdpowiedzUsuń
  4. [Zawsze, gdy próbuję stworzyć postać o podobnym charakterze, staję na głowie, by oddać to, co Tobie udało się jednym zdaniem: Dbasz o innych lecz nie chcesz, by to oni dbali o ciebie. Jestem pod wrażeniem, bo jak to mówią Niemcy - w zwięzłości leży pikanteria. Dlatego witam serdecznie i cieplutko, a także zapraszam do siebie z otwartymi ramionami!]

    Lucy Wood/Ethel Covel

    OdpowiedzUsuń
  5. [Lucas był tutaj jakiś czas temu, może dlatego wydaje się znajomy. :) Skoro obaj są tacy uroczy, to może wykręcimy z tego jakiś uroczy wątek?]

    L. Murray

    OdpowiedzUsuń
  6. [to może warto coś zaaranżować? Może jakby Liam nakrył ją w wieży Astronomicznej i zaskoczył swoją obecnością, a potem uratował przed upadkiem? Albo bardziej dosłownie, uratował przed gadatliwym nauczycielem, który nie chce zostawić jej w spokoju ;)]

    Wanda V

    OdpowiedzUsuń
  7. [A to nie wiem, w innym miejscu Lu nie gościł.

    Hmm. Hm, hm, hm. Nikt nie ma pomysłu na Luczka. ;-; Przed Liamem kariera uzdrowiciela, a Murray ma uraz kręgosłupa, przez który nie może latać. W dodatku jest chłopczyna po jakimś mistycznym zabiegu, który miał mu pomóc, ale nie wyszło. (Wiem, naciągane. :x) Może by tak Liam napatoczył się w łazience na Lucasa i jego nie gojącą się prawidłowo ranę, jakoś by mu pomógł, czy coś. Nie wiem, czy byłby na tyle dociekliwy, żeby drążyć temat, to już Twoja broszka. ;)
    Styknie coś takiego?]

    L. Murray

    OdpowiedzUsuń
  8. Noc była jeszcze młoda kiedy Wanda ruszyła skąpanymi w wątłym świetle świec korytarzami. Karciła się pod nosem, że nie zabrała ze sobą podręcznej kieszonkowej mapy Hogwartu, znalezionej kilka dni temu w bibliotece. Pracownica była o tyle miła, że pozwoliła nauczycielce zabrać ją na stałe, ale jak zwykle, mapa zdążyła zapodziać się gdzieś zanim Wanda dobrze ją przestudiowała. Mimo, że kiedyś szła tymi korytarzami nad wyraz pewnie, dzisiaj była wyjątkowo rozkojarzona. Następnego dnia miała bowiem rozpocząć zajęcia dotyczące studiowania map gwiezdnych i nie była pewna ile będzie uczniów. Nigdy nie mogła przekrzyczeć chmary rozgadanych nastolatek i szamoczących się chłopaków. Szczególnie kiedy byli na wieży i wysokość uderzała im do głowy.
    Jak zwykle, gdy niebo było bezchmurne Wanda kierowała się w stronę Wieży Astronomicznej, która była jej azylem w trudnych chwilach. Teraz miała pomóc jej dostosować mapę tras gwiezdnych, która była tak bliska ukończenia, że grzechem byłoby nie skorzystać. Przez cały tydzień trasy były widoczne prawie gołym okiem. Spacer korytarzem dłużył się niemiłosiernie i przez chwile kobieta była prawie pewna, że znowu skręciła w złą odnogę i wyląduje gdzieś niedaleko pokoju Gryfonów. Dzięki jej zmysłowi orientacji, ale prędzej był to czysty traf. Wchidząc na wieżę Wanda dziękowała wszystkiemu za jej niebotyczną wręcz wysokość i niemagiczne schody. Na piękne widoki trzeba było zapracować wysiłkiem nóg i cierpliwością do monotonnej szarości skały.
    Nauczycielka wspieła się i zaparło jej dech w piersi. Trasy wyraźnie odznaczały się na tle czerni nieba. Wanda czym prędzej usiadła na murze i wyciągnęła swój notatnik. Zaczęła pieczołowicie wypełniać wszelkie luki na zamazanych stronach. W gabinecie przerysowywała je później na gigantyczną i adekwatnie do wielkości niewygodną mapę nieba. Była tak zajęta, że nie usłyszała przytłumionych kroków zmierzających na wieżę. Kompletnie pochłonięta, zobaczyła dopiero cień stykający się z jej stopami i wydała przedziwny okrzyk niby zdziwienia, niby protestu, jakby nieznajomy właśnie zrujnował jej cały wieczór. Poczuła jak jej ciało odruchowo wygina się a ona traci równowagę! Serce chciało wyrwać się z poersi, w ostatniej dramatycznej próbie ratunku ale na próżno. Grawitacja robiła swoje.

