5 lipca 2016

stay in your lane, boy


Anton Molin


Szwed - Ravenclaw – klasa VII – czysta krew – boginem martwe ciało brata – patronusem sowa – 12 cali, klon, pióro hipogryfa, sztywna – Koło Astronomów

Najspokojniejszy jest wtedy, gdy obserwuje gwiazdy. Liczy jasne punkty na niebie, łączy je w gwiazdozbiory, rysuje je, opisuje, marzy. Szybuje po granatowym niebie, chcąc dotknąć tego, co jest nieosiągalne. Po czasie powoli schodzi na ziemię, aby wrócić do szkolnej rzeczywistości, gdzie czeka na niego kolejny dzień wolnego powłóczenia nogami po zimnej posadzce. Spływa na niego pewna odpowiedzialność, a jednocześnie czuje powinność niesienia pomocy każdemu, kto stanie na jego drodze, nawet jeśli nie zasługuje na podanie dłoni. Po drodze porozmawia z kimś na temat mugolskiej polityki, a z tamtym o najnowszych nowinkach z dziedziny eliksirów, aby następnie usiąść z którymś z pedagogów i dać mu przepis na to pyszne, szwedzkie ciasto, które rozpływa się w kontakcie z podniebieniem. Szuka kogoś, komu mógłby zaufać. Podczas tej wędrówki czuje niepokój, jakąś niemożność działania, która blokuje go i nie pozwala zająć się sobą. Coś pcha go do innych, lecz nie do samego siebie. I mimo że cechuje się uśmiechem na twarzy, pomocną dłonią, olejem w głowie i wiadomością na każdy temat, to naprawdę spokojny i prawdziwy staje się patrząc w gwiazdy. Chyba tylko one nie mają problemów, które on mógłby rozwiązać.

cześć :) mam nadzieję, że drugi bliźniak zostanie ciepło przyjęty. on naprawdę potrzebuje przyjaciół/dziewczyny/chłopaka/miłości/wiele innych.
powracam do blogosfery po długiej przerwie, więc mam nadzieję, że znów wdrożę się w ten świat.
wątki średnie, lubię takie.

38 komentarzy:

  1. [Nie dość, że Krukon, to jeszcze nowy nabytek w Kole Astronomów! Serdecznie witam na blogu! c: Dobrze wiedzieć, że nie tylko mój Declan jest tak zafiksowany na punkcie nocnego nieba.]

    Jemma S./Molly W./Maxine C./Declan S.

    OdpowiedzUsuń
  2. [witam mojego cudownego kuzyna!
    chodź, chodź na wątek, chodź. <3]

    Majka Weiner.

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cześć!
    Nie pamiętam, ale czy to ważne? Loganowi mógłby zaufać! Proponuję Ci przyjaźn, chociaż teraz jest pytanie czy Logan mógłby zaufać Anton'owi? Bardzo "przytulna" postać. Podoba mi się to jak karta została napisana. A ta mugolska polityka mnie powaliła, miejmy nadzieję, że nie na temat polskiej polityki xdd Chodź do nas!]
    Logan Linley

    OdpowiedzUsuń
  4. [Brat bliźniak! Cześć <3 Chodź no na maila, dogadamy się :D
    przepraszamzaniemileslowa@gmail.com]

    Noel

    OdpowiedzUsuń
  5. [Jestem już w nastroju do witania, więc od razu również zadomowię się u Ciebie, bo czuję, że Twój Anton i moja Ana dogadają się - i to nad wyraz dobrze. :)
    Pokusiłabym się tutaj nawet o przyjaźń, czasem może też "zamglone spojrzenia", acz czy coś więcej by z tego wyszło - tego obiecać nie mogę. Tak czy siak, zapraszam. :)]

    Anastasiya Dołohow

    OdpowiedzUsuń
  6. [cudowny jest. <3
    z Noelem mam wątek wakacyjny, w którym nasze rodziny spędzają wakacje w Szwecji, w małym, kamiennym domku na plaży, z tyłu którego rośnie ogromny las. jest to chatka, w której wychowywał się ojciec chłopaków, Patrick i matka Mayi, Victoria. to tak tytułem wstępu. :D
    może więc wyprawimy naszą dwójeczkę łódką w morze? mogliby dopłynąć do jakiejś innej, na pierwszy rzut oka bezludnej wyspy. co o tym sądzisz? c:]

    Majka Weiner.

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepis na ciasto biorę!

    Lenard
    Ewentualnie Solene lub Aaron

    OdpowiedzUsuń
  8. [W porządku. Myślę, że to jest bardzo dobra opcja. Anton mógłby wspierać Logana na duchu, gdy ten coraz częściej by podupadał. Może dajmy wypad do Hogsmead i wtedy Anton odezwie się po raz pierwszy od niedawna do Logana. Po tych traumatycznych zdarzeniach Logan przestał rozmawiać z ludźmi i nieco się wycofał więc Anton mógłby być jedną z pierwszych osób, które zaczęły się z nim kontaktować. Oczywiście nie da się ukryć, że Krukon się zmienił.:)
    Co myślisz?]

