6 lipca 2016

autobus odjeżdża o siódmej, nie ma czasu na rozpacz



Viggo Vallberg
VII — Slytherin — kapitan drużyny — obrońca

Skóra potrzebuje skóry. Dłoń potrzebuje dłoni, a usta potrzebują ust. W chwili, w której się odnajdą, nie potrzebują już niczego więcej. To poczucie sytości, doznanie spełnienia, wrażenie, że są pełne i pełnymi pozostaną. Kiedy człowiek odnajdzie drugiego człowieka, nagle otwiera oczy i wie, że uczucia są ważne. Że ludzie powinni je mieć. I tak, mają w sobie całą paletę uczuć, od najmniej skomplikowanych po te najbardziej niezrozumiałe. Niektórzy z nich mają ich więcej od innych. Świat dotyka tych ludzi głębiej. Czują, jakby próbował zanurzyć się w nich do połowy, krzycząc im do ucha, że tyle jest zła, tyle cierpienia, tyle bólu, a on podaruje im je wszystkie na podobieństwo niechcianego prezentu. Da im je — proszę, bierzcie — i wtedy wynurzy się, i odejdzie. I wtedy zostaną sami z całym nieszczęściem, jakie tylko może spaść na człowiecze barki. W ich oczach każdy dzień będzie poniedziałkiem, w którym autobus odjeżdża za szybko, a guma przykleja się do podeszwy buta. Aż w końcu nic już z człowieka nie zostanie. Aż w końcu człowiek się wyłączy, odejdzie na krok od siebie i tak mu będzie obojętnie, że zrozumie, że nie ma czasu na rozpacz. Właściwie — że nie ma czasu na uczucia.

Uwaga! Silny charakter.

65 komentarzy:

  1. [ Dla moich postaci nie ma silnych charakterów. Pamiętam, że mieliśmy mieć wątek na Spring Suburbs, ale blog padł, więc może na Kronikach nam się uda w końcu? Nowa postać jest ciekawa, życzę dobrej zabawy i wielu wątków :) ]

    Silas Mulciber/Rhys Skeeter/Audrey Miller

    OdpowiedzUsuń
  2. [Bardzo enigmatycznie, bardzo ładnie. Gdyby nie dopisek, nie wiedziałabym nic. Mimo wszystko umiejętnie intrygujesz i wybrałaś przepiękne zdjęcie, chociaż nie potrafię sobie wyobrazić tego pana w garniturze ze zdjęcia na miotle dowodzącego drużyną.]

    Adalyn/Alastair

    OdpowiedzUsuń
  3. [Ja już kojarze Twój nick z takim pięknym pisaniem, jak karta tu wyżej. Bardzo cudownie czyta mi się takie rzeczy. Szczególnie, że sama zawsze staram się czegoś takiego dokonać. Mi nie wychodzi, jak Tobie. Witaj, czy chęć na wątek posiadasz?]

    Solene // Lenard // Aaron

    OdpowiedzUsuń
  4. [Mam słabość do postaci z końcówką "berg" w nazwisku Może dlatego, że sama takową prowadzę. Nie wiem. Ale nie spodziewałam się Ślizgona w twoim wykonaniu, których cenię bardzo, a silne charaktery jeszcze bardziej. Powodzenia z nową postacią.]

    A. Winrose

    OdpowiedzUsuń
  5. [Cześć, życzę wspaniałej zabawy i trylionów wątków ;)]
    Logan Linley

    OdpowiedzUsuń
  6. [To nie twoja wina! To ja! Ale proszę, nie obrażaj się, bo kartę Vincenta przeczytałam i przysięgam, że planowałam na powitanie odpisać, a nawet czytając o Viggo wiedziałam, że z kimś już kojarzę ten tajemniczy styl. Po prostu po powrocie na bloga zadecydowałam, że najpierw powitam świeżą krew (która okazała się nie taka znowu świeża), a Viggo wyjątkowo wpadł mi w oko (twoje postaci niezwykle przyciągają tajemnicą), chociaż nie uważam, że jeden z twoich panów V jest lepszy od drugiego. Może dlatego, że jeszcze nie miałam okazji żadnego porządnie poznać? c:]

    Alastair

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S.: nie wiem czy to co napisałam jest w ogóle składne i zrozumiałe, jeśli nie to przepraszam, ale na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że świętowałam dzisiaj urodziny.

      Usuń
  7. [To zależy, jakie wątki preferujesz. Lenard jest typowym Hiszpanem, głośnym i radosnym. Aaron potrafi znienacka wpaść w szał, a życie wręcz oddał nauce i sztuce, a Solene siedzi głównie w czarnej magii. Zależy czego szukasz]

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Polecam Rhysa, bo on sam ma dość trudny charakter, więc może być ciekawie, a jeśli nie to możesz zaczekać aż opublikuję nową postać i wtedy zadecydujesz. Ja nie lubię narzucać postaci i najchętniej wątkowałbym wszystkimi naraz :) ]

    Rhys Skeeter

    OdpowiedzUsuń
  9. [Być może tak jest. W każdym razie czuję się mile zaskoczona.
    Oj, przyda się. A może chcesz jakieś wątek z nauczycielem, co? Czy raczej nie piszesz się na takie rzeczy?]

