11 lipca 2016

sounds gay, but I'll do it anyway

JAMES SYRIUSZ POTTER
drugi tego imienia | 1 kwietnia 2004 | półkrwi | absolwent | sowa Melisandre | bogin? wciąż utrzymuje, że niczego się nie boi | patronusem renifer | barman w Pubie Pod Trzema Miotłami

prawowity dziedzic Mapy Huncwotów

Podobno, wraz z imionami, odziedziczył po dziadku i wuju wybuchową mieszankę temperamentu ich obu. Jako uczeń Hogwartu był wzorowym Gryfonem - dumnym, dzielnym obrońcą uciśnionych. Jako kapitan Gryfonów w Quidditchu prowadził swoją drużynę do zwycięstwa, nie jednokrotnie wdając się w pyskówkę z kapitanami przeciwników. Jako brat dokuczał Albusowi i groźbami odstraszał adoratorów Lily. Jako syn spędzał matce sen z powiek, kiedy raz po raz dostawała listy od jego opiekuna domu, informujące o kolejnych prześmiesznych kawałach, które wykręcił. 

Wszyscy go znali. Najpopularniejszy, najzabawniejszy Potter, który nie wahał się ani chwili, kiedy ktoś potrzebował poprawy humoru - on od razu potrafił rozkręcić bitwę na jedzenie w Wielkiej Sali, rzucając garścią kartofli w tego głupiego Ślizgona, który dręczył młodszych. Przemierzał korytarze Hogwartu nonszalanckim krokiem, z wiecznie poluzowanym krawatem, rozczochraną czupryną kruczoczarnych włosów i łobuzerskim uśmieszkiem. Dzięki wrodzonej charyzmie w większości sytuacji udawało mu się wymknąć szponom kłopotów, a garstka przyjaciół podążała za nim na każdym kroku. Dwie czy trzy dziewczyny przez te wszystkie lata chciały skraść mu serce - skradły tylko pocałunki i nieśmiałe pieszczoty siedemnastolatka, który nigdy nie potrafił się zaangażować. 


Buntował się wbrew oczekiwaniom innym. W końcu był synem słynnego Harry'ego Pottera. Jego kariera aurora była zakładana z góry, zwłaszcza, że brylował w Klubie Pojedynków, a i jego stopnie były wybitnie dobre. Nauka przychodziła mu z łatwością, ale nigdy jakoś nie przywiązywał do niej wagi. I mimo swojego zaangażowana w Quidditcha, obronę przed czarną magią i zauroczenie eliksirami, nigdy nie planował zbyt skrupulatnie swojej kariery po Hogwarcie. Właściwie jedyne, co wiedział na pewno, to to, że nie chce zostać ani międzynarodowym graczem, ani aurorem, ani uzdrowicielem. Postanowił więc zaczepić się na razie jako barman w Pubie Pod Trzema Miotłami i w międzyczasie dowiedzieć się czym jest to, czego naprawdę pragnie od życia. 

***

Szukam miłości, tej pięknej i gwałtownej.
Przyjaźni, takiej do grobowej deski.
Wrogów, żeby w sercu płonęła nie tylko namiętność, ale też i nienawiść.
I wszystkiego co skomplikowane, zaskakujące i ciekawe.

Witaj, Mistrzu Gry. 


kontakt: mmbb0630@gmail.com

Wątki: Jemma, Albus, Fred, Hope, Agnes, Anastasiya, Logan, Christopher

31 komentarzy:

  1. [A zatem witamy serdecznie! Czy będzie to wielkim nietaktem, jeśli na dzień dobry powiem, że go kocham? Jeden z moich ulubionych aktorów jako James, już ukradł moje serce. Nie mogłabym nie zaproponować wątku, gdyż poprzedni James i moja Lucy przyjaźnili się od zawsze, więc jeśli Wam Lu do gustu przypadnie, chętnie pokombinujemy jakiś super wątek! Po wakacjach, gdy Lucy będzie w VII klasie, sporo się u niej zmieni, ale w razie co też jest to podstawa do wątku. Zapraszamy serdecznie z otwartymi ramionami, bo Lucy się za Jamesem stęskniła!]

    Lucy Wood/Ethel Covel

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć, hej i siemanko!
    Myślę, że wraz z Loganem by się polubili. Nigdy bym nie pomyślała, aby wziąć akurat tego aktora za Jamesa, ale wypadł w moich oczach świetnie!
    Ładnie napisane i zapraszam do nas. :)]
    Logan Linley

    OdpowiedzUsuń
  3. [Nawet nie zauważyłam, że pierwszy James zniknął, a tutaj już pojawił się kolejny, kto by pomyślał! Witam serdecznie na blogu. Taki w sumie podobny do swojego imiennika, który w czasach szkolnych też lubił robić innym kawały i w ogóle. ;) Życzę dobrej zabawy na blogu, a w razie chęci także do wątku.]