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Tulaśny jest. Bardzo przyjemna postać. Chcę go. Pomimo tego, że różni się z Rhysem strasznie, to myślę że Skeeter go polubi i będzie nawet miły :P ]

    Silas Mulciber/Rhys Skeeter/Audrey Miller

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Po przeczytaniu karty najbardziej w pamięć zapadło mi to, że Anton szuka kogoś, komu mógłby zaufać. I chociaż Vanlaanen to trudny człowiek, zaufanie przedkłada nad wszystko inne.
    Dobry wieczór!]

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  11. [Póki co kusi mnie, aby wrzucić Antona w całkiem niełatwą relację przyjacielską lub bardziej skomplikowaną z Deucentem, ale to co prawda pierwsza myśl tuż po przeczytaniu karty i nie jest to w żadnym razie rozpisaną propozycja. Wszystko oczywiście zależy od tego czy wybierzesz sobie mojego nietypowego Krukona czy inną moją postać c;]

    Arsellus/Deucent/Vane

    OdpowiedzUsuń
  12. Ahoj braciszku złego pana co złamał mojej pani serduszko <3

    Casilda

    OdpowiedzUsuń
  13. [z niecierpliwością, Kuzynie. <3]

    Maya Weiner.

    OdpowiedzUsuń
  14. [Właśnie z tą miłością nie jest do końca tak prosto.
    Rodzice Any (a w sumie ojciec i rodzina od jego strony) uznali, że skoro ta i tak jest już nieudacznikiem życiowym, to chociaż niech dobrze wyjdzie za mąż i zaaranżowali jej małżeństwo - więc aktualnie oficjalnie jest zaręczona, nieoficjalnie swojego narzeczonego nie trawi, wręcz nienawidzi i za wiele wspólnego z nim nie ma.
    Więc jeśli postanowiliby ze sobą spróbować, nie mogliby się z tym za bardzo afiszować. O ile taki układ będzie Ci, rzecz jasna, pasował. :)]

    Anastasiya

    OdpowiedzUsuń
  15. [Mam, jak najbardziej! :D
    Tylko kiepsko wymyślam, ale może razem coś wskóramy.]

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  16. [Ana mieszka we wsi niedaleko Szkocji, ale ma przecież licencję na teleportację, więc mogą się spotykać, podczas gdy jej rodzice są w pracy - zazwyczaj pewnie gdzieś w okolicach domu Antona, chyba że wybierze się jakieś inne miejsce, gdzieś zupełnie indziej.
    Ewentualnie u niej w domu, w końcu wcale nie jest mały, a będzie wtedy sama. :)
    Okej, tylko od czego zaczniemy? Wychodzimy ogółem od samych listów w wakacje? Czy może od podróży ekspresem i przy pożegnaniu jeszcze zdążyli się umówić?]

    Anastasiya

    OdpowiedzUsuń
  17. [W ramach zakrycia karty oferuję wątek, choć relacje nauczyciel-uczeń niekoniecznie są moim ulubionymi + wszystko zależy od twoich chęci. Anton jest świetny. Lubię postaci mające słabość do gwiazd.]

    OdpowiedzUsuń
  18. Ona by go mogla nienawidzić za brata, a on mógłby chcieć odkupować jego winy.

    Casilda

    OdpowiedzUsuń
  19. Nienawidziła budzić się w takiej mokrej pościeli. Szwecję kochała właśnie za te niższe temperatury, za chłód, który tak przytulnie otulał jej ciało nad ranem, zamiast promieni słońca, bezczelnie wdzierającego się do pokoju. Zawsze w upalne dni budziła się przedwcześnie, nie mogąc już potem zasnąć; tak było i teraz, gdy zeszła na dół leniwym krokiem, usiadła za stołem i niemrawo wpatrywała się w miseczkę płatków, stojącą przed nią. Kukurydziane chrupki zaczynały robić się miękkie, kleiste i było wiadome, że już ich nie ruszy. Ojciec i wujek Patrick stwierdzili, iż korzystając z pogody warto byłoby wybrać się na połów, a Noel wyraził chęć, by im pomóc, więc Maya przez moment rozkoszowała się błogim spokojem i ciszą.
    Przynajmniej do momentu, w którym na dół zszedł jej drugi kuzyn.
    – Dźbry – mruknęła niewyraźnie, mieszając łyżką obrzydliwą papkę. – Gdzieś ich na ryby wywiało.
    Jakby obojętnie ogarnęła kuzyna spojrzeniem, szukając podobieństw do Noela. Jakkolwiek bracia byli bliźniętami jednojajowymi, tak Maya, być może dlatego, iż znała ich od najmłodszych lat, doskonale potrafiła ich rozróżnić. Wyglądało to tak, jak gdyby charakter wpływał na wizualizację chłopców.
    – Masz może ochotę wybrać się gdzieś łódką? Na morzu jest trochę chłodniej – zaproponowała, rozpaczliwie szukając rozwiązania. Nienawidziła lata. Uwielbiała za to zimę i śnieg we włosach; tylko nie idiotyczne rzucanie się kulkami oraz to, że trzeba nosić grube, puchowe kurtki. Na wiosnę natomiast zawsze kichała.
    Uśmiechnęła się pod nosem, widząc, jak Anton krzywi się na widok słoika.
    – Robota Noela – wskazała na naczynie podbródkiem, ukrywając śmiech.

