22 czerwca 2016

Nadęty bufon!

   Ars Travis
Ars nigdy nie był uczuciowy, właściwie to, od zawsze miał gdzieś co czują inni ludzie. Tylko jako dziecko martwił się, czy dziadek wyjdzie kiedyś z Azkabanu, ale teraz gdy wie, że to nigdy nie nastąpi, przestał się przejmować. Gdy dostał list z Hogwartu przyjął to bez echa, przecież nie był żadnym charłakiem! Ma wszystko gdzieś, nienawidzi swoich rodziców, nienawidzi swoich "przyjaciół", nienawidzi wszystkiego i wszystkich. Toleruje ludzi, ale w dość niecodzienny sposób. Mugolacy go irytują, często więc daje im o tym znać, może dlatego trafił do Slytherinu? Ars nie pozwala ludziom zbliżyć się do siebie, ponieważ boi się ich rozczarować. Jeśli ktoś powie coś złego na jego temat, to spokojnie, on będzie miał to gdzieś, warto jednak na niego uważać, nigdy nie wiadomo co mu strzeli, może będzie miał zły dzień? Znajomości grają sporą rolę w życiu Ars'a, ponieważ dzięki nim w życiu sporo osiągnął, mimo, że jest jeszcze młody. Na swoim koncie ma już przyjaźń z Ministrem Magii, który często mawia, że "Ars nas wszystkich kiedyś zdziwi!"
Powiązania  Historie  Więcej


Od autorki:

23 komentarze:

  1. [Witamy nadętego bufona w naszych skromnych progach! Choć moje postacie uwielbiają Ślizgonów i mają do nich sentyment, to nie wiem jakby sobie poradziły z kimś, kto nienawidzi wszystkiego i wszystkich, choć oczywiście rozumiemy, że coś się za tą nienawiścią kryć może większego. W każdym razie zapraszamy serdecznie do wątkowania, może zorganizujemy jakieś przyjęcie w Klubie Ślimaka? Obyś się u nas zadomowiła i dobrze się bawiła! :)]

    Lucy Wood/Ethel Covel

    OdpowiedzUsuń
  2. [Ja go pamiętam i bardzo się cieszę, że starzy autorzy do nas wracają! ;) Taki smutny z niego chłopaczek, bo najgorsze, co może być, to czuć się właśnie gorszym niż inni. Kurde, a na pierwszy rzut oka to on taki typowo ślizgoński się wydaje! Życzę ci dobrej zabawy razem z nami i samych ciekawych wątków!]

    Jemma/Molly/Maxine

    OdpowiedzUsuń
  3. [Hm, hm. Ars był, też Ślizgon i w ogóle, tylko nazwisko miał inne. Ars Timor, o ile dobrze pamiętam i teraz byłam pewna, że to ten sam tylko z innym wizerunkiem i nazwiskiem. :c Ale skoro tak, to za pomyłkę przepraszam!]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  4. [Witam witam! Mam nadzieje, że będzie dużo owocnych wątków!]

    Wanda V

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Na Kronikach jest tylko jeden Bufon -,-

    Cześć i czołem, życzę miłej zabawy i wytrwania w blogowaniu i pisaniu wątków. Lubię postacie, które nienawidzą wszystkich, bo moje postacie zazwyczaj mają w zwyczaju uprzykrzać im życie. ]

    Silas Mulciber/Rhys Skeeter

    OdpowiedzUsuń
  6. hej. c: czy mogłabym trochę więcej informacji o siostrze? c:
    czarna.nie.lubi.rosolu@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  7. [cześć, braciszku. jest mi bardzo miło. c:
    wątek jak najbardziej mi się podoba, tylko czy w takim wypadku mogłabym poprosić o zaczęcie? bardziej wypadałoby to rozpocząć z perspektywy Arsa, tak sądzę.]

    siostrzyczka.

    OdpowiedzUsuń
  8. [hahaha. :)
    w porządku, to ja w takim razie czekam!]

    siostrunia.

    OdpowiedzUsuń
  9. [Dziękuję za tak miłe słowa! ;) Jeśli chcesz się czegoś dowiedzieć o Molly, zerknij do poprzedniej karty, która jest podlinkowana. Zakładkę z dodatkowymi informacjami uzupełnię później. Jeśli chodzi o wątek, nie ma sprawy, bo u Molly coś ostatnio ucichło. Jakieś propozycje?]

    Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  10. [Molly skończyła szkołę dopiero w tym roku, więc w sumie jest absolwentką dopiero od kilku dni, tak naprawdę, jeśli założymy, że rok szkolny już się zakończył. No chyba, że przenosimy się od razu do początku roku we wrześniu, wtedy to by miało w sumie o wiele więcej sensu. Przez te dwa miesiące Molly byłaby zabiegana, bo nowa praca, kwestia ogarnięcia mieszkania i w ogóle, więc mogłaby nie mieć czasu na spotkanie z Arsem. A skoro każdy uczeń potrzebuje pióra, to Ars mógłby na przykład zapomnieć o kupnie go na Pokątnej i na początku roku przyszedłby do sklepu, w którym pracuje Molly, zupełnie się jej tam nie spodziewając.]

    Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  11. [Hm, hm. Teoretycznie mogłabym zacząć, ale przyznam, że może to trochę potrwać, bo tutaj mam jeszcze dwa wątki do nadrobienia i jeszcze jeden. Także decyzja należy do ciebie. c:]

    Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  12. Na śniadaniach pojawiała się właściwie tylko dlatego, iż wiedziała, że uwadze brata na pewno nie umknęłaby jej nieobecność. Siedziała przy stole Krukonów, grzebiąc widelcem w talerzu lub łyżką w misce owsianki, niecierpliwie wyczekując momentu, gdy będzie mogła uznać, że skończyła. Zazwyczaj skubała parę kęsów; niekończący się stres powodował, że jej apetyt marniał z każdym upływającym dniem. Zawsze, od najmłodszych lat była typowym niejadkiem, ale z biegiem czasu i pogorszeniem sytuacji rodzinnej, jej ochota na jedzenie zmniejszała się jeszcze bardziej. Dla własnego dobra zawsze coś w siebie wmuszała: nie miała tak naprawdę nikogo, poza bratem, kto zmartwiłby się na poważnie tym, że dziewczyna je tak niewiele, lecz akurat jego troski Savanna wolała uniknąć. Nie umiała znieść tego, że musiał wiedzieć o niej wszystko: nie pozostawiał jej ani jednej maleńkiej szczeliny, którą mogłaby oddychać; jego chęć, niemal obsesyjna chęć kontrolowania całego życia młodszej siostry powodowała, iż dziewczyna zaczęła go unikać, pragnąc jedynie odrobiny oddechu. Z powodu słabego charakteru, jak również dlatego, że nie potrafiła się nikomu postawić, niebieskowłosa zawsze wolała uciekać, niż odważnie stanąć do konfrontacji. Nie była odważna, nie umiała się również bronić, więc ucieczka przed problemami wydawała jej się najlogiczniejszym, najprostszym rozwiązaniem.
    Wymknęła się cicho, gdy koleżanki z dormitorium dopiero zaczynały leniwie unosić powieki, po czym pospieszyła korytarzem w stronę Wielkiej Sali, nerwowo rozglądając się na boki. Wypatrywała swojego brata, który wprawdzie nie powinien się tutaj pojawić, był weekend, a on słynął z tego, że w weekendy spał do oporu; dziewczyna jednak miała nieprzyjemne, uporczywe przeczucie, że ktoś bardzo chce ją znaleźć.
    Nie myliła się.
    Ledwie usiadła przy stole Ravenclawu, zdążyła wziąć sobie jednego, małego tosta i odrobinę dżemu, gdy ręka brata mocno chwyciła ją za nadgarstek. Syknęła przez zęby; uścisk Arsa był silny, jednak jego palce nieświadomie dotknęły jej skóry w miejscu, w którym widniało kilka świeżych nacięć, powstałych wczoraj, pod osłoną nocy.
    Emily, ta cholerna Emily, powiedziała jej zeszłego wieczoru, że jest słabą, naiwną dziewczynką, która każdemu daje broń do ręki, pozwalając zrobić ze sobą dosłownie wszystko, a jej własna matka najchętniej pewnie też pozbyłaby się takiej córki-nieudacznicy. Savana nie dała po sobie poznać, na ile bardzo ją to dotknęło; wymownie i niemo świadczyło o tym wyłącznie tych kilka cięć i sporo zagojonych już blizn na przedramionach. Wiedziała, nie była głupia, że matka potrafi być naprawdę okrutna, jednak słowa Emily bardzo ją zraniły. Bardziej, niż chciałaby przyznać.
    –Ars, ała – jęknęła cicho, kiedy mocniej ścisnął jej rękę. Palce chłopaka wręcz wbiły się w czerwone kreski. Wyczuwała jego skrywaną złość i przestraszyło ją to. Ewidentnie brat miał jej coś do zarzucenia, jednak za nic nie potrafiła sobie przypomnieć, czym mogła mu się narazić. Czy rozmawiała z kimś, kogo Ślizgon nie tolerował? Nie. Może odezwała się do niego nie tym tonem, co powinna? Hm... Nie, od paru dni właściwie prawie z nim nie rozmawiała; unikała go, właśnie w obawie przed tym, że odkryje jej tajemnicę, która teraz pulsowała tępym bólem pod jego dłonią, o czym, oczywiście, nie mógł wiedzieć... Bo niby skąd?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ars wyciągnął ją na siłę z Wielkiej Sali. Savanna opuściła głowę, nie chcąc widzieć kierowanych w ich stronę zaciekawionych spojrzeń. Mimo wszystko bardzo kochała brata i podziwiała go, że nic sobie nie robi z opinii tych wszystkich zgromadzonych tam osób, a nawet jest w stanie z nich zadrwić.
      – Puść, proszę – powiedziała cicho, wciąż na niego nie patrząc. Nie mogłaby spojrzeć mu w oczy: bała się, że coś w nich zdradzi ją, zdradzi mu jej największą tajemnicę, którą za wszelką cenę chciała przed nim ukryć. Nie mogła być tego pewna, ale wydawało jej się, że byłby naprawdę wściekły. – Ja... Ja nie... Naprawdę z nikim się nie spotykam – wyjąkała w końcu, zaskoczona stawianym jej zarzutem. Unikała kontaktu z ludźmi tak intensywnie, jak pozwalało jej na to życie hogwarckiej społeczności. Nie miała szans nikogo poznać. – Co ludzie gadają? – spytała zdezorientowana, nie wiedząc, o czym brat właściwie mówi. Nigdy nie słuchała plotek, nie chcąc się przejmować, gdy już będzie ich przedmiotem. Ślizgon nie puścił jej ręki i dziewczyna modliła się w duchu, by nie zwrócił uwagi na długie rękawy. Już od dawna takie nosiła; tylko takie.

      kochająca siostrzyczka.

