6 lipca 2016

And there goes the alarm ringing in my head like somebody said, "Don't you trust him, no"


Louis Wallsh

Krukon
VII
PREFEKT
PÓŁKRWI
KLUB POJEDYNKÓW
KLUB ASTRONOMÓW




Swojego ojca nie znał i w sumie nigdy nie odczuwał potrzeby by poznać tego starego pryka, który go zostawił, zanim w ogóle zdołał po raz pierwszy zaczerpnąć powietrza. Chłopak nigdy o niego nie pytał. Z matką dogadywał się dobrze. Oczywiście zdarzały się spięcia i pyskówki, ale nie doszło między nimi do poważniejszych starć. Mieli tylko siebie i musieli się o siebie nawzajem troszczyć. Wiedli spokojne życie w jednej z wiosek niedaleko Aberdeen. Gdy w wieku jedenastu lat chłopak dostał list z Hogwartu, to wiele się zmieniło. Pomimo tego, że matka chłopaka była mugolką, to o świecie magicznym miał dość sporą wiedzę. Czasem opowiadała Louisowi o elfach, czarodziejach i dementorach, lecz chłopiec wkładał to między bajki. Pierwszy rok w Hogwarcie pozwolił jednak młodemu Krukonow powyciągać z odmętów pamięci wszystkie matczyne historyjki i przyjąć je jako fakty. Nawet nie myślał, że kiedyś sam stanie się częścią magicznego świata.
W ciągu siedmiu lat zmienił się nie do poznania. Można powiedzieć, że obecnie nie przypomina już tego zagubionego chłopca, którym był, gdy zakładano mu na głowę Tiarę Przydziału. Nakrycie głowy długo rozmyślało nad tym czy przydzielić go do Krukonów, czy do Gryfonów. W ostateczności zasilił szeregi niebieskich i po dziś dzień z dumą nosi ich kolory. W pierwszych miesiącach było mu ciężko. Nie mógł się w tym wszystkim odnaleźć lecz drobnymi kroczkami wypracowywał w sobie poczucie pewności w tym co robi i co dzieje się dookoła niego. Wspinał się po szczeblach wiedzy magicznej, zatracając się w możliwościach, które teraz stały przed nim otworem, plując tym samym w twarze osób, które obijały się po kątach i wymykały z zamku aby poczuć się wolnym i zbuntowanym. On sam był grzeczny. Można powiedzieć, że stał się ucieleśnieniem idealnego ucznia. Nauczyciele go chwalili, koledzy i rówieśnicy żartowali z niego za jego plecami. On sam nie przejmował się tym wszystkim, tylko uparcie gnał do przodu. Jednak jak to w życiu bywa, kiedyś przychodzi czas na zmiany, które u niego zachodziły stopniowo.
Będąc na siódmym roku objął posadę Prefekta, którą wykonuje bardzo sumiennie, jeśli chodzi o mieszkańców innych domów. Bywa dla nich surowy i odejmuje punkty za każde przewinienie. Ma naturę choleryka, chociaż najczęściej zachowuje spokój. Kłóci się ze współlokatorami i zabiera im kołdry bądź wpycha im się na chama do łóżek. Lubi robić wszystko po swojemu, bo tylko wtedy czuje, że dana czynność wykonana jest tak jak być powinna. Rzadko słucha się innych. Jest miły. Daleko mu do osoby wytykającej błędy innych ludzi, jednakże jeśli na kimś mu zależy to jest w stanie wyprowadzić go na dobrą ścieżkę. Doskonale wie czego chce, ale nie dąży po trupach do celu. Bywa zarozumiały i uszczypliwy, szczególnie gdy wstanie z łóżka lewą nogą. Jest jednak nastolatkiem jak każdy inny.


fc: Anton Lisin a w tytule Anne-Marie - Alarm
Lubię ciekawe i długie wątki. Im dziwniej tym lepiej. Lubię absurd, komedię, tragedię i dramat, więc nie jest się ze mną ciężko dogadać. Stosuję handel wymienny - Ty wymyślasz, ja zaczynam i na odwrót. Szukamy kogoś do ciekawych powiązań. Za pomoc przy karcie dziękuję Chan ❤


53 komentarze:

  1. Piękna karta Bufciu, kto Ci doradzał?

    OdpowiedzUsuń
  2. [Wiesz u kogo szukać najlepszych powiązań, kocie ♥]

    OdpowiedzUsuń
  3. [Lubię go. Nie wiem jak Deuce wytrzyma z tą Twoją Divą. Zgrabnie napisana karta, a teraz kolorystycznie o wiele bardziej mi się podoba. Weź zacznij, please, bądź kochanym Bufkiem ♥]

    Deucent

    OdpowiedzUsuń
  4. [Przez chwilę nie wiedziałam do kogo wpaść, ale Louis chyba będzie najodpowiedniejszym wyborem, gdyż zauważyłam, że są do siebie z Carlie podobni :) Mimo to, w tej chwili nie mam żadnych pomysłów, prócz ewentualnego kuzynostwa.]

    Carlie

    OdpowiedzUsuń
  5. Łojeju ♥ No co tu powiedzieć, no łojeju <3
    Lubię tę imię, lubię Krukonów, a karta no cudo ;3

    casilda

    OdpowiedzUsuń
  6. [Od czasów wątku z Clemence nie udało nam się stworzyć niczego, co by nas tak bardzo wciągnęło i teraz widzę okazję, żeby to zmienić <3 Chodź do mnie, chodź :3]

    Albus/Roxanne

    OdpowiedzUsuń
  7. [Aj, jaki fajny Kruczek i jaka piękna karta!]

    L. Murray

    OdpowiedzUsuń
  8. [Może w takim razie coś wymyślimy naszym chłopcom? Z konkretnym pomysłem nie przybywam, ale mam szczere chęci i lubię moim postaciom komplikować życie. :D]

    L. Murray

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Skoro Viggo jest moim nowym nabytkiem, a Louis Twoim, dajmy się im wspólnie pobawić.
    Tylko lojalnie uprzedzam – wymyślam zazwyczaj tragicznie i trzeba mnie ratować dobrymi pomysłami.]

    Vallberg

    OdpowiedzUsuń
  10. [Hm, w sumie coś dokładniejszego jednak mi przychodzi do głowy: może byli przyjaciółmi (któryś mógł czuć nawet coś więcej, jeśli wchodzi to w grę), ale Lucas potem znalazł swoją miłość, przez co odsunął tę relację na bok, potem w ogóle zniknął ze szkoły i nie było wiadomo, co się z nim dzieje. Wrócił do szkoły na końcówkę roku szkolnego i generalnie to nie garnął się do czyjegokolwiek towarzystwa. Może by ich jakoś teraz skonfrontować po tej przerwie (może gdzieś na wakacjach)? Hm, sama nie wiem, może Ty coś do tego dodasz?]

