17 sierpnia 2016

Season ticket on a one way ride


Michał Michalina Zdunk

Slytherin
VII klasa
METAMORFOMAG
CZYSTA KREW
KLUB POJEDYNKÓW
EKSCENTRYCZKA


W papierach figuruje jako pełnoprawny mężczyzna, do czego w głównej mierze przyczynił się męski chromosom, ale właściwie odkąd pamiętał, nigdy się nim nie czuł. Gdy matka chłopca wyszła ponownie za mąż za mężczyznę, który jak na ironię miał córkę w jego wieku i w ostatecznym rozrachunku zamieszkali ze sobą, by stać się szczęśliwą rodziną, to wrażenie przybrało drastycznie na sile. W efekcie czego już od wczesnych lat dorastania czuł pociąg do żeńskich ubrań swojej przybranej siostry, przez którą skądinąd pojawiało się ukłucie w okolicy serca i dopiero parę lat później zrozumiał, że była to zazdrość w najczystszej postaci. Równolegle do tego zaczęły pojawić się pierwsze oznaki jego unikatowej umiejętności w postaci metamorfomagii, którą najprawdopodobniej odziedziczył po swoim nieżyjącym ojcu.
Utożsamienie się z płcią przeciwną dla samego Michała nigdy nie było rzeczą trudną. Miał wręcz wrażenie, że natura sama pchała go w tym kierunku, bowiem „pokarała” go filigranową budową ciała, wątłymi ramionami, drobnymi dłońmi, zgrabnymi jak na mężczyznę i do tego długimi nogami oraz małym tyłkiem. Rysy twarzy też od zawsze miał delikatnie, kobiece i zresztą cały był zniewieściały, co kiedyś było jego jedynym wielkim kompleksem przez ciągłe wytykanie go palcami. Już nawet nie pamięta, kiedy przestał reagować alergicznie na określenie „dziwadło”. Na przestrzeni lat zaczął coraz bardziej przypominać kobietę i w końcu zaczął być z nią mylony. Sam mówi do siebie w osobie żeńskiej, a dzięki swojej zdolności jego twarz przybrała na co dzień kobiece rysy, aż w końcu opanował wrodzoną zdolność w takim stopniu, że jest w stanie całkowicie zmienić swoją płeć.

Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że większość społeczności uczniowskiej już dawno zapomniało, że ma do czynienia z przedstawicielem płci męskiej. Właściwie zdradza go już tylko imię widniejące na liście uczniów i piastowanie miejsca w męskim dormitorium. Nadal jednak znajdą się tacy, którzy uważają, że za występujące u niego zaburzenia tożsamości płciowe jest odpowiedzialny okres młodzieńczego buntu. Zdesperowana matka skonsultowała jego przypadek z psychologiem i trudno do końca stwierdzić jakie uczucia u niej dominowały po ostatecznej diagnozie. Warto przy tej okazji jednak wspomnieć, że Michał wbrew pozorom nadal ma dobry kontakt ze swoją rodzicielką i ojczymem, który szybko zastąpił mu biologicznego ojca. Z kolei Karola darzy ambiwalentnymi uczuciami (co ciekawe, zawsze stanie za nim murem), a jego siostrę wręcz przeciwnie – kocha jak swoją własną.

Sam jest raczej trudny w obyciu i chłodny w kontakcie z innymi. Chorobliwie wręcz ambitny i oczytany, ale z pewnością nie należy do kategorii tych osób, które siedzą cicho. Wyposażony w cięty język, bo naukę trzymania go między zębami nie opanował do perfekcji. Nie pozwala sobie w kasze dmuchać, a w niektórych sytuacjach cechuje go sadyzm w najczystszej postaci odzwierciedlany najczęściej w agresji. Ślady po jego zadbanych, długich paznokciach już nie raz widniały na odsłoniętym skrawku ciała kogoś, kto zlazł mu za skórę, przez co kolekcjonuje szlabany. Złośliwi twierdzą, że to jego hobby. Ma olewczy stosunek do quidditcha i pojawia się tylko na tych, gdzie gra drużyna Ravenclawu i bynajmniej nie po to, by im dopingować. Jego motyw nie został ujawniony, a on nie zamierza się nim chwalić. Jest pedantem przez duże „p”. Potrafi zajmować łazienkę nawet przez dwie godziny, a widok rozsypanych kosmetyków już przestał dziwić jego współlokatorów. Makijaż to postawa jego egzystowania, zresztą tak samo jak ciepłe kakao, czy zaciskanie zębów na dolnej wardze w postaci tiku nerwowego, co robi machinalnie przy każdej stresującej go sytuacji. By zaakcentować rodziny interes jest właścicielem Firo, kuguchara o biało-rudej sierści, choć w rzeczy samej przez społeczeństwo jest uważany za czarną owcę ówże familii.

