14 czerwca 2016

seal my heart and break my pride

tumblr_lyzm7bAC1C1r5s3udo1_1280.jpg
VII, Puchon, były szukający

Mijacie się na korytarzu. Od razu dostrzega konsternację w Twoich oczach, spostrzegawczość jest wszakże jedną z istotniejszych cech, która zagwarantowała mu niegdyś miejsce szukającego w puchońskiej drużynie. Reaguje na Twoje spojrzenie krzywym uśmiechem. Tak, tak, nie było go tu chwilę. Zniknął na dwa miesiące, żeby zawalczyć po raz ostatni o swoją przyszłość, ale, jak można się było spodziewać, nic z tego nie wyszło.

Jakby nie patrzeć wciąż jest trochę sobą, ułożonym, szanującym tradycję chłopcem z dobrej rodziny, plączącym się we własnych słowach, kiedy napiera na niego zbyt wiele emocji. Gdzieś jednak zgubiła się determinacja, jarząca się dotąd rezolutnymi ognikami w szarozielonych oczach. Zniknął upór i przygasło zawzięcie, którymi zawsze tak zachwycał na boisku. Zostało milczenie, rozgoryczenie, gniew, poczucie głębokiej porażki i niewiedza, co począć ze sobą samym.

Niekulturalnie jest się tak wgapiać w ludzi.

Odwracasz wzrok i udajesz, że zirytowany blondyn nie był obiektem Twoich obserwacji. Oddalasz się szybkim krokiem, zerkając jeszcze raz, czy dwa przez ramię, ale jego już tam nie ma. Może poszedł nad jezioro poużalać się nad swoim marnym losem.


[Wyszła z tego jakaś depresja, a nie do końca tak miało być. I w dodatku nader treściwie. ._. Lucas był tu kiedyś przez chwilę. Może go pamiętacie, może nie. Tak czy siak, chętnie coś popiszę. Simon Cesar na zdjęciu.]

26 komentarzy:

  1. [Matko, jaki smutek! Aż mi się przykro zrobiło, że moja Lu jest szukającą. Chyba nie było okazji się poznać, więc witamy się cieplutko, zapraszamy oczywiście do nas, na pewno wymyślimy jakiś fajny wątek, jak tylko z głowy wyjdą nam już egzaminy - w końcu drobny punkt zaczepienia już jest!]

    Lu Wood/Ethel Covel

    OdpowiedzUsuń
  2. [A ja pamiętam pana Lucasa. :) Więc witam z powrotem i dużo weny!]

    Rose Weasley

    OdpowiedzUsuń
  3. [Samej postaci niestety nie pamiętam, ale nick kojarzę :) w każdym razie witaj ponownie. Miłej zabawy! Oczywiście zapraszam do moich postaci, wymyślmy coś fajnego :)]

    Avalon, Hyun i Lavena

    OdpowiedzUsuń
  4. [Nie, tylko nie depresja! Kop w tyłek albo przytulas, a potem żyje się dalej, bo ten nasz Hogwart coraz bardziej smutny się robi. :c Co prawda Lucasa nie kojarzę, ale wciąż witam serdecznie wśród nas i życzę wszystkiego dobrego!]

    Jemma/Molly/Maxine

    OdpowiedzUsuń
  5. [Witam Lucasa i mam nadzieję, że jeszcze będzie szczęśliwym Puchonem. Karta bardzo schludnie wygląda i przyjemnie się ją czyta :) Życzę mnóstwa ciekawych i owocnych wątków, a w razie chęci zapraszam do siebie]

    Finley Adam Lester

    OdpowiedzUsuń
  6. [Finley to zła dusza, a ja jestem przeciwieństwem wątków konkretnych. Do głowy nie przychodzi mi nic, ale może przyczyna tego jest fakt, że mało wiem o Lucasie na tą chwilę. Jeśli jednak masz jakiś pomysł to chętni o nim się dowiem :)]
    F.A. Lester

    OdpowiedzUsuń
  7. [Jeśli chcesz, możesz, jeśli nie - ja mogę :D]

    OdpowiedzUsuń
  8. [Owszem, nadal preferuję tę narrację! Przynajmniej jak piszę Samuelem! :)]