    Maya Weiner.

    OdpowiedzUsuń
  20. [ Z moim chyba nie współgra żadna (smutna prawda.) Ale racja, to dobry pomysł, już prawie zapomniałam, że kilkanaście godzin temu przebranżowiłam Vincenta na prefekta naczelnego.
    Tylko mamy ten problem w postaci tego, że V. jest kiepskim prefektem, bo ani nikomu porządnie nie zwróci uwagi, ani nic, więc trzeba go jakoś sprowokować. Chociaż to może być tak, że Vincent (który przez przypadek waży w damskiej toalecie jeden z najbardziej toksycznych eliksirów na świecie) spowodował małą powódź i ma problem, ale najpierw musi dokończyć patrol i jest nawet w stanie poudawać, że nie widzi A., ale ten zauważa, że V. jest cały mokry i zaczyna się impreza.]

    OdpowiedzUsuń
  21. [Och, Anton też jest cudowny! Myślę, że nasza dwójka doskonale się dogada, także ja też chcę wątek, zdecydowanie. Masz może jakieś pomysły, propozycje? :)]

    Carlie

    OdpowiedzUsuń
  22. [Pomysł bardzo mi się podoba. Carlie może zabrać go gdzieś nad dzikie jezioro, gdzie będzie cisza i spokój, tylko oni i gwiazdy, więc będą mogli na spokojnie omówić pracę dodatkową, a w trakcie Carlie może mieć jakąś wizję, która trochę wytrąci ją z równowagi :)]

    Carlie

    OdpowiedzUsuń
  23. [Postaram się jutro zacząć, aczkolwiek nic nie obiecuję :)]

    Carlie

    OdpowiedzUsuń
  24. [Cześć.
    Też kocham gwiazdki. :)
    Wielu cudownych wątków i świetnej zabawy.]
    Agnes Dolor

    OdpowiedzUsuń
  25. Logan od dłuższego czasu miał takie chwile, musiał usiąść i zastanowić się nad swoim życiem. Teraz też tak było. Odszedł nieco od grupy, nim zauważył był już nieopodal Wrzeszczącej Chaty, parę osób od razu odeszła, aby być jak najdalej od niego, Logan skwitował to smutnym śmiechem. Cały czas próbował robić z siebie twardziela, który nic nie czuje i ma opinię innych ludzi całkowicie gdzieś, ale nie był taki naprawdę, to co myśleli ludzie raniło go coraz częściej i ze zdwojoną siłą. Zostało tylko parę osób, Logan znalazł sobie miejsce na ogromnym kamieniu, na którym po chwili usiadł. Spojrzał w niebo, nieskazitelne, pomijając parę dużych chmur. Zamknął oczy z powodu słońca, które raziło go po oczach. Ostatnio wiele rzeczy się pogorszyło, gdy naskoczył na Edward'a Yellow, bo ten zaczął go obrażać cała szkoła stwierdziła, że Logan jest całkowicie taki sam jak jego matka. Wkurzało go to, wystarczy tylko to, że twoja matka zabije twojego ojca i z pozycji największego śmieszka spadasz na pozycję morderca roku. Dlaczego tak jest? Logan nie miał pomysłu. Już musi zacząć się pakować do ciotki, po tych wakacjach musi razem z bratem znaleźć się u ciotki Mavelle, a ona naprawdę nie należy do fajnych ludzi. Najgorsze jednak jest malutkie mieszkanko, w którym wszyscy teraz będą musieli się męczyć. Ciotka, wujek, kuzynka, brat i Logan. Krukon nie przywykł do małych pomieszczeń, a w swoim starym domu miał wszystko. Był cholernie bogaty, na szczęście dostał w spadku fortunę razem z Thomas'em, jego bratem. Logan nawet nie zauważył gdy ktoś usiadł tuz obok niego, na jego kamieniu. Krukon nawet nie raczył spojrzeć na swojego towarzysza, choć był ciekawy kim ten ktoś jest. Przeczesał włosy jedną ręką i czekał aż osoba siedząca obok się odezwie.
    – Niebo bez gwiazd jest smutne, nie uważasz? – już wiedział kim ten ktoś jest. To Anton Molin, o rok starszy chłopak w jego domu. Kiedyś, jeszcze przed całym zdarzeniem wszystko między nimi było dobrze, przyjaźnili się, ale czy teraz tak było? Logan był niepewny i choć ufał Anton'owi i wiedział, że on jest dobrym człowiekiem to cały czas się bał, że chłopak krzyknie coś głupiego na jego temat, nigdy tak nie robił, ale Logan się po prostu bał. Krukon coś jeszcze powiedział, ale Logan go nie słuchał, nie chciał słuchać, bał się, że usłyszy coś czego bardzo nie chciałby usłyszeć. Złapał się za głowę i podparł na ręce. Nie zamierzał odchodzić z tego miejsca, ale nie zamierzał też rozmawiać z Anton'em z szerokim uśmiechem, jakby nic się nie stało, a stało się wiele. Logan miał bardzo burzliwy charakter i często robił coś bez pomyślenia jakie mogą być tego konsekwencje. Odwrócił głowę po raz pierwszy dzisiaj w stronę Anton'a, już nie pamiętał jak Krukon wyglądał, teraz sobie przypomniał. Razem byli kiedyś naprawdę wiernymi sobie przyjaciółmi, ale wiele rzeczy się zmieniło, patrząc tak na niego poczuł, że musi się odezwać. Znał go dobrze i wiedział, że wszystko co robił, robił z sercem. On był naprawdę dobrym człowiekiem i Logan to wiedział bardzo dobrze.
    – Zginał mi ojciec, mam matkę w więzieniu, a ty mi pieprzysz o jakimś niebie. – zaczął Logan śmiejąc się histerycznym śmiechem, jak to często miał w zwyczaju. Kumplował się z Anton'em dobrze, znali się świetnie, więc Logan nie zamierzał ukrywać przed nim, że czuje się fatalnie. – Nic się nie zmieniłeś. – dodał po chwili gdy wreszcie się uspokoił. Patrzyli tak na siebie przez dłuższą chwilę.

