25 lipca 2016

Tommy

Tommy Burnwood
Ravenclaw, VI; różdżka z głogu, 12 cali, smocze włókno; nie potrafi wyczarować patronusa; bogin nieznany

Tommy nigdy nie był przesadnie dumny z posiadania magicznych mocy. Od głogowej różdżki wolał mugolskie kombinerki, Fasolki Wszystkich Smaków Boots'a zastępował żelkami Haribo, a na widok sowy z hogwarckim listem w dziobie, rozpłakał się nie ze szczęścia, a ze smutku. Był najprawdopodobniej jedynym dzieckiem na świecie, które nie dostrzegało potencjału w magii. Podobał mu się świat, gdzie wszystko zostaje okupione długimi godzinami wysiłku, a od celu dzieli cię coś więcej niż jedno machnięcie czarodziejskiej różdżki. Prosił, groził i błagał rodziców, by nie posyłali go do tego wariatkowa, ale jedyne co był w stanie wynegocjować to obietnica, że po skończeniu siedemnastu lat będzie Panem swego losu. Jeszcze tego samego dnia poprzysiągł sobie, w cichym, zagraconym starymi odbiornikami pokoju, że gdy dorośnie, rzuci to wszystko w cholerę. Zostanie złotą rączką, będzie przepychał stare rury i dawał drugie życie zakurzonym radiomagnetofonom. A wszystko to bez żadnego udziału magii.

16 komentarzy:

  1. [Cześć, mogę cię zjeść? Bo pan na zdjęciu jest naprawdę mrau xD
    Tommy chyba faktycznie jest jedyną osobą, która nie ucieszyła się z bycia czarodziejem, a w dodatku pragnie zostać złotą rączką, mimo że wystarczyłoby raz machnąć różdżką i wszystko byłoby naprawione. Strasznie podoba mi się ten pomysł, chociaż Addie pewnie nie do końca będzie w stanie to zrozumieć. Życzę ci mnóstwa ciekawych wątków i sama nieśmiało zapraszam do siebie, wymyślmy im coś! :) ]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Przypomina mi Delilah :D Witamy na blogu i od razu zapraszam do mojej karty, może się jakoś fajnie dogadamy ^^ ]

    Delilah

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cześć :) Zgadzam się z poprzedniczką. Myślę, że dogadałby się z Delilah ;) I oczywiście życzę dobrej zabawy i ciekawych wątków :D ]

    Park Chaerin

    OdpowiedzUsuń
  4. [Ja to w sumie przychodzę się zapytać, czy pocięcie zdjęcia to Twoja inwencja twórcza? Powiem Ci, że mój Lenard też tak miał. Chciał być piosenkarzem, a tu wylądował w Hogwarcie. Zapraszamy do siebie!]

    Solene / Lenard / Aaron

    OdpowiedzUsuń
  5. [Jestem jak najbardziej za :) Masz w zanadrzu jakiś pomysł, czy myślimy razem?
    PS. Uwielbiam jego imię *o*]


    S. Tobin

    OdpowiedzUsuń
  6. [Cześć, czołem, witamy serdecznie i bardzo, ale to bardzo przepraszamy za zasłonięcie karty Tommiego. Cieszymy się, że uczniowie kręcący nosem na magię również zasilają szeregi szkoły, a kto wie? Może kiedyś Tommy i Lucy rozkręcą razem jakiś silnik?]

    Lucy Wood/Ethel Covel

    OdpowiedzUsuń
  7. [ Witam, witam i chwalę za wybór zdjęcia. Nie chodzi mi o wizerunek, ale o to fajne pocięcie. Cudnie to wygląda. Życzę dobrej zabawy oraz wielu ciekawych wątków. Jeśli masz ochotę, to zapraszam do siebie :) ]

    Silas Mulciber/Rhys Skeeter/Louis Wallsh/Audrey Miller

    OdpowiedzUsuń
  8. [witam, witam i po wątek przybywam. :) jeśli to zdjęcie w karcie jest Twojej roboty, to podziwiam i gratuluję.
    co do wątku: masz może pomysł na ich relację? znają się już, czy dopiero poznają jakoś bliżej? a może pozostają na etapie "cześć"? albo... może łączy(ło) ich coś głębszego?
    jestem otwarta na propozycje. c:]