    A. Winrose

    OdpowiedzUsuń
  10. [Wow, jak zwykle jestem pod wrażeniem. Świetnie napisania karta! Uwielbiam prostotę, więc pod względem wizualnym też mi się podoba. Powodzenia z drugą postacią! ;)]

    Jemma/Molly/Maxine/Declan

    OdpowiedzUsuń
  11. [ Jeśli masz jakiś pomysł na powiązanie czy cokolwiek, to pisz. Jak coś, to będziemy to modyfikować :) ]

    Louis Wallsh

    OdpowiedzUsuń
  12. [ Zdarza mi się zrozumieć tekst nie tak, jak potrzeba. Na szczęście dość rzadko. Możemy im zrobić wątek na zawodach w Quidditchu. Mój pan jest fanem tego sportu chociaż sam nie jest w drużynie. Przypuśćmy, że gdzieś odbywają się Mistrzostwa Wielkiej Brytanii w Quidditchu i nasi panowie się tam spotkają, a to jak potoczy się akcja będzie zależeć w dużej mierze od tego jaka relacja będzie ich łączyć. Możemy iść w spokojny wątek, który będzie opierać się na oglądaniu meczy i odwiedzaniu gospód lub też wymyślić wątek przepełniony akcją, w którym nasi panowie zostaną narażenia na niebezpieczeństwo, bo tam gdzie jest dużo ludzi znajdą się też i tacy, którzy chcą namieszać. ]

    Louis Wallsh

    OdpowiedzUsuń
  13. [Jestem fanką silnych charakterów, więc biorę Viggo. Niewiele o nim wiem, więc najpierw zapytam, czy masz może jakiś pomysł jak naszych panów połączyć?]

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Jasne że poszedłby na coś takiego.]

    Louis

    OdpowiedzUsuń
  15. [ Strasznie dużo nazbierało mi się tych zaczęć, więc miło byłoby mi dostać jakieś :) Nie musisz się śpieszyć :) ]

    Louis

    OdpowiedzUsuń
  16. [To ja Ci niedługo coś podrzucę. A przynajmniej postaram się, bo na linii nauczyciel-uczeń nigdy nie szło mi rewelacyjnie. c:]

    A. Winrose

    OdpowiedzUsuń
  17. [Jestem jak najbardziej za. Chyba stosunkowo łatwiej będzie nam coś wymyślić na linii Viggo-Holly. Chcemy oprzeć ich relacje na qudditchu? W tej materii dobrze się składa - Vallberg jest kapitanem, natomiast Vermilion pałkarzem, z tym, że ten drugi po wakacjach będzie przejawiał skłonności do niżowej gry, co w zasadzie wcześniej mu się nie zdarzało. Z drugiej strony nie wiem, czy opieranie fabuły jedynie na grze jest stosowne, więc może zróbmy tak - powiedz jaka relacja Cię interesuję, a ja coś wymyślę, by sprostować twoim oczekiwaniom. Mów cokolwiek co przychodzi Ci do głowy ;)]

    ślizgońska Holly

    OdpowiedzUsuń
  18. [ Ja też się muszę rozkręcić c; ]

    Tłum, tłum i jeszcze raz tłum. Louis, przyjeżdżając na miejsce Mistrzostw Wielkiej Brytanii w Quidditchu, wiedział, że będzie tam dużo ludzi. Z początku było znośnie, jednak z biegiem czasu zaczęło robić się tłoczno. Wallsh rozstawił swój namiot na wzgórzu, z którego można było dostrzec ogrom istot, kotłujących się u podnóża. Morze głów falowało, gdy horda podekscytowanych czarodziejów przemieszczała się z jednego miejsca na drugie. Można było się przyglądać temu hipnotyzującemu widokowi w nieskończoność i Krukon zapewne siedziałby zafascynowany dalej, gdyby nie głos jego koleżanki, oznajmujący zrzutkę na Ognistą. Chłopak dołożył kilkanaście galeonów i wiedział, że czeka go świetna zabawa. Nie miał natury imprezowicza i nie przepadał za alkoholem, ale wziął pod uwagę to, że były spędzał już ostatnie wakacje jako uczeń Hogwartu i nie zaszalał jeszcze ani razu.
    Siedział na ziemi delektując się zimnym wietrzykiem, który delikatnie smagał jego twarz. Miał nadzieję, że wiatr się nie nasili, bo bardzo chciał zobaczyć rozgrywki, a to przeszkodziłoby w mistrzostwach. W końcu jednak postanowił się ruszyć, by rozprostować nieco kości. Przeszedł kilka kroków, ale szybko zdecydował, że wejdzie do namiotu i coś poczyta. Chłopak nawet teraz w wakacje nie mógł obejść się bez swoich podręczników do OPCM i kilku książek opisujących tajniki czarnej magii, którą się fascynował. Nawet nie zauważył, kiedy jego oczy się zamknęły.
    Obudziły go hałas dobiegający z zewnątrz. Na początku nie chciał wychodzić, ale po chwili narzucił na siebie ciepłą bluzę i znalazł się poza namiotem. Będąc na otwartej przestrzeni, pomimo późnej pory, zewsząd dochodziły do niego dźwięki. Jakaś grupka młodych czarodziejów bawiła się przy rozpalonym ognisku, zakochana para udała się na romantyczny spacer a jeszcze inna urządzała dzikie harce w swoim namiocie. Westchnął, rozkoszując się zimnym i orzeźwiającym powietrzem. Przeszedł kilka kroków, lecz zatrzymał się, gdy tuż przed nim pojawiła się znana z widzenia twarz. Przez chwilę wpatrywał się w chłopaka, próbując przypasować mu jakieś imię i nazwisko, niestety nic nie przychodziło mu w tej chwili do głowy.
    – Co ci w niej nie pasuje? – zapytał dla zagajenia.

