16 czerwca 2016

Rzucaj czapką w księżyc.


Wanda Văduva

24 lata | nauczycielka astronomii | Rumunia, Konstanca |
 Krew czysta z domu Salazara
  BOGIN | PATRONUS
kasztan, 10 1/4 cala, włos z grzywy kelpie


Pokój Wandy spowijał półmrok. Na podłodze leżała niewielkich rozmiarów walizka, wypełniona starannie poskładanymi ubraniami i książkami ukochanych autorów. Na stoliku nocnym w eleganckim czarnym opakowaniu leżała jej różdżka na którą co jakiś czas zerkał młody chłopaczek siedzący na łóżku. Drugi, nieco starszy obejmował go ramieniem i wbijał swój wzrok w pakującą się kobietę. 
-Wando...- zaczął ale słowa uwięzły mu w gardle.
-Nie możecie dać się tak poniewierać reszcie.- przerwała mu dziewczyna. Metodycznie upychała jeden ze swetrów do walizki. 
-Borys.
Młodszy chłopiec oderwał tęsknie wzrok od ciemnego pudełka i pokiwał głową. Na czole odznaczał się ciemniejący siniak, herb jednego ze starszych braci. 
-Odziedziczyli okrucieństwo po swoim wuju. Są durni, zazdroszczą wam bo oni nie są na tyle inteligentni żeby iść do szkoły.- dodała wstając. 

Na dole słychać było dźwięk tłuczonych kieliszków i głośne śmiechy trzydziestu dwóch osób, świętujących jej wyjazd. Z samego rana miała wsiąść w pociąg i wrócić do Hogwartu już jako nauczyciel. Ciekawe czy Wujek Roszko będzie w stanie ją odwieźć po całej zabawie. Drzwi gwałtownie otworzył się i do pokoju wparowała kobieta w jasnych lokach i poplamionej sukience. Kuzynka Stokrotka. Dławiąc się łzami wyjaśniła, że jej brat wylał na nią wino i na pewno zrobił to specjalnie, gdyż zawsze był zazdrosny o uwagę jaką przyciąga dziewczyna. Wanda z westchnieniem wyciągnęła z walizki sukienkę wiedząc, że już nigdy jej nie zobaczy i starała się wypchać Stokrotkę najszybciej jak się da. Za późno. Do pokoju zaczęła wchodzić matka i ciotki szukając młodej, za nimi opowiadając sprośne żarty wpychali się stryjkowie. 
-O Boże dziecko, to wszystko co bierzesz?!- matka wykrzyknęła z przestrachem i zmobilizowała dwie swoje siostry do organizacji dodatkowych walizek. 
-Nie potrzebuje nic więcej- zaprotestowała Wanda patrząc jak dwie dodatkowe walizki wypełniają się masą niepotrzebnych jej śmieci. Wraz z powiększającym się bagażem powiększała się także lista powinności jakie od teraz młoda nauczycielka musi wykonywać. 
-Pamiętaj, pisz jak najczęściej.
-Zapakuje jej trochę słoików, niewiadomo czy tam jej jeść dadzą...
-Jeśli ci się tam nie spodoba, masz natychmiast wracać do domu.
-Kiedy przyjedziesz nas odwiedzić? Babcia podupada na zdrowiu, nie chcesz mieć jej na sumieniu przecież.

Wydawało się, że lista nigdy się nie skończy i w końcu udało się wypchnąć rodzinę z pokoju pod warunkiem, że Wanda zaraz zejdzie zjeść porządny posiłek przed podróżą. 
Kobieta przysiadła się do swoich braci i przytuliła ich do siebie. Widziała, że nie byli oni zadowoleni z jej wyjazdu. Gdyby nie to, że kochali ją szczerze mieliby do niej żal, że zostawia ich na pastwę starszego rodzeństwa. Ona sama najchętniej, zamiast walizek, spakowałaby braci do kufra i zabrała ich z tego domu, gdzie delikatność i wrażliwość są traktowane jako wady.
-Spotkamy się po drugiej stronie.