    Jemma/Molly/Maxine/Declan

    OdpowiedzUsuń
  4. [Agnes już go pokochała, w czasie jego nauki na pewno by się w nim podkochiwała, więc co ty na wątek?
    Od razu bym zarezerwowała miłość, ale ostrzegam, że nie taką zwykłą, no i wkoncu wszystko zależy od ciebie, bo moja panna należy do tych bardziej męczących i irytujących. :)
    Ale wiesz jest bardzo miła,
    nie chcę sobie robić antyreklamy. :P]
    Agnes Dolor

    OdpowiedzUsuń
  5. [Kolejny raz piszę komentarz, jeszcze raz wyłączy mi się laptop i się zastrzelę.
    Kradnę kuzyna i zaklepuję wątek! Możemy z naszych panów stworzyć najbardziej zgrany duet w historii Hogwaru albo też postawić na wojennej ścieżce, jeśli tylko znajdziemy ku temu odpowiedni powód - wszystko w zależności od tego, czego akurat Ci potrzeba :D
    W pierwszym akapicie wkradły Ci się chyba ze dwie literówki ;)
    Pomyślnych wiatrów, wielu wątków, i tak dalej! <3]

    Freddie Weasley

    OdpowiedzUsuń
  6. [O chryste, mówisz poważnie? W sensie, nie chcę nic mówić, ale dla niej to by było tak, jakby we mnie zakochał się mój ulubiony aktor. Jemma jest wielką fanką całej tej historii z Voldemortem, więc James jako syn Pottera był by pewnie dla niej postacią wręcz kultową, do której wzdychałaby przez te wszystkie lata, ale nic o tym nie mówiła. Także tego, nie miałabym nic przeciwko.]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  7. [O. M. G. Kocham Cię, zrobiłaś mi Jamesa marzeń, chodź do braciszka <3]

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  8. [Wyczuwam dobry pomysł. A więc opisz mi wszystko dokładniej, a ja bardzo chętnie nam zacznę.
    I wybacz, że tak wszystko zrzucam na ciebie. :)]

    OdpowiedzUsuń
  9. [O matko kochana, w porządku! Aż ze szczęścia nam zaraz mogę zacząć, bo aż się nie mogę doczekać momentu, w którym Jemma dostanie zawału z powodu tego, że ten James z nią w ogóle rozmawia.]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  10. [Jestem za, nawet bardzo :D Rozumiem przez to, że mam zacząć?]

    Kuzynek

    OdpowiedzUsuń
  11. [Hej :) Szczerze mówiąc, jest to James taki, jakiego zawsze sobie wyobrażałam. :)
    Przychodzę, niestety, z pustymi rękoma, bo sądzę, że powiązania podrzucone w karcie postaci są już dawno zaklepane. Tak czy siak, jeśli są chęci, zaproszę Cię do którejś z moich panien. Wybierz, z którą będzie Ci się lepiej pisało, jeśli masz ochotę na wątek. :)]

    Anastasiya Dołohow / Patience Bennett

    OdpowiedzUsuń
  12. [Nie pytaj skąd mi to przyszło do głowy. Mam nadzieję, że nie jest źle. :<]

    Jemma – 0, Zielarstwo – 1.
    Szczerze mówiąc, nie miała pojęcia, dlaczego właśnie Pod Trzema Miotłami postanowiła zrobić sobie małe biurko ze stołu, na którym teraz rozmieszczone był różnego rodzaju pergaminy i dwie otwarte książki. Teoretycznie nie miało to żadnego sensu, ale miłość Jemmy do wody goździkowej najwyraźniej wygrała z przymusem przygotowania się na kolejną lekcję u profesora Corteza. To był jej ostatni i jednocześnie najważniejszy rok w Hogwarcie, dlatego zamierzała stanąć na wysokości zdania i dać z siebie jeszcze więcej niż w poprzednich latach. Zdecydowała już, że po zakończeniu szkoły będzie starać się o wstąpienie w szeregi Aurorów, a chociaż wciąż utrzymywała status jednej z najlepszych uczennic w Hogwarcie, to wiedziała, że nie może spocząć na laurach. Znajomi powtarzali jej, że stresowała się zupełnie niepotrzebnie końcowymi egzaminami, bo przecież jej wiedza była rozległa, ale Simmons nie dawała się przekonać. Widziała przecież statystyki, które wyraźnie mówiły, że czasem nawet najlepszym nie udawało się przejść chociażby etapu przygotowawczego, chcąc zostać z Aurorem. Poza tym w każdym roku do prób przystępowało wielu czarodziejów. W przyszłym jednym z nich będzie ona, a najgorsze było to, że w ogóle nie widziała powodu, dla którego miałaby zostać przyjęta. Kiedy wyraziła przed rodzicami swoje obawy, powiedzieli, że zdecydowanie za dużo myśli, ale Krukonka nie potrafiła inaczej. Myślenie było chyba jej jedynym atutem.
    Właśnie dlatego już od początku semestru była zabarykadowana wśród książek od przeróżnych przedmiotów. Dzisiaj akurat padło na Zielarstwo, a chociaż był weekend i większość uczniów po prostu relaksowała się w Hogsmeade, to Jemma przyszła tutaj, żeby po prostu kontynuować naukę. Właściwie gdyby nie Lucy, w ogóle nie ruszyłaby się pewnie z zamku, ale przyjaciółka wyciągnęła ją siłą i przewróciła oczami, widząc, jak Simmons pakuje do torby kilka książek. Potem wraz z grupką znajomych przyszły tutaj, ale obecnie Krukonka siedziała przy stoliku sama, ponieważ Lucy musiała załatwić coś w innym miejscu, dzięki czemu Jem mogła wyciągnąć książki, notatki i chociaż przez chwilę pochylić się nad bieżącymi tematami lekcji. Niestety każde słowo, które czytała, wydawało jej się napisane w innym języku, a przecież jak zwykle słuchała uważnie profesora Corteza. Westchnęła, opierając się łokciami o stolik, po czym zacisnęła dłonie na włosach. Los był taki niesprawiedliwy.
    Nie miała pojęcia, ile już siedzi w pubie, ale kiedy usłyszała pisk jakiejś dziewczyny, a potem kolejny krzyk, do którego dołączyło kilkoro następnych, podniosła gwałtownie głowę. Po całym pomieszczeniu latało mnóstwo chochlików, które targały klientów za włosy, przewracały kufle i skakały po wysoko zawieszonych belkach. Zanim jednak zdążyła się zastanowić, co takiego one tutaj robią, musiała uskoczyć, bo jeden z nich leciał wprost na nią. Zeszła na czworaka, idąc w stronę baru, gdzie miała nadzieję się schować i kiedy tam dotarła, okazało się, że nie dość, że jeden z chochlików zrzuca wszystkie butelki na ziemię, to jeszcze jest tu inny czarodziej. Posłała chłopakowi krótkie spojrzenie, po czym wychyliła się zza baru, wyciągając różdżkę.
    — Depulso! — wymierzyła różdżkę w grupkę chochlików, co sprawiło, że zostały odepchnięte od siebie i oszołomione. Potem znowu schowała się za barem, oddychając ciężko.