    Sage Fletcher

    OdpowiedzUsuń
  9. [hej, przyszło mi coś do głowy. a gdyby tak zrobić z nich starych przyjaciół, którzy dorastali w domach/mieszkaniach obok siebie? tu opcje są dwie, bo albo od momentu, w którym Sage zamieszkała z nową rodziną i tam poznała Tommy'ego, albo odwrotnie: znali się z osiedla, na którym moja panna mieszkała z matką biologiczną, później stracili kontakt i spotkali się na nowo w Hogwart Expressie, podczas pierwszej podróży do szkoły? są na tym samym roku, co trochę upraszcza sprawę. wtedy też w grę wchodziłaby opcja, że są zafascynowani swoją odmiennością. tylko to wchodzi w grę wyłącznie, jeśli Tommy również dorastał w typowo mugolskim świecie, bo nie widzę wzmianki o jego statusie krwi. c:]

    Sage Fletcher

    OdpowiedzUsuń
  10. [ja miałam bardziej na myśli to, że kiedy byli znacznie młodsi (czyli w czasach, gdy Sage mieszkała jeszcze z matką, mieli po sześć, siedem lat), spotkali się po raz pierwszy i zostali przyjaciółmi, jak to dzieci, a potem moją pannę przenieśli do innej rodziny, no i ich kontakt się urwał. po paru latach, w pociągu, zobaczyli się po raz pierwszy od bardzo dawna... i właśnie w początkowych latach nauki Sage mogła mu się nieco zwierzyć ze swojej historii, by otworzyć chłopakowi oczy na uroki magii, choć troszkę. z kolei on mógłby jej pomóc, gdy starsi Ślizgoni się jej czepiali, co też nie było rzeczą rzadką, przynajmniej z początku.]

    Sage Fletcher

    OdpowiedzUsuń
  11. [no to super. też o tym myślałam, ale nie chciałam Ci niczego narzucać, a Sage raczej w tamtym okresie nie była zbyt przychylnie nastawiona do tego, by obdarzać kogoś takim słodkim uczuciem. no cóż.
    wydaje mi się, że ma jakieś tam problemy, acz z pewnością mniejsze, niż w początkowych latach, jako, że S. wyrosła na całkiem ładną kobietkę (skromność autorska, ona sama siebie nie docenia), więc trochę odpuścili.]

    Sage Fletcher

    OdpowiedzUsuń
  12. [Dobry wieczór! Po liście obecności wypadła mi właściwie znaczna większość wątków, więc jeśli znajdziemy dobry punkt zaczepienia, to czemu by nie spróbować z wątkiem. :) Problem polega tylko na tym, że Milliesant i Tommy są tak różni, jak to tylko możliwe, a w dodatku Burnwood jest niemalże ucieleśnieniem tego, czego Lloyd nie byłaby w stanie zrozumieć. No, może co najwyżej do Haribo dałaby się przekonać, ale żeby nie lubić magii i z własnej woli chcieć z niej zrezygnować? Nie do przyjęcia!]

    Milliesant

    OdpowiedzUsuń
  13. [jak dla mnie, to opcja z rycerzem na białym koniu jest bardzo okej. możemy iść jednak w inną stronę. jeden chłopak z Gryffindoru, siódmoklasista, trochę podkochuje się w Sage, jednakże ona kompletnie go ignoruje, a ten nie umie przyjąć odmowy. może więc ów chłopak próbowałby ją pocałować, a Tommy uratowałby dziewczynę? :)]