Nie zauważysz Wandy, gdy ta przechodzi korytarzem. Chuda i cicha nie wydaje się być nikim interesującym. Cienkie jasnobrązowe włosy opadają jej na jasne oczy i nos, na którym widnieje kilka piegów. I tak trudno dostrzec jej twarz schowaną za setkami książek, które uparcie nosi wszędzie gdzie się da. Ukrywa sylwetkę za luźnymi ubraniami. W przeciwieństwie do swojej rodziny nie jest głośna i nie lubi dużo mówić. Woli spokojne towarzystwo gwiazd. Czasem widać jak zaaferowana biegnie tym samym korytarzem kilka razy i wini swoją tragiczną orientacje w terenie. Niektórzy podejrzewają ją o utrzymywanie podejrzanych stosunków z centaurami co nie jest do końca kłamstwem.
Pochodzi z czystokrwistego rodu rubasznych ludzi, którzy uwielbiają ją, bo jako pierwsza zajęła stanowisko naukowe. Większość jej rodziny zajmuje się hodowlą smoków, a do tego, jak mówią, wystarczy mieć silne ręce i trochę pewności siebie. 

"Mamo, tato. Wszystko w porządku. Żyję. Proszę nie wysyłajcie więcej jedzenia."


Nie wiem, nie wiem. Karta pewnie jeszcze będzie przebudowywana kiedy powrócą mi siły na męczenie się z html'em (co to za diabelski wynalazek) a jak mi się te zdjęcia nie wgrały to chyba umrę z przykrości jaką technologia mi sprawiła.
Dzień dobry Mistrzu Gry.

A tak, to jest Wanda, miło poznać :)

21 komentarzy:

  1. [A do tych silnych rąk i pewności siebie, dorzucę jeszcze odpowiednią wiedzę, własne poświęcenie i porzucenie "milszej" strony istnienia na rzecz wyjazdów; błędy są tam cenione wagą życia. Piszesz: wydaje się być nikim interesującym, a tak się składa, że karta pozostawia pewien niedosyt. Bo jaka tak naprawdę jest Wanda? Na pewno przeciwieństwem wuja, kobietą o własnym zdaniu - małomówna, ale skrywająca jakieś tajemnice; być może nie do końca miłe. I nienaturalnie szczupła, przy czym wszelakie uwagi stają się dla niej irytujące. To nadal zbyt mało informacji, aby przestać się zastanawiać.
    Cóż, pożyczę od siebie wielu ciekawych wątków i zaproszę pod skrzydła Karkarowa, jeśli tylko dopisze Ci chęć. Cześć! :)]

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  2. [cześć, dzień dobry. c:
    huhu, nauczycielka astronomii; tego chyba jeszcze nie było, a w każdym razie ja nie widziałam. myślę, że dogadałyby się z Char, jeśli masz chęć.]

    Charmaine McLein.

    OdpowiedzUsuń
  3. [dzień dobry. :) zgadzam się z panem Karkarovem, że Wanda bardzo ciekawi i skłania do wysiłków, by ją rozszyfrować. jeśli masz ochotę na wątek, to u Amelii znajdziesz dystans, u Lucy nieśmiałość, a u Nebraski wrogość.]

    Nebraska, Amelia, Lucy.

    OdpowiedzUsuń
  4. [witam. :> jako, że Cię zasłoniłam, w ramach zadośćuczynienia proponuję wątek, co Ty na to?]

    Maya Weiner.

    OdpowiedzUsuń
  5. [Cześć. Wspaniała postać, zupełnie nietuzinkowa :)]

    ~Bishuy

    OdpowiedzUsuń
  6. [nie wiem, czy przypadnie Ci takowy pomysł do gustu, bo właściwie nie wiem wszystkiego o upodobaniach Twojej postaci, ale jeśli zdarza jej się przechadzać nocą po Zamku, mogłaby przyłapać Majkę z papierosem na Wieży Astronomicznej, powiedzmy. albo w jakiekolwiek niezbyt komfortowej sytuacji. c: raczej nie wygląda mi ona na taką, co by się wściekła, odjęła punkty i zagroziła szlabanem, tylko raczej próbowała porozmawiać, więc może i Maya się przełamie.]

    Maya Weiner.