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  13. [Z Aną to jest tak, że ona ma ojca, który za wszelką cenę chce mieć tą swoją jedyną córkę jednak "normalną". I z całą pewnością nigdy nie powiedziałaby mu o związku z Jamesem Potterem, bo wpadłby w szał.
    Co innego matce.
    Po co o tym piszę, już mówię. Kwestia ich rozstania mogłaby być prosta. Pewnego razu jej ojciec postanowił pobawić się w aranżowanie małżeństwa swojej córki i ustalił z innymi czarownikami czystej krwi, iż ich dzieci się zaręczą. To czy Anie się ten narzeczony spodobał, czy nie, to zupełnie inna kwestia, ale to właśnie mogłoby być przyczyną rozstania. Bo nie wydaje mi się, aby w tym związku któreś z nich mogło odstawić coś takiego, co by się przyczyniło do rozpadu.
    A co do samego faktu utraty dziewictwa - trochę mi to nie pasuje do Any. Nie wiem nawet czy teraz, w wieku lat 17, by była gotowa na taki krok, a co dopiero dawniej. Więc pozostańmy może przy samym związku, bo nie wydaje mi się też, aby James nie umiał uszanować jej decyzji. :)]

    Anastasiya

    OdpowiedzUsuń
  14. [Może wątek zacznijmy w ten sposób,
    Logan nie wiedząc czy między nim i James'em jest wciąż tak samo wpadłby w czasie wakacji do jego pracy, ciekawy co u niego i ciekawy dlaczego się do niego nie odzywa ani słowem.
    A dodam, że się bardzo bardzo przyjaźnili, nieco by się posprzeczali no i zaczęliby pić, w koncu trzeba to opić, no nie?, oczywiście to by się nie skonczyło wylaniem z roboty, ale na pewno miałoby swoje konsekwencje. Sprzątanie pubu bez użycia magi,
    Logan czułby się odpowiedzialny i zacząłby mu pomagać.
    No, a potem twój pan dowiedziałby się z gazet o śmierci ojca Logana z rąk jego matki, chłopak miałby ciężki okres w życiu i by się nie odzywał do James'a więc ten postanowiłby go odwiedzić u ciotki Mavelle, co ty na to?;P
    Mam nadzieję, że coś zrozumiałaś.]

    OdpowiedzUsuń
  15. Na pierwsze słowa czarodzieja zareagowała lekkim uśmiechem na twarzy oraz rumieńcami na policzkach, które pojawiły się mimowolnie, bo ostatnią rzeczą, którą Jemma chciała zrobić, to rumienić się przed facetem. Właściwie dopiero teraz miała szansę na przyjrzenie się mu i gdy tylko dotarło do niej, że barman posiada znajomą twarz, zamarła. Nawet nie musiał jej się przedstawiać, bo chociaż on z pewnością nie znał jej, to ona znała jego. Wyglądało na to, że dzisiejszego dnia wszystkie siły na świecie działały przeciwko niej. W głowie już zaczęła analizować, co zrobiła przez ostatnie kilka minut i jak bardzo zbłaźniła się przed chłopakiem. Zastanawiała się, jak źle musiała wyglądać, kiedy się tutaj doczołgała i w jaki sposób spojrzała na niego, zanim się wyprostowała i wymierzyła zaklęcie w tamte chochliki. Każdy szczegół był teraz ważny, bo oto miała możliwość porozmawiania z chłopakiem, w którym była zauroczona właściwie od pierwszej klasy, a kiedy już spełniło się jej marzenie, to oczywiście wśród stada chochlików, kiedy nie prezentowała się najpiękniej. Jednak rzeczą, która ją zaskoczyła był fakt, że James nazwał ją niezłą wojowniczką. Kiedy zdała sobie z tego sprawę, dziękowała losowi, że jeszcze nie zdążyła się podnieść, bo komplement z jego strony był czymś, czego w ogóle się nie spodziewała. Przecież on był… sobą, a ona jedynie Jemmą Simmons, która uczyła się nawet w weekend.
    Podniosła się z podłogi, pomagając sobie wyciągniętą dłonią chłopaka i również się otrzepała, bo po swojej krótkiej wędrówce ze stolika do baru, zdążyła się ubrudzić. Wzięła głęboki wdech. Przez chwilę zapomniała, jak się w ogóle nazywa, tym bardziej po tym, co usłyszała. Wcale nie sądziła, aby lepiej sobie poradziła od niego. Po prostu rzuciła zaklęcie, nie było w tym niczego wyjątkowego. Była też zbyt drobna na ochroniarza. Ale on przecież nie mówił tego dosłownie, o czym zorientowała się dopiero po chwili. Zbyt dużo myśli krążyło jej teraz po głowie i nie myślała już trzeźwo.
    — Jemma Simmons — starała się, aby jej głos brzmiał naturalnie, ale kiedy usłyszała samą siebie, miała wrażenie, że brzmi okropnie. Przez chwilę była pewna, że James zaraz ucieknie. Ona by uciekła na jego miejscu. — To nie było nic takiego, naprawdę — wzruszyła ramionami, uśmiechając się nieśmiało. — Właściwie powinnam sprawdzić czy moje książki są całe — dodała po chwili, a kiedy podeszła do stolika, przy którym siedziała, okazało się, że kilka pergaminów z notatkami było pogryzionych, tak samo jak jedna strona w książce. — Świetnie, po prostu świetnie — westchnęła, próbując jakoś naprawić ten bałagan, bo strzępki papieru były prawie wszędzie.