    L. Murray

    OdpowiedzUsuń
  11. [Dopsz, chodź coś wymyślać <3]

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  12. [Podejrzewam, że Louis wlepił Albusowi kilka szlabanów, bo Potter się ostatnio wkręcił w nałóg nikotynowy, więc popala po kątach. Oprócz tego mogło złożyć się tak, że na pierwszym roku jechali razem w przedziale pociągiem, potem się przyjaźnili, ale jakoś tak się to urwało. Ewentualnie jeden mógł się wkurzyć za coś na drugiego i tak przyjaźń się zepsuła i przerodziła się w rywalizację zakrawającą o dziwny rodzaj sympatii do siebie, który między nimi pozostał.]

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  13. [Kocham Cię, Bufonie tytyty <3]

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Komentarz wcześniej jasno dałam do zrozumienia, że nie mam żadnych pomysłów. Albo może nie tak jasno jak mi się wydawało. :D]

    Viggo

    OdpowiedzUsuń
  15. [Jestem. Wymyśl nam coś ty dla odmiany ♥]

    H.

    OdpowiedzUsuń
  16. [ Viggo jest trochę szalony. L. poszedłby na układ, że kradną cudze miotły i udają zawodników? Nikt się nie nabierze, ale to najmniej ważne.]

    Viggo

    OdpowiedzUsuń
  17. [ Losowanie kto zaczyna, czy bardzo surowo przestrzegasz handlu wymiennego?]

    OdpowiedzUsuń
  18. Sam nie wiedział, czy powinien cieszyć się z powodu wakacji, czy raczej zapaść się pod ziemię w wyrazie żalu i bezkresu rozpaczy. Bycie w domu nie sprawiało mu przyjemności od około roku, kiedy to kompletnie zepsuł swoją relację z rodzicami ucieczką do Indii. I choć ucierpiała na tym rodzina Potterów, Albus musiał przyznać, że niczego nie żałował. Pobyt w Azji z Martine był niesamowitym przeżyciem, które wciąż wspominał, na nowo i na nowo, mając nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mu się powtórzyć swój wybryk – tym razem bez namiaru i bez Ministerstwa depczącego mu po piętach.
    Tym razem było inaczej. Spędził dwa tygodnie w domu, potem pojechał do Irlandii, aby zobaczyć nową rodzinę Bellamy’ego. Sam nie wiedział, co uważał o całej tej szajce, aczkolwiek dobrze spędził czas. Na pewno lepiej niż w rodzinnej Dolinie Godryka, gdzie w domu panowała niezmienna, ciężka cisza przerywana jedynie narzekaniem ojca albo prośbami matki, aby w końcu się pogodzili. James jedynie łypał na niego spode łba, jakby chciał przekazać młodszemu bratu, jak bardzo jest beznadziejny w porównaniu do niego. Dlatego właśnie Albus, zamiast wrócić z Irlandii do domu, wyruszył do Szkocji. Nie miał pojęcia, co będzie tam robił. Po prostu wziął swoje rzeczy i miotłę i wyleciał w przeciwnym kierunku niż rodzinna wioska. Po drodze dowiedział się o czarodziejskim miasteczku znajdującym się z dala od wzroku mugoli. Zatrzymał się w jednym ze stosunkowo tanich hoteli, choć planował znaleźć sobie jakieś inne, nieco bardziej przyjazne lokum. Zastanawiał się nawet nad podjęciem tymczasowej pracy, dorobieniu sobie na rok szkolny, podczas którego mógł mieć ograniczone fundusze ze względu na jego relacje z ojcem.

    Westchnął ciężko, zaciągając się dymem papierosowym. Wiedział, że powinien przestać palić, jednak z każdą fajką było coraz trudniej. Nawet nie zauważył, kiedy codzienne palenie stało się jego nawykiem, czymś w rodzaju dokładki po śniadaniu albo dodatku do wieczornego kubka herbaty. Oparł się o gruby filar hotelu, obserwując wąską uliczkę, na którą otwierały się tylne drzwi kurortu. Miejsce to było kompletnie opustoszone. Powoli zbliżał się wieczór i wszyscy szykowali się na lokalną imprezę, o której Potter nie zdołał dowiedzieć się zbyt wiele. Rzuciło mu się w oczy kilka ulotek, parę plakatów, aczkolwiek wciąż nie miał pojęcia, czym właściwie była Noc Koniugacji. Raz udało mu się podsłuchać rozmowę dwojga starych czarodziejów, którzy mówili o układzie planet. Potem jednak zapomniał wgłębić się w sedno sprawy. Teoretycznie powinno być mu głupio, bo w końcu uczył się astronomii i był w niej całkiem niezły, jednak z drugiej strony wciąż coś podpowiadało mu, że wakacje to czas na odpoczynek, nie na naukę. Dlatego spędzał już trzeci dzień na szwendaniu się dookoła i szukaniu sobie zajęcia. Popijał piwo kremowe w małych barach i spacerował po okolicy, wciąż odkładając poszukiwania pracy. Może wcale nie był aż tak ambitny, jak reszta Ślizgonów?
    Wzdrygnął się, gdy usłyszał za sobą znajomy głos. Wywrócił oczami, wypuszczając kolejny obłoczek dymu spomiędzy warg.
    – Merlinie, nawet tu cię za mną przywiało, żebyś truł mi dupę o pierdoły? Nie jesteśmy w szkole, Wallsh, szlabany możesz odpuścić sobie do września – mruknął.
    Ze wszystkich osób Louis był chyba jedną z ostatnich, które miał ochotę spotkać. Krukon łaził za nim w Hogwarcie, próbując wpisać mu szlaban i ujemne punkty za każdą pierdołę, a przynajmniej tak to wyglądało w oczach Albusa. Widać nie dane mu było zaznać dłuższej chwili spokoju, bo nawet tu ktoś go ścigał. Kurwa, no czemu? – przeszło mu przez myśl, gdy wyrzucał niedopałek przez otwarte drzwi prosto na mokry od deszczu chodnik.

    Albus

    [Zmieniłam trochę przedział czasowy, bo mi się nie zgrywało z drugim wątkiem, a lubię mieć wszystko uporządkowane :v]

    OdpowiedzUsuń
  19. [ Wybieram więc najświeższą postać, niech będzie :) Jestem kiepska w wymyślaniu, ale chętnie zacznę, jeśli cokolwiek mi podpowiesz. Może masz jakieś powiązanie do oddania? Pomysłu do pomysłu i będzie wątek, o. ]
    Tia Bowen

    OdpowiedzUsuń
  20. [ Jeszcze się rozkręcę.]