      Usuń
  13. [Nie ma sprawy! I oczywiście jestem ci bardzo wdzięczna. Postaram się odwdzięczyć, jeśli będzie okazja. c:]

    Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  14. Bywało, że złościła się sama na siebie, kiedy znów czuła łzy na policzkach, tuż po mocnym uderzeniu matki. Nie chciała dawać jej poczucia przewagi, które i tak było już wystarczająco silne, a ta kobieta naprawdę miała wysoką samoocenę i poczucie własnej wartości – cechy, które z powodzeniem udało jej się zabić we własnej córce. Była wdzięczna bratu, że starał się ją bronić, kiedy tylko mógł; nie zostawiał jej samej z matką i zawsze interweniował, kiedy była taka potrzeba, ale czuła się z tym trochę niezręcznie, jakby była niezdolną do życia sierotką, wymagającą ciągłej opieki. Bardzo chciałaby być twardsza, ale jakoś nie miała pomysłu, jak wyrobić w sobie tą umiejętność.
    Nie chciała sprawiać bratu bólu, ale fakt pozostawał faktem, że autentycznie przerażało ją to, co może zrobić, gdyby uwziął się na któryś z zarzucanych jej czynów i uparcie drążył temat. Wolałaby tego uniknąć, wiarygodne tłumaczenia nie wychodziły jej nawet wtedy, gdy nie miała nic na sumieniu, bowiem za bardzo brakowało jej wiary w siebie i wiecznie wyglądała na winną. Czuła się winna tego, co ją spotyka, chociaż tak naprawdę nigdy nie udało jej się zrozumieć, co tak właściwie robi źle.
    Zszokowana tym, co powiedział Ars, uniosła głowę i spojrzała mu w oczy... ale tylko przez sekundę. Szybko opuściła wzrok.
    – P-palę? – wyjąkała z niedowierzaniem. Kto i dlaczego mógł wymyślić coś równie głupiego? Chyba tylko po to, by ją pogrążyć... Nie wiedziała, komu tak bardzo na tym zależy, ale zrobiło jej się przykro. – Ars, ja nie palę, naprawdę... Nie chodzę do Zakazanego Lasu, przecież tak jest pełno pająków... J-ja nie wiem, kto to wymyślił...
    Skuliła się, słysząc podniesiony głos chłopaka. Przywykła do tego, że ludzie się z niej śmieją, choć wcale nie oznaczało to, że boli mniej, ale nie znosiła oglądać brata w takim stanie. Przypominał jej wtedy matkę, kiedy wpadała w jedną ze swoich furii. Nie lubiła, kiedy ktoś krzyczał.
    – Proszę, uspokój się, proszę... – wyszeptała, ciągnąc go za rękaw. – Nie wrzeszcz tak...
    Czuła się głupio upokorzona, że znów musiał jej bronić przed światem, jakby nie była w stanie poradzić sobie sama. A co dobijało ją jeszcze bardziej, to fakt, że naprawdę znając siebie nie zrobiłaby nic, pozwoliłaby tylko smarkaczom śmiać się idiotycznie i odeszła, w milczeniu, ze spuszczoną głową.
    Jej serce zabiło mocniej, przestraszone, kiedy brat spytał ją o koszulkę, którą miała na sobie – czarną, za dużą i z długim rękawem – i automatycznie schowała za siebie nadgarstek, który wreszcie puścił, rozmasowując sobie obolałe miejsca.
    – Po prostu tak mi... wygodniej. Zimno trochę... – zaczęła niepewnie i równie niepewnie skończyła. Była świadoma tego, iż najpewniej wcale jej nie wierzy i nie dziwiło ją to. Sama by sobie nie uwierzyła.
    Dopóki jej nie uświadomił, sama nawet nie wiedziała, że spod powiek wypłynęły jej gorące łzy. Czuła się idiotycznie, reagując na agresję płaczem, jak małe dziecko, ale była bardzo wrażliwa i nic nie umiała na to poradzić. Nerwowym ruchem wytarła policzki i oczy, kręcąc przecząco głową. Nie chciała denerwować brata jeszcze bardziej, ani wprawiać go w zakłopotanie tym pokazem typowo babskiej mentalności. Było jej przykro, tak potwornie przykro, że życie ich obojga nie wygląda inaczej – bo wtedy pewnie byliby zupełnie innymi osobami.

    siostra.