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  16. [Hope też nie wie czego chce od życia i nie ma pojęcia kim zostanie jak skończy szkołę, więc mogą razem biadolić na swoje życie przy kremowym piwie lub szklaneczce ognistej whisky, o! Na dodatek, Hope może się w nim trochę podkochiwać lub po prostu traktować jak starszego brata. James może też dziewczynę czasami trochę rozkręcać i namawiać do różnych szalonych żartów :D]

    Hope

    OdpowiedzUsuń
  17. [Czekaj, masz na myśli, że Ana ma kłopoty z zaangażowaniem? Bo ona by raczej nie miała, po prostu na niektóre rzeczy jest dla niej za wcześnie, ale to by nie znaczyło, że nie umie się zaangażować. :D
    Wiesz, tak szczerze, to myślałam, żeby to wszystko działo się rok wcześniej, jak James był jeszcze w Hogwarcie i może odrobinę w czasie wakacji, jak już szkołę skończył. Około grudnia Anastasiya by mu powiedziała o decyzji ojca i, że nie chce być wobec Jamesa nie fair. Jak myślisz? :)]

    Anastasiya

    OdpowiedzUsuń
  18. [Okej, nie ma problemu. :D
    Tak właśnie policzyłam, że to musiałoby być jakieś 2 lata temu, jak Ana była w V klasie, James kończył VII. Ale to takie szczegóły. ;)]

    Anastasiya

    OdpowiedzUsuń
  19. [Jak najbardziej możemy :D James może się wtedy zorientować, że Hope się w nim zauroczyła, ale jak zareaguje, przekonamy się już w wątku ;) Powiedzmy, że umówili się w Trzech Miotłach podczas weekendu tuż po otwarciu pubu, gdy jeszcze żadnych klientów nie ma i mogą sobie na spokojnie porozmawiać, co ty na to? :)]

    Hope

    OdpowiedzUsuń
  20. [James Potter to jednak James Potter. Jak zawsze cudowny ♡
    Życzę miłej zabawy, wielu niezapomnianych wątków, poplątanych powiązań, szaleństwa, czasu i weny!]

    Zabini

    OdpowiedzUsuń
  21. [W porządku, jestem jak najbardziej za! ;)]

    Jemma musiała uciec od Jamesa, bo nie mogła ryzykować, że zrobi z siebie jeszcze większą idiotkę niż już zrobiła. Przez głowę przelatywało jej wiele myśli na temat tego, co chłopak mógł sobie pomyśleć na jej temat. Znali się tylko przez chwilę, ale na pewno wyciągnął jakieś wnioski, a ona wątpiła, aby zrobiła dobre pierwsze wrażenie. Co prawda, pochwalił ją, ale czy nie zrobił tego tylko dlatego, żeby być dla niej miłym? A co jeśli tak jak wszyscy po prostu współczuł jej z powodu tego, co wydarzyło się kilka miesięcy temu? Simmons miała już dosyć współczucia od innych osób, ponieważ ono właściwie nie przynosiło niczego dobrego. Krukonka chciała ruszyć do przodu, a nie ciągle wspominać to złe, które ją spotkało. Miała jednak wrażenie, że niektórzy ludzie jedynie chowali się za maską uprzejmości, chcąc wbić jej kolejną szpilkę, tak tylko, żeby się na kimś wyżyć i poczuć się lepszym od tej osoby.
    Po piętnastu minutach udało jej się ogarnąć bałagan, który panował na stoliku i obok niego. Notatki wróciły na swoje miejsce, dzięki czemu znowu było można je odczytać. Nawet udało jej się uratować stronę książki, która była jej największym problemem, bo nie miała pojęcia, czy bibliotekarka naprawdę uwierzy jej w historię o chochlikach, które zaatakowały pub. Wolała nie wysyłać do ojca sowy z informacją, że będzie musiał zakupić nową książkę do szkoły, bo jego córka znalazła się w złym miejscu, o złym czasie, w dodatku nie umiejąc uchronić kartek przed zniszczeniem.
    Gdy doprowadziła stół do porządku, wróciła do nauki, ale tak naprawdę niewiele zdążyła się nauczyć, bo niedługo później usłyszała ten sam głos, z którego właścicielem rozmawiała jeszcze jakieś czterdzieści pięć minut temu. Uniosła zaskoczona brwi. Przecież to nie mogło się dziać. Dlaczego James Potter miałby przyjść do niej po zakończonej – jak się domyślała – zmianie, żeby z nią porozmawiać? To nie miało żadnego sensu.
    — Tak, oczywiście — posłała chłopakowi lekki uśmiech, ciesząc się, że tym razem zabrzmiała o wiele bardziej naturalnie niż za pierwszym razem. Przesunęła się, robiąc miejsce na stole. Wolała, żeby James nie widział jej okropnego pisma, dlatego schowała notatki do torby i przesunęła książki na bok. — Nie przesadzaj, to naprawdę nic takiego — odwróciła na chwilę wzrok, czując, jak jej policzki znowu zaczynają ją piec. — W ogóle jej się nie dziwię — zaśmiała się cicho. — Kiedy mój brat zrobił to samo, przyrzekłam, że zmienię go w ropuchę! — jej oczy zaświeciły na tamto wspomnienie. Leo oczywiście nie skończył jako płaz, bo potem rzucił się na nią i zaczął ją łaskotać. — Często odwiedzają was tu chochliki?