    Zawsze uważałem, że wszystkie bajki powinny kończyć się dobrze, moja była dobra, miałem wszystko, czego dusza zapragnie: idealny kontakt z bratem bliźniakiem, przyjaciółmi, kuzynostwem, ukochany dom i volkswagena ogórka czekającego w garażu, aż wyruszę nim w daleką trasę. Miałem osobę, do której mogłem zawsze pójść i po prostu przytulić się bez zbędnego tłumaczenia. Ale dobrym stwierdzeniem jest, że wszystko to „miałem”, w ciągu ostatnich kilku miesięcy moja bajka dążąca do happy endu nagle zboczyła na złe tory i wszystko zaczęło się sypać. Straciłem kontakt z kuzynostwem, przyjaciele odwrócili się ode mnie, ogórek wyzionął ducha i wiedziałem, że jeśli chcę jeszcze wyruszyć nim w jakąś podróż, będę musiał poświęcić mu kupę czasu i pieniędzy w wakacje. Jedynie dom stał nadal nienaruszony, tak samo jak kontakt z moim bratem.
    Bo osoba, na którą mogłem zawsze liczyć zniknęła.
    Wszystko wydarzyło się tak nagle, z dnia na dzień po prostu go zabrakło. Wyparował z mojego życia, przestał pojawiać się na zajęciach, nie napisał żadnego listu, nie zostawił żadnej notatki. Nic. Tylko milczenie. Nie potrafiłem tego zrozumieć, nie umiałem przyzwyczaić się do patrzenia na zamek i myślenia o tym, że Lucas nie chodzi po korytarzach, nie zasiada ze mną przy stole Puchonów, nie wyleguje się ze mną na szkolnych błoniach. Ale w końcu przywykłem, nauczyłem się nie myśleć, nie wspominać. Przestałem żyć tamtymi dniami i dążyłem do tego, aby zakończyć w końcu edukację w Hogwarcie i wrócić do domu. To był mój misterny plan na następne miesiące.
    Właśnie to był mój misterny plan.
    Przekraczając próg Wielkiej Sali spostrzegam go niemalże od razu. Nieświadomie szukałem go w tłumie każdego dnia i teraz, kiedy faktycznie się pojawił, znajduję go w mgnieniu oka. Nie spuszczając wzroku z blond czupryny, zaciskając palce na mankietach szaty, wędruję między stołami nie wiedząc do końca, co powinienem zrobić w tej sytuacji. Dłoń Mickey’a, zaciska się na moim łokciu, zapewne by powstrzymać mnie przed popełnieniem idiotycznego błędu, ale ja, pchany wszystkimi negatywnymi emocjami, jakie gromadziły się w moim sercu przez ostatnie dwa miesiące, zasiadam przy stole Puchonów, wciskając się między jakiegoś pierwszoklasistę, a dwie oburzone uczennice, wpatrujące się w jego.
    — Cześć, kochanie — odzywam się, jak gdyby nigdy nic, uśmiechając się uroczo i wpatrując w jego twarz.