    Wanda V

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [za błędy winie mój telefon, bo nie chce współpracować :<]

      Usuń
  9. Boże. Serce łomotało Wandzie jak szalone. Nie była nigdy typem strachliwym, więc czemu teraz zareagowała tak drastycznie? Była wyjątkowo rozkojarzona przez ostatnie dni, mając masę rzeczy do roboty i z wciąż nierozpakowanym kufrem, była o wiele łatwiejsza do podejścia i zaskoczenia.
    Silne męskie ramiona objęły ją i uchroniły od upadku. Upadku, który mógłby skończyć się tragicznie, a ona nawet nie miałaby szansy, bo różdżka znowu została na stoliku nocnym w pudełku od Ollivandera.
    Nieznajomy pachniał kojąco i przez chwilę Wanda poczuła się otumaniona bliskością obcego ciała do momentu w którm chłopak się odezwał. Wycofała się z jego ramion gwałtownie, jakby w obawie, że ktoś ich zauważy. "Głupia" skarciła się w myślach. Na Wieżę mało kto przychodził. Kto miał to zobaczyć? Nietoperze?
    Mimo to, kobieta była zawstydzona. Tak łatwo się podejść i prawie złamać kark przez głupotę i roztrzepanie.
    -Nie masz za co przepraszać, to wszystko moja wina.- zaczęła ledwo zerkając na mężczyznę. Zobaczyła teleskop który padł ofiarą bezlitosnej grawitacji i przykucnęła, żeby go pozbierać. Starała się i bardzo delikarnie obróciła go w dłoniach sprawdzając, czy żaden element nie poluzował się czy nie uszkodził.
    Tuba wyglądała bardzo solidnie, ale soczewka uderzyła o kant i zatarłą się w jednym miejscu. Targana poczuciem winy oddała mu teleskop.
    -Przepraszam, wygląda na to, że go uszkodziłam. Zapłacę za niego, obiecuję.- powiedziała z żałością w głosie. Teraz miała całą wieczność żeby przypatrzeć się ofierze jej niezdarności. Wyglądała bardzo dorośle i był ogromny. Z łatwością mógłby ją podnieść i zrzucić z tej wieży w akcie złości. Miał bardzo przenikliwe oczy. Oni zawsze takie mają. Wzrok, który przechodzi przez człowieka.
    Wanda nie wiedziąc co ze sobą poczynić spuściła głowę w geście skruchy i zaciśnęła mocno powieki. Czuła się dokładnie tak jak w drugiej klasie, kiedy zawsze pakowała się w kłopoty i kazali jej iść do dyrektora.

    Wanda V

    OdpowiedzUsuń
  10. [dzień dobry wieczór, jaka ładna karta. naprawdę przyjemnie mi się czytało, i może wyjdę na tą, co ocenia książkę po okładce, ale jednak od stylu karty spooro zależy pierwsze wrażenie. czuję się, jakbym poznawała postać, z którą mogłabym się porozumieć; albo przeciwnie.
    nie mam pojęcia, czy Liamowi przypadłaby do gustu moja panna, ale jeśli masz ochotę to wpadnij do nas. c:]

    Charmaine McLein.