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  22. Krukonka była pewna, że już kilka lat temu odbyła swoją najbardziej stresującą rozmowę w życiu, ale ta, którą odbywała teraz, zdecydowanie przebijała wszystkie inne. Tak naprawdę Jemma nie miała pojęcia, jak powinna się zachować, bo nie wiedziała, jakie w ogóle są intencje chłopaka. Wciąż nie widziała żadnego powodu, dla którego tak po prostu do niej podszedł i zaczął z nią rozmawiać. Przecież to był James Potter! Nie wiedziała, dlaczego w ogóle miałby zwrócić na nią uwagę. W pomieszczeniu było mnóstwo dziewczyn, które wydawały jej się bardziej odpowiednimi kandydatkami do spędzania czasu z chłopakiem. Ona nie była przecież tym towarzyskim typem, wokół którego znajdowało się mnóstwo innych osób, chcących z nią zamienić chociażby kilka słów. Właściwie była przeciwieństwem człowieka towarzyskiego.
    Chciała mu odpowiedzieć, naprawdę chciała, ale zanim zdążyła otworzyć usta, zauważyła pianę powyżej jego ust, co sprawiło, że roześmiała się mimowolnie. Zasłoniła dłonią usta, wiedząc, że przecież to niegrzeczne tak się z kogoś śmiać, ale nie umiała się powstrzymać. Teraz była już pewna, że świat zjednoczył się przeciw niej, robiąc wszystko, aby zrobiła z siebie idiotkę tak bardzo, jak tylko jest w stanie.
    — Przepraszam, ja… — przerwała jej kolejna salwa śmiechu, która wydostała się z jej gardła. Odwróciła wzrok, żeby móc się uspokoić. Wzięła kilka głębokich wdechów, ale łzy wciąż były obecne w kącikach jej oczu. Spojrzała na niego dopiero po dłuższej chwili, kiedy była pewna, że powstrzymała już swoją chęć do śmiania się. — Po prostu… masz pianę na buzi — powiedziała w końcu, a chociaż była pewna, że w końcu się ogarnęła, to i tak szeroki uśmiech zdobił jej twarz. — Na Merlina, przepraszam, naprawdę przepraszam, to było niemiłe — dodała, teraz patrząc na niego z trudem, bo miała ochotę schować się pod ziemię i już nigdy z niej nie wychodzić.
    Dopiero po kilku minutach zorientowała się, jak niewłaściwie się zachowała. Od razu poczerwieniała na twarzy i upiła łyk swojej wody goździkowej, której już w sumie zostało naprawdę niewiele. Teraz była pewna, że musi stąd uciekać. Wątpiła, aby po tym małym incydencie w ogóle chciał się z nią więcej kontaktować. Wypiła swój napój do końca, a potem sięgnęła po książki, które wciąż leżały na stoliku, żeby móc je schować do torby. Właściwie i tak powinna się już zbierać, żeby wrócić do szkoły. Postanowiła sobie, że od teraz będzie unikać tego miejsca. Nie mogłaby spojrzeć mu w oczy po tym, jak tak po prostu zaczęła się z niego śmiać. Już widziała nagłówek kolejnego Proroka Codziennego, obwieszający nieodpowiednie zachowanie jednej z uczennic Hogwartu wobec Jamesa Pottera.

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  23. [W sumie - czemu by nie! Hogsmeade nie jest duże, a poza tym obaj niedawno jeszcze uczyli się w Hogwarcie. Zabini mógłby w sumie chociażby po pracy wpaść Pod Trzy Miotły albo mogliby przypadkowo spotkać się gdy Zab wyszedłby na jakiś swój nocny spacer, a James wracał z pracy. Możliwości jest sporo, trzeba tylko ustalić jakiś konkret.
    Masz coś, czy robimy burzę mózgów na mailu? ^^]

    Zabini

    OdpowiedzUsuń
  24. [Właściwie to nie, bo ma brązowe, ale nie martw się, bo na tym zdjęciu to mało co widać! c:]