    OdpowiedzUsuń
  15. Kiedy posłał jej ten swój uśmiech, który zawsze widywała, gdy byli jeszcze dziećmi i to on, starszy, większy, zamykał drzwi przed agresywną matką, poczuła, że może jeszcze nie jest wszystko stracone. Może jeszcze będzie lepiej, może będzie spokojniej. Może cały świat nagle cudownie się odmieni...
    Powiedz mi, co się dzieje?
    A ona milczała i milczała, bo tak naprawdę nie wiedziała, co mogłaby powiedzieć. Albo inaczej: nic nie mogła powiedzieć. Nie potrafiłaby się wytłumaczyć z tego, co czuje, bo sama nie rozumiała dlaczego tak jest i skąd to się wszystko bierze; nie chciała angażować brata w swoje problemy, bo nie była pewna, czy tylko go bardziej nie rozzłości. Bywał tak nieprzewidywalny, że Savanna sama nie wiedziała, kiedy zareaguje wściekłością, a kiedy się zmartwi i, prawdę mówiąc, ten drugi stan widywała już rzadko, a wywoływał on w niej gigantyczne poczucie winy i wyrzuty sumienia.
    – Rozumiem... – powiedziała cicho, patrząc w ziemię i mnąc w dłoniach materiał spódniczki. Nie nosiła mundurka, podobnie, jak jej koleżanki; były w takim wieku, że wolały się stroić dla starszych chłopców, a ona po prostu nie chciała dawać im kolejnego powodu do drwin. Wystarczyło, że i tak była tą dziwaczką, tą odstającą, niebieskowłosą dziewczyną, której nikt nie lubił, bo nie była silnym charakterem.
    Ars ciągle poirytowanym gestem przeczesywał włosy, co, jak zdążyła się zorientować, oznaczało nadciągające kłopoty, dlatego starała się naprędce wymyślić wiarygodnie brzmiącą wymówkę, byleby go nie denerwować. Nie kłamała, ale skoro jej nie wierzył, musiała być bardziej przekonująca. Jednak jej mózg jakby zamarł ze strachu i ani rusz nie zamierzał się pospieszyć.
    Poczuła, jakby ktoś z całej siły kopnął ją w płuca; powietrze uciekło i nie mogła złapać tchu. Tak ją wszystko bolało! Taka była zamęczona, taka zawiedziona! Nie wierzyła, że on naprawdę mógł to powiedzieć, po prostu nie umiała tego pojąć. Fakt, nigdy nie był idealnym bratem, ale na swój sposób okazywał jej, być może nadmierną, troskę. Teraz natomiast zachował się jakby nic dla niego nie znaczyła... Jakby była zwykłym ciężarem, a on wykończony dźwiganiem tego wszystkiego. Wiedziała, naprawdę wiedziała, że i on nie ma lekko w życiu, ale w rzeczywistości zdawała sobie sprawę, że ma o tyle łatwiej, iż jego charakter nie staje się powodem do głupich kpin i przynajmniej z całą pewnością poradzi sobie w życiu. Ona nie. Zawsze będzie tą słabiutką, popieprzoną Savanną.
    Głupią Savanną. Ciężarem.
    Nie mogła znieść widoku tej cholernej Querk wygadującej o niej te wszystkie rzeczy. Jednocześnie czuła narastające poczucie beznadziei, że nawet w takiej sytuacji nie jest w stanie porządnie się wściec i zwyczajnie, po ludzku dziewczynie przyłożyć, jak totalny mugol, tylko zbierało jej się na płacz, znowu. Czuła się dokładnie tak, jak opisała ją Emily, jak przed momentem opisał ją brat. Nie wytrzymywała, stojąc tak w miejscu i słuchając kierowanych w swoją stronę oskarżeń.
    Nawet nie zauważyła, kiedy nogi poniosły ją w stronę łazienki. Słyszała za sobą głos Arsa, który wrzeszczał teraz na Querk, ale nie słuchała, biegła, po prostu biegła. Chciała pędzić przed siebie tak długo, aż bez sił opadnie na ziemię gdzieś daleko, gdzie nigdy nikt jej nie znajdzie. Tak szybko, aż jej ciało rozmyje się w atmosferze, zmieniając z bladej skóry w przezroczystą, niewidzialną dla innych dziewczynę. Tak intensywnie, aż przebije się do innego wymiaru i wreszcie zniknie z tego świata.
    Wpadła do łazienki i dopadła pierwszej kabiny, którą zobaczyła. Była pusta, co zauważyła z ulgą, nie chcąc narażać się na głupiutkie docinki innych uczennic. Weszła do środka i zamknęła drzwi na klucz. Potem wyciągnęła żyletkę i szybkim, zdesperowanym ruchem przeciągnęła kilka razy po skórze, dość głęboko zanurzając ostrze. Na bladym nadgarstku pojawiły się mocno czerwone, szerokie linie, z których powoli, acz miarowo sączyła się krew. Dziewczyna z uczuciem obezwładniającej ulgi oparła głowę o ścianę i przymknęła oczy.
    Krew nadal płynęła. Jedna kropla kapnęła już na ziemię.