    OdpowiedzUsuń
  7. Maya lubiła noc, kiedy nad uchem nie brzęczały jej natrętne głosy współlokatorek i zachwyconych pierwszorocznych, podchodzących do niej, by się upewnić, że to ona jest dziewczyną-mutantem, superbohaterem w ich oczach, przy okazji pukając jej w gips, który od niedawna nosiła na lewej ręce. Cholerny goryl z siódmej klasy z impetem popchnął ją na ścianę; rozległ się nieprzyjemny trzask, a potem dziewczyna pozbierała siebie i resztki godności z podłogi. Gdyby nie wygięta pod dziwacznym kątem kończyna, Weiner nigdy nie zorientowałaby się, że coś jest nie tak. Westchnęła tylko przeciągle i udała się do Skrzydła Szpitalnego, usiłując nie dopuścić do większych urazów ręki.
    Maya, choć kończyła dopiero piątą klasę, niejednokrotnie paliła już papierosy, aż w końcu doszło do tego, że coraz częściej miała ochotę po jednego sięgnąć, zwłaszcza w chwilach stresu czy złości. Była drobna jak na swój wiek i nikt nie powiedziałby, że ma szesnaście lat, ale niespecjalnie obchodziło ją zdanie innych ludzi. Dbała tylko o to, by przypadkiem nie zostać przyłapaną z papierosem w ustach; również dlatego lubiła noc. Noc była jej cichym sojusznikiem, nigdy nie zdradziła sekretów dziewczyny.
    Ślizgonka ostrożnie, cicho wdrapała się na Wieżę Astronomiczną. Tutaj panował niebywały spokój, gdyż większość młodszych uczniów naiwnie wierzyła, że jest to miejsce spotkań duchów; starsi zaś woleli imprezować w tajnych przejściach, gdzie tak czy tak nie było nic słychać. Maya nie lubiła imprez; usiadła sobie wygodnie i odpaliła papierosa drżącą dłonią. Choć była praworęczna, większość istotnych czynności wykonywała lewą ręką, więc teraz, gdy była ona wsadzona w gips, dziewczyna musiała poradzić sobie inaczej.
    Zdążyła się zaciągnąć i przez chwilę rozkoszowała przepływem nikotyny w krwiobiegu, kiedy usłyszała, że ktoś idzie. Kroki. Jeden, dwa, trzy...

    Maya Weiner.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedy jej oczom ukazała się nauczycielka astronomii, Maya w duchu odetchnęła z ulgą. Może i próżnie, ale była przekonana, że owa kobieta nie wlepi jej szlabanu za palenie papierosów, zwłaszcza, że i tak większość profesorów starała się traktować ją ponad-ulgowo, jako biedną, niepełnosprawną sierotkę, nad którą trzeba się w kółko litować, co dziewczynę drażniło, ale bywało przydatne. I faktycznie, zamiast się zirytować, nauczycielka przysiadła się do niej, a Weiner poczuła się w obowiązku grzecznie odpowiedzieć... przynajmniej spróbować.
    Wzruszyła niedbale ramionami.
    – Taa... Ale ja i tak nie dożyję starości – mruknęła, poprawiając się na twardej posadzce, bowiem kości nieprzyjemnie wbijały jej się w podłogę. Strzepnęła popiół z papierosa i zaciągnęła się mocno, a po chwili wypuściła dym. – Więc w zasadzie po co się ograniczać? – spytała, patrząc gdzieś w dal, w jakiś punkt między niebem, a horyzontem, niewidoczny dla innych, istniejący tylko dla jej oczu.
    Nigdy nikomu nie wyjawiła ot tak, z dużą dawną cynizmu i pozornym "nic mnie to nie obchodzi" tego, co myśli na temat swojego życia, i prawdę mówiąc była na siebie trochę zła, że jej się tak wymsknęło. Co właściwie tej profesorce do jej problemów i kłopotów? Co chciała usłyszeć? Że pali, bo ma dość wszystkiego? Albo może ckliwą historię o dziecku z rozbitej rodziny?
    Maya nie zamierzała bawić się w taki teatrzyk. Zamiast tego, milknąc już definitywnie, wyciągnęła w stronę kobiety prawie pełną paczkę papierosów, w geście "niech się pani poczęstuje".

    Maya Weiner.

    OdpowiedzUsuń
  9. [Proponuję połączyć: Wanda może obserwować lekcje ONMS, co nie uszłoby uwadze Karkarowa., a spotkaliby się po jej rozmowie z centaurami.]