    Logan Linley

    OdpowiedzUsuń
  26. Cóż może być piękniejszego niż koniec roku szkolnego?
    Otóż nic. Bo koniec roku szkolnego nie jest piękny. Nie dla Anastasiyi przynajmniej. Jeszcze w swoim dormitorium spojrzała na swoją białą sówkę z szarymi akcentami, szczególnie na piórach skrzydeł, Duchesse, która została zamknięta w klatce i niespecjalnie jej się ta sytuacja podobała. Nie krzyczała i nie próbowała przegryźć krat, po prostu patrzyła się na swoją właścicielkę gniewnie. Czasami Ana myślała, że to stworzenie rozumie o wiele więcej niż niejeden przeciętny czarodziej.
    Wstała od niechcenia z łóżka, na którym siedziała, puknęła na pożegnanie w klatkę sówki. Był najwyższy czas na ostatnie już śniadanie w tym zamku, a po nim bagaże magicznym sposobem miały znaleźć się przy drzwiach zamku.
    Było zbyt wiele osób, z którymi wolała nie mieć zbyt wiele do czynienia. Wzrokiem szukała przyjaznych jej twarz, ale wśród takiego groma osób nie dało się wręcz dostrzec niczego i nikogo. Zajęła tylko swoje miejsce, zjadła tyle, ile wydawało jej się, że jest jej potrzebne. Zapakowała też sobie kilka tostów na drogę, gdyby zgłodniała w międzyczasie. I wyszła. Znów.
    Żałowała poniekąd, że nie mogła dostrzec testrali, które ciągnęły powozy w stronę dworca. Chciałaby zobaczyć wreszcie na własne oczy te przerażające stworzenia. Dotąd widziała je jedynie na ilustracjach w książce. Zazwyczaj były narysowane. A rysunek nie mógł oddać rzeczywistości. Z drugiej jednak strony, musiałaby być świadkiem czyjejś śmierci. Czy była na to gotowa?
    Nazwisko Dołohow było związane ze śmiercią. Brutalną, w męczarniach, zadaną bezlitośnie. Ana zdawała sobie z tego sprawę i jednocześnie nie chciała być taka, jak reszta rodziny.
    Przedarłszy się wraz z bagażem przez tłum rozwrzeszczanych uczniów, wsiadła jakoś do ekspresu Hogwart-Londyn, ale w przedziałach wcale nie było lepiej. Wyglądało na to, że część ludzi już rozsiadła się wygodnie i dalej kontynuowała swoją rozmowę, oczekując na wyruszenie.
    W zasadzie zawsze zastanawiała się, dlaczego jedzie do Londynu, skoro bliżej jej do Glasgow niż do stolicy Wielkiej Brytanii.
    Zaczynała już tracić nadzieję na spokojną podróż gdzieś w cichym kącie, może z książką na kolanach, kiedy dostrzegła w przedziale nikogo innego, jak Antona Molina. Chyba ktoś tam jeszcze siedział, możliwe, że jego brat, ale nie zastanawiała się zbyt długo i weszła do środka, z pytaniem zastygłym na ustach „mogę?”

