3 lipca 2016

Come on give it a kiss!


AUDREY MILLER

ex-Ślizgonka
ex-Piosenkarka
Nauczycielka
Eliksiry
Klub Eliksirów
Zołza


Nie boi się przyznać, że była jedną z najlepszych uczennic Hogwartu, gdy do niego uczęszczała. W końcu nie każdy potrafi wyciągnąć najlepsze oceny z każdych egzaminów. Starała się. Nigdy nie zapomni ile nocy nie przespała i ile czasu spędziła przed lustrem, by zakryć cienie pod oczami. Nie zapomni również ile litrów Ognistej wypiła, wymykając się ze szkolnych murów. Czasem nie jest w stanie przypomnieć sobie, co robiła po wypiciu alkoholu, ale to nic. Będąc nastolatką snuła plany na swoje życie, chciała być tym i tamtym, a w ostateczności zdecydowała się na posadę uzdrowiciela. Miała szczerą nadzieję że plan, który sobie w głowie ułożyła, wypali. Niestety jak to w życiu bywa, nie zawsze wszystko idzie zgodnie z myślą. Co prawda jej życie nie potoczyło się według opracowanego schematu, ale przecież nie mogła narzekać. Nie przed każdym otwierają się wrota do muzycznej kariery. Nikt się nie spodziewał, że Ślizgonka może kiedyś zostać piosenkarką. Owszem, miała ładny głos, ale czy w obecnych czasach to wystarczy, by zrobić karierę? Magiczny świat nie był łaskawy. Spodziewała się, że konserwatywni czarodzieje nie zrozumieją zarówno jej muzyki jak i wyglądu. Lubiła szokować i prowokować. Nie robiła tego dla rozgłosu i zwiększenia uwagi, lecz po prostu taka była.
Wszystko się zmieniło, gdy wystąpiła w pewnym barze dla mugoli. Spodobała się właściwym osobom i jej muzyczna kariera nabrała tempa. Nie sądziła, że kiedyś będzie śpiewać dla mugoli, bo w końcu jako Ślizgonka otwarcie z nich szydziła. Dopóki jednak bilety na jej koncerty się sprzedawały, a albumy schodziły z półek jak świeże bułeczki, to nie mogła narzekać. Łącznie wydała trzy płyty, z których ostatni zapewnił jej aż trzy statuetki BRIT Awards: Najlepsza artystka roku, Album roku i Piosenka roku. Mogła zostać nową Adele czy Whitney, ale oczywiście jakiś gówniarz musiał zakraść się do jej garderoby, gdy wyczarowywała patronusa. Zdjęcia i filmik rozeszły się po Internecie i chociaż mugole uznali to za zmyślny efekt specjalny do kolejnego koncertu, tak Ministerstwo Magii nie było zadowolone. Uznano, że kariera muzyczna czarownicy nie była zbyt bezpieczna dla całego magicznego świata, więc chcąc czy nie, Audrey została zmuszona do zakończenia kariery i zrobiła to żegnając się z fanami piosenką o wdzięcznym tytule: Pocałujcie mnie wszyscy w du*ę. Było o niej głośno jeszcze przez jakiś czas. Ludzie interesowali się tym co robi, jak się ubiera i co mówi. Potem zniknęła. Do publicznej wiadomości zostało podane, że wyprowadziła się gdzieś daleko. Tak naprawdę przyjęła posadę nauczycielki Eliksirów w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Obecnie wydaje jej się, jakby znów przeniosła się do swoich szkolnych czasów z tą różnicą, że teraz nie musi zakrywać cieni pod oczami a tatuaże, które zdobią jej ręce.
Jeśli ktoś kiedykolwiek spotkał Miller na swojej drodze, to wie, że jest ona osobą, z którą naprawdę można porozmawiać. Owszem, ma specyficzny charakter i dla niektórych może okazać się zimną i oschłą panią profesor, lecz to są tylko pozory. Bywa niemiła i zarozumiała. Dla uczniów wymagająca, ale przecież wyjdzie im to na dobre i jeszcze będą jej za to dziękować. Potrafi nieźle namącić i zmienić czyjeś życie w piekło, ale często ma po tym wyrzuty sumienia. Nie jest taka zła, za jaką ją uważają. Ma trochę żalu o to, że musiała zakończyć swoją karierę, ale praca nauczycielki zaczyna jej się podobać.


fc: Ivy Levan a w tytule Biscuit
Lubię ciekawe i długie wątki. Im dziwniej tym lepiej. Lubię absurd, komedię, tragedię i dramat, więc nie jest się ze mną ciężko dogadać. Stosuję handel wymienny - Ty wymyślasz, ja zaczynam i na odwrót. Szukamy kogoś, kto uważa, że zdoła wytrzymać z panią profesor.