    Zakazany Las jest jednym z piękniejszych miejsc, jakie narodziły się w objęciach Hogwartu – niezliczona w metrach puszcza, kryjącą wysokie i zarazem wiekowe drzewa, których korony gęstnieją wraz z przemierzaną odległością, potrafiła niekiedy obudzić we Vladimirze dreszcze nieopisanej niepewności. Będąc młodym chłopcem, zawsze uciekał w jego czarujące okolice, by odnaleźć chwilę wytchnienia i lek na rozdygotane wcześniej nerwy; były też kopalnią wiedzy w tematach, które stały się ostatecznie jego sposobem na życie. A profesor uwielbiał je poznawać i choć zdarzyło mu się zarobić kilka minusowych punktów za pałętanie się po terenach stricte zakazanych, to nigdy nie zaprzestał spacerów o świcie w ramionach tamtejszej bladej mgły. Kryło się tu tak wiele różnej maści istot, że grzechem byłoby przejść obok lasu obojętnie i prawdopodobnie nie było w dziejach Hogwartu czarodzieja, który choć raz nie postawiłby tam własnego buciora – toteż i Karkarow, ponad dekadę temu dogadał się z gajowym, który rzekomo przestał go w końcu zauważać, i buszował po lesie na tyle, na ile zostało mu dane.
    Teraz miał ten komfort, iż śmiało mógł przekraczać granicę pierwszych drzew bez zbędnych uwag; zabierał tam od czasu do czasu uczniów w ramach zajęć z Opieki nad Magicznymi Stworzeniami, pozwalając im na pełnoprawne stąpanie po runie Zakazanego Lasu. Ale w tej chwili Karkarow łaził pomiędzy gęstwiną chaszczy z własnej woli – wieczór w krainie drzew zwiastował dzień, jako że to właśnie ta pora była najbardziej aktywną częścią doby dla tutejszych istnień. Spacerował bez konkretnego celu; wdychał powiew świeżości, mieszający się z nutą głębokiej tajemnicy, która nigdy nie uleciała z wąskich wydrążeń między pagórkami, i wysokiej, kołyszącej się subtelnie trawy. Słuchał odgłosów skrzypiących drzew, grających od lat tą samą melodię; kilka Nieśmiałków strzegło w nich swoich gniazdek, wypatrując z góry potencjalnego bandytę, mogącego zranić ich wielki azyl. Ostatnie promienie słońca już dawno skryły się za horyzontem, dzięki czemu las oblewał się miarowo napiętym, aczkolwiek równie magicznym zmrokiem.
    Nie spodziewał się tu nikogo – uczniowie pokończyli niedawno zajęcia, toteż zwykli o tej porze udawać się do Pokojów Wspólnych by odtajać po kilku-godzinowym słuchaniu żmudnych zagadnień. A jednak po chwilowym zatrzymaniu się tuż obok wielkiego pnia, był pewien, że dostrzegł w oddali niewiastę – pewnie przystającą na polanie zarezerwowanej tylko i wyłącznie dla dla centaurów. Sekundę później pojawiły się również kopytne osobniki, których widok szczerze go zaintrygował. Nie zależało mu na tym, by usłyszeć ich wymianę zdań, ponieważ wystarczała mu obserwacja tej wspólnej schadzki, do której widocznie byli przygotowani – zależało mu na poznaniu twarzy tej panny, która obecnie stała zwrócona do niego plecami.
    Całość nie trwała długo, ale Karkarow zwinął się jeszcze przed końcem, wracając tym samym do swojego spaceru, który nie przypadkowo zlał się tym razem z drogą powrotną, którą podążała ciemnowłosa. Wyszedł jakieś pięćdziesiąt metrów przed nią, z utkwionymi w kieszeniach dłońmi i na nic nie wskazującym wyrazem twarzy. Nie chciał jej również przestraszyć, chociaż mógł.
    –– Ciekawe miejsce, nieprawdaż? –– rzekł, biegnąc wzrokiem po wielkich konarach, by ostatecznie zatrzymać go na twarzy nowej koleżanki po fachu, zajmującej się dziedzinami równie ciekawej Astronomii. Symboliczny uśmiech wdarł się na jego usta, jednak szybko został zastąpiony bezowocną mimiką –– Choć nie ukrywam, że jeszcze ciekawsze są relacje z centaurami. Lubią własnych wybrańców –– odparłszy, wznowił chód wolnym krokiem przed siebie.

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Witam również Panią Nauczycielkę. To jest bardzo nieoficjalny fan Astronomii, bo jakby się tatuś dowiedział...
    Kochana Ci wyszła ta Wanda, nic tylko ją przytulać i ratować. Liam by ją uratował.]

    OdpowiedzUsuń
  11. To jakbyś mogła ją wrzucić w tę sytuację, a Liam przyjdzie z ratunkiem, co? :)]

