25 listopada 2016

나는 칼을 숨길 수 미소.


Avalon Moore
Ravenclaw szósty rok | pani prefekt

Kim jestem? Codziennie rano zadaje sobie te pytanie, jak gdyby lustrzane odbicie jej ciemnych tęczówek miało sprawić, że wszystko nagle stanie się klarowne i tak łatwe… Dziewczyna jest świadoma, że odnalezienie tej odpowiedzi to jej specjalne zadanie, którego nie znajdzie w żadnej z książek znajdujących się w bibliotece, że dopóki sama nie postanowi w końcu spojrzeć prawdzie w oczy, wciąż będzie błądzić niczym ślepe dziecko we mgle. Czasami taka właśnie była. Zagubiona i zaślepiona ideałami, które tak naprawdę nigdy nie istniały. Zapatrzona w swoją wyimaginowaną perfekcyjność, starała się z całych sił, aby panująca wokół niej harmonia nie została w żaden sposób naruszona. Zaplątana we własne kłamstwa, zapomniała kim tak naprawdę jest… Potrzebowała podjąć te ryzyko, zdecydować czy chce wciąż tkwić w tym samym punkcie z utęsknieniem w oczach, czy może czas wykonać duży krok, dzięki któremu byłaby w stanie pokonać znajdującą się przed nią przepaść, ponieważ dwoma małymi nie mogła… Potrzebowała zmiany.
Zabarwione końcówki sięgające ledwo za ramiona, są jedyną pozostałością po długich, srebrzystych kosmykach. Zamiast radosnych ogników w oczach, pojawiło się sceptyczne spojrzenie próbujące utrzymać dystans, jednak w ten sposób wcale nie jest lepiej. Męczy się udając kogoś innego, by nie być już tym samym człowiekiem, którego udawała przez tyle czasu… Zagubiona we wszystkich usłyszanych słowach, za wszelką cenę chce być kimś innym. Zapominając, że niektóre z cech, które tak bardzo ją charakteryzowały wypływały prosto z głębi serca. Serca, które było otwarte na wszystkich potrzebujących, które zawsze służyło dobrą radą i pomocną dłonią.
Wcześniej nazywała siebie rajem, upragnioną utopią. Wierzyła, że nadane jej imię nie jest przypadkowe. Chciała wierzyć, że na świecie nic nie dzieję się bez powodu, ale w tym momencie… Nie umiała zrozumieć, o co tak właściwie chodzi w życiu.

pierwsza, druga
nie umiem w pisanie ostatnio,
ale z chęcią przyjmę wątki, dużo wątków.

43 komentarze:

  1. [ładnie odświeżona karta.
    Z moim Romèo już mamy jeden wątek, może czas na Sin'a? :)]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć. Wizerunek idealny, a wygląd i treść karty - cudowna. Muszę zajrzeć pod Twoje inne karty, jeśli są tak dobrze napisane jak ta. c;
    Gdybyś miała ochotę, to zapraszam do siebie. Jestem pewna, że coś razem wymyślimy.]

    Geraldine Nott

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla Julii to był w jakiś sposób ważny dzień, bo pierwszy raz wychodziła gdzieś z Julienem razem z innymi ludźmi. Dla większości to pewnie nie byłoby nic szczególnego, ale ona czuła się... dziwnie. Przez dwa miesiące ukrywali swój związek przed światem, a teraz wszystko się zmieniło. Julii w międzyczasie udało się dostrzec jakąś zaletę, wynikającą z tamtego okresu chowania się. Emocje trochę ostygły, a coś, co wcześniej było pierwsze, nowe i wyjątkowe, teraz stało się całkiem normalne. Więc nie byli parą, która obściskuje się na szkolnym korytarzu i wkurza tym wszystkich dookoła. Chwile bliskości starali się zostawiać dla siebie, a szkolny korytarz, pełen ludzi, nie dostrzegał więcej niż powinien. Właściwie Julia była zadowolona. Dobrze się czuła z podjętą przez siebie decyzją i jak na razie nie miała powodów, by jej żałować. Jej życie zlało się w całość. Nie było jej życia i życia z Julienem, istniejących gdzieś obok siebie, bo teraz przeplatały się, a zamiast stworzyć kompletny chaos, składały się w dość uporządkowaną jedność, w której Julia gubiła się rzadziej niż kiedykolwiek. I wśród wielu sytuacji, które nagle były dla nich dziwnie pierwsze, wyjście ze znajomymi do Hogsmeade, wydało się jej wyjątkowo stresujące, a przecież znała tych ludzi. Tylko oni nie znali jej w tym kontekście. W kontekście dziewczyny ich kolegi.
    Było miło. Siedzieli przy stoliku i słuchając całkiem niezłego koncertu jazzowego, popijali kremowe piwo. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że Julia dostrzegła w zachowaniu Avie coś niepokojącego. Dziewczyna była jakby oderwana od rzeczywistości. Skupionym wzrokiem wpatrywała się w scenę, ale właściwie Julia nie była pewna czy słucha, bo wydawała się tak nieobecna.
    - Julien, co się dzieje z Avalon? Coś u niej nie tak? - spytała chłopaka, gdy porwał ją na parkiet i zaczęli powoli kołysać się w rytm muzyki.
    - Nie, chyba wszystko okej. - odpowiedział, nieco nawet zdziwiony, a oboje mimowolnie spojrzeli w stronę siedzącej przy stoliku Krukonki. Dla Julii nie wyglądała na okej, więc Julien pewnie po prostu nigdy nie zapytał i dlatego nie miał pojęcia. Nie miał pojęcia, co dzieje się u jego 'przyjaciółki'. Westchnęła, przewracając oczami i myśląc o tym, że faceci (jej facet!) są jednak ślepi i wszystko trzeba im podstawić pod nos albo powiedzieć wielkimi literami. Eh!
    Gdy piosenka się skończyła, wrócili do stolika, a Julia niemal od razu postanowiła zająć się Avie. W końcu była bliską osobą dla Juliena, ale to jak ją traktował... Julia po prostu, w jakiś dziwny i bezsensowny sposób, poczuła, że teraz Avie jest bliska również jej, a jeśli Julien nie potrafi być dla niej wsparciem to przynajmniej ona spróbuje.
    - Zanim wrócimy do zamku, chciałabym jeszcze zrobić zakupy. - oznajmiła i lekko dotknęła przedramienia dziewczyny, chcąc wyrwać ją z zamyślenia. - Avie, pójdziesz ze mną?
    Uniosła brwi, uśmiechając się delikatnie w jej stronę, a kiedy ta się zgodziła, obie wstały od stołu, ubrały się i ruszyły do wyjścia. Julia jeszcze tylko pochyliła się nad Julienem i pocałowała go szybko w policzek.
    - Nie czekajcie na nas. - dodała cicho, puściła chłopakowi oczko i pobiegła za Avalon.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  4. Świat tak już chyba działał. Niektórzy ludzie świetnie doradzali wszystkim wokół, podczas gdy sami nie byli w stanie poradzić sobie z własnymi problemami. Tłumili je w sobie i wyrzucali na zewnątrz być może dopiero, gdy nazbierało się ich tak dużo, że nie byli w stanie dłużej wytrzymać. Z Julią było podobnie. Zawsze starała się podejść do problemów swoich bliskich w części obiektywnie, a w części również empatycznie, próbując zrozumieć ich emocje, wątpliwości, punkt widzenia. Była osobą, na którą można było liczyć. I choć nie było bardzo łatwo się z nią przyjaźnić, bo wiecznie nie miała na nic czasu, to równocześnie na to co ważne starała się mieć go właśnie wystarczająco. I byli tacy dziwi ludzie, którzy uważali ją za najlepszą przyjaciółkę na świecie. Momentami naprawdę ciężko w to uwierzyć. Kiedy siódmy raz w tygodniu trzeba, nie bez wyrzutów sumienia, powiedzieć Nie mam czasu. Przepraszam. i może tylko dodać Chyba, że coś się stało. Jak kogokolwiek mogłoby to satysfakcjonować? A jednak byli tacy śmiałkowie i Julia na brak przyjaciół naprawdę nie mogła narzekać. Było dobrze. A teraz... teraz była szczęśliwsza niż kiedykolwiek. I mimo że nie mogła zatrzymać czasu to starała się jak mogła, aby go spowolnić, wypełnić tak, by jakoś zmieścić w dwudziestu czterech godzinach każdej doby wszystko, co chciała zrobić. Bo Julien niezbyt chciał jej pozwolić na to, by nie mieć dla niego czasu. A nie był przecież całym jej życiem. Chociaż był jego szalenie istotną częścią.
    Kiedy opuściły z Avalon Pub pod Trzema Miotłami, Julia narzuciła na szyję gruby szal, bardziej po to, aby nie nosić go w dłoniach niż z powodu zimna. To zdecydowanie nie był najbardziej mroźny dzień tej zimy. Nawet śnieg zaczął się topić i tylko woda wydobywająca się spod brudnych zasp, spływała rynsztokami, a ciepłe kozaki warto by było zamienić na kalosze.
    Julia spojrzała na Avie trochę zdziwiona, bo właściwie nie planowała większych zakupów. Chciała porozmawiać z dziewczyną, tylko jeszcze nie miała pojęcia jak do tego doprowadzić.
    - Chcę uzupełnić zapas herbat. - powiedziała i zmarszczyła brwi, uśmiechając się przy tym delikatnie. - Ale właściwie to po prostu miałam ochotę się stamtąd wyrwać. Jednak za dużo ludzi jak dla mnie, za głośno i nawet smooth jazz nie jest chyba wystarczająco smooth, żeby to zbalansować. Masz ochotę się przejść?
    Uśmiechnęła się szerzej, licząc ze strony Avie na nutkę zrozumienia i szczere chęci na spacer. Może były do siebie bardziej podobne niż im obydwu się wydawało i jakoś mogłyby się w tym zgrać.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  5. [Bardzo ładna karta. Wydaje się taka tajemnicza. A co do mojego Quentina, to tak, bardzo chciałam, żeby był szalonym psorkiem :D. Jeśli masz ochotę, bądź pomysł, to zapraszam znowu do mnie.]