    Louis Wallsh

    OdpowiedzUsuń
  19. Nerwy Halliwella są w strzępkach. Mocniej czuje każdą porażkę i właściwie nie wie dlaczego pojawia się na boisku o wyznaczonej przez Viggo godzinie. Punktualny jak w zegarku. Bez spektakularnych wejść towarzyszących mu niegdyś non stop. Ich zabieg był zresztą oczywisty – miały podkreślić jego zajebistość, choć w tym wypadku czas przeszły jest doskonałym odbiciem zachodzących w nim zmian. Stacza się. Idzie na dno i nie może się od niego odbić.
    Gra, by zachować ostatnie szczątki normalności, jednak te roztrzaskują się jak szklanka strącona łokciem. Jest pusty i nie ma w nim w życia. Nie czuje niczego, kiedy jego włosy, twarz i ręce są smagane przez porywisty wiatr chłodnego, pozornie otrzeźwiającego wieczora. W powietrzu unosi wilgoć i zapach mokrej ziemi. Ilość chmur na nieboskłonie przekroczyła normatywną liczbę. Zaraz zacznie padać. Ta myśl zajmuje jego myśli i długo go je nie opuszcza.
    Drżące dłoń kurczowo ściska trzon miotły wraz z irytującym piskiem gwizdka odbijającym się od jednej strony czaszki po drugą. Koniec treningu traktuje z nijaką ulgą. Ląduje, choć jest w zasadzie bliski stracenia równowagi i tym samym panowania nad swoim niezawodnym sprzymierzeńcem, który powoli wykazuje brak tolerancji na magiczną niesprawność swojego właściciela.
    Zmierzcha, a Holly marzy tylko o chłodnym prysznicu i ewakuacji jak najdalej od stadionu, który ostatnimi czasy pobudza do życia ambiwalentne emocje, prawdziwą mieszankę i za każdym razem wzbicia się na miotle w przestworza chyli się ku wybuchu.
    Zaciska dłoń na pałce, która wciąż znajduje się w jego dłoni, gdy słowa Vallberga przecinają ze świstem powietrze, wysyłając całkowicie na spoczynek ostatek cierpliwości Vermiliona. Przeszywając go na wskroś swoim chłodem niczym lodowe sople. Właściwie nie ma żalu do kapitana, że trenuje ich na pełnych obrotach, wyciskając z nich siódme poty. Wycisk fizyczny działa pobudzającą na wykończoną, a właściwie dogorywającą psychikę i chyba tylko dla tych pieprzonych pompek i paru kółek wokół stadionu przychodzi na treningi, co w jego odczucie na dłuższą metę staje się wręcz irytujące.
    — Spierdalaj, Vig — mówi pozornie spokojnym głosem, acz można doszukać się w nim czegoś na wzór złości i rozczarowania samym sobą. Ponadto jest szorstki niczym papier ścierny. Sprawnie zaciera różnicę między tym co było, a tym co jest. —To twoja strategia jest o dupę rozbić, a nie moja gra — dodaje, wbijając pewne spojrzenie w kanalię, która nadepnęła mu na odcisk. Przyznanie się w tej materii do winny jest jak chodzenie po rozżarzonym węglu, choć z drugiej strony Ślizgon ma pełną świadomość, że żale adresowane w jego kierunku przez wypełnione jadem słowa kapitana nie są dziełem jego widzimisię i ludzkiej potrzeby wytknięcia kogoś palcem, a prawdziwym, przytłaczającym Vermiliona problem. — I jeszcze raz nazwij mnie Holly, to sam oberwiesz pałką. — Na potwierdzenie swoich słów celuje w Viggo tym kontrowersyjnym w magicznym świecie narzędziem zbrodni. Zdecydowanie ma ochotę przemeblować tą obrzydliwie drażniącą twarz i to w paru miejscach. Dekorator wnętrz jest z niego doprawdy niezły.
    Prycha, spluwa na murawę i, omijając kapitana szerokim łukiem, jakby pewny, że ten jest w stanie wprowadzić swoją groźbę w czyn, idzie do szatni, by zrzucić z siebie przepocone ubrania i reanimować przynajmniej w minimalnym stopniu zszargane nerwy, mimo że ma świadomość, że do tego potrzeba najprawdziwszego cudu. Po drodze składa narzędzie zbrodni do kufra ze sprzętem do gry.

    dzwoneczek-Holly

    OdpowiedzUsuń
  20. [ Louisowi chodziło o to, co nie pasuje Viggo w północy, gdyż usłyszał jak chłopak mówi Pieprzona północ :)
    I nie śpiesz się z odpisem, próbuję na czysto wyjść na tym blogu i jestem coraz bliżej :) ]

    Liouis Wallsh

    OdpowiedzUsuń
  21. [O ja, niedobra!
    Twoje postacie są zawsze tak piękne, że aż nie mogę się napatrzeć. I nie mówię tylko o zdjęciach. <3]

    Ridley

    OdpowiedzUsuń
  22. [Jestem i wcale przed tym wątkiem nie uciekam, ba, nawet miałam pytać! Zaczynamy od zera czy poszukujesz może kogoś do powiązań?]

    Ridley

    OdpowiedzUsuń
  23. [Dobra, mam taki jeden pomysł, oby na piśmie brzmiał tak samo, jak w mojej głowie.
    Zacznijmy od tego, że Ridley i Vallberg nigdy nie mieli ze sobą jakichś szczególnych spin, właściwie to się nawet lubili i pomimo przynależności do wrogich domów (Ellen gardzi tą całą wojną między Slytherinem a Gryffindorem) zdarzało im się zamienić kilka słów albo odrobić wspólnie pracę domową. Na koniec szóstego roku doszło do bardzo dziwnej rozmowy, podczas której Viggo, powiedzmy, zwierzył jej się, że obecny kapitan drużyny Ślizgonów to kompletne beztalencie i sporo by dał, aby go zastąpić. Ridley pokiwała głową ze zrozumieniem i nawet go pocieszyła, mówiąc, że na pewno wkrótce ktoś zauważy, że tamten się nie nadaje.
    W wakacje Viggo dowiaduje się, że z powodu niezdolności dotychczasowego kapitana do pełnienia tychże obowiązków na kolejnym roku on zostaje mianowany. Z początku nic nie wydaje mu się podejrzane, ot, szczęście się do niego uśmiechnęło.
    I tu zacząłby się nasz wątek - na pierwszym treningu chłopak dostrzega Ridley siedzącą na trybunach i szybko domyśla się, że ona ma z tym coś wspólnego.
    Teraz tylko pozostaje kwestia, czy Viggo próbowałby wymigać się od zapłaty (czyli pójście w stronę relacji raczej negatywnej, bo z Ellen nie należy sobie pogrywać, zwłaszcza w takich kwestiach) argumentem, że wcale jej nie prosił o pomoc, czy raczej będą próbowali się dogadać i w międzyczasie ich relacje się... hm... mocniej zacieśnią.]