18 komentarzy:

  1. [Już ją uwielbiam~ ♥ Zacznij nam!]

    twój ukochany Alastair

    OdpowiedzUsuń
  2. [♥♥♥, ale i tak teraz Ty nam coś zaczynasz. Muszę się wygrzebać z zaległości :3]

    Wiesz kto, ale zapewne Człowiek Czołg ;>

    OdpowiedzUsuń
  3. [Sami Ślizgoni, sami piosenkarze. Co to za pięknie ludzie]

    Lenard za kilka dni

    OdpowiedzUsuń
  4. [Dawno nie miałam wątku nauczyciel-uczeń, a jeszcze dawniej nauczycielka-uczeń, także chętnie wykombinuję coś z Audrey! Bywam jednak kiepska w wymyślaniu wątków, więc może ty masz jakiś pomysł? Albo chociaż podpowiedz mi jaki stosunek Audrey mogłaby mieć do takiego Noela :)]

    Noel

    OdpowiedzUsuń
  5. [Jeśli chodzi o zajęcia z eliksirów to wyobrażam sobie to tak, że Noel jest zdolny, ale mimo wszystko dość leniwy, a na zajęciach pewnie co chwila gada, choć z drugiej strony zazwyczaj każde zadanie kończy na czas, czasami gorzej, czasami lepiej, ale kończy i zna odpowiedź na większość pytań. Nie odrabia jednak często lekcji, gdyż mu się zwyczajnie nie chce. Audrey może więc widzieć jego potencjał i być na niego, hmm... zła?
    Co do wątku, możemy wykombinować jakiś podczas wakacji, gdy, przypuśćmy, w rezydencji babki chłopaka jest wyprawiana wielka impreza, bo czyjeś setne urodziny czy coś. Audrey może się tam pojawić, gdyż też będzie spokrewniona z solenizantem (choć zupełnie z innej strony) i szukając łazienki może natrafić na chowającego się Noela, który warzyłby sobie jakiś eliksir. Może snu, aby wlać go do ponczu i uśpić większość gości, coby (w jego mniemaniu) było śmiesznie? Audrey mogłaby mu pomóc, a później (jakimś cudem) spowodowałaby, że nieświadomie sam by go wypił, przez co obudziłby się rano i był na nią zły, a jego duma zostałaby zraniona. Popraw coś, dodaj coś, co tylko chcesz :)]

    Noel

    OdpowiedzUsuń
  6. [Witam serdecznie. Jako że Igor ma niemałe problemy z opanowaniem umiejętności warzenia eliksirów, a pani Miller tegoż przedmiotu uczy, postanowiłem sobie zajrzeć pod tę kartę. Myślę, że z jego wybuchowym charakterem i pasującymi do niego wpadkami na lekcjach mógłby nam wyjść całkiem ciekawy wątek. <;]

    Igor

    OdpowiedzUsuń
  7. [Witaj!
    Z lekkim poślizgiem, ale jednak. Nie mogę nie napisać, że karta piękna, naprawdę śliczna kolorystyka. Fajna postać ogólnie. Agnes pewnie by się od niej uczyła gracji ;P
    Ślizgonka z talentem muzycznym i chęciami zostać uzdrowicielem. Zapraszam na wątek do Agnes, eliksiry Agnes zawsze była z nich dobra, choć teraz nie co przygasła ogólnie przez swój wypadek na miotle. Chodź do nas! :)]
    Agnes Dolor

    OdpowiedzUsuń
  8. [A dziękuję bardzo za powitanie. Jep, Baldwin zawitał tu już chyba... Hm, straciłam rachubę, ale pierwszy raz jest po szkole, więc to tak jakby nowa odsłona.
    I również życzę wielu wspaniałych wątków. :)]

    Baldwin F.