    OdpowiedzUsuń
  11. [Witam Liama i mam nadzieję, że odnajdzie się wśród Krukonów. W wolnej chwili zapraszam do siebie. Może kiedyś nam się spotkają.]

    Finley Adam Lester

    OdpowiedzUsuń
  12. [Liam kojarzy mi się z takim ciepłym, dużym misiem. Mało jest tu takich postaci, więc dobrze zobaczyć jakąś odskocznię od tego, co mamy tu zazwyczaj. Poza tym ogromny plus na starcie za dołączenie do naszej kruczej rodzinki! c: W sumie Liam bardzo mi przypomina moją Jemmę, która pewnie by mu zazdrościła tych szerokich ramion. Życzę ci dobrej zabawy razem z nami i samych interesujących wątków, chociaż tego pewnie ci nie będzie brakować.]

    Jemma/Molly/Maxine

    OdpowiedzUsuń
  13. [Jasne, możemy coś napisać, nie ma sprawy. c: Jemma w sumie przechodzi teraz przez ciężkie czasy, dlatego Liam mógłby w sumie wskoczyć w rolę miśka, bo Jem zdecydowanie potrzebuje teraz przytulenia. A jeśli chodzi o jakąś relację, to w sumie nie wiem. Mogą się lubić, w sumie to by pasowało najbardziej.]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  14. Było jej tak strasznie wstyd. Zawsze matka groziła jej palcem, narzekając, żeby ta uważała bo jej niezdarność przyjdzie kiedyś i ugryzie ją w tyłek. Ciągle mówiono jej że powinna być ostrożniejsza, a Wanda zawsze przytakiwała i obiecywała poprawę. Ta nigdy nie następowała.
    Teraz płaciła za swoją nieporadność i miała tylko nadzieję, że właśnie nie zniszczyła jakiejś pamiątki rodowej. Gdy nieznajomy zareagował na wypadek łagodnym tonem i życzliwym spojrzeniem, zdziwiła się. Była przyzwyczajona do ludzi podnoszących na nią głos, a mimo bycia nauczycielem, wciąż czekała na to, gdy ktoś skarci ją jak dziecko.
    Wanda przyjrzała się mężczyźnie. Wyglądał jakby miał w sobie krew gigantów, był taki rosły. Jednocześnie wydawał się być uosobieniem spokoju. Wanda ścisnęła jego rękę nieśmiało, ale gdy przedstawił się, otworzyła szerzej oczy.
    -Jesteś uczniem? Zupełnie nie wyglądasz!- zadziwiła się zdecydowanie zbyt entuzjastycznie. Obejrzała go ze wszystkich stron. Na pewno górował nad innymi uczniami, była pewna, że to nauczyciel. Zreflektowała się momentalnie.
    -Wanda, Slytherin.- przedstawiła się. Nieszczególnie miała ochotę mówić kim konkretnie jest. Zaczęła dopiero tu pracować, nie była przyzwyczajona do mówienia o dobie jako nauczycielu, a nie chciała też, żeby chłopak traktował ją inaczej.

    Wanda V

    OdpowiedzUsuń
  15. Wanda nigdy nie miała duszy ślizona. Czemu Tiara Przydziału stwierdziła, że to był jej dom? Fakt, była zawsze tą sprytniejszą w rodzinie, dbała o swoją krew ale miała też gigantyczne serce (jak nieskronie uważała) i zdecydowanie nie była jak inni uczniowie z jej domu. Oni dbali o czystość krwi do przesady i często wywyższali się, liżąc rany po czasach Pottera.
    Wzmianka o ojcu Liama zasuciła odrobinę kobietę. Brak akceptacji u rodziny to był straszny cios, szczególnie jeśli był to ktoś bliski sercu.
    -Mój ojciec nie był zachwycony moim pójściem do szkoły.- powiedziała po chwili. -Wolałby żebym poszła w jego ślady i zajęła się rodzinnym biznesem.- dodała. Gdy Liam wspomniał o kursie trochę zesztywniała. Nie była specjalnie chętna wspominać, że to ONA prowadzi te kursy ale znalazła się w sytuacji prawie bez wyjścia. Nie miała zielonego pojęcia czeu tak bardzo nie chciałą wspominać o swoim zawodzie. Kolejna z długiej listy dziwacw i obsesji, najwyraźniej.
    -Tak...znam się na astronomii.- odpowiedziała wymijająco.
    Spojrzała jeszcze raz na teleskop z jeszcze większym poczuciem winy. Usiadła na murze, gładząc futerał swojego, jeszcze niewyciągniętego urządzenia i rozpięła zamek. -Jeśli chcesz możemy się podzielić.- uśmiechnęła się. Poczęła ustawiać starannie swój teleskop ając nadzieje, że tym razem nic nie popsuje.

