11 lipca 2016

I ran all night and day

siedemnaście lat ― Hufflepuff ― klasa VII ― półkrwi ― samoyed ― ogień

         Jeśli w szkole byłby konkurs na najbardziej nieogarniętą osobę, Hope wygrałaby go już na starcie. Wiecznie o wszystkim zapomina, cały czas coś gubi i co chwila na kogoś wpada, wsadza komuś palec do oka, drapie, ciągnie za włosy albo robi jeszcze inną krzywdę, co wcale nie jest przejawem jej złośliwości, a zwyczajną nieuwagą. Trzeba przyznać, Reeves to dość roztrzepana osoba i, niestety, nieco głupiutka, ale zdecydowanie nadrabia swoim szerokim uśmiechem, optymistycznym podejściem do życia i miłością do wszystkich żyjących istot. I choć uwielbia pomagać innym, najczęściej to ona potrzebuje pomocy drugiej osoby, czy to z pracą domową czy ze znalezieniem ulubionego szalika.
          Jedna z tych dziewcząt, co to uwielbiają płakać z byle powodu i to zazwyczaj na pokaz. I to wcale nie dlatego, że jest wrażliwa, czasami po prostu lubi być w centrum uwagi, a jako średnie dziecko państwa Reeves nigdy nie miała tej okazji. W szkole też niczym się nie wyróżnia, ani wzrostem, ani wyglądem, ani inteligencją, ani żadną szczególną umiejętnością. Ot, przeciętna we wszystkim co robi, ku jej wielkiej rozpaczy. Pewnie dlatego wciąż nie wie co chce robić w życiu i z coraz większą paniką szuka czegoś, czym mogłaby się zająć w przyszłości, lecz niestety z marnym skutkiem.
        Czasami potrafi być złośliwa, czasami za dużo gada, czasami nikogo nie słucha. Woli samotność, lecz nie potrafi żyć bez niektórych osób, których nazywa swoimi przyjaciółmi. Kocha książki, jednak tylko te mugolskich pisarzy. Uwielbia miętę, którą pije do wszystkich posiłków i herbatniki w czekoladzie. Lubi ciszę, choć hałas jej nie przeszkadza. Nie lubi fałszywych ludzi i ubolewa, że teraz większość udaje kogoś, kim nie jest. Nienawidzi pająków i żab. Ogień niesie strach, a wiatr ukojenie. 

Hope kiedyś tu była tylko pod innym imieniem.
Chloe Bennet i Hidden Citizens.

35 komentarzy:

  1. [Chloe! O mój boże, o mój boże, o mój boże, właśnie umarłam. <3 Chodź na wątek, bo jesteś mi to winna, tak w ogóle!]

    Jemma/Molly/Maxine/Declan

    OdpowiedzUsuń
  2. [Ja też za dużo gadam i jestem złośliwa,
    co jest trochę odmienne od Logana, ale co z tego?
    I tak zapraszam Cię na wątek z wielką chęcią.
    Przy okazji cześć i miłej zabawy. :)]

    OdpowiedzUsuń
  3. [Świetna karta! Podoba mi się to, że dziewczyna nie jest taka idealna, to brzmi naprawdę prawdziwie. Jestem pod wrażeniem, bo nie wiem czy udałoby mi się kiedykolwiek stworzyć taką postać! Jeśli masz jakiś pomysł na wątek to zapraszam również do siebie, a jeśli nie - życzę mnóstwa wspaniałych wątków i pociechy z pisania! :) ]

    OdpowiedzUsuń
  4. [Chyba tę panią kojarzę. Chyba na pewno, ale ręki uciąć sobie nie dam. W każdym razie postać świetna, kocham tego typu osóbki.
    Życzę wielu wątków, wytrwałości oraz tego, by rzeczy znajdywały się częściej niż gubiły <3]

    Freddie Weasley

    OdpowiedzUsuń
  5. [Jak dla mnie spoko.
    Wymyśl nam wątek, a ja zacznę. c:]

    OdpowiedzUsuń
  6. [Jak ja kocham Puchonów!
    Cześć i czołem, życzę miłej zabawy, wielu ciekawych wątków, szalonych powiązań, weny i czasu! Ahoj!]

    Zabini

    OdpowiedzUsuń
  7. [Wątek ze starszym bratem bardzo mi się podoba, bo jeśli James zostawiłby całą swoją miłość na barkach biednej Lily, to dziewczyna z pewnością by sfiksowała. Podkochiwać też się oczywiście może, a nawet możemy im zrobić małą kłótnię, kiedy James zacznie jej opowiadać o tej niesamowitej dziewczynie, którą niedawno poznał? ]

    OdpowiedzUsuń
  8. [Jeśli tylko znalazłoby się coś ciekawego - Zabini chętnie znajdzie miejsce dla takiej uroczej Puchoneczki ^^]

    Zabini

    OdpowiedzUsuń
  9. [Natchnęłaś mnie i wymyślę coś z tego co napisałaś.
    Zacznę jakoś jutro jak się zbiorę do kupy.
    To raczej Logan dopuszcza się przemocy fizycznej gdy ktoś go obraża nawet najmniejszym słowem. :)]

    OdpowiedzUsuń
  10. [Myślę, że tutaj wybrałabym Jemmę, która mogłaby Hope pomagać w tych pracach domowych i w ogóle wszystkim, bo z niej dobra dusza jest. Widziałabym je po prostu jako takie bliskie koleżanki, może nawet przyjaciółki. C:]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  11. [ A już myślałam, że Puchoni są na wyginięciu. Dobrze, że ktoś jeszcze o nich pamięta!
    Dobry wieczór.]