    OdpowiedzUsuń
  9. [Są, a jak tam zaczęcie dla mnie i odpis? ;>]

    A. Winrose

    OdpowiedzUsuń
  10. [Beau był przez chwilę bodajże na Art Academy, więc jeśli chodzi o postać to może stamtąd ją kojarzysz :) A jeśli chodzi o mnie, prowadziłam przez pewien czas brata Silasa - Sullivana, więc może stąd :D
    Dziękuję za przywitanie! Męsko-męskie raczej średnio mi idą, a pomysłu na wątek z panią profesor brak, ale jeśli ty na coś wpadniesz to zapraszam :)]

    Beau

    OdpowiedzUsuń
  11. Mrowienie w nodze było dziś wyjątkowo wyczuwalne, co wprowadziło go w stan rozdrażnienia. Warczał i syczał na wszystko, co dziś zagrało mu na nerwach, a już zwłaszcza uczniów. Troje nich zagarnęło dziś szlaban, bo w końcu ktoś musi ich [i]wychować[/i]. Pewnie właśnie też dlatego wybrał drogę na skróty do swojego gabinetu, by w ciszy i spokoju oddać się jakże ważnemu zajęciu, jakim niewątpliwie było sprawdzenie zaległych esejów. Co prawda przedzieranie się przez głupoty wypisane rękami małych, pewnych siebie gamoni nie należało do rzeczy przyjemnych – wielokrotnie miał dylemat czy śmiać się, czy może płakać nad ich wyjątkowo kiepskim poczuciem humoru, ostatecznie idąc na kompromis.
    Był wymagający, to nie ulegało żadnych wątpliwościom, a do swojego przedmiotu podchodził śmiertelnie poważnie, jakby od niego zależało życie uczniów i poniekąd tak było. Umiejętność rzucania zaklęć było podstawą samą w sobie, o czym wielokrotnie dzieciarni zdarzało się zapomnieć.
    Z sieci rozmyślań wybudził go stukot obcasów niesiony przez echo. Skierował swój wzrok w tamtym kierunku, by z niezadowoleniem zlustrować znajomą sylwetkę pewnej kobiety. Skrzywił się nieznacznie, gdy doleciały do niego jej słowa. Co prawda mógł udawać, że nie dosłyszał, ale z powodu tego, że korytarz świecił pustkami, byłoby to szczytem głupoty. Skinął jej na przywitanie, choć odpowiednie słowa nie padły.
    — Tak się składa, że życie to nie koncert życzeń, o czym ty sama doskonale powinnaś zdawać sobie sprawę — odparł oschle w ramach odpowiedzi, chociaż starał się unikać tej kobiety, nie czując potrzeby konfrontacji. Sam też za dobrze zdawał sobie sprawy, jakie te życie potrafiło być przewrotne. W końcu samo to, dlaczego zerwał z nią kontakt, o czym rzecz jasna nie miał zamiaru z nią rozmawiać, było tego doskonałym dowodem. — Mimo wszystko miło cię znów widzieć całą i zdrową, Audrey — przyznał w końcu nie do końca szczerze, ale w tej materii nie stawiał jej na pierwszym miejscu. Liczyła się przede wszystkim uprzejmość. — Masz mi coś jeszcze do powiedzenia? — zapytał, chcąc tym samym zasugerować koniec dyskusji, która w jego opinii nie prowadziła do niczego. — Niestety jestem człowiekiem zajętym i jak mniemam ty też masz dużo pracy — dodał, co było jasnym sygnałem, że obecność kobiety w jego najbliższym otoczeniu, mimo wcześniejszych jego słów, była mu po prostu nie na rękę.
    Kto by pomyślał, że przyjmując posadą najpierw nauczyciela starożytnych run, a teraz zaklęć i uroków, los skonfrontuje go z osobami, których w murach tego zamku spodziewał się najmniej. Ironia losu.