    Ma wrażenie, że za moment zostanie stratowany. Ludzie są jak zwierzęta — rozjuszeni i niespokojni. Powietrze gęstnieje, a słońce pomału gaśnie. To jeden z tych różowych wieczorów, na które patrzy się, mrużąc oczy. Wspaniały widok, mówi ktoś i uśmiecha się szeroko. Viggo odwraca wzrok. Nie lubi egzaltacji.
    Jest powściągliwy. Ekscytację ukazuje w postaci zbyt gwałtownego uniesienia głowy ku ciemniejącemu niebu albo naprzemiennym zacieśnianiem i rozluźnianiem pięści. Traci cierpliwość, ale dzielnie wyczekuje fajerwerków — znaku mówiącego o tym, że mecz właśnie się rozpoczyna.
    To wielki dzień. Nie denerwuje się ani nie wdycha gwałtownie powietrza, ale czuje, jak drga mu prawy kącik ust. Odrywa się od drzewa, na którym opierał się od przeszło trzech godzin i postanawia rozprostować kości. Mija kilku mężczyzn, gromadkę dzieci, starsze małżeństwo o pomarszczonych twarzach. Widzi ich błyszczące oczy i wie, że każdy z nich doświadcza własnego drżenia.
    Dziadek — jego autorytet — powtarza mu, żeby zrobił dla siebie miejsce na świecie. Lubi wspominać dekady, które przeminęły. Marszczy wtedy czoło i odpala papierosa, a jego palce tańczą na białym filtrze. Zazwyczaj jest to wstęp do rozleglejszej historii — młodości, namiętności i przygód. Byłem taki sam jak ty, wzdycha, niepokonany kapitan drużyny, Valentino Vallberg. I Viggo wie, że świat bez Valentina stanie się pusty.
    Żałuje, że nie stoi obok niego i — jak to ma w zwyczaju — nie krytykuje praktykowanego w ostatnim czasie przedkładania nocy nad dzień. Najpierw festiwale, potem biesiady, na końcu Mistrzostwa Wielkiej Brytanii w Quidditchu.
    — Pieprzona północ — mruczy sam do siebie. Przemyka się obok namiotu, z którego wydobywają się podejrzane jęki i postanawia znaleźć składowisko sztucznych ogni. Ktoś musi wziąć sprawy w swoje ręce.

    Viggo

    OdpowiedzUsuń
  21. [Dostałeś rozpiskę, więc zaczynaj. Nie każ mi czekać, Buf ;>]

    Deucent Faradyne

    OdpowiedzUsuń
  22. Miał jedynie nadzieję, że uda mu się choć przez chwilę odpocząć od wszystkich hogwarckich twarzy. No, przynajmniej znacznej większości, bo było kilka takich, za którymi tęsknił. Na przykład Martine. Nie widział się z nią od zakończenia roku i niesamowicie dziwnie było mu z faktem, że poprzednie wakacje spędzali razem w Azji, a w te nie dali rady nawet się spotkać.
    Popatrzył na swoje buty, by następnie kątem oka zmierzyć Louisa. Wciąż wyglądał tak, jakby zaraz z uciechą miałby u wlepić szlaban i odjąć punkty Ślizgonom. Nie żeby Albusa kiedykolwiek to obeszło, jednak sam fakt, że ktoś traktował siebie jako lepszego od niego, był po prostu denerwujący – znał to z domu, od kiedy tylko trafił do Domu Węża.
    – Ech, teraz to już głównie siła przyzwyczajenia – powiedział.
    Spojrzał na kiepa dogasającego w płytkiej kałuży. W odróżnieniu do Szkocji, Irlandia była całkiem słonecznym miejscem. Teraz jednak musiał na nowo przyzwyczajać się do typowo brytyjskiej pogody, czyli ciężkich chmur i ciągłego deszczu. Westchnął ciężko, opierając się o ścianę i unosząc lekko jedną brew w odpowiedzi na pytanie Louisa.
    – Coś mi się obiło o uszy, ale nie wiem, o co chodzi – odparł. – Wszyscy się tym tak ekscytują, że to musi być tu coś dużego.
    W sumie nie dziwił się. Szkocka czarodziejska wioska była naprawdę niewielka, przez co sprawiała wrażenie jeszcze bardziej zatłoczonej, niż faktycznie była. Może dlatego, że na wakacje ściągnęło tu mnóstwo czarodziejów i czarownic z całej Wielkiej Brytanii, którzy teraz zdawali się nie mieścić na wszystkich uliczkach. A mimo to tyły kurortu były puste i mógł zrelaksować się przy drzwiach otwartych na opustoszałą, wąską drogę.
    Zerknął chłopakowi przez ramię, z ciekawością patrząc na trzymaną przez Krukona ulotkę. Gwiezdne konstelacje przesuwały się powoli na czarnym tle, a pojawiający się Księżyc zdawał się świecić swoim własnym światłem. Czasem naprawdę cieszył się, że jest czarodziejem, szczególnie gdy widział, jak te same rzeczy wyglądają u mugoli. Nudne, nieruchome i płaske. Bez wyrazu.
    Nigdy nie interesował się zielarstwem i jakoś się z tym faktem nie krył. O Kwiecie Paproci słyszał, ale nie miał pojęcia, czemu był on tak wyjątkowy. Zdawało się, że uczył się o nim w pierwszej klasie, czyli w okresie, z którego utracił właściwie wszystkie wspomnienia, a przynajmniej te związane z nauką.
    – Eee, jak znajdziesz ten cały kwiat, to dostajesz nagrodę, czy jak? – spytał, drapiąc się po głowie.
    Przestąpił z nogi na nogę, zastanawiając się, czy tak właściwie ma cokolwiek do roboty. Doskonale wiedział, że nie, jednak ni był pewien, jak czuł się w związku ze spędzaniem swojego wolnego czasu z Louisem.
    – Wytłumaczysz mi po drodze – wypalił po chwili ciszy, po czym szybko odczytał miejsce zbiórki na ulotce, by następnie skierować się w tamtym kierunku.