    Quentin

    OdpowiedzUsuń
  6. [A czy panna Moore jest ciekawska? Jeśli tak, to mam na nią pomysł. Przynajmniej zarys.]

    Quentin

    OdpowiedzUsuń
  7. [A jaka to tajemnica? Ja myślałam, żeby Avalon próbowała się dowiedzieć gdzie Quentin znika po zajęciach każdego dnia i donosiła innemu profesorowi na przykład. A pewnego dnia podsłucha jego rozmowę z uczniem, który pomaga Cavarowi i sobie coś ubzdura :)]

    Quentin

    OdpowiedzUsuń
  8. [W takim razie może się dowiedzieć, spróbować się "wkręcić", być może uda im się czegoś dowiedzieć na temat mamy Avalon. Co ty na to? Jeśli pasuje, to zacznij, mam nadzieję, że możesz :D]

    Quentin

    OdpowiedzUsuń
  9. [Witam po raz kolejny na blogu! :) Chociaż, jesteśmy tutaj obie już tyle, że w sumie sama nie wiem, czy kiedykolwiek wcześniej witałam Avalon, przyznam się bez bicia :P
    Ciekawa karta i estetyczna, dzięki czemu łatwo i szybko się ją czyta. Uroczy kociak w podstronie, tak w ogóle; rasa ragdoll jest doprawdy urzekająca. Mamy również z Jamiem i Teddym nadzieję, że ataki paniki u Avalon będą coraz rzadsze; to nic fajnego, niestety :-/
    Życzę udanej zabawy, jak zawsze i wielu ciekawych wątków! :)]

    Teddy || Jamie

    OdpowiedzUsuń
  10. [Po pierwsze: piękna kobieta. Po drugie: bardzo oryginalna c:
    Postanowiłam, że napiszę do ciebie pod tą kartą, bo miała najmniej komentarzy. Potem przeczytałam opis karty Avalon i dostrzegłam podobieństwo między nią, a Looney - obie w rzeczywistości są trochę pogubione, połamane - może nawzajem się nastawią, jak sprężynki w zepsutych zegarkach? :D Jestem chętna na wątek zarówno z nią, jak i z inną Twoją postacią. Jeśli akurat masz ochotę pokierować kimś innym - ja się z chęcią dostosuje c: I dziękuję pięknie za powitanie ^^]
    Looney Tunes

    OdpowiedzUsuń
  11. [Niezmiernie się cieszę, że karta przypadła do gustu. Chętnie coś stworzę, choć przyznam bez bicia, że z pomysłami się nie dogaduję. Coś jednak wykombinujemy, innej opcji nie ma.]
    Charlie

    OdpowiedzUsuń
  12. [Wszystko zależy od jej determinacji. Z natury odrzuca od siebie ludzi z obawy, że ktoś mógłby dowiedzieć się kim jest. Nie odmówię jednak Charliemu przyjaciół, bo mu się przydadzą, nawet jeśli sam jeszcze o tym nie wie. Znać, faktycznie, się powinni, trudno spędzić tyle lat w jednym dormitorium i nie zamienić chociażby słowa. Jestem otwarta na propozycje, bo moje "wymarzone" wątki to na razie dopiero się formują i nie mają żadnego konkretnego kształtu.]
    Charlie

    OdpowiedzUsuń
  13. [Zabieram się więc za myślenie, chociaż nie obiecuję, że cokolwiek konstruktywnego wyniknie z tych moich żenujących prób wymyślenia im jakiegoś konkretu. Zakładamy jednak, że ich relacja jest ciepła, przyjacielska, rzeczywiście Charlie mógłby ją traktować jak młodszą siostrę, choć znikałby na kilka dni w miesiącu. Ona mogłaby się już przyzwyczaić do tego, że mimo iż Charlie zazwyczaj chodzi dość ponury i bez życia, to są też dni, kiedy zwyczajnie jest marnością nad marnościami i jedyne, co można zrobić to dać mu herbaty. Możemy zrobić tak: poranek po pierwszej nocy cyklu, zawsze najgorszej, Charlie wraca do dormitorium i zastaje tam czekającą na niego Avalon. Generalnie ja sobie myślę, że on będzie jej niezmiernie wdzięczny za to, że nie zadaje pytań, że nie robi mu wywodów na temat szczerości w przyjaźni, bo chyba nie byłby zwyczajnie w stanie wydusić z siebie, co mu dolega. Podejrzewam jednak, że kiedyś to zrobi, choć może uda nam się zrobić z tego jakąś dramę, co by był do tego zmuszony.]
    Charlie