    Alastair

    OdpowiedzUsuń
  12. [Na brodę Merlina! Czy ktoś już Ci kiedyś nie mówił, że kolory w Twoich kartach, mój drogi, przeczą wszystkim blogosferowym zasadom estetyki? Jak możesz tak bezcześcić ten święty kodeks. Ale tak na serio, lubię je czytać bardzo i gapić się na nie też.
    Przyszłam tu, bo Audrey była pierwsza, a chętnie coś skrobnę, tylko powiedz mi – do której z Twoich duszyczek go przykleimy? Ja się postaram coś skombinować :)]

    Cedar Grindelwald

    OdpowiedzUsuń
  13. [Do tego szablonu też pasuje. No chyba, że mam spaczony gust.
    Ojej, podoba mi się wizja u Audrey. Zatem, ja to widzę tak:
    Są w podobnym wieku, tak myślę, więc spokojnie można by zrobić z nich przyjaciół w czasach szkolnych. Tyle, że Cedar łaził z plakietką Ravenclaw, a Audrey z plakietką Węża – jeśli to ewentualnie nie komplikuje tej relacji. Możemy założyć, że wzajemnie pomagali sobie w nauce, bo Cedar też zakuwał jak głupi, czyli wymieniali się wiedzą – on był lepszy uznajmy z zaklęć, Audrey z eliksirów (na przykład), toteż każdy każdemu podsuwał odpowiedzi i zadania domowe. Możemy to oczywiście ubarwić.
    Wracając jednak do teraźniejszości: Cedar buja się w szeregach Wizengamotu, jak mniemam, instytucja mogła brać udział w dyskusji na temat kariery Audrey, której przypadkiem wyleciał patronus na oczach mugoli. Ponieważ Grindewald zionął sympatią do Audrey, stawiałby argumenty przeciwne temu, by jej kariera miała paść – w skrócie by ją bronił, nawet, jeśli niewiele to dało. Zresztą, mógł lubić jej muzykę i być na koncercie, ot co (jeszcze wtedy nie pracowałby jako woźny, dopiero po jakimś czasie nagle zjawiłby się w zakamarkach Hogwartu). Chętnie wezmę opcję z eliksirami, bo Grindewald posiada jakieś cudaczne księgi – możemy skleić wątek, w którym sobie trochę poeksperymentują. I teraz w zależności od tego, czy chcemy zrobić im drame, czy nie:
    Eliksir może spowodować, że zaczną się śmiać z byle czego (długość działania do ustalenia), a biedna Audrey będzie musiała przeprowadzić lekcje nazajutrz. Możemy zgotować im Felix Felicis, którego wykorzystają do niecnych celów. Albo stworzą wywar, który narobi im problemów.]

    Cedar Gindelwald

    OdpowiedzUsuń
  14. [O kurcze, serio? :D No to ja podziwiam, że się w świecie Pottera odnajdujesz :D Chętnie Cię wesprę w eliksirach, dlatego niech Cedar go sporządzi.
    Wpadłam na pomysł!
    Z eliksirem Bujnego Owłosienia: możemy uznać, że Cedar spożyłby go odrobinę za dużo, w związku z czym jego włosy nabrałyby długości jak u samej Roszpunki i nadal rosły.
    Z wywarem z blekotu, który spowodowałby, że ten zacząłby gadać jak głupi nawet o rzeczach, których mówić nie powinien, czyli "Longbottom marny z Ciebie zielarz. Dostajesz trolla".
    Z miksturą powodującą chaos w głowie, gdzie skutkiem byłaby wysoka porywczość na otaczające wokół rzeczy, czyli: "kurcze, to stolik! ma cztery nogi! woah!"
    I teraz tak: pojawiłby się problem, bo żadne z nich nie posiadałoby roślinki, do przygotowania eliksiru odwracającego efekt. Musieliby wyruszyć do szklarni, by podkraść zioło i niechybnie natrafiliby tam, lub po drodze, na dyrektora, czy też innego nauczyciela. Trzeba wziąć pod uwagę, że Cedar, albo nie mógłby powstrzymać wzrostu włosów, albo gadałby rzeczy niestosowne, albo zachowywał się jak szaleniec. Po prostu, wyobraziłam sobie, jak Audrey przed dyrektorem chowa mu te włosy w kaptur, zatyka usta, albo próbuje utrzymać w pionie xD A ten, mógłby wdać się z tą dwójką dodatkowo w polemikę i to mogłoby wyjść dość zabawnie xD Co sądzisz? Bo jak nie, to zaraz pomyślę nad czymś bardziej normalnym, albo i mniej normalnym :D]