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  23. Wygląd Halliwella ostatnimi czasu przywodził na myśl upiora z nisko-budżetowych mugolskich horrorów. Zmęczenie podkreślone przez podkrążone oczy, szary odcień matowej w dotyku skóry i przede wszystkim towarzyszące mu od przeszło trzech tygodni złe samopoczucie skutecznie wyprowadzało go z równowagi. Przez natężenie zmysłów, które postępowało, stawał się coraz bardziej drażliwy i skory do sprzeczek, a przez występujące u niego zaniki pamięci i magicznych umiejętności na razie jedynie ograniczające się do skomplikowanych formułek zaklęć ten efekt przybrał na sile.
    Wypuścił z ust przekleństwo, gdy po trzydziestominutowej wyciecze po skwarnym Londynie znalazł się przy obskurnym pubie na krańcu ulicy. Niezbyt optymistycznie nastawiony do nietypowej jak na deszczową Anglię temperatury, która przekraczała prawie trzydzieści stopni w cieniu, przetarł pot z niemiłosiernie zimnego czoła i zawiesił wzrok na znajomym szyldzie. Dziurawy Kocioł jak zwykle nie zachęcał gości do ewentualnego odwiedzenia lokalu. Wydawał się podniszczonym, opuszczonym budynkiem, który dla zwykłych obywateli czy nawet turystów był jedynie pretekstem do omijania go szerokim łukiem, a dla kogoś pokroju Halliwella stał się jednym powodem do odwiedzenia stolicy pod koniec wakacji. Złapał za klamkę i otworzył drzwi, by zostać przywitany przez charakterystyczne, ogłuszające go skrzypienie. Skrzywił się niewyraźnie, marszcząc nos i wszedł do środka, ignorując przesuwające się po nim zaciekawione spojrzenia przebywających tam czarodziejów. Jego dłoń machinalnie zacisnęła się na różdżce i po chwili znalazła się w jego ręce, chcąc tym samym zasygnalizować, że nie jest zainteresowany serwowanymi tu specjałami, a odwiedzeniem najbardziej ruchliwej w Wielkiej Brytanii uliczek dla czarodziejów. Wszedł do pomieszczania, które powinno pełnić rolę zaplecza, a rzeczywistości było prostokątnym o niewielkiej obojętności podwórkiem, ogrodzonym ceglanym murem, w którym oprócz niego znajdował się śmietnik. Uśmiechnął się pod nosem, stykając w parę niewyróżniających się niczym pozornie cegieł. Brama do świata magii otworzyła się parę sekund później. Vermilion bez chwili zawahania przekroczył jej próg i zamrugał parę razy oszołomiony kolorytem, który zdecydowanie konstruował z surowym i ponurym wystrojem pubu. Niby ten widok nie powinien go dziwić, bo odwiedził tę ulicę co najmniej kilkanaście razy w swoim siedemnastoletnim życiu, ale nadal wywoływał u niego coś na wzór ekscytacji, teraz zduszonej przez towarzyszący mu od niespełna miesiąca dyskomfort związany z niechcianymi zmianami, które zachodziły w jego organizmie. Zanim wykonał kolejny krok do przodu głównie przez zawrót głowy w momencie, kiedy jego nozdrza zarejestrowały parę nowych, intensywnych zapachów, cegły za jego plecami znów scaliły się w jedno na kształt muru. Wyciągnął z kieszeni spodni wymiętoszony wykaz podręczników dołączony wraz z listem ze szkoły, różdżkę chowając tam, gdzie zwykła się znajdować, gdy nie miał na sobie szaty czarodziejów. Przejrzał ją uważnie, postanawiając swoją wędrówkę zacząć od zakupy potrzebnych mu na ostatni rok magicznej edukacji podręczników, które w głównej mierze były opracowane z myślą o Okropnie Wyczerpujący Testach Magicznych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozkład budynków znał niemal na pamięć. Trzy lata temu spędził na Ulicy Pokątnej ostatni tydzień wakacji, wynajmując pokój w Dziurawym Kotle, przez co rozeznanie z terenem przychodziło mu z łatwością. Jednak za nim faktycznie udał się do księgarni, jego wzrok na dłuższą chwilę zatrzymał się na wystawie sklepu miotlarskiego, na którym był zaprezentowany najnowszy model miotły. Co prawda mógł sobie na niego pozwolić, ale rzecz jasna przyzwyczajony do swojej, służącej mu przez dwa lata z rządu, nie miał takowej potrzeby, nawet jeśli za rok albo najpóźniej za dwa zostanie zakwalifikowana jako staroć. Sam bowiem uważał, że w qudditchu najnowszy sprzęt nie grał głównej roli. Liczył się przede wszystkim talent i predyspozycje właściciela, dlatego w ostateczności zrezygnował z odwiedzenia tego sklepu, bo w końcu nic z niego potrzebował i ruszył w znanym sobie kierunku.
      Szyld Esów i Floresów był widoczny już z oddali. Wszedł do środka sklepu z magiczną lekturą z ulgą witając chłód panujący w środku. Zdjął okulary z nosa, które w tej materii jedynie utrudniałyby mu widoczność w umiarkowanie oświetlonym pomieszczeniu i wykorzystał je do roli prowizorycznej opaski. Przeszedł się wzdłuż pierwszego rzędu, wyrywkowo przeglądając tytuły mijanych książek. Jedna czy dwie zwróciły jego szczególną uwagę i natychmiast pojawiły się w jego dłoniach. W obu przypadkach traktowały o wampiryzmie, z czego z początku nie był w pełni świadomy. Po zrozumienie tego, odłożył je z prędkością światła na półkę, jakby mógł się od nich zarazić czymś nieprzyjemnym i natychmiast zmienił kierunek swojej wędrówki, która nie potrwała zbyt długo.
      Zielony oczy Halliwella zatrzymały się na znajomej sylwetce i choć ówże osobnik stał do niego odwrócony tyłem, wczytując się w drobną czcionką, nic nie stało wychowankowi Slyherinu na przeszkodzie, by bezbłędnie odszyfrować jego tożsamość. Wygiął usta w głębszym uśmiechu i odchrząknął, by zwrócić na siebie uwagę Louisa Wallsha, który z gracją i krukońską precyzją zajął dość ważne miejsce w życiu Ślizgona, a mianowicie dość szybko awansował na stanowisko kogoś w rodzaju dobrego kumpla, do czego oczywiście sam Vermilion nigdy nie przyznałby się otwarcie.
      — Jeśli szukasz wrażeń, wybierz się ze mną na Nokturna, złotko - zaproponował z łobuzerskim uśmiechem, ignorując zasady dobrego wychowania, które nakazywały się w pierwszej kolejności przywitać się z dawno niewidzianym znajomym. Właściwie wyszeptał mu te słowa do ucha.

      zajebisty Holly

      Usuń
  24. [ Witam ;) Miło mi, że spodobała Ci się moja postać. Mnie natomiast zaciekawił
    Louis i Rhys. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z takimi opisami. Czy byłaby możliwość pisania z nimi obydwoma? Mam pewien zarys jak mogłaby wyglądać znajomość i w tym i w tym przypadku. Gdybyś była zainteresowana to czekam na potwierdzenie -sądzę, że razem dogadamy resztę ;) ]
    Emma Stanford

    OdpowiedzUsuń
  25. [ Pomału zabieram się za odpis i zastanawia mnie jedna kwestia. Czego dokładnie tyczy się pytanie Louisa? W czym mu coś nie pasuje?]