    OdpowiedzUsuń
  14. [Cześć. Jeśli uda ci się wymyślić coś fajnego to nawet zmuszę Lorcana, żeby jej kiedyś kawę zrobił za tę nieprzespaną noc.]
    Lorcan

    OdpowiedzUsuń
  15. [Lorcan teoretycznie do przygód się nie rwie, ale możemy założyć, że w tym czasie w szkole organizowane są jakieś zimowe zabawy/bal, który ten chciałby uniknąć. A że Avalon uznałaby to za odpowiedni moment, by wymknąć się na swoją wyprawę, poszliby razem, bo w grupie siła, łatwiej się przedrzeć. Już chyba nawet nie musimy wchodzić w szczegóły, jak doszli do tego, że zrobią to razem, bo wątek będzie i tak dużo ciekawszy już w akcji. Tak sobie też myślę, że gdzieś może ich zasypać, żeby spędzili noc w jakimś dziwacznym miejscu.]
    Lorcan

    OdpowiedzUsuń
  16. [Dziękuję za miłe słowa, serce mi się raduje jak ludziom podoba się karta!
    Ja to bym podpięła jakiś nowy wątek pod ten, który prowadziłyśmy wcześniej. Załóżmy, że Joshua koniec końców nie powiedział niczego o matce Avalon, ogólnie potraktował ją jak nie powiem co. Potem u rodziny Josha sprawy trochę się pokomplikowały i zrobił rachunek sumienia, więc koniec końców mógł zechcieć pomóc Avalon, ale wiadomo, przez jego beznadziejne zachowanie Krukonka raczej nie pałałaby się do rozmowy z nim. Co tu jeszcze można by wymyślić? ]

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  17. [Dziękuję za milutkie powitanie i mam nadzieję, że wszystkie życzenia się spełnią. Przyznam, że się zgubiłam. Wszystkie Twoje postaci są cudowne. Z historią, pewną iskrą i aż chce się je poznać. Mimo to trochę trudno jest mi się odnaleźć między nimi. Myślę, że to chwilowe, dlatego na razie wstrzymam się z propozycją wątku. Jeszcze raz przejrzę wszystkie karty, choć byłabym bardzo wdzięczna za jakąś małą wskazówkę, np. u której osóbki masz najmniej wątków, no coś w tym stylu. Jeszcze raz dziękuję i życzę miłego wieczorku :) Ah i muszę jeszcze wspomnieć, że karta Avalon jest prześliczna.]

    Lisa

    OdpowiedzUsuń
  18. [To może zorganizowaliby takie małe kółko pomocy pierwszoklasistom. Jakiś nauczyciel szukał ochotników, zgłosiła się i Avalon, i Josh, ale oboje nie wiedzieli, że będą ze sobą współpracować, więc przeżyli lekki szok, gdy spotkali się w sali. Po tym mogliby albo szczerze porozmawiać, albo umówić się na kolejny dzień na tę rozmowę, żeby wszystko sobie wyjaśnić. I potem mogłaby być między nimi fajna relacja.]

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  19. [Nie mam pojęcia jeszcze, z którą z twoich postaci chcę pisać, ale chcę na pewno, bo chyba jestem ci winna ze te wszystkie niedokończone wątki! <3]

    Gideon Finnigan aka Jemma Simmons i spółka

    OdpowiedzUsuń
  20. [Dziękuję bardzo!
    Ale zdjęcie zmieniłam. :c To obecne o wiele bardziej pasuje mi do Soleil. c: Jeżeli masz chęć na wątek, to zapraszam serdecznie do mnie, coś wymyślimy!]

    Soleil Yaxley

    OdpowiedzUsuń
  21. Gdyby jeszcze miesiąc temu ktoś usłyszał, że Joshua Yaxley, ten opryskliwy Ślizgon maczający palce w czarnej magii i uważający się za lepszego od innych z powodu pochodzenia, sam zgłosił się do pomocy dzieciakom z problemami, prawdopodobnie wybuchnąłby śmiechem lub uniósł brew i odszedł, kręcąc głową z niedowierzaniem. Przecież w wyobrażeniu bezinteresownej pomocy nie było miejsca dla Josha, to ze sobą nie współgrało. A jednak, niemożliwe staje się możliwe, gdy w czyimś życiu dzieje się coś niespodziewanego i w tym przypadku niezbyt pozytywnego.
    Joshua spotkał w swoim życiu kilka osób, które miały całkiem inne poglądy niż on. Zmusił się do wysłuchania ich, próbował wyłączyć swój mózg, aby nic nie zostało w nim przestawione. W końcu od prawie osiemnastu lat wychowywany był w jeden, zdaniem niektórych negatywny sposób, a tak długi okres czasu na pewno zaliczał się do trudnych z wymazania z pamięci, tym bardziej, gdy było to całe życie. A jednak coś go ruszyło. Poczucie winy, inne spojrzenie na świat, bezinteresowna pomoc, aż w końcu nabycie umiejętności empatii, która wcale nie była taka niepotrzebna, jak Josh kiedyś uważał. Chęć wyrwania się spod twardej ręki ojca była kusząca, aż w końcu chłopak zebrał w sobie wystarczającą ilość sił, aby to zrobić.
    Policzek nadal wydawał się trochę piec, a godność nadal była kopana.
    Może i psychicznie nie czuł się zbyt dobrze, ponieważ został bez dachu nad głową i jego ojciec się go wyrzekł, lecz w środku rozprzestrzeniało się przyjemne ciepło, które przypominało mu, że jednak dobrze zrobił. Był na dobrej drodze, aby zacząć wszystko od początku.
    Dlatego też zgłosił się do pomocy dzieciakom, które miały problem z lekcjami lub po prostu chciały się wygadać, bo nie miały do kogo otworzyć buzi. Skoro Joshua zaklęcia i transmutację miał w małym palcu, to nie zaszkodzi mu podzielenie się tą wiedzą i kilkoma przydatnymi trickami.
    W sali było kilku uczniów, głównie pierwszo i drugoklasiści. Niektórzy z nich krzywo spoglądali na Ślizgona, jako że na pewno co nieco o nim słyszeli, ale Josh postanowił odciąć się od jakichkolwiek zgryźliwych komentarzy w kierunku dzieci (musiał pracować nad sobą; dogryzki nie nadawały się dla młodziaków). Po przedstawieniu się chciał rozpocząć zajęcia, lecz przerwało mu otwarcie drzwi do Sali i niemałe zdziwienie wymalowane na jego twarzy.
    Nie mógł trafić lepiej. Ogarnęła go pewnego rodzaju irytacja, lecz nie mógł pozwolić na jej ujawnienie. Zacisnął jedynie zęby i policzył do pięciu. Nie mógł ulec złości.
    - Robię tu to samo co ty – odparł spokojnie, spokojnie jak na niego. Zapisał sobie mały plusik przy swoim zachowaniu. – Więc może dzisiaj odpuścisz ciskanie we mnie piorunami z oczu i zabierzemy się za to, po co tu przyszliśmy.
    Jego ton był spokojny, może nieco uszczypliwy, ale nie warczał, więc był z siebie dumny. Nie szukał zwady i niepotrzebnych kłótni.