    siostrzyczka.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie dało się ukryć, że od najmłodszych lat matka była ucieleśnieniem jej wszystkich lęków, tym, czego bała się najbardziej. Już jako naprawdę małej dziewczynce zdarzało jej się uciekać z domu, byle nie przebywać z nią sam na sam, bo wtedy robiła się najgorsza i pokazywała swoje najstraszniejsze oblicze. Nie umiała się przed nią obronić, bo zawsze była mizernej budowy, a do tego sporo młodsza, przez co stanowiła obraz ofiary idealnej: małej i zbyt przestraszonej, by mówić.
    Uciekała, choć nie znała okolicy, bo matka nigdy z własnej woli nie wypuściła ich z domu; biegła więc przed siebie, czasem dopadając pierwszego lepszego krzaczka, rosnącego akurat przy drodze. Potem szukał jej brat, tylko on, bo tylko jemu naprawdę na niej zależało.
    Zrobiło jej się przykro, że była dla niego ciężarem – nie po raz pierwszy zresztą. Niejeden raz żałowała, że w ogóle przyszła na świat i marzyła o tym, by nigdy się nie urodzić. Nie chciała dłużej tego znosić, trwać z obsesyjnymi myślami, że nikt jej tu nie chce, nikt jej nie potrzebuje; z obsesyjną kontrolą, by nie robić nic, czym mogłaby ściągnąć na siebie złość brata: w szkole, i matki: w domu.
    Drzwi otworzyły się tak gwałtownie, że dziewczyna uniosła głowę i z przerażeniem wypisanym na twarzy ujrzała po drugiej stronie swojego brata. Żyletka upadła na podłogę; spróbowała schować zakrwawioną rękę, jednak był od niej szybszy; poza tym plamy krwi utworzone już na kafelkach dość dobitnie świadczyły o tym, co robiła. Skuliła się ze strachu i zamknęła oczy, nie chcąc widzieć jego wściekłości, której się spodziewała. Po tym, co powiedział jej na korytarzu, już właściwie nie mogła przewidzieć, co powie teraz. Mimo wszystko zrobienie krzywdy samej sobie odrobinę stępiło wszelkie odczuwane przez nią uczucia – jakby ocierały się jej o skórę, ale nie docierały głębiej. Zawsze tak było i między innymi dlatego tak szybko się od tego uzależniła. Czegokolwiek by nie mówić: pomagało. Choćby na krótką chwilę.
    – Ars... – zaczęła cicho, nie wiedząc ani trochę, co zamierza powiedzieć. Więc milczała, milczeli oboje, wpatrując się w siebie nawzajem, jak gdyby próbowali rozgryźć, czy aby na pewno się znają. Po chwili opuściła wzrok na podłogę, nie mogąc już dłużej znieść widniejącego w jego oczach szoku. To było jak cios sztyletem prosto w serce; nie wiedziała, co teraz zrobi, czy będzie jak matka i rzuci się na nią z pięściami, czy po prostu zerknie na nią z nietajoną pogardą i odejdzie... Podciągnęła kolana pod brodę i tkwiła tak w ciszy.
    Brat, który bez namysłu zniszczył sobie koszulkę, by owinąć pasmem materiału jej pocięty nadgarstek, wydawał się być zupełnie inną osobą niż ta, którą znała przez całe swoje życie. Owszem, wiedziała, że ją kocha i mu zależy, ale jednocześnie boleśnie zdawała sobie sprawę, że nigdy nie okaże jej tego w odpowiedni sposób, tylko kontrolą i wyrzutami. Teraz jednak złapał ją mocno w ramiona i sama już nie wiedziała, czy chce ją przytulać, czy powstrzymać przed ewentualną ucieczką. Była jakby wyssana z uczuć; uczucia i nagromadzone emocje wypłynęły z niej wraz z krwią i teraz w środku została tylko pustka, pustka, pustka, ssąca od środka pustka.
    – Ał... boli – poskarżyła się, kiedy ścisnął ją tak mocno, że wyraźnie poczuła siniaki, które niedługo pojawią się na jej ramionach. Chłopak puścił ją i, nie zważając na protesty siostry, podwinął wyżej rękaw jej za dużej koszulki. Wydawał się taki samotny, taki zmartwiony i Savanna nie po raz pierwszy uświadomiła sobie, że i on niesie na swoich plecach zbyt dużo, jak na szesnastoletniego chłopaka; że może okazuje to zupełnie inaczej, niż ona sama, ale również musi w jakiś sposób cierpieć.
    Czuła się dziwnie z tym, jak patrzył jej na ręce, jakby zraniła go w dziwny, trudny do opisania sposób. Nie chciała nikogo ranić, nigdy, a już na pewno nie brata, niezależnie od tego, jakie okropne słowa wypowiedział w jej stronę. Nieśmiało wsunęła swoją drobną dłoń w jego palce, wciąż jednak nie mogła na niego spojrzeć. Bała się i było jej wstyd.

    siostrzyczka.