ciekawostki


w tytule AC/DC, a kod zawdzięczam Bufonowi ♥
Miśka jest postacią specyficzną, więc nie każdemu może się spodobać, z czego zdaję sobie sprawę. Mam nadzieję, że mimo pewnych przeszkód to nie stanie mi na przeszkodzie, by się tu dobrze bawić. Wizerunek i zalinkowana piosenka to kwestia indywidualna każdego autora. Jeśli ktoś jednak będzie tak miły i skomentuje albo jedno, albo drugie, nie odwdzięczę się tym samym (w domyślę nie będę miła). Preferuję handel wymienny - ty wymyślasz, ja zaczynam i na odwrót. Od tej reguły praktycznie nie ma żadnego wyjątku.


11 komentarzy:

  1. [ Ty masz zacząć, tak jak to było ustalane! ]

    zobaczymy, kto będzie gorszym koszmarem

    OdpowiedzUsuń
  2. [Niech ci będzie, ustąpię i zacznę, bo spieprzyłam sprawę z tamtym odpisem xDD]

    Ilija

    OdpowiedzUsuń
  3. To nie był jego dobry dzień, więc mógł spokojnie wpisać go na listę tych paskudnych, które chce wymazać z pamięci. Chociaż im więcej godzin mijało, tym bardziej był skory uznać, że może dzisiejszy dzień zaliczyć do najgorszych w ostatnich miesiącach. Przy śniadaniu, kiedy wszyscy oczekiwali jakiś paczek czy listów od rodziców lub chociażby aktualnego wydania Proroka. Jednak Ilija liczył w duchu, że te skrzydlate cholerstwo ominie go chociaż raz. Niestety, stało się inaczej... wylądowała przed nim zapieczętowana koperta. Widząc pieczęć, rozpoznał od razu symbol, który widniał na sygnecie ojca. Poczuł ucisk w dołku i strach powoli kiełkujący, jednak przez wzgląd na brata, który siedział przed nim... starał się zachowywać całkowity spokój i zobojętnienie, jakie zwykle wręcz biło od niego. I jeśli brata potrafił oszukać, tak jednej osoby niekoniecznie, chociaż nie był tego świadom. Skąd mógł w końcu przypuszczać, że psiapsiółka jego bliźniaka, jest na tyle dobrym obserwatorem, że już wiedziała zdecydowanie za dużo. Czując na sobie spojrzenie dwóch osób, zerknął do góry. Zimne oczy natrafiły na wesołe spojrzenie Alexa oraz przenikliwy wzrok Miśki. Nie był pewny co bardziej go rozprasza i irytuje, ale zaraz znów zerknął na kopertę. Przełamał pieczęć i wyciągnął z wnętrza złożoną kartkę, najchętniej wcale by tego nie robił. Miał dość bycia chłopcem na posyłki dla osobnika, który spłodził go, a to dawało mu prawo do nazywania się ojcem bliźniaków. Czytał uważnie zapisane słowa, niezadowolony z treści i świadomości, że znów jest w kiepskim położeniu. Co prawda tym razem nie musiał wybierać się na wypad do rodzinnego domu, a przy tym wymykać ze szkoły. Mógł zostać tutaj, ale to nie poprawiało jego sytuacji. Miał czas na przemyślenia i wiedział, że nerwowo go to wykończy w okropny sposób. Schował list, zerkając na blondyna z paskudnym uśmieszkiem, ale nie dając mu nawet szansy na zapoznanie się z tym, co czytał przed