    Sammy

    OdpowiedzUsuń
  9. W ciągu miesięcy, które spędziliśmy razem, zdążyłem nauczyć się jego reakcji, nauczyłem się dostrzegać emocje w jego spojrzeniu, mimice i gestach. Nauczyłem się patrzeć na Lucasa w sposób, w jaki najpewniej nikt nie potrafił. Zauważyłem coś pod skorupą zgorzkniałego nastolatka, który nienawiścią otoczył cały świat. I dzięki temu, jaką wiedzę zdobyłem, w tej chwili potrafię dostrzec każdy, pojedynczy ognik w jego oczach. Nie zapomniałem.
    Dreszcze przebiegają od karku, wzdłuż mojego kręgosłupa, a wszystko to na dźwięk jego głosu, który pragnąłem usłyszeć każdego dnia po jego zniknięciu. Z całych sił zaciskam palce, nie zwracając większej uwagi na pobielałe knykcie. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że siedzący naprzeciwko Lucas jest tylko wytworem mojej bujnej wyobraźni, która postanowiła sobie ze mnie zakpić.
    To śmieszne, ale targające mną emocje wywołane widokiem Lucasa mącą mi w głowie i nie potrafię zdecydować czy wolałbym wymierzyć prawego sierpowego w jego twarzy, czy raczej przyciągnąć go do piersi i pozwolić całej twarzy schować się w zgięciu szyi chłopaka. Nieświadomie zaciskam zęby na dolnej wardze, w nawyku, który wyrobiłem sobie, kiedy Murray zniknął, a ja zmuszony byłem słuchać plotek dotyczących tego, gdzie może podziewać się okryty sławą były szukający Puchonów.
    Iskierki, które dostrzegam w jego oczach znikają prędzej niż się pojawiły, wywołując w mojej głowie kolejne myśli o przywidzeniach. To możliwe, że się pomyliłem, że tym razem to naprawdę płatająca mi figle wyobraźnia, która pokazuje mi to, co pragnę? Czy właśnie tego pragnę? Dojrzeć skruchę i uczucie w oczach Lucasa?
    Zaciskam mocniej pięści i nie spuszczając przez cały ten czas spojrzenia z blondyna, unoszę kąciki ust w ironicznym uśmiechu. Nie chcę pokazywać całej tęsknoty jaką odczuwałem podczas jego nieobecności, ale w krzywym wygięciu warg i zgaszonym spojrzeniu można dostrzec żal, jakim darzę Lucasa.
    — Mam nadzieję, że wystarczająco odpocząłeś na swoich wakacjach — stwierdzam, patrząc prosto w jego błękitne oczy i starając się nie zatonąć w nich na nowo. — Masz troszeczkę do nadrobienia, ale powinieneś sobie poradzić. — Staram się mówić w taki sposób, aby nikt poza nami nie wyczuł wiszącej w powietrzu kłótni.

    Sammy

    OdpowiedzUsuń
  10. Czara rozgoryczenia przelewa się wraz z wypowiedzeniem słów przez Lucasa. Nie spodziewając się takiego obrotu spraw, prycham cicho, niby od niechcenia, choć bez problemu można dojrzeć furię w moich oczach. Czuję jak kotłujące się we mnie emocje walczą o to, bym pozwolił im przejąć nad sobą kontrolę.
    — Dobrze, że chociaż komuś pozwoliłeś zainteresować się swoją osobą — oznajmiam, podnosząc się ze swojego miejsca. — Chyba straciłem apetyt — dorzucam i posyłając Lucasowi uśmiech, przekładam nogi nad ławką. Wyłapuję spojrzenie Mickey’a, śledzące uważnie moje poczynania, odwracam jednak wzrok od brata bliźniaka, by ponownie spojrzeć na Lucasa. — Smacznego.
    Nie przejmując się nazbyt otaczającymi mnie ludźmi, których wzrok spoczywa na mojej osobie, jako, że wstaję od stołu nie zaczynając nawet śniadania, ruszam przed siebie, wciskając dłonie do kieszeni spodni. Rozpięta szata faluje za mną w rytm szybko stawianych kroków. Nie oglądam się za siebie, zaczynam żałować, że postanowiłem wybić się z rutyny i choć raz wstać na śniadanie zamiast pozwolić sobie na dłuższy sen.
    Mijam swojego brata, zatrzymuję się na moment, by położyć dłoń na jego ramieniu i nachylając się, oznajmić, że nie idę na pierwsze zajęcia, a zamiast tego mam zamiar przejść się nad jezioro, by na chwilę pozwolić swojemu umysłowi zamknąć się na całą złość, która wtacza się do moich żył i zamiast tego zająć się myśleniem o otaczającym mnie świecie. Przebywanie na świeżym powietrzu zawsze pomagało mi uspokoić nerwy i liczę na to, że i w tej sytuacji zadziała.
    Dźwięk kroków toczy się po opustoszałych korytarzach, mieszając się z moim oddechem i przyspieszonym biciem serca, które słyszę dokładnie. Czuję jak krew pulsuje w żyłach, napędzając mnie niczym paliwo napędza maszynę. Stawiam szybkie kroki, mijam kolejne korytarze ignorując krzyki portretów oznajmiające, że za dwadzieścia minut zaczynają się zajęcia, więc nie wolno wychodzić mi z Zamku.

    Sammy

    OdpowiedzUsuń
  11. [Chęci oczywiście są. Z pomysłami gorzej... masz jakąś wizję tego, jak ich można połączyć? :)]

    Benjamin

    OdpowiedzUsuń
  12. [ja mam takie dziwne wrażenie, że kojarzę Lucasa... chociaż mogę go z kimś mylić. c: na wątek mam chęć, oczywiście, aczkolwiek brakuje mi jakiegoś konkretnego powiązania naszych postaci. masz może jakiś pomysł?]