    OdpowiedzUsuń
  17. Dlaczego?
    Nie wiedziała, dlaczego. Nie miała pojęcia, co odpowiedzieć, co zrobić, jak się zachować. Co powinna odpowiedzieć bratu? Kiedy nawet sama tego nie rozumiała? Bo... bo nigdy nie potrafiła tego zrozumieć, dlaczego wybiera akurat taką drogę ucieczki. W czym jej to pomaga? Co to daje? Na chwilę jest lepiej, a potem powraca ten sam syf, przeplatany wyrzutami sumienia i żalem do samej siebie. Wiedziała, że nie powinna była tego robić, ale już nie umiała się powstrzymać. Zaszła zbyt daleko.
    Brat nigdy nie kierował w jej stronę takich słów i aż zaparło jej dech w piersiach, kiedy usłyszała, co mówi. Czuła się tak dziwnie, tak nieswojo, jak gdyby nagle znalazła się w dziwnym, alternatywnym wymiarze, gdzie wszyscy są dla siebie dobrzy i okazują uczucia, emocje. prawdę mówiąc nie za bardzo wiedziała, co ma mu odpowiedzieć, bo przecież wcale nie wydawało jej się, że jest wyjątkowa.
    – N-nie... – głos się jej załamał i nie mogła mówić dalej. Z trudem przełknęła ślinę. – Nie mogę ci obiecać – wyszeptała w końcu, uparcie wbijając wzrok w podłogę. – Po prostu nie potrafię. Przepraszam...
    Gdyby tylko zachowywał się wobec niej tak, jak teraz, gdy byli jeszcze dziećmi, pewnie w tym momencie potrafiłaby mu wyjaśnić, dlaczego jest tak, jak jest i czemu nie potrafi z tym zerwać. Opisałaby wszystkie uczucia, że to uzależnia, że jest jak nałóg. Nigdy tak jednak nie było, a ona przywykła do tego, by wszystko tłumić w sobie samej i nawet, jeśliby chciała, już nie umiała rozmawiać w taki sposób. Z nikim, nawet z bratem.
    Przymknęła oczy, kiedy ją do siebie przytulił, chociaż nie przepadała za dotykiem, bo miała wrażenie, że jest jak zamknięta w pułapce bez wyjścia, gdy ktoś ją tak trzymał. Teraz jednak powstrzymała odruch, by wysunąć się z jego objęć i położyła mu głowę na ramieniu, mając nadzieję, że uda jej się przezwyciężyć niepohamowany, napływający falami strach. Zapomniała tylko, że Ars niezbyt dobrze znosi widok krwi i skrycie odetchnęła z ulgą, gdy na moment wybiegł. Nie nawykła do takiego okazywania miłości.
    – Nie chcę wracać do domu – pożaliła się, kiedy wrócił. Nadal na niego nie patrzyła, ale ośmieliła się odrobinę. Nie powiedziała jednak nic więcej. Że tak naprawdę to nawet nie chce jej się żyć. Że nie ma już siły. Że nie chce. Że ma tak bardzo dość. Cierpiała w milczeniu, jak zawsze, bo to był jedyny grunt, który znała na tyle dobrze, by poruszać się po nim w miarę pewnie.
    Bała się tego, co znów wymyśli matka, jak będą się zachowywać rodzice, co powiedzą, co zrobi brat. Nic nie mówiła, ale tutaj, w Hogwarcie, była daleko od tego typu spraw i nic jej nie męczyło, dopóki nie nadchodziły święta czy wakacje i nie musiała wrócić. Nie chciała wracać. Nieznośnie ciążył jej fakt, że powinna teraz iść się spakować, zebrać swoje rzeczy i patrzeć na uśmiechnięte twarze swoich koleżanek, zwłaszcza tej cholernej Emily, która zwykłe podkreślać, jak bardzo cieszy się, że wraca do swojej bogatej rodziny i jak to ma wielu adoratorów w rodzinnych stronach.
    Savannie cierpła skóra na myśl, że ktoś mógłby się nią interesować w ten sposób. Nie czuła się niedojrzała, ale jednak jej myśli były dalekie od posiadania chłopaka czy randek, dlatego poprzedni zarzut brata tak ją dotknął. Zwyczajnie się bała; bała się tego dotykania, tego zwierzania, a przecież sekrety ranią, niszczą, zabijają od środka. Nikogo nie chciała zranić, dlatego unikała zbliżania się do ludzi w ogóle, a wszystkich chłopaków traktowała jak ewentualnych kolegów – nic więcej.
    – Nie wracajmy... – szepnęła jeszcze nieśmiało.

    siostrzyczka.

    OdpowiedzUsuń
  18. Kiedy dawny brat wrócił, odczuła coś na kształt ulgi przemieszanej z żalem, że jednak to była tylko chwila, piękny, krótki sen, równie nierealny, jak inne sny. Westchnęła ciężko, przyciągając kolana do brody i obejmując się mocno rękami, jak gdyby chciała uchronić ciało przed rozpadnięciem się na milion kawałeczków. Nie wiedziała, co ma teraz zrobić. Było jej przykro, że zostawił ją tutaj, całkiem samą, z pustką i jednocześnie chaosem w głowie, ale nie spodziewała się niczego innego. Ta chwila dobroci trwała zbyt krótko, by od razu do tego przywykła.
    Wstała niespiesznie i powolnym krokiem ruszyła w stronę swojego pokoju. Na samą myśl o powrocie do domu coś ściskało ją w żołądku, zmieniając go w twardą, ciężką kulę, której nijak nie można się pozbyć. Było jej bardzo, bardzo niedobrze, rany na ręce mocno dawały o sobie znać, pulsując tępym, piekącym bólem. Odruchowo objęła nadgarstek palcami drugiej dłoni i tak przemierzała korytarze, nie natykając się, szczęśliwie, na wielu uczniów. Zastanawiało ją zawsze, czy wiedzą, co ona robi i czy w ogóle ich to obchodzi. Wolałaby nie. Lepiej, by trzymali się swoich spraw, ale przywykła do tego, że ludzie najchętniej interesują się problemami innych, nie zawsze po to, by im pomóc; czasem tylko, by móc o czym plotkować, czym się dowartościować.
    O, patrzcie, idzie ta wariatka!
    Zacisnęła drobne dłonie w pięści, wyobrażając sobie, jak zareagowałaby na to wszystko hogwarcka społeczność. Nie oczekiwała od nich zrozumienia, raczej spodziewała się wyśmiewania i potępienia czy kpin, chociaż, co było najgorsze, ona nawet nie miała wpływu na to, co ją w życiu spotyka.
    Weszła do dormitorium i skuliła się na łóżku, za wszelką cenę próbując się uspokoić.
    Nie płacz, nie płacz, nic ci to nie da.