    Wanda V

    OdpowiedzUsuń
  16. [skoro lubi wszystkich z zasady, to właściwie pomińmy to, co napisałam; wiem, że niektórym nigdy nie przypadną do gustu różnego rodzaju smutne postacie. c:
    w takim razie zapraszam, czy to do Charmaine czy do Savanny. :)]

    Charmaine McLein&Savanna Travis.

    OdpowiedzUsuń
  17. [Hej! I bardzo dobrze, że nie jest typem zalotnika, bo byłoby to problematyczne dla Bones XD
    jakieś pomysły masz? ;)]

    Lea

    OdpowiedzUsuń
  18. [Wybacz te opóźnienie, ale egzaminy, praca, nie ma lekko. :c]

    Lucas był w podłym nastroju przez kilka ostatnich miesięcy, ale odkąd wrócił do szkoły po swojej dwumiesięcznej nieobecności, miał wrażenie, że jeszcze trochę i doprowadzi się na skraj szaleństwa. Nie mógł się przemóc, by znów zacząć cieszyć się życiem. Jego mała, osobista tragedia przysłaniała mu to, co dobre. W dodatku swoim nieprzemyślanym zachowaniem odsunął od siebie wszystkich, na których mu zależało, więc generalnie czuł się przytłoczony i samotny. Na dokładkę nadchodziły egzaminy, do czego Murray w ogóle nie miał głowy.

    To był kolejny dzień, w którym niekończące się zajęcia przyprawiły Lucasa o ból głowy. Na wlokącej się ku końcowi transmutacji już prawie zasypiał, gdy nagle do życia przywróciło go nieprzyjemne uczucie. Ukradkiem zmacał pod koszulą swój opatrunek w dolnej części pleców. Zagryzł wargę. Coś się tam sączyło… Murray powstrzymał pchające się na język “bleeeh”.

    Gdy tylko zabrzmiał dzwonek, Lu jako pierwszy wyskoczył z klasy i popędził w kierunku łazienki, żeby obadać, co mu się tam niedobrego dzieje. Wpadł do łazienki na trzecim piętrze, nawet nie bacząc, czy ktoś tam jest. Stanął przed rzędem umywalek i obdarzył krótkim, krytycznym spojrzeniem swoje dziesięć odbić. Szybko zrzucił z siebie szatę, potem śnieżnobiałą koszulę. Brak treningów Quidditcha dodał lucasowemu ciału wątłości i wystających kości.

    Blondyn obrócił się tyłem do luster i odkleił opatrunek do połowy. Zaglądając za siebie w lustra, starał się zobaczyć, co jest nie tak, ale ciężko było dojrzeć szczegóły. Pewnym było jednak, że jednego z dwóch krótkich nacięć równoległych do odcinka lędźwiowego kręgosłupa sączył się żółtawy płyn, najpewniej jakaś ropa.

    - Cudownie - sarknął Murray z wściekłością. - Niech mnie amputują od pasa w dół.