    Liam Stewart

    OdpowiedzUsuń
  12. Karkarow w czasach młodości także był zawsze gdzieś z boku, podążając ścieżkami wydeptanymi przez wyłącznie przez samego siebie – nie czuł potrzeby, by interesować się ludźmi kręcącymi wokół. Owszem, miał kilkoro przyjaciół, z którymi spędził te radośniejsze chwile życia w murach zamku; była również osoba, wobec której żywił nieco głębsze uczucia, aczkolwiek po ukończeniu siódmej klasy wszystkie te znajomości rozeszły się jak mgła do południa. Cóż, może też dlatego, że Karkarow po piątej klasie całkowicie się zmienił – zaczął widzieć świat przez zupełnie inny pryzmat i do wrodzonej synestezji dołączyła ślepota uczuć, która jak się okazało, wykreowała w młodym Karkarowie dość podły charakter. Wtedy rzeczywiście zaczął przypominać tego ojca z legend, który zasłynął z hańby, i któremu odebrano płomień życia w iście brutalny sposób. Wtedy również zaczynały zamykać się w jego duszy wszelakie wrota do zaufania, a serce ubrało się w drut kolczasty, do którego klucz zaprzepaścił gdzieś w odmętach resztek własnego ciała. I już wtedy działał sam – nie oczekując pomocy z zewnątrz; nawet jej nie zauważał, jako że nie uważał by potrzebował. Czuł się samotny, może nawet lekko zagubiony, więc uciekał do smoków, które potrafiły spędzać mu sen z powiek – identycznie jak przedmioty, na które uczęszczał. Był dobrym uczniem, ale bez potrzeby parcia na szkło, toteż nie wychylał się znacząco poza rówieśników. Dopiero sumy, zaś później owutemy, dały okolicznym do zrozumienia, że Karkarow faktycznie pilnie wklepywał do głowy zawartości wszystkich ksiąg; rezygnującym wtedy również z uczęszczania do Klubu Ślimaka, ze względu na swe cyniczne podejście do towarzystwa wzajemnej adoracji.
    Co prawda, nie prowadził tak jak Wanda notatników, ponieważ jego głowa rejestrowała obrazy w nadzwyczajnej ostrości, przetrzymując je tam przez niezliczoną ilość czasu. Ta, poniekąd genetyczna, zdolność dała mu możliwość wyśmienitego przyswajania wiedzy, która była kluczem, by znaleźć się docelowo na tymże miejscu; obrać stanowiska godne poświęcenia i godne egzystencji, która zaczęła mu wreszcie odpowiadać. Ale to były marzenia, do których uparcie dążył, a ambitny człowiek nie jest w stanie odpuścić sobie życiowych celów.
    Zauważywszy w ramionach Zakazanego Lasu twarz panny Văduva, nie musiał się długo zastanawiać, by skojarzyć fakty – centaury i astronomia to w zaczarowanej Szkocji niemalże dwa, nierozłączne elementy, toteż nic dziwnego, że kobieta szukała wiedzy właśnie w ich gronie. Nawet, jeśli wydobycie jej z języka kopytnych było nie lada wyzwaniem; tak, jak zdobycie ich zaufania, na punkcie którego były wręcz chore. One skrywały skarb tak cenny, jak istnienie całego globu, miały informacje, do których dostęp był zabarykadowany na miliard ciężkich spustów.
    Natomiast co mógł powiedzieć o samej Wandzie? Niewiele. Oczywiście ją znał, jako że niegdyś dzieliła wraz z nim szmaragdowo-srebrne godło – niestety, kiedy zaczęła przygodę z Hogwartem w pierwszej klasie, Vlad był już na nieszczęsnym roku piątym, który wniósł w jego życie tych kilka dość dużych zmian. Choć obecnie, po upływie tylu lat, mógł stwierdzić sam sobie, że skryta osobowość Wandy promieniowała ciekawością i właściwie to nadal to robi. Bo kto o zdrowych zmysłach buszuje w gronie centaurów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Pogoda jest średnia i doskonale wiem, że będzie gorsza — odrzekł zgodnie z prawdą, ale nie można się spodziewać innej odpowiedzi po człowieku, który wychował się w krainie prawie wiecznego śniegu. Chłód nie był mu straszny, ba! Lubił go. Przypominał mu rodzime tereny, czasy dzieciństwa i był jedynym czynnikiem nadchodzącego frontu, który dla zahartowanej mrozem duszy okazywał się znośny. A teraz nieubłaganie nadchodził czas wakacji, które automatycznie przyniosą duchotę wraz z uwierającą ciało temperaturą; na samą myśl nieco się zniesmaczył, ale nie jest to pierwsze lato, jakie przeżyje — Nie martw się, to nie moja działka, więc naciskał nie będę — zerknąwszy w jej stronę, nikle poruszył kąciki ust w górę — Ale jeśli zdołasz wyciągnąć z ich gęb szczególnie ważne informacje, to złożę na twe dłonie szczere gratulacje i osobiście uraczę Orderem Merlina — nawet, jeśli brzmiało to dość sceptycznie, to ów obietnicę rzecz jasna by spełnił. Nie zakładał, że odwiedzała ich w celu wyciągnięcia tajnych informacji, ale znał je i miał okazję kilkakrotnie rozmawiać aby poznać naturę tych stworzeń. Bo dokładnie – nic nie uczy tak wyśmienicie, jak robi to praktyka.