    Anastasiya Dołohow

    OdpowiedzUsuń
  27. [ Żaden problem, za jakiś czas powinnam zacząć.]

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  28. [ To nakreśl, jaka relacja by Cię najbardziej interesowała, a ja wtedy podrzucę jakimś pomysłem :) ]

    Rhys Skeeter

    OdpowiedzUsuń
  29. Nawet w wakacje Carlie lubiła pracować. Pisywała więc horoskopy do Proroka Codziennego, porządkowała eseje i prace swoich uczniów, które zamiast wyrzucać, chowała na stryszku swojego niewielkiego domku pod Londynem czy chętnie umawiała się z niektórymi uczniami, którzy chcieli się z nią skonsultować i dopytać o pracę dodatkową zadaną na wakacje. Osób takich było co prawda niewiele, ale jednak byli i Henderson niezwykle się cieszyła, że ktoś na tyle lubi jej przedmiot i nie jest leniwy, że taka dodatkowa praca to dla niego przyjemność. W końcu nie było to nic trudnego i nie wymagało wielkich umiejętności, prędzej można było to traktować jako zabawę. Wróżenie z ręki, z gwiazd, fusów, do tego wystarczyły jedynie chęci i umiejętność interpretacji znaków. Oczywiście, jedni mieli większe umiejętności, inni mniejsze, ale Carlie doceniała każdego, kto choć trochę interesował się wróżbiarstwem. Ona sama od najmłodszych lat była tym zafascynowana, a wszystko za sprawą babki, która, tak jak Carlie, posiadała dar jasnowidzenia. Babcia Cassie była naprawdę wspaniałą wróżbitką i jasnowidzką, to właśnie z niej kobieta brała przykład, choć zamiast pójść dokładnie w jej ślady, wolała zostać nauczycielką w Hogwarcie i dzielić się swoją wiedzą z młodzieżą. Doskonale pamiętała nudne zajęcia z profesor, która uczyła tutaj przed nią i obiecała, że gdy ona będzie uczyła w szkole, zdecydowanie obierze inny system nauczania. Tak też się stało i teraz uczniowie naprawdę lubili jej przedmiot, a przynajmniej tak jej się wydawało.
    Na dzień dzisiejszy miała zaplanowane spotkanie z pewnym Krukonem, który był jednym z tych, co podjęli się zadania dodatkowego. Miała mu trochę w nim pomóc, a że związane ono było z wróżeniem z gwiazd, postanowiła zabrać go na pewną niewielką łąkę nad jeziorem, gdzie bardzo dobrze było widać w nocy gwiazdy na niebie. Na owe spotkanie umówieni jednak byli dopiero po zachodzie słońca w Dziurawym Kotle, toteż Carlie miała wcześniej jeszcze trochę czasu, aby zrobić porządek w domu, w którym mieszkała sama, odpisać na list matki i zrobić zakupy na najbliższe dni. Odkąd trwały wakacje, musiała znów zacząć gotować, gdyż nie mogła liczyć już na pyszne potrawy z Hogwartu, które były przygotowywane przez skrzaty. Nie narzekała jednak, gdyż okropną kucharką nie była i czasami potrafiła zrobić naprawdę dobre rzeczy.
    O umówionej godzinie czekała w Dziurawym Kotle na Antona, nieśpiesznie popijając Kremowe Piwo. Na miejsce przybyła trochę wcześniej, gdyż chciała posiedzieć chwilę w barze i się czegoś napić, na co w końcu miała czas. Istniało wiele rzeczy, które chciała zrobić przez wakacje, a których nie miała czasu zrobić w czasie roku szkolnego i właśnie powoli się za nie zabierała. Nie chciała jednak odbębnić wszystkiego na raz, gdyż pod koniec sierpnia nie miałaby co robić, a bezczynność była jedną z rzeczy, których nie lubiła na dłuższą metę.