    Vincent/Viggo

    OdpowiedzUsuń
  12. [Biorę!
    Zabini to ogólnie skomplikowany typ, ciężko z nim bywa. Myślę, że możemy to trochę pokumulować i jeszcze bardziej pokomplikwoać (bo tak ciekawiej!) - tylko łatwiej by było jakoś to ogarnąć przez gadu czy na mailu pewnie ^^
    U mnie w karcie jest kontakt, odezwij się, poustalamy wszystko ;3]

    Zabini

    OdpowiedzUsuń
  13. [Hm, hm. Mogłyby się razem zaszyć w bibliotece, żeby się wspólnie pouczyć czy coś, ale wiadomo, skończyłoby się bardziej na rozmawianiu niż uczeniu. Ewentualnie w jakiś weekend mogą iść do Hogsmeade czy coś takiego, chyba że marzy ci się bardziej skomplikowany pomysł. :c]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Jasne. Masz jakiś konkretny pomysł związany z tą demoralizacją?]

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  15. Wielu osobom wydawało się, że Jemma była dobra właściwie z każdego przedmiotu, nieważne czego się nie tknęła. Prawda wyglądała jednak zupełnie inaczej. Oczywiście były takie zajęcia, na których wszystko pojmowała w kilka minut, ale bywały też takie, na które musiała poświęcić o wiele więcej czasu. Jednym z takich właśnie przedmiotów było Zielarstwo. Nie chodziło o to, że przeszkadzało jej brudzenie się ziemią, bo nigdy nie było to dla niej problemem, ale nie zawsze potrafiła zająć się daną rośliną z odpowiednim wyczuciem. Miała umysł typowo analityczny, tym bardziej w kwestii nauki, dlatego czasem zamiast oderwać się od instrukcji z książek, sztywno trzymała się reguł w niej zawartych, nawet jeżeli profesor Cortez zapewniał ich, że wypisują tam bzdury. Mogła wyuczyć się teorii na pamięć i to nie było dla niej żadnym problemem, ale jeżeli na teście zdarzy się coś praktycznego, to wtedy dopiero zaczynały się trudności i to dosyć spore.
    Chciała tego czy nie, i tak musiała przysiąść nad książkami, tym bardziej w ostatnim roku nauki, kiedy czekały ją na końcu bardzo ważne egzaminy. Jeśli chciała zostać Aurorem, musiała wziąć się w garść jeszcze bardziej niż kiedykolwiek oraz skupić się na nauce. Dlatego już od początku roku szkolnego zaczęła spędzać w bibliotece jeszcze więcej czasu niż w poprzednich latach, umieszczając na stoliku mnóstwo książek, potrzebnych jej do przeróżnych przedmiotów. Bibliotekarka nawet raz zażartowała sobie, że Jemma właściwie już tutaj zamieszkała, na co Krukonka tylko uśmiechnęła się nieśmiało i wróciła do nauki. Tak naprawdę nie miałaby nic przeciwko mieszkaniu w takim miejscu, ponieważ było ono jednym z jej ulubionych w Hogwarcie.
    Jednak nie zawsze uczyła się sama. Od czasu do czasu towarzyszył jej ktoś znajomy, chociażby dlatego, że wśród Krukonów panowało przekonanie, że Simmons jest w stanie dobrze wytłumaczyć każde zagadnienie, czasem nawet lepiej niż niejeden nauczyciel. Ona sama tak nie uważała, ale lubiła pomagać, więc nie miała nic przeciwko, jeśli ktoś chciał się pouczyć razem z nią. Dlatego kiedy zaproponowała jej to Hope, w ogóle się nie zastanawiała, tym bardziej, że dziewczyna była dla niej kimś ważniejszym niż tylko znajomą.
    Siedziała w bibliotece już od kilkunastu minut i nawet nie zauważyła, kiedy minęła osiemnasta, pochłonięta w jakiejś lekturze, oczywiście związanej z Zielarstwem. Z tego powodu, kiedy Hope pojawiła się obok stolika i przeprosiła za swoje spóźnienie, Simmons uniosła zaskoczona brwi.
    — Nie ma problemu. W ogóle nie zauważyłam, że już ta godzina. — uśmiechnęła się do dziewczyny, chcąc jej tym samym pokazać, że naprawdę nic się nie stało. Przesunęła trochę książki razem z pergaminami, na których zapisała notatki, aby zrobić Puchonce miejsce. — Właściwie zrobiłam już notatki, dlatego jeśli chcesz, zobacz — podsunęła dziewczynie zapisane pergaminy. — Streściłam najważniejsze pojęcia i opisałam te dwa zagadnienia, o których mówił nam profesor — oznajmiła, wskazując palcem w odpowiednie miejsce na kartkach. — Ale też się stresuję. Próbowałam pouczyć się czegoś w Hogsmeade, ale właściwie nie za bardzo się ruszyłam — uśmiechnęła się lekko na wspomnienie o chochlikach, które wpadły wtedy do pubu Pod Trzema Miotłami, dzięki którym poznała osobiście tego Jamesa Pottera, który następnie wyraził chęć na ponowne spotkanie. Jemma nie mogła uwierzyć, że to wydarzyło się naprawdę.