    Zapewnienie chłopaka, że nie ubliżyła mu w żaden sposób swoim wybuchem śmiechu, uspokoiło ją trochę, dlatego ostatnią z książek włożyła do torby o wiele wolniej niż pierwszą. Odetchnęła, bo przez chwilę była prawie pewna, że James zaraz powie coś niemiłego, a ona nawet by się wtedy nie broniła, bo była przekonana, że popełniła duży błąd. Uśmiechnęła się do niego, pokazując szereg białych zębów. Wciąż dziwiła się zachowaniu chłopaka, bo właściwie gdyby jej się nie przedstawił albo ona wcześniej go nie znała, to w ogóle nie powiedziałaby, że to syn tego Harry’ego Pottera. James sprawiał wrażenie człowieka takiego, jak wszyscy inni i wcale nie było w tym nic złego, bo właściwie onieśmielał ją na swój własny sposób, nie tylko dlatego, że był kimś, w kim skrycie była zauroczona od kilku lat. To było przyjemne uczucie, bo wiedziała, że gdyby tylko uspokoiła na chwilę swoje burzliwe myśli, to czułaby się w jego towarzystwie o wiele bardziej komfortowo.
    — Naprawdę? — palnęła głupio, a na jej twarzy pojawiło się duże zaskoczenie. Na samym początku wydawało jej się, że się przesłyszała, bo przecież to było niemożliwe, aby James chciał się z nią jeszcze raz spotkać, a w dodatku poznać ją lepiej. Była pewna, że to tylko jej wyobraźnia sobie z niej żartowała, ale po pewnym czasie dotarło do niej, że on rzeczywiście to powiedział. — Ale ja nie mam pojęcia, dlaczego chciałbyś… — wzięła głęboki wdech, przykazując sobie, że musi wziąć się w garść. Od kiedy mówienie stało się dla niej tak dużym problemem? A tak, zdecydowanie w momencie, w którym po raz pierwszy oczy Jamesa Pottera spoczęły na jej twarzy. — Absolutnie nie zyskuję przy bliższym poznaniu — oświadczyła, podnosząc się z miejsca. Następnie zarzuciła torbę na ramię, czerwieniąc się z każdą chwilą coraz bardziej. — Ale jeśli naprawdę chcesz mnie poznać, to… nie wiem, przychodzę tutaj, w sensie do Hogsmeade, właściwie w każdy weekend. A tak to jestem w szkole, w bibliotece czy coś… także… — mówiła tak szybko, że aż nie wiedziała, co tak właściwie mu powiedziała. Zaciskała mocno dłonie na pasku od torby, chcąc dzięki temu trochę się odstresować. — To ja już pójdę — oznajmiła, obracając się szybko i kierując w stronę wyjścia z pubu. Oczywiście zanim dotarła do drzwi, prawie się przewróciła o jeden ze stolików. Nie miała pojęcia, jakim cudem dotarła na główną ulicę Hogsmeade, przepełniona stresem, zażenowaniem i jeszcze jednym uczuciem, przez które uśmiechała się do siebie przez całą drogę powrotną.

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  25. Sobota była dniem, w którym Hogsmeade było zapełnione po brzegi przez uczniów z Hogwartu. Miało to jednak miejsce zazwyczaj po południu, dlatego Hope zazwyczaj wybierała się tam przed południem. Nie lubiła tłumów, nie lubiła wrzawy, więc omijała ją, kiedy tylko mogła. Nie chodziła na huczne imprezy, a kiedy była jakaś organizowana w ich Pokoju Wspólnym, chowała się w pokoju i rzucała zaklęcie wyciszające, aby w spokoju poczytać książkę. Nie wybierała się też do barów w miasteczku, gdy wszyscy inni szli i tylko mecze Quidditcha były wyjątkiem, gdyż Hope chodziła na każdy i jakoś znosiła panujący tam hałas. Nawet na bale organizowane w szkole przychodziła niechętnie, a później zmywała się z nich jak najszybciej, czasami sama, a czasami z jakimś towarzystwem, aby nie czuć się samotną. Owszem, lubiła czasami ciszę i spokój, lubiła też niekiedy posiedzieć sobie w pojedynkę, ale nie cały czas, gdyż nigdy nikomu to na zdrowe nie wyszło. Potrzebowała czyjegoś towarzystwa i właśnie dlatego umówiła się ze swoim przyjacielem, Jamesem Potterem, który po skończonej szkole zatrudnił się w Hogsmeade. Kiedy jednak już go odwiedzała, zazwyczaj robiła to właśnie przed południem, aby uniknąć tłumów i móc z nim spokojnie porozmawiać, a także pobyć sam na sam, bowiem biedaczyna się w nim zauroczyła i chociaż starała się wybić go z głowy, nie potrafiła. Wiedziała, że on traktuje ją jak młodszą siostrzyczkę, ona też traktowała go na początku jak starszego brata, aczkolwiek po dłuższym czasie stało się tak, że Hope zaczęła do niego potajemnie wzdychać. Nikt o tym nie wiedział i nikt miał się o tym nie dowiedzieć, inaczej zapadłaby się pod ziemię.
    Z uśmiechem na twarzy wędrowała dróżką, która prowadziła do miasteczka i podśpiewywała sobie cicho pod nosem. Miała dzisiaj naprawdę dobry humor i cieszyła się niemalże z każdej rzeczy. Miała wrażenie, że nic nie jest w stanie popsuć tego pięknego dnia, toteż wpadła rozradowana do Trzech Mioteł i wskoczyła na plecy Jamesowi, który właśnie sprzątał jeden ze stolików.
    — Dzień dobry! — powiedziała wesoło, ignorując niezadowolone spojrzenie właściciela pubu. Uśmiechnęła się tylko do niego promiennie, po czym zeszła z Jamesa i stanęła naprzeciwko niego. — Zapewne nie będziesz miał możliwości wyrwania się stąd na chwilę, co? W sumie, nic nie szkodzi, o ile będziesz mógł siąść na chwilę i ze mną porozmawiać — dodała po chwili, obdarowując przyjaciela szerokim uśmiechem, po czym usiadła przy wolnym stoliku i zdjęła z siebie cienką kurtkę, którą miała na sobie. Niestety, lato już się prawie skończyło i na zewnątrz robiło się coraz chłodniej, więc czas bluzek na ramiączkach się skończył i krótkich spodenek się skończył. Myśl ta naprawdę nie podobała się Hope, gdyż nienawidziła zimy, która powoli się zbliżała, ale tego dnia nie przeszkadzało jej nawet i to, ale prawdopodobnie tylko dlatego, że na niebie znowu pojawiło się słońce i przestał padać deszcz.

    Hope

    OdpowiedzUsuń
  26. [Nie wyszło tragicznie, ale naprawdę nie lubię zaczynać.]