    OdpowiedzUsuń
  24. [Właśnie miałam pisać w tej sprawie, w końcu łatwiej coś w drużynie zorganizować, niż pomiędzy zupełnie skrajnymi domami oraz charakterami.
    Sanders nie jest zbytnio zbuntowany jeżeli chodzi o podporządkowanie się kapitanowi, jedyne wąty Viggo może mieć o wdawanie się w bójki przed meczami, a załóżmy, że Reece pałkarzem jest dobrym (wkłada całe serce w atakowanie innych :'D) i Vallberg nie chciałby być zmuszony do szukania zastępcy.
    Ale kompletnie nie wiem, jak zrobić z tego wątek, żeby nie skończył się jedynie na czymś w rodzaju "Nie bij się z innymi" "Okej, to pa". :v]

    Reece

    OdpowiedzUsuń
  25. Przemieszcza się do szatni. Pada na ławkę, gdzieś w szarym kącie, z dala od zasięgu wzroku kogokolwiek. Zdejmuje najpierw ciężkie buty, a potem przepocony strój treningowy. Zastępuję go luźnymi ubraniami, które nie mają nic wspólnego z tradycyjną, szkolną szatą. Zakładanie jej na przepocone ciało w końcu nie spotyka się z jego aprobatą. Jest już jedyną nogą przy wyjściu, acz zatrzymują go niechciane słowa. Viggo działa na niego jak czerwień na byka. Skutecznie wyprowadza go z równowagi, drażni, gra na nerwach jak wirtuoz, choć co prawda do talentu Ducenta sporo mu brakuje. W innych okolicznościach zapewne Halliwell przymknąłby oko na kierowane w jego stronę zniewagi przez te znienawidzone usta, ale teraz wszystko wychodzi na światło dzienne - cała złość, rozgoryczanie, bezsilność. Parszywa morda Vallberg potęguje te uczucia.
    Są sami. W małym pomieszczeniu, bo ta banda parszywych tchórzy ulotniła się stąd jakąś dobrą minutę temu, by czasem nie znaleźć się w polu rażenia ani jednego, ani drugiego, co mogło być iście bolesne w skutkach.
    — Darzę szacunkiem osoby, które na to zasługują — odpowiada niby to spokojnie, ale samo patrzenie na twarz Viggo sprawia, że śniadanie podchodzi mi do gardła. W głównej mierze jest odpowiedzialny za to również smród krwi. Unosi się dookoła, doprowadzając go sukcesywnie do szaleństwa. Zaciąga się gwałtownie powietrzem i zaraz go wypuszcza, uświadomiwszy sobie, że znajduje się parę właściwie nic nieznaczących centymetrów od kapitana, który zasłużył zdecydowanie na gorszy los niż płytka, krwawiąca rana.
    Zawsze można ją pogłębić.
    Zgrzyta zębami ze złości, wbijając chłód swoich tęczówek w odpowiedniczki Ślizgona.
    — Przykro mi, Vig, nie jesteś jednym z odbiorców. — Mruży oczy, chcąc zachować resztki godności. Odpycha od siebie kapitana, jakby to miało mu w tym pomóc. - Umyj się. Cuchniesz — rozkazuje, mimo iż nie jest na dobrej pozycji. Wyższa pozycja w hierarchii Vallberga obchodzi go w zasadzie tyle, co zeszłoroczny śnieg, a może i nawet mniej. Nigdy nie respektował tego palanta na żadnej płaszczyźnie i teraz też nie zamierza tego zmienić.
    Resztę jego słów zbywa, jakby w ogóle nie padły i nie ruszyły go w żaden sposób. Prawda jest zgoła inna. Zapiekły jak starta skóra na kolanie towarzysząca upadkowi, przy okazji potwierdzając jego wszelkie obawy - jest jedną nogą, aby pożegnać się z pozycją regularnego gracza, co kiedyś nie mieściło mu się nawet w głowie. Wykrzywia usta w coś na wzór uśmiechu, ale pojawia się na nich tylko jego parodia.
    — Kup sobie fabrykę chusteczek — doradza mu, cedząc słowa przez zęby. Zaciska dłoń na ramieniu rówieśnika i przyciska go w tym samym do ściany. — Potraktuj to jako przejaw troski, bo bez wątpienia przyda ci cię, jak rozryczysz się po przegranej — dodaje, a właściwie szepta mu prosto w ucho, pochylając się, by mieć lepszy dostęp do tej części ciała tego przychlasta. — Gdybyś miał jakiejkolwiek wątpliwości, matołku, sugeruję, zresztą całkiem słusznie, że twoja skompletowana na opak drużyna nie ma najmniejszych szans przeciwstawić się chociażby takim Kurkonom bez pomocy kogoś tak niezaprzeczalnie utalentowanego jak ja – dodaje skromnie jak zawsze, obnażający zęby w prowokacyjnym uśmiechu. Co z tego, że ostatnio wszystko, a już zwłaszcza ten zakichany talent szwankuje.