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  22. Znał ten ton aż nazbyt dobrze. Niekoniecznie musiał być wykorzystany przez Avalon, ale każdy kto nie miał nigdy styczności z czarną magią i bazował jedynie na wiedzy historycznej, notabene nad wyraz przerażającej, i przez taki, a nie inny stan rzeczy go stosował. Było to pod pewnym względem niesprawiedliwe i piętnujące. Dlatego też nietrudno było się spodziewać takiej, a nie innej reakcji ze strony Grudniowego — wciągnięcie powietrza do płuc, a następnie ciężkiego, pełnego zrezygnowania westchnięcia. To z tego względu przestał toczyć z nią słowne przepychanki — wiedział, że Avie tego nie zrozumie i na pewno nie zaakceptuje. Z kolei kłócenie się z nią i ta jego nieudolna próba , a nawet jeśli to będzie musiał nad tym solidnie popracować, choć na pewno dostanie jeszcze z paręnaście razy w twarz, zanim Krukonkę do takiego stanu rzeczy przyzwyczai. Gdyby znał sposób na ugaszenie ambicji, która towarzyszyła mu niemal od zawsze — być może okazałby się ignorantem na wiedzę czyhającą i wyciągającą w nocy cieniste łapki w Dziale Ksiąg Zakazanych, ale… sam przekroczył tę granicę. Umyślnie i nie żałował podjętej decyzji, nawet jeśli jego wieloletni sekret nie spotykał się z aprobatą jego dziewczyny.
    Zapewne, gdyby wcześniej przełamał się do tego, aby Avalon powiedzieć, to uniknęliby tak nieprzyjemnej rozmowy nasyconej niedopowiedzeniami, złością i wzajemnym niezrozumieniem. Arsellus nie znosił jednego — pouczania, o ile był w stanie przełknąć wszystko, to na to reagował z lekceważeniem. Wydawać, by się mogło, że w upływie minionych lat, zdobywania haseł do skrywanych za mówiącymi portretami przejść, przemykaniem po korytarzu pod osłoną nocy, zakradaniem się do Działu Ksiąg Zakazanych czy zajmowaniem swego czasu fuchy Przewodniczącego KZWP — nauczył się reagować machnięciem ręki na zakazany i powszechnie panujące reguły, prezentując postawę olewatorską w pełni tego znaczeniu. Nie, to, że mu na niczym nie zależało, ale towarzyszyło mu przeświadczenie, że skoro tyle razy mu się udało obejść panujący system, to nigdy nie spotka go powinięcie nogi. Zdarzało mu się przecież całkiem często przekupywać prefektów biletami na mecze lub podpisanymi przez własną matkę książkami… Preferował jednak nie rzucać się w oczy i czym prędzej zniknąć w nieznanym zbyt wielu osobom tajnym przejściu.
    — Avie, wystarczy — mruknął krótko, acz stanowczo Arsellus, wpatrując się w oczy dziewczyny. Nie oczekiwał, że to powstrzyma Avalon przed wyrzuceniem mu wszystkiego w akcie złości, bo… przemilczeniem tak kluczowych faktów – zwyczajnie sobie na to zasłużył. Na swoją obronę miał to, że większość czarodziejów w tych czasach reagowała na wspomnienie o czarnej magii wprost alergicznie, tak jakby ktoś został naznaczony jakimś straszliwym przekleństwem, a przecież na tej płaszczyźnie nie było możliwości, aby Ślizgon zgodził się z Krukonką, co było wręcz oczywiste. — Nie przesadzaj. — zdążył jeszcze wcisnąć, zanim został spoliczkowany.
    Cóż… Tego to się Ślizgon nie spodziewał, bo zamarł w chwilowym bezruchu i zaraz potem wyprostował się widocznie, wpatrując się w nią, jakby z niedowierzaniem, dodatkowo przygryzając dolną wargę. Ars, choć starał się zachować pozory tego, że nie zrobiło to na nim wrażenia — w rzeczywistości było inaczej, a skutki w postaci pieczenia policzka stale mu o tym przypominały. Panna Moore zupełnie go tym zaskoczyła, ale to wystarczyło, żeby były Przewodniczący KZWP nieco zirytował się staniem się w jednej chwili definicją najczystszego zła, przecież nie zmienił się wcale, a wcale. Spajała go miłość do zaklęć, żywe zainteresowanie Quidditchem, które odziedziczył po ojcu, ambicja, czarna magia i łamanie zasad — co mogło być poniekąd mieszanką wybuchową.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Avie — zaczął poważnym tonem, robiąc potem chwilę przerwy, jakby potrzebował zebrać własne myśli i ująć to w jedną spójną, a tym samym zadowalającą go całość. Ta rozmowa zdecydowanie nie należała do łatwych czy przyjemnych – ani dla niego ani dla niej. — Czy ty kiedykolwiek miałaś styczność z czarną magią, żeby móc to w ogóle ocenić? Wiem, że wszyscy się jej panicznie boją, ale wolałbym wiedzieć czy przynajmniej widziałaś jak ona wygląda. Wcale się nie zmieniłem, bo interesuje się nią od trzeciej klasy, kiedy pierwszy raz wkradłem się do Działu Ksiąg Zakazanych. — odetchnął głęboko, przebiegając wzrokiem po opuszczonej dawno temu sali, w której mógł dopatrzyć się utkanych pajęczych sieci. Czuł, że Krukonka zacznie go oceniać, ale miał być przecież szczery, czyż nie? Jeśli zdobył się na nią w tak krytycznym momencie, to nie zamierzał owijać już w zbyteczną bawełnę. — Nikomu nie zrobiłem żadnej krzywdy. Łamię regulamin szkolny odkąd tylko sięgam pamięcią i przyłapywali mnie, kiedy byłem młodszy. Funkcji Przewodniczącego KZWP już nie posiadam, ale żeby cokolwiek trzeba było wydać… ech, Avie, ktokolwiek musiałby mieć pojęcie co my tam w ogóle robiliśmy. Czasem robiliśmy sobie wypad do Zakazanego Lasu na wycieczkę krajoznawczą. — i w tym momencie Ars roześmiał się dźwięcznie na samo wspomnienie. KZWP stanowiło coś na wzór rodziny, a tej choć w tym przypadku wybranej się nie zdradza i on sam doskonale o tym wiedział. — W noc walentynkową, zanim przenieśliśmy się do wakacyjnego domu moich rodziców… zaprosiłem cię nawet do naszej siedziby, ale cicho sza. Pamiętaj, że wszystko co dotyczy KZWP jest tajne i nikt o tym nie ma pojęcia, poza tobą, ufam ci na tyle, że wierzę, że zostanie to między nami…
      Czy mógł dostać za nadmierną szczerość w twarz? Znowu? Ależ oczywiście — teraz spodziewał się wszystkiego i wiedział, że jeśli było to zdecydowanie za dużo ujawnionych informacji jak na jeden raz, to oberwie.