      [Blogspotowe limity blogowiczom nie straszne :)]

      Vladimir Karkarow

      Usuń
  13. [Cześć czołem, witamy serdecznie młodziutką i śliczną panią astronom! Właściwie to Wanda wydaje mi się nieco podobna do mojej Ethel, ale jest zdecydowanie dużo sympatyczniejsza ;) Na pewno się znają, są w podobnym wieku, więc chodź do nas, zapraszamy na wątek, na pewno coś wymyślimy!]

    Ethel Covel/Lu Wood

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie miał powodów, by być szalenie gwałtownym człowiekiem. Może, gdyby ojciec nadal żył, to historia jego życia toczyłaby się na zupełnie innych drogach; może gdyby żył, pokolorowałby mu przyszłość w zupełnie innych barwach - raczej tych niezbyt jasnych. Ale nie żył ani on, ani jego matka, pozostał sam. Samiuteńki w tak szalonym, magicznym świecie – musiał sobie poradzić, inaczej by przepadł. Musiał się też nauczyć wstawać po każdym upadku, albo i lepiej – musiał nauczyć się przestać upadać. I w duchu samodyscypliny udało się.
    Nie zagłębiał się w ród Wandy, bo nie czuł takiej potrzeby; choć kojarzył jej rodzinę w związku ze smokami, którym poświęcił prawie całe życie. Ale on z natury nie szperał w ludzkich śmieciach, więc nazwiska, przy których zawiesił na dłużej oko w swej karierze „ciekawskiego Vladimira” można wyliczyć na placach jednej łapy. I nie zwracał także uwagi na to, czy imponuje komukolwiek własna osobą – a to już przyczyna aleksytymii, z którą ostatecznie nauczył się świetnie żyć i która była zbawieniem w niektórych kwestiach.
    — Zatem, jednak wiesz o czym mówię — wycelował w kobietę podstępne spojrzenie, gdy zrównała z nim krok. Zapamiętał ją jako tą niższą od siebie, acz przez te kilkanaście latrozłąki panna Văduva podbiła dużo w górę, co zaobserwował po szybkim i równie dobrym lustrowaniu jej aparycji. Po chwili wygiął kąciki ust wyżej, nie oczekując żadnych wyjaśnień. Nie jest wścibski, a słowom do końca również nie wierzy, więc mogłyby okazać się całkowicie zbędne.
    — Natomiast gdybym Cię śledził, raczej byś się o tym nie dowiedziała, więc możesz być spokojna. Niczego również nie słyszałem — zapewnił krótko, schodząc na bardziej wydeptaną ścieżkę, kryjącą się między szerokimi wzgórkami. Ale jakby nie patrzeć, to Karkarow faktycznie natrafił na Wandę z przypadku. Znaleźli się w tym samym miejscu i o tym samym czasie z własnej woli, z lekką pomocą cholernej zbieżności wypadków — I zmierzam w gruncie rzeczy do Hogsmeade, ale te kilka kroków więcej mnie nie zabije, więc mogę obrać okrężną drogę... Choć jestem zdania, że Zakazany Las jest niebezpieczny dla tych, którzy niebezpieczeństwa w nim szukają — mówiąc to, przeczesał mimowolnie wzrokiem najbliższą okolicę i rzeczywiście, oprócz drzew i coraz głębszej ciemności nie było niczego, co mogłoby ich niespodziewanie zaskoczyć. Chyba, że któryś z Nieśmiałków spadnie im na głowę, jednakże to też rzadki przypadek.—
    — Jak się czujesz po drugiej stronie biurka?