    Viggo

    OdpowiedzUsuń
  26. [ Cześć, piszę pod Louisem, ponieważ jest Krukonem, a więc każdy komentarz pod jego kartą przybliża do dodatkowych punktów dla najlepszego z hogwarckich domów, ale tak ogólnie to uważam, że masz za dużo postaci, nie wiem, którą wybrać – możesz mi pomóc. :D
    Rhys jest ciekawy, uroczo ślizgoński – mam na myśli to, że udaje miłego, aby wyciągnąć istotne dla siebie informacje. Ha! Wreszcie, w końcu z kanonu wynikało, że ten ślizgoński spryt zwykle przejawia się w umiejętnym wazeliniarstwie (co uskuteczniał sprawnie m.in. sam Tom Riddle, Draco Malfoy także, choć mniej umiejętnie), a mam takie wrażenie, że na blogach trochę się o tym zapomina. W wątku z Louisem na starcie byłoby o tyle łatwiej, że są z Walterem w jednym domu i na jednym roku, więc bez wysiłku przychodzi na myśl jakieś luźne powiązanie. Natomiast pod Audrey masz najmniej komentarzy, więc zapewne i wątków, a może chcesz się nią pobawić, więc... Nie wiem! Chyba ty musisz zdecydować. ]

    Walter Knightley

    OdpowiedzUsuń
  27. [ Nie musisz mi pisać, jak wygląda stereotypowy Ślizgon blogowy, szlajam się po grupowcach nie od dzisiaj. :D
    Nie wiem, też jestem otwarta i gotowa na wszystko. No, może nie na wszystko, ale na wiele. Nie wydaje mi się, aby W. i L. byli materiałem na przyjaciół do końca życia, ale mogą pozostawać ze sobą w dobrych stosunkach – albo i nie, równie dobrze mogą sprzeczać się o byle co. W każdym razie, okazje do kontaktów nadarzają się często, w końcu dzielą dormitorium. W zasadzie jakaś absurdalna fabułka w dormitorium może być czymś do rozważenia! ]

    Walter Knightley

    OdpowiedzUsuń
  28. [ Jakoś nie umiem się w tym wypadku rozpisać. Chciałabym umieć, ale nie umiem.]

    — Co? — mówi zdezorientowany. Zdaje mu się, że otaczające go drzewa przemówiły ludzkim głosem.
    Dopiero po chwili reflektuje, że pytanie rzucone w przestrzeń ma niewiele wspólnego z sękatym konarem z naprzeciwka. Marszczy brwi, wkłada ręce do kieszeni i zerka na przeszkodę na swojej drodze. Ma przyjemną twarz, którą Viggo prawdopodobnie kojarzy ze szkolnych korytarzy, ale na chwilę obecną jest na tyle zafrapowany wymyślonym przez siebie przedsięwzięciem, że nie stara się odgadnąć z kim ma do czynienia. Podejrzewa, że nawet gdyby zaczął próbować, nie osiągnąłby niczego poza bólem głowy.
    Jest samozwańczym mistrzem w zauważaniu jedynie tego, co ma ochotę ujrzeć. Umie odciąć się od drażniących bodźców — ciach i po krzyku — tak umiejętnie, że przypadkowy znajomy, któremu dłoń wymyka się do powitalnego uścisku, cofa się w połowie drogi, rozumiejąc, że po drugiej stronie korytarza drepcze człowiek, któremu należy pozwolić iść w swoją stronę. To zdecydowanie cenny dar — przybieranie lekceważącej pozy tak, aby inni nie byli w stanie dostrzec lekceważenia.
    Z tego względu nie ma pamięci do twarzy. Nie interesują go nosy, które można nazwać czyimś nazwiskiem albo oczy charakteryzujące ich posiadacza. Nie rozdrabnia się ani nie rozczula. Znacznie więcej uwagi poświęca sprawom, które mają dla niego znaczenie.
    Wzrusza ramionami. Nie wie, ile może zdradzić. Podchodzi sceptycznie do dzielenia się z nieznajomymi arkanem bycia szalonym, ale podejrzewa, że w tym wypadku nie grozi mu zbyt wielkie niebezpieczeństwo. Góruje nad chłopakiem wzrostem, tężyzną fizyczną i pewnie stać go na znacznie więcej ciosów poniżej pasa. Drapie się więc po nosie i mówi:
    — Idę zniszczyć mecz. Idziesz ze mną?

    Viggo

    OdpowiedzUsuń
  29. [ W sumie to myślałam, że relacja Emmy z Rhysem mogłaby wyglądać, tak, że często widywaliby się poza lekcjami (np. wspólna impreza, czy po prostu posiedzieć pogadać). Emma dostarczałaby mu informacji na temat innych w zamian za to, że chłopak nie napisze/nie będzie opowiadał o jej słabościach/tajemnicach. Ta relacja mogłaby się utrzymać do momentu, kiedy... ( i tu w sumie nie mam pomysłu co Emma mogłaby wywinąć). Po tej sytuacji Rhys mógłby jej pokazać, że z takimi ludźmi jak on się nie zadziera.
    A na relację z Louisem miałam taki pomysł, żeby byli przyjaciółmi z dzieciństwa. Ich rodzice przyjaźniliby się, dzięki czemu i oni by się poznali i polubili. Relacja mogłaby się popsuć, a teraz jedno z nich mogłoby próbować ją naprawić, a drugie kompletnie tego nie chcieć :)
    Nie wiem czy którakolwiek z wersji Ci się podoba. Rozumiem, że nie chcesz pisać dwoma postaciami z jedną osobą, więc jeżeli, któryś z pomysłów Ci się spodoba to mam nadzieję, że pomożesz mi go rozwinąć :) ]

    OdpowiedzUsuń
  30. [ Na pewno dłużej niż ty!!! Nie no, nie wiem. :D

    Wszyscy przyjeżdżają do Hogwartu w tym samym czasie, ale spoko, może to być początek roku i baardzo wczesny sobotni/niedzielny poranek, wtedy większość uczniów powinna jeszcze spać, a nie plątać się po korytarzach. I okej, rozumiem, że mam zacząć? :D ]