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  16. [Puchonka! <3 Nie sądzę, żeby łatwo jej przyszło się z Milliesant dogadać, bo moja Ślizgonka z wiadomych względów nie może o wszystkich sprawach mówić otwarcie i kłamać siłą rzeczy musi, z kolei panna Reeves ma pewne zachowania, które be wątpienia irytowałyby Lloyd, ale i tak fajna ta Twoja Hope. Taka ludzka.
    Cześć!]

    Milliesant

    OdpowiedzUsuń
  17. [Podobno szuka Hope wątków, a my wraz z Finleyem chętnie coś byśmy popisali z taką śliczną kreaturą. Zapraszam do siebie, to obgadamy co i jak. Teoretycznie nas nie ma, ale nie mogliśmy się oprzeć :D]

    F.A.Lester

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [To by była naprawdę miła odmiana. Finley zalecałby się do dziewczyny i usilnie starał sie zwracać jej uwagę. Można też coś wpleść o książkach, o których autorach chłopak nigdy nie słyszał. Ustalamy coś jeszcze- jakieś konkretniejsze szczegóły, jak miejsce- czy idziemy na żywioł? ;)]

      Usuń
  18. [ Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jakie to będzie wyzwanie dla Vincenta rozmawiać z kimś, kogo praktycznie nie zna! To taka mała kulka, która próbuje przejść przez życie w poszukiwaniu miłości i przy okazji bojąc się zranienia, więc musimy do tego podejść naprawdę delikatnie, żeby V. po prostu, kolokwialnie mówiąc, nie zwiał.
    Pomysł jest dobry, ale gadatliwość nie leży w jego naturze. Pobawmy się tym trochę. Z tego, co pamiętam (albo pamięć mnie myli), dziewczyny mogą bez problemów wchodzić do męskiego dormitorium, a więc niech H. przyjdzie odwiedzić jakiegoś kolegę, a pokój okaże się pusty. Na widoku będzie jedynie ta książka, wiadomo – ciekawość jest zgubna, także Hope spróbuje ją otworzyć, a książka jak to książka czarnomagiczna, zacznie wariować. Żeby przyprawić V. o zawał, możemy założyć, że akurat brał prysznic i zaalarmowany wyjdzie sobie z ręczniczku cały mokry. :D]

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  19. - Nie muszę być animagiem, by przy tobie stać się zwierzakiem. - Finley pod nosem mruczał pod nosem kolejne teksty na podryw. Tym razem jego ofiarą miała być Hope Reeves. Minęli się kilka razy, lecz Lester nie zdobył się jeszcze na dłuższą rozmowę. Jego usta były ostatnio...dość zajęte. Reputacja chłopaka była powszechnie znana. Uwodził, rozkoszował się zwycięstwem i odchodził. Trzy łatwe kroki dla każdego początkującego flirciarza. On jednak był o wiele bardziej doświadczony. Lubił łamać schematy, a niektóre dziewczyny spędzały u jego boku dłużej niż krótkie siedem dni. Podpytał parę osób o Puchonkę, lecz żadna z informacji nie wydawała mu się satysfakcjonująca. Nie mógł też się oprzeć wdziękom dziewczyny. włosy i równie ciemne oczy były niczym więcej, a dystrakcją. I choć była półkrwi, zdawał się przymykać na ten fakt oko. Nurtowało go, co tkwi w głowie tej istoty. Był pewien, ze pożąda go równie mocno, a może nawet bardziej! Któż bowiem oparł by się jego urokowi? Jeszcze nigdy w jego "karierze" nie spotkał się z odrzuceniem. Płeć przeciwna lgnęła do niego, jak lep na muchy. Były dni, kiedy nie mógł się odpędzić od grupki dziewcząt, które tylko czekały aż poświęci im choć chwile swej uwagi. Było to niezwykle meczące, ale nigdy nie narzekał. Tego właśnie pragnął. By kobiety się o niego zabijały. Słyszał kiedyś plotkę, że w Ministerstwie większość pracowników to faceci. To go tylko zniechęciło by wiązać swą przyszłość z tym miejscem.
    - To było ostatnio. Może spróbowałbyś czegoś nowego? - To był głos Akne, z którą przyjaźnił się już od dłuższego czasu. Tylko nieliczni wiedzieli, ze nie interesują ją chłopcy, a przynajmniej nie w jej wieku. Już od jakiegoś czasu spotykała się z przyjacielem jej ojca, który wpadał do nich na wakacje, a cały rok siedział w Hogsmeade. Ukrywali się, choć sama Akne najchętniej wykrzyczałaby o tym całemu światu. Na szczęście mężczyzna zdawał sobie sprawę z konsekwencji i czekał aż jego ukochana skończy szkołę. Mieli wyjechać jak najdalej od jej rodziny, która najprawdopodobniej nie pochwalałaby ich związku.
    - Co powiesz na partię szachów. Może... - Zanim zdążył dokończyć przerwała mu kręcąc głową.
    - To stare! Wyszedłeś już z wprawy. Może tym razem będziesz po prostu sobą? Ach, zapomniałam. Przecież ty właśnie taki jesteś. - Oboje wybuchnęli śmiechem zwracając uwagę kilku uczniów, którzy wcześniej siedzieli z nosem w książkach. Nie musiał długo o tym myśleć by być pewnym, że są oni z Ravenclaw. - Uciekam na zajęcia. Stawiam 3 galeony, że nie uda ci się jej uwieść.
    - Za trzy ja nawet nie wstaję z łóżka! - krzyknął za nią gdy odchodziła. Przyjaciółka wywołała na jego ustach uśmiech, który towarzyszył mu przez resztę dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Tego dnia nie dane było im mieć wspólnych zajęć, więc nie mógł się do niej przysiąść. Udawanie, ze zapomniał książki wychodziło mu perfekcyjnie. A ukradkowe spojrzenia zawsze skutkowały późniejszym spotkaniem. Był już wrzesień, a kolejny jak z bicza strzelił. Temperatura nadal była zadowalająca, więc większość uczniów - nie licząc Krukonów - wybierała zamiast książki, spacer po błoniach Hogwartu. Z daleka dostrzegł co, a raczej kogo szukał cały dzień. Dziewczyna siedziała zaczytana pod drzewem. Próbował złączyć rozmazaną jeszcze całość by przeczytać choć tytuł, czy autora. Nie był molem książkowym. Zbyt bardzo kojarzyły mu się z mugolami, a wszystko co było z nimi związane było złe. Nie licząc muzyki. Tu nawet on musiał przyznać, ze niektórzy z nich nieźle brzdękają na instrumentach. Robili to jak za sprawą magi, więc może dlatego aż tak bardzo mu to nie przeszkadzało. Raz wymknął się na koncert jednego zespołu. Najlepsza noc w jego calutkim życiu. Zbliżając się do dziewczyny zastanawiał się co powinien powiedzieć najpierw. Była zbyt skupiona na książce, by zrozumieć jeden z jego wyszukanych dowcipów na powitanie. Nie dosłyszałaby, a on musiałby zacząć tłumaczyć, co nie wywołałoby jej słodkiego śmiechu. były to jedynie przypuszczenia, gdyż nie było mu jeszcze dane go usłyszeć. Otarł dłonią twarz, choć ta była już lekko spocona. Czyżby się denerwował? Nieee, tylko mu się wydaje. Oparty o drzewo zmusił się na jeden z tych uśmiechów.
      - Czy to nie ironiczne, że siedzisz pod drzewem i jednocześnie jedno trzymasz w dłoniach? Jestem Finley, a ty nie musisz się przedstawiać Hope. Obserwowałem cię przez chwilę i muszę powiedzieć, że nie mogłem odwrócić wzroku.
      Była już jego, a przynajmniej tak sądził.

      [Wpleciona Akne, ale to Hope jest tu gwiazdą wieczoru :D]
      Twój Podrywacz

      Usuń
  20. [Haha raczej Tiber nie zostanie królem, ale panem na włościach na pewno xD Więc zapraszam w takim razie. Pomysłów bez jakiegoś powiązania w sumie nie mam, ale co powiesz na to (o ile się zgodzisz) na wciągnięcie w to rodziców dziewczyny? Nie wiem czym się zajmują, ale może kiedyś Yaxley potrzebował jakiejś ich pomocy podczas jednej ze swoich wypraw i stąd miałybyśmy jakieś zaczepienie? To tylko pierwsza myśl, więc mogę coś innego wymyślić ;)]

    yaxley

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [na pewno gdzieś się wybierze, ale na pewno nie za granicę. może do jakiegoś rezerwatu... a skoro ojczulek pracuje w ministerstwie to fakt - pewno widział jak tiber przychodzi czasem do swojego ojca do pracy. a mam pytanko - masz sprecyzowane miejsce zamieszkania czy po prostu wrzucamy akcję 'zatrzymał się u najbliższych znajomych czarodziejów'? i pasuje mi, żeby zacząć akcję właśnie teraz. bo zapomniałam, że trwają wakacje ;) nie jestem jeszcze pewna co do tego zostania rannym, ale yaxley ma parę starych ran, które wymagają ciągłej kontroli, więc może jakaś się otworzyła i tak to rozwiążemy?]

      Usuń
  21. [Ja nie jestem pewna, czy „wrogowie” byliby tu właściwym określeniem, przynajmniej jeśli chodzi o Milliesant. Jest Ślizgonką, ale nie ma w zwyczaju nienawidzić ludzi „za twarz”, musi mieć do tego jakiś powód, najlepiej solidny, a czy Hope wygląda mi na kogoś, kto mógłby jej taki dać...? Nie wiem, musiałabyś mi tu podpowiedzieć czy i jak to możliwe.]

    Milliesant

    OdpowiedzUsuń
  22. Znali się już wcześniej. Kojarzył ją z korytarzy. Niby była dość niepozorna, ale potrafiła przykuć wzrok, chociaż zdawała się sama tego nie widzieć. Zdarzało mu się obserwować jak wpada na kolejne osoby, przeprasza nerwowo, uśmiecha się promiennie. Ciemnowłosa rok młodsza Puchonka intrygowała go. Nie widywał jej na imprezach, przyglądał jej się jedynie na hogwarckich korytarzach. Podziwiał jej optymizm i pogodne nastawienie.
    Kiedy więc zaczął pracować w filii Dowcipów Weasleyów i zobaczył ją w sklepie, nieśmiało się z nim witającą, nie mógł powstrzymać uśmiechu. Pamiętał, jak oparł się o ladę, kiedy zaczęła rozmowę. W sklepiku było akurat pusto, nie musiał więc przejmować się innymi klientami. Oddał się spokojnej rozmowie, w której miało się okazać, że ma z nią więcej wspólnego niż ktokolwiek mógłby sądzić. Nie spodziewałby się, że przy niepozornej Puchonce przyjdzie mu otrzeć własne łzy. Wspomnienie o babci wciąż było w nim żywe, kiedy więc dziewczyna podjęła temat, popłynął. Już od dawna nie miał z kim o niej porozmawiać. O tej złotej kobiecie, która była dla niego wzorem, wychowała go i nauczyła wszystkiego. Mimo że w świecie miała raczej etykietkę czarnej wdowy, on kochał ją nad życie. Reeves okazała się wdzięczną słuchaczką. Rozmawiało im się dobrze do tego stopnia, że kolejne spotkanie wydawało się być konieczne.
    Czas wydawał mu się wyjątkowo dłużyć. Klientów tego dnia nie było wielu, snuł się więc od regału do regału, poprawiając ustawione idealnie pudełka. Zerkał co chwilę na zegar, mając wrażenie, że czas sobie z niego drwi i wskazówka uparcie nie rusza się z miejsca. Gdy w końcu wybiła godzina zamknięcia sklepu, z ulgą przewrócił tabliczkę i przekręcił klucz w drzwiach. Był wolny. Dosłownie dziesięć minut zajęło mu zebranie się, już po piętnastu był pod Herbaciarnią. Zgodził się z nią tam spotkać, chociaż nie był do tego miejsca specjalnie przekonany. Cóż, kiedy jeszcze uczył się w Hogwarcie to tutaj ciągnął co lepsze partie i uwodził na różne sposoby. Co do Hope… Nie miał w stosunku do niej złych zamiarów. Miał nadzieję na przyjemną rozmowę i miło spędzony czas. Na to, że ktoś w końcu posłucha żałosnego Christophera Zabiniego i nie będzie patrzył na niego jak na zwykłego arystokrackiego dupka.
    Rozejrzał się po lokalu, szukając znajomej krótkiej czuprynki. Kiedy dostrzegł ją przy jednym z uroczo ozdobionych stolików, uśmiechnął się pod nosem. Wyglądała niewinnie pochylona nad książką ze skupioną minką. Typowa Puchonka – przeleciało mu przez myśl. Szybko zamówił sobie szarlotkę i białą herbatę, by zaraz podejść do dziewczyny i nachylić jej się do ucha.
    – Cześć, Hope. Co czytasz? – mruknął łagodnie, a jego oddech nieznacznie musnął jej ucho.
    Roześmiał się zaraz cicho, by zaraz jak gdyby nigdy nic wyprostować się, posłać jej szelmowski uśmiech i rozsiąść się na krzesełku tuż naprzeciwko niej.
    – Co u ciebie? – Leniwie poprawił kołnierzyk nieco wymiętej koszuli i oparł brodę na dłoni, przyglądając jej się z zaciekawieniem.

    [Jednak najpierw dokończyłam odpis. Lecę ograć tatę, trzymaj kciuki, haha!
    No i mam nadzieję, że nie jest źle. Bo mam wrażenie, że trochę lania wody wyszło…]
    Zabini

    OdpowiedzUsuń
  23. Tiberius przez ostatnie pięć lat trzymał się z dala od Hogwartu, rodzinnych stron i całej Wielkiej Brytanii. Nie mógł znieść wspomnień, które nagromadziły się przez długi czas przebywania właśnie w tych miejscach. Oczywiście nie były to tylko złe wspomnienia, bo w końcu nawet w pałacu Yaxley’ów nie było wiecznie ponuro. Najmłodszy dziedzic kochał swoją rodzinę. Okrutnego ojca, zepsutą matkę i zniesmaczone wszystkim siostry. Nie miał prócz nich nikogo. A przynajmniej tak początkowo mu się wydawało. Po skończeniu ostatniego roku w Ravenclaw, nie pytając nikogo o zgodę, spakował skórzaną torbę i wyjechał. Zostawił jedynie wiadomość swojej rodzinie, a potem przysyłał z różnych miejsc na świecie pocztówki. Nie musieli wiedzieć, gdzie aktualnie przebywał. Kochał poznawać nowe, nieznane krainy, wędrować z tubylcami do zapomnianych, niemal mitycznych zakątków świata. Obieżyświat. Tak go zaczęto nazywać, bo gdziekolwiek warto było się pojawić, on tam był. Nie tylko widział rzeczy, których normalne oko nie widziało, ale również poznał tajemnice przeróżnych kultur, które namiętnie spisywał w notesach. Dzięki temu wrócił z doświadczeniem, którego niektórzy nie zdobyli przez całe życie. Dwudziestotrzyletni wówczas Tiberius postanowił się ustatkować. Ale tylko na jakiś czas. W końcu reszta świata wciąż na niego czekała. Zresztą nawet gdyby bardzo chciał, Hogwart dalej kojarzył mu się z kilkoma sytuacjami, których wolałby nie pamiętać. Pierwszym co zrobił było właśnie ubieganie się o stanowisko stażysty Ochrony Przed Czarną Magią. Nie powiedział rodzinie, że wraca i jak na razie tego nie planował. W końcu różne rzeczy mogły się zdarzyć. Na przykład dyrektor odrzuciłby jego podanie. Wtedy nie miałby czego szukać w Szkole Magii i Czarodziejstwa. Okazało się jednak, że nie potrzebnie się martwił. Neville z szerokim uśmiechem powitał dawnego ucznia swojej klasy i chętnie przyjął do pracy. Zaproponował również miejsce w Hogwarcie, ale Tiberius odmówił. Odkąd tylko pierwszy raz stanął w trakcie trzeciego roku z miasteczku Hogsmeade obiecał sobie, że kiedyś tam zamieszka. I życzenie się spełniło. Wszystko szło nadzwyczaj pomyślnie. Był jeden problem. Myślał, że rodzina ucieszy się na jego powrót. Wiedział, że tak nawet jeśli tego nie okazywali, ale nie sądził, że będą mieli mu za złe to, że nie znalazł sobie jeszcze do teraz żony. I to nie byle jakiej. Chodziło oczywiście o jedną z tych z czystej dwudziestki ósemki. Państwo Yaxley podkładali w nim wielkie nadzieje – jedyny syn, siostry powydawane za mąż, więc oczywistym było, że to właśnie on odziedziczy ich cały majątek razem z nazwiskiem. Nie rozumieli podejścia swojego najmłodszego dziecka do tych ustawianych i aranżowanych małżeństw. Na szczęście jego jedyna narzeczona jeszcze z czasów szkolnych wyszła za innego. Razem z Isbel nie tworzyli dogranej pary i oboje to wiedzieli. Dziewczyna postąpiła zgodnie z tym, co mówiło jej serce i wyszła za czarodzieja pół krwi, sprzeciwiając się tym samym woli rodziców. Tiberius uważał, że było to niezwykle odważne i krzywdzące równocześnie. Niedoszli teściowie zerwali wszelkie kontakty ze swoją córką, zostawiając ją samą. Ale Isbel była szczęśliwa. Tiberius był jednym z nielicznych gości na skromnym ślubie i żałował, że jemu nie trafiła się podobna miłość ze szczęśliwym zakończeniem. I może był niepoprawnym romantykiem, ale wiedział, że nikt w jego otoczeniu nie był bezpieczny. Dlatego też pogodził się już z byciem samemu. I raniły go uwagi rodziny a propos jego statusu matrymonialnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz jednak żył na własną rękę lub właściwie dopiero takowe zaczynał. Wcześniej najzwyczajniej w świecie zawsze mógł sięgnąć do skarbca Yaxley’ów. Robił to naprawdę rzadko, ale teraz nie zamierzał tam zaglądać już nigdy. Chciał być samodzielny. Ustatkowany i niezależny od nikogo. Życie w podróży było inne od tego na miejscu, więc było to pewnego rodzaju wyzwanie. Tak samo jak pierwszy miesiąc w nowej pracy. Dziwnie było stać po drugiej stronie – być w skórze nauczyciela. Chociaż na razie był jedynie stażystą, Lupin często przekazywał mu pałeczkę podczas zajęć, gdy widział, że Tiberius sobie poradzi. Większość jednak dni mijała mu na siedzeniu z tyłu sali zajęciowej i obserwowaniu niewiele starszego kolegi z pracy i notowaniu ważnych informacji. W końcu jednak zatęsknił za życiem w podróży i gdy tylko przyszedł okres wakacji, spakował się i wyruszył. Szukał ratunku dla rodziny, mugoli, chociaż zapewne sam sobie to tylko wmawiał. Tak naprawdę w głębi serca czuł, że szuka odkupienia za to co zrobił.
      Burza zaskoczyła go, gdy przechodził przez rzekę. Deszcz lał się z nieba jak z wiadra, zwiększając prąd wód. Chwila nieuwagi i Yaxley potknął się w jej strumieniu, dając porwać nurtowi, który ciskał nim o kamienie, zanim wyrzucił na brzeg. Poobijany i niemogący się teleportować na dalszą odległość, nie w tym stanie, przypomniał sobie o znajdujących się najbliżej znajomych czarodziejach. Przypomniał sobie ich dom i po chwili stał pod ich drzwiami. Przyjęli go, ale dalej już nic nie pamiętał. Musiał stracić przytomność. Obudził się w czyimś pokoju, a po chwili szatynka coś do niego mówiła. Usiadł na łóżku i spojrzał na dziewczynę. Skinął lekko głową, po czym mruknął:
      - Dzień dobry. Na pewno wszystko będzie pyszne.
      Uśmiechnął się w jej stronę, jednak zaraz poczuł dyskomfort przy głębszym oddechu.
      - Jak długo spałem? - spytał, dotykając prawą dłonią miejsca pod lewą łopatką. Spojrzał na dłoń, która lepiła się od krwi. Zmarszczył charakterystycznie nos, po czym przeniósł spojrzenie jeszcze raz na znajomą twarz. - Hope, prawda? Macie może sproszkowany dziób gryfa i ropę czyrakobulwy? - spytał, wiedząc, że stara rana otworzyła się i potrzebował czegoś do jej oczyszczenia.

      yaxley

      Usuń
  24. [Zrobiłabym z nich przyjaciół z dzieciństwa. No wiesz. Jak byli jeszcze kilkuletnimi brzdącami, świat wydawał się być idealny, jabłka skradzione sąsiadom z ogrodu smakowały najlepiej, a ich przyjaźń wydawała się być nierozerwalna i nieskończona. W Hogwarcie ich relacje osłabły, kontakt praktycznie zanikł, oprócz sporadycznego "cześć, co tam?" na korytarzu, ale właśnie przez to wspólne kibicowanie, gdy Fred ponownie pojawił się w zamku, znowu zaczęli ze sobą rozmawiać itp, itd. Więc jesteśmy na etapie odbudowywania relacji i w zasadzie wzajemnego poznawiania, bo tak w sumie to nic o sobie nie wiedzą - na przestrzeni lat człowiek się zmienia.
    Od dawna pragnę takiego totalnie yolo wątku. Jest środek nocy, Hope wpada do gabinetu Freda, bo nie może spać i wyciąga go na spacer. Coś im nagle odbija, Weasley ma ochotę zrobić coś szalonego i nie wiadomo po co ruszają na eskapadę do Hogsmeade. Po drodze łapią Błędnego Rycerza i lądują w Londynie na jakimś festiwalu. Nie wiem, mogą trafić do lunaparku, na jakiś koncert albo ogólnie po prostu - miasto żyje nocą - szwędać się po ulicach i włazić wszędzie, gdzie się da. Wiadomo - Fred - może jakiś alkohol - szalona wyprawa - to nie może się skończyć tak dobrze. Ktoś ich może potem napaść, napatoczą się pod nogi jakiemuś gangowi i będą musieli się bronić, trafią na ulicę Śmiertelnego Nokturnu - nie wiem. W każdym razie coś się stanie, będzie o tym głośno w gazetach, a oni potulnie wrócą do Hogwartu jakby nigdy nic się nie stało. Taka noc szczerości, noc robienia głupot, wpadania w tarapaty i wyprawiania rzeczy, których nie zrobiliby normalnie na co dzień. Nie wiem, co o tym myślisz, ale zawsze chciałam taki wątek i no. Dawaj znać, modyfikuj, odzywaj się pod kartą! :D Jestem otwarta na wszystko.]

    Freddie Weasley

    OdpowiedzUsuń
  25. Simmons nigdy nie miała problemu z pożyczaniem swoich notatek innym ludziom. Niektórzy jej przyjaciele mówili, że nie powinna tego robić, bo przecież ktoś wykorzystywał jej pracę włożoną w zrobienie ich, ale Jemma nie odbierała tego w ten sposób. Jeśli mogła komuś pomóc, to uważała, że jest to korzyść dla obu stron, skoro Krukonka czuła, że zrobiła coś, co powinna zrobić. Poza tym chcąc nie chcąc, musiała przyznać, że wciąż miała raczej uległą naturę, chociaż systematycznie nad tym pracowała, wiedząc, że musi być bardziej asertywna. Była świadoma tego, że ludzie wykorzystują ten fakt, ale do tej grupy osób z pewnością nie zaliczyłaby Hope. Dziewczyna rzeczywiście miała problemy z niektórymi przedmiotami, zresztą jak każdy uczeń, ale faktu, że korzysta z notatek Jemmy, ona sama nie odbierała jako bezczelne wykorzystywanie, chociażby dlatego, że Reeves oferowała jej w zamian swoje koleżeństwo. Wbrew pozorom dla Simmons było to bardzo wiele, ponieważ grono jej znajomych było raczej wąskie, a szczególnie teraz potrzebowała towarzystwa, gdy straciła dwójkę najbliższych przyjaciół.
    — Umiem tylko trochę, naprawdę. — uśmiechnęła się trochę nieśmiało. Zawsze tak się zachowywała, gdy ludzie mówili jej takie rzeczy, bo zazwyczaj nie umiała zobaczyć pozytywnych stron swojego charakteru. Mogła być uznawana za jedną z najlepszych uczennic w swoim roku, ale osobiście wcale się tak nie czuła. — Poza tym ty też zaraz wszystko zrozumiesz, jestem pewna — powiedziała pewnym głosem, patrząc na Hope, która według niej wcale nie była głupią dziewczyną. Poza tym dla Simmons uzyskiwane oceny nigdy nie były wyznacznikiem… tak naprawdę czegokolwiek. Były jedynie ocenami, wpisami na papierze, dzięki którym odblokowywały się lub zamykały pewne drogi dalszej edukacji. To, że komuś na nich nie zależało, wcale nie oznaczało, że od razu był idiotą, który niczego w życiu nie osiągnie. Dobrym tego przykładem był ojciec Jemmy, który jak mówił, w swoich szkolnych czasach raczej nie przykładał się do nauki, a mimo to posiadał teraz dobrze płatną pracę.
    Krukonka wiedziała jednak, że nie może dawać z siebie jedynie minimum, jeżeli chce w przyszłości zostać Aurorem. Nie była to przecież byle jaka praca, więc nie wykonywali jej też byle jacy ludzie, którzy w szkole dostawali same Nędzne. Jeśli Jemma chciała wyciągnąć rękę po swoje marzenia, musiała się postarać.
    — Nie wiem — odpowiedziała, wciąż pochylona nad jedną z książek, którą studiowała. — Właściwie to nie planowałam, bo w sumie… — miałam nadzieję pójść do Hogsmeade, żeby może spotkać się z Jamesem, ale tych słów nie wypowiedziała na głos, sama nie wiedziała dlaczego. Cóż, pewnie dlatego, że to było głupie. Wątpiła, aby chłopak w ogóle chciał się z nią jeszcze raz spotkać. Może powiedział, że chce ją lepiej poznać tylko z grzeczności, bo po prostu był dobrym człowiekiem. — A ty? — zapytała, chcąc odwrócić uwagę od powodu, dla którego nie planowała pojawienia się na imprezie.

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  26. Stara się przynajmniej raz w tygodniu znaleźć chwilę na odpoczynek. Nie ma jednak możliwości samodzielnego wybrania konkretnego dnia albo godziny — bycie Prefektem Naczelnym zmusza go do wielu ustępstw. Dni mijają mu zwykle w rytmie zajęć, posiłków i patrolowania korytarzy. Kiedy nie je, skrobie piórem po pergaminie. Kiedy nie odrabia prac domowych, zazwyczaj przesiaduje w bibliotece. A kiedy jest znużony i kleją mu się oczy, idzie na samotny spacer do Zakazanego Lasu albo odwiedza jedną z zapomnianych łazienek.
    W obu tych miejscach niezmiennie czeka na niego wiele pracy. Wśród drzew musi wypatrywać rzadkich gatunków zwierząt, w łazience z kolei doglądać, czy skonstruowana przez niego trucizna w końcu przybrała odpowiedni kolor.
    W porównaniu z resztą swoich rówieśników — kolorowych ptaków, których nie sposób zamknąć w klatce — zdaje się być cichym i wyobcowanym człowiekiem, który stroni od wszystkiego, od czego w jego wieku stronić nie należy. Jest nieśmiały, a więc towarzysko sparaliżowany, ale nie śmie narzekać, a tym bardziej rzucać oskarżeniami. Kogo miałby oskarżać? Na co narzekać? Miał szczęśliwe dzieciństwo i kochającą matkę, która przekazała mu wspaniałą umiejętność obdarzania innych miłością. Miłość, powtarzała, potrzebujemy jedynie miłości.
    Warto wspomnieć, jak niewielu ostało się marzycieli i romantyków, którzy pragną bezwarunkowego zespolenia się z drugą osobą, dobrowolnie wyrywając sobie przy tym serce z piersi. Idąc tym tropem rozumowania, Vincent automatycznie staje się kimś wyjątkowym. To piękny dar stworzenia — czystość uczuć zamknięta w szczupłym ciele i odbijająca się w błękitnych oczach.
    Prawdopodobnie nigdy nie dowie się o własnej wyjątkowości. Nie lubi myśleć o sobie w kontekście człowieka z przewagą zalet albo wad. To on, po prostu z on, z typową dla siebie niezręcznością w kontakcie z innymi i wzrokiem wbitym w posadzkę. Nie ma zachwytów nad doskonałą pamięcią, nie ma również wyrzutów związanych z paraliżującym lękiem przed wysokościami. Akceptuje bycie sobą i wie, że nigdy nie będzie kimś innym.
    Dlatego zdaje sobie sprawę, że kiedy zaalarmowany wybiega w ręczniku owiniętym wokół bioder, a krople wody spływają po jego ciele, nie da rady nie rozpłakać się wewnętrznie. To dziwne zjawisko — rozedrganie w środku i twarz przypominająca marmur.
    — Co robisz? — pyta cicho. Mokra kałuża pod nim rośnie.

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  27. [ Cześć, fajna postać, ale masz rację, Waltera może nieco irytować. Ciekawa jestem, co takiego by Hope mogła zrobić, aby przekonać do siebie tego durnego Krukona. ;D ]

    Walter Knightley

    OdpowiedzUsuń
  28. [ Witam :) Dość nietypowa postać, ale mi się bardzo podoba <3 W sumie z chęcią zaczęłabym z Tobą wątek o ile jeszcze Cię nie zawalili i pomogłabyś mi z pomysłem ;) ]

    OdpowiedzUsuń
  29. [nikt poza Olivią nie wie jednak, że ona udaje i zakłada maskę. c: bardzo dziękuję za miłe powitanie. :)]

    Olivia Rose

    OdpowiedzUsuń
  30. [ Też nie wiem, czy dzięki temu zacząłby darzyć ją sympatią, ale pomysł mi się podoba, może być ciekawie, więc niedługo zacznę, a przynajmniej niedługo zacząć powinnam. :D ]

    Walter Knightley

    OdpowiedzUsuń