6 lipca 2016

Pick up some pieces of the hearts you've shattered

Urodziny przypadające na 17 marca; były Ślizgon; krew genetycznie struta czysta; arystokracja od siedmiu boleści; proteza zamiast prawej ręki; tendencje do alkoholizmu; nauczyciel-terrorysta wykładający przed wakacjami starożytne runy, po wakacjach zaklęcia; oziębły, przepełniony sarkazmem od cebulek włosów po opuszki palców; szorstki jak papier ścierny; brak ekspresji twarzy; skamieniałe serce bije tylko dla niej; nienawiść żyje w nim tylko dla niego; różdżka - popiół z popielka, tarnina, 12 ½ cala, sztywna; bogin przemilczany; patronusem kobra królewska; zagorzały kibic Srok z Montrose; hejter Proroka Codziennego i uczniów - zwłaszcza tych, którzy przejawią niesamowite umiejętności magiczne i demonstrują swoją pawią dumę na każdym kroku.

Dotknij mnie - a poczujesz rzep uschły,
wilgoć wieczoru lub poranku, tętna kamieniołomu, 
miasto, oddech stepowej pustki, 
tych, którzy już nie żyją, a których pamiętam. 

Nowy świt witany sardonicznym uśmiechem w pakiecie z chłodnym spojrzeniem, zwyczajowy kubek kawy jedyną respektowaną metodą reanimacji po nieprzespanej nocy, korytarze zamku pokonywane pewnym krokiem, perfekcyjnie tłumienie uczuć, afiszowana na każdym kroku nietolerancja wobec szlam — pomimo upływu czasu, nawyki wczepione mu w szczenięcych latach wciąż w nim pozostały, ale pojawiły się też nowe, niechciane, zapisane przez pasmo doświadczeń i dorosłości.
W słowniku pojawiło się odrzucane przez wiele lat słowo „lęk”. Uwidacznia się w charakterze zimnych dreszczy, które znikają w opuszkach palców mimowolnie zaciśniętych na pergaminie, pełniącym rolę kolejnego zrodzonego w wyimaginowanych łzach listu, listu adresowanego do siebie z przeszłości, którego czeka ten sam los, co jego poprzedników — spalenie na wiór.
Wraz z utratą ręki, przez nieudany eksperyment w dziedzinie łamania zaklęć, pojawiło się widmo nowej, nieuleczalnej choroby – bezsenności, której nie da się zabić nawet przez pochłanianie końskich dawek tabletek nasennych, ani służących do tego eliksirów. Tak mocno zakorzeniona w świadomości, urosła do takich monstrualnych rozmiarów, że zaprzestał prób wyeliminowania jej, pochłonięty przez chorobliwą świadomość, że trucizna przeniknęła do jego ciała, atakując sukcesywnie każdą jego komórkę. Jej szkody są widoczne – spowodowała postępującą jaskrę i niedowład nogi. To tylko kwestia czasu, kiedy zbierze kolejne żniwo.
ODNOŚNIK DO POPRZEDNIEJ KARTY.Za zgodę administracji odświeżam, bo trzeba ruszyć fabularnie w końcu. W tytule Saint Asonia, w karcie Czyżkiewicz, Harry Lloyd i ja, a wygląd wizualny karty w dłużej mierze zawdzięczam nikomu innemu jak niezastąpionemu Bufonowi - mojej ostatniej desce ratunku. ♥ Limity nie są żadnym wyznacznikiem; często ich nie przestrzegam, więc, jeśli ktoś przychodzi z ciekawą relacją, na pewno ją przygarnę. Upraszam o niekomentowanie wizerunku, czy też zalinkowanej w karcie piosenki - te aspekty są kwestią indywidualną każdego autora. Zbędne uwagi na ich temat proszę zachować dla siebie. MG mile widziany. Preferuję handel wymiany - ty wymyślasz, ja zaczynam i na odwrót. 
6/8 (Pollock, gorszy Winrose, Miller, Mulicber, hiszpańska dupa wołowa ♥, Seaworth.)

22 komentarze:

  1. Oh, pamiętam go? Powinnam pamiętać?
    Casilda

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć.
    Taki nauczyciel to wbrew pozorom skarb.]
    Logan Linley

    OdpowiedzUsuń
  3. [10/10 za imię.]

    Alastair Alexander

    OdpowiedzUsuń
  4. Cześć skarbeńku, pobawimy się w ognistą?

    Dobrze wiesz kto, baranie

    OdpowiedzUsuń
  5. [ To nie powitanie, tylko sprawdzenie czy podziękowania dla mnie są. ]

    Miller i ukochany Silasek

    OdpowiedzUsuń
  6. [Coś nam rozpiszę do pełnego zestawu
    Może zmienisz zdjęcie, jak wystarczy mi motywacji, marudo ;>]

    OdpowiedzUsuń
  7. [ Mówią, że umiejętność zaskakiwania ludzi jest pożądaną cechą.
    Dziękuję pięknie. Ja z kolei życzę powodzenia w odnajdywaniu weny na Akina.]