    Halliwell

    OdpowiedzUsuń
  26. [Przybywam, jak obiecałam i będziemy próbować coś sklecić, o!
    Z Vincentem można by dalej iść w jego uspołecznienie i wyciąganie ze skorupy przez Addie, w końcu biedni Puchoni w małej ilości powinni trzymać się razem, ale kurczę, nie mam żadnego dobrego pomysłu, ponieważ trochę się boję, nie chcę wytrącić Vinsa za bardzo z ram postaci i wciągnąć w sytuację, która zupełnie by do niego nie pasowała i nie przemawiała do ciebie jako jego autorki.
    Jeśli zaś chodzi o Viggo, wszystkie negatywne lub prawie negatywne relacje stoją otworem, a ostatnio trochę mi ich brakuje. Możemy pójść w III wojnę czarodziejów i śmierć któregoś z przyjaciół Viggo, który od tamtej pory obwiniałby za to częściowo Addison, stając się kimś w rodzaju jej cichego prześladowcy. Pojawiałby się w miejscach, w których nie powinno go być, gdy z reguły byliby sami, rzucałby różne aluzje, od których dostawałaby dreszczy, a podczas dziwnych, lekko niebezpiecznych incydentów, które wydawałyby się być dziełem przypadku, dawałby jej znać, że to nie do końca losowe zdarzenie. Wzbudzałby u Addie ogromny niepokój, wręcz strach, dużo większy niż w wypadku tych, którzy otwarcie ją atakują. Jednocześnie możemy spróbować zabarwić to nutką jakiejś niezdrowej fascynacji, która pchałaby ją w jego stronę. Z tym, że owca czasami może okazać się wilkiem ;)
    Inny pomysł też związany jest ze śmiercią przyjaciela, ale trochę inaczej. Możemy wykorzystać jakoś przeszłość, bo podejrzewam, że choćby w wieku jedenastu lat nie mogli się różnić aż tak bardzo jak teraz, kiedy ich charaktery nie były jeszcze do końca ukształtowane. Możemy założyć, że Viggo, Addison i jeszcze jedna osoba zaprzyjaźnili się, a różne domy nie zmieniły siły łączącej ich relacji. Jednak w lecie przed czwartym rokiem, gdy spędzaliby razem wakacje, mógłby wydarzyć się jakiś wypadek i ta trzecia osoba z ich paczki umarłaby. Nie byłoby przy tym nikogo prócz Addie i Vigga, więc wszyscy uwierzyliby w ich wersję, choć nikt nie wie, jak było naprawdę. Oni z kolei zdecydowali, że lepiej dla nich obojga będzie, jeśli zupełnie zerwą ze sobą kontakty, po ukończeniu szkoły każde pójdzie w swoją stronę, nigdy ponownie się nie spotkają i nie będą poruszali tego tematu. To taki zaczątek powiązania i trzeba by było dokładniej przemyśleć przebieg tego wypadku. Tak, naoglądałam się za dużo seriali kryminalnych xD
    Trzeci pomysł to coś w rodzaju frenemies. Możemy tutaj wykorzystać ten nieszczęsny Quidditch, który tylko podgrzewa ich wzajemną niechęć do czerwoności. Relacja w stylu bardzo się nienawidzimy, najchętniej byśmy się nawzajem ukatrupili, ale nie pozwolimy nikomu innemu, by to zrobił za nas. Oboje są mocnymi charakterami, choć w nieco innym znaczeniu, więc o cień sympatii byłoby między nimi trudno, zwłaszcza że rywalizacja uniemożliwiałaby nawet próbę porozumienia się, ale mogą mieć do siebie jakiś sentyment z przeszłości lub po prostu momentami lubią swoje sprzeczki, które stały się wręcz elementem rutyny i trudno byłoby im sobie wyobrazić dzień bez nich.
    Powiedz mi, czy coś z tego w ogóle by ci odpowiadało, czy nie bardzo i mam myśleć dalej, a może natchnęło cię to na jakiś lepszy pomysł :)]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  27. [Dawno nie widziałam Ulva na blogach i to jeszcze w tak... wyniosłej odsłonie, zawsze parowano go z typowymi bedbojami, co to brzydko mówio i fajki palo. Sama karta godna podziwu i pozazdroszczenia, dlatego jeśli będziesz chcieć, napiszmy jakiś wątek. <3]

    Ruth

    OdpowiedzUsuń
  28. [Gdy ma się siedemnaście lat sporo kręci się wokół płci przeciwnej i Ruth nie jest w tym przypadku wyjątkiem. Poza tym jakoś tak wyszło, że karta tak naprawdę kręci się wokół niego.
    Jakie relacje ci lepiej wychodzą/pasują? Chociaż wydaje mi się, że między Ruth a Viggo mogłaby narodzić się niejednoznaczna znajomość, oboje mają chyba problemy emocjonalne (Ruth na pewno w każdym razie) i mogłyby one rzucać nimi ze skrajności w skrajność.]

    Ruth

    OdpowiedzUsuń
  29. [Hehej. Karta świetna, ufam, iż ten talent przekłada się również na wątek i chciałabym osobiście się o tym przekonać.]

    Jeremy Morgan

    OdpowiedzUsuń
  30. [Adrenalina i masa niejednoznaczności to jest coś, czego mi potrzeba! Szerszej koncepcji brak, ale zaraz coś wymyślę (wymyślimy?). Odezwij się do mnie na mail, tam łatwiej będzie robić burzę mózgów. :D
    folia.amelinowa@gmail.com]

    Ruth

    OdpowiedzUsuń
  31. [Cześć! Dość długo nad tym myślałam i doszłam do wniosku, że lepiej będzie jednak zrezygnować z wątku :/ Nie zdawałam sobie sprawy, że może ci to przeszkadzać, nikt nie zwrócił mi na to uwagi, więc z góry przepraszam za te moje wariacje poczynione w wątku. Problem w tym, że odpisując tobie, strasznie bym się stresowała, żeby niechcący nie zrobić tego ponownie, a wątek powinien sprawiać przyjemność, nie wprawiać w przerażenie z powodu możliwości zdenerwowania współautora ;) Mam nadzieję, że rozumiesz i się na mnie nie gniewasz!]

    Addie

    OdpowiedzUsuń
  32. [Rozmach rozmachem, jak ma się zbyt wiele rzeczy na głowie, to aż przyjemnie uciec w fikcję. Zważywszy na to, że mnie zbyt dużo osób ostatnio opuściło. Swoją drogą, zdążyłam się przyzwyczaić.
    Ah, i pierwotnie Jovan miał się zwać Vincentem, ale zgadnij kto mi podkradł pomysł.
    Czwartej nie będzie, na szczęście zabrania regulamin. A i niestety moim ulubionym zajęciem jest wymyślanie postaci, więc rodzą się po to, by istnieć, ale też po to, aby nikt z nimi nie chciał pisać, bo nie trafiają w ludzkie gusta. Chociaż Jovana się to pewnie nie tyczy.]