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  15. Po odrobieniu całej pracy domowej, zarówno tej obowiązkowej jak i dodatkowej, załatwionej mu specjalnie przez ojca, Liam czuł, że spełnił obowiązek wobec... Kogo właściwie? Przyszłości? Rodziny? Samego siebie? Tego nie był pewien. Jednak bez wyrzutów sumienia odłożył pióro i zwoje pergaminów do kufra a w zamian za nie wyciągnął stary, piękny teleskop.
    - Pora trochę pooddychać, staruszku - powiedział, bardziej do siebie niż do niego.
    Rozkoszował się ciszą na szkolnych korytarzach i miarowym uderzaniem lunety o własny bok podczas marszu na Wieżę Astronomiczną. Przez nawał obowiązków i końcowe egzaminy nie miał ostatnio zbyt wiele czasu na oddawanie się swojej pasji. Z radością pokonywał więc kolejne metry, dzielące go od szczytu wieży i wielu godzin niczym nieprzerwanej obserwacji. Podobno tej nocy miało być widać trasy gwiezdne lepiej niż zazwyczaj.
    Stewart nie spodziewał się towarzystwa. Jednak gdy w końcu wdrapał się na sam szczyt krętych schodów, zauważył drobną postać, pochyloną nad rozłożonymi pergaminami.
    Dziadek zawsze uczył go, że należy przywitać się z innym obserwatorem, więc Liam ruszył dziarsko w stronę kobiety. Poza tym, chciał subtelnie podejrzeć, co tak pieczołowicie spisywała.
    Zanim zdążył się choćby odezwać, nieznajoma wykrzyknęła coś niezrozumiałego i, czego zupełnie się nie spodziewał, runęła jak długa w dół.
    Instynktownie wyciągnął ramiona przed siebie i chwycił drobne ciało, chroniąc je przed upadkiem.
    - Przepraszam, nie chciałem Cię wystraszyć - powiedział do czubka jej głowy. Była bardzo niska w porównaniu z postawnym Liamem.
    Nawet nie zauważył, że teleskop wysunął mu się z rąk i potoczył z łoskotem po marmurze.

    OdpowiedzUsuń
  16. [O kurcze! Jak zobaczyłam zdjęcie, byłam pewna, że mam do czynienia z uczennicą, a tu proszę, taka miła niespodzianka! Miła, bo grono pedagogiczne jest zazwyczaj wąskie, chociaż akurat teraz nie można na to narzekać. Nauczycieli więcej tu niż biednych Puchonów! :c Powodzenia życzę.]

    Jemma/Molly/Maxine

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie przytrzymywał jej, gdy wyrywała się gwałtownie z jego ramion, choć skłamałby twierdząc, że nie było to miłe uczucie. Trzymanie czyjegoś ciała tak blisko swojego. Już prawie nie pamiętał, jak to było. Zbyt był zajęty nauką i spełnianiem wszystkich wymagań, które narzucał na niego ojciec. Wiedział, że to dla jego dobra, dla dobra jego przyszłości, i był mu za nie wdzięczny. Zazwyczaj też nie czuł, jakby coś go omijało. Jednak przychodziły czasem takie momenty jak tamten, gdzie uderzało go wszystko to, co tracił.
    Wziął od niej teleskop i przyjrzał się szkiełku, na które z takim żalem patrzyła nieznajoma. Rzeczywiście, było odrobinę zatarte, jednak Liam nie przejął się tym jakoś specjalnie.
    - To stary model. Nie można już kupić do niego soczewek, ale nie przejmuj się, mam jeszcze kilka. Poza tym, nie mam na niego zbyt wiele czasu - powiedział, przyglądając się z czułością lunecie. Pamiętał noce, które spędzał razem z dziadkiem w jego obserwatorium. Bezchmurne niebo i tylko oni, sam na sam z gwiazdami. To były piękne czasy, jednak już nigdy nie miały powrócić.
    Nadal z rozmarzonym uśmiechem na twarzy powrócił wzrokiem do dziewczyny. Nie kojarzył jej z żadnym z domów, nie potrafił umieścić jej twarzy przy którymkolwiek z czterech stołów w Wielkiej Sali.
    - Nie znamy się chyba. Liam Stewart, Ravenclaw - odparł w końcu i wyciągnął przed siebie dłoń w przyjacielskim geście.
    Przez głowę przemknęła mu jeszcze myśl, że znów dotknie innego ciała, choćby nawet przez chwilę.
    Do tamtego momentu nie zdawał sobie sprawy, że jest aż tak samotny.

    Liam

    OdpowiedzUsuń
  18. Śmieszył go sposób, w jaki mu się przyglądała. Zupełnie jakby był jakimś gigantem.
    - Nie wyglądam na ucznia? Jeśli na nauczyciela, to pod żadnym pozorem nie mów tego mojemu ojcu. Byłby niepocieszony - zaśmiał się, nieudolnie żartując. Nigdy nie był w tym najlepszy.
    - Ty nie wyglądasz na Ślizgonkę - dorzucił po chwili. Dziewczyna była zbyt... Miła. I delikatna. Przynajmniej w jego mniemaniu. Znał wiele dziewcząt z domu Salazara i żadna z nich, nawet najsympatyczniejsza, nie przypominała mu Wandy. Wszystkie miały w sobie ten pierwiastek pewności siebie, który aż raził Liama po oczach. W dziewczynie stojącej przed nim nie było po nim ani śladu. A Stewart nie uważał, żeby była to zła rzecz.
    - Często tu przychodzisz? Pewnie jesteś na kursie owutemów z Astronomii. Zawsze chciałem się na niego zapisać - ciągnął dalej. Miał nadzieję, że nie słychać w jego głosie tej subtelnej nutki rozżalenia, która zawsze pojawiała się, gdy wspominał o swojej niespełnionej pasji.