    Maya Weiner.

    OdpowiedzUsuń
  13. [ Cześć, dżemdobry. Mi się wydaje, że Pana Lucasa gdzieś już widziałam. Czy mam zwidy? W każdym razie, uroczy jest, bez dwóch zdań. ]

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Nie, nie, nie stąd. Może mi się coś pokitrało. Poza tym, Liam nie jest uroczy! Jest bardzo poważny i w ogóle, mega ekstra super bomba. I nie wiem, w co by ich wkręcić :(]

    Liam Stewart

    OdpowiedzUsuń
  15. [Troszkę marny początek, ale mam nadzieję, że coś nam się z tego uda pociągnąć :)]


    Całe popołudnie babrał się w błocie.
    Tak zawsze mówiła matka, gdy Liam, który był tak brudny, że widać mu było tylko oczy, wracał do domu po dniu spędzonym w ogrodzie.
    Na szczęście w Hogwarcie nie było matki, załamującej ręce nad stanem jego włosów i ubrań. Mógł więc spędzać popołudnia w szklarni, grzebiąc dłońmi w świeżej ziemi bez większych konsekwencji. Po prostu spędzał w łazience więcej czasu niż inni chłopcy, a ze Skrzatami Domowymi, zajmującymi się praniem, był już praktycznie na Ty.
    Tak było i tamtego dnia. Po kilku godzinach spędzonych nad sadzonkami mandragor w jednej z zamkowych szklarni Stewart udał się prosto do kąpieli. Szedł szybko, z każdym krokiem kłapiąc ubłoconymi buciorami na czystej posadzce. Modlił się w duchu aby nie natknąć się na woźnego, który pewnie powiesiłby go za uszy na Wieży Astronomicznej za ten cały bałagan, który narobił.
    Po tylu latach spędzonych w Hogwarcie wiedział, że najlepiej będzie skorzystać z łazienki na trzecim piętrze, zazwyczaj opustoszałej. Uczniowie wybierali te ulokowane najbliżej swoich Pokojów Wspólnych, prawdopodobnie ze względu na wygodę. Dla Stewarta wygodą była kąpiel bez tuzina innych chłopców, krążących wokół niego, paplających o Quidditchu i dziewczynach. Nie, żeby nie lubił którejś z tych rzeczy.
    Akurat trafił na moment, gdy w pomieszczeniu panowała całkowita pustka. Nalał więc gorącej wody do wielkiego basenu, zrzucił pośpiesznie ciuchy i zanurzył się po pas.
    Był zbyt zajęty szorowaniem brudu wżerającego się w ciało, by usłyszeć dźwięk otwieranych drzwi

    Liam Stewart

    OdpowiedzUsuń
  16. [Ależ to bardzo dobrze, w końcu i negatywne wątki są potrzebne! Myślisz, że Lucas miałby do Lucy dużo żalu, że zajęła jego miejsce i w dodatku niedawno została kapitanem? Co prawda jeszcze nie wymyśliłam jak miałoby się to stać, ale wyobrażam sobie, że po prostu najstarszy kolega z drużyny, który opuszcza w tym roku Hogwart, przekazał drużynę w ręce Lucy. Myślę, że jak Lu x2 byli młodsi to moja ruda mogła widzieć w Lucasie jakiś autorytet, chciała wejść na boisko jako pełnoprawny zawodnik, a nie rezerwowa. Teraz, gdy wrócił pewnie jest jej niesłychanie głupio, ale będzie walczyć o swoje! Proponuję, by Lucas wytknął jej parę błędów na treningu, albo podświadomie próbował pokazać drużynie, że Lucy nie jest tak doświadczona jak poprzedni kapitan. Potem Lucy może go złapać na rozmowę, bardzo poważną i może uda się jakoś załagodzić konflikt. Jeśli nam się będzie wątkowanie fajnie układało to może nawet w końcu gdzieś nawiążą nić porozumienia? :) Koniecznie daj znać jak te Simsy, bo zastanawiam się czy też nie zmarnować na nie trochę swojego czasu ;)]