    Nadgorliwy Hamilton

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Swoją drogą, chodź na fabułę!]

      Usuń
  33. [Zacznę personalnie. Odnoszę dziwne wrażenie, że się poznaliśmy? A może to tylko zgubna, ale w tym niepokojąca intuicja.
    Wracając... nie chciałabym iść utartą ścieżką Quidditcha, ale też za wiele o Twoim bohaterze nie wiem, aby wyjść z ugruntowanym w historii czy realiach obu chłopców pomysłem. I Viggo i Jovan są na VII roku, dzielą ten sam kolor szaty, więc uznaję, że i znają się przynajmniej w stopniu akceptowalnym do określenia konkretnej relacji. Jeśli nie oficjalnie, to podskórnie jeden drugiego irytuje, podziwia, fascynuje się i inne, konkretniejsze emocje. Z naszej strony mogę zaoferować uczucia bazujące na zaintrygowaniu, ale też potrzebie odkrycia tajemnicy, którą kryje w sobie Viggo. Jovan mógł do tej pory interesować się jego osobą w stopniu większym niż przeciętny, co i tak byłoby anormalne ze względu na skryty egocentryzm Hamiltona. Postawiłabym więc na relację, w której mój chłopiec zostaje przyłapany przez Twojego bohatera na czymś, co zagrażałoby Hamiltonowi utrzymaniu pozycji prefekta. Choć Jovan zdecydowanie nie nadaje się na ofiarę i osobę poddaną komukolwiek, w tym przypadku musiałby postawić się własnej naturze i wycofać się z pierwszego planu. Wzrastająca irytacja zaistniałą sytuacją, ale też i nieumiejętność gry z osobą, której praktyczie nie zna, doprowadziłyby go pewnie do skrajnych stanów emocjonalnych.
    Wiem, wyszło bardzo psychologicznie, chyba zbyt uczuciowo, ale jeśli sprzedasz mi choć mało ważne fakty z życia czy funkcjonowania w szkole Viggo, stworzę coś konkretniejszego. I jeśli poplątałam składnie czy uciekłam w werbalizm, to wina pisania z telefonu.]

    Jovan Hamilton

    OdpowiedzUsuń
  34. [Tak, to była świetna idea, ale pożarły mnie obowiązki w tamtym czasie.
    Wspomniane zainteresowanie może być całkiem... proste. Wyobrażam to sobie w barwach codziennych relacji - ktoś coś o Viggo wspomina, on się dopytuje; obserwuje go na wspólnych zajęciach, czasami o nim pomyśli. Nic strasznego, przegiętego.
    Myślałam o wykorzystaniu działu z Zakazanymi Księgami, może ważeniu któregoś z niebezpiecznych eliksirów. Pomyślałam również o przedmiocie, nowym wynalazku, który przez władze szkoły został zbanowany - może coś w rodzaju elementu, który pozwala na zatrzymanie czasu dosłownie na minutę, podczas której ułatwione jest ściąganie na egzaminach?
    To już wtedy problem Hamiltona. Co Ci siedzi w głowie?]

    Jovan Hamilton

    OdpowiedzUsuń
  35. [ Hej :)
    Masz może ochotę i miejsce na jeszcze jeden wątek? :) ]

    Dante Faust

    OdpowiedzUsuń
  36. [Twoich kart nie da się pomylić z żadnymi innymi. Obie są zabójczo piękne.
    Nie wiem, czy jest sens, żebyśmy coś tu tworzyły, z Twoim zastojem, moim brakiem czasu i faktem, że ze wszystkich moich postaci Axel jest najbardziej podobny do Alaina, który mi wyszedł w wątku z Tobą, ale i tak bym chciała, i chęć tę pewnie powinnam wepchnąć pod dywan.]

    Axel

    OdpowiedzUsuń
  37. [Ano. Aż mi głupio. Pierwsza wojna to chyba nie dla mnie, niestety.]

    Lestrange

    OdpowiedzUsuń
  38. [Pewnie, z wielką chęcią. Poszukujesz czegoś bądź widzisz między nimi konkretną relację, czy należy myśleć od podstaw?]

    S. Lestrange

    OdpowiedzUsuń
  39. [Dziękuję za przywitanie i życzę ciągłego trafiania właśnie na takie małe nic, co jednak dużo robi - takie są najlepsze]
    Adam Lee

    OdpowiedzUsuń
  40. [Chciałam zapytać o wątek, przeczytałam obie karty, żeby sprawdzić, który z panów byłby mi bliższy, ale obaj są, a co gorsza moja pewność siebie leży teraz w rynsztoku i chyba jej nie wydobędę. Pięknie słowami robisz, naprawdę.]
    Lorcan

    OdpowiedzUsuń
  41. [Wyzwania są dobre. Powiedz mi tylko, że jesteś z tych dobrych ludzi, co mają pomysły na wątki albo chociaż zalążki, bo ja zanim wpadnę na coś ciekawego, Lorcan będzie na emeryturze.]
    Lorcan

    OdpowiedzUsuń
  42. [Myślałam trochę w ten deseń, by Viggo, jako jeden z nielicznych, nie patrzył na Lestrange'a przez pryzmat starszego, lepszego brata, co więcej – ów wspomniany brat mógłby go irytować/czymś się narazić. Nie wiem, czy ten pan ma bardzo rozwiniętą chęć zemsty, niemniej mogliby nad czymś razem pokombinować; a kto zna go lepiej, niż rodzony brat? Ale, szczerze mówiąc, jestem onieśmielona pięknymi słowami z karty, więc jakbym zaczęła pisać jakieś bzdury, to krzycz.]