chwilą. Jego to nie dotyczyło w żadnym stopniu, chociaż były to sprawy czysto rodzinne. Starał się dokończyć posiłek, lecz stracił całkiem apetyt i jedynie przesuwał widelcem jedzenie po talerzu. Uniósł wzrok po raz któryś w ciągu paru minut, znów natrafiając na spojrzenie Miśki, tak... spoglądał na nią co jakiś czas i w sumie nie wiedział czemu. Chociaż... chyba potrzebował jej pomocy, a to cholernie go drażniło, bo nie chciał kogoś takiego jak Ona prosić o cokolwiek. Westchnął ciężko, próbując zebrać się w sobie i wydusić nawet jedno słowo, ale nic się nie zmieniało. W końcu porzucił pomysł, wstał bez słowa i wyszedł. Poradzi sobie sam musi, bo liczba opcji, skurczyła się do okrutnego minimum. Jednak zanim cokolwiek zrobi, podejmie jakąkolwiek decyzje, musiał trochę wyluzować i nabrać dystansu do tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego właśnie wybrał się do Hogsmeade, korzystając z tego, że jedynym ograniczeniem była godzina oraz dzień, w którym zamierzał tam iść, a że akurat i jeden i drugi warunek nie gryzł się z jego zamiarami, znalazł sobie miejsce idealne. Rzadko kiedy przychodził do pubu Pod Trzema Miotłami, ale dziś wyjątkowo właśnie tam zawitał. Po dłuższym zastanowieniu zamówił sobie piwo kremowe, nie chcąc się nawalić, a tylko trochę poprawić sobie humor. Uśmiechnął się słabo do dziewczyny, która przyszła z zamówieniem, ale nie odezwał do niej ani słowem. Wypicie zawartości kufla zajęło mu mało czasu stąd też domówił kolejną porcję. Czuł, że chyba miał kiepskie podejście do tego, by się nie narąbać w końcu po kilku kuflach na pewno go ruszy.
      Obracając na blacie szkło z piwem, nieświadomie błądził wzrokiem po znajdujących się tutaj ludziach. Od czasu do czasu zatrzymując spojrzenie na pojedynczych osobach, obojętnie której płci, aż w końcu podchwycił wzrok jednego chłopaka... może równolatka, nie wiedział i jakoś nie widział potrzeby, by utwierdzić się w tym. Uniósł delikatnie brew, gdy ten nie zerwał kontaktu wzrokowego, a nieprzyjemnie długo utrzymywał go. Rzadko kiedy spotykał się z ludźmi, którzy tak bez skrępowania gapili się na niego i co nowe, sam poczuł się wytrącony z równowagi, a przy tym odczuł lekki dyskomfort. Sam w końcu skapitulował i spuścił szare ślepia na trzymany w dłoniach kufel, z którego zaraz upił łyk. Oblizał lekko usta, zaraz nerwowo przygryzając dolną wargę. W myślach wykpił samego siebie za to, że byle kto wzbudził u niego prawie zawstydzenie.
      - Jesteś kretynem, Ilija – wyszeptał. Poprawił się na wygodnym krześle, które zajmował, mimo że nagle przestało być tak wygodne. Był świadom, że dalej jest obserwowany, ale brakowało mu nagle odwagi, aby sprawdzić kto, gapi się na niego.

      Ilija

      Usuń
  4. [Co ja niby mam wam wszystkim zacząć?]