    Spakowała się w nocy. Leżąc tak, zwinięta w kłębek na wygodnym materacu, zmęczona przeżyciami poprzedniego dnia, szybko zapadła w głęboki, pełen koszmarów sen, z którego obudziła się gwałtownie około drugiej nad ranem. Otrząsnęła się szybko, pozbierała wszystkie swoje rzeczy, zamknęła walizkę i z ciężkim sercem próbowała na nowo zasnąć.
    Ale sen nie nadchodził.
    Rano nie zeszła na śniadanie. Czuła, że nie mogłaby nic przełknąć. Zaszyła się w dormitorium, czując, jak narasta w niej strach przed powrotem do domu, do matki, jej ciężkiego charakteru i równie ciężkiej ręki; do ojca, który niczego nie zauważa i do domu, w którym od dziecka wraz z bratem byli zamknięci na cztery spusty.
    Nienawidziła tego domu. Zrobiłaby wszystko, by się z niego wydostać. Czuła się tam jak zwierzątko w klatce, słowik za pozłacanymi prętami, wystawiony na pokaz, gdy przychodzą goście. Wiedziała, że matka najchętniej nie pokazywałaby jej nikomu, bo wstydziła się, a jeszcze bardziej od czasu, gdy Savanna, w pierwszym buntowniczym odruchu zafarbowała swoje jasne, platynowe włosy na świetlisty niebieski. Wstydziła się, że ma taką córkę dziwaczkę.
    Dopiero po śniadaniu, gdy i inni uczniowie zaczęli schodzić na dół i opuszczać szkołę, dziewczyna niechętnie wstała z łóżka. Rozejrzała się po pokoju, który wprawdzie nigdy nie uważała za dom, ale przynajmniej był wystarczająco odległy od jej prawdziwego domu, by czasem mogła poczuć się tutaj lepiej. Wtedy, kiedy nie słyszała śmiechów, nie słyszała szeptów za plecami; kiedy była sama i nie musiała znosić niczyjej obecności.
    Chciałabym mieć kota, przyszło jej do głowy, kiedy schodziła, wlokąc się niemiłosiernie, na samym końcu sporej grupki. Taki kotek na pewno by jej nie wyzywał, a byłby prawdziwym przyjacielem.
    Wsiadła do pociągu jako jedna z ostatnich i stała przez parę minut w korytarzu, nie wiedząc, dokąd ma się udać. Pożałowała swojej decyzji; będąc tu pierwsza, szybko zajęłaby byle jaki przedział.

    siostra.

    OdpowiedzUsuń
  19. Całą podróż przeczekała, siedząc na swoim kufrze na korytarzu, gdyż nie miała śmiałości przechadzać się między przedziałami i szukać wolnego miejsca. A nawet, gdyby takowe znalazła, to za nic nie usiadłaby z tymi wszystkimi ludźmi, nawet, jeśli byli to ledwie pierwszoroczni smarkacze. Na ogół było to młodsze rodzeństwo którejś z jej rówieśniczek, albo rówieśników, więc najczęściej było dobrze poinformowane na temat wszystkich dziwadeł Hogwartu, z których należy się wyśmiewać i na pewno unikać dłuższego przebywania z taką osobą w jednym pomieszczeniu. Po szkole krążyły różne plotki i w duchu pogratulowała sobie, że nigdy ich nie słucha, bo chociaż dziwnie było nie wiedzieć, o co ją oskarżają, to przynajmniej nie musiała się przejmować, że wymyślili coś tak idiotycznego. Zastanawiała się, co też porabia jej brat i czy siedzi z tymi swoimi idiotycznymi koleżkami, choć, prawdę mówiąc, cieszyło ją, że to wyłącznie Henry i Andy, a nie uwielbiany przez matkę Andrew. Na samą myśl o nim przeszedł ją nieprzyjemny dreszcz, biegnący wzdłuż kręgosłupa. Zrobiło jej się niedobrze. Wprost nie znosiła tego chłopaka, chociaż ten zachowywał się wobec niej bardzo przyjaźnie, zupełnie inaczej, niż tamta dwójka.
    Pokręciła głową, obejmując się ramionami, jakby było jej zimno, chociaż za oknem było ponad trzydzieści stopni. Nie zjadła śniadania, w brzuchu czuła pustkę, ale poniekąd było jej to bardzo na rękę, gdyż nerwy przed powrotem do domu coraz mocniej dawały o sobie znać. Była pewna, że gdyby miała coś w żołądku, już dawno zdążyłaby to zwrócić.
    Jakaś dziewczyna ze starszej klasy potknęła się o jej chude nogi.
    – Przepraszam – mruknęła Savanna niepewnie, nie podnosząc wzroku.
    – Hej, mała, są wakacje, głowa do góry – uśmiechnęła się tamta, mijając ją i idąc w swoją stronę. Uniosła głowę, zdumiona. Spodziewała się raczej czegoś w stylu "z drogi, łamago", jak to zazwyczaj odzywali się do niej inni uczniowie, ci starsi i młodsi.
    Kiedy wysiadła z pociągu, z trudem ciągnąc za sobą ciężki kufer, spotkała brata, który ewidentnie na nią czekał.
    – Hm? Komu? – spytała nieprzytomnie i zaczęła rozglądać się po peronie. Jej wzrok padł na stojących nieopodal rodziców i zmroziło jej to krew w żyłach. O nie, o nie, co oni tutaj robią? Przecież nigdy nie przyjeżdżali...
    Na całe szczęście tłum oddzielał ich od rodziców, którzy nie zorientowali się jeszcze, że ich dzieci zdążyły wysiąść. Savanna pociągnęła brata za rękę.
    – Nie mogę – jęknęła cicho, z niepokojem patrząc w stronę matki. – Ona... ona znowu się wścieknie...
    Tak bardzo nie chciała tam iść, iść w ich stronę, na rodzinne spotkanie, a jednocześnie strach przed nieposłuszeństwem dosłownie ją paraliżował. Wiedziała, że to matka sprytnie zaprogramowała ją tak, by zawsze była grzeczną dziewczynką i robiła to, czego od niej wymagano, ale nie podobało jej się to ani trochę. Nie potrafiła jednak walczyć z tym, jaka była jej rodzicielka, jako, że miała naprawdę silny charakter; całkiem inny niż ona, jej córka. Ojciec nigdy nie zwracał uwagi na to, co działo się pod samym jego nosem, więc już dawno przestała liczyć na jego pocieszenie czy zrozumienie; od zawsze wiedziała, że nie powstrzyma matki, więc to nawet nie przyszło jej do głowy. Zastanawiała się czasem, czym tak bardzo matce zawiniła, że tak bardzo jej widok działa kobiecie na nerwy.