    Sweeney Lestrange

    OdpowiedzUsuń
  43. [Biegnę. Coś czuję, że Viggo może Adama zeżreć, ale może to być nawet zabawne.
    Masz jakiś pomysł?]
    Adam Lee

    OdpowiedzUsuń
  44. [Sweeney też właściwie nie należy do najbardziej mściwych osób na świecie, niemniej wiem z własnego doświadczenia, że pokrewieństwo często boli – i irytuje – o wiele bardziej, niż przewidują normy. Sween specjalnie się nie zwierza, raczej jest jedną z osób, co to tkwią na uboczu, ile widzisz, tyle wiesz. Szukającym jest bardziej dzięki zdolnościom niż chęciom (V. mógł to zauważyć albo coś); natomiast mój chłopiec pewnie traktowałby go z mieszanką podejrzliwości i zaciekawienia.]

    Sweeney Lestrange

    OdpowiedzUsuń
  45. [Chyba emocji, w ilościach hurtowych. Twoja karta jest bardzo enigmatyczna, ale myślę, że nasi chłopcy są od siebie zupełnie różni. Mogliby na wielu płaszczyznach uczyć się od siebie, jednocześnie rywalizując na boisku.
    Możemy też po prostu ustawić ich w jakiejś pozornie typowej sytuacji, na przykład spotkać ich w bibliotece i zobaczyć jak wątek potoczy się sam.
    Jak uważasz. Na co ty masz ochotę?]
    Adam Lee

    OdpowiedzUsuń
  46. [Oj, groźny. I lubi się wydzierać, dlatego to zdjęcie tak idealnie do niego pasuje.
    A Viggo jest ekstra, do tego ma twarz Ulva, więc w sumie ciężko mi go od razu nie pokochać. To co, klecim coś?]

    Harvey

    OdpowiedzUsuń
  47. [Poszłabym tutaj w kolejny wątek, jeżeli miałabyś chęć! Nawet mam pomysł, ściśle z quidditchem związany i w sumie na tym głównie oparty. No, jeszcze odrobina negatywnych emocji i szczypta rywalizacji. Wchodzisz w to?]

    Avery

    OdpowiedzUsuń
  48. [Artair swego czasu był ścigającym i to całkiem dobrym, w jego mniemaniu najlepszym i coś w tym mogło być, jego odejście było oczywiście wielka strata dla drużyny o co Viggo mógł się delikatnie mówiąc zdenerwowac, bo Avery odszedł bez słowa wyjaśnienia, zwalajac winę na drużynę, a teraz ma jeszcze czelnosc od czasu do czasu pojawiać się na treningach i mówić im co robią źle, jednocześnie podwazajac umiejętności kapitana. Czuję, że mamy w tym momencie napięcie pomiędzy nimi tym bardziej, że Vigg może być zwyczajnie wkurzony na Avery'ego, że do tej pory nie powiedział o co chodzi, a wcześniej mogli mieć stosunkowo dobrą relacje. Co Ty na to?]

    Artair

    OdpowiedzUsuń
  49. [Z tym u mnie średnio, ale a nuż się uda.
    Przy okazji innego wątku ustaliłam, że Harvs przez wybuchowy charakter stracił odznakę kapitana. Podejrzewam, że Viggo byłby tym niezmiernie rozbawiony i uszczęśliwiony, bo na pewno było między nimi ostro.
    Teraz Harvey chciałby odzyskać stanowisko, więc trochę podstawia nogi koledze z drużyny. Vallberg mógłby to zauważyć/dowiedzieć się z plotek I WTEDY:
    opcja A zakłada, że Viggo spróbuje udaremnić Campbellowi jego plany, bo z jakiegoś powodu dla drużyny Ślizgonów lepiej, żeby u Krukonów "władzę" sprawował obecny kapitan;
    opcja B natomiast polegałaby na tym, że Viggo z innych, tylko znanych sobie powodów, przez jakiś czas będzie pomagał Harveyowi, a później na przykład go podkabluje albo coś, no nie wiem.]

    Harvey

    OdpowiedzUsuń
  50. [Nie ma problemu; zwłaszcza, że jest to wyjątkowo trafne oddanie części charakteru starszego Lestrange'a, który faktycznie ma obsesję bycia najwyżej i najlepiej wszędzie, gdzie tylko się da. Chłopak mógł też w ogóle się z tym nie kryć – jako, iż uważa, że nikt nie może mu nic zrobić. Natomiast Sweeney na pewno nie pochwalałby zachowania brata, a okazja utarcia mu nosa z całą mocą trafiłaby do niego.]

    Sweeney Lestrange

    OdpowiedzUsuń
  51. [Artair niczego się nie boi, nawet V., i nawet jeżeli to samobójstwo to i tak ma czelność podważać jego umiejętności. Hej to jest być przekonany o swojej zajebistości, nie przemówisz :D]

    Artair

    OdpowiedzUsuń
  52. [Możee... Smaczkiem będzie sowita zapłata? Albo przysługa? To byłaby dobra kontynuacja wątku, zwłaszcza taka mało przyjemna. :D
    Ewentualnie Harvs mógłby go zaszantażować, ale to w sumie jak wolisz.]

    Harvey

    OdpowiedzUsuń
  53. [O Boże, nie, nie, nie. Pomimo chęci zdobycia punktów dla Krukonów nie dam rady z jedenastoma rozpoczęciami i mnóstwem odpisów :D (tylko na kronikach, nie wspominając o innych blogach ;D) Twoja kolej na rozpoczęcie... No, chyba, że poczekasz, trochę długo - lojalnie uprzedzam :D]

    Artair

    OdpowiedzUsuń
  54. [Uwielbiam wręcz. Spodziewaj się zaczęcia najpóźniej jutro do południa, ale na 99% pojawi się dziś wieczorem (Hari Pota w telewizji, pewnie mnie mocno natchnie, jak zwykle).]