      Arie, teraz możesz mnie kochać~

      Usuń
  23. Dzieciaki nie musiały widzieć ich prawdziwej relacji (jak bardzo prawdziwej?), więc Josh naprawdę powstrzymywał się przed powiedzeniem czegoś niezbyt miłego, a nawet nieodpowiedniego w ich obecności. Jego uszczypliwa część nadal mocno w nim tkwiła i nic jej nie zniszczyło, jako że niektóre cechy charakteru zostały mocno w nim zaszczepione i prawdopodobnie nawet największa tragedia życiowa nie byłaby w stanie ich zmienić. Co z tego, że nad sobą pracował i szedł w dobrą stronę stania się lepszym człowiekiem, skoro i tak sporo osób traktował z wyższością i widoczną pogardą? Coś popychało go do całkowitego odcięcia się od tego wizerunku, ale nadal był tylko sobą i niektóre cechy po prostu same będą przez niego przemawiały.
    Koniec końców udało im się logicznie ustawić dzieci, aby każde z nich miało wystarczająco dużo miejsca. Obecność Avalon na pewno nie wpływała na niego pozytywnie, lecz nie miał zamiaru tego okazać i robić niepotrzebnego przedstawienia. Po prostu zajął się tym, czym powinien, bo w końcu zgłosił się, aby pomóc młodym czarodziejom w zaklęciach, a nie, żeby się pojedynkować (słownie jak i za pomocą czarów). Joshua Yaxley miał w sobie resztki godności, resztki, ale wystarczająco dużo, aby nie dać się ponieść.
    Wingardium Leviosa szło naprawdę dobrze, może oprócz jednego kawałka pergaminu, który posłany przez rudą Gryfonkę trafił swoim ostrym krańcem w oko drobnego Puchona. Chłopiec oczywiście się rozpłakał, przez co Joshua był zmuszony do pokazania swojej bardziej ludzkiej strony i uspokojenie małego. Prawie dwumetrowy chłopak musiał wyglądać cudownie kucając przy małym, pociągającym nosem dziecku.
    - Chusteczkę? No, już nie boli, to było tylko małe dźgnięcie, już jest w porządku. Chcesz…
    Jego słowa przerwał charakterystyczny dźwięk palenia pergaminu i swąd dymu, niewielki, ale nadal wyczuwalny. Josh podniósł wzrok i na widok palącego się kawałka papieru zaświeciły mu się oczy. Machnął ręką trzymającą różdżkę w stronę płomienia, który zaczął zanikać, a pozostały popiół usypał się na ziemi w małą kupkę. Wstał z kucek i podszedł do Avalon, delikatnie chwytając ją za ramię i nachylając się nad nią.
    - Jak ostatni raz sprawdzałem, to ćwiczyliśmy Wingardium Leviosę, a nie Incendio. Chyba, że zrobiłaś to specjalnie, bo chciałaś podpalić mi włosy.
    Mrugnął do niej, po czym puścił jej ramię i odwrócił się do dzieci.
    - Widzicie, to był właśnie przykład, że tego nie robimy i nawet dobrym czarodziejom i czarownicom może zdarzyć się wpadka – powiedział spokojnie, bez krztyny uszczypliwości. – No, to jeszcze raz. Obrót i trach.

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  24. Gdzieś głęboko w środku nadal był oziębły, wyniosły i irytujący. Doskonale zdawał sobie sprawę, że te cechy nadal przebijały się przez jego aktualne, bardziej akceptowalne społecznie zachowanie, lecz te dobre cechy starał się ustawić na pierwszym planie. Będąc ofiarą negatywnego zachowania swojego ojca, odkrył podobne wady u siebie i wstydził się, że w ogóle je rozwinął. Wychowywany przez prawie osiemnaście lat przez człowieka prawie tyrana odcisnęły na nim niezmazywalne piętno, które pozostanie z nim już na zawsze i od czasu do czasu będzie dawało o sobie znać, lecz to nie oznaczało całkowitej porażki w pracy nad samym sobą. Tak naprawdę Joshua wiedział, że wszystko przed nim i dopiero zaczyna kształtować samego siebie oraz swoją przyszłość. Był zdany na siebie, miał wolną rękę. Nie mógł stracić tej szansy.
    Praca z dzieciakami przyniosła mu naprawdę sporo uśmiechu, który ostatnimi czasy pojawiał się u niego bardzo rzadko. Po prostu nie miał powodów do śmiechu, bo mimo pozytywnych planów na przyszłość nadal męczyła go ciężka przeszłość. Mózg przypominał o tym, o czym Josh chciał jak najszybciej zapomnieć. Zadręczał się zbyt wieloma myślami. Nie mógł uwolnić się z kajdan własnej świadomości. Takie oderwanie się od ciemnych myśli, właśnie tego typu zajęcia z dziećmi czy inne czynności zmuszające go do skupienia się na czymś ważniejszym, pomagały mu nie zwariować. Zamykanie się w dormitorium i patrzenie w pusty punkt na ścianie nie zawsze było dobrym wyborem.
    Zajęcia skończyły się bez większych problemów i Josh był z siebie naprawdę dumny. Trzymał nerwy na wodzy, czasem może wywracał oczami przez swoją niecierpliwość i irytację, ale nie przeklął ani razu, ani na nikogo nie nakrzyczał. Nie wywyższał się, nie unosił, zachowywał się poprawnie i to utwierdziło go w przekonaniu, że naprawdę był na dobrej drodze niestania się swoim ojcem.
    Gdy chciał się już zbierać i podniósł swoją torbę z ziemi, a następnie powiesił na ramieniu, usłyszał głos Avalon. Podniósł wzrok i spojrzał niepewnie na dziewczynę, która, ku jego zdziwieniu, wcale nie miała do niego pretensji i była naprawdę miła.
    - Cieszę się – wychrypiał. Zrobiło mu się miło, a mimo to nie do końca potrafił się cieszyć. Jego wzrok jakby przygasł, a on sam pochylił głowę i skrzyżował ręce na torsie, przez co wydawał się nieco drobniejszy i taki… Bezbronny. Znowu zaczął myśleć. – Bezsensowne dogryzki chyba po prostu mi się znudziły.
    Nie była to do końca prawda, bo jego język nadal żył jak chciał i mówił niezbyt przyjemne rzeczy, ale Josh tak naprawdę nie kłamał. Jeśli chodzi o Avalon, to w rzeczy samej nie chciało mu się z nią przekomarzać i kłócić.