    Sav.

    OdpowiedzUsuń
  20. [|mamy razem wątek, tak?;)]
    Agnes

    OdpowiedzUsuń
  21. Koniec roku szkolnego wiązał się dla Molly Weasley z dużym stresem. Nie dość, że musiała uczyć się do egzaminów, a potem bardzo dobrze je napisać, to jeszcze wraz z ukończeniem szkoły, miała wkroczyć w świat dorosłych, do czego czuła, że nie jest przygotowana. Wciąż wydawało jej się, że jest tą samą małą dziewczynką, która w wieku jedenastu lat przekroczyła próg Hogwartu, jednocześnie przerażona i podekscytowana. Kiedyś sądziła, że czas spędzony w szkole nie skończy się nigdy, bo jego koniec wydawał się tak odległy, że aż niemożliwy. Jednak im bliżej siódmej klasy, tym częściej rodzice powtarzali jej, że powinna zacząć się zastanawiać nad swoją przyszłością. Mówili, że im szybciej wybierze sobie zawód, tym lepiej jej później będzie osiągnąć swój cel, bo wcześniej się nastawi na jego spełnienie. Prawda była taka, że Molly już od samego początku wiedziała, kim chce być. Może nie od razu na to wpadła, ale wiedziała, że jest to gdzieś z tyłu jej głowy i kiedy poważnie zaczęła o tym myśleć, była już pewna, że chce być Aurorem. Od zawsze wysoko stawiała sobie poprzeczkę. Wiedziała, że funkcja ta to nie przelewki i czeka ją wiele trudności, chociażby ze względu na to, że będzie musiała osiągnąć naprawdę wysokie wyniki na egzaminach, ale nie poddawała się, wiedząc, że jest w stanie to zrobić. Poza tym była świadoma tego, jak bardzo rodzice będą z niej dumni, jeżeli uda jej się zostać Aurorem, a przecież właśnie tego pragnęła przez całe swoje życie.
    Decyzja o przeniesieniu się do Hogsmeade nie była łatwa. Molly uwielbiała swój dom, który był właściwie jednym z niewielu miejsc, w którym mogła być naprawdę sobą. Z drugiej strony wiedziała też, że w końcu musi się usamodzielnić, a tylko w ten sposób mogła to zrobić. Za swoje oszczędności i dzięki pomocy rodziców, zakupiła niewielkie mieszkanie na poddaszu u pewnej starszej pani, a chociaż lokum nie było duże, to jednak Molly cieszyła się, że je ma. To był jej pierwszy krok w dorosłym życiu i była z niego dumna, tak samo jak z tego, że udało jej się zdobyć pracę w Piórach u Scrivenshafta, a na dodatek zadbać o to, aby swój trening na Aurora rozpocząć już od września. Jednak zorganizowanie tego wszystkiego wiązało się z tym, że była ścigająca nie miała czasu na inne rzeczy. Co prawda codziennie kontaktowała się z rodziną, ale jeśli chodzi o znajomych, było o wiele gorzej. I nawet po dwóch miesiącach wakacji nie miała zbytnio dla nich nawet chwili, bo nie dość, że wciąż pracowała, to jeszcze starała się o to, aby zostać Aurorem. Przez całe życie sądziła, że w Hogwarcie miała ciężko, ale to, co przeżywała teraz, było zupełnie innym, z pewnością wyższym poziomem trudności.
    To właśnie dlatego oblała ją fala zawstydzenia, kiedy pewnego popołudnia przez próg sklepu przeszedł dobrze znany jej chłopak. Ona i Ars zawsze dogadywali się bardzo dobrze. Właściwie byli ze sobą bardzo blisko, mimo że członkowie ich Domów na ogół nie przepadali ze sobą. Niestety, kiedy nadszedł koniec roku, Molly nie skontaktowała się nawet z nim, przez co teraz było jej wstyd. Nieraz mówiła sobie: „dzisiaj do niego napiszę”, ale ten moment nigdy nie nadchodził, bo Weasley była zasypywana nagle innymi sprawami.
    — Cześć — powiedziała w końcu, kiedy cisza stała się dla niej nieznośna. Wzięła przy tym głęboki wdech, bo czuła się okropnie. — Uh, szukasz czegoś konkretnego? — spytała, kierując swoje spojrzenie gdzieś obok Arsa, ale nie na niego. Nie była w stanie na niego spojrzeć.

    Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  22. [Przepraszam, że tyle mnie nie było, ale już się odurlopowałam i wracam do pisania! Nie wiem czy Ci się to spodoba, ale właśnie ich relacja mogłaby wyglądać na zasadzie 'jestem fajniejszy/-a niż ty' i generalnie by sobie dogryzali, ale może po jakiejś potężnej kłótni na przyjęciu w Klubie Ślimaka, właśnie podpartej ich rodzinami, może trafiliby na siebie gdzieś, gdzie mogliby spokojnie sami porozmawiać i okazałoby się, że oboje trochę cierpią, bo ich przyjaciele właśnie kończą szkołę? Może gdzieś pod tą złośliwością i niechęcią do siebie udałoby im się kiedyś nawiązać nić porozumienia, a może nawet, o zgrozo, wsparcia?]

    Lu Wood

    OdpowiedzUsuń