    Sage Fletcher

    OdpowiedzUsuń
  14. Podziały na swego rodzaju klasy pod względem nazwisk, statusu materialnego i znajomości od zawsze niebywale ją drażniły. Jakiś postronny, niezbyt bystry obserwator z miejsca mógłby stwierdzić, iż wynika to z faktu, że sama Sage w żadnej z wyżej wymienionych kategorii nie przoduje, a wręcz pozostaje gdzieś na szarym końcu... odrobinę może wyprzedzając tego małego, chudego Roberta Hamilltona z trzeciej klasy, który nosił okulary o szkłach grubości denka słoika, a przy tym potykał się nieustannie, jak gdyby nigdy nie nauczył się porządnie chodzić. Było to jednak kompletnie niedorzeczne, jako, że dziewczyna uparcie twierdziła, iż nawet, gdyby próbowali ją na siłę zaciągnąć do hogwarckiej elity, za żadne skarby by się nie zgodziła. Jej irytację wzmagały chichoty innych uczniów, tych wyżej postawionych, którzy to uważali jej tłumaczenia za kolejny wykręt od przyznania się do prawdziwych marzeń – czyli, że tak naprawdę usycha z pragnienia, by zostać członkiem towarzyskiej śmietanki. Miała ochotę kopać i wrzeszczeć, jak to robiła w dzieciństwie z nieodpowiedzialną matką-narkomanką, gdy ta próbowała ją zmusić do zrobienia czegokolwiek, byleby tylko cała ta grupka dała jej święty spokój.
    Kiedy pojawiła się w Hogwarcie wyglądała już jak zdrowa, czysta dziewczynka, która doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jaka gratka się jej trafiła; że otrzymała możliwość odbudowania życia na nowo, a jednak mimo to w głębi serca czuła się nieszczęśliwa. Sama nie do końca potrafiła to zrozumieć; być może początków należałoby szukać w pierwszych ośmiu latach jej życia, by móc odnaleźć koszmary, które męczyły ją mimo upływu lat. Wydawało jej się, że zapomina wiele rzeczy ze swojego poprzedniego mieszkania: twarz matki, przesiąknięte dymem powietrze, stary i brudny materac; złośliwie wpatrujące się w nią oczy facetów, u których tak często nocowały.
    To chyba właśnie przez te oczy Sage nabrała niespotykanego, ponadprogramowego dystansu do płci męskiej i podejrzliwie patrzyła na każdego, kto usiłował się do niej zbliżyć w tym sensie, pomijając już fakt, iż każdy potencjalny kandydat jak do tej pory powodował u niej odruch wymiotny – nic więcej.
    Nie inaczej sprawa miała się z Arthurem Ramseyem; no, może o tyle, że ów chłopak wywoływał u niej jeszcze silniejsze mdłości, z racji swojego prostackiego zachowania i dość masywnej budowy... Był po prostu gruby. Kiedy Sage przyglądała się jego przedramionom, miała wrażenie, że są szersze, niż jej uda.
    Odwróciła się niechętnie, słysząc głos Gryfona i nieświadomie zmarszczyła nos, co było reakcją na pojawiające się w jej głowie obrazy.
    – Odczep się – warknęła, potrząsając głową, świadoma, że słowa te wypowiadała w kierunku starszego chłopaka już chyba z milion razy, a jak dotąd nic, nigdy nic nie zadziałało. Napawał ją bezbrzeżnym obrzydzeniem: te jego tłuste łapska, ten wylewający się ze spodni brzuch, ta pulchna twarz, wiecznie nosząca ślady po licznych deserach... Sage nie była wybredna, ale po pierwsze, miała jakieś tam swoje wymagania, a po drugie, na obecny moment i tak ignorowała wszystkich przedstawicieli płci męskiej, którzy czegoś tam od niej chcieli.
    Arthura najwyraźniej nie usatysfakcjonowała taka odpowiedź, gdyż z groźną miną ruszył w jej stronę w tempie, o które nigdy by go nie śmiała podejrzewać. Całą siłą swojego masywnego ciała przygwoździł dziewczynę do ściany, śmiejąc się parszywie i przysuwając usta do jej twarzy.
    – Cholera, Arthur, zabieraj łapy – jęknęła, usiłując go kopnąć.

    Sage Fletcher

    OdpowiedzUsuń
  15. [Problem z Milliesant i jej ślizgońskością jest taki, że... nie ma tego problemu. To znaczy, nie da się jej wrzucić do jednego worka z tymi wszystkimi „zUymi Ślizgonami” gnębiącymi mugolaków za sam fakt istnienia i żeby przyczepić się do Tommy'ego musiałaby mieć naprawdę dobry powód (jak choćby właśnie „zniszczenie” bardzo rzadkiego okazu roślinki, bo tak, dobrze wnioskujesz, że Milliesant uwielbia zielarstwo ;>). Prędzej byłabym skłonna założyć, że jako jedyna z paczki Ślizgonów nie nabijała się z Burnwooda, może nawet gdzieś tam raz czy drugi przebąknęła, bez większego zainteresowania, ale jednak, żeby dali mu spokój i że mają przecież lepsze rzeczy do roboty, co ostatecznie poskutkowało i zostawili chłopaka w spokoju. Nie wiem tylko, jakby do tego podszedł Twój Krukon, czy wywarłoby to na nim jakiekolwiek wrażenie i w konsekwencji czy wątek miałby jakąś przyszłość. Tak więc decyzję zostawiam Tobie, mnie obie wersje usatysfakcjonują. :)]

    Milliesant

    OdpowiedzUsuń
  16. [Ze mnie jest taki spóźnialski człowiek, że to aż boli, no ale jestem i witam się serdecznie. Karta co prawda nie jest długa, ale już zdążyła mnie zainteresować postacią Tommy'ego, który chyba jako jeden z niewielu nie lubi świata magii. Kto by pomyślał, że tak w ogóle można!]

    Jemma/Molly/Maxine/Declan

    OdpowiedzUsuń