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie miał zamiaru wyznawać Avalon wszystkich swoich grzechów i zdradzać szczegóły życia prywatnego. Były to tematy na tyle delikatne, że Joshua sam nie chciał nad nimi rozmyślać (co nie zmieniało faktu, że to robił i dobijał się przez to jeszcze bardziej). Zamknięte drzwi rezydencji Yaxleyów powinny zostać zamknięte dla wścibskich oczu i nosów. Josha dziwił fakt, iż szkoła jeszcze nie huczała od plotek o rodzinnym kryzysie Yaxleyów, ponieważ uczniowskie usta i języki działały zwykle w zastraszająco szybkim tempie i plotki rozprzestrzeniały się z prędkością światła. Mimo to nikt o niczym nie wiedział i to tylko utwierdziło go w przekonaniu, że jego ojciec dba o swój wizerunek i nie chce stracić w oczach swoich dystyngowanych znajomych. Byłby to niesamowicie dramatyczny news, Boyd Yaxley wyrzuca swojego najstarszego syna za drzwi w Wigilię Bożego Narodzenia. Pan Yaxley byłby skończony.
    Ale może to i lepiej, że nikt o niczym nie wiedział, bo wtedy również i Joshua byłby narażony na wytykanie palcami i jeszcze więcej szeptów. Walka z irytującymi dzieciakami prawdopodobnie okazałaby się prostsza niż walka z samym sobą, ale Josh i tak nie miał na nią siły. Tak naprawdę nie miał siły na nic.
    Na słowa Avalon uśmiechnął się lekko i wyprostował się, przez co znów Krukonka mogła patrzeć na niego w całej jego okazałości i dumie, którą na pewno nadal nieco kipiał. Niektórych cech po prostu nie da się pozbyć.
    - Więc trzymam cię za słowo – powiedział ciepło, uśmiechając się przy tym przyjaźnie, lecz nie za szeroko. – Ja obiecuję, że nie będę już straszyć dzieci. Czasem mi się zdarzało.
    Joshua przeciągnął się i ziewnął, zakrywając usta wierzchem dłoni. Zrobiło się trochę późno, a jego brak snu znów dawał się we znaki. Prawdopodobnie czekała go kolejna bezsenna noc, spędzona na czytaniu książek i obwinianiu samego siebie.
    - Tak, lepiej chodźmy. – Skinął głową, ruszając w stronę wyjścia z sali. Gdy oboje znaleźli się już na korytarzu i chcieli udać się w całkiem inne strony zamku, Josh przełknął ślinę i podjął jedną z najbardziej spontanicznych decyzji tego roku. – Umówisz się ze mną na Kremowe Piwo w ten weekend? – wypalił, a gdy dotarło do niego to, co powiedział, uniósł brwi.- Nie w tym sensie! N-nie… Nie miałem na myśli randki, tylko zwykłe spotkanie przy piwie. Po prostu… Chyba mam ci coś do powiedzenia i myślę, że ci na tym zależy.

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  26. [Bardzo podobają mi się wszystkie Twoje postacie, ale chyba przez ich ilość nie umiem wymyślić nic konkretnego w stosunku do żadnej z nich, hah. Skoro Ty nie znikasz, a ja póki co nie wiem na ile wątków mogę sobie pozwolić, może na razie się wstrzymajmy - ale kiedyś coś chętnie z Tobą skrobnę. :)]

    River

    OdpowiedzUsuń
  27. [ Kurczę, masz taką ładną kartę, którą w dodatku przyjemnie się czyta...
    Jeśli miałabyś pomysł na jakiś wątek - z chęcią bym coś zaczęła ;) ]

    Pandora

    OdpowiedzUsuń
  28. [Pewnie nie miałaby żadnych obiekcji, żeby wybrać się na taki spacer. Na dniach postaram się napisać jakiś początek!]

    Panda

    OdpowiedzUsuń
  29. Temperatura na zewnątrz wcale nie zachęcała do wystawienia czubka nosa poza mury zamku, lecz Joshua zobowiązał się do spotkania z Avalon i jako że był człowiekiem słownym, nie miał zamiaru odwoływać ich wyjścia tylko dlatego, bo cały trząsł się z zimna. Sam zastanawiał się, czy dobrze robi spotykając się z Krukonką, lecz swoją „przemianę” postanowił wykorzystać w pełni i na każdej płaszczyźnie. Nie mógł powiedzieć, że nagle polubił dziewczynę i teraz staną się najlepszymi przyjaciółmi pod słońcem, bo nie potrafił przewidzieć przyszłości. Miał jednak wrażenie, że ich relacja znacznie się ociepli i jeszcze sporo razem przejdą.
    Ubrany w dwa swetry i płaszcz, stawiał spokojne, ale dosyć szybkie kroki na trzeszczącym pod stopami. Żałował, że nie wziął czapki, bo uszy marzły mu niemiłosiernie i wiatr bezlitośnie mierzwił mu jasne włosy. Odetchnął z ulgą, gdy przekroczył próg Trzech Mioteł i uderzyło w niego przyjemne ciepło. Ściągnął rękawiczki, schował je do kieszeni i przeczesał niesforne kosmyki drżącymi palcami, aby już nie zachodziły mu na oczy. Rozejrzał się po lokalu w poszukiwaniu Avalon i gdy zauważył ją przy oknie, ruszył w jej stronę. Próbował poukładać sobie w głowie to, co chciał jej powiedzieć, ale koniec końców stwierdził, że i tak wyrzuci z siebie wszystko, co wiedział. Planowanie dosyć ważnej, przynajmniej dla Krukonki, rozmowy nie miało sensu.
    - Hej – powiedział ze spokojem i błyskiem w oku, nie zmuszając się nawet na uśmiech, którego dawno u siebie nie widział. Rozpiął guziki płaszcza, ściągnął go i powiesił na wolnym wieszaku. Wokół szyi zostawił jednak zielono-srebrny szalik; nie mógł pozwolić sobie na chorobę. – Okropnie. W pewnym momencie chciałem nie wychodzić spod koca, ale skoro się umówiliśmy, to się umówiliśmy.
    W pewnej chwili podeszła do nich kelnerka, aby zebrać ich zamówienia. Joshua zamówił kremowe piwo i gdy Avalon również złożyła zamówienie, kelnerka odeszła. Josh oparł łokcie na stole i splótł palce, patrząc przeszywająco na dziewczynę. Nie chciał, aby czuła się niekomfortowo, ale nie potrafił patrzeć na swojego rozmówcę inaczej.
    - Od razu chcę ci powiedzieć, żebyś nie myślała, że kłamię – powiedział poważnie, a ta sama emocja była dobrze widoczna na jego twarzy. – Wszystko, co ci dzisiaj powiem, jest prawdą i nawet jeśli nie będziesz chciała w to wierzyć, to nadal będzie prawda. Nie mam powodów, aby cię okłamywać, uwierz mi. Od czego chcesz, abym zaczął? – Uniósł brew, przechylając nieco głowę.