    LOL

    OdpowiedzUsuń
  5. Belzungovich jako kapitan krukońskiej drużyny quidditcha był bardzo wymagający. Nauczył już graczy, że najważniejsze co się liczy w tym sporcie to wygrana. Pełnioną funkcję brał bardzo poważnie, nie traktował tego jako sposobu na rozrywkę. Wymagał od drużyny sto pięćdziesiąt procent zaangażowania, a sam dawał dwieście, cały czas mając nadzieję, że pójdą za jego przykładem i również będą wkładać w grę całe swoje serce, ambitnie pragnąc za każdym razem wygrywać. Pomimo, że nie dogadywał się z wszystkimi ludźmi należącymi do drużyny był w stanie ich zaakceptować, jeżeli udowodnili mu, że naprawdę się do tego nadają i traktują to śmiertelnie poważnie. Może i był kapitanem-katem, ale nie przejmował się tym w ogóle. Nie akceptował żadnych wymówek usprawiedliwiających nieobecność na treningu, a gdy już się coś takiego wydarzyło, potrafił zorganizować dodatkowy trening, by nieobecni mogli wszystko ponownie przećwiczyć. Sam nie dopuszczał do siebie myśli, że mógłby odpuścić któryś z treningów. Warunki atmosferyczne nie były żadną wymówką. Mgła, przez którą widoczność to zaledwie kilka metrów? Trudno, trzeba ćwiczyć, trzeba grać. Trzeba wygrywać.
    Nikt nawet nie ośmielił się zastanawiać, czy Vinay kiedyś opuści spotkanie drużyny. Ten sport był dla niego wszystkim, kiedy więc jednego z wrześniowych popołudni Krukon nie pojawił się na szkolnym boisku dla wszystkich był to nie mały szok. Przecież był kapitanem, on nawet nie słuchał próby wyjaśnienia nieobecności, ciągle zagrzewał ich do walki, krzycząc zawzięcie, klnąc na nich za każdym razem gdy grali nieodpowiednio.
    Belzungovich zamiast spędzać czas na treningu, który w dodatku sam powinien prowadzić siedział wciąż w Wielkiej Sali i wpatrywał się w swój talerz, na którym leżała kartka z jego imieniem, zapisanym czerwonym atramentem, obok którego leżała łyżka ułożona brzuszkiem do góry. Nic się nie stało, ale chłopak cały pobladł i nie był w stanie oderwać spojrzenia od kuchennej zastawy. Wyglądał, jakby zobaczył ducha, albo jakby sam miał go zaraz wyzionąć. Ktoś szturchnął go lekko, jakby sprawdzając czy chłopak kontaktuje jeszcze ze światem rzeczywistym. Vinay w żaden sposób nie zareagował. Lecz w momencie, w którym dostrzegł we włosach siedzącej obok dziewczyny białą kokardę, zerwał się gwałtownie na nogi i wybiegł wystraszony z Wielkiej Sali. Od razu skierował się do lochów, gdzie znajdowała się klasa eliksirów. Nie zastanawiał się długo nad tym co powinien zrobić. Wiedział dobrze, co jest mu potrzebne w tym momencie. Felix felicis był odpowiedzią na obecny problem Belzungovicha. Na ostatnich zajęciach ważyli ten eliksir. Dwie, małe buteleczki zostały schowane przez profesora w pierwszej szufladzie stolika, przy którym ważył eliksiry nauczyciel. Nie myślał o konsekwencjach. Musiał po prostu zdobyć ten eliksir teraz, już. Beż żadnego ale.
    Natrafiając na otwarte drzwi pomieszczenia, nawet nie zastanowił się nad tym dlaczego mogą być one otwarte i czy ktoś znajduje się w środku. Był tak przerażony napotkanymi przesądami, że nie był w stanie myśleć racjonalnie. Belzungovich wierzył w każdy przesąd, jaki tylko znał. Ze względu na wielonarodowość jego rodziny znał ich naprawdę sporo, co sprawiało, że czasami zachowywał się jak rasowy paranoik. Spotkanie jednocześnie trzech symboli śmierci sprawiło, że chłopak nie myślał o niczym innym jak o płynnym szczęściu. Wierzył, że w ten sposób pozbędzie się ciążącego nad nim fatum, bo jak to inaczej określić? Podbiegł do stolika i szybko otworzył szufladkę. Błądził w jej wnętrzu dłonią w poszukiwaniu odpowiedniego flakonika. Wyciągał wszystko, robiąc dookoła bałagan. Drżał, zdenerwowany, że kolejna już wyciągnięta buteleczka nie jest tą, której poszukiwał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy wreszcie wyciągnął odpowiednią, jednym zgarnięciem dłoni chciał zgarnąć wszystko do szuflady, nie przemyślał jednak, że jego rozmach jest szerszy niż szuflada. Kilka szklanych fiolek upadło na ziemię, jednocześnie zbijając się i rozlewając na podłodze swoją zawartość. Pobladł, nie będąc pewnym jakie były to eliksiry. Dotarło do niego nagle, że zapowiadana śmierć będzie uczyniona z rąk profesora od eliksirów. Gdy znalazł Felix felicis zrozumiał, jak bezmyślnie postąpił. Zgiął się w pół zbierając odłamki szkła, w jednej dłoni wciąż ściskając poszukiwane naczynie. Drugą dłonią chwycił kilka elementów i już chciał się podnieść, gdy usłyszał damski głos. Zamarł, odruchowo zaciskając dłoń. Szkło ubrudzone resztkami eliksirów przecięło mu skórę, Vinay syknął tylko i niepewnie podniósł się do góry, spodziewając się profesor Miller i jej piorunującego spojrzenia. Zamiast tego ujrzał Michalinę Zdunk. Dokładnie jedną z tych Zdunków.