    Carlie

    OdpowiedzUsuń
  30. Bycie prefektem jest dla niego walką z samym sobą. Z jednej strony rozpiera go duma, że jego trud wkładany w naukę i nienaganne zachowanie zostały zauważone, z drugiej natomiast nie ma w sobie ani krztyny śmiałości, by doprowadzić do porządku nieposłusznych uczniów. Stara się ze wszystkich sił, ale w kryzowej sytuacji nie umie zachować zimnej krwi — przemawia łagodnym tonem, wzrok kierując na posadzkę. Ma jednak predyspozycje do tego, aby w końcu zacząć budzić respekt. Jest wyższy od większości wysokich uczniów, piastuje stanowisko Prefekta Naczelnego, a na dodatek — mimo wewnętrznego rozedrgania — jego twarz zawsze pozostaje nieprzenikniona. Zmarnowany potencjał, mógłby ktoś powiedzieć. Vincent przyznałby mu rację.
    Stosunek innych prefektów względem ich przełożonego pozostaje wielką niewiadomą. Niektórzy z nich na pewno wyobrażają sobie, że sprawdziliby się lepiej na tym stanowisku i na próżno szukać kontrargumentów. Wydaje mu się, że gdyby nie twierdzili z pełnym przekonaniem, że jest człowiekiem, na którego nie warto marnować czasu, bez mrugnięcia okiem wrzuciliby go w przepaść bez dna.
    Żyje więc dosyć beztrosko, o ile beztroską da się nazwać stan permanentnego zawstydzenia wszystkim, co istnieje. Rzadko odzywa się niepytany, unika zatłoczonych miejsc i przepada za zaczytywaniem się w potężnych księgach znajdywanych w odmętach biblioteki. Prowadzi spokojny — w porywach do monotonnego — tryb życia, ale nie żałuje, że nie został stworzony do bycia duszą towarzystwa. Samotność niesie mu pewnego rodzaju pociechę i pozwala bez przeszkód zająć się tym, co najbardziej fascynuje Vincenta.
    — Co teraz, co teraz — mruczy spanikowany pod nosem, wspinając się na Wieżę Astronomiczną. Woda kapie mu z nosa, a ciemne spodnie i buty wyglądają jakby ledwo przetrwały powódź stulecia. Mniej szczęścia miały szata dzienna i znajdująca się pod nią biała bluzka — za pomocą zaklęcia suszą się w opuszczonej damskiej toalecie.
    Noc przebiega spokojnie i ma nadzieję, że ten ostatni punkt jego patrolu niczym go nie zaskoczy. Nie umiałby wytłumaczyć swojego negliżu ani tego, w jak dramatyczny sposób próbował uchronić zamek przed doszczętną ruiną.
    — Zabiją mnie — mruczy jeszcze ciszej. Z bolesnym skurczem serca wkrada się na Wieżę Astronomiczną i napotyka spojrzenie rozgwieżdżonego nieba. Albo mu się wydaje, albo patrzy na niego z wyrzutem.

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  31. — Wiem, że ostatnio jest ci ciężko, ale… Nie chcę, żebyś myślał o mnie jak o osobie, której będziesz oglądał tylko plecy, bo się od ciebie odwróciła. Wtedy naprawdę byś mi ubliżył. — usłyszał słowa przyjaciela i miał wielką chęć przytulić go, ale nie zrobił tego, to jeszcze nie była ta pora. Był wdzięczny chłopakowi za te słowa, naprawdę właśnie takie osoby były wstanie mu pomóc. Takie, które po prostu chciały mu pomóc, tacy jak Anton, z czystym sercem, Logan uważał, że Anton takie właśnie ma. Ponownie spojrzał w niebo i pomyślał jak mógłby dobrać słowa, aby mu za to podziękować, za wsparcie. Wciąż było mu do śmiechu, przy Anton'ie czuł się bardzo dobrze, tak jakby nic się nie wydarzyło, tak jakby wszystko było dobrze, jak zawsze.. ale nie było. Logan coraz częściej miewał takie wahania nastroju, raz chciało mu się śmiać, a zaraz potem płakać, albo na odwrót. Spojrzał na Anton'a z lekkim uśmiechem, dość smutnym, ale jednak w jakiś sposób starał się, aby wyglądał na wesoły.
    — Dziękuję, Anton, twoje wsparcie naprawdę wiele dla mnie znaczy. Wiem, że czasem nie okazuję uczuć, ale zależy mi na naszej przyjaźni. — wyszeptał Logan dość cichym tonem, nie miał zamiaru, aby ktoś ich usłyszał. Krukon od zawsze traktował Anton'a jak bliskiego sobie człowieka, przyjaciel to raczej słabe określenie, pokrewna dusza? Raczej tak. Logan spojrzał w ziemię. Paru uczniów zaczęło odchodzić z miejsca, Krukon pomyślał, że to przez niego, ale już po chwili ujrzał nauczycieli i uczniów, którzy za nimi szli. Logan zamrugał parę razy, jakoś nie chciało mu się wracać, ale jednak nie miał wyboru. Spojrzał na towarzysza i wstał z kamienia. Przetarł swoje czarne spodnie z nie widzialnych pyłków. — Wracamy, czy jeszcze się przejdziemy? — spytał. Parę razy w Hogsmeade udało mu się zwiać, potem co prawda miał te minus dwadzieścia punktów, ale jakoś się tym nie przejął, najgorsze było to, że wszyscy uczniowie mieli zadanie go szukać. Teraz nie mogło być inaczej, odeszli by niepostrzeżenie i może jakby dobrze poszło to nikt by się nawet tym nie zainteresował. Nie wiedział tylko czy Anton potrafi się teleportować, bo Logan nie chwaląc się potrafi to od piątej klasy, ale teraz używa, bo ma specjalne pozwolenie od kuzyna matki, to znaczy zastępcy ministra magii. Logan odszedł kawałek chowając się za wysokim krzakiem, złapał mocno Anton'a za ramię i przysunął do siebie, za krzakiem.
    — Słuchaj, może trochę odejdziemy od grupy i jeszcze pogadamy, co myślisz? Jak nas nie znajdą to teleportujemy się z powrotem do Hogwartu i na ściemniamy, że szukaliśmy wszystkich w Hogsmeade, ale nie znaleźliśmy. — mruknął podekscytowany Logan. Był naprawdę szczęśliwy z powodu swojego pomysłu. Ta akcja mogłaby z powodować, że zapomniałby o tym co jest dla niego trudne i smutne.
    Logan Linley