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  30. Poruszył brwiami w specyficzny dla niego sposób i upił łyk kremowego piwa, oblizując po tym usta. Jeśli chciała wiedzieć wszystko, to dowie się wszystkiego. Co prawda Joshua nie był źródłem informacji, które wiedziało wszystko, bo on sam nie brał udziału w żadnych naradach czy spotkaniach w rezydencji Yaxleyów, lecz co nieco podsłuchiwał i potrafił poskładać wszystko do kupy. Bycie wnukiem śmierciożercy i synem człowieka manipulacyjnego, wierzącego w wyższość czarnej magii i odrodzenie ciemnej strony, dawało mu wgląd na pewne sprawy, o których przeciętny czarodziej nie miał pojęcia. Widział wiele dziwnych i strasznych rzeczy, które kiedyś bardzo go fascynowały, ba, nadal się nimi interesuje, lecz stopień wtajemniczenia zmniejszał się z każdym dniem. Ile Yaxleya pozostało w Yaleyu? Na pewno nadal całkiem sporo. Trzeba było tylko odnaleźć cechy, które się zmieniły, a to wbrew pozorom wcale nie było takie proste.
    - W porządku, czyli od samego początku. – Skinął głową i nachylił się nad Avalon, aby dokładnie go słyszała. Nie chciał mówić o takich rzeczach głośno; jeszcze by brakowało, żeby usłyszał to jakiś auror i zrobił inspekcję w posiadłości Yaxleyów. – Podczas III Wojny Czarodziejów mój dom był w pewnym sensie jedną z „baz” Mrocznych i zbiegłych Śmierciożerców. Takich baz było kilka, a że moja rodzina była jaka była i jest jaka jest, to nic dziwnego, że mój ojciec tak chętnie pozwolił Mrocznym na wykorzystanie naszego domu jako jednego z głównych punktów planowania czy ukrywania się. Widziałem tyle twarzy, nowych, starych, było ich mnóstwo. Mieli spotkania za zamkniętymi drzwiami, były odpowiednio zabezpieczone, aby nikt nie mógł usłyszeć, co się za nimi działo. – Upił łyk piwa i chrząknął. – Ja tylko patrzyłem, zafascynowany tym wszystkim, ale patrzyłem. Ludzie się przewijali, niektórzy nocowali, inni pojawiali się tylko raz czy dwa. I w tej drugiej grupie była twoja matka.
    Spojrzał z ciekawością na Avalon, jak zareaguje na jego słowa i zmarszczył brwi.
    - Nie wiem, po co dokładnie się tam zjawiła, bo tak naprawdę nie wiedziałem nic. Wszyscy byli bardzo uważni, aby nie odezwać się w nieodpowiednim momencie, to dotyczyło również mnie i mojego rodzeństwa. Tak czy siak, nie wiem, o czym twoja matka rozmawiała z moim ojcem i innymi, naprawdę tego nie wiem. Ale patrząc na to wszystko łatwo było wywnioskować, że odgrywała cholernie ważną rolę w tej całej wojnie. Ludzie jej słuchali, doradzali jej, a ona doradzała im. Nie znałem ich planów, ale nawet największy głąb mógłby to wyciągnąć z samych obserwacji przez dziurkę od klucza albo zza kanapy.

    [A no, nowe, bo dostałam cynka, że na tym pierwszym z papierosem to nie był Billy i musiałam zakasać rękawy, aby znaleźć nowe zdjęcie. I tak mnie urzekło.]
    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  31. Nie miał jej dużo do powiedzenia. Podzielił się wszystkim, co wiedział. Nie był wtajemniczony w żadne działania Mrocznych, po prostu składał wszystko w logiczną całość na podstawie obserwacji i szeptów roznoszących się po korytarzach. To jednak nadal było za mało, aby dopasować twarz do odpowiedniego zadania. Jedyne do czego Joshua mógł dopasować twarze to nazwiska. Kojarzył je, słyszał, widział wielu ludzi. Wśród tych osób na pewno była matka Avalon.
    Nie miał zamiaru przekonywać Krukonki do swoich słów, bo wiedział, że to bez sensu. Mówił prawdę, bo wierzył własnym oczom i był człowiekiem słownym. Nie traciłby czasu na wymyślanie ckliwych historyjek, tylko żeby komuś dopiec (miał na to inne, o wiele radykalniejsze sposoby). Avalon musiała już wystarczająco cierpieć w swoim życiu z powodu matki, więc Josh nie miał zamiaru jeszcze bardziej jej pogrążać, bo to nie było w jego interesie. Sam wiedział, jak ciężkie mogą być problemy rodzinne i jak to jest nagle znaleźć się całkiem sam w wielkim świecie. Nikomu nie życzył tego uczucia pustki, którego nie zastąpi nic oprócz rodzinnej miłości i szczęścia.
    - Słuchaj, nie mam powodów, żeby kłamać – westchnął, po czym ściągnął dłonie Avalon z kufla i chwycił je, aby nieco uspokoić ich drżenie. Jego ręce drżały od zawsze, więc Krukonka na pewno odczuwała niewielkie trzęsienie się jego dłoni, ale miał nadzieję, że chociaż trochę uda mu się opanować nieprzyjemne ciarki. – Wiem, że to dla ciebie wielki szok i ci się nie dziwię, bo ja też pewnie zareagowałbym podobnie do ciebie. Dużo ryzykuję, mówiąc ci to wszystko, ale naprawdę już nic nie mam do stracenia. I uważam, że powinnaś znać prawdę.
    I wtedy lekko się do niej uśmiechnął. Pokrzepiająco, jakby zachęcająco, lecz nadal był to uśmiech. Joshua dawno się nie uśmiechał i przychodziło mu to z pewną trudnością, więc miał nadzieję, że Avalon nie rzuci się na niego i nie wydłubie mu oczu, cokolwiek o nim myślała w tej chwili.
    - Wiem, że mnie nie lubisz i uważasz, że powinienem spłonąć żywcem, ale myślę, że raz w życiu możesz mi zaufać. Powinnaś to zrobić. Nie zależy mi na twoim cierpieniu.

    [To w powiązaniach jest dobre!]
    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  32. Pandora rzadko wymykała się w nocy z dormitorium, ogółem nie zdarzało się jej często łamać szkolny regulamin. Niespecjalnie lubiła się buntować, zasady w końcu z jakiegoś powodu istniały i to na pewno nie po to, aby je ot tak sobie olewać. Przynajmniej jej zdaniem. Gdy już popełniała jakieś wykroczenie, o którym zazwyczaj nikt nie wiedział, to tłumaczyła przed samą sobą, że musiała tak zrobić. Może i faktycznie czasami tak było, jednak najczęściej nakłaniał ją do tego Lewis. Trudno było to czasami nazwać proszeniem, a ona nie była wystarczająco asertywna, by mu odmówić. To był ten szczególny przypadek.
    Avalon, pomimo bycia jej dobrą koleżanką z którą całkiem sporo ją łączyło, było jej nieco łatwiej odprawić. Oczywiście, robiąc to w jak najdelikatniejszy sposób, tak że czasem nie wiadomo było czy rzeczywiście propozycja została odrzucona, czy nie. Wyprawa do Zakazanego Lasu. W nocy, kiedy wszystkie najciekawsze, często także przerażające, wychodziły z ukrycia. Nie mogła zaprzeczyć, że wydało jej się to ekscytujące. Chwilę potem pojawiły się jednak drobne wątpliwości. Nie była do końca zdecydowana, więc po prostu pozostawiła ją bez odpowiedzi. Sama Pandora dostała jedynie informację, że w razie gdyby się zdecydowała, ma o północy znaleźć się w Pokoju Wspólnym Krukonów.
    Wieczorem, gdy już podjęła decyzję, ubrała się najcieplej jak mogła. W nocy z pewnością było jeszcze chłodniej niż w trakcie dnia, a ona nie chciała przemarznąć. Zabrała ze sobą także notatnik, aby w razie potrzeby, móc coś zapisać. Dość często nosiła go przy sobie, a przy tej okazji popełniłaby grzech, nie biorąc go ze sobą. Różdżkę wsadziła do kieszeni płaszcza i zeszła do pokoju, który był oświetlony jedynie nikłym światłem świec. Posłała Avalon lekki uśmiech, kiedy tylko zauważyła ją.