    Liam

    OdpowiedzUsuń
  19. Vladimir nie uczy się rzeczy, które nigdy do niczego mu się nie przydadzą, więc to podsłuchiwanie jej plotek z centaurami zupełnie nie miało sensu. Poza tym, na jego uwagę zasługiwało naprawdę niewiele aspektów i – stety lub niestety – ludzkie sprawy na ów liście się nie znalazły.
    Karkarow miał akurat ten komfort, że matka interesowała się jego poczynaniami w nauce, powtarzając, by zawsze robił to co sprawia mu radość – przysyłała listy podczas szkoły, żegnała i witała za każdym razem, kiedy Vlad wracał do domu, lub wyjeżdżał na kolejny rok; nie zdążył się jednak pochwalić wynikami z sumów i owutemów, jako że komfort ten został mu bestialsko odebrany już na początku piątego roku nauki w Hogwarcie. Także odnalezienie się w murach szkoły nie przysporzyło mu problemów, ponieważ chciał pogłębiać wiedzę i nieukrywanie to robił, niekiedy narażając punktacje Domu Węża na ubytek. Ale kto tego nie robił? Wanda również wymykała się by zachłysnąć wiedzy kopytnych i również zagrażała niegdyś punktacji Slytherinu.
    — Zmierzałem do domu, ale skoro proponujesz towarzystwo, to mogę zmienić kierunek na Trzy Miotły, chociażby — oznajmił i zerknąwszy na kobietę, uniósł usta w górę. Ostatnimi czasy stronił od hucznych przyjęć w progach miasteczkowych pubów. Miał trochę do nadrobienia po ostatnim powrocie z Rumunii, gdzie przesiedział aż rok, nabawiając się przy okazji smoczej ospy. Sporo wypracowań wciąż zalegało na biurku, ale nie były tak przyjemne, jak zajęcia w objęciach natury, w których uczniowie czuli się najlepiej.
    — Cóż... Mogę trochę pozazdrościć, bo ONMS obywa się niezależnie od pogody — przyznał, zwracając uwagę na kończącą się gęstwinę lasu — Udało Ci się zaobserwować coś ciekawego siedząc za każdym razem na wzgórzu błoni? — podpytał, ponownie wprawiając usta w uśmiech, ale był trochę ciekaw, dlaczego akurat Wanda postanowiła przyglądać się zajęciom, które prowadził Vlado. Zauważał ją od czasu do czasu nieopodal, choć zawsze w odpowiedniej odległości – tak, jakby nie chciała przypadkowo przeszkodzić. Wiedział, że jest i zdążył się do tego przyzwyczaić, a poniekąd wykładał nawet dla niej, jeśli zdołała go kiedykolwiek stamtąd usłyszeć.

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  20. Zdziwił się jej wymijającą odpowiedzią. Nie przypuszczał, że to pytanie mogło stanowić problem. Ale, Liam nie był specem w relacjach międzyludzkich, przynajmniej nie ostatnio. Możliwe też, że inni nie przywykli do rozmawiania o swoich zajęciach czy planach na przyszłość.
    Przysiadł na murku i przyglądał się, jak Wanda rozkłada swój teleskop. Był to ładny model, choć chyba nigdy wcześniej z niego nie korzystał. Właściwie to nigdy nie korzystał z żadnego innego niż swój własny. Od kiedy dorósł i wyjechał do Hogwartu nie miał czasu na rozwijanie pasji.
    Kątem oka zauważył, co jest napisane na kartkach rozłożonych obok dziewczyny. Niezwykle szczegółowe trasy gwiazd, a także plany zajęć i lista uczniów.
    Lista uczniów?
    Liam zaśmiał się głośno. Po trochu z sytuacji, po trochu z własnej głupoty.
    Korzystając z faktu, że Wanda jest zajęta rozstawianiem sprzętu, postanowił trochę ją podejść.
    - Podoba Ci się prowadzenie zajęć? - spytał niby to od niechcenia, lekkim tonem.

    Liam

    OdpowiedzUsuń