    Chłodny wiatr szarpał połami jego cienkiego płaszcza, wprawiając całe jego ciało w drżenie. Miał naprawdę dość tego dnia. Godziny, które musiał wysiedzieć na trybunach, dawały mu się we znaki. Miał wrażenie, że przez czas, który spędził na lodowatej ławce, wpatrując się w latających po niebie graczy, dorobił się w niektórych miejscach paru ładnych odmrożeń. Krocząc między włóczącymi się po ulicy ludźmi próbującymi wcisnąć się do jakiegoś mniej zatłoczonego sklepu, by przeczekać nadciągającą z daleka burzę, modlił się, by w pubie Pod Trzema Miotłami chcieli go uraczyć choć odrobiną dobrego, grzanego wina.
    Nacisnął klamkę, tupiąc przed wejściem, by strącić z podeszw butów drobinki błota i wkroczył do środka, od razu zamykając za sobą drzwi. Ciepłe powietrze radośnie buchnęło mu w twarz, rozgrzewając zaczerwienione od mrozu policzki. Fred niespiesznym ruchem zsunął z ramion płaszcz, który wcale nie chronił przed zimnem tak dobrze jak obiecywała urocza blondynka w sklepie na Pokątnej i jakby od niechcenia rzucił go na pobliski wieszak. Niespiesznym krokiem pokonał odległość dzielącą go od barowej lady i uśmiechnął się zaczepnie do stojącego tyłem barmana, którego sylwetkę zdołał odróżnić od reszty już po wejściu do pubu.
    — Przepraszam, ale doszły mnie słuchy, że pracuje tu jedna seksowna baristka o nazwisku Potter. Nie słyszał pan może o niej przypadkiem? Ktoś szepnął mi słówko, że za odpowiednią cenę zrobi dla mnie wszystko, czego tylko dziś zapragnę. A wyjątkowo mam ochotę na coś gorącego.
    Wyszerzył się radośnie, widząc odwracającego się w jego stronę kuzyna i roześmiał się, dostrzegając jego zdezorientowaną minę. Zaraz wychylił się przez ladę, by móc wyciągnąć do niego ręce i przywitać się z nim należycie. Pospiesznie zamknął go w braterskim uścisku, a następnie odsuwając się, opadł ciężko na krzesło. Podwinął rękawy służbowej koszuli, zadziornie puścił Jamesowi oczko i oparł się o bar, wpatrując w chłopaka błyszczącymi oczami. Nie widział go tyle czasu, że prawie zdążył zapomnieć o jego istnieniu. Prawie. Siedząc wieczorami samotnie w swoim gabinecie, zdecydowanie zbyt często pogrążał się we wspomnieniach. Przypominał sobie bezsenne noce spędzone na szlajaniu się na bosaka po hogwarckich lochach w poszukiwaniu kolejnych tajemnych przejść do zaznaczenia na mapie Huncwotów. Choć znalezienie następnych tuneli wydawało się niemożliwe, to w ciągu tych siedmiu lat spędzonych w Hogwarcie, im obu udało się skutecznie uzupełnić listę brakujących tajemnych korytarzy. Następnie wspominał każdą wypitą potajemnie butelkę ognistej wyrzuconą w krzaki nieopodal zakazanego lasu. Myślał o tym, czego dokonali i ile jeszcze zdołaliby zrobić, gdyby ktoś pozwolił im obu zostać tam na dłużej. Musiał poważnie rozważyć pomysł przemycenia Jamesa do zamku.
    — Daj mi grzanego wina, Pottie. Zawsze wiedziałem, że kiedyś skończysz jako mój sługus, nie sądziłem tylko, że stanie się to aż tak szybko.
    Roześmiał się, wyciągając dłoń po szykowany przez Jamesa napój. Nie zastanawiał się nad tym do tej pory aż tak dogłębnie, ale chyba naprawdę stęsknił się za tym idiotą.
    — Powiedz mi. To prawda, że po godzinach dorabiasz sobie także jako tancereczka czy to tylko fantazje męskiego grona na temat twoich kuszących krągłości? Nie przybrało ci się ostatnio na wadze? Dużo bierzesz za te usługi?