    Harvey

    OdpowiedzUsuń
  55. [Pomysł zestawienia ze sobą reżimu Ślizgonów i swobody ducha Puchonów mi się podoba, ale jak chciałabyś to rozegrać? Podglądaniem się na treningach?]
    Adam Lee

    OdpowiedzUsuń
  56. [Mam problem, bo z Vincentem widzę ich tak, że byliby w stanie przesiedzieć w samotności dwie godziny i nie odezwać się do siebie słowem, a Vigga River by się bał. Tym samym to z nim widzę odrobinę większe pole do popisu (wiadomo, zastraszanie to zawsze świetny temat), ale na razie przychodzą mi do głowy same banały. Może Ty coś widzisz?]

    River

    OdpowiedzUsuń
  57. Harvey odnosił niepokojące wrażenie, że jego kroki, odbijające się echem od kamiennych ścian lochów, słychać w całym zamku.
    Zwykle nie zapuszczał się w te rejony, bo i nie miał nic do powiedzenia uczniom Slytherinu, w każdym razie niczego miłego. Swoje kontakty z częścią z nich mocno ograniczał do ubliżania im przed meczami ─ doprowadzanie się wzajemnie do szału było już chyba swego rodzaju tradycją wśród graczy quidditcha ─ inni byli mu w zasadzie obojętni. Zaledwie garstkę mógł określić mianem „kolegów”, a i to było zbyt poufałe określenie na Ślizgonów, z którymi czasem zamienił kilka słów.
    Vallberga jeszcze w zeszłym roku mógłby nazwać swoim arcywrogiem. To znaczy, nigdy otwarcie nie wyznali sobie nienawiści ─ co było dużo łatwiejsze niż powiedzieć komuś „Kocham cię”, a przecież miłość to takie miłe uczucie! ─ ale wszystkie spory między nimi przemawiały same przez się. Jednakże, kiedy Campbell utracił odznakę kapitana jego nowym nemezis był nowy kapitan własnej drużyny, przez co Viggo podskoczył w hierarchii do pozycji gnojka, który go wnerwia. A to prawie jak zyskać sympatię Harveya.
    Nie pamiętał, w którym miejscu było wejście do pokoju wspólnego, jedyne czego był pewien, że nie dalej jak trzydzieści metrów od wejścia do lochów. Chociaż... gdy ostatni raz tu był, wlókł za sobą nieprzytomnego Puchona i droga mogła mu się trochę dłużyć. Postanowił postać chwilę pod ścianą i liczyć na to, że zaraz zjawi się jakiś Ślizgon.
    Ta „chwila” przeciągnęła się do czterdziestu minut, podczas których Campbell o mało co nie umarł z nudów. Znalezienie sobie zajęcia było trudne, gdy wokół tylko ściany i kraty, dlatego skupił się na przemowie, którą uraczy Vallberga, aby ten zgodził się mu pomóc. Nie miał żadnego konkretnego planu, liczył na to, że wspólny wróg po raz kolejny zjednoczy zwaśnione strony i poprowadzi ku zwycięstwu!
    Albo i nie.
    Nagle minęły go dwie młodziutkie Ślizgonki. Chrząknął, zwracając uwagę jednej z nich, a ta zaraz zatrzymała swoją koleżankę i spojrzały pytająco na Harveya.
    ─ Co ty tu robisz, Campbell?
    ─ Czekam na Vallberga. Chyba że jest w waszym pokoju wspólnym i możecie mu przekazać, że go szukam ─ odparł, siląc się na uprzejmy ton.
    ─ Niby dlaczego miałybyśmy to zrobić? ─ prychnęła ta niższa, która w przekonaniu Krukona na pewno jadła za dużo puddingu. ─ Na ostatnim meczu znokautowałeś naszego ścigającego, a teraz pewnie chcesz zrobić coś jemu, aby nie mógł grać!
    ─ Mam do niego sprawę, z którą wy nie macie nic wspólnego ─ wycedził, ledwo powstrzymując się od zakpienia sobie z niepodważalnej logiki tych dziewczyn. ─ Proszę ─ dodał, szczerząc sztucznie zęby.
    Koleżanka Miss Pudding szepnęła jej coś na ucho, wywróciła oczami i kiwnęła głową.
    ─ Poczekaj tu. Ale jeśli zrobisz mu krzywdę, to... ─ Uniosła do góry zaciśniętą pięść, po czym obie odwróciły się na pięcie i odeszły.
    ─ Tak, tak. Spokojnie, waszemu kochanemu Vallbergowi włos z głowy nie spadnie.
    Chyba.

    [Wybacz zwłokę, ale sama byłam ostatnio jak... zwłoki. :|]

    OdpowiedzUsuń
  58. [Och, uwielbiam takie typowe dla fanfiction zagrania! "Dyrekcja postanowiła zatrzeć granice między domami, dlatego wymienicie się w dormitoriach". "Drużyny Quidditcha mają poznać się lepiej by z większą pasją podejść do rywalizacji, więc zmusimy was do spędzania razem czasu". Jest w tym pewna dawka kiczu, ale w najlepszym wydaniu. Ja bardzo chętnie.]
    Adam Lee

    OdpowiedzUsuń
  59. [Jest niereformowalnym marzycielem, łatwo, choć na krótko, się zakochuje i nietrudno odwrócić jego uwagę. Poza tym jest beznadziejny z OPCM i ma okropny lęk wysokości. Coś z tego da radę?]

    River

    OdpowiedzUsuń
  60. [Mam milion zaległych odpisów i rozpoczęć, ale jeśli tylko nie przeszkadza ci czekanie, to nie ma problemu]
    Adam Lee

    OdpowiedzUsuń
  61. [To jest genialne. Serio. Coś ode mnie zostawmy na później, bo ostatnio planowanie idzie mi jeszcze gorzej niż zwykle. Zacznę nam.]

    OdpowiedzUsuń