    L. Murray

    OdpowiedzUsuń
  19. Jemma polubiła Quidditcha w momencie, w którym jej ojciec zaczął jej o nim opowiadać, zanim jeszcze pojechała pierwszy raz do Hogwartu. Avery Simmons mówił o tym z taką pasją, jakby mówił o swoim ulubionym daniu czy też filmie lub hobby, a kiedy opowiadał, ona wyobrażała sobie postacie szybujące na miotłach, które dotychczas widywała tylko w kreskówkach. Dopóki ojciec nie powiedział jej o świecie magicznym, wydawało jej się, że to jedynie bajki, które nie mają pokrycia w rzeczywistości. Nigdy nie przyszło jej do głowy, kiedy była małą dziewczynką, że mogłaby to być prawda. Mama śmiała się zawsze, że nawet będąc dzieckiem, myślała aż zbyt racjonalnie, ale kiedy Jem dowiedziała się, kim jest naprawdę, zrozumiała, dlaczego mama czasem zachowywała się tak dziwnie, gdy wspominała o czarodziejach z bajek. A to wszystko dlatego, że nie było zbyt wiele kłamstw w opowieściach o osobach z magicznymi zdolnościami.
    Pomimo swoich szczerych chęci, szybko okazało się, że Simmons nie ma talentu do latania na miotle. Jej pierwsze zmagania z tym drewnianym przedmiotem skończyły się tragicznie i żeby w ogóle zdać, Jemma musiała pobierać dodatkowe lekcje, a podczas jednej z nich ucierpiał inny uczeń, który został przez przypadek zdzielony końcem miotły w głowę. Dlatego Krukonka musiała pogodzić się z faktem, że gwiazdą w tym sporcie raczej nie zostanie. Po pierwszym roku nauki odłożyła miotłę w kąt z postanowieniem nie dotykania jej już nigdy więcej, wiedząc, jak może skończyć się to dla niej lub osób w pobliżu. Nie przestała być jednak fanką Quidditcha, a także swojej drużyny. Kto by pomyślał, że to właśnie Jemma była jedną z osób, które najgłośniej dopingowały Krukonów podczas ich meczy? Wielu dziwiło się, że ta dziewczyna ma tyle pary w ustach, a także tyle sił w chudych rękach, aby przez cały mecz trzymać wysoko w górze srebrno-niebieski szalik.
    Szczęście drużyny zawsze było jej szczęściem, chociaż tak naprawdę żadnego z jej członków nie znała osobiście. Mimo to za każdym razem świętowała z innymi wygrane mecze, a tych – wbrew pozorom – wcale nie było mało, bo Krukoni potrafili grać, dorównując umiejętnościom Gryfonom czy Ślizgonom. Wielu graczy ich nie doceniało, ale może właśnie dzięki temu posiadali pewien element zaskoczenia, przez który zdobywali na samym początku jakąś przewagę. Dzisiejszy dzień był dniem do świętowania, ponieważ Krukoni pokonali w meczu Ślizgonów, którzy ostatnim razem utarli im nosa. Wszyscy w Pokoju Wspólnym szaleli, a chociaż część Jemmy miała ochotę dołączyć do bawiących się uczniów, to jednak siedziała skulona w fotelu, obserwując ich. Dziś nie była w nastroju do zabaw bardziej niż kiedykolwiek. Dlatego westchnęła jedynie i podciągnęła nogi pod brodę, kładąc podbródek na kolanach.