    Lu Wood

    OdpowiedzUsuń
  17. [Hej, hej! przepraszam za zwłokę, ale komputer mi padł i nie mam jak odpisać, bo z telefonu to nawet nie próbuję, postaram się w niedzielę odpisać, jak ukradnę laptop chłopakowi xD]

    Przesyłający buziaczki,
    Sammy oraz Lexie <3

    OdpowiedzUsuń
  18. [Nie obraziłam się za użycie Mickey’a :D I przepraszam, bo odpis miał być jutro, ale wczoraj nie udało mi się wyprosić komputera od chłopaka, a dzisiaj dostałam swój z powrotem! :3 Co do tego odmłodzenia, to muszę Ci powiedzieć, że sama nie wiem.. Z jednej strony chciałabym go odmłodzić, z drugiej perspektywa wpakowania ich do jakiegoś wspólnego mieszkania też jest kusząca.]

    Przedarcie się przez błonia zajmuje mi zaledwie kilka minut. Z nieukrywaną ulgą, opieram się o pień drzewa i osuwam się na ziemię pokrytą mieniącą się zielenią trawą. Nie przeszkadza mi nieprzyjemne uczucie drapania wywołane na skutek ocierania się o korę drzewa, nie przeszkadza mi fakt, że moje palce lądują w kretowinie, pokrywając się brudem. Przymykając na moment powieki i odchylając głowę, z zamiarem oparcia jej o pień, czuję się jakby zespolony z przyrodą. Zaledwie na chwilę wyłączam się, wdychając zapach kwitnących kwiatów i ogrzewanej słońcem wody w jeziorze. Mam dosłownie kilka minut na relaks, po ich upływie z przyjemnego transu wyrywa mnie znajomy dźwięk.
    A psik!
    Przez rozchylone lekko wargi wypuszczam leniwie powietrze i spoglądam za siebie przez prawe ramię. Wiem, że to Lucas jest niechcianym gościem, a ja pragnę posłać mu jedno ze swoich firmowych, nienawistnych spojrzeń, aby mu to uświadomić. W końcu ktoś musi. Siedzę ze splecionymi na piersi ramionami, traktując je jako tarczę obronną, ochraniającą mnie przed wszystkim, co związane było z Lucasem. Naprędce stawiam mur we własnym umyśle, aby uniemożliwić wspomnieniom wdarcie się do niego i złamanie mnie na tyle, abym był skłonny chociażby z nim porozmawiać.
    Wystarcza mi nawiązanie kontaktu wzrokowego, aby moje serce zabiło jak dzwon, boleśnie obijając się o żebra, które jakby pod nieobecność Lucasa skurczyły się wraz z moim szczuplejącym ciałem. Uciekam, przenosząc spojrzenie na migoczącą wodę, poruszaną wiatrem, wywołującym drobne prądy. Zaciskając zęby wpatruję się w miejsce, w którym na moment pojawił się trytoni ogon. Najwyraźniej promienie słoneczne są ciekawą atrakcją dla mieszkańców jeziora.
    Staram się skupiać swoją uwagę na wszystkim co mnie otacza, na drzewach rosnących dookoła jeziora, starym, skrzypiącym pomoście, chlupocie wody i poruszającej się po mojej dłoni biedronce, póki co skutecznie omijając postać Lucasa. Nadal nie potrafię uwierzyć w to, że wrócił tak nagle, bez żadnego ostrzeżenia, a ponadto zachowując się jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło. Tak trudno jest odeprzeć od siebie uczucie bycia zdradzonym, to jest niczym nasz największy lęk, który mimo iż jest częścią nas, nie zawsze daje o sobie znać, a zamiast tego pojawia się w najmniej tego potrzebujemy. W tej chwili marzę o tym, aby Lucas ponownie zniknął, aby jego powrót nigdy się nie wydarzył, abym nie musiał uświadamiać sobie, że zostałem odrzucony w kąt niczym niechciana zabawka i zapomniany.

    Sammy

    OdpowiedzUsuń
  19. [Okey! W takim wypadku napiszę do dyrekcji z prośbą o wrzucenie ich do absolwentów, pociągniemy ten wątek do końca, zrobi się zakończenie roku i będziemy kombinować dalej :D]

    Zadzierając brodę, podnoszę wzrok na swojego towarzysza, który jeszcze niedawno był moim oczkiem w głowie. Tamte chwile jednak minęły, zastąpione przez rozgoryczenie i tęsknotę, zmieniające się w czystą niechęć. W moim ciele toczy się walka między zdrowym rozsądkiem, powtarzającym, że skoro Lucas uciekł raz, zrobi to po raz kolejny, a sercem, które mimo iż zranione pragnie znów rozbudzić w sobie uczucie, którym już raz obdarzyło Murray’a.
    Do moich uszu dolatuje dźwięk dzwona, ale ignoruję go zupełnie, w końcu od początku nie zamierzałem nawet pojawić się na pierwszych zajęciach. Chociaż ostatnio poprawiłem się z własną frekwencją, przestałem zasypiać i nie uciekałem z ostatnich lekcji. Sam Mickey zaczął marudzić, że stracił idealnego kompana do zwiewania z eliksirów.
    Moje serce tłucze się w piersi, kiedy Lucas się zbliża. Siada obok mnie, a ja mam ochotę zerwać się z miejsca, wskoczyć do jeziora i siedzieć tak długo pod wodą, aż nie zacznie myśleć, że utonąłem. Zamiast tego siedzę, przygwożdżony do ziemi, nie potrafiąc poruszyć nogami.
    — Dlaczego pytasz o to teraz? — pytam z wyrzutem. — Dlaczego wtedy mnie nie zapytałeś, dlaczego budzisz się akurat dzisiaj, kiedy już raz zniknąłeś? Widzisz jakiś sens w tym, o co mnie pytasz? — opieram łokcie na zgiętych kolanach i chowam twarz w dłoniach. — Nie masz pojęcia jak czułem się, kiedy zniknąłeś. — opuszczam ręce i spoglądam na niego. — Nie masz pojęcia jak bardzo tęskniłem.
    Ciche westchnięcie ulatuje spomiędzy moich warg. Jeszcze jakiś czas temu myślałem o tym, że zaraz po skończeniu siódmej klasy czeka mnie sielanka przy boku Lucasa, wspólne mieszkanie, albo póki co mój pokój w domu, długa podróż we dwójkę, a potem wspólne życie. Teraz nie potrafię dojrzeć kolorów, gdy tylko spoglądam w przyszłość. Wszystko legło w gruzach, wszystko stało się czarno-białe, mdłe. A ja nie widzę szansy, aby to zmieniło się w najbliższym czasie. Przynajmniej do chwili, gdy na powrót nauczę się jak to jest być szczęśliwym. M
    — Wiesz, Lucas… Gdybyś tylko powiedział, uprzedził, że znikniesz, gdybyś pisał, wszystko potoczyłoby się inaczej, nie musiałbyś nawet tłumaczyć dlaczego wyjeżdżasz. Zrozumiałbym. — Spoglądam na jezioro, z nadzieją, że uspokoi mnie falowanie tafli.

    Sammy


    OdpowiedzUsuń
  20. [Tak szczerze, to ja nie wiem czy się śmiać, czy płakać XD]

    Słowa Lucasa są jak sztylet wbijany w pierś, ale skutecznie omijający serce, bym nie umarł szybko, ale powoli, w cierpieniu. Zaciskam zęby, powstrzymując się przed wybuchnięciem i uświadamiam sobie, że to zawsze tak wyglądało. Dusiliśmy w sobie wszelkie emocje, tylko po to, aby nagromadzić je i dopiero, gdy zaczynało brakować nam miejsca, wyrzucić je prosto w twarz drugiego. Zamiast wyjaśniać sobie wszystkie nieporozumienia od razu, czekaliśmy do ostatniej chwili, żeby wykrzyczeć sobie w twarz przewinienia i niedopowiedzenia. I co najgorsze – zdaję sobie z tego sprawę dopiero teraz, gdy to, co mieliśmy już dawno zaczęło wyparowywać i stało się ulotną mgiełką, którą tylko cud może z powrotem zamienić w buchające ogniem uczucie.
    Gryzę się w język, nie pozwalając słowom wypłynąć z moich ust, nie chcę, aby to tak wyglądało. Nie chcę kłócić się z nim w taki sposób. Nawet jeśli jest na to za późno, pragnę coś zmienić, zawalczyć. Podnoszę się ze swojego miejsca i ignorując fakt, że moje nogi są jak z galaretki, stawiam niepewne kroki w kierunku Lucasa. Kucam zaraz obok niego, okazując zdecydowanie mniej ostrożności niż on sam i pozwalając naszym kolanom otrzeć się o siebie w akompaniamencie mojego bijącego jak dzwon serca.
    — Znowu to robimy, Lucas. — Odzywam się, wpatrując się w wodę. — Znowu wydzieramy się na siebie, zamiast normalnie porozmawiać. Dramatyzujemy, zamiast wyjaśnić wszystko na spokojnie. — Zauważam, przenosząc na niego spojrzenie, w którym o dziwo nie ma ani trochę żalu czy złości, a zamiast tego wypełnione jest smutkiem. — Nie zajdziemy w ten sposób daleko. Jeśli przyszedłeś tu za mną, musi to oznaczać, że chcesz spróbować ze mną porozmawiać, zrób to więc. Skończmy już wyrzucać sobie nawzajem błędy, porozmawiajmy jak normalni ludzie — proszę, uśmiechając się ledwo zauważalnie.
    Mam wrażenie, że dojrzałem. Stałem się człowiekiem, który lepiej panuje nad emocjami i może zdarza mi się wybuchnąć, ale potrafię dosyć szybko pozbierać się i uspokoić, a dzięki temu jest szansa na to, że dwie osoby z wybuchowymi charakterami mają możliwość dogadania się, a może nawet pogodzenia.

    Samcio

    [Swoją drogą - nie wiem czemu, ale nadal waham się przed przeniesieniem Sama do zakładki absolwentów xD]

    OdpowiedzUsuń
  21. [ Dziękuję, cieszę się, że Ci się podoba :)

    Luke jak na Puchona przystało, jest niezwykle uroczy :) ]

    Louis Wallsh

    OdpowiedzUsuń
  22. [ To napisz, jaka relacja interesowałaby Cię najbardziej, a ja postaram się coś wymyślić :) ]

    Louis Wallsh

    OdpowiedzUsuń
  23. [ Tia już wybyła z Hufflepuffu, ale często jest w sklepie miotlarskim - może Lucas chciałby zajrzeć do starej znajomej i pooglądać sprzęt, jeśli tęskni za Quidditchem? Po drodze może się stać coś niedobrego, urozmaicać akcję możemy w trakcie wątku :D ]
    TB

    OdpowiedzUsuń
  24. Liam nie lubił być wścibskim. Sam nie pozwalał nikomu na wtykanie nosa w jego prywatne sprawy, więc straszną hipokryzją byłoby zachowywanie się w ten sposób. Nie potrafił jednak zapanować nad ruchem głowy, która obróciła się w kierunku przybysza. Ot, zwyczajny odruch. Zważywszy na fakt, że w tamtej chwili siedział w wannie nagi i całkowicie bezbronny nawet całkowicie uzasadniony.
    Powinien był odwrócić wzrok, gdy chłopak zaczął ściągać z siebie pospiesznie szatę. Tyle że zanim zdążył to uczynić, zauważył spory opatrunek na jego plecach. Ciekawość wygrała, więc Stewart przyglądał się dalej.
    Skrzywił się delikatnie na widok jątrzącej się rany. Nie wyglądało to na zwykły proces gojenia, raczej stan zapalny, spowodowany infekcją.
    - Byłeś z tym w Skrzydle Szpitalnym? - wyrwało się Krukonowi, zanim zdążył się choćby zastanowić. Taki był z niego tajny obserwator.
    - Znaczy... - zająknął się. No, wybrnij z tego, Stewart.
    - Wygląda na to, że wdała się infekcja. Nie jestem specem, ale raczej głęboka. Jest kilka liści, których używa pielęgniarka, żeby wywabić z czegoś takiego ropę. Są zazwyczaj bardzo skuteczne.
    Liam czuł się jak ostatni idiota. To nie była jego sprawa, a zachowywał się jak spec uzdrowicielstwa.

    OdpowiedzUsuń
  25. [Dla mnie nie ma problemu by wątek był w przeszłości, sama nieco zwlekam z odświeżeniem karty Lu, więc jeśli Ci to nie przeszkadza, chętnie uprzykrzę jej trochę życie ewentualnymi komentarzami Lucasa, a jeśli nie, to mogę pomyśleć nad czymś wakacyjnym :)]

    Lu Wood

    OdpowiedzUsuń