    Cedar Grindelwald

    OdpowiedzUsuń
  15. [Dobra, muszę się jakoś wczuć w rolę człowieka niezrównoważonego i zacząć myśleć jak świr trochę. Ej, zacznę nam, spoko. Tylko w dzień, bo teraz chyba nic sensownego nie skleję :)]

    Cedar Grindelwald

    OdpowiedzUsuń
  16. [Proszę. Jest, jak jest. Musze się wczuć znowu]

    Ostatnie, głuche odgłosy zamykających się wrót w Pokojach Wspólnych; krótki spacer między komnatami; finalna wymiana spojrzeń ze spóźnialskimi, i korytarze zamku owinęły się czarną ciszą. Godzina dwudziesta pierwsza dla szkoły była końcem, natomiast dla Cedara tylko przerwą... Gdyby rzeczywiście sumiennie przykładał się do tego, co przyszło mu w Hogwarcie robić. A właściwie do tego, czego teoretycznie się podjął wraz z objęciem stanowiska woźnego.
    Ale Cedar nie trzymał się zasad, ze względu na to, że stanowił własne prawo i jakkolwiek zła, bądź dla niektórych dobra, sława unosi się nad stołkiem woźnego, szczerze mu zwisa i powiewa. Nie pojawił się w progach Hogwartu, by wykładać lekcje z zasad moralnych, ani ganiać ze szczotą wszystkich tych, którzy wystawili czubek nosa za granice dormitorium już sekundę po godzinie policyjnej – absolutnie. Jeśli ktoś się domagał, to Grindelwald, oczywiście, był w stanie poświęcić chwilę, by bez zbędnych pytań i ceremoniałów zlecić mycie nocników w Skrzydle Szpitalnym, czy powiesić kogoś za nadgarstki pod sufitem i perfidnie tam zostawić. A ponieważ często zrzędził, wykazując się przy okazji brakiem człowieczeństwa, uczniowie wreszcie zaprzestali korzystać z niego, jako z niańki pilnującej ich przy odsiadce szlabanów – mając mniej tego typu obowiązków, miał więcej czasu dla siebie. I tak było właśnie teraz.
    Lubił eksperymentować z eliksirami, bo te miały niekiedy większą moc niż zaklęcia. Równocześnie wymagały zaawansowanej wiedzy, a za każdy błąd w trakcie warzenia można zapłacić wysoką cenę, o czym Cedar nie raz się przekonał, gdy kociołek wystrzelił nieoczekiwanie w powietrze, siejąc zamęt i pożogę w jego kanciapie. Dlatego tego wieczoru wybrał się do odpowiedniej klasy, którą Audrey – ku szczęściu jego i siódmoklasistów – zostawiała dość często otwartą. Poza tym, do dzisiejszych doświadczeń potrzebował skórkę Boomslanga, a tej we własnym schowku nie posiadał i pałał nadzieją, że panna Miller nie skasuje go za tę pożyczkę jednym z zaklęć obezwładniających, bądź kolosalną sumą galeonów.
    Wyszedłszy z małej piwniczki, która od zawsze służyła za spiżarnię dla dziesiątek fiolek i składników, postawił na biurku słoiczek z wylinką jadowitego węża i raz jeszcze przesunął błękitem tęczówek po wysłużonej przez lata kartce ze starej, rodzinnej księgi. Wysilał wzrok nad wytartymi wyrazami, a grafitem maleńkiego ołówka poprawiał braki w literkach, których tusz z biegiem czasu wyblakł. Niektóre z przepisów były nieczytelne, a ten, nad którym Cedar obecnie pracował, zaliczał się dokładnie do tej grupy, jednak nie był to pretekst do tego, by rzucić księgę w kąt – była zbyt cenna i zbyt ciekawa, choć nie pozostał już nikt, kto mógłby o niej szczegółowo opowiedzieć.
    Wrzucił skórkę, a zaraz za nią korzeń imbiru i zamieszał – wywar zmienił barwę na miedzianą. Rzucił raz jeszcze okiem do księgi, która mówiła o odcieniu rdzawym, a choć oba były podobne, to ta minimalna różnica była w stanie zrodzić zupełnie inne efekty.
    — Coś tu nie gra — pomyślał głośno, wprawiając zawartość kociołka w wir. Rozejrzał się nawet po sali, by sprawdzić, czy to przypadkiem światło nie płata mu figli, jednak ostrość wyrytego nad oknem napisu: potassa carbonate pozostawała nienaruszona. Wymalował na twarzy delikatny grymas, po czym przekartkował księgę wracając na sam początek przepisu, by prześledzić osobno każdy ze składników. Jednak o nowym wywarze nie było dziś mowy.