    Walter Knightley

    OdpowiedzUsuń
  31. Kiedy to inni mieszkańcy Hogwartu zważywszy na odpowiednią ku temu porę – kierowali się do swoich dormitoriów, by następnie wtulić policzek w miękką poduszkę i pozwolić na odwiedziny Morfeusza, ktoś taki jak Deucent Faradyne stanowił pewnego rodzaju odstępstwo. Zdarzało się, że ten pewny siebie Krukon miał problemy z zaśnięciem, dlatego jeśli ktoś zwykle wyrwał go niechcący ze słodkiego półsnu bywał wówczas niezwykle cięty i oschły. Sama jakość snu nie cierpiała na tym w żaden większy sposób. Czasem może za bardzo się zastanawiał, zmuszając tym samym swoje szare komórki do dodatkowej pracy, kiedy dochodziło do tego planowanie i może sam był sobie w ostatecznym rozrachunku winien. Mimo wszystko tej nocy nie zamierzał przewracać się z boku na bok i gdy wszyscy uczniowie już dawno znajdowali się w swoich Domach – Deuce złamał świadomie punkt regulaminu, nie stosując się do tego, zamiast tego spacerował sobie po zamku, korzystając niekiedy z tajemnych przejść. Pamiętał jednak o tym, aby nie trzymać różdżki zbyt wysoki, a tym samym nie świecić zaklęciem lumos na drzemiące lub chrapiące w najlepsze postacie z portretów. Już nie raz słyszał jaką aferę potrafiły urządzić, a że Deucent po nagłym, nieprzyjemnym wybudzeniu nie byłby zapewne lepszy, to nic dziwnego, że wcale go to nie dziwiło. Nie to, żeby w ten oto sposób chciał udowodnić swoją wyższość wobec szkolnych zasad, które swoją drogą obchodziły go prawie tak samo jak słowa Winrose’a, czyli wcale, a wcale, ale mimo wszystko po zamku chodził w celu dodatkowej straty energii, jakby w nadziei, że to pomoże mu bezproblemowo i prawie od razu zasnąć.
    Doskonale zdawał sobie sprawę, że po korytarzach niekiedy kręcili się patrolujący nauczyciele czy prefekci, którzy mieli za zadanie dbać o porządek i przestrzeganie regulaminu, wspomagając tym samym woźnego, który czasami miewał nie lada problemy ze szkolnymi żartownisiami. Choć sam Deucent się do takowych nie zaliczał, to nie zalecało się zachodzić mu za skórę. Może i na zajęciach ten Krukon z niezwykle nabrzmiałym i rozrośniętym ego nie wykazywał się zainteresowaniem czy aktywnością, pozwalając na przyklejenie sobie etykietki lenia, ale to wcale nie odpowiadało jego realnym predyspozycjom czy umiejętnością. Fakty bywały zaskakujące – jego zaangażowanie rosło wraz z wnerwianiem jakiegoś profesora pokroju chociażby takiego Winrose’a. Faradyne miał czelność nie tylko podrywać nauczyciela zaklęć i uroków, ale utarł mu nosa udowadniając swoją wiedzę z zakresu, z którego teoretycznie nie powinien. Nie dał jednak należytej satysfakcji Winrose’owi, a triumfujący uśmieszek, który zawitał na twarzy Krukona był tylko przysłowiową wisienką na torcie. Wracając jednak do patrolujących… tuż przed ich nosem przemykali uczniowie, którzy w nocy znajdowali zupełnie ciekawsze zajęcia, aniżeli spanie w dormitorium. Na nocne przechadzki wyruszali nie tylko ci, którzy mieli problemy z zaśnięciem, ale i ci, których ciekawość zmuszała do odkrywania tajemnic zamku. Bywali też tacy, którzy sami mieli zbyt wiele do ukrycia…
    …Deucent nie przypuszczał, że w drodze powrotnej, tuż nieopodal Wieży Ravenclaw natrafi właśnie na Louisa. Prefekta, który niekiedy wpieprzał mu się do łóżka w dormitorium pod pretekstem tego, że chce się ogrzać – sam Deuce podchodził do tego sceptycznie, ale kiedy Wallsh wstrzelił się czasowo i zastał zaspanego Faradyne’a – mógł spokojnie dzielić z nim połowę łóżka. Jeśli nie – cóż, to zawsze kończyło się wyzwiskami, które budziły innych współlokatorów albo i czymś znacznie gorszym – zależnie od sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawałnica pytań, którymi go nieoczekiwanie zasypał – sprawiła, że Deuce zmarszczył początkowo brwi, a wyraz jego twarzy przypominał jeden wielki znak zapytania. I pomyśleć, że udałoby mu się czmychnąć bezpiecznie, gdyby na niego nie wpadł. Ciekawiło go jednak co też prefekt – wzór cnót i uczniowskiego przestrzegania zasad raczy robić o takiej, a nie innej porze na korytarzu poza Wieżą Krukonów. Wydawało się to bowiem całkiem nie na miejscu, tak jakby ktoś pojawił się na spotkaniu biznesowym w piżamie – wrażenie pozostawało raczej podobne. Już samo to wymuszało pewnego rodzaju ostrożność ze strony Faradyne’a.
      — Co ty odpieprzasz, Wallsh? — warknął cicho przez zaciśnięte zęby Deucent, kiedy ten debil ciągnął go w kierunku przeciwnym niż jego cel, czyli łóżko w dormitorium. — Pytanie powinno brzmieć raczej – co ty tu robisz? Wolałbym wiedzieć gdzie zamierzasz ciągnąć moją zajebistość. Nie pamiętam, abyśmy byli umówieni na randkę. — dodał kpiarskim tonem. Faradyne nie podjął się jednak próby wyrwania się, a i z tym pewnie nie miałby większego problemu, biorąc pod uwagę nieco drobniejszą posturę kolegi od swojej własnej.

      D.

      Usuń
  32. [ Cześć, chciałabym zacząć wątek. Masz może jakiś pomysł na powiązanie? ;) ]

    Julia Jones

    OdpowiedzUsuń
  33. [Wątki męsko-męskie zawsze szły mi odrobinę lepiej, więc warto zaczepić się o taką relację. Skoro preferujemy dramaty, dramat stwórzmy. Chętnie zacznę, jeśli tylko podrzucisz mi jakiś pomysł.]
    Francis

    OdpowiedzUsuń
  34. [Błąd w obliczeniach, matma nigdy nie była moją mocną stroną, szczególnie, gdy myślę o 2016. Poprawione już, dziękuję.
    Czy Louis zdawałby sobie sprawę z tego, że Francis znał jego ojca? Mógł widzieć stare fotografie chociażby. Tylko pytanie brzmi: jak zrobić z tego relację między nimi? Louis mógłby chcieć dowiedzieć się czegoś na temat ojca, ale co dalej, jak to ciekawie rozwinąć? Dla mnie to czym większy dramat, tym lepiej. Nie wybrzydzam.]
    Francis

    OdpowiedzUsuń
  35. [Co Ty na to, żeby w czasach szkolnych, ojciec Louisa miał przelotny romans z Francisem? Nic poważnego, oczywiście, ale kilkakrotnie w łóżku wylądowali. Francis mógłby później mówić, że jest przeklęty przez tych Wallshów, bez względu na pokolenie. Romans międzypokoleniowy!]
    Francis