      Vinay

      Usuń
  6. Przestrzeń osobista panny Zdunk nie miała dla Alexeya prawa bytu, o czym ona sama doskonale wiedziała i przekonywała się o tym niemalże na każdym kroku, a nawet on sam poddawał jej istnienie w wątpliwość, o czym świadczył brak ograniczeń, choćby w jedzeniu z jednego talerza. Podczas trwania ich wieloletniej znajomości starszy spośród rodzeństwa Velskych nie trzymał się żadnych reguł ani nie dbał jakoś szczególnie o zachowywanie granic. Dostawanie później zachomikowanych słodyczy suma summarum stanowiło pewien dodatkowy atut, lecz jednocześnie blondyn wykazywał się brakiem zrozumienia do miśkowych i ilijowych konfliktów — nie tylko ich nie rozumiał, ale nie znał ich podłoża, jednak to nie przeszkadzało mu w tym, aby zakończyć je sprzedaniem jednej i drugiemu drętwoty, a następnie wsadzenia im do tych parszywych buziek ciastek. Po tym zajściu zazwyczaj odchodził ze zniesmaczoną miną z miejsca zbrodni. Nie brakowało ze względu na okazję obrażonej miny — dla wtajemniczonych było jednak jasne, że oczekiwał za tego typu wyskok przeprosin i najlepiej — słodyczy, gdyż jak sam utrzymywał, przynosili mu wstyd. 
    Michalina nie należała do najłatwiejszych osób i miała wyjątkowo trudny charakter, co jednak samemu Alexeyowi zupełnie nie przeszkadzało. Zdawać, by się mogło, że był ponadto, nawet jeśli nierzadko jego śmiałe akcje kończyły się spotkaniem pierwszego stopnia jej pięści z jego twarzą. Niepozorna panna Zdunk była kłębkiem nerwów, w której na próżno było szukać łagodniejszego oblicza. Niewątpliwie w tym świetle prezentował się niczym masochista — nie wyciągając z tych lekcji żadnych wniosków. Jednakże prowokowanie do podjęcia pewnych działań Velsky'ego przez Miśkę, szczególnie ze względu na zaistniałe między nimi dwuznaczności podczas tych wakacji, nie mogły pozostać bez echa. Sama zresztą mogła się spodziewać, że Rosjanin skorzysta z jej zachęty, więc ponosiła winę za to, że to wykorzystał.
    Reakcja Miśki, jak zwykle agresywna, bo i Alexey zdziwiłby się, wpadając chyba nawet w szok, gdyby zachowała się inaczej. Uznałby to niewątpliwie za zwiastun czegoś niedobrego, a może i nawet postępującej choroby w pakiecie z gorączką. Wyłapanie od Michaliny było swoistą normą, czymś do czego się przyzwyczaił i nie spodziewał się, że puści mu to płazem. Choć na co dzień metamorfomag przybierał postać drobnej to rzeczywistość mogła okazać się brutalna. Miśka potrafiła przywalić, a wynikało to z jej naturalnej siły, co często można było zauważyć w postaci siniaków u samego poszkodowanego, który chcąc nie chcąc krzywdy nigdy, by jej nie zrobił.
    W tym przypadku zaskoczyła go nieco wybuchem brutalności, gdyż rozłożyła się ona na kilka drastycznych etapów. Pierwszego w zapewnieniu mu nabitego siniaka pod okiem, drugiego, wręcz bezczelnego zabrania nieswojej różdżki, a ostatniego — zwalania na podłogę z szansą na bliższe zapoznanie i oceną jej „miękkości”. Na niekorzyść Michaliny przemawiał jednak rumieniec widniejący na jej twarzy, co siłą rzeczy dało samemu Velsky'emu satysfakcję, zmniejszając przy okazji odczucie bólu, ale rosnący uśmiech zminimalizował do zera, przygryzając dolną wargę.
    Mimo wszystko Alexey posłał jej początkowo spojrzenie ze zmrużonymi oczami, a następnie zmarszczył nieco nos, podnosząc się z twardej podłogi w salonie państwa Zdunk w trybie ekspresowym. Otrzepał się teatralnie z niewidocznych gołym okiem parochów. Jeśli Miśka zamierzała go do czegoś zmusić — powinna wiedzieć, że w przypadku Alexa nie było niczego za darmo i mógł okazać się całkiem oporny przy próbie podporządkowania go sobie.
    Następnie Rosjanin pokonał energicznie dzielącą ich odległość, zabierając od razu Miśce jednego ze swoich uroczych pupili i podrapał Baldura za uchem. Pokręcił głową z dezaprobatą, wzdychając ciężko. Dłuższą chwilę poświęcając jednak miękkiemu i mruczącemu szaremu kotu. 