    Cedar Grindelwald

    OdpowiedzUsuń
  17. [Odpis pojawi się na dniach, co oznacza pewnie jutro – mam trochę na głowie, ale nie zapomniałam o nim, oczywiście!]

    Cedar Grindelwald

    OdpowiedzUsuń
  18. Cóż, był przekonany, że zmieszał składniki tak, jak należy, i ze ich wartość idealnie odzwierciedla dawkowanie zalecane w księdze. Wprawdzie, nie mógłby przysiąc – kilka liter z biegiem czasu przetarło się na tyle, by utrudnić przygotowanie wywaru... Albo by zrodzić coś, co odbije się cholernie negatywnym skutkiem, bowiem świat magii był nieokiełznany, tym bardziej eliksiry ze starodawnych ksiąg.
    Śledząc wzrokiem wyblakły na żółtych stronach tekst, kilkakrotnie westchnął ciężko. Nie miał pojęcia, co zrobił źle, ale zaczynał się zastanawiać nad różnicą między odcieniem rdzawym, a miedzianym. Może to jedno i to samo? W księdze nie było napisane w jakim świetle został przygotowany wywar, możliwe, że czarodziej skomponował go w towarzystwie przeszklonej ściany wielkiego holu. Albo pod gołym niebem w gęstwinie lasu. Niemniej jednak, by się dowiedzieć, musiał sprawdzić.
    W momencie, gdy kobiecy głos rozniósł się po otoczeniu, Cedar wzdrygnął się zauważalnie, podnosząc spojrzenie na jasnowłosą koleżankę z lat szkolnych. Z wieloma Ślizgonami dogadywał się dobrze, jednak do Audrey Miller miał duży sentyment, chociażby dlatego, że wielokrotnie pomagała mu, kiedy oboje zalegali w szkolnych ławkach, i dlatego, że mimo wielu nieprzychylnych słów uparcie dążyła do marzeń. Podczas sprawy dotyczącej patronusa wyczarowanego w towarzystwie mugoli, Cedar starał się wykładać na stół naprawdę silne argumenty, jednak mając u boku mniejszą część osób, głosujących przeciw odebraniu kobiecie pasji, niestety nie był wstanie wyegzekwować niczego więcej. Demokracja miała wiele minusów, które momentami przechylały szalę i tak było w przypadku Audrey, której Wizengamot ostatecznie odpuścił wszelakie kary na rzecz pozbawienia kariery. A sam Grindelwald mógł przyznać, że śpiewała naprawdę dobrze, nie wspominając już o wyglądzie na scenie.
    Przez usta mężczyzny przebiegł krótki uśmiech.
    — Zastanawiam się, o co chodzi z tym przeklętym miedzianym kolorem — zajrzał do kociołka zaraz za Audrey — Miedziany, a rdzawy, myślisz ze to spora różnica?
    Przeszedł z drugiej strony, by spojrzeć na ciecz pod innym kątem niżeli z góry, jednak po sekundzie znów wyprostował nogi, chwytając w dłonie starą księgę.
    — Kilka słów jest prawie nieczytelnych i nie mam pewności, czy zrobiłem wszystko dobrze — dodał, stanąwszy obok kobiety, by ukazać jej przepis o którym była mowa.
    Audrey miała z pewnością większą wiedzę na temat eliksirów, niż Cedar – w końcu je wykładała, zresztą, w czasach, kiedy się uczył, bardzo często zasięgał po poradę Ślizgonki. Miała do tego dryg i Grindewald wcale w to nie wątpił, a skoro się pojawiła i jeszcze nie zdążyła obsypać go potokiem karcących słów za korzystanie z sali, postanowił znów skorzystać z jej pomocy. Oczywiście, miał go zamiar mimo wszystko wypić, kwestia tego, czy nie wyląduje w świętym Mungu z zanikiem mięśni, albo innym, cudacznym objawem.

    [Wybacz za opóźnienia!]

    Cedar Grindelwald

    OdpowiedzUsuń