    Pandora

    OdpowiedzUsuń
  33. [Oj, jak mi miło czytać takie słowa! Cześć i dziękuję za komentarz, naprawdę poprawił mi humor, rozwiewając wcześniejsze poirytowanie. Chętnie skleję jakiś wątek z którąś z Twoich postaci, tylko powiedz mi, gdzie powinnam się kierować? C:]

    Inga Ellacott

    OdpowiedzUsuń
  34. [A tam, zaraz lat! Mniej, niż roczek mnie nie było! I jasne, że Cię pamiętam. Masz ochotę skleić teraz jakiś wątek? Bo nie mam pojęcia, jak to było przedtem...]

    Olivia Wardhill

    OdpowiedzUsuń
  35. [Cóż, chciałabym Olivii znaleźć przyjaciółkę/przyjaciela, z którym przedtem nie miała zbyt zażyłych relacji, ale który jako jedyny nie odwrócił się od niej po wydarzeniach z zeszłego roku (opowiadanie Vee o Isaaku, może pamiętasz), więc jeśli uważasz, że któraś z Twoich postaci się nadaje, to będzie mi bardzo miło. :)]

    Olivia Wardhill

    OdpowiedzUsuń
  36. [To chyba zdecyduję się na damsko-damski w tym wypadku. c: Jakie byłoby podejście Avalon do Olivii? c:]

    Olivia Wardhil

    OdpowiedzUsuń
  37. Należało przyznać otwarcie i bez zbędnego owijania, że siarczysty policzek od Avalon bardzo go zaskoczył — kompletnie się tego nie spodziewał, szczególnie za coś, co on sam nie uznawał za jakieś szczególnie szkodliwe. Mimo iż wiedział, że ciężko wyjaśnić komukolwiek o tak wyraźnym stanowisku względem czarnej magii jak sprawa wygląda w rzeczywistości, to jednak na twarzy Grudniowego zawitała lekka frustracja. Jeszcze trudniej było bowiem prowadzić rozmowę, w której jedno i drugie miało twarde stanowisko — dochodziło wówczas do tarcia i nawarstwiania się konfliktu. Dla Avalon sprawa powinna wydawać się jasna w kwestii tego, że nie sposób będzie znaleźć tutaj złoty środek. Arsellus powiem nie zamierzał rezygnować ze swoich osiągnieć w czarnomagicznej dziedzinie, choć nie pokazywał tego otwarcie, to takie były fakty. 
    — Ale ja nie jestem i nigdy nie byłem Mrocznym — odparł stanowczo Ślizgon, obdarzając ją nieco chłodniejszym spojrzeniem. Wiedział do czego przyczynili się Mroczni i nie miał najmniejszych wątpliwości w ocenie, że ich zachowanie było godne pogardy w magicznym świecie. Ars nie znosił wrzucania go do jednego worka czy to z Mrocznymi czy osławionymi Śmierciożercami. On sam nigdy nie wykorzystywał czarnomagicznych zaklęć, które opierały się na sprawieniu innym cierpienia. Dzięki rozległej znajomości w tym zakresie mógł na własną rękę opracowywać niwelowanie lub blokowanie ich. Lekcje OPCM były w tym dodatkowo pomocne, ale jedno nie pozostawiało złudzeń — była to poniekąd głęboko zakorzeniona w nim pasja, na której wyplewianie mogło być zdecydowanie za późno. Po przekroczeniu pewnych granic nie ma już bowiem odwrotu, a i on sam nie chciał wracać do punktu zerowego. — To, że studiuje czarną magię we własnym zakresie nie oznacza, że na każdym kroku niszczę i atakuje czarodziei. Nie pochwalam działań Mrocznych, wręcz przeciwnie, ale nie wstawiaj między mną, a tymi pozbawionymi rozumu szaleńcami znaku równosci. — dodał takim tonem, jakby ją poniekąd upominał, a przynajmniej takie można byłoby odnieść wrażenie, stojąc gdzieś z boku. Krukonka w obliczu ujawnionych faktów na pewno czuła się skołowana, a i on sam nie mówił jej tego nie dlatego, że ukrywał coś większego, a z tego względu, że to za jego sprawką Avie nauczyła się naginać regulamin. 
    Czarna magia względem przewodnictwa KZWP czy nocnym myszkowaniu po zamku miało o wiele większy wymiar. Mogło bowiem szokować, szczególnie ze względu na to, że praktyki czarnomagiczne nie cieszyły się nie tylko dobrą sławą, ale i również nie spotykały się z aprobatą, co zostało przypieczętowane przez historię czarodziejów i samego Voldemorta. Arsellus spodziewał się, że niezwykle trudno to zrozumieć, a co dopiero zaakceptować. 

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Dlaczego nikt mnie nie złapał? — powtórzył jej pytanie takim tonem, jakby potrzebował dłuższej chwili na znalezienie stosownej odpowiedzi. Zmarszczył przy tym na moment brwi, przez co ukazała się lwia zmarszczka. — Cóż, mam już wprawę w przemykaniu po zamku pod osłoną nocy. Dodatkowym atutem jednej z ksiąg czarnomagicznych jest tymczasowe wciąganie do jej wnętrza, więc niekoniecznie zawsze muszę z Działu Ksiąg Zakazanych pewne publikacje wynosić, aby je studiować. — wzruszył ramionami. Oczywiście, że parę to rany, szczególnie na samym początku przyłapano go nieopodal biblioteki, ale z czasem, kiedy odkrył paręnaście tajemnych przejść, rozwiązując zagadki poszczególnych portretów, niekiedy całe dnie biegając po zamku od jednego do drugiego. Jednak nie swoim koncie miewał odjęte punkty za szwędanie się po nocy na terenie zamku. Raz nawet naskarżył na niego jeden obraz, bo za wrzaski w środku nocy kazał mu się zamknąć.
      Przekrzywił głowę, słysząc o tym, że Avalon wcale go nie zna i nie krył swojego niezadowolenia. We wszystkim co wobec niej robił był szczery i nie oszukiwał. Pomijał tylko niektóre, ważne z punktu widzenia kwestie, bo zdawał sobie, że przestrzegająca zasad Krukonka zacznie wówczas walczyć sama ze sobą. Milczał przez dłuższy czas, finalnie krzyżując ramiona na torsie. 
      — Wcale cię nie okłamywałem — zaprzeczył pewnym tonem. — Nigdy też nie obchodziły mnie pozostałe dziewczyny w zamku — odpowiedział spokojnie, choć ton miał całkiem nijaki. Wiedział, że sytuacja jest trudna, wręcz patowa. Pozostałe dziewczyny nie obchodziły go wcale, ich zauroczenia tym bardziej. Sam Arsellus nie zamierzał nawet marnować na nie czasu. — Przemilczałem tylko kwestie z czarną magią i KZWP, bo to akurat większy sekret, nieobejmujący tylko mnie. Poza tym doskonale wiedziałaś, że łamię regulamin, włóczę się po nocach czy znam tajemnice zamku lepiej niż przypadkowy uczeń. Wiedziałem też, że jak powiem ci to od razu to właśnie tak zareagujesz, a wtedy... Wtedy Avie skreśliłabyś mnie na starcie. Nie wmawiaj mi, więc że cię oszukiwałem, kiedy wcale tak nie było. 


      Nie sprawdzałam tego, musisz z tym żyć XD

      Usuń
  38. [Ojej, dziękuję! <3 Przybywam natychmiast, tylko powiedz mi, u której postaci chcemy kombinować?]

    Eulalia Hoppes

    OdpowiedzUsuń