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Nie dotykaj go, Michalino, jeszcze złamiesz mu kark, w przypływie swojej nagłej agresji, a wolałbym nie stracić tego kochanego stworzonka — oświadczył ni to złośliwie, ni to poważnie Alexey, patrząc na nią z góry ze względu różnicy w ich wzroście, umyślnie stosując pełną wersję jej imienia, aby zasygnalizować, że go poniekąd uraziła, co wypadało rozumieć jako czas najwyższy na przygotowanie słodyczy, aby wkupić się w jego łaski. Jako gość tego domu zamierzał wykorzystać zachowanie swojej przyjaciółki przeciwko niej, nawet jeśli był do niego przyzwyczajony – nie zmieniało to w żaden sposób tego, że mogli sobie poprzeciągać linę. Alex zamierzał przecież uczynić pannę Zdunk winną swoich prowokacji. — Kto zrozumie kobiety? Najpierw czegoś chcesz, a potem nie… Ech, nawet gościa w swoim domu nie potrafisz potraktować miło — westchnął teatralnie jasnowłosy Alexey. — Następnym razem wezmę ze sobą Iliję i zostawię was razem, a sam zajmę sobie czas z Karolem, jeśli przeszkadza ci to, że wpadłem do ciebie bez zapowiedzi. — mruknął jak gdyby nigdy nic, wzruszając przy okazji ramionami, jakby co do słuszności tego pomysłu nie mogło być żadnych wątpliwości i zrozumiał „aluzję” ukrytą w zachowaniu swojej przyjaciółki. Oczywiście, że doskonale to przemyślał, głaszcząc zwiniętą w jego ramieniu szarą, ciepłą kulkę. — Oddaj moją różdżkę, nie należy do ciebie, a poza tym nie zachęcałem cię do tego, abyś ją dotykała i zastanów się jak wyjaśnisz swojej mamie fakt skąd mam siniaka pod okiem. Prezent w postaci rosyjskiej wódki na pewno nie będzie dla niej wystarczającą odpowiedzią. — dodał wyciągając w jej kierunku oczekująco rękę, obdarzając ją iście karcącym spojrzeniem. Kwestie dotyczące przeprosin oczywiście umyślnie sobie podarował. To, że nie zamierzał spać w pokoju gościnnym było jasne jak słońce i wyraził się w tej sprawie wystarczająco, co oznaczało tylko jedno — wykopie z łóżka Michaliny jej misia, co nie podlegało większym dyskusjom. Liczył oczywiście na słodycze, które zminimalizują poczucie urażonej, męskiej godności i doznanych krzywd cielesnych, skutkujących siniakami.


      Alexey

      Usuń