    OdpowiedzUsuń
  36. [Francis to nie z tych, co robią coś z dobroci serca albo w ogóle z myślą o innych, więc opcja druga póki co, racji bytu raczej nie ma. Natomiast pierwszą możemy ciekawie rozwinąć. Wycieczka do Salem to dobry start, wolne wieczory, zwiedzanie ukrytych, zaczarowanych miejsc daje nam możliwość pozostawienia panów we dwójkę. Możemy założyć, że Louis wie o Francisie, a przynajmniej tyle, że znał jego ojca i pewnego wieczoru przyjdzie do jego pokoju, chcąc zadać kilka pytań. Francis prawdopodobnie go pogoni, zbyt zajętymi własnymi sprawami, ale wtedy coś się może zdarzyć - może zostać zorganizowana spontaniczna zabawa albo mogą zobaczyć coś w oddali, co ich zainteresuje bądź zmusi do ucieczki, więc mieliby sposobność spędzenia czasu w samotności. Mógłby też zostać przeprowadzony atak na ich grupę - grono nauczycielskie wyruszyłoby chronić uczniów, a po odpędzeniu oblężenia, Francis wróciłby z jakimiś powierzchownymi ranami, nie chcąc by żaden uzdrowiciel się nim zajmował. Wtedy do akcji wszedłby Louis, który uparcie twierdziłby, że poradzi sobie w kilka sekund. Zostałby oczywiście dłużej, może wypiliby razem ognistą whisky, a stamtąd niedaleko już do opowieści z młodych lat.]
    Francis

    OdpowiedzUsuń
  37. [Czy Rhys już całkowicie zniknął? Czy może ja nie mogę go znaleźć? Jeżeli zniknął to czy jest w ogóle jeszcze jakaś szansa na wątek między moją postacią, a Louisem? Z tego co pamiętam zostawiłam odpowiedź pod kartą Rhysa, a później słuch o autorce zaginął. Dopiero dziś odkryłam, że nie widzę karty Rhysa i zastanawiałam się czy czekać na jakikolwiek odzew czy dać sobie spokój :)]

    OdpowiedzUsuń
  38. [Ano pajączek, który, moim skromnym zdaniem, ma szansę wypaść najlepiej. c: Ślicznie dziękuję za przywitanie, postaram się zastosować do rady ii powiem jeszcze tylko, że bardzo estetyczna karta, podziwiam.]

    #Milo

    OdpowiedzUsuń
  39. [Może to wina imienia, bo powtarzać kart w zwyczaju nie mam.
    No tak, tu się też trochę mylisz, bo Cydowi bardzo dobrze z tym, jak się sprawy mają. Ale ostrzegam, zna parę brzydkich zaklęć i lubi wymachiwać różdżką jak pociosany, więc żeby czasem nie miał wizji Louisa lądującego na ścianie w ramach zemsty za odbieranie punktów Puchonom. Puchoni, zwłaszcza tacy jak Cyd, bardzo lubią swoje punkty.]

    Cyd

    OdpowiedzUsuń
  40. [Dawaj, zobaczymy, kto zna lepsze zaklęcia.
    (Coś mi się wydaje, że Cyd honorowo wyleci z Hufflepuffu, jeśli straci za dużo punktów.)]

    OdpowiedzUsuń
  41. [Jezu, ja miałam Antona brać na twarz Sandersa!
    Dzięki Chęć na wątek zawsze się znajdzie, w tej chwili gorzej tylko z pomysłem, ale zdecydowanie Louis przypadł mi do gustu. Kwestia tego, czy wolisz wątki damsko-męskie, czy męsko-męskie. :D]

    Sanders/Ridley

    OdpowiedzUsuń
  42. [Przybywam tutaj, bo skonfrontowanie cholerycznego Louisa z moim niepokornym i leniwym Mattem wydaje się stwarzać idealne warunki dla burzliwych dyskusji nad projektem miotły. :) Tak się zastanawiam, czy najlepiej zacząć od początku, czyli Matt i jego notatki, papierzyska oraz szkice zwracają na siebie uwagę Louisa, czy raczej jesteśmy już w ferworze walki, ale prace nie posuwają się naprzód tak, jak chłopcy by sobie tego życzyli. Jakie jest Twoje zdanie na ten temat?]

    Jenkins

    OdpowiedzUsuń
  43. [Powiem ci, że teraz nie widzę dla Sandersa innej twarzy, niż Felixa, idealnie się zgrali. :D
    Mam taki stary wątek, którego niestety nie udało mi się dokończyć, a był bardzo obiecujący. Otóż, Ellen (lub Reece, aczkolwiek do Ridley był on dostosowany) przypadkiem znajduje plany podziemi, w których przed laty ukryte było zwierciadło Ain Engarp i kamień filozoficzny. No dobra, może nie znalazła, a zwędziła, ale po prostu nie mogła przejść obojętnie, jednak mniejsza o to. Podczas próby dostania się na trzecie piętro wpadłaby na Wallsha, z którym miałaby lepsze lub gorsze stosunki — to akurat do ustalenia — ale udałoby jej się go przekupić. A raczej, on postawi jej ultimatum, że albo go wtajemniczy, albo odbierze jej punkty czy coś.
    Reszta wątku polegałaby na przedzieraniu się przez klapę w podłodze i całą resztę korytarzy, w których nie byłoby przeszkód zastawionych przez nauczycieli, ale mogłoby być coś innego. Przecież nikt nie powiedział, że nie mogły się tam zalęgnąć jakieś małe potworki albo inne cholerstwo. A i samo zwierciadło wcale nie musiało zostać przeniesione.
    Co ty na to?]

    Ellen&Reece

    OdpowiedzUsuń
  44. [Spoko, ale jakby co, to do Sandersa też da radę to dostosować, bo też bez mrugnięcia okiem by ukradł coś z kartoteki woźnego, gdyby miał tam szlaban czy coś. XD]

    OdpowiedzUsuń
  45. [Dobra, to dawaj u Sandersa. Mi to w sumie rybson, a skoro tobie lepiej idą męsko-męskie, to proszę bardzo. :D]

    OdpowiedzUsuń
  46. Sobotnie poranki zdaniem Matthewa najlepiej spędzać było w łóżku, na śniadanie schodząc o takiej godzinie, że w zasadzie można je było uznać za lunch. Dlatego też chłopak sam był nieco zdziwiony swoją obecnością w Wielkiej Sali o stosunkowo wczesnej porze. Wczorajsze granie w Eksplodującego Durmia wraz ze współlokatorami do późna przysporzyło mu fryzury godnej szalonego wynalazcy i oczu wielkości małych szparek, którym starał się w miarę uważnie śledzić tekst rozpostartej przed nim ksiegi. Jednak skomplikowane zapisy inkantacji i zawiłe procesy ich wykorzystywania nie zagrzewały miejsca w mózgu Jenkinsa na długo. Głupie marzenie o wyprodukowaniu miotły, która pod względem szybkości i zwrotności pobije wszystkie inne modele aktualnie dostępne ma rynku, zdecydowanie nie leżało w zasięgu jego długaśnych rąk. Matt miał w głowie naprawdę dokładną wizualizację tego, co chciał osiągnąć, ale jak przyszło do realizacji planu, wszystko się posypało, a on nie potrafił znaleźć sposobu na poskładanie informacji do kupy. Jakby jego biedny, gryfoński umysł nie był w stanie ogarnąć tego wszystkiego na raz.