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  20. Wszyscy byli tak pochłonięci zabawą i zawodnikami, do których należało dzisiejsze zwycięstwo, że Jemma nie sądziła, iż ktokolwiek zainteresuje się nią. Nie dość, że zazwyczaj nikt jej nie zauważał, to jeszcze teraz siedziała skulona, więc wątpiła, aby ktokolwiek do niej podszedł. Z jednej strony wcale jej to nie przeszkadzało, bo lubiła spędzać czas sam na sam ze sobą, a na dodatek nie była teraz w najlepszym nastroju. Jednak z drugiej strony czuła, że potrzebuje towarzystwa drugiej osoby. Chciała mieć z kim porozmawiać albo kogoś, kogo mogłaby wysłuchać. Czasami samotność naprawdę jej dokuczała, tym bardziej teraz, gdy utraciła dwie najdroższe jej osoby w Hogwarcie. Była to odczuwalna z strata, z którą trudno było jej się pogodzić.
    To właśnie dlatego była tak zaskoczona, co ukazało się na jej twarzy, kiedy zobaczyła, jak podchodzi do niej Liam Stewart. Może i nie byli ze sobą bardzo blisko, ale wciąż byli dobrymi znajomymi, a Jemma lubiła chłopaka, dlatego odpowiadało jej jego towarzystwo. Pod wieloma względami byli do siebie podobni, więc umieli się dogadać, a Simmons zawsze doceniała możliwość poprowadzenia przyjemnej rozmowy. Poza tym tylko dzięki temu mogła – nawet jeśli tylko na chwilę – odpędzić od siebie ponure myśli, którymi jej głowa była teraz przepełniona.
    Co prawda Jemma rzadko sięgała po kremowe piwo, ale w tym przypadku nie mogła odmówić. Poza tym od czasu do czasu mogła się na nie skusić, aby w ten symboliczny sposób uczcić zwycięstwo kolegów z Domu. W dodatku jeden kufel kremowego piwa jeszcze nikogo nie zabił. Podobno. W każdym razie Simmons nie słyszała jeszcze o takim przypadku.
    — Zdrowie — powiedziała, kiedy odebrała od chłopaka kremowe piwo i stuknęła się z nim, unosząc je lekko w górę. Na jej twarzy pojawił się delikatny, niewymuszony uśmiech. Chwilę później przechyliła kufel i wypiła porządny łyk napoju. Gdy poczuła, że ma piankę nad górną wargą, przetarła buzię ręką, nie chcąc wyglądać idiotycznie. — Jak się miewasz, Liam? Jakoś ostatnio nie mieliśmy okazji do rozmowy — poprawiła się w fotelu, przyjmując nieco wygodniejszą pozycję. Skrzyżowała nogi i postawiła kufel na nich, wciąż trzymając go za uchwyt. — To w sumie moja wina. Ostatnio, cóż… — westchnęła, odwracając na chwilę wzrok. — Po prostu dużo się u mnie działo — wzruszyła ramionami, zaciskając usta w wąską linię.

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  21. Lucas drgnął nieznacznie, choć jego ciało rwało się do podskoczenia niczym osoba poparzona wrzątkiem. Serce blondynowi przyspieszyło, gdy czyjś głos przeciął łazienkową ciszę, echem odbijając się od wysokiego stropu. Puchon rozejrzał się na wszystkie strony i dojrzał w wannie chłopaka. Wytrzeszczył oczy na jego widok. Skąd on się tutaj, na Merlina, wziął?
    - Nie, nie byłem w skrzydle szpitalnym - odburknął w końcu i ponownie obejrzał swoje plecy w lustrze. Nie widział dokładnie, nie był w stanie wygiąć głowy tak bardzo.
    - Wydawać by się mogło, że wyszkoleni uzdrowiciele powinni znać się na swoim fachu i nie odstawiać takiej fuszerki, że wycieka ze mnie potem jakieś gówno - dodał po chwili, wyraźnie poirytowany. - Chociaż od samego początku nie byli godni zaufania, skoro nie udało im się mnie przywrócić do normalności… - Blondynowi zrzedła mina. Świadomość, że już nigdy nie wsiądzie na miotłę bodła go za każdym razem z podwojoną siłą, a jemu kończyły się siły na odpieranie tych ataków.
    - Skoro jesteś taki oblatany w tym temacie, to może po prostu pójdziemy na łączkę i zerwiesz dla mnie jakieś ziele - Murray uniósł brwi, spoglądając na chłopaka w wannie. Cała ta sytuacja wydawała mu się trochę kuriozalna, trochę śmieszna, a trochę przykra. Oto jakiś aspirujący na uzdrowiciela uczeń być może faktycznie dobrze mu doradzi, kiedy w pełni wykwalifikowani fachowcy spaprali robotę.

    L. Murray

    OdpowiedzUsuń