    OdpowiedzUsuń
  32. [Wracam z urlopu, a tu tyle nowych twarzy, że nie sposób się połapać! Ale staram się bardzo, dlatego przybywam! Uroczy chłopak, naprawdę, aż mnie za serduszko złapało! Moja Lu co prawda jest nieco roztrzepana, ale chętnie pozna przepis na szwedzkie ciasto <3 Jeśli któraś z moich pań przypadnie do gustu, to zapraszam!]

    Lucy Wood/Ethel Covel

    OdpowiedzUsuń
  33. Anastasiya przepuściła wychodzących chłopaków, którzy z dziwnymi uśmiechami przyklejonymi do twarzy opuścili przedział. Spojrzała za nimi dość niepewnie, po czym weszła do środka, zasuwając za sobą drzwi. To nie może skończyć się dobrze.
    Usiadła naprzeciw Antona i posłała mu lekki uśmiech, ale wciąż ją trapiła ta jedna sprawa. Zerknęła raz jeszcze w stronę drzwi przedziału.
    - Znowu będą o nas gadać – odparła cicho i westchnęła.
    Nie powinna się tym przejmować, ale z jakiegoś powodu nie potrafiła. Rumieniła się i uciekała wzrokiem za każdym razem, gdy ktoś ją spytał czy Anton jest jej chłopakiem. Czy są już razem. Czy mają zamiar… Za dużo tych pytań. Zupełnie, jakby inni ludzi nie mieli własnego życia.
    On zapewne się tym nie przejmował. A przynajmniej nie wyglądało to tak, jakby brał sobie do serca te wszystkie docinki, komentarze i pytania. Była dla niego tylko przyjaciółką. I to tym bardziej sprawiało, że czuła się w takich sytuacjach niezręcznie.
    Chociaż, z drugiej strony jechała już do domu. Z daleka od rówieśników. Będzie musiała tylko wytrzymać ten dziwny wzrok swoich znajomych i irytujące uśmiechy. Potem będzie spokój. A do końca wakacji zapomną.
    Z całą pewnością.
    A potem tylko rok tego samego. Z górki.
    Uczniowie zaczęli jakoś bardziej tłumnie wchodzić do ekspresu. Po chwili dało się słyszeć gwizd. Najwidoczniej wybiła godzina odjazdu. Jeszcze chwilę stali na dworcu, prawdopodobnie czekając, aż każdy uczeń zdąży wsiąść, po czym dało się czuć lekkie szarpnięcie – znak, że maszyna ruszyła. Jadą w stronę Londynu.
    Londyn… ciekawe, dlaczego to tam musieli ją zawsze odbierać rodzice. Chcieli, żeby pobyła jeszcze trochę z kolegami czy po prostu nie mieli czasu, żeby po nią przyjść?
    - Masz już jakieś plany na wakacje? – zagadnęła. Ona nie miała żadnych. Nawet nie wiedziała czy rodzice pozwolą jej wyprawić urodziny dla znajomych.