    Mógł wyglądać inteligentnie z nosem w książkę, zakopany w skrawkach pergaminu, na których pozapisywał mniej lub bardziej wyrywkowe informacje. Prawda była taka, że od kilkunastu minut bardziej zajmujące było robienie głupich min do siedzących nieopodal piątoklasistek, niż uparte dążenie do zapewnienia sobie godziwej przyszłości poprzez podbicie rynku miotlarskiego. Cóż, Jenkins miał lat szesnaście, a co za tym idzie pstro w głowie, i częściej niż rzadziej zmieniał zdanie, rezygnował i podejmował kolejne próby, by zaraz i tak zarzekać się, że rzuca to wszystko w cholerę.

    Już prawie udowodnił chichoczącym dziewczętom, że potrafi dotknąć językiem końca swojego nosa, kiedy napatoczył się prefekt Krukonów. Matt zadarł brwi w górę. Musiał wyglądać dość komicznie, zważywszy na to, że wciąż miał wywalony język na wierzch. Widząc jednak, kogo ma przed sobą, Gryfon odchrząknął, zamknął buzię i przybrał najbardziej profesjonalną i poważną minę, na jaką było go stać.

    - Jestem grzeczny, jak nigdy dotąd, przyczyniając się tym samym do wygranej najlepszego domu w Hogwarcie - odparł bez zająknięcia, puszczając oko do piątoklasistek. Wzrok ponownie przeniósł na Louisa. - Jeśli już musisz wiedzieć, to zamierzam stworzyć najlepszą na świecie miotłę - powiedział z pewną dozą nonszalancji, jakby chciał przekonać Krukona, że dla niego to bułka z masłem. Jako że tak naprawdę błądził niczym dziecko we mgle, zaczął pospiesznie zbierać swoje śmieci w obawie, że Wallsh zainteresuje się czymś za bardzo i nie daj Merlinie, wytknie Mattowi błędy (a była ich masa). Krukońskie wymądrzanie się było ostatnim, czego Jenkins potrzebował.

    Jenkins

    [Mam nadzieję, że styknie. Na tablecie jakoś nie umiem ocenić długości odpisu.]

    OdpowiedzUsuń
  47. Po raz pierwszy od dwóch lat nie miał absolutnie żadnej ochoty na opuszczanie zamku w piątkowy wieczór. Odkąd w piątej klasie wrócił wysoki i wyględny, ludzie nagle zaczęli wszędzie go zapraszać i traktować jak równego koleżkę, z którym warto spędzać czas. Nie żeby jakoś szczególnie mu to przeszkadzało ─ teraz, w siódmej klasie, już w ogóle miał nadzieję na niezapomniany rok ─ ale pojawiła się wyjątkowa okoliczność. Czasem żadna impreza nie jest warta poznania naprawdę fascynującej tajemnicy, o której dotychczas słyszało się jedynie z opowieści.

    Zaczęło się od szlabanu, który dostał ─ jakżeby inaczej ─ za niewinność. Woźny nie zrozumiał, że upiorogacek rzucony na szczyla z drugiej klasy miał być karą za męczenie Prota, nie rozrywką agresywnego siódmoklasisty, ale co miał na to poradzić? Kazano mu uporządkować stare kartoteki (swoją drogą, mogliby postarać się o zmianę repertuaru szlabanów...), co zapowiadało naprawdę romantyczny wieczór w pokoiku woźnego.

    Po dwóch godzinach udręki natrafił jednak na coś, co zupełnie odmieniło... właściwie wszystko. Złożony niedbale pergamin z początku wydał mu się zwykłym śmieciem, starym planem jednego z pięter Hogwartu, jednak gdy przyjrzał mu się dokładniej dostrzegł, że to wcale nie byle mapka. Nie zastanawiał się długo, po prostu schował znalezisko do kieszeni szaty i zamierzał zbadać teren, który przedstawiał rysunek, właśnie tego piątkowego wieczora.

    Bardzo cieszyły go pustki panujące na korytarzu, oznaczały bowiem, że nikt nie przeszkodzi mu w poznaniu tajemnicy trzeciego piętra. Wprawdzie funkcjonowało ono teraz w miarę normalnie, mieściły się tam trzy zapasowe klasy, ale to zamknięty korytarz był zdecydowanie najbardziej intrygujący. Pomimo tego, że kamień filozoficzny został zniszczony, drzwi prowadzące do klapy w podłodze nadal nie zostały otwarte.

    Ale oczywiście ktoś musiał mu przeszkodzić. I oczywiście musiał to być prefekt. Czy te odznaczone gogusie miały jakiś radar wbudowany w przypinkę? Zawsze pojawiali się w najmniej odpowiednim momencie, a Sanders naprawdę nie potrzebował ani towarzystwa, ani kłopotów.

    ─ Syczenie, jakież to oryginalne, Wallsh ─ skwitował ironicznie, obserwując jak schody zatrzymują się w wyznaczonym miejscu. Dobrze, że nie zdążył wyjąć mapy, inaczej na pewno nie udałoby mu się wywinąć. ─ Nie wściubiaj dzioba w nieswoje sprawy, Kruczku. Nie masz przypadkiem do odbębnienia jakiegoś patrolu w lochach?

    Reece

    OdpowiedzUsuń
  48. [Serio? Rzadko się to imię spotyka, a zdecydowanie ma w sobie to coś.
    Coś czuję, że Louis byłby ulubionym prefektem Stellana, ale tylko jeśli chodzi o utrudnianie innym życia. ;P]

    Stellan

    OdpowiedzUsuń
  49. [Przychodzę w sprawie wątku. Podałbyś mi może maila do obgadania wszystkiego? :)]

    Leoś

    OdpowiedzUsuń
  50. [Jeśli piszesz się na coś, w czym uprzykrzaliby sobie nawzajem życie (ale to wszystko tak z miłości, oczywiście, Stellan jest za dobrym dzieckiem, żeby mieć z kimś naprawdę na pieńku, jeśli to nie jest Ślizgon), to możemy myśleć jak najbardziej.]

    Stellan

    OdpowiedzUsuń