    Ukochany kuzynek

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie wiedziała już sama czy powinna być wściekła, czy też raczej zrozpaczona. Czuła się potwornie i po raz pierwszy nie chciała wracać do Hogwartu. Chciała schować się pod łóżkiem i nigdy stamtąd nie wyjść. Żadna siła, nawet nadprzyrodzona, nie sprawiłaby, że opuściłaby swoją bezpieczną kryjówkę.
    Czyż tak nie byłoby prościej dla wszystkich? Prościej dla rodziny. Prościej dla niej. Prościej dla Jamesa…
    Zwabili ją do domu, mówiąc o jakiejś bzdurnej okazji. Urodziny ciotki matki czy coś takiego. A tak naprawdę była to jedynie przykrywka. Samo pojawienie się rodziny jasnowłosych czarodziejów, którzy nijak spokrewnieni byli z Lorną Dołohow, budziło pewne podejrzenia. Matka unikała jej jak ognia. Nie potrafiła spojrzeć swojej córce w oczy. Teraz już wiedziała, dlaczego.
    Jeszcze tego samego wieczoru wysłała Duchesse, białą sówkę z szarymi akcentami, do Hogwartu. Miała przynieść list Jamesowi powiadamiający o spotkaniu. Musiała to zrobić od razu. Inaczej by się rozmyśliła. A potem grałaby nie fair względem niego.
    Kochała go. Mimo że Gryfon był dwa lata od niej starszy i kończył już Hogwart, a czasami miał też problemy z zaangażowaniem i czasami zastanawiała się czy nie jest jedynie jego zabawką – w końcu on, James Potter, mógł mieć każdą, a wybrał właśnie nią. Mimo wszystko go kochała, nawet jeśli było to naiwne. I byłaby w stanie zrobić dla niego wszystko. Nie wyobrażała sobie dalszego życia bez niego. Chociaż miała wielu znajomych, którzy gotowi byli stanąć w jej obronie w razie konieczności, to właśnie przy nim czuła się najbezpieczniejsza w świecie. I odzyskiwała dawno utraconą pewność siebie. Zaczynała wierzyć, że ludzie mogą pokochać ją taką, jaka jest. Bez żadnych udziwnień. Wyrytych na pamięć etykiet. Po prostu…
    Wróciła do Hogwartu w niedzielę wieczorem, ale chciała mieć chwilę na ochłonięcie. Ominęła szerokim łukiem lochy, bo nie chciała czasem spotkać JEGO. On zapewne też już jest w zamku. Ciekawe czy chociaż on jest szczęśliwy z tego powodu…
    W poniedziałek wieczorem, po lekcjach, prawie całkiem spokojna, czekała już w umówionym miejscu. Gdy usłyszała kroki na schodach, odwróciła się. Przyszedł. Jednak. Miała cichą nadzieję, że może jednak… zaśpi? Uśmiechnęła się lekko, gdy zobaczyła jego beztroską minę. I ten uśmiech. Iskrzące oczy. Ile mogłaby za nie dać…
    Oddała delikatnie pocałunek, który jej skradł, odgarniając kosmyki włosów z jej twarzy. Miał takie miękkie i ciepłe usta… Chciała objąć go za szyję i utonąć w tym pocałunku, tak, jak zazwyczaj, ale…
    Czy to był ich ostatni pocałunek?
    Nie potrafiła pohamować łez, które zupełnie niespodziewanie wypłynęły spod przymkniętych powiek. Odsunęła się o krok, ocierając rękawem łzy płynące po policzkach. Nie mogła płakać. Nie w takiej chwili. Tak dawno już przecież nikt nie widział jej łez. Czy sytuacja była naprawdę aż taka okropna, aby nie potrafiła opanować emocji?
    - James, ja… musimy porozmawiać. Poważnie – odparła łamiącym się głosem i raz jeszcze spojrzała w jego oczy. Nie chciała tego robić. Ale… czy miała inne wyjście? – Najlepiej gdzieś, gdzie nikt nas nie zobaczy.

    Anastasiya

    OdpowiedzUsuń
  28. łojej nie, Potter z tym wizerunkiem i taki w ogóle uroczy ;3 ludzie dobijacie mnie <3

    Casilda

    OdpowiedzUsuń
  29. [Good! xd]
    Wieczorne powietrze przyjemnie otulało jego zmęczone całym dniem pracy ciało. Ciepły wietrzyk łagodnie wywiewał z jego głowy wszelkie myśli, pomagając odnaleźć spokój. Zabini kochał nocne spacery za ciszę, puste ulice i gwiazdy. Mógłby tak spacerować do rana, gdyby nie świadomość tego, że ktoś musiał otworzyć Dowcipy Weasleyów na czas. I tym kimś był nie kto inny, jak on sam właśnie. Napawało go to dumą i pełnym samozadowoleniem. Udało mu się w końcu spełnić jedno ze swoich największych marzeń! Zajmowanie się jednak sklepem na własną rękę okazywało się jednak o wiele bardziej absorbujące i stresujące niż mógłby wcześniej pomyśleć. Niby Verity czasami mu pomagała, przez większość jednak czasu sam wszystko nadzorował. Szwędanie się po ciemnych uliczkach wioski przy słabym świetle latarni stało się jego conocnym rytuałem. Pomagało mu to się odstresować i naładować baterie na kolejny dzień pracy.
    Krążył bez głębszego celu, przemierzając ulice zamaszystym krokiem. Nie spodziewałby się spotkać tu kogokolwiek o takiej porze. Hogsmeade wydawało się być uśpione i chyba to najbardziej oczarowywało byłego Ślizgona. Zazwyczaj będąc tu, widywał tłumy czarodziejów płynących między sklepikami i właśnie z tym ruchem kojarzyła mu się wioska czarodziejów. Tymczasem jedynym dźwiękiem na ulicy zdawały się jego trampki rytmicznie rozchlapujące kałuże. Głos Jamesa wyrwał go z zamyślenia. Totalnie zaskoczony zawiesił wzrok na Potterze, uważnie mu się przyglądając. Kiedy w świetle latarni dostrzegł błysk znajomej szklanej butelki, jego twarz przeciął chytry uśmiech. Może ten wieczór będzie jednak nieco mniej spokojny…
    – Myślałem, że moje kroki będą wystarczająco głośne, żeby ostrzec wszystkich wokoło, że nadchodzę. – Wzruszył ramionami, pokonując dzielące ich kilkadziesiąt metrów i śmiejąc się pod nosem. – Wyglądasz na wykończonego. Niech zgadnę, dopiero wracasz z roboty? – Poklepał go ze współczuciem po ramieniu. – No i… chyba nie miałeś zamiaru pić tego sam, co? – Żartobliwie puknął palcem w szyjkę butelki, szczerząc się do Jamesa.

    [Jakieś marne wyszło, wybacz ;-; Będzie lepiej, rozkręcimy się jeszcze!]
    Zabini wielbiciel Ognistej

    OdpowiedzUsuń
  30. [Halo, halo. Ja z tym panem kiedyś miałam wątek, dlatego zapraszam do mych powiązań u Solene. Może chcesz go pociągnąć?
    Z drugiej strony większość jest tam już nieaktualnych. Jak nie to, to coś innego. Witaj, baw się dobrze!]

    Solene // Aaron // Lenard

    OdpowiedzUsuń