    Anastasiya

    OdpowiedzUsuń
  34. Maya uśmiechnęła się tylko, z lekka jakby ironicznie, zbyt zmęczona upałem na słowne potyczki, a jednocześnie przeważało w niej mocno zakorzeniona potrzeba ostatniego słowa.
    – Och, Antoś – pokręciła głową z udawaną dezaprobatą. – Taki z ciebie dżentelmen? Dziewczynie kazać wiosłować? – Uniosła brew, ale na jej twarzy majaczyło rozbawienie. – Może po prostu rzucisz odpowiednie zaklęcie? Masz już dawno skończone siedemnaście lat; ja muszę jeszcze chwilę poczekać – dodała z niejaką niechęcią, jak zawsze, gdy myślała o swoich urodzinach, przypadających pod koniec roku.
    Anton był dobrym kumplem i dziewczyna traktowała go raczej, jak brata, niż jak kuzyna, z rodzaju tych, co to widuje się z nimi raz do roku, w święta, odbębniając obowiązkową wizytę i czując się za każdym razem równie niezręcznie. Był jej bratem z wyboru, jak również dobrym przyjacielem – mogła powiedzieć mu wszystko, choć i tak niektóre rzeczy wolała utrzymać w tajemnicy. Noel był zupełnie inny niż brat. Szalony, wszędzie go pełno, istny huragan, i Maya uważała, że to stanowi idealne podsumowanie jego charakteru: chłopak najczęściej niszczył wszystko na swojej drodze, choć wcale nie miał złych zamiarów. Młodszy bliźniak wyzwalał z niej energię, ochotę na to, by zachować się jak szczeniak i zrobić coś naprawdę głupiego; przy Antonie była filozofką, myślicielką i niejednokrotnie poruszali tematy, od których inni ludzie w ich wieku złapaliby się za głowę. Nie ulegało jednak wątpliwości, iż mimo całkiem odmiennych charakterów, chłopcy byli jej najlepszymi przyjaciółmi i towarzyszami, dla których gotowa była naprawdę na wiele.
    Leniwie i nieco ospale podniosła się z krzesła.
    – To co, idziemy? – spytała, zachęcająco otwierając drzwi w idealnym momencie, by wpuścić przez nie powiew morskiej bryzy.

    Maya Weiner.

    OdpowiedzUsuń
  35. [W zasadzie, jeśli kusi Cię dodatkowa opcja to muszę ją bardziej zakreślić w tych niecnych celach potrzebuję Twojego maila, gdzie na dniach poleci sówka z dokładną rozpiską możliwości, które mogą skomplikować im relację. Dodam na swoje usprawiedliwienie, że nie odpisywałam wcześniej, gdyż musiałam ustalić poprzednie powiązania, bo nie powielam schematów i zawsze traktuję autorów indywidualnie (tj. propozycje się nie powtarzają) c;]

    Deucent Faradyne

    OdpowiedzUsuń
  36. Ejo! Nie odpisałam wiem, zła ja, ale zniknął braciszek Antona, wiec zniknęła mi jedna relacja i tak jakby zepsuło to też nasze powiązanie. Co robimy? Może wymyslimy coś zupełnie innego?

    Casilda

    OdpowiedzUsuń
  37. Na początku go nie zauważył. Miał kilkusekundową, milczącą rozmowę z księżycem, podczas której uświadomił sobie, że jeżeli do wschodu słońca jego mokry problem nie zostanie rozwiązany, nie będzie mógł żyć z poczuciem zawodu, jaki sprawi radzie pedagogicznej uważającej go za porządnego chłopca. Nie wybaczyłby sobie takiego obrotu sprawy. Co by było, gdyby zaczęły się kłopotliwe pytania? Skąd miałeś składniki na ten eliksir, Vincencie? Czy nie wiedziałeś, że ten eliksir to trucizna mogąca zabić? Vincencie, czy planujesz zamach na czyjeś życie? Drogi chłopcze, zdajesz sobie sprawę, jakie to będzie mieć konsekwencje? I tak w nieskończoność.
    Mruży oczy i próbuje udawać, że nie stoi w plamie światła, która uwypukla jego nagość. Niestety, przyjęcie swobodnej pozy wykracza poza umiejętności Vincenta. Postanawia więc — w geście ostateczności — wycofać się i zniknąć z pola widzenia chłopaka. Przez chwilę rozważa swoją rację, a potem kapituluje. Jest człowiekiem obowiązku.
    — Ja — zaczyna nieporadnie i od razu milknie. Brak ubrań nie pomaga mu w walce z nieśmiałością. — To trochę późna pora.
    Mówi cicho. Ma głos, którzy został stworzony do opowiadania bajek na dobranoc i szeptania czułych słów podczas romantycznych schadzek. To cenny dar — barwa głosu zdolna budować napięcie. Dar, z którego Vincent nie zdaje sobie sprawy, bo jego życie przypomina płaskowyż. Jest dużo, dużo równinności i niewielka ilość falowań — zbyt mała, aby zawierała w sobie intymność między dwojgiem ludzi.
    To ciekawe zjawisko. Tym ciekawsze, że zjawisko bycia w związku, randkowania albo spotykania się w wiadomym celu, stało się na tyle częste, że styka się z nim kilka razy dziennie. Nie lubi stawać między miłością — głęboko wierzy, że nie ma od niej nic piękniejszego — ale kątem oka zerka na splecione w uścisku ciała i robi mu się gorąco. Nie dlatego, że tęskno mu do pieszczot albo wizji rodem z filmów dla dorosłych. Jest po prostu w kropce objawiającej się skokiem temperatury — wiedzieć, jak to jest kochać, ale nie mieć z kim podzielić się miłością.
    — Musisz iść — dodaje jeszcze i zerka na chłopaka. Nie zna go. Prawdę mówiąc, nie zna większości uczniów. Po korytarzu spaceruje ze wzrokiem wbitym w ziemię.

    Vincent

    OdpowiedzUsuń