    Viggo

    OdpowiedzUsuń
  8. [A ja bym właśnie chciała! xd
    No nic, dziękuję bardzo, ja też właśnie nie nadążam z witaniem tych wszystkich ludzi i ich postaci. c:]

    OdpowiedzUsuń
  9. [Dziękuję bardzo za miłe słowa co do Antona. Tak się denerwowałam, że wyjdzie z niego nijaka postać, a tu tyle komplementów, aż mi się przyjemnie robi na sercu.
    Zawsze jestem chętna na wątki, tylko najciężej mi wpaść na pomysł. Plus, są wakacje, więc to też trochę utrudnia sprawę.]

    Anton

    OdpowiedzUsuń
  10. [Również witam :) Widzę, że Carlie i Alastair to dwa zupełne przeciwieństwa, więc może być zabawnie. Nie wiem jak Winrose, ale kobieta nastawiona jest do wszystkich, a także do niego, raczej przyjaźnie. Może więc robić za jego sumienie, starać się, aby zmienił trochę swoje nastawienie do uczniów i przestał być taki pełny złości i nienawiści, co ty na to? :)]

    Carlie

    OdpowiedzUsuń
  11. [Rozumiem Cię, no ale tak to już jest jak się prowadzi nauczyciela, wiem coś o tym. Zgadzam się z szerokim uśmiechem,, abyśmy mieli wspólny wątek, tylko jak ich połączyć?;P]

    OdpowiedzUsuń
  12. [Masz rację, byłem, z Felixem, a potem Noahem. Też nie wiem, czy uda mi się cokolwiek wymyślić (zwłaszcza po takiej przerwie od blogowania), ale za powitanie serdecznie dziękuję.]

    Igor

    OdpowiedzUsuń
  13. [ Nie będę wiązać swojej trzeciej postaci z Alkiem. Stwórz kogoś nowego :P ]

    Louis Wallsh

    OdpowiedzUsuń
  14. [Declan z pewnością stawałby w obronie swoich, dlatego możemy w sumie założyć, że po którymś razie przestał być milutki. Może nawet chciałby przemówić Alastairowi w mało przyjemny sposób do rozsądku, ale zbyt dobrze by mu to nie wyszło, bo w czasach szkolnych z pewnością nie był samcem alfa. Tyle, że to jeszcze zaostrzyłoby ich konflikt, który w pewnym momencie mógłby wykroczyć poza kwestię czystości krwi. I tutaj widziałabym jakiś punkt kulminacyjny, kiedy dzieje się coś mało przyjemnego i albo chłopcy zakopują topór wojenny, albo są zmuszeni na odpuszczenie sobie wzajemnie, chociaż niechęć pozostaje.]

    Declan Seaworth

    OdpowiedzUsuń
  15. [ Viggo lubi wyzwania.
    Trudno mi rzucić jakimś pomysłem, bo jeszcze nie do końca mam w głowie wykreowanego V., ale z chęcią przygarnę jakiś Twój.]

    OdpowiedzUsuń
  16. Jeszcze rok temu Audrey nigdy nie pomyślałaby, że po raz kolejny znajdzie się w Hogwarcie. Kończąc siódmą klasę była niemal przekonana o tym, że opuszcza te stare mury raz na zawsze. Niestety życie lubi zaskakiwać i nigdy nie można zakładać, że coś się stanie a coś nie. Jej życie potoczyło się inaczej niż zakładała. Ze świetnymi wynikami egzaminów mogła spokojnie zasilić szeregi uzdrowicieli, ale zdecydowała się na karierę muzyczną. Jej rodzice tego nie pochwalili. Bardzo nie podobało im się, że ich jedyne dziecko będzie śpiewać zamiast robić coś pożytecznego. Jednak blondynka rozochocona świadomością przyszłej sławy i pieniędzy, które mogłaby zarobić nie chciała nawet myśleć o tym, by nie wykorzystać takiej szansy. Kariera muzyczna w magicznym świecie jej nie wyszła. Jak się okazało czarodzieje wciąż woleli tkwić w swoim własnym uniwersum zamkniętych horyzontów.
    Występowanie przed mugolami z początku jej strasznie przeszkadzało. Jak rasowa Ślizgonka miała już wypracowaną opinię o ludziach pozbawionych mocy magicznej. Była zaskoczona, gdy zauważyła, ze nie było tak źle. Jej kariera parła do przodu i to było najważniejsze. Nic nie trwa jednak długo i odrobina nieuwagi kosztowała ją zakończeniem kariery i przyjęciem posady nauczycielki Eliksirów. Zawsze jednak mogło być gorzej, co nie znaczy że Miller w stu procentach pogodziła się ze swoją obecną sytuacją.
    Teraz przemierzała jeden z korytarzy. Czuła się jak uczennica, bo w tym miejscu nie zmieniło się nic. Wszystko było w dokładnie takim samym stanie, jak było dawniej. Być może było tam więcej kurzu, ale to jedyne co różniło Hogwart obecny z tym za jej czasów. Szybko skierowała się w stronę swojego pokoju, uważając by przypadkiem nie zapomnieć się i nie pójść do Pokoju Wspólnego Slytherinu.
    Było już późno. Cisza nocna nastała dawno temu i teoretycznie Audrey powinna spać, by być przygotowaną na pierwszy dzień pracy. Nie wiedziała jak sobie poradzi w roli profesora. Nie była pewna, czy jest w stanie włożyć w uczniów wiedzę, którą ona zdobyła z ogromnym wysiłkiem. Obiecała sobie jednak, że się postara, bo co innego miała obecnie do roboty? Zanim jednak poszła do swojego pokoju, postanowiła raz jeszcze przejść się po zamku. Spać jej się nie chciało i nie widziała sensu w siedzeniu bezczynnie.
    Czas mijał i mijał a ona nie zatrzymywała się ani na chwilkę. Zaczynała się denerwować tą całą sytuacją. Wszystkie zmartwienia odeszły w niepamięć, gdy na horyzoncie zamajaczyła pewna sylwetka. Kobieta doskonale wiedziała, do kogo należy.
    – Już myślałam, że już nigdy nie zobaczę twojej parszywej mordy – powiedziała,chociaż mogła się odwrócić i nie odezwać ani słowem. Pokusa konfrontacji była jednak silniejsza.

    Miller

    OdpowiedzUsuń
  17. [W takim razie czekam z niecierpliwością. ;)]

    OdpowiedzUsuń
  18. [Właściwie jest mi to obojętne, tylko gdybym ja miała zaczynać, to jednak trochę by to potrwało, bo mam do nadrobienia jeszcze kilka wątków. :c]

    Declan Seaworth

    OdpowiedzUsuń
  19. Spojrzał na mężczyznę i uśmiech sam z siebie wkradał mu się na usta. Chciał się opanować i starał się to zrobić ale chyba wychodziło mu to dość kiepsko. Ryzykownym było drażnienie nauczycieli, zwłaszcza gdy byli oni tacy jak Winrose. Już nawet nie trzeba było wspominać o tym, że sama przynależność nauczyciela do Slytherinu działała na Silasa jak płachta na byka. Nie wiedział dlaczego tak miał, ale każdy wychowanek domu węża był na silasowej liście. Lubił drażnić zielonych, tak jakby było mu to potrzebne do życia niczym oddychanie. Za nauczycielem nie przepadał nigdy. Już od samego patrzenia na mężczyznę można było stwierdzić jaką paskudą jest. Roztaczał wokół siebie tak silną aurę zniechęcenia i obojętności, że przechodziła ona nawet na uczniów. Nic więc dziwnego, że prawie nikt go nie lubił. Sam Silas myślał, że tylko ktoś zdrowo pochrzaniony wdałby się w bliższą relację z mężczyzną.
    Opuścił różdżkę i skrzyżował ręce na piersi. No tak, w sumie to nawet nie spodziewał się, że nauczyciel powie mu, co robił w Zakazanym Lesie. Ogólnie jednak chodzenie do takiego miejsca było podejrzane, zwłaszcza gdy jest tak późno. Podejrzanym było też to, że Mulciber sam wybrał się na malutki spacerek, ale on miał doskonały powód. Oczywiście nie mógł tego powiedzieć nikomu, bo to zepsułoby całą zabawę z tego płynącą.
    Odsunął się od zapadliska pozostawiając Winrose'a samego. Rozejrzał się po okolicy, oświetlając wszystko. Szukał czegoś, co posłużyłoby za wyciąg, ale oprócz wysokiej trawy nie znalazł nic. Nie spodziewał się również, że znajdzie linę zawieszoną na gałęzi, bo to byłoby zbyt piękne. Odszedł kawałek. Powietrze zrobiło się gęste i wszystko spowiła mgła. Przy takiej scenerii można było pobrudzić spodnie przy najmniejszym hałasie. Na szczęście było cicho. Chociaż w przypadku Zakazanego Lasu nawet brak dźwięku mógł sygnalizować niebezpieczeństwo. Nie szukał długo, bo znalazł leżącą na ziemi gałąź, która wydawała się na tyle duża i wytrzymała, by nauczyciel mógł się po niej wspiąć. Trochę dłużej zajęła mu droga powrotna, ale po kilku minutach znów stał przy zapadlisku. Zsunął jeden koniec gałęzi na dół i odetchnął z ulgą, gdy okazało się, że drugi koniec wystaje.
    – Da pan radę się wspiąć? – zapytał siląc się na względnie uprzejmy ton głosu.

    Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  20. [Chodź, chodź, stwórzmy coś fajnego <3]

    Charlie

    OdpowiedzUsuń
  21. [Obaj byli ślizgonami, obaj sieją terror, stwórzmy coś.]
    Francis

    OdpowiedzUsuń
  22. [Nadal nie przekonuje mnie ten gif do tej parszywej gęby Winrose'a.
    PS Zmień kolor tej czcionki, bo jej w ogóle nie widać. Hue hue ;>]

    OdpowiedzUsuń