5 lipca 2016

All my friends are heathens, take it slow. Wait for them to ask you who you know.

RAVENCLAW, VI
14 MAJ 2006
CZYSTA KREW
BOGINEM TROLL
PATRONUSEM KOT
KLUB ŚLIMAKA
ŚCIGAJĄCY
KLUB ELIKSIRÓW
METAMORFOMAG
IRLANDIA, DUBLIN
ROPUCHA ZOEY
Logan Linley
Kiedyś był inny. Jak każdy człowiek zmienił się, z uroczego blondyna, który zawsze palnie coś głupiego na lekcji. Zmienił się w nieokazującą żadnych uczuć postać, postać człowieka, którego życie porządnie doświadczyło. Nigdy nie zastanawiał się nad tym czym jest śmierć, zniknięciem z planety ziemi? Nie kończącym się upadkiem? Wolnością? Miał wiele pomysłów, żaden jednak nie okazał się prawdziwy. Widział śmierć własnego ojca, widział swoją matkę, która z morderczym blaskiem rzuciła na swojego męża zaklęcie Avada Kedavra. Widział upadek swojego ojca, widział jego ucieczkę a także jego zniknięcie z planety ziemi. Widział jak zaczęło mu brakować tchu. Słyszał jego ostatni krzyk. Słyszał jego serca ostatnie bicie. Słyszał jego ostatni jęk. Przerażonym wzrokiem spojrzał na swoją matkę, która tego dokonała. Ludzie często pytali go dlaczego jego matka to zrobiła? On dobrze wiedział dlaczego, znał prawdę. Wiedział, że zrobiła to z powodu siniaków, z powodu bólu i z powodu tysięcy łez. Nigdy nie płakał po jego śmierci, to smutne, ale nawet go to cieszyło, ojciec - sadysta, jak można po kimś takim płakać? Matka już parę godzin po zdarzeniu trafiła do Azkabanu więc on i jego starszy brat trafili do ciotki Mavelle. Po horrorze z przed paru miesięcy musieli wrócić do szkoły, nie było to najmilsze zdarzenie, uczniowie wytykali ich palcami. Patrzcie, mordercy! To Ci psychole? Szybko się pozbierał twierdząc, że ma gdzieś opinię innych ludzie, jednak wcale nie miał. Na szczęście w jego obronie stanęli jego dawni przyjaciele. Nigdy nie płakał w czasie ciężkich miesięcy swojego nowego życia, ale było mu naprawdę ciężko, komu by nie było? Cały czas znajdują się śmieszki, których bawi cała ta sytuacja, ale brat Logan'a ich odgania, on zdecydowanie lepiej sobie z tym wszystkim poradził. Nikt już nie raczy się z niego pośmiać. Cały czas rzuci jakimś żarcikiem na lekcji, ale już nigdy nie będzie taki jak kiedyś, to go zniszczyło, a każdy przecież wie, że są takie rany, których się nie da naprawić.   
_____________________________________________________________________________
Wizerunek to Sven De Vries.
Potrzebuję miłości, przyjaciół, wrogów,
zmartwień, humoru i grozy! 
+ Do oddanie braciszek!
 21 Pilots w tytule.
_____________________________________________________________________________

55 komentarzy:

  1. [Cudowny Sven!
    Fajna karta, zapraszam do mnie. Ładna kolorystyka i to musiało być naprawdę makabryczne, widzieć śmierć ojca, smutne. I wybacz, ale podglądałam.;)]
    Ars Travis

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cudownie ze sobą połączyłaś te kody i tworzą naprawdę ładną kartę. Biedny ten Logan. Irlandczyk, więc na pewno ma fajny akcent, tak swoją drogą. Naprawdę mi go szkoda i Agnes na pewno też, potrzebuje humoru, a Agnes na pewno mu go dostarczy! Tak właściwie to hej, zapomniałam się przywitać ;) Moja ulubiona piosenka, więc już mnie masz c:
    Życzę wielu wspaniałych wątków i świetnej zabawy, nie wiem czy już tutaj byłaś czy nie, ale cię nie pamiętam:/ Zapraszam do mnie!]
    Agnes Dolor

    OdpowiedzUsuń
  3. [To smutne, co mu się przytrafiło. Kiedyś pisałam dziewczyną, która owe zaklęcie rzuciła w stronę swojej bliźniaczki. Wbrew pozorom uwielbiam takie historie. Zapraszam do siebie, w razie czego :) ]

    Solene // Aaron // Lenard

    OdpowiedzUsuń
  4. [Ale tu ładnie! Będę zachłanna, pisząc od razu, że zaklepuję miłość? :))]
    Holly

    OdpowiedzUsuń
  5. [O boziu, straszna rzecz Logana spotkała! :c Chodź na ciastka, musimy temu panu poprawić humor, bo Declan nie zniesie tak smutnej jednostki w szeregach Domu, którego jest opiekunem. Nie ma czasu do stracenia, bierzemy się do pracy!]

    Declan Seaworth

    OdpowiedzUsuń
  6. [Nie pisz mi na mejlu,
    bo nie mogę odpisać xd]

    OdpowiedzUsuń
  7. [Nie martw się, wszystko zrozumiałam. Czyli chciałabyś zacząć od tej kłótni, jeśli dobrze pojęłam, tak? ;)]

    Declan Seaworth

    OdpowiedzUsuń
  8. [Okey, w takim razie ja wezmę na siebie rozpoczęcie naszego wątku. Zobaczymy, może jeszcze dzisiaj mi się uda, chociaż niczego nie obiecuję. c:]

    Declan Seaworth

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Śliczna karta zarówno wizualnie jak i pod względem treści. Historia chłopaka, mimo tego że jest tragiczna, to bardzo mi się podoba. Jeśli masz ochotę na wątek, to zapraszam do siebie :) ]

    Silas Mulciber/Rhys Skeeter/Audrey Miller

    OdpowiedzUsuń
  10. Oh przytuliłabym go, ale moja panienka juz nie bardzo
    Casilda

    OdpowiedzUsuń
  11. [ Tak, to dobry pomysł na to, by zepsuć im relację na samym początku. Mój pan jest strasznie ciekawski, więc na pewno zainteresowałby się Twoim chłopcem. Jakieś plotki mógłby rozpuścić, ale nie jest typem plotkarza, który będzie rozpowiadać wszystko na prawo i lewo. Nie wszystko odziedziczył po babce xD
    Możemy ich wpakować we wspólne wakacje, bo w sumie czemu nie. Będzie zabawnie, bo szkolne mury nie będą nas ograniczać w żaden sposób. A to jak się potoczy akcja, to zobaczymy w wątku, bo osobiście lubię pisać na spontana, bo znowu mamy większą dowolność w tworzeniu. Ja osobiście godzę się na wszystko :) ]

    Rhys Skeeter

    OdpowiedzUsuń
  12. [ Niezła próba, ale pomysł mój, więc zacznij Ty :P Śpieszyć się nie musisz :) ]

    Rhys Skeeter

    OdpowiedzUsuń
  13. [cześć i dziękuję. :)
    hm, masz coś przeciwko, bym zaklepała posadkę "zmartwienia"? Narcissa i Logan mogliby się swego czasu przyjaźnić, a przez okrągły rok szkolny, który się właśnie zakończył, dziewczyna by go unikała. jako wierny przyjaciel pewnie by się zastanawiał, o co chodzi. możemy też założyć, że ich czystokrwiste rodziny spotykały się często w wakacje w większym gronie i na takim pseudo-ognisku Twój chłopiec mógłby wreszcie "dopaść" Narcissę i próbować wyciągnąć z niej, dlaczego się tak zachowuje?]

    Narcissa Nelson.

    OdpowiedzUsuń
  14. [Nie dziwię się, że nie pamiętasz, bo na tym Hogwarcie mnie nie było (ale zaczynałam blogowanie na onetowskim Hogwarcie, także łezka kręci się w oku).
    Jestem za przyjaźnią! Są Krukonami, a w karcie jest wzmianka o starych przyjaciołach, którzy odganiali "śmieszków", więc może Anton mógłby być tym dawnym przyjacielem? Chyba że wymyślimy coś świeżego, jestem otwarta na wszystko (i wcale nie musimy rozmawiać o polityce).]

    Anton Molin

    OdpowiedzUsuń
  15. [przeczytałam, ale czy ciotka nie liczy się do rodziny? ja mówię o większym gronie, dziadkach, ciotkach i tak dalej, jakoby się znali poniekąd od pokoleń. :)chyba, że faktycznie się nie liczy.
    niestety, ale nie wyjawię ani odrobiny tajemnicy; po prostu tak jest ciekawiej, bardziej adekwatnie odwzorujesz zagubionego Logana, a ja będę spokojna, że moja tajemnica nie wypłynie na wierzch pod jakże często spotykanym "domyślił/a się, że dziewczyna to i tamto".]

    Narcissa Nelson.

    OdpowiedzUsuń
  16. [Ach, to bardzo długa historia, ale na tyle zapadła w pamięć starych autorów ze starego Hogwartu, że swój nick mam po jej imieniu :) Chan zabiła swą siostrę starając się chronić swoich rodziców, których jej siostra bliźniaczka torturowała. Długo i skomplikowanie - ja tak lubię. Powiem Ci, że nawet i ja mogę wymyślić, o ile okreslisz mi relację, a także powiesz do czego posunąć się mogę:) ]

    El sol

    OdpowiedzUsuń
  17. [sprytnie, ale pomysł był mój, więc zgodnie ze wspaniałą zasadą handlu wymiennego zaczęcie należy do Ciebie, a perspektywa w moim odczuciu nie ma tu żadnego znaczenia. :P nie szkodzi, mi się nie spieszy. c:]

    Narcissa Nelson.

    OdpowiedzUsuń
  18. [Cześć, cześć! Biedny ten twój Logan w sumie.
    I dobrze kojarzysz.
    Co do wątku: powiem ci, że ja wątków pan-pan prowadzić niestety nie umiem, takie moje upośledzenie :<.
    Film znam oczywiście, całkiem udany był. :D]

    Baldwin F.

    OdpowiedzUsuń
  19. [Myślę, że Lola idealnie nadawałaby sie na jego przyjaciółkę! Proponuje żeby znali sie juz od jakiegoś czasu, początkowo jako śmiertelni wrogowie (w związku z konkurencją w Quidditchu), a po tym jak Lola stanęła któregoś razu w jego obronie ("Syn morderczyni? Ty sam wyglądasz jak dziecko Rosemary, wiec stul pysk, bo i tak nikt nie chce tego słuchać!") zaprzyjaźniliby sie. Taka luźna propozycja. ] Charlotte Edwards

    OdpowiedzUsuń
  20. [Mi pasuje jak najbardziej. Zaraz mogę naskrobać tę małą retrospekcję w Hogsmeade, więc proszę mnie wyczekiwać c: ]

    Anton

    OdpowiedzUsuń
  21. Nigdy nie była wielbicielką tych spotkań w gronie starych, czarodziejskich rodów. Irytowało ją przynudzanie niektórych o tym, jacy to się nie czują super z powodu statusu swojej krwi; denerwowało, że musi uśmiechać się miło i odpowiadać na te wszystkie pytania. Jak w szkole, co w szkole, co po szkole, jak koledzy, czy masz chłopaka. Babcia z dziadkiem skrzętnie ukrywali to, na czym Narcissie zależało, by nie wyszło na światło dzienne, więc takie spotkania nigdy nie odbywały się u nich w domu; przynajmniej oszczędzała sobie i im szorowania i sprzątania od piwnic po strych. Dziadkowie byli prawdziwymi maniakami porządku.
    Tego dnia uroczyste przyjęcie elity miało się odbyć u Lineyów, co powodowało, że żołądek panny Nelson ściskał się boleśnie w twardą kulkę. Najchętniej wymówiłaby się czymś głupim, typu ból głowy czy paluszka, bo przecież nie mogła zrobić tego, co powinna, skoro jej słodki sekret miał pozostać w ukryciu, ale dobrze wiedziała, iż dla dziadka i babci wiele znaczyło to spotkanie. Znali się z tamtą rodziną od wielu pokoleń, chyba gdzieś od praprababci Narcissy, i niejednokrotnie bardzo chętnie wydawali swoje córki za synów Lineyów – jak i na odwrót. Może nie byli jednymi z tych oszalałych na punkcie czystości krwi rodów, ale tradycja małżeńska była dla nich bardzo ważna. Z tego powodu nico krzywym okiem spoglądali na chłopaka Nelsonówny, aczkolwiek wydawałoby się, że po bliższym poznaniu tego młodzieńca zdołali się do niego przekonać. Nathan jednak nie uczestniczył w takich imprezach: jego matka rządziła w domu naprawdę twardą ręką, za ojca, który porzucił rodzinę, gdy dzieci były jeszcze małe i nie uznawała za konieczne, by musieli się pojawić.
    Z powodu Logana, którego zraniony wyraz oczu prześladował ją przez cały rok szkolny, od czasu, gdy pierwszy raz go odtrąciła, zaczęły ją zjadać nerwy. Nie chciała spotykać się z chłopakiem twarzą w twarz i dawać mu jeszcze więcej powodów do cierpienia. Ale przecież nie mogła powiedzieć prawdy. Po prostu nie mogła.
    Uśmiechała się niemrawo, wchodząc do ogrodu, po czym, rozglądając się nerwowo wokół, szybko czmychnęła w stronę zacisznego kącika pod drzewami. Miała na sobie długą suknię, choć było ciepło, która nie ułatwiała jej poruszania się wśród dość wysokiej trawy, ale ostatecznie dało się to zrobić, tylko czynność ta wymagała odrobiny desperacji. A desperacji Narcissie z całą pewnością nie brakowało. Oddała się rozmyślaniom, usiłując jednak nie dopuścić, by myśli płynęły jej w stronę kłopotu, z którym nie potrafiła się teraz uporać; skierowała je raczej na rzeczy miłe, marząc o tym, jak bardzo chciałaby znaleźć się w domu, zakopać w pościeli i nie wystawić nosa na świat. Nie usłyszała nawet ciężkich kroków i ocknęła się dopiero, gdy Logan mocno ścisnął jej ramię. Narcissa jęknęła, trochę z faktycznego bólu, lecz bardziej z szoku, że straciła czujność. A przecież obiecała sobie, że będzie go unikać!
    – Mówiłam ci... – zaczęła, starając się nadać swojemu głosowi chłodny, zdystansowany ton, co wychodziło jej całkiem nieźle. – Po prostu nie wydaje mi się, żeby to było odpowiednie. No wiesz – zawahała się na moment – nasza przyjaźń.
    Niepewnie starała się wyłowić z jego twarzy jakieś emocje, ale widziała tylko wściekłość.
    – Moi dziadkowie uważają, że choć masz wspaniałą rodzinę, nie powinnam się z tobą zadawać – ciągnęła mimo to, rozpaczliwie chwytając się nadziei, że da jej spokój i nie będzie musiała wypowiadać więcej raniących słów.

    Narcissa Nelson.

    OdpowiedzUsuń
  22. [Witam.
    Alek to wbrem pozorom skarb. *parsk* Ja szczerze powiedziawszy nie chciałbym mieć za żadne skarby takiego nauczyciela.
    Jeszcze mnie tu nie było - przez ten wysyp kart nie nadążam, ale jestem. Podoba mi się. Tak po prostu. Zgrabnie napisane.]

    A. Winrose

    OdpowiedzUsuń
  23. Do Hogsmeade Anton zawsze chodził sam, ewentualnie z bratem, jeśli temu zachciało się w ogóle ruszyć gdzieś swoje cztery litery. Jednak wycieczki do miasteczka odznaczały się głównie samotnością, kontemplacją i układaniem myśli w głowie. Zawsze lepiej myślało mu się na świeżym powietrzu lub w wysokich miejscach, gdzie było widać gwiazdy. Za dnia jednak nie mógł ich obserwować, więc droga do Hogsmeade zastępowała mu kilkugodzinne wlepianie wzroku w granatowy płaszcz świecących drobin. Człowiek czasem musi pomyśleć, a w gronie ludzi trudno o skupienie, dlatego dzisiaj Anton szedł sam, z dłońmi w kieszeniach bluzy, raz po raz kopiąc jakiś kamyk po drodze i nie zwracając uwagi na rzadkie słowa powitań wymawianych przez mijających go ludzi. Szedł przed siebie, nie spoglądając nawet na szyldy sklepików i lokali. Minął Trzy Miotły, Miodowe Królestwo, mijał tłumy ludzi, powołując się jedynie na swoje nogi, które jako jedyne znały swój cel podróży. Raz prawie się potknął, przez co wpadł na jakiegoś nadmiernie wyrośniętego Ślizgona i o mało co nie stracił dwóch jedynek, ale obyło się bez bójki i Anton szybko usunął się osiłkowi z drogi. Tym sposobem dotarł do Wrzeszczącej Chaty, gdzie nie było prawie nikogo. No właśnie, prawie, nie licząc chłopaka siedzącego na jednym z kamieni i patrzącego w dal. Młody Szwed doskonale wiedział kto to był i co przeżył. Wiedział też, że takim osobom należy pomagać, a jeśli nie chcą i nie oczekują pomocy, to chociaż zająć chwilę czasu rozmową i umilić kilka minut życia. Wewnętrzna Matka Teresa z Kalkuty Antona uaktywniła się i chłopak lekkim krokiem podszedł do Logana, aby następnie niepewnie usiąść obok niego i spojrzeć w tę samą stronę co on.
    - Niebo bez gwiazd jest smutne, nie uważasz? – zagadnął spokojnie, przekrzywiając nieco głowę.- Prawie nic się na nim nie dzieje, bo co mi po jakichś chmurach? Albo po kolorach? Noc jest o wiele lepsza.

    Anton

    OdpowiedzUsuń
  24. [ Bawię się tu dobrze już przez cztery miesiące, oby kolejne były równie sprzyjające.
    Dzięki i nawzajem!]

    Viggo

    OdpowiedzUsuń
  25. [Świetnie! To może chciałabyś też wątku? Nie ukrywam, że desperacko szukam wątków z uczniami, bo takich Alkowi brak. >D]

    A. Winrose

    OdpowiedzUsuń
  26. [Biedny Logan :c Carlie jako osóbka o złotym sercu zapewne będzie starała się jakoś pomóc chłopakowi. Może go nawet traktować trochę po matczynemu, chociaż jest tylko dziesięć lat od niego starsza. Czy Logan uczęszcza na Wróżbiarstwo? Jeśli tak, na jednych z zajęć jacyś chłopcy mogliby znów zacząć dokuczać Loganowi. Carlie oczywiście to zauważy i trochę się zezłości, co u niej jest rzadkością. Tamtym da szlaban, a Logana może poprosić o zostanie po lekcjach, aby zabrać go do siebie i poczęstować go herbatą oraz z nim porozmawiać. Pasuje?]

    Carlie

    OdpowiedzUsuń
  27. [Oh, szkoda. Ale twój pomysł też mi się podoba! Carlie pewnie poczuje się bardzo urażona, gdyż chciała przecież dla niego dobrze i dlatego przestanie się do niego odzywać.
    Co do wątku, może kilka dni wcześniej Carlie przyłapała Logana na łamaniu regulaminu i dała mu szlaban, choć wcześniej tego starała się nie robić? I teraz nadejdzie właśnie czas szlabanu, toteż będą musieli razem spędzić trochę czasu. Ewentualnie podczas meczu Quidditcha Logan spadnie z miotły, lekko się poturbuje i trafi do Skrzydła Szpitalnego, gdzie odwiedzi go wciąż bocząca się na niego Carlie, która mimo wszystko wciąż się o niego martwi :)]

    Carlie

    OdpowiedzUsuń
  28. [Możemy zacząć od kłótni :)
    Tak, tak, zacznę, daj mi czas do wieczora.]

    Carlie

    OdpowiedzUsuń
  29. Rhys cieszył się na samą myśl o wakacjach. Odmienne uczucia nachodziły chłopaka, gdy myślał o tym, że część z wakacji będzie musiał spędzić na jakimś czarodziejskim obozie. W ogóle jak to brzmiało? Obóz dla czarodziejów. I co oni mieliby tam robić? Zapewne to samo co w Hogwarcie. Uczyliby się jak władać magią i poznali kilka sztuczek, które powinny ułatwić im życie. Szczerze powiedziawszy, to Rhys wolałby już siedzieć u siebie w domu i spać. Tak, to było zdecydowanie lepsze niż męczenie się z innymi czarodziejami. Zdawał sobie sprawę, że większość osób na tym obozie będzie znać ze szkoły, więc teoretycznie można by powiedzieć, że czułby się jak w szkole. Dodatkowym negatywnym aspektem wyjazdu była świadomość obecności Logana. Skeeter nie wiedział co z tamtym chłopakiem było nie tak. Owszem, kiedyś budził pewnego rodzaju zainteresowanie. Ślizgon odziedziczył po swojej babce niezbyt przyjemną cechę, jaką była ciekawość. Być może z początku nie był zbytnio koleżeński względem Gryfona, ale poprawił się.
    Obudził się wcześnie rano, by móc w spokoju się spakować. Oczywiście pakowanie nie poszło tak, jakby sobie tego zażyczył i zabrało mu znacznie więcej czasu, ale po godzinie był już spakowany. Drogą do Logana nie musiał się przejmować. Teleportacja znacznie ułatwiała transport, dlatego nie śpieszył się zbytnio z niczym. W spokoju się wykąpał i zjadł porządne śniadanie, chociaż wiedział, że może to nie być dobrym pomysłem. Po wszystkim chłopak pożegnał się z babcią i pozwolił by matka przeniosła go pod znany adres. W mgnieniu oka znalazł się pod drzwiami. Westchnął niechętnie i zapukał. Na jego twarzy pojawił się lekki, fałszywy półuśmiech. Po krótkiej chwili w progu pojawiła się ciotka Logana. Kobieta przywitała chłopaka i zaproponowała mu herbatę, na co on ochoczo przystał.
    Zbytnio mu się nie śpieszyło do tego, by spotkać Logana, dlatego jego nieobecność była mu na rękę. Siedział w bardzo wygodnym fotelu i popijał ciepłą, czarną herbatę z kubka z kocią głową. Gdyby nie to, że kobieta cały czas na niego patrzyła i zadawała różne pytania, to ów kubek od razu wylądowałby w torbie Ślizgona. Gdy kobieta wyszła do kuchni, Rhys podszedł do okna by móc obejrzeć okolicę. Widok bardzo mu się spodobał i sam z chęcią zamieszkałby w takiej okolicy. Jego dom nie był zły, ale codzienny widok lasu powoli zaczynał go męczyć. Rodzinna posiadłość Skeeterów była położona w środku niewielkiego lasku. Takie ulokowanie dawało poczucie prywatności, bo nie każdemu chciało się wchodzić w głąb gęstwiny. Las oczywiście był całkowicie bezpieczny i żadne paskudy w nim nie czekały, jednakże znajdując się tam w nocy można było napędzić sobie niezłego strachu.
    Z zamyślenia wyrwał go dopiero odgłos schodzenia po schodach. Blondyn odwrócił się i spojrzał na Logana, który właśnie biegł po stopniach do góry. Nawet nie zdążył zastanowić się, co tak właściwie się stało, bo Linley ponownie znalazł się na dole tym razem z walizką. Rhys odwzajemnił wredny uśmiech i zanim zdążył pożegnać się z ciotką swojego niechcianego towarzysza, to znalazł się na zewnątrz. Świerze powietrze od razu nieco go rozbudziło. Chłopak spojrzał spode łba na Gryfona.
    – Trzeba było mnie nie wypychać tylko się dowiedzieć, jak mamy tam iść – powiedział, biorąc rączkę walizki w dłoń. – Z resztą nieważne, ja i tak mam zamiar iść gdzieś indziej najpierw – oznajmił. Tak, dotarcie do obozu było ostatnią rzeczą na liście, którą miał zrobić dzisiejszego dnia. – Możesz iść ze mną lub poszukać drogi samemu – dodał po chwili niechętnie.

    Rhys

    OdpowiedzUsuń
  30. [Czy chcesz się nimi trochę posprzeczać? Skoro oboje na tej samej pozycji. Trochę szkoda, że jedno z nich nie jest pałkarzem, kogoś można by było poobijać.]

    cecilia

    OdpowiedzUsuń
  31. [O, faktycznie ciekawy pomysł. Co do przyjaźni, to może w trakcie meczu w Hogwarcie któreś z nich dostanie tłuczkiem tak mocno, że spadnie z miotły. Wtedy drugie mogłoby być gdzieś w pobliżu i zlitować się nad ofiarą piłki. Szczególnie, gdy ten ktoś niezbyt by się ruszał. Mogę nawet poświęcić Cece, jeżeli by Ci to odpowiadało. Za pomoc na pewno byłaby bardzo wdzięczna.]

    cecilia

    OdpowiedzUsuń
  32. [Jasne, mi to ja najbardziej pasuje! Holly będzie pewnie chciała potem na siłę go naprawiać, ale to nad tym pomyślimy jak przejdziemy do tego momentu :) A jeśli chodzi o teraz, to zacznijmy wtedy w dniu kiedy oboje stwierdzają, że to właśnie miłość - coś jak pierwsza randka? Trzeba tylko zastanowić się w jakich okolicznościach miałoby do wszystkiego dojść... Może umówili się na wspólne spędzenie czasu, zaplanowali sobie co będą dokładnie robić, ale jakoś tak wyjdzie, że wszystkie ich plany szlag trafi. Na koniec oczywiście Holly mogłaby jakoś rozpaczać, że nic nie poszło po ich myśli i wtedy właśnie jakoś by doszło do tego, ze się pocałują, albo powiedzą sobie, dlaczego to był tak ważny dzień dla nich. Co ty na to?]
    Holly

    OdpowiedzUsuń
  33. [Dokładnie! Dajmy, że są Mistrzostwa Świata. Ja bardzo chętnie zacznę i miło, że szybko odpisujesz. Mało osób takich pozostało.]

    cecilia

    OdpowiedzUsuń
  34. [Mi to również jak najbardziej pasuje! Możesz zacząć? :)]
    Holly

    OdpowiedzUsuń
  35. [No dobra haha :) ale to już jutro, bo dzisiaj nie zdążę :/]
    Holly

    OdpowiedzUsuń
  36. Dzień zaczął tak, jak zawsze. Podniósł się z łóżka o pięć minut później niż powinien, wyciągnął rękę po okulary, leżące na stoliku obok, nałożył je na nos, a potem leniwie wciągnął na siebie szatę. Potem jak zwykle zastanawiał się, jak znalazł w sobie siłę na wykonanie wszystkich tych czynności, bo mięśni wciąż nie czuł tak, jak powinien, a jedyne o czym myślał, to powrót do łóżka. Droga, którą pokonał ze swojego niewielkiego pokoju do Wielkiej Sali, była dla niego zagadką, dlatego kiedy w końcu usiadł przy stole dla nauczycieli, zachodził w głowę, jak właściwie pokonał tą odległość, która w chwili obecnej wydawała mu się niesamowicie długa. Skinął głową na powitanie do swoich współpracowników, a potem zaczął przygotowywać sobie kawę, która była jedynym napojem, będącym w stanie utrzymać go przy życiu. Moment robienia jej również był dziwnie mglisty i niejasny. Dopiero wtedy, kiedy upił łyk ze swojego dużego kubka, znalazł się w rzeczywistości i wrócił ze świata snów do świata żywych. Na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech, a po chwili wdał się w rozmowę z jednym z nauczycieli. Jeszcze chwilę temu był pewien, że za chwilę wyłoży się na podłodze i umrze, ale teraz doszedł do wniosku, że może jednak nie będzie tak źle.
    Lekcje również minęły mu tak, jak zazwyczaj się to odbywało, chociaż często bywało tak, że Declan tak bardzo zostawał pochłonięty przez to, o czym opowiadał, że nie za bardzo wiedział, co tak właściwie dzieje się w klasie. Jednak w inny sposób nie potrafił prowadzić swoich zajęć. Podawanie suchych faktów nigdy nie było jego mocną stroną, zresztą nie uważał tego sposobu za właściwy, jeśli chodziło o przekazywanie młodym ludziom wiedzy. Nie widział w tym niczego dobrego, a już na pewno nie chciał, aby jego uczniowie siedzieli na lekcjach i tylko zastanawiali się, kiedy w końcu będą mogli opuścić jego salę. Declan miał nadzieję, że przynajmniej w połowie udaje mu się osiągnąć zamierzony efekt.
    Spodziewał się, że przerwa między kolejnymi zajęciami a obiadem również nie będzie się niczym różniła od poprzednich, ale kiedy schodził po schodach z Wieży Astronomicznej, dotarło do niego, że tym razem będzie inaczej. Na szóstym piętrze zobaczył dwóch bijących się chłopaków, a wokół nich tłum gapiów, którzy dopingowali to jednego, to drugiego. Declan szybko zauważył, że oboje to jego uczniowie, więc tym bardziej musiał zareagować. Pokonał prędko ostatnie schodki, a potem przecisnął się przez tłum, docierając do miejsca bójki.
    — Koniec tej zabawy, chłopaki! — krzyknął, odciągając jednego z nich od drugiego. — Zanim zdecyduje, ile punktów wam odjąć, może powiecie mi, o co poszło? — zapytał, czekając na odpowiedź, jednak kiedy żaden z chłopaków się nie odezwał, westchnął. — Linley, Haworth, nie będę się powtarzał — powiedział bardziej zdecydowanym głosem, składając ręce na piersi. Wciąż jednak stał między nimi, aby znowu nie rzucili się sobie do gardeł.

    Declan Seaworth

    OdpowiedzUsuń
  37. Anton po prostu słuchał. Słuchał, myślał, szukał rozwiązań w głowie. Czasem nasuwały się ode od razu, czasami musiał nieźle się nagłówkować, aby wymyślić cokolwiek. Bywały jednak momenty, gdy jego mózg nie pracował w ogóle i ręce Antona załamywały się z bezradności – chłopak czuł się źle, gdy nie był w stanie komuś pomóc pomimo wszelkich starań. W przypadku Logana tak właśnie było. Młody Szwed chciałby pocieszyć go na wszelkie możliwe sposoby, chciałby znaleźć rozwiązanie nierozwiązywalnego, chciałby zrobić cokolwiek, co postawiłoby Logana na nogi, a jednak… To nie było takie proste. Doskonale wiedział, co mu się przytrafiło, określał to mianem „tragedii”, bo nie potrafił znaleźć innego pasującego słowa. Sam dorastał bez matki, więc po części wiedział co to znaczy stracić rodzica, jednak nie mógł porównać cierpienia Logana ze swoim własnym. To były dwie różne kategorie. Anton się uśmiechał. Logan jeszcze nie.
    Słuchał wybuchu chłopaka, nie chcąc mu przerywać. Nie widział w tym sensu, nie miał zamiaru wtrącać się w niedokończone sprawy, nawet jeśli była to tylko wypowiedź towarzysza. W każdej sytuacji należy zachować resztki dobrego wychowania.
    - Czasem warto skupić się na rzeczy pozornie prostej, aby zapomnieć o tych bardziej skomplikowanych – westchnął, unosząc w górę kącik ust.- Wezmę to za komplement.
    Zastanowił się chwilę, wlepiając wzrok w niebo. Było takie nagie. Nie pomagało mu myśleć.
    - Wiem, że ostatnio jest ci ciężko, ale… - Zmarszczył brwi, starając się dobrać odpowiednie słowa.- Nie chcę, żebyś myślał o mnie jak o osobie, której będziesz oglądał tylko plecy, bo się od ciebie odwróciła. Wtedy naprawdę byś mi ubliżył. – Uśmiechnął się przyjaźnie w stronę Logana, chcąc zaszczepić w nim chociaż zalążek pozytywnej energii. Czy czegoś w tym stylu.

    Anton

    OdpowiedzUsuń
  38. Odkąd w jej rodzinie zdarzyła się tragedia, w której to jej wujek stracił życie, a ciotka trafiła do Azkabanu za morderstwo, Carlie jeszcze bardziej starała się dbać o swoich kuzynów. Już wcześniej traktowała ich trochę po matczynemu i pomagała na każdym kroku, aczkolwiek odkąd zostali bez rodziców, kobieta jeszcze bardziej męczyła ich swoją obecnością, a szczególnie Logana, który radził sobie z tą sytuacją nieco gorzej niż jego brat. Nie miała pojęcia, że chłopaka to bardziej irytuje niż mu pomaga, więc chodziła na jego mecze Quidditcha, zaczepiała go na korytarzu, wstawiała się za nim u pozostałych nauczycieli i pomagała mu na mnóstwo innych sposobów. Chciała dla niego jak najlepiej, gdyż Carlie była osobą, która troszczy się o swoją rodzinę, nawet tą dalszą. Miała złote serce i nie potrafiła nie pomóc komuś w potrzebie, a widziała, że Logan potrzebuje pomocy. Nie zdawała sobie tylko sprawy, że zaczęła trochę przesadzać i obchodzić się z nim jak z jajkiem. Niestety, Henderson już taka była i czasami trzeba było nią potrząsnąć, aby zrozumiała, że robi coś źle, mimo tego, że chce dobrze.
    Jak co tydzień, tak i w ten wtorek o godzinie dziewiątej prowadziła zajęcia z wróżbiarstwa dla Krukonów i Puchonów z rocznika Logana, który również uczestniczył w lekcji. Od razu jednak zauważyła, że coś jest nie tak, aczkolwiek starała się normalnie prowadzić zajęcia, postanawiając później porozmawiać ze swoim kuzynem. Może i wiedziała, że coś chłopaka dręczy, ale nie wiedziała dlaczego. Owszem, znała się na ludziach i ich zachowaniach, jednakże czytać w myślach nie potrafiła. Mogła się jedynie domyślać, że znów ktoś dokucza Loganowi lub ponownie dręczy się myślami o swoich rodzicach. Nie winiła go o to, choć jednocześnie starała się pomóc mu nie myśleć o tym, co się stało, a przynajmniej nie na co dzień, gdy powinien skupić się na lekcjach.
    Kiedy zabrzmiał dzwonek, Carlie przerwała swój monolog, po czym podziękowała uczniom, pozwalając im wyjść. Nie była tym typem nauczyciela, który przetrzymuje swoich podopiecznych na przerwie, gdyż zdawała sobie sprawę, że większość śpieszy się na kolejne zajęcia, a dostanie się z wieży na niższe piętra zajmowało trochę czasu.
    — Logan, możesz na chwilę zostać? — spytała, podchodząc do swojego kuzyna z lekkim, przyjaznym uśmiechem. Wiedziała, że miał teraz dłuższą przerwę, inaczej poczekałaby do wieczora i wezwała go do swojego gabinetu na krótką rozmowę. Nie chciała jednak tego przekładać jeśli miał chwilę czasu, gdyż naprawdę się o niego martwiła i chciała się dowiedzieć co go dręczy. Zanotowała sobie w głowie, że powinna też porozmawiać z jego bratem. Może i Thomas był silniejszy od Logana, ale Carlie martwiła się o obu chłopców. Jeśli coś któremuś by się stało, prawdopodobnie obwiniałaby o to siebie, gdyż była nich najbliżej, niemal codziennie ich widziała i powinna ich pilnować, aby włos z głowy im nie spadł.

    Carlie

    OdpowiedzUsuń
  39. [Jak najbardziej! :))]
    Holly

    OdpowiedzUsuń
  40. [Ja już coś wymyślę. Zobaczysz. Odezwę się nad dniach. c:]

    A. Winrose

    OdpowiedzUsuń
  41. — Język, Linley — powiedział, może nieco bardziej oschle niż tak naprawdę chciał. Wiedział, że Logan przechodzi teraz przez ciężkie chwile w swoim życiu i po części właśnie dlatego odpuszczał mu niektóre rzeczy, ale wychowanie tych dzieciaków wciąż należało do jego priorytetów, nawet jeśli sam często zachowywał się, jakby miał dziesięć lat.
    Po słowach chłopaka przeniósł wzrok na jego kolegę, który oczywiście nie wyglądał jak najlepiej po tym, jak dostał kilka ciosów w twarz. Jednak przecież nie na tym miał się Declan teraz skupić, dlatego patrzył na Krukona wyczekująco, chcąc dostać swoją odpowiedź. Już miał otworzyć usta, żeby w jakiś niezbyt miły sposób zachęcić go do mówienia, kiedy Haworth w końcu raczył przemówić.
    — Ja… — zaczął, ale przerwał, jakby szukając odpowiednich słów. Declan, znany ze swojej cierpliwości, po prostu dał mu czas na zastanowienie się. — Po prostu powiedziałem prawdę i to, co wszyscy inni myślą! A on rzucił się na mnie, co nie jest moją winą! Ja się tylko broniłem! — mówił, patrząc na nauczyciela, jak malutkie dziecko, któremu ktoś zabrał lizaka.
    — A co było tą prawdą? — zadał kolejne pytanie, nie spuszczając wzroku ze swojego ucznia. Jednocześnie pozostawał niewzruszony na reakcję, którą chłopak próbował w nim wywołać. Prawdą było, że miał miękkie serce, ale doskonale wiedział, kiedy ktoś za wszelką cenę chce go okłamać i tym samym wymigać się od kary.
    — Przecież wszyscy wiedzą, że jest kryminalistą! — wykrzyknął Haworth, a Declan nie potrafił stwierdzić czy chłopak jest przerażony, czy po prostu naprawdę wierzy w to, co wygaduje. — Każdy to panu powie, to on za…
    — Dość, wystarczy — przerwał Krukonowi, wiedząc, że ten za chwilę powie o jedno słowo za dużo i może dojść do kolejnej nieprzyjemnej sytuacji, której Seaworth za wszelką cenę chciał uniknąć. Westchnął, patrząc to na jedno, to na drugiego. — Panie Haworth, może pan przekazać swoim kolegom, że kogoś, komu nie udowodniono winy, nie można nazywać kryminalistą i oskarżać go o zbrodnię, której popełnienie nie zostało mu udowodnione — powiedział, poważnie i rzeczowo, mając nadzieję, że jego słowa jakimś cudem dotrą do Krukona. Nie chciał, aby Logan znowu musiał przechodzić przez podobną sytuację, chociaż wiedział, że jeszcze znajdą się tacy, którzy będą patrzeć na niego tak, jakby to on zabił. — Przykro mi to mówić, ale właśnie straciliście łącznie piętnaście punktów dla swojego Domu. Pięć odejmuję panu Linley’owi, dziesięć panu Haworth’owi, a teraz rozejść się i żebym więcej was nie widział — mruknął, ale zanim Logan zdążył ruszyć się spod ściany, dodał: — Linley, po obiedzie w Wielkiej Sali przyjdź do mojego gabinetu, nieważne czy masz lekcje, czy nie. Wygląda na to, że musimy porozmawiać — posłał chłopakowi lekki uśmiech, a potem kontynuował swoją wędrówkę po schodach. Ach, ta dzisiejsza młodzież.

    Declan Seaworth

    OdpowiedzUsuń
  42. [Jaka piękna dopracowana karta *o* Zazdroszczę ludziom ogarniającym html w takim stopniu ♥
    Zabini to człowiek zagadka (dla mnie też, robi szaleniec co chce, tak ostrzegam xd)! Jak jakiś supi ciekawy pomysł się by znalazł, to ja na wąteczek chętnie ^^]

    Zabini

    OdpowiedzUsuń
  43. [Sprawa wygląda tak, że Zabini sam jest na stażu i nie wiem, czy mógłby w jakiś sposób przekonywać George'a, by ten kogoś przyjął do pracy, hm...]

    Zabini

    OdpowiedzUsuń
  44. Kiedy tak na nią patrzył, czuła się, jakby miał zamiar zrobić jej krzywdę; taka bezbronna, obnażona z całej tej swojej ładnej otoczki, stalowej maski, którą przybierała na co dzień. Nie chciała go ranić, ale wiedziała, że musi, by chronić swój sekret... i poniekąd chronić też siebie samą. Nie miała pojęcia, jak Logan by na to zareagował. I nie chciała wiedzieć.
    Pokiwała smutno głową, jakby w zamyśleniu.
    – Nie jesteś mordercą, Log, ale fakt, mnie nikt nie lubi – przyznała płaskim głosem, kompletnie bez emocji. – Może poza kilkoma osobami, których nie obchodzi, że jestem dziwolągiem.
    Spojrzała na niego ze śmiertelną powagą, jak nigdy jej się to do tej pory nie zdarzało, a przynajmniej nie w jego przypadku. Znał ją bardzo dobrze, od najmłodszych lat, i doskonale wiedział, w jaki punkt celować, by zranić najmocniej. Podobnie jak to, że wystarczyło trochę pomęczyć, poprzekręcać ten nóż, wbity tam, gdzie najbardziej boli, by się złamała i, nie mogąc dłużej znieść bólu, wyznała wszystko.
    Tym razem jednak postanowiła być twarda.
    W wyrazie jej oczu stalowy chłód zastąpiła niepewność i coś na kształt błagania o przebaczenie.
    – Ty wiesz – powiedziała cicho, na powrót zmieniając się z lodowatej pannicy w poranioną wewnętrznie, smutną Narcissę. Podniosła wzrok. – Wiesz, że coś jest na rzeczy. Proszę, uwierz mi – drobne dłonie zacisnęła mocno w pięści, jakby trzymała kciuki za powodzenie tego, co zamierzała mu powiedzieć. – Nie unikałabym cię, gdyby mi na tobie nie zależało.
    Dobrze zdawała sobie sprawę, jak idiotycznie brzmi takie wyznanie, ale liczyła na to, że jej zaufa, uwierzy i przestanie węszyć, a po prostu zaakceptuje nowy stan rzeczy. Cały rok tak dobrze jej szło; może dlatego, że Daisy, wierna przyjaciółka, i Holly, bardzo dobra koleżanka, nie pozwalały jej przebywać z nim sam na sam. Daisy miała stuprocentowy wgląd w całą sprawę, ale Holly powiedziała, że zaczyna coś do Logana czuć, a przecież są przyjaciółmi, i że to nie wypada. Brzydziła się samą sobą za to kłamstwo, zwłaszcza, że miała chłopaka, ale naprawdę nie mogła powiedzieć dziewczynie prawdy. Podobnie, jak i Loganowi.
    Wydawało się jej, że będą nią gardzić do końca życia.
    – Przepraszam cię – dodała ledwie słyszalnym szeptem, wstając, by odejść do domu.

    [wybacz, że krócej, ale jakoś niespecjalnie miałam wenę na dłuższy odpis; nie przejmuj się, możesz pisać takiej długości, jakiej chcesz. c:]
    Narcissa Nelson.

    OdpowiedzUsuń
  45. [hej, dziękuję. :)
    mam nadzieję, że wątki się odnowią, bo z sześciu został mi jeden, na to wygląda. nie mam jednak zielonego pojęcia, jak połączyć naszą parę, bo nie dość, że nie chodzą razem do szkoły, to wydaje mi się, że Kendall byłby Logan dość obojętny... ona w ogóle po tym wszystkim zrobiła się niesamowicie zimna. no, chyba, że Logan należał do grupki uczniów, którzy najbardziej prześladowali pannę Young, to mogę pomyśleć nad czymś głębszym.]

    Kendall Young

    OdpowiedzUsuń
  46. Rześki, jesienny wiatr rozwiał jej kasztanowe włosy. Pattience Bennett, kapitan drużyny Gryfonów, zawsze powtarzała jej, że powinna je wiązać żeby nie przeszkadzały jej podczas gry i nie ograniczały widoczności, ale ona jakoś nie mogła się do tego przekonać. Oblizała suche ze zdenerwowania wargi i zastanawiała się jak potoczy się ten towarzyski mecz. Na trybunach zebrała się spora grupa uczniów, którzy akurat nie byli zajęci nauką i pracami domowymi - w końcu mecze towarzyskie były raczej rzadkością. Mało która drużyna chciała odkrywać wszystkie swoje karty i strategie przed oficjalną rozgrywką, ale w tym wypadku dwie dumne drużyny nie mogły wycofać się bez urażonej dumy. Charlotte uniosła więc brodę w górę i wyprostowana weszła na boisko, podążając tuż za swoim kapitanem i mierząc wzrokiem drużynę przeciwnika.
    Charlotte zauważyła na sobie wzrok Logana i zadziornie odrzuciła splątane przez wiatr włosy na plecy. Uśmiechnęła się szeroko, powoli czując przepływającą przez żyły adrenalinę.
    -Co jest, Linley? Strach obleciał?
    Reszta jej drużyny poczuła ducha walki wraz z jej słowami i wszyscy zaśmiali się złowieszczo. Czasami popisywanie się przed innymi było silniejsze od jej rozumu, jednak miała nadzieję, że Logan zna ją na tyle, że uzna to za całkiem zabawny żart.
    Rzuciła swoją miotłę na trawę podczas gdy Pattience ustalała szczegóły gry z kapitanem Krukonów i podeszła do Logana. Musiała zadrzeć głowę w górę żeby móc spojrzeć w jego oczy.
    -Jak samopoczucie przed wiadomą klęską Krukonów w tym starciu? - zapytała, odchylając głowę na bok i cały czas zadziornie się uśmiechając.

    Charlotte Edwards

    [Wybacz, że tyle to trwało, mam istne urwanie głowy!]

    OdpowiedzUsuń
  47. [Jasne, jak najbardziej! Masz może pomysł na jakiś wątek? Jestem otwarta na wszystko! Daj znać, a ja od razu zacznę :)]

    OdpowiedzUsuń
  48. [Hej! Logan miał dość ciężką przeszłość, widzę, cięższą nawet niż Patience z matką, która doceniała głównie własną wygodę i czubek własnego nosa. Myślę, że faktycznie, mogliby się dogadać. :)
    Jakieś pomysły? :)]

    Patience Bennett

    OdpowiedzUsuń
  49. [Tak, tak, zrozumiałam! Okej, zobaczymy jak nam to wyjdzie! Chętnie zacznę, ale już jutro, bo mózg mi powoli wysiada :)]

    OdpowiedzUsuń
  50. [Cześć, cześć! Kuzyneczka zniknęła, przepraszam cię za to, ale powstała taka oto Hope, która bardzo chętnie zostanie przyjaciółką Logana, co ty na to? :D]

    Hope

    OdpowiedzUsuń
  51. [Mimo, że Hope to Puchonka, waleczna z niej osóbka i może bronić Logana przed wszystkim i wszystkimi niczym lwica. Nie wiem czy osoby znęcające się nad Loganem dopuszczają się czasem przemocy fizycznej, bo jeśli tak to Hope mogłaby go uratować, później posklejać do kupy i jednocześnie wygłaszając monolog, w którym to przekonuje chłopaka, aby powiedział o tym opiekunowi swojego domu. Jeśli jednak chcesz bez przemocy fizycznej, możemy ją pominąć i założyć, że Hope odprawi wyśmiewających się z Logana chłopaków kilkoma słowami, a później tak czy inaczej walnie swój monolog o tym, że powinien komuś do zgłosić :)]

    Hope

    OdpowiedzUsuń
  52. Declan czasami zapominał, że był nie tylko nauczycielem, ale także człowiekiem, przez co także miał prawo do popełniania błędów, tak samo jak uczniowie. Dlatego kiedy schodził do Wielkiej Sali, aby zjeść obiad, zadręczał się myślą czy postąpił dobrze, czy może powinien rozegrać tamtą sytuację zupełnie inaczej. Zawsze starał się być sprawiedliwy i jeszcze nie zdarzyło się, aby ktoś posądził go o brak obiektywizmu w danej sprawie, ale i tak analizował wszystko raz po raz, doszukując się w swoim postępowaniu jakiegoś błędu, który mógłby sprawić, że dany uczeń poczuje się niesprawiedliwe potraktowany. Oczywiście miał świadomość, że większość uczniów, którym odejmie się punkty, właśnie tak się poczuje, bo sam był przecież kiedyś jednym z takich urwisów, ale chciał, żeby za kilka lat ci sami uczniowie mogli powiedzieć, że nie mogą narzekać na swoich nauczycieli w szkole, którzy dobrze ich wychowali. Dla niego właśnie na tym polegało bycie profesorem – nie tylko uczył, ale także wychowywał, bo przecież te dzieciaki spędzały z nimi większość swojego życia, a rodzice miewali coraz mniejszy wpływ na rozwój swoich pociech. Z tego powodu czuł, że jego obowiązkiem jest traktować uczniów tak, jakby traktował swoje własne dzieci.
    Podczas obiadu zamienił kilka słów z kolegami, którzy siedzieli obok niego, chociaż tak naprawdę myślami był zupełnie gdzieś indziej. Nikt jednak nie skomentował tego w żaden sposób, bo przecież Declan był osobą, która rzadko kiedy stąpała mocno po ziemi. Nie mieli pojęcia, że teraz Seaworth nie dryfuje myślami między swoimi ukochanymi gwiazdami, tylko odtwarza scenę sprzed kilkunastu minut. Martwiło go zachowanie jego uczniów. Większość Krukonów nie odznaczała się taką gwałtownością, jak Ślizgoni czy Gryfoni, dlatego trzeba było przyznać, że był lekko zaskoczony tą bójką. Poza tym martwił się o Logana, który nie dość, że przeżywał teraz ciężkie chwile, to jeszcze wyglądało na to, że koledzy z dormitorium w ogóle nie ułatwiali mu sprawy. Declan wiedział, że będzie musiał dotrzeć do osoby, która rozpuściła tą plotkę na temat chłopaka.
    Kiedy zjadł i zaczął wchodzić na górę, żeby stawić się na umówione spotkane, nie spodziewał się, że zobaczy Logana siedzącego przed jego gabinetem. Uniósł zdziwiony brwi, podchodząc do Krukona.
    — Nie poprosiłem cię o spotkanie, żeby prawić ci morały, jeśli o to się martwisz — uśmiechnął się pogodnie, chcąc dodać Linley’owi nieco otuchy, o ile to było możliwe. Wskazał delikatnym ruchem głowy na drzwi, dając chłopakowi znać, że chce je otworzyć, więc kiedy się przesunął, nacisnął na klamkę i gestem ręki zaprosił Logana do środka. Kiedy znaleźli się w gabinecie, usiadł za swoim drewnianym biurkiem i westchnął, zastanawiając się, co powinien mu powiedzieć. — Wiem, że moja prośba będzie wydawać ci się irracjonalna w tej sytuacji, ale nie następnym razem utrzymaj nerwy na wodzy, bo możesz mieć mniej szczęścia i inny nauczyciel przerwie bójkę. Poza tym chcę, żebyś wiedział, że jeśli potrzebujesz pomocy, to mam dla każdego czas, w tym również dla ciebie — powiedział, składając dłonie na udach. — Wiesz może kto rozpuścił te plotki?

    Declan Seaworth

    OdpowiedzUsuń
  53. Rhys nie lubił spacerować po lasach. Po swojej ostatniej przygodzie z chochlikami kornwalijskimi zawsze nosił przy sobie różdżkę. Do tej pory pamiętał, jak tamte małe istotki leciały za nim i ciągnęły go za włosy, dopóki nie znalazł się wśród innych czarodziejów i dopiero oni odpędzili te paskudy. Ślizgon wzdrygnął się na samą myśl o tamtym zdarzeniu. Niechęć do tych niebieskich stworzeń zapewne odziedziczył po babce, która również nie darzyła ich sympatią, bo podobno za jej hogwarckich czasów strasznie ją pogryzły. Ogólnie Skeeter odziedziczył po swojej babce wiele cech, dlatego to właśnie ją uważał za swój największy autorytet. Jasne, była jaka była, ale w roli babci sprawdzała się idealnie. Gdy chłopak miał jakiś problem, to właśnie ona była pierwszą osobą, z którą o nim rozmawiał. Kobieta wiedziała o nim wszystko, być może nawet więcej niż on sam. To właśnie ona pomogła mu opanować trudną sztukę bycia animagiem, o czym nie wie nikt inny. Rhys wiedział, co o jego babci myślą inni, ale nie przeszkadzało mu to.
    – Chyba się nie boisz swojej własnej okolicy, co? – zapytał, unosząc kącik ust do góry. Nie mógł powiedzieć, że w lesie było cicho, ale on jakoś nie czuł się w zagrożeniu. Jego szósty zmysł nie zawodził go często i myślał, że i tym razem mógł na nim polegać.
    Błoto sprawiało mu problemy, deszcz również nie przysługiwał się w wędrówce, ale Rhys był uparty i gdy sobie coś postanowił, to musiał to zrobić, zwłaszcza gdy chodziło o tak ważną sprawę. Ślizgon zazwyczaj był osobą spokojną, ale jojczenie Logana troszkę go już denerwowało. Przystanął na chwilę i spojrzał na chłopaka.
    – Mogę ci dać rączkę, jeśli dzięki temu poczujesz się lepiej, ale najpierw wolałbym, abyś zabrał mnie na kolację. Czy coś. – zażartował aby nieco rozluźnić atmosferę i sprawić, żeby Linley nieco się speszył i nie myślał o tym, że coś może im się stać. Westchnął i rozejrzał się dookoła, by sprawdzić, czy nie pomylił kierunku. Gdy upewnił się, że są na dobrej drodze, to pociągnął towarzysza za nadgarstek i poprowadził za sobą. – Wiesz, musisz czerpać z życia i szaleć, bo kiedyś przyjdzie czas, gdy będziesz siedzieć na tyłku i żałować, że nie zrobiłeś tego i tamtego – powiedział po przebyciu kilkunastu kroków. On sam nie chciał, by w pewnym momencie jego egzystencji na tym świecie powiedział, że nie zrobił czegoś, kiedy miał do tego okazję.
    Pogoda nieco się popsuła. Zaczęło padać nieco bardziej, jednak nie aż tak, by było to nieznośne. Można powiedzieć, że mżyło, a drobny deszczyk jeszcze nikomu nie zaszkodził i co najwyżej można było się przeziębić. Problem stanowiła mgła, która powoli zaczęła zbierać się przy ziemi i zasłoniła buty czarodziejów. Skeeter bał się, że w końcu przysłoni ona całą okolicę, zanim dwójka dotrze do celu. Przyjął jednak spokojny wyraz twarzy.
    Zatrzymał się, gdy w polu widzenia zobaczył pijanych czarodziei. Nie lubił pijanych osób, bo nigdy nie wiedział, czego mógłby się po nich spodziewać. Nie chciał się wdawać w jakieś zbędne dyskusje, ale zanim zrobił cokolwiek, to spostrzegł, że Logan mu uciekł. Dogonił chłopaka po kilku minutach. Resztę drogi przeszli w milczeniu, co w pewnym sensie było dla Ślizgona zbawienne.
    – Dotarliśmy – odpowiedział na pytanie towarzysza, a na jego usta wkradł się lekki uśmiech. Niewiele osób ucieszyłoby się z widoku starego i zaniedbanego domu, ale Skeeter był wniebowzięty. O tej posiadłości krążyły legendy i zapewne Linley słyszał to i owo na ten temat, ale nie przyszłoby mu do głowy, że to właśnie tutaj prowadzi go Rhys. Ślizgon bez żadnych oporów pchnął drzwi, które otwarły się z lekkim skrzypnięciem. Wnętrze nie powalało, ale biorąc pod uwagę długi okres w którym budynek był pozostawiony sam sobie, to i tak nie wyglądał najgorzej – Chodź, poszukamy wróżek – zawołał Krukona, który nadal stał na zewnątrz.

    Rhys

    OdpowiedzUsuń
  54. [Dzień dobry, jeszcze nie mogę opublikować karty (nie ma 3 komentarzy pod poprzednią), ale już chciałabym zaproponować wątek. Moim pomysłem jest, żeby byli przyjaciółmi, którzy cierpią na wieczny brak czasu dla siebie. Jedynym pewnikiem, jeżeli chodzi o ich spotkania, są treningi Quidditcha, bo nawet w dormitorium nie zawsze mają przyjemność na siebie wpaść. Kiedy jednak uda im się spotkać, świetnie im się rozmawia, świetnie im się milczy, potrafią słuchać siebie nawzajem i nie wymagać za wiele. Co Ty na to?

    Możesz odpisać na maila kpberry04@gmail.com albo pod tym komentarzem.]

    Julia Jones